Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 693 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




YAO MOŻE WRÓCIĆ W PRZYSZŁYM SEZONIE

poniedziałek, 31 sierpnia 2009 16:28
Maciej Kwiatkowski

źródło: archnemesis.com


Taką to o to wiadomość podał niedawno ESPN. Jeszcze to trochę potrwa i wcześniej niż w lutym, to nie ma szans na to, by wrócił, ale Houston Rockets nie są jeszcze tacy straceni w przyszłym sezonie. Jeśli poczuliście, że zatrzęsła się ziemia - to tylko miliard chińskich kibiców Yao odetchnęło z ulgą. To nie jest na pewno kontuzja, która zakończy jego karierę.


Szybciej przebiega też rehabilitacja Tracy'ego McGrady'ego i być może będzie gotów do gry już w grudniu.


W każdym razie czekając na rekonwalescentów, Rockets mają zacząć grać szybko. To ciekawe, bo dotychczas zarzynali tempo. Aaron Brooks i Luis Scola powinni być gwiazdami tej drużyny, ale mimo wyrównanego składu to może być za mało. Tutaj by się nawet przydał taki Von Wafer do zdobywania punktów. W każdym razie small-ball wydaje się być jedynym rozwiązaniem, bo inaczej Rockets rzucaliby po 70-80 punktów. Tak czy inaczej - Rockets to chyba największa zagadka na Zachodzie w sezonie 2009/10.

Podziel się

BEZ KOMENTARZA - BOXSCORE ZACHA

niedziela, 30 sierpnia 2009 18:54
Michał Górny

żródło @TFB


Podziel się

BILL LAIMBEER WRACA DO NBA

niedziela, 30 sierpnia 2009 10:47
Maciej Kwiatkowski

źródło: Getty Images


Kurt Rambis szykuje sobie sztab asystentów do pracy w Minnesota Timberwolves i były gracz Los Angeles Lakers połączy siły z jednym ze swoich największych rywali z końca lat 80-tych, Billem Laimbeerem z Detroit Pistons. Do ekipy Rambisa dołączy jeszcze Reggie Theus, a dopełni ją Dave Wohl.

Laimbeer nie pracował jeszcze przy NBA, ale na początku lata tylko z tego powodu zrezygnował z prowadzenia kobiecej drużyny Detroit Shock. Z Shock zdobył trzy tytuły mistrzowskie w ciągu siedmiu lat pracy. Cieszę się, że tą robotę dostał, bo jeszcze kiedyś z pewnością zobaczymy go przy linii bocznej w roli głównej i chciałbym, żeby było to w zespole, któremu przy okazji będę kibicował. Musiał jednak od czegoś zacząć, bo mistrzostwa zdobywane w lidze kobiet na nikim wielkiego wrażenia nie zrobiły. Laimbeer, z tego co wiadomo na pewno, ubiegał się właśnie o stanowisko głównego trenera w Minnesocie, ale nie znalazł się nawet w ścisłym "finale".

Reggie Theus to z kolei były asystent Ricka Pitino w Louisville, który potem zabłysnął pracą na uczelni New Mexico State. Miał pecha prowadzenia Sacramento Kings w ostatnich latach i w swoim drugim roku pracy został zwolniony po 24 meczach sezonu 2007/08.

Tak więc więcej gwiazd mają teraz Timberwolves na ławce niż na boisku. Przed nimi ciężki rok. Gordan Giricek i Devin Brown w sezonie 2005/06 w Utah Jazz - bo tak to nie pamiętam, kiedy ostatni raz zespół NBA miał tak słabo obsadzoną pozycję rzucającego obrońcy. Mają jednak być może najbardziej utalentowany frontcourt w lidze, w osobach Kevina Love'a i Ala Jeffersona, a teraz pozyskali kogoś kto nauczy ich kolejnych kilku sztuczek. Dotychczas robił to Kevin McHale, czyli Celtic z krwi i kości, a teraz będą robić to hardy "Jeziorowiec" i nieustępliwy "Bad Boy" - wszystko to podkoszowi najlepszych klubów drugiej połowy lat 80-tych. Jefferson i Love powinni płacić składki.

Dołączam też klasyczny klip zamieszek między "Bad Boys" a Boston Celtics, aby ...zniechęcić Was trochę do Laimbeera. Jest też tam wewnętrzne starcie Larry'ego Birda z Dennisem Rodmanem.


Podziel się

LIDER ASYST 2007/08 W NCAA ZAGRA W ...TUROWIE

sobota, 29 sierpnia 2009 19:43
Maciej Kwiatkowski

Nie piszemy o lidze polskiej i nawet ku temu nie aspirujemy, ale myślę, że to ciekawa sytuacja, w której wicemistrza Polski, Turów Zgorzelec wzmocni w przyszłym sezonie niejaki Jason Richards. Tak jak Rafał dzisiaj pisał, że każda wielka gwiazda potrzebuje swojego Scottie'go Pippena - tak Stephen Curry w sezonie 2007/08, gdy wyrobił sobie imię w turnieju NCAA, miał swojego Pippena właśnie w osobie Jasona Richardsa.

Uczelnia Davidson z malutkiej konferencji Southern Conferrence (południowy wschód USA) była wtedy "kopciuszkiem" i spełniała - spełniła swój amerykański sen docierając aż do Elite Eight, czyli grona najlepszych ośmiu drużyn akademickich w USA. Tam uległa zaledwie dwoma punktami późniejszym mistrzom z Kansas, gdzie brylował m.in. Brandon Rush z Indiany. Gwiazdą tamtej drużyny Davidson był oczywiście Curry, ale motorem napędowym zespołu był biały rozgrywający Jason Richards, który ze średnią 8.1 asysty w meczu był najlepiej podającym w całej NCAA! A mówimy tutaj o największej lidze na świecie, w której grają aż 342 zespoły.


