Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 421 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


FRANCISCO ELSON BĘDZIE GRAŁ W LISTOPADZIE W NBA, JAK MNIEMAM

czwartek, 09 września 2010 22:09
Maciej Kwiatkowski

Jeśli nie możesz zdobyć tytułu mistrzowskiego, to chociaż sprowadź takiego, który to zrobił... Powiedzmy.

Francisco Marinho Robby Elson ma podpisać gwarantowany kontrakt z Utah Jazz i być może na te kilka minut wróci do naszego League-Passa.

W poprzednim sezonie Elson rozegrał 11 spotkań dla Milwaukee Bucks, po czym został przehandlowany razem z Jodie'm Meeksem w wymianie za Royala Ivey'a (obecnie OKC Thunder) i Primoza Brezeca (obecnie, świat). W Sixers Elson zagrał tylko cztery minuty.


W 2007 roku Elson zdobył mistrzostwo NBA razem z San Antonio Spurs, będąc wtedy w rotacji, grając w 20 meczach play-off po 11.5 minut. Był to niewątpliwie highlight jego kariery, pod którego wrażeniem - jak widać na załączonym obrazku - Elson pozostał. Pozostał do dziś, bo od tamtego czasu o nim nie słyszeliśmy. Spędził jeszcze pół kolejnego sezonu w Spurs, skąd trafił na drugie pół do Seattle SuperSonics.

Elson ma już 34 lata, ale jak podkreśla jego agent - cytuję - ma ciało 28-latka. Sam mam 28 lat i gdyby Elson faktycznie miał takie ciało, to mógłby z Seanem May'em na obiad chodzić. To jednak przeciętny żart bloggera - tak jak i przeciętność jest drugim - technicznie, czwartym - imieniem Elsona.

Ma jednak szansę, niewielką ale zawsze. Utah Jazz zaczną sezon z duetem Paul Millsap i Al Jefferson pod koszem oraz z Kyrylem Fesenką jako zmiennikiem (jest zastrzeżonym wolnym agentem, Jazz przedłożyli mu qualifying offer - tyle). Mehmet Okur nadal kuruje się po kontuzji achillesa. Jeszcze w sierpniu mówił, że jest szansa, że wróci na mecze przedsezonowe, ale Jazz z pewnością nie będą się spieszyć.

Tak więc ci, którzy lubili tego kiedyś atletycznego, dobrze biegającego i niewiele potrafiącego zrobić Holendra ("u, naprawdę jesteś z Holandii?"), mogą przełączyć w listopadzie na Jazz. Chciałbym napisać, że wszakże złowił go Jerry Sloan, więc... ale Jarron Collins przychodzi mi na myśl jako punch-line.



Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

ESPN CHICAGO: ANTHONY DO BULLS, NOAH DO NUGGETS?

czwartek, 09 września 2010 20:24
Maciej Kwiatkowski

ESPN Chicago przychodzi z zaskakującym raportem, o tym że Denver Nuggets i Chicago Bulls są w początkowym procesie negocjacji. I tak jak można było podejrzewać, Nuggets nie chcą zabrać w zamian Luola Denga i jego 51 mln dolarów w pozostałym, czteroletnim kontrakcie.


Jeśli nie wiecie o co chodzi, przeczytajcie to.

Sprawa dotyczy Joakima Noaha, który o ile do listopada nie podpisze nowej umowy, stanie się przyszłego lata zastrzeżonym wolnym agentem.

Najprawdopodobniej wymiana tak czy inaczej musiałaby uwzględnić kontrakt Denga i dodatkowy trzeci zespół. Noah zarobi w przyszłym sezonie 3,1 mln dolarów, nieporównywalnie mniej niż maksymalne zarobki Anthony'ego. Bulls nie bardzo mają kogo dodać, tak by kontrakty się wyrównały.

