Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 717 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




DELONTE WEST BLISKO LAKERS?

sobota, 31 lipca 2010 0:19
Marek Dziuba

Nie wiem, na ile wiarygodnym źródłem jest blog Lakersnation
. Wiem jednak, że powołując się na serwis playerpress.com puścił ciekawą wiadomość. Lakers są podobno bliscy podpisania umowy z Delonte Westem! I to nie jest żart. Zresztą swoje zainteresowanie wyrazili także Boston Celtics.

Jeziorowcy kilka dni temu próbowali pozyskać Westa prosto z Cleveland. Chcieli tym samym  upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, pozbywając się jednocześnie umowy Sashy Vujacica. Do wymiany dodali jedynie skromny pierwszorundowy pick w Drafcie.
To nie wypaliło. Cavs oddali Westa do Minnesoty Timberwolves, lecz właściwie już można powiedzieć, że "Leśne Wilki" wykorzystają zapis w jego kontrakcie i  go wykupią.

Źródła mówią, że Lakers dokooptują Westa do składu, jeśli - mówiąc wprost - "opchną" gdzieś Sashę.

Miałem okazję bardzo uważnie obserwować Westa w Cleveland i jest to naprawdę bardzo utalentowany zawodnik. Potrafi nieźle bronić na obwodzie, w ataku też ma do zaoferowania całkiem sporo. Jest tylko jeden, duży problem. Jego głowa. Ciągnąca się za nim depresja, skandale z bronią, seksafera z matką LeBrona zniszczyły jego reputację. Stąd też zatrudnienie Delonte to ogromne ryzyko, ale gdyby udało mu się wygrać z psychiką - co w jego przypadku nie będzie łatwe - może dać Lakersom dużo dobrego z ławki.

Kobe, tak na wszelki wypadek, pilnuj mamy. mamę


 

 


Podziel się

אמאר W POSZUKIWANIU IZRAELSKICH KORZENI

piątek, 30 lipca 2010 22:30
Marek Dziuba
 
Nieuchronnie zbliża się sierpień. Jeden z najnudniejszych miesięcy w NBA. Najciekawsze transfery za nami, liga letnia za pasem - pozostaje tylko wielogodzinne przesiadywanie na youtubie.

Zawodnicy w międzyczasie mają zasłużone wakacje. Jedni ładują baterie, bawiąc się w klubach, na plażach. Nieliczni nie znają słowa "wczasy" i ciągle ćwiczą w hali. Inni z kolei zwiedzają różne zakątki świata. Nie ma lepszego momentu drogi czytelniku, byś  i Ty zrobił sobie urlop i bez wyrzutów sumienia na jakiś czas zapomniał o NBA i wybrał się np. nad morze. Wiele nie powinno Cię ominąć.

Co w tym roku warto zwiedzić? 

Może... Izrael?


Być może spotkalibyście Amare.

Stoudemire podpisał na początku lipca wymarzony kontrakt z New York Knicks, a obecnie przebywa w... Jerozolimie i poznaje religię Żydów. Dowiedział się bowiem, że ma izraelskie korzenie od strony matki. Niektórzy posunęli się jednak dalej, twierdząc, że Amare zamierza przejść na judaizm i co ciekawsze grać dla reprezentacji Izraela.

Bracia i siostry, otóż przybywam z wyjaśnieniem, jakie przekazał agent zawodnika:

"Nie jest Żydem. Jego mama wspomniała jedynie, że płynie z jej strony pewna żydowska krew. Amare jest wielkim miłośnikiem poznawania historii i od dawna planował podróż do Izraela. Czy to możliwe, że jest Żydem? Być może. Będziemy dociekać, ale nie wiem, do czego to zaprowadzi."

I sam Amare (via Twitter):

"By wszystko wyjaśnić: Poznaję historię i chcę uczyć się na temat wszystkich religii. Myślę, że mogę mieć pewne żydowskie korzenie i szukam ich. [...] Bycie otwartym na inne kultury to coś pięknego. Nauka na temat swoich przodków jest bardzo ważna. Co to za drzewo bez korzeni?"

