Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 717 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




BROOKLYN NETS

poniedziałek, 30 kwietnia 2012 14:52

Michał Kajzerek

 

Już oficjalnie. Brooklyn ma swój zespół w NBA, a Jay-Z materiał na nową płytę. Nets pożegnali się z New Jersey tak, jak pożegnał się zespołem gubernator New Jersey - Chris Christie. Czas na nowy rozdział w historii organizacji. Zostało już zaprezentowane nowe logo, Barclays Center rośnie w oczach, a Mikhail Prokhoroh przekonuje Rosjan, że za oceanem też fajnie grają w koszykówkę. Poniżej kilka ciekawych zdjęć…

 

 

 

 

Przypuszczam, że jest to alternatyne logo do tego, które widzicie na obrazku wyżej. Swoją drogą - jak wrażenia? Z pewnością Jay-Z nie pozwoli, aby jego zespół był deisgnerskim niewypałem i znając jego koneksje z Kanye Westem, który jest entuzjastą mody - jerseye Brooklyn Nets mogą być intrygujące. Na razie skupiamy się na tym, jak zespół będzie wyglądał od strony wizualnej. Wiemy, że Deron Williams i Gerald Wallace mają zamiar zrezygnować z opcji w kontrakcie i zostać tego lata niezastrzeżonymi wolnymi agentami. Do pozostanie z zespołem zadeklarował się natomiast Kris Humphries - solidny podkoszowy punkt nowopowstającej drużyny. Już długo chyba nikt nie napisał o nim zdania bez ironicznego podekstu. Brooklyn is in!



Podziel się

TOP 10 AKCJI: 29 KWIETNIA

poniedziałek, 30 kwietnia 2012 14:05


Podziel się

RONDO POPCHNĄŁ SĘDZIEGO, MOŻE NIE ZAGRAĆ W DRUGIM MECZU

poniedziałek, 30 kwietnia 2012 13:33

Maciej Kwiatkowski

 

Na 41 sek. przed końcem zwycięstwa Atlanty Hawks 83:74, gdy Boston Celtics zeszli po raz pierwszy w drugiej połowie na tylko 4 punkty straty, Rajon Rondo & Co. byli bliscy przechwycenia piłki, która mogła dać im kluczowe posiadanie. Przy walce o piłkę na parkiecie sędzia Marc Davis odgwizdał jednak dosyć wątpliwy w tej sytuacji faul Brandona Bassa na Joshu Smithie. Rondo wkurzył się o to i zrobił zdecydowany krok w kierunku Davisa. Dostał dacha. Za chwilę drugiego - po tym jak popchnął go klatką piersiową, urwis.

 

 

Po meczu Rondo powiedział, że nie zrobił tego specjalnie. W powtórce faktycznie widać, że przed popchnięciem sędziego potknął się o jego stopę. Doc Rivers twierdzi, że zdziwi go jeśli Rondo zostanie ukarany odsunięciem od jednego meczu. Wydaje mi się jednak, że taką karę właśnie otrzyma, bo nie wyglądało z kolei na to, aby samo potknięcie miało decydujący wpływ na to co zrobił.

 

Regulamin mówi tymczasem:

 

“PHYSICAL CONTACT—SUSPENSION: Any player or coach guilty of intentional physical contact with an official shall automatically be suspended without pay for one game. A fine and/or longer period of suspension will result if circumstances so dictate.”

Celtics muszą znaleźć punkty z ławki rezerwowych (4) bez Ray'a Allena, bo Hawks od pierwszej kwarty wyglądali wczoraj jakby kontuzja Derricka Rose'a pobudziła ich wyobraźnię, a Jason Collins do przerwy był lepszy niż Kevin Garnett. Hawks biegali szybciej, grali agresywniej i kończyli lepiej akcje, prowadząc już 52:35 na starcie drugiej połowy. Celtics wygrali trzy ostatnie kwarty 56-52 i w czwartej jakby przejęli nieco momentum tej serii. Wykluczenie Rondo na wtorkowy mecz może jednak wszystko zatrzymać.

 

Nie byłby to pierwszy raz w tym sezonie, gdy Rondo  zostałby wykluczony z gry za potyczki z sędziami. W lutym NBA odsunęła go od dwóch kolejnych spotkań za rzucenie piłką w arbitra.

 

Wasze zdanie?