Richards był w tamtym sezonie seniorem, ale nie dostał się do Draftu 2008. Mimo tego Pat Riley, znany ze swojej słabości do Chrisa Quinna, postanowił dać szansę Richardsowi na obozie przygotowawczym Miami Heat i jeszcze wczesnym latem, na samym początku lipca 2008 podpisał z nim niegwarantowany kontrakt. Richards nie dotrwał jednak obozu, bo zerwał więzadła w kolanie, co wykluczyło go z gry na sezon 2008/09. Heat jednak zachowali się bardzo dobrze, bo zaproponowali mu rehabilitację pod okiem swoich lekarzy. Teraz Richards zagra w Turowie i jeśli odzyska formę, to w Zgorzelcu powinni mieć z niego naprawdę wielki pożytek.


Podziel się

NAJLEPSZY BUZZER BEATER EVER?

sobota, 29 sierpnia 2009 18:34
Maciej Kwiatkowski

Grecki blog GreekHoopz wrzucił to do siebie na stronę i aż nie wypada tego ominąć. Georgi Tsintsadze z estońskiego klubu Tartu Rock zrobił coś takiego kilka dni temu w meczu Gruzji z Irlandią. Jako, że rzut Isiah Ridera nie był buzzer beaterem to nie mogę sobie przypomnieć bardziej ekwilibrystcznego zakończenia kwarty:




Podziel się

SZYMON SZEWCZYK: GRAM W BUTACH MOJEGO OJCA, NIE SCOTTIEGO PIPPENA

sobota, 29 sierpnia 2009 15:56
Maciej Kwiatkowski


Szymon Szewczyk przyjechał dzisiaj do swojego rodzinnego Szczecina, by promować EuroBasket i w okolicach Wałów Chrobrego poprowadzić warsztaty podczas kolejnej edycji turnieju Streetball Challenge Vestas. Jako, że to tylko dwa kroki ode mnie skorzystałem z sytuacji, by zadać trochę pytań graczowi, którego kiedyś w rozgrywkach juniorskich zatrzymałem na 13 punktach (wierzę do dziś, że był to jego najgorszy mecz na drodze PKK Szczecin do Mistrzostwa Polski Juniorów w 2000 roku), no ale który też przeleciał mi nad głową i wsadził z góry w ostatnich sekundach tego spotkania, a potem wziął ślub z moją "szkolną miłością" ze Słupska. Miałem więc na pewno kilka powodów, by tam nie iść.


Ostatni mecz reprezentacji rozbudził apetyty kibiców przed EuroBasketem. Niektórzy gracze po spotkaniu nie chcieli rozmawiać z prasą, co można wytłumaczyć sportową złością po przegranej w ostatnich minutach. Jaka była atmosfera w szatni?

Szymon Szewczyk: Na pewno było kilka spraw, które wyniknęły i przesądziły o tym, że przegraliśmy ten mecz. Tak naprawdę w szatni kilku z nas było nieźle wkurzonych na tą porażkę. Przesądziły tak naprawdę dwie akcje, w obronie, w ataku. Wynik końcowy był naprawdę sprawą otwartą. Choć wynik o tym nie świadczy, my czuliśmy się po spotkaniu jak lepszy zespół.

Brałeś w lipcu kolejny raz udział w rozgrywkach Ligi Letniej - nie udało się dostać do NBA. Czy to Cię nie zniechęciło? Czy zamierzasz spróbować jeszcze raz?

To sprawa otwarta. Nie mówię tak, nie mówię nie. Te dwa tygodnie, gdy tam jadę są dla mnie wielkim wydarzeniem. Skauci Milwaukee Bucks obserwują wielu zawodników na świecie i mi po prostu przysłali taką propozycję. Nie mogli mi jednak obiecać, że będę dużo grał. I tak było. Kto wie.. Zawsze będę mógł jednak pomyśleć w przyszłości, że byłem i spróbowałem.

Czy są zawodnicy z NBA, na których grze starasz się wzorować?

Nie, nie ma takich graczy. Od zawsze powtarzam, że jedynym zawodnikiem, na którym naprawdę się wzorowałem jest mój ojciec (Mirosław Szewczyk, rzucający obrońca, były reprezentant Polski przez 24 lata związany z Pogonią Szczecin - przyp. red.). Oczywiście były ważne w moim życiu takie postacie jak Michael Jordan. Miałem kiedyś też koszulkę Scottie'go Pippena, ale w ich butach nie grałem. W mojego taty butach tak.

7 września starciem z Bułgarią zainaugurujecie Wasz występ w rozgrywkach EuroBasket 2009. Czy mieliście już jakieś spotkania z trenerem, na których oglądaliście mecze Waszego pierwszego rywala?

Nie, nic jeszcze nie oglądaliśmy. Z trenerem jeszcze nic nie robiliśmy w tym kierunku, ale sami za to staramy się śledzić jak spisują się nasi rywale w sparingach. Mamy dostęp do internetu, mamy ich mecze na płytach. Trener się z tego bardzo cieszy, że sami wychodzimy z taką inicjatywą. Mecz z Turcją, jednym z naszych przeciwników w grupie, pokazał też, że musimy się skupić na końcowych minutach meczów.

No właśnie. W meczach z Turcją, Hiszpanią i w pierwszym meczu z Chorwacją przegrywaliście spotkania dopiero w ostatnich minutach. Czy wykrystalizował się już w kadrze zawodnik, któremu możecie ze spokojem oddać piłkę w decydujących akcjach?

Nie, wydaje mi się, że nie. Musimy grać zespołowo i tylko zespołowo możemy wygrać. W jednym meczu szansę może dostać jeden zawodnik, a w innym drugi. Nie jest powiedziane, że akurat konkretna osoba ma decydować o naszych losach i wykańczać akcje. Nie ma takiego gracza.

