Maciej Kwiatkowski
(16-4) OKLAHOMA CITY @ (12-6) L.A. CLIPPERS 100:112
Fani Oklahomy City Thunder słusznie wskazywać będą, że brak Thabo Sefoloshy kompletnie wybił z ofensywnego rytmu Jamesa Hardena, który musiał rozpocząć mecz w pierwszej piątce. Poziom przenikliwości faktu, aby już na starcie wspomnieć Szwajcara rzucającego 5.2 punktów, powinien jednak powiedzieć prawdziwą historię tego meczu. Nie był nią dunk Griffina, być może najlepszy w jego karierze.
Prawdziwa historia to fakt, że Clippers są na drodze do zostania czołową drużyną Konferencji Zachodniej już w tym sezonie. Chyba, że ktoś naprawdę spodziewał się, że stanie się co innego. Prawdopodobnie nie docenia Chrisa Paula, który swoje cztery najlepsze mecze tego sezonu zaliczył w czterech zwycięstwach:
- z OKC Thunder - 26 punktów, 14 asyst, 12/16 z gry, 2 straty
- z Miami - 27 punktów, 11 asyst, 6 zbiórek, 11/21, 1 strata
- z LA Lakers - 33 punkty, 6 asyst, 4 zbiórki, 1 strata, 12/22
- w Denver - 25 punktów, 7 asyst, 6 zbiórek, 9/19, 1 strata
Paul był tylko połową historii, którą ukradł Griffin. Pierwsze 30 minut wczorajszego meczu to było najlepsze pół godziny jednej drużyny w tym sezonie, wliczając w to start 35-26, cztery dunki DeAndre Jordana, 10/14 za 3 po trójkach Carona Butlera (22 pkt) i Mo Williamsa oraz dziewięć pierwszych punktów Griffina w trzeciej kwarcie, które otworzyły dwudziestopunktowe prowadzenie.
Nie tylko Clippers, ale i Kevin Durant czy Russell Westbrook swoją grą zrobili show w pierwszej połowie, rzucając 39 z 46 punktów Thunder. Clippers zrobili to jednak w najefektywniejszy z możliwych sposobów: z 64 punktów do przerwy 30 zdobyli trójkami, a 12 z dunków.
Historią byli ponownie role-players, dwaj starzy nasi znajomi, Butler i Mo Williams. Butler zalicza rewelacyjny rok po zerwaniu więzadeł w kolanie w styczniu 2010 i podobnie jak Paul, im trudniejszy rywal, tym gra lepiej. "Instant Mo" Williams od ponad tygodnia jest natomiast jednym z najgorętszych graczy ligi, trafiając ok. 60% z gry. Jak dobry staje się Jordan przy Paulu i Griffinie? Albo ta dwójka?
Vinny Del Negro po raz pierwszy w tym sezonie zmienił rotację, wystawiając z ławki tylko jednego big-mana, Reggiego Evansa. Nie było w niej Ryana Gomesa na 3/4 i zamiast tego Randy Foye i Chauncey Billups znów grali też minuty jako niscy skrzydłowi.
Del Negro miał też w tym blowoucie małego fuksa... Clippers tracą najmniej piłek w Konferencji Zachodniej i nie można tego robić przeciwko Thunder czy Miami Heat, którzy są w Top5 kontrataków w lidze. (btw - czy nie powinniśmy oceniać tego jako dużego plusu LAC w perspektywie potencjalnej serii play-off?). Kilka łatwych punktów i indywidualność Duranta pozwoliły Thunder zmniejszyć straty z 18 do sześciu punktów na trzy minuty przed końcem drugiej kwarty. Del Negro przetrzymał w tym czasie na ławce Griffina, nie chcąc ryzykować jego trzeciego faulu przed przerwą. Siedział na niej też Jordan i Clippers grali w czterech obwodowych z Reggie'm Evansem. Przez kilka pierwszych posiadań nie mogli minąć pierwszej linii obrony Oklahomy, bo Thunder oczywiście zupełnie gdzieś mieli Evansa w pick/rollach. Thunder zeszli natychmiast do pięciu punktów, ale Clippers zrobili run 12-0 w kolejnych 55 sekund (!), trafiając cztery trójki i trzy w dokładnie pół minuty.
