Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 588 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




PLAN: TORONTO RAPTORS (23-43)

środa, 29 sierpnia 2012 18:33

 

 

Maciej Kwiatkowski


Okres transferowy za nami. Jesteśmy w trakcie najcichszych dni w NBA. Większość zawodników pracuje już indywidualnie i powoli będzie wracać do wspólnych treningów z resztą zespołu, zanim z końcem września oficjalnie rozpoczną się obozy przygotowawcze. Jest to dobry czas, aby zobaczyć jaka przyszłość rysuje się przed 30 klubami NBA i spróbować dojrzeć jak wygląda ich plan.

Charlotte Bobcats (7-59), Washington Wizards (20-46), New Orleans Hornets (21-45)

Cleveland Cavaliers (21-45), Sacramento Kings (22-44),

Brooklyn Nets (22-44)

 


"Koszykówka w Kanadzie: Jeden krok przed Wielką Brytanią". W poszukiwaniu wstępu dotarło do mnie, że w końcu James Naismith, Kanadyjczyk, opuścił Montreal i jeszcze w tym samym roku, będąc już nauczycielem wf-u w Springfield (Max?: "Massachussets") wymyślił sport, który nas tutaj wszystkich w środku tygodnia przyprowadził. Znamienne, że Kanadyjczyk zrobił to w USA i że stało się to praktycznie od razu po tym jak tam trafił.


Tak, Kanadyjczycy są bardzo blisko USA. Na mapie. Urodzony w Johannesburgu Steve Nash praktycznie bronił dotychczas honoru. Inaczej zostawały nam nazwiska takie jak Leo Rautins z synem, Mike Smrek, Bill Wennington, Rick Fox czy - i tutaj dopiero powrócą wspomnienia - Todd MacCulloch z Winnipeg. Koszykówka uciekła natomiast z Vancouver bo nie miał jej po prostu kto oglądać.


Ostatni rok przyniósł jednak bardzo, bardzo pozytywne zmiany i tutaj kończy się ironizowanie, bo za kilka lat spojrzymy na rok 2012 jako przełomowy dla Kanady. Być może za osiem lat będziemy oglądać Kanadę w ćwierćfinale Igrzysk Olimpijskich, nie ma żartów. W Raptors Bryan Colangelo, który WCIĄŻ pełni rolę generalnego menedżera, sprowadził defensywnego koordynatora mistrzowskich Dallas Mavericks, Dwane'a Casey'a. Drugą ważną zmianą stało się podniesienie rangi koszykówki reprezentacyjnej, poprzez mianowanie Nasha generalnym menedżerem i wprowadzenie trzyletniego planu przygotowawczego do Igrzysk Olimpijskich w Rio DeJaneiro.


A jest to świetny moment, by ten plan uruchomić. W dwóch ostatnich draftach wybranych zostało bowiem aż pięciu Kanadyjczyków i pomyślano (właściwie), że warto zainfekować ich myślą o reprezentowaniu kraju, zanim pochłoną ich nocne kluby, w których był lub nie był jeszcze James Harden. To w zasadzie pierwsze takie pokolenie w historii kanadyjskiej koszykówki: playmaker Cory Joseph z San Antonio Spurs, small-forward Kris Joseph z Boston Celtics, power-forward Tristan Thompson z Cleveland Cavaliers, power-forward Andrew Nicholson z Orlando Magic, czy w końcu center Robert Sacre wybrany przez Los Angeles Lakers.

 

A to jeszcze nie koniec. Być może najlepszy Kanadyjczyk z tego pokolenia dopiero do NBA zmierza - to small-forward Andrew Wiggins, nr 1 w klasie 2014 wg ESPN.  Od przyszłego sezonu w UNLV grać będzie natomiast nr 7 w tegorocznej klasie, power-forward Anthony Bennett. W odwodzie są jeszcze dwaj utalentowani - ten o którym będziemy pisać/mówić więcej w przyszłym sezonie, czyli playmaker i prawdopodobnie kolega Przemka Karnowskiego z pokoju w akademiku w Gonzadze, Kevin Pangos oraz stretch-four Kyle Wiltjer z Kentucky, syn Grega, jedynego koszykarza w historii wydraftowanego z prowincji Jukon (robi dunki po 50-tce, Tato nie próbuj nawet, proszę)


Wróćmy do Toronto. W skali oglądalności Raptors są ciut poniżej średniej NBA, co i tak wydaje się być bardzo dobrym osiągnięciem. Pod koniec zeszłego roku klub zmienił właściciela, ale przeszło to bez echa, bo nie było przy tym poważniejszych komplikacji. Rogers Communications (telekomunikacja) razem z BCE Inc za cenę 1,3 miliarda dolarów odkupili od Maple Leaf Sports and Enter. pakiet składający się z dwóch profesjonalnych klubów: Raptors i hokejowego, nieporównywalnie popularniejszego, Maple Leafs.  W dealu znaleźli się na dokładkę jeszcze Toronto FC, piłkarski klub z amerykańskiej ligi MLS. Rogers Com. już wcześniej byli natomiast właścicielami Blue Jays (baseball), więc praktycznie kupili sobie cały sport w mieście.


Wróćmy teraz do Raptors, możemy? (Ta, Kwiatkowski, po co nam był ten cały wstęp o Kanadzie?) Casey zastąpił na stanowisku trenerskiem Jay'a Triano - dobrego człowieka i przeciętnego trenera o aparycji nauczyciela WF-u. Jest duża szansa, że to Raptors byli zespołem, któremu w poprzednim sezonie poświęciliśmy najmniej miejsca tutaj, ale jest jeden stat, który powinien zostać dłutem wyryty na kamieniu przytaszczonym przez Casey'a do siedziby klubu (jest to ta sama mantra 'pounding the rock', używana m.in. choćby przez Gregga Popovicha) - bez większych zmian w składzie Raptors z 30. defensywy w sezonie 2010/11 stali się obroną nr 12 w sezonie 2011/12. To wszystko głównie dzięki Casey'owi. Wysiłek, koncentracja, schemat obrony -> drużyna.


Dlatego lubię tych Raptors i dobrze im życzę. Wiemy jednak, że stworzenie w Kanadzie czegoś więcej niż drużyny na pierwszą rundę playoff będzie wymagać dwóch rzeczy: a) świetnych draftów b) przepłacania wolnych agentów - i to najlepiej jeszcze tych zastrzeżonych, aby to nie oni podejmowali decyzje o swojej przyszłości. Amerykanom raczej nie spieszno jeszcze wyżej niż do Minnesoty, toteż od czasu dezercji Vince'a Cartera Raptors kojarzą nam się z takim nieco kolorowym, fruity-of-the-loomsowym, tańszym Eurolandem. Europejski team w NBA.  

 

W drafcie Colangelo nie miał jednak szczęścia i nosa. Gdyby w 2006 roku Joakim Noah nie zrezygnował z kandydowania do draftu (niektóre mocki miały go jako #1), to być może Noah i Chris Bosh tworzyliby dzisiaj mój ulubiony duet podkoszowy, który nigdy nie zaistniał. Talenty tej dwójki wydają się być do siebie idealnie dopasowane. Wiem - Noah jako nr 1? Z tym, że jeśli spojrzeć na tych, którzy zostali wydraftowani w 2006, a następnie wybór ograniczyć do a) niegrających na tej samej pozycji co Bosh b) graczy posiadających chrząstkę w co najmniej jednym stawie kolanowym - to jedynym All-Starem jest póki co Rajon Rondo.


Noah pozostał jednak na swoim ulubionym florydzkim kampusie by sikać na drzewa/palić skręty/wygrywać tytuły i Raptors z nr 1 wybrali Bargnaniego, drugiego izolacyjnego/ofensywnego silnego skrzydłowego, który był zbyt podobnym zawodnikiem do Bosha, aby ten duet mógł się uzupełniać na b.wysokim poziomie.

 

Inny zły wybór, trzy lata po Boshu - w 2006 roku Raptors wzięli z #7 Charlie'go Villanuevę, też scorera, też silnego skrzydłowego. Przetrwał w Toronto 367 dni, zanim wymieniono go do Bucks na T.J'a Forda. W 2005 z #8 Raptors wybrali natomiast chlubę Brazylii, Rafaela Araujo... Świetnie. Tymi dwoma wyborami praktycznie zmarnowali okazję na budowę mocnej drużyny i przekonanie Bosha do pozostania w Kanadzie.


Inna nienajlepsza decyzja miała miejsce w 2008 roku, gdy już zmuszeni zbliżającą się wolną agenturą Bosha, pozyskali Jermaine'a O'Neala z Indiany Pacers, pozbywając się Forda, Rasho Nesterovica i ...wyboru nr 17 w drafcie, który (pechowo dla Raps) okazał się być All-Starem, Roy'em Hibbertem.


Rok później z nr 9 dotarł DeMar DeRozan i od tego momentu przenieśmy się do współczesności. Raptors mają do końca października czas, aby przedłużyć z nim umowę, ale ruchy Colangelo pokazują, że możemy raczej o tym zapomnieć. Z nr 8 w tegorocznym drafcie Raptors wybrali podobnego gracza, wcale niegorszego atletę, ale lepiej rzucającego za trzy i lepszego obrońcę na tę samą pozycję - Terrence'a Rossa. Z New York Knicks ukradli natomiast - przepłacając rzecz jasna - raczej startera na przyszły sezon, Landry'ego Fieldsa. DeRozan w tym momencie kariery robi praktycznie jedną rzecz ciut powyżej średniej NBA: jest dobrym strzelcem, głównie gdy atakuje wzdłuż linii końcowej - trafia 43% z gry i 81% z linii. Nic porywającego. Obrona, zbiórki, kreatywność z piłką - to wszystko natomiast nie jest zupełnie warte, aby przepłacać za niego już teraz. Niech rynek podyktuje jego wartość w przyszłym roku i po sezonie 2012/13 Raptors podejmą decyzję, w obliczu tego jak spisze się też w swoim pierwszym sezonie Ross. To wydaje się być krótkoterminowy plan, jeśli założyć, że nie ma miejsca na posiadanie duetu Ross/DeRozan. Nikt o tym w obozie Raps głośno nie powie, ale na to wygląda.


