Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 693 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




DIRK NOWITZKI WZIĄŁ ŚLUB (OCZYWIŚCIE) W KENII

wtorek, 31 lipca 2012 23:53

 

 

 

 

  Dwa tygodnie temu (gdzieś pomiędzy 13 a 15 lipca) Dirk Nowitzki i Jessica Olsson powiedzieli sakramentalne „TAK”. W czasach, kiedy rozwody koszykarzy są z góry zaplanowane nie powinno nikogo zdziwić, iż ceremonia ślubna została przeprowadzona zgodnie kenijską tradycją.

 

 

 Ceremonia ślubna zwana kikuyu obejmuje niezwykle ciekawy etap, czyli tzw. ruracio - mówiąc w wielkim skrócie jest to nic innego, jak negocjacje dotyczące kwoty wiana. Jak później podano ceremonia państwa Nowitzkich była skróconą wersją obrządku ślubnego praktykowanego w Kenii.  Co jak sami widzicie nie oznacza jakichkolwiek ustępstw jeśli chodzi o strój.

 

 

 Crystal Taylor ponoć już tęskni i zapowiada swój powrót….

 

 

 Free Throw

 

 

 Dirk Nowitzki jest od teraz szwagrem Marcusa i Martina Olssonów – piłkarzy Blackburn Rovers.

 

 

 


Podziel się

ULTIMATE BOUNCE PASS (?)

poniedziałek, 30 lipca 2012 0:10

 

 

  LeBron James (jak na TVP okrzyknięto go Dżemsem) i bounce pass w przeciwko Francji. Any comments ?

 

 

 

 

 

 


Podziel się

JACQUE VAUGHN TRENEREM MAGIC

niedziela, 29 lipca 2012 21:00

 

 

 Michał Górny

 

 

 Kilkadziesiąt godzin temu władze Orlando Magic podały nazwisko dziewiątego szkoleniowca w historii tej organizacji. Będzie nim 37-letni Jacque Vaughn, który dopiero 3 lata temu zakończył swoją profesjonalną karierę. Trzeba przyznać, że będzie to ciekawy eksperyment. Vaughn spędził, co prawda dwa ostatnie lata pod skrzydłami Gregga Popovicha (2010-2012 jako asystent w Spurs) i ma opinię bardzo dobrego ucznia, jednak czy to wystarczy by z powodzeniem prowadzić  Orlando Magic ? Tak dobrego, jak (inny debiutant na ławce trenerskiej) Tim Thibodeau ?

 

 

Tutaj powinniśmy zadać sobie pytanie, jakie Orlando Magic mamy na myśli. Z Dwightem Howardem, który nawet, jeśli pozostanie na Florydzie może być bardzo marudny w cotygodniowych doniesieniach w stylu „Może jednak odejdę?” ?  Czy też może Magic są już myślami w procesie przebudowy? Swoją drogą Rob Hennigan ma przed sobą niezłą kabałę – musi zacząć układać puzzle, do których nikt nie zostawił wzoru-obrazka.  W dodatku jego pomocnikiem będzie nieopierzony trener, który dopiero zaczyna swoją przygodę z „trenerką”.  Ma, co prawda opinię mega inteligentnego, ciężko pracującego człowieka, który pisze wiersze, ale złośliwi na pewno pamiętają jego kolejne 22 pudła na początku sezonu 2001/2002. Tak naprawdę o jego wartości przekonamy się tuż po pierwszym gwizdku sezonu 2012/2013.

 

 

 Póki, co zostaje nam powspominać Vaughna z czasów, kiedy np.organizował kontrę z Karlem Malone w Utah.

 

 

 

 

 

 


Podziel się

"Z GÓRNEY PÓŁKI" - GARY PAYTON GM4 FINALS 1996

niedziela, 29 lipca 2012 1:36

 

 

 

 

Michał Górny

 

 

 Nowy dział na ZP1 p.t. „Z Górney półki” będzie traktował o mniej lub bardziej zapomnianych (nie zawsze udanych) występach indywidualnych graczy NBA.  Momentami będzie „po gwiazdorsku”, momentami może być egzotycznie.  Także zaczynamy….

 

 

  Na pierwszy ogień idzie Gary Payton i jego występ przeciwko Jego Powietrznej Wysokości w w czwartym meczu Finałów ‘96.

 

 

 Po pierwszych trzech spotkaniach Finałów w 1996 roku było już jasne – Michael Jordan wrócił na dobre do NBA i przez kolejne należy spodziewać się ponownej supremacji zespołu z Wietrznego Miasta.  Mecz numer cztery miał być postawieniem przysłowiowej kropki nad i w tym temacie.  Gary Payton sprawił, że Bulls mogli zapomnieć o „sweepie” i tym samym podtrzymał „ogień” wokół marzeń dotyczących dalszej walki o mistrzostwo ligi. Znaczącą rolę odegrał tutaj coach Karl, który tak na dobrą sprawę dopiero w trzecim spotkaniu przestał podwajać MJ’a kim się da, decydując się na zmianę ustawienia defensywnego. Payton, który w poprzednich spotkaniach odpowiedzialny był za uprzykrzanie życia Pippenowi, teraz miał na pełny etat „zajmować” się Jordanem.  

 

 

Jak się potem okazało The Glove był oszczędzany w pierwszych spotkaniach z powodu kontuzji łydki, która dała o sobie znać już w połowie Finałów Konferencji Zachodniej. G.Karl jeszcze po spotkaniu numer 2 tłumaczył swojemu zawodnikowi, że jest to długa seria i to nie jest odpowiedni moment by go w pełni eksploatować. Po meczu numer trzy Payton stracił cierpliwość i zażądał zmian w kryciu. Efekty tego ruchu poniżej…

 

 

 

 

 Michael Jordan trafił 6 na 19 z gry (w całym spotkaniu 23 punkty) i miał cztery straty (dla porównania w trzech pierwszych spotkaniach stracił 6 piłek). Gary Payton zszedł z parkietu z 21 oczkami (7/15 FG) i 11 asystami na koncie. Tak naprawdę, żadna z „cyferek”wykręconych przez GP w tym spotkaniu nie jest w stanie odzwierciedlić tego, w jaki sposób zmienił losy tego spotkania i po części losy całej serii. Samo pojawienie się Paytona w roli głównego kata Michaela Jordana doskonale zmotywowało całą ekipę „Ponaddźwiękowców”, jednocześnie momentami ukazując Bulls jako drużynę w której tylko jedna osoba odpowiedzialna jest za posunięcia w ofensywie. 

