Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 285 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




SMALL TALK (4): KOSMA ZATORSKI

czwartek, 27 września 2012 18:03

Maciej Kwiatkowski

 

W czwartek porozmawiałem z Kosmą Zatorskim, który w lipcu odwiedził Nowy Jork i ...Brooklyn. Tak, Brooklyn to prawie jak oddzielne miasto, a teraz będzie mieć w dodatku swój klub w NBA. O nadchodzącej rywalizacji Knicks/Nets, a także o cheerleaderkach Asseco Prokomu Gdynia możecie posłuchać w czwartym odcinku Small Talku.



Zespół Fluktua pozwolił nam wykorzystać swój utwór "Silly Boy", który od dzisiaj otwierać będzie nasze rozmowy. Jeśli podoba Wam się muzyka grana przez Fluktua sprawdźcie ich stronę internetową.

 

DOWNLOAD

 



Podziel się

PLAN: ATLANTA HAWKS (40-26)

czwartek, 27 września 2012 14:58

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Erik Spoelstra raz jeszcze obiecuje, że Miami Heat będą grać szybciej w sezonie regularnym. Boston Celtics po dodaniu Courtney'a Lee i Jasona Terry'ego powinni mieć te jedno-dwa posiadanie więcej niż w poprzednim sezonie. Raymond Felton będzie pchał piłkę do przodu i New York Knicks powinni przyspieszyć tempo, nawet jeśli Carmelo będzie biegał tylko od trójki do trójki.


Milwaukee Bucks, którzy po dodaniu Monty Ellisa grali z miesiąca na miesiąc coraz szybciej i zakończyli sezon regularny jako najszybszy team Konferencji Wschodniej powinni mieć jednak nieco nieoczekiwanego rywala.


W poprzednim sezonie dribble-dribble-and-shoot styl Hawks był dopiero 22. ligowym tempem. W 2010/11 i 2009/10 - jeszcze niżej, bo na 27. i to pomimo tego, że marketing Hawks już od pięciu lat próbuje lansować wizyty w Phillips Arena jako odwiedziny "Highlight Factory".


Josh Smith i Al Horford mogą być prawdopodobnie najlepszym duetem podkoszowym NBA, który spełnia się w kontratakach. Obaj potrafią zebrać piłkę i wyprowadzić szybki atak, a komentatorzy będą piać z zachwytu jakby mierzący po 7 stóp Caldwell Jones i Vlade Divac nie robili tego 30 i 20 lat temu. Jeśli jednak masz w teamie Joe Johnsona, Tracy'ego McGrady'ego czy Kirka Hinricha możesz spodziewać się, że nawet wyprowadzając piłkę spod kosza będziesz pierwszy w kontrze. Wymiana tej trójki na Lou Williamsa, Devina Harrisa i Johna Jenkinsa, którzy dojdą teraz do zapalczywego Jeffa Teague'a, a do tego pozyskanie dwóch znakomitych spot-up shooterów Kyle'a Korvera i Anthony'ego Morrowa powinno uskrzydlić Jastrzębie i sprawić, że zaliczą skok o 15-20 pozycji jeśli chodzi o tempo.


Atlanta Hawks mogą nagle okazać się tym teamem, który będziecie chcieli włączyć o godzinie 1 w jakąś wtorkową noc. Choć oczywiście - we don't care. Nie zajmuje nas to, ponieważ sami fani Hawks nie wydają się być specjalnie przejęci posiadaniem klubu NBA, który swoją drogą w całej swojej historii w Atlancie nigdy nie dotarł nawet do finału Konferencji Wschodniej.


Nie obchodzi nas to tak bardzo, że mi np przytrafiło się zupełnie zapomnieć o Atlancie, gdy pisałem o Dallas Mavericks jako jedynym realnym klubie, który za rok może Chrisowi Paulowi i Dwightowi Howardowi zaproponować wspólną grę. Hawks mogą teraz zrobić to samo i to wszystko dzięki człowiekowi, który przypomina Johna Holllingera. Kocha Półwysep Apeniński, uwielbia Arabiattę i kiedyś wybrany nr 2 Draftu 1989 postanowił spędzić swój debiutancki sezon razem z Brianem Shawem w Il Messaggero Roma. Tak, był wyborem Zeee Clippers. Kto nie wolałby grać wtedy we Włoszech?


Danny Ferry spędził dwa ostatnie sezony na trybunach z R.C. Bufordem w San Antonio, ale (widzicie w jaki sposób użyłem "ale"? Tak jakby samo siedzenie obok R.C. Buforda dodawało punktów prestiżu i skillów menedżerskich)  ma przypiętą łatkę generalnego menedżera, który przez pięć lat nie umiał na tyle wzmocnić zespołu wokół LeBrona Jamesa, aby ten zdobył mistrzostwo NBA. Bla bla. Łatwo jest winić Ferry'ego, ale hej, najłatwiej LeBrona (żartuję teraz). Pamiętajmy, że dwa lata z rzędu Cavaliers kończyli sezon z najlepszym wynikiem w sezonie regularnym, a to co stało się z Jamesem w serii z Boston Celtics w 2010 roku tak zupełnie szczerze pozostaje największą psychologiczno-medyczną zagadką ostatnich lat poza zaniknięciem Andrisa Biedrinsa w Andrisie Biedrinsie..


Ferry od trzeciej dekady czerwca jest GM'em Hawks i choć pewnie będzie zapomniany w maju, gdy Mitch Kupchak czy Billy King wybrany zostanie GM'em sezonu, to póki co każdy jego ruch jest co najmniej dobry, jeden bardzo dobry, a jeden wybitny. Zacznijmy od wybitnego:


1) Pozbycie się 90 mln dolarów pozostałych w kontrakcie Joe Johnsona za umowy, z których żadna nie jest gwarantowana w sezonie 2013/14. To majstersztyk.


2) Wyjęcie będącego w swoim prime Lou Williamsa z Philadelphia 76ers za 15 mln dolarów płatnych przez trzy lata. Ruch bardzo dobry, bo jeszcze po zakończeniu sezonu Słodki Lou szeptał coś o 7-8 mln dolarach za rok.


3) Pozbycie się dwóch lat kontraktu Marvina Williamsa za jeden sezon Devina Harrisa. Dobry ruch.


4) Wykorzystanie wyjątku od wymiany, aby po prostu zabrać Kyle'a Korvera z truchlejących przed "luxury-tax" Chicago Bulls. Jak wyżej.


5) Sprawienie, że Josh Smith nie domaga się już wymiany i jest żywo zainteresowany pozostaniem w Atlancie. Nawet bardzo dobry ruch, bo przecież nikt nie lubi Atlanta Hawks.


6) Wybranie w drafcie Johna Jenkinsa z #23, który wielką gwiazdą nie będzie, ale jest prawdopodobnie najlepszym shooterem w tym drafcie i będzie zdobywał te 12 punktów na mecz przez wiele lat.


Najważniejsze dla "Planu" jest wyczyszczenie aż 30 mln dolarów w cap-space na sezon 2013/14. Tyle warte są bowiem umowy Johnsona i Williamsa. Teraz Hawks mają zaledwie 21,5 mln dolarów w kontraktach na 13/14 dla Horforda, Williamsa, Teague'a i Jenkinsa. Pozostali gracze + trener Larry Drew będą w roku kontraktowym co może nie wróżyć najlepiej, jeśli chodzi o atmosferę w szatni i procent asystowanych rzutów, ale to nie jest w tym momencie istotne.


