Pytanie: Kto następny?

Powyższy materiał polecam obejrzeć bliżej końcówki. Tam usłyszycie statement, kto jest kim. Do tego poznacie tajemnice "droolingu" Davisa. W sumie to Big Baby, czy nie ? :)
Bartosz Tomczak
Najnowsza Przerwa na Żądanie, czyli najlepsze momenty minionego tygodnia w Wielkim Finale NBA - zarówno na parkiecie jak i na konferencjach prasowych. Przy okazji jeszcze jedna techniczna informacja. W przypadku zakończenia Finałów w 6 spotkaniach - kolejna Przerwa na Żądanie powinna ukazać się w czwartek (lub, jeśli uda mi się wyrobić, to nawet w środę). Jeżeli natomiast dojdzie do meczu numer 7 to na 95% w piątek, parę godzin po finale, czekać na was będzie świeży Time-Out (dlatego na 95%, że może się tak zdarzyć, że nie będę mógł w piątek przygotować programu i wtedy premierowo ukaże się on w sobotę). Tak czy inaczej do usłyszenia za tydzień i oby Finały trwały jak najdłużej ;)

źródło: emptythebench.com
Sławek Mróz
To oni sprawiają, że każdy szanujący się menedżer fantasy śpi zimą czujnie. To oni potrafią odmienić Twój los, jeżeli draft nie wyszedł, jeżeli szczęście/zdrówko nie dopisuje. Bez nich nikłe masz szanse na wygranie mocnej ligi, nawet po bardzo dobrych wyborach draftowych.
Czujność popłaca. A każdy z poniższych graczy z pewnością szczególnie uszczęśliwił swoich nabywców.
7. Andray Blatche
14.1 PPG, 0.2 3PT, 6.3 REB, 1 ST, 0.9 BL, 47.8% FG (12.3 FGA), 74.4% FT (2.9 FTA), 2.1 AS, 2.2 TO
Żartowałem. Oto właściwe statystyki:
22.1 PPG, 0.3 3PT, 8.3 REB, 1.5 ST, 0.8 BL, 48.4 %FG (19.2 FGA), 71.8 %FG (4.7 FTA), 3.6 AS, 3.4 TO
Skoro już robię listę najcelniejszych zaciągów z FA, król beneficjentów trade deadline musi być, a jak! I co z tego, że w przekroju sezonu nie łapie się do top 100? Ostatnie dwa miesiące (tego okresu dotyczy druga paczka statystyk) to poziom rasowego gracza podkoszowego. I choćby po to warto opisywać dziś Blatche, żeby jesienią pamiętać. Że ani Jamisona ani Haywooda w stolicy już niet. Że "Blaszka" najprawdopodobniej nadal nie osiągnął pułapu swojego potencjału (czy kiedykolwiek go osiągnie to już temat na inny esej). Pamiętajmy i śmiejmy się z tych, co to przepuszczą młodzieńca, sugerując się średnimi danymi za sezon i traktując go jako materiał na produkcję w okolicach top 100.
Oczywiście, 22 punkty na mecz to mało realna zdobycz za rok. Arenas pewnie zabierze sporo rzutów, jeżeli nadal będzie Czarodziejem. Jasiek Ściana to kolejny potencjalny łowca punktów w zespole, o ile faktycznie tu trafi. Pamiętajmy jednak, że takie wzmocnienia drużyny to nie tylko wpływ in minus. Mniej podwojeń, więcej przestrzeni... Więcej szans na zbiórki ofensywne po cegłach Gila!
Jakby nie patrzeć - oto masz na tacy pierwszego kandydata na sleepera (o ile tak można go jeszcze tytułować) w najbliższym drafcie.
