Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 421 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


ZAPOWIEDŹ FINAŁU KONFERENCJI ZACHODNIEJ: LAKERS - SUNS

poniedziałek, 17 maja 2010 16:09
Maciej Kwiatkowski

Po pierwszych dwóch meczach sezonu regularnego, w których Lakers rozbili Suns u siebie, napisałem, że Suns nie mają żadnych szans w ewentualnym starciu z obrońcami tytułu. Te dwa spotkania rozegrane zostały jednak w 2009 roku i od tamtego czasu dwie kwestie zmieniły mój pogląd na to, dając Suns szanse w tej rywalizacji.


Większość ekspertów nadal typuje Lakers, jako faworyta, bezpieczny pick, ale nie można zapominać, że Lakers trafili w drugiej rundzie na swój ulubiony w ostatnich latach team w play-off (w dodatku osłabionych liliputów Utah Jazz). Z kolei Suns rozbili San Antonio Spurs, którzy po pierwszej rundzie byli faworytem większości do starcia z Lakers w finale konferencji.

Te dwie kwestie, które powinny uczynić tą serię zaciętą?

Suns są obecnie lepszym zespołem niż jesienią 2009 roku - to nie ulega raczej wątpliwości. Andrew Bynum opuszcza treningi i narzeka na bóle w kolanie, które sprawiły, że był niewidoczny w dwóch ostatnich starciach z Jazz. A wg najnowszych doniesień nie jest z tym lepiej i po tym jak w sobotę utykał, w niedzielę nie trenował z zespołem.





* Kluczem dla losów tego pojedynku wydaje się być to jak rozegra się rywalizacja pomiędzy Pau Gasolem i Amar'e Stoudemire'm. Gasol wyniszczył niewysoki frontcourt Jazz, grając średnio na 24 punkty i 13 zbiórek. Stoudemire jest tymczasem w trakcie misji zdobycia sobie maksymalnego kontraktu, poprzez udowodnienie wszystkim, że może być kimś więcej niż tylko graczem jednostronnym - ofensywnym.

Gasol ma tutaj jednak nadal przewagę wzrostu i powinien trafiać pół-haki nad przeciętnie blokującym Amar'e. Inaczej może jednak sytuacja wyglądać, jeśli uraz kolana ograniczy Andrew Bynuma lub wykluczy go z gry w trakcie trwania serii. Wtedy Suns mogą używać na Gasolu wracającego dzisiaj do gry Robina Lopeza, jak też i Channinga Frye'a, który zrobił zupełnie przyzwoitą robotę, kryjąc Tima Duncana w poprzedniej serii.

* W sezonie regularnym Kobe Bryant zaliczał 27.5 punktów i trafiał 60% rzutów za dwa przeciwko Suns. Dla Kobe'go starcie z Suns to jednak coś więcej i akurat w jego przypadku przywoływanie porażek z Phoenix w pierwszej rundzie play-off w 2006 (3-4) i 2007 (1-4) podejrzewam, że znaczy naprawdę COŚ więcej. Nie będą to tylko puste słowa rzucane w trakcie serii przez - o zgrozo, finały Zachodu ma TNT - Reggie'go Millera.

W starciach z Suns Bryant był kryty głównie przez Jasona Richardsona. Teraz na przeciw niego stanie 37-letni Grant Hill i zapowiada się nie lada match-up. Hill od zawsze był dobrym defensorem, ale dopiero w tych play-off ugruntowała się o nim opinia specjalisty, po tym jak zatrzymał najpierw Andre'go Millera, a potem Manu Ginobiliego. Obaj są jednak niżsi niż Bryant i zobaczymy jak poradzi sobie Hill z Kobe'm, gdy ten będzie próbował gry w izolacjach tyłem do kosza. To będzie na pewno interesujące.





* W sezonie regularnym jedną z rzeczy, które najczęściej pojawiały się w relacjach pisanych przeze mnie, była - może pamiętacie - przedziwna zdolność Jasona Richardsona do pozostawania pod ogromnym wrażeniem swoich bardziej utalentowanych rywali na pozycjach SG/SF. Nie bardzo potrzeba teraz, by sprowadzać to do dłuższego wywodu o podłożu statystycznym, ale fakt jest faktem, że Richardson w starciach z Lakers zdobywał średnio tylko 9 punktów, trafiając zaledwie 3 z 21 prób za trzy.

Jakże inaczej się to ma w play-offach, gdzie dotychczas jest najlepszym strzelcem Suns (21.9), trafiając niesamowite 52% rzutów za 3, przy 6.6 próbach na mecz.

W tej serii stanie jednak na przeciw Rona Artesta, nad którym nie powinien już mieć fizycznej przewagi. Tej która w poprzednich seriach pozwalała mu bić się na atakowanej desce niczym silny skrzydłowy. Zadaniem Artesta będzie oczywiście wyłączenie Richardsona z gry, odkąd statystyki punktów drastycznie potwierdzają jego znaczenie - Suns są 31-4, gdy J-Rich rzuca więcej niż 20 "oczek". O tym stacie podejrzewam, że słyszał już każdy i jego mama.

* Artest nie może być jednak zbytnio przyspawany do Richardsona, ponieważ tym co Suns robią najlepiej w lidze jest rozgrywanie pick&rolli (Steve Nash! Steve Nash! Steve Nash!), a z kolei obrona tych - jak dowodzą statystyki Kevina Peltona z basketballprospectus.com - nie jest najsilniejszą stroną Lakers. Chcecie naprawdę zaawansowanych statsów? Lakers są na piątym miejscu w lidze, jeśli chodzi o punkty tracone przez rozgrywającego picki, ale dopiero na 15-tym, gdy mają zatrzymać rolującego pod kosz.

