Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 717 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




NIEMCY VS IZRAEL, CZYLI NO TAK TO NIEMCY JESZCZE NIE GRALI

środa, 31 sierpnia 2011 22:11

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

(1-0) NIEMCY - (0-1) IZRAEL 91:64 (40:26)

 

Ten sam Izrael, który tak koronkowo rozgrywał atak pozycyjny w jednym ze sparingów z Polską, nie tylko nie mógł odnaleźć tego samego w pierwszym meczu EuroBasketu, ale pozwolił Niemcom wyglądać jak kandydaci do medalu.



Podstawowe założenie Niemców zostało spełnione. Zarówno Dirk Nowitzki, jak i Chris Kaman byli jednymi z najlepszych graczy całego dnia. Nowitzki zdobył 25 punktów (10/14) w 27 minut gry, a Kaman zrobił 18 punktów i zebrał 10 piłek w zaledwie 21 minut. Nowitzki od pierwszej kwarty trafiał niemal wszystko z mid-range, a Kaman hasał pod tablicami próbując, jak to on, a to pół-haku, a to rzutu, a to gdzieś znalazł się pod koszem i dobrze się rozepchnął.



Drugie założenie - pozostali gracze wniosą coś do gry. I wnieśli. Trio na pozycjach 2/3 - Robin Benzing, Philipp Schwettheim i Johannes Herber, trafiło aż 7 z 11 rzutów z dystansu, niejednokrotnie po bardzo ładnym rozegraniu, kończonym touch-passem do rogu (Benzing) lub na lewe skrzydło (Herber). Gdy Niemcom zaczęło siedzieć w trzeciej kwarcie, Nowitzki mógł tylko spojrzeć po kolegach i samemu poczuć, że ten jeden raz na pięć-sześć spotkań, nie wszystko musi być uzależnione od niego i od Kamana.



Izrael gra w zasadzie bez centra, co zresztą jest ogromnym problemem tej nacji od czasu, gdy zestarzał się Yaniv Green i skończył udawać, że potrafi grać piątkę. Niemcy zebrali AŻ 91% piłek na swojej tablicy, za co w dużej mierze odpowiedzialny jest Kaman, który po prostu zdominował pozycję centra (z drugiej strony - Izrael nie ma centra, więc Kaman nie miał w zasadzie co dominować, ale że Kaman to organizm wyjątkowy, byłby w stanie wykręcić 30/30 w 10 minut gry w lidze gimnazjalnej. Bez żadnych skrupułów).



Tylko w pierwszej kwarcie, po dwóch trójkach z rzędu Davida Blu, Izrael był w stanie dotrzymać kroku Niemcom, którzy zagrali na fantastycznej efektywności ofensywnej 128.2. Co tu dużo mówić - niespodziewanie róznica między obydwoma zespołami okazała się ogromna. Nie spodziewałbym się jednak, aby Niemcy utrzymali taką formę strzelecką. Były momenty w tym meczu, że aż czterech-pięciu graczy było gorących, a rzuty które wpadały Niemcom - choć z czystych pozycji na dystansie, to nawet nie dotykały obręczy.

 

Dobry dzień dla Niemców. Izrael? Tylko Guy Pnini (20 pkt) robił swoje, czyli trafiał za trzy (4/5). Słabo spisał się lider Izraela Lior Eliyahu (11 pkt), któremu frontcourt Niemców nie dawał miejsca na jego przeróżne jamisonowe rzuty. Eliyahu był też tylko dwa razy na linii.



Nie było komu grać w Izraelu. Niemcy tymczasem grali w piłka parzy, dzieląc się nią od drugiej kwarty w bardzo dobrym rytmie, zaliczając tylko 10 strat i rozsądnie dochodząc do swoich pozycji strzeleckich. Michał Fałkowski napisał na Twitterze, że 'niemiecki walec...' - pierwszego dnia zadziałało to jak walec faktycznie, bo wcześniej w sparingach to aż tak dobrze nie wyglądało.

 

Zapraszamy za niebawem na podsumowanie dnia, a jutro rano na zapowiedź dnia kolejnego. Nie martwcie się - nie będziecie zdani tylko na mnie, Przemek, Michał i Sebastian z czasem dołączą.