 


 

 


Podziel się

MOUNT BYNUM MIAŁ 10 BLOKÓW, GEORGE KARL MAŁE PŁACZE

poniedziałek, 30 kwietnia 2012 13:08

Maciej Kwiatkowski

 

W sezonie regularnym Denver Nuggets przewodzili lidze w ilości rzutów oddanych z pomalowanego. Nie mając klasycznej broni tyłem do kosza, Nuggets opierali swój styl gry na kontrataku, nieskomplikowanych pick/rollach i penetracjach w pole trzech sekund. W 66 meczach sezonu 60% ich rzutów z gry oddawanych było in the paint. 

 

Enter Andrew Bynum... 

 

Wczoraj Nuggets nie trafili 38 z 60 w pomalowanym. Przeczytaliście dobrze. Tak to właśnie faktycznie wyglądało, bo byli wystraszeni od pierwszej kwarty. Tzn dali się szybko przestraszyć i przegrali wyraźnie 88:103 w pierwszym meczu serii z Los Angeles Lakers.

 

Bynum miał tylko 10 punktów, ale też 13 zbiórek i aż 10 bloków - w tym trzy w pierwszej kwarcie. Od 1974 roku kiedy liczone są oficjalnie po 10 zablokowancyh rzutów mieli jeszcze tylko gigant Mark Eaton i Hakeem "The Dream". Bynum jest jednak pierwszym na przestrzeni 38 lat, który miał 10 bloków w play-offowym zwycięstwie. 

 

Wygląda na to, że będzie ich jeszcze więcej w tej serii - bloków i zwycięstw.  

 

 

George Karl miał trochę pretensji po meczu do sędziów. 

 

"(Bynum) was playing a nice illegal defense. He was zoned up good. I think we got one illegal defense (call against Los Angeles). I saw about 30 of them. ... The shot-blocker probably beat us." 

 

Prawdopodobnie tak  ...i jeżeli następnym razem Ty Lawson i Al Harringon na dziabniętym kolanie nie zgłoszą się pod obręcz z czymś lepszym, to ta seria może nie potrwać dłużej niż cztery mecze. Nuggets brakuje  zawodników, którzy mogliby wyciągnąć go spod kosza. W zasadzie tylko Harrington z kwintetu  wysokich Nuggets grozi rzutem za trzy. W te 2 minuty, które spędził wczoraj udając centra obok Danilo Gallinariego na czwórce, otrzymał jedną czapeczkę i Lakers zdobyli 7 punktów w trzech posiadaniach.

 

Tempo rozstrzygnie losy tej serii i słyszeliśmy wczoraj to z ust Karla podczas time-outów Nuggets, ale i od Kobe'go Bryanta w trakcie wywiadu po pierwszej połowie. Karl mobilizował swoich graczy, aby grali szybciej, ale ci myśleli o tym co może spotkać ich na końcu akcji i to paraliżowało ich ruchy.

 

Kolejny mecz tej serii w nocy z wtorku na środę.


 

 


Podziel się

MEMPHIS GRIZZLIES NABIJAJĄ SIĘ Z JEDNOSEZONOWCÓW

poniedziałek, 30 kwietnia 2012 12:15

 

 

 

Maciej Kwiatkowski


...a potem tracą największą przewagę w historii play-offów.

 

Patrząc wczoraj na FedEx Forum i rzędy fanów Grizzlies ubranych w jednakowe koszulki, zastanawiam się jednak gdzie byli ci wszyscy kibice w sezonie regularnym, gdy ich zespół był jednym z pięciu najlepszych w NBA w marcu i kwietniu? Być może siedzieli w domu i oglądali jak grają Rajon Rondo, Kobe Bryant, LeBron James i Chris Paul...

 

A być może przesłanie reklamy jest takie, że nie potrzebują nagle więcej kibiców spoza Memphis, od kiedy Grizzlies stali się popularnym czarnym koniem rozgrywek na wielu blogach, portalach i forach. Kończąc mecz w taki sposób jak wczoraj mogli zadziałać skuteczniej niż reklama wyżej.


Podziel się

MANU GINOBILI PODAJE ZA GŁOWĄ, KRADNIE SHOW

poniedziałek, 30 kwietnia 2012 11:21

Maciej Kwiatkowski

 

"Manu nawet gdy zdobywa 6 punktów, kradnie show" - napisał Przemek po wczorajszym zwycięstwie San Antonio Spurs w pierwszym meczu z Utah Jazz 106:91. Jeśli nie widzieliście jeszcze - albo jeśli chcecie zobaczyć ponownie - poniżej jedna z czterech asyst Emmanuela Ginobiliego. Jedna z dwóch, gdy Spurs otwierali 15-punktową przewagę w końcówce trzeciej kwarty.

