Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 421 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


WRACAJĄC DO NOWEGO / STAREGO PORZĄDKU ŚWIATA

niedziela, 12 września 2010 13:46
Rafał Niewiadomski


I jak? To co wczoraj widzieliście spełniło wasze oczekiwania? Ja mam swój finał marzeń i cokolwiek dziś się stanie będzie fajnie, choć trzymam kciuki za USA z kilku względów. Najważniejszy to taki, że chciałbym by sytuacja w świecie koszykówki powróciła do stanu równowagi. Mam dość tłumaczenia moim znajomym, którzy niekoniecznie z koszykówką są za pan brat, że Amerykanie wcale nie są najlepsi na świecie. Oficjalnie. Igrzyska Olimpijskie rządzą się swoimi własnymi prawami i tutaj Amerykanie już przywrócili ład, jednak koszykarski World Cup to jakby nie było najważniejsza impreza w światowej koszykówce i tutaj pozostała jeszcze do postawienia kropka nad "i". Jak to się stało, że tej imprezy Amerykanie nie wygrali od... 1994 roku możecie poczytać tutaj. Jedno jest pewne. Dziś Kevin Durant i spółka mogą zrobić coś, czego nie osiągnęli w swojej karierze choćby Lebron James, Dwyane Wade, Tim Duncan, czy gracze którzy nigdy nie mieli okazji wystąpić na takiej imprezie jak Michael Jordan czy Kobe Bryant.

To jest główny powód dla którego jestem za Teamem USA. Drugi to Kevin Durant. Właściwie jego imię i nazwisko powinniśmy przy okazji tego turnieju pisać dużymi literami. KEVIN DURANT jest totalnie inną gwiazdą niż te, z którymi do czynienia mieliśmy do tej pory. Nie narzeka, w ogóle mało mówi, robi swoje na parkiecie i wychodzi z założenia, że najlepiej by było gdyby to jego gra mówiła za niego. O KEVINIE DURANCIE  nie da się pisać źle, bo nie bardzo jest się do czego przyczepić. Jedyne złe słowa jakie znalazłem w sieci to narzekania Coacha K. Wg niego, KD gra zbyt prozespołowo i powinien częściej "żyłować". W fazie pucharowej KD zaczął już częściej zapominać o zespole ale nawet gdy wczoraj rzucał 38 punktów Litwinom zrobił to w taki sposób, że nie było mowy o tym, iż gra pod siebie. Wszystko to wynikało z naturalnego rytmu gry czy zagrywek. DURANT po prostu trafiał swoje rzuty i przez 1,5 kwarty samodzielnie prowadził z Litwą. W samej pierwszej kwarcie rzucił 17 punktów z 21 USA i było po meczu. Do przerwy przegrywał zaledwie 24 - 27 i nie było mowy by przy takiej dyspozycji Amerykanie tego nie wygrali. Drugie skrzypce zagrał wczoraj Lamar Odom, który w fazie pucharowej gra nareszcie tak jak tego się od niego oczekiwało. Wczoraj wykańczał większość akcji pod koszem (13 punktów, 6/10 z gry), czyścił tablice (10 zbiórek) i posłał kilka soczystych bloków (3). Jednak to co dało najwięcej jego zespołowi nie widać w statystykach. Odom po każdej zbiórce szybkim podaniem uruchamiał kontry Teamu USA, dzięki czemu granie było wczoraj dla nich przyjemnością. Amerykanie bez kontr są do ogrania, jeżeli jednak pozwoli im się biegać są nie do powstrzymania. To chyba jest założenie numer jeden Turków przed dzisiejszym finałem. Problem w tym, że poprzednie ekipy, które grały z USA też miały takie założenie.

Kolejni dwaj gracze, o których warto wspomnieć to Russel Wesbrook, który zaczyna być najlepszym 6thmanem Coacha K. Gdy wchodzi na boisko gra ulega małemu przyspieszeniu, jest więcej ruchu i co za tym idzie więcej problemów dla drużyny przeciwnej. Westbrook po raz kolejny zaliczył jeden z najefektowniejszych nieudanych wsadów, jednak był małym X-Factorem w tym meczu. Potrafił zebrać piłkę w ataku pod samym koszem walcząc z 2 wysokimi Litwy. Żeby ośmieszyć frontcourt naszych sąsiadów jeszcze bardziej, po tej zbiórce nie robiąc sobie nic z ich obecności po prostu wyskoczył do góry i zdobył 2 punkty. Nie sposób nie napisać też o Andre Iguodali (ten swoją drogą powinien trafić gdzieś, gdzie nie musiałby robić wszystkiego tylko być takim Odomem Lakers, idealne miejsce to np. TrailBlazers!) który w defensywie zrobił kawał dobrej roboty. Wyciągnął kilka takich piłek, że w przyszłym sezonie zwrócę  mocniej uwagę na jego defensywę. Kryty przez niego Linas Kleiza trafił zaledwie 1 z 11 rzutów i zdobył 4 punkty przy średniej z turnieju 19, i kilku spotkaniach na tym turnieju, gdzie rzucał po 27 czy 30 punktów. Pytanie dnia brzmi, kim w finale zajmie się Andre: Hydayetem czy Ersanem?