Podziel się

GRECJA VS BOŚNIA, CZYLI LIDERZY SIĘ OPAMIĘTALI

środa, 31 sierpnia 2011 20:00

 

Maciej Kwiatkowski


Jednym okiem i połową drugiego oglądałem udany mecz Polaków przeciwko rozluźnionej Hiszpanii, mając na podglądzie interesujące spotkanie Serbów z Włochami, o którym szerzej jutro rano, jak tylko obejrzę je raz jeszcze. Trzymałem jeszcze puls na mojej (?) Czarnogórze, która po dogrywce pokonała Macedonię, wykorzystując fakt, że rozgrywający Macedonii Bo McCalebb swój piąty faul złapał na dwie sekundy przed końcem czwartej kwarty. SF Vladimir Dasic, czyli 'czarnogórski LeBron James' miał w tym meczu 16 punktów i 16 zbiórek już po trzech kwartach.


W sesji popołudniowej (od 16:45) do obejrzenia wybrałem sobie już tylko jeden mecz. Nie zdążyłem napisać przed turniejem co nieco o Grekach, a Bośnię i Hercegowiną widziałem raptem jeden raz. Co się wydarzyło?


Bośniacy to lekki team typu Słowenii, który nie ma czym postraszyć pod deskami, ale ma podkoszowych potrafiących zdobywać punkty po rzutach z dystansu lub w bardziej techniczny sposób. Kierowani są przez 23-letniego PG/SG Nemanję Gordica (12 pkt, 194 cm - moglibyśmy mieć takiego jednego w kadrze kiedyś...) i dziewięć lat starszego Sasę Vasiljevica (9 pkt, 5 as.). Na obwodzie natomiast gra jeden murzina, Henry Domercant (na zdjęciu), 30-letni ograny na europejskich parkietach rzucający obrońca. Bośnia walczyć będzie o awans z Czarnogórą i Macedonią w grupie "C". To właśnie pokazała w swoim pierwszym meczu.


Grecy ostatecznie wygrali 76:67, ale przegrywali przez całą pierwszą połowę i na przerwę schodzili z trzypunktową stratą (31:34). Historią tego meczu była mobilizacja dwójki weteranów, SG Nikosa Zisisa (13 pkt, 4/12) i C Ioannisa Bourousisa (12 pkt), którzy w pierwszej połowie rzucili razem 4 punkty (Bourousis grał tylko 8 min. przez kłopoty z faulami), ale po przerwie zdobyli 16 z 24 punktów dla Greków w trzeciej kwarcie (efektywność ofensywna - 116.9 w całym meczu, 4/19 za trzy). Borousis miał w dodatku w tym czasie dwie asysty, będąc centralną postacią ofensywy nakierowanej albo na izolacje dla niego, albo na zagranie znane z europejskich parkietów, a przez Greków uprawiane szczególnie często - czyli tzw. 'horns', 'rogi', podwójna zasłona wysokich dla rozgrywającego na szczycie linii za trzy.


Drugim powodem zwycięstwa Greków było zdominowanie desek po przerwie. W samej pierwszej kwarcie chudzi Bośniacy mieli aż sześć zbiórek na atakowanej tablicy, ale już od drugiej kwarty Grecy coraz mocniej akcentowali swoją obecność w pomalowanym, a czynił to w szczególności ...wysoki PG Nick Calathes (13 pkt). 23-latek zebrał aż 6 piłek w ataku i ośmiokrotnie stawał na linii rzutów wolnych. W całym meczu Grecy zebrali aż 49% piłek dostępnych na tablicach Bośniaków.


Aż dziw, że wygrali tylko tyle. No cóż - po trzech kwartach mieli już 13 strat, a tylko jedną w czwartej. Ewidentnie widać było, że w przerwie usłyszeli kilka gorących słów od trenera Eliasa Zourosa, a weterani Zisis i Borousis po prostu wzięli się w garść.