Dalej napisał coś po hebrajsku, czego przyznam - nie rozumiem - i nie pomógł mi nawet specjalnie pobrany translator. Mam smutną wiadomość dla Izraelczyków. Środkowy Knicks niejednokrotnie reprezentował już USA na arenie międzynarodowej i  w takim razie nie może oczywiście zagrać dla innego kraju.

Swoją drogą Stany Zjednoczone to wielkie skupisko Żydów, drugie na świecie. Największa grupa zamieszkuje.. dobrze wiecie gdzie. Toteż n
auka języka i kultury żydowskiej z pewnością nie zaszkodzi Amare w NY pod względem.. marketingowym. Krążą ciche słuchy, że STAT zamierza stworzyć lepszy program od Wojciecha Cejrowskiego, ale to tylko niepotwierdzone informacje z "moich" źródeł.

fot. I żebym i ja miał swoją wielką trójkę, amen.

Podziel się

NBA 2K11 - GARŚĆ KOLEJNYCH NEWSOW

piątek, 30 lipca 2010 10:48
Rafał Niewiadomski

Tak wiem, znowu piszę o grze komputerowej a to nie jest blog o grach komputerowych ale nie da się inaczej bo przynajmniej dla mnie NBA 2k to świetne uzupelnienie bycia fanem NBA. Ok przejdźmy do newsa dnia. Właściwie to są dwa newsy dnia i nie wiem od którego zacząć, który jest ważniejszy.

Ok, pierwsze info jest takie, że będzie można zagrać wszystkimi zespołami, które będą w "Jordan Challange". Czym jest "JC" opisywałem niedawno tutaj. Do wyboru 18 ekip, z czego 8 to zespół Chicago Bulls z różnego okresu a druga połowa to wszystkie zespoły przeciwko którym MJ'owi przyszło się zmierzyć. Będą więc Lakers z Magiciem, Celtics z Birdem, Hawks z Wilkinsem itd. Pełne składy i listę drużyn znajdziecie tutaj. Tymi zespołami będzie można podobno nie tylko zagrać w "quick game" ale i cały sezon czy Playoffs. Jak dla mnie bomba. Jasne, nie jest to tyle ekip ile bym chciał (Magic'95 czy Lakers'98!!!) ale to już jest krok do przodu.

Drugi news dotyczy listy utworów jakie znalazły się w grze. W sumie jest 27 mniej lub bardziej znanych kawałków jednak wśród artystów możemy znaleźć nazwisko jednego z koszykarzy NBA.

Nie, to nie Shaq.

Tak, to jest Ron Artest
i jego kawałek "Champions"  będzie nam umilał czas spędzony w Menu tejże gry, zatem mam kolejny powód dla którego będe musiał mieć ten tytuł tak szybko jak to tylko możliwe. Swoja drogą na IGN pojawiła się już zapowiedź gry, która warto przeczytać, znajdziecie tu także kilka nowych screenów.  
Podziel się

STEVE PORTER IS BACK

piątek, 30 lipca 2010 9:24
DJ Steve Porter jak zawsze w formie. Tematyka dosyć popularna:


Podziel się

KRÓTKI FILM O TYM JAK TO DERRICK FAVORS ODNALAZŁ OJCA

piątek, 30 lipca 2010 7:24

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Będzie z tego film. Mówię wam.

Zacznie się w ten sposób.

Johnnie Parker stoi naprzeciw Larry'ego Birda, mija go zwinnym ruchem i pakuje piłkę do kosza. Kibice szaleją, a Johnnie z dumą potrząsa swoim imponującym afro. Chwilę później budzi się, je śniadanie i wychodzi do pracy w liniach lotniczych. Prawdopodobnie zastanawia się, co stałoby się gdyby nie kontuzja pleców, która, jak twierdzi zakończyła jego karierę. Do dziś jest przekonany, że grałby w koszykówkę profesjonalnie.