Stoudemire miał 55 punktów w dwóch ostatnich meczach z Lakers, ale Suns może być ciężej zdobywać w ten sposób punkty, gdy na boisku będą Lopez i Bynum. Dopiero gdy wejdzie Channing Frye możemy tak naprawdę zobaczyć jak defensywa Lakers radzić sobie będzie w ograniczeniu tego co Suns grają już niemal na pamięć.

We wczorajszym meczu Celtics w pierwszej kwarcie forsowali ball-movement Magic, tak by na czystej pozycji znajdował się najsłabiej rzucający za trzy Matt Barnes. Lakers mogą z kolei robić coś podobnego, broniąc w ten sposób, by na czystych pozycjach pozostawał Grant Hill, a nie Richardson, Frye czy Jared Dudley. Hill nie jest strzelcem za trzy, oddając za to często rzuty z 5-6 metra, czyli statystycznie te najgorsze rzuty, które nadal kosztować będą Lakers nie 3, ale 2 punkty.





* Kluczowy dla losów tej serii będzie Lamar Odom. Odom ma wszelkie dane ku temu, by spowolnić Stoudemire'a. Ma ten sam wzrost, bardzo dobrą pracę stóp, zasięg ramion i jest wystarczająco twardy. Kolano Bynuma może jednak skomplikować sprawy do tego stopnia, że Lakers będą zmuszeni używać Josha Powella lub nawet Luke'a Waltona, by ograniczyć rezerwowy front-court Suns - Frye'a i Lou Amundsona. Jeśli chodzi o obwód - Jordan Farmar i Shannon Brown spisali się nieźle w serii z Jazz i w rywalizacji z Goranem Dragicem, Leo Barbosą nie powinni być bynajmniej gorsi.

Różnicę robić może jednak rezerwowy frontcourt, w tym Jared Dudley, mogący jak Hill grać od pozycji 2 do 4. Jeśli Lakers grać będą bez Bynuma, to możemy oglądać dwie piątki Suns kończące mecz, jedną z Frye'm (bez Lopeza), a drugą bez Lopeza i Frye'a, za to z Dudley'em i Hillem na skrzydłach oraz Amar'e pod koszem.

Eksperci typują Lakers, ale moim zdaniem ta seria może się bardzo zmienić, jeśli Lakers nie będą dysponować przewagą wzrostu, czyli Bynum nie będzie w stanie zrobić różnicy. Wtedy na boisku zobaczymy dwa zespoły o podobnych rozmiarach. Lakers mających kłopotych w zdobywaniu łatwych punktów i Suns mających problemy ze sforsowaniem najlepszej defensywy w Konferencji Zachodniej. Wtedy też Lakers mogą być zmuszeni grać w tempie Suns, ale jeśli Bynum będzie jednak ok - powinniśmy oglądać rywalizację w tym komu uda się opanować to tempo, gdzie Lakers będą próbowali grać wolniej, a Suns szukać szybszych rozwiąząń w myśl ofensywy określonej kilka dni temu przez Alvina Gentry'ego jako "12 seconds or less".

Mój typ? Obawiam się, że Bynum i jego kolano mogą być problemem. Lakers mimo tego mogą to wygrać, mając przewagę własnego parkietu i Kobe'go Bryanta w dużo lepszej formie fizycznej niż na starcie play-off. Z drugiej jednak strony 4-0 z gorącymi Spurs, plus fakt, że Suns zrobili to z Jarronem Collinsem jako starterem (teraz zastąpionym przez Lopeza) jest chyba trochę niedoceniane. Plus Suns mają ławkę, która potrafi zmieniać dynamikę rywalizacji. Przekonali się o tym Spurs. Suns w 6 meczach.

Piotr Makulec: Lakers w 7 meczach

Michał Górny: Suns w 6 meczach

Rafał Niewiadomski: Lakers w 6 meczach

Piotr Kolanowski: Lakers w 5 meczach

Sebastian Hetman: Suns w 6 meczach

Marek Dziuba: Lakers w 6 meczach

Przemek Kujawiński: Lakers w 7 meczach



Podziel się:

komentarze (41) | dodaj komentarz

SEZON 2010/11 BĘDZIE WYGLĄDAŁ INACZEJ...

poniedziałek, 17 maja 2010 15:32
Rafał Niewiadomski

Tradycyjnie już, pod koniec sezonu wyciakają pierwsze informacje na temat tego, jak będzie wyglądał przyszły sezon. Już w trakcie tego sezonu docierały do nas pogłoski, że niektóre kluby mogą zdecydować się na małe poprawki. Pierwsze oficjalne newsy w tej kwestii pojawiają się z reguły dopiero w okolicach Draftu ale my już dziś mamy dla Was kilka newsów. Dziękuję koledze Pepisowi za podesłanie linków.

 

No więc po kolei. Jak już donoszono na cavs.e-nba.pl, Kawalerzyści od przyszłego sezonu zamienią złoto(?) na żółty, co widzicie powyżej. Raczej mała kosmetyczna zmiana. Czy za tym pójdą jakieś większe, jak pomalowanie parkietu czy nowe stroje? Raczej w to wątpię. Największe zmiany czekają klub Golden State Warriors. W ich sklepach rozpoczęły się wyprzedaże. Wiadomo, że od nowego sezonu Wojownicy będą grali pod nowym szyldem. To logo bardzo przypomina to, co kiedyś mieli na koszulkach. Jak dla mnie świetny ruch. Powrócą do niebiesko żółtych barw. Wiem też, że ich nowe stroje będą prawdopodobnie w taki serek jaki mają teraz Indiana Pacers. Orlando Magic zmienią logo. Do końca nie wiem czy to będzie ich nowe pierwsze logo, czy oficjalne alternatywne. Poza tym nic nie powinno się zmienić, poza miejscem grania, ponieważ po tym sezonie Magicy przenoszą się ndo nowej hali. Utah Jazz wracają do korzeni. Po śmierci Larry'ego H. Millera, wielkiego fana starego logo i kolorów, wiadomo było, że prędzej czy później Jazzmani wrócą do dawnych barw. I faktycznie wracają do starego logo, któremu dodano kolor zielony przy literach. Wiem, że stroje będą miały ściągacze składające się z tych 3 głównych kolorów tak jak na poczatku lat 90-tych. Jakie będą stroje, nie wiem ale strasznie cieszy mnie ta zmiana, bo to świetne kolory. Suns i Bobcats będą miały nowe pierwsze logo. Do tej pory te szyldy były ich alternatywnymi logotypami, od przyszłego sezonu będą już oficjalnie głównymi. Sacramento Kings podobno zmienili lekko kolory w logo (?) a LA Clippers... zamienili paski na piłce, które do tej pory były... dziwne, i nie bardzo przypominały piłkę do kosza.