Fatalny dzień rzutowy zaliczył lider Bośniaków Mirza Teletovic, któy spudłował każdą z dziewięciu (!) prób z dystansu. Zastąpiło go jednak dwóch innych podkoszowych Bośnii, którzy grali bardzo dobrze do przerwy. 22-letni Elmedin Kikanović (210 cm) zakończył mecz z dorobkiem 15 punktów, a doświadczony PF Kenan Bajramović trafiał z półdystansu, rzucając 9 punktów i zbierając 5 piłek w 16 minut gry. Ani Teletovic, ani Kikanovic nie byli mu jednak w stanie pomóc na deskach i tam właśnie po części Bośniacy przegrali to spotkanie.


W wygraną Greków duży wkład mieli też dwaj rezerwowi. Drugi - po Calathesie - 'Amerykanin', czyli dynamiczny atleta SG Michael Bramos, autor 10 punktów i 3 zbiórek w 16 minut oraz nie kto inny, a Kosta Koufos, który wykręcił double-double (10/10) w 20 minut.


Na pięć minut przed końcem było jeszcze 60:56 dla Greków, ale dwie kolejne trójki Zisisa i SF Konstantinosa Papanikolau zakończyły mecz.


Grecy dopiero jak się zmobilizowali, wyglądali mocno w rozstrzygającej trzeciej kwarcie (24-15). Team-ball, dobry defense - nie mają lidera mogącego wziąc piłkę i wykreować punkty w izolacji. Próbują grać przez Bourousisa, ale ten najchętniej byłby raczej drugą opcją. Do tego - tak jak dziś - miewa kłopoty z faulami, co kosztowało Greków przegraną pierwszą połowę.



Podziel się

DOMINATOR DURANT, JAMES BEZ OPASKI I SPOSÓB MELO NA LOKAUT

środa, 31 sierpnia 2011 14:58

 

Przemek Kujawiński

 

W Europie najlepsze mecze tego lata mamy wciąż przed sobą. Amerykanie muszą pogodzić się, że lepszej koszykówki w wykonaniu swoich graczy niż tej nocy nie zobaczą aż do... no właśnie.

 

W głośno zapowiadanym starciu reprezentantów ligi Melo przeciw lidze Goodmana zwyciężyli ci pierwsi 149 do 141. Spotkanie w ostatniej chwili przeniesione zostało do większej hali (początkowo na trybunach zasiąść miało około 1000 osób), gdy okazało się, że na parkiecie podziwiać będzie można między innymi LeBrona Jamesa, Kevina Duranta, Chrisa Paula i Carmelo Anthony'ego. Ostatecznie widowisko zobaczyło prawie 5000 osób, a ceny biletów doszły nawet do astronomicznej, jak na letni pokazowy mecz, sumy 100 dolarów. Nie dalibyście tyle?

 

Show ukradł jak zwykle tego lata Kevin Durant, który najpierw z powodów korków spóźnił się pół godziny, a następnie wrzucił rywalom... 59 punktów. Broniony najczęściej przez LeBrona Jamesa. Co zauważają amerykańscy komentatorzy i w pewnym zakresie zobaczyć możecie na powyższych highlightach KD poczynił spore postępy w swoim dryblingu i bardzo pewnie czuje się z piłką. Spójrzcie tylko na akcję numer 5...

 

Durant skomentował swoje pojedynki z Jamesem w typowy dla siebie sposób:

 

"Mam dla niego wiele szacunku. Jest jednym z najlepszych graczy w tej lidze, a kiedyś będzie jednym z najlepszych jaki kiedykolwiek grał. To jest coś w stylu: Chcę zobaczyć, gdzie jestem jako zawodnik. Granie z najlepszymi, to jedyny sposób, by być lepszym".

 

To lato utworzyło to wrażenie (miejmy nadzieję, że nie złudne), że Kevin nie jest już daleko w tyle.

 

Kolejny fenomenalny występ Duranta nie wystarczył jednak tym razem do zwycięstwa i połączone siły "złego imperium" (pozdrowienia dla Marka Cubana) zwyciężyły. Najwięcej punktów dla Melo zdobyli LeBron James 38 i Anthony 36. Chris Paul dołożył 18 punktów i kilka spektakularnych podań (patrz akcja numer 4 z Erikiem Bledsoe).

 

Dla Carmelo Anthony'ego było to pierwsze spotkanie po zakończeniu sezonu:

 

"Wróciłem jakbym nigdy nie opuścił żadnego meczu. To było moje pierwsze spotkanie tego lata. Chciałem tu ściągnąć LeBrona, żeby cieszyć się atmosferą... Nie ma nic porównywalnego".