6. Darren Collison
12.4 PPG, 0.6 3PT, 2.5 REB, 1 ST, 0.1 BL, 47.7% FG (10.4 FGA), 85.1% FT (2.3 FTA), 5.6 AS, 2.6 TO
Gdyby przyznawać coś w rodzaju nagrody imienia Jose Calderona, Collison byłby ostatnio z pewnością jednym z kandydatów. Co to nagroda imienia Jose Calderona? A pamiętasz sezon, w którym Calderon z Fordem uszczęśliwieni zostali niemal idealnym splitem minutowym na pozycji rozgrywającego Raptors i w momencie kotuzji TJa automatycznie stał się Hiszpan jednym z najbardziej wartościowych fantasy PG w lidze? Mowa tu o graczach, o których wiadomo, że mają potencjał na bardzo mocną produkcję. I tylko przez trudną sytuację w rotacji (najczęściej utknięcie na ławce) nie mogą tego potencjału zrealizować. I gdy tylko rywal z rotacji opuszcza mecze, smycz zostaje poluzowana i zyskujemy potężne wzmocnienie, często za darmo. W sezonie 08/09 za takiego gracza mógł uchodzić Paul Millsap, w ostatnim, kto wie, czy nie własnie Collison, zwłaszcza od czasu pierwszej kontuzji Chrisa Paula, gdy na własne oczy przekonaliśmy się, co też ów młodzieniec tak naprawdę potrafi.
Że potrafi naprawdę sporo, już wiemy. Że jego rola w przyszłości prawie na pewno będzie nieadekwatna do drzemiącego weń potencjału, wiemy także. To coś w rodzaju zmory Marcina Gortata, czyli współdzielenie minut na pozycji z absolutną gwiazdą. Pozornie Darren ma lepiej. Bo niby może grać razem z Paulem, jako rzucający obrońca, podczas gdy Stanisław Van Gundy niechętny jest raczej łączeniu swoich dwóch środkowych. Tyle, że i minuty na SG to dobro raczej ograniczone, jako że głodny rozwoju i znaczącej roli w drużynie jest inny rookie z Luizjany, Marcus Thornton. Swoją drogą - również niezły kandydat do niniejszego zestawienia.
Wszystko to stawia pod dużym znakiem zapytania przydatność Collisona w Twojej przyszłorocznej drużynie fantasy. W każdym razie - nie warto raczej sięgać po tego zawodnika wcześniej, niż okolice 9-10 rundy. Warto za to mieć czujne baczenie na samego Collisona i ogólnie sytuację w Hornets. No i czuj się nieco bardziej zobowiązany do draftowania Darrena, jeżeli grasz w lidze typu keeper lub (w ramach tzw polisy ubezpieczeniowej) gdy w pierwszej rundzie los uczynił Cię nabywcą Krzyśka Paula.
5. Brandon Jennings
15.5 PPG, 1.8 3PT, 3.4 REB, 1.3 ST, 0.2 BL, 37% FG (14.8 FGA), 81.7% FT (3.3 FTA), 5.7 AS, 2.4 TO
Do tej pory jestem w szoku. Facet, który dotąd więcej gadał niż grał. Facet, który wrócił z Włoch, gdzie, delikatnie mówiąc, furrory nie zrobił. Facet, który trafił pod skrzydła Scotta Skilesa, trenera trzymającego smycz raczej krótko. To nie miało prawa wypalić, niezależnie od rozmiaru pokładów potencjału, jaki miał w młodziutkim rozgrywającym drzemać.
Doszło nawet do pewnej kuriozalnej dla mojej kiperkowej ligi sytuacji. Gdy Hubert, nasz najbardziej utytułowany manago i uznany autorytet w dziedzinie wyszukiwania sleeperów, sięgał pod koniec ostatniego draftu po Jenningsa, nikt z pozostałych nawet chyba specjalnie nie zwrócił na ten fakt uwagi. Ot, strzał w ciemno z jakąśtam, niewielką szansą powodzenia. Dziwna sytuacja, bo zazwyczaj każdy zaciąg Huberta rodzi żywe dyskusje. Zwłaszcza od czasu, gdy jednym z takich późnych wyborów okazał się Kevin Martin. Brandon Jennings przeszedł w zasadzie niezauważony...
Gdy ruszył sezon, w większości lig takich Hubertów nie było i na samym początku Jennings był do wzięcia za darmo z FA. I zniknął szybciutko. Nic dziwnego, bo i szybko włączył się do wyścigu o tytuł Rookie of the Year. Może bardziej w realnym świecie NBA, niźli tym fantasy, choć i tu okazal się solidnym rozgrywającym.