To tyle na dzisń dzisiejszy. Cieszy mnie, że wiele ekip powraca do swoich korzeni. Mam cichą nadzieję, że i moi Lakers wrócą do tych strojów z lat 90-tych. A byłbym zapomniał. Logo Weekendu Gwiazd 2011, bardziej Clippersowskie niż Lakerskie. Bardziej do gudtu przypadło mi to lakersowskie z 2004...



Podziel się:

komentarze (15) | dodaj komentarz

TOP 5 ZAGRAŃ: 16 MAJA, MECZ NR 1 ORLANDO - BOSTON

poniedziałek, 17 maja 2010 10:14

"CAN'T TOUCH THIS"

poniedziałek, 17 maja 2010 10:12
W meczu nr 1 Marcin Gortat dosłownie poderwał koszykarzy Orlando Magic z ławki rezerwowych, a kibiców z siedzeń. To co fajne w tej akcji, to że Marcin poszedł do samego końca i ciężko mówić o nim "Machine", gdy to po prostu przecież "Hammer-time!"




Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

GDZIE CELTICS UŚPILI ORLANDO I ODEBRALI PRZEWAGĘ PARKIETU

poniedziałek, 17 maja 2010 4:57
Maciej Kwiatkowski

Spójrzcie tylko jak młodo wyszedł Sheed na tym zdjęciu...

BOSTON @ ORLANDO 92:88 (stan serii: 1-0)

W końcu możemy przestać mówić o łokciu LeBrona Jamesa czy plecach Andersona Varejao... Dla Orlando Magic był to pierwszy mecz od zeszłego poniedziałku i defensywa Celtics od pierwszych minut nie pozwoliła im wstać z łóżek. Na koniec czwartej kwarty Magic zrobili jeszcze jeden czterominutowy run, ale rzuty wolne Paula Pierce'a i Ray'a Allena w ostatnich 30 sekundach nie pozwoliły im dojść bliżej niż na dwa posiadania.

Nie wiem jednak czy nie lepiej, by było dla Magic, gdyby obyło się bez tego runu w końcówce. Na pewno bowiem powinni skoncentrować się na tym co działo się przez pierwsze 40 minut meczu, gdy Celtics zabrali im wszystko co najlepsze w ich grze ofensywnej.

Pamiętam jak jeszcze w poprzednich play-offach Dwight Howard (3/10, 7/12 ft, 12 zb, 7 blk, 7 strat) mówił, że Orlando może wygrywać bez jego dominacji w ataku. To nie było historią w tym meczu, ponieważ... Stan Van Gundy decydował się grać ofensywę właśnie przez Howarda, a ten napotkał poważną przeszkodę. W pierwszej kwarcie Howard miał kilka bardzo atrakcyjnych pozycji, gdy piłka krążyła wcześniej po obwodzie i był ze skrzydeł znajdowany tyłem do kosza. Howard przestrzelił kilka niby to pół-haków, ale były to jedyne rzuty na jakie pozwalał mu w polu trzech sekund  Kendrick Perkins. Perkins miał 5 fauli, ale w kwarcie nr 1 grał przez pierwsze 8 minut, nadając ton temu jak skutecznie Celtics zepsuli wieczór "Supesowi".

Rasheed Wallace zrobił prawdopodobnie jeszcze lepszą, fizyczną robotę, by zniechęcić do gry Howarda po przerwie, stąd aż siedem jego pudeł (o 2 więcej niż w całej serii z Atlantą) i tylko trzy rzuty z gry. Dość powiedzieć, że dwa z tych trzech celnych koszy miały miejsce w czwartej kwarcie, a w trakcie sezonu regularnego zaliczał niewiele więcej, bo  tylko 3.8 w starciach z Bostonem.

W zasadzie jeśli czytaliście moją wczorajszą zapowiedź, to w tej materii powtórzyło się to o czym pisałem. Celtics dobrze kryli Howarda na wyspie, a Magic mimo wszystko starali się grać przez niego. Brakowało odegrań do niepilnowanych strzelców, a podwojenie dochodziło tylko wtedy, gdy "Supes" znajdował się w niekomfortowej dla siebie pozycji. Stąd wyniknęły przynajmniej 3 straty z 7 jakie miał w tym meczu. A jeśli Magic mieli już okazję, by rzucać przez ręce, to z przyzwyczajenia szukali kolejnego podania, lepszej pozycji i... na tym się na ogół kończyło, bo doliczyłem się raptem trzech rzutów za 3 bez krycia.

5/22 za 3, zaledwie 10 asyst i aż 18 strat - to trzy najważniejsze statystyki tego meczu. Magic na pewno nie zagrali wczoraj z Atlantą Hawks.

Ani też z Charlotte Bobcats, bo produkcję dwóch najlepszych "Celtów" z serii z Cavs, zajęło trzech innych graczy. I to jest dokładnie ten zespół, którego nie można nie lubić, jeśli docenia się teamwork.