 

Namówienie Jamesa do gry nie było podobno trudnym zadaniem:

 

"To było proste. Używam moich przywilejów kiedy tylko mogę. Nie lubię dzwonić do nich i mówić: 'Potrzebuję tego, potrzebuję tamtego'. Pieniądze nie grają tu roli. Nic na tym nie zarabiamy. Jesteśmy po prostu dobrymi przyjaciółmi, więc powiedziałem mu: 'Słuchaj stary, musisz przyjechać'".

 

Carmelo chętnie odpowiadał też na inne pytania. Wcześniej tego lata Amar'e Stoudemire ogłosił, że będzie chciał zebrać Knicks, by trenowali razem w czasie lokautu. Przeczytałem wtedy kilka opinii, że w czasie gdy Melo robi sobie zdjęcia z Pandą, Stoudemire jest prawdziwym liderem tej drużyny. Melo zapowiada jednak, że on również będzie próbował realizować ten pomysł:

 

"Prawdopodobnie na początku października zaczniemy zbierać chłopaków razem. Spełnię swój obowiązek, by zebrać ich razem, czy będzie to w Nowym Jorku, czy w L.A.".

 

Trudno powiedzieć, czy Amar'e i Melo będą starali się współpracować w tym zakresie, bo panowie nie mają ponoć ostatnio ze sobą kontaktu. Nie wiem ile w słowach Anthony'ego jest żartu, ale coś czuję, że niektórzy z amerykańskim dziennikarzy wyciągną z nich zbyt wiele wniosków:

 

"Człowieku, staram się gdzieś znaleźć Amar'e. Jeśli ktokolwiek go zobaczy, powiedzcie mu, że nie wiem, gdzie jest. Słyszałem, że jest w Chinach. Słyszałem, że wrócił. Może zobaczę go w Nowym Jorku w przyszłym tygodniu podczas Tygodnia Mody".

 

Całkiem przy okazji Melo dostarczył też genialnego (z naszej perspektywy) rozwiązania problemu z lokautem:

 

"Po prostu dajcie nam grać i negocjujcie dalej. Tyle mamy do powiedzenia".

 

Eh żeby to wszystko było takie proste.

 

pees: Szybka informacja dla wszystkich fanów Eddy'ego Curry'ego. Eddy się nie pojawił. Powody nie są znane, ale w tym miejscu wstawcie sobie dowolnie głupi dowcip związany z jedzeniem i otyłością.

 


Podziel się

GDZIE OGLĄDAĆ?

środa, 31 sierpnia 2011 12:19


Podziel się

EUROBASKET 2011: ZAPOWIEDŹ PIERWSZEGO DNIA (POLSKA-HISZPANIA, SERBIA-WŁOCHY)

wtorek, 30 sierpnia 2011 20:25

 

Maciej Kwiatkowski

 

Grupa A"


14:15 Hiszpania - Polska (TVP 2)
16:45 Turcja - Portugalia
20:00 Litwa - Wielka Brytania


Mecz Polaków z Hiszpanami będzie jednym z pierwszych dwóch spotkań inaugurujących EuroBasket. Opinie, które się po nim pojawią podzielić będzie można pewnie na a) "no to może nie będzie tak źle" b) "obyśmy chociaż puknęli Portugalię" c) "mecz z Hiszpanią jest nieistotny, zobaczcie jak Turcja męczyła się z Portugalią"... Turcy nie mogli sobie jednak wybrać łatwiejszego rywala na start imprezy, którą trudno powiedzieć jak zaczną. W końcu to wicemistrzowie świata, a ci w sparingach najłagodniej mówiąc nie błyszczeli. Mam teorię, wg której to wszystko przez Hedo Turkoglu, któremu się średnio chce grać w jakiś tam sparingach. Rozgrzał się za to Enes Kanter, który w pięciu ostatnich meczach towarzyskich zaliczał średnio 11 punktów i 7 zbiórek w 18 minut gry... Najciekawszy mecz sesji wieczornej w środę, to spotkanie gospodarzy, którzy zapewne przy ogromnym aplauzie pomęczą się trochę z obroną Wielkiej Brytanii. Czy brytyjska, solidna defensywa zatrzyma pick/roll offense Sarasa Jasikeviciusa i reszty? Czy 18-letni Devon Van Oostrum rozpocznie mecz w pierwszej piątce jako jedynka wyspiarzy?