 

 

Kto wie, może postawienie "na Paytona" w spotkaniu numer trzy dałoby Nam inny rozwój wydarzeń ? Wiadomo jedno -  każdy, kto oglądał ten pojedynek był świadkiem jednego z najlepszych pojedynków guardów w historii NBA. W dodatku guardów, którzy potrafią bronić, co w dzisiejszych czasach nie jest już takie oczywiste.

 

 

Free Throw

 

 

 Gary Payton w sezonie 1995/1996 otrzymał DPOY.  Jak do tej pory żaden z guardów nie sięgnął po tą nagrodę...

 

 

 

 


Podziel się

CBA ZACZYNA ZMIENIAĆ OBRAZ LIGI

sobota, 28 lipca 2012 16:22

 

Michał Kajzerek

 

Zgodnie z zapisami nowej umowy zbiorowej ligi z zawodnikami - kolejne sezony NBA przetrą drogę finansowym zmianom, jakie mają zmusić zespoły do oszczędzania pieniędzy w dobie jednego z największych kryzysów w historii światowych rynków. Od sezonu 2013/2014 zespoły za przekroczenie salary-cap poniosą znacznie większe straty niż miało to miejsce dotychczas. Komisarz starał się przeforsować te zmiany od pierwszego dnia negocjacji nowego CBA. W ostatecznym rozrachunku właścieiele zespołów ugięli się pod naciskiem włodarzy ligi i z pokorą przyjęli nałożone na siebie obostrzenia.

 

Poniższa tabela przedstawia podatek, jaki w danym zakresie będą musiały zapłacić zespoły za jednego dolara. Incremental maximum jest granicą w przypadku każdej kategorii. Larry Coon bardzo rzetelnie wykonał swoje zadanie tłumaczenia wszystkich zapisów na język, który jesteśmy zdolni odkodować. Podaje on najprostszy przykład działania nowego systemu podatkowego NBA. Jeżeli dany zespół przekroczy granicę luxury-tax (70,3 miliony dolarów) o dajmy na to 12 milionów dolarów, zapłaci podatek w wysokości 21,25 milionów $$$. Rozłóżmy to na czynniki pierwsze, za 5 milionów dolarów z tej sumy zapłaci 7,5 miliona (granica tego przedziału), za kolejne pięć zapłaci 8,75 miliona. Pozostały jeszcze dwa miliony – czyli za każdego dolara z tych dwóch milionów zapłaci 2,50 dolara, co daje nam 5 milionów. Sumując wszystko: 7,5+8,75+5 = 21,25 Voilà!

 

 

Na zasadach obowiązujących obecnie za każdego jednego dolara płaci się jego równowartość. Zmiany mają pobudzić zespoły do rozsądniejszego wydawania swoich pieniędzy, również zapobiec próbom eksponowania swoich możliwości finansowych, które rodzą wiele dyskusji odnośnie marnotrawienia pieniędzy.

 

Według businessinsidera Mikhail Prokhorov przy ewentualnym pozyskaniu Dwighta Howarda – zapłaciłby podatek rzędu 143 milionów dolarów przez kolejne cztery sezony. Rosjanin przyznał, że jest gotów nie bez kozery oddać te pieniądze, jeżeli tyle kosztuje mistrzostwo. Już dawno przekroczyliśmy granicę absurdu, więc jakiekolwiek ograniczenia nie stają się szlabanem mówiącym wyraźne i sugestywne STOP, a wyzwaniem, które stawia w szranki miliarderów.

 

Dlatego tak bardzo cenimy zmyślny umysł Marka Cubana, który poznał ten biznes od podszewki. Nie jest pozornym filantropem i mimo wielkich pieniędzy, jakimi obraca – liczy każdy grosz. Po drodze zdążył odnieść sukces, więc nie możemy zaprzeczyć tej metodologii. W rozgrywki 2012/2013 Dallas Mavericks nie pakowali się z długoterminowymi kontraktami, które stałyby się kłopotliwe w przyszłym roku. Z jednej strony stracili kandydatów, z drugiej myśleli krok naprzód. W pewnym momencie jednak, szerokie grono ekspertów zaczęło wieszać psy na tym, co Cuban chce zbudować i w jaki sposób stara się to zrobić. Stracił Derona Williamsa, co automatycznie wiązało się z utratą Dwighta Howarda. Przykry los miało przypieczętować odejście Jasona Terry’ego do Bostonu.

 

To, co stało się później było kunktatorskim popisem analitycznego umysłu. Cuban podpisał roczne kontrakty z Chrisem Kamanem, Dahntayem Jonesem, Eltonem Brandem i Darrenem Collisonem oraz 2-letnią umowę z O.J.-em Mayo z opcją zawodnika na drugi rok. Zbudował na rocznych kontratkach drużynę, która może myśleć o fazie rozgrywek posezonowych, przygotowując zarazem salary-cap na kolejne letnie okienko transferowe. Według Ira Windermana z NBCSports, roczne kontrakty dla zadaniowców będą coraz bardziej powszechnym zjawiskiem.

 

Choć pod względem umiejętności strategicznych nie możemy w jednej lini z Cubanem postawić Garego Formana, to GM Bulls obrał mniej więcej podobą drogę tego lata. Bez kontuzjowanego Derricka Rose’a wszystko staje się trudniejsze. Rozgrywający powinien wrócić do gry w marcu. Chicago tymczasem opuścili Ronnie Brewer, C.J. Watson, Kyle Korver i Omer Asik. Roczne kontrakty z weteranami Nazrem Mohammedem i Vladimirem Radmanovicem potwierdzają hipotezę Windermana. Większy kredyt zaufania dostali Marco Belinelli oraz Kirk Hinrich. Obaj podpisali 2-letnie kontrakty.

 

Zaczynamy wyciągać wnioski z wprowdzenia nowej umowy zbiorowej i tak będzie przez kilka kolejnych lat. Już teraz jesteśmy w stanie podać kilka sensowncyh argumentów na to, iż finansowy segment wpływa chcąc nie chcąc na aspkety czysto sportowe w zdecydowanie większym stopniu, niż poprzednie CBA.