Paul Pierce nie widział już przed sobą LeBrona Jamesa, więc atakował Vince'a Cartera, grając nader efektywnie - 22 punkty przy tylko 8 rzutach, do tego 9 zbiórek, 5 asyst, 2 przechwyty. Ray Allen tym razem nawet nie grał jak Ray Allen i wchodził pod kosz jakby był to rok 1998 - 2/5 za 3, 7/7 z linii i 25 punktów. Matt Barnes, narzekający na bóle pleców nie mógł za nim nadążyć, a niewiele lepiej przed przerwą spisywał się w tej roli J.J. Redick.

Do tego doszedł Rasheed Wallace, którego rola w tej serii w kryciu Howarda może nie przekładać się tak bardzo na statystyki, ale gdy prócz frustrowania "Supesa", Sheed do tego zdobywa jeszcze 13 punktów i trafia trójki przez ręce, to Magic będzie trudno wygrać tą serię.

Carter (23 pkt, 9/18) i Marcin Gortat (13 min, 6 pkt, 5 zb, 3/3) byli jedynymi graczami Magic, którzy uchronili gospodarzy przed historycznym wynikiem punktowym w pierwszej połowie (41-32). Przez pierwsze 16 minut Magic spudłowali 18 z 22 rzutów i mieli aż 9 strat. Do przerwy nie trafili żadnej trójki, po raz pierwszy od... lutego 2008 roku.

Kiedy Jameer Nelson (20 pkt, 9/18) rzucił szybkie 8 punktów - tylko jeden z tych jego trzech rzutów był czystą pozycją, wszystkie były po pickach 1/5 - Magic doszli Celtics po przerwie na tylko 3 punkty (43-40).

Potem jednak trójka Allena, asysty Garnetta, a przede wszystkim grający w końcu swoje Pierce (13 pkt w 3q), sprawiło że Celtics rzucili aż 31 punktów w ostatnich 18 posiadaniach w trzeciej kwarcie. Z 43-40 szybko przeszli na 65-45, a potem na 79-63 na początku czwartej kwarty.

Trójka Allena na 5:43 przed końcem dała Celtics prowadzenie 88-75 i od tego momentu Magic na czele z Carterem i Redickiem stopniowo zmniejszali straty. Powrócił ball-movement, Van Gundy przeszedł do znajomych picków 1/2 z Nelsonem i Carterem, a Redick był po prostu agresywny. Magic nie wykorzystywali już tak bardzo Howarda, ale nie mogli też liczyć tego dnia na Rasharda Lewisa (43 min, 6 pkt, 7 zb, 2 as, 2/10), na którym po cichu znakomitą robotę wykonał Garnett, kryjąc go blisko, agresywnie na piłce i nie dając czystych pozycji do rzutów za trzy (0/6).

W drugim meczu powinniśmy na pewno zobaczyć więcej Redicka. Tym bardziej, że Barnes narzeka od kilku dni na bóle pleców.  Niewidoczny był jednak Mickael Pietrus, który poza staniem za linią za trzy nie oferował tak naprawdę nic więcej (1/5 z gry, 1/4 za 3). Nelson i Carter z kolei choć byli agresywni, to spudłowali 19 rzutów i mieli więcej strat (6) niż asyst (4).

W pierwszym meczu wszystko potoczyło się po myśli Celtics i patrząc na to jak skończyli serię z Cavaliers (3-0) - możemy już zapomnieć, że chodzi głównie o "łokieć Jamesa" czy teraz o "nierozgrzane stawy graczy Van Gundy'ego". Celtics wrócili do gry stamtąd, gdzie przez większość zostali zakopani w marcu czy kwietniu. Są w znakomitym rytmie i Magic będą musieli uważać, by nie liczyć przesadnie na to, że w drugim meczu uda im się ot tak po prostu wrócić do swojego stylu gry z poprzednich dwóch miesięcy.

Pierce i Allen rzucili 47 punktów przy 24 rzutach. Rondo i Garnett przy 24 rzutach zdobyli tylko 16. Pierwszy nie miał już wolnej drogi do kosza (Howard), KG oddawał trudniejsze rzuty i nie było go niemal w post-up, ale obaj zamiast punktów dołożyli  łącznie 15 zbiórek i 13 asyst (KG 8 pkt, 11 zb, 5 as). Nawet Glen Davis i Tony "Contract-year" Allen zrobili co do nich należy (6/11). Znakomita defensywa plus teamwork w ataku...

Plus Sheed.

Teraz zobaczymy co zrobi Van Gundy z Barnesem/Redickiem, czy Gortat nadal będzie zastępował minuty Ryana Andersona na czwórce oraz jak SVG zamierza lepiej wykorzystać Howarda (więcej screen/rolli niż izolacji? Przekonamy się już we wtorek).



Podziel się:

komentarze (60) | dodaj komentarz

NASH ODPOWIADA JACKSONOWI. CZEGO BOI SIĘ $EN-MASTER?

niedziela, 16 maja 2010 6:26
Maciej Kwiatkowski

"Najlepszy trener w lidze, Gregg Popovich nie miał z tym problemu w poprzedniej serii"
, odpowiedział Stevie Nash na zarzuty Phila Jacksona, jakoby dwukrotny MVP nosił piłkę w koźle.





Jackson zdążył już odpowiedzieć:
"I didn’t complain about it (Nash carrying ball). ... Pop's a great coach, no doubt." (Nie skarżyłem się na to....)

Wydaje mi się, że dotarliśmy do punktu, w którym przy kolejnym tego typu wybryku Jacksona, David Stern powinien po prostu posunąć się o krok dalej i dać mu mecz wolnego, zamiast wlepiać kolejne 35 tys. kary. Zauważcie, że przed serią z Utah Jackson nie musiał nic mówić. Przed trudną serią z Oklahomą pogrywał sobie z sędziami i Kevinem Durantem. Czyżby nie czuł się pewnie i tym razem?