 

 

Manu zepsuł też wsad sam na samym z koszem w pierwszej połowie i chyba nigdy nie dowiem się czemu popsute dunki są tak popularne na youtube. Chwilę po powyższym podaniu puścił asystę kozłem do Matta Bonnera w pick/rollu i prawie dostał standing ovation.

 

Przy tempie w jakim odpadają gracze w tych play-offach (1,5 gracza na dzień...), życzmy tylko sobie, abyśmy mogli oglądać Manu do ostatniego meczu San Antonio. Gregg Popovich wpuścił wczoraj całą drugą piątkę jeszcze w pierwszej kwarcie i Spurs nie stracili nic ze swojego rytmu. Ginobili jest na czele tej grupy. Spurs zaliczyli +16 w 15 minut, które Ginobili, Tony Parker i Tim Duncan spędzili razem na parkiecie. Mecz nr 2 w środę w San Antonio.

 

 


Podziel się

PRZERWA NA ŻĄDANIE (28-29.04.2012)

poniedziałek, 30 kwietnia 2012 10:55

 

Bartek Tomczak

 

Najnowsza Przerwa na Żądanie i podsumowanie wszystkich, inauguracyjnych spotkań pierwszej rundy.

 

Program dostępny w lepszej jakości, po przestawieniu na 720p.

 


Podziel się

CLIPPERS PRZESZLI DO HISTORII PLAY-OFFÓW. NICK YOUNG BYŁ NA PARKIECIE

poniedziałek, 30 kwietnia 2012 8:06

Maciej Kwiatkowski

 

Cztery blowouty, hmm? Nudna noc, hmm? Los Angeles Clippers kończący mecz 28-3 w Memphis, hmm?

 

Nie ma recepty na to co stało się w czwartym i najlepszym meczu ostatniej nocy, który do 40 minuty wyglądał na totalną katastrofę Clippers. Jeśli jesteś rywalem, po takich meczach umierasz w szatni, 50 minut chowając się w szafce albo uciekając szybko przed reporterami. Nie było żadnego grilla, choć kuzyni Zacha Randolpha już dawno wyjęli rzeczy z lodówki.

 

Drugą noc play-offów najlepsze działo się w najgorszym u nas czasie antenowym, albo w najlepszym, jeżeli ktoś obudził się rano i nie przeraził go wynik. 57:84 dla Memphis na dwie minuty przed końcem trzeciej kwarty. Myślałem o śniadaniu.

 

Grizzlies o kolacji, Zach Randolph o kolacji, Rudy Gay o grach wideo... Przy 71:95 na 8 minut przed końcem Vinny Del Negro miał jeszcze może z dwie minuty dla Chrisa Paula i Blake'a Griffina, styranych intensywnością i niemal perfekcyjną grą Memphis. Caron Butler był w szatni z kontuzją ręki, a Mo Williams dopiero co zszedł z boiska. Clippers wyglądali jak ...Clippers.

 

Na parkiecie pozostał Reggie Evans i było -24 punktów straty. Co Reggie Evans mógłby dać ci w takim momencie?

 

Był Eric Bledsoe z tym swoim dziwnym i nieskutecznym rzutem a'la Andre Miller. Dwaj ludzie głównie od energii, obrony + Paul, Griffin i do tego jeszcze jeden niesprawdzony dziki strzelec w swoim pierwszym meczu play-off w karierze. 

 

Czasem tym co potrzebujesz, aby wyrównać największy comeback w historii play-offów jest Nick Young.  The Nick Young. Możecie zobaczyć to tutaj punkt po punkcie:

 

via CBSSports


13/17 z gry, dwa arcykluczowe (celne!) rzuty wolne Griffina na 1,5 min przed końcem przy -3. Do tego morze strat Grizzlies w pomalowanym, dwa przechwyty i wszędobylskie ręce Evansa, jego 8 zbiórek, lay-up, szybkość Paula, trzy kolejne trójki Younga i Grizzlies nie trafiający z gry przez 8 minut. Takie rzeczy nie zdarzają się zwyczajnie - Del Negro wyglądający jak mistrz match-upów, mixujący swoich liderów z szaleństwem Evansa i Younga.

