Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 421 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


MANUTE BOL WALCZY O ŻYCIE

wtorek, 18 maja 2010 22:45

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Jak donosi Washington Post były gracz NBA Manute Bol trafił kilka dni temu do szpitala z powodu niewydolności nerek. Manute cierpi również na rzadki syndrom Stevensa-Johnsona. Koszykarz znany przede wszystkim z występów w Washington Bullets i Golden State Warriors 12 maja wrócił do USA po kilku miesiącach spędzonych w swoim rodzinnym Sudanie. Pracował tam w ramach grupy Sudan Sunrise przy budowie szkoły w Turalei. Pomimo pogarszającego się stanu zdrowia odwlekał powrót do Stanów chcąc pomóc przy wyborach w Sudanie. Do szpitala trafił w nocy po przylocie, zanim jeszcze było mu dane wylecieć do Kansas, gdzie zostawił rodzinę (w tym córkę, której jeszcze nie miał okazji zobaczyć).

Manute Bol jest postacią na tyle ciekawą, że zasługuje na o wiele dłuższy artykuł. Niestety sprawy przybrały dosyć nieciekawy obrót i stan jego zdrowia, który pogorszył się znacząco już w trakcie pobytu w Afryce, wygląda bardzo niepokojąco. Póki co sytuacja jest pod kontrolą, ale Bol  poddawany jest dializom i musi być trzymany na morfinie, by zwalczyć ból.
Trzymajcie kciuki, żebym mógł napisać parę słów o karierze Manute przy okazji jego wyzdrowienia. Jeśli chcecie przesłać mu swoje życzenia, to zapraszam do tej grupy na Facebooku. Założył ją przyjaciel koszykarza Tom Prichard, który zapewnia, że wszystkie dobre słowa wydrukuje i przekaże Manute.

Dla młodszych czytelników mała próbka tego, z czego Manute Bol był znany najbardziej:
 



Podziel się:

komentarze (10) | dodaj komentarz

KARA ZA KOSZULKI? WHY NOT?

wtorek, 18 maja 2010 17:51
Marek Dziuba

Cavaliers kolejny sezon marzeń zakończyli... wiadomo jak. I zaskoczę Was. Nie zamierzam pisać o słynnym łokciu LeBrona czy zbliżającym się rynku wolnych agentów, a wraz z tym ogromem plotek.
Przeczytałem właśnie o karze, jaką nałożono na nich w rywalizacji z Celtics. Bójki? Nie. Narzekanie na arbitrów? Nope. Żucie słomek? Nic z tych rzeczy.

Chodzi mianowicie o to, że meczach numer 3 i 4 w Bostonie zespół z Cleveland nałożył  "nietypowe" alternatywne koszulki z serii CavFanatic (na zdjęciu poniżej) Niby nic, ale jak się okazuje, w Playoffach drużyny mogą występować jedynie w swoich oficjalnych strojach.



                                                                                                                            źródło: cavs.com


Oficjalne jerseye Cavs to oczywiście biały domowy i wyjazdowy w kolorze wina. Zespół mógł też bez problemu skorzystać z nominalnego alternatywnego - granatowego kroju. A tak.. złamał regulamin
. Niestety nie znam wymiarów grzywny, ale to teraz najmniejszy problem w Ohio. Tak czy siak, dowiedziałem się czegoś nowego, Wy być może też.

Cavaliers w Playoffach zawiedli, ale pod względem strojów ogółem wypadli niewątpliwie mistrzowsko. W trakcie rozgrywek biegali po parkiecie także w tych w niebiesko-pomarańczowych trykotach (powrót do przeszłości).  Który najlepszy?


Podziel się:

komentarze (19) | dodaj komentarz

KOBE: GRANT, MAM NADZIEJĘ, ŻE NADAL UBEZPIECZASZ KOSTKI

wtorek, 18 maja 2010 16:03
Maciej Kwiatkowski

I tyle, by było w temacie "Grant Hill - dobry obrońca na Kobe'go Bryanta?". Tym bardziej nie w noc, gdy Kobe gra swój najlepszy mecz od już nawet nie pamiętam kiedy (pierwsze 40pkt od 1 lutego i meczu z Memphis). Bryant mijał Hilla najczęściej już w pierwszym kroku, a gdy wszedł za niego Jared Dudley - szybko złapał dwa faule.

Amar'e powinien się natomiast dwa razy zastanowić zanim zdecyduje się zablokować opadającą piłkę. Sprawiając, że Josh Powell wyglądał przez moment prawie jak Shaquille O'Neal w tej akcji.







Podziel się:

komentarze (31) | dodaj komentarz

TOP 5 ZAGRAŃ: 17 MAJA 2010

wtorek, 18 maja 2010 8:51

FANTASY SEZON 2009/2010, PODSUMOWANIE. ODCINEK 2.2 - ROZCZAROWANIA

wtorek, 18 maja 2010 8:00



Sławek Mróz

4. Jameer Nelson
Statystyki 08-09: 16.7 PPG, 2.0 3PT, 3.5 REB, 5.4 AS, 1.2 ST, 0.0 BL, 50.3% FG (12.6 FGA), 88.7% FT (2.3 FTA), 2 TO
Statystyki 09-10: 12.6 PPG, 1.3 3PT, 3 REB, 5.4 AS, 0.7 ST, 0.0 BL, 44.9% FG (10.9 FGA), 84.5% FT (1.8 FTA), 2.1 TO

Nie, żeby Jameer i jego roto ranking jakoś szczególnie źle się ostatnio prezentowali na tle pozostałych Magików z Orlando. Noo, może Dwight nieco odstawał in plus, choć nadal nijak jego produkcja ma się do ewidentnych oczekiwań przeciętnego managera fantasy, wybierającego centra w pierwszych rundach draftów. Pozostałe gwiazdy solidarnie zawiodły, w tym wzmiankowany wcześniej Carter. Zawiodły wirtualnych menedżerów, bo przecież nie prawdziwych fanów, którzy własnie z wypiekami na twarzy śledzą serię z Celtami.

Nelson przed poprzednim sezonem nie rokował jakichś szczególnie dużych nadziei. Ot, ostatnie rundy draftu czy wręcz szybki zaciąg z list free agents. I służył dzielnie przez połowę sezonu. Wystarczyło, by rok później kusić potencjalnych nabywców. Bo i kto nie dałby się skusić statystykami roto per game z poziomu top 10? No kto? Hmm, znaleźli się tacy. Ludzie, którzy uznali poprzedni sezon za ponadplanowy wyskok przeciętnego w sumie gracza. Ludzie, którzy obawiali się wpływu kontuzji na postawę Jameera. Ludzie, którzy obserwowali zmiany kadrowe Magic i wróżyli korektę ról na boisku. Summa summarum Nelson zazwyczaj się w draftach obsuwał, ale i tak okazało się, że brany bywał stanowczo za wysoko. Wrócił bowiem już chwilę potem do statusu przeciętnego zaciągu z listy waivers i tak mu już zostało w zasadzie do wiosny. Co dalej? Tu nadal masz szansę czynić obserwacje, wszak sezon dla Orlando jeszcze się nie skończył.

3. Al Jefferson
Statystyki 08-09: 23.2 PPG, 0 3PT, 11 REB, 1.6 AS, 0.8 ST, 1.7 BL, 49.8% FG (19.5 FGA), 73.8% FT (5 FTA), 1.8 TO
Statystyki 09-10: 17.1 PPG, 0 3PT, 9.2 REB, 1.8 AS, 0.8 ST, 1.3 BL, 49.9% FG (14.8 FGA), 68% FT (3.5 FTA), 1.8 TO


Czy Al okazał się rozczarowaniem? To zależy, jak rozpatrywać jego konkretny przypadek. Zasadniczo cudów od chłopaka spodziewać się nie należało, bo i operacja na kolanie to nie błahostka. I w tym kontekście można ocenić miniony sezon jako umiarkowanie optymistyczny. Problem w tym, że niewiele draftów uplasowało Jeffersona niżej niż top 15. I w ten sposób możemy o Alu mówić w kategorii „bust”.

Czy tylko kolano było powodem, dla którego skrzydłowy z Minneapolis zaliczył spadek statystyk? Prawdopodobnie nie, choć pewien nacisk na słowo „prawdopodobnie” należałoby tu jednak położyć. Możliwe, że wpływ miała także osoba Kevina Love. Drugoroczniaka, który zdaniem wielu raczej dublował się z Jeffersonem na boisku, zamiast uzupełniać. Do tego stopnia, że zaistniałą sytuację patową próbował ponoć rozwiązać Kahn drastycznie, czyli wystawiając swojego franchise playera na sprzedaż, jak dotąd nieskutecznie.

Jak widać, znaków zapytania na przyszłość nie brakuje i w tym przypadku. Nie wiemy, w jakiej drużynie za rok zagra Al, skoro Wilczki najwyraźniej stawiają na młodego Love. Nie wiemy, na ile dalszy rozwój Kevina wpłynie na podział ról i statystyk na boisku w przypadku, gdyby jednak do wymiany nie doszło. Nadal też nie wiemy, czy w pełni możemy już polegać na zdrowiu Jeffersona. Druga runda w draftach najbliższej jesieni? Na wszelki wypadek niech nie będzie ten wybór Twoim wyborem.

2. Devin Harris
Statystyki 08-09: 21.3 PPG, 0.9 3PT, 3.3 REB, 6.9 AS, 1.7 ST, 0.2 BL, 43.8% FG (15.1 FGA), 82% FT (8.8 FTA), 3.1 TO
Statystyki 09-10: 16.9 PPG, 0.9 3PT, 3.2 REB, 6.6 AS, 1.2 ST, 0.3 BL, 40.3% FG (13.8 FGA), 79.8% FT (6 FTA), 2.8 TO


Nareszcie! Sezon 08/09 był takim, na jaki długo czekali fani talentu Devina. Młody rozgrywający nie bardzo mógł wcześniej się przebić w ciasnej rotacji Dallas, więc transfer do New Jersey jawił się jako szansa na coś w rodzaju eksplozji jego potencjału. I całkiem słusznie, bo wystarczy szybki rzut oka na ubiegłoroczne statystyki, by ocenić, że stał się wówczas Harris jednym z cenniejszych ligowych PGs z punktu widzenia fantasy. Może nie ścisła elita... powiedzmy, pewna pozycja w tzw. second tier. Czego należało się spodziewać po mijającym właśnie sezonie? Zwiększonej roli na boisku, w efekcie wysłania do Orlando Vinciego Cartera. Innymi słowy – przynajmniej utrzymania statystyk, a może wręcz i kolejnego progresu. Podobne oczekiwania były wobec reszty „młodzieży” Nets. Rezultat? Wiadomo. W zasadzie tylko Brook Lopez zdołał tym oczekiwaniom sprostać. Sam zaś Harris okazał się ledwie wart startowego slota fantasy, a i to przy mocno ograczonej zdrowiem liczbie meczów.

Jakoś mnie tak przy okazji dygresja naszła. Moje oczekiwania wobec tego sezonu to jedno, a czego oczekiwał management Nets? Optymalny scenariusz był pewnie w ten deseń: walczymy (najlepiej bez powodzenia ostatecznie, bo przecież świeżej krwi z draftu nam trzeba) o playoffs z młodym składem, rozwijamy trzon zespołu. Trzon, który uzupełnimy za chwilę o gwiazdę (daruję tu sobie nazwiska, bo temat offseason 2010 bez mała i z lodówki już się do mnie zaczyna uśmiechać) i dodatkowo Jaśka Walla, wszak szanse na wygranie loterii nawet najlepsze loteryjne zespoły mają większe, niźli na wygraną w totka.

Cóż. W rzeczywistości szanse na pierwszy pick draftu oczywiście mają Nets znaczne, za to szanse na miażdżące wzmocnienia z rynku FA – jakby mniejsze. Mniejsze, bo istniejący trzon zespołu dziś daje mniej świetlane widoki na przyszłość, niż kilka innych drużyn dysponujących miejscem pod salary cap. Czy dużo mniejsze? Okaże się już na dniach, tuż po losowaniu draftowym.

Wówczas też zdobędziemy pierwszą wskazówkę w temacie: ocena przydatności Harrisa w fantasy sezonie 2010/2011. Jeżeli Nets wygrają loterię – prawie na pewno Wall trafia do New Jersey i automatycznie przejmuje rolę wiodącego zawodnika obwodowego. Sprawą otwartą pozostaje też temat ewentualnych zakupów na rynku FA, ba, może też transferów, w wyniku których Devin wcale nie musi w drużynie pozostać. Wreszcie jeszcze bardziej otwartą sprawą jest prognoza dyspozycji Harrisa w kolejnym sezonie. Dla mnie dwie rzeczy są oczywiste: nie będzie wart ryzyka wyboru w drugiej rundzie, jak to ostatnio bywało. Nie warto też czekać do ostatnich rund z jego wyborem, co sugerować mógłby tegoroczny rank. W chwili obecnej, bardziej szczegółowej prognozy nie podadzą nawet najstarsi górale.

1. Jose Calderon
Statystyki 08-09: 12.8 PPG, 1.2 3PT, 2.9 REB, 8.9 AS, 1.1 ST, 0.1 BL, 49.8% FG (9.5 FGA), 98.1% FT (2.3 FTA), 2.1 TO
Statystyki 09-10: 10.3 PPG, 1 3PT, 2.1 REB, 5.9 AS, 0.7 ST, 0.1 BL, 48.2% FG (8.4 FGA), 79.8% FT (1.5 FTA), 1.5 TO

Przypadek Hiszpana niepokoi szczególnie. Niepokoi, bo pokazuje, że w fantasy baskecie naprawdę nie ma nic pewnego. Poprzedniego lata byłem gotów obstawić Jose jako najpewniejszy zakup z pozycji PG, wyłączając Chrisa Paula (ten, swoją drogą, też pewniakiem się nie okazał) i może Derona Williamsa. To miała być kopia profilu Steviego Nasha, kopia młodsza i aktualnie lepsza z punktu widzenia roto. Profil absolutnie niezbędny jako fundament mocnej drużyny FB.

Owszem, obiła mi się też wówczas o uszy/oczy informacja, że Raptors pozyskali w międzyczasie niejakiego Jacka. Mało kto jednak na poważnie brał ewentualność, jakoby mógł Jack zagrozić pozycji Calderona w zespole. Ot, solidny zmiennik, jakiego każdy team z aspiracjami mieć powinien. A także realne wzmocnienie na pozycji rzucającego obrońcy, jak dla mnie jednej z bardziej enigmatycznych pozycji w Toronto. Innymi słowy – żaden powód do niepokoju.

I znowu, fatalna postawa Calderona w ostatnich miesiącach stawia pod tym większym zapytaniem przyszłość Raptors. Postawa nie tylko Calderona, rzecz jasna. Ale to Jose, a nie przepłacony grubo Hedo, jest bohaterem niniejszego rankingu. To Hiszpan miał tworzyć z Chrisem Boshem rdzeń ataku zespołu (bo jeżeli mowa o obronie Raptors to... nie ma o czym mówić). Co zatem z Boshem? Zobaczymy. W tym przypadku rozminięcie się z playoffs o włos z pewnością nie pomoże. Takoż niespecjalna sytuacja finansowa, wykluczająca w zasadzie znaczące wzmocnienia po podpisaniu Turkoglu.

Czy wierzę w bounce back Calderona za rok? Raczej tak, przynajmniej do pewnego stopnia. I raczej na zasadzie potencjalnie okazyjnego zakupu w dalszych rundach.

Honorowe wyróżnienie: Anthony Randolph

Czyli potężny hype na bazie kilku meczów poprzedniego sezonu oraz sukcesów w lidze letniej. I to w przypadku zawodnika z rotacji Dona Nelsona. Co kto lubi. Warto jednak wspomnieć, ku przestrodze na przyszłość. Tacy gracze warci są rzutu kostką w drugiej połowie draftu, gdy pewniejsze nazwiska znikną ze stołu. Oczywiście, miło jest doświadczyć ewentualnej eksplozji takiego sleepera. Problem w tym, że w zdecydowanej większości draftów cena Randolpha zdecydowanie ceną sleeperową nie była.

Wystarczy już pastwienia się? Wystarczy. Ale, żeby nie było, że ja tak z czystej przyjemności pastwię się nad biedakami... Bo każda analiza fantasy powinna prowadzić do wniosków na przyszłość. Jakie wnioski warto wyciągać? Wszelakie, oczywiście! Takie, żeby nie ufać przesadnie tzw. „one year wonders”, żeby bardzo ostrożnie podchodzić do zawodników po przejściach zdrowotnych. Także taki, że warto czasem zaufać w przyszłości cenionemu ogólnie graczowi, który z różnych względów zawalił poprzedni sezon, a który obsunie się znacząco w następnym drafcie. Praca domowa na dziś? Przypisz poszczególne nazwiska do wymienionych wyżej charakterystyk. No i nie krępuj się wyciągać własne wnioski.



Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

GDZIE LAKERS PRZYNIEŚLI ZE SOBĄ SWOJĄ "A-GAME" I NAWET NIE MRUGNĘLI

wtorek, 18 maja 2010 6:00
Maciej Kwiatkowski

Zobaczcie tylko co potafi zrobić Bryant z kolanem...


PHOENIX @ LA LAKERS 107:128 (stan serii: 0-1)

Kobe Bryant sprawił, że Grant Hill wyglądał jako czterdziesto-, a Jared Dudley jak 20-latek. Bryant rzucił 40 punktów przy 23 rzutach (jego sżósty z rzędu mecz +30 pkt), Lamar Odom (19 pkt, 19 zb) zmienił obraz gry w pierwszej połowie swoim wejściem (15 pkt, 8 zb), a Pau Gasol (21 pkt, 10/13) raz po raz trafiał z półdystansu, albo z finezją kończył wokół obręczy.

Suns nie zabrali ze sobą z Phoenix dwóch rzeczy: defensywy i swojej obręczy. Przez cały mecz nikt nie mógł zatrzymać Kobe'go, a Suns trzymali się w grze po pierwszej połowie (55-62), tylko dlatego, że są po prostu dobrym teamem ofensywnym. Lakers zabrali im jednak pick&roll ze środka i świetnie kontestowali trójki Channinga Frye'a (3 pkt, 1/7 za 3),  dwa razy nawet Derek Fisher robił to po switchach na zasłonie.


Jeśli Bryant nie trenował tydzień, to być może nie powinien już trenowac w ogóle. Kobe nawet w pierwszej połowie, gdy to Odom zdobywał punkty wyglądał ruchowo znakomicie, gotów by przejąć spotkanie. Może nie spuścili, a wtłoczyli coś do jego kolana, bo poruszął się miękko niczym dachowiec, zdobywając 21 punktów w samej kwarcie nr 3. Vintage Kobe. Gasol dołożył 8 i Lakers otworzyli przewagę z 80-70, do 89-72. Phil Jackson zatrzymał na parkiecie Bryanta, Gasola i Odoma na start czwartej kwarty, a Lakers za sprawą trafiającego z dystansu Jordana Farmara (19 min, 10 pkt, 5 as) otworzyli w 42 minucie przewagę do 26 punktów.

117 punktów w 42 minuty. Suns zobaczyli jaką niemożliwością staje się gra przeciwko Lakers, gdy ci przynoszą na parkiet swoją najlepszą grę. Nie potrzebowali do tego nawet Andrew Bynuma (19 min, 4 pkt, 4 zb), którego Robin Lopez (14 pkt, 6 zb, 6/7) wyprzedzał na długości parkietu, ale poza Bynumem nikt z podstawowej rotacji nie zagrał gorzej niż dobrze. Nawet Ron Artest (14 pkt, 5 zb, 5 as, 6/14) odpuścił kilka rzutów za trzy (a kilka nie... 1/5, 23% w play-off), by dogrywać piłkę pod kosz do Gasola. Nie było jednak żadnego zająknięcia się w ofensywie Lakers, żadnego przestoju. Mike D'Antoni rozpoznawał na parkiecie swoją defensywę.

Lakers obcinali czyste pozycje Suns za trzy (5/22). Jason Richardson (15 pkt, 6 zb, 3/6 za 3) po szybkich dwóch trójkach na starcie meczu nie rzucił już punktu w pierwszej połowie, a gdy już trafiał w trzeciej kwarcie, to tylko po obcięciu się na zasłonie z lewego skrzydła (trzy takie akcje, dwa rzuty, jedna penetracja). Przez dwie i pół kwarty Suns zdobywali punkty, ale bez trójek i kontrataków (tylko takie 4pkt w meczu) nie mogli tak naprawdę wyjść spoza okowów szybkich decyzji, do których zmuszała ich obrona Lakers. Potem Bryant nie przestawał trafiać i Lakers zrobili z tego meczu 'statement game' dla Suns.

Poprawiona defensywa? Jasne.

Bryant w jednej z akcji trzeciej kwarty przypomniał Hillowi o kostkach. Chwilę później Hill dostał faul techniczny, a potem złapał kolejne, piąte przewinienie i potem już nie wrócił do gry. Amare Stoudemire (23 pkt) nie potrafił zatrzymać Odoma po dryblingu przed przerwą, w ataku z kolei grając albo na linii, albo trafiając z półdystansu. Rzadziej pod koszem i bez asyst od Steve'a Nasha (13 pkt, 13 as) po screen&rollach.

A propos trafień z półdystansu. Jeśli nawet Artest trafia obydwa rzuty za dwa ze stopą na linii, to Suns nie mogą wiele więcej zrobić.

Najlepszy mecz Lakers w play-off. Zrobili wszystko, by Suns wrócili na mecz nr 2 ze spuszczonymi głowami i teraz przekonamy się jak odporny psychicznie jest ten team Alvina Gentry'ego. Tylko 9 strat, 51/88 z gry i jakby tego było mało 12 zbiórek w ataku, z czego 7 sam Odom (42-34 na deskach). Plus Lamar Odom właśnie, który miał zrobić różnicę i zrobił ją od razu  w pierwszej połowie. Po jego wejściu Lakers mieli run 16-1, Stoudemire bronił go jak na obcasach. To idealna seria dla Odoma. Mało fizyczna gra Suns, nastawiona na umiejętności techniczne. Tutaj Odom swoją wszechstronnością i agresywną grą na deskach może sprawić, że ta seria nie potrwa długo.

Jedynym naprawdę jasnym punktem Suns w tym meczu byli Leandro Barbosa po dryblingu oraz Lopez. Lopez jako jedyny gracz Suns miał pozytywny +/- 2, kończył akcje zaskakująco jak na kogoś kto nie grał 50 dni I to kilka lewą ręką, trafiając też jump-shot z 5 metrów.. Jak jednak Suns zamierzają grać lepiej po tym blowoucie? Jeśli już Lakers mają zdobywać punkty spod kosza, to nie mogą robić tego po penetracjach. Słaby perimeter-d, gdy nawet Farmar, Shannon Brown czy Derek Fisher kreowali przewagi w half-court na 3-4 metrze. Do tego ani Hill, ani Dudley (szybkie 2 faule na wejściu w 1q) nie mogli nic zrobić, gdy Kobe grał miękko, szybko i z przytupem, jak w tej akcji w trzeciej kwarcie, gdy ściął z rogu, dostał touch-pass od Gasola i skończył z faulem. Do obejrzenia w top 5...albo w top 10, kto wie.




Podziel się:

komentarze (66) | dodaj komentarz

PRZED NAMI LOTERIA DRAFTU, CZYLI GDZIE TRAFI PIERWSZY "WOLNY AGENT"

wtorek, 18 maja 2010 2:07
Maciej Kwiatkowski

Ok, musimy zacząć rozmawiać o drafcie i szczerze przyznam, że moja wiedza w kwestii tego kim są ludzie, którzy trafią do ligi jest na etapie "work in progress". Póki co już w nocy z wtorku na środę możemy mieć pierwsze rozeznanie, gdzie trafią Ci najlepsi, a przede wszystkim John Wall, odkąd jest on zdecydowanym faworytem do nr 1.


O godz. 2:00 w nocy, w Secaucus (New Jersey) odbędzie się kolejna loteria draftu. Zasady, gdy bliżej im się przyjrzeć mogą być trochę stresujące, ale w gruncie rzeczy chodzi o to, że w aparaturze losującej jest 14 piłeczek z cyframi od 1 do 14. Z nich utworzone są wszystkie wszystkie możliwe czterocyfrowe kombinacje (np 1,3,7,12 albo 4,5,6,8), a do tych kombinacji przypisane są drużyny, które wezmą udział w loterii.

Ilość kombinacji przypisanych każdemu z 14 zespołów jest tym większa im niższa była jego pozycja w tabeli końcowej. Następnie losuje się trzy pierwsze miejsca. Pozostałe zespoły ustawiane są natomiast na pozycjach 4-14 wg poniższej kolejności. To znaczy, że Nets nie mogą spaśc niżej niż 4 miejsce, Minnesota niżej niż 5-te itd.

Oto jak przedstawiają się szanse na wybór nr 1:


1. New Jersey Nets - 25.0%
2. Minnesota Timberwolves - 19.9%
3. Sacramento Kings - 15.6%
4. Golden State Warriors - 10.4%
5. Washington Wizards - 10.3%
6. Philadelphia 76ers - 5.3%
7. Detroit Pistons - 5.3%
8. Los Angeles Clippers - 2.2%
9. Utah Jazz (od New York Knicks) - 2.2%
10. Indiana Pacers - 1.1%
11. New Orleans Hornets - 0.8%
12. Memphis Grizzlies - 0.7%
13. Toronto Raptors - 0.6%
14. Houston Rockets 0.5%

O czym pewnie wszyscy już dobrze wiedzą, Jazz mają pick od Knicks, który pozyskali od Suns, po tym jak Ci oddali do Nowego Jorku Stephona Marbury'ego. I tak, to też oczywiście po czasie wina Isiaha Thomasa. Przy okazji zawsze to kolejna okazja, by winić Marbury'ego.

Jutro dowiemy się więc jednej rzeczy. Tego, kto będzie miał prawa do Johna Walla i w przypadku kilku drużyn mogą rozpocząć się spekulacje co się z tym prawem stanie. Tym bardziej może być to ważne w przypadku New Jersey Nets, którzy walczą o LeBrona Jamesa, ale którzy też mają już rozgrywającego w osobie Devina Harrisa.

Zabawne byłoby gdyby wybór nr 1 trafił do Minnesoty (Flynn, Rubio). Jeszcze bardziej zabawnie byłoby, gdyby Wall miał utworzyć superfuturystyczny small-ball ze Stephenem Curry'm i Monta Ellisem w Golden State. Sacramento mogłoby dzięki Wallowi dokonać jednego lub kilku poważnych trade'ów. Podobnie Washington, Detroit, Utah. Z kolei Sixers, mimo posiadania Jrue Holiday'a raczej chcieliby mieć jednak Walla itd itp.

Poniżej mała ściągawka z tego jak wygląda pierwsza 14-tka w dzień loterii, wg trzech najważniejszych źródeł: DraftExpress, NBADraft oraz Chada Forda z ESPN (w tej kolejności).

1. New Jersey - John Wall (19 l., 193 cm, PG) - Wall - Wall

2. Minnesota -  Evan Turner (21 l., 201 cm, SG/SF) - Turner - Turner

3. Sacramento - DeMarcus Cousins (19 l., 211 cm, PF/C) - Derrick Favors (18 l., 206 cm, PF) - Favors

4. Golden State - Favors - Wesley Johnson (22 l., 201 cm, SF) - Cousins

5. Washington - Al-Farouq Aminu (19 l., 203 cm, SF/PF) - Greg Monroe (19 l., 211 cm, PF/C) - W.Johnson

6. Philadelphia - Cole Aldrich (21 l., 211 cm, C) - Cousins - Aminu

7. Detroit - Ed Davis (20 l., 206 cm, PF) - Aminu - Davis

8. LA Clippers - W.Johnson - Aldrich - Aldrich

9. Utah - Monroe - Patrick Patterson (22 l., 203 cm, PF) - Monroe

10. Indiana - Ekpe Udoh (22 l., 208 cm, PF/C) - Davis - Daniel Orton (19 l., 208 cm, C)

11. New Orleans - Patterson - Donatas Motiejunas (19 l., 213 cm, PF) - Udoh

12. Memphis - Motiejunas - James Anderson (21 l., 198 cm, SG/SF) - Gordon Hayward (20 l., 203 cm, SF/PF)

13. Toronto - Orton - Xavier Henry (19 l., 198 cm, SG) - Avery Bradley (19 l., 191 cm, SG)

14. Houston - Hassan Whiteside (20 l., 213 cm, PF/C) - Whiteside - Whiteside




Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

KOLANO KOBEGO WCHODZI NA SCENĘ

poniedziałek, 17 maja 2010 20:55

Image and video hosting by TinyPic

źródło: yahoo.com

Przemek Kujawiński

Był już łokieć LeBrona, czas na kolano Kobego.

Jak donosi Los Angeles Times stan prawego kolana Kobego Bryanta przed dzisiejszym meczem z Suns jest niepokojący. Kobe po zakończeniu serii z Utah dostał kilka dni wolnego od treningów. Dopiero wczoraj wyszedł na chwilę na parkiet i trochę porzucał. Większość czasu spędził jednak na ławce. Bryant postanowił nie komentować sprawy, co tylko zwiększa niepokój dziennikarzy z L.A. Tym bardziej, że w zeszłym tygodniu Kobe przeszedł zabieg ściągnięcia wody z opuchniętego kolana.

Phil Jackson nie wydaje się być specjalnie zaniepokojony. Nigdy jednak nie wiadomo, co kryje się pod jego maską. Dokładając do tego problemy z kolanem Andrew Bynuma, trener Lakers może mieć sporo na głowie. Nie wydaje mi się, żeby był już czas na panikę, ale z uwagą przyglądajcie się dziś prawemu kolanu Kobego. Może właśnie odkryliśmy faktor X tej serii. Oczywiście lepiej, żeby tak nie było.


Z informacji mniej istotnych: Kobe i jego kolano pojawią się w środę w odcinku serialu "Modern Family" u boku Ala Bundy'ego Eda O'Neilla.


Podziel się:

komentarze (17) | dodaj komentarz

POPOŁUDNIÓWKA: THIBODEAU W HORNETS? WESTBROOK JUŻ TRENUJE

poniedziałek, 17 maja 2010 20:32
Cavs.e-nba.pl: "Kierownik Cleveland Cavaliers, Danny Ferry oznajmił, że kontuzja łokcia, która dokuczała LeBronowi Jamesowi w trakcie Playoffs była na tyle poważna, że w przypadku sezonu zasadniczego ten z pewnością nie wychodziłby na parkiet. Ferry odniósł się do sprawy po raz pierwszy. Wyjawił, że MVP ligi zaczął skarżyć się na ból w łokciu 8 kwietnia przed meczem w Chicago. Wówczas w ostatniej chwili podjęto decyzję o tym, aby dać mu wolne. James opuścił cztery ostatnie spotkania Cavs w sezonie regularnym."


Czwarta Kwarta: "W wyścigu o posadę trenera Hornets na czele jest asystent Riversa, Thom Thibodeau. Brani pod uwagę są też Casey, Johnson, a także Monty Williams, asystent McMillana. Sixers podobno przeprowadzą drugą rozmowę z Dougiem Collinsem, Johnsonem i Samem Mitchellem."


wp.pl: "W wywiadzie dla "New York Post", O'Neal chwalił kierunek jaki obrali Nets, którzy od przyszłego sezonu przenoszą się z East Rutherford do nowej hali Prudential Center w Newark. - To jedna z najlepszych hal w USA. Mam nadzieję, że zostaną tam na zawsze. Nets mają spędzić w Newark dwa kolejne lata, by potem przenieść się do budowanego właśnie na Brooklynie obiektu mogącego pomieścić 17 tys. kibiców. 38-letni O'Neal kolejny raz nie dotarł ze swoim zespołem do finału konferencji, ale podkreśla, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. - Według moich kalkulacji opuściłem 360 meczów w karierze, co daje mi 3,7 dodatkowych lat gry. To z kolei oznacza, że będę grał do 41 roku życia."


Oklahoma City Thunder: “W tym roku zrobiłem dobrą robotę, ale muszę popracować nad zmianą tempa, kiedy je przyspieszać, a kiedy zwalniać. Będę kontynuował naukę, oglądał filmy ze swoich treningów i patrzył, co jeszcze mogę zrobić, aby pomóc drużynie” – powiedział Westbrook. – “Chcę po prostu być po powrocie lepszym graczem, lepszą osobą, pomóc drużynie dalej dojść [w playoffs]. Nie będę pracował nad pojedynczymi rzeczami. Będę pracował nad wieloma aspektami. Chcę poprawić wszystko.”


About NCAA: Faworytem nie tylko konferencji, ale i całej ligi jest Michigan State. Z podstawowych zawodników, którzy awansowali do Final Four drużynę opuścił tylko Raymar Morgan. Wprawdzie podczas trwania sezonu był bardzo kluczowym zawodnikiem, jednak już w March Madness spisywał się dużo słabiej. Warto też nadmienić, że Spartans tak daleko zaszli bez swojego najważniejszego zawodnika, czyli rozgrywającego Kalina Lucasa, który w drugiej rundzie Turnieju doznał kontuzji kostki."


Pick and Roll: "Mike Bianchi z Orlando Sentinel czysto hipotetycznie zapytał czytelników swojego bloga czy jeśli Magic zdobędą mistrzostwo, to powinni zachować obecny skład czy za wszelką cenę ściągnąć LeBrona. Bianchi pisze, że jeśli miałby przyjść LeBron, z Magic musieliby zniknąć Rashard Lewis, Vince Carter i Jameer Nelson. Na pewno zostałby Dwight Howard. Jest to sporym nadużyciem, bo nawet przy maksymalnym kontrakcie Jamesa przynajmniej jeden z nich mógłby zostać."


Podziel się:

komentarze (3) | dodaj komentarz

KIBICE CLIPPERS WIERZĄ

poniedziałek, 17 maja 2010 18:32

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Jakie są szanse, że LeBron James zdecyduje się od przyszłego sezonu reprezentować barwy Los Angeles Clippers? Sądząc z opinii pojawiających się w mediach - równe zeru. Tego wybuchu doniesień o domniemanych planach Jamesa można się było oczywiście spodziewać. A to Barack Obama chce go w Chicago, a to Michael Bloomberg w Nowym Jorku, a to David Stern mówi o pozostaniu w Cleveland. Sam LeBron miał, tuż po porażce z Celtics, dzwonić do Derrick'a Rose'a, a "nieznane siły" pracują nad ściągnięciem w jedno miejsce James'a i Johna Calipari... Prawie nikt w tym całym zamieszaniu nie myśli o zespole z tego "gorszego" Los Angeles.

Kibice Clippers postanowili więc działać na własną rękę. Na 27 maja zaplanowali marsz "w intencji" przybycia Jamesa do L.A. Jeśli więc jesteś jednym z ośmiu kibiców Clippers w Polsce to pakuj manatki i bądź o 3 popołudniu pod Staples Center. Smaczku dodaje fakt, że jeśli w rywalizacji Lakers - Suns dojdzie do meczu numer 5, to będziesz miał szansę spotkać na swojej drodze fanów Lakers. Ewentualnie pokaż swoje wsparcie na facebooku.

Swoją drogą Lebron w Clippers to nie byłby znowu aż taki zły pomysł. Los Angeles to wciąż Los Angeles - jest tam co robić. Do tego zespół, który cokolwiek by się mówiło, ma naprawdę spory potencjał. Zwłaszcza jeśli Blake Griffin okaże się być tym, kogo się po nim spodziewamy. Wyobraźcie sobie piątkę Davis-Gordon-James-Griffin-Kaman. Brzmi całkiem nieźle. Do tego James mógłby mieć w L.A. wpływ na wybór trenera i generalnego menadżera, co z pewnością by go ucieszyło. No i kibiców, którzy zrobią wszystko by go do siebie przekonać. Nawet jeśli ma to być, cokolwiek desperacki, marsz na oczach Lakers...


Podziel się:

komentarze (28) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 059 655 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u