Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 421 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


BIG BABY/KRYPTONATE SHOW? CZEMU NIE

sobota, 12 czerwca 2010 0:33
Przemek Kujawiński

Chcecie zobaczyć najlepszy serial od czasów w historii? Potrzebna jest wasza pomoc.

Ben Collins z magazynu Slam zasugerował, że przygody Glena i Nate'a nie powinny skończyć się na jednym meczu i konferencji prasowej. Jako, że jego pomysł został ciepło przyjęty, postanowił napisać petycję do Robinsona i Davisa, aby nie dali nam czekać i wystąpili wspólnie w serialu telewizyjnym jako para policjantów z lat '70. Pojawiła się nawet sugestia by rolę dostał też Brian Scalabrine'a. Pomyślcie tylko... stare samochody, wąsy, klasyczne okulary i Beastie Boys w czołówce. Pierwszy pomysł na tytuł to "Little Man, Large Infant", ale wszelkie sugestie są mile widziane.

Jeśli podobnie jak ja nie potraficie przejść obok tej idei obojętnie, to możecie dołożyć swoją cegiełkę. Petycja znajduje się tutaj. Jeśli szybko zbierze się odpowiednia ilość podpisów, to Ben przedstawi ją jej adresatom już jutro. Wciąż oczekiwane są też propozycje plakatu.




Podziel się:

komentarze (6) | dodaj komentarz

KOBE KONTRA RICARDO

piątek, 11 czerwca 2010 23:19
Marek Dziuba

Pamiętacie to nagranie? Jeśli tak, to Ricardo Reyes nie powinien być już dla Was postacią anonimową. Tak, tak.. to ten guru maszyny zwanej Pop-a-Shot, przy której podobnie jak Maciek wydałem sporo drobnych na wakacjach w Darłówku, Sopocie czy choćby w Ustce. Dla mnie Ricardo to nie artysta... to robot. Jak do tej pory łatwo poradził sobie z LeBronem czy Sir Charlesem. Tym razem przyszła kolej na Kobe'go Bryanta. Jak wypadł lider Lakers?!


 

Pytanie: Kto następny?



Podziel się:

komentarze (32) | dodaj komentarz

"WE ARE LIKE SHREK AND DONKEY"

piątek, 11 czerwca 2010 15:20
Michał Górny


 

 

 Powyższy materiał polecam obejrzeć bliżej końcówki. Tam usłyszycie statement, kto jest kim. Do tego poznacie tajemnice "droolingu" Davisa. W sumie to Big Baby, czy nie ? :)




Podziel się:

komentarze (17) | dodaj komentarz

PAUL PIERCE TRAFIŁ SĘDZIEGO W TWARZ

piątek, 11 czerwca 2010 13:17
Paul Pierce zrobił to na co ochotę miałaby pewnie duża rzesza oglądających te Finały NBA. Cios otrzymał Eddie Rush. Ten sam, który wyrzucił Kendricka Perkinsa z boiska w meczu nr 5 przeciwko Orlando Magic.





Podziel się:

komentarze (17) | dodaj komentarz

PRZERWA NA ŻĄDANIE - NBA FINALS 2010 WEEK 2

piątek, 11 czerwca 2010 12:01

Bartosz Tomczak


Najnowsza Przerwa na Żądanie, czyli najlepsze momenty minionego tygodnia w Wielkim Finale NBA - zarówno na parkiecie jak i na konferencjach prasowych. Przy okazji jeszcze jedna techniczna informacja. W przypadku zakończenia Finałów w 6 spotkaniach - kolejna Przerwa na Żądanie powinna ukazać się w czwartek (lub, jeśli uda mi się wyrobić, to nawet w środę). Jeżeli natomiast dojdzie do meczu numer 7 to na 95% w piątek, parę godzin po finale, czekać na was będzie świeży Time-Out (dlatego na 95%, że może się tak zdarzyć, że nie będę mógł w piątek przygotować programu i wtedy premierowo ukaże się on w sobotę). Tak czy inaczej do usłyszenia za tydzień i oby Finały trwały jak najdłużej ;)

 





Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

PODSUMOWANIE SEZONU FANTASY 2009/10 - NAJLEPSI WOLNI AGENCI

piątek, 11 czerwca 2010 10:40


źródło: emptythebench.com

Sławek Mróz

To oni sprawiają, że każdy szanujący się menedżer fantasy śpi zimą czujnie. To oni potrafią odmienić Twój los, jeżeli draft nie wyszedł, jeżeli szczęście/zdrówko nie dopisuje. Bez nich nikłe masz szanse na wygranie mocnej ligi, nawet po bardzo dobrych wyborach draftowych.

Czujność popłaca. A każdy z poniższych graczy z pewnością szczególnie uszczęśliwił swoich nabywców.

7. Andray Blatche

14.1 PPG, 0.2 3PT, 6.3 REB, 1 ST, 0.9 BL, 47.8% FG (12.3 FGA), 74.4% FT (2.9 FTA), 2.1 AS, 2.2 TO
Żartowałem. Oto właściwe statystyki:
22.1 PPG, 0.3 3PT, 8.3 REB, 1.5 ST, 0.8 BL, 48.4 %FG (19.2 FGA), 71.8 %FG (4.7 FTA), 3.6 AS, 3.4 TO

Skoro już robię listę najcelniejszych zaciągów z FA, król beneficjentów trade deadline musi być, a jak! I co z tego, że w przekroju sezonu nie łapie się do top 100? Ostatnie dwa miesiące (tego okresu dotyczy druga paczka statystyk) to poziom rasowego gracza podkoszowego. I choćby po to warto opisywać dziś Blatche, żeby jesienią pamiętać. Że ani Jamisona ani Haywooda w stolicy już niet. Że "Blaszka" najprawdopodobniej nadal nie osiągnął pułapu swojego potencjału (czy kiedykolwiek go osiągnie to już temat na inny esej). Pamiętajmy i śmiejmy się z tych, co to przepuszczą młodzieńca, sugerując się średnimi danymi za sezon i traktując go jako materiał na produkcję w okolicach top 100.

Oczywiście, 22 punkty na mecz to mało realna zdobycz za rok. Arenas pewnie zabierze sporo rzutów, jeżeli nadal będzie Czarodziejem. Jasiek Ściana to kolejny potencjalny łowca punktów w zespole, o ile faktycznie tu trafi. Pamiętajmy jednak, że takie wzmocnienia drużyny to nie tylko wpływ in minus. Mniej podwojeń, więcej przestrzeni... Więcej szans na zbiórki ofensywne po cegłach Gila!

Jakby nie patrzeć - oto masz na tacy pierwszego kandydata na sleepera (o ile tak można go jeszcze tytułować) w najbliższym drafcie.


6. Darren Collison

12.4 PPG, 0.6 3PT, 2.5 REB, 1 ST, 0.1 BL, 47.7% FG (10.4 FGA), 85.1% FT (2.3 FTA), 5.6 AS, 2.6 TO

Gdyby przyznawać coś w rodzaju nagrody imienia Jose Calderona, Collison byłby ostatnio z pewnością jednym z kandydatów. Co to nagroda imienia Jose Calderona? A pamiętasz sezon, w którym Calderon z Fordem uszczęśliwieni zostali niemal idealnym splitem minutowym na pozycji rozgrywającego Raptors i w momencie kotuzji TJa automatycznie stał się Hiszpan jednym z najbardziej wartościowych fantasy PG w lidze? Mowa tu o graczach, o których wiadomo, że mają potencjał na bardzo mocną produkcję. I tylko przez trudną sytuację w rotacji (najczęściej utknięcie na ławce) nie mogą tego potencjału zrealizować. I gdy tylko rywal z rotacji opuszcza mecze, smycz zostaje poluzowana i zyskujemy potężne wzmocnienie, często za darmo. W sezonie 08/09 za takiego gracza mógł uchodzić Paul Millsap, w ostatnim, kto wie, czy nie własnie Collison, zwłaszcza od czasu pierwszej kontuzji Chrisa Paula, gdy na własne oczy przekonaliśmy się, co też ów młodzieniec tak naprawdę potrafi.

Że potrafi naprawdę sporo, już wiemy. Że jego rola w przyszłości prawie na pewno będzie nieadekwatna do drzemiącego weń potencjału, wiemy także. To coś w rodzaju zmory Marcina Gortata, czyli współdzielenie minut na pozycji z absolutną gwiazdą. Pozornie Darren ma lepiej. Bo niby może grać razem z Paulem, jako rzucający obrońca, podczas gdy Stanisław Van Gundy niechętny jest raczej łączeniu swoich dwóch środkowych. Tyle, że i minuty na SG to dobro raczej ograniczone, jako że głodny rozwoju i znaczącej roli w drużynie jest inny rookie z Luizjany, Marcus Thornton. Swoją drogą - również niezły kandydat do niniejszego zestawienia.

Wszystko to stawia pod dużym znakiem zapytania przydatność Collisona w Twojej przyszłorocznej drużynie fantasy. W każdym razie - nie warto raczej sięgać po tego zawodnika wcześniej, niż okolice 9-10 rundy. Warto za to mieć czujne baczenie na samego Collisona i ogólnie sytuację w Hornets. No i czuj się nieco bardziej zobowiązany do draftowania Darrena, jeżeli grasz w lidze typu keeper lub (w ramach tzw polisy ubezpieczeniowej) gdy w pierwszej rundzie los uczynił Cię nabywcą Krzyśka Paula.

5. Brandon Jennings

15.5 PPG, 1.8 3PT, 3.4 REB, 1.3 ST, 0.2 BL, 37% FG (14.8 FGA), 81.7% FT (3.3 FTA), 5.7 AS, 2.4 TO

Do tej pory jestem w szoku. Facet, który dotąd więcej gadał niż grał. Facet, który wrócił z Włoch, gdzie, delikatnie mówiąc, furrory nie zrobił. Facet, który trafił pod skrzydła Scotta Skilesa, trenera trzymającego smycz raczej krótko. To nie miało prawa wypalić, niezależnie od rozmiaru pokładów potencjału, jaki miał w młodziutkim rozgrywającym drzemać.

Doszło nawet do pewnej kuriozalnej dla mojej kiperkowej ligi sytuacji. Gdy Hubert, nasz najbardziej utytułowany manago i uznany autorytet w dziedzinie wyszukiwania sleeperów, sięgał pod koniec ostatniego draftu po Jenningsa, nikt z pozostałych nawet chyba specjalnie nie zwrócił na ten fakt uwagi. Ot, strzał w ciemno z jakąśtam, niewielką szansą powodzenia. Dziwna sytuacja, bo zazwyczaj każdy zaciąg Huberta rodzi żywe dyskusje. Zwłaszcza od czasu, gdy jednym z takich późnych wyborów okazał się Kevin Martin. Brandon Jennings przeszedł w zasadzie niezauważony...

Gdy ruszył sezon, w większości lig takich Hubertów nie było i na samym początku Jennings był do wzięcia za darmo z FA. I zniknął szybciutko. Nic dziwnego, bo i szybko włączył się do wyścigu o tytuł Rookie of the Year. Może bardziej w realnym świecie NBA, niźli tym fantasy, choć i tu okazal się solidnym rozgrywającym.

Dlaczego w fantasy Jennings nie ma szans na tytuł najlepszego debiutanta? Wbrew pozorom nie dlatego, że dał się zablokować Marcinowi Gortatowi (wszak nie takim tuzom już zdarzyło się na Polish Hammera nadziać). Kluczem okazuje się tu fatalna skuteczność z gry. W przekroju sezonu, bo pojedyncze mecze w rodzaju 50+ mogą nieco zaciemniać stan faktyczny. Ma zatem Brandon do wykonania progres, jeżeli ma być wymieniany w gronie naprawdę wartościowych starterów teamu roto. Czy stanie się już tak w najbliższym sezonie? Istnieje taka możliwość. Ja co prawda nie do końca wierzę w cudowną metamorfozę mordercy kategorii FG, za to dopuszczam możliwość naturalnego rozwoju w pozostałych kategoriach i wzrost ogólnej wartości gracza. Jak gorliwie dopuszczam taką możliwość? Hmmm, umiarkowanie, ale będę czujny!

4. Beno Udrich

12.9 PPG, 0.9 3PT, 2.8 REB, 1.2 ST, 0.1 BL, 49.3% FG (10.6 FGA), 83.7% FT (1.8 FTA), 4.7 AS, 1.7 TO

Udrih wyżej niż Jennings? Na to wychodzi. Przynajmniej na razie. I nawet nie to, żebym ja jakoś Beno faworyzował. Bo Udrih, gdy ja go draftowałem w 2008 za solidne pieniądze i liczyłem na solidne wsparcie, zwyczajnie mnie zignorował i grał sobie swój mizerny baskecik. Do czasu, mniej więcej, gdy Kings postanowili się przebudować.

Owszem, bardzo mi Słoweniec pomógł ostatnio, gdy robił za podstawowego PG wiosną w mojej drużynie z Ligi Ekspertów i wydatnie się przyczynił do dynamicznego finiszu. Mimo to nie mogę mu zapomnieć tamtego zawodu, tamtej licytacji na drafcie kiperka... Więc zbuntuję się i zmienię nieco temat, a w przypadku samego Udriha, niech za niego mówią suche numerki.

Temat, który mnie intryguje przy okazji przebudowy Kings, to transfer Martina do Rockets. Czy Twoim zdaniem Kevin sprawdzi się na dłuższą metę w Houston? Czy zmontuje mocny frontcourt z Brooksem? Oczywiście, na pierwszy rzut oka - miło się chłopaków będzie oglądać, ale czy taka nie do końca spełniona gwiazda bardziej pomoże Rakietom (z całą ich przeliczaną na wszystkie strony koncepcją doboru graczy) niźli świetny role player w osobie Landry'ego? Nie wspominając już o innych ewentualnych wzmocnieniach, jakie mógł zapewnić wygasający kontrakt TMaca? Ot, tak, na marginesie, ciekaw jestem Twojej opini.

3. Danilo Gallinari

15.1 PPG, 2.3 3PT, 4.9 REB, 0.9 ST, 0.7 BL, 42.3% FG (11.4 FGA), 81.8% FT (3.8 FTA), 1.7 AS, 1.4 TO

Rzeczywiście liczyłem w tym sezonie na dobrą postawę Włocha. Rzecz w tym, że w niewłaściwego Włocha wycelowałem. Naturalnym kandydatem do mojej prywatnej nagrody Most Valuable Italian '09/10 zdawał się być Andrea Bargnani, gdyby tak wziąć pod uwagę jego grę w ostatnich miesiącach poprzedniego sezonu. Gallinari? Ja rozumiem. Wysoki numer w drafie, trener Mike D'Antoni. Mówiło się dużo o talentach strzeleckich Włocha, mówiło się nie mniej o jego problemach ze zdrowiem. Specjalista od trójeczek? OK, ale typowałem raczej wąską właśnie specjalizację, w dodatku przy ograniczonych minutach. Wysypu statystyk defensywnych nie spodziewałem się kompletnie.

I nie byłem osamotniony w takiej ocenie sytuacji. Pamiętam jeden z pierwszych meczów sezonu, w którym Gallo machnął sześć trójek i cały jego występ był raczej z gatunku „opadającej szczęki". Naturalną konsekwencją takiej produkcji w meczu listopadowym jest natychmiastowe pobranie z listy FA przez szczęśliwca, który wstał najwcześniej, względnie zdarzyło mu się śledzić mecz na żywo. Szczęśliwiec, który ulitował się nad Danielkiem po długim namyśle (a i to raczej w efekcie desperacji po tytułem „kategoria 3PT"), skończył w lidze na drugim miejscu.

Zaczynam podejrzewać siebie o nie do końca uzasadniony optymizm w temacie wpływu włoskiej koszykówki na NBA. Po czym wnoszę... nie licząc ubiegłorocznego poparcia dla Bargnaniego? A choćby po tym, że podoba mi się perspektywa rozwoju Gallinariego  przy założeniu, że Knicks pozostaną na obranej ścieżce. Nawet, jeżeli dokupią gwiazdę na pozycję skrzydłowego, na co jakby nie do końca się jednak zanosi. Moja „bold prediction" na dziś? Danilo Gallinari będzie za rok najbardziej udanym fantasy pickiem z niniejszej listy, biorąc pod uwagę relację rankingu roto 2010/2011 i przeciętnego numeru, z jakim zostanie pobrany.

2. Tyreke Evans

20.1 PPG, 0.5 3PT, 5.3 REB, 1.5 ST, 0.3 BL, 45.7% FG (16.2 FGA), 74.8% FT (4.5 FTA), 5.7 AS, 3 TO

Jasna sprawa. Tutaj hype przekroczył już najwyższy sufit Pałacu Kultury i Nauki i wielu będzie w przyszłym sezonie budować swoje teamy na młodym gniewnym z Sacramento. Przecież numerki 20/5/5 to nie bułka z masłem i stawiają go na równi z Michałem Jordanem, Big O Robertsonem, LeBronem Jamesem, Władimirem Putinem i Dodą Elektrodą!

Nie. Nie robię sobie kpin z tego niezwykle utalentowanego chłopaka. W żadnym wypadku, ani trochę. Zwyczajnie oczami wyobraźni widzę już drafty inaugurujące następny fantasy sezon, kiedy to Evans będzie znikać ze stołów szybciutko, pozostawiając za sobą do wzięcia uznane, sprawdzone nazwiska. A już tak mam, zwłaszcza w roto, że jestem ostrożny tam, gdzie potencjał gracza robi wrażenie na wszystkich bez wyjątku. Pewnie, pozbawia mnie taka postawa szans na eksplozję wszystkich Durantów, Jamesów i Evansów tego fantasy świata. I wcale nie jest tak, że wzięci przeze mnie zamiast prospektów uznani gracze zawsze okazują się opłacalną decyzją! A jednak. Ilekroć ryzykowałem w pierwszych, powiedzmy, czterech rundach, zawsze żałowałem.

Oczywiście, wspomniana przeze mnie czwarta runda to żadne ryzyko w przypadku Evansa, który oficjalnie dostał wolną rękę w Sacramento  w momencie podpisania dokumentu wysyłającego Kevina Martina do Houston. To wręcz okazja nie do przeoczenia, gdyby mini-Bron obsunął się tak daleko. Ja jednak gotów jestem założyć się, że nie zabraknie lig, w których Tyreke zniknie w pierwszej lub drugiej rundzie, przed graczami typu Pau Gasol, David Lee czy Brook Lopez. I tu już mam problem, choć, powtarzam, może się okazać, że Evans w rankingu 2010/2011 uplasuje się wyżej od nich, zwłaszcza jeżeli będzie potrafił konsekwentnie korygować swoje słabsze strony, jak straty, FT czy trójeczki.

A jak będzie z Twoją odwagą i wiarą w młodość?

1. Stephen Curry

17.5 PPG, 2.1 3PT, 4.4 REB, 1.9 ST, 0.2 BL, 46.2% FG (14.3 FGA), 88.5 %FT (2.5 FTA), 6 AS, 3.1 TO

I w tym miejscu mógłbym pozostać jeszcze dłuuuuugo. Pozostać, napawając się swoim niewątpiwym sukcesem, jakim okazało się zgarnięcie Stefka z waivers w kiperku. Ale obiecuję, że postaram się ograniczyć. Dołożę wszelkich starań, by Curry doczekał się peanów z możliwie ograniczonym pierwiastkiem subiektywizmu. Powiedzmy, że ograniczę się do wyrażenia (po raz kolejny) wdzięczności i poniekąd połączę się w żalu (o ile to możliwe w takiej sytuacji) z Rasheedem, moim rywalem z ligi, zwycięzcą ubiegłorocznej edycji.