Czy macie więc jakieś specjalne zagrywki na ostatnią minutę meczu?

Mamy, ale nie będę o nich mówił, bo na pewno nas podsłuchują (śmiech).

A czy były one już wykorzystywane?

Były i niekoniecznie tylko w końcówkach meczów, ale też i na koniec kwart, na koniec akcji. Nie będę jednak zdradzał szczegółów, bo czyhają tylko na to skauci innych zespołów.

Szymon, wydaje się, że Maciej Lampe i Marcin Gortat stanowić będą duet zawodników zaczynających mecze w pierwszej piątce. Czy ma dla Ciebie znaczenie czy zaczynasz spotkania w piątce czy na ławce?

Nie ma to dla mnie znaczenia i nie robi mi to żadnej różnicy. Mówi się przecież, że koszykówka to męski sport. Mimo tego, że kobiety też pięknie potrafią grać w koszykówkę. Mówi się też jednak jeszcze jedną rzecz: Nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz. Nieważne więc czy zacznę w piątce, ważne dla mnie czy będę na boisku w decydujących momentach.

Szymon, czy zdarza Ci się oglądać rozgrywki NBA?

Jak najbardziej! Kiedy tylko mam na to możliwość.

A gdybyś miał powiedzieć kto jest najlepszym koszykarzem na świecie: Kobe Bryant czy LeBron James?

Jakbym miał wybrać tylko jednego? Zawsze lubię filozofować, czasem obraca się to oczywiście przeciwko mnie. Kobe i LeBron to są dwaj rózni zawodnicy, mimo że grają na podobnych pozycjach. Jeden jest szybszy, drugi jest silniejszy. Jeden lepiej rzuca za trzy, drugi ma lepszą penetrację pod kosz, ale... według mnie... Dobra niech będzie - Kobe Bryant.

Mimo swojego pokaźnego wzrostu częściej w meczach rzucasz za trzy, niż wsadzasz piłkę z góry. Co wolisz oglądać podczas Weekendów Gwiazd w NBA: konkurs wsadów czy konkurs trójek?

Konkurs trójek... Opowiem o takiej jednej sytuacji. Trener Saso Filipovski (trenował Szewczyka w zeszłym sezonie w Lokomotiwie Rostów - przyp. red.), który pracował zresztą w Polsce powiedział mi kiedyś: "Szymon, jesteś jedynym graczem jakiego znam, który ma 210 cm, gra na pozycji centra i który non-stop doskonali rzut za trzy. Ja cały czas widzę Ciebie za trójką". Ja mówię, że dzieje się tak przez mojego ojca, który zawsze grał na dwójce. Zresztą ja sam jeszcze za czasów juniora w Szczecinie grałem czasem nawet i jako rozgrywający. Bardziej pewnie czuję się po prostu w grze przodem do kosza.

Czy więc próbowaliście na treningach wariantu, w którym Ty i też lubiący rzucać za trzy Maciej Lampe gracie w jednym ustawieniu z Marcinem Gortatem?

Tego akurat nie. Zostawiam dobór koncepcji trenerowi.


Podziel się

KOSZULKA TYGODNIA: PAU GASOL aka CONQUISTADOR

sobota, 29 sierpnia 2009 14:29
Rafał Niewiadomski

źródło: examiner.com


Słów kilka o Pau Gasolu. W okresie, kiedy Kobe'go wypchnięto na piedestał, gdzie coraz głośniej słychać o tym, że jest w stanie przejąć schedę po Jordanie, jest ktoś dzięki komu Kobe może być teraz tam gdzie jest. MJ miał swojego Pippena. Kobe ma swojego Gasola.


źródło: SFGate.com

 

Bądźmy szczerzy. Jordan bez Pippena, O’Neal bez Bryanta, Duncan bez Ginobilli’ego i Parkera, Garnett bez Pierce’a i Allena. Oni wszyscy nie zdobyliby mistrzostwa gdyby nie gracze wymienieni w drugiej kolejności. I z tym trzeba się pogodzić. Przy czym nie twierdzę, iż ci gracze nigdy nie zdobyliby bez nich w ogóle mistrzostwa. Potrzebowaliby jednak do tego nowych "Pippenów," a liczba mistrzostw mogłaby być zupełnie inna i nie tak pokaźna. A z tytułami mielibyśmy takie ekipy jak Lakers’91, Trailblazers’92, Knicks ’93, Jazz’98, Trailblazers’00 itd.


Dla Jeziorowców, Kobe'go i milionów fanów tej organizacji dzień 1 lutego 2008 przejdzie do historii jako moment odrodzenia się Lakersów. Tego dnia nie zapomnę do końca życia. Tego dnia poczułem, że już niebawem, nadejdzie moment, kiedy wszyscy "hejterzy" i krytycy zamilkną. Gasol momentalnie zmienił grę Jeziorowców. Od pierwszego meczu. Właściwie już w jego debiucie przeciwko Nets, po kilku zagraniach z Kobe’m można było odnieść wrażenie, jakby grali ze sobą od wielu lat. Od tego momentu Lakers nie przegrali nigdy trzy razy z rzędu. Od tego momentu rządzą na Zachodzie. Choć wówczas najlepsze bilanse mieli Spurs i Hornets. Znamy dalej całą historię. Play-offs 08 przeszli jak burza, ale przegrali w Finałach. Tegoroczny sezon był dla nich sezonem prawdy. Pomimo straty Andrew Bynuma grali swoje. Twardsi w defensywie. W ataku przygotowani wreszcie na walkę. Dzięki temu doświadczeniu zostali mistrzami, przy okazji wykorzystując potknięcie Cavaliers i problemy z kontuzjami Celtics. Ale bądźmy szczerzy. Nawet gdyby te ekipy awansowały do Finałów, Lakers by to wygrali, ponieważ w ich oczach od 1 meczu sezonu widać było to co widzieliśmy rok temu w oczach graczy Celtics. Tą sportową złość, głód, który za wszelką cenę doprowadzi cię do zwycięstwa wczesniej czy później. Szczególnie było to widać w meczach sezonu regularnego z w/w Celtics i Cavs, którzy wtedy na 99% byli głównymi rywalami Lakers do zdobycia mistrzostwa. Do reszty spotkań Jeziorowcy czasami nie podchodzili tak jak powinni o co Maciek tutaj słusznie często miał do nich pretensje.