Istotne jest to, że Hawks nie są interesującą organizacją dla wolnych agentów. Myśleliście, że będę pisał nagle o tym jaka to Atlanta jest fajna?


Hawks będą mogli zaoferować Smithowi najwyższy, pięcioletni kontrakt w lipcu 2013 roku, ale podobnie zrobią przecież Los Angeles Lakers z Howardem i Los Angeles Clippers z Paulem. Smith jest z Atlanty Howard jest z Atlanty - grali razem w high schoolu, a Paul wychował się niedaleko w Winston-Salem (Płn Karolina). Jestem pewien, że gdzieś na świecie w piątej godzinie picia Peachtree Pale Ale kibice Hawks traktują ten plan jako "w miarę realny". Możemy śmiać się z tych pomysłów, ale wiemy przecież (po sobie), że spekulacje/opcje/możliwości tylko podsycają zainteresowanie klubem i może z nowym stylem gry doprowadzą nawet i w Atlancie do sytuacji, w której nie będziemy widzieć pustych trybun w trakcie pierwszej rundy playoffów.


Za rok od teraz Hawks zaoferują najprawdopodobniej nowy kontrakt Smithowi, a być może już do 31 października przedłużą umowę z Teague'm, który za rok może stać się zastrzeżonym wolnym agentem. Jeśli nie Paul i jeśli nie Howard, to nawet po podpisaniu Smitha i Teague'a Hawks wciąż powinni mieć jeszcze miejsce na jeden wysoki kontrakt, jeśli taki oczywiście chcieliby dodać. Przypuśćmy, że umowa Smitha zacznie się od 12-13 mln dolarów, a Teague'a od 6-7 i Hawks powinni móc jeszcze wysupłać ok. 15-16 mln dolarów na zaoferowanie komuś maksymalnego kontraktu. Może być to James Harden, może być to Andre Iguodala, może być to Tyreke Evans.

 

Cichy typ to Tiago Splitter za 8-10 mln (zastrzeżony w 13' - Ferry skautował go teraz przez dwa lata spędzone w S.A.), przesunięcie Horforda na czwórkę, puszczenie Smitha do innego klubu i kontrolowanie cap-space tak aby być graczem na rynku w 2013, 2014 i aż do 2016 roku, gdy wygaśnie umowa Horforda.

 

 

Charlotte Bobcats (7-59), Washington Wizards (20-46), New Orleans Hornets (21-45)

Cleveland Cavaliers (21-45), Sacramento Kings (22-44),

Brooklyn Nets (22-44), Toronto Raptors (23-43),

Golden State Warriors (23-43), Detroit Pistons (25-41)

Minnesota Timberwolves (26-40), Portland Trail Blazers (28-38)

Milwaukee Bucks (31-35), Phoenix Suns (33-33)

Houston Rockets (34-32), Philadelphia 76ers (35-31), New York Knicks (36-30)

Dallas Mavericks (36-30), Utah Jazz (36-30)

Orlando Magic (37-29), Denver Nuggets (38-28)

Boston Celtics (39-27)

 

 


Podziel się

PLAN: BOSTON CELTICS (39-27)

środa, 26 września 2012 16:52

Maciej Kwiatkowski

 

Pamiętacie 2007? Kevin Garnett miał 31 lat, a większość opinii dawała Celtics trzyletnie okno na zdobycie tytułu. Wygrali tylko raz w przeciągu trzech kolejnych sezonów, ale tylko raz kończyli playoffy z Garnettem i Kendrickem Perkinsem w składzie - i wtedy właśnie zdobyli tytuł. 

 

Historia oczywiście za 15-20 lat o tym zapomni, ale nie sęk w przypuszczeniach co mogłoby się wydarzyć. Kontuzje nie są żadnym usprawiedliwieniem. W przypadku konstruowania planu przydają się jednak w ocenie perspektywy. Dlatego szokiem było oddanie z początkiem 2011 roku Kendricka Perkinsa do OKC Thunder. Powodem były rozbieżności w negocjacjach dotyczących nowej umowy Perkinsa. Wyglądało na to, że Celtics nie chcą się pakować w jego kontrakt po 2012 roku. Czemu? A bo to już miała być ostateczna data zamknięcia okna. 

 

Tymczasem Rajon Rondo wszedł w wiosną 2012 na poziom gwiazdy, Garnett był jednym z 3-4 najlepszych graczy playoffów i Miami Heat potrzebowali dopiero najbardziej imponującego występu w karierze od LeBrona Jamesa, aby nie dopuścić Celtics do powrotu do Finałów NBA.  

 

I tutaj też potrzebna jest odpowiednia perspektywa - Avery Bradley najpierw grał z kontuzją, a potem nie grał w ogóle. Al Horford opuścił trzy pierwsze mecze serii z Hawks i Celtics trochę uciekli w tej rywalizacji (tak ją zapamiętam), bo Horford szybko wracał do formy. W drugiej rundzie zagrali z 76ers, a nie z Chicago Bulls i zdrowym Derrickem Rose'm. Prowadzili 3-2 z Miami Heat, ale pierwsze cztery mecze Heat grali bez Chrisa Bosha. 

 

Coach David Thorpe z ESPN napisał wczoraj "Boston Celtics very quietly have had a tremendous offseason. With some good fortune this season, they could be just the team to break Miami's stranglehold on the Eastern Conference crown". Celtics faktycznie mogą być jedynym zespołem, który w playoffach 2013 roku może przeszkodzić Miami Heat w wygraniu Konferencji Wschodniej. Nie pójdę tak daleko jak Thorpe, aby stwierdzić, że Jason Terry + Courtney Lee > Ray Allen + Avery Bradley, ponieważ ...nie ma takiej potrzeby: Bradley powinien najpóźniej w styczniu wrócić do gry i dać Docowi Riversowi możliwość operowania wieloma ustawieniami w small-ballu przeciwko Heat (np Rondo+Bradley+Lee+Pierce+KG albo Rondo+Terry+Lee+Green+KG albo Terry+Bradley+Pierce+Green+KG). Teoretycznie Celtics powinni być na obwodzie jeszcze szybszym teamem niż Miami, a sezon 2012/13 może być tak naprawdę pierwszym, w którym Rondo będzie wyprowadzał piłkę mając przed sobą nie jednego, ale obu obwodowych.  

 

Jakie będą tego konsekwencje na boisku przekonamy się już w przyszłym sezonie. Jakie są konsekwencje dodania do składu Terry'ego, Lee i w pewnym sensie Greena - możemy ocenić już teraz. 

 

W sezonie 2014/15 Celtics płacić będą ok. 53 mln dolarów dla szóstki graczy: Garnett, Rondo, Green, Brandon Bass, Lee, Terry. Mogą też płacić 6 mln dolarów mniej, bo tyle jest gwarantowane z 12 mln dolarów w kontrakcie Garnetta na 14/15. Jeśli jednak tak się wydarzy, to oznaczać to będzie, że w żadnym wypadku nie są już kontenderem. 

 

Do tych 53 mln dolarów należy też dołożyć potencjalną nową umowę dla Paula Pierce'a. Kontrakt Pierce'a jest gwarantowany tylko do końca sezonu 2012/13. W sezonie 2013/14 gwarantowane jest 4 z 15,3 mln dolarów w jego umowie. Jest co najmniej kilka rozwiązań tej sytuacji dla Celtics. W pierwszym z nich Pierce zostaje pod kontraktem i payroll Celtics przekracza luxury-tax. W drugim z nich Celtics zwalniają Pierce'a przed 30 czerwca 2013 i podpisują z nim w lipcu niższy kontrakt (wart np 8-9 mln dol. rocznie), co może pozwolić im zejść poniżej luxury-tax i latem 2013 roku móc wykorzystać pełny wyjątek mid-level (5 mln dol.), a nie tylko wyjątek mini-MLE zaczynający się dwa mln dolarów niżej. Trzecim rozwiązaniem jest handlowanie Pierce'm w trakcie sezonu 2012/13 np za Rudy'ego Gay'a, jeśli przekraczający luxury-tax Grizzlies chcieliby zaoszczędzić na payrollu w przyszłości i zwolnić Pierce do 30 czerwca. 