 

Los Angeles Lakers i San Antonio Spurs wygrali w niedzielę swoje mecze zdecydowanie, ale do 40 minuty to Grizzlies zaliczali największy blowout i wyglądali najlepiej z wszystkich wczorajszej nocy. 

 

Zaskakujące jest to, że ten comeback jest dziełem drużyny, której boiskowa chemia jest i będzie w tych play-offach pod lupą. Albo nie traktuje się jej poważnie. Teraz będzie potrzebna jeszcze bardziej (i będzie więcej Nicka Younga - na dobre i na złe), bo Butler nie zagra już do końca tej serii.

 

Jeżeli jest coś czego ten mecz mógł nas nauczyć o Clippers, to chyba to, że nigdy nie możesz czuć się pewnym zwycięstwa, gdy CP3 jest na parkiecie w drużynie przeciwnej - asysta i dwa punkty w dwóch ostatnich posiadaniach, 8 asyst w czwartej kwarcie. Kolejny mecz dopiero w środę. Grizzlies mają całe dwa dni żeby z tym żyć.


 

 


Podziel się

TIM DUNCAN COFA CZAS, TONY PARKER MA SWÓJ CZAS

niedziela, 29 kwietnia 2012 23:00

 

Przemek Kujawiński

 

Spurs są zdrowi.

 

To jedno zdanie ma w sobie ogromną siłę. Zerknijcie sobie w jakąkolwiek zapowiedź tej serii, a zorientujecie się, że "zdrowie" będzie przewijać się tam w każdym zdaniu. Straszny frazes, bo przecież każdy zespół potrzebuje być zdrowym. W przypadku Spurs jednak nikt nie kwestionuje innych rzeczy. Kluczem dla Spurs jest naprawdę jedynie zdrowie, gdyż poza tym są zespołem kompletnym.

 

Pomyślcie o tym. W tym zespole z ławki wchodzą Stephon Jackson i Manu Ginobili. Gregg Popovich póki co postanowił nie skracać rotacji i już w pierwszej kwarcie wypuścił na parkiet 10 zawodników. Nie było wśród nich DeJuana Blaira i rewelacyjnego w końcówce sezonu Patty'ego Millsa. Pop wolał zaufać wracającemu po kontuzji Gary'em Nealowi. Blair zsunął się w rotacji za Matta Bonnera, Tiago Splittera i Borisa Diawa (który wskoczył do pierwszej piątki), ale wobec kontuzji nadgarstka Brazylijczyka (wciąż nie wiadomo na ile poważnej) powinien zobaczyć jeszcze w tej serii trochę minut.

 

San Antonio Spurs są zdrowi i z pewnością nie są nudni. Myślę, że spokojnie dałoby się zmontować mocne top 10 z tego meczu z wsadami Duncana, asystami Ginobiliego i lay-upami Tony'ego Parkera. Mecz z Jazz nie był być może spotkaniem, które będziemy długo wspominać. Ot, rozgrzewka przed prawdziwymi emocjami, ale Spurs chce się po prostu oglądać. Tim Duncan nie wyglądał tak dobrze od 3 lat, a Tony Parker, który dopiero w maju kończy 30 lat jest w szczycie formy. Plus Manu Ginobili, który jest po prostu Manu i nawet, gdy zdobywa 6 punktów, kradnie show.

 

Wracając do Parkera, to mogą być jego playoffy. Dzisiaj zakończył mecz z dorobkiem 28 punktów i 8 asyst i był nie do zatrzymania dla Devina Harrisa i Jamaala Tinsleya. Francuz jest po prostu za szybki. Wciąż jest po prostu za szybki, ale przestał być też jeźdzcem bez głowy i jego podania za łuk po penetracjach to po prostu poezja.

 

Kibice Spurs przy każdej okazji skandowali swojemu rozgrywającemu MVP i choć ten nie dostanie tej nagrody w tym roku, to mam nadzieję, że znajdzie się na trzecim miejscu w głosowaniu za Jamesem i Durantem - przydałoby się bowiem wokół jego osoby trochę hype-u. Parker jest w tej chwili jednym z 5-6 koszykarzy w NBA, którzy wyglądają jakby wiedzieli coś więcej o tym sporcie niż ich koledzy.

