Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 285 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




DESPERADO NADAL MILCZY

środa, 30 września 2009 20:04

źródło: ESPN


Maciej Kwiatkowski


Delonte West nadal nie pojawił się na obozie przygotowawczym Cleveland Cavaliers. Nie było go na obydwu wczorajszych treningach, nie było go też na dzisiejszym, porannym. Jego absencja pozostaje nieusprawiedliwiona.

Klub nie komentuje jeszcze tej sytuacji, choć jak donoszą dziennikarze związani z Cavs - dzisiaj informację o nieobecności Westa przyjęto z jakby większym spokojem.

Oto co LeBron James odpowiedział w środę rano na pytanie czy zawodnicy Cavs próbowali się skontaktować z "Desperado", który najwyraźniej nie odbiera telefonów.

"We've tried...We don't know if he has his phone. Either he answers or he doesn't"

Również i Jameer Nelson wypowiedział się o sytuacji Westa. Grali razem trzy lata na uczelni Saint Joseph's.

"He's in my prayers. I know this about Delonte: He’s a strong person and he's a great person. I don’t want anybody to think because of what’s going on and what happened to him that he’s a bad person. He’s a great person, and people need to understand that."

 


Podziel się

LEBRON WYBIERA PIĄTKĘ WSZECHCZASÓW

środa, 30 września 2009 18:45

 

Maciej Kwiatkowski


I nie tylko... Wybiera też swoją ulubioną piątkę spośród aktualnie grających. Zgadzacie się z jego piątką wszechczasów? Ja każdego dnia mam innego silnego skrzydłowego w tym składzie, ale pozostałych czterech to pewniak. Tak więc dziś zgodze się z Jamesem. Jak zauważył już JE Skeets na BDL - LeBron dobrze też wybrnął, gdy mówił o trenerze tej najlepszej aktualnie piątki.


A propos rozszerzonego wideo wywiadu z Billem Russellem, który miałem nadzieję, że wrzucę jak najszybciej. Michał Michalec, operator który to wszystko nagrywał wyjechał na zasłużone wczasy, ale ma wrócić do tego piątku i podeśle mi całość.


Podziel się

GOŚCINNY POST: W PIEKLE SIĘ POZNALIŚMY

środa, 30 września 2009 14:10



źródło: boston.com


Tomasz Kordylewski


Szczerze mówiąc, gdy pojawiła się plotka o przejściu Rasheeda Wallace'a do Bostonu nie wiedziałem co o tym sądzić. Z początku wydał mi się to zły pomysł - Wallace? Ten Wallace w Celtics? Były gracz Detroit mógłby popsuć świetną chemię w zespole z Bostonu. W końcu znany jest ze swojego niechlubnego rekordu fauli technicznych... Dlatego mocno się zdziwiłem, gdy władze Celtics potwierdziły te plotki.


Potem wszystko doszło do skutku, a Wallace został podpisany. Następnie fajna konferencja prasowa, na której Sheed po swoich wypowiedziach zaczął zyskiwać w moich oczach.

"Moja rola to wspierać tych facetów. Jeżeli Doc Rivers będzie chciał abym zaczął w piątce to zacznę, jeżeli chce abym usiadł na ławce to usiądę. (...) Powiedzieli mi, że to miasto sportu. Kibice staną tutaj za tobą murem. Kiedy grałem przeciwko nim słyszałem wiele uwag na swój temat, że jestem tym i tamtym. Ale mam nadzieję, że wszystkie te uwagi zmienią się w owacje.".


Szybko uświadomiłem sobie, że gdy Garnett będzie już zdrowy to razem z Sheedem pod koszem Celtics będą niewiarygodną siłą. Obaj mają jedne z najsilniejszych osobowości w NBA. Mają także wspólny cel - kolejne mistrzostwo NBA. Wallace ma już 35 lat, Garnett 33 więc jeśli nie teraz to kiedy?