Podziel się

TELEWIZJADA, CZYLI RANKING HYPE'U PRZED SEZONEM 2012/13

piątek, 27 lipca 2012 21:25

 

Maciej Kwiatkowski

 

 

W czwartek NBA ogłosiła 82-meczowy terminarz i jak miło jest znów zobaczyć ciche poniedziałki, luźne wtorki czy krótkie czwartki. W poprzednim sezonie można było o tym zapomnieć ze względu na skrócony/napchany meczami terminarz, ale w te dni NBA zwykle nie rozgrywa więcej niż 5-6 spotkań. Wróciły też menelskie soboty, czyli ten jeden dzień, gdy NBA stara się nie planować pojedynków, które mogłyby nas zatrzymać przed wyjściem z domu wieczorem. Inaczej mówiąc - mamy z powrotem normalny terminarz. 

 

Razem z tym terminarzem swoją rozpiskę ogłosiły też trzy ogólnodostępne kanały transmitujące mecze na terenie USA - TNT, ESPN i ABC. Te przy wyborze spotkań kierują się przede wszystkim wartością rynkową zespołów, ilością gwiazd i wynikiem jaki dany zespół osiągnął w poprzednim sezonie. Ten pierwszy element zwłaszcza sprawia, że nawet nas kibiców w Polsce nie dziwią już sytuacje, w których New York Knicks będą mieć w sezonie 2012/13 tyle samo spotkań w "National TV" (25) ile Indiana, Philadelphia, Memphis i Atlanta razem wzięte.

 

Nie sztuką byłoby obliczyć stosunek meczów w "National TV" na sezon 2012/13 do ilości zwycięstw w sezonie regularnym 2011/12 (po dostowaniu 66-meczowego terminarza do standardowego 82-meczowego), aby uzyskać wiedzę na temat tego jak ważny jest w tym wszystkim Big Market. Postanowiłem jednak porównać ten stosunek do tego, który moglibyśmy obliczyć w lipcu zeszłego roku. Wtedy NBA ogłosiła planowo 82-meczowy terminarz, podczas gdy w obliczu trwającego lokautu przyjmowaliśmy go z ironicznym uśmiechem, albo śmiejąc się przez łzy, albo w ogóle go nie przyjęliśmy. Na tej podstawie spróbowałem zanalizować to jak wzrósł/zmalał "hype" na zespół i dlaczego tak się stało. Doprowadziło mnie to do całkiem sensownych wyników.

 

Tak właśnie powstała pierwsza wersja "Telewizjady", która pozwoli nam m.in. zauważyć jak ESPN/TNT/ABC oceniają wartość zmian, które nastąpiły w drużynach po zakończeniu ostatniego sezonu i jak ta wartość się ma do telewizyjnego potencjału drużyn  

 

1. Brooklyn Nets +44,4%. Od żadnego meczu pokazywanego w National TV w sezonie 2011/12 do 12 spotkań w sezonie 2012/13. Czarno białe loga z literką "B" wkraczają powoli na ulice Nowego Jorku, czapeczki raperów, billboardy. Tak oto powstała kolejna drużyna z dużego rynku. Się nie ma co śmiać. Wielki biznes i zawodnicy, na których Michaił Prochorow wyłożył tego lata bagatela 300 mln dolarów.

 

2. Minnesota Timberwolves +18,6%. Dwa słowa: Ricky Rubio. Rok temu NBA nie zaplanowała żadnego meczu T'Wolves w National TV. Teraz już nie popełniono tego błędu i Minnesota pokazana zostanie sześć razy. Sam styl gry Minnesoty to trochę takie 7SecondsOrLess oparte na playmakerze-wirtuozie, pick/rollach i grze kick/drive. To zawsze dobrze się ogląda ...albo przynajmniej raz na jakiś czas. Pieseczki zostaną pokazane sześć razy.

 

3. Indiana Pacers +13,4%. Kolejny naprawiony błąd. Pacers zatrzymali Roy'a Hibberta, George'a Hilla i powinni być drużyną na +50 zwycięstw jaką byli w poprzednim, skróconym sezonie, gdy nie pokazano ich w National TV ani razu. W nadchodzącym sezonie będą 7 razy. 

 

4. Oklahoma City Thunder +8,6%. To, że Thunder są warci oglądania wiedzieliśmy już co najmniej dwa lata temu. W poprzednim sezonie National TV zaplanowała 19 ich spotkań. Teraz okazało się, że Finały z udziałem Thunder biły rekord popularności - nawet jeśli głównie chodziło o to czy LeBron wygra/przegra. Aż 25 razy w National TV w sezonie 2012/13 - najwięcej obok Miami Heat, Los Angeles Lakers i New York Knicks. 

 

5. Los Angeles Clippers +5,4%. Nie stali się aż takim "Lob City" jak się spodziewano, ale Chris Paul i Blake Griffin to nadal Top10 największych gwiazd NBA. W lipcu dodali też talenty Granta Hilla i Lamara Odoma, którzy wciąż mają status gwiazd, nawet jeśli już nimi nie są. Dużo haterów (Lakers mają naprawdę dużo fanów), ale do oglądania. 23 razy w National TV.

 

6. Los Angeles Lakers +5.1%. Rok temu wg planu 25 razy w National TV. W tym roku też. W sezonie 2011/12 wygrali sześć meczów mniej niż w 10/11 (po uwzględnieniu proporcji), ale dodali do składu Steve'a Nasha i to będzie must see-TV. Nadal są drużyną zbierającą największą ilość fanów przed telewizorami. Gdyby tylko część z nich mogła zastąpić botoks może nie z pierwszych rzędów, ale z piątego czy nawet dziesiątego rzędu. 

 

7. Houston Rockets +4.8%. Jeremy Lin... niby, ale Rockets będą tylko dwa razy w National TV. Co ciekawe ESPN nie ma w planach pokazania 17 grudnia jego powrotu do Nowego Jorku. Będzie to poniedziałek, ale wszystko się jeszcze może zmienić i zapewne tak się stanie. 

 

8. Memphis Grizzlies +4.8%. Pokazali, że nie byli drużyną jednego sezonu i teraz wraz z powrotem Darrella Arthura (żartuję) oraz zdrowym od początku sezonu Zachiem Randolphem będzie ich ciut więcej - awans z 5 transmisji na 8 to wciąż awans. 