Grupa "B"


14:15 Serbia - Włochy
16:45 Francja - Łotwa
20:00 Niemcy - Izrael


Pechowo, w tym samym czasie, gdy Polacy próbować będą dotrzymać kroku Hiszpanom, w grupie "B" rozegrane zostanie prawdopodobnie najciekawszy mecz całego dnia. Włosi będą chcieli udowodnić, że są "for real" i dopaść Serbów. A mogą o tym myśleć, mając 3 z 4 najlepszych graczy na parkiecie. Zobaczymy czy pierwszego dnia będą w stanie sprawić niespodziankę i ugryźć Serbów. Postaramy się o tym właśnie meczu napisać oddzielnie... Francuzi rozpoczną od słabiutkiej w sparingach Łotwy i nie powinni mieć problemu z przestojami w ofensywie akurat przeciwko lekkim, szybkim i pozbawionym wzrostu/masy pod koszem rywalom... Jeśli nudzi Was natomiast match-up Litwinów z Wlk Brytanią, to drugim najciekawszym spotkaniem zaczynającym się o 20.00 będzie pojedynek Dirka Nowitzkiego z Liorem Eliyahim. Izrael będzie szukać możliwości wydrapania awansu z grupy, w której Serbia, Włochy, Francja i Niemcy walczyć będą o tylko trzy miejsca premiowane awansem. Porazka Niemców z Izraelem może być dla tych pierwszych jak pocałunek śmierci i bardzo skomplikować im sytuację.


Grupa "C"


14:30 Czarnogóra - Macedonia
17:00 Grecja - Bośnia i Hercegowina
20:00 Chorwacja - Finlandia


Grupa "C" jest w zasadzie pozbawiona europejskich gwiazd z NBA, ale już pierwszego dnia rozegrany zostanie pojedynek, który może zadecydować o tym kto wyjdzie z trzeciego miejsca. Nikola Pekovic i Czarnogóra zmierzą się z amerykańskim PG Bo McCalebbem i Macedonią... Mirza Teletovic oddawał średnio aż 13 rzutów w sparingach Bośni, trafiając 44 procent z nich. Antonis Fotsis trafiał powyżej 50% swoich trójek - tych dwóch świetnie rzucających silnych skrzydłowych stanie przeciwko sobie, ale Grecy, grając nawet bez doświadczonego trio Spanoulis/Papaloukas/Diamantidis, mają dużo mocniejszy skład i powinni sobie poradzić... Finowie awansowali dopiero z sierpniowych baraży, ale Chorwaci też są ze sobą dobrze zgrani, więc powinno obyć się bez niespodzianki.


Grupa "D"


14:30 Belgia - Gruzja
17:00 Słowenia - Bułgaria
20:00 Rosja - Ukraina


Podobnie jak w grupie "C", już na starcie rozgrywek grupy "D" rozegrany zostanie mecz, który może zadecydować o trzecim miejscu i awansie do kolejnej fazy. Belgowie są w głowach Gruzinów, po tym jak dwukrotnie pokonali ich w zeszłorocznych kwalifikacjach, w tym absolutnie rozbili ich 86:63 w Tbilisi. Belgowie zagrają jednak na turnieju bez swojego najlepszego podkoszowego z tamtych spotkań, kontuzjowanego tuż przed turniejem Axela Hervelle... Nawet bez Primoza Brezeca Słowenia to taki trochę grający "soft" zespół, przedkładający technikę ponad podkoszowy banging. Tym bardziej, gdy nie ma już w kadrze Gorana Jagodnika. Bułgarowie Bułgarzy mają kim grać w ataku, ale ich sukcesem będzie nie stracić 80 punktów przeciwko być może miękko, ale bardzo technicznie grającym Erazemowi Lorbekowi i reszcie... Mike Fratello vs David Blatt, czyli ...Ukraina kontra Rosja. To powinien być spacerek dla Rosjan, ale jak to w przypadku takich spotkań bywa, Ukraina będzie chciała się pokazać. Pod koszami zapowiada się pojedynek wagi superciężkiej: Fesenko vs Mozgow.