Wallace razem z Detroit zdobył mistrzostwo w 2004 roku głównie dzięki świetnej zespołowej obronie jaką prezentowały "Tłoki". Wtedy pod koszem Pistons mieli 'braci' Wallace - Bena i właśnie Sheeda. Do dziś uważa się, że nie byłoby indywidualnych nagród i splendoru jaki za defensywę Pistons spłynął na Big Bena, gdyby nie pomoc Wallace'a. A że mistrzostwo w 2008 roku wywalczone przez Celtics również można przypisać dobrej obronie, którą dowodził Garnett. To co się stanie gdy połączą siły?

Obaj reagują bardzo emocjonalnie, biją w pierś siebie czy kolegów z zespołu, wykrzykują różne nieprzychylne rzeczy w kierunku rywali. Teraz Celtics mają dwóch podobnych do siebie gości, którzy są bardzo zdeterminowani i pobudzeni do gry - mają też potencjał, by stać się najbardziej znienawidzonym duetem podkoszowych w lidze. A nie zapominajmy, że w razie czego w obwodzie będą jeszcze Davis i Perkins!

Najlepsze jest to, że ci dwaj gracze są dobrymi kumplami. Nie jest tak jak przed dwoma laty, kiedy to Garnett i Allen dołączyli do Pierce'a. Wtedy znali się tylko z Meczów Gwiazd, a i tak już w pierwszym sezonie zdobyli pierścienie. Garnett i Wallace znają się już bardzo długo i ze zrozumieniem nie powinno być problemów. Mają do siebie zaufanie, wydają się być emocjonalnie podobni i nawet jeśli dojdzie do jakiś zgrzytów, to tylko po to, by wyciągnąć z nich wnioski z korzyścią dla zespołu.

Osobiście jestem przekonany, że Wallace i Garnett stworzą wielki duet. W sezonie mistrzowskim Celtics do pomocy Garnettowi pod koszem byli Brown, Davis i Powe. I z całym szacunkiem dla tej trójki, ale nawet teraz, pod koniec kariery Wallace jest od każdego z nich lepszy. Niektórzy nawet już pewnie zapomnieli jak jest dobry, bo ostatni sezon w Pistons odpoczywał, po tym jak odszedł Chauncey Billups.

Sądzę, że w nadchodzącym sezonie przeciwnicy Celtics nie będą się obawiać tego, że dostaną od  'Koniczynek' 110 punktów, ale tego, że nie będą w stanie im rzucić więcej niż 80!

Podziel się

O JOE CO NIE CHCIAŁ 60 MILIONÓW

środa, 30 września 2009 13:26

źródło: ESPN

Maciej Kwiatkowski

Jeśli śledzicie ten blog uważnie, albo śledziliście w zeszłym sezonie, to wiecie, że po prostu lubię oglądać Atlanta Hawks (ktoś musi, nie?). Jak żaden zespół w lidze "Jastrzębie" łączą tomahawk-dunki w kontratakach z kompletnym zarzynaniem gry w ataku pozycyjnym. Winę za to ponoszą po części umiejętności samych zawodników, z których raptem tylko Joe Johnson jest w stanie wykreować coś dla innych, ale też trener Mike Woodson wyobraźnią nie błyszczy. Lubię ich jednak za wojownicze serce Ala Horforda, pocieszną nieprzewidywalność Josha Smitha i to, że gdy się zawezmą to potrafią grać bardzo fizyczną defensywę.

W każdym razie Hawks wzmocnili się tego lata, tam gdzie było im tego najbardziej potrzeba - czyli pod koszem. Doszli Joe Smith i jeden z braci Collins - nieważne który, musiałbym nawet teraz nawet sprawdzać, ale traktuję to jako "duże cielsko", potrzebne na starcia z Cleveland, Orlando i Bostonem. Hawks dodali też Jamala Crawforda, wymieniając go za Flipa Murray'a, co już mniej mi się podoba z finansowej perspektywy i jeśli gdzieś już by szukać dziury w całym to na pozycji rozgrywającego. Jest tylko starzający się Mike Bibby - kompletna noga w defensywie, nie ukrywajmy. Crawford teoretycznie może być rezerwową jedynką, ale ten zespół potrzebuje bardziej szybkich postępów kogoś takiego jak Jeff Teague, który potrafi być bardzo szybki w kontrataku (z naciskiem na "być") i potrafi sam sobie wykreować pozycję do rzutu.

No ale Teague to rookie, i to rookie, który był bardzo nieregularny dla Wake Forest w zeszłym sezonie, a jeśli ktoś jest nieregularny, to znaczy to tyle po prostu, że nie jest wystarczająco dobry. Więc nie liczyłbym na niego zbyt bardzo już w przyszłym sezonie.

Tymczasem Joe Johnson "dostał" w sierpniu 60 mln. dolarów za 4 lata. Była to oferta przedłużenia kontraktu do sezonu 2013/'14. Hawks chcieli dać Johnsonowi pieniądze jakie daje się zawodnikowi, który powinien być pierwszą opcją zespołu. Johnson zrobił na szczęście Hawks przysługę i tą ofertę wczoraj odrzucił..

Latem 2010 roku stanie się więc kolejnym wolnym agentem i dla obu stron byłoby dobrze, aby Johnson stał się drugą opcją. I dla mistrzowskich aspiracji Johnsona i dla marzeń "Jastrzębi" o zdobyciu tytułu. Hawks dlatego wg mnie wyszli na tym lepiej, niż przypuszczali, bo latem 2010 r. - gdy już inne kostki domina na rynku padną - nikt nie da Johnsowi $15 mln. dolarów rocznie. Wtedy Hawks będą mogli go podpisać ok. $10 mln. taniej i mam nadzieję, że w końcu dadzą piłkę Alowi Horfordowi tyle razy więcej ile razy Johnson, Bibby i Crawford odpalać będą w przyszłym sezonie rzuty przez ręce po 75 kozłach w miejscu.

Podziel się

PODPISZ ZDJĘCIE - "MÓWIĘ CI STARY TRZEBA STĄD LECIEĆ!!!"

wtorek, 29 września 2009 21:34

 

żródło: http://nba.com



                                                 

Poprzednie PODPISZ ZDJĘCIE - PROSZĘ ZABIERZCIE IM TAŚMĘ....



  • Ninja: Nie dam rady dłużej pilnować tego gadatliwego syna naszej sasiadki!!! Kobe ratuuj!!!
  • bfe: Adaaasz odczep się już ode mnie! I tak przechodzę do NY!
  • Mazi: Where is my chalk....
  • Unesco: LBJ: "Nie mogę usunąć śledzika z nk" :(







Podziel się

ISAIAH RIDER: BAD BOY 4 LIFE

wtorek, 29 września 2009 21:05

                            
                                                                                                                         źródło: fashionableent.com

Piotr Kolanowski


Po wielu dniach posuchy przyszła pora „rozruszać" nieco nasz dział historyczny. Długo zastanawiałem o kim by tu szerzej napisać i zdałem sobie sprawę, że chyba ani razu nie przybliżyłem jeszcze sylwetki żadnego skandalisty NBA. Kiedy myśli się o największych „bad boys" w historii, od razu nasuwa się skład Detroit Pistons z lat 80-tych na czele z Billem Laimbeerem czy oczywiście Dennisem Rodmanem. Nie będę dziś jednak sięgał aż tak daleko w przeszłość. Skupię się za to na graczu, o którym niejako przypomniał mi przed kilkoma tygodniami Chris Webber w swoich „Fab Fives" na nba.com. Mam tu na myśli Isaiaha Ridera. C-Webb umieścił go jako jednego ze swoich 5 ulubionych (najlepszych) zawodników w historii klubu Timberwolves i po części ta decyzja wcale mnie nie zdziwiła, bo „JR" (jeśli zapomnieć na chwilę o jego ekscesach) naprawdę potrafił grać. Ale przy okazji napiszę jeszcze również, iż brak nawet najmniejszej wzmianki Webbera na temat Toma Gugliotty apropo T-Wolves to dla mnie już niemalże skandal.

Wracając jednak do Ridera... Jeżeli bowiem ktoś z Was uważa np. Rona Artesta czy Stephona Marbury'ego za postaci kontrowersyjne, to nie wiem co dopiero powie na jego temat. Notoryczne palenie trawy czy regularne aresztowania nie były żadną nowością w karierze Ridera. Zresztą to akurat nic w porównaniu do reszty jego wyskoków. Przykładowo w 2000 r. grając dla Atlanty Hawks zagroził ponoć swojemu klubowemu koledze Dikembe Mutombo, iż jego kumple „spuszczą mu łomot", za to że ten miał donieść władzom ligi, iż nie przestrzega programu antynarkotykowego. Thug life... Rider swój pierwszy areszt zaliczył jeszcze w czasach występów na słynnej uczelni UNLV. Wówczas Isaiah osobiście spuścił manto pracownikowi restauracji popularnej w Stanach sieci fast food Jack In The Box. Tego typu „akcji" było zresztą więcej. W trakcie sezonu 95/96 kopnął menadżerkę jednego z barów w Minneapolis.

Z drugiej strony Rider był bardzo utalentowanym i niezwykle efektownym zawodnikiem. Już w drugim roku występów w NBA przekroczył średnią 20 zdobywanych punktów w każdym spotkaniu. Szczerze przyznam, że naprawdę lubiłem patrzeć na jego grę. Był szybki, silny, miał niezły rzut, a przede wszystkim był obdarzony bajecznym wyskokiem. Kiedy rozpoczął swoją przygodę z NBA w 1993 r. jako piąty numer tamtego draftu zapowiedział, że wygra konkurs wsadów podczas All-Star Weekend w Minneapolis i słowa dotrzymał (zresztą w piekielnie dobrym stylu). Latem 1996 r. władze T-Wolves straciły do niego cierpliwość i został oddany do Portland za Billa Curleya, Jamesa „Hollywood" Robinsona (swoją drogą też niezłego dunkera) oraz dwa prawa wyboru w drafcie. Tam „JR" znacząco przyczynił się do powstania trwającej przez wiele kolejnych lat opinii, iż zespół z Portland to największe zbiorowisko „gangsterów" w lidze. Wtedy występowali tam także Rasheed Wallace czy Damon Stoudamire, u którego w bagażniku policja znalazła kiedyś ponad 4 kg marihuany, o ile dobrze pamiętam. Rider szybko zadomowił się w stanie Oregon i już kilka miesięcy po transferze (dokładnie 30 października tamtego roku) został aresztowany za posiadanie narkotyków. W sumie przez okres 3 sezonów w barwach Blazers (z czego ostatni z nich skrócony do 50 meczów - 98/99) JR był zawieszany 12 razy zarówno przez klub jak i NBA za różnego rodzaju wykroczenia. Przed kolejnymi rozgrywkami Rider przeniósł się razem z Jimem Jacksonem do Atlanty w ramach wymiany za Steve'a Smitha. Tam JR rozchulał się na dobre i przy okazji zaliczył jeden z najlepszych sezonów w karierze. Z marihuaną nie rozstawał się już nawet w dniu meczów. W końcu wyszło na jaw, że palił ją w pokoju hotelowym w Orlando. Gdy władze NBA dowiedziały się o tym, nakazały mu udać się na odwyk. Rider nie zamierzał jednak tego zrobić. Zgodził się dopiero po tym jak nałożono na niego karę 200 000 dolarów grzywny. 

Oczywiście po zakończeniu tamtego sezonu drogi Hawks i Ridera się rozeszły. JR był wolnym agentem i mógł teoretycznie przebierać w propozycjach... Nie było ich jednak zbyt wiele. Mało kto bowiem chciał mieć w swoich szeregach takiego „troublemakera". Swoje zainteresowanie wyrazili przede wszystkim Miami Heat oraz Los Angeles Lakers. Rider zdecydował się w końcu wybrać grę w drużynie świeżo upieczonych mistrzów NBA. Sezon w barwach Lakers przebiegł stosunkowo spokojnie, być może za sprawą doświadczonego w relacjach z trudnymi charakterami Phila Jacksona. Mimo dobrej postawy w fazie zasadniczej JR nie znalazł się jednak w składzie zespołu na playoffs. Nie przyczynił się więc bezpośrednio do obrony przez LA tytułu jednak oficjalnie został mistrzem NBA. Mimo chęci pozostania w Lakers Rider był zmuszony ponownie zmienić klub. Sezon 2001/2002 rozpoczął w barwach Denver Nuggets jednak tam szybko przypomniano sobie o jego skomplikowanej naturze. W rezultacie zwolniono go w grudniu po rozegraniu zaledwie 10 spotkań.

Od tego czasu Rider nie zagrał już w NBA. Co porabiał później? Łamał prawo na całego, a lista jego przestępstw jest naprawdę długa. Do „klasycznych" zarzutów typu posiadanie broni czy narkotyków, doszły m.in. porwanie, kradzież samochodu czy stosowanie przemocy. W sumie w ostatnich latach spędził w różnych więzieniach ponad 7 miesięcy. A co porabia Isaiah Rider obecnie? W wieku 38 lat planuje wrócić na koszykarskie parkiety! W mediach pojawiło się ostatnio kilka plotek na ten temat. Najbardziej realna wydaje się ewentualna opcja gry Ridera w lidze ABA w drużynie North Texas Fresh. Były jednak nawet (zdementowane już) spekulacje dotyczące NBA, a dokładnie New Jersey Nets. Jestem bardzo ciekaw czy uda się Riderowi powrócić do gry po tak długiej przerwie, nawet jeśli miałaby to być półzawodowa liga jak ABA, która poza nazwą i charakterystycznym kolorem piłki nie ma nic wspólnego ze swoją wielką poprzedniczką z lat 1967 - 1976. Ponoć JR od dłuższego czasu nie bierze już narkotyków (oprócz marihuany zażywał także kokainę) i generalnie wyszedł na prostą.

A Wy jak myślicie - uda się? Poniżej klip z grą Ridera „w pigułce". Polecam w szczególności tym, którzy nie mieli okazji wcześniej oglądać JR'a.




Podziel się

WEST? NIEOBECNY

wtorek, 29 września 2009 20:58


Maciej Kwiatkowski

Jeszcze wczoraj w Cleveland wrzało: LeBron James i Shaquille O'Neal spotkali się po raz pierwszy oficjalnie od czasu, gdy Shaq dołączył do drużyny. Oficjalnie, nieoficjalnie - nie widzieli się tego lata zbyt często, jeśli w ogóle miało to miejsce, ale to nieistotne. Nie jestem jednym z tych, którzy ewentualnych problemów w koegzystencji tej dwójki szukałby akurat poza boiskiem. Bardziej mnie ciekawi czy ofensywa Cavs faktycznie stanie się przez to wszechstronniejsza, bo Shaq jak wiadomo nie tylko potrafi rzucać skutecznie jak nikt inny w lidze - potrafi też podawać jak mało, który wysoki w NBA. Shaq już zresztą dojrzał (w swoim wymiarze oczywiście), dorósł po burzliwych czasach LA Lakers i wie kto rządzi w Cavs i komu ma się podporządkować.


Dobra atmosfera nie trwała jednak długo. Dwie godziny temu okazało się, że Delonte West nie pojawił się dzisiaj na pierwszym treningu Cleveland Cavaliers, a jego obecność nie została usprawiedliwiona. West, złapany jak wiadomo dwa tygodnie temu, gdy parodiował rolę Antonio Banderasa w "Desperado", był jednak w poniedziałek podczas media-day. Trener Mike Brown już powiedział, że wnioski zostaną wyciągnięte.

  • "Osobiście, mam nadzieję, że wszystko z nim w porządku. Ale ja muszę kontynuować swoją robotę w szkoleniu tego teamu. Niezależnie od tego czy Delonte lub ktokolwiek inny opuści trening." - stwierdził trener Cavs. Mike Brown dodał, że sprawą zajmuje się kierownik Danny Ferry. Nie jest jednak świadomy czy to on lub ktoś inny z drużyny miał kontakt z Westem. "Mimo wszystko musimy robić swoje. Nie możemy pozwolić by jakiekolwiek zewnętrzne oddziaływania wybiły nas z kursu."

Podziel się

BOOO!

wtorek, 29 września 2009 14:59


Podziel się

GORTAT PODCZAS MEDIA-DAY W ORLANDO

wtorek, 29 września 2009 14:39


Maciej Kwiatkowski

I z największej, medialnej gwiazdy EuroBasketu Marcin Gortat powrócił do roli człowieka ze Wschodu w Orlando Magic. Po prawej, w zakładce Wirtualny Basket to co poniżej, tylko że już po polsku. Gortat mówił, że jest w świetnej formie, że ma nadzieję, że udział w EuroBaskecie nie wyczerpie go z sił w połowie sezonu. Będzie o to ciężko, biorąc pod uwagę przewidywany czas gry "Polish Machine". Plus, teraz do naprawdę znakomitych numerów jakie Gortat zaliczał w trakcie średnio 12 minut gry, może też doliczyć blisko 6 mln. dolarów, a nie 700 tysięcy - tego nie powiedział, ale mimo wszystko miło wiedzieć i widzieć, że sobie zarobi.

A jeśli wideo, by nie działało to tutaj je znajdziecie.


Podziel się

KTO URATUJE GOLDEN STATE? TY? JA?

wtorek, 29 września 2009 11:01
sfgate.com

Maciej Kwiatkowski


Sezon się jeszcze nie rozpoczął, a już zawrzało w jednym z najpiękniejszych miast USA, w którym nigdy nie byłem, czyli w Oakland. Golden State Warriors zorganizowali wczoraj swój media-day i wyprodukowali dwa gorące tematy. A, że mało drużyn w NBA ma tak dobrą ekipę dziennikarzy i bloggerów wokół swojego zespołu, to każda najmniejsza tam kość niezgody potrafi być spokojnie podniesiona do rangi ogólnonarodowego problemu (przynajmniej na twitterze).

I przy okazji kolejny raz okazuje się, że organizacja Warriors to niezłe g.....

Zaczynając od właściciela zespołu, Pana Rowella, przez nowego GM'a, Pana Riley'a, aż na drugim w historii najbardziej zwycięskim coachu kończąc, Donie Nelsonie - nadal nie w Hall-of-Fame.

Najpierw wyszedł Stephen Jackson i powiedział, że on i Pan Rowell już nie rozumieją się tak jak kiedyś, że on (S-Jax) nie rozumie już kierunku w jakim zmierza organizacja, że ma sześcioro dzieci i chce grać o zwycięstwo, że przedłużył kontrakt, bo nie jest głupi, mimo tego, że nie chodził do collegu, a przede wszystkim że nadal chce odejść.

To jeszcze nic. Chwilę później na mopedzie wjechał Monta Ellis, ok wszedł normalnie. Tu warto nadmienić jeszcze, że jakiś miesiąc temu Pan Riley i Pan Nelson zawitali do domu, w którym latem mieszka Ellis, zjedli obiad, rozmawiali, a kilka dni później Panowie Nelson i Riley mówili oczywiście same dobre rzeczy, w stylu: zespół jest zjednoczony, stawiamy na Montę, wierzymy w niego i takie tam.

No więc Ellis wyszedł i rzucił bombę.

"Ja i Stephen Curry nie możemy grać obok siebie".

Nie słyszy się takich oświadczeń często z ust graczy ligi, ale to nie jest też powód, by rzucać się teraz na Ellisa, bo co powiedział dalej? Bardzo logicznie przedstawił wizję, wg której obwód Curry-Ellis będzie być może bardzo szybki i efektowny w ofensywie (...czego oczekujemy na początku sezonu), ale dwóch tak niskich i słabo zbudowanych zawodników nie da sobie po prostu rady grając obok siebie w obronie (...przez co nikt nie będzie oglądał Warriors w marcu i w kwietniu, ....i w maju też)


Jest to oczywiście zanegowanie zaplanowanej już taktyki Riley'a i Nelsona oraz ich planów gry ("Nasze jedynki i dwójki w tym roku to będą niscy gracze", Nelson), ale to też przede wszystkim orzeźwienie. Ktoś w końcu w tej organizacji logicznie wypowiedział się o samej grze i o koszykówce! Ktoś pomyślał o obronie!

Monta Ellis, Anthony Randolph - to dwójka, która już w tym sezonie, może w przyszłym, a nawet teraz (Randolph) mieć będzie bardzo wysoką wartość na rynku. Oczywiście nie można o tym głośno mówić przed latem 2010, bo niemal wszyscy się teraz zamknęli w grotach i knują jak tu podprowadzić LeBrona Jamesa, Dwyane'a Wade'a, Chrisa Bosha czy Amare Stoudemire'a. Randolph i Ellis to jednak gracze wokół których można budować skład. Ellis zawsze będzie problemem, bo to symptom Iversona, czyli zawsze będę kłopotem w defensywie, gdy będę musiał kryć wyższe ode mnie dwójki, ale w odpowiednim momencie możnaby za niego zgarnąć ciekawy zestaw graczy i picków, albo zaufać po prostu w jego rozwój, dać mu jeszcze dwa lata, bo jego rozwój przerwała przecież głupia kontuzja sprzed roku..

Dalej są Stephen Curry (w którego wierzę, w tym sensie, że będzie graczem na 18-2-4 w NBA, nie tylko w Warriors) i kolejny ukryty talent, Anthony Morrow. Jest też nadal jeszcze tylko 23-letni Andris Biedrins! Do tego Stephen Jackson, Corey Maggette, których zawsze można starać się dobrze wymienić. Nie mówię, że to się da zrobić już w przyszłym tygodniu, ale opcje pojawią się na pewno.

Życzę Warriors nowego generalnego menedżera i zmian, które zaczną się od samej góry (właściciel). Jest potencjał, by stworzyć w przyszłości zespół regularnie grający w play-offach, brakuje myśli i zmian na stołkach dowodzących tą zgrają naprawdę utalentowanych graczy. Anthony Randolph za 2-3 lata będzie drugim, bardziej atletycznym Chrisem Boshem, możecie mi to zapamiętać. Zresztą byli już analitycy za Atlantykiem, którzy uważali (i pewnie nadal uważają), że to może być najlepszy gracz Draftu 2008.

W każdym razie, jeśli jest jeden zespół w NBA, w którym chciałbym pracować jako GM, są to Golden State Warriors. Dopóki tak się nie stanie, to będziemy się dowiadywać o kolejnych cudach z obozu "Wojowników". Oby jednak słowa Ellisa doprowadziły do jakiś poważniejszych przemian w samej organizacji. Pewnie tak się jednak nie stanie i Donnie Walsh późnym latem 2010 roku będzie próbował go ściągnąć do NY Knicks za Eddy'ego Curry'ego i dwa picki w pierwszej rundzie.

Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 767 486  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18767486

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0