Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 587 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




HOLLYWOOD vs DISNEYLAND czyli ZAPOWIEDŹ FINAŁÓW NBA

niedziela, 31 maja 2009 23:56
Maciej Kwiatkowski

Play-offy to trochę "inny zwierz" od sezonu regularnego. Nie zawsze w trakcie sezonu zespoły przystępują do rywalizacji mając równe szanse. Często gospodarze mają przed meczem dzień odpoczynku, gdy goście grają mecze na wyjeździe dzień po dniu. Play-offy pozwalają na pozbycie się tych aspektów i wytłuszczenie tego co w seriach jest najbardziej istotne, czyli match-upów.

Match-upy to inaczej popularne wśród kibiców zestawienia ze sobą dwóch graczy przeciwnych drużyn, które w koszykówce nabierają specjalnego znaczenia, gdyż w przeciwieństwie np do piłki nożnej - ci sami zawodnicy muszą wykonywać równie istotną pracę po jednej i drugiej stronie boiska.

Rozumienie i czytanie match-upów pozwala natomiast trenerom na szukanie przewag na poszczególnych pozycjach, a często zmusza ich do niwelowania różnic. Jest to swego rodzaju trenerska gra na to kto wyciągnie lepsze karty i kto ukryje przed drugim asa atutowego. Czas tej gry następuje w play-offs, gdy zespoły spotykają się ze sobą w kolejnych meczach, najczęściej w odstępie jednego dnia. Postanowiliśmy bliżej przyjrzeć się zbliżającym się Finałom NBA od tej właśnie strony





ROZGRYWAJĄCY: DEREK FISHER vs RAFER ALSTON



(statystyki w tym sezonie przeciwko finałowym rywalom)

FISHER: 18.0 pkt., 4.0 ast., 1.0 str. (44% z gry, 38% za 3)
ALSTON: 9.0 pkt., 3.5 ast., 2.0 str. (35% z gry, 29% za 3)

Rafer Alston nie powinien 34-letniemu Derekowi Fisherowi sprawić problemów szybkościowych. W dwóch pierwszych rundach kłopotem Fishera byli młodsi i szybsi od niego Deron Williams (Utah) i Aaron Brooks (Houston). O ile ten pierwszy nie sprawił Lakers tak wielkich problemów jak w zeszłorocznych play-offach, to Brooks był głównym powodem dwóch z trzech zwycięstw jakie urwali im Rockets. Starcie z Chauncey'em Billupsem było już dla Fishera łatwiejsze fizycznie, ale nadal mógł liczyć na swoich zmienników, zwłaszcza na Jordana Farmara, który z biegiem play-offs odzyskał zaufanie trenera Phila Jacksona.

Alston był natomiast jednym z powodów, dla których Magic pokonali Cavaliers. Zaliczył dwa-trzy spotkania, w których jego skuteczna gra sprawiła, że "Skip to My Lou" przestał być czarną dziurą w obwodowej ofensywie "Magików". Gdy Alston trafia z dystansu - Magic są praktycznie nie do zatrzymania, o ile rywale nie mają pomysłu na Dwighta Howarda. Jeśli Lakers będą podwajać Howarda, to Alston znowu będzie mógł liczyć na czyste pozycje. Jeśli natomiast tak się nie stanie, to decyzje jakie podejmuje w grze 1-na-1 mogą okazać się problemem Magic. Fisher natomiast może być znacznie pożyteczniejszy w ataku, gdyż rozgrywający Magic nie wymaga aż tyle atencji w obronie co jego poprzedni rywale.

PRZEWAGA: remis



Rezerwowi: W pierwszej rundzie przeciwko Utah Jazz - gdy potrzebny był wyższy i silniejszy defensor na Williamsa - rolę rezerwowej jedynki Lakers spełniał Shannon Brown. W drugiej rundzie więcej minut na pozycji nr 1 otrzymywał Jordan Farmar, a w serii przeciwko Denver Nuggets Jackson używał obydwu, z tym że więcej minut jako rozgrywający otrzymywał Farmar, podczas gdy Brown zaczął grać też na pozycji nr 2. Ich rywalem będzie solidnie spisujący się w play-offach Anthony Johnson, który podobnie jak i przez całą swoją karierę jest efektywnym zmiennikiem, który grozi rzutem za trzy i potrafi zaskoczyć siłą fizyczną przy penetracjach. Szybkość Farmara będzie jednak sporym problemem dla Johnsona w tej serii i rezerwowy skład Lakers będzie miał na tej pozycji przewagę, która bardzo istotnie może wpłynąć na postawę ławek rezerwowych obydwu drużyn.

PRZEWAGA: Lakers



RZUCAJĄCY OBROŃCA: KOBE BRYANT vs COURTNEY LEE



BRYANT: 34.5 pkt., 10.5 zb., 7.0 ast., 3.5 str. (42% z gry, 38% za 3, 19 osobistych)
LEE: 8.0 pkt., 4.0 zb., 1.0 ast. (45% z gry, 40% za 3)

Courtney Lee ma bardzo dobre warunki, by zmagać się z Kobe'm Bryantem, ale lider Lakers przypomina w tych play-offs o tym o czym niektórzy mogli troszeczkę zapomnieć. Mimo, że nie jest tak fizycznie dominującym graczem jak LeBron James, to jako dystrybutor piłki ma szansę być znacznie bardziej skuteczny w swojej roli niż lider Cavs. Ofensywny talent kompanów Bryanta sprawia, że obrona Magic nie będzie mogła tak łatwo skoncentrować się na nim jak czyniła to przeciwko Jamesowi i Cleveland. Lee nie bardzo ma czego szukać w starciu z Kobe'm, ale to niezwykle ambitny debiutant, który jest w stanie poświęcić się swojej roli może nawet bardziej niż niektórzy weterani. Lee ma już sukcesy w bronieniu przeciwko Ray'owi Allenowi, Eddie'mu House'owi czy Mo Williamsowi, ale w starciu z Bryantem potrzebować będzie pomocy.

PRZEWAGA: Lakers



Rezerwowi: Tą pomoc uzyska najpewniej z ławki rezerwowych, gdy na parkiet wchodzić będzie Mickael Pietrus. Francuz jest dotychczas bez dwóch zdań najlepszym rezerwowym w tegorocznych play-offs, notując w serii z Cavaliers więcej punktów niż rezerwowi rywali razem wzięci. Pietrus uwielbia trafiać trójki z prawego rogu boiska, ale umie też dynamicznie wejść pod kosz. Można przypuszczać, że będziemy widywać go na parkiecie już od połowy pierwszej kwarty. Lakers natomiast na pozycji nr 2 mogą liczyć wymiennie na szukającego cały czas formy Sashy Vujacica i atletycznego Browna. Być może w tej serii trener Van Gundy skorzysta znowu z JJ'a Redicka, który jest niemal identycznym graczem co Vujacic.