Sam Amick z NBA Fanhouse raportuje, że stan kolana Andrew Bynuma po wczorajszym treningu jeszcze bardziej się pogorszył. Bez Bynuma Lakers tracą swoją głowną przewagę w tej serii, czyli przewagę wzrostu, gdy tymczasem Robin Lopez wróci najprawdopodobniej już w poniedziałek do piątki Suns. O tym się nie mówi, ale Suns pokonali Spurs 4-0, zaczynając w piątce z Jarronem Collinsem... Lamar Odom będzie musiał rozegrać wielką serię, jeśli Bynum nie będzie mógł grać, lub kolano uczyni go niewidocznym jak w dwóch ostatnich meczach serii z Jazz (22.5 min, 3.0 pkt, 5.5 zb., 2/7 z gry). Pisałem cały sezon, że Lakers bez Bynuma nie zdobędą mistrzostwa i seria z niewysokimi, osłabionymi Jazz nie stanie się tutaj nagłym zwrotem akcji. Starcie z Suns też w gruncie rzeczy może nim nie być i Lakers mogą je wygrać nawet bez Bynuma, ale już w ewentualnym finale moim zdaniem nie poradzą sobie bez niego.

Bynum ma nadal alternatywę, by poddać się artroskopii i liczyć na to, że wróci do jako takiej sprawności w tydzień, półtora. Choć skoro nie zdecydował się na to przed serią z Jazz, to raczej tym bardziej nie zrobi tego teraz. Młody człowiek po prostu nie umie utrzymać się przy zdrowiu i - pomijając już opuszczone play-offy dwa lata temu - nawet w ubiegłym roku nie wrócił w play-off do formy, po kontuzji i absencji w lutym, marcu i pierwszym tygodniu kwietnia.


Podziel się:

komentarze (34) | dodaj komentarz

ZAPOWIEDŹ FINAŁU KONFERENCJI WSCHODNIEJ: ORLANDO - BOSTON

niedziela, 16 maja 2010 4:28
Maciej Kwiatkowski

Orlando Magic mieli pięć dni wolnego po drugiej z kolei serii 4-0 w tych play-off. W tym czasie Boston Celtics pokonali Cleveland Cavaliers w stylu przypominającym koszykówkę, która dała im tytuł mistrzowski dwa lata temu. Nie zapominajmy jednak, że Magic to nie tylko najlepszy zespół tych play-off. Magic wygrali 27 z 30 ostatnich spotkań, średnią różnicą 14 punktów i przystępują do tej serii jako najlepszy zespół NBA dwóch ostatnich miesięcy.


W poprzednim sezonie Magic potrzebowali siedmiu spotkań, by pokonać Celtics w półfinale konferencji. Bostończycy grali osłabieni brakiem Kevina Garnetta, ale drużyna Stana Van Gundy'ego zastępowała kontuzjowanego Jameera Nelsona, Raferem Alstonem, statystycznie jednym z najgorszych graczy ligi ostatnich pięciu lat. Alstona stać było rok temu na przebłyski, ale Nelson swoją grą wywindował się do miana drugiej opcji ofensywnej tegorocznego zespołu, kto wie, czy nawet nie lidera tej drużyny (nie mylić z najlepszym graczem).

W sezonie regularnym Magic byli najbardziej zbilansowaną drużyną NBA jeśli chodzi o atak i obronę. Swoją dominację w tej kwestii potwierdzili w ostatnich tygodniach, ale choć wygrali do zera serię z Charlotte Bobcats, to nie był to spacerek i właśnie podobnej fizycznej gry mogą się spodziewać po odrodzonych Celtics. Z istotną różnicą - Celtics w przeciwieństwie do Bobcats potrafią zdobywać punkty.

W tej serii jest zbyt dużo interesujących starć na poszczególnych pozycjach, by nie wziąć ich pod lupę.





Rozgrywający: Jameer Nelson vs Rajon Rondo.

To powinien być pierwszy z trzech kluczowych pojedynków w tej serii, ale prawdopodobnie najważniejszy. Rondo, mówiąc wprost, uratował ten sezon dla "Celtów" swoją znakomitą grą w starciach z Cavaliers. Ani Mo Williams, ani Anthony Parker nie byli dla niego godnymi rywalami i Rondo przystępuje do rywalizacji z Nelsonem, jako najlepszy strzelec (18.0), asystent (11.1) i trzeci zbierający (6.3) gracz Celtics w tych play-off.

Nelson był jednak równie dobry w dwóch pierwszych seriach, rzucając najwięcej punktów (20.5) i rozdając najwięcej asyst (5.3) dla Magic. Po kontuzji kolana z początku sezonu nie ma już śladu i Nelson bez problemu radził sobie z Raymondem Feltonem (Charlotte) oraz z Mike'm Bibby'm i Joe Johnsonem w rundzie z Atlantą.

Dla obu będzie to najcięższy pojedynek dotychczas. Nelson jest lepszym defensorem niż Williams i w przeciwieństwie do niego będzie krył Rondo dużo bliżej. Największą słabością Rondo są rzuty za trzy i rzuty wolne, ale poprawił swoją skuteczność w play-off do 40% z dystansu i 71% z linii osobistych. W serii z Cavaliers miał dużo swobody i brak poważnego zagrożenia blokami, gdy wchodził pod kosz. Teraz będzie napotykał na swojej drodze Dwighta Howarda i będzie mu dużo ciężej zdobywać punkty z pomalowanego.