 

9. Philadelphia 76ers +3.9%. Sporo zmian w składzie - niewielka zmiana na plus jeśli chodzi o hype.  

 

10. Cleveland Cavaliers +3.8%. Siedem zwycięstw więcej (proporcje) - jeden mecz w National TV. Nieco dziwne, że nie znalaziono jednej/dwóch okazji więcej na pokazanie Kyrie'go Irvinga. 

 

11. New Orleans Hornets +3.4%. Zeszłoroczny terminarz ustalano jeszcze wtedy, gdy Chris Paul był w Nowym Orleanie. W tym sezonie Hornets pozostaną przy cyfrze "2" - Anthony Davis, Austin Rivers, Eric Gordon, Ryan Anderson. Przydałoby się ciut więcej. 

 

12. San Antonio Spurs +2.8%. Spurs awansowali z 14 na 16 transmisji, ale patrząc na to jak znakomitą ofensywnie byli drużyną w dwóch ostatnich sezonach regularnych i jak grali w swoje najlepsze dni - ciut za mało. Z drugiej strony - nigdy nie wiadomo co Gregg Popovich zrobi z minutami swoich gwiazd, więc to zawsze ryzyko brać mecze Spurs. 

 

13. Utah Jazz +2.5%. Osiem zwycięstw więcej, +2 dwie transmisje (6). Playoffy tego nie pokazały, ale w marcu/kwietniu, gdy zaczęli eksperymenty z ustawieniem swojej Big 3 (dosłownej Big 3) - byli jedną z moich ulubionych drużyn do oglądania. W czasach small-ballu było to interesujące doświadczenie, pójscię w drugą stronę - warte podglądania jak wizyta w parku dinozaurów z wycieczką klasową. 

 

14. Milwaukee Bucks +2.4%. Okej - Warriors mają zaplanowane 2 mecze mniej w National TV (8), a Bucks jeden więcej (2) niż w poprzednim sezonie. To telewizyjna wartość wymiany Andrew Boguta na Montę Ellisa? 

 

15. Miami Heat +0.1%. 25 i ...25. Na szczycie... popularności, gdy przegrywają. Już zeszły sezon regularny Heat był "cichym" sezonem - bez porównania z tym co działo się w 2010/11. Kolejny może być jeszcze cichszy bo wzmocnili się od czasu meczu nr 5 z Oklahomą. 

 

16. New York Knicks +0.1%. Najbardziej przehype'owany team NBA? A jakże. W tym roku - podobnie jak rok temu - mają najwyższy stosunek meczów w National TV do ilości zwycięstw z sezonu wcześniej. Gdyby zostawili w składzie Jeremy'ego Lina to ten stosunek byłby wyższy niż 0,532, ale nowojorskie media ścigają się w wymyślaniu WIELKICH historii, a i sam skład jest na tyle (Phil Jackson voice) "clumsy", że stwarza dodatkową dramę. Poza tym wszystkim - kibice. Może nie tworzą takiej atmosfery jak w Oklahomie, ale są przeciwieństwem śmiechu z sitcomów - gdy trzeba buczeć na Amare, będzie buczenie. Na plus.

 

17. Washington Wizards +0.1%. Powinni być lepsi w przyszłym sezonie, ale bycie Atlantą II to ich maksimum. Mają kilka telewizyjnych skarbów mniej po odejściu JaVale'a McGee, ale ten jeden, John Wall, czeka na odpalenie w National TV. To może być jego 'breakout year'. 

 

18. Charlotte Bobcats 0. Oj tam, oj tam. 

 

19. Detroit Pistons -0.1%. 30 zwycięstw w 10/11 - 1 transmisja w 11/12. 31 zwycięstw (proporcje) - 1 transmisja w 12/13.  

 

20. Golden State Warriors -0.1%. Vide Bucks (14 miejsce). 

 

21. Denver Nuggets -2.5%. Drink Team - dla nas grają ciut za późno, bo najczęściej zaczynają o 3-4. Szaleńcze tempo, niewiele obrony, dużo punktów. Kto rzucił przed chwilą? Nieważne, czkawka, kocyk, spanie. 

 

22. Boston Celtics -3.3%. 24 razy w National TV w poprzednim sezonie - tylko 19 w przyszłym. Podejrzewam, że na tym spadku zaważyła kombinacja ofensywy z trzeciej dziesiątki oraz telewizyjny skok Brooklyn Nets (+12) i Indiana Pacers (+7). 

 

23. Sacramento Kings -4.2%. Obok Kiciusiów i Raptors są jedyną drużyną, która nie zostanie pokazana ani razu w National TV. Przynajmniej kibice Kings nie będą musieli się wstydzić za przestarzałą (choć dla mnie nadal piękną) ARCO Arena. 

 

24. Toronto Raptors -4.5%. Jeden z moich trzech faworytów do kategorii "nowy fajny team, na którego oglądanie warto się załapać, zanim będzie go oglądać coraz więcej osób". Defense z górnej połówki ligi + Jonas Valanciunas rolujący do kosza. 

 

25. Portland Trail Blazers -6.3%. Spadli z 14 transmisji do 8. Już nie będą ulubionym teamem TNT. Brandon Roy ogłosił zakończenie kariery w grudniu, czyli wtedy gdy terminarz był już ustalony. Te sześć spotkań różnicy to jego zasługa, ale Trail Blazers nie wypadli wcale z rotacji. Mogliby oddać kilka spotkań Cavaliers, Rockets czy Raptors, choć Damian Lillard szybko może się okazać must-see TV. 

 

26. Dallas Mavericks -6.4%. Spadek z 23 do 16. I to "16" to wciąż wydaje się dużo za dużo. Po cichu Mavericks skompletowali jednak Contract Year Team, który będzie walczył o 6-7 miejsce na Zachodzie. O ile - i to wg mnie coś co może wyjść w trakcie sezonu - Dirkowi będzie się jeszcze chciało grać o pierwszą (max drugą) rundę playoffów. 

 

27. Chicago Bulls -6.5%. Kolano Derricka Rose'a:( 

 

28. Atlanta Hawks -9.9%. Nie patrzcie na to - zapewniam Was, że Hawks ze swoim nowym, szybkim zestawem combo-guardów (Lou,D.Harris,Teague i Jenkins) oraz wyprowadzającymi kontry Joshem S. i Alem H. będą dużo, dużo, dużo fajniejszym do oglądania teamem niż Hawks z Iso-Joe i kuprem Marvina Williamsa. 