 

Jeśli Celtics podpisać będą chcieli z Pierce'm nową umowę, to najpewniej nie będzie ona gwarantowana na dłużej niż dwa lata. Nową datą końcową jest bowiem 1 lipca 2015 - dopiero wtedy Celtics będą mieć znów jakąkolwiek przestrzeń. Tylko, że wtedy niezastrzeżonym wolnym agentem stanie się właśnie Rondo. Kibice Celtics mogą oczywiście teoretyzować o tym, że Rondo zostanie Celtem na całe życie, ale za trzy lata od teraz będzie miał dopiero 29 lat i może chcieć poszukać sobie klubu, w którym mieć będzie większe szanse na wygrywanie. 

 

Skład Celtics na sezon 2012/13 podoba mi się bardziej niż ten z zeszłego sezonu. Wydaje się być lepiej dopasowany do tego, aby wygrać serię z Miami. Dodanie do składu operującego w pick/rollu Terry'ego i biegającego do kontr (+trafiającego 50% za trzy z rogów w poprzednim sezonie) Lee powinno stać się nadwyżką nad wciąż efektywnym z dystansu, ale coraz bardziej jednostronnym Allenem (choć oddanie go do Miami akurat wcale nie poprawia szans Celtics...).

 

Ważniejsi dla przyszłości Rondo w Celtics po 2015 mogą być jednak trzej inni gracze, których tutaj w zasadzie nie wymieniłem: Bradley, Jared Sullinger i Fab Melo. Każdy z nich ma potencjał na znalezienie się w Top-100 ligi. Żaden najpewniej nie będzie gwiazdą. Wszyscy potrzebują czasu gry. Trzymając więc wciąż jedną rękę w oknie, Ainge i Celtics muszą zacząć odliczać czas do wolnej agentury Rondo i podejmować decyzje, które pomogą przekonać go do pozostania w klubie. Te podjęte od zakończenia sezonu 2012/13, to dobry początek naprawy nie zawsze dobrych relacji pomiędzy Ainge'm, Riversem, a jednym z moich ulubionych graczy w historii tej gry.

 

Charlotte Bobcats (7-59), Washington Wizards (20-46), New Orleans Hornets (21-45)

Cleveland Cavaliers (21-45), Sacramento Kings (22-44),

Brooklyn Nets (22-44), Toronto Raptors (23-43),

Golden State Warriors (23-43), Detroit Pistons (25-41)

Minnesota Timberwolves (26-40), Portland Trail Blazers (28-38)

Milwaukee Bucks (31-35), Phoenix Suns (33-33)

Houston Rockets (34-32), Philadelphia 76ers (35-31), New York Knicks (36-30)

Dallas Mavericks (36-30), Utah Jazz (36-30)

Orlando Magic (37-29), Denver Nuggets (38-28)

 

 


Podziel się

BEAUBOIS TO BYNAJMNIEJ NIE SŁABEUSZ

wtorek, 25 września 2012 18:29

Michał Kajzerek

 

Mimo sporych oczekiwań przed ostatnimi trzema kampaniami Dallas Mavericks, Rodrigue Beaubois nie był w stanie utrzymać ciężaru obowiązków, jaki spadł na niego zaraz po uzyskaniu dyplomu na uczelni. Podczas ostatnich rozgrywek chował głowę w piasek, aby zapomnieć o oczekiwaniach i rozczarowaniu. Teksas ze swojego historycznego punktu widzenia nie jest miejscem, gdzie toleruje się słabeuszy, jednak Beabouis w żadnym wypadku nim nie jest. Po prostu zgubił drogę do domu. Scenariusz przed sezonem 2012/2013 się powtarza. Tym razem jednak margines błędu jest znacznie większy, również świadomość fanów jest zupełnie inna.

Facet o najdziwniejszym nazwisku w NBA to combo-guard, choć w gruncie rzeczy ani z niego solidny strzelec, ani dobry passer. Potencjał, który rzekomo tkwi w głowie gracza jest jak na razie bardzo mocno nieadekwatny do jego możliwości atletycznych. Można także odnieść wrażenie, że Rick Carlisle od kilku lat próbuje wszelkimi środkami, czasami bezrozumnie wydobyć z niego gracza, jakim miał być w zamyśle zespołu. Człowiek będący w cieniu liderów, ale człowiek, bez którego liderzy nie mogą w nocy zmrużyć oczu, Jason Terry przyszłości Mavs.

W drugim meczu fazy rozgrywek posezonowych 2012 przeciwko OKC, trener u progu kompletnej desperacji – wysyła na parkiet Beauboisa, który w pięć minut gry nie zdobywa punktu, asysty, ani zbiórka, oddając jeden rzut. Rodrigue klepie się w pierś – mea culpa.

Thunder pewnie zmierzający po mistrzostwo zachodu na oczach całej NBA skompromitowali mistrzów NBA sweepem, którego Mavericks - mający ogromne problemy w rotacji - nie mogli w żaden sposób uniknąć. „Bołbla” bezradny w match-upach z przyszłymi gwiazdami reprezentacji zachodził w głowę, co stało się z wizją jego wielkiej kariery na ligowych parkietach. Mavs w oparciu o to, co przyniósł ze sobą do Teksasu, chcieli wyhodować coś na kanwę JET-a Terry’ego. Jego rozwój miał postępować w kierunku wszechstronnego combo-guarda, który będzie stymulował swoich zespołowych kolegów wychodząc z ławki. Rzeczywistość NBA szybko zweryfikowała te zamiary – zaprzeczając wszystkiemu, co w teorii wyglądało naprawdę wiarygodnie.

Ciężko go zaszufladkować i mimo, iż sam termin jest pejoratywny, to dla Roddy’ego byłby fundamentem pod budowego swojego koszykarskiego profilu. Rick Carlisle tymczasem brnie w to samo, jak ślepa kura. Kolejny sezon będzie należał do Beauboisa, jak każdy poprzedni – To chłopak, który ma wiele możliwości. Przez ostatnie trzy lata zrobił naprawdę wiele dobrych rzeczy, w kolejnym sezonie wszystko złoży do kupy – mówi. Mavericks mają głęboką ławkę na obwodzie. Prócz Darrena Collisona, który jest naturalnym starterem dla zespołu, Mavs odzyskali Delonte Westa, a ten w sezonie 2011/2012 znacznie więcej grał na jedynce, dlatego Beaubois będzie rywalizował z weteranem o minuty. Z perspektywy nastawienia Carlisle’a – można oczekiwać lekkiego faworyzowania bohatera wpisu. Pozycja shooting-guarda nie wchodzi w ogóle w rachubę, mimo, że wcześniej nazwaliśmy Rodrigue'a combo-gaurdem. Właśnie w taką stronę zawodnik „ewoluował”.