Jose Manuel Calderon będzie zapewne wystawiony (cały czas jest...) na listę transferową także i w lutym, ale to już ostatni dzwonek, zanim w lipcu 2013 roku jego kontrakt wygaśnie i podpisze najprawdopodobniej umowę z którymś z kontenderów albo wróci na Półwysep Iberyjski. Raptors pozyskali jednak z Houston Rockets znakomity - jeszcze dwuletni, wart tylko 12mln dol. - kontrakt Kyle'a Lowry'ego, którego zadziorny charakter i defensywa powinny przelać się na poczynania drużyny, w nie mniejszym stopniu niż sprawił to Casey. Podobnie jak było to z duetem Lionel Hollins/Tony Allen. W przyszłym roku Raptors teoretycznie będą mogli  wygospodarować nawet 15-16 mln dolarów na wolnych agentów i jeśli eksperyment z Lowry'm się nie powiedzie, to nic tylko patrzeć jak mogą złożyć wysoką ofertę zastrzeżonemu Jrue Holiday'owi i zobaczyć czy oddanie w zamian Lowry'ego osłodziłoby dla 76ers tę stratę.


Czysta spekulacja, do której jednak teraz większej wagi bym nie przykładał. Jak i do tego jakie były prawdziwe przyczyny tego, że Kestutis Kemzura nie dawał pograć Jonasowi Valanciunasowi w Londynie. W moich oczach upside Big V pozostaje ten sam - bycie drugim najlepszym graczem zeszłorocznego draftu, europejską wersją Tysona Chandlera. Szczególnie/strategicznie podoba mi się ustawienie go w duecie z rzucającym z dystansu Bargnanim, choć w debiutanckim sezonie Jonas będzie zapewne jednym z liderów NBA w ilości fauli PER-36.


Latem 2014 roku - zakładając, że puszczą DeRozana, zrezygnują z Linasa Kleizy (opcja gracza na 13/14), podpiszą nową umowę z Aaronem Gray'em - Raptors będą mieć ponad 25mln dolarów wolnych pieniędzy. Stracą najprawdopodobniej wybór w Drafcie 2013 (jeśli nie awansują do playoffów, przechodzi do Rockets z wymiany za Lowry'ego) i w sezonie 2014/15 będą mieć aż 15,5 mln dolarów w kontraktach Fieldsa i Amira Johnsona. To mogą być wtedy równie dobrze umowy dla dwójki rezerwowych.


Kontrakt Bargnaniego wygaśnie po sezonie 2014/15 i w przeciągu dwóch kolejnych sezonów Casey będzie mógł zobaczyć czy zestawienie Włocha z Litwinem będzie działać obok wolącego rzucać niż podawać po pick/rollach Lowry'ego. Sam sezon 2012/13 da natomiast odpowiedź czy DeRozan jest w stanie poczynić postępy i czy może jednak mógłby grać w parze z Rossem.


Raptors będą bardzo interesującym zespołem w przyszłym sezonie. Niestety jako całość nie są tak seksowną organizacją z racji na daszek na ich apsajdzie - siedzenie w okopach, gdy potężne kluby rozbierają rynek niezastrzeżonych wolnych agentów.  Raptors pozostaje draft, przepłacanie wolnych agentów (najlepiej zastrzeżonych) i pozyskiwanie umów dłuższych niż jedno-dwuroczne (przykład Lowry'ego). Choć na ten moment przyszłość Raptors jawi się w pozytywnym świetle, to wiemy, że stąd tylko krok do gorzkich ocen, wynikających z lokalizacji klubu i pozycji outsidera, którą zajmuje w NBA od lat.

 

 

 

 


Podziel się

FANTASY NBA - SUKCESY i PORAŻKI SPRZED SEZONU - CZ.5

środa, 29 sierpnia 2012 15:32

Sławek Mróz

Wrzesień nadciąga długimi krokami. A to oznacza, że tylko patrzeć gdy yahoo oficjalnie wypuści w świat swoją tegoroczną platformę dla fantasy basketu, rozpocznie się tworzenie lub wznawianie lig, słowem – ruszy gwar związany z nowym sezonem.

Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko dokończyć rozliczanie starego. Dziś analiza piątej rundy ubiegłorocznego draftu Ligi Ekspertów. Następny odcinek będzie kończył cykl, potem już tylko świeże sprawy, czyli rozważania przedsezonowe.

Póki co wracamy do draftu. Runda piąta bardzo ciekawa, zgodnie z oczekiwaniami zorientowana na uzupełnianie sił podkoszowych. Kto się wyłamał z tej tendencji, miał szansę na świetny zakup, choć i największa wpadka rundy dotyczy obwodowca. Wśród samych centrów też można było wyłowić perły. Popatrzmy.

RUNDA V

Dla przypomnienia, poniżej: numer wyboru, nazwa drużyny, nazwisko i w nawiasie ostateczny ranking zawodnika za sezon. Omówienie czwartej rundy tutaj.

69 - Warsaw BTeam - KRIS HUMPHRIES (53)
70 - Andery - CARLOS BOOZER (56)
71 - Sama-Sama - BRANDON JENNINGS (19)

stealJenningsW jaki sposób można powetować sobie pecha związanego z wcześniejszym wyborem Brooka Lopeza, któremu dotkliwa kontuzja trafiła się chwilę później? Właśnie w taki. Pewnie, to nie ta sama pozycja (a centrów w siedemnastozespołowej lidze łatać niełatwo), ale przecież bardzo mocny rozgrywający to też absolutnie pożądany skarb w roto. Nawet dla drużyny, która już ma na stanie Chrisa Paula.

Sam Jennings kończył sezon poprzedzający draft w rankingu mniej więcej odzwierciedlającym niniejszą kolejność wyboru. A jednak czuło się w powietrzu, że to eksplozja „waiting to happen”… Ba, wręcz eksplozje zdarzały się i wcześniej, jak choćby słynny mecz +50. Dotąd brakowało jednak stabilności formy i przede wszystkim skuteczności. Nie to, żeby skuteczność poprawił Brandon jakoś drastycznie, na tyle jednak, by nie razić nią z pozycji point guarda. I to wystarczyło, by skoczyć w górę. Nie zaszkodził też, wbrew obawom, transfer Monty Ellisa do Milwaukee, gdzie Scott Skiles ma teraz dwóch szalonych graczy do okiełznania na obwodzie.

72 - fokommodores - WESLEY MATTHEWS (51)
73 - Srogi Rewanż - JASON TERRY (63)
74 - ROOKIES - MARCUS THORNTON (28)
75 - EmbracedEmbarrasment - ROY HIBBERT (59)
76 - Hoop Dreams - ANDREW BOGUT (62)
77 - Pędzące Imadła - CHRIS KAMAN (126)
78 - Original Cream Team - ARRON AFFLALO (92)
79 - Bukkake - ANDREA BARGNANI (76)
80 - Solid As a Rock - TYSON CHANDLER (31)
81 - Z dużą przewagą - NICHOLAS BATUM (37)
82 - Florida Pensioners - JARED DUDLEY (91)
83 - GRB - DEMAR DEROZAN (188)

wtopaOdomW żadnym wypadku nie byłem gotowy, by tytułować DeRozana przyszłym franchise playerem Raptors. Wydawało się jednak, że jeżeli mieli stawiać na jakiegokolwiek gracza i inwestować minuty boiskowe w jego rozwój, to DeMar był głównym faworytem do takiego traktowania. Wypisz wymaluj – sleeper!

I rzeczywiście, DeRozan swoje solidne 35 minut dostał. Dostał też ponad czternaście rzutów w meczu. Jedyny drobny problem polegał na tym, że nie wykorzystał szansy. Bo pozornie solidna zdobycz w postaci 16,7 punktów na mecz blednie, gdy skonfrontować ją ze wspomnianą wcześniej ochotą do oddawania rzutów i mizerną jak na gracza unikającego rzutów z dystansu (0,4 celnej trójeczki) skutecznością 42,2%. Pozostałe statystyki też na kolana nie rzucają, może za wyjątkiem osobistych, stąd bardzo niski rank na koniec sezonu.

Rzecz jasna, nie ma tu specjalnej nadziei na eksplozję w nadchodzącym sezonie. Terrence Ross i Landry Fields nie przybyli do Toronto po to, by obserwować mecze z ławki, więc dla DeRozana zostają w zasadzie głównie minuty na niskim skrzydle, a i to do przewalczenia z Linasem Kleizą, solidniejszym na dystansie.

84 - PI3TR45' Team - ANDERSON VAREJAO (46)
85 - Liczy Sie Wynik - EMEKA OKAFOR (161)

Yeaaaaaaaahhhh! Yahoo otwiera ligi! A przynajmniej wczoraj udało mi się wedrzeć na świeżą platformę i nawet wziąć udział w mock drafcie. Być może miałem szczęście załapać się na jakieś testowe uruchomienie, bo dziś dostęp został ponownie zablokowany, ale przedsmak już jest. Bądźcie zatem czujni, bo to już pewnie kwestia dni!

Wiem, że wiele lig w kraju zaczyna już się organizować lub przegrupowywać, pora również na Ciebie! Jeżeli pierwsze kroki dopiero przed Tobą – sięgaj do archiwum i zgłębiaj podstawowe zasady gry, a potem dołączaj do lig. Jak dołączyć? Przykładowe namiary znajdziesz także w archiwach ZawszePoPierwsze, śledź też komentarze czytelników. Wreszcie – śmiało zakładaj własną ligę i zgarniaj towarzystwo.

I szukaj moich postów… Dorzucał będę informacje bieżące, prawdopodobnie pojawi się też doroczna rekrutacja kandydatów do Ligi Ekspertów. Stay tuned!


Podziel się

PLAN: BROOKLYN NETS (22-44)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012 15:48

 

 

Maciej Kwiatkowski


Okres transferowy za nami. Jesteśmy w trakcie najcichszych dni w NBA. Większość zawodników pracuje już indywidualnie i powoli będzie wracać do wspólnych treningów z resztą zespołu, zanim z końcem września oficjalnie rozpoczną się obozy przygotowawcze. Jest to dobry czas, aby zobaczyć jaka przyszłość rysuje się przed 30 klubami NBA i spróbować dojrzeć jak wygląda ich plan.

 

Charlotte Bobcats (7-59), Washington Wizards (20-46), New Orleans Hornets (21-45)

Cleveland Cavaliers (21-45), Sacramento Kings (22-44)

 


Jaką różnicę robi jeden dzień - wczoraj miałem kłopoty z opisaniem planu klubu, który znajduje się w beznadziejnej sytuacji. Antoni wysłał mi sms-a z "nie mogę zaliczyć tych Kings". Cóż, faktycznie, jeśli chodzi o opisywanie beznadziejnych sytuacji mogę się tylko uczyć od mistrza. Dziś wybierzemy się na przeciwległy biegun. Moglibyśmy zahaczyć o Mars pisząc o przyszłości Brooklyn Nets, która może być tylko nakryta enbiejowskim czepkiem nowego CBA. Przy czym to może być też da się przeskoczyć. Brooklyn Nets w przeciągu kilku lat mogą stać się wschodnią wersją Los Angeles Lakers, minus banery mistrzowskie. Przynajmniej póki co.