To temu fragmentowi zawdzięczamy zdjęcie powyżej. Widzicie... cały ten excitement i Griffin i Jordan na ławce. Jeszcze jedna trójka i dach w Staples Center po prostu by się zawalił. Podejrzewam, że od playoffów w 2006 roku nie było w tej hali tak głośno na meczu Clippers jak w chiwli, gdy Chauncey Billups trafił trójkę w kontrataku na 64:48 przed przerwą.
Thunder zagrali jednak z wirusem w rotacji, o którym wspomniałem na samym początku - Harden wyszedł w piątce i do przerwy nie trafił ani razu z gry. Tego co wydarzyło się wczoraj nie można jednak nazwać inaczej niż "statement game", bo tak samo jak było to najważniejsze zwycięstwo Clippers w tym sezonie, tak Thunder nie przegrali w ten sposób od czasu piątego meczu playoffów 2010 z Los Angeles Lakers. Zostali upokorzeni przez Clippers i Kobe Bryant będzie musiał wyruszyć na serię jakiś meczów +50, bo - jak widzieliście już pewnie - drugie najlepsze show w NBA odbywa się w tym samym miejscu, ale w innych ubrankach. Clippers mogą wygrać Zachód. To nie hype, to rzeczywistość. To 2012 rok.
Maciej Kwiatkowski
Może pozostawię to bez komentarza
|
![]()
Przemek Kujawiński
Mecz wieczoru, a raczej poranka, może być tylko jeden. Finały konferencji?
Tylko kilka szybkich statów, bo siedzę w domu w czapce i szaliku, a palce drętwieją mi na klawiaturze. Barcelona zimą, to nie mleko i miód.
Russell Westbrook powinien być równie niewygodnym rywalem dla CP3 jak Derrick Rose. Paul wygrał jednak 6 z 9 dotychczasowych bezpośrednich starć z rozgrywającym Thunder - zaliczając średnio prawie 4 przechwyty w każdym z nich i trafiając 54% swoich rzutów.
Westbrook jest jednak w gazie i właśnie został uznany graczem tygodnia, a Kevin Durant zaczął wypytywać dziennikarzy, dlaczego uparli się, by szukać odpowiedzi na to, która z gwiazd Oklahomy jest lepsza.
Thunder nie mieli do tej pory odpowiedzi na Blake'a Griffina, który zalicza przeciw nim średnio 27 punktów na 60% skuteczności.
01:00 ORLANDO (12-8) @ PHILADELPHIA (14-6)
Dwigh złotousty po raz kolejny (zgadnijcie dla jakiej gazety):
"Jeśli mógłbym grać z Derrickiem w tej chwili i bóg by tego chciał, to tak by się stało. Tu nie chodzi o to, że nie chcę z nim grać. Kocham go. To mój brat".
Jeśli Howard nie chce jeszcze grać dla Zastalu Zielona Góra, to chyba tylko dlatego, że nasz ulubiony beat-writer Tauron Ligi Kosma Zatorski wciąż nie miał okazji go o to zapytać.
01:30 NEW ORLEANS (4-16) @ MIAMI (15-5)
Chris Kaman został już oficjalnie położony na ladzie. Teraz pozostaje zadać sobie pytanie, co Dell Demps będzie w stanie z niego przyrządzić. Myślicie, że David Stern znów zablokuje jakąś wymianę?
Jeśli Kaman zniknie z klubu już niebawem, to może to oznaczać więcej minut dla Gustavo Ayona. Kogo? Gustavo Ayona! 27-letni debiutant z Meksyku, który zalicza w tym sezonie PER 24 (i 27 z pozycji centra) i z którym na boisku Hornets są najwyraźniej dużo lepsi. Niczego nie chcę tu sugerować. Gustavo gra po 10 minut w meczu, ale nie ukrywam, że lubię tego typu historie.