Jak dobry był Nelson w starciach z Charlotte i Atlantą, tak teraz napotka z kolei na swojej drodze najlepszego obecnie obrońcę na swojej pozycji, a ten najprawdopodobniej będzie trzymał go pod presją w obronie na 3/4 boiska. Nelson bardzo często wykorzystuje pick&rolle, atakuje kosz, trafia (52% z gry) po zasłonie albo odrzuca piłkę do wolnych strzelców za trzy. Zestaw kompletny. To stało się decydującą siłą Magic w drugiej części sezonu, zapewniając równie wiele czystych pozycji do rzutu za trzy, jak konsekwencja podwajania Howarda pod koszem.

Tych dwóch spotykało się w ostatnich trzech sezonach sześciokrotnie i lepiej z tych potyczek wychodził Rondo. Rozgrywający Celtics zdobywał średnio 15.8 punktów, 7.5 asyst, 6.0 zbiórek przy skuteczności 57%. Nelson z kolei notował tylko 12.3 punktów, 3.7 asyst, 3.0 zbiórki, trafiając 40% swoich rzutów.

Przewaga: remis, ze wskazaniem na Boston.





Rzucający obrońca: Vince Carter vs Ray Allen

Jeszcze do końca stycznia wielu zastanawiało się czy zamiana Hedo Turkoglu na Cartera była aby na pewno dobrym ruchem ze strony Magic. Od tamtego czasu Carter gra jednak równo i przede wszystkim dobrze, pełniąc rolę trzeciej opcji w ataku. Dotychczas jest drugim strzelcem Magic w tych play-off (16.9), ale robi to przy skuteczności 43% z gry i zaledwie 25% za trzy. Ta seria będzie dla niego dopiero pierwszym w karierze występem w finale konferencji i okaże się jak będzie potrafił sobie poradzić z presją jakiej zostanie poddany, gdy gra nie będzie mu się układać.

Ray Allen podobnie jak Carter gra od lutego dobrze i regularnie. Jeszcze w lutym stał się obiektem plotek transferowych i pewnie nie zajmowalibyśmy się teraz Bostonem, gdyby doszło wtedy do jakiejś wymiany. Allen wrócił do bardzo dobrej formy, był najlepszym graczem Celtics w drugiej części sezonu regularnego i w wieku 35 lat jest trzecim strzelcem Bostonu w play-off (17.4), trafiając za trzy ze skutecznością 43%.

Tych dwóch może jednak nie być wystawionych na przeciw siebie. Z obozu Magic od piątku płyną wieści, że Van Gundy zamierza do krycia Allena wykorzystywać Matta Barnesa. Allen jest lepszym snajperem niż Carter, w każdej akcji szukającym dla siebie miejsca do rzutu po zasłonach, czy też uciekając na skrzydło w kontratakach. Carter w przeciwieństwie do niego kreuje sobie sam pozycje do rzutu,  wchodzi pod kosz i nadal jeszcze potrafi trafiać ciężkie rzuty z pomalowanego. Magic będą potrzebować jego gry po pick&rollach, ale to na Allenie spoczywać będzie większa odpowiedzialność (Celtics są 6-0 w play-off, gdy zdobywa 18 lub więcej punktów). Ten będzie musiał trafiać skutecznie za trzy, bo w sezonie regularnym Celtics mieli spore kłopoty w trafianiu spod kosza przy obecności Howarda.

Przewaga: remis





Niski skrzydłowy: Matt Barnes vs Paul Pierce

Barnes to jedyny gracz pierwszej piątki Magic, na którym nie ciąży odpowiedzialność za zdobywanie punktów. Jego rolą jest - tak jak banalnie to brzmi - dostarczanie drużynie energii. Barnes jest najbardziej ruchliwym z graczy Magic, szukając w ataku okazji do ścięć pod kosz i wykorzystując atencję obrońców, skupionych wokół obrony Nelsona, Howarda i Cartera. Ta ruchliwość oraz defensywne zdolności zostaną poddane testowi, gdy będzie musiał śledzić Allena szukającego okazji do rzutu po ucinaniu się w niemal każdej akcji po zasłonach. Van Gundy liczy na to, że wzrost Barnesa oraz zasięg ramion nie pozwolą Allenowi rzucać z czystych pozycji.

Paul Pierce jest dopiero czwartym strzelcem Celtics w tych play-off (16.3), trafiając tylko 40% rzutów z gry i 35% za trzy. W starciach z Cavaliers był jednak w dużej mierze odpowiedzialny za krycie LeBrona Jamesa, stąd miał sporo kłopotów z nadmierną ilością fauli. W serii z Orlando powinien być już bardziej skupiony na zdobywaniu punktów, ale nie jest już tym samym graczem, który regularnie potrafił gnębić obrońców swoją grą w izolacjach. Objawia się to też w jego kłopotach w wyłapywaniu na sobie fauli, co może być jeszcze trudniejsze, gdy pod koszem Magic Howard będzie blokował jego próby penetracji.

Przewaga: Celtics, ale wobec krycia się na krzyż powyższej czwórki , różnica na tych pozycjach może nie być wcale tak zauważalna.





Silny skrzydłowy: Rashard Lewis vs Kevin Garnett

Po nienajlepszym sezonie regularnym Lewis wrócił do wielkiej formy w rozgrywkach play-off. Gdy trafia za trzy (46%), powstrzymanie Magic jest w zasadzie niemożliwe. Lewis jednak nie tylko poprawił skuteczność, ale stał się drugim asystentem drużyny (2.6), skupiając na sobie dodatkową atencję i odrzucając piłkę do zupełnie niekrytego strzelca za linią za trzy.

Kevin Garnett był obok Rondo najbardziej kluczowym graczem Celtics w serii z Cavaliers, dominując bezpośrednie starcie z Antawnem Jamisonem. Choć Jamison i Lewis to podobni zawodnicy, to skrzydłowy Magic jest jednak trochę lepszym obrońcą. Celtics będą mimo wszystko próbowali dogrywać piłkę do Garnetta i wykorzystywać jego przewagę wzrostu. Garnett dysponuje wszechstronną grą w ataku, zorientowaną jednak coraz bardziej na rzut z półdystansu. Tylko Kobe Bryant trafia w tych play-off więcej rzutów z wyskoku za dwa punkty, ale Lewis powinien bronić twardziej, a w konsekwencji lepiej niż Jamison.