 

 W poprzednim sezonie żaden klub nie gromadził średnio mniej niż 14 tys. kibiców w swojej hali. Pardon, był taki jeden potwór z bagien - New Jersey Nets, którzy dwa ostatnie sezony spędzili w hali Prudential Center w Newark. 1 listopada Nets po 36 latach powrócą do Nowego Jorku. Latem 1976 roku, gdy przenosili się z ABA do NBA musieli zapłacić New York Knicks 4,8 mln dolarów za grę na nowojorskim rynku (dla porównania - zapłacili 3,2 mln dol. za przystąpienie do NBA). To sprawiło, że Nets musieli się rozstać z symbolem ABA i jednym z 15 najlepszych graczy w historii tej gry Juliusem Ervingiem.


36 lat później Brooklyn Nets stają się realnym zagrożeniem na nowojorskim rynku dla hmmm Manhattan Knicks. Ich rosyjski spadachroniarz-właściciel nazywa Jamesa Dolana "małym człowieczkiem" i prawdopodobnie nie mógł pojąć dlaczego gościuniu z banjo nie zatrzymał latem w Nowym Jorku największej atrakcji ostatniej wiosny. Nie wiemy tego oceniając z innego kontynentu, ale podejrzewam tylko, że gdyby Knicks zatrzymali Jeremy'ego Lina, to mieliby większe szanse zatrzymać też i odpływ kibiców pod czarno-białą banderę Jay'a-Z i Michaiła Prochorowa (Dygresja: dużo mówi się o tym, że Jay-Z jest współwłaścicielem Nets. Cóż, faktycznie nim jest, ale Shawn Corey Carter nie ma nawet 1% udziałów w Nyets).


Los Angeles Lakers postrzegani są jako zwycięzca tegorocznego off-season. Lakers są jedynym zespołem, który, przynajmniej 'na papierze', przeskoczył z grona kontenderów do faworytów ligi. To jednak Brooklyn Nets poczynią najprawdopodobniej największy skok do góry w liczbie zwycięstw.


To wszystko jest generalnie chyba dosyć interesujące i nowe w przypadku nas tutaj, fanów w Polsce (dzięki za lekturę). Nie zauważyłem wcześniej jakoby ilość fanów Nets różniła się drastycznie od tłumów, które zarywają noce na oglądanie Atlanty Hawks. Mamy za to oczywiście sporo fanów Knicks między nami (hello Brooklyn). Podejrzewam, że ciut inaczej, choć porówywalnie może być póki co w Nowym Jorku - spójrzcie tylko ile ekscytacji budzi Joe Johnson, jak zaginął nam z oczu Deron Williams, jak kochany przez amerykańskie ciocie jest Kris Humphries i jak ceniony jest na blogach Brook Lopez za swój jeden sezon eddycurrowatości na deskach. Gerald Wallace może być jedynym graczem z pierwszej piątki Nets, który nie budzi w nas wątpliwości. Jeśli pominiemy oczywiście fakt, że wielu z nas Gerald Wallace po prostu (już) nie interesuje.


 Konkrety: bardzo możliwe, że Michaił Prochorow w najbliższych latach, kosztem poprzedniego właściciela Bruce'a Ratnera, powiększy procent swoich udziałów na jardach, czyli w oddawanej do użytku Barclays Center. Póki co ma 80% udziałów w Nets i 45% udziałów w Barclays, która stoi sobie - Kosma widział to żywo, a ja tylko mam magistra z Google Earth - dwie przecznice od high-schoolu, który ukończył Mark Jackson, trzy przecznice od szkoły, którą skończył Al Ferrari i jakieś pięć od placówki, do której uczęszczał Hector Blondet. Barclays Center znajduje się w północnej części dzielnicy, obok stacji metra Atlantic Avenue i w linii prostej nie wydaje się być to wcale dłużej niż godzina, może 40min drogi do Madison Square Garden. Tak więc to naprawdę będą derby.


Pieniądze: Och. Zapomnijmy o przedlokautowych historiach i wyrównywaniu szans. Prochorow dodał latem do puli kontraktów ok. 350 mln dolarów w umowach. Nie zrobiłby tego, gdyby nie fakt, że Nets wyceniani są już obecnie na ok. 575 mln dolarów i stanowi to 60% więcej niż ich wartość wg Forbesa w ostatnim sezonie. Co więcej, wg artykułu który pojawił się w tym tygodniu w New York Post, Nets powinni zarobić 140 mln dolarów, co po odjęciu kosztów graczy i utrzymania klubu, ma im dać profit ok. 10-15 mln dolarów. W poprzednim sezonie Nets stracili 30.


Nets mają obecnie w kontraktach ok. 88 mln dolarów na sezon 2012/13. Co więcej - już teraz mają ok. 78 mln dolarów w umowach dla ośmiu graczy (minus amnestionowany Travis Outlaw) na sezon 2014/15. Tak więc po sezonie 2014/15 najprawdpodobniej płacić będą tzw repeater-tax, czyli wartość ich podatku już dla pierwszego progu (0-5mln dol. powyżej luxury-tax) będzie wynosić 2,5 dolara za 1 dolar, a nie 1,5 za 1. Na każdym z kolejnych czterech progów ta wartość będzie wyższa o jednego dolara.


Póki co, nie wygląda jednak aby pieniądze miały być jakimkolwiek problemem. Nets mieli postawić na Brooklynie nowy, atrakcyjny team z aspiracjami i im się to udało. Z jednej strony management zasługuje na to by ganić go za oddanie picku #6 draftu w trakcie poprzedniego sezonu i tym samym utratę czegoś co mogłoby im zapewnić pozyskanie chcącego na Brooklyn Dwighta Howarda. Z drugiej strony - Nets postanowili nie ryzykować i Wallace'm oraz sprowadzonym z Atlanty, praktycznie za nic, Johnsonem udało im się przekonać do pozostania na Brooklynie Williamsa (swoją drogą, GM nazywa się King, a gdzieś w managemencie pracują White i Jones). Wciąż jednak myślę, że mając Williamsa w takim miejscu mogli zaryzykować i nie oddawać picku za Wallace'a, a następnie wokół tego picku zbudować w czerwcu przed draftem wymianę z Orlando Magic.


W tym momencie przyszłość Nets na kilka najbliższych lat to praktycznie ten team, który mamy obecnie przed oczami. Jedna z najsilniejszych piątek ligi, do tego całkiem solidna ławka, a w całości skład, który powinien skończyć w Top5 ofensywy, ale będzie mieć problemy z zakwalifikowaniem się do Top15 obrony na koniec sezonu regularnego. Realnym celem jest gra o przewagę parkietu w pierwszej rundzie playoffs. Upside to finał konferencji.


Możliwości Nets na rynku FA ograniczą się do korzystania z wyjątku mini mid-level. Zwłaszcza, że trudno będzie wymienić kontrakt przepłaconego Johnsona (89 mln do końca 15/16). Podobnie, choć w mniejszym stopniu, może być z Lopezem (58 mln do 15/16), czy - choć w jeszcze mniejszym stopniu - z krótką dwuletnią umowę Humphriesa (24 mln do 13/14).


Na najbliższe lata Nets zostaną teoretycznie tylko z niskimi wyjątkami (choć te z uwagi na miejsce/skład pozwolą im łapać na nizsze umowy weteranów) i z wyborami w trzeciej dziesiątce pierwszej rundy draftu. Teoretycznie. Bo jeśli Prochorow będzie w stanie brać do puli kontraktów jeszcze więcej, Nets mogą stać się żartem z niektórych przedlokautowych obietnic Davida Sterna i z czasem wymienić swoje gwiazdy na jeszcze lepsze.

 

 

 


Podziel się

PLAN: SACRAMENTO KINGS (22-44)

niedziela, 26 sierpnia 2012 14:26

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Okres transferowy za nami. Jesteśmy w trakcie najcichszych dni w NBA. Większość zawodników pracuje już indywidualnie i powoli będzie wracać do wspólnych treningów z resztą zespołu, zanim z końcem września oficjalnie rozpoczną się obozy przygotowawcze. Jest to dobry czas, aby zobaczyć jaka przyszłość rysuje się przed 30 klubami NBA i spróbować dojrzeć jak wygląda ich plan.

 

Charlotte Bobcats (7-59), Washington Wizards (20-46), New Orleans Hornets (21-45)

Cleveland Cavaliers (21-45)

 

GM: Geoff Petrie
Trener: Keith Smart
Franchsie-player: brak
Gracze do zatrzymania: DeMarcus Cousins, Isaiah Thomas, Marcus Thornton

 

Plan?

 

Przykro jest opisywać tak dysfunkcjonalną organizację, jaką stali się Sacramento Kings. Bracia Joe, Gavin i George Maloofs w marcu uzgodnili z miastem warunki umowy, która dotyczyła budowy nowej hali, wartej 391 mln dolarów. Główny animator całego przedsięwzięcia burmistrz Kevin Johnson, wspierany przez lokalne grupy (m.in. "Here We Stay") doprowadził do akceptacji tego planu przez ratusz i zyskał nawet "oczko" od Davida Sterna.

 

Bracia Maloof wstrzymywali się jednak z podpisaniem umowy, ostatecznie się z niej wycofując. Powody tej rezygnacji nie wydają się być tak istotne, jak nasuwające się podejrzenie, że bracia stoją w rozkroku, ale sercem są już poza Sacramento. Kilka dni temu pojawiły się plotki o tym, że Kings zostaną przeniesieni na wschodnie wybrzeże, do liczącego ponad 400 tys. mieszkańców Virginia Beach, miasta współtworzącego aglomerację z Norfolk i Portsmouth w stanie Virginia. Oficjele zaprzeczyli tym doniesieniom, a kompania Comcast-Spectator, która rok temu sprzedała Philadelphia 76ers, musiałaby najpierw porozumieć się z władzami miasta. Jest to więc dosyć odległa możliwość, zwłaszcza, że Annaheim, Louisville i Kansas City już mają nowe obiekty skłonne przejąć drużynę NBA, a w Las Vegas i Seattle czekają już z przygotowanym planem, aby móc taki zespół pozyskać.