Sprawdźcie Ligę Typerów Probasketu - cały czas można się jeszcze zapisać. Już obstawiłem pierwszy dzień. Szukając niespodzianki pomyślałem o Izraelu w meczu z Niemcami. Ostatecznie postawiłem na Włochów w meczu z Serbią i Gruzję w starciu z Belgią.

 


Podziel się

BRANDON JENNINGS ŻĄDA AKTU URODZENIA

wtorek, 30 sierpnia 2011 17:20

Przemek Kujawiński

 

Nie, tym razem nie chodzi ani o sprawdzanie gdzie urodził się prezydent Stanów Zjednoczonych, ani o to, czy w akcie urodzenia prezydenta Polski nie ma błędów ortograficznych. Nie chodzi nawet o nabazgrany akt urodzenia ojca Shane'a Battier. Sprawa jest dużo poważniejsza.

 

"Nie urodził się i nie dorastał w L.A. Musisz być z L.A., żeby grać dla Drew. Pokażcie mi jego akt urodzenia".

 

Czyjego aktu urodzenia żąda więc Brandon Jennings?

 

Kobego Bryanta!

 

W skrócie rozchodzi się o to, że komisarz ligi Drew z Los Angeles chciałby, aby Kobe Bryant wystąpił w rewanżowym pokazowym meczu przeciwko lidze Goodmana z Waszyngtonu (Kobe pokazał się już tego lata w imponujący sposób w samej lidze). W pierwszym spotkaniu, rozegranym wcześniej w tym miesiącu, liga Goodmana prowadzona przez Kevina Duranta pokonała Drew jednym punktem 135:134. Rewanż ma odbyć się 10 września.

 

Jennings sceptycznie nastawiony jest do dołączenia do składu Kobego. Za dobry pomysł zaś uznał to lider przeciwnej drużyny, czyli Kevin Durant. Na tym gruncie rozegrała się między oboma panami dyskusja na twitterze, którą Brandon nazwał "przyjacielskim trash talkiem":

Image and video hosting by TinyPic

W gruncie rzeczy, gdyby nie fakt, że śledziło to z kilkaset tysięcy ludzi, to możnaby to nazwać przekomarzaniem się dwóch kumpli. Jak widać gracz NBA też człowiek. Co więcej, jak widać Kevin Durant, też potrafi "pogadać".

 

Całkiem na marginesie Durant wbił Jenningsowi małą szpileczkę i wypomniał mu niedawne pojedynki z Joshem Selbym w ramach ligi Melo (nie pytajcie ile jest tych lig). Czy rookie Grizzlies naprawdę "zjadał" w nich Brandona możecie przekonać się tutaj i tutaj.

 

A skoro już jesteśmy w temacie Jenningsa i graczy z L.A., polecam serię wywiadów  (która pojawiła się już wcześniej na naszym facebooku) na blogu Land O'Lakers, gdzie  dowiecie się między innymi o tym, kto według Brandona jest ojcem chrzestnym koszykówki z Los Ang eles, nad którą gwiazdą NBA w wieku 16 lat dunkował Nick Young i jaka tragedia spotkała w młodości Trevora Arizę.



Podziel się

WILSON CHANDLER NIE ZAGRA W NBA W NADCHODZĄCYM SEZONIE

wtorek, 30 sierpnia 2011 16:07

Image and video hosting by TinyPic

 

Przemek Kujawiński

 

W jakim sezonie?

 

Nadchodzącym!

 

Wolę wciąż zaklinać rzeczywistość i mieć nadzieję, że ten jednak nastąpi. Jakkolwiek by się jednak nie stało, wiemy jedno. W gronie zawodników NBA w przyszłym sezonie nie zobaczymy Wilsona Chandlera (no dobra wiemy dwie rzeczy - nie będzie tam też Javarisa Crittentona). Skrzydłowy występujący w poprzednim sezonie w barwach New York Knicks i Denver Nuggets podpisał kontrakt z zespołem Zhejiang Guangsha i z pewnością będzie miał dużo czasu na naukę nazwy swojej nowej drużyny, bo kontrakt nie posiada klauzuli, która pozwoliłaby mu odejść w przypadku zakończeniu lokautu (jest to wynik decyzji chińskiej ligi CBA). 