Sęk w tym, że po dodaniu Carlosa Boozera i wraz z rozwojem ofensywnym Derricka Rose'a, bardziej niż kolejny strzelec - i to typowy volume shooter, jeden z najlepszych w lidze, ale pożeracz pozycji (3ci usage w NBA) - potrzebny jest ktoś od czarnej roboty. A w tym akurat Noah, któy zaliczał średnio double-double w play-offach 2009 i 2010 jest jednym z najlepszych podkoszowych w lidze. W obecnym kształcie kwintet Boozer - Noah - Taj Gibson - Kurt Thomas - Luol Deng ma szansę uczynić z Bulls najlepiej zbierający team w NBA, a już na pewno duet Boozer/Noah może zostać najlepszym tandemem w tym względzie.

Bez Noah Bulls zostają z frontcourtem dwóch under-sized silnych skrzydłowych (Boozer, Gibson) i z 38-letnim centrem (K.Thomas).

Z drugiej strony Bulls mogą być nieprzekonani czy Noah, który wcześniej stwarzał im pozaboiskowe problemy zasługuje na pięcioletnie przedłużenie kontraktu, warte 50-60 mln dolarów, bo tyle za rok mógłby dostać od innego klubu.

Czy lepiej mieć trzy prawie-maksymalne kontrakty Boozera, Rose'a (w przyszłości) i Noaha czy Rose'a, Anthony'ego, Boozera? Jerry Reinsdorf, właściciel Bulls nie słynie z głębokiej kieszeni.
Śpijcie dobrze fani Bulls.


Podziel się:

komentarze (27) | dodaj komentarz

PIERŚCIEŃ RONA TRAFI POD MŁOTEK

czwartek, 09 września 2010 18:25

Marek Dziuba

Ron Artest nie odebrał jeszcze swojego pierścienia, ale już wyznał, że nigdy go nie nałoży. I powiem Wam szczerze, że choć często omijam lekturę o jego kolejnych dziwactwach, tak tym razem mnie kupił.

Można mówić o nim "głupek", ale w gruncie rzeczy
chłopak ma gołębie serce.

Ostatnio na poważnie przyjął sobie promowanie zdrowia psychicznego i  jak napisał Przemek wesprze
kongreswoman Los Angeles Grace Napolitano  w projekcie wdrożenia do szkół programów przeciwdziałających chorobom psychicznym. Okazuje się, że nie tylko swoją obecnością, ale i wspomnianym pierścieniem mistrzowskim wywalczonym przez Lakers w czerwcu.

Ron zorganizuje specjalną aukcję i odda pierścień zwycięzcy licytacji. Pieniądze przeznaczy na w.w szczytny cel:


"Ciężko pracowałem, aby zdobyć ten pierścień, a teraz zamiast nad nim dumać, mam szansę pomóc wielu ludziom, nie tylko sobie. Czy można zrobić coś lepszego? Dla mnie to bardzo ważne..."


Więcej szczegółów poznamy wkrótce. Póki co wiadomo, że na biżuterię Ron musi jeszcze poczekać. Wraz z kolegami z Lakers odbierze ją 26 października - w meczu inauguracyjnym rozgrywki z Houston Rockets. Wówczas odbędzie się tradycyjna uroczystości ich wręczenia.

PS Gdzieś tam za oceanem, Charles Barkley już tylko czeka na pierwszy trzask młotka.



Podziel się:

komentarze (12) | dodaj komentarz

MATT BARNES BOHATEREM KRONIKI POLICYJNEJ

czwartek, 09 września 2010 16:42


- Na dziewięć z dziesięciu razy, gdy policja wzywana jest w sprawie rodzinnej awantury aresztowany zostaje mężczyzna - powiedział Matt Barnes, po tym jak w czwartek rano za kaucją opuścił areszt w Sacramento. Koszykarz Los Angeles Lakers powędrował za kratki i stanie przed sądem.

Barnes jest podejrzany o pobicie swojej dziewczyny podczas domowej sprzeczki. Oficerowie policji z Sacramento w środę popołudniu otrzymali telefon od kobiety, ale po chwili Barnes wyrwał jej słuchawkę i połączenie zostało przerwane.

Po przyjeździe policja stwierdziła, że zarówno Barnes, jak i kobieta, z którą się spotyka użyli wobec siebie przemocy fizycznej. Uznano jednak, że to Barnes był prowodyrem całego zamieszania i to on został aresztowany. Wyszedł na wolność dopiero po wpłaceniu kaucji 50 tys. dolarów.