Wróćmy jednak do Gasola. Pau to idealny gracz, jaki mógł trafić się Kobemu z wielu względów.


1. Osobowość. To strasznie mądry i poukładany człowiek. Po karierze koszykarskiej czeka go prawdopodobnie praca lekarza. Jego rodzice byli/są lekarzami. On sam grając jeszcze w Europie uczęszczał do szkoły medycznej, gdzie był prymusem. Angielski znał jeszcze zanim pojawił się w USA. Dla dziennikarzy szokiem było to jak biegle władał tym językiem, niejednokrotnie używając sformułowań, których nie powstydziliby się… amerykańscy doktorzy. Sporo czyta, m.in. dzieła Ryszarda Kapuścińskiego! Generalnie wie jak postępować w życiu, stąd z jego strony nie padły nigdy słowa, które zaszkodziłyby jemu samemu czy organizacji, dla której gra. Wojny w mediach Shaqa i Kobe'go wynikały głównie z tego, że obaj nie dorośli wtedy do tego, do czego doszli. Sukcesy ich przerosły i rynek medialny w L.A. ich pochłonął. Z Gasolem takie coś nie przejdzie. Bo to raz, że inna osobowość niż Shaq, a dwa, że jest w stanie poświęcić się dla dobra zespołu. Przez okres gry w Lakers tylko raz wyraził swoje niezadowolenie z małej ilości rzutów jakie oddaje - w serii z Rockets. Ale stało się tak, ponieważ Gasol słusznie zauważył, że jest za mało wykorzystywany, i że granie przez niego przynosi lepszy skutek. Zrobił to więc dla dobra drużyny a nie dla podreperowania swojego ego.


2. Poświęcenie, wola zwycięstwa. Ze świecą szukać tak utalentowanego gracza, który byłby druga opcją w zespole. Z powodzeniem był zresztą pierwszą opcją w Grizzlies.


Wystarczyło 7 lat by Pau pobił niemal wszystkie klubowe rekordy Grizzlies. Właściwie mógł wtedy spokojnie mówić, że „Memphis to ja”. Robił tam na parkiecie wszystko. Do sukcesów zabrakło mu właśnie takiego „Pippena”. Do dziś pamiętam, jak niektórzy w niego wątpili gdy dołączał do Lakers. Pisali: „3 lata pod rząd przegrywał w playoffs do 0, i teraz ma coś wygrać? No way”. Tak to wtedy faktycznie wyglądało, ale Grizzlies pechowo wpadali na świetnych Spurs. No i poza Shane'm Battierem, Pau naprawdę nie miał tam wsparcia. Jakież zatem musiało być dziwienie, gdy już w pierwszych playoffs z Lakers, Gasol wygrał więcej spotkań niż przegrał w swojej całej posezonowej karierze z Grizzlies.


Niemniej to, że Gasol potrafi osiągać sukcesy było widać już w koszykówce Fibowskiej. Osiągnął wiele i łatwiej jest napisać czego nie osiągnął w zawodowej koszykówce. Z reprezentacją Hiszpanii wygrał Młodzieżowe Mistrzostwa Europy, Wicemistrzostwa Europy, Mistrzostwo Świata z seniorami, srebro w Pekinie. Zdobył też mistrzostwo Hiszpanii, był MVP, wybierany był do najlepszych piątek w Eurolidze, Najlepszym Graczem Europy. Później przełożyło się to na NBA i został Rookie of The Year, wybierano go do All Star Game, do najlepszych piątek sezonu regularnego, wreszcie przyszedł czas na mistrzostwo NBA.


Brakuje mu w zasadzie Mistrzostwa Europy (2 lata temu przegrali pechowo finał z Rosją), które może zdobyć w tym roku w Polsce, złota na Olimpiadzie, oraz wygrania Euroligi. Co najważniejsze, Pau ma serce do gry. Shaq po kolejnych tytułach odpuszczał, tył, tracił wolę zwyciężania. W wakacje można go było spotkać albo w jadalni, albo na plaży. A z Gasolem jest inaczej. Po zdobyciu mistrzostwa, drugim sezonie NBA, kończonym w czerwcu, Pau stwierdził, że nie zostawi kadry swojego kraju na zbliżających się ME w Polsce i zamierza zagrać by zdobyć w końcu prymat w Europie. Stwierdził, że wystarczająco wypocznie po sezonie NBA i zagra. Ma to swoje minusy, bo Gasol może być zmęczony w przyszłym sezonie NBA. Jednak gdyby nie ta wola zwyciężania, nie doszedłby tam gdzie jest teraz. I o tym powinni wiedzieć fani Lakersów bo za to go pokochali.