Synergy jako bezlitosne narzędzie prawdy, mówi nam, że przyszłość Roddy’ego kryje się za filozofią pick’n’rolli. Jego wzrost i waga stanowią solidny parametr, trochę mniej różowo wygląda to z szybkością, którą posiada, ale często nie wie jak wykorzystać, poza tym barierą  jest jego koszykarskie IQ. W przypadku graczy poświęcających swoją ofensywę na akcję pick’n’roll, dobry przegląd i umiejętność podejmowania natychmiastowych decyzji to… dobry początek. Sami wiemy, że zaledwie garstce wybitnych jednostek na przestrzeni dekad udało się zrobić z akcji P’N’R dzieło, niczym spod ręki samego Apollo. Posiadając jednak podstawy, zdobywa się więcej zaufania, a to właśnie je Beaubois postara się odzyskać podczas kilku najbliższych miesięcy.

- Roddy ciężko pracuje. Cały czas jest na sali, widziałem go niedawno – mówi Mark Cuban. – Bierze lekcje boksu. Powiedziałem mu niedawno, że musi się nauczyć przyjmować ciosy, dlatego postanowił wziąć te lekcje. Już jest większy i silniejszy. Będzie miał szanse podjąć walkę, tak jak każdy – dodaje. Roddy wrócił kiedyś na parkiet po przemieszczeniu palca, krzyczał, wrzeszczał, ale pozbierał się do kupy i przybiegł z powrotem gotowy do rywalizacji. Nieważne czy był to przejaw głupoty i braku zrozumienia zaistniałego ryzyka, czy prawdziwej chęci pokazania siły charakteru. Przynajmniej wzbudził we wszystkich zainteresowanie swoją motywacją, którą jest gra w koszykówkę na relatywnie solidnym poziomie. Zwróćcie uwagę na to, czy w końcu mu się powiedzie, jeśli nie – to wiecie, co z nim zrobić.


Podziel się

PLAN: DENVER NUGGETS (38-28)

wtorek, 25 września 2012 15:50

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Niemałe podekscytowanie towarzyszy Denver Nuggets przed nadchodzącym sezonem. Pisząc "Plan" próbuję być możliwie obiektywny - może poza częścią o Minnesocie Timberwolves, gdzie poważnie zakwestionowałem "hype" na Timberwolves. Nuggets to podobny przypadek "hype'u na sezon 2012/13", z tą różnicą, że posiada dobrego generalnego menedżera, którego ostatnio przechwycić chcieli np Philadelphia 76ers. Spróbujmy zdiagnozować przyczyny tego całego pozytywnego myślenia w stosunku do drużyny, która ma w logo zaśnieżony szczyt Gór Skalistych:


1) Denver Nuggets nigdy nie dotarli nawet do Finału NBA (grali w finale ABA w 75/76), przez co - może wbrew pozorom - nie ciąży na nich presja, aby to zrobić.


2) Dużo osób nie lubi Carmelo Anthony'ego i życzy Nuggets jak najlepiej (tymczasem od sezonu 2008/09 Nuggets wygrywają coraz to mniejszy odsetek spotkań: 66%, 65%, 61% i 58% w ostatnim sezonie)


3) Pozyskanie Andre'go Iguodali za Arrona Afflalo to większa nadwyżka niż kontuzjowany Dwight Howard ponad Andrew Bynumem.


4) Oddanie Ala Harringtona (który swoją drogą miał znakomity sezon 11/12 dla Nuggets zanim kontuzjował kolano przed playoffami) otworzy więcej minut dla Kennetha Farieda (bo znajdowanie minut dla Farieda stanowiło problem dla George'a Karla)


5) Nuggets grają szybko i zdobywają dużo punktów. Wszyscy lubimy drużyny, które grają szybko i zdobywają dużo punktów, dopóki nas nie znudzą i dopóki nie zaczniemy mówić, że "tak nie wygrywa się mistrzostwa NBA".


6) Mają głębię składu, zaplecze praktycznie na każdej pozycji i całe grono zawodników, którzy jeszcze nie wkroczyli lub dopiero wkraczają w swój "prime".


Pozyskanie Iguodali daje Nuggets też najlepszego obrońcę Konferencji Zachodniej na dwóch liderów dwóch najlepszych drużyn - Kevina Duranta i Kobe'go Bryanta. To sprawia, że jest spora szansa, że kibic Thunder i Lakers wyjawi Ci w piątej minucie rozmowy, że tak naprawdę obawia się też Nuggets i tego co może się stać w potencjalnej serii playoffs.

 


 

Do tego dochodzi z sezonu na sezon coraz lepszy Ty Lawson, który wiosną był prawdopodobnie najlepszym graczem całej serii Lakers/Nuggets, a na pewno jej drugiej części. Są też Faried i JaVale McGee, którzy coraz częściej pewnie będą wyglądać jak maszynki do 20/10. Dodajmy jeszcze do tego potencjał Danilo Gallinariego czy Wilsona Chandlera i jeśli Nuggets wiosną 2013 roku będą zdrowi i trafią na lekko utykającego rywala z czołówki Zachodu, to nie możemy odbierać im póki co szans na sensację (wyjście z Konf. Zachodniej). Karl natomiast odszukał w sobie swojego wewnętrznego Dona Nelsona co poprawia oglądalność, a jeśli czytacie te same strony internetowe co ja, to już pewnie zorientowaliście, że potencjał Nuggets jest szczególnie ekscytujący zwłaszcza dla statystycznych geeków, którzy wspominają nawet o 60 zwycięstwach w sezonie regularnym.


Spójrzmy jednak dalej niż na przyszły sezon - zerknijmy w przyszłość. A ta leży póki co w rękach Masaiego Ujiri, byłego asystenta GM'a w Raptors i obecnego GM'a Nuggets, który dokonał trzech rewolucyjnych dla Nuggets wymian na przestrzeni półtora roku:


Odeszli: Carmelo Anthony, Nene, Chauncey Billups, Arron Afflalo, Al Harrington


Doszli: Andre Iguodala, Danilo Gallinari, JaVale McGee, Wilson Chandler, Timofiej Mozgow, Andre Miller (z dealu za Raymonda Feltona), Corey Brewer.


Na papierze nie wygląda to wcale aż tak przekonująco, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że Nuggets handlowali Melo z trudnej pozycji, to wygląda to na co najmniej solidną robotę.


Przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu Nuggets podpisali z Gallinarim czteroletni kontrakt wart 42 mln dolarów. Następnie w marcu tego roku dali Chandlerowi pięcioletnią umowę za 32 mln dolarów. Latem natomiast czteroletni kontrakt za 44 mln dolarów podpisał McGee, a trzyletnią umową za 15 mln dol. związał się z Nuggets ponownie Miller.


Do tego dochodzi Iguodala i jego wart jeszcze 30,2 mln dolarów dwuletni kontrakt, który w sezonie 2013/14 stanowi opcję dla AI9 (16,2). Założmy - co w tej chwili wydaje się bardziej prawdopodobne - że Iguodala tę opcję wykorzysta i zostanie wolnym agentem dopiero w 2014. Załóżmy też, że nawet jeśli Iguodala odstąpi od umowy, to Nuggets będą chcieli podpisać Iguodalę na kontrakt o wartości 13-14 mln dolarów rocznie.


Najważniejszą decyzją dla Nuggets jest w tym momencie jednak to co zrobić z liderem zespołu, Lawsonem. Do 31 października mogą przedłużyć z nim debiutancki kontrakt albo patrzeć jak w 2013 roku ktoś komu nie uda się podebrać Stephena Curry'ego, wyrzuci swoje pieniądze na Lawsona (najnowsze doniesienia z GSW wskazują, że Curry i Warriors mogą przedłużyć umowę jeszcze przed sezonem regularnym; rozmowy przeniesiono na czas po pre-season, aby Warriors mogli zobaczyć w jakim zdrowiu jest Curry. Ma to sens).