 

Na ten moment wiadomo, że Kings spędzą w Sacramento sezon 2012/13. To wszystko. To plan. Bracia Maloof wzbraniają się przed deklaracjami dotyczącymi przyszłości Kings w tym najmniej atrakcyjnym "rynku" NBA w Kalifornii (dobra pogoda, niewielkie miasto, wysokie podatki, brak plaży, hej). Większość kibiców Kings chciałaby oczywiście, aby mający libańskie korzenie Maloofowie (nawet bracia Dalton byli bardziej zaradni ) przekazali właścicielstwo grupie lokalnych przedsiębiorców. Jednak póki co, nawet w obliczu spadającej wartości ich interesów, nie są skłonni rozmawiać o odsprzedaniu klubu.

 

Tymczasem Kings pod ich władaniem są jedyną prócz Minnesoty Timberwolves drużyną, która nie zakwalifikowała się do playoffów od sezonu 2005/06. Generalny menedżer Geoff Petrie, niegdyś Rookie of The Year ze średnią 25 punktów, jest jednym z najlepiej draftujących GM'ów ligi. Jak mało kto jednak wyznaje zasadę wybierania najlepszego dostępnego gracza. Tymczasem Kings brakuje szczęścia w loterii, aby wybierać z nr 1 czy nr 2.

 

Kings pozostają więc zespołem bez franchise-playera, a kilka kontraktów - Salmons 15,6 mln do końca 13/14 + Garcia 6,1 do 12/13 + Hayes 17,1 mln do konca 14/15 + Outlaw 9 mln do końca 14/15 - to w takim samym stopniu złe umowy, jak i efekt konieczności dosięgnięcia minimalnej puli przeznaczanej na zarobki graczy (realny problem).

 

Pod wodzą Keitha Smarta Kings stali się jednym z najszybszych zespołów ligi, aby lepiej wykorzystać faktyczny, ofensywny talent jaki posiadają w składzie (Marcus Thornton jest jednym z najmniej docenianych graczy ligi). Cała struktura organizacji zbudowana jest jednak na wątłej fasadzie, co znajduje odbicie w braku indywidualnych postępów młodych graczy (Tyreke Evans jest tutaj najlepszym przykładem). Istnieje uzasadnione podejrzenie, że ci sami zawodnicy - Evans, DeMarcus Cousins, Jimmer Fredette, Jason Thompson - czyniliby szybszy (lub jakikolwiek - Evans, Fredette) progres, gdyby znajdowali się w lepiej zorganizowanych klubach.

 

Na papierze Kings mają obiecujący skład - Thomas Robinson i James Johnson to bardzo dobre wzmocnienia, które w niedalekiej przyszłości mogą pomóc w defensywie i grze na tablicach. Z drugiej jednak strony dodanie do składu kolejnego shoot-first-pass-second gracza (Aaron Brooks) grozi nie tylko zabraniem minut fantastycznemu w rookie-season PG Isaiah Thomasowi (nr 60 draftu) ale też dalszą alienacją Evansa.

 

Po zakończeniu przyszłego sezonu Evans stanie się zastrzeżonym wolnym agentem, a Cousins i jego agent rozpoczną negocjacje z Kings na temat nowego kontraktu. Wygląda na to, że Cousins będzie chciał maksymalnego kontraktu, tego jaki otrzymali Roy Hibbert czy Brook Lopez. Evans z kolei może zostać wyciągnięty przez inny klub, jeśli ta drużyna wyłoży podejrzewam 8-9 mln dolarów.

 

Kto jednak wie czy ta odległa przyszłość w ogóle w tym momencie interesuje braci Maloof? Kto wie czy przenosząc klub w inne miejsce nie zdecydują się odciąć kreską od przeszłości? Póki co trudno znaleźć gorzej prowadzoną drużynę w NBA i w zasadzie... (<- to jest koniec tekstu, dzięki za przeczytanie).

 

 


Podziel się

PIERWIASTEK CIEKAWOŚCI W ATLANCIE

piątek, 24 sierpnia 2012 15:39

Michał Kajzerek

 

Pod Dougem Collinsem wszystko było rutynowym procesem. Lou miał sprawiać różnice wychodząc z ławki, aby podtrzymać ofensywne flow zespołu. Został bardzo efektywnym specjalistą, bronią w arsenale trenera. Zmiana środowiska w swoim primie jest dosyć ryzykownym posunięciem, zwłaszcza, gdy jest się tak wszechstronnym graczem w ofensywie, a poprzedni system pasował niemal perfekcyjnie. Duże znaczenie ma sam Larry Drew, bowiem stara się zrzucić z Hawks łatkę nudnego zespołu i pozyskanie Williamsa może być w tym aspekcie bardzo pomocne. To, w jaki sposób go wykorzysta, będzie w głównej mierze determinowało odpowiednią zmianę rotacji na obwodzie.

 

Combo-guard, w przypadku którego nie widać ogromnych dysproporcji na swoich pozycjach. Atut w rękach trenera i dobrze świadczący parametr o umiejętnościach samego gracza. Gra Lou Williamsa przez wiele sezonów dojrzewała aż w rozgrywkach 2011/2012 zobaczyliśmy 6th mana świadomowego swoich decyzji na parkiecie, miał najwyższy PER (20,2) w karierze. Kreował w pierwszej kolejności samego siebie, wobec czego najwięcej problemów sprawiał rywalowi po wejściach na półdystans skąd trafaił 44% FG. Nie był tak bardzo odpowiedzialny za ruch piłki, jak Jrue Holiday, dlatego zazwyczaj widzieliśmy go bez niej – w roli rasowego egzekutora.

 

Lou grając na dwójce bez piłki w idealnym świecie potrzebuje first-pass PG, a w nowym otoczeniu będzie miał do dyspozycji Jeffa Teague’a i Devina Harrisa, których do tego wora wrzucić nie możemy. Jego praca będzie zatem polegała mniej więcej na tym samym, co robił w Filadelfii, ale w pierwszej kolejności zmuszony jest znaleźć wspólny język z dwójką rozgrywających. Grając obok typowej jedynki Williams odnajdywał swoją ofensywę w sytuacjach Hand Off, czyli po przekazaniach (10,4%), a także w spot-up (11,9%), gdzie najefektywniejszy był ze skrzydeł, trafiajac 38%. Niedawno przyznał, że tego typu relacje mu bardzo odpowiadają. Potrafi w takich okolicznościach wykorzystać swoją szybkość bez piłki, jest wrzodem na dupie dla rywala i nie potrzebuje mozolnej pracy całej drużyny, aby ściągnąć obrońców w jedno miejsce i wykorzystać przestrzeń na parkiecie do wykreowania pozycji do rzutu.

 

Liczby mimo wszystko nie kłamią – grając jako ball-handler w pick’n’rollach Williams wychodząc z zasłon jest nadal tym samym shooterem, tylko znacznie więcej leży w jego rękach. Poświęcał na to prawie 30% swojej ofensywy i trafiał średnio 0,94 punktu na posiadanie. Plan B, gdy trzymał piłkę, zakładał grę w izolacji, na którą poświecał 18% czasu po atakowanej stronie. Jeżeli zasłona okazała się nieskuteczna, zespołowi koledzy robili mu miejsce na grę man-to-man. Następnie działy się rzeczy bardzo ciekawe.

 

Back-court pierwszej piątki Hawks jest raczej klasą średnią wśród zespołów NBA. Williams natomiast to na tyle unikatowy gracz, że z natury rzeczy lepiej prezentuje się wychodząc z ławki, jako człowiek od zadań specjalnych. Larry Drew może odkryć go na nowo stawiając obok Harrisa lub Teague’a, albo zwyczajnie roztrwonić korzyści jakie za sobą niesie. Według ESPN tak czy inaczej Drew nie będzie starał się niczego Lou narzucać ani stawiać w niekomforotwych dla niego rozwiązaniach. Anthony Morrow stanowi w tym wypadku bezpiecznie wyjście na pierwszą piątkę. Tak, Hawks nadal będą nudnym zespołem.

 

To nie wpływa na fakt, że Lou jest interesującym graczem. Nie podaje, ale mało traci, jest wychowankiem surowego ulicznego basketu z domieszką kilkuletniego zawodowego doświadczenia, dlatego walczy o pozycję czasem ścierając się z rywalem lepiej przygotowanym fizycznie. Tego lata dorpacowuje swój catch’and’shot, który dotąd pozostawał niedoskonałością w jego pakecie. – Kiedyś w Filadelfii moim jedynym zdaniem było wyjście na parkiet i zdobycie tylu punktów, ile tylo byłem w stanie. Rozmawiając z Larrym i Dannym – moja rola tutaj będzie mniej więcej taka sama, jeżeli nie większa. Mamy już Jeffa i Devina, którzy są bardzo utalentowani, dodajcie jeszcze mnie do tej mieszanki. Zawsze byłem graczem zespołowym. Myślę, że każdy z nas będzie w tym uczestniczył – mówi Louis.

 

Tymczasem GM - Danny Ferry jest rzekomo w trakcie poszukiwań produktywnego wingmana i faktycznie w tym elemencie Jastrzębię wyglądają imponująco skąpo. DeShawn Stevenson i Kyle Korver to nominalni niscy skrzydłowy Atlanty Hawks. W match-upach dwójka będzie dla rywala łatwym celem do akcji w izoalcjach. Jednak znacznie lepszym defensorem jest Stevenson, więc asekuracyjnie – to on  powinien mieć pierwszeństwo. Koniec końców - Ferry jeszcze nie może być z siebie zadowolony.


Podziel się

PLAN: CLEVELAND CAVALIERS (21-45)

środa, 22 sierpnia 2012 20:01

Maciej Kwiatkowski

 

Okres transferowy za nami. Jesteśmy w trakcie najcichszych dni w NBA. Większość zawodników pracuje już indywidualnie i powoli będzie wracać do wspólnych treningów z resztą zespołu, zanim z końcem września oficjalnie rozpoczną się obozy przygotowawcze. Jest to dobry czas, aby zobaczyć jaka przyszłość rysuje się przed 30 klubami NBA i spróbować dojrzeć jak wygląda ich plan.

 

Charlotte Bobcats (7-59), Washington Wizards (20-46), New Orleans Hornets (21-45)

 


GM: Chris Grant
Trener: Byron Scott
Franchise-player: Kyrie Irving
Gracze do zatrzymania: Kyrie Irving, Tristan Thompson 

 

Byron Scott jest sierżantem, a Cleveland Cavaliers budują szkołę rekrutów. Żaden zespół może nie rozpocząć przyszłego sezonu młodszą pierwszą piątką niż Cavaliers, ale póki co jest więcej pytań niż odpowiedzi, co do zawodników, których Cavs wybrali w dwóch ostatnich draftach z nr 4.