3. Talent, praca i predyspozycje. To co osiągnął, nie byłoby możliwe, gdyby nie talent jaki posiada podparty pracą. Gasol przy wzroście 215cm porusza się lepiej niż nie jeden PF. Nienaganna praca nóg, w ogóle technika. Repertuar jego zagrań w ataku bije na głowę wszystkich wysokich w USA razem wziętych. Może przesadziłem, ale ci kórzy widzieli tegoroczne finały NBA łapali się za głowy. Żeby tego wszystkiego było mało, Hiszpan jak mało który center w lidze grozi rzutem z półdystansu. Czasami nawet zdarza trafić mu się z dystansu. Do tego Gasol potrafi zbierać i dużo widzi. Prawdopodobnie jest najlepszym podającym wśród wysokich. Tylko Shaq i Kevin Garnett są w stanie dorównać mu pod tym względem. To powoduje, że jest graczem kompletnym na swojej pozycji, do tego na tyle uniwersalnym, że bez problemu może grać zarówno jako center jak i skrzydłowy. W zasadzie gdyby Tex Winter miałby stworzyć idealnego wysokiego do trójkątów, to skopiowałby Gasola.


4. Regularność. Przyznam się bez bicia, że wcześniej rzadko widziałem Gasola w akcji. Mecze Grizzlies widziałem sporadycznie. Więcej widziałem spotkań reprezentacji Hiszpanii na MŚ w 2006 roku, gdzie Hiszpanie tryumfowali ale to też mała dawka. Jednak od pamiętnego 1 lutego widziałem jakieś 95% spotkań Pau w barwach Lakers i jedno rzuca się mocno w oczy. Regularność. 18-9. Gasol niemal zawsze robi swoje. Czasem zdarzy mu się słabszy dzień w ataku, ale wtedy doda 10 asyst i zbiórek. I tak cały sezon. Bodajże tylko 2-krotnie Gasol nie zdobył 10 punktów, odkąd gra w koszulce Lakersów. Rzadko kiedy rzuca też więcej niż 30. Po prostu robi najczęściej swoje 18-9 i jest w tym prawie tak regularny, jak swego czasu był Tim Duncan.

5. IQ. Koszykarskie IQ. Widziałem wiele spotkań. Widziałem wiele zagrań. Ale gdy oglądam jak gra Gasol, mam wrażenie, że za każdym razem uczę się od niego czegoś nowego. W koszykówce trzeba myśleć. I uważam, że Gasol jest jednym z najlepiej myślących wysokich na świecie. Predyspozycjami i umiejętnościami Gasolowi wielu gości nie odstaje. Różni ich jednak to, że Gasol na boisku myśli, przewiduje pewne zagrania. Takich przykładów mam masę z jego części kariery, którą mam okazję śledzić uważnie, dzięki temu, że jest Jeziorowcem.


Pamiętam, że bodajże pod koniec lutego zeszłego roku Lakers zawitali do Amway Arena. Już w pierwszej kwarcie Magicy rzucili 44 punkty, trafiając niemal każdą trójkę i dominując pod koszami za sprawą Dwighta Howarda. Nie było Andrew Bynuma, Kobe miał problemy z małym palcem i wydawało się, że Lakers tego nie wygrają. A jednak, wtedy swój show zaczął Gasol.


Wymusił faule w ataku Howarda, wpędził go w foul trouble, dzięki temu Lakers mogli narzucić swój sposób gry i wygrali w końcu to spotkanie. Gasol rzucił 30 punktów na skuteczności 12/15. Oczywiście swoje też zrobił Kobe ale to Pau był ojcem sukcesu. Po raz pierwszy wtedy, chyba od 4 lat, ktoś inny niż Kobe był wybawcą tej drużyny i to był pierwszy tak wyraźny sygnał tego, że nastały inne czasy. Później był mecz w Phoenix z Suns. Debiut Shaqa, mecz transmitowany na całe Stany. Pamiętam, że atmosfera przed tym meczem była bardzo gęsta, prawie tak jak przed Finałami NBA. Lakers nie mieli odpowiedzi na duet Shaq-Amare. Wydawało się, że pod koszami zostaniemy zniszczeni. Ponownie wyszła mądrość Gasola. Skoro w obronie nie mogliśmy przeciwstawić się sile Suns trzeba było narzucić im swoje granie w ataku. I Gasol tego dnia w ataku zagrał niemal perfekcyjnie. Wykorzystywał szybkość w pojedynku z Shaqiem, biegał szybciej do kontr i dzięki temu wygrał ponownie jego zespół. Takich spotkań, zagrań z jego strony, kóre w końcowym rozrachunku przeważały szalę zwycięstwa jest naprawdę dużo.

 


Próbowałem znaleźć jeden mix, który oddałby istotę sprawy. Opisał jakoś grę Gasola w skrócie. Jest ciężko bo za dużo jego zagrań widziałem. I każdy mix jest za mały. Warto obejrzeć jednak coś takiego:



Tu niemal w każdym zagraniu widać to o czym pisałem wyżej. Można zobaczyć w tym krótkim miksie jaki ma repertuar zagrań pod koszem, jak biega do kontry, jak się ustawia w ataku, jaką ma pracę nóg, technikę. W każdym zagraniu wychodzi to czego nie mają dzisiejsi centrzy w NBA, szczególnie ci amerykańscy. Pau dzięki temu, że jako młodzieniec grał jako rozgrywający, musiał dobrze panować nad piłką, pracował nad techniką. Do tego nie zaniedbano go pod tym względem gdy stał się centrem. Jeżeli ktoś uważnie oglądał tegoroczne Finały, to widział różnicę. Sam Howard to przyznał, że już po pierwszym spotkaniu zaczął studiować dvd z zagraniami Gasola. Takie podstawy, jak nie opuszczanie piłki poniżej obręczy barkowej, których brakowało w grze Dwighta, zadecydowały o wyniku serii. Amerykanin mądry po szkodzie, chciałoby się rzec. Podobno te wakacje mają stać pod znakiem pracy nad techniką supermana, jak wyjdzie zobaczymy.


