Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 587 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




O MICHAEL CURRY ZWOLNIONY. TO CI SENSACJA

wtorek, 30 czerwca 2009 20:17


Maciej Kwiatkowski

Dwa dni temu w Detroit News Chris McCosky pisał o problemie w komunikacji między Michaelem Curry'm, a Ripem Hamiltonem i w puencie przypominał o tym, że to przecież umiejętność porozumiewania się Curry'ego ze swoimi graczami miała być jedną z jego cech wiodących jako młodego szkoleniowca bez większego doświadczenia.

Michael Curry nie jest już trenerem Detroit Pistons, a jego następcą powinien zostać ktoś z duetu Doug Collins, Bill Laimbeer (UPDATE: A.Wojnarowski informuje, że nie ma szans na to, by Bill Laimbeer został nowym trenerem Pistons. Może Avery Johnson? Sam Mitchell?). Collins jest znakomitym komentatorem w TNT, moim nr 1, najlepszym nauczycielem koszykówki jaki moim zdaniem pracuje w amerykańskiej telewizji, dlatego trochę żal by było gdyby zwolnił tą posadą np Reggie'mu Millerowi (brr) (może Steve Kerr wróci do TNT?). Laimbeer natomiast to trzykrotny mistrz WNBA z Detroit Shock, miejska legenda, kolega Dumarsa za czasów 'Bad Boys'.

Pistons mieli nieudany sezon, grali bez motywacji, olali play-offy.... I już nie chodzi o siłę ich rywala, ale o to, że mecze z Cavs były absolutnie bez historii (przyznam, że obejrzałem może z 6-7 kwart w tej serii). Największą historią był za to oczywiście Allen Iverson. Rodney Stuckey nie poczynił takich postępów jakich się po nim spodziewano, zaginął gdzieś Jason Maxiell, nie rozwijał się Amir Johnson, Rasheed Wallace dał sobie spokój w połowie sezonu. Ostatni raz starał się bodajże wtedy gdy wygrał mecz z Lakers w Los Angeles - to był chyba najprzyjemniejszy dla kibiców Pistons moment minionego sezonu.... Żal mi w tym wszystkim było najbardziej Hamiltona i Antonio McDyessa, a prócz gry tego drugiego jedynym jasnym punktem sezonu była chyba tylko postawa wspomnianego już dzisiaj Willa Bynuma.


Dla przypomnienia coś co napisałem już ponad pięć miesięcy temu i nazwałem znamiennie "Fire Curry":,


26 styczeń 2009 roku, "FIRE CURRY"

Mój dobry kolega Piotrek uważa, że wszystkim co złe w Detroit to trade Billups <-> Iverson. Oczywiście pomysł nie był z rzędu tych najlepszych, bo dużo lepiej byłoby pozyskać za Billupsa kogoś pod sam kosz. Jakiegoś centra pokroju Marcusa Camby'ego czy Emeki Okafora - rzemieślnika od czarnej roboty pod koszem i w defensywie. Kogoś kto zastąpiłby Big Bena Wallace'a, którego tak bardzo brakowało Pistons w ostatnich sezonach. Z tym się zgadzamy.


Oglądam koszykówkę, bardzo dużo koszykówki i obserwuję naprawdę świetnych trenerów, którzy mają wpływ na to jak grają ich zespoły w różny sposób. Czasem robią to w trakcie meczów. W NBA nie jest to aż tak widoczne, co w NCAA na przykład. Tam szkoleniowcy biegają wśród linii bocznych niczym Avery Johnson i dyrygują defensywą albo wybierają zagrywki w ataku. Są tego i dobre i złe strony, ale uważam, że dużo więcej jest tych dobrych. NBA to natomiast "Liga graczy", nie "Liga trenerów". Phil Jackson, jego przysypianie na ławce czy słynne nie-branie czasów w trudnych momentach, by pozwolić zespołowi samodzielnie znaleźć rozwiązanie. Rick Adelman tak rzadko podnoszący się z ławki rezerwowych, ale i wiecznie gestykulujący Pat Riley czy Doc Rivers. Walczący z sędziami Gregg Popovich czy notorycznie sprawiający wrażenie wkurzonego gościa, Jerry Sloan.


Czy Byron Scott musi robić wiele w NO Hornets? Pozornie nie - oddaje piłkę w ręce Chrisa Paula i mówi 'rób swoje', ale ten sam Scott potrafi ustawić bardzo dobrze zagrywki ofensywne, by wykorzystać spacing, który dają drużynie świetni strzelcy za 3, tacy jak Peja, James Posey czy Rasual Butler.


Czy Mike Brown w Cleveland musi robić coś więcej niż oddać piłkę w ręce LeBrona Jamesa? W defensywie zrobił bardzo dużo i będzie kiedyś wielkim specjalistą od tej strony boiska. Natomiast w ofensywie niewiele. Wystarczyło wstawić Ilgauskasa do rogu, ustawić po drugiej stronie dwóch strzelców za 3 i dać Jamesowi wysokiego na pick&rolla, co jest bardzo podobnym rozwiązaniem do tych z Nowego Orleanu.


Co jednak gdy mamy zespół, w którym nie ma zawodnika ewidentnie wybijającego się ponad resztę. Zobaczcie jaką pozycję spełnia w Los Angeles, Kobe Bryant. Nie taką jak Paul, nie taką jak James. Jego gra nie wybija się na pierwszy plan. Nie dominuje piłki. Bryant wybiera akcje, wybiera pozycje, gdy może wcisnąć na pedał gazu. Wynika to jednak z faktu, że wokół siebie ma więcej niż Paul i James zawodników, którzy są w stanie samoistnie kreować sobie pozycje rzutowe.


No i najwięcej takich zawodników mamy obecnie gdzie? W Detroit Pistons. Plejada All-Stars. Rasheed Wallace - nadal nie do zatrzymania, gdy rzuca z odchylenia, Rip Hamilton - nadal nie do zatrzymania gdy chce zdobyć punkty, Tayshaun Prince - All-Star, Rodney Stuckey - przyszły All-Star, jeden z lepszych w lidze graczy 1-na-1 po dryblingu, Allen Iverson - przyszły Hall-of-Famer, Antonio McDyess - w każdym zespole bylby zmiennikiem nr 1 pod koszem, młodzi i skoczni blokujący Jason Maxiell i Amir Johnson, były nr 1 draftu, Kwame Brown.


Samego talentu mamy w tym zespole mnóstwo. Dodając do tego jeszcze solidne grono rezerwowych: Will Bynum, Arron Afflalo, Walter Herrmann - otrzymujemy glinę, z której ulepić można spokojnie jeden z najlepszych teamów Konf. Wschodniej.


Allen Iverson nie przyszedł do Pistons, by być liderem tego zespołu i nawet bez Iversona w składzie - Pistons powinni mieć bilans 24-12, a nie 24-19.


Tymczasem gdy oglądam Pistons - a oglądałem ostatnio b.często, w tym ich dwa ostatnie mecze z Dallas i Houston - to nie dostrzegam myśli taktycznej czy ręki Michaela Curry'ego położonej na stylu gry tego zespołu. Łatwo powiedzieć - Iverson, ale Iverson w ostatnich trzech czwartych kwartach spędził na parkiecie łącznie ...6 minut. Wczoraj gdy ważyły się losy meczu z Rockets, Iverson był pierwszą cheerleaderką drużyny - i piszę to bez ironii.


W ataku są to rozwiązanie 1-na-1 lub early offense, która jest tylko i wyłącznie wypadkową talentu i szybkości graczy obwodowych. O obronie już nic nie mówię. 39 punktów stracone w pierwszej kwarcie przeciwko Houston Rockets bez Yao Minga mówi samo za siebie.


Wczoraj zalała mnie jednak krew, gdy na 5 sekund przed końcem meczu Pistons przegrywali trzema punktami i wzięli czas. Było 5 sekund do końca spotkania - przypomnę: Iverson na ławce - time-out dla Pistons i co się dzieje? Kamera skierowana na Sheeda, Prince'a, Ripa, którzy siedzą rozłożeni na krzesełkach i NIKT DO NICH NIE MÓWI !!! A mowa ich ciała sprawia jednoznaczne wrażenie.


Akcja zostaje wznowiona na połowie rywala, 5 sekund, wyrzut z autu, Rasheed wychodzi za trójkę, obraca się i rzuca - metr obok obręczy. Koniec. 5 sekund na rozegranie akcji, nie jedna czy dwie, ale pięć. Jeszcze Arron Afflalo bodajże zdołał zebrać piłkę i rzucić za trzy - półtora metra obok obręczy. Zamiast wykonać jedną dobrze rozrysowaną akcję - zobaczyłem poddanie meczu bez walki do końca.


Nie będzie tu puenty. Po prostu widziałem te spotkania i widziałem zawodników o wielkich talentach poruszających się na boisku bez większego pomysłu.


8 z 11 porażek w ostatnich meczach w tym porażki u siebie z Charlotte, Dallas, Houston, Nowym Orleanem, oraz przegrane na wyjeździe z Indianą i Oklahoma City.


Czy to wina obecności w drużynie Allena Iversona? Nie sądzę. Iverson nie pchał się wcale w tych meczach na permanentne szukanie rozwiązań jeden-na-jeden, ale też nie bardzo miał komu i jak oddać piłkę. To samo zresztą robił Rip i to samo robił Stuckey. Ofensywa stoi, defensywy nie ma. FIRE CURRY


Podziel się

JOE i JONAS

wtorek, 30 czerwca 2009 14:54


Maciej Kwiatkowski

Krótka, sympatyczna historia o tym jak to 8 lat temu Joe Dumars poznał Jonasa Jerebko, którego wybrał w tegorocznym drafcie z nr 39. Jakbyście kiedyś spotkali kogoś z NBA to zorientujcie się najpierw gdzie są kawa i popcorn.

  • 'I remember there was this little kid maybe 12, 13 years old who kept running up and sitting with me, bringing me stat sheets, bringing me cokes and popcorn. 'He was telling me which guys could play and which guys couldn't play. I basically adopted him for two days and at the end he says to me, 'One day I want to play in the NBA.' And I am like, 'Sure, OK.' ' And there he was, eight years later, drafted by the Pistons in the second round. 'He said to me in my office, 'Remember the kid from the Euro championships?' And I said, 'Do you know that kid?' And he said, 'I am that kid.' I was like, you've got to be kidding me.' "

Jerebko (Angelico Biella), DaJuan Summers (ex-Georgetown) i Chase Budinger (Arizona) Austin Daye (Gonzaga) - wszyscy oni wezmą udział w rozgrywkach Ligi Letniej z ekipą Pistons. Z tych bardziej znanych "Tłoków" zagra też Will Bynum. Ciekawe jaki będzie kolejny sezon Bynuma w NBA. Ktoś powinien dac mu szansę na większe granie. W końcu nie kto inny a on właśnie wyrzucił z Pistons Allena Iversona.

Będą też wybrani w zeszłym roku: Deron Washington i Trent Plaisted. Będzie ex-Cavaliers Dwayne Jones, ale też zjawi się ciekawy ...Bułgar, naturalizowany rozgrywający Ibrahim Jabber. Zobaczymy go już we wrześniu w meczu z Polakami.

Podziel się

NIKE AIR MAX LeBRON VII

wtorek, 30 czerwca 2009 13:38

Sebastian Hetman



Niedawno ukazał się (a raczej został zapowiedziany, zaprezentowany itd.) nowy model Nike Air Max LeBron VII. Tym razem technologia Zoom zostanie zastąpiona „poduszką" z serii Air Max na całej podeszwie. Z pewnością powrócimy do tych butów w trakcie sezonu 2009/2010 w wydaniu „Ki©ksy nie z tej ziemi", ponieważ na dzień dzisiejszy nie znamy jeszcze daty premiery oraz ceny owych butów Króla. Jako koneser dodam, że serie LBJ z modelu na model są coraz ciekawsze i w zasadzie nabrałem nieco przekonania do tych butów od modelu nr 6. LeBron rozpocznie nowy sezon z Dieslem, nadziejami na mistrzowski pierścień oraz w nowych „cichobiegach".



Podziel się

POLSKI PUNKT WIDZENIA

wtorek, 30 czerwca 2009 13:14



Maciej Kwiatkowski


W gruncie rzeczy dopiero po raz pierwszy data 1 lipca znaczyć będzie coś jeszcze większego dla nas, polskich kibiców. Znam dużo niepozytywnych opinii na temat tego jak media pompują pewne informacje na temat Marcina Gortata, ale po głębszym przemyśleniu nie ma się naprawdę czemu dziwić i przy odrobinie dystansu - korzyści dla polskiej koszykówki z obecności Gortata w NBA będą ogromne.

Przyznam, że przez długi okres sezonu widziałem więcej braków w grze Gortata niż udawało mi się dostrzegać tego co faktycznie potrafi robić na parkiecie. Owszem, jest jeszcze dużo do zrobienia w grze ofensywnej - poprawa rzutu z pół-dystansu, wykonywanie ruchów podkoszowych, klasycznych dla centrów, pewniejsze wykańczanie akcji. Nie da się jednak ukryć, że Gortat wnosi na parkiet wartości rzadko spotykane u młodych, amerykańskich podkoszowych, którzy często przedkładają finezję ponad twardą defensywę, zbiórki ,bloki. Nie chcę tutaj zabrzmieć jak stary pryk, ale uświadomiłem sobie w trakcie play-off, że byłem nieco głuchy na postawę Gortata w sezonie regularnym.

Są jednak i tacy, których naprawdę naprawdę naprawdę interesuje to od dawna, tak jak i to co się stanie z Gortatem tego lata. Możliwości jest wiele i póki co możemy tylko o nich dyskutować. Ostatnie tygodnie trochę też namieszały. Według mnie doszły nowe, potencjalnie zainteresowane zespoły, a odpadło kilka, o których pisaliśmy (nie tylko my) już wcześniej.

Marcin Gortat w minionym sezonie zarabiał ledwo powyżej 700 tys. dolarów. Podwyżka jest nieunikniona. Czy jednak będą to pieniądze rzędu 4-5 mln. dolarów rocznie? A może bardziej przypuszczalna kwota 2.5-3.5 milionów?

Gortat jest zastrzeżonym wolnym agentem. Oznacza to, że to gdzie zagra poznamy dopiero najwcześniej 15 lipca. Trzy daty powinny liczyć się dla polskich kibiców:

- 1 lipca, gdy kluby mogą rozpocząć nawiązywanie kontaktów z agentami graczy oraz nieoficjalne proponowanie im ofert
- 8 lipca, gdy inne kluby niż Orlando Magic mogą oficjalnie składać oferty Guy'owi Zuckerowi, agentowi Gortata
- 15 lipca, gdy minie ostateczny termin wyrównania oferty przez Magic, o ile polski koszykarz otrzyma ją 8 lipca. 7 dni będzie mieć klub z Florydy na decyzję w sprawie polskiego koszykarza.

Oferty mogą jednak zostać przedłożone w późniejszym terminie czasu, ale siedmiodniowy termin odpowiedzi nadal będzie obowiązywać dotychczasowy klub Polaka.

Dużo mówiło się o szansach gry Gortata w takich klubach jak: San Antonio Spurs, Oklahoma City Thunder, Detroit Pistons, New York Knicks oraz Phoenix Suns. W grę o Gortata mogą jednak włączyć się inne druzyny, bo mało która nie potrzebuje atletycznego, defensywnie nastawionego i młodego wciąż jeszcze środkowego.

Detroit Pistons - Trzykrotny mistrz NBA ze stanu Michigan ma w swoim składzie tylko trzech zawodników podkoszowych, po tym jak utracił swój podstawy duet: Rasheed Walllace - Antonio McDyess. W Detroit szykuje się wielka przebudowa, a Joe Dumars, generalny menedżer Pistons ma około 20-22 mln. dolarów, by przeznaczyć je na rynku wolnych agentów. Do tego oczywiście - jak w przypadku każdego zespołu NBA - dochodzi wyjątek "mid-level" wart około 5.5 mln. dolarów. Pozwala on na wyłączenie z puli zarobków pierwszego roku kontraktu świeżo podpisanego zawodnika. Pistons są mocno zainteresowani podpisaniem umowy z Paulem Millsapem, utalentowanym skrzydłowym Utah Jazz, ale Millsap jest zdecydowanie bardziej skrzydłowym niż centrem. Prócz niego w klubie pod kontraktami są obecnie Kwame Brown i Fabricio Oberto. Gortat zaliczył lepszy sezon od mającego problemy z sercem Argentyńczyka i Browna, wybranego w 2001 roku z nr 1 draftu.

Oklahoma City Thunder - Znakomicie budowany młody zespół i przyszłość NBA. Sam Presti (generalny menedżer Thunder) mimo tylko 31 lat na karku już teraz uznawany jest za jednego z największych speców za Oceanem. W zespole z Oklahomy talenty są na każdej pozycji (Russell Westbrook, James Harden, Kevin Durant, Jeff Green) za wyjątkiem centra. Nick Collison i Nenad Krstic to jedyni typowi, podkoszowi gracze w drużynie z Oklahomy, ale obaj nie są na tyle silni, by z powodzeniem bić się pod koszami z środkowymi rywali.

Atlanta Hawks - "Jastrzębie" mają około 24 mln. dolarów na podpisanie wolnych agentów (wyłączając z tego 7 mln. dolarów dla Marvina Williamsa, z którym prawdopodobnie podpiszą nową umowę tego lata). Zespół z Atlanty może opuścić Zaza Pachulia, gruziński specjalista od gry podkoszowej, przymierzany też między innymi do San Antonio Spurs i Orlando Magic. W obecnym składzie Hawks znajduje się tylko dwóch centrów. Są to głęboki rezerwowy Randolph Morris i atletyczny Al Horford, który jednak lepiej czułby się na pozycji silnego skrzydłowego. Jest to zespół grający szybko i atletycznie. Marcin Gortat bardzo, by tam pasował na pozycję centra do pierwszej piątki.

Sacramento Kings - Mówi się od dawna o potencjalnym zainteresowaniu Gortatem przez klub ze środkowej Kalifornii. Niestety raczej jest niemożliwe, by Polak mógł liczyć w Sacramento na grę w pierwszej piątce. Tam od dwóch lat bardzo dobrze rozwija się Spencer Hawes i wątpliwe, by działacze mających kłopoty finansowe Kings zdecydowali się na wysoką ofertę dla naszego centra.

Phoenix Suns - Ze sportowego punktu widzenia gra ze Steve'm Nashem w Phoenix poprawiłaby z pewnością efektywność w grze naszego zawodnika. Nash słynie ze znakomitej współpracy z podkoszowymi i obok Chrisa Paula oraz Jasona Kidda jest najlepiej podającą "jedynką" w NBA. Problem w tym, że odejście Shaquille'a O'Neala (do Cleveland Cavaliers) może być pierwszym znakiem rozpadu i przebudowy aktualnej drużyny. Za O'Nealem pójść może Amare Stoudemire, a to samo może spotkać i Nasha. Suns w obecnym składzie mają dwóch centrów. Przed młodym Robinem Lopezem (jego brat Brook zaliczył świetny debiutancki sezon w New Jersey Nets) jeszcze sporo nauki, a pozyskany z Cleveland, Ben Wallace już tego lata może odstąpić od kontraktu. Gortat miałby szansę na grę w pierwszej piątce w Phoenix, ale zanosi się na to, że drużynę tą czekają długie lata przebudowy.

Houston Rockets - Już wcześniej kandydatura Gortata do gry w Houston wydawała się mieć bardzo solidne podwaliny. Tym bardziej może stać się tak, gdy zdrowotne problemy Yao Minga wykluczą go z gry na cały sezon 2009/10. Klub z Houston będzie mógł wydać tylko maksymalnie 5.5 mln. dolarów na nowych graczy, ale prócz centra potrzebuje jeszcze rzucającego obrońcy, na wypadek dalszych problemów z kontuzją Tracy'ego McGrady'ego. Rockets z pewnością będą zainteresowani Gortatem.

New York Knicks - Gortat przymierzany był do Nowego Jorku jeszcze kilka tygodni temu, a i sam bardzo pozytywnie wypowiadał się o możliwości gry pod ręką trenera Mike'a D'Antoni'ego, znanego w NBA z bardzo dobrego podejścia do europejskich zawodników. Tymczasem tuż przed tegorocznym draftem Knicks zdecydowali się pozyskać z Memphis, centra Darko Milicica. Do formy fizycznej wraca natomiast Eddy Curry i raczej wątpliwe, że Knicks nadal będą wykazywać zainteresowanie usługami naszego gracza.

San Antonio Spurs - Spurs potrzebują środkowego. Potrzebują centymetrów i defensywy, która miałaby pomóc pod koszem Timowi Duncanowi. Z nr 37 draftu przechwycili znakomicie zbierającego DeJuana Blaira, ale ten liczy sobie zaledwie 201 cm wzrostu. Spurs nadal będą szukać centra na rynku wolnych agentów. Prócz Gortata, jako kandydaci wymieniani są między innymi Rasheed Wallace i wspomniany już Pachulia.

Na koniec Orlando Magic. Klub z Florydy może siedzieć i czekać na propozycje od innych drużyn, ale znamienne jest to, że działacze Magic nie wystosowali póki co wstępnej propozycji nowego kontraktu dla Gortata. Sprowadzony razem z Vince'm Carterem, Ryan Anderson jest typowym silnym skrzydłowym, który będzie zastępować w grze Rasharda Lewisa. Magic nadal jednak potrzebują zmiennika dla Dwighta Howarda. Mówi się też o zainteresowaniu Wallace'm oraz Brandonem Bassem. Ten pierwszy powinien otrzymać oferty też od San Antonio i Bostonu. Drugi z kolei (typowy silny skrzydłowy - nie center) liczyć może z pewnością na propozycje z Dallas i Oklahoma City.

Gdzie w tym wszystkim odnajdzie się nasz zawodnik? Przed nami upalne lato w Polsce i gorący lipiec w Stanach Zjednoczonych. Jutro z samego rana zapraszamy na pierwszą część giełdy transferowej.

Podziel się

ZAPRASZAMY NA STREETBALL CHALLENGE W SZCZECINIE

wtorek, 30 czerwca 2009 10:06



(mk) Wspominałem kilka razy o szczecińskiej inicjatywie, lidze amatorskiej MLB VESTAS, która prowadzona i nadzorowana jest w iście efektowny i niespotykany w Polsce sposób przez Macieja Szyszkę. Nie była to w gruncie rzeczy nigdy nachalna reklama, ale chcieliśmy pokazać, że naprawdę można zrzeszyć amatorów basketu, organizując im grę w bardzo profesjonalny sposób. Latem tego roku Maciek organizuje cykl turniejów koszykówki ulicznej. Tu nie ma mowy o organizacyjnych wpadkach. Chciałoby się powiedzieć: Wszystko błyszczy i świeci - zapraszamy do miasta Szczecin.


Za stroną UliceBasketu.pl. Tam też dowiecie się więcej szczegółów.


Streetball Challenge VESTAS 2009 (SCV 2009)

Idea tego turnieju narodziła się w naszych głowach już w ubiegłe wakacje i od tego czasu czyniono intensywne przygotowania. Dla naszej sprawy pozyskaliśmy wielu znaczących Partnerów Biznesowych i Instytucjonalnych. Do przyjazdu na ten turniej udało nam się namówić największe znamienitości polskiej koszykówki. Przede wszystkim Marcin Gortat. Już wiemy, że w pierwotnie deklarowanym terminie na pewno nie dojedzie (11 lipca). Aktualny deklarowany termin to przełom lipca i sierpnia. Głęboko wierzymy, że ziści się obietnica spotkania wyrażona w krótkiej przemowie do Koszykarskiego Szczecina (dział video). Niezależnie udział w SCV 2009 potwierdziły jeszcze dwie osoby. Bez wahania jedna z największych sportowych osobowości Szczecina i najlepszy koszykarz w historii tego miasta, Kapitan Reprezentacji Polski – Szymon Szewczyk. Wielce obiecujący jest także przyjazd na turniej pierwszego akademickiego coacha w USA, skauta oraz najmłodszego trenera w historii polskiej ekstraklasy – Pawła Mrozika. W ramach SCV 2009 zaplanowaliśmy oprawę wykorzystującą najlepsze współczesne narzędzia marketingu: internet, profesjonalne spoty, billboardy i plakaty. Ufamy, że zgromadziliśmy największy w historii polskiego streetballa budżet nagród. Już dziś wartość nagród przekroczyła kwotowo 40 tys. PLN. Ostatecznie jednak wszystkie wymienione wyżej elementy mają wymiar wtórny wobec idei zasadniczej. Sprowadza się ona do otwartej formuły wakacji z koszykówką w mieście. Cyklu profesjonalnych imprez zakładających aktywne współuczestnictwo młodych obywateli. Imprez do grania w równym stopniu co do oglądania. Koszykówka parkingów, parków, ulic i podwórek. Wierzymy, że na czas SCV 2009 Szczecin zaistnieje jako Miasto zniesionych zakazów gry. Miasto otwarte na oddolną dynamikę społeczną, ekspresję i żywioł młodych. Przed nami 5 niezależnych turniejów powiązanych formułą challenge. W tych pięciu turniejach postaramy się wyłonić zwycięzców całego cyklu. SCV 2009 to także szereg imprez towarzyszących. Początek wszystkiego już 11 lipca 2009 roku.


Podziel się

ZEGAR TYKA... OKIENKO TRANSFEROWE ZA PASEM

wtorek, 30 czerwca 2009 8:44




Milwaukee Bucks nie wysłało oferty kwalifikacyjnej do Charliego Villanuevy - to sprawia, że zawodnik stał się niezastrzeżonym wolnym agentem.


Kozły natomiast postąpiły inaczej w przypadku Ramona Sessionsa i Ersana Ilyasovy co oznacza, że mogą wyrównać każdą ofertę złożoną im przez inną ekipę. Takiej możliwości nie mają już w przypadku Charliego.

Villanueva notował po ok. 16 punktów i 7 zbiórek na mecz w sezonie 2008/09. Kierownik drużyny z Milwaukee, John Hammond nie chciał komentować decyzji na mocy której C-Vill stał się wolnym agentem.

Drużyny w NBA mają czas złożyć oferty kwalifikacyjne swoim FA do wtorku.

Villanueva na swoim Twiterze często jakoby sugerował swoją chęć przenosin do Cleveland. Napisał m.in: Cleveland zdecydowanie nie jest złym miejscem. Grałem z LeBronem.

"Mieliśmy okazję wystąpić w jednym zespole w meczu McDonalds All American i świetnie nam szło. Czy istnieje możliwość gry tam? Tak. Czy tak się stanie? Czas pokaże."

Dzisiaj napisał zaś: "Więc, chciałbym podziękować moim kibicom z Milwaukee za trzy dobre lata i Senatorowi Kohl, ale moja przygoda w tym mieście dobiegła końca."

via Cavs.e-nba.pl



Maciej Kwiatkowski


Dzisiaj o godzinie 23.00 naszego czasu wszystko stanie się jasne. To termin na podjęcie ostatecznych decyzji przez zawodników, którzy mogą odstąpić od swoich umów. Wiemy już,  że zrobi to Hedo Turkoglu, najprawdopodobniej uczyni to Memo Okur, ale już np Carlos Boozer cały czas się jeszcze zastanawia. Liczył na 14-15 milionową ofertę od Detroit Pistons, ale ci wydają się bardziej chcieć Paula Millsapa, Bena Gordona i dopiero potem Boozera, ale na pewno nie za takie pieniądze, o których jeszcze pół roku temu mógł myśleć najlepszy Alaskańczyk w NBA. Boozer może więc zdecydować się zagrać w sezonie 09/10 w barwach Utah Jazz i zostać niezastrzeżonym wolnym agentem za rok od teraz. Myślę, że powinien to zrobić (za rok około 15 klubów może mieć pieniądze by go zatrudnić), choć jest jeden klub w NBA, dla którego ten rok może być ostatnią szansą na dodanie odpowiedniego elementu do swojego zespołu, zanim zacznie wydawać pieniądze na swoich młodych graczy.

Nie chodzi o Portland Trail Blazers - chodziłoby, gdyby nie przypadek Dariusa Milesa (Blazers zrezygnowali z ostatniego roku umowy Channinga Frye'a i mieć będą i tak niezłą sumkę około 9-10 mln. dol., która może pozwolić im przechwycić Andre'go Millera, Jasona Kidda lub  Davida Lee).

Ten klub o którym mowa to Memphis Grizzlies. Grizzlies mają zabezpieczone na przyszłość trzy pozycje: rzucający obrońca (OJ Mayo), niski skrzydłowy (Rudy Gay), środkowy (Marc Gasol, Hasheem Thabeet). Mają nadal niepewnego rozgrywającego (Mike Conley) i dziurę na pozycji numer cztery. W ubiegłym sezonie minuty dzielili tam między sobą Hakim Warrick i Darrell Arthur - co najwyżej teraz i w przyszłości solidni rezerwowi.

Grizzlies mogą być zespołem, na który patrzeć powinni kibice Cleveland Cavaliers teraz gdy nic nie trzyma w Milwaukee Charlie'go Villanuevy. Również i Oklahoma City Thunder mogą zaoferować Villanuevie większe pieniądze i już w poprzednim sezonie pojawiały się plotki łączące Charlie'go V z klubem dowodzonym przez Sama Presti'ego. Myśle jednak, że bardziej niż zastępcy dla Jeffa Greena potrzebują centra - nie mają obecnie w składzie żadnego klasycznego defensywnego środkowego.

Cavaliers - podobnie jak i wszystkie najlepsze zespoły ligi (LA Lakers, Orlando, Boston, San Antonio, Denver, Houston) - mogą zaoferować Villanuevie maksymalnie wyjątek "mid-level", czyli około 5.5 mln. dolarów (tegoroczną sumę wyjątku powinniśmy poznać już jutro). Od tego czy Cleveland zainteresowani będą Villanuevą zależeć też może los Andersona Varejao - obydwaj przy podpisywaniu umów będa z pewnością chcieli wymusić grę w pierwszej piątce. W przypadku podpisania obydwu - to najprawdopodobniej Villanueva musiałby się liczyć z grą z ławki rezerwowych.

Czy Boozer zaryzykuje? Czy Turkoglu zdobędzie większe pieniądze niż 9 mln. dolarów? Czy Villanueva skorzysta z opcji 7-8 mln. dol. za sezon, czy też wybierze 5.5 mln. w ekipie walczącej o tytuł? Czy w takiej samej sytuacji postawią siebie Shawn Marion i Ron Artest? Gdzie u licha wyląduje Allen Iverson, który od dwóch miesięcy jakby zapadł się pod ziemię? Czy Okur aby na pewno zostanie w Detroit Utah? Gdzie trafi Marcin Gortat? Będziemy na to szukać odpowiedzi - poznamy je najprędzej 8 lipca, ale już od jutra zaczyna się czas wystosowywania przez kluby ofert do wolnych agentów.

Zapraszamy też dzisiaj po 23-ciej na coś co z pewnością rozgrzeje Was trochę przed snem.

Podziel się

GIGANT NA GLINIANYCH STOPACH: YAO MING MOŻE OPUŚCIĆ SEZON 2009/10

poniedziałek, 29 czerwca 2009 21:24


Maciej Kwiatkowski


Czy Yao Ming zmuszony będzie zakończyć karierę? Adrian Wojnarowski z Yahoo! Sports powołuje się na źródła, które przypuszczają, że Yao nie tylko może nie zagrać w przyszłym sezonie, ale cała jego dalsza kariera stoi pod ogromnym znakiem zapytania.


Problemem chińskiego giganta od kilku lat jest lewa stopa. Wojnarowski informuje, że w chwili obecnej działacze Rockets powiadomili już kilka wtajemniczonych osób o tym, że Yao może nie zagrać w całym sezonie 2009/10. Byłby to ogromny cios nie tylko dla Houston Rockets, ale dla marketingu NBA, który od dekady prowadzony jest z ogromnym powodzeniem na kontynencie azjatyckim.


Kilka źródeł informuje, że specjaliści zdiagnozowali ponowne złamanie kości łódeczkowej w lewej stopie chińskiego koszykarza. Jeszcze rok temu Yao przeszedł operację, ale stopa ponownie nie wytrzymała w maju, podczas trzeciego meczu półfinałów Konferencji Zachodniej przeciwko Los Angeles Lakers.


- Wygląda na to, że Yao opuści dużą część sezonu - jeśli nie wszystkie 82 mecze - mówi jedno ze źródeł, na które powołuje się Wojnarowski. - Rockets póki co nie przyznają tego publicznie, ale wiedzą, że sytuacja może się jeszcze pogorszyć.


Chiński gigant ma zostać zdiagnozowany w tym tygodniu przez trójkę kolejnych specjalistów, zanim będzie można spodziewać się oficjalnej informacji o stanie jego zdrowia.


28-letni center ma już za sobą cztery operacje w przeciągu trzech lat i po tym jak rozegrał 86 spotkań w ubiegłym sezonie, nie mógł pomóc Rockets w rywalizacji z Lakers, opuszczając ostatnie cztery spotkania serii półfinałowej. Z nim na parkiecie Rockets mieli poważne szanse pokonać tegorocznych mistrzów NBA. Bez niego - cała organizacja Rockets może przeżyć w niedługim czasie ogromny wstrząs. Nie tylko pod względem sportowym, ale i z finansowego punktu widzenia. Mecze Rockets oglądają każdego dnia sezonu miliony chińskich kibiców, a NBA czerpie ogromne profity z rozwoju koszykówki w Chinach. Kontuzja - lub ewentualne zakończenie kariery przez Yao - może położyć temu kres.

źródło: Yahoo! Sports


Auć... Kto pierwszy napisze, że to szansa dla Marcina Gortata dostanie miesięcznego bana.


UPDATE: Jest już kontrraport "Houston Chronicle" w tej sprawie, oparty na wypowiedziach Toma Clantona, lekarza Rockets. Czytamy w nim m.in.:

"At this stage he is having no symptoms or physical signs. He has no tenderness, no swelling, no redness. When he came back in, he was feeling like everything was perfect, and he would start rehabilitation and get ready to play. The findings on the CT were shocking for him and for us.

"Sometimes the findings on an X-ray or CT don’t necessarily mean that is exactly what you treat. You don’t treat a CT scan; you treat a patient. We are looking for every reason to teat this on clinical findings, but don’t want to put him at risk for a greater fracture."


Podziel się

"CZY SUKCES POTRZEBUJE AROGANCJI?"

poniedziałek, 29 czerwca 2009 18:52
Maciej Kwiatkowski

Brandon Jennings, nr 10 draftu wziął udział w audycji radiowej rapera Joe'a Buddena. Nie oszczędzał się - podobnie jak gdy blisko dwa tygodnie temu wyśmiewał Ricky'ego Rubio. Teraz padło m.in na New York Knicks. Jennings to diament dla speców od PR-u.



O swojej grze w Milwaukee:

Budden: You better worry about Ramon Sessions, diggin' in your a**, pause.
Jennings: He's not going to be here. [inaudible] That money is going to Charlie.
Budden: N****, Ramon Sessions is gonna be there.
Jennings: I doubt it.
Budden: They ain't go no other guards.
Jennings: Ridnour.
Budden: N****, get that bum-a** n**** outta here.
Jennings: He's going to be a backup.
Budden: To who?
Jennings: To who? Who else n****?


O tym co wydarzyło się w noc draftu:


Budden: Who was hatin' on you?
Jennings: Jay Bilas.
Budden: What happened? You ran in the draft late or some dumb s*** like a loser?
Jennings: No, I was at the hotel. This is what happened right. My agent is like "Well, we ain't hear nothing .We ain't have no guarantee." So we makin' phone calls and s*** and n***** is saying like "The workouts is great and everything and he's the best point guard but we don't know yet, we just don't know."
Budden: They didn't say that about Rick Rubio, number one, and number two they didn't say you the best point guard. They said your jump shot is shaky, you got some potential, but your work ethic is bull****. You averaged 3 points.
Jennings: You're a liar. I know you're lying now.
Budden: I'm just telling you what they said.
Jennings: That ain't nothing but a college person.
Budden: Just tell me what happened. You end up running in the draft? I tunred it off after that.
Jennings: No, n****, I came out there and made my appearance n**** and I had the best appearance out of all them n******. And I was the best dressed, they said, by the way. I was the best dressed.


O tym kiedy rozpoczyna kolejny sezon:


Budden: You think you gonna start for real though?
Jennings: I don't know, actually, I really don't know.
Budden: I heard that n**** Scott Skiles is an a**h***.
Jennings: That n**** tough, that n**** tough though. There must be a reason he liked me. There must be a reason.


O Ricky'm Rubio i New York Knicks:


Budden: Let me know when Minnesota get there. So I can watch Rubio light your f****** a** up. I never seen a n**** hate on Rubio so much.
Jennings: [inaudible]
Budden: You know what's funny? You're the only guard in the draft talking s*** about Rubio.
Jennings: The other n***** are scared.
Budden: What are you going to do when Rubio comes to the Knicks?
Jennings: Rubio is not coming, they are not giving up Rubio. You got Jordan Hill, you happy with that?
Budden: I don't really know enough about Jordan Hill to be happy ... I'm happy with Toney Douglas.
Jennings: I know they were booing this n****.
Budden: What does that mean? They boo everybody n****.
Jennings: If it was Stpehen Curry, them n***** would've went crazy in there.
Budden: Shut the f*** up, you don't even know nothing about New York basketball.
Jennings:
F*** the Knicks, them n***** skipped out on me.
Budden:
Oh man, you feel to the Knicks like I do about Jay-Z? [Laughs] Yo, the Knicks is your Jay-Z?
Jennings:
F*** the Knicks, them n***** is always going to be weak.
Budden:
This is where I f****** hang up on your f****** ass for talking stupid.
Jennings:
Duhon ain't gonna get it done.


Podziel się

ALL-STAR GAME 2012 (NA PEWNO) W ORLANDO?!

poniedziałek, 29 czerwca 2009 10:41



Piotr Makulec


"Myślę, że Orlando jest jednym z najpoważniejszych kandydatów, jeśli chodzi o Weekend Gwiazd 2012. Jednak jeszcze nigdy nie graliśmy meczów w hali zbudowanej do połowy." - David Stern.

Najbliższe dwa Weekendy Gwiazd odbędą się w Dallas i Los Angeles, natomiast w 2012 - po 20 latach - gospodarzem imprezy może być Orlando. Póki co wskazują na to słowa Komisarza NBA, który chciałby, żeby najbliższe Mecze Gwiazd odbywały się w cieplejszych miastach, które dysponują dużymi i nowoczesnymi halami.

Taką halą będzie Events Center, znajdująca się kilkadziesiąt metrów od Amway Arena - obecnej hali Orlando Magic. Ma ona pomieścić 20.000 fanów, być dwa razy większa od obecnej hali i oferować udogonienia na najwyższym poziomie w NBA. Events Center ma być ukończona przed sezonem 2010-11.

Szacuje się, że All-Star Weekend 2012 miałby przynieść miastu Orlando zysk ok. 100 milionów $.

Podziel się

POSEZONOWE PLANY GRACZY THUNDER

poniedziałek, 29 czerwca 2009 10:18



Piotr Makulec

Pierwszy sezon dla Oklahoma City Thunder skończył się po 82 meczach. Dzięki temu zawodnicy mogli udać się na wcześniejsze wakacje i realizować swoje pozakoszykarskie plany. I tak na przykład Thabo Sefolosha, spędzający obecnie czas z żoną w rodzinnej Szwajcarii, spodziewa się dziecka. Earl Watson, rezerwowy rozgrywający Grzmotu, weźmie niebawem ślub. Podobnie Nenad Krstic, który razem ze swoją narzeczoną - Tonyą - staną na ślubnym kobiercu już w lipcu. Niestety może się okazać, że przyszli nowożeńcy - po sakramentalnym "tak" - nie pojadą w podróż poślubną...

"Może się okazać, że nie będzie żadnej podróży poślubnej, ponieważ będę występował w tym samym czasie w Reprezentacji Serbii. Gra w reprezentacji znaczy dla mnie wiele. Dlaczego nie pobraliśmy się wcześniej? Chcieliśmy, by uroczystość odbyła się w czerwcu, ale w naszym kościele nie można brać ślubów w tym miesiącu. To jest nasza tradycja, którą celebrujemy."
- Krstic.


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 725 338  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18725338

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0