PRZEWAGA: Magic



NISKI SKRZYDŁOWY: TREVOR ARIZA vs HEDO TURKOGLU



ARIZA: 6.0 pkt., 4.0 zb., 1.0 prz.
TURKOGLU: 13.5 pkt., 5.0 zb., 5.0 ast. (38% z gry, 40% za 3)

Po pierwszych dwóch tygodniach play-offs wieszano psy na Hedo Turkoglu. Turek natrafił jednak w końcu na wygodniejsze match-upy i obok Dwighta Howarda był tym, który bezpośrednio decydował o problemach Cleveland Cavaliers, a wcześniej Boston Celtics. Celtowie nie mieli nikogo prócz Paula Pierce'a, kto mógłby biegać za Turkoglu i podobnie jak zrobili to Cavaliers z Jamesem, postanowili oszczędzać swoich najlepszych graczy, oddelegowując do bronienia Turkoglu niższych od niego obrońców. I tak rywalem Turka był w serii z Bostonem 13 cm niższy Ray Allen, a w serii z Cavaliers, 15 cm niższy West.

Największe problemy Turkoglu miał w tych play-offs przeciwko Andre'mu Iguodali, który mógł dorównać mu wzrostem, dzięki ogromnemu zasięgowi ramion. Podobne problemy stwarzać będzie w finałowej serii Trevor Ariza, będący - jak to lubią nazywać go kibice LA Lakers - Scottie'm Pippenem dla ubogich.

Zadanie Arizy jest powszechnie znane - ograniczyć poczynania Turkoglu, którego 80 procent akcji ofensywnych to rzuty za 3 punkty z miejsca czy pick&rolle grane z Dwightem Howardem. Wysoki i mobilny Ariza już w trakcie mecżów sezonów regularnego sprawił, że to nie Turkoglu był tym który decydował o tym, że Magic wygrali dwukrotnie z Lakers. Turek był niewidoczny przeciwko "Jeziorowcom", trafiając poniżej 40% z gry i zaliczając średnio tylko 13 punktów.

Ariza ofensywnie nie stanowi większego problemu, dopóki nie zacznie się go traktować jako zawodnika w ataku nieudolnego. Wtedy Ariza jest w stanie zaskakiwać, trafiając w ostatnich tygodniach zdecydowaną większość trójek z czystej pozycji, mogąc też penetrować, a przede wszystkim przechwytywać piłkę oraz samemu kreować i kończyć kontrataki Lakers. Nie pokazywał jednak tego w meczach z Magic w tym sezonie, ale nie grał jeszcze tak dużo, bo 34 minuty zaliczył jeszcze wtedy grający w Lakers, Vladimir Radmanovic.

PRZEWAGA: Magic



Rezerwowi: Turkoglu nie ma formalnego zmiennika za sobą, ale zawsze gdy nie ma Turka na parkiecie - jest na nim Mickael Pietrus. Jako, że Lakers mają jednak dobrego zmiennika (lub dwóch) na kazdej pozycji prócz centra, Van Gundy może być zmuszony rozszerzyć rotację o Redicka. Luke Walton jest niezwykle kluczowym graczem dla postawy ławki rezerwowych Lakers. Siłą Waltona jest nie tylko regularna ostatnio ofensywa, ale przede wszystkim rozumienie taktyki "triangle offense" Phila Jacksona i umiejętność dogrywania piłki partnerom. Walton gra też mądrą defensywę, która w starciu z mało atletycznym Turkoglu może okazać się wystarczającym wsparciem dla Arizy.

PRZEWAGA: remis



SILNY SKRZYDŁOWY: PAU GASOL vs RASHARD LEWIS



GASOL: 12.0 pkt., 8.0 zb., 0.5 blk. (41% z gry)
LEWIS: 19.0 pkt., 4.5 zb., 3.5 ast. (46% z gry, 44% za 3)
ODOM: 10.5 pkt., 8.5 zb., 3.0 ast. (39% z gry, 25% za 3)

Kluczowa pozycja dla przebiegu całej serii. Zarówno Pau Gasol, jak i Rashard Lewis będą dla siebie ogromnie niewygodnymi rywalami, ale można przypuszczać, że ten pierwszy gro swoich minut w tej serii spędzi na pozycji centra, natomiast bezpośrednim rywalem Lewisa będzie przez większość czasu Lamar Odom. Dlatego też nie mozna rozpatrywać tej pozycji z podziałem na gracza pierwszej piątki i rezerwowych. Odom ma wszelkie dane ku temu, by być potencjalnie najlepszym defensorem na Lewisa w całej NBA! Jest tego samego wzrostu, jest mobilny i sprawny (nawet trochę bardziej niż Lewis), ma duży zasięg ramion i dzięki niemu Lewis nie będzie już stwarzał równie dużych problemów dla rywali co Dwight Howard.

Nie zawsze jednak Odom jest gotowy do gry, co z kolei bardzo często przekłada się na to jak spisuje się cały zespół. Agresywny i szalejący Odom przełącza grę Lakers na "Show-Time". Natomiast pasywny w ataku i na deskach Odom, to sztandar tych Lakers, którzy poddają mecze mentalnie.

Jeśli jednak Andrew Bynumowi uda się pozostać na parkiecie przez więcej niż połowę pierwszej czy trzeciej kwarty, to możemy oglądać mnóstwo zagrań Lakers na Gasola, który ma szansę wykorzystać tutaj przewagę swojego wzrostu w grze tyłem do kosza i zmusić Lewisa do fauli. Te jednak problemy Lewis może powetować sobie, gdy gra w ataku, choć zasięg ramion i niezła ruchliwość Hiszpana sprawi, że ofensywa Lewisa może nie zniwelować przewagi jaką da Lakers w bezpośrednim match-upie będzie miał Gasol.

Podkreślić trzeba jednak, że bezpośrednich pojedynków Lewis - Gasol będzie w tej serii pewnie gdzieś średnio na 10-12 minut w meczu i podejrzewam, że istotniejsze dla rozwoju wydarzeń będzie to co się będzie dziać na przełomie pierwszej/drugiej i trzeciej/czwartej kwarty, gdy na parkiecie będzie już Odom.