 

29. Phoenix Suns -17.7%. Bez niespodzianek. Steve Nash. Spadek z 10 transmisji do tylko trzech. Dygresja: Będę teraz oglądał 82 mecze Marcina Gortata bez Nasha, ale z Michalem Beasley'em. Jeśli pewnego dnia w marcu notki przestaną się pojawiać, to prawdopodobnie odebrałem sobie życie. Ale oczywiście - będę mu kibicował, dla świętego spokoju. Jejjjj! Go Beasy!  :(

 

30. Orlando Magic -22.6%. Cóż - prawie cała seria I rundy z Pacers pokazana została w NBA.TV. To już był znak tego co czeka Magic bez Dwighta. Spadek z 14 do 2. Nic śmiesznego.

 


 


Podziel się

CO ORLANDO MAGIC MOGLI OBIECAĆ DWIGHTOWI

czwartek, 26 lipca 2012 19:44

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

 

"I'm glad this is finally over. It's not as easy as some people think. It's been very hard. We're talking a career-changing event. Most people don't see that."

 

Nie, to nie breaking-news. Nie mamy dobrych informacji. Są to słowa, które 16 marca wypowiedział Dwight Howard po tym jak złożył podpis pod rezygnacją z odstąpienia od kontraktu po sezonie 2011/12.

 

Obecnie ta decyzja postrzegana jest jako największy błąd w jego karierze. Pomyślmy: jeszcze przed rozpoczęciem sezonu 2011/12 Howard chce wymiany do New Jersey Nets, zanim w lipcu 2012 roku stanie się niezastrzeżonym wolnym agentem. Jest to mniej więcej Melodrama II, z tym, że Melo mówił o Nets i o New York Knicks. Następnie na koniec trade deadline Howard rezygnuje z zostania niezastrzeżonym wolnym agentem i praktycznie przedłuża swój kontrakt z Magic na sezon 2012/13. Wszystko dzieje się pomimo tego, że cały czas chce trafić na Brooklyn.

 

Ciężko to zrozumieć, nie? Nie tylko bowiem Howard zmienia zdanie trzykrotnie, aby w końcu podjąć decyzję sprzeczną ze swoim interesem, ale w zasadzie, jak się potem okazało, kłamie podczas konferencji prasowej, mówiąc o przedkładaniu lojalności wobec klubu ponad własny interes ("I'm very loyal and I've always put loyalty above anything."). Doprawdy ślicznie, anty-LeBron... I choć pisałem jeszcze w lutym/marcu, że przy dobrym wietrze Orlando Magic z Howardem w środku byliby w stanie postawić się Miami Heat i wygrać 2-3 mecze w serii (Howard jest najlepszą bronią w NBA na Jamesów, Durantów, Wade'ów i Westbrooków tej ligi - dlatego Nets/Lakers chcą go tak bardzo), to mówienie o zdobyciu mistrzostwa z Magic zakrawało wtedy na poważne urojenia. A mówienie o budowie mistrzowskiej drużyny na 2012/13 zahaczało z kolei o wcześniejsze decyzje Otisa Smitha i brak zrozumienia podstawowych prawideł CBA.

 

Dlatego jednak, że wszystko to wygląda tak niezrozumiale, nie trudno przejść na drugą stronę  i zastanowić się czy ktoś tak sympatyczny i dobroduszny jak Dwight nie padł przypadkiem ofiarą managementu Magic. Oczywiście, jako najbardziej dominujący center ligi, tym bardziej powinniśmy wymagać od niego aby podejmował męskie decyzje. Z drugiej strony pamiętamy przecież jak jeszcze dwa lata temu zarzucaliśmy mu, że nie walczy o pozycje pod koszem, że jego półhak wygląda jak wyjmowanie miodu z dziupli, albo to co nadal możemy mu zarzucić - nie próbuje uzyskać psychicznej przewagi nad rywalami i stłamsić ich, choć ma ku temu doskonałe warunki.

 

W marcu mogło być jednak tak, że Alex Martins (na zdjęciu przodem), który z początkiem tego roku kalendarzowego praktycznie przejął obowiązki Smitha, przekonał Howarda do następującego rozwoju wypadków: słuchaj, nie mamy na stole dobrego dealu i nie chcielibyśmy tracić cię tak po prostu w lipcu. Zrezygnujesz więc z odstąpienia od umowy, dograsz sezon do końca, a my przehandlujemy cię z końcem czerwca do Nets i wtedy wyciągniemy może coś więcej.

 

Dobry Dwight przekonać się dał. Ma miękkie serce. To, że nie odstąpił od kontraktu, samo w sobie mogło dodatkowo wymusić lepsze oferty. Na zasadzie: zobaczcie, mówi o lojalności, daje nam szansę, musicie się więc naprawdę postarać, aby wyjąć go od nas przed 2012/13. Byłaby to udana pr'owa zagrywka ze strony Howarda: odchodzę za mistrzostwem, ale starałem się, abyście mieli z mojego transferu jak najwięcej.

 

Ta iluzja mogła okazać się skuteczna - choć nie możemy być naiwni i pamiętajmy też, że GM'owi/agenci mają swoje kanały informacji - gdyby nie to, że już miesiąc po konferencji prasowej zaczęły pojawiać się raporty ESPN, Yahoo! czy Jarroda Rudolpha z RealGM (kumpel Howarda) o tym, że Howard JEDNAK żałuje swojej decyzji i nadal chce odejść.

 

Nie tylko jednak Howard mógł nie mieć zaufania do managementu Magic, ale z pewnością nie miał go GM Nets Billy King, który pozbył się wtedy w marcu wysokiego picku w drafcie (ostatecznie był to nr 6), aby sprowadzić Geralda Wallace'a. Być może więc King nie był jednym z tych, którzy wiedzieli o potencjalnym planie Magic i Howarda. Musiał mieć za to coś pewnego, jakiś wabik na Derona Williamsa, gdyby w czerwcu nie udałoby mu się wykorzystać picku nr 6 + Brooka Lopeza/MarShona Brooksa, aby dokonać wymiany z Magic.