 

Agent Chandlera Chris Luchey twierdzi, że rozważyli wszelkie plusy i minusy takiego kroku:

 

"Uwierzcie mi, przedyskutowaliśmy to, jakie jest to ryzyko i to, że wyznaczanie trendów może być odbierane negatywnie i pozytywnie. Większość ludzi odbierze je negatywnie, ale przedyskutowaliśmy ryzyko i nasze kroki".

 

Wilson ma zarobić w Chinach pomiędzy 1,7 a 3,4 miliona dolarów (ta druga suma, to oferta kwalifikacyjna, którą wcześniej wystosowali Nuggets). W aklimatyzacji w nowym miejscu z pewnością pomoże mu fakt, że trenerem Zheijiang jest Jim Cleamons - były asystent Phila Jacksona w Chicago i Los Angeles.

 

Chandler ma za sobą sezon rollercoaster, który rozpoczął od świetnych występów w barwach Knicks (19 punktów, 7 zbiórek, 52% z gry, 43% za trzy w grudniu), by skończyć fatalną serią w pierwszej rundzie playoffs przeciwko Thunder. Działacze Nuggets nie mogą oczywiście wypowiadać się w sprawie jego decyzji, ale już teraz wiadomo, że Masai Ujiri będzie miał trochę roboty w łataniu dziur na pozycjach 2-3, gdzie obecnie pozostali mu tylko dwaj zawodnicy z kontraktami, czyli Danilo Gallinari i Al Harington (a on przecież nie grywał prawie jako niski skrzydłowy). Arron Afflalo jest zastrzeżonym wolnym agentem (choć najprawdopodobniej wróci do Denver), a J.R. Smith będzie szukał szczęścia na wolnym rynku.

 

Decyzja Chandlera jest póki co bezprecedensowa i sam zainteresowany zdaje sobie sprawę, że może się niej przejechać. Wilson nie jest na tyle istotnym graczem, aby jego "odejście" (bo tak tu musimy nazwać) w jakikolwiek sposób wpłynęło na negocjacje pomiędzy związkiem zawodników a ligą, ale kto wie? Może wraz z przedłużającymi się rozmowami i coraz bardziej pesymistycznymi doniesieniami pojawią się jego naśladowcy... Trudno wierzyć, żeby kiedykolwiek była to realna groźba dla właścicieli drużyn, ale może chociaż lekka forma nacisku? Patrzcie tam jest daleki świat, gdzie też można grać. Nawet z chińskim komentarzem. 



Podziel się

ROZTAŃCZONY ŚWIATOWY POKÓJ

wtorek, 30 sierpnia 2011 14:59

Image and video hosting by TinyPic

 

Przemek Kujawiński

 

Jeszcze kilka dni temu (wciąż) Ron Artest zarzekał się, że nie potrafi tańczyć i dementował pogłoski o występie w Tańcu z Gwiazdami. Jak mówił wtedy:

 

"Poprosili mnie [bym wystąpił], ale nie czuję się komfortowo nosząc trykot i damską bieliznę. Boję się. Po prostu nie chce popełnić błędu w stylu Janet Jackson. Nie chcę żeby nagle w czasie tańca majtki weszły mi w tyłek i wszyscy go zobaczyli. Nie chcę takiej sytuacji. Nie umiem tańczyć. Lubię Prince'a, ale nie chcę nosić takich samych ubrań jak on".

 

Wydawało się, że sprawa jest zamknięta, a dziennikarze Miami Herald w panice donosili o tym, co dzieje się na innym froncie, gdzie, według plotek,  swój udział miał negocjować Dwyane Wade. Tymczasem okazało się, że to ostatecznie Rona (a już wtedy Metta) zobaczymy w rozpoczynającej się 19 września kolejnej edycji show. Co wpłynęło na taką decyzję skrzydłowego Lakers? Jego 8-letnia córeczka Diamond:

 

"Powiedziała: Tatusiu możesz to zrobić! To będzie dobra zabawa".