 

Jazz długo trzymali się w meczu, dzięki łatwym punktom z kontry i spod kosza. Tyron Corbin oczywiście starał się wykorzystywać swoje największe atuty, czyli graczy podkoszowych. Al Jefferson i Paul Millsap nie są jednak Zachiem Randolphem i Markiem Gasolem, a próby grania inside-outside kończyły się najczęściej pudłami zza łuku.

 

Świetne minuty dał Derrick Favors, który jest już dziś moim faworytem do nagrody za największy postęp w przyszłym sezonie, ale Jazz nie ugrają nic w tej serii, jeśli nie obudzi się ktoś z dwójki Devin Harris, Gordon Hayward. Harris miał 7 punktów i 5 strat i wyglądał dobrze raptem przez 2 minuty w drugiej połowie, gdy przez chwilę grał nieco bardziej agresywnie. Jeśli Tony Parker nie będzie zmuszany do pracy w obronie, to będzie miał na tyle dużo energii, żeby samemu przejechać się po Utah w czterech meczach. Podejrzewam się, że gdy rodzice pytali małego Gordona, kim chce zostać, gdy dorośnie, odpowiadał, że Manu Ginobilim. Lepiej dla Utah, jeśli Hayward zdąży dorosnąć jeszcze w tym tygodniu, bo Devin Harris nie jest już All-Starem.

 

 

Spurs są zdrowi. Wyglądają świeżo. Tony Parker ma czas swojego życia, a Jazz wydają się być idealni na rozgrzewkę przed kimś z pary Grizzlies - Clippers. Siedmiu fanów Spurs w Polsce powinno mieć dobry początek maja.


 

 


Podziel się

KCIUK W GÓRĘ, KCIUK W DÓŁ: NOC, W KTÓRĄ UMARŁO CHICAGO

niedziela, 29 kwietnia 2012 14:00

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

W trakcie play-offów będę używać przestrzeni w tak zatytułowanych wpisach, aby napisać o tym co wywarło na mnie duże wrażenie i o tym co mi się nie podobało. Jest to pomysł zaczerpnięty z bloga The Point Forward prowadzonego przez Zacha Lowe'a, który robił coś takiego w każdy poniedziałek sezonu regularnego. 

 

 RIPROSE. Nigdy nie dowiemy się jak dobrzy mogli być w tych play-offach Derrick Rose i Richard Hamilton. To co zobaczyliśmy głównie w drugiej kwarcie pozostawia teraz ogromne poczucie niedosytu. Tych kilka minut, w których Rose i Hamilton wymienili się piłką cztery razy w kontrataku, albo Rose znajdował Hamiltona outlet-passem, to było to samo co widać było w jednym z ostatnich meczów sezonu przeciwko Dallas Mavericks: szybkość i chęć Rose'a do znajdowania Hamiltona wszędzie na parkiecie. Nie powiedzielibyśmy, że to scoring-point guard. Russell Westbrook nie mógłby już być dłużej wymieniany z nim w jednym zdaniu. W pierwszej połowie Hamilton trafił kilka rzutów z wyskoku, 19 punktów przy tylko 7 próbach z gry, a Rose wyglądał świeżo w pierwszym kroku i nawet nie musiał go wczoraj specjalnie wykorzystywać.
 

 

 SZANSE CHICAGO NA POKONANIE MIAMI. Niestety główną historią wczorajszego meczu stał się decydujący cios w szanse Chicago Bulls na wyjście z Konferencji Wschodniej. Nie myślę, że jest to wina Toma Thibodeau, że Rose był wtedy na parkiecie, bo równie dobrze mogło się to wydarzyć w każdym momencie kolejnego meczu. Źle postawiona stopa wylądowała płasko na parkiecie jak słaby skok ze słupka brzuchem na taflę wody, wprawiła w drgania najpierw kostkę, potem łydkę, a następnie kolano. Wyglądało to jakby ktoś spod parkietu poraził Rose'a prądem. Mam nadzieję, że po udanej rehabilitacji wróci do gry i zerwanie ACL nie przeszkodzi mu w odzyskaniu zupełnej sprawności na kolejne playoffy.  

 

 KORVER. Kyle Korver wyglądał na najbardziej przeżywającego ten moment. Potem napisał na temat Rose'a kilka słów na swoim facebooku: 

 

"Derrick is more than an MVP to our team. He's our friend, our brother he inspires us to be the very best we can be, just by who he is and how hard he plays. That he has spent so much time this year hurt, was frustrating. Now that he is out for the rest of the season, well its just plain sad. No one is to blame; what happened, did. We send him our prayers, our love, our good wishes that he heals and comes back stronger, better, healthier than ever before."