Scott trzyma dyscyplinę, a Cavaliers ustawili dobry kurs po tym jak dezercję LeBrona Jamesa zamienili w sprowadzenie bardziej medialnego i asertywnego w crunchtime Kyrie'go Irvinga.


Jeszcze wczoraj Hoops World porównał Cavaliers do Oklahomy City Thunder. Jest specyficzna idea, która moim zdaniem sprawia, że to porównanie za kilka lat może mieć sens. Owszem, w efekcie finalnym będzie to za dwa-trzy lata po prostu niska średnia wieku podstawowej rotacji, ale Thunder wypracowali blueprint, z którego np New Orleans Hornets zdecydowali się w tym roku zrezygnować, dając kontrakty dwóm graczom wchodzącym w swój prime (Gordon, Anderson).


Oto moja teoria - tajemnicą sukcesu Thunder było znalezienie prawdziwej gwiazdy w pierwszym drafcie (2007), gdy wybierali w Top5. Najważniejszy był jednak kolejny krok - w następnym drafcie wybrali z nr 4 gracza, którego wybór uchodził wtedy za dużą niespodziankę. Thunder nie dość że w Drafcie 2008 wzięli dopiero trzeciego strzelca UCLA, to jeszcze obsadzili go w nieznanej mu dobrze roli playmakera (Darren Collison był pierwszym rozgrywającym UCLA w 07/08). Dzięki temu drugi rok kariery ich wielkiej gwiazdy (Durant) był też czasem pierwszych kroków nieoszlifowanego gracza (Westbrook), który potrzebował ciut więcej czasu żeby dojrzeć. Zamiast wybrać zawodnika gotowego od zaraz, by znaczyć coś w NBA (np Kevin Love, Eric Gordon czy Brook Lopez), Thunder zaryzykowali inwestując w Russella Westbrooka, który długo i praktycznie do dziś, nawet gdy jest już w Top15 zawodników ligi, uczy się na własnych, czasem bardzo szkolnych i głupich błędach


Cavaliers w podobny sposób przeszarżowali nie tylko w tamtym roku, gdy obok Irvinga wzięli z #4 Tristana Thompsona (inna rzecz, że Draft 2011 nie obfitował w takich gotowych do gry pewniaków jak bardzo silny Draft 2008), ale zrobili to zwłaszcza w tym roku, gdy wybrali z #4 pierwszego zmiennika w drużynie Syracuse, rzucającego obrońcę Diona Waitersa. Mają więc bardzo młody zespół, już bez wysokich umów dla weteranów, który - jeśli uda się przed sezonem lub w jego trakcie przehandlować Andersona Varejao - może równie dobrze w czerwcu przyszłego roku znów znaleźć się w Top5 Draftu.


Warto bowiem spojrzeć jak kończył się poprzedni sezon Cavaliers. Początek, jak i w sezonie 2010/11, był zaskakująco dobry i kłopoty zaczęły się praktycznie dopiero wtedy, gdy wypadł ze składu mający poważne problemy z kontuzjami Varejao. Do tego i Irvinga nie oszczędzały kontuzje, co doprowadziło do sytuacji, w której Cavaliers grali przez 30% sezonu w jakiś ciężko rozpoznawalnych składach. Duże minuty gry dostawali Lester Hudson, Donald Sloan, nawet Luke Walton czy w końcu Anthony Parker i Antawn Jamison, którzy w przyszłym sezonie w Cavaliers nie zagrają.


Nowy sezon będzie więc praktycznie kolejnym restartem od czasu wyboru Irvinga. Może stać się powtórką z zeszłego sezonu, gdy Cavaliers rozpoczynać będą grę składem ludzi, przed którymi dużo pracy, aby wypracować właściwą synergię. W tym momencie trudno traktować Cavaliers jako zespół, który boiskowo wszedł już na ścieżkę, której koniec można sobie wyobrazić. Gracze tacy jak Thompson czy center Tyler Zeller, wydają się być co najmniej dobrymi pomysłami na przyszłość, ale praktycznie dopiero zaczynają. Waiters natomiast ma stać się zapewne kimś takim dla Cavaliers jak James Harden dla Thunder, bo podobnie jak Irving większość punktów zdobywa w sytuacjach pick&roll i izolacjach. Ich style gry niekoniecznie będą się tak zazębiać, jak działoby się to np, gdyby Cavaliers zeszli w drafcie kilka miejsc w dół i zdecydowali się na spot-up shootera Harrisona Barnesa.


Wygląda na to, że gra, w którą grają Cavaliers polega na tym, aby raz jeszcze w przyszłym sezonie zawędrować do Top5 czy Top7 draftu, a następnie, już pod lekką presją wynikającą z oczekiwań, odbić się do góry i w przyszłości wylądować w Top4 konferencji.


Wiemy, że właściciel Dan Gilbert zrobi prawdopodobnie wszystko, żeby w trakcie kariery LeBrona Jamesa dopaść go jeszcze w jakiejś serii playoffów. Za 3 lata od teraz może być to historia, którą będziemy żyli w trakcie pierwszej rundy. Gilbert prawdopodobnie więc zdecyduje się nawet płacić "luxury-tax" za wschodnią wersję OKC Thunder, jeśli ma mu to pomóc pokonać Jamesa (opcja nr 1). Cały sens teraz w tym, aby Waiters, Thompson i Zeller czynili postępy. Spokojnie, bez pośpiechu, ale żeby szli do przodu. Jeśli jeden z nich (Waiters/Thompson) okaże się w niedalekiej przyszłości graczem formatu All-Star, to Cavaliers powinni być w bardzo dobrym miejscu. Tak, aby w 2018 roku dołączył do nich James i zaprowadził po pierwszy tytuł w historii klubu (opcja nr 2).

 

 

 


Podziel się

PLAN: NEW ORLEANS HORNETS (21-45)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012 18:16

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Okres transferowy za nami. Jesteśmy w trakcie najcichszych dni w NBA. Większość zawodników pracuje już indywidualnie i powoli będzie wracać do wspólnych treningów z resztą zespołu, zanim z końcem września oficjalnie rozpoczną się obozy przygotowawcze. Jest to dobry czas, aby zobaczyć jaka przyszłość rysuje się przed 30 klubami NBA i spróbować dojrzeć jak wygląda ich plan.

 

Charlotte Bobcats (7-59) - Washington Wizards (20-46)

 

GM: Dell Demps
Trener: Monty Williams
Franchise-player: Anthony Davis
Gracze do zatrzymania: Davis, Eric Gordon, Ryan Anderson



Tom Benson jest 85-letnim, byłym dilerem samochodów, który dorobił się fortuny kupując kilka małych banków na południu Stanów Zjednoczonych, a następnie odsprzedając je w 1996 roku kompanii Wells Fargo. Od 1985 roku jest właścicielem drużyny futbolowej New Orleans Saints i poza kontrowersjami związanymi z próbą przeniesienia klubu do San Antonio po huraganie Katrina, Benson jest powszechnie lubianym nowoorleańczykiem. Ofiarował dziesiątki milionów dolarów pod rozwój, a następnie przebudowę miasta po Katrinie. Jeszcze w 2010 roku przeznaczył np 8 mln dolarów na uniwersytet Loyola.


W kwietniu tego roku za sumę 338 mln dolarów kupił New Orleans Hornets, przerywając tym samym trwające blisko półtora roku bezpośrednie panowanie NBA nad organizacją z cypla luizjańskiego. O czym jednak pamiętać trzeba, a czego my z perspektywy kibiców NBA nie odczuwamy - południe USA, stan Luizjana, wraz z sąsiednimi stanami zjednoczonymi w konferencji SEC, to tereny, na których sportem nr 1 jest futbol, sportem nr 2 jest futbol, nr 3, nr 4 itd. Większość koszykarzy wywodzących się z tego regionu zaczynała od gry w futbol, dopiero potem przyjmując koszykarskie stypendia, a często i na uczelni uprawiając dwa sporty naraz.


Dell Demps został zatrudniony w ostatnich dniach lipca 2010 roku, jeszcze za kadencji George'a Shinna. Poprzedni właściciel przez lata nieskutecznie usiłował sprzedać klub. Z czasem jego wstrzemięźliwość finansowa posunęła się do tego stopnia, że np w 2009 roku "przehandlował" do Los Angeles Clippers Rasuala Butlera, startera w 74 meczach sezonu 2008/09, w zamian za wybór w II rundzie draftu. Potem w trakcie sezonu pozbywał się jeszcze dwóch graczy za wybory w drugiej rundzie draftu, w tym jeden zastrzeżony w ...Top-55. Wszystko po to, aby Hornets znaleźli się poniżej progu "luxury-tax".


Nie wiemy jeszcze czy Benson z czasem, za lat dwa-trzy, zdecyduje się płacić "luxury-tax" za drużynę, która odpowiednio wzmocniona może już być w stanie za ten czas kontendować w Konferencji Zachodniej. Swojej pozycji na pewno nie może być pewien Demps, powszechnie uważany za złote dziecko San Antonio Spurs, który spędził pięć lat w Teksasie, doradzając RC Bufordowi i przez trzy sezony prowadząc filialnych dla Spurs Austin Toros.


Demps ma kontrakt ważny do końca sezonu 2012/13 i opcja na sezon 2013/14 należy do Hornets. W czerwcu tego roku Benson na stanowisko wiceprezydenta klubu zatrudnił GM'a Saints, Mickey'a Loomisa. Trudno podejrzewać, by to akurat Loomis miał go zastąpić, ale same decyzje Dempsa przykrywa nieco sukces Hornets, czyli nowe właścicielstwo i wylosowanie nr 1 draftu.


Musimy bowiem pamiętać, że to Demps miał w grudniu zeszłego roku uzgodniony deal z Houston Rockets i Los Angeles Lakers. W ramach tamtej wymiany Hornets nie pozyskaliby ani Erica Gordona, ani wyboru z nr 10 draftu, w zamian otrzymując kontrakty Kevina Martina, Luisa Scoli, Gorana Dragica i Lamara Odoma. Taki team, nawet uwzględniając fatalny sezon Odoma, mógłby być zbyt dobry, aby dobić do trzeciego wyniku od końca w zeszłym sezonie. A co bardziej pewne - Hornets nie mieliby możliwości sprowadzenia Ryana Andersona.


Pozyskanie Andersona za tylko 33 mln dolarów płatne przez cztery lata i wcześniejsze oddanie ok. 30 mln dolarów (Ariza/Okafor) do Waszyngtonu, to akurat bardzo udane posunięcia Dempsa. Wyrównanie oferty dla Gordona i wydraftowanie z nr 10 grającego na tej samej pozycji Austin Riversa, to z kolei ruchy, które mogą już za rok od teraz zostać ocenione jako kontrowersyjne.


W sezonie 1995/96 rzucający obrońca Demps spędzał czas na ławce rezerwowych Spurs obok niskiego skrzydłowego Monty'ego Williamsa. Obaj zagrali najmniej minut dla Spurs w tamtym sezonie. Piętnaście lat później Williams był już trenerem od trzech tygodni, gdy Demps został sprowadzony do Hornets. Wybór Williamsa okazał sie być znakomitą decyzją Shinna i poprzedniego GM'a Jeffa Bowera. Zresztą wystarczy cofnąć się do czasów akademickich by zrozumieć ambicję Williamsa, gdy po sezonie debiutanckim w NCAA z powodu przerostu lewej komory serca musiał przesiedzieć poza grą ...dwa kolejne sezony. Mimo tego zdołał dostać się do NBA, gdzie przez długie lata był jednym z lepszych role-players. Team Hornets, który prowadzi też charakteryzuje wielkie serce, a boiskowo - przywiązanie do doskonałej z założenia obrony pick&roll, która nawet z nienajszybszego i mało atletycznego Davida Westa uczyniła w trakcie sezonu 2010/11 dobrej klasy obrońcę. Ot, przywiązanie do pryncypiów, utrwalane przez trenera, który nie krzyczy na swoich graczy w trakcie spotkań, ale umie wykorzystać prasę, aby publicznie ganić ich za niedogrywanie sezonu do końca, w sytuacji, gdy tankowanie wydaje się być najlepszą opcją. W miniony weekend Hornets przedłużyli z nim kontrakt do końca sezonu 2015/16.


Jeśli popatrzymy na Anthony'ego Davisa i hype z nim związany, możemy sobie tylko raz jeszcze przypomnieć jak doskonałym graczem był Tim Duncan, gdy przychodził do NBA. Te porównanie - Popovich/Duncan vs Williams/Davis - wydaje się być jednak całkiem na miejscu. Defensywnie ukierunkowany coach + rookie, który już w pierwszym sezonie może być w Top10 obrońców ligi. Davis nie tylko jest bardzo dobrym blokujacym, ale jest doskonałym blokującym. Ze 186 rzutów, które zablokował w swoim jedynym sezonie w NCAA aż 144 pozostało w grze, a 103 razy piłka została w rękach jego zespołu, Kentucky Wildcats - nomen omen mistrzach NCAA. Po tych 103 razach zdobyto bezpośrednio 105 punktów w kontratakach (via artykuł Betlehema Shoalsa "Davis is the next Russell. Maybe")


Davis powinien być nie tylko doskonałym blokującym, zbierającym (zwłaszcza na atakowanej tablicy) i obrońcą, ale z czasem stać się solidną drugą opcja ofensywną, bardzo wszechstronnym graczem, który potrafił w finale NCAA zaliczyć pięć asyst (W ostatnim roku szkoły średniej miał też np mecz: 32 punkty, 21 zbiórek, 11 asyst, 9 bloków). Davis jest w tym momencie kandydatem nr 1 do potencjalnego quadruple-double w NBA.

 

Jego rozwój po atakowanej stronie boiska zależeć będzie od tego w którą stronę podąży kariera Erica Gordona. Od czasu przyjścia do NBA Gordon zaczął zmieniać swoję grę z roli shootera na gracza bardziej zorientowanego na sytuacje pick&roll i zespół. Jeśli jego ścieżką rozwoju ma być wejście na ścieżkę, którą idzie James Harden, to kombinacja Gordon/Davis może na przestrzeni kilku lat okazać się jednym z najlepszych dwuosobowych kombo w lidze. Tym bardziej że, co już zauważyliśmy, zaczyna brakować w NBA wysokiej klasy rzucających obrońców i wciąż brakuje wysokiej klasy środkowych nowej ery - dobrych finisherów w ataku i  świetnych, mobilnych obrońców w pick&roll.


Ryan Anderson jest drugim graczem, który chętnie by skorzystał z rozwoju Gordona. Teoretycznie Hornets mają fantastyczne ofensywne combo - najlepszy zawodnik NBA będący klasycznym stretch-four + potencjalnie rolujący i dunkujący wszystko cel podań w ataku.


Tym czego potrzebuje ten duet jest kreator-rozgrywający. Inaczej możliwości Andersona i Davisa mogą nie być należycie wykorzystywane.


Znalezienie rozgrywającego dla tej paczki jest więc obecnie celem nadrzędnym, jeszcze ważniejszym niż znalezienie niskiego skrzydłowego z grona zawodników, z których najlepszym może być na ten moment Al-Farouq Aminu, pasujący bardziej jako niski-silny skrzydłowy.


Pierwszy mecz ligi letniej był zarazem pierwszym meczem kariery, który Austin Rivers rozpoczął jako playmaker. Nie chodzi o to by oceniać pierwsze efekty, bo zawodnicy muszą popełniać błędy na początku, aby mieć się z czego uczyć, ale o to czy Rivers faktycznie może stać się kimś na modłę Russella Westbrooka. Nie wiemy tego jeszcze, ale wiemy na pewno, że jeśli Hornets chcą odnieść sukces, to potencjał ofensywny Davisa powinien być lepiej wykorzystywany niż potencjał Serge'a Ibaki i Kendricka Perkinsa. Bez first-pass playmakera Hornets mogą tego nie osiągnąć. W obwodzie na pozycji nr 1 pozostaje jeszcze bardzo dobry jako back-up, grający dopiero dwa sezony w lidze, Greivis Vasquez - choć on raczej nie stanie się odpowiedzią.


W przyszłym roku Hornets będą mogli podjąc decyzję co do tego czy przedłużyć kontrakty z Aminu i Xavierem Henrym (mój cichy pick do roli startera na SF), czy też pozwolić im zostać zastrzeżonymi wolnymi agentami latem 2014 roku.


Końcowa gra Hornets jest taka, by latem 2016 roku mieć pod nowym kontraktem Davisa i do tego czasu zobaczyć czy przez cztery sezony Gordon (ma opcję 15,5 mln na 15/16) z Andersonem okażą się częściami pasującymi. Wygląda na to, że ta kombinacja jest bardzo dobra, a płacenie 20-22 mln za lata prime'u Gordona i Andersona to korzystny interes dla Hornets (problemy z kontuzjami Gordona martwią). W tym czasie Hornets spróbują uzyskać odpowiedź czy combo Rivers-Gordon, współdzielące ze sobą pozycje 1/2, będzie w stanie maksymalizować efektywność płynącą z posiadania tak dobrze pasującego do siebie duetu Anderson/Davis.


Jeśli Hornets nie zamierzają być płatnikiem luxury-tax, to do 2016 roku nie zaangażują się w kontrakt podobny do tego, który ma Anderson (32/4). Taka umowa mogłaby im zagwarantować dobrego startera na pozycję rozgrywającego. Podejrzewam, że będą usiłowali go odkryć w Riversie lub dalej szukać backupu z większym potencjałem niż Vasquez, który mógłby eksplodować jako starter. Zabawne, ale ktoś taki jak gracz, którym już dealowali, czyli Darren Collison może być ciekawą opcją, gdy za rok stanie się zastrzeżonym wolnym agentem.


Najbliższy rok odpowie nam w dużym stopniu na pytania dotyczące przyszłości Dempsa i pozycji rozgrywającego w Hornets. Dowiemy się też czy Benson planuje solidnie zainwestować w team, gdyby np Hornets mieli przed sezonem lub w lutym przejąć kontrakt startera na pozycję nr 1.

 

Jestem w gronie tych, którzy są bardzo pozytywnie nastawieni do przyszłości Davisa w NBA. Jestem też przygotowany na to, aby przestrzegać o tym, by jego znaczenia nie oceniać tylko przez rubrykę punktów i zbiórek. Myślę, że w zmieniających się czasach gry, ktoś potrafiący w przyszłości kryć tak duże obszary boiska jak Kevin Garnett, stanie się bestią w defensywie. Zadanie przed Hornets, aby znaleźć graczy wokół niego, którzy pomogą uczynić z Davisa bestię po obu stronach boiska i jednego z 10 najlepszych graczy świata. Jeśli dziury w składzie zostaną zapełnione, to ten zespół może bardzo szybko znaleźć się w playoffach. Póki co, wolę też przyszłość Hornets od przyszłości Minnesoty Timberwolves.

 

 


Podziel się

DWÓCH NIESPEŁNIONYCH

niedziela, 19 sierpnia 2012 22:41

Michał Kajzerek

 

Nie ma pomiędzy nimi żadnych powiązań, w zasadzie różni ich bardzo wiele. Obaj jednak głęboko wierzą, że kolejne rozgrywki będą wykładnią ich talentu, którym zachwycali na amerykańskich uniwersytetach. Michael Beasley szkołę życia będzie kontynuował w Phoenix, gdzie podobnie, jak w Minnesocie – oczekują jego rozkwitu. Jimmer Fredette miał być sensacją Sac-Town, a ostatecznie skończył swój debiutancki sezon w cieniu jednej z największych niespodzianek 2011/2012 – Isaiah Thomasa. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, który z nich powinien odczuwać większą presję. Beasley nie ma już wiele do stracenia, Fredette dostał ultimatum, które przetestuje siłę jego charakteru, a zarazem umiejętności, jakimi czarował w NCAA wygrywając mecze dla BYU.

 

By mieć pełen obraz spróbujmy skorzystać z narzędzia, które doskonale odsłania metodologię każdego gracza, czyli Synergy Sports. Jimmer jako dobry strzelec miał przede wszystkim egzekwować ofensywę na obwodzie, z sytuacji spot-up (24% jego ofensywy) trafiał średnio 1,01 punktu na posiadanie. Nie powinniśmy go jednak szufladkować jako role-playera. Starał się również być pragmatycznym w pick’n’rollach, na których opierał prawie 26% swojego ataku. Jimmerowi zabrakło pewności siebie, którą emanował w rozgrywkach uniwersyteckich. Po każdym kolejnym nietrafionym rzucie tracił motywację i z czasem wyglądał na ligowych parkietach coraz bardziej niewyraźnie. To potęgowało mizerny obraz jego defensywnych umiejętności, które martwiły skautów, gdy grał jeszcze na parkietach NCAA.

 

Michael Beasley to już zupełnie inna para kaloszy. Nigdy nie traci pewności siebie i czasami jest kretyńsko przekonany, że każda decyzja, jaką podjął posiada swoje sensowne uzasadnienie, bowiem z założenia miała na nogi postawić całą halę. Ten sen spełniał się jednak bardzo rzadko. Trenerzy nie byli na tyle naiwni, aby zaufać mu bezgranicznie. Świadomy tego Mitch Kupchak ostatecznie nie zgodził się przed 15 marca tego roku przejąć opieki nad wiecznym dzieckiem z Kansas State. W minionych rozgrywkach, które B-Easy przezimował w Minnesocie jego ofensywna w niemal 23% opierała się na izolacjach, trafiał 38,6% FG. Wszechstronny wingman to epitet używany na wyrost w jego wypadku, mimo wszystko starał się też grać po zasłonach (10,5%), spot-up (18,8%) oraz post-up (16,2%). Był bezużyteczny w szybkiej grze, prawdziwie śpiący rycerz.

 

Tylko i wyłącznie jako silny skrzydłowy może być game-changerem, na trójce sprawdza się znacznie gorzej, ciągle brakuje mu regularności. Procent zwycięstw Wolves z ubiegłego sezonu jest znacznie większy, gdy Beasley więcej czasu spędzał jako PF, co potwierdzają statystyki z 82games.com. W minionym sezonie miał najgorszy PER w karierze – 13,1, dla potwierdzenia  tezy z akapitu – grając na czwórce jego PER to 18,1. Nie da się ukryć, że Michael jest znacznie lepszym graczem indywidualnie niż zespołowo, potrzebuje zatem środowiska, w którym pozna warunki dobrze funkcjonującego kolektywu.

 

Jimmer mentalnie jest zupełnie inaczej nastawiony do basketu i istoty samej gry. Koszykarski geek, który opuścił uczelnię i nieco zagubił się w świecie dla bewzględnych profesjonalistów. Jako rozgrywający potrafi dobrze kreować kolegów na parkiecie i ma do tego odpowiednie umiejętności. Tego jednak dowiemy się przeglądając jego profil, nie filmiki z YouTube’a. – Miniony sezon nie był typowytłumaczy się Fredette, nie słuchajcie tego. Keith Smart jest zdania, że wszystko stanie się prostsze, jeżeli nabierze więcej wiary w swoje umiejętności i przede wszystkim zacznie kreować samego siebie. To ma odświeżyć nam pamięć i przypomnieć, czym była Jimmer-mania, gdy kończył uniwersytecką karierę wielkimi trójkami.

 

Isaiah Thomas (Aaron Brooks?) na rozegraniu i Tyreke Evans na dwójce mogą znacznie ograniczyć czas gry Fredette w kolejnym sezonie, jeżeli jedyny białas z tego grona obudzi swoje mojo. Z drugiej strony, gdy cała czwórka pozostanie zmotywowana i zaakceptuje swoje role – to Smart będzie miał większe pole manewru i tym samym zyska solidnego combo-guarda w postaci Jimmera.  Cholera, równie dobrze gracze rotacji Kings mogliby umówić się na Rucker Parku, żeby przy dźwiękach Ricka Rossa poobijać się trochę nad obręczą. Young, Wild and Free.

 

Nominalnie niski skrzydłowy w Phoenix może mieć nie lada problem, aby walczyć o minuty jako silny skrzydłowy. Channing Frye najprawdopodobniej zostanie przesunięty na środek albo stworzy twin-towers z Polish Machine, bowiem Marcin po oddaniu Robina Lopeza został sam (no tak - O'Neal, dzięki). Pozostaje Luis Scola i Markieff Morris. Na trójcą są P.J. Tucker i Jared Dudley. Według ESPN B-Easy przewidziany jest na pierwszą piątke jako SF. Gentry musi znaleźć dla Michaela odpowiedni system, jeśli planuje grać nim tylko na trójce i wykorzystywać to, co jest w stanie zrobić, a nie to – co mółgby zrobić.

 

- Do Phoenix przyciągnął mnie w głównej mierze styl gry, mam szansę powalczyć tu o miano go-to-guya. Koniec końćów chcę ekscytować publiczność, bo właśnie po to przychodzą na mecze, niemniej zwycięstwa są najważniejsze – mówił Beasley w jednym z ostatnich wywiadów. W Phoenix odetchnęli z ulgą, gdy wspomniał o zwycięstwach. W jego głowie nadal jest mnóstwo dymu, lecz w Arizonie nie będzie czasu na boski chillout.

 

Fredette natomiast - brał udział tego lata w lidze letniej jako lider młodej grupy graczy. Oczy wszystkich były co prawda zwrócone w stronę Thomasa Robinsona, ale to akruat działało na korzyść Jimmera walczącego o swój koszykarski wizerunek. – Zdaję sobie sprawę, że będę musiał rywalizować o miejsce na parkiecie. Nie trzeba mi tego powtarzać. Chcę pokazać, że na wiele mnie stać. W uczelni stawałem się coraz lepszy z każdym rokiem. Liczę, że teraz będzie podobnie. Nie mogę się niczego bać – przyznaje.



 

 

 


Podziel się

PLAN: WASHINGTON WIZARDS (20-46)

sobota, 18 sierpnia 2012 17:40

 

Maciej Kwiatkowski

 


Okres transferowy za nami. Jesteśmy w trakcie najcichszych dni w NBA. Większość zawodników pracuje już indywidualnie i powoli będzie wracać do wspólnych treningów z resztą zespołu, zanim z końcem września oficjalnie rozpoczną się obozy przygotowawcze. Jest to dobry czas, aby zobaczyć jaka przyszłość rysuje się przed 30 klubami NBA i spróbować dojrzeć jak wygląda ich plan.

 

Charlotte Bobcats (7-59)

 

GM: Ernie Grunfeld
Trener: Randy Wittman
Franchise player: John Wall
Gracze do zatrzymania: Wall, Bradley Beal, Nene, Kevin Seraphin, Trevor Booker

 

 

Wizards są w dobrych rękach. Ted Leonsis jest hipsterem w gronie właścicieli - prowadzi bloga, na którym żywo interesuje się nawet drobnymi zmianami, które mogłyby uatrakcyjnić oglądanie spotkań w Verizon Center. Do tego sam komunikuje się z blogerami Wizards i regularnie odpowiada na pytania fanów. Przede wszystkim jednak Leonsis ma pieniądze i zapowiedział już, że chce płacić podatek, jeśli przed klubem rysować się będzie świetlana przyszłość.

 

Póki co, w obrębie samego składu Wizards musi nastąpić kolektywny wzrost, a w nadchodzącym sezonie pojawi się presja na wynik, niewidziana od czasu, gdy Gilbert Arenas był dłużny pieniądze Javarisowi Crittentonowi.

 

Ta gorsza część "Ernie and Bernie Show" piastuje od 2003 roku stanowisko generalnego menedżera/prezydenta Washington Wizards. Jeśli nazwisko Erniego Grunfelda nie mówi wam tak wiele, to spójrzcie na teamy New York Knicks z lat 90-tych, które przez dziewięć sezonów z rzędu przechodziły pierwszą rundę playoffów (91-99). Grunfeld był przez blisko dziesięć lat GM'em Knicks, zanim spędził cztery lata, pełniąc tę funkcję w Milwaukee Bucks (Cassell-Allen-Big Dog Robinson).



W Waszyngtonie zbudował team, który przez cztery kolejne sezony wchodził do playoffów (2005-2008). Potem stał się jednak zakładnikiem swoich snów o potędze, oddając pick #5 draftu (Rubio) za Mike'a Millera i Randy'ego Foye'a, zanim wszystko to eksplodowało razem z aferą pistoletową. Wizards nie grali w playoffach od czterech lat, ale po zakończeniu ostatniego sezonu postanowili przyspieszyć naturalny rozwój młodego zespołu i w najbliższym sezonie chcą stać się kontenderem do 8. miejsca w Konferencji Wschodniej.



Po 17 meczach sezonu 2011/12 z funcji trenera Wizards zwolniony został Flip Saunders, a zastąpił go Randy Wittman, który zaliczył z Wizzies bilans 18-31 i zakończył sezon regularny serią sześciu zwycięstw.



To jak szybko Wizards staną się teamem play-off zależeć będzie od tego czy wciąż dopiero 21-letni John Wall w swoim trzecim sezonie gry wejdzie na ścieżkę, na którą w tym samym czasie wszedł Derrick Rose. Gdy my dzielimy rozgrywających na "rzucających" (Rose, Westbrook) i "first-pass" (Nash, Rondo), Wall ma szansę przejść między tymi dwiema grupami, mając przy tym fantastyczne warunki fizyczne i atletyzm lepszy niż mieli Chris Paul czy Deron Williams w tym samym wieku. W dwóch sezonach gry z przeciętnym i nienajmądrzejszym ofensywnie teamem Wizards zaliczał średnio 8.2 asyst. Do tego 4.0 zbiórki w obronie na mecz, które pozwalają mu od razu wyprowadzać kontrataki. Musi poprawić przede wszystkim rzut - po 29,6% za trzy w sezonie 2010/11 trafiał fatalne 7,1% w ostatnim. Jeśli stanie się zagrożeniem z półdystansu w sytuacjach pick&roll, to sky is the limit dla Johna Walla. Nie jest wcale tak daleko od stania się gwiazdą NBA.



Bradley Beal wybrany z nr 3 draftu ma być tym, który stanie się dobrym adresatem podań, a także drugim kreatorem na obwodzie Wizards. Śledziłem go w NCAA/Lidze Letniej i podejmowanie decyzji, wraz z różnorodnością sposobów w jaki może zdobywać punkty (pick/roll, off-screen po koźle i bez, spot-up, pull-up po pump-fake'u), jest czymś imponującym w wyszkoleniu technicznym, jak na doświadczenie tylko jednego roku gry w NCAA. Bardzo mądry gracz bez głupiego atletyzmu, za to z głową na karku. Może być dobrą przeciwwagę dla szybkości i pochopności Walla. Coś jak niegdyś duet Thomas-Dumars w Pistons - oczywiście, póki co, w odpowiednich proporcjach.

 

Tandem Wall-Beal może stać się naprawdę czymś wielkim w przyszłości, ale Wizards nie zamierzali czekać i w tym roku sprowadzili trzech weteranów, aby przyspieszyć proces.



Nene skończy we wrześniu 30 lat i cały czas nie spełnił swojego potencjału. Jest jednym z najlepszych wysokich obrońców pick&roll, posiada fantastyczne, miękkie dłonie przy swojej imponującej sylwetce, co pomaga mu kraść od lat ponad 1 piłkę w meczu i być jednym z lepszych finisherów w lidze. Od lat nie poprawił jednak swojej gry tyłem do kosza czy jeden na jednego, nie wykorzystując w ten sposób potencjału All-Star, który posiada. Potrafi też przechodzić obok meczów, gdy nie zostanie zaangażowany w nie ofensywnie. W trakcie Igrzysk grał z kontuzją stopy, która nękała go w końcówce poprzedniego sezonu. Zobaczymy w jakim stanie zdrowia rozpocznie obóz przygotowawczy.



22-letni Kevin Seraphin i dwa lata starszy Trevor Booker nie olśniewają talentem, nie są game-changerami, ale to wysocy, którzy trafiali 53% z gry w poprzednim sezonie - Booker był najlepszym atletą na Draft Combine 2010, a Seraphin ma bardzo dobry półhak i niezły rzut. Seraphin pokazał w drugiej części sezonu dlaczego ma upside jako go-to-guy w low-post, a Booker może stać się kimś na wzór Udonisa Haslema, który gra w Miami od 2003 roku jako ciągle przydatny role-player. W przeciwieństwie do Jana Vesely'ego i Chrisa Singletona zdążyli już pokazać, że mają wartość jako gracze w rotacji klubu NBA.



W czerwcu Wizards dokonali wymiany z New Orleans Hornets, w której pozbyli się 13,7 mln gwarantowanego kontraktu Rasharda Lewisa na sezon 2012/13 w zamian za dwa lata umowy Emeki Okafora (28,1 mln) i jednoroczny kontrakt Trevora Arizy (7,3 mln) z opcją dla gracza na sezon 2013/14 (7,7).



W ten sposób Wizards zrezygnowali z upside'u 35 zwycięstw w przyszłym sezonie, w zamian za upside 40-45 wygranych. Powinni być dużo lepszym defensywnie teamem niż byli (+Nene), choć dodanie do składu słabo rzucającego Arizy praktycznie równoważy dodanie dobrego w tym względzie Beala. Skuteczność dalej niż z 4-5 metrów może być wciąż problemem Wizzies.



Jeśli Ariza wykorzysta swoją opcję na sezon 2013/14, to Wizards będą mieć 43 mln dolary w kontraktach dla tylko czterech zawodników (Wall, Nene, Okafor, Ariza) i nie będą za rok graczem na rynku wolnych agentów. W 2014 roku zejdą jednak umowy Arizy i Okafora, zanim na sezon 2014/15 wejdzie zapewne w życie nowy kontrakt Walla.



Jeśli więc Wall, Beal i Nene tworzyć będą trzon drużyny również za dwa lata (kontrakt Nene wygaśnie zanim zacznie się ewentualna nowa umowa Beala), to w lipcu 2014 roku Wizards będą mogli najprawdopodobniej zaoferować maksymalny kontrakt jednemu z niezastrzeżonych wolnych agentów. Mogą celować np w silnych skrzydłowych (Chris Bosh) lub niskich (Carmelo Anthony). Anthony od ósmego roku życia mieszkał w odległym o 50km Baltimore i przed sezonem 2014/15 będzie mógł odstąpić od kontraktu.



Decyzja z czerwca oznaczała więc odpuszczenie przeciętnie zapowiadającego się Draftu 2013, w zamian za otoczenie Walla już teraz lepszymi i przede wszystim bardziej doświadczonymi graczami. Wizards będą więc próbowali odbić się od dna przy użyciu tandemu Wall/Beal, licząc, że w przyszłości ten duet zachęci do gry w Waszyngtonie kogoś z topowych wolnych agentów. Wizards mogą być np graczem w 2015 roku, gdy niezastrzeżonym wolnym agentem może stać się Kevin Love, ale mogą też wcześniej użyć spadających umów Okafora/Arizy/Nene, aby np odmłodzić skład, jeśli Wall i Beal okaża się wymarzonym combo.

 

Do czerwca mniej więcej wiedzieliśmy w jaką grę grają Wizards. Teraz stało się to mniej czytelne, ale wiadomo o co grać będą w sezonie 2012/13 i wiadomo, że mają jeden z najbardziej utalentowanych back-courtów w lidze.

 

 

 


Podziel się

JASON TERRY I 3E W BOSTONIE

sobota, 18 sierpnia 2012 17:03

Przemek Kujawiński

 

Więziony w Guantanamo tłumacz Osamy Bin Ladena (niejaki Muhammed Rahim) wysłał list do swojego prawnika (niejakiego Carlosa Warnera rodem z Akron, Ohio), w którym skarży się na to, że jego współwięzień (niejaki Majid Khan) dostał kota. Przedstawiciel Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych odpowiedzialny za słynne więzienie nie potwierdził, ani nie zaprzeczył: "Może to być prawdą, a może nie. Nie mogę potwierdzić, ani zaprzeczyć". Czym właściwie potwierdził, że Amerykanie w zamian za współpracę rozdają więźniom koty Schroedingera.

 

Rahim podzielił się w swoim liście również innymi przemyśleniami. Napisał mianowicie:

 

"LeBron James jest złym człowiekiem. Powinien przeprosić miasto Cleveland".

 

Jego adwokat, mogąc przez 30 sekund cieszyć się sławą najpopularniejszego mieszkańca Akron, szybko wyjaśnił, że słowa te odzwierciedlają plemienne wartości, w ramach których "zdrada nie jest tolerowana, ani wybaczana, ale szczere przeprosiny mają wartość".

 

To dzieje się naprawdę, nie tylko w amerykańskich mediach, bo o ile jeszcze debata o rozdawaniu kotów w więźniom ma głębszy sens (nawet, jeśli brzmi na pozór absurdalnie), to już dawanie na główną stronę Tomasza Majewskiego dłubiącego w nosie - nie bardzo (brawo gazeta.pl). Niebawem dowiemy się, że Muhammed Rahim dostał swój własny program o NBA, w którym komentował będzie aktualności z perspektywy wartości plemiennych...

 

Póki co wiemy, że Amerykanie w ramach tortur psychicznych zamienili głośny heavy metal na "Decyzję" LeBrona Jamesa. Za około 2 lata natomiast dotrze do nas kolejny list Rahim, w którym tym razem poświęcony Carmelo, Dwightowi i Rayowi Allenowi.

 

I tą pokręconą drogą dotarliśmy do Jasona Terry'ego. Mam wrażenie, że wielu kibiców Celtics nie zdaje sobie sprawę, że "wymiana" Raya Allena na Jasona Terry'ego to upgrade dla zespołu. Jesus Shattlesworth zestarzał się - i choć wciąż jest jednym z najlepszych strzelców za 3 w całej lidze, to właściwie jedyne, co pozostało w jego grze. Świetnie wpasuje się w Miami, gdzie będzie mógł rzucać trójki w kontrze i czekać w narożniku. Boston potrzebuje jednak kogoś, kto jest też w stanie kreować swój własny rzut i stanowić niebezpieczeństwo z piłką w ręku. Rozumiem sentyment kibiców, ale Allen takim gracze już nie jest.

 

Jason Terry też nie jest już pierwszej "świeżości", ale będzie w stanie przynieść do stołu nieco więcej. Przede wszystkim, gdy Avery Bradley będzie już całkiem zdrowy, nie będzie miał problemów z wchodzeniem z ławki. Wręcz przeciwnie - bycie rezerwowym, to jest jego rzecz. Jak sam mówi:

 

"W Dallas było tak, że gdy nazwiska starterów były wyczytywane, ale kiedy jesteś szóstym zawodnikiem i wchodzisz w trakcie meczu, dostajesz swoją własną owację. Nie ma lepszego uczucia".

 

Myślę też, że nie każdy może być świetnym rezerwowym. Wielu zawodników potrzebuję czasu, by rozgrzać się w trakcie meczu, kilku rzutów, paru przebiegniętych metrów. Gdy wchodzi z ławki musisz być w stanie z miejsca grać na najwyższym poziomie i z pewności nie jest to łatwa sztuka. Terry opanował ją do perfekcji dzięki swojemu systemowi, który nazywa 3E, czyli energia, staranie się (effort) i entuzjazm.

 

"W byciu szóstym zawodnikiem najważniejsze są energia, staranie się i entuzjazm. 3E no i oczywiście umieszczanie piłki w koszu (...) Każdy mecz jest inny, ale zawsze jest moment dla rezerwowego, kiedy musi wstać i powiedzieć: Zobaczcie, przybyłem, jestem tutaj. Zmienić grę - to jest zadanie szóstego zawodnika".

 

Na parkiecie Celtics będą mogli liczyć na więcej gry z piłką, czego nie dawał im Ray Allen, bo Terry jest w stanie zagrać po pick'n'rollu, czy znaleźć sobie miejsce do rzutu z półdystansu. Allen w zeszłym sezonie właściwie przestał grać na półdystansie (3 rzuty w meczu ponad 70% asystowanych rzutów, mniej niż 40% skuteczności - Terry 5 rzutów, 40% asystowanych, 44% z gry) i nie należy się spodziewać, żeby w przyszłym miał być kimś więcej niż lepszy James Jones. 

 

Oczywiście Terry nigdy nie zostanie takim mistrzem wychodzenia po zasłonach, jakim jest Allen, ale mimo wszystko będzie próbował przejąć część zagrywek rozpisywanych wcześniej na Raya:

 

"Oglądałem taśmy i przyglądałem się, co robi Ray Allen, jakich używa manewrów, by uwolnić się po zasłonie. Wierzę w system Doca. Będę robił część z tych rzeczy, jak trójki po wyjściu po zasłonie. To trudny rzut za zachwianą  równowagą, ale dodam go do mojego repertuaru".

 

Poza parketem Terry, to oczywiście całkiem inna historia niż Allen. Bostońscy dziennikarze zdążyli już go ochrzcić Rayem z charakterem Kevina Garnetta. Jednym słowem Celtics będą mówić w przyszłym sezonie jeszcze więcej. Jason powiedział już zresztą pierwsze słowo tatuując sobie symbol C's z pucharem mistrzowskim. Czy i tym razem przepowiednia się sprawdzi?

 

Odpowiedź zawrzeź można właściwie w trzech słowach: Heat, Lakers, Thunder. Kolejny run dziadków z Bostonu śledzić będziemy jednak z takim samym zaciekawieniem, jak każdy poprzedni. A gdy to już wszystko się skończy, miejmy nadzieję, że Terry wytatuuje sobie logo ESPN-u lub TNT i dołączy, do którejś z tych ekip.


 


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 725 412  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18725412

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0