 

Artest nie tylko ugiął się pod siłą argumentów, ale także poszedł krok dalej i w zgodzie ze swoim nowym "ja" postanowił przekazać wszelkie zarobione w programie pieniądze Cancer Reaserch Fundation. Nie jest to przypadek, bowiem mała Diamond zdążyła się już w swoim krótkim życiu uporać z guzem Wilsa, czyli złośliwym nowotworem nerki występującym u dzieci. Ron swoim występem i pomocą fundacji chce uczcić walkę z chorobą swojej córki. Trzeba przyznać, że uczci ją hojnie, bowiem na programie zarobi przynajmniej 125 tysięcy dolarów, które ma gwarantowane za udział w pierwszym odcinku. Jeśli cha cha, którą wtedy zatańczy wypadnie wystaczająco dobrze, by przeszedł dalej, to suma przekazywana na walkę z rakiem rosła będzie każdego tygodnia. Na podstawie mojego krótkiego doświadczenia z parkietów tanecznych mogę powiedzieć, że lepiej trafić nie mógł, bo cha cha zawsze wydawała mi się najłatwiejszym tańcem towarzyskim. A przynajmniej do czasu, kiedy podciąłem partnerkę i wyrżnęliśmy na ziemię tuż przed stolikiem sędziowskim... Ale to już zupełnie inna historia.

 

Poza Artestem w nowym wydaniu oglądać będzie można bramkarkę reprezentacji USA w piłce nożnej Hope Solo i szwagra Lamara Odoma i Krisa Humphriesa Roberta Karadashiana. Znając zamiłowanie rodzeństwa Karadashian do koszykarzy, Ron powinien za kulisami mieć się na baczności...



Podziel się

JAVARIS "JOHN WAYNE" CRITTENTON

wtorek, 30 sierpnia 2011 0:13

Alpha Tango Beta

 

 

 

 

  Ten "breaking news" przestał być właśnie aktualny. Jak podał kilkanaście minut temu adwokat Javarisa Crittentona, jego klient ma stawić się na "komendzie" w Atlancie w ciągu najbliższych kilku - kilkunastu godzin. Brian Steel nie zdradził gdzie jest obecnie znajduje się jego klient, ani czemu nie stawił się od razu na komisariat. Steel powiedział tylko, że Crittenton stara się udowodnić swoją niewinność.

 

 

Były Lakers, Grizzlies i Wizards był (oficjalnie dalej jest) poszukiwany przez policję z Atlanty w związku z zabójstwem 22-letniej Julian Jones, które miało miejsce 19. sierpnia. Póki, co Crittenton jest poszukiwany listem gończym za niestawienie się na żadanie prokuratury. Jednak, jak mówią media Javaris jest brany pod uwagę jako główny podejrzany w tej sprawie.

 

 

Nie wiadomo czy Javaris, jak Harrison Ford w Ściganym, szuka kogoś kto jest odpowiedzialny za spisek mający wrobić go w morderstwo, czy też Crittenton jest jak Jason Williams, który pokazywał znajomym nabitą strzelbę,  machając nią przed twarzą swojego kierowcy. Winny czy też nie, Crittenton będąc nawet minimalnie zamieszanym w tą sprawę będzie miał poważne problemy ze znalezieniem nowego pracodawcy. W NBA napewno a póki, co Compton nie ma drużyny w NBA.

 

 


Podziel się

I'M A WORLD CHAMP

poniedziałek, 29 sierpnia 2011 22:44

 

Przemek Kujawiński

 

Nie jest łatwo sprzedać Dirka, ale sprzedać go trzeba. Jakiś czas temu wyczytałem gdzieś, że Nowitzki jest koszykarzem z największym potencjałem marketingowym w NBA. Nie ma się co dziwić, bo startuje praktycznie od zera z wielkim przyśpieszeniem nadanym przez pokonanie znienawidzonych Miami Heat i LeBrona Jamesa. Specjaliście od Nike (a wiemy, że Nike ma świetnych ludzi od reklam) zrobili coś w stylu: No, to jest Dirk, więc pokażmy Dirka. I w sumie nie ma się im chyba, co dziwić, bo puszczane w zwolnionym tempie koślawe layupy, czy mówione z niemieckim akcentem podniosłe bon moty niekoniecznie byłyby najlepszym pomysłem.  

 


 

 


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 779 716  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18779716

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0