 I RUNDA PLAYOFF NA WSCHODZIE. Bez Rose'a wygląda na to, że będziemy mieli trzy długie i ciężkie serie, w których zdobycie 100 punktów będzie w zasadzie oznaczać zwycięstwo. Dużo skuteczności na poziomie 40%, dobrej obrony i może jeden prawdziwiie elektryzujący gracz w tych trzech seriach, nazywający się Rajon Rondo.

 



 LEBRON JAMES. Dobrze wiemy, że LeBron praktycznie zawsze zaczyna serię bardzo dobrze i dopiero potem zaczyna mieć problemy w odpowiadaniu na usprawnienia defensywne. W każdym razie wczoraj rozegrał mecz kompletny. Poza 32 punktami w 32 minuty i ponad 70% z gry (10/14) i z linii (10/14), zaliczył cztery przechwyty, wymusił trzy faule ofensywne i razem z Shane'm Battierem (mały plus) brał udział w zamknięciu Carmelo Anthony'ego na 0/7 w pierwszych 20 minutach meczu (3/15 w całym spotkaniu). Miał też prywatny run 9-0 do końca połowy po tym jak Tyson Chandler postawił zasłonę, gdy James wracał się tyłem do obrony. Myślę, że nie zasługiwało to na faul niesportowy, ale biorąc pod uwagę to jak mocno poza rytmem był wczoraj rozchorowany Chandler, lekki ruch do przodu i niewyczucie dystansu było czymś zupełnie normalnym przy wysokiej gorączce. 

 

 AMARE GUY. Amare Stoudemire staje się gwiazdą Broadway'u. Zabawny, karykaturalny - nazwijmy go Woody. Nie tylko zdobywał wczoraj 0,5 punktu na każdy milion dolarów, który zarobi w tym sezonie, ale wyglądało na to, że całą swoją energię zużył w jednej akcji. Udonis Haslem kończył pod koszem, ale został sfaulowany w drodze do lay-upu. Już po faulu Stoudemire zablokował go nad obręczą i zaraz zaczął się prężyć, chłopotać językiem w kierunku kibiców i graczy Miami jakby był jakimś kolegą Kevina Garnetta z tej samej defensywy. Haslem zaczął mu odpowiadać z lekkim niedowierzaniem na twarzy. Myślę, że można  robić takie rzeczy, jeżeli faktycznie jest się tytanem obrony - zdarza się to np  Garnetowi, Serge'owi Ibace, ale gościu... gościu proszę Cię - nazywasz się Amare Stoudemire, masz najniższy defensywny rating w Knicks oprócz Mike'a Bibby'ego i jeden z najgorszych kontraktów w NBA.
 

 

 STAN VAN GUNDY. SVG przeszkolił Franka Vogela i praktycznie wygrał mecz po dwóch time-outach. Widzieliście kiedyś, żeby Dwight Howard wygrał mecz w crunch-time? Najpierw przy stanie 77:75 dla Indiany na 1.14 przed końcem rozrysował zagrywkę z autu perfekcyjnie wyegzekwowaną przez jego walczących do końca graczy. Jameer Nelson wyszedł po piłkę wznawianą z lewej strony na połowie Pacers i ustawił się 12 metrów przed koszem, Jason Richardson zbiegł w tym czasie z lewego na prawy blok i ustawił się jakby chciał zagrać w post-up 5 metrów od kosza na prawym skrzydle. Nelson cały czas kozłował, ale zamienili się z Richardsonem miejscami. Ten bez piłki na szczycie linii za trzy wykorzystał najpierw pierwszą zasłonę od Ryana Andersona, a następnie zasłonę wstecz, postawioną przez Andersona na plecach niczego się nie spodziewającego Paula George'a, który myślał już, że wykonał swoją pracę. David West, który wróci tutaj jeszcze zaraz w tym wpisie, też nie zareagował i J-Rich miał czystą trójkę z prawej 45-tki. Bang, piąta trójka Richardsona w tym meczu i praktycznie game-winner (od 1:07 tutaj). Na 7 sek. przed końcem przy +3 Magic mieli time-out i po dwóch pudłach z linii rzutów wolnych Earla Clarka potrzebowali dostarczyć piłkę komuś kto nie pomyli się z linii. Nie było to trudne dla SVG i za chwilę niepilnowany znalazł się J.J. Redick, który trafia 88% rzutów wolnych w karierze. I choć trafił tylko raz, to w zupełności wystarczyło to by wygrać mecz, 81:77. Wielki steal świetnego trenera i zespołu, który skazywany jest praktycznie przez wszystkich na porażkę w tej serii.