Rodzina Kroenke pokazywała, że jest w stanie płacić "luxury-tax", jeśli team jest jednym z kontenderów - tak było choćby w sezonie 2008/09, gdy Nuggets byli o dwa mecze od Finałów NBA i gdy ważny był jeszcze kontrakt Kenyona Martina (14,2 w 08/09) i po 10-15 mln dolarów otrzymywali też Melo, Billups i Nene. Będą więc musieli przekroczyć ten poziom, jeśli chcą też wydawać ok. 25-28 mln dolarów rocznie na Lawsona i Iguodalę. Jeśli Iguodala nie wykorzysta opcji na 13/14, a Lawson podpisze z Nuggets umowę zaczynającą się od 10-11 mln dolarów w sezonie 13/14, to Nuggsies płacić będą ok. 50 mln dolarów za czwórkę graczy (+McGee i Gallinari). Nowy, potencjalny kontrakt Farieda wejdzie natomiast w życie dopiero od sezonu 2014/15. Spaść do tego czasu może nie w pełni gwarantowany kontrakt Chandlera, ale na ten moment - jeśli planują zatrzymać wszystkich - aż pięciu graczy Nuggets może otrzymywać od 8 do 15 mln dolarów rocznie. Domyślam się, że będzie to za dużo, a przebywanie powyżej "apron" utrudni dalsze wzmacnianie zespołu przy użyciu wymian.


Jeśli czujecie się lekko zdezorientowani czytając powyższy akapit - nie martwcie się. Ujiri prawdopodobnie nadal będzie próbował pozyskać w wymianach lepszych zawodników, niż tych których ma obecnie, próbując wykorzystać jeszcze np potencjał takich graczy jak Mozgow, Anthony Randolph, Kosta Koufos czy Jordan Hamilton.


Nuggets mają aż sześciu graczy, których umieściłem w moim rankingu Top100 (Iguodala, Lawson, Gallinari, McGee, Miller, Faried), ale żadnego W Top-25. Nie mają wielkiej gwiazdy i nie mają też perspektyw czy założeń na to, aby wzmacniać klub w drafcie. Nie można więc przypisać ich do żadnej z dwóch najpopularniejszych grup. Czy staną się drugą Atlantą Hawks? - można zapytać. Josh Smith i Al Horford też mieli upside - być może nawet większy niż Faried, Lawson i McGee razem wzięci. Z drugiej strony - są dużo bardziej ekscytującym w oglądaniu teamem niż Atlanta. Zobaczymy jak długo wytrzyma ten "hype". Podejrzewam, że błyskotliwy GM jakim jest Ujiri nie widzi obecnego składu jako "koniec gry" Nuggets i to jeszcze nie koniec wymian w Denver.



 

Charlotte Bobcats (7-59), Washington Wizards (20-46), New Orleans Hornets (21-45)

Cleveland Cavaliers (21-45), Sacramento Kings (22-44),

Brooklyn Nets (22-44), Toronto Raptors (23-43),

Golden State Warriors (23-43), Detroit Pistons (25-41)

Minnesota Timberwolves (26-40), Portland Trail Blazers (28-38)

Milwaukee Bucks (31-35), Phoenix Suns (33-33)

Houston Rockets (34-32), Philadelphia 76ers (35-31), New York Knicks (36-30)

Dallas Mavericks (36-30), Utah Jazz (36-30)

Orlando Magic (37-29)

 

 

 


Podziel się

PLAN: ORLANDO MAGIC (37-29)

poniedziałek, 24 września 2012 18:03

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

23 nowych pracowników klubu, 12 nowych graczy, trochę bloków mniej i lepszy procent rzutów wolnych - Orlando Magic po raz trzeci na przestrzeni 16 ostatnich lat żegnają swojego franchise-player, ale jeszcze nigdy nie wiązało się to z taką przebudową jak w tym roku.

 

W sezonie 1996/97 - pierwszym po tym jak zdecydowali, że chcą płacić więcej Penny'emu niż Shaqowi, co doprowadziło do odejścia tego drugiego - wygrali 45 spotkań dzięki pozyskaniu na początku sezonu Rony'ego Seikaly. Libańczyk, który dorastał u podnóży Akropolu w amerykańskiej szkole w Atenach i który później sprzedał Shaqowi swój dom w Miami, zdobywał średnio 17.3 punktów w 74 meczach, zanim kompletnie zawiódł w playoffach (6.3 pkt) w serii z Miami, w której double-double zaliczał mój faworyt sprzed lat Derek Strong.


W 2003/04 Magic mieli tak zły team, że 28-6-6 T-Maca i 17 punktów na mecz Juwana Howarda pomogło im wygrać tylko 21 spotkań, a to z kolei umożliwiło im wybranie z nr 1 draftu Howarda. Kilka dni później Magic przesunęli McGrady'ego do Rockets, pozyskując Steve'a Francisa, który zaliczał 21-6-7 w swoim pierwszym sezonie gry i ostatnim, w którym znaczył jeszcze coś w NBA.


Niestety Gilu Scott-Heron - najnowsza rewolucja Magic będzie w telewizji. Mecze Orlando Magic w przyszłym sezonie będzie można oglądać na League Pass, a kibice w Orlando nadal będą mogli raczyć się komentarzem Matta Guokasa, jednego z najlepszych color-commentators. Magic mogą być nie być wcale tak źli jak Charlotte Bobcats - myślę, że Cats będą lepsi, ale jestem nieobiektywny - i posiadają kilku graczy, których my koszykarscy geekowie lubimy (Arron Afflalo, Gustavo Ayon), ale nie łudźmy się - celem Magic jest dawanie rady w każdym meczu i przegrywanie go w czwartej kwarcie, tak aby nie wygrać więcej niż 25 spotkań.


Plan Magic to przebudowa poprzez draft. Prawdopodobnie byłby to dobry moment, aby przedstawić kilku kandydatów do przyszłorocznej klasy draftu, ale dopóki nie jest nim Ryan Kelly (i nie będzie), to szczerze mówiąc niewiele o niej wiem. Zdążyłem się zorientować tylko, że nie będzie w niej kolejnego LeBrona Jamesa czy Kevina Duranta, tak więc Magic będą najprawdopodobniej potrzebować dwóch z rzędu sezonów na 25 zwycięstw. A jeśli skorzystają z triku OKC Thunder (czwarty akapit od góry), to GM Rob Hennigan może nawet spędzić trzy drafty z rzędu, wybierając w Top5.


Aktualni zawodnicy w składzie Magic są więc praktycznie kontraktami i każdy z nich jest do wymiany. Oczywiście wybrani w tegorocznym drafcie Mo Harkless czy Andrew Nicholson mogą czuć się bezpieczniej z racji swoich niskich, debiutanckich umów. Podobnie wspomniani Afflalo i Ayon, ale dlatego, że mogą stać się takimi Sefoloshą i Collisonem - czyli znakomitymi role-players, którzy uzupełnią team stworzony poprzez draft. Piątym graczem, który może czuć się relatywnie bezpiecznie jest z kolei Jameer Nelson - ma dwa gwarantowane sezony w umowie. A jako szóstego możemy wskazać chyba Nika Vucevica, któremu wymiana do Magic otworzyć powinna więcej czasu gry.