30-letni koszykarz w najbliższy poniedziałek ma stawić się w sądzie.

Barnes w poprzednim sezonie był kolegą Marcina Gortata w Orlando Magic i podstawowym niskim skrzydłowym finalisty Konferencji Wschodniej. W lipcu związał się kontraktem z mistrzem NBA, Los Angeles Lakers.

via WP.PL

Maciej Kwiatkowski

Cóż powiedzieć. Przemoc domowa niestety jest na porządku dziennym, ale nie powinna być tolerowana. Tym bardziej w obecności dzieci - tu na szczęście wg raportów policyjnych nie było ich w okolicy.

Że Matt Barnes jest krewkim koszykarzem wiadomo nie od dziś. Ron Artest powinien dać mu numer do swojego psychologa, albo dać przykład tego jak nie stać się bohaterem rubryk towarzyskich w Hollywood. A mówiąc poważniej - miejmy nadzieję, że Matt wyciągnie z tego konsekwencje i nauczy się, że to co zrobił, będąc tym kim jest, może tylko negatywnie wpłynąć na jego wizerunek, a co za tym idzie na niespełnione starania o kilkuletni kontrakt w NBA.

"Matt Barnes to bardzo ciekawa postać poza boiskiem, ale na parkiecie to przede wszystkim niesamowity wojownik. Dodaje nam wielkiej energii, zresztą widzicie pewnie sami oglądając go w grze jak ruchliwym jest zawodnikem i do tego jak wszechstronnym. Kogoś takiego właśnie brakowało nam przez dwa ostatnie lata. Oczywiście Matt jest przy tym bardzo agresywny, przez co łapie czasem faule techniczne, ale to on w każdym meczu kryje najlepszą dwójkę/trójkę rywali.

Gdy kończy się jednak mecz, Matt wciela się w rolę normalnego gościa i bardzo dobrego ojca. Tu taka mała ciekawostka, że jest szczęśliwym tatą bliźniaków. Mówiło się, że Matt ma częste scysje z naszym trenerem, ale coach Van Gundy bardzo docenia to co robi na boisku. "
, tak kiedyś pisał u nas o Barnesie Marcin Gortat.


Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

YAHOO! SPORTS: CARMELO CHCE TRAFIĆ DO CHICAGO ALBO DO NOWEGO JORKU

czwartek, 09 września 2010 14:13
Maciej Kwiatkowski

"Przy takiej niepewności co do tego co może stać się z Nuggets, Carmelo Anthony chciałby zmienić klub jeszcze przed rozpoczęciem sezonu"


Pisze Marc Spears z Yahoo! Sports, przynosząc najnowszy raport w sprawie Anthony'ego.

Spears powołuje się na źródło, które twierdzi, że Anthony chciałby trafić albo do Chicago Bulls, albo do New York Knicks.


Wcześniej m.in Adrian Wojnarowski informował, że mocno zainteresowani Anthony'm są Los Angeles Clippers, New Jersey Nets i Houston Rockets. Była nawet plotka, że Melo poważnie myśli o Houston, ale nie widzieliśmy w tym gronie jeszcze Chicago Bulls.

Bulls nie mają jednak do oddania wiele, raptem Luol Deng i jego niewygodny, czteroletni kontrakt (51 mln dol.) plus Taj Gibson i James Johnson.

Knicks z kolei mogliby zaoferować pakiet oparty o Danilo Gallinariego i kończącą się umowę Eddy'ego Curry'ego, ale Knicks mogą nie tracić nic i po prostu za rok podpisać umowę z Anthony'm, kiedy ten będzie wolnym agentem.

Pojawienie się Bulls w tym gronie, i to jako miejsca, do którego Anthony chciałby trafić myślę, że delikatnie zmienia postać rzeczy. W końcu bowiem klub, do którego miałby przejść Anthony mógłby uchodzić za realnego kontendera już w przyszłym sezonie.