PRZEWAGA: remis ze wskazaniem na Lakers



CENTER: DWIGHT HOWARD vs ANDREW BYNUM



HOWARD: 21.0 pkt., 16.5 zb., 2.5 blk. (50% z gry, 31 osobistych)
BYNUM: 8.5 pkt., 2.0 zb., 1.0 blk. (41% z gry)

Obydwa zespoły starać się będą grać trzyosobowymi rotacjami pod koszem. Orlando Magic są jednak jedyną drużyną w NBA (obok Phoenix Suns, gdy grali jeszcze obok siebie Shaquille O'Neal i Amare Stoudemire - przed kontuzją tego drugiego w połowie sezonu), który może rozbić regularną rotację Lakers. Jest wielce prawdopodobne, że Andrew Bynum, kryjąc Dwighta Howarda będzie miał notorycznie problemy z faulami, a z ławki oglądać będziemy epizody DJ'a Mbengi i Josha Powella. To jak długo uda się utrzymać Bynuma na parkiecie może decydować nawet i o sukcesie Lakers w tej serii. Są jednak niewielkie szanse na to, że już w czwartej czy piątej minucie każdej z kwart nie pojawiać się będzie na parkiecie Odom, a Gasol nie będzie oddelegowywany do krycia środkowego Magic.

Hiszpan, choć ustępujący Howardowi fizycznie, jest lepszym defensorem jeden-na-jeden, niż zwykło się o tym mówić. Od czasu przybycia do Lakers poczynił bardzo duże postępy, jest szybki, aktywny i dzięki zasięgowi ramion może grozić blokiem przy każdym rzucie rywala. Howard jest jednak unikalnym graczem, do którego krycia bardziej niż zasięg ramion przydaje się siła fizyczna w okolicach bioder czy obręczy barkowej, czyli coś czego Gasolowi wyraźnie brakuje.

Howard będzie z pewnością wielką przewagą Magic, ale podkoszowi Lakers spisują się z serii na serię coraz lepiej i starcia z Houston Rockets i Denver Nuggets dały im solidne przetarcie przed starciem z "bestią ze Wschodu".

PRZEWAGA: Magic.



TRENERZY: Nawet mówiąc o trenerskiej grze, trzeba pamiętać, że NBA to przede wszystkim liga zawodników. Kluczowe w play-offs i widoczne bardziej niż w sezonie regularnym są match-upy, czyli zestawienie indywidualnych predyspozycji zawodników grających na tej samej pozycji w obydwu zespołach i to jakie korzyści można osiągnąć z przewag na każdej z nich.

Phil Jackson zmierza, by zostać jedynym trenerem w NBA, który zdobył 10 tytułów mistrzowskich i o tym będzie mówić się im bliżej tytułu znajdować się będą Lakers. Jackson kilkurotnie powiedział już w tych play-offs, że bardziej niż gra rywali interesuje go gra jego zespołu - co można często traktować jako arogancję z jego strony, ale obecność Lakers w finale wobec ich niezadowalającej (poza ostatnim meczem z Nuggets) postawy przyznaje po częsci rację "Mistrzowi Zen". Jest czego doglądać, bo Lakers dotychczas rzadziej niż Magic wchodzili na swój najwyższy poziom gry (nie przeszkodziło im to jednak siłą swojego talentu przechodzić z rundy do rundy...). Jeśli jednak problemem była motywacja, to sposób w jaki Lakers kończyli każdą z trzech dotychczasowych serii był równie przekonujący co ostatnie mecze serii Orlando z Bostonem i Cleveland.

Stan Van Gundy prowadzi z kolei Magic grając bardzo dobrze emocjami graczy. Klipy wideo z przemówien Van Gundy'ego w szatni pokazują jak to trener Magic potrafi bardzo zrozumiale i w prostych słowach określić cele zespołu, Sposób w jaki Van Gundy prowadzi Magic jest dużo bardziej ekspresyjny, a przez to dużo bardziej ludzki. To jednak prowadzi też do tego, że Van Gundy ma dużo krótszą drogę od stania się ulubieńcem publiczności, do bycia tym, który przy ewentualnych porazkach bardzo szybko mieszany jest z błotem.

Jackson nigdy nie był tego typu trenerem co Van Gundy. Jego oryginalne sposoby motywowania graczy (rozdawanie im określonych książek, oglądanie filmów takich jak m.in. w tegorocznych play-offs: "300" czy wybranych fragmentów "Ojca Chrzestnego") oraz to w jaki sposób traktuje dziennikarzy nadają mu często obraz trenerskiego Dalaj-lamy.

Jednak to właśnie ten głód sukcesu, poparty ogromną pracą jaką wykonuje sztab Magic jeśli chodzi o defensywę, sprawia, że nie można traktować trenera Orlando jako drugorzędnego tylko ze względu na pierścienie mistrzowskie Jacksona. Van Gundy zdaniem niżej podpisanego wykonał więcej pracy ze swoimi graczami niż trener Lakers, ale Jackson ma ten komfort posiadania składu bardziej zbilansowanego i głębszej ławki rezerwowych, co pozwoli mu na odpowiadanie na pomysły wysuwane przez Van Gundy'ego. Pierwszym z nich będzie to czy Lakers zdecydują się podwajać Howarda, ale o tym w dalszej części zapowiedzi.

PRZEWAGA: remis



MECZE W SEZONIE REGULARNYM:

MECZ NR.1 w Orlando (20.12.2008), Magic - Lakers 106-103

Pierwszy mecz pomiędzy tymi dwoma zespołami został rozegrany w jakże innych warunkach dla jednego i drugiego klubu. Magic przebywali wtedy już od kilku dni w domu, wygrywając dwa dni wcześniej z San Antonio. Natomiast Lakers rozgrywali w Orlando drugi mecz swojego wyjazdowego tournee, zaledwie dzień wcześniej przegrywając z Miami Heat, 87-89.

Kobe Bryant zaliczył dobre zawody i zdobył 41 punktów, ale Dwight Howard trafił 8 z 11 wolnych w czwartej kwarcie, a aż 27 punktów zdobył Jameer Nelson. Bryant rzucał za trzy w ostatniej sekundzie, by uratować dogrywkę, ale minimalnie chybił - podobnie jak i dzień wcześniej w Miami.

Derek Fisher rzucił 27 punktów w tamtym meczu, a Rashard Lewis zaliczył 22. Lakers prowadzili po pierwszej połowie 58-49, ale znakomita efektywność ofensywna Nelsona (11/16) i agresywna gra Howarda pozwoliły im wrócić i wygrać tamto spotkanie.

Andrew Bynum przebywał na parkiecie tylko 11 minut, zaliczył 5 fauli, miał tylko 3 punkty i jedną zbiórkę. Turkoglu oddał tylko 10 rzutów, ale zaliczył 7 asyst przy czterech stratach. Magic trafili 12 z 30 trójek, ale mieli 15 strat, w porównaniu do dziewięciu Lakers.

MECZ NR.2 w Los Angeles (16.01.2009), Lakers - Magic 103-109

Drugi mecz między tymi drużynami to ponownie znakomity Nelson. Był to prawdopodobnie najlepszy i najważniejszy mecz Nelsona w życiu, gdy aż 15 z 28 swoich punktów zdobył w czwartej kwarcie w Staples Center. Howard dominował ponownie, zaliczając 25 punktów i 20 zbiórek.

Podobnie jak i w pierwszym meczu, Lakers trafiali na bardzo niskiej skuteczności (41% i 40%) i pozwolili Magic na trafienie 12 trójek. Magic zdominowali grę na deskach (54-40), a sam Howard zebrał 8 piłek na atakowanej tablicy. Udane zawody rozegrał Tony Battie (8 punktów, 6 zbiórek w 10 minut), ale to znakomita gra Nelsona w końcówce i dominacja Howarda na tablicach powiodły Magic do zwycięstwa.

Bynum spędził na parkiecie tym razem 33 minuty, ale zebrał zaledwie 3 piłki! Skuteczny w pierwszym meczu Fisher, spudłował 8 rzutów i zdobył 9 punktów. Trevor Ariza, jak i w pierwszym meczu wchodził wtedy jeszcze z ławki rezerwowych. Pau Gasol, podobnie jak i Bynum miał problemy z faulami i spędził na parkiecie tylko 21 minut.

Kobe Bryant zaliczył triple-double, 28 punktów, 13 zbiórek, 11 asyst, ale miał też 6 strat. Wtórował mu Lamar Odom (17/9).



PIĘĆ KLUCZOWYCH ZAGADNIEŃ W FINAŁACH NBA:

1. CZY LAKERS BĘDĄ PODWAJAĆ DWIGHTA HOWARDA?

W Finale Konferencji Dwight Howard okazał się równie poważnym zagrożeniem co LeBron James. To przez Howarda szła większość ofensywy Magic, gdy piłka dogrywana była mu często, a wskutek podwajania mógł odgrywać ją do niepilnowanego kolegi za linią za trzy, lub zaliczać asystę hokejową. Często Magic znajdywali wolnego strzelca dopiero w kolejnym podaniu rozrzucającym piłkę po obwodzie.

Lakers mogą jednak równie dobrze - jak w drugiej rundzie Boston Celtics - zrezygnować z tego pomysłu i zrobić z Howarda główną broń ofensywną Magic, odcinając mu możliwości podań na obwód i zmuszając do oddania 17-20 rzutów w meczu. Phil Jackson nigdy nie był fanem wysyłania drugiego zawodnika do pomocy wysokiemu, więc jesli w pierwszym meczu przyniesie to korzyść, to możemy oglądać w Finałach Howarda rzucającego po 27-30 punktów w meczu, ale mniej prób rzutowych dla Hedo Turkoglu czy Rasharda Lewisa. W ten sposób Lakers starali się bronić w dwóch meczach sezonu regularnego, ale Magic otrzymali wtedy 27 i 28 punktów od kontuzjowanego i nie mogącego grać w Finałach (wbrew temu co się spekuluje) Jameera Nelsona.

2. "TRANSITION DEFENSE" CZYLI BRONIENIE KONTRATAKÓW

Zarówno Lakers, jak i Magic w ostatnich seriach notowali wysoką efektywność w ataku pozycyjnym, ale obydwie drużyny najgroźniejsze są wtedy, gdy pozwala im się na granie szybkiej ofensywy. Jedyne problemy w obronie - poza LeBronem Jamesem - Magic mieli w serii z Cleveland, gdy Cavaliers decydowali się grać szybciej. Ci jednak nie mogli grać w ten sposób na dłuższą metę, gdyż sami mieli problemy w zatrzymywaniu kontrataków graczy Orlando, którzy wolą kończyć przewagi rzutem za 3 punkty z rogu boiska niż wchodzić pod kosz. Lakers mają kilku wysokich i mobilnych obwodowych (Ariza, Walton, Odom, Brown), którzy będą w stanie bardziej zagrozić rzucającym z dystansu niż czynili to Delonte West, Daniel Gibson czy Mo Williams. Nadal jednak, szybkie przerzuty piłki do przodu mogą stanowić dla Magic okazję na zdobywanie punktów, a wysocy Lakers będą też musieli wracać się szybko do obrony za świetnie biegającym do kontr Howardem.

3. STRATY

Tracone piłki mogą tylko ułatwiać jednym i drugim przechodzenie do kontrataków, dlatego dużo zależeć będzie od egzekucji schematów ofensywnych obydwu drużyn oraz od tego kto będzie potrafił wymusić więcej straconych piłek rywala.

4. CZY PAU GASOL BĘDZIE DOMINOWAŁ CZY TEŻ DA SIĘ ZDOMINOWAĆ?

Pau Gasol choć jest postacią pierwszoplanową i bezdyskusyjnym 'All-Star', to jego znaczenie w tej serii predystynuje go do bycia czynnikiem "X". Wystarczy bowiem, że Gasol będzie grał agresywnie w ataku, a może samodzielnie doprowadzić do rozbicia planów Orlando Magic, wymuszając faule na Lewisie i Howardzie. Ani Cavaliers, ani Celtics, ani Sixers nie mieli w swoich szeregach podkoszowego zdolnego wprawiać tą dwójkę w problemy z przewinieniami! Zasięg ramion Gasola pozwala mu nawet kończyć rzuty nad Howardem, ale Hiszpan będzie musiał bardzo uważać, by samemu nie spędzać przymusowo czasu na ławce.

5. GO-TO-GUY

Lakers i Magic potrafią w mgnieniu oka tracić swoje przewagi, ale też i je zyskiwać. Jedni i drudzy w obliczu kombinacyjnej ofensywy mają problemy z regularnym poziomem gry obronnej (dowodzi tego m.in. ilość punktów traconych przez obydwie drużyny w starciach między sobą w sezonie regularnym), dlatego spodziewać się można, że większość spotkań będzie rozstrzygać się w czwartych kwartach. Lakers dowodzeni przez Kobe'go Bryanta uchodzą za zespół bliski perfekcji jeśli chodzi o rozgrywanie decydujących akcji, ale Hedo Turkoglu w ostatnich dwóch seriach przypomniał o tym, że jest jednym z trzech-czterech najlepszych zawodników NBA w czwartych kwartach. W tegorocznych spotkaniach między tymi drużynami o zwycięstwie rozstrzygał Jameer Nelson. Pod jego nieobecność ten ciężar spocznie na kreowaniu ofensywy przez Turkoglu i celnych rzutach Rasharda Lewisa


OKEJ, WIĘC KTO WYGRA?



Jeszcze trzy tygodnie temu Los Angeles Lakers i Orlando Magic w niczym nie zapowiadali sukcesów w Finałach Konferencji. Lakers potrzebowali aż siedmiu meczów, by pokonać Houston Rockets, a Magic męczyli się z Philadelphia 76'ers i pokonali osłabionych Boston Celtics dopiero w siódmym spotkaniu. Ostatnie serie pokazały jednak, że w finale zobaczymy dwa najbardziej kompletne i bogate w talent zespoły w NBA, które uwielbiają grać piłką oraz grać szybko, gdy nadarza się ku temu okazja. Nie będzie tutaj sytuacji, gdy będziemy oglądać czterech graczy czekających na to co zrobi jeden z nich. Będzie za to sporo gry "inside-outside" oraz rozrzucania piłki po obwodzie do wolnych strzelców.

Powyższe porównania zawodników pokazują tylko jak wyrównana będzie to seria, ale moim zdaniem przewaga własnego parkietu i Kobe Bryant w końcówkach spotkań decydują o niewielkiej przewadze zeszłorocznych finalistów, dlatego więc mój typ: 4-2 dla Lakers

Na pocieszenie kibicom Magic, pragnę dodać tylko, że jeszcze dwa tygodnie temu do udziału w wielkim finale niżej wyżej podpisany typował Cleveland Cavaliers i Denver Nuggets...

PS. Jeśli odczuł ktoś, że za mało uwagi poświęciłem atrybutom Orlando Magic to wyobraźcie sobie, że na całej przestrzeni tego wpisu, w tle powinien znajdować się wodny znak z posturą Dwighta Howarda. To miałem w głowie przez cały czas pisania powyższej zapowiedzi.

Podziel się

JAMES POTRZEBUJE POMOCY

niedziela, 31 maja 2009 16:12



Maciej Kwiatkowski


Via Cavs.e-nba.pl:

  • Ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. Drużyna jest wysoko ponad salary cap i musi szukać kreatywnych rozwiązań. Cavs mogą m.in doprowadzić do transferu sing-and-trade z skrzydłowym Andersonem Varejao, jeśli nie dojdą z nim tego lata do porozumienia. Będą mogli skorzystać także z upływającej na kwotę 14mln$ umowy Bena Wallace'a. Trzema możliwymi celami mogą być Chris Bosh (Toronto), Tyson Chandler (New Orleans) i Shaquille O'Neal (Phoenix). Do dyspozycji władze teamu z Ohio będą miały mid-level exception (ok 5mln$) i mogą wykorzystać je na ściągnięcie wysokiego poprzez rynek wolnych agentów. Dwaj, którzy obecnie przychodzą na myśl to środkowy Magic, który zrobił wrażenie na Cavs, Marcin Gortat czy Zaza Pachulia.

Kobe/LeBron to byłoby coś, ale lepiej dla samej koszykówki, że Lakers zagrają z Magic, niż Lakers z Cavaliers. Będzie sporo ruchu piłką, dobrej defensywy, dobre ławki rezerwowych. Oglądanie w ataku Cavs było niestety niewiele mniej przygnębiające niż oglądanie ofensywy Hawks rundę wcześniej. Pisałem o tym już w połowie sezonu, ale przeciwko lepiej broniącym zespołom i bez podkoszowego zawodnika post-up atak Kawalerzystów sprowadza się do gry jeden-na-jeden po dryblingu i drive&kick, najczęsciej Jamesa. Pisałem wtedy, że Cavs powinni grać szybciej. W serii z Magic wygrali kilka pierwszych kwart grając w ten sposób, ale na dłuższą metę sami mieli problemy w zatrzymaniu transition offense Magic, gdy ci rzucali trójki w 5-6 tej sekundzie akcji. Cavs potrzebują kogoś w rodzaju Antawna Jamisona, rzucającej za trzy czwórki do rozciągnięcia gry dla Jamesa i  jakiegoś świniaka na ławkę, nawet pokroju Big Baby Davisa, po prostu do samego przepychania Howarda, gdy zagrają z nim w przyszłym roku w play-offs.

Wczoraj można było już nawet czuć za LeBrona, współczuć mu (miałem takie uczucia) gdy odgrywał piłki Szczerbiakowi a ten robił dwa air-balle albo pudłował ktoś inny.

Podziel się

JAK TO DERRICK ROSE MATURĘ ZDAWAŁ

niedziela, 31 maja 2009 15:13


Maciej Kwiatkowski

Od czasu gdy Derrick Rose został koszykarzem Chicago Bulls, stęsknieni za sukcesami kibice chicagowscy upatrują w jego osobie kogoś kto poprowadzi ten zespół do największych sukcesów, z mistrzostwem NBA włącznie. Tymczasem wyjawiona właśnie historia o tym jak Rose zdawał amerykańską maturę może położyć się cieniem na jego dobrym imieniu.

Super-atletyczny rozgrywający Bulls, który poprowadził zespół do siedmiu spotkań w tegorocznych play-offs przeciwko Boston Celtics oraz został wybrany Debiutantem Roku, jest objęty dochodzeniem prowadzonym przez amerykańską organizację akademicką (NCAA), które dotyczy wykroczeń jakie miały miejsce w trakcie jego jedynego sezonu na uczelni Memphis.

Rose był studentem i zawodnikiem uniwersytetu Memphis w sezonie 2007/2008. Grał tylko rok w NCAA, ale zdążył doprowadzić swój zespół do finału rozgrywek akademickich. Tymczasem od dwóch dni pojawiają się coraz to nowsze informacje potwierdzające, że egzamin SAT (odpowiednik naszej matury) został napisany faktycznie przez Rose'a, ale nie przez Derricka, tylko przez jego starszego brata, Reggie'go.

Zanim Rose trafił do Memphis, uczył się w szkole średniej Simeon w swoim rodzinnym Chicago i już tam uznawany był za potencjalną gwiazdę NBA. Wykroczenie Rose'a miało mieć miejsce za aprobatą obydwu zamieszanych w to szkół.

NCAA już poprosiła uczelnię Memphis o przesłanie kopii egzaminu, by grafolodzy potwierdzili charakter pisma, oskarżając też szkołę Simeon o to, że niektóre oceny Rose'a z ostatnich miesięcy jego nauki zostały sztucznie zawyżone.

Nazwisko Rose'a nie zostało jeszcze oficjalnie podane, ale NCAA w liście napisanym do uczelni Memphis stwierdziła wprost, że chodzi o zawodnika, który przyszedł na uczelnię przed sezonem 2007/08 i grał w turnieju NCAA w 2008 roku. Jedynym graczem, który pasuje do tego określenia jest aktualny lider i gwiazda Chicago Bulls, Derrick Rose..