Co warto wiedzieć jeszcze o Gasolu?



Jest produktem Jordanowsko-dreamteamowskim. To oznacza, że zachorował na basket w 1992 roku przy okazji Igrzysk w Barcelonie, gdzie Jordan i spółka pokazali światu czym jest prawdziwa koszykówka. Za idola miał oczywiście MJ’a, a jego największym marzeniem było zagrać przeciwko niemu, co zresztą miało miejsce gdy był jeszcze Niedźwiedziem. Działa społecznie pod egidą UNICEF. Pochodzi z Saint Boi de Liubengrad, 80 tysięcznego miasta leżącego na południe od Barcelony.


Podczas Mistrzostw Swiata 2006, gdzie Hiszpanie zdobyli złoto dorobił się ksywy Konkwistador, za sprawą brody. Zresztą większość Hiszpanów zapuściło wtedy brody i cały zespół nazywano Konkwistadorami (conquistador = zdobywca).


Kobe nie mógł trafić lepiej. Zastanawiałem się w niemistrzowskich latach Lakers, kogo powinien mieć KB u swojego boku by zdobyć mistrzostwo. Nie spodziewałem się, że to będzie Pau Gasol. Zresztą kto się spodziewał. Zatem, jeżeli znajdziecie się na meczach Hiszpanii na tegorocznych ME, delektujcie się grą Gasola. Nie zawsze trafia się okazja by zobaczyć na żywo u siebie gwiazdę tego formatu.


Podziel się

TOP 10 CIRCUS SHOTS W SEZONIE 2008-09

sobota, 29 sierpnia 2009 11:17

Podziel się

ZAPOWIEDŹ EUROBASKET 2009: BUŁGARIA - PIERWSZY RYWAL

piątek, 28 sierpnia 2009 21:17
Maciej Kwiatkowski


źródło: basketball-nba.info

Skoro już zostaliście w domu w piątek wieczorem....


Jeśli największą gwiazdą jest trener, to nie świadczy to najlepiej o sile talentu drużyny. Pini Gershon ma do dyspozycji tylko kilku zawodników europejskiej klasy, ale rok temu Bułgarów zlekceważyli Włosi i to oni niespodziewanie będą oglądać tegoroczny EuroBasket sprzed telewizorów.

Bułgaria będzie pierwszym rywalem naszej reprezentacji na EuroBaskecie. Jest to też największa niewiadoma grupy "D". Choć Bułgaria aż 23 razy brała udział w ME, to tegoroczny występ będzie dopiero drugim od 16 lat. Izraelski trener Pini Gershon stoi przed niezwykle trudnym zadaniem, ale podjął się go zupełnie świadomie, czyniąc to w hołdzie swojemu ojcu, który urodził się właśnie w Bułgarii.

Gershon to jeden z najlepszych trenerów w Europie, świetny motywator i jedna z najbardziej charyzmatycznych, choć zarazem kontrowersyjnych postaci w europejskim baskecie. Za swoją pracę szkoleniowca nie bierze żadnych pieniędzy, a sprowadził za sobą z Maccabi Tel-Awiw sztab asystentów.

Grający na pozycjach 2/3, Filip Widenow i kapitan kadry Todor Stojkow to dwaj najlepsi zawodnicy bułgarskiej kadry. To ich gra zadecyduje o ewentualnej niespodziance jaką byłoby odniesienie choćby jednego zwycięstwa w Polsce. Widenow był najlepszym strzelcem zespołu podczas EuroBasketu 2005, gdy w trzech przegranych grupowych meczach zaliczał średnio ponad 22 punkty. Uznawany w Bułgarii za "złotego chłopca", Widenow miał podczas zeszłorocznych kwalifikacji problemy ze zdrowiem. Doznał złamania kości w rzucającej dłoni podczas meczu z Finlandią i nie zagrał w dwóch ostatnich spotkaniach. Jego udział w tegorocznym EuroBaskecie również stał pod znakiem zapytania, po tym jak Widenow doznał urazu oka w końcówce sezonu.

To znakomity snajper z dystansu, który niemal indywidualnie potrafił ograć Włochów w zeszłorocznych kwalifikacjach. Przez rok był też kolegą Michała Ignerskiego w hiszpańskim Caja San Fernando. Grający obok niego Stojkow to z kolei 32-letni leworęczny weteran, który choć nie przebił się w Europie, to nawet lepiej niż Widenow potrafi sprostać trudnym momentom i brać na siebie ciężar gry w ostatnich sekundach spotkań. Stojkow to ulubieniec bułgarskich mediów, wielka osobowość i prawdziwy lider w szatni i na boisku. Dziennikarze z kraju naszych rywali przyznają, że Bułgaria bez Stojkowa jest jak Polska bez Marcina Gortata czy Turcja bez Hedo Turkoglu...

Rozgrywającym Bułgarii jest naturalizowany Amerykanin Earl (E.J.) Rowland, którego Gershon wybrał w ostatniej chwili zamiast Andre'go Owensa. Żaden z tych dwóch zawodników nie prezentuje jednak klasy, jaką gwarantował Bułgarom na pozycji nr 1 Ibrahim Jaaber. Ten jak już wiadomo nie może przyjechać do Polski ze względu na ograniczenia jakie we wrześniu nakłada na niego muzułmański Ramadan. Jaaber w tym miesiącu nie może jeść i pić, aż do zachodu słońca. Rok temu federacja bułgarska przekładała nawet godziny spotkań z 18.00 na 21.00, by Jaaber miał okazję zjeść posiłek i nabrać sił tuż przed spotkaniem.

Rowland w zeszłym sezonie rozegrał ponad 40 spotkań w barwach niemieckiego Telekom Baskets Bonn, gdzie zdobywał średnio 13 punktów i zaliczał 4 asysty w meczu. Jego zmiennikiem jest utalentowany Bożydar Abramow z Pamesy Walencja. Jednak rok spędzony na ławce hiszpańskiego klubu nie podziałał na niego dobrze i Abramow był cieniem samego siebie podczas niedawnych Mistrzostw Europy U-20.

Im bliżej pod kosz, tym gorzej dla reprezentacji naszych grupowych rywali. Bliźniacy, Dejan i Kalojan Iwanow to utalentowani młodzi zawodnicy, ale sprawiający Gershonowi problemy wychowawcze. Podczas zgrupowania zostali nawet na dwa dni odsunięci od drużyny. Dejan Iwanow zaczyna mecze w piątce na pozycji silnego skrzydłowego. Bardzo agresywny zawodnik, który świetnie czuje się w grze na tablicach. Podobny, bardzo dobry zmysł do walki na deskach ma jego brat Kalojan, który dwa lata temu zaliczył 20 zbiórek w jednym meczu hiszpańskiej ACB. Kalojan Iwanow częściej gra jednak jako niski skrzydłowy, choć wobec braku dobrych graczy podkoszowych zdarza się, że ta dwójka operuje razem pod tablicami.

Bułgarzy mają bowiem tylko jednego przyzwoitego centra w składzie i największym problemem kadry są właśnie środkowi, czyli walka na tablicach i obrona pod koszem. Stefan Georgiew zaczyna mecze w pierwszej piątce, ale warunkami fizycznymi i atletycznością nie dorównuje centrom pozostałych drużyn EuroBasketu. Georgiew to syn Petkany Makawiejewy, która jest jedną z największych legend bułgarskiej koszykówki. Przed nim jednak niełatwe próby mierzenia się w grupie z mocnym kwartetem podkoszowych Litwy, Marcinem Gortatem i Maciejem Lampe czy Turkiem Oguzem Savasem.

Przed Bułgarią więc ciężkie zadanie osiągnięcia celu minimum jakim jest awans do drugiej rundy grupowej. Klucz do ograniczenia ofensywnych poczynań tego zespołu to powstrzymanie duetu Widenow - Stojkow. I choć Bułgaria może co najwyżej aspirować do miana "czarnego konia" EuroBasketu, to w żadnym wypadku nie można lekceważyć drużyny prowadzonej przez takiego szkoleniowca jak Pini Gershon.

ROZGRYWAJĄCY:

ROWLAND, Earl (190 cm, rok ur. 1983 - Telekom Baskets Bonn)
ABRAMOW, Bożydar (196, 1990 - Pamesa Walencja)

OBROŃCY:

Filip WIDENOW (196, 1980 - CB Granada)
Todor STOJKOW (198, 1977 - Łukoil Academic)
Iwan LILIOW (196, 1988 - BC Rilski Sportist)
Czawdar KOSTOW (196, 1988 - Łukoil Academic)

SKRZYDŁOWI:

Kalojan IWANOW (205, 1986 - Manresa)
Dejan IWANOW (205, 1986 - Premiata Montegranaro)
Dimitar ANGEŁOW (202, 1979 - Łukoil Academic)
Zlatin GEORGIEW (196, 1985 - BC Lewski Sofia)

ŚRODKOWI:

Stefan GEORGIEW (206, 1978 - BC Lewski Sofia)
Bojko MLADENOW (212, 1981 - BC Lewski Sofia)
Tenczo BANEW (209, 1980 - Łukoil Academic)


Podziel się

ZAPOWIEDŹ EUROBASKET 2009: NIEMCY - ERA BEZ DIRKA

piątek, 28 sierpnia 2009 16:07
Maciej Kwiatkowski

źródło: FibaEurope.com


Nikt w Niemczech nie ma pretensji do Dirka Nowitzkiego o to, że zrezygnował z tegorocznego udziału w EuroBasket 2009. Jedyny europejski MVP w historii NBA spotkał się już nawet z odmłodzoną, niemiecką kadrą i ponoć wziął nawet udział w jednym z jej treningów. Niemcy przyjeżdżają do Polski głównie przetestować młodzież. Bez większych oczekiwań. Bez aspiracji nawet na wyjście z grupy.


Od 2001 roku Nowitzki łączył długie sezony w NBA z grą w reprezentacji Niemiec. To głównie jemu nasi zachodni sąsiedzi mogą zawdzięczać takie sukcesy jak brązowy medal Mistrzostw Świata w 2002 roku czy srebro na EuroBaskecie cztery lata temu. Od równo dekady silny skrzydłowy z Wurzburga jest ikoną i wszystkim co najlepsze w niemieckiej koszykówce, choć warto pamiętać, że przed nim gwiazdą w NBA był inny skrzydłowy, Detlef Schrempf. A już największym sukcesem "Bundesteamu", i to osiągniętym bez udziału Schrempfa było sensacyjne zdobycie złotego medalu Mistrzostw Europy w 1993 roku. Tacy koszykarze jak Christian Welp, Henrik Roedl czy Henning Harnisch nie dają się tak łatwo wymazać z pamięci.

Nieznany jest dokładny powód absencji Nowitzkiego, ale z pewnością wpływ na nią prócz kolejnego, długiego sezonu w NBA mogą mieć prywatne kłopoty gracza Dallas Mavericks. Niemieccy dziennikarze nie boją się jednak postawić tezy, że 31-letni MVP sezonu 2006/07 w NBA może już nigdy nie zagrać w koszulce reprezentacji swojego kraju. Tylko sześć najlepszych drużyn EuroBasketu awansuje do przyszłorocznych Mistrzostw Świata w Turcji, a kadra Niemiec w obecnym kształcie nie jest nawet blisko, by marzyć o takim osiągnięciu.