Sheed znany jest z odważnych zaciągów i Stephena (zwanego na mój prywatny użytek Kurą) pozyskał szybko i szybko też wspiął się ponownie na fotel lidera. Curry w tym czasie cieszył się rankingiem w okolicach top 50, czyli powerem solidnego startera. Wiadomo jednak było, że to rookie, w dodatku u chimerycznego Nelsona. Mimo wszystko mocno zdziwiłem się, gdy zobaczyłem Kurkę na wylocie po kilku słabszych meczach. Sam Sheed ponoć też się zdziwił, gdy tylko doszedł do siebie po weekendowej imprezie. Ale było już za późno. Curry zsunął się do mojego, ostatniego numeru waivera.

Co się działo potem? Wiadomo. Wysyłka imiennika o nazwisku Jackson do Bobków + kontuzja Azubuike = hurtowe ilości minut dla żółtodzioba. I w efekcie ranking na koniec sezonu (zależnie od narzędzia pomiarowego) w okolicach top 10 roto. Pamiętacie tak mocny pickup z przeszłości? Ja musiałbym poszperać w archiwach moich lig, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa byłyby to poszukiwania bezowocne. Stephen brylował w punktach, trójeczkach, przechwytach... Przyzwoicie zbierał, jak na obwodowca... Poza stratami, w zasadzie nie miał słabych punktów.

Co dalej? Oczywiście oczekiwać należy rozwoju Curry'ego jako zawodnika, ze statystykami jednak wcale nie musi być tak różowo. Pamiętajmy, że nadal mowa o człowieku Dona Nelsona, który to trener nie waha się hokejowo żonglować rotacją, minutami, zawodnikami. Pamiętajmy, że dwóch solidnych graczy, w osobie Bella i Azubuike najprawdopodobniej zamelduje się po swoje obwodowe minuty, że Warriors mają loteryjny pick w nadchodzącym drafcie.

Ja będę pamiętać w każdym razie. Bo dzierżę prawa RFA, czyli mogę maczować Stefka w następnym drafcie-licytacji kiperka. I w zasadzie mam pewność, że z tych praw nie skorzystam, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto hype będzie cienić bardziej niż ja. I zignoruje powyższe obawy, podbijając cenę ponad akceptowalną przeze mnie granicę.

Bo stare FBowe porzekadło może nam posłużyć za podsumowanie: „Nie wygrywa się ligi polując w wysokich rundach na ubiegłoroczne steale czy topowe pickupy. Ligę wygrywa się, skutecznie polując na te okazje, które dopiero mają się ujawnić w najbliższych miesiącach". Tak więc, owszem. Powyższe nazwiska to łakomy kąsek, gdy ze stołu znikną wieloletni liderzy rankingów. Ale zastanów się trzy razy, zanim zechcesz budować na nich swój fantasy team, licząc na dalszy monstrualny progres. Oni już ostatnio potężny skok w górę wykonali.

Honorowe wyróżnienie:
Aaron Brooks.

Pewnie, gdyby brać pod uwagę cały miniony sezon, spokojnie łapałby się na listę. Ale ten akurat stoi dokładnie okrakiem pośrodku, gdy rozważać, czy zaciąg to z FA/waivers, czy też celny strzał z draftu.

Zadanie domowe dla Ciebie, na letnie deszczowe dni i wieczory: szukaj kandydatów na listę przyszłoroczną. Najlepiej zacznij od razu!





Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

TOP 5 ZAGRAŃ: 10 CZERWCA 2010

piątek, 11 czerwca 2010 10:39

GDZIE WIELKI DZIECIAK ZABRAŁ LAKERS ZABAWKI

piątek, 11 czerwca 2010 5:54

Image and video hosting by TinyPic

źródło: yahoo.com

Przemek Kujawiński

L.A. LAKERS @ BOSTON 89:96 (stan serii: 2-2)

Kiedy po meczu Glen Davis udzielał wywiadu trudno było w nim poznać gościa, który jeszcze 15 minut wcześniej swoim krzykiem poruszył pół Bostonu. Najwyraźniej całą energię zostawił na parkiecie. Pewnie wala się tam jeszcze teraz, kiedy czytacie te słowa. Było tego sporo.

2-2 panie i panowie. Paul Pierce nie dał rady dotrzymać obietnicy i seria wróci do Los Angeles. Dla nas to z pewnością dobra wiadomość. Czekają nas przynajmniej jeszcze dwa spotkania. Jeśli będą przynajmniej tak dobre jak trzy poprzednie to jest na co czekać. To, co podoba mi się najbardziej to wciąż nowi bohaterowie. Po Dereku Fisherze przyszedł czas na Glena Davisa.

Dzisiejsze spotkanie powinno zostać zadedykowane wszystkim wątpiącym w wartość Andrew Bynuma i wszystkim wątpiącym w kontuzje jego kolana. Andrew był w stanie zagrać raptem 12 minut. Celtics wygrali deski 41-34. Zebrali 16 piłek z atakowanej tablicy i rzucili spod kosza 54 punkty. Glen Davis natomiast nie pudłował layupów, bo w starciach z Gasolem i Odomem mógł wykorzystywać przewagę masy i dostawać się jeszcze bliżej kosza.

Po pierwszej odsłonie wydawało się, że będzie to mecz Paula Pierce'a (19 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst). Pierce wreszcie grał z większą agresją i zapowiedzi Rona Artesta okazały się czczymi pogróżkami. The Truth raz za razem grał pick'n'rolle, w których Artest kompletnie się gubił. Nie ważne, czy zasłonę stawiał Glen Davis, czy... Nate Robinson. Ten drugi jak zawsze bez kompleksów korzystał z tego, że mógł pobawić się piłką pod nieobecność Rajona Rondo i w pierwszej połowie zaaplikował Lakers dwie trójki.

Generalnie druga kwarta należała do rezerwowych i przez chwilę mogliśmy obserwować pojedynek duetów Nate i Glen kontra Jordan Farmar (3 punkty) i Shannon Brown (5 punktów). W tym momencie nikt nie mógł spodziewać się, że nie będzie to najlepszy fragment w wykonaniu dwójki z Bostonu.

W pierwszej połowie mecz oscylował cały czas w okolicach remisu. Oczywiście do czasu aż przypomniał o sobie Kobe Bryant (33 punkty). Jego osiem punktów z rzędu (w tym dwie trójki) pozwoliło uzyskać Lakers kilkupunktową przewagę, z którą zeszli na przerwę.

Korzystając z okazji, że Maciek zostawił mi do opisania to spotkanie (spędzając ten czas w doborowym towarzystwie Michała i Rafała) muszę napisać rzecz, która mi się szczególnie rzuciła w oczy w ostatnich spotkaniach. Prawdopodobnie zostanę za to zjedzony przez część komentujących, ale cóż  no risk no fun. Kobe Bryant nie jest w tej serii MVP Lakers. Oczywiście jeśli to Jeziorowcy wygrają mistrzostwo to nagroda z pewnością powędruje do niego. W mojej opinii powinien ją jednak otrzymać Pau Gasol. Kobe w ostatnich dwóch meczach zwyczajnie ranił swój zespół. Zabijał ruch piłki. Wymuszał na kolegach bezsensowne izolacje i najzwyczajniej w świecie psuł grę. Możecie go bronić mówiąc, że przecież trafiał trudne rzuty. Zastanówcie się jednak, czy miał jakiekolwiek rzuty poza tymi "trudnymi"? Bryant grał w tej serii tak jakby dysponował składem Lakers sprzed 4 lat i musiał grać sam. Tymczasem ma koło siebie przynajmniej 3 graczy, którym może spokojnie powierzyć piłkę. Nie mówiąc już o tym, że ma zespół, który może grać khym... zespołowo. Pau Gasol oddaje w finałach przynajmniej 5 rzutów za mało w każdym meczu i choć zgadzam się, że powinno się je zabrać przede wszystkim Ronowi Artestowi, to jednak Kobe jako lider powinien być tym "mądrzejszym" i czasem zrezygnować z grania 1-na-1 na rzecz wrzucenia piłki do Hiszpana. Dlaczego piszę o tym akurat teraz? Bo dziś Kobe zagrał wreszcie tak jak tego oczekiwałem.

Bryant, jeśli już podejmował się rzucania z trudnych pozycji to tylko z przymusu, gdy obrona Celtics wyłączała inne opcje, lub po prostu na zegarze kończył się czas. Wiele z jego rzutów było natomiast z całkiem przyzwoitych (jak na niego) pozycji, gdy Ray Allen na chwilę przysypiał i dawał mu metr miejsca.

Trzecia kwarta była jedną z dziwniejszych jakie widziałem od dawna. Celtics rzucali po prostu paskudnie. Lakers grali paskudnie w obronie. Celtics grali fantastyczną obronę. Lakers... mieli Kobego. Podejrzewam, że gdyby nie Bryant to w tej odsłonie Celtowie nie wypuścili by swoich rywali z 10 punktów. Nie jestem pewny jak wiele pozycji w ataku Lakers mieli w tej kwarcie, ale nie mogło być ich dużo. W większości akcji przez 20 sekund nie byli w stanie znaleźć pozycji do rzutu i musieli ratować się różnymi desperackimi próbami. Nawet Kobe musiał posiłkować się rzutami za 3 punkty. Z resztą po jednym z nich z rogu boiska przeszły mnie ciary. Ray Allen zrobił więcej niż musiał by wybronić tę sytuację. Kobe i tak trafił.

Po drugiej stronie parkietu Boston robił w ofensywie, na co tylko miał ochotę. Do momentu, kiedy przychodziło oddać rzut. Takiego festiwalu przestrzelonych czystych pozycji nie pamiętam. Kevin Garnett (13 punktów) spudłował bez obrońcy trzy albo cztery jumpery ze swojej ulubionej pozycji, a Rajon Rondo marnował layup za layupem. Paul Pierce natomiast postanowił w tym fragmencie poprzyglądać się swoim kolegom i stał z boku. Dosłownie. W jednej akcji Celtics w ataku pozycyjnym Pierce po prostu stał jakieś 10 metrów od kosza z rękoma na biodrach i nie zrobił ani kroku.

Czwartą kwartę tego meczu Stan Van Gundy powinien sobie ustawić jako wygaszacz ekranu w swoim laptopie. Doc Rivers wystawił na parkiet czterech rezerwowych i Raya Allena i zaczęła się rzeź. Allen  (12 punktów) wciąż nie trafił trójki od ustanowienia swojego rekordu, ale za to w czwartej kwarcie był dla swoich kolegów Derekiem Fisherem. Długimi fragmentami odgrywał rolę rozgrywającego i starał się panować nad tą całą nabuzowaną zgrają, którą dostał pod opiekę od swojego trenera.

Piątka Robinson-Allen-Allen-Davis-Wallace zdobyła punkty w każdej z pierwszych 11 pozycji w ataku w tej kwarcie. Przez 8 minut nie zmarnowali ani jednej akcji (sic!), kończąc rzutami, rzutami z faulem, lub osobistymi. Praktycznie zamknęli ten mecz. Największy wkład mieli Davis (18 punktów) i Robinson (12 punktów), którzy powtórzyli swoje natarcie z 2 kwarty. Poziom energii w Garden w tym czasie podniósł się o kilkaset procent. Sheed i Nate musieli upuścić z siebie trochę napięci i skończyli z technikami. W obu przypadkach zaworem bezpieczeństwa był Ray Allen. Doc River wiedział, co robi.

Starterzy mogli powrócić na niecałe 3 minuty do końca i dokończyć dzieła. Jeszcze jeden fantastyczny zryw Kobego to było za mało. Zwłaszcza, że Paul Pierce przypomniał sobie, że do czasu, kiedy postanowił zniknąć rozgrywał całkiem niezłe spotkanie.

Na koniec temat sędziów, który pewnie znów pojawi się w komentarzach. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy sędziowanie w tych finałach jest fatalne, momentami wręcz kuriozalne. Żaden mecz jednak dotychczas nie został wygrany dzięki sędziom. Dzisiaj znów było kilka zwyczajnie głupich decyzji (np. 3 sekundy w ataku Garnetta) jednak ponownie szły one w obie strony (a nawet mam wrażenie, że częściej na korzyść Lakers). Narzekając na sędziów, którzy delikatnie psują nam świetne widowisko, nie przesadzałbym więc z pochopnymi oskarżeniami w stronę ligi. 




Podziel się:

komentarze (61) | dodaj komentarz

ARTEST MA ZAMIAR BRONIĆ JESZCZE LEPIEJ

piątek, 11 czerwca 2010 1:27
Przemek Kujawiński

Paul Pierce w ostatnich dwóch spotkaniach trafił raptem 7 ze swoich 23 rzutów. Nic dziwnego - powie pewnie część z was - w końcu naprzeciw niego stoi Ron Artest. Dla The Truth nie jest to jednak aż tak oczywiste:

"Nie widzę nic szczególnego w tym, co robi, a czego nie robiły inne zespoły. Oglądaliście mecze? Co waszym zdaniem takiego robi?"

Wpływu Rona Artesta nie przecenia też Doc Rivers:

"Myślę, że Paul oddaje dobre rzuty. Po prostu ich nie trafia. Może Ron ma coś z tym wspólnego, ale nie wydaje mi się. Jeśli tylko Paul złapie rytm i znajdzie swoje miejsce, to jestem przekonany, że zagra jeszcze wielkie mecze do końca tej serii."

Artest, który sam pudłuje na potęgę i jedyne z czego może być zadowolony to defensywa poczuł się nieco dotknięty tymi słowami. Co za tym idzie zapowiada, że na mecz numer cztery będzie zmotywowany jeszcze bardziej i pokaże kilka nowych sztuczek:

"Paul powiedział, że to nie byłem ja. Powiedział, że nie robię nic szczególnego, więc myślę, że będzie lepiej jeśli będę grał jeszcze lepiej w obronie. Muszę wyjść na parkiet i sprawić, żeby moja obrona kogoś dotknęła. (...) Nie grałem jeszcze w tej serii obrony jaką chciałbym grać. Będę lepszy w meczu numer 4. Potrafię robić rzeczy, które rozbijają wszystkich na boisku. (...) Nie muszę więcej się uczyć. Wszystkie ruchy, jakie ktokolwiek robi w NBA widziałem już wcześniej w Nowym Jorku. Wyciągnę kilka nowojorskich tricków i zobaczę, czy będą działały."

Powiało grozą.

Paul Pierce ma wszystkim coś do udowodnienia i chyba możemy się zgodzić, że bez jego dobrej gry Celtics nie mają co liczyć na pokonanie Lakers. Teraz jednak The Truth dał też dużo motywacji swojemu vis-a-vis. Co nowego może wyciągnąć Ron z kapelusza? A może to tylko zwykłe przedmeczowe przechwałki? Jak myślicie ile w słabej postawie Pierce'a jest zasług Artesta? I jakich nowojorskich tricków możemy się dziś spodziewać?


Podziel się:

komentarze (8) | dodaj komentarz

ROBINSON CHCE ZOSTAĆ, DANIELS WRĘCZ PRZECIWNIE

czwartek, 10 czerwca 2010 17:58
Przemek Kujawiński

Dla Nate'a Robinsona obecny sezon to ogromna karuzela. Po problemach w Nowym Jorku, wydawało się, że w Bostonie znajdzie wreszcie swoje miejsce jako zmiennik Rajona Rondo. Tu jednak też zaczęły się kłopoty, gdy pod koniec sezonu dwa mecze przesiedział na ławce, co wzbudziło podejrzeniam gdyż dzięki temu Celtics nie musieli płacić mu premii (dodając luxury tax oszczędzili 2 miliony dolarów). Na czas playoffs praktycznie całkowicie wypadł z rotacji, by w wielkim stylu powrócić w ostatnim spotkaniu z Orlando. W finałach Robinson gra mało, ale nie można przejść obojętnie obok energii, którą wnosi w tych rzadkich momentach, kiedy Doc Rivers daje odpocząć Rajonowi Rondo (12 punktów w 12 minut w ostatnich 2 meczach).

Wydaje się mimo wszystko, że taki stan rzeczy nie powinien pasować Robinsonowi. Za plecami Rondo czuje się pradopodobnie podobnie jak Marcin Gortat za plecami Dwighta Howarda. Nadzieje na więcej minut są raczej małe. Tymczasem Nate, który od lipca będzie niezastrzeżonym wolnym agentem deklaruje, że chciałby pozostać w Bostonie:

"Czuję się tu chciany. Ta grupa ludzi, ten zespół, ta organizacja są dla mnie dobrzy. Mają klasę. Są z tobą w 100% szczerzy. Doc jest w 100% szczery. Mówi ci wprost czego chce. Lubię to."

Przy okazji Nate skomentował też swoją sytuację w Nowym Jorku:

"Traktowali mnie dobrze, ale w pewnym momencie poczułem, że przestali. Ale tak to już bywa. (...) Idą do przodu i nie patrzę za siebie. (...) Życzę jak najlepiej Davidowi Lee. Przyszliśmy razem do Nowego Jorku wybrani z niższymi numerami w drafcie. Debiutowaliśmy razem. Prawie 5 lat w jednym zespole... a potem nie otrzymaliśmy, nie chcę tego powiedzieć, szacunku na który zasłużyliśmy."

Trudno przewidzieć, czy Celtics będą skłonni podpisać z Robinsonem nową umowę. Dużo zależeć będzie od jego wymagań finansowych. Inną sprawą jest, czy Nate faktycznie będzie godził się na granie 10 minut w meczu. Jak deklaruje chciałby zostać w Bostonie, ale przede wszystkim chce grać tam gdzie będą go naprawdę chcieli:

"Chcę miec możliwość gry tam gdzie ktoś będzie mnie chciał. Patrzę na to trochę jak na sierociniec, gdzie ktoś przychodzi i chce cię adoptować. Może to być więc którakolwiek z rodzin NBA, która będzie mnie chciała i kochała za to kim jestem."

W całkowicie innej sytuacji znajduje się Marquis Daniels. Po przyjściu do Bostonu przed obecnym sezonie wydawało się, że będzie świetnym zmiennikiem na pozycjach obwodowych. Początek sezonu zapowiadał, że będzie stałym elementem rotacji Celtów. Wszystko zmieniło się w grudniu, gdy doznał kontuzji kciuka, która zmusiła go do opuszczenia 28 spotkań. Po powrocie praktycznie wypadł z rotacji Doca Riversa. W trakcie trwania finałów nie pojawił się jeszcze na boisku i najwyraźniej jest z tego powodu sfrustrowany:

"Nie chcę narzekać. Jestem tu w finałach, ale w przyszłym roku musze znaleźć się gdzieś, gdzie będę mógł liczyć na więcej minut i pomóc zespołowi zwyciężać. Nie chcę by ludzie o mnie zapomnieli."

Daniels znajduje się w takiej samej sytuacji jak Robinson i od lipca będzie miał wolną rękę w szukaniu nowego klubu.


Podziel się:

komentarze (26) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 059 964 (wersja testowa)

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u