Oczywiście mogliby być to też Rockets, ale zdrowie Yao Minga, który nie dokończył żadnego z trzech poprzednich sezonów pozostaje w tym momencie wielką niewiadomą i tak to pozostawmy.


Bulls z Anthony'm dałoby piątkę: Derrick Rose + Ronnie Brewer + Anthony + Carlos Boozer + Joakim Noah, z jednej strony ultra-ofensywną (combo Rose/Boozer + Anthony jako wingman, strzelec), ale też wspartą defensywnie nastawionymi Noah i Brewerem.

Tylko czy Nuggets będą chcieć w zamian 50 mln dolarów Denga? Wątpliwe.

Warto też pamiętać, że Nuggets mogą przehandlować Anthony'ego tam skąd będą mogli zabrać najwięcej i z poprzedniego raportu Wojnarowskiego, opisującego spotkanie Josha Kroenke z agencją CAA wynika, że będą stać twardo przy tym, aby klub zarobił na ewentualnej wymianie jak najwięcej.

Z drugiej strony Anthony chciałby zrobić to na zasadzie trade & extent , więc przykładowo Nuggets handlują go do New Jersey Nets, ale Anthony nie podpisuje przedłużenia kontraktu. Nets mają rok, aby przekonać go do podpisania nowej umowy przed końcem czerwca 2011 roku - to ryzyko, jeśliby mieli stracić Derricka Favorsa czy Brooka Lopeza.

Where there's smoke, there's fire


Podziel się:

komentarze (13) | dodaj komentarz

ZOOM KOBE VI

czwartek, 09 września 2010 12:43
Rafał Niewiadomski



Już wiemy w czym będzie biegał w przyszłym sezonie Kobe. Trzeba przyznać, że nie zabrakło wyobraźni tym, którzy są odpowiedzialni za stworzenie tego modelu. Tutaj macie jeszcze jedno ujęcie, a tutaj inną wersję kolorystyczną. Sam nie wiem co sądzić o tych butach. Są najbardziej... wężowe, ze wszystkich modeli jakie się ukazały. Nie będą już chyba tak lekkie jak Zoom Kobe V, ale mają swój urok. Ta wyjazdowa wersja kolorystyczna średnio mi się podoba ale już ta czarna z linka jak najbardziej. Ciekawi mnie jak będą wyglądały inne wersje kolorystyczne. Dość odważny ruch Nike ale mysle, że na plus. A sądząc po reakcjach na forach związanych z butami, powinny odnieśćniemniejszy sukces niż poprzedniczki.


Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

KTO TO JEST? ODCINEK 257

czwartek, 09 września 2010 8:20
Rafał Niewiadomski

No właśnie, poznajecie pana na zdjęciu?
Podpowiedź: zdjęcie wykonane w Indiach, koszykarz ten wzorował się na Michaelu Jordanie, przez którego zaraził się chorobą zwaną "koszykówka".



Podziel się:

komentarze (58) | dodaj komentarz

ALE TO JUŻ BYŁO: STYCZEŃ, CZYLI ZABAWY Z BRONIĄ

czwartek, 09 września 2010 4:01

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Wiem, wiem, tęskniliście za Marylą Rodowicz. Tym pociągiem byle jakim dojechaliśmy do stycznia, który zdominowany został przez Gilberta Arenasa i jego cztery giwery.

Od  średnio 6,2 postów dziennie w listopadzie i  6,6 w grudniu, dobiliśmy w tym miesiącu do 7,3 notek każdego dnia.

Oczywiście gro z nich poświęciliśmy temu, co pewnego grudniowego dnia wydarzyć się miało w szatni Washington Wizards. Zanim jednak, już pierwszego stycznia, po raz pierwszy donieśliśmy o tej sprawie, kilka godzin wcześnie dowiedzieliśmy się tego, jak Marek Dziuba spędza Sylwestra.


Sprawa Arenasa z dnia na dzień się rozkręcała. Zanim zorientowaliśmy się, co się właściwie stało, Gilbert już zdążył przeprosić po raz pierwszy. Przy okazji całej sprawy stało się jasne, że bardziej niż rozgrywającym jest shooting guardem. Na reakcję ligi nie musieliśmy czekać długo. Wobec zawieszenia Gilberta, Wizards postanowili dokonać czynności dokładnie odwrotnej. Jak się okazało wina Arenasa obciążyła też resztę zespołu, choć część kolegów postanowiła trwać przy nim do końca. W mięzyczasie konsekwencję poniósł również "ten drugi" bohater całej historii. Ostatnie słowo należało oczywiście, jak zawsze w takich przypadkach, do Davida Sterna.

Nowy rok nastroił niektórych graczy do przypomnienia o sobie. Na tej fali Nate Robinson zaaplikował Hawks 41 punktów. Niedługo później przebił go Andre Miller, który zaserwował Mavs 11 punktów więcej.

Żaden z nich nie mógł być jednak szczęśliwszy niż Sundiata Gaines.
 

"A potem była ostatnia sekunda, nieznany nikomu Sundiata Gaines i największy rzut w historii ...D-League. Gaines to niedraftowany absolwent uniwersytetu Georgia, który potem grał profesjonalnie we Włoszech, by trafić z powrotem do USA, do D-League (Idaho Stampede). To z kolei stamtąd kilka dni temu dostał powołanie do Jazz i podpisał 10-dniowy kontrakt. Minionej nocy trafił rzut, o którym kilku Gainesów Juniorów i ich synów nasłucha się jeszcze wiele w swoim życiu."

"Sundiata Gaines gra dla Jerry'ego Sloana, więc słowami Sloana byłoby to mniej więcej tak: Ładny rzut Sundiata, ale powinieneś dokładnie zobaczyć taśmę z wcześniejszych minut. Wiesz dobrze czemu zdjąłem Cię na dwie minuty przed końcem. Tu strata, tam niedokładne podanie, w jednej akcji trzy razy prawie wywróciłeś się o własne nogi. To kosztowało nas utratę przewagi."

Niestety nie wszyscy mogą z taką radością wspominać miniony styczeń.

Z pewnością do dziś klnie na tamten miesiąc Rafer Alston, bo właśnie wtedy zaczęły się wszystkie jego kłopoty. Nie był to też, z pewnością, dobry czas dla Chrisa Paula, choć ten i tak mógł czuć się szczęściarzem porównując swoją sytuację do Michaela Redda, dla którego już wtedy zakończył się sezon. Klątwa Clippers nie zadowoliła się jedynie opuszczeniem początku sezonu przez Blake'a Griffina.

Innego rodzaju problemy miał Greg Oden, któremu najwyraźniej dokuczała samotność i bezczynność.

Na szczęście pomysłu Odena nie podchwycił Hedo Turkoglu. Choć w epickim, pomeczowym wywiadzie Turek mówił o tym, co pokazywał center Portland...

Pojawiła się pierwsza większa historia przed zamknięciem okna transferowego. Póki co jednak bardziej podniecaliśmy się innym transferem.

Udało się ustalić powody nagłych sukcesów Oklahomy. Ofiarami sprzymierzonych z Thunder duchami padli Knicks i Bulls. Być może to również ich sprawka, że dziś nikt już nie pamięta nowej ksywki Glena Davisa. Jeśli zaś historie z duchami nie przekonują was, że od początku coś zapowiadało niezwykłe rozgrywki, to przeczytajcie o tym jak to Scottie Pippen zadarł z małymi ludźmi.

Na koniec zaś kilka highlightów:

"Vintage Kobe Bryant. Sytuacja jak zobaczycie w powtórce wyglądała groteskowo. Gdy wydawało się, że nic już nie odbierze Robinsonowi królowania w nagłowkach, gdy Lakers przegrywali dwoma punktami na 4 sekundy przed końcem i Kings mieli dwa osobiste - słońce wychyliło się zza tablicy, oślepiło nieproszonych gości, a potem poprowadziło samotnego snajpera na znany mu pagórek, skąd po raz kolejny zrobił to co do niego należało. Następnie wstał, złożył broń, otrzepał się i oddalił, ale jeszcze wróci nie raz."

"Czy jest inny zespół NBA, w którym głównym zadaniem dwóch najlepszych graczy powinno być zwiększenie zasięgu rzutu? Chicago Bulls są najgorszym teamem w lidze, w rzutach z długiego półdystansu (5-6 metr). Za każdym razem gdy Luol Deng (15 pkt, 10 zb) idzie do góry (czasem trafia) mając stopę na linii za trzy - Stan Van Gundy umiera ze śmiechu. Bulls są o jakieś pół-metra, by tylko dzięki temu wygrywać jakieś 10 spotkań w sezonie więcej."

"Andrew Bynum ma potencjał gracza z maksymalnym kontraktem. Dla Chrisa Kamana potencjał oznacza grę w "tych" Clippers, strzelanie do butelek, noszenie flanelowych koszul i pozycję startującego centra w reprezentacji Niemiec."

"Steve Nash z plastrem pod nosem wyglądał prawie jak ten gość, który najpierw nie dostał się na akademię sztuk pięknych, a potem splądrował całą Europę. Armia Nasha też miała mało wspólnego z obroną przewagi, choć może lepiej powinienem porównania skończyć w tym miejscu."

"A co to unosiło się nad koszami w czwartej kwarcie, że z jednej strony boiska jeden zespół nie mógł zobaczyć wschodu słońca spod obręczy? To poczucie obserwowanej starości, które towarzyszyło w oglądaniu Boston Celtics w drugiej połowie wizyty w Orlando. Moje, Twoje i Boston Celtics (Vince Carter chciał się zrzucić)."


Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

MILOS TEODOSIC - GAME WINNER Z MECZU Z HISZPANIĄ

środa, 08 września 2010 22:26

DOBRZE ŻYCZĘ WARRIORS. MUSZĘ POŚWIĘCIĆ IM KOLEJNY WPIS

środa, 08 września 2010 21:05
Maciej Kwiatkowski

Po utracie - czasem zbyt łatwej utracie jak w przypadku Anthony'ego Morrowa, puszczonego do NJ Nets za 12 mln dolarów przez 3 lata - kilku zawodników z rotacji, czy to w wymianie z New York Knicks (Anthony Randolph, Kelenna Azubuike, Ronny Turiaf), z Milwaukee Bucks (Corey Maggette),  czy z tytułu zastrzeżonej wolnej agentury (Morrow, C.J. Watson) lub kontuzji (Ekpe Udoh), Golden State Warriors muszą uzupełnić jeszcze kilka luk w składzie.


Stephen Curry, Monta Ellis - to dwóch pewniaków do gry w pierwszej piątce, ale tuż za nimi są tylko Charlie Bell (poza rotacją pod koniec sezonu w Milwaukee) i Jeremy Lin (wybił się na meczu przeciwko Johnowi Wallowi). Jannero Pargo, który pod koniec lipca uzgodnił warunki nowego kontraktu, a potem parafowanie go zostało potwierdzone przez jego agenta, Marka Bartelsteina, ostatecznie nie związał się jeszcze z Warriors umową.

Na pozycji nr 3 jest wakat w pierwszej piątce, o który po odejściu Morrowa i Maggette'go walczyć będą jedna z cichych rewelacji poprzedniego sezonu, Reggie Williams, mini-John Salmons oraz Dorell Wright, który dłużej już nie mógł zostać w Miami Heat.

Teraz dołączy do nich Rodney Carney, niski skrzydłowy, jeden z najszybszych graczy w lidze. Carney w zeszłym sezonie rozegrał 68 meczów dla Philadelphii 76ers, ale na parkiecie spędzał średnio tylko 12 minut i nawet tam miał kłopoty, by pozostać w rotacji. Brylujący w kontratakach, sporadycznie trafiajacy za trzy. Carney ma dzisiaj podpisać jednoroczny kontrakt, donosi SF Gate.

Pod koszem Warriors mają jednego pewniaka do 40 minut gry - Lee, który w Warriors ma szansę wygrać klasyfikację zbiórek w przyszłym sezonie. Zwykle gdy pisałem o Warriors, traktowałem ich jako 'raka' niszczącego to co w koszykówce najlepsze. Jednak jeśli doszukiwać się już najbardziej koszykarskiej przyczyny ich indolencji, była to regularnie przegrywana walka na deskach i oddawane zbiórki na swojej tablicy. Tutaj Lee pomoże im na pewno. Do tego stopnia, że przeciętny kibic może się pod koniec listopada zdziwić czemu Warriors będą np 5-8, a nie 2-11.

Po kolejnej kontuzji zrestartować swoją karierę próbować będzie twiner Brandan Wright, z kolei defensywnie zorientowany Udoh rozpocznie sezon za ławką rezerwowych i posiedzi tam minimum do stycznia. Jest też Vladimir Radmanović, ale nie bardzo już wiem co o nim napisać.

Są jeszcze centrzy Andris Biedrins i Dan Gadzuric. Ten drugi miewa czasem przebłyski  znakomitej gry, ale pozostaje w lidze głównie z racji na długoletni kontrakt jaki podpisał przed laty. Biedrins czeka na swój comeback year, tym razem dzięki dyskwalifikacji przez łotewską federację mając więcej czasu na regenerację po kontuzjach jakie zniszczyły mu poprzedni sezon.


Oczywiście - Don Nelson musi odejść. Tutaj dużo zależy od tego jak prędko Joe Lacob, który przed sezonem ma oficjalnie przejąć władzę nad klubem, znajdzie mniejszych inwestorów, którzy finansowo mu w tym pomogą. Z raportów prasy z "Bay Area" wynika, że stać się to ma najprawdopodobniej w październiku i ciekawym będzie czy wtedy - gdy trwać już będzie pre-season - Lacob zdecyduje się podziękować "Nellie'mu" i oddać zespół w ręce Keitha Smarta, który to tak naprawdę zawiaduje treningami Warriors w większym stopniu niż Borys Jelcyn z Maui.

Jak donosi Mark Deeks (aka ShamSports), Warriors zaprosili na obóz Jeffa Adriena, byłego partnera Hasheema Thabeeta z frontcourtu Connecticut. Adrien dopiero co wiosną zakończył karierę w koszulce Huskies i teraz ten under-sized silny skrzydłowy (201) z ogromnymi ramionami i fizyczną siłą będzie walczył o miejsce w Warriors.

Adrien to typowy człowiek od czarnej roboty, ale posiadający wyższe IQ niż porównywalny warunkami Joey Dorsey (Houston/Sacramento/Toronto) . W czterech meczach ligi letniej w Las Vegas zaliczył 34 zbiórki, z czego 13 w ataku po prostu - właściwe słowo to out-muscled - fizycznie używając ramion, by pożreć przestrzeń - podobnie zbiera piłkę w ataku Greg Oden.

Oczywiście szanse na to, że umiejętności Adriena przełożą się gładko na NBA są póki co teoretyczne, ale jeśli jest jeden koszykarski skill, który przekłada się z NCAA na NBA, to są to właśnie zbiórki. Plus dodanie kolejnego zbierającego do rotacji to zdecydowanie lepszy pomysł niż granie Radmanovicem czy D.Wrightem na czwórce.

Sprowadzenie Lee z miejsca powinno poprawić bilans o 5-7 zwycięstw. To oczywiście/logicznie nie zapewni Warriors play-offów w przyszłym sezonie, ani pewnie w następnym, ale już za kilka lat wielka koszykówka wróci do Oakland - do czego naprawdę nie potrzeba tak wiele. Czytając latem wypowiedzi Lacoba na temat przyszłości organizacji jawi się on jako bardzo twardo stąpający po ziemi człowiek, który zdaje sobie sprawę z największych problemów nękających klub (czyt. czyta blogi). Z Nellie'm lub nie - przyszły sezon będzie początkiem nowego dla drużyny z jednego z najpiękniejszych miejsc na ziemi.
Planuję o tym pisać jeszcze więcej, albo tak akurat w sam raz.

ps. jaki w.w. gracz, słodki szkrab na powyższym zdjęciu siedzi na kolanach swojego ojca?


Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 059 964 (wersja testowa)

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u