Lewis z kolei będzie miał okazję przetestować aktywność Garnetta w obronie. Silny skrzydłowy Celtics zwykle jest tym, który najbardziej stara się pomagać innym, ale tutaj będzie wyciągany daleko spod kosza przez Lewisa, który oddaje 6.5 rzutu za trzy w meczu. W ten sposób Lewis doprowadził do tego, że drugi blokujący ligi, Josh Smith z Atlanta Hawks w czterech meczach drugiej rundy zablokował w sumie tylko dwa rzuty.

Przewaga: remis, ze wskazaniem na Celtics.





Center: Dwight Howard vs Kendrick Perkins


Żaden zespół w lidze nie ma tylu zawodników do krycia Howarda co Celtics. W przeciwieństwie do Bobcats i Hawks, Bostończycy nie będą podwajać Howarda, ograniczając tym samym możliwości Magic do znajdowania wolnych pozycji do rzutów z dystansu. W ostatnich trzech latach wskaźniki ofensywne Howarda są wyraźnie gorsze w starciach z Celtics (16.4 pkt, 54% z gry, 8.1 oddanych rzutów wolnych w meczu) niż przeciwko innym drużynom ligi (19.9 pkt, 60% z gry, 10.6 rz. wolnych).

Prócz Perkinsa, za krycie Howarda odpowiedzialny też będzie Rasheed Wallace, który może być nawet jeszcze lepszym defensorem na centra Magic. Nie tak silnym fizycznie, ale wymuszającym straty (8 przechwytów w 4 meczach sezonu regularnego). A jeśli żadna z tych dwóch opcji nie wypali, Boston może jeszcze próbować przeciwstawić siłę fizyczną Glena Davisa, a w ostateczności wyższego od Howarda o 5 cm Garnetta.

Dzięki posiadaniu tylu graczy mogących kryć Howarda 1-na-1, Celtics w trzech ostatnich sezonach ograniczyli Celtics do gorszej skuteczności za trzy (34%) niż w starciach z innymi drużynami NBA (38%). W tym sezonie regularnym Magic mieli też średnio tylko 12.8 asyst, gdy mierzyli się z Bostonem.

To jednak nie ofensywa, a obecność w obronie Howarda mogą odwrócić losy tej serii. W czterech pojedynkach w sezonie regularnym (3-1 dla Magic, ale średnio 88-87 w punktach), Celtics spudłowali więcej rzutów spod kosza niż trafili. Obecność Howarda może ograniczyć szanse Rondo na zdobywanie punktów po penetracjach, ale też odstraszać od wejść pod kosz Pierce'a.

Przewaga: Magic.





Rezerwowi: Jason Williams, Mickael Pietrus, Marcin Gortat (J.J. Redick, Ryan Anderson) vs Tony Allen, Glen Davis, Rasheed Wallace (Michael Finley, Marquis Daniels).

Gdy Howard ma problemy z faulami i Marcin Gortat gra z pozostałymi graczami pierwszej piątki, Magic są w tym sezonie znakomici w ataku (średnio 1.36 punktu na posiadanie). Ich gra zmienia się raptownie i staje się dużo bardziej kombinacyjna. Rolą Gortata w takim ustawieniu jest stawianie zasłon i ścinanie pod kosz, natomiast pozostali gracze próbują wykorzystywać pick&rolle do kreowania sobie pozycji do rzutu. Wygląda to równie dobrze, co w powyższej statystyce, dając pozostałym graczom więcej swobody w podejmowaniu decyzji.

Kolejny raz znakomicie w play-off spisuje się Mickael Pietrus, który w dotychczasowych ośmiu meczach trafiał za trzy ze znakomitą skutecznością, 51%. Pietrusa możemy też zobaczyć w roli obrońcy oddelegowanego do krycia Pierce'a, odkąd gdy jest odpowiednio nastawiony potrafi być bardzo dobrym defensorem.

Celtics znaleźli w ostatnim miesiącu sukces w wykorzystywaniu Tony'ego Allena jako gracza od krycia najlepszych zawodników rywali (Dwyane Wade, LeBron James). Allen może być tym, który wchodząc z ławki będzie starał  się uprzykrzyć życie Carterowi. Rasheed Wallace nadal gra w kratkę, ale pokazał w serii z Cavaliers, że potrafi się mobilizować na te najważniejsze mecze. Jego główną rolą w tej serii będzie krycie Howarda, ale jeśli Perkins będzie miał kłopoty z faulami, to może być wykorzystywany do tego, by wyciągać centra Magic spod kosza, nadal jeszcze grożąc rzutem za trzy (39% w play-off).

Przewaga: Magic


Jak widać powyżej bezpośrednich rywalizacji, potencjalnych "czynników X" będzie w tej serii przynajmniej kilka.  Powinniśmy obejrzeć bardzo defensywną serię, odkąd zobaczymy dwa najlepiej broniące zespoły w tych play-off. Tej drużynie, której uda się zdobyć sto punktów w meczu, prawie na pewno będziemy mogli dopisać wtedy jedno zwycięstwo więcej. Kluczowe dla Magic będzie utrzymywanie defensywy Celtics w ruchu, wykorzystując pick&rolle, odkąd zagrożenie rzutu za trzy nie pozwoli Bostonowi bronić na kształt zamku, jaki stosowali w seriach z Heat czy Cavaliers. Celtics z kolei wydaja się być najlepiej przygotowani w lidze na bronienie i frustrowanie Howarda, a Nelson nie powinien już mieć przewagi na swojej pozycji, jak działo się to w poprzednich seriach.