W Niemczech chwali się jednak decyzje trenera Dirka Bauermanna o odmłodzeniu składu, a grze reprezentacji cały czas towarzyszy nutka podekscytowania. Wszystko to przez dołączenie do kadry dwójki koszykarzy, którzy błyszczeli w niedawno zakończonych Mistrzostwach Europy U-20.

Najlepszym strzelcem tej imprezy był bowiem Niemiec, 20-letni Robin Benzing (na zdjęciu), którego od kilku lat prześwietlają już skauci z NBA i wróżą mu tam świetlaną przyszłość. Niektórzy nawet nazywają go już "drugim Nowitzkim". Mierzący 209 cm Benzing to naturalny niski skrzydłowy. Nie silny skrzydłowy, który próbuje swoich sił na obwodzie, ale gracz, który zdecydowanie lepiej czuje się w grze przodem do kosza. To, że Bauermann wystawia go na pozycji nr 3 w pierwszej piątce kadry świadczy też, że nie wynik, ale ogranie młodych zawodników będzie dla Niemców najważniejsze na turnieju w Polsce.

Benzing cały poprzedni sezon spędził jeszcze w drugiej lidze, gdzie był jednym z najlepszych strzelców i dopiero tego lata pozyskał go pierwszoligowy Ratiopharm Ulm. Klasę jeszcze niżej grał w ubiegłym roku czarnoskóry Elias Harris, ale ostatni miesiąc był z pewnością jego najlepszym w karierze. Najpierw Harris ustalił warunki przenosin za ocean, gdzie przyjdzie mu grać na bardzo dobrej uczelni Gonzaga. Potem był jednym z wyrózniających się graczy ME U-20, a w ostatnich tygodniach zachwycał w sparingach swoimi umiejętnościami atletycznymi i już bardzo dobrą defensywą. Bauermann nie boi się używać mierzącego 201 cm Harrisa jako defensora na najlepsze dwójki, trójki rywali.

Reprezentacja Niemiec ma też nadal w swoim składzie kilku reprezentantów, którzy już zdążyli sobie wyrobić nazwiska. Za rozegranie cały czas odpowiedzialny jest 28-letni Steffen Hamann - dobry obrońca pozbawiony przebojowości w ataku. Taką agresywną grę prezentuje za to jego zmiennik, 25-letni Heiko Schaffartzik - jedyny gracz w składzie naszych sąsiadów, który potrafi sobie po dryblingu wypracować pozycję do rzutu. Trzecią jedynką jest natomiast superszybki, ale mierzący ledwie 180 cm Per Gunther. Playmaker nazywany w Niemczech "Strusiem Pędziwiatrem" miał swoje pięć minut w meczu sparingowym przeciwko Chorwacji, gdy nie dawał sobie z nim rady rozgrywający Milwaukee Bucks, Roko Ukić, który z kolei bez problemu radził sobie wcześniej z naszymi obrońcami.

Na pozycji rzucającego obrońcy w piątce wychodzi doświadczony, 30-letni Desmond Greene, który jednak poza niezłą defensywą i rzutem za trzy punkty z czystej pozycji nie bardzo potrafi zagrozić w ofensywie drużynom przeciwnym. Pozycję wyżej, za Benzingiem gra z kolei też ograny już w kadrze Konrad Wysocki, który dopiero co podpisał kontrakt z Turowem Zgorzelec.

Pod tablicami trener Bauermann może znowu liczyć na 34-letniego Patricka Femmerlinga i trzy lata młodszego Svena Schultze. Ten drugi obok mierzącego 213 cm Jana Hendrika Jagli i Benzinga jest największym zagrożeniem ofensywnym w niemieckiej kadrze. Tegoroczny team Bauermanna stawia bowiem zdecydowanie na rzuty za trzy i wykorzystywanie każdej nadażającej się okazji do przeprowadzania kontrataków. Jest to zupełnie inny wariant gry niż w latach poprzednich, ale dzięki temu tą mieszankę rutyny i młodości ogląda się zaskakująco dobrze.

Niemcy zagrają w chyba najsłabiej obsadzonej grupie "B", w której za rywali będą mieć Rosję bez Andreia Kirilenki i J.R.'a Holdena, Łotwę, która przegrała ponad 20 punktami z Macedonią oraz zwycięzcę rywalizacji pomiędzy Belgią a Francją. Niespodziewanie rodzi się więc szansa przed drużyną niemiecką na wyjście do drugiej rundy grupowej. Jeśli jednak do tego nie dojdzie, to ekipa, którą zobaczymy w Polsce stanowi początek nowej epoki dla Niemców - epoki bez Dirka Nowitzkiego. Bez presji na wynik, z szybką grą i być może z kolejnym "Nowitzkim" w składzie.

ROZGRYWAJĄCY:

Steffen HAMANN (190 cm, rok ur. 1981 - ALBA Berlin)
Heiko SCHAFFARTZIK (183, 1984 - New Yorker Phantoms Brunszwik)
Per GUNTHER (179, 1988 - Ratiopharm Ulm)

OBROŃCY:

Desmond GREENE (185, 1979 - Brose Baskets Bamberg)
Elias HARRIS (201, 1989 - Gonzaga)

SKRZYDŁOWI:

Robin BENZING (209, 1989 - Ratiopharm Ulm)
Sven SCHULTZE (206, 1978 - Monferrato)
Konrad WYSOCKI (202, 1982 - Turów Zgorzelec)
Jan-Hendrik JAGLA (213, 1981 - Joventut Badalona)

ŚRODKOWI:

Patrick FEMMERLING (216, 1975 - bez klubu)
Tim OHLBRECHT (211, 1988 - Brose Baskets Bamberg)
Yassin YIDBIHI (208, 1983 - Limoges)


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 718 194  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18718194

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0