Drugie spotkanie Serbia - Turcja było bardziej emocjonujące od pierwszego. Niestety zdążyłem obejrzeć tylko końcówkę tego meczu. Turcy pokazali klasę, nie tylko dlatego, że potrafili wygrać to spotkanie, odrobić stratę, przełamać wynik w końcówce i trafić ponownie na 0.5 przed końcem spotkania. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że zrobili to praktycznie bez udziału swojego lidera Ersana Ilyasowy. Dobra wiadomość dla kibiców Turcji jest taka, że Ersan drugi raz tak słabo jak wczoraj nie powinien zagrać. Wygrał ten, komu sprzyjał czas. Drużyny popełniały tak wiele prostych błędów defensywnych w tej końcówce, że gdyby Serbowie mieli nie 0.5 a kilka sekund, to założę się, że Turcy w tym czasie zdążyliby jeszcze popełnić jakiś błąd w ustawieniu i przegrać to spotkanie. Tym razem to Serbowie mieli kilka sekund na błąd i udało im się. Kerem Tunceri wbiegł sobie jak nigdy nic pod kosz, gdzie asekurował go również niekryty Semih Erden. Jeżeli do tej pory koszykarscy bogowie sprzyjali Serbom tak wczoraj wyglądało to tak, jakby chcieli ich za coś ukarać wiążąc im nogi w tej ostatniej akcji.



Tragiczne dla Serbów jest to, że chwilę wcześniej rozegrali tak fenomenalnie akcję, że po dwóch podaniach w polu 3 sekund Velickovic stał pod samiuśkim koszem i mógł zastanowić się jedynie jak zdobyć decydujące punkty.

Mecz finałowy dziś o godz. 20.20. Transmisja oczywiście na TVP Sport. Meczu o trzecie miejsce w TVP Sport nie zobaczymy na żywo ale będzie o 23.45 retransmisja, też na tym kanale. Wybaczcie mi, że nie piszę nic o pozostałych spotkaniach (dziś o 14.00 gra Argentyna z Hiszpanią o 5. miejsce) ale ledwo co jestem w stanie wygenerować tyle czasu by obejrzeć przynajmniej to co chciałem przed mistrzostwami.


Finał zapowiada się świetnie. Z jednej strony Turcy, którzy przed tym turniejem byli stawiani w gronie faworytów ale chyba mało kto dawał im szanse na złoto/srebro. Oni już są zwycięzcami, a najgorszym wypadku przegrają z gwiazdami NBA. Zagrali wielki turniej, są póki co niepokonani. Mogą, nie muszą. Co innego jednak Amerykanie, którzy muszą wygrać by zmazać nie tylko plamę sprzed 4, 8 czy 12 lat. Oni walczą tradycyjnie o coś więcej, o ten porządek o którym wcześniej wspomniałem. Jeżeli im się to dzisiaj uda będą mogli mówić, iż zrobili to nie tylko prawie rezerwowym składem ale i grając na starych światowych zasadach. Za 4 lata boiska będą już szersze, linia 3 punktów będzie prawie na tej samej odległości co w NBA i granie dla Amerykanów powinno być już łatwiejsze, choć wciąż pozostaje sprawa strefy. Z drugiej strony świat przez te 4 lata również powinien pójść do przodu dzięki tym zmianom.

Tak czy siak, ktoś skończy dziś ten turniej jako niepokonany.


Podziel się:

komentarze (9) | dodaj komentarz

MECZE MAVERICKS MAJĄ BYĆ JAK ŚWIETNE WESELE

sobota, 11 września 2010 16:48

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

W swoim ostatnim wpisie na blogu Mark Cuban zastanawia się jaki będzie wpływ telewizji HD na świat sportu. Czy nagle mniej chętniej będziemy wybierać się na stadiony i halę, by w zamian w zaciszu domowym cieszyć się obrazem w świetnej jakości? Być może niektórzy z nas. Cuban przekonuje jednak, że oglądanie sportu na żywo, to nie tylko sam mecz, ale przede wszystko wszystko, co dzieje się dokoła.

"W tym biznesie nie sprzedajemy meczu. Sprzedajemy unikalne, emocjonalne doświadczenie. To nie jest biznes sprzedaży koszykówki. To jest sprzedaż zabawy i unikalnych doświadczeń. Cały czas powtarzam to naszym ludziom w Mavs. Chcę, żeby mecze Mavs były przede wszystkim jak świetne wesele.

Wiecie o jakie wesele mi chodzi. To na którym wszyscy tańczą, uśmiechają się i śmieją. To, na którym babcia Ethel wypija swój doroczny rum z wódką i próbuje tańczyć Dougie. To, na którym chociaż nie masz najmniejszego pojęcia, czym jest Dougie, to nie możesz odmówić swojemu 12-letniemu siostrzeńcowi. To, na którym wszyscy tańczą Macarenę śmiejąc się do łez. To, na którym wszyscy śpiewają na głos każdą piosenkę, a ty obejmujesz kuzyna, którego nie widziałeś od 10 lat, i którego masz nadzieję nie widzieć przez następne 10. Nie ma znaczenia, że pół sali nie wierzy, że młoda para będzie wciąż razem na koniec roku. Liczy się to, że wszyscy świetnie się bawią. Liczy się to, że to jest ten rodzaj wesela, jakie wszyscy na sali chcieliby mieć. Liczy się to, że kiedy wyjeżdżasz, twoje dłonie bolą od klaskania, buzia boli od uśmiechania się, a gardło boli od śmiania się, śpiewania i krzyczenia. To jest świetne wesele.

Tak właśnie chcę, żeby wyglądały mecze Mavericks."

Dobra wiadomość dla fanów Mavericks. Właściciel klubu naprawdę chce, żeby wszyscy się dobrze bawili. Wbrew pozorom to nie jest typowy sposób myślenia i postępowania. Większości wystarcza: Hej! Dajmy im darmowe tacos!

Nie da się ukryć, że wizyta na stadionie, to nie tylko mecz. Pamiętacie swój pierwszy raz na jakimś ważnym wydarzeniu sportowym? Pamiętacie wynik? Ja nie pamiętam, ale do dzisiaj pamiętam kibiców krzyczących "Sędzia kalosz" (taaa to były inne czasy) i pestki słonecznika, które kupiliśmy przed meczem. Pamiętam emocje, a kto wygrał? Cóż, mam nadzieję, że nasi.

pees. Przy okazji wiadomość od Marka Cubana dla wszystkich mam:



Podziel się:

komentarze (10) | dodaj komentarz

NIE WYMAWIAJ "WATCH IT" ZA SZYBKO...

sobota, 11 września 2010 0:45
Marek Dziuba
... W szczególności przy Rosjanach. To tak na przyszłość.

W wygranym przez Amerykanów starciu z Rosją w ćwierćfinale Mistrzostw Świata doszło do ciekawego zamieszania, ujmijmy to "językowego". Andrey Vorontsevich wyjawił dziennikarzom, że Andre Iguodala
zwrócił się do niego wulgarnie... po rosyjsku.

"Użył wobec mnie rosyjskiego przekleństwa. Nie wiem, skąd o nim wiedział. Nie będę go nawet tłumaczył. To przykre."

Iggy zna język naszych wschodnich sąsiadów? Zaraz, zaraz. Tego chyba nie uczyli go w college'u? Nie gra też przecież w New Jersey Nets?!

Toteż szybko się wytłumaczył:

"Nie mówię po rosyjsku. Nie znam żadnego słowa w tym języku. Powiedziałem jedynie 'watch it, watch it [obserwuj]"

Z wyjaśnieniem przybył do nas rosyjski dziennikarz Vladimir Gomelsky
. Okazuje się, że szybko wymówione "watch it, watch it" mogło zostać zrozumiane przez jego rodaka jako określenie.. panny lekkich obyczajów.

Cóż za niefortunny przypadek.
Tak już na marginesie.
..

Nie przepadam za wulgaryzmami, choć są prawdopodobnie najlepszym sposobem by m.in rozładować napięcie. Nie wyobrażam sobie, że w przypadku uderzenia się młotkiem w palec z waszych ust padłoby skromne, milusie "auć".

W koszykówce nie jest inaczej. Emocje dają się we znaki i trzeba je jakoś wyzwolić. Równocześnie nie jest to miejsce na naukę pięknego słownictwa, prawda ku*wa? Ups.. odezwał się we mnie Kevin Garnett, sorry.



Podziel się:

komentarze (19) | dodaj komentarz

PRZED NAMI 16-TY SEZON JOE'A SMITHA W NBA

piątek, 10 września 2010 18:31
Maciej Kwiatkowski

"Hoopinion" to jeden z najlepiej pisanych blogów zagranicznych w USA traktujących o konkretnej drużynie. Jest to blog o Atlancie Hawks, którego autor prezentuje najczęściej bardzo subtelny poziom malkontenctwa względem swojego ulubionego klubu.  Panuje tam opinia, że coach Mike Woodson w poprzednim sezonie popełnił błąd nie włączając na stałe do rotacji Jasona Collinsa.


Pamiętacie poprzedni rok? Hawks pozyskali Collinsa i Joe'a Smitha aby wzmocnić strefę podkoszową na ewentualne rywalizacje z Dwightem Howardem, front-courtem Cleveland Cavaliers i w mniejszym stopniu na Boston Celtics. Collins ugrzązł daleko na ławce, natomiast Smith grał minuty najczęściej wtedy, gdy problemy z faulami miał któryś z trójki Josh Smith, Al Horford i Zaza Pachulia. A ja przez kolejne miesiące pisałem o potrzebie przesunięcia Horforda na 'czwórkę' - nawet na 7-8 minut w meczu.

"Hoopinion" pisze o Collinsie - nie ma jednak pretensji o Smitha.

Joe Smith, nr 1 draftu z 1995 roku przejdzie dzisiaj testy fizyczne i podpisze jednoroczny kontrakt z New Jersey Nets. Nets zwolnili ostatnio Seana May'a, z którym około miesiąc temu parafowali niegwarantowaną umowę. Smith jest więc naturalnym jego zastępstwem.

Smith ma już 35 lat i od sezonu 2007/08, który spędził w Chicago i Cleveland zaczyna powoli dopadać go wiek. Nigdy nie był shot-blockerem, nigdy nie był też mocny w zbieraniu na bronionej tablicy. Smith ma jednak wysokie IQ, zawsze potrafił znaleźć się czy po picku, czy też pod koszem, zebrać piłkę w ataku, dobić i trafiał ten rzut z 4-5 metra, który każdy szanujący się silny skrzydłowy musi obecnie trafiać.

W poprzedni sezonie jego skuteczność spadła jednak dramatycznie. Z 46% jakie trafiał średnio w swojej karierze, do zaledwie 40% w Atlancie. Choć jego wskaźniki zbiórek pozostały bez zmian, to w trakcie jednego sezonu jego skuteczność z 4 metra spadła z 44% do 27%, z 5-6 metra z 39% do 30% - podczas gdy jeszcze w 2008 roku w Cleveland trafiał 46% z dalekiego pół-dystansu (42% w Bulls, 2007/08).

Joe Smith grał już w Golden State Warriors, Philadelphii 76ers, Minnesota Timberwolves, Detroit Pistons, Milwaukee Bucks, Denver Nuggets, Chicago Bulls, Cleveland Cavaliers, Oklahoma City Thunder i w Hawks. Niedługo łatwiej będzie napisać w jakich klubach nie grał.

W New Jersey pewne miejsca w piątce na początku sezonu wydaje się mieć czterech graczy: Devin Harris jako PG, Travis Outlaw - SF, Troy Murphy - PF i Brook Lopez jako center. O pozycję rzucającego obrońcy rywalizować będą zdecydowanie najlepszy strzelec za trzy ostatnich dwóch sezonów (sumarycznie), Anthony Morrow (46%) i jego przeciwieństwo, fatalny spot-up shooter (0.7 pkt na rzut z miejsca), superatletyczny, mini-LeBron James z Louisville, Terrence Williams (średnio 14pkt,7zb,6as w kwietniu 2010).

Pierwszym zmiennikiem Lopeza i Murphy'ego będzie najpewniej Derrick Favors, nr 3 draftu. Trzyletni kontrakt podpisał z klubem Johan Petro (nie byłem aż tak zszokowany sumą 10 mln dol za 3 lata. Petro to fizyczny, silny center, który potrafi zaskoczyć rzutem z półdystansu - 5-6metr: 51% w 06/07, 38% w 07/08, 38% w 08/09, 41% w 09/10 - również z tego bliższego).

O pozostałe minuty w rotacji - jeśli takie będą, lub o rolę piątego podkoszowego na wypadek kontuzji innych walczyć będą rookie Damion James, cholernie himeryczny Kirk Humphries i właśnie Joe Smith. To będzie jego szesnasty sezon w lidze. Myślę, że niektórzy z Was chodzili jeszcze w śpioszkach, gdy Joe zaczynał grać w NBA. Pamiętam jeszcze gdy razem z Deanem Garrettem i Kevinem Garnettem tworzył frontcourt Minnesoty - KG grał wtedy na trójce... Dlatego na końcu ławki czy na boisku doświadczenie Joe'a Smitha z tych wszystkich lat na pewno przyda się coachowi Avery'emu Johnsonowi - czy to na kilka minut w meczu, czy nawet na końcu ławki, gdy trzeba będzie Favorsowi pewne rzeczy wytłumaczyć.

Nie skreślajmy Nets.

Devin Harris był All-Starem w 2009 roku i od tego czasu nie stał się wcale gorszym graczem, co najwyżej coraz bardziej kontuzjogennym. Brook Lopez miał słabe lato z Teamem USA, ale nie był w pełni zdrów - to nadal jeden z czołowych młodych centrów w NBA. Morrow to jak wspomniałem najlepszy obecnie spot-up shooter w lidze. Favors jest zbyt utalentowany i fizycznie mocniejszy już teraz od 80% czwórek w NBA. Williams to potencjalne 3-4 triple-doubles w przyszłym sezonie i sama przyjemność w oglądaniu, a Jordan Farmar ma doświadczenie o jakim marzyć mogą rozgrywający w jego wieku.


Plus Avery Johnson, który może i spanikował kiedyś w play-off jako trener Dallas Mavericks. Miał jednak sporo czasu, aby wyciągnąć wnioski, nadal będąc jednym z najlepszych młodych trenerów w lidze. Nets nie przechwycili tego lata żadnego wielkiego nazwiska, ale mają już superobiecujący duet Favors/Lopez, Harrisa i Johnsona - obydwu z misją udowodnienia światu, że nie można ich przekreślać oraz całe stado  naprawdę bardzo dobrych role-players, za których tego lata nie przepłacili.


Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

CZY BULLS PO DRODZE Z JOAKIMEM NOAH?

piątek, 10 września 2010 17:19



Maciej Kwiatkowski


Alex Kennedy z HoopsWorld, a potem Marc Stein z ESPN/ESPN Dallas odnoszą się do kwestii wymiany Denver Nuggets - Chicago Bulls z niedowierzaniem. Dlaczego?

Stein sugeruje, że nie po to Tom Thibbodeau przychodził do Chicago Bulls i nie po to klub sprowadził Carlosa Boozera, aby teraz tracić Noah, wokół którego Coach Thibbs chce zbudować defensywę "Byków" i obok którego Boozer nie będzie wyglądał jak "Carlos Boozer vs LA Lakers".


Trudno się z tym nie zgodzić, nie?

Kennedy i Stein piszą o trwających negocjacjach Bulls z Noah w sprawie przedłużenia jego debiutanckiego kontraktu. Stein pisze po prostu, że ma to większe szanse powodzenia niż przehandlowanie Noah do Nuggets. Kennedy wspomina o 60 mln dol. za pięć kolejnych sezonów, co wydaje się dobrą sumą za defensywnego centra, który na przestrzeni dwóch ostatnich sezonów zrobił ogromne postępy.

Tak się wydaje, nie?

Jestem fanem Noah. Jest w mojej piątce ulubionych graczy , może nawet w trójce, może w dwójce - za to, że jest wojownikiem jakich mało, za to że sprawia wrażenia jakby kochał zbierać i blokować rzuty ponad zdobywanie punktów (to - jak wspomniał niedawno na twiterze Rafał Niewiadomski i Wy wspominacie to w komentarzach - jest rola, która doprowadzi kiedyś jego zespół do mistrzostwa NBA), za znakomite bounce-passy w obrębie pola trzech sekund i za to, że wydaje się być sympatycznym kolesiem. Podobnie jak Rajona Rondo, uwielbiam Noah za to, że potrafi tak świetnie robić praktycznie wszystkie inne rzeczy niż wywiązywanie się z roli strzelca.

Jednak fakt, że jest "sympatycznym kolesiem" pozwala się Bulls zastanawiać.

Czy Noah i jego ekstrawertyzm i młodzieńcza buta z biegiem czasu nie ewoluują do momentu, w którym posiadanie Noah w składzie stanie się problemem w szatni? Czy w momencie, w którym otrzymywać będzie 10 mln rocznie koszykówka nadal będzie dla niego tak ważna? Jak ważna jest w zasadzie koszykówka w życiu Joakima Noaha?

 Przecież to Noah jeszcze w styczniu 2008 roku wdał się w przepychankę z Ronem Adamsem, asystentem Jima Boylana. Przecież to Noah został dysycyplinarnie odsunięty od dwóch meczów - nie przez zarząd - ale decyzją samych graczy.


- We have a chance to salvage this season and we just need everybody on the page - mówił wtedy Adrian Griffin, jeden z przywódców Bulls w szatni..

Boylan nazwał wtedy Noah świetnym dzieciakiem, ale dodał, że zdarza mu się spóźniać na treningi, a na nich nie wykonywać poleceń trenerów.

- This isn't college anymore. It's the NBA. This is the proffesional sports.

Być może po odejściu Scotta Skilesa Boylan nie zyskał posłuchu u Noah.  Być może. W ostatnich dwóch sezonach Joakim nie stwarzał już takich problemów i zrobił bardzo wszechstronne postępy, flirtując w lutym tego roku z nominacją do All-Star Game. Możemy się śmiać z tego jak rzuca, ale chcecie dobry stat?

5-6 metr:

2008/09 - 0 prób! ZERO.
2009/10 - 43% skut., 1 próba na mecz.


Poniższy przykład tylko potwierdza, że godziny spędzone w hali i ciężka praca przyniosły skutek.

Rzuty wolne:

2008/09 - 67.6 %.
2009/10 - 74.4 %.


Joakim Noah to koszykarz, który defensywnie ma szansę stać się dla Bulls tym kim dla Boston Celtics był Kevin Garnett w sezonie 2007/08 lub rok wcześniej Tim Duncan dla San Antonio Spurs. Wtedy sprawność pozwalała im jeszcze kryć w tym samym momencie gracza z piłką wychodzącego po picku, wysokiego rolującego po pozostawieniu zasłony i byli jeszcze w stanie dobiec do rogu z ręką do strzelca. Trzech graczy na raz. Absolutne mistrzostwo gry defensywnej. Absolutny król moi drodzy. Dostawałem gęsiej skórki na rękach, gdy Lamar Odom w finałach 2009 roku starał się robić podobne rzeczy.

Jeśli jednak negocjacje z Noah będą się ciągnąć, jeśli usłyszymy o kolejnych plotkach o wymienianiu Noah - nie powinniśmy się tak bardzo dziwić. Bulls nadal mogą bowiem nie mieć pewności czy Noah nie wróci przypadkiem do niepoważnych zachowań z początku swojej kariery. 60 mln dolarów to potężna inwestycja dla Jerry'ego Reinsdorfa, który ostatni raz dał tyle Luolowi Dengowi, kiedy ten aspirował do miana jednego z pięciu najlepszych niskich skrzydłowych ligi.

Uwielbiam Noah, chociaż myślę, że rozsądniejsze dać mu jeszcze jeden sezon, zobaczyć jak będzie pracował z Thibbodeau i czy kłopoty z plantar fasciitis jakie miał wiosną nie przyczynią się do chronicznych urazów stopy. W końcu za rok - pomijając nowe CBA, które obniży wysokość maksymalnych umów czy przedłużeń kontraktów - Noah nadal będzie własnością Bulls, zastrzeżonym wolnym agentem.


Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

MOMENTY BYŁY...

piątek, 10 września 2010 15:28
Rafał Niewiadomski

Ci, którzy tak jak ja byli zawiedzeni tym co do tej pory widzieli na tych mistrzostwach, nareszcie doczekali się wielkiej koszykówki. I choć tylko jedno spotkanie decydowało się do ostatnich sekund (Teodosic!), drugie rozstrzygnęło się po przerwie (USA - Rosja) a pozostałe dwa to blowouty, doczekaliśmy się nareszcie koszykówki na wysokim poziomie. Właściwie wprowadziło nas do tego już spotkanie 1/8 pomiędzy Brazylią a Argentyną.

Serbia - Hiszpania od początku zapowiadało się najciekawiej. Hiszpanie są moją ulubioną ekipą na Starym Kontynencie i szczerze mówiąc ciężko mi przyszło pogodzenie się z ich odpadnięciem (liczyłem na brąz) jednak to jak Serbia zagrała i jak Milos załatwił Hiszpanów spowodowało, że nie mam do nich do to żalu. Wręcz przeciwnie dobrze, że tak się stało, bo Serbowie mają swój rewanż za ubiegłoroczny finał ME. Ten mecz zasługiwał jednak na dogrywkę w moim mniemaniu, po tym jak Hiszpanie po raz kolejny zniwelowali przewagę Serbów, jednak tego dnia koszykarscy bogowie byli po stronie drużyny Dusana Ivkovica. Gracze z Bałkanów tego dnia trafili połowę swoich trójek (15/30) i to właśnie to zrobiło różnicę, bo tego dnia wchodziły im rzuty, których trafić byli nie powinni jak choćby trójka Marko Keselja (5/6 za 3) na 89 - 84, która dała niesamowity komfort Serbii w końcówce.

Turcja - Słowenia to mecz, który skończył się chyba jeszcze zanim się tak naprawdę na dobre zaczął. Turcy trafili bodajże 8 z pierwszych 10 trójek i zanim Słoweńcy się obejrzeli było już 41-21 w drugiej kwarcie. 71% z gry(!!!), 58% za 3(!!) i 24 asysty przy 32 koszach Turków to liczby, którym przeciwstawić się mogli jedynie wczoraj Litwini. Turcy są naprawdę wielcy, to jak gra Ersan Ilyasowa i jego partnerzy zasługuje na słowa uznania. Spodziewałem się, że Turcy będą u siebie mocni, ale żeby aż tak? Jeżeli utrzymają taką skuteczność... Swoją drogą ciekawe co tam u Mehmeta Okura i czy w ogóle ktoś o nim pamięta jeszcze.

USA - Rosja było niezłym spotkaniem obu ekip przypadającym w rocznicę porażki Amerykanów w 1972 roku ze Związkiem Radzieckim. Rosjanie byli równorzędnym rywalem przez większość spotkania jednak zdarzyły im się 2 fragmenty gdzie przysnęli i to w konsekwencji skończyło się dla nich odpadnięciem. Pierwszy miał miejsce pod koniec 2 kwarty, w którym Team USA zanotował run 12 - 0 (od 30 - 35 do 42 - 35). Poszło kilka kontr po przechwytach, wpadła jakaś trójka (Gordon!), jakiś prawie and1 Iguodali, do tego niemal niewidoczne punkty Duranta i nagle to USA byli uciekającym króliczkiem. Drugi run miał miejsce w 3 kwarcie, w zasadzie od momentu w którym czwarty faul złapał Mozgov i usiadł na ławce a na boisku pojawił się Russel Westbrook. w ekipie USA. Russel zagrał świetne 3 minuty, w których dwukrotnie kończył akcje po swoich przechwytach, w międzyczasie dorzucił trójkę, swoje dorzucili Odom z Billupsem i to trio dzięki serii 12 - 3 wyprowadziło Team USA na bezpieczne 15- punktowe prowadzenie (65 - 50). Amerykanie w tym fragmencie zagrali szybciej, Odom zaliczył kilka podań przez całe boisko i Rosjanie już nie byli w stanie wrócić do tego meczu. A za każdym razem gdy taka myśl przeszła im przez głowę pojawiał się Kevin Durant (33 punkty!).


Ostatni ćwierćfinał Argentyna - Litwa wprawił mnie w osłupienie. Spodziewałem się wszystkiego ale nie tego, że do przerwy będzie już po meczu i ekipą prowadzącą będzie Litwa. Nie doceniłem ich. Co do meczu, to tak jak Luis Scola był w "playstation mode" w meczu z Brazylią tak w tym spotkaniu taki tryb załączyli sobie gracze Litwy trafiając pierwszych 8 trójek. Dla porównania Argentyńczycy trafili dopiero w 10 czy 11 próbie w połowie 3 kwarty pudłując naprawdę z czystych pozycji. Skuteczność Litwinów to jedno ale jeszcze ważniejsze było wyeliminowanie z gry Luisa Scoli. Litwini wykonali tu ogromną robotę nie tylko indywidualnie (m.in. Javtokas) ale i drużynowo. Scola nie mógł za dużo pograć 1on1, bo szybko był podwajany, a gdy miał taką możliwość obrońcy ustawali mu na nogach, prostowali ręce i wyglądało to tak, jakby walił głową w mur. Do tego odcięto mu praktycznie pick&rolle z Priggioni'm i na tym skończyła się gra Argentyńczyków. Scola trafił zaledwie 5 z 16 rzutów i pokazał swoje ludzkie oblicze. Tak jak napisałem, Litwini szczególnie w pierwszej połowie osiągnęli niesamowitą skuteczność w ataku porównywalną z tym co zrobili dzień wcześniej Turcy i to ustawiło mecz.

Dziś jest dzień przerwy. Dziś mecze o miejsca 5-8. Jutro w półfinałach zobaczymy Turcja - Serbia oraz USA - Litwa. Dokładny plan transmisji poznamy niebawem, obstawiam jednak, że o 17 wybiegną na parkiet zespoły USA i Litwy, mecz pokaże TVP Sport, natomiast gospodarze zagrają o 20.25, mecz też powinien być pokazany na TVP Sport.

Nie takiej czwórki się spodziewałem. Obstawiałem Hiszpanię i Argentynę jednak nikt tu nie znalazł się przez przypadek. Wciąż trzymam się mojego typu co do obsady niedzielnego finału (USA - Turcja!) ale Litwini i Serbowie pokazali już na tym turnieju, że potrafią wygrać z każdym. Właściwie gdyby nie wpadka Serbów z Niemcami mielibyśmy w czwórce same niepokonane ekipy. Tak czy siak do niedzieli może się ostać tylko jedna taka drużyna, a po turnieju już może w ogóle nie być takiej ekipy.


Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

WSTYDŹ SIĘ SACRAMENTO

piątek, 10 września 2010 14:37


Kalifornijska policja prowadzi dochodzenie w sprawie przestępstwa na tle religijnym, popełnionym w Sacramento. Na podobiźnie Omriego Casspiego, izraelskiego koszykarza Sacramento Kings namalowano swastykę.

Oficerowie policji z Sacramento otrzymali doniesienia o znaku swastyki domalowanym na muralu z podobizną Casspiego. 21-letni skrzydłowy Kings jest pierwszym graczem z Izraela, który trafił do NBA. Ma za sobą jeden sezon rozegrany w Sacramento, w którym zdobywał średnio 10,3 punktów i stał się jednym z ulubieńców publiczności.

Incydent miał miejsce na kilka godzin przed rozpoczęciem uroczystości związanymi z nadejściem Rosz Haszana, czyli żydowskim Nowym Rokiem, pierwszym dniem kalendarza hebrajskiego.

źródło: WP.PL / Sacramento Bee


Maciej Kwiatkowski

Chris Tomasson z NBA Fanhouse przebywający właśnie w Turcji skontaktował się z Omri''m, który był dotknięty całą tą sytuacją.

"It's all over the news here, I'm not shocked but I'm kind of hurt, you know. ... It's just crazy that it's 2010 and still there are people who are racist and who hate. That's the only thing that hurts and is a big shock."

To smutna i delikatna sprawa dla Casspi'ego, który przecież w bardzo krótkim czasie stał się faworytem publiczności w ARCO Arena. Nie przesadzę nawet, gdy napiszę, że zagrania Casspiego wywoływały równie dużą euforię co postawa Tyreke'a Evansa.

Zastrzyk energii jaki wnosił do gry i niespotykana u debiutantów z Europy bezkompromisowość pozwoliły uwierzyć kibicom Kings, że nawet wobec problemów na linii klub-władze miasta jest szansa, aby Sacramento znowu zaistniało na koszykarskiej mapie.

"In Israel, obviously there's not something like that. I've been in Sacramento and all over the NBA and never had anything close to that, never had anything racist happen. Everybody has treated me warm and kind and been unbelievably great to me. It's the first time for me to handle that kind of situation and I'm sorry I have to handle it at all."

To pojedynczy incydent, ale w wypowiedziach Casspiego czuć szczery żal. Trafiono w bardzo czuły punkt i młody Izraelczyk, który nie miał wcześniej styczności z tego typu sytuacjami może się w przyszłości dwa razy zastanowić czy przedłużyć kontrakt z Kings. Tym bardziej, że od tego czasu klub nie opublikował żadnego oświadczenia w tej sprawie.


Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

KULISY OSTATNIEJ AKCJI

piątek, 10 września 2010 3:58

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Po wyczynie Milosa Teodosica w meczu z Hiszpanią pojawiły się komentarze w tonie: No dobrze, ale co byłoby gdyby nie trafił? Byłby lincz. Otóż nie do końca. Teodosic nie był jeźdzcem bez głowy, któremu się poszczęściło... a po prostu wykonywał zalecenia trenera. Podobno taki właśnie był plan Dusana Ivkovica:

"W czasie przerwy zdecydowaliśmy, że będziemy rzucać długą trójkę. Jeśli spudłujemy będzie dogrywka."

Takie słowa Ivkovica przytacza przynajmniej Chris Sheridan z ESPN (choć nie znalazłem ich na oficjalnej stronie FIBA). Wygląda na to, że Teodosic po prostu miał tak rzucić i jeśli nawet by spudłował, to w szatni nie dostałaby mu się bura od trenera.

Swoją drogą analiza tej akcji na nbaplaybook.com pokazuje, że Serbowie faktycznie nie próbowali ustawiać żadnej skomplikowanej zagrywki, a tylko zmusić Hiszpanów do zmiany krycia na Teodosicu, by ten miał więcej miejsca na oddanie rzutu.

W tym samym artykule Sheridan pisze również o taktyce na ostatnią akcję przygotowaną przez trenera Hiszpanów Sergio Scariolo. Ta również nie była konwencjonala. Scariolo mianowicie miał nakazać swoim zawodnikom faulowanie jeśli piłka znalazłaby się w rękach dwóch z Serbów (nie wymienił ich nazwisk). Oznaczałoby to rzuty dla Serbii, ale też więcej czasu na ostatnią akcję dla Hiszpanii.

Na nbaplaybook.com możecie poczytać też o błędach przez które Hiszpanie zmarnowali szansę na ostatni rzut. Polecam.


Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

WITAJCIE W НАЦИОНАЛЬНАЯ БАСКЕТБОЛЬНАЯ АССОЦИАЦИЯ

piątek, 10 września 2010 2:54

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Kto jest najbogatszym Polakiem i czy stać go na kupno klubu NBA? A może zrobimy ściepę narodową i klub kupimy sobie sami? Gorsi niż Donald Sterling raczej nie będziemy. Jakie są zalety posiadania takiegoż klubu? Choćby takie, że można swoich zawodników posłać, gdzie się tylko chcę. Choćby do swojego kraju.

Mikhail Prokhorov postanowił skorzystać z tej możliwości i w drodze do Chin, gdzie New Jersey 13 i 16 października ma grać z Houston Rockets (to miał być wielki pojedynek Yao kontra Yi...), Nets zatrzymają się w Moskwie, gdzie będzie miał miejsce otwarty trening zespołu i warsztaty dla dzieci.

To nie jedyna dobra wiadomość dla rosyjskich kibiców. Wczoraj NBA otworzyła swoje biuro w Moskwie, które ma na celu zbliżenie ligi do rosnącej grupy jej kibiców w Rosji i krajach Europy Wschodniej (To chyba też o nas?). Swoją drogą to już kolejne po RPA miejsce, gdzie NBA otwiera w tym roku swoją siedzibę. NFL może i jest bogatszą ligą, ale z pewnością nie ma takiego potencjału i możliwości ekspansji.

Do tego CSKA Moskwa, czyli zespół z którym wcześniej związany był obecny właściciel Nets wybiera się w październiku na spotkanie z Miami Heat. Szczęściarze z tych Rosjan. Myślę, że już niebawem doczekają się też spotkań przedsezonowych u siebie.

No to co? Kupujemy Clippersów, a potem ściągamy ich do Polski, by na otwartym obiekcie w Tarnowie sprawdzić, czy Baron Davis jest lepszy od Blake'a Griffina we wrzutach do kosza?


Podziel się:

komentarze (10) | dodaj komentarz

RUDY GAY POTRZEBUJE LEPSZEJ MAPY, ALE LUBI U2, WIĘC OK

czwartek, 09 września 2010 23:10


Maciej Kwiatkowski


Rudy Gay wybrał się też na koncert U2, który niedawno odbył się w Stambule. Razem z nim znalazło się tam tylko dwóch graczy USA - tak, zgadliście - Kevin Love oraz Stephen Curry. Do tego połowa sztabu kadry. Gay wyznał, że nie widział wcześniej na żywo Bono i spółki, kojarzył oczywiście nazwę, ale nie umiał przypisać piosenek do zespołu - mniej więcej podobnie rzecz się miała z przypisaniem "Turcji" do "kraju" czy "Stambułu" do "miasta".

Po wszystkim powiedział jednak, że został fanem i teraz już nie tylko wie czego słuchał, ale dokładnie wie czego będzie słuchał. Tak więc u niedoszłego studenta geografii i fana U2 wychodzi na zero.



Podziel się:

komentarze (31) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 060 110 (wersja testowa)

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u