Podziel się

KTO SPALIŁ KUKIEŁKI?

niedziela, 31 maja 2009 15:04


Maciej Kwiatkowski

"Dwa lata temu powiedziałem kolegom z zespołu, że nasi Orlando Magic kiedyś zdobędą mistrzostwo NBA... Wszyscy się ze mnie śmiali." Dzisiaj nie ma się już z czego śmiać. Dwight Howard zdobył 40 punktów i poprowadził Orlando Magic do drugiego w historii klubu awansu do Finałów NBA.


Gdy Howard przybywał do zespołu - Magic sezon wcześniej (2003/04) zaliczyli słabiutki bilans 21-61. Kolejne lata przynosiły jednak progres, a ubiegłej nocy inwestycja w Dwighta Howarda i Rasharda Lewisa w końcu się spłaciła - Magic są w Finale NBA, choć sam Howard zastrzega, że to jeszcze nie koniec podróży.

- Mistrzostwo Konferencji Wschodniej nie było naszym jedynym celem, nie chcieliśmy na nim poprzestać. Mierzymy w główne trofeum.

Póki co jednak Magic mają dwa dni przerwy od treningów i cztery dni do pierwszego meczu finałowego, czas by celebrować wygraną na Wschodzie. Czy byli faworytem przed sezonem ? Nie. Czy byli nim w połowie sezonu ? Mimo znakomitej gry w styczniu, pozostawali niedoceniani. To samo miało miejsce w play-offs, gdy Magic walczyli, by zatrzymać widmo szeroko reklamowanego pojedynku LeBron James vs Kobe Bryant w Finale NBA.

- Mówicie nam dziennikarze o presji, a to jest tylko gra - koszykówka. Zrobili taki system, w którym trzeba rywalizować, by zdobyć główną nagrodę. Każdy mecz jest więc walką - mówił jeden z najważniejszych graczy we wczorajszym zwycięstwie, Francuz Mickael Pietrus. I dodawał po chwili - Gdybyście powiedzieli mi, że jutro mam polecieć do Iraku - to byłaby presja. Z pewnością byłbym pod presją. Koszykówka to zabawa.

O presji mówił jeszcze w trakcie sezonu regularnego Shaquille O'Neal - ten, który doprowadził Orlando Magic do poprzedniego awansu do Finałów w 1995 roku. O'Neal sugerował, że Stan Van Gundy to "mistrz paniki" i nie będzie w stanie utrzymać zespołu w ryzach w sytuacjach podbramkowych.

Tymczasem Van Gundy przebrnął ze swoim zespołem przez siódmy mecz w Bostonie, przez cztery mecze zakończone niepomyślnie dla Magic w ostatnich sekundach, czy też w końcu pokonując najlepszy zespół sezonu regularnego, Cleveland Cavaliers. Nawet przegrywając 2-3 z Celtics, Dwight Howard mówił o zwycięstwie w tamtej serii. Wczoraj ostatecznie zaprowadził swój zespół na szczyt Konferencji Wschodniej, zdobywając rekordowe 40 punktów i zaliczając 14 zbiórek.

- Nie wiem co jeszcze mógł dla nas zrobić. Był niesamowity. Nie do zatrzymania - komplementował swojego najlepszego gracza trener Van Gundy.

To jeszcze nie koniec Orlando Magic w tym sezonie. Po tym jak poradzili sobie z LeBronem Jamesem, w nagrodę za jego pokonanie otrzymują rywalizację z Kobe'm Bryantem i jego kolegami, którzy obiektywnie uchodzą za lepszą kastę pomocniczą niż Mo Williams, Zydrunas Ilgauskas i reszta Cavaliers.

- Seria z Cleveland zaczęła się 11 dni temu. W jej trakcie spałem 11 godzin - mówi Van Gundy, po czym daje swojemu zespołowi dwa dni odpoczynku. Orlando Magic pokonali już obrońców tytułu, najlepszy zespół sezonu regularnego. Teraz pora na drużynę uznawaną za głównego faworyta sezonu, jeszcze przed jego startem. Magic nie mają się jednak czego bać - w sezonie regularnym pokonali Lakers w obydwu meczach między tymi zespołami.

- Jeszcze na ostatnich igrzyskach mówiłem kolegom z reprezentacji, że będziemy w Finale... Śmiali się i mówili 'Tak, jasne'.


PS. Luv Mickael Pietrus. 13, 10, 16, 17, 13, 14 - Pietrus jedną ręką rzucił więcej punktów niż cała ławka rezerwowych Cavs razem wzięta. To fatalnie świadczy o ławce Cavaliers, ale też te liczby powyżej pokazują z jaką niesamowitą regularnością grał w tej serii brat innego koszykarza, Florenta Pietrusa. Jeśli Howard był MVP tej serii, James jej najlepszym zawodnikiem, to Pietrus był "czynnikiem X" i zastanawiałem się często czy aby na pewno jest jeszcze "French" przed "Jordan".

I nie chodziło tylko o ofensywę... Obecność Pietrusa zdejmowała ciężar krycia Jamesa z Hedo Turkoglu czy Rasharda Lewisa, przez co ta dwójka miała dużo więcej sił w ataku. Więcej nawet niż LeBron James... Teraz czas na Kobe'go Bryanta, ale ten w przeciwieństwie do Jamesa ma obok siebie kilku skrzydłowych (Lamar Odom, Trevor Ariza, Luke Walton), którzy naprawdę mogą zająć się duetem Turkoglu - Lewis.

MUCHA (z komentarzy):
Jeszcze Lamara Odoma i Trevora Ariza jestem w stanie rozumieć, ale proszę nie Luka Waltona.

ODP. Moim zdaniem, i tak więcej znaczyć będzie wzrost i mobilność Lakers przy dochodzeniu do trójkarzy. Tacy Ariza, Odom, Brown (zasięg ramion), Walton to nadwyżka w tym względzie nad niższymi Szczerbiakiem, Gibsonem, Mo czy Westem.

Zwykła róznica wzrostu pozwoli Lakers na częstsze kontestowanie rzutów za trzy Orlando, a mobilność i atltetyczność Arizy będzie problemem dla Turkoglu, tak jak problemem była dla niego defensywa Andre'go Iguodali. Dodatkowo przy Weście czy Williamsie, Turkoglu mógł podnosić do góry każdy rzut i być pewnym, że obrońcy Cavs nie sięgną z ręką. Tutaj przydadzą się centymetry Waltona, co odbierze Turkowi na pewno trochę luzu, który osiągnął w serii z Cavs.

Nie wiem natomiast co Lakers zrobią z Dwightem Howardem. Andrew Bynum nie ma najmniejszych szans na przetrwanie na parkiecie więcej niż 25 minut.

Podziel się

LOS ANGELES LAKERS I ORLANDO MAGIC W FINALE NBA

niedziela, 31 maja 2009 8:35



Podziel się

TOP 5 ZAGRAŃ: 30 MAJA 2009

niedziela, 31 maja 2009 8:18

Podziel się

KONFERENCJA WSCHODNIA MA NOWĄ BESTIĘ

niedziela, 31 maja 2009 5:17



Przeczytałem kilka dni temu o tym jak to Dwight Howard, gdy był jeszcze bardzo młodym Dwightem Howardem powiedział, że jednym z jego celów jest stać się kiedyś lepszym koszykarzem niż LeBron James. Póki co ma jeszcze troszeczkę przed sobą, ale wkład Howarda w zakończonej ubiegłej nocy serii powinien być liczony tą samą miarą - Howard swoją obecnością sprawiał, że jego koledzy grali lepiej. A że jego Orlando Magic awansowali do Finałów NBA - Howard może spojrzeć w lustro i pomyśleć, że poczynił duży krok w kierunku realizacji swojego celu. 

Howard zdobył 40 punktów (równo po 20 w jednej i drugiej połowie!) , zebrał 14 piłek i rozegrał swoje najlepsze spotkanie w play-offs. 40 punktów to jego rekord punktowy. Gdzieś, nie wiadomo dokładnie gdzie, Kendrick Perkins uśmiecha się teraz i myśli o tym ile muszą zrobić Cleveland Cavaliers, by w kolejnych sezonach stawić czoła Howardowi. Konferencja Wschodnia ma już nową bestię, a do finałów intensywnie będzie musiał przygotować się nawet DJ Mbenga...

Podziel się

MOST VALUABLE PUPPETS, KOLEJNA CZĘŚĆ

niedziela, 31 maja 2009 0:23


Podziel się

"LIVE BY THE 3, DIE BY THE 3 vs LIVE BY LEBRON, DIE BY OTHERS"

sobota, 30 maja 2009 21:14

DNIÓWKA: 30 MAJA (sobota)


[ Copy this | Start New | Full Size ]








Lakers 48, Cleveland 21, Orlando 20, Denver 10 - tak głosowaliście dotychczas we wczorajszej sondzie z pytaniem "Kto zdobędzie tytuł mistrzowski". Los Angeles Lakers są już w finale. Pytanie: z kim zagrają.

Orlando Magic podejmują dzisiaj Cleveland Cavaliers i pierwsza statystyka, która rzuca mi się w oczy to fakt, że Magic w czterech rozegranych w tym sezonie meczach z Cavs w Amway Arena - nie przegrali ani razu. Druga sprawa - zanim przejdziemy do tego co będzie kluczowe w dzisiejszym meczu - to nękające mnie od kilku dni wspomnienie meczu nr 5 LeBrona Jamesa z Detroit Pistons w 2007 roku. To było coś niesamowitego, ale co powiecie na to, że James w meczu nr 5 z Orlando zdobywał lub asystował przy 32 punktach z rzędu Cavaliers zdobytych w ostatnich 14 minutach meczu? Chodzi o 12 minut z rzędu, mierząc od końcówki trzeciej kwarty.

Czy więc jeden gracz może ograć drużynę znaną już ze swojej zespołowości i dzielenia się piłką? James jest raptem jednym z trzech graczy w lidze, którzy mogą to zrobić w pojedynkę, ale chociaż przez trzy kwarty potrzebować będzie dzisiaj dobrej gry swoich kompanów. Czyli tego co z biegiem tej serii zaczęli pokazywać coraz częściej, a dzięki czemu Cavs z meczu na mecz grają coraz lepiej.

Rashard Lewis musi zagrać dużo, dużo lepiej niż w ostatnim meczu, gdy trafił 4 z 13 rzutów! Dotychczas Lewis nie zawodził w tej i w poprzedni serii, ale dziś nie ma innej możliwości i jego celne rzuty w drugiej połowie tego meczu będą Orlando potrzebne.

Tym razem oddamy miejsce w Dniówce dla serwisu Cavs.e-nba.pl, który przygotował dokładną zapowiedź meczu nr 6, w oparciu o analizę przedmeczową Johna Schumanna, analityka i felietonisty nba.com, który jest od początku play-offs przy drużynie Cavaliers.

STRATY
W meczu nr 4, Cavs zaszkodzili sobie popełniając dziewięć strat w czwartej kwarcie i dogrywce. Odpowiedzialny za większość z nich był James. W Game5 straty ciągle stanowiły problem dla ekipy z Cleveland, bowiem odcisnęły ślad na utracie ich 22 punktowego prowadzenia. W pierwszej połowie Wine&Gold osiem razy tracili piłkę i cztery kolejne razy w pierwszych 9 akcjach trzeciej kwarty.

Na szczęście po wszystkim zaczęli szanować piłkę i nie stracili jej w ciągu ostatnich 35 akcji spotkania, czego rezultatem była 34-punktowa czwarta kwarta i późno-wieczorny wylot do Orlando.

W międzyczasie Magic zapisali osiem strat w drugiej połowie Game5. "W kluczowych momentach traciliśmy piłki i pozwoliliśmy im powrócić do gry." - stwierdził Stan Van Gundy.

Kiedy mecz przechodzi do jednej akcji lub dwóch, dbanie o piłkę, jej chronienie jest priorytetem nr.1. Nie tylko, dlatego, że tracisz okazję na punkty, ale również dlatego, że otwierasz swojemu rywalowi drogę do łatwego kosza.



ROZGRYWAJĄCY
Rzut Mo Williamsa, razem z jego mentalnością był największym kłopotem Cavs w pierwszych czterech meczach. Williams rzucał w nich tylko na 32% skuteczności z gry i nie był w stanie karcić Magic za skupienie swojej defensywy właściwie tylko na Jamesie.

To zmieniło się w Game5. Williams w końcu zapisał konkretny występ (7-14 z gry), w tym 6-9 za trzy, z czego kilka z nich było wielkich, a to przełożyło się na 24 oczka z jego strony. Teraz pytanie jest takie, czy czwartkowy występ był momentem zwrotnym czy jedynie aberracją.

"Jestem pewny, że stać go na takie występy regularnie." - wspomniał w piątek Mike Brown, trener CC.

Po drugiej stronie parkietu zaś, nie jest tajemnicą to, iż Cavs chcą by piłkę rzucał Rafer Alston. Ta strategia spaliła ich w Game4, gdzie ten zdobył 26 oczek (10-17 z gry), ale odpłaciła się w Game5, gdzie trafił tylko 1 z 10 rzutów z gry.

W dwóch porażkach Magic, Alston rzuca na zaledwie 12% z gry (2-17). Dlatego klarownym jest, że jego zdolność do trafiania będzie bardzo istotna dla teamu z Florydy.

"Odpuścili mnie od początku do końca meczu. Po prostu nie kończyłem rzutów tak jak w Game4. Szykuję się na to, ze w sobotę to powtórzą.." - wspomniał PG Orlando.



LEBRON NA "GWOŹDZIU"
W piątym meczu Cavs osiągnęli szalenie dobre efekty w czwartej kwarcie po izolacji LeBrona Jamesa na środek linii rzutów osobistych, miejscu na parkiecie zwanym "gwóźdź".

Łapiąc piłkę na "gwoździu" James ma bardzo wiele możliwości. Jeśli dasz mu miejsce, jest w stanie trafić rzut z 15 stóp. Jeśli zagrasz przeciwko niemu szczelnie, może ruszyć wokół i dojść pod obręcz jednym kozłem. A gdy wyślesz na niego drugiego obrońcę to znajdzie wolnego strzelca na obwodzie lub wysokiego wchodzącego pod kosz.

Magic podwajali Jamesa na gwoździu kilkukrotnie w czwartek, przeważnie zostawiając samego Mikaela Pietrusa przy kryciu MVP. W potyczce nr. 6 prawdopodobnie zobaczymy inne podejście ekipy Stana van Gundy'ego a sukces obrony Orlando będzie w dużym stopniu zależeć od tego, czy koledzy Jamesa będą trafiać rzuty.



RZUTY OSOBISTE
Najbardziej skutecznym meczem ofensywnym w serii.. był ten pierwszy. Nieprzypadkowo oddano w nim najmniej rzutów osobistych, obie drużyny stawały na linii raptem 31 razy. Co ciekawe w ostatnich czterech bojach zespoły rzucają łącznie prawie 69 osobistych n/m.

Rezultatem są brzydsze mecze w wykonaniu obu teamów i utrata ofensywnej płynności. W pojedynku nr 3, kiedy Magia wykonała aż 51 wolnych, Cavs nie punktowali częściej niż co trzecią akcję.

Obaj trenerzy chcą, by ich ekipy grały dobrą defensywę bez faulów, ponieważ to nie tylko nie zaprowadzi twojego rywala na linię i nie da mu łatwych punktów, ale i nie utrudni utrzymania płynności w ataku.



EGZEKUCJA W KOŃCÓWCE
Jeśli jeszcze się tego nie doszliście, to musicie sobie uświadomić, że oba kluby prowadzą zażarte pojedynki. 3 z 5 dotychczasowych meczów mogły zakończyć się innym scenariuszem w decydujących sekundach. Stawka w Game6 będzie jeszcze wyższa. Jeśli Cavs przegrają, ich sezon dobiegnie końca. Jeśli zaś Magic ulegną to polecą rozegrać siódmy bój do budynku, z którego w tym sezonie najtrudniej było wywieźć zwycięstwo.

Oba kluby zrobią wszystko co w ich mocy, aby uniknąć przegrywania dwucyfrową lub jakąkolwiek różnicą punktową. Dlatego oczekujcie kolejnego zaciętego spotkania do ostatniej sekundy. Zwycięzcą będzie ten team, który będzie kończył zagrania i wstrzyma swojego przeciwnika w końcówce.

Czy Cavs będą w stanie zwolnić pick-and-rolle i powstrzymać Dwighta Howarda z wejść pod sam kosz? Czy zawodnicy tacy jak Alston i Pietrus dadzą o sobie znak i będą skutecznie kończyć rzuty Magii? Czy Orlando utrzyma Jamesa poza pomalowanym? I czy MVP otrzyma potrzebną pomoc od swoich kolegów?




Podziel się

MISTRZOWSKI SZNYT

sobota, 30 maja 2009 20:37



Maciej Kwiatkowski

Przede wszystkim Denver Nuggets pękli wczoraj na parkiecie w Pepsi Center. Zabrakło im cierpliwości, by dogonić Los Angeles Lakers przy pomocy małych kroczków. Zamiast tego oglądaliśmy szybkie trójki Chauncey'a Billupsa czy marnowane kontrataki w drugiej połowie. Te rzuty Billupsa gdy wpadają - są jak warte dwa razy więcej punktów, ale wczoraj Nuggets potwierdzili moje przypuszczenia, że prędzej czy później może nadejść mecz, gdy w ważnym momencie ta drużyna znów zacznie grać bez głowy... Nie wiem też co robił Carmelo Anthony, gdy Nuggets potrzebowali nie tylko jego punktów, ale zatrzymania Lakers w defensywie...

Bo Lakers zagrali wczoraj najlepszy mecz w tych play-offs. Już po pierwszej połowie mieli 60 procent skuteczności (10 pkt. Arizy w 1szej kwarcie), a potem ją cały czas utrzymywali, grając przy tym cierpliwie dokładnie od pierwszych dwóch pozycji w ataku jakie mieli we wczorajszym meczu. Był ruch piłką, było czekanie na dogodną pozycję i było dodatkowe podanie, gdy tego było trzeba, a w obronie - w drugiej połowie w kilku akcjach - sprytnie pozostawiany był z piłką Kenyon Martin, by to on kreował ofensywę Denver. Dobry pomysł, ale nie dla Nuggets.

Kobe Bryant zagrał jak profesor - 35 punktów, 10 asyst. W drugiej połowie za każdym razem gdy kibice Nuggets odzyskiwali nadzieję na comeback - Bryant brał ciężar gry na siebie akurat w tych momentach i kończył skutecznie akcje. Pau Gasol zagrał na poziomie All-Star, był efektywny, aktywny, skoncentrowany. Luke Walton dał świetną zmianę, a cały zespół grał bardzo dobrą defensywę przez całe spotkanie. Jestem pełen podziwu dla gry Lakers ubiegłej nocy i sposób w jaki grali - nie decydował jeden zawodnik (James), ani to jak wpadają trójki  - myślę, że pokazał iż znowu trzeba ich postawić w roli faworytów, bo wczoraj w końcu, pierwszy raz w tych play-offs zagrali jak zespół mistrzowskiego kalibru.

A teraz statystyka, której jeśli nie znacie może Was zaszokować - Lakers są w Finale NBA po raz 30-ty w historii!

Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 725 366  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18725366

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0