02:00 MINNESOTA (9-11) @ HOUSTON 12-8
Naprawdę część z was nie lubi tego chłopaka? Eat this.
Po meczu z Lakers Ricky ucinał sobie pogawędkę z Pau Gasolem, w którą włączył się Kobe. Posłuchajcie sami (link wyżej), a jak nie rozumiecie to uczcie się języków, bo kiedyś przestanę tłumaczyć.
KB: Gadacie o Londynie? PG: O tak. RR: Będziesz tam? KD: Taa RR: Wiesz, że dostaniesz srebrny medal. Wiesz to. KB: O cholera! Przyjmuję zakład. Jeśli wygram, biorę kluczę do Barcelony. RR: Założę się o co chcesz. KB Stoi.
Nie wiem jak jest swagger po hiszpańsku, ale chłopak już to ma. 03:00 DALLAS (13-8) @ PHOENIX (7-12)
Fani Mavs pamiętajcie o tej prostej przestrodze: A skoro mówimy o Mavs. Od porażki z Timberwolves w pierwszy dzień nowego roku są 12-4. To jeszcze wcale nie początek dobrych wiadomości, bo jeśli już przegrywali to robili to z rywalami z konferencji. Spurs, Lakers, Clippers i ponownie Wolves. To na podstawie tych spotkań będziemy wyciągać wnioski przed rozpoczęciem playoffów, ale... I tu znajdziecie początek dobrych wiadomości.
Jedna z bardziej popularnych narracji tego sezonu głosi, że Nuggets są tak groźni, bo mają przynajmniej 8 ludzi gotowych w każdym meczu rzucić więcej niż 20 punktów. Tak sobie w ten weekend pomyślałem, że chyba nie tylko Nuggets. Nowitzki, Terry, Marion, Beaubois, Carter, Odom, West no i może nawet Kidd są w stanie w tym zespole mieć dzień konia. I oczywiście możecie mówić, że w przypadku części z nich, to wypadki przy pracy, ale to właśnie potencjał do takich wypadków czyni z Mavericks tak groźnych w tym sezonie. I uczyni ich jeszcze groźniejszymi w playoffach. Zwłaszcza, że nawet przy jakiejś zadyszce powinni mieć przewagę własnego parkietu w pierwszej rundzie, bo pod nieobecność Manu Ginobiliego powinni wygrać swoją dywizję.
To tak tylko, żeby wlać odrobinę optymizmu w zmrożone serca fanów Dirka. |

Maciej Kwiatkowski
25. kwietnia, w ostatnim dniu sezonu regularnego New York Knicks podejmować będą Los Angeles Clippers. Wiele rzeczy może się do tego czasu wydarzyć, ale wyobrażam sobie, że Knicks będą walczyć o play-offy i ostatni mecz będzie dla nich decydujący.
Enter: Chauncey Billups.
Do tego meczu jeszcze trzy miesiące. Być może Chauncey akurat dostanie wolne, ale bazując na historii dokonań Billupsa w pierwszych meczach po wymianie w hali byłego zespołu - Knicks mogą być na skraju pięknej katastrofy. Tym bardziej, że Billups był łagodnie mówiąc nienajszczęśliwszy z faktu, że użyto na niego amnestii, aby sprowadzić drugiego defensywnego centra ligi.
Co zaryzykowali Knicks pozbywając się Billupsa?
3 marca 2009 roku, po listopadowej wymianie z Denver Nuggets, Billups wrócił do Detroit i w pierwszym meczu w Palace of Auburn Hills rzucił 34 punkty, trafiając 4/8 za 3.
29 stycznia 2012 roku, czyli wczoraj Billups zagrał po raz pierwszy w Denver od czasu zeszłorocznej wymiany i rzucił ...32 punkty, trafiając 6/12 za 3. Trzy lata temu Billups przegrał w Detroit, więc tylko dlatego Knicks mają jeszcze szanse...