Dlaczego w fantasy Jennings nie ma szans na tytuł najlepszego debiutanta? Wbrew pozorom nie dlatego, że dał się zablokować Marcinowi Gortatowi (wszak nie takim tuzom już zdarzyło się na Polish Hammera nadziać). Kluczem okazuje się tu fatalna skuteczność z gry. W przekroju sezonu, bo pojedyncze mecze w rodzaju 50+ mogą nieco zaciemniać stan faktyczny. Ma zatem Brandon do wykonania progres, jeżeli ma być wymieniany w gronie naprawdę wartościowych starterów teamu roto. Czy stanie się już tak w najbliższym sezonie? Istnieje taka możliwość. Ja co prawda nie do końca wierzę w cudowną metamorfozę mordercy kategorii FG, za to dopuszczam możliwość naturalnego rozwoju w pozostałych kategoriach i wzrost ogólnej wartości gracza. Jak gorliwie dopuszczam taką możliwość? Hmmm, umiarkowanie, ale będę czujny!
4. Beno Udrich
12.9 PPG, 0.9 3PT, 2.8 REB, 1.2 ST, 0.1 BL, 49.3% FG (10.6 FGA), 83.7% FT (1.8 FTA), 4.7 AS, 1.7 TO
Udrih wyżej niż Jennings? Na to wychodzi. Przynajmniej na razie. I nawet nie to, żebym ja jakoś Beno faworyzował. Bo Udrih, gdy ja go draftowałem w 2008 za solidne pieniądze i liczyłem na solidne wsparcie, zwyczajnie mnie zignorował i grał sobie swój mizerny baskecik. Do czasu, mniej więcej, gdy Kings postanowili się przebudować.
Owszem, bardzo mi Słoweniec pomógł ostatnio, gdy robił za podstawowego PG wiosną w mojej drużynie z Ligi Ekspertów i wydatnie się przyczynił do dynamicznego finiszu. Mimo to nie mogę mu zapomnieć tamtego zawodu, tamtej licytacji na drafcie kiperka... Więc zbuntuję się i zmienię nieco temat, a w przypadku samego Udriha, niech za niego mówią suche numerki.
Temat, który mnie intryguje przy okazji przebudowy Kings, to transfer Martina do Rockets. Czy Twoim zdaniem Kevin sprawdzi się na dłuższą metę w Houston? Czy zmontuje mocny frontcourt z Brooksem? Oczywiście, na pierwszy rzut oka - miło się chłopaków będzie oglądać, ale czy taka nie do końca spełniona gwiazda bardziej pomoże Rakietom (z całą ich przeliczaną na wszystkie strony koncepcją doboru graczy) niźli świetny role player w osobie Landry'ego? Nie wspominając już o innych ewentualnych wzmocnieniach, jakie mógł zapewnić wygasający kontrakt TMaca? Ot, tak, na marginesie, ciekaw jestem Twojej opini.
3. Danilo Gallinari
15.1 PPG, 2.3 3PT, 4.9 REB, 0.9 ST, 0.7 BL, 42.3% FG (11.4 FGA), 81.8% FT (3.8 FTA), 1.7 AS, 1.4 TO
Rzeczywiście liczyłem w tym sezonie na dobrą postawę Włocha. Rzecz w tym, że w niewłaściwego Włocha wycelowałem. Naturalnym kandydatem do mojej prywatnej nagrody Most Valuable Italian '09/10 zdawał się być Andrea Bargnani, gdyby tak wziąć pod uwagę jego grę w ostatnich miesiącach poprzedniego sezonu. Gallinari? Ja rozumiem. Wysoki numer w drafie, trener Mike D'Antoni. Mówiło się dużo o talentach strzeleckich Włocha, mówiło się nie mniej o jego problemach ze zdrowiem. Specjalista od trójeczek? OK, ale typowałem raczej wąską właśnie specjalizację, w dodatku przy ograniczonych minutach. Wysypu statystyk defensywnych nie spodziewałem się kompletnie.
I nie byłem osamotniony w takiej ocenie sytuacji. Pamiętam jeden z pierwszych meczów sezonu, w którym Gallo machnął sześć trójek i cały jego występ był raczej z gatunku „opadającej szczęki". Naturalną konsekwencją takiej produkcji w meczu listopadowym jest natychmiastowe pobranie z listy FA przez szczęśliwca, który wstał najwcześniej, względnie zdarzyło mu się śledzić mecz na żywo. Szczęśliwiec, który ulitował się nad Danielkiem po długim namyśle (a i to raczej w efekcie desperacji po tytułem „kategoria 3PT"), skończył w lidze na drugim miejscu.