Johnnie w pogoni za pracą zmuszony jest przenieść się z Denver do Atlanty. Tutaj poznaje Deandrę. Pomimo tego, że jest żonaty od trzech lat, decyduje się na romans. Może to sprawka zwykłego pecha, a może namiętność przesłania parze zdrowy rozsądek, ale Deandra zachodzi w ciążę. Co więcej informuje kochanka, że chce to dziecko urodzić. Dla Parkera, który ma żonę i dzieci, nie jest to z pewnością przyjemna informacja. Zapewnia, że postara się "być w pobliżu" jednak tak naprawdę jest przestraszony wizją utraty swojej rodziny. Sytuacji nie poprawia fakt, że firma, w której pracowali kochankowie bankrutuje i oboje tracą pracę. Ich drogi rozchodzą się.

Po około 3-4 miesiącach Parker puka do mieszkania Deandry. Nikogo jednak nie zastaje. Teraz to ona znika. Pierwsza część filmu kończy się zbliżeniem na twarz głównego bohatera, z której możemy wyczytać mieszankę rozczarowania i ulgi.

Młody, wysoki chłopak z nieprawdopodobnie długimi ramionami siedzi przed telewizorem i ogląda kreskówki. Kiedy matka przynosi mu szpinak nawet się nie krzywi. Wie, że podobnie jak jego ulubiony Popeye będzie od tego silniejszy.

W następnej scenie widzimy go trochę starszego. Biegnie po parkiecie, odbiera podanie i pakuje piłkę do kosza. Po lądowaniu na jego twarzy widać jednak grymas bólu. Najwyraźniej to już nie pierwszy raz tego dnia, bo trener nie wytrzymuje i pyta, o co chodzi. Okazuje się, że chłopak ma na sobie stare skarpety z froty, które ranią jego stopy. Skarpetki, które dostał od zespołu zgubił w praniu i po prostu... nie chciał robić problemu by prosić o nowe.

Znów mija trochę czasu. Chłopak wchodzi na scenę. Towarzyszą mu oklaski, a jego dłoń ściska miły staruszek w okularach.

Tymczasem, gdzieś w Denver. Deborah Parker przegląda Internet. Od 14 lat, co jakiś czas powtarza ten sam rytuał wpisując w wyszukiwarkę imię i nazwisko: Deandra Favors. To nazwisko kobiety, która prawie stała się powodem rozpadu jej małżeństwa. Deborah nie żywi już niechęci. Przynajmniej nie otwarcie. Szuka, by dowiedzieć się czegokolwiek o losach nieślubnego dziecka swojego męża.

Kiedy trafia na artykuł o młodym, zdolnym koszykarzu Georgia Tech i znajduje w nim zdjęcie jego matki woła męża. Johnnie pierwszy raz od 19 lat widzi Deandrę. Swojego syna widzi po raz pierwszy i wreszcie dowiaduje się jak ma na imię: Derrick. Ogląda go w telewizji, gdy ten wraz ze swoim zespołem przegrywa w drugiej rundzie turnieju NCAA.

Próby skontaktowania się z Deandrą spełzają na niczym. Na szczęście jeśli twoim długo niewidzianym synem jest jeden z najbardziej utalentowanych młodych silnych skrzydłowych ostatnich lat, możesz być pewny, że zainteresuje się tobą prasa.

Johnnie oczywiście zdaje sobie sprawę, że wszyscy łącznie z Deandrą i jej synem mają podstawy by podejrzewać, że ten nie jest bezinteresowny. Kto nie chciałby mieć syna milionera? Mimo wszystko liczy na to, że będzie mu kiedyś dane uścisnąć dłoń syna.

W końcowej scenie widzimy Derricka udzielającego wywiadu. Chwilę wcześniej dziennikarz wręczył mu kopertę ze zdjęciami jego ojca i listem. Oszołomiony Favors komentuje, że się cieszy, ale nie jest jeszcze gotowy na spotkanie.  "Potrzebuję trochę czasu" - mówi.

pees. Całą historię opisał Fanhouse. Znajdziecie ją tutaj.