Ja trzymam się swojego typu z sezonu regularnego, nie widząc mimo przewagi własnego parkietu szans na to, by Magic wygrali z Celtics cztery mecze w tej serii. Celtics są zupełnie innym teamem niż ten z sezonu regularnego i mają odpowiedzi na pozycjach najważniejszych dla Magic. Kluczowe będzie ograniczenie ruchu piłki poprzez krycie Howarda 1-na-1, a także match-up Rondo na Nelsonie, odkąd playmaker Magic miał w sezonie regularnym kłopoty z kryciem bardzo szybkich rozgrywających. Niewiadomą pozostaje to jak spisywać się będzie Carter i on może tutaj zrobić różnicę na korzyść Magic, ale ostrożniej jest mi podejrzewać, że nie wytrzyma presji w trakcie całej serii. Mój typ: Celtics w 6.

Piotr Makulec: Magic w 6.

Michał Górny: Celtics w 7.

Rafał Niewiadomski: Celtics w 6.

Piotr Kolanowski: Celtics w 6.

Sebastian Hetman: Celtics w 6.

Marek Dziuba: Celtics w 6.

Przemek Kujawiński: Magic w 7.


Podziel się:

komentarze (70) | dodaj komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: DRUGA RUNDA PLAYOFFS 2010

sobota, 15 maja 2010 22:22

RASHARD LEWIS MA +159 W OŚMIU MECZACH... I INNE CIEKAWE STATY

sobota, 15 maja 2010 18:35
Maciej Kwiatkowski

Off-day w NBA. Z zapowiedziami finałów ruszymy jutro. Tymczasem wykopałem kilka rzadko spotykanych statsow dotyczących play-offów. Uwzględniłem w nich tylko graczy, których zobaczymy w finałach konferencji:

Punkty po rzutach z wyskoku za dwa / na mecz:

11.2 Kobe Bryant
 8.5 Kevin Garnett
 6.3 Vince Carter
 6.0 Steve Nash
 5.8 Pau Gasol

Punkty po rzutach hakiem / na mecz:


 3.2 Pau Gasol
 2.8 Dwight Howard
 1.4 Andrew Bynum
 0.8 Amare Stoudemire
 0.7 Kendrick Perkins

Punkty po rzutach za trzy / na mecz:

10.2 Jason Richardson
 9.0 Rashard Lewis
 7.8 Mickael Pietrus
 7.8 Ray Allen
 7.1 Jameer Nelson

Asysty na layupy lub wsady / na mecz:

 4.5 Rajon Rondo
 3.9 Steve Nash
 2.3 Kobe Bryant
 2.0 Jameer Nelson

Faule ofensywne / na mecz:


 1.5 Dwight Howard
 0.6 Kobe Bryant
 0.5 Kendrick Perkins
 0.5 Rashard Lewis
 0.5 Amare Stoudemire

Kroki / na mecz:

 0.5 Dwight Howard
 0.5 Amare Stoudemire
 0.4 Kendrick Perkins
 0.3 Andrew Bynum
 0.3 Mickael Pietrus

(ok, wiem... LeBron, 0.5)

Plus/minus liderzy:


Orlando (Rashard Lewis +159, Vince Carter +118, Jameer Nelson +118)
Phoenix (Jared Dudley +95, Steve Nash +92, Amare Stoudemire +78)
Boston (Rajon Rondo +86, Paul Pierce +80, Kevin Garnett +62)
LA Lakers (Pau Gasol +47, Kobe Bryant +45, Derek Fisher +44)

Steve Nash miał 0 "niesionych" w play-offach.


Podziel się:

komentarze (9) | dodaj komentarz

NA SOBOTNIĄ NUDĘ...

sobota, 15 maja 2010 17:29
Rafał Niewiadomski

Też nie macie co robić z wolnym czasem jaki mamy, dzieki temu, że wszystkie półfinałowe serie w naszej ukochanej lidze zostały zakończone w zaledwie 18 (na 28 mozliwych) meczach? Dzieki temu mamy sporo czasu i ja już z nudów wyszedłem nawet z domu. Pomalowałem nawet całe swoje boisko, zgodnie z wytycznymi FIBY, kóre zaczną obowiązywać w Europie (i reszcie świata poza USA). Na dzień dobry chciałem podziękować panu Davidowi Sternowi, bo Lakers i Suns spokojnie mogli rozegrać już minimum 1 spotkanie, jednak telewizje rządzą się swoimi prawami i na Game 1 tej serii przyjdzie poczekać nam do poniedziałku. Choć akurat tak długa przerwa może wyjść podopiecznym Phila Jacksona na dobre, bo spokojnie moga goic rany, urazy i inne takie...


Tak czy siak jeżeli Wam się nudzi tak jak mi, dysponujecie 35 minutami wolnego czasu i lubicie oglądać NBA sprzed (6) lat to zapraszam do obejrzenia poniższego filmiku. Ten filmik stworzył niejaki Chris Manning, fanom Jeziorowców znany jako LD2K, gość dzięki któremu często po kilkudziesięciu minutach od zakończenia spotkania Lakers, możemy obejrzeć obszerne highlighty z niemal wszystkimi akcjami naszej drużyny.

Chris w tym filmiku nie ograniczył się tylko do akcji Jeziorowców, dlatego polecam go wszystkim kibicom, nie tylko fanom Spurs i Lakers. Sporo dobrych akcji, świetny podkład dzwiękowy, i ujęcia, których... nie widziałem. Seria przeszła do historii, nie tylko dzięki 0.4 Fisha, ale i temu, że Lakers wyszli z 0-2. Odradzający się Malone i Payton. Naprawdę żałuję, że nie zdobyli tego tytułu...

Enjoy

Lakers vs Spurs WCSF 2004 by LD2K from Elijah on Vimeo.



Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 059 655 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u