Zaczynam podejrzewać siebie o nie do końca uzasadniony optymizm w temacie wpływu włoskiej koszykówki na NBA. Po czym wnoszę... nie licząc ubiegłorocznego poparcia dla Bargnaniego? A choćby po tym, że podoba mi się perspektywa rozwoju Gallinariego przy założeniu, że Knicks pozostaną na obranej ścieżce. Nawet, jeżeli dokupią gwiazdę na pozycję skrzydłowego, na co jakby nie do końca się jednak zanosi. Moja „bold prediction" na dziś? Danilo Gallinari będzie za rok najbardziej udanym fantasy pickiem z niniejszej listy, biorąc pod uwagę relację rankingu roto 2010/2011 i przeciętnego numeru, z jakim zostanie pobrany.
2. Tyreke Evans
20.1 PPG, 0.5 3PT, 5.3 REB, 1.5 ST, 0.3 BL, 45.7% FG (16.2 FGA), 74.8% FT (4.5 FTA), 5.7 AS, 3 TO
Jasna sprawa. Tutaj hype przekroczył już najwyższy sufit Pałacu Kultury i Nauki i wielu będzie w przyszłym sezonie budować swoje teamy na młodym gniewnym z Sacramento. Przecież numerki 20/5/5 to nie bułka z masłem i stawiają go na równi z Michałem Jordanem, Big O Robertsonem, LeBronem Jamesem, Władimirem Putinem i Dodą Elektrodą!
Nie. Nie robię sobie kpin z tego niezwykle utalentowanego chłopaka. W żadnym wypadku, ani trochę. Zwyczajnie oczami wyobraźni widzę już drafty inaugurujące następny fantasy sezon, kiedy to Evans będzie znikać ze stołów szybciutko, pozostawiając za sobą do wzięcia uznane, sprawdzone nazwiska. A już tak mam, zwłaszcza w roto, że jestem ostrożny tam, gdzie potencjał gracza robi wrażenie na wszystkich bez wyjątku. Pewnie, pozbawia mnie taka postawa szans na eksplozję wszystkich Durantów, Jamesów i Evansów tego fantasy świata. I wcale nie jest tak, że wzięci przeze mnie zamiast prospektów uznani gracze zawsze okazują się opłacalną decyzją! A jednak. Ilekroć ryzykowałem w pierwszych, powiedzmy, czterech rundach, zawsze żałowałem.
Oczywiście, wspomniana przeze mnie czwarta runda to żadne ryzyko w przypadku Evansa, który oficjalnie dostał wolną rękę w Sacramento w momencie podpisania dokumentu wysyłającego Kevina Martina do Houston. To wręcz okazja nie do przeoczenia, gdyby mini-Bron obsunął się tak daleko. Ja jednak gotów jestem założyć się, że nie zabraknie lig, w których Tyreke zniknie w pierwszej lub drugiej rundzie, przed graczami typu Pau Gasol, David Lee czy Brook Lopez. I tu już mam problem, choć, powtarzam, może się okazać, że Evans w rankingu 2010/2011 uplasuje się wyżej od nich, zwłaszcza jeżeli będzie potrafił konsekwentnie korygować swoje słabsze strony, jak straty, FT czy trójeczki.
A jak będzie z Twoją odwagą i wiarą w młodość?
1. Stephen Curry
17.5 PPG, 2.1 3PT, 4.4 REB, 1.9 ST, 0.2 BL, 46.2% FG (14.3 FGA), 88.5 %FT (2.5 FTA), 6 AS, 3.1 TO
I w tym miejscu mógłbym pozostać jeszcze dłuuuuugo. Pozostać, napawając się swoim niewątpiwym sukcesem, jakim okazało się zgarnięcie Stefka z waivers w kiperku. Ale obiecuję, że postaram się ograniczyć. Dołożę wszelkich starań, by Curry doczekał się peanów z możliwie ograniczonym pierwiastkiem subiektywizmu. Powiedzmy, że ograniczę się do wyrażenia (po raz kolejny) wdzięczności i poniekąd połączę się w żalu (o ile to możliwe w takiej sytuacji) z Rasheedem, moim rywalem z ligi, zwycięzcą ubiegłorocznej edycji.
Sheed znany jest z odważnych zaciągów i Stephena (zwanego na mój prywatny użytek Kurą) pozyskał szybko i szybko też wspiął się ponownie na fotel lidera. Curry w tym czasie cieszył się rankingiem w okolicach top 50, czyli powerem solidnego startera. Wiadomo jednak było, że to rookie, w dodatku u chimerycznego Nelsona. Mimo wszystko mocno zdziwiłem się, gdy zobaczyłem Kurkę na wylocie po kilku słabszych meczach. Sam Sheed ponoć też się zdziwił, gdy tylko doszedł do siebie po weekendowej imprezie. Ale było już za późno. Curry zsunął się do mojego, ostatniego numeru waivera.
Co się działo potem? Wiadomo. Wysyłka imiennika o nazwisku Jackson do Bobków + kontuzja Azubuike = hurtowe ilości minut dla żółtodzioba. I w efekcie ranking na koniec sezonu (zależnie od narzędzia pomiarowego) w okolicach top 10 roto. Pamiętacie tak mocny pickup z przeszłości? Ja musiałbym poszperać w archiwach moich lig, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa byłyby to poszukiwania bezowocne. Stephen brylował w punktach, trójeczkach, przechwytach... Przyzwoicie zbierał, jak na obwodowca... Poza stratami, w zasadzie nie miał słabych punktów.
Co dalej? Oczywiście oczekiwać należy rozwoju Curry'ego jako zawodnika, ze statystykami jednak wcale nie musi być tak różowo. Pamiętajmy, że nadal mowa o człowieku Dona Nelsona, który to trener nie waha się hokejowo żonglować rotacją, minutami, zawodnikami. Pamiętajmy, że dwóch solidnych graczy, w osobie Bella i Azubuike najprawdopodobniej zamelduje się po swoje obwodowe minuty, że Warriors mają loteryjny pick w nadchodzącym drafcie.
Ja będę pamiętać w każdym razie. Bo dzierżę prawa RFA, czyli mogę maczować Stefka w następnym drafcie-licytacji kiperka. I w zasadzie mam pewność, że z tych praw nie skorzystam, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto hype będzie cienić bardziej niż ja. I zignoruje powyższe obawy, podbijając cenę ponad akceptowalną przeze mnie granicę.
Bo stare FBowe porzekadło może nam posłużyć za podsumowanie: „Nie wygrywa się ligi polując w wysokich rundach na ubiegłoroczne steale czy topowe pickupy. Ligę wygrywa się, skutecznie polując na te okazje, które dopiero mają się ujawnić w najbliższych miesiącach". Tak więc, owszem. Powyższe nazwiska to łakomy kąsek, gdy ze stołu znikną wieloletni liderzy rankingów. Ale zastanów się trzy razy, zanim zechcesz budować na nich swój fantasy team, licząc na dalszy monstrualny progres. Oni już ostatnio potężny skok w górę wykonali.
Honorowe wyróżnienie:
Aaron Brooks.
Pewnie, gdyby brać pod uwagę cały miniony sezon, spokojnie łapałby się na listę. Ale ten akurat stoi dokładnie okrakiem pośrodku, gdy rozważać, czy zaciąg to z FA/waivers, czy też celny strzał z draftu.
Zadanie domowe dla Ciebie, na letnie deszczowe dni i wieczory: szukaj kandydatów na listę przyszłoroczną. Najlepiej zacznij od razu!

wreszcie grał z większą agresją i zapowiedzi Rona Artesta okazały się czczymi pogróżkami. The Truth raz za razem grał pick'n'rolle, w których Artest kompletnie się gubił. Nie ważne, czy zasłonę stawiał Glen Davis, czy... Nate Robinson. Ten drugi jak zawsze bez kompleksów korzystał z tego, że mógł pobawić się piłką pod nieobecność Rajona Rondo i w pierwszej połowie zaaplikował Lakers dwie trójki.
Bryant, jeśli już podejmował się rzucania z trudnych pozycji to tylko z przymusu, gdy obrona Celtics wyłączała inne opcje, lub po prostu na zegarze kończył się czas. Wiele z jego rzutów było natomiast z całkiem przyzwoitych (jak na niego) pozycji, gdy Ray Allen na chwilę przysypiał i dawał mu metr miejsca.


Licznik odwiedzin: 17 059 964 (wersja testowa)
| « czerwiec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | ||||




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: