Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 693 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




WYBIERAMY NAJLEPSZE STROJE NBA

piątek, 30 września 2011 15:31

Jest lokaut. Ciężko o tematy, a że jestem fanem jerseyów proponuję wybranie najlepszych strojów do koszykówki w historii naszej ukochanej ligi NBA. Nie przez przypadek na górze bloga wiszą przecieżjerseye. Na czym polega zabawa? Ja w tym wpisie podaje swoje 3 typy, wy w komentarzach podajecie swoje. Z tych wszystkich typów w zależności od ilości zgłoszeń, wytybierzemy 10(15?) tych, które dostały najwięcej głosów. Wybierać przecież jest z czego, bo do wyboru mamy wszystkie stroje drużyn NBA od początku jej istnienia.

 

Czyli w swoich typach możecie podać choćby stroje Lakers z lat 50 czy 60-tych. Stroje Nets z lat 70-tych czy Raptors z lat'90. Do wyboru, do koloru. Moje typy dotyczyć będą lat 90-tych, ponieważ to na tych czasach się wychowałem i za tymi jerseyami najmocniej tęsknię. A więc:

 

1. Indiana Pacers'94

 

 

W zasadzie wkurzało mnie jedynie to, że boczny pasek nie był pociągnięty na ściagaczu w spodenkach ale wzór koszulek to absolutny top, zarówno pod względem niestandardowości jak i prostoty i kolorystyki.

 

2. Charlotte Hornets'94



Top of the top. Czy można znaleźć ładnieszą kolorystykę? Jeszcze lepiej prezentują się białe stroje. Logo Szerszeni jak i sama drużyna, w latach 90-tych były chyba bardziej widoczne na ulicach i straganach centralnej oraz wschodniej Europy niż Chicago Bulls i sam Michael Jordan.

 

3.  Seattle Supersonics'94


 

Kolejny niestandardowy wzór, który powstał jeszcze pod koniec lat 90-tych i towarzyszył drużynie prawie 2 dekady.

 

To jest moje Top 3, choć z miłą chęcią umieściłbym tu klasyczne stroje Celtics, Bulls, Lakers czy Knicks z lat 90-tych. A Orlando Magic z paskami? A stroje Toronto Raptors z 1995 roku? Atlanta Hawks!? Jest tego masa. Pomożecie wybrać te najlepsze?

 

Zapraszam Was do wrzucania swoich typów w komentarzach. Stworzymy ankiete i przez kilka(naście?) dni będziemy później głosować. Wstępnie, liste zamykamy po weekendzie.

 

 


Podziel się

KLUCZOWY WEEKEND ROZMÓW: SEZON SIĘ ODBĘDZIE, KIEDY STERN WYGRA

piątek, 30 września 2011 14:44

Maciej Kwiatkowski

 

W piątek rozpoczyna się dramatyczna część spektaklu pt "Rozmowy w sprawie zakończenia lokautu". Dotychczas był to film obyczajowy, który przedstawiał nam bohaterów siedzących od 1 lipca przy stole i czekających aż druga strona mrugnie. W ostatnim tygodniu nasi bohaterzy zaczęli działać.



Hard-cap, poważne obniżenie ilości gwarantowanych lat w kontraktach. Musiało to dotrzeć nawet do Michała Boniego. Przerażające dla zawodników zapowiedzi właścicieli dot. hard-cap i gwarancji w umowach zostały ponoć cofnięte i na przód wysunięto propozycje zastępcze, ketonal mający złagodzić ból. Te, mogą nawet niektórych doprowadzić do myśli, że zakończenie lokautu jest już tuż tuż. Nie pytajcie mnie czy jest tuż tuż - wg mnie sezon się odbędzie, skrócony, prawdopodobnie od grudnia/stycznia, bo Billy Hunter tak łatwo nie ustąpi. Lokaut się jednak zakończy, tylko wtedy gdy właściciele wygrają. Obecnie wydaje się, że nie chcą 5-0, tylko coś w rodzaju 4-1.



Oto co proponują zamiast hard-cap i obniżenia gwarancji w umowach (za porannym raportem ESPN): 

 

- tzw. "Supertax". Każdy team będzie musiał zapłacić 2 dolary za każdego dolara powyżej payrollu 70 mln. dolarów. To nie koniec - 3 dolary za każdego dolara powyżej progu 75 milionów oraz 4 dolary za każdego dolara powyżej 80 mln dol.



Czy zrazi to Los Angeles Lakers, Miami Heat, Dallas Mavericks czy New York Knicks? Może troszkę. Cubana na pewno nie. Z drugiej strony jakoś trudno mi uwierzyć, że ci z właścicieli, którzy twardo chcą "hard-cap" naprawdę się na to zgodzili... Nie byłbym taki przekonany, że "Supertax" w takiej opcji wejdzie w życie. Podejrzewam, że ten pierwszy próg "70 mln dolarów" obniżony zostanie o jakieś 5-10.



- tzw. amnestia. Każdy team bedzie mógł zwolnić jednego gracza, płacić mu do końca kontraktu, ale jego zarobki nie będą się liczyć do payrollu.

 

Jeszcze w maju próbowałem wytypować kto najbardziej nadaje się do odstrzelenia w każdym z 30 klubów.

 

- skrócenie gwarantowanych kontraktów do 3-4 sezonów (to skrócą czy nie skrócą? więcej poniżej)



- ograniczenia praw Birda, które pozwalają teamom przekraczać salary-cap celem podpisania umów ze swoimi graczami. Teraz będą mogły stosować prawa Birda tylko w stosunku do jednego gracza na sezon.

 

W 2014 roku każdy z Big3 Miami może odstąpić od umowy. Jeżeli wszyscy zrobią to w tym samym roku, to Heat będą mogli najprawdopodobniej podpisać co najwyżej dwóch z tej trójki (jednego na prawach Birda, drugiego, wykorzystując przestrzeń pod salary-cap). Big3 Heat może odstępować od umów rok po roku, od 2014 do 2016, i w taki sposób to obejść.

 

 

- zmniejszenie mid-level z 5,8 mln dolarów do 3,0 mln dolarów rocznie + skrócenie maksymalnych mid-level z pięciu do dwóch-trzech lat.

 

- "Carmelo Rule". To nowa rzecz, która miałaby zapobiec sytuacjom takim jak Melodrama. Anthony został przehandlowany z Denver do NYKnicks w lutym, będąc w ostatnim roku swojego kontraktu, na pół roku przed tym zanim mógł od niego odstąpić. Pozyskując Anthony'ego, Knicks otrzymali też jego prawa Birda, aby móc podpisać z nim nowy kontrakt, mogąc przekroczyć salary-cap, co zrobili.



Po wprowadzeniu "Carmelo Rule" - gdyby podobna sytuacja wystąpiła w przyszłości - Knicks nie mogliby wykorzystać praw Birda w stosunku do Anthony'ego. Musieliby postąpić tak jak zrobili to New Jersey Nets z Utah Jazz, którzy oddali Derona Williamsa do Nets na półtora roku przed tym zanim ten będzie mógł odstąpić od kontraktu.

 

Wg tego zapisu Los Angeles Lakers musieliby pozyskać Dwighta Howarda (lub Chrisa Paula) przed rozpoczęciem sezonu 2011/12.

 

- Zniesienie opcji "sign-and-trade", a także wyjątku dwurocznego (2 mln)

 

Nie mogliby bowiem zrobić tego za pośrednictwem sign-and-trade.



- Redukcja maksymalnych zarobków i ograniczenie procentowego, corocznego wzrostu zarobków w kontraktach, a także zmniejszenie o 5 procent wartości aktualnie obowiązujących umów.

 

Trudno będzie o ten 5-procentowy rollback. Z punktu widzenia prawnego - kontrakty już są podpisane. Podejrzewam, że długo pozostanie to kością niezgody. Zgoda na to, będzie dla graczy punktem honoru. Tą "bramką", która może być dla nich najboleśniejsza, bo uderzy w to co wypracowali sobie wg reguł i zapisów poprzedniej umowy, ratyfikowanej w większości przez tych samych ludzi, którzy teraz chcą im to odebrać.



Początek obozów przygotowawczych już został przesunięty. Jeżeli obydwie strony chcą uratować nam w całości sezon 2011/12, to umowa musiałaby zostać przybita po weekendzie, do połowy przyszłego tygodnia, tak twierdzi większość dziennikarzy amerykańskich piszących o lokaucie.



Każda z tych opcji, które opisałem wyżej będzie dyskutowana. Tylko, że czegoś tu nie rozumiem. ESPN pisze o odejściu właścicieli od żądań "hard-cap" i ograniczenia gwarancji w kontraktach, ale jak widać powyżej, zmniejszenie liczby gwarantowanych lat do trzech wciąż jest możliwe i będzie dyskutowane, jak też 5-procentowy rollback zarobków.



Są to zmiany systemowe, które stanowią jedną z dwóch części problemu jakim jest rozwiązanie lokautu. Mają one jednak pomóc w znalezieniu punktu podziału wpływów z ligi (BRI), który od początku lokautu stoi jednym i drugiem jak ość w gardle.



Optymistyczne moim zdaniem jest przede wszystkim to, że obydwie strony zdaje się przeszły póki co ponad BRI i próbują zbudować nową umowę od strony technicznej. Pozytywne jest to, że zaplanowano rozmowy na piątek-niedziela i ewidentnie poszukiwane jest porozumienie. Ta dobra atmosfera moze się oczywiście zmienić bardzo szybko - nawet jeszcze dziś wieczorem - ale jakieś dwa tygodnie temu miałem poważne wątpliwości czy sezon w ogóle się odbędzie. Dziś już takich nie mam.

 



Podziel się

DERRICK ROSE, SŁOWA MĄDROŚCI I GOOGLE

czwartek, 29 września 2011 22:42

 

Przemek Kujawiński

 

I tak nie kupię. Po fatalnych doświadczeniach z Adidasem (może niekoniecznie związanych z hip hopem polskim - nie mylić z polskim hip hopem), którego buty byłem w stanie wykończyć zazwyczaj w około 3 miesiące, już raczej na stałe pozostanę w związku z jego rywalami z rynku (CP3 IV!). Nie zmienia to faktu, że reklama z pomysłem.

 

Corrida. Byki. Chicago Bulls. Derrick Rose. Też Byk. Łapiecie?

 

Upewniam się tylko, czy nikt nie miał skojarzenia z byczymi jajami. Bo właściwie dlaczego nie, skoro niektórzy mają takie w prime time.

 

W Barcelonie trwa debata w prasie śniadaniowej, co zrobić  z Monumental, czyli areną do walk z bykami, która właśnie została kolejną ofiarą lokautu. Druga z aren została niedawno czymś na kształt Starego Browaru w Poznaniu. Tylko z lepszym widokiem niż na studentów pijących wódkę w parku (byłem, widziałem, piłem). To jest pewnie jakiś pomysł, ale może ciekawiej byłoby po prostu zrezygnować z byków na rzecz koszykarzy, którzy stawaliby naprzeciw torreadorów, pikadorów, banderilleros i matadorów. Taki mały test przed draftem. Dostałeś piką? Sorry wygląda na to, że skończysz w PLK. Będziesz miał szczęście to trafisz do Aseco i jeszcze przed fazą pucharową zdążysz wydobrzeć.

 

Wracając do Derricka Rose'a. MVP poprzedniego sezonu zawitał niedawno do swojej podstawówki, żeby podzielić się swoimi mądrościami. Ja szczenięciem jeszcze będąc miałem okazję zobaczyć w mojej szkole Felicjana Andrzejczaka, jakiegoś gościa, który wkładał sobie do nosa cały gwóźdź i Andrzeja Huszczę, który na szkolnym boisku wykręcił kilka kółek i już wtedy miał 70 lat. Niestety nie zapamiętałem z tych spotkań żadnego bon motu, który mógłbym dziś cytować. Dzieciaki z Randolph Elementary School miały więcej szczęścia:

 

"Dla mnie lokaut jest niepotrzebny. Nie ma powody, żeby miliarderzy i milionerzy, kłócili się o pieniądze".

 

Bam!

 

Cichy Bob lepiej by tego nie powiedział.

 

Wszyscy myśleliśmy i myślimy o tym samym. Nawet kiedy słyszymy, że Kobe Bryant proponuje biedniejszym kolegom pożyczki. Come on! Grasz w NBA i potrzebujesz pożyczki, żeby przeżyć kilka miesięcy? Serio? Swoją drogą Kobe - w przeciwieństwie do momentów, kiedy oddaje rzuty z sześciu metrów, z miejsca, z odchylenia, przez ręce - wie, co robi. Chłopaki nie pękajcie. Przetrzymajcie jeszcze chwilę, a dostaniecie swój mid level eception, a ja moje 30 milionów.

 

Podejrzewam, że przez ten akapit dostałbym jutro w głowę kamieniem od jakiejś siostry zakonnej - zapalonej kibicki Kobego, gdyby nie fakt, że ta ma większe zmartwienia, jak na przykład 94, czyli ranking Bryanta w 2K12... O 4 niższy niż ten LeBrona Jamesa. Kibice Dirk Nowitzkiego, słysząc, że Niemiec dostał tylko 85 (mniej niż Rudy Gay), wzruszyli w tym czasie ramionami i gdzieś na alpejskich łąkach przełknęli kolejny łyk piwa.

 

Musicie mi wybaczyć złośliwości. To tylko frustracja i wypadkowa próby przejrzenia kilkuset artykułów, którye wypluł mi google reader po kilku dniach, kiedy po raz pierwszy miałem okazję na chwilę usiąść do komputera. Pierwsza praca w życiu w ustalonych godzinach potrafi dać się we znaki. Zwłaszcza, kiedy tydzień przed jej podjęciem mentalne przygotowania ograniczały się jedynie do wychodzenia na taras na dachu, gdzie Maciek z Michałem swymi oczami bloggerów oceniali dźwigi nad Sagradą.

 

Pierwsza praca w poważnej firmie potrafi dać się we znaki jeszcze bardziej, gdy po dwóch godzinach zdajesz sobie sprawę, że część twoich współpracowników niespecjalnie wie co robi. 

 

Kliknij. Przytrzymaj. Przenieś ikonę do kosza. Kliknij. Przytrzymaj. Przenieś ikonę do kosza. 22 pliki. Kliknij prawym. Kliknij kopiuj. Kilknij prawym. Kliknij wklej. Wpisz google.com w google, żeby potem wyszukać tam stronę, z której korzystasz przez 80% czasu...

 

Zresztą mniejsza z tym. Nie płacą nam tam milionów. Co powiecie na generalnego menadżera klubu NBA, który nie wpisuje google w google, bo... Cóż, nie wie jak działa google.

 

Podobno autentyczna anegdota dostarczona przez niezastąpionego Henry'ego Abbotta, który przy okazji premiery filmu "Moneyball" postanowił sprawdzić jak dużo wspólnego mają tamte czasy baseballa z dzisiejszą NBA. Historyjkę opowiedział mu anonimowy specjalista od statystyk pracujący w sztabie jednego z klubów:

 

"Zostałem poproszony, by uczestniczyć w negocjacjach dotyczących jednego z graczy. Odrobiłem trochę pracy domowej na jego temat, po czym wróciłem do GM-a i zapytałem jak powinniśmy traktować historię kontuzji tego gościa, a przede wszystkim zerwane więzadło krzyżowe, które trzymało go z dala od gry przez 1,5 roku.

 

Miał zerwane więzadło? - zapytał mnie zaskoczony. Skąd o tym wiesz?

 

Powiedziałem mu, że to wygooglowałem.

 

To było w ostatnich latach.

 

Powiedział: Ok, będziesz musiał mi pokazać jak się używa tego google".

 

Swoją drogą zerwanie więzadła krzyżowego to nie takie hop siup i nie znęcając się już nawet nad GM-em z innej epoki warto zapytać dlaczego ten rzekomy specjalista musiał w ogóle googlować, by się o czymś takim dowiedzieć. Nasz Penny Hardaway dla ubogich, Shaun Livingston (a kto wie, czy nie on był graczem z anegdoty) miałby mu to pewnie za złe.

 

Nie chcę tu jakoś specjalnie upodabniać się do Wojciecha Cejrowskiego, ale to jest właśnie to, co mnie wkurza. Miliarderzy kłócący się z milionerami o pieniądze i ci sami miliarderzy przepłacający 90% swojego otoczenia z milionerami włącznie. I kiedy ja marzę, że uda mi się wreszcie uskładać na komputer, który pozwoli mi napisać tego posta bez trzykrotnego przegrzewania się i hyperfusy Rajona Rondo, to Joe Johnson przechadza się po swojej większej niż mieszkanie moich rodziców szafie, a jakiś generalny menadżer zastanawia się, co to jest google.

 

To nie jest zawiść. To jest tylko odrobina żalu. Żalu, który skończy się, kiedy wreszcie ta liga znowu ruszy. Wtedy przestanę się czepiać. Póki co, czuję, że mam prawo. W końcu to nasze przekrwione o 4 nad ranem oczy i podskakujące po wsadach Blake'a Griffina tyłki składają się na te miliony, miliardy, szafy z butami i wszystkich GM-ów tego świata.

 


Podziel się

BEN WALLACE TO NIE ROLE-MODEL (W TYM ROKU)

czwartek, 29 września 2011 17:01

Maciej Kwiatkowski

 

Prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu nie jest jednoznaczne z karą (medialnej) śmierci dla przyłapanego. A tymczasem nawet w barcelońskim metrze, podobnie jak w warszawskich autobusach, z monitorów zamontowanych w środku straszą spoty o niebezpiecznej jeździe. Na całym świecie od lat już wzdłuż ulic można spotkać przypominające billboardy mające przemówić nam do rozsądku. Kampania przeciwko jeździe po pijanemu w zasadzie nie ma tabu i podejrzewam, że w jej zakresie możnaby pokazać nawet najbardziej trudne dla ludzkich oczu efekty prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu. Np ludzkie flaki.



Niestety jazda po pijanemu moim zdaniem nie ma szans dorównać poziomem społecznej nietolerancji i napiętnowania np takim gwałtom na nieletnich czy - to zabawne - przemocy fizycznej wobec zwierząt. Ile osób zginie jeszcze przez halucynacje za kółkiem, ile celebrytów wpadnie po "lampce wina"? Who cares. Każdy ma przynajmniej jednego znajomego, który zrobił to i żyje.  

 

Wiem, że to brzmi brutalnie, ale mam wątpliwości czy powszechne przekonanie do wagi ryzyka związanego z jazdą po kilku głębszym jest aby na pewno kwestią czasu. Zawsze znajdzie się jakiś czubek, który wsiądzie po czymś. Jeszcze dwa dni temu odkurzony znajomy z osiedla opowiedział mi historię Ślepego, który pod wpływem alkoholu i extasy wyleciał z dwupasmówki, odbił się od billboardu Leclerca, przeleciał przez ogrodzenie ...szkoły podstawowej i zaparkował pod nią. Gdy przyjechała policja był spokojny jak gdyby nigdy nic.

 

Za chwilę wpadła żandarmeria, bo był akurat na przepustce z wojska. Wrzucili go do aresztu ...na tydzień. O sprawie zapomniano.

 

Ze wszystkich ludzi na świecie Ben Wallace właśnie został złapany na prowadzeniu pod wpływem alkoholu i grozi mu nawet pięć lat, po tym jak oficerzy policji z Bloomfield Township znaleźli nienaładowaną broń na tylnym siedzeniu jego Caddilaca Escalade.



Za rok-dwa nie będziemy o tym pamiętać.



 


Podziel się

WŁOSKI "MURZYN" GROZI KOBE'MU BRYANTOWI

czwartek, 29 września 2011 16:07

Maciej Kwiatkowski

 

Włosi walczą o swoje pięć minut, o swoje publicity, o swój mały ESPN, o Zawszepopierwsze: Virtus Bolonia, Claudio Sabatini, a teraz Daniel Hackett.

 

Jeżeli pamiętasz Carltona Myersa, który był genialną dwójką i najlepszym strzelcem złotej kadry Włoch z EuroBasketu 1999, to ciemnoskóry Daniel Hackett w reprezentacji Włoch na tegorocznych mistrzostwach nie był zaskakującym widokiem. 23-letni Hackett jest w takim samym stopniu włoski jak Kobe Bryant, którego od kilku tygodni usiłuje zwabić Claudio Sabatini, menedżer Virtusu Bolonia.


Ojciec Hacketta też grał we Włoszech (wcześniej w NBA), gdzie w 1987 roku przyszedł na świat jego syn, a następnie Rudy Hackett został trenerem ds przygotowania fizycznego na uniwersytecie Południowej Kalifornii (USC). Tam właśnie cztery lata spędził 23-letni, mierzący 200 cm rozgrywający/obrońca, który ma świetne warunki fizyczne, ale nie udało mu się przebić na wyższy poziom NBA i najprawdopodobniej nie uda mu się to już nigdy.


Na EuroBaskecie Hackett zaliczał średnio 7.8 punktów i 3.0 asysty w 28 minut, trafiając 42 procent swoich rzutów. We Włoszech jest zawodnikiem Scavolini Siviglia Pesaro i w dosyć bezprecedensowy, bezpośredni sposób wyraził w czwartek na Facebooku swoje podejście do Bryanta, którego mógł oglądać z bliska przez cztery lata studiowania w Los Angeles.


- Naprawdę mam nadzieję, że Kobe Bryant nie poniży się do takiego stopnia, żeby grać (we Włoszech) z powodów ekonomicznych i komercyjnych. Widząc go grającego w takich warunkach byłoby dla mnie rozczarowaniem i utratą respektu dla zawodnika, który jest zbyt wielki, żeby poniżać się dla gry o mistrzostwo Włoch.


- Mam nadzieję, że jeśli Bryant przyjedzie grać przeciwko nam w Pesaro, to nasz klub nie odda połowy wpływów za bilety Virtusowi, aby opłacić przepłacanego gracza, który nie potrzebuje wcale pieniędzy z naszej ligi.


- Jeśli zobaczę nr "24" przed sobą, będę zmuszony popełnić 5 fauli i będą to najtwardsze faule z możliwych.


Mocno... Sabatini podkreśla w wypowiedziach, których raz po raz, kilka razy dziennie udziela włoskim mediom, pożytek jaki dla włoskiej ligi przyniesie Bryant. Już teraz sam Sabatini i Virtus zyskali swoją sławę, podobnie jak Ergin Ataman z Besitkasu Stambuł, który po złapaniu Derona Williamsa, szumnie zapowiadał przechwycenie Bryanta lub Kevina Duranta.


Podejrzewam, że potrzebne byłyby dokładne szczegóły porozumienia jakie chce Sabatini zbudować, aby znaleźć pieniądze dla Bryanta. Być może partycypować miałyby w tym inne włoskie kluby na zasadzie, o której wspomina Hackett, czyli dzielenia się wpływami z biletów z meczów wyjazdowych Kobe'go. Jedno co wiem - Włosi mają kombinować przy gotowym już terminarzu, tak aby zmaksymalizować szanse na wyjęcie z tego jak największej ilości euro.


Bryant akurat (suprise, suprise) przebywa we Włoszech, gdzie pracuje na swój nike'owy brand, oczywiście szumnie udzielając się w mediach i podsycając atmosferę wypowiedziami, takimi jak ta z wczoraj:

 

"It's very possible. It would be a dream for me. There's an opportunity that we've been discussing over the last few days. It's very possible and that's good news for me."


Hackett? Kimkolwiek jest i cokolwiek znaczy, wychodzi przy okazji na durnia strasząc Bryanta kontaktem fizycznym, ale bez zrozumienia kontekstu ciężko oceniać skąd dokładnie biorą się jego słowa.


Koszykarze NBA przekonują się jednak, że sama gra w Europie może wcale nie przyspieszyć bicia serc nam, kibicom, którzy zdecydowanie bardziej woleliby widzieć Bryanta w Los Angeles Lakers, a nie w Virtusie. Deron Williams grał w tym tygodniu pierwszy oficjalny mecz w rozgrywkach europejskich i nikogo to w zasadzie nie interesowało. Kobe to inna liga, ale do tego pije właśnie Hackett. Money, money, money, must be funny. Nie wygląda na to, aby gra koszykarzy NBA w Europie miała zmobilizować właścicieli klubów NBA do ustępowania ze swoich pozycji negocjacyjnych.

 

Tymczasem zobaczymy ile "lubię to" od włoskich koszykarzy zgromadzi Hackett na swoim rozsławionym właśnie facebooku. Zobaczymy ile pieniędzy i w jaki sposób zgromadzą Włosi. Ponoć ofert było już sześć. Silvio Berlusconi jak coś zawsze może dodać "frytki" do tego.

 



Podziel się

NAJLEPSZY GRACZ Z USA JAKI NIGDY NIE ZAGRA W NBA?

czwartek, 29 września 2011 13:49

 

 

 

Piotr Kolanowski

 

Niedawny wpis Macieja o Rajonie Rondo przypomniał mi o zakończonej kilka dni temu drugiej edycji imprezy Red Bull King of The Rock, której gracz Celtics patronował. Co to takiego? Ano swego rodzaju mistrzostwa streetball w grze 1 na 1. Coś na wzór popularnych kilka lat temu Nike Battlegrounds. Ta międzynarodowa akcja (oprócz USA eliminacje odbywały się także m.in. w Niemczech, na Litwie i w Chinach) zakończyła  się efektownym finałem… na wyspie Alcatraz.  Warto tu zwrócić uwagę kto wygrał ten turniej – znany streetballer , niegdyś członek ekipy And 1, czyli Hugh „Baby Shack” Jones.

 

A co w tym jest takiego dziwnego lub ciekawego? Przyznaję, że nigdy specjalnie nie jarały mnie mixtape’y And 1 (co najwyżej pierwsze edycje z Raferem Alstonem), ale tego gracza oglądałem z prawdziwą przyjemnością. Co tu dużo mówić – zawsze miałem sentyment do niskich i masywnych. Zresztą o Jonesie akurat po raz pierwszy usłyszałem już dużo wcześniej. A właściwie przeczytałem o nim artykuł w magazynie Dime w Empiku zapewne podczas jakiś wagarów na początku liceum blisko dekadę temu. „Baby Shack” to najbardziej miniaturowa wersja Shaqa jaką można sobie wyobrazić. Oficjalnie w granicach 190 cm (tak naprawdę chyba mniej - widać było, że jest wyższy od Rondo najwyżej o słynną „kapkę”), waga dobrze ponad 100 kg, do tego nieprawdopodobna siła w pakiecie z ogromną szybkością i skocznością oraz świetnym panowaniem nad piłką. Nie trzeba mówić, że z takimi możliwościami Jones z łatwością przerabiał większość swoich rywali na kotlety z kurczaka w panierce.  Bez żadnych kompleksów (ba! bezlitośnie) grał przeciwko nim tyłem do kosza, bo nawet jeśli byli wyżsi od niego (co tak naprawdę nie jest niczym niezwykłym), to jednak byli zdecydowanie słabsi fizycznie.

 

Po co właściwie o tym piszę? Wszak streetball, a granie zawodowe to oczywiście dwa różne światy. Mimo słabych warunków fizycznych Jones dominował jednak w swoim czasie w lidze szkół średnich w Waszyngtonie. W grze pod tablicami był niczym Sir Charles i – o ile mnie pamięć nie myli – to chyba właśnie o tym był głównie ten artykuł w Dime, o którym wspomniałem wyżej. Zdecydowanie wyróżniał się wśród zawodników ze swojego rocznika. Ostatecznie jednak niski wzrost spowodował, że Baby Shack nie miał nawet co marzyć o grze w dobrym zespole w NCAA na pozycji skrzydłowego, o NBA nawet nie mówiąc. Life is brutal. Gdyby tylko był chociaż z 10 cm wyższy… A tak karierę akademicką musiał zatem spędzić na małej uczelni Southern Maryland, gdzie przez trzy sezony notował średnio po 20 punktów i 10 zbiórek.

 

Przyznaję, że nie mam pojęcia jak jest z jego koszykarskim IQ.  Być może jest coś jeszcze na rzeczy w tym, że w wieku 31 lat Jones nie ma chyba na koncie gry w żadnej szanującej się lidze. Szczerze mówiąc nie chce mi się teraz tego sprawdzać.

 

Prawdopodobnie Baby Shack już nigdy nie dostanie swojej szansy w świecie "prawdziwych zawodowców". W świecie streetballa (o ile tak to można nazwać) osiągnął jednak wszystko. Kto wie, być może za Ileś lat będzie się o nim mówić w podobny sposób jak choćby o Earlu Manigaulcie, Ronnie’m Fieldsie czy Demetriusie Mitchellu – jako o najlepszym, któremu nigdy się nie udało. Na pocieszenie zawsze pozostanie mu Goodman League i okazjonalna rywalizacja m.in. z Kevinem Durantem, a także szacunek ze strony wielu gwiazd NBA z prawdziwym Shaqiem na czele.

 

Poniżej jeden z wielu na youtube mixów z Baby Shackiem w roli głównej. Polecam sprawdzić też inne filmiki, na których zdecydowanie lepiej widać jak Jones radzi sobie w grze post up. Swoją drogą, uwierzylibyście, że taki byk chadza na siłownię – jak sam twierdzi - najwyżej raz w tygodniu?




Podziel się

PATRONUJEMY: ZAPISY DO TURNIEJU NBA 2K11 NA NBAONLINE.PL

środa, 28 września 2011 18:28

NBAonline.pl

 

Hej, hej, hej tu NBA!  

 

Marzysz o niezapomnianej rywalizacji i emocjach? Rewelacyjnej zabawie i niesamowitych nagrodach? Z okazji zbliżającej sie premiery NBA 2k12 przygotowaliśmy cos specjalnie dla Ciebie!   

 

Juz dziś startują zapisy do turnieju organizowanego przez NBAonline.pl, pod patronatem polskiego wydawcy NBA 2k - Cenega Poland, na platformie PC. Zawody rozgrywane będą na obecnej edycji gry - NBA 2k11.  

 

Na najlepszych zawodników turnieju czekają wspaniale nagrody ufundowane przez Cenega Poland: darmowe egzemplarze gry NBA 2k12 na PC, natomiast dla wszystkich graczy czeka zniżka na ten tytuł.  

 

Zapisy do turnieju na stronie potrwają do najbliższej niedzieli (2.10). Start rywalizacji ogłosimy na forum w trakcie trwania zapisów.  

 

Zapraszamy!

 



Podziel się

WHISKY CZY WÓDKA? CZYLI JAKI POINT-GUARD

środa, 28 września 2011 16:55

Maciej Kwiatkowski

 

Po EuroBaskecie i naszej wizycie w Katalonii zbieram się do kolejnych części opowieści o mistrzowskich Boston Celtics z sezonu 2007/2008. Idzie mi to od dwóch dni równie wolno co przedzieranie się przez najświeższy wywiad DimeMag z Rajonem Rondo. Słuchaliście kiedyś płyty po raz pierwszy na dwa razy, bo była tak interesująca, że na jeden dzień wystarczało pierwsze 6-7 numerów? Miałem tak z tym krótkim wywiadem.


Przeczytałem kiedyś interesującą radę dla wszystkich tych, którzy piszą o koszykówce, próbując tworzyć analizy graczy. Udzielił jej trener David Thorpe z ESPN, a zarazem dyrektor Pro Training Center na Florydzie - opisując zawodnika staraj się określać jego zagrania jednym słowem lub krótką frazą.


Gdyby odnosić to do Rondo, wyszłoby pewnie coś typu: superszybki, atletyczny, dłonie Pippena, przegląd pola Jagiełły, dokładność rzutu pijanego kulomiota, roztargniony, ryzykancki, lider, elegancki etc.


Zaznaczyłbym jednak, i w zasadzie już nie stosuję tego słowa nigdzie indziej - Rondo? Gość jest krnąbrny, jest definicją. Definicja "krnąbrny? Za sjp.pl: nie dający sobą kierować, uparty, nieposłuszny, znamionujący opór, przekorę.


Prześledźmy to na przykładzie wywiadu dla Dime'a. Nie jestem psychologiem, ale siedzę właśnie na kanapie obok jednego:


"Dime: Gdyby Celtics zorganizowali turniej 1-na-1 to kto by wygrał? Rondo: Prawdopodobnie ja. To znaczy, gramy czasem 1-na-1. Paul (Pierce) jest całkiem dobry. Jest prawdopodobnie najlepszym graczem 1-na-1 jakiego mamy w składzie, bo potrafi zdobywać punkty spod kosza i z daleka, może kryć obwodowych i wysokich. Powiedziałbym więc, że Paul ...albo ja."


Mój znajomy przekazał mi kiedyś definicję tego o czym mówi Rondo: jeśli chcesz być w czymś najlepszy i wiesz że jeszcze nie jesteś, nigdy nie mów o kimś "X jest najlepszy", tylko "X jest jednym z dwóch najlepszych".


"Dime: A co gdyby zorganizować turniej 1-na-1 wśród rozgrywających. Kto by wygrał? Rondo: Ja. Dime: Ok, kogo byś więc pokonał w finale? Rondo: Kogokolwiek kto by się tam znalazł"


Nigdy nie rozmawiałem z Rajonem, ale znacie go przecież, nie jest głupi, koszykarskie IQ i rozwiązania trochę z innej planety, bo jako mały koszykówki nie oglądał. Czasem jest małym raptorem i wypada jak gracz na poziomie Top10 ligi (w moim rankingu umieściłem go na 29. miejscu, bo - paradoksalnie - bardzo, bardzo go lubię), ale jest też bardzo podatny na to, aby jego niedociągnięcia decydowały w dużej mierze o losach całych serii, np finałowej w 2010 roku, kiedy Kobe Bryant mógł go bronić na 2 metry i dochodzić z pomocą do Kevina Garnetta i Paula Pierce'a, którzy próbowali gry w post-up.

 

Rondo prawdopodobnie poległby w turnieju 1-na-1 w starciu z kimś kto ...rzuciłby po prostu więcej koszy, mówiąc bardzo dosłownie. Deron Williams, który w przeciwieństwie do Derricka Rose'a umie też grać w post-up byłby chyba moim faworytem, ale nie myślałem o tym dłużej. Mimo wszystko trudno byłoby jednak skreślać słabszych fizycznie Chrisa Paula czy Rondo, obydwu za upór, zawziętość, przekonanie o własnych umiejętnościach, wolę zwycięstwa i za to, że są najlepszymi obrońcami na piłce, na tej pozycji, w całej NBA. W przypadku Paula doszłoby jeszcze jedno - rzut...


Rondo (i Paul też, skoro tu jesteśmy) są w pewnym sensie koszykarskimi draniami, boiskowymi łajdakami, ale przede wszystkim liderami. Ktoś powie - gościu naucz się rzucać, zanim zaczniesz nosić głowę powyżej chmur. Grałem z podobnego typu playmakerem w juniorach, po tym jak nasz najlepszy gracz-rozgrywający przeszedł w połowie szkoły średniej do klubu z innego miasta. Gość miał większe mniemanie o swoich umiejętnościach niż były one naprawdę, ale w taki sposób grał i to sprawiało, że nie bałby się zejść nisko na kolanach przed Rose'm, a w ataku był liderem wokalnym i budził nasz respekt, choć był najsłabszym graczem pierwszej piątki.


Z drugiej strony mamy wokalnych liderów, takich jak Jason Kidd czy Williams, pełnych ogłady, szacunku dla rywali, kontroli i znakomitego przeglądu pola, ale traktujących czasem koszykówkę jak Wimbledon czy polo. Oczywiście - pełnych pasji, ale nie w ten sposób co Rondo. Hej, obydwaj umieją rzucać, więc skończ Kwiatkowski z tym Rondo.


Wiem, że macie już swój typ na zwycięzcę 1-na-1 w turnieju PG's, ale pytanie byłoby zbyt proste. Jason Kidd (D.Williams) czy Rajon Rondo (Paul) - którego typu liderowanie z pozycji PG jest Wam bliższe? Stonowany lider typu "wiem czego po nim oczekiwać", czy niepokorna i trochę nieprzewidywalna jednostka, która kontrolę zespołu musi zaczynać od swoich emocji.  Podpowiedź: whisky czy wódka?

 



Podziel się

CZY BROOKLYN NETS BĘDĄ HIP-HOP?

wtorek, 27 września 2011 18:11

 

Maciej Kwiatkowski

 

Nets przenoszą się na Brooklyn o jakieś 15-20 lat za późno, ale wyjmę z szafy spodnie z krokiem w kolanach i będę oglądał Marshona Brooksa.


Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłem po powrocie do Polski było otworzenie Google Earth o trzeciej nad ranem. Ponieważ jestem GoogleEartherem, co brzmi słabo (lub realistycznie, gdy patrzę na możliwości jakie daje mi kieszeń), ale zamiast lokautu spędza mi se(zo)n z oczu. Amerykanistykę studiuję w ten właśnie sposób.


W niedzielę wyszło na jaw, że klepnięto ostatecznie to o czym pisaliśmy już nie raz czy nie dwa razy - Brooklyn Nets, tak będą się nazywać Nets, którzy od sezonu 2012/13 przenieść mają się z East Rutherford, leżącego kilkadziesiąt kilometrów na północny-zachód od zaznaczonej na mapie wyżej Madison Square Garden (tak na godz. 10:45 od MSG).


To strategiczny ruch, który mieli w planach zarówno Jay-Z, jak i Michaił Prochorow, kiedy decydowali się kupić udziały w klubie. Czy wyjdą na swoje? Nie jestem optymistą.

 

Po pierwsze - nazywając klub od nazwy dzielnicy ograniczają oni nowojorski fanbase, który mógłby się z zespołem identyfikować. Nie jestem przekonany, że w taki właśnie sposób może to zadziałać, ale bliżej mi tego niż myślenia, że nie będzie to mieć żadnego wpływu.

 

Po drugie - spóźnili się o jakieś 20 lat. Nawet jeżeli nie mieliście nigdy w życiu nic wspólnego z kulturą hip-hop, to założę się, że Brooklyn z nią właśnie Wam się kojarzy choć trochę. A Brooklyn aka Crooklyn kwitł 20 lat temu za sprawą takich ludzi - żeby wymienić tylko kilku - jak wielki Notorious B.I.G., ulubiony raper Przemka Karnowskiego czy też dzięki takim mistrzom słowa jak Jeru The Damaja czy później, Talib Kweli, także Jay-z. Mogę się założyć, że gdyby Nets istnieli na Brooklynie od 20 lat, to do dziś wspomnienie o nich byłoby równie "amerykańskie" dla nas co logo z szerszeniem na błękitnych czapeczkach.


Ten Brooklyn obecny to też już nie ten Brooklyn co kiedyś. Inna muzyka, inne podejście, inne czasy i teraz raper/już-biznesmen Jay-Z mówi o próbach zdobycia tych bogatszych, z manhattańskiej elity, którzy przez ostatnie 10 lat bez ostatniego roku rozczarowywali się Knicks w Madison Square Garden.


Kocham Brooklyn ...jak kocham Google Earth, więc prawdziwą miłością nazwać tego nie można, ale za sprawą historii takich ludzi jak O.C. czy Mos Def, Brooklyn was the place to be, przez wiele lat. To hiphopowe powiązanie pozostanie i kto wie czy za 2-3 lata nie będę jako fan Brooklyn Nets kibicował Marshonowi Brooksowi. Jeżeli szukałeś historii Jackie'go Robinsona po usłyszeniu poniższego dzieła Spike'a Lee , Q-Tipa, Masta Ace'a, Buckshota i Special Eda to prawdopodobnie też bierzesz to pod uwagę. Szkoda jednak, że nie stało się to 20 lat temu, bo nie jestem przekonany czy przenosiny teraz będą sukcesem. Przede wszystkim braknie tej podwaliny, która mogłaby być tak kultowa. Choć z drugiej strony East Rutherford pojawia się na Google Earth dopiero po tym jak dozoomujesz do takich satelitarnych miast NYC jak Lyndhurst, Belleville czy Kearny, więc na pewno nie będzie gorzej.

 

 

 

 

Do licha, wideo-sampling tańczących afro-amerykanów z lat 70-tych pod będący w innym rytmie bit Q-Tipa to nie tylko pewnie wstęp do wideo-samplingu, ale kolejna rzecz, która gdy myślę Brooklyn kojarzy mi się z hip-hopem i dobrą zabawą. Feel so good to be a Crooklyn Dodger




Podziel się

PATRONUJEMY: POKAZY STREETBALL.PL NA SHOOT OUT 2011

wtorek, 27 września 2011 17:19

Choć tegoroczne lato nie rozpieszcza nas zbyt słoneczną pogodą, to jednak oszczędziła nam deszczu i turniej mógł bez problemu odbyć się na boiskach przy ul. Smolnej. Było cieplutko, wesoło, słonecznie, a przede wszystkim – co jest bardzo istotne dla dunkerów – sucho ;).



Nasz występ odbył się około godziny 15.00, kiedy to Piotr "Junior" Kuder debiutujący w roli konferansjera wziął w ręce mikrofon i zaczął zwoływać publiczność do zebrania się w kółku przy centralnym boisku. Nie minęła minuta, kiedy wokół rozgrzewających się dunkerów zebrała się liczna grupa około dwustu osób! A było na co popatrzeć, gdyż do Warszawy zjechali się "wsadzacze" należący do czołówki Polski - Maciej "MisiekSmasher" Patyk, Marek Sikora oraz Rafał "Lipek" Lipiński, który zaledwie dwa tygodnie wcześniej w Warszawie zdobył tytuł króla wsadów podczas renomowanego turnieju Warsaw Mad Ball Classic.  

 

Nie można też zapomnieć o Piotrku Piwońskim, który jako jedyny przetrwał pięciotygodniowe tour występując w każdym z naszych pokazów. W Warszawie zaprezentował się z najlepszej strony, prezentując swoje najefektowniejsze freestyle'owe movesy, ale i także grając 1na1 z osobami z publiczności.  

 

Nasz niemalże półgodzinny występ przypadł do gustu publiczności, co dało się zauważyć dzięki licznym oklaskom, uśmiechom wymalowanym na ich twarzach, a także – przede wszystkim! – okrzykom zachwytu po coraz to efektowniejszych ewolucjach Rafała, Macieja oraz Marka. Było na co popatrzeć!  

 

Relacja na PokazyStreetball.pl



Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 718 151  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18718151

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0