Podziel się

LEBRONIE, MASZ WSPARCIE MIKHAIŁA

piątek, 30 lipca 2010 6:32
Marek Dziuba

Dan Gilbert po "decyzji" LeBrona Jamesa  był wściekły jak wilk. Zaraz po oświadczeniu swojego byłego zawodnika opublikował słynny "The Letter".

Mikhaił Prokhorov też nie ma czego świętować, choć podobno prezentacje, jakie przedstawiał były bardzo przekonujące (via Chris Bosh) Tak czy owak ambitny plan pozyskania jakiegoś z wielkich wolnych agentów do New Jersey legł w gruzach.  Michał
poszedł śladem Gilberta i wystosował swój list na łamach USA Today, ale spokojnie... zagrał w zupełnie innym stylu:

"Zawodnicy podpisani, "Decyzja" podjęta, ale zamiłowanie wokół niezwykłej klasy wolnych agentów jakby wygasało. To, co  zadziwia mnie najbardziej, to ilość negatywnych komentarzy skierowana w stronę trójki najlepszych wolnych agentów (szczególnie LeBrona Jamesa), który podjął decyzję o stworzeniu wielkiego klubu, wspólnej grze z Dwyanem i Chrisem w jednym zespole [w Miami]. Oczywiście, każdy właściciel marzył, aby mieć ich u siebie. Wbrew licznym opiniom, o tym, że ich posunięcia były ustalone na boku, ja szanuję ich wybór. Nikt nie ma prawa ich oceniać.

Chciałem powiedzieć, że popieram LeBrona, najlepszego zawodnika w NBA. Miał naprawdę trudną decyzję do podjęcia. Jakiego ruchu by nie dokonał, każdy
byłby widziany jako zły i pozostawiłby wielu fanów nieszczęśliwych. Bazując w swojej decyzji na osiąganiu wyników w koszykówce pokazuje, że wygrał jako sportowiec, nie jako showman czy biznesmen. Co w tym złego?

Przyglądamy się narodzinom nowej, dynamicznej drużyny z tak wielkimi gwiazdami. Wszyscy już nie potrafimy doczekać się nowego sezonu i z radością oczekujemy. Życzę im sukcesów i udzielam mojego moralnego wsparcia.  Będę szczęśliwy, jeśli pokonamy Miami Heat w Finałach Konferencji, może nie w tym sezonie, ale w najbliższej przyszłości.
"


Wszystko cacy, ale czy Wam równie trudno jest wyobrazić sobie Nets pokonujących Heat, nawet za kilka lat?
Podziel się

EDDIE HOUSE W MIAMI

czwartek, 29 lipca 2010 18:57
Brylantynowy Pat nie przestaje czarować. Miami Heat mają już dwóch najlepszych atakujących obręcz, Chrisa Bosha pod koszem, ale obok Mike'a Millera  brakowało im  jeszcze kogoś, kto mógłby rozciągnąć pole gry. Co robi Riley? Oferuje dwuletni kontrakt wyborowemu strzelcowi, Eddiemu House'owi. 32-latek przystał na minimum dla weterana (2.8mln$/2 lata) z opcją odstąpienia od umowy po pierwszym sezonie.

Co mogę napisać? Wyśmienity ruch. House na przestrzeni trzech ostatnich lat trafiał 38% trójek. Zapewni Heat ważny spacing z ławki. Ma też mistrzowskie doświadczenie. Nigdy nie był dobrym obrońcą, nie biega najszybciej, rzadko podaje, ale potrafi seriami trafiać swoje rzuty, przy których wykorzystuje błyskawiczny wyrzut. Właściwie... to tyle. Typowy shooter, ale Heat nie proszą go o nic więcej. Ma po prostu rzucać i trafiać.

House znajdował się też na celowniku Bulls, a z powrotem chcieli go Boston Celtics. Swój talent strzelecki postanowił ostatecznie przenieść na Południową Florydę. Wraca więc do korzeni. W 2000 roku to właśnie Heat wybrali go w Drafcie, ale po trzech latach jako wolny agent odszedł do L.A Clippers." marek

Podziel się

CIĘŻKIE JEST ŻYCIE FANA LEBRONA W... CLEVELAND

czwartek, 29 lipca 2010 10:04
Rafał Niewiadomski

Pewnych rzeczy się w życiu po prostu nie robi. Nie je się dżemu z musztardą na jednej kanapce, nie mówi się swojej dziewczynie, że nie wygląda ładnie, nie pyta się kobiety o wiek, nie idzie się na mecz Wisły w koszulce Cracovii, nie idzie się na mecz Lecha w koszulce Legii (...) i nie idzie się na mecz Widzewa w koszulce ŁKS-u. Lista rzeczy, których się nie robi jest dłuższa i spokojnie możemy ją wydłużyć o kolejny punkt: nie chodzi się po Cleveland w koszulce LeBrona Jamesa z Heat a tym bardziej nie idzie się w niej na mecz baseballowej drużyny z Ohio, na którym jest sporo kibiców Cavs.

Do takiego zdarzenia doszło wczoraj na meczu w Cleveland pomiędzy miejscowymi Indians a New York Yankees. Jeden z kibiców przyszedł w nowiusieńkim białym jerseyu LeBrona i... musiał opuścić spotkanie ponieważ grupka kibiców miała do niego małe zastrzeżenia w związku z koszulką jaką przyodział. Szybko zareagowała policja, jednak jak widać na poniższym filmiku, sytuacja wcale nie była miła i gdyby nie eskorta policjantów kto wie jakby się to skończyło.


Żeby nie było, nie jestem zwolennikiem takiego zachowania kibiców Indians (Cavs?), wręcz przeciwnie, uważam że zachowali się głupio, jednak to tylko pokazuje jak wiele LeBron znaczył dla tego miasta i jak ciężko tym ludziom pogodzić się z Decyzją Jamesa. Z drugiej strony, równie głupio postąpił ten kibic. Po LaDecision palono już koszulki Jamesa, ściągnięto monumentalny banner przy hali i zmieniono także podpis pod tabliczką przy wjeździe do Akron, były też inne akcje ale te bardziej dotyczyły matki LeBrona a jak wiadomo tematu matek nie poruszamy, więc nie wiem czemu ten chłopak zaryzykował, choć na swój sposób jest zwycięzcą. Od wielkiej miłości do wielkiej nienawiści jest jednak naprawdę blisko stąd taka a nie inna reakcja. Generalnie nie dziwi mnie to ale dalsze komentarze pozwolę napisać Wam pod tekstem. W skórze tego kibica LeBrona wolałbym się nie znaleźć, choć fani Cavs powinni zrozumieć, że na LeBronie świat się nie kończy.


Zastanawia mnie jednak co będzie gdy sam James przybędzie do Cleveland na mecz z Cavaliers i czy w ogóle przybędzie oraz ile koszulek Żarów z #6 ujrzymy na tym spotkaniu (spotkaniach) w Q Arena. Póki co noszenie takich koszulek w Cleveland nie jest dobrym pomysłem, odradzamy, jednak przykład choćby Shaqa i fanów Lakers pokazuje, że czas potrafi zagoić nawet najgłębsze rany choć nie wszystko jest już takie jak było kiedyś...

źródło: nbcsports.msnbc.com

Podziel się

DIRK MIAŁBY DYLEMAT W "WYJĄTKOWEJ SYTUACJI"

czwartek, 29 lipca 2010 4:39
Marek Dziuba

Dirk Nowitzki wie, co  znaczy słowo lojalność. Dopiero  po 12 sezonach w Mavericks przetestował rynek jako niezastrzeżony wolny agent, ale szybko dogadał się z w sprawie nowej umowy i powinien spędzić w Dallas kolejne 4 lata.

Warto podkreślać, że zgodził się przyjąć 16 mln dolarów mniej od maksymalnej kwoty, jaką mógł otrzymać.
To się ceni.

W trakcie przerwy od rozgrywek Dirk nie mógł nie pojawić się w swojej ojczyźnie. Odwiedził miasteczko Nike'a w Berlinie, gdzie oprócz przyjmowania licznych wyróżnień znalazł też czas, aby udzielić jednemu z dziennikarzy obszernego wywiadu, który pojawił się w niemieckim magazynie "Crossover".

(Mała) znajomość języka niemieckiego wreszcie na coś mi się przydała.

Pomijając klasyczne wypowiedzi na temat mistrzowskich aspiracji, składzie Mavs, przyszłości reprezentacji Niemiec, tego, kto jest najlepszym koszykarzem na świecie (wskazał na Kobe'go) warto zwrócić uwagę na fragment, tyczący się rynku wolnych agentów:

"Zamieniłbym Dallas tylko w wyjątkowej sytuacji. Gdyby na przykład LeBron lub Dwyane zwrócili się do mnie z prośbą: hej, dołączysz do nas w Miami? Wówczas musiałbym to bardzo przenikliwie rozważyć. Nic innego nie brałem pod uwagę. Ogólnie nie czułem chęci zmian. Podoba mi się to, co mamy w Mavericks, ciągle jesteśmy silnym zespołem, który osiągnął już coś niesamowitego. Problem jest taki, że nikt nie może zagwarantować mi mistrzostwa."

Dirk zasługuje na nie jak nikt inny, ale na razie podobnie jak w przypadku KG w Minnesocie, lojalność nie popłaca (patrz pierścienie). Póki co musi zadowolić się wicemistrzostwem z 2006 roku, kiedy jego marzenia pokrzyżowało... Miami.

Pat Riley pozyskał do Heat na czwórkę młodszego o 6 lat, Chrisa Bosha. Załóżmy jednak czysto hipotetycznie, które trio byłoby lepsze Wade-James-Nowitzki czy Wade-James-Bosh?


Podziel się

GDYBYŚCIE TAK CZASEM WYBIERALI SIĘ DO VERIZON CENTER...

czwartek, 29 lipca 2010 2:28
Marek Dziuba

... Mamy dla Was ostrzeżenie. Jedzcie przed wyjściem. Zawsze, tak na wszelki wypadek.

Na początek szybkie pytanie: Byliście rok temu na meczu Wizards w Verizon Center i zjedliście coś w środku?


a) Tak
- Jest nam przykro.

b) Nie
- My również, cieszymy się razem z Wami

Okazuje się, że w minionym roku każda budka z jedzeniem w hali Wizards nie spełniała ścisle określonych wymogów. O sobie gdzieniegdzie dawały znać nawet myszy. ESPN przyjrzał się bliżej sprawozdaniom z kontroli bezpieczeństwa żywności, które wykazały, że jedzenie  w ośrodku sportowym stołecznego klubu - w porównaniu z wszystkimi największymi halami w Stanach - było przygotowywane najgorzej.

Jak widać "Czarodzieje" nie tylko na parkiecie wypadli słabo.

Kto by pomyślał, że jednym z głównych celów nowego właściciela Wizards, Teda Leonsisa będzie to, aby dopilnować by ludzie nie dostawali zatrutego jedzenia. Leonsis zamierza jednak zmienić wizerunek Wizards pod każdym względem. Wie już od czego zacząć. W końcu przez żołądek do serca.

Pod względem sportowym pomoże mu z pewnością John Wall.


PS Kolega, który wybrał się do Waszyngtonu i miał nieszczęście kilka razy posilić się na hali Wizards napisał mi, że zbytnio się tym nie przejmuje. Jak twierdzi, na coś trzeba umrzeć.


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 779 707  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18779707

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0