 

Przyjmując, że taki scenariusz faktycznie miał miejsce, Howard i tak się nie popisał. Miał okazję kombinować z Magic do końca, ale tego nie zrobił. Teraz nie słychać nic o lepszych ofertach i mamy sytuacją patową, która może nie zmienić się aż do rozpoczęcia sezonu. Co gorsze dla Howarda - Magic nie grają już z nim w jednej drużynie.

 


 


Podziel się

PODSUMOWANIE PRZYGOTOWAŃ REPREZENTACJI USA DO IGRZYSK

środa, 25 lipca 2012 19:07

 

Maciej Kwiatkowski

 

 

USA - Dominikana 113:59

USA - Brazylia 80:69

USA - Wielka Brytania 118:78

USA - Argentyna 86:80

USA - Hiszpania 100:78

 

 

 

1. Ekstremalny small-ball bez ekstremalnych efektów 

 

Jako największy minus amerykańskiej kadry wskazywana jest powszechnie krótka rotacja podkoszowych graczy. Mike Krzyzewski nie maksymalizuje jednak czasu gry swoich centrów. Postanowił nie robić z tego pięty achillesowej i postawił na small-ball, którego nie widzieliśmy jeszcze nigdy w wykonaniu reprezentacji USA. Nie widzieliśmy też szczerze mówiąc czegoś takiego w playoffach NBA. A jeśli już to na poszczególne posiadania, między timeoutami, w końcówkach spotkań.

 

Minuty, które mają w tegorocznym Teamie USA Tyson Chandler (13/mecz) i Kevin Love (12/mecz) zostałyby w optymalnych warunkach zastąpione przez Dwighta Howarda i Chrisa Bosha. Nie wychodziliby oni jednak obok siebie w pierwszej piątce. Mike Krzyzewski podczas Igrzysk w Pekinie i MŚ w Turcji, szedł juz razem z nowym trendem używania wysokich niskich skrzydłowych jako starterów na pozycji silnego skrzydłowego. Ten trend nie jest jednak wcale znowu taki nowy w europejskim baskecie. W Bałkanach czy Litwie hodowano stretch-fours zanim Cliff Robinson nauczył się wiązać buty.

 

Carmelo Anthony, Kevin Durant, LeBron James - każdy z nich rozpoczynał karierę jako niski skrzydłowy i na tej pozycji zaczynał też ostatni sezon. Wiemy jednak, że Anthony był najefektywniejszy po obu stronach boiska, gdy zaczynał mecze jako silny skrzydłowy w końcówce ostatniego sezonu regularnego. Wiemy, że najgroźniejsze ofensywnie line-upy Thunder to te z Durantem na czwórce i wiemy też, że Miami Heat pokonali Thunder w ich własnej grze, grając praktycznie przez całe Finały z Jamesem jako silnym skrzydłowym na lewym post-up. W tym momencie postawiłbym pieniądze na to, że za 3 lata od teraz każdy z tej trójki będzie zaczynał mecze na pozycji nr 4. James najprawdopodobniej będzie robił to już od przyszłego sezonu; Anthony być może też, jeśli Amar'e Stoudemire dalej będzie zaliczał regres; Durant z kolei może już wtedy, gdy Thunder nie wyrównają za rok oferty kontraktu dla Serge'a Ibaki. 

 

Podczas Igrzysk Krzyzewski może jednak posunąć rozwijające się trendy do ekstremum. To właśnie robił w sparingach. Widzieliśmy więc bardzo często line-upy, w których Melo-Durant-James (lub Andre Iguodala) tworzyli trio skrzydłowych obok dwóch guardów. Nie dysponuję statystykami tych line-upów, ale w trakcie meczu z Hiszpanią widzieliśmy stat niezastąpionego Johna Schuhmanna z nba.com - Amerykanie przegrali 115:116 te 58 minut w pierwszych czterech meczach, gdy nie było na parkiecie Chandlera, Love'a lub Anthony'ego Davisa. Gdy przeszli do niskiego line-upu w pierwszej kwarcie meczu z Hiszpanią, widzieliśmy jak cierpiały przez to rotacje z tyłu obrony i gra na pomocy pod koszem. Ibaka miał trzy czy cztery dunki po penetracji podwojonego Jose Calderona, nie napotykając w drodze nad obręcz żadnej przeszkody. Póki co jest to więc seksowne, nowoczesne ustawienie, które gra ...hmm na remis.

 

2. "Forcing turnovers is the new rim protection" 

 

W pięciu meczach sparingowych Amerykanie zbierali bardzo dobre 79% piłek na bronionej tablicy. Nie mam dokładnych statystyk dotyczących tego jak zbierały niskie line-upy, ale poza Andersonem Varejao w meczu z Brazylią (klasa światowa na ofensywnej desce, top3 per-36 w ostatnim sezonie NBA), nie było wrażenia, że te niskie line-upy były dominowany na bronionej tablicy.

 

Każda taka zbiórka w obronie niższego gracza pozwalała mu za tood razu uruchomić kontratak. To jedna droga w kierunku największego game-changera turnieju olimpijskiego, czyli szybkiego ataku Teamu USA. Drugą jest presja w obronie. Widać było jak zmieniały się mecze z Brazylią i Hiszpanią, czy nawet z Argentyną, gdy Amerykanie siadali na rywalu agresywnie w obronie. Czy jest to możliwość switchowania każdego pick/rolla, gdy nie ma na boisku Love'a (Chandler jest jednym z najlepszych w lidze w tym względzie), czy jest to krycie wysokich od piłki (np Carmelo na Luisie Scoli czy James na Pau Gasolu) - te dwa elementy sprawiają, że rywale mają jeszcze bardziej utrudnione możliwości wykreowania dobrej pozycji do rzutu. Póki co 69% ich celnych trafień z gry było asystowanych. Bliższa linia za trzy, gorszy spacing, aktywna pomoc - nie ma tu miejsca na grę jeden na jednego przeciwko USA.

 

W pięciu sparingach zaliczyli aż 74 przechwyty i  wymusili 107 strat. Odejmijmy mecz z Argentyną (13 strat) i jest to 23,5 straty w meczu, który trwa 40 minut. Amerykanie wymuszali więc w tych meczach straty w około 25-30% bronionych posiadań. Nie ze wszystkich meczów były dostępne statystyki punktów z kontrataku, ale generalnie wiemy mniej więcej jak kończą się straty dla rywali... 

 

3. Rotacja - cztery grupy 

 

Po pięciu sparingach można podzielić Team USA na cztery grupy. Krzyzewski używał dotychczas siedmiu starterów (Carmelo, Kobe, Chandler, James, Paul, Williams, Durant) - to pierwsza grupa. Drugą grupę, a raczej samodzielną jednostkę stanowi ...Russell Westbrook (hej, to nawet by pasowało...), który nie rozpoczął żadnego meczu w pierwszej piątce, ale regularnie pojawia się już w pierwszej kwarcie, zmieniając najczęściej Kobe'go Bryanta i grając jako rzucający obrońca obok Chrisa Paula lub Derona Williamsa.

 

Siedmiu starterów + Westbrook wydaje się stanowić trzon reprezentacji na Londyn. W trzeciej grupie mamy Love'a i Andre Iguodalę, którzy też dostawali minuty w każdym spotkaniu, ale nie mają regularnej roli i ich czas gry zależeć będzie od kłopotów z faulami podstawowej rotacji, czy konkretnego matchupu. Co ciekawe, obaj są póki co liderami tego teamu w liczbie zbiórek na minutę. W czwartej grupie mamy natomiast Jamesa Hardena i Anthony'ego Davisa - odpowiednio - 11 i 12 gracza w tym składzie. Ich minuty wzrosną w przypadku jakiegoś urazu kogoś z pierwszej dziesiątki. 

 

4. Statystyki po pięciu sparingach. 

 

Kevin Durant (131 minut - 3 razy w piątce) 

 

0.58 z gry - 0.55 za 3 

 

* 1. w trójkach (16/29 - 0.55)
* 1. w zbiórkach (25 - 5.0)
* 2. w punktach (87 - 15.6)
* 2. w blokach (4 - 0.8)
* 5. w asystach (11 - 2.2)
* 5. w przechwytach (6 - 1.2) 

 

LeBron James (129 - 5) 

 

0.59 z gry - 0.50 za 3 

 

* 1. w punktach (101 - 20.2)
* 1. w asystach (21 - 4.2)
* 1. w przechwytach (12 - 2.4)
* 2. w zbiórkach (24 - 4.8) 

 

Kobe Bryant (104 - 5) 

 

0.40 z gry - 0.28 za 3 

 

* 3. w przechwytach (9 - 1.8)
* 5. w punktach (47 - 9.6)
* 6. w asystach (10 - 2.0) 

 

Deron Williams (98 - 2) 

 

0.50 z gry - 0.33 za 3 

 

* 2. w asystach (19 - 3.8)
* 6. w punktach (44 - 8.8) 

 

Carmelo Anthony (95 - 2) 

 

0.52 z gry - 0.40 za 3 

 

* 3. w punktach (71 - 14.2)
* 4. w zbiórkach (18 - 3.6) 

 

Chris Paul (90 - 3) 

 

0.44 z gry - 0.50 za 3 

 

* 2. w asystach (19 - 3.8)
* 2. w przechwytach (10 - 2.0) 

 

Russell Westbrook (88 - 0) 

 

0.42 z gry - 0.20 za 3 

 

* 4. w punktach (56 - 11.2)
* 4. w asystach (14 - 2.8)
* 4. w przechwytach (7 - 1.4) 

 

Andre Iguodala (74 - 0) 

 

0.50 z gry - 0.44 za 3 

 

* 5. w zbiórkach (17 - 3.4)
* 5. w przechwytach (6 - 1.2) 

 

Tyson Chandler (66 - 5) 

 

0.71 z gry 

 

* 2. w blokach (4 - 0.8)
* 5. w zbiórkach (17 - 3.4) 

 

Kevin Love (60 - 0) 

 

0.53 z gry - 0.25 za 3 

 

* 3. w zbiórkach (21 - 4.2) 

 

James Harden (38 - 0) 

 

0.47 z gry - 0.36 za 3 

 

Anthony Davis (27 - 0) 

 

0.67 z gry - 1.00 za 3 

 

* 1. w blokach (5 - 1.7)

 

 


 


Podziel się

KEVIN LOVE ZOSTAWIŁ OTWARTĄ FURTKĘ

wtorek, 24 lipca 2012 18:02

Michał Kajzerek

 

David Kahn przestał odgrywać rolę jednego z największych nieudaczników na stanowisku Generalnego Menadżera i obrał nieco inną drogę, przejawiajacą oznaki wykorzystywania zdrowego rozsądku. To dobrze dla Minnesoty, dla Ricka Adelmana i Kevina Love’a, na których karb spadło zadanie sprowadzenia wielkiej koszykówki do Minneapolis. W tym konkretnym przypadku oznaczać to może awans do rozgrywek posezonowych, ale cel ogranicza, więc lepiej jest po prostu się nim nie kierować. Kahn nie postępował tak agresywnie, jak Daryl Morey. De facto zrobił wszystko, co mógł w kwestii Nicolasa Batuma, lecz nie reagował przesadnie, gdy sytuacja stała się patowa.

 

Zaufał natomiast Brandonowi Royowi, ściagnął z Rockets Chase’a Budingera, z CSKA Alexeya Shveda, podpisał również umowę z Anthony Randolphem i Antohny Tolliverem, ściągnął z salary-cap kontrakt Darko Milicica i oddał Martella Webstera. Pozyskanie Grega Stiemsmy to tylko formalność, bowiem Celtics podpisali Jason Collinsa, co jest równoznaczne z faktem, że Danny Ainge nie wyrówna oferty kontratku przedstawionej przez Kahna. Nicolas Batum byłby perełką w koronie letniego okienka transferowego Wilków. Jego brak w rotacji Wolves na kolejny sezon może rodzić wątpliwości, co do skuteczności działań Kahna. Jego przeciwnicy znajdą wystarczająco dużo argumentów, by stwierdzić, iż postępowal zbyt zachowawczo. To jest jedna strona medalu, druga przedstawia zupełnie inną perspektywę.

 

Kevin Love i Ricky Rubio na początku minionych rozgrywek zrobili na ligowych parkietach niemałe zamieszanie połączeniem atletyzmu i szybkości na jedynce oraz solidności i dobrej egzekucji na czwórce, którą jesteśmy skłonni podpiąć pod mój ulubiony termin – stretch four. Najprawdopodobniej doszli w Minnesocie do wniosku, że najważniejsze komponenty całego systemu już mają i potrzeba tylko podzespołów, które uczynią go niezawodnym i bliższym poszukiwanej perfekcji. Decyzje GM-a Wolves są na tyle przejrzyste, iż możemy łatwo okreslić, jaką drogę w Minneapolis obrali, bez niepotrzebnego jej kwestionowania. Próba czasu zweryfikuje zarówno efektywność tej drogi, jak i rzetelność w jej kontynuowaniu.

 

W międzyczasie Kevin Love będzie trzymał rękę na pulsie, aby w razie kolejnych niepowodzeń zmienić otoczenie. Zawodnik nigdy nie składał dożywotnich deklaracji wobec Leśnych Wilków. Mimo, iż traktowany jest jako franchise-player tej ekipy, nie ma zamiaru nakładać sobie kajdanek, które będą siłą trzymały go w Minnesocie. Przyznał niedawno, że jest zadowolony, iż nie podpisywał długo-terminowej umowy. Słowa te mogły odrobinę zaniepokoić koszykarską część społeczności Minnesoty, w której pamięci świeże są jeszcze doświadczenia z innym Kevinem. Warto w tych okolicznościach zwrócić uwagę na fakt, iż Love pozostaje jedynym graczem kadry USA nie znającym smaku rozgrywek posezonowych.

 

To determinuje także jego nastawienie. Głód sukcesu daje o sobie znać coraz bardziej. Love przyznał, że nie potrafi spojrzeć w oczy kolegom z reprezentacji, gdy Ci entuzjastycznie opowiadają o swoich playoffowych wojażach. W Minnesocie podjęli odpowiednie kroki, by spełnić oczekiwania silnego skrzydłowego, który za 4 kolejne sezony dostanie 62 miliony dolarów. – Czuje, że potrzebujemy zmian, aby wskoczyć na poziom wyżej. Chciałbym w tym uczestniczyć – mówi Love. – Wszyscy na to zasługują, zwłaszcza fani. Musimy podążąć z zespołem w odpowiednim kierunku. Jeżeli Ricky i Roy będą zdrowi to myślę, że będzie dysponować naprawdę dobrą ekipą. Potrzebujemy jednak weteranów. W szatni nie zawsze panowała dobra atmosfera. Jeżeli poprawimy tę sytuację, to możemy iść dalej naprzód – dodaje.

 

W kontrakcie Kevina znajduje się opcja gracza w ostatnim sezonie obowiązywania umowy. W wieku 27 lat Love będzie w swoim primie-timie, zatem możemy oczekiwać, iz kilka ekip wyczyści salary-cap, aby skusić go propozycją nowego kontartku. To sprytne posunięcie nakłada na zespół z Minneapolis pewne ograniczenie czasowe, które w świadomości zespołu nie istniało odkąd do Bostonu przeniósł się Kevin Garnett. Kahn działał powoli i absurdalnie, bez poczucia jakiegokolwiek obowiązku względem fanów, którzy oczekiwali na wielki basket w Target Center. Decyzja Love’a zdjęła wszystkim klapki z oczu: Hej! Mamy świetnego trenera, parę graczy, których stać na wielkie rzeczy, musimy skompletować tę ekipę.

 

- Mam nadzieję, że uda nam się odmienić ten obraz. W minionym sezonie w pewnym momencie walczyliśmy o ósme miejsce i to było wspaniałe doświadczenie. Wszystko uległo zmianie, gdy kontuzji doznał Ricky. Mam nadzieję, że gdy wszystko będzie na swoim miejscu znów włączymy się do walki. Ja cieszę się z decyzji, które podejmowałem do tej pory – kończy.

 

Przekonamy się dziś co pokażą, a czego nie pokażą nam Krzyzewski i Scariolo.



 


Podziel się

MARC GASOL NIE JEST FANEM TEAMU USA. DZIŚ MECZ Z HISZPANIĄ

wtorek, 24 lipca 2012 15:56

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Dziś o godz. 21.30 naszego czasu (Canal Plus Sport, NBA TV) rozpocznie się ostatni sparing Teamu USA - mecz na który ostrzymy sobie apetyty, ale musimy też w tym samym czasie hamować je, biorąc pod uwagę to, że spotkanie może okazać się jedną wielką zasłoną dymną. Hiszpanie bowiem naprawdę myślą, że są w stanie pokonać USA i ciężko odmówić im racji. Grają ze sobą w tym składzie praktycznie od 10 lat i mają chemię jakiej kolejna wersja Teamu USA nie wypracuje do połowy sierpnia.  

 

Ostatni mecz z Argentyną pokazał, że jeśli postawisz się Amerykanom, tak jak zrobił to Luis Scola w drugiej kwarcie, to mogą się zagotować. Strata przewagi w czwartej kwarcie pokazała też, że ten team nie stanowi jeszcze zwartej grupy, gotowej wcisnąć pedał gazu i przytrzymać go do końca. Jeśli postawisz strefę - mogą zacząć rzucać z dystansu i może trafisz akurat na dzień, gdy nie będą rzucali ze skutecznością 38,2% jak ostatnio (13/34). Możesz też spowolnić grę na ofensywnej tablicy czy dograniami do post-up, mając duet podkoszowych z Top30 graczy na świecie + jednego Serge'a Ibakę. Jeśli to pomoże wprawić w kłopoty z faulami Tysona Chandlera, to Mike Krzyzewski póki co częściej jako rezerwowego centra używa LeBrona Jamesa niż Kevina Love'a czy Anthony'ego Davisa.

 

Hiszpanie mogą czuć się dosyć pewnie po tym jak pokonali w piątek Argentynę 105:85, ale musimy też pamiętać, że wcale nie brak Ricky'ego Rubio (Jose Calderon ze swoim rzutem może być lepszą opcją dla tego teamu niż Ricky, niemający u Sergio Scariolo tyle swobody co w NBA), ale kłopoty z kontuzjami Juana Carlosa Navarro mogą być poważniejszym problemem Hiszpanów. Kompletnie zdrowi nie są też Marc i Rudy Fernandez.

 

Przekonamy się dziś co pokażą, a czego nie pokażą nam Krzyzewski i Scariolo.



 


Podziel się

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18718199

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0