Z pozostałych graczy tylko Glen Davis ma kontrakt gwarantowany po 2014 roku (6,6 mln w 14/15), co sprawia, że "Big Baby" dołączył już pewnie do Hedo Turkoglu i Ala Harringtona na liście transferowej. Turkoglu ma opcję na sezon 2013/14 (12,0), którą na pewno wykorzysta, więc przehandlowanie go może być trudną sprawą. Łatwiej może być z Harringtonem, który teoretycznie ma jeszcze trzy ważne lata umowy, ale po sezonie 2012/13 dwa pozostałe lata jego kontraktu mogą zostać wykupione za 50% wartości (ok 7,3 mln).


Kontrakt czwartego z weteranów, który może być niechciany w Orlando, czyli umowa J.J'a Redicka wygasa po sezonie 2012/13. Redick to pożyteczny gracz w roli zmiennika, więc może w zasadzie pozostać w Orlando na dłużej, ale tylko jeśli zdecyduje się na jakąś ok. 50-proc. obniżkę zarobków (6,0 w 12/13).


Hennigan będzie więc próbował pozbyć się umów Turkoglu, Harringtona i Davisa - najlepiej za picki. Czemu? Ma to drugie dno. Przykład: cofnijmy się do grudnia 2009 roku. Utah Jazz szukali wtedy przed trade-deadline klubu, który przejmie umowę Matta Harpringa. Robili to po to by nie zapłacić luxury-tax (dokładniej opisałem to w linku). Żeby jednak pozbyć się Harpringa musieli do tego dorzucić coś na dokładkę i tą zachętą okazał się być Eric Maynor, jeden z najlepszych backupów na PG już wtedy, jak i teraz .


Magic będą najprawdopodobniej próbowali znaleźć się w podobnej sytuacji - czyścić cap-space, pozyskując picki + ogrywać debiutantów i pozyskiwać picki, przechwytując przy tym wysokie, spadające i niechciane umowy. Najpierw jednak muszą pozbyć się kilku swoich - w tym momencie są bowiem ok. 5-6 mln dol. powyżej salary-cap.


Potencjalne wymiany mogą być bowiem bardzo ważnym elementem przebudowy Magic. Czemu? Niech przykładem będzie Serge Ibaka, bez którego Thunder pewnie nadal byliby kontenderem, ale znajdowaliby się w drugim szeregu faworytów do tytułu.
 

Thunder pozyskali Ibakę z #24 draftu 2008 roku. Szybka analiza i wiemy, że nie mógł być to wybór Thunder. Był to wybór, który należał do Phoenix Suns i Thunder pozyskali go latem 2007 roku z Phoenix w ramach kolejnego oszczędnościowego ruchu Roberta Sarvera (dlatego m.in pisząc o Suns nazwałem go jednym z najgorszych, koledzy). Spójrzcie tylko na to: Thunder oddali do Suns tylko pick w II rundzie (niegwarantowane pieniądze), aby przejąć schodzący kontrakt (8,1 mln w 07/08) Kurta Thomasa i ...bagatela - dwa picki w I rundzie draftu (2008, 2010). Pomyślcie o tym przez chwilę.


Magic powinni więc liczyć na takie właśnie okazje, ponieważ poza swoimi wyborami w drafcie posiadają tylko niższy z picków Knicks/Nuggets w I rundzie 2014 oraz dwa bardziej odległe wybory - pick 76ers, który mogą przejąć do 2018 roku, ale który na pewno nie będzie wyższy niż nr 9 oraz pick Lakers w 2017 (zastrzeżony w Top5). Te dwa picki Magic też mogą położyć na stół, dodając do ewentualnej wymiany, aby pozyskać jakieś picki wcześniejsze.


Tak więc oto mniej więcej wygląda scenariusz działań Magic: draft + pozyskiwanie picków w wymianach. Organizacja łapie nowy oddech i zaczyna wszystko od nowa. Za wymianę, której dokonali i którą do przodu pchnął ponoć Alex Martins (nie Hennigan), powinni otrzymać 3 na szynach, ale jeśli w przeciągu dwóch kolejnych sezonów uda im się wyczekać w trade-deadline na desperatów, którzy chcą koniecznie zejść z wysokich, spadających umów, to mogą po drodze pozyskać kolejne picki. Nie przeszkadza też fakt, że Sarver nadal jest właścicielem Suns.


OKC Thunder byli przykładem przebudowy przez draft, która przyniosła sukces i ustawiła OKC - co najmniej - w gronie kontenderów na kolejnych 4-5 lat. New Orleans Hornets i Washington Wizards postanowili w ostatnich miesiącach przyspieszyć ten proces, ale nie zaprzestano go jeszcze np w Cleveland Cavaliers. Orlando Magic, posiadając u siebie GM'a z doświadczeiem w OKC, nie ukrywają, że wkraczają na tę samą drogę co Thunder i my będziemy obserwować to jako eksperyment pod tytułem - "Czy realne jest powtórzenie ścieżki OKC Thunder".

 

Charlotte Bobcats (7-59), Washington Wizards (20-46), New Orleans Hornets (21-45)

Cleveland Cavaliers (21-45), Sacramento Kings (22-44),

Brooklyn Nets (22-44), Toronto Raptors (23-43),

Golden State Warriors (23-43), Detroit Pistons (25-41)

Minnesota Timberwolves (26-40), Portland Trail Blazers (28-38)

Milwaukee Bucks (31-35), Phoenix Suns (33-33)

Houston Rockets (34-32), Philadelphia 76ers (35-31), New York Knicks (36-30)

Dallas Mavericks (36-30), Utah Jazz (36-30)

 

 

 


Podziel się

SMALL TALK (3): MICHAŁ GÓRNY

piątek, 21 września 2012 19:36

Maciej Kwiatkowski

 

W piątek porozmawiałem z Michałem Górnym, który aktualnie jako trener prowadzi zespół "Monsun" w warszawskiej Lidze Wiatrów (Ligawiatrow.pl). Pomówiliśmy o całej idei Ligi Wiatrów, przebiegu rozgrywek, o pierwszych trenerskich doświadczeniach Michała i o wielkich "podwoziach" Draftu 1989. Wkradła się też w to wszystko "Hania".



Zespół Fluktua pozwolił nam wykorzystać swój utwór "Silly Boy", który od dzisiaj otwierać będzie nasze rozmowy. Jeśli podoba Wam się muzyka grana przez Fluktua sprawdźcie stronę FLUKTUA.

 

DOWNLOAD

 

 

 

W piątek porozmawiałem z Michałem Górnym, który aktualnie jako trener prowadzi zespół "Monsun" w warszawskiej Lidze Wiatrów (Ligawiatrow.pl). Pomówiliśmy o całej idei Ligi Wiatrów, przebiegu rozgrywek, o pierwszych trenerskich doświadczeniach Michała i o wielkich "podwoziach" Draftu 1989. Wkradła się też w to wszystko "Hania". 

Zespół Fluktua pozwolił nam wykorzystać swój utwór "Silly Boy", który od dzisiaj otwierać będzie nasze rozmowy. Jeśli podoba Wam się muzyka grana przez Fluktua sprawdźcie stronę http://WWW.FLUKTUA.COM

DOWNLOAD: http://www.sendspace.com/file/64g2el

Podziel się

SMALL TALK (2): PRZEMEK KUJAWIŃSKI

czwartek, 20 września 2012 16:27

Maciej Kwiatkowski

 

To bardzo miłe, że tak licznie posłuchaliście pierwszego odcinka naszego nowego, dopiero kiełkującego, podcastu. Dzięki! Poprawiliśmy audio - czytaj - hmmm przerzuciliśmy się z dwóch kanałów na jeden i wczoraj wieczorem porozmawiałem z Przemkiem Kujawińskim o urokach życia w Barcelonie, jego spotkaniu z Kobe'm Bryantem, a potem już zajęliśmy się pierwszym wywiadem Dwighta Howarda od czasu trade'u i porozmawialiśmy też trochę o strategii Los Angeles Lakers.


DOWNLOAD

 



Podziel się

PLAN: UTAH JAZZ (36-30)

czwartek, 20 września 2012 15:17

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Jaki jest plan Utah Jazz? Najprawdopodobniej zakłada podpisanie w przeciągu roku nowych kontraktów z dwoma z trzech najlepszych graczy. Przy czym los Paula Millsapa i Ala Jeffersona zależeć będzie nie tylko od progresu Derricka Favorsa, ale też od postępów Enesa Kantera.



Technicznie każdy z tej czwórki ma za sobą career-year. Kontrakty Millsapa i Jeffersona wygasną po tym sezonie.



Jefferson po zerwaniu w lutym 2009 ACL w prawym kolanie i po przeciętnym sezonie 2009/2010, zaliczył dwa z rzędu coraz lepsze sezony, w których opuścił łącznie pięć spotkań. Jefferson bywa oceniany za to kim nie jest - a nie jest dobrym obrońcą w pick&rollu - ale ma za sobą sezon 20/10, w którym zaliczył najwyższy współczynnik asyst w karierze, a także drugi, najniższy współczynnik strat w całej lidze. Jefferson jest jedną z najefektywniejszych broni w NBA na lewym post-up, a jego niekonwencjonalny półhak oddawany w momencie obrotu jest jedną z ofensywnie najgroźniejszych, unikalnych broni.



Millsap powinien otrzymać nagrodę MIP za trzy-cztery ostatnie sezony włącznie. W ostatnim sezonie jego skuteczność po raz pierwszy w karierze spadła poniżej 50%, ale Millsap zaliczył career-year w asystach i zbiórkach w ataku. Stał się najlepiej przechwytującym nie-guardem w lidze i w dodatku z powodzeniem zaczął grać na pozycji niskiego skrzydłowego. W tym momencie Millsap jest jednym z najwszechstronniejszych graczy NBA i kolejnym krokiem dla niego powinno stać się dodanie rzutu za trzy punkty (7/31 w poprzednim sezonie).



Kontrakty obu tych liderów Jazz wygasają po sezonie 2012/13. Wartość obu nigdy nie była wyższa niż w tej chwili, stąd w obliczu konieczności znalezienia większej ilości minut dla Favorsa, wydaje się, że jeden z tej dwójki pożegna Jazz albo po zakończeniu sezonu, albo przed jego rozpoczęciem, albo w trakcie. Przyznam, że rok temu nie spodziewałem się zupełnie pisać we wrześniu 2012 o Jazz, którzy wciąż będą mieć w składzie Jeffersona i Millsapa. Tymczasem obyło się praktycznie nawet bez plotek transferowych na ich temat.



Jazz zaoferowali tego lata Millsapowi 25 mln dolarów za trzy lata przedłużenia kontraktu, co 27-letni skrzydłowy zdecydował się odrzucić. To oczywisty krok ze strony Millsapa, który za rok na rynku wolnych agentów może znaleźć dla siebie umowę o wartości co najmniej 40 mln dolarów za cztery sezony.



Jefferson może natomiast ubiegać się nawet o maksymalny kontrakt, choć wydaje się, że w wieku 28 lat i po zerwaniu ACL raczej otrzyma coś w okolicach 13-14 mln dolarów rocznie.



Co ciekawe - nie jest wcale też powiedziane, że Jazz pozbędą się ich obydwu.



Po pierwsze - Jazz mają póki co zaledwie ok. 18 mln dolarów w kontraktach na sezon 2013/14 (Favors, Kanter, Gordon Hayward, Alec Burks, Jeremy Evans + kolejnych 7,5 jeśli Marvin Williams wykorzysta opcję). To sprawia, że technicznie będą mogli wyrównać każdą propozycję jaką Millsap i Jefferson dostaliby jako niezastrzeżeni wolni agenci. "Wyrównać" - zaproponować tyle samo lub więcej.



Po drugie - próba jest niewielka, bo to tylko 113 minut wspólnej gry w zeszłym sezonie, ale kontuzja Josha Howarda i odsunięcie od zespołu Rajy Bella, doprowadziły trenera Tyronae'a Corbina do testowania line-upu Millsap-Favors-Jefferson. A to trio było jedną z rewelacji drugiej części sezonu. W 113 minut, w 10 meczach końcówki sezonu Jazz zdobywali 111.9 punktów na sto posiadań, tracąc - uwaga - 82.3. O ile ofensywnie jest to mniej niż zaliczali np Spurs z Manu Ginobilim na parkiecie czy Thunder z Kevinem Durantem, tak defensywnie jest to poziom po prostu wybitny. Dopiero w playoffach właśnie Spurs, będący w trakcie historycznego ofensywnie poziomu gry, potrafili radzić sobie z obroną Jazz.



O transferach Jazz, spodziewanej poprawie 27. skuteczności za trzy będzie jeszcze okazja napisać w naszych zapowiedziach sezonu. Póki co Jazz są w sytuacji, w której z jednej strony powinni pozbyć się jednego z czwórki podkoszowych, a z drugiej strony mogą póki co móc zatrzymać ich wszystkich. Przynajmniej do 2015 roku, gdy Kanter zostanie zastrzeżonym wolnym agentem i uwzględniąjąc to, że potencjał Favorsa po obu stronach boiska (zwłaszcza ten defensywny) sprawi, że w 2014 roku ktoś może mu zaproponować maksymalny, czteroletni kontrakt o wartości ok. 15 mln dolarów rocznie.


Jazz najprawdopodobniej wyszliby najlepiej, gdyby udało im się obrócić Millsapa lub Jeffersona w poważne wzmocnienie na pozycji rozgrywającego. Nie będzie to łatwe, bo drużyny jeśli już znajdą swojego playmakera przyszłości, to raczej nie chcą się go pozbywać. Jazz mogą też być jednym z zespołów zainteresowanych za rok Stephenem Curry'm czy nawet Jamesem Hardenem, o ile wcześniej zdecydują się zrezygnować z jednego z dwójki Millsap-Jefferson.



To byłoby jednak ryzykowne dla Jazz, więc warto patrzeć co stanie się w Utah nie tyle co podczas lutowego trade-deadline, ale może już nawet na przełomie października/listopada czy nawet jeszcze przed rozpoczęciem sezonu.



Nie słyszymy wielu plotek z Jazz bo generalnie klubowy management to zwarta grupa, która trzyma takie rzeczy w tajemnicy (przykład trade'u Derona Williamsa, który po prostu spadł na nas znienacka). Dlatego brak plotek w tym momencie nie oznacza wcale, że zmieniony management - z Dennisem Lindsey'em jako nr 1 i Kevinem O'Connorem przesuniętym do roli opcji nr 2 - nie bada w tym momencie drużyn zainteresowanych Millsapem i Jeffersonem, które pozyskując ich, pozyskałyby też ich Prawa Birda.



Póki co, pewniejszym typem jest to, że za rok jednego z dwójki Millsap-Jefferson nie będzie (przy czym tutaj stawiałbym na Jeffersona, bo Favors i Kanter mogą grać jako środkowi), ale nie jest wcale powiedziane że tak się stanie i dalszy progres Millsapa nie stworzy sytuacji, w której gdy liga iść będzie w small-ball, to Jazz nagle staną sie w końcu zespołem, który po wszystkich latach z Boozerem i Jeffersonem będzie bronił swojej obręczy jak mało który team w lidze.



John Hollinger i Chad Ford wskazali Jazz na 4. miejscu w Future Power Ranking, tylko za Miami Heat, OKC Thunder i Los Angeles Lakers. Wszystkie powyższe możliwości, posiadany talent, cap-space i pick w I rundzie Draftu 2013 od Warriors (zastrzeżony tylko w top7) mogą już za półtora roku uczynić z Jazz zespół, który będzie rozpoczynał playoffy z przewagą własnego parkietu.

 

Charlotte Bobcats (7-59), Washington Wizards (20-46), New Orleans Hornets (21-45)

Cleveland Cavaliers (21-45), Sacramento Kings (22-44),

Brooklyn Nets (22-44), Toronto Raptors (23-43),

Golden State Warriors (23-43), Detroit Pistons (25-41)

Minnesota Timberwolves (26-40), Portland Trail Blazers (28-38)

Milwaukee Bucks (31-35), Phoenix Suns (33-33)

Houston Rockets (34-32), Philadelphia 76ers (35-31), New York Knicks (36-30)

Dallas Mavericks (36-30)

 

 


Podziel się

FANTASY NBA - SUKCESY i PORAŻKI SPRZED SEZONU - CZ.6

środa, 19 września 2012 19:14

Sławek Mróz

Oj, dało się ostatnio poczuć świeży powiew nadciągającego sezonu fantasy. Ruszają ligi, ruszają dyskusje, w Lidze Ekspertów jesteśmy już po losowaniu kolejności draftowania. Zaroiło się też w necie na ten temat, zatem ja nie mogę pozostać w tyle i spieszę niniejszym postem zamknąć cykl analiz wyborów naszej ligi z ubiegłego sezonu.

Runda szósta, jak już wspomniałem, będzie ostatnią tu skomentowaną. Ot, chciałem dobrnąć do końca pierwszej setki… Lub wreszcie zyskać okazję, by pochwalić się własnym dobrym wyborem, jako że do tej pory różnie z tymi moimi wyborami bywało. Nie krępuj się, wybierz sobie argument, który bardziej do Ciebie przemawia…

RUNDA VI

 
Dla przypomnienia, poniżej: numer wyboru, nazwa drużyny, nazwisko i w nawiasie ostateczny ranking zawodnika za sezon. Omówienie piątej  rundy tutaj.


86 - Liczy Sie Wynik - DEMARCUS COUSINS (54)
87 - Pi3TR45' Team - DARREN COLLISON (154)
88 - GRB - BORIS DIAW (215)
89 - Florida Pensioners - RYAN ANDERSON (8)

Ryan AndersonNo wreszcie. Mówią, że ligi nie wygrywa się wyborami z pierwszych rund. Mówią, że kluczowe są końcówki draftu i wyławianie pereł tamże. Szósta runda to rzecz jasna jeszcze nie końcówka, ale pierwszorundowa wartość gracza znalezionego o tej porze zdecydowanie robi różnice.

Wybierając Andersona miałem już na stanie trzech centrów i ani jednego rozgrywającego. Rozgrywającego, który w mojej ocenie jest osią każdej drużyny roto. Dlaczego więc nie taki, przykładowo, Calderon? Dlatego, że Ryana miałem mocno na celowniku w mojej kiperkowatej lidze, gdzie zwyczajnie wystrzelałem się podczas aukcji z dolarów, fundując sobie asa w postaci Eda Davisa. Na Andersona zabrakło kasy i musiałem sobie ów błąd odbić w innej lidze.

Ryan był rankowany wyżej niż 89 pozycja już rok wcześniej, grając ledwie w okolicach dwudziestu minut na mecz. Spodziewany wzrost minut wraz z naturalnym rozwojem zawodnika niemal gwarantował spory progres. Absolutnym zaskoczeniem jednak był ostateczny rozmiar tego progresu.

Co dalej? Ano trudno przewidzieć. W Hornets nie będzie już Dwighta Howarda, który absorbował obronę wysokich. Nie wiadomo też, tak na dobrą sprawę, kto będzie miał Ryanowi dogrywać na ulubione klepki piłkę. Nie wiadomo wreszcie, na jakiej pozycji odnajdzie się Antoś Davis i czy którykolwiek z tej dwójki będzie wartościowym graczem poza naturalną pozycją power forward.

Innymi słowy – niewiadomych jest na tyle dużo, że nie wróżę Ryanowi powtórzenia tak produktywnego sezonu. W każdym razie – znajdę pewniejsze nazwiska, gdy przyjdzie do wybierania graczy kluczowych dla moich drużyn.

90 - Z dużą przewagą - HEDO TURKOGLU (164)
91 - Solid As a Rock - ANTAWN JAMISON (118)
92 - Bukkake - SAMUEL DALEMBERT (99)
93 - Original Cream Team - TYRUS THOMAS (258)
94 - Pędzące Imadła - JOSE CALDERON (60)
95 - Hoop Dreams - JAMEER NELSON (146)
96 - Embraced Embarassment - AMIR JOHNSON (140)
97 - ROOKIES - JASON RICHARDSON (120)
98 - Srogi Rewanż - MICHAEL BEASLEY (265)

Gdyby tylko patrzeć na kolejność wyborów i ostateczną pozycję, można by dyskutować, czy Tyrus Thomas i Boris Diaw nie okazaliby się porównywalnymi strzałami w stopę dla swoich nabywców. A jednak, coś specjalnego i spektakularnego jest w upadku, jaki stał się udziałem Beasleya. Gracz z niewątpliwym potencjałem. Trener, który potrafi ze swoich graczy potencjał wykrzesić. Młody zespół. Ba, nawet rozgrywający okazał się naprawdę do rzeczy tak długo, jak długo zdołał ustać na parkiecie. Nic, tylko błyszczeć.

Beasley nie błyszczał. Być może w dużej mierze rację ma wiLQ próbując tłumaczyć problemy swojego imiennika niewłaściwym dopasowaniem pozycji. Jeżeli tak – w Suns również ciężko będzie o pełny etat na silnym skrzydle, zwłaszcza odkąd pozyskano w Arizonie Luisa Scolę. Jeżeli wierzysz, że to nie problem pozycji i właśnie w Suns Mike zdoła wreszcie zrealizować swój niewątpliwy potencjał – draftuj, ale ostrożnie. Moja rada: unikaj koniecznie w top 100, potem ryzyko nalezy do Ciebie.

Michael Beasley

99 - Fokommodores - STEPHEN JACKSON (201)
100 - Sama-Sama - KYRIE IRVING (38)
101 - Andery - MARCUS CAMBY (110)
102 - Warsaw BTeam - CARLOS DELFINO (94)

Z ostatniej chwili – ruszył forumowy draft Ligi Ekspertów. Początkowo nic nie zapowiadało trzęsienia ziemi, jakim był wybór z szóstym numerem pierwszej rundy pierwszoroczniaka Antka Davisa. Lorak to menedżer roto o uznanej już reputacji, tym większe zatem było nasze zaskoczenie. Czy warto podjąć takie ryzyko? Czy w drugiej/trzeciej rundzie czternastodrużynowego draftu Davis byłby nadal osiągalny? Czy nie warto było skusić się na pewniejszy budulec, a spektaktularnych zakupów szukać w późniejszych rundach? Daj znać w komentarzach, co sądzisz o takiej demonstracji wiary w młodzieńca.

A my póki co zamykamy tematy retrospektywne. Już niebawem zapraszam na pierwsze analizy i wróżenie z fusów!


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 767 469  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18767469

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0