Pisałem o tym wczoraj - Chris Paul, Billups, Mo Williams i okazjonalnie Randy Foye są odpowiedzialni za skuteczność 46% z gry i 40% za trzy, gdy wykonują rzuty po zagraniu screen/roll. Mogą to robić i często mają miejsce, gdy pod kosz w tym samym momencie rolują DeAndre Jordan albo Blake Griffin. Nuggets nie byli pierwszą drużyną, która wolała switchować niż ryzykować szybką utratę punktów, ale w crunchtime nie były to zmiany krycia, gdy Danilo Gallinari próbówał zatrzymać tym razem 20 cm niższego CP3. Podoba mi się to w Gallinarim, że kolejny mecz wychodzi w końcówce na najlepszego obwodowego gracza rywali, niezależnie czy jest to Kobe Bryant czy jeden z najlepszych playmakerów w pick/rollu w historii tej gry. Bardziej podobałoby mi się, gdyby potrafił dać sobie radę.
W poniedziałek Clippers trafili 11/15 z gry w sytuacjach screen/roll (9/12 kozłujący), a dodając do tego trafienia Billupsa w izolacjach wyraźnie widać było, że z biegiem czasu 57 punktów Billupsa i Paula zaczyna przeważać pod nieobecność Ty'a Lawsona (kostka).
Clippers trafili jednak kilka farciarskich rzutów, jeżeli można tak powiedzieć o wiecie dobrze jakich trafieniach Billupsa. W całym meczu zebrali też 13 piłek w ataku i zaliczyli ultrakluczowe w Denver - 9 strat. Gallinari w najważniejszej akcji na 35 sek. przed końcem dał się minąć Paulowi i sfaulował go przy penetracji. W odpowiedzi Billups nabrał sędziów na faul, przejmując krycie Nene i trzymając go za przedramię tak aby upaść od razu, gdy Brazylijczyk wykona jakiś ruch. Sędziowie gwizdnęli problematyczny ofensywny, a Billups tylko się szeroko uśmiechnął. Kilka minut wcześniej arbitrzy dwa razy nie użyli też gwizdka pod koszem Clippers i też dwa razy to Nene był tym, który najgłośniej domagał się faulu. Raczej słusznie.
Paul miał 25 punktów z 19 rzutów, 7 asyst, 1 stratę i +19 w czasie, gdy był na parkiecie. Clippers walczyli przez cały mecz o zachowanie wolnego tempa gry i udało im się to dopiero w ostatnich 15 minutach spotkania. Potrzebowali jednak pięciu punktów Paula (1/1 fg, 3/4 ft) w ostatniej minucie meczu, występu sezonu Billupsa i gwizdka, który 5 na 10 razy mógłby zostać użyty w przeciwną stronę. Nuggets są po prostu jedynym teamem, który ma w swoim składzie 7-8 graczy, z których każdy potrafi danego dnia zdobyć 20 punktów, a George Karl nie boi się grać po równo szeroką rotacją.
Nic z tego co wydarzyło się po atakowanej stronie boiska nie przesłoniło mi jednak tego co zrobił Blake Griffin w tym meczu (+21). 17 punktów, 13 zbiórek i 3 asysty to w jego wypadku nic spektakularnego, ale spektakularne były jego cztery bloki, w tym jeden z pomocy. Najlepszy blok nie został w dodatku zaliczony. Pisałem trzy tygodnie temu, że przed staniem się solidnym blokującym powstrzymuje go nie tylko nieduży zasięg ramion, ale technika przy blokowaniu z pomocy, kłopoty z timingiem i nabiegiem. W drugiej kwarcie Griffin wyskoczył zza pleców Corey'a Brewera i zdjął go na wysokości, na której blokuje ludzi Dwight Howard. Piłka odbiła się o deskę, a Griffin był jeszcze wyżej niż przy 99% swoich wsadów. Naskok był idealny, w tempo. Jedyny problem? Przytrzymał się lewą ręką siatki nie wiedzieć zupełnie czemu. Innego dnia, w czwartek w meczu z Memphis widziałem blok Griffina z pomocy - udany, najzwyczajniejszy w świecie. Ma sześć w dwóch ostatnich meczach, 0.8 w sezonie. Statystycznie to już postęp (0.6 w rookie-season), ale to nadal jeszcze nie to, jeśli chodzi o technikę. Ma się jednak od kogo uczyc - DeAndre Jordan miał 5 bloków, a Clippers 12 w całym meczu. Nie patrzcie, ale Clippers mają już na rozkładzie Miami, Lakers, Dallas, Portland i wygraną w Denver. Dzisiaj będą szukać energii w meczu tygodnia przeciwko Oklahomie.