 

 EGZEKUCJA PACERS W CRUNCHTIME. Pacers przegrywali 77:80 na 24,5 sek. przed końcem, mieli time-out i potrzebowali trójki. Darren Collison i Danny Granger mieli rozegrać pick/roll na lewej 45tce, ale to miała być zmyłka względem tego co działo się w tym czasie po drugiej stronie boiska. Tam Paul George miał wyjść po podwójnej zasłonie na swoją pozycję do rzutu za trzy z prawej 45tki. David West nie wiedzieć czemu nie został jednak obok Roy'a Hibberta z prawej strony pomalowanego, aby poczekać na George'a. Zamiast tego powędrował do prawego rogu i w końcu zdezorientowany George nie miał się na czym urwać i do końca został przy nim J-Rich. Collison nie wiedząc co zrobić, w izolacji z Hedo Turkoglu oddał rzut z półystansu przy -3 na 12 sek. przed końcem. W kolejnej akcji po dwóch niecelnych rzutach wolnych Clarka, Granger popełnił kroki mając przed sobą Glena Davisa siedem metrów od kosza. 

 

 GLEN DAVIS. "Y'all look real stunned," - krzyczał do publiczności po meczu. Rzadko traktujemy na tym blogu Glena Davisa poważnie, ale wczoraj pokazał niebywałe przetrwanie i przede wszystkim świetną kondycję. Spędził na parkiecie 40 minut jako center Orlando, grając przeciwko o głowę wyższemu Roy'owi Hibbertowi. Ten miał już swój 9 blok w połowie drugiej trzeciej kwarty, z tego sześć na Davisie. Nic z tego - Baby trafił dwa kolejne jump-shoty, zdobył dwa razy więcej punktów niż Hibbert (16:8) a w końcowych 30 sekundach miał najważniejszą zbiórkę ofensywną meczu i ustał przed Grangerem w ostatniej akcji.

 

 MAVERICKS STRACILI WIELKĄ SZANSĘ. Zagrali bardzo dobrze - bardziej dzięki Dirkowi Nowitzkiemu i fantastycznemu 8/9 z gry z jump-shotów Jasona Terry'ego po trzech kwartach, niż z racji na match-up zonę. Oklahoma radziła sobie z nią do przerwy, stawiając zasłony na szczycie i zostawiając swoim kozłującym decyzje na linii rzutów wolnych. W drugiej połowie Mavericks odeszli od grania większości posiadań zoną, ale wygrywali ten mecz po atakowanej stronie parkietu. Stracili jednak ogromną szansę na przywrócenie narracji, że nie można skreślać mistrzów itd. Tak, nie można skreślać mistrzów, ale prowadząc +7 na 2,5 min. przed końcem ten mecz był już praktycznie wygrany. Końcówka była jednak kontynuacją kłopotów Mavericks w crunch-time z sezonu regularnego.

 

 SCOTT BROOKS I POMOC JAMESA HARDENA. Po tym jak Dirk Nowitzki zdobył swój 9-ty punkt z rzędu i na 2,5 min przed końcem było 94:87 można było zobaczyć godzenie się z porażką na twarzach kibiców Oklahomy. Nowitzki niszczył Serge'a Ibakę, który choć odrobił lekcje z zeszłorocznych play-offów i nie nabierał się już na pump-fake w izolacjach, to był dwukrotnie bez szans, gdy Nowitzki zagrał po jednym koźle na półdystansie i wyszedł w górę. Brooks zrobił wtedy jedną, jedyną rzecz, którą mógł zrobić, ale zrobił ją - zamienił krycie z Ibaki na Kendricka Perkinsa. Nowitzki prawie zdobył na Perku decydujące punkty, gdy trafił dwa rzuty wolne na 9 sek. przed końcem po wywieszeniu go w górę chwilę wcześniej. W dwóch z trzech pozostałych posiadań Perkins i schodzący z góry z pomocą Harden wybrali jednak Nowitzkiemu piłkę w koźle, wymuszając dwie z sześciu strat Dirka w tym meczu.

 

 

 

 


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 779 724  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18779724

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0