Chciałem tylko zwrócić uwagę, że bardziej lub mniej, ale ten team spełnia oczekiwania. Nie jak Miami Heat rok temu po pięciu tygodniach sezonu.

Maciej Kwiatkowski
Po gorącym starcie sezonu Ricky Rubio trafia tylko 32% rzutów z gry i 20% za trzy w pięciu ostatnich meczach. Minionej nocy Lakers zatrzymali screen/roll game Minnesoty i praktycznie sprawili, że Rubio przeszedł przez cały mecz może z tylko jednym zagraniem, gdy wyglądał jak Steve Nash w swoim prime.
Big 3 Lakers zdobywa 63.1 punktów na mecz. To 68% produkcji ofensywnej Lakers. Taki sam odsetek zalicza Big 3 Heat (70.8 pkt). Trio Oklahomy rzuca 64.0 pkt na mecz (64%).
Wczoraj Kobe Bryant (14/29), Pau Gasol (11/15) i Andrew Bynum (8/14) po raz pierwszy od kilku meczów zagrali bardzo dobrze w tym samym spotkaniu. Rzucili 84 ze 106 punktów. Lakers wygrali jednak bo przede wszystkim chciał tego Mike Brown, który nie zdjął z parkietu Bryanta i Gasola przez całą drugą połowę.
Bryant gra w tym sezonie po 38.4 minut na mecz (2m. w NBA), o 4.5 więcej niż w poprzednim. Gasol zalicza 37.6 (7m.) - zdecydowanie za dużo, ale Lakers nie mają za bardzo alternatyw. Josh McRoberts od czasu powrotu po kontuzji nie może zebrać piłki, a Troy Murphy stracił resztki swojego atletyzmu. Bryant natomiast wciąż nie ma swojego desygnowanego zmiennika. O tę pozycję heroiczne boje toczy sam ze sobą Jason Kapono, który na nieszczęście swojej efektywności częściej wybiera rzuty z 5-6 metrów niż te za trzy.
Czasem jest jednak tak, że wygrywasz mecz bo trafiasz więcej razy do kosza. Bez żadnego doszukiwania się ukrytych przyczyn. Timberwolves oddali aż 25 rzutów więcej, dzięki 24 zbiórkom w ataku, ale nikt na ich obwodzie nie mógł trafić spoza pola trzech sekund:
Rubio 2/12 spoza trumny
Luke Ridnour, Wes Johnson, Wayne Ellington - razem 3/16
Timberwolves trafili 19 z 72 jump-shotów, Lakers 33/63, z czego Kobe 5/9 za trzy i 8/16 z półdystansu.
Gasol po słabym meczu w sobotę w Milwaukee (6/18 z gry) rozpoczął w Minnesocie jak ta wersja Pau, która jest poszukiwana od początku sezonu. Trafiał w pomalowanym, ale i z półdystansu, czasem z odchylenia, na kontakcie, kończąc mecz na skut. 9/12 z samych rzutów.
Brown nie kombinował wiele i ustawiał Big 3 Lakers po tej samej stronie parkietu. Bynum wykorzystywał brak obrońcy (ehmm Darko nie grał) i pół głowy przewagi nad Nikolą Pekovicem, a Bryant i Gasol zapewniali spacing.
Najlepsza sekwencja Lakers miała miejsce, gdy w crunchtime dwukrotnie wytknęli Rickowi Adelmanowi jak ryzykownym rozwiązaniem jest ustawianie strefy, gdy twoim podkoszowym obrońcą jest lżejszy niż wiatr Anthony Randolph. Dwa razy Lakers zagrali przez high-post do Gasola i dwa razy Bynum bez większego oporu ściął pod obręcz (a raczej przesunął się pod kosz, jakby ktoś wstawiał szafę do pokoju), bez problemu kończąc akcje. To strefa i aż 32 punkty z ponowień (kilka spektakularnych tip-inów Kevina Love'a, dla prawdziwych geeków sztuki zbierania) pomogły Timberwolves odrobić 18 punktów straty z trzeciej kwarty (57:73).
Timberwolves rzucili 101 punktów, ale zawdzięczają je fatalnej nocy na deskach Gasola, Bynuma & Co., których ratował Bryant z 14 zbiórkami. Kluczem okazało się zatrzymanie pierwszej opcji ofensywnej Minnesoty czyli gry pick/roll Rubio. Znowu z ZERO w rubryce "fast break points", bez większej pomocy Little 9, ale z defensywą, która sprawiła, że Timberwolves nie wyglądali jak Timberwolves. Tak to zresztą bywa, gdy większość rzutów jest z ręką na twarzy.
Michael Beasley rzucił 18 punktów (7/15), miał 12 zbiórek, 3 asysty, 2 przechwyty, +8 i 1 stratę ... Niemal bezszelestnie. To było najcichsze 18/12 od dawna. Kolejnym krokiem dla niego będzie to co robił wczoraj i w pierwszym meczu po powrocie - znajdowanie ludzi pod koszem, gdy atakuje z lewego skrzydła do środka pola trzech sekund. Ma wystarczająco dobre minięcie do pomalowanego, żeby mógł nauczyć się to robić regularnie i jeśli tak się stanie, to mówimy o zupełnie innym graczu. Mam nadzieję, że Beasley ma jakiegoś dosadnego agenta, który wytłumaczył mu, że +2 asysty na mecz kosztem czterech rzutów z gry to wymiana, która w jego przypadku będzie korzystna i wymierna finansowo.
Maciej Kwiatkowski
Co jakis czas Rudy Fernandez robi coś takiego, a potem znika na miesiąc:
Maciej Kwiatkowski
Avery Bradley mógł jeszcze próbować zabrać mu piłkę, ale nie wyglądało na to, że cokolwiek jest w stanie zatrzymać Kyrie'go Irvinga w akcji, która dała Cavaliers zwycięstwo 88:87 w Bostonie. Celtics "znowu to zrobili", skończyli mecz runem 0-12, grając wciąż jeszcze bez Rajona Rondo.

Maciej Kwiatkowski
Wolałbym pamiętać ten mecz za pierwsze 47 minut, bo zdecydowanie udźwignął swój gatunkowy ciężar. W końcówce mylili się bowiem wszyscy: Derrick Rose, LeBron James, sędziowie.
Zostawmy końcówkę dla ocalenia dwóch dyspozycji dnia dwóch ostatnich MVP, którzy prowadzili swoje teamy w czwartej kwarcie. James rzucił 9 punktów i miał kilka znakomitych zagrań w obronie, dopóki nie zagrał ostatniej minuty, która prawie zamieniła się w koszmar. Uratował go niespodziewanie Rose, który miał szansę wyprowadzić Bulls na prowadzenie, ale na 22.7 sek. przed końcem spudłował dwa rzuty wolne.
Nie chcę oceniać tego w czarno-białym kolorze ale jeszcze raz jednak okazało się, że sam Rose dla Bulls meczu nie wygra. MVP miał 34 punkty pomimo tego, że nie siedziało mu nic poza promieniem 3 metrów od kosza (3/13... 8/15 w środku). Rose wkręcał się pod obręcz na najwyższej szybkości obok Mario Chalmersa czy Norrisa Cole'a i dostawał się na linię (12/14). Miał też sześć asyst, w tym np przed przerwą odegranie do Taja Gibsona na dunk, gdy skupił na sobie trzech obrońców.
Na początku to jeszcze wyglądało okej, ale przez trzy ostatnie kwarty Heat zupełnie połknęli Richarda Hamiltona, który nie istniał wychodząc zza zasłon. Kyle Korver trafił dwie trójki, ale on też był trzymany w ryzach w akcjach off-screen. Heat kryli Hamiltona blisko 1-na-1 ale czasem zaskakiwali go i desygnowali podwojenie, gdy wychodził zza zasłony po piłkę na obwód, następnie odcinali możliwość podania do wysokiego ustawionego wzdłuż linii końcówej. Ci z kolei - raz - nie byli tego dnia przesadnie aktywni, dwa - byli na radarze help-defense Miami. Hamiltona kryli Dwyane Wade i mierzący 203 cm Shane Battier - Bulls nie mogli go uruchomić przez ostatnie 36 minut. W całym spotkaniu ograniczyli Chicago do zaledwie 4 punktów, wymuszając też trzy straty w sytuacjach off-screen (Hamilton/Korver). Hamilton spudłował 12 z 16 rzutów. Dodatkowo Bulls dostali też bardzo pasywny występ od Boozera, który oddał tylko 10 rzutów w 28 minut i trafił ich mniej (5) niż zaliczył fauli (6).
Bulls natomiast zatrzymali Heat na tylko sześciu punktach w kontratakach po ośmiu w pierwszej kwarcie. Małe zwycięstwo Chicago, w którym brak Luola Denga był widoczny po obu stronach parkietu. Obydwa teamy miały jednak sporo mądrych zagrań, dużo dobrego ruchu bez piłki, co w porównaniu z poprzednim sezonem powinno dać nam jeszcze lepsze mecze w tym roku. Zostały jeszcze trzy w sezonie regularnym i kto wie ile w playoffach.
James rzucił 35 punktów z 23 rzutów z gry, mając gorący dzień na półdystansie (5/8) i jeden świetny post-up w crunchtime, gdy wjechał z Ronnie'm Brewerem pod samą obręcz tak jak zawsze powinien robić. Chris Bosh dodał 24 sumiennie zapracowane punkty i 12 desek, grając teraz dalej od kosza gdy wrócił Wade, ale trafiając z półdystansu. Wade z kolei, po 19 punktach na mecz z Chicago w playoffach, raz jeszcze pokazał dlaczego Tom Thibodeau jest prawdopodobnie mistrzem zatrzymywania jego gry. Wade przeciwko Bulls, ze względu na dobrą pomoc nie znajduje po prostu swoich ścieżek do kosza w ataku pozycyjnym.
Thibodeau już w pierwszej kwarcie pokazał strefę i nie mam statu, ale ta definitywnie spowalnia Heat w tym sezonie, niwelując część gry na słabszej stronie, która ewoluowała od poprzedniego sezonu i robi z Miami jump-shooting team. To Heat jednak nadal mają w składzie trzech All-Star, albo przynajmniej dwóch pewniaków w każdym meczu. Bulls mają jednego i potencjalnego drugiego mieli wczoraj na ławce. Byli jednak blisko zwycięstwa, pokazując że prawdopodobnie żaden team NBA nie wymusza na Heat takiej koncentracji przez pełne 48 47 minut.
Boozer? Nawet jego dzieci wolą Miami.

Maciej Kwiatkowski
LeBron James dał wczoraj kolejne 47-minutowe show w tym sezonie i miał wyjątkowe szczęście, że Derrick Rose potknął się o crunchtime jeszcze mocniej. Zaczął jednak od sześciu punktów w kontratakach, wykorzystując brak Luola Denga po stronie Bulls. W siódmej minucie Richard Hamilton przysnął na słabej stronie i James powiedział po meczu, że nawet nie widział ("I never saw him") Johna Lucasa III gdy przeleciał nad nim.
Teraz fraza "John Lucas" wspina się z dużą prędkością do góry na liście największej ilości wyświetleń w Youtube, a Lucas trzeci jeszcze się nasłucha od Lucasa drugiego i Lucasa pierwszego.
Licznik odwiedzin: 15 107 288




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: