Noszenie bagaży starszych kolegów, przynoszenie im świeżutkich pączków na treningi i generalnie słuchanie tego, co mają oni do powiedzenia jest na porządku dziennym dla debiutanta w NBA. Jeśli nie, to na drugi dzień taki rookie, idąc w stronę swojego nowego samochodu napotyka raczej maszynę z popcornem. Mimo wielu upokorzeń, ten pierwszy rok w świecie najlepszej koszykarskiej ligi świata ma oczywiście jeden zasadniczy plus, który wszystko rekompensuje. Pierwszy milionowy kontrakt, nie licząc już tego, że najzdolniejsi nowicjusze są także oblegani przez licznych sponsorów. Kyrie Irving spełnił właśnie zoobowiązanie jednego z nich i sprawdźcie, jak sobie poradził. Niestety nie jest to herbata... a szkoda. Jak ktoś mógł przeoczyć taki marketingowy potencjał?! (just kiddin')
Marek Dziuba
Nie, nie ten Kevin... na pewno.
Wczoraj poznaliśmy rezerwowych do Meczu Gwiazd w Orlando i w przeciwieństwie do w miarę (Carmelo...) zgodnych pierwszych piątek wyłonionych w głosowaniu przez kibiców, tutaj już tradycyjnie nie mogło się obejść bez wielkich pominiętych (Rondo, Smith, Gay), świeżo upieczonych All-Stars (aż pięciu) i wybranych, powiedzmy dyskusyjnie (Nowitzki, Williams, Johnson). Oczywiście byli też "pewniacy".
W tym roku Kevin Love w porównaniu do mięsa w hamburgerach z McDonalda był nim bezprzecznie. Chłód z Minnesoty najwyraźniej powędrował do Waszyngtonu, Charlotte i Detroit, bo ta z bilansem 12-12 jest gorąca jak Wyspy Kanaryjskie. Wystarczy sobie przypomnieć, że jeszcze sezon (normalny) temu na nominację Love czekał do samego końca i otrzymał ją dopiero w ramach zastępstwa kontuzjowanego Yao Minga. W zbieżnym okresie Wolves dla kontrastu zaliczali bilans... 11-37, więc nawet wielkie indywidualne cyferki ich osobliwego podkoszowego nie zapewniały mu większego uznania w gronie trenerów.
Bardzo spodobała mi się myśl, jaką na ten temat w studiu TNT przytoczył Charles Barkley. W lidze są gwiazdy i udawane gwiazdy. Ci drudzy najczęściej w słabszych drużynach potrafią celowo podrasować sobie statystyki, wykorzystując grę o nic. Taki zarzut pojawił się rok temu w stosunku do Kevina. Chuck wyjaśnił szybko dlaczego niesłusznie - mniej więcej tak: każda gwiazda może dostarczać po 25 punktów, bo jest to najłatwiejsza płaszczyzna do "pokazania się", ale gdy dodaje do tego regularnie 14 zbiórek masz pewność solidnego wyboru.
- Zbiórki to nie zabawa. Dennis Rodman zbierał ich tyle samo, praktycznie nie punktując, a był wybierany do All-Star, więc dlaczego Love, który dorzuca 25 punktów nie miałby dostąpić podobnego zaszczytu?
Nic dodać, nic ująć, ale uwaga! Na samej nominacji do Meczu Gwiazd się nie skończyło. Kevin wyjawił dziennikarzom, że powalczy w Orlando także w sobotę... w konkursie trójek. Niespodzianka? Nie sądzę. Cytując Maćka, nigdy nie widzieliśmy w NBA takiej kombinacji gry na deskach i rzutu za trzy.
- Czegokolwiek bym się nie dotknął, myślę, że zawsze mam duże szanse na zwycięstwo. Zawsze ostro rywalizuję, więc wyjdę tam na obwód i postaram się wygrać.
Love nie jest rasowym strzelcem, ale trafia w trwających rozgrywkach przyzwoite i rzadko spotykane jak na gracza z jego usposobieniem 37.6% rzutów zza łuku przy już 111 próbach, a w poprzednim przy 211-stu umieścił w koszu 41% z nich. Nie zapowiadało się wprawdzie na coś takiego w jego wykonaniu po dwóch pierwszych latach w NBA, ale to tylko świadczy o tym, jak ciężko nad sobą pracuje. Ma swoją receptę na sukces i w gruncie rzeczy nie zdziwię się, że jeśli zechce zacząć latać jak Blake Griffin, to to zrobi... (wiem, przesadzam , ale to dla niego jedyna drogą, aby mógł walczyć z Griffinem o pozycję startera na Zachodzie w kolejnych latach. Ludzie wolą efektowne akcje, nie maestrię przy zbieraniu piłek i rzuty zza łuku)
Nie znamy póki co innych nazwisk, które wezmą udział w tej konkurencji. Warto spojrzeć w każdym razie, że aż 52 zawodników rzuca na dziś na lepszej skuteczności za trzy od Love'a, w tym aż 37. z nich na 40% i wyższej. Należy jednak zwrócić uwagę, że a) są to typowi strzelcy, b) oddali mniej rzutów, c) do konkursu potrzeba też osobowości, także sorry Steve Novak (50%).
Tytułu bronić będzie James Jones, w stawce nie powinno zabraknąć jakiegoś strzelca z Orlando (gospodarze). Na dniach wypływać będą kolejne przecieki, więc czuwajcie.
Update, 00:25: Słyszeliście co zaproponował Kevin? Aby NBA poszła śladem MLB i gwarantowała przewagę parkietu w Finałach NBA drużynie z Konferencji, która wygrała All-Star Game. Miałoby to zwiększyć intensywność spotkania, które od lat bardziej służy jako show. Co wy na to? Wszyscy wokół krzyczą buuuuu, ale to mogłoby rzeczywiście sprawić, że zawodnicy podeszliby do tego meczu poważniej. Chyba, że zakładamy, że dalej chcemy oglądać to w wersji show i nic więcej.
Sebastian Hetman
(12)GEORGETOWN HOYAS @ (2)SYRACUSE ORANGE 61:64 OT (31:27)
Kandydaci do Draftu 2012 wg ESPN Top 100:
SG Dion Waiters (25): 9 punktów, 5 zbiórek, 3 asysty, 3/12 z gry
C Fab Melo (42): 11 punktów, 7 zbiórek, 6 bloków, 5/8 z gry
C Henry Sims (71): 6 punktów, 8 zbiórek, 1/12 z gry
SF Kris Joseph (85): 29 punktów, 5 zbiórek, 3 przechwyty, 6/11 za trzy
SF Otto Porter (89): 14 punktów, 13 zbiórek, 3 asysty, 5/9 z gry
PF Rakeem Christmas (94): zagrał tylko 3 minuty
Od pamiętnego meczu Duke z North Carolina nie mogę zapomnieć o córce Doca Riversa, którą od dzisiejszego popołudnia śledzę na twisterze i jestem jej jedynym polskim fanem.
W piątek po pracy postanowiłem nadrobić środowe starcie Georgetown z Syracuse, bo jakby nie patrzeć, jest to kolejna rywalizacja, która ma jakąś tam większą historię. Wszystko ładnie, pięknie, ale zamiast ładować w siebie Citrona w piątkowy wieczór, piszę dla Was kolejny recap, który pewnie i tak będziecie mieli gdzieś. Co zrobić, taka moja pasja. To blog, zatem 75% czytających nie ma bladego pojęcia, o czym tak naprawdę pisze ten zakichany fan NCAA.
A no piszę o dość ciężkim do oglądania meczu, w którym było aż 15 remisów i 18 zmian prowadzenia. Nie było tak pięknie jak na kampusie w Chapel Hill, kiedy ulizany syn Doca trafił game-winnera, a piersi jego siostry prawie wyleciały z radości na parkiet. Spokojnie, jestem ustatkowany…
Tak czy owak, pierwsza połowa nie była łaskawa dla Syracuse, którzy grali na fatalnym procencie. Może dlatego, że Hoyas wyszli naprawdę twardą strefą i odgryzali się tym samym? Zauważyłem, że drużynom bardzo dobrze broniącym w tzw. „zonie” ciężko jest grać przeciwko niej. Jest to swego rodzaju paradoks, ale tak bywa. Gracze G-Town po kilku udanych akcjach zaliczyli dwa małe runy (7-0 i 9-2), a przede wszystkim opanowali doszczętnie deskę (48-30). W samej pierwszej połowie mieli aż 11 zbiórek w ataku i zatrzymali Orange na 29% z gry. W tych fragmentach tylko Kris Joseph (29 pkt., 3 prz., 6/11 za trzy) dawał jakiekolwiek oznaki życia i dostawał świetne podania od Brandona Triche’a lub Scoopa Jardine’a (8 ast.), z którym wykombinował ostatnią akcję dającą zwycięstwo w dogrywce. Jardine po swoich penetracjach rozciągał strefę jak mało kto, po czym oddawał piłkę z powrotem na obwód. Joseph był tego wieczoru gorący, szczególnie w doliczonym czasie, kiedy zdobył 5 z 9 punktów ‘Cuse i na początku pierwszej części spotkania (10 z 17 pierwszych oczek).
Hoyas bronili się jak mogli. Byli upierdliwi do bólu, a freshman Otto Porter (14 pkt., 13 zb.) grał jedno z najlepszych spotkań w swoim pierwszym roku w barwach Georgetown. Porter siłował się nieco bliżej kosza, szczególnie kiedy Hollis Thompson (10 pkt., 10 zb.) siedział na ławce z czterema faulami, a w dogrywce po ostatnim czasie trener Hoyas zapomniał zgłosić jego zmianę i kto wie? Może wtedy lider gości trafiłby rzut dający zwycięstwo? Jeszcze w drugiej połowie pod nieobecność Thompsona wynik trzymał Jason Clark (12 pkt., 5-8 z gry), który trafił dwie trójki z odległości jakiś dwóch kilometrów. A tak na poważnie, były to rzuty spod szyldu NBA range i dobrze wiedzieć, że w Big East są jeszcze ludzie drugiego planu, którzy nie boją się rzucać.
Mimo rewelacyjnej gry na deskach, Hoyas nie mieli odpowiedzi na Faba Melo (11 pkt., 7 zb., 6 blk.), który znowu był x-factorem całego zamieszania w pomarańczowej piaskownicy. Melo pierwsze 8 punktów zdobył po wsadach, w tym miał jeden naprawdę spory dunk w akcji „2+1”, a ja do takiej gry będę namawiał Maćka Kwiatkowskiego na MPD w Szczyrku. C’mon Kwiatson! Sześć bloków Brazylijczyka, bodajże dwa (lub trzy) wymuszone faule ofensywne + pomoc przy w zasadzie każdym zagraniu rywala. Rzadko kiedy jakakolwiek drużyna otrzymuje tyle wsparcia od 7-footera, który pod względem mobilności jest tuż za Tylerem Zellerem z Tar Heels. Jestem nim podekscytowany, tym jak pracował w lato, jak zrzucił kilkanaście kilogramów. Melo imponuje nie tylko mi, a jeszcze na początku sezonu nie było go w pierwszej setce kandydatów do Draftu. Dzisiaj łapie się spokojnie na drugą rundę, zaś ja będę męczył Rafała Niewiadomskiego, żeby chłopina znalazł mi gdzieś na necie jego koszulkę.
Orange wygrali ten mecz dzięki solidnym dwóm minutom dogrywki, w których grali rewelację w defensywie i wymusili kluczową stratę na ok. 5 sekund przed końcem, po tym jak Joseph trafił decydującą trójkę i pod nosem śpiewał pewnie hymn Kanady, albo myślami był z Waynem Gretzkim gdzieś na zamarzniętym jeziorze w Vancouver. Chociaż cholera wie, czy są tam jakieś jeziora…
Pospolity fan koszykówki nie zadowoliłby się takim meczem, ale ja uwielbiam Konferencję Big Eeast i solidną obronę, zaś z ciekawostek historycznych powiem tyle, że Hoyas nie wygrali dwa razy z rzędu w Carrier Dome od 1988 roku. Z kolei Syracuse byli górą w pięciu z ostatnich siedmiu spotkań.
Siedzący na trybunach Derrick Coleman (Cookie Monster!) mógł się wspólnie cieszyć z Jimem Boeheimem, który zanotował 880 zwycięstwo w karierze i tym samym wyprzedził legendarnego Deana Smitha. Obecnie jest trzeci na liście All-Time i do drugiego Boba Knighta brakuje mu 22 wygranych.
Jest piątek, dajcie spokój. Wiecie co robić!
Pozdrawiam serdecznie,
Ambasador C…
Maciej Kwiatkowski
Nie napisałem rano za dużo o grze Boston Celtics, którzy byli o dłoń Pau Gasola od zwycięstwa nad Los Angeles Lakers, ale szczerze mówiąc przez dwie i pół pierwszej kwarty myślałem, że wygrają ten mecz , bo wyglądali jak lepszy team, mając wsparcie z ławki od Brandona Bassa, Mickaela Pietrusa czy nawet od Chrisa Wilcoxa.
Szczerze nie daję szans Celtics w playoffach. Nie tylko z racji na legendarny już brak shot-blockera , ale dlatego, że Paul Pierce nie potrafi już brylować przeciwko co najmniej dobrym obrońcom na swojej pozycji. Wczorajszy mecz z World Metta Peace'm pokazał to co w ostatnich latach z Pierce'm robili Luol Deng, LeBron James i Andre Iguodala - być może trzej najlepsi obecnie obrońcy NBA na pozycji nr 3. Tak się składa, że są też to i gracze trzech najlepszych teamów Konferencji Wschodniej.
W każdym razie, Celtics wciąż jeszcze dobrze się ogląda, jeśli przymknie się oko na wiek liderów i wygórowane aspiracje. Wczoraj rozpoczęli mecz, odwołując się do futbolu amerykańskiego i szczerze nie sprawdziłem czy tak faktycznie było, ale może w National TV chcieli oddać hołd New England Patriots, którzy ostatniej niedzieli przegrali Super Bowl. (EDIT: Ok, tak było właśnie).

Maciej Kwiatkowski
Wczoraj rano wspominając kolejny wielki wieczór Jeremy'ego Lina napisałem w ostatnim zdaniu: "Bogowie koszykówki: dziękuję". Poniosło mnie, bo Washington Wizards, z którymi Knicks wygrali w środę 107:93 nadal pozostają imitacją teamu ABA, ale z drugiej strony miałem przede wszystkim na myśli to, że New York Knicks zaczęli wygrywać mecze dzięki rozwiązaniu swojej głównej bolączki w tym sezonie jaką był brak rozgrywającego, który wie cokolwiek o akcjach pick&roll.
Lin pokazuje póki co, że wie więcej niż cokolwiek o pick/rollu, w trzech ostatnich meczach zaliczając średnio 25.3 punktów i 8.3 asysty. Lin-sanity, Lin-go, Lin-apalooza - jest tego jeszcze więcej, ale innym powodem mojego wyniosłego stwierdzenia jest to, że Knicks zaczęli wygrywać mecze, radząc sobie bez 40 mln dolarów na parkiecie, które płacą Carmelo Anthony'emu i Amare Stoudemire'owi, a których gra pasuje do siebie jak Rajon Rondo i World Metta Peace rzucający do kosza zza ośmiu metrów kałuż. Jeśliby zapomnieć o Tysonie Chandlerze, to Knicks grają obecnie składem, który jest wart tylko trochę więcej niż pełny mid-level: Lin ma w kontrakcie 0.7 mln dolarów, Landry Fields 0.8, Steve Novak 0.9, Bill Walker 0.9, Jared Jeffries 1.3, Toney Douglas 1.1, a Iman Shumpert 1.6. Wystarczył jednak jeden mądry i efektywny, losowo wybrany amerykański Azjata , który w parze z Chandlerem może tworzyć duet pick/roll, aby Knicks zaczęli dzielić się piłką, wyglądać mądrze (minus fryzura Walkera) i po prostu wygrywać.
Melo i Amare nie zagrają wieczorem w meczu, który wyraźnie jawi się jako dzisiejsze spotkanie wieczoru, może nawet wekendu. Cóż za szkoda... Wyraźnie, bo normalnie byłoby nim z racji na przyjazd Kobe'go Bryanta do Madison Square Garden, ale przed meczem z Knicks nawet Kobe musi zrobić miejsce z przodu 23-letniemu synowi imigranta z Tajwanu.
Kobe jednak nic jeszcze nie wie, bo i po co ma wiedzieć. To Kobe - jego się informuje. Tzn teraz pewnie już wie, jeśli nie miał co robić w samolocie z Bostonu do NY, ale jeszcze wczoraj niewiele wiedział o tym wszystkim co dzieje się obecnie wokół Knicks. Gethin Coolbaugh z bostońskiego SB Nation rozmawiał wczoraj z Bryantem po zwycięstwie 88:87 w Bostonie.
"What? I have no idea, I mean I know who he is, but I don't really know what's going on too much with that"
"I don't even know what he's done, like I have no idea what you guys are talking about. I'll take a look at it tonight, though."
Przed Lakers piąty mecz trasy wyjazdowej. W poniedziałek grali w Filadelfii, wczoraj w Bostonie. Nic dziwnego, że Bryant ma ważniejsze rzeczy na głowie. Na głowie albo prędzej na każdej części swojego ciała której działanie musi utrzymać dla sukcesu tej ciężkiej trasy.
Oczywiście na neutralnym parkiecie, z dwoma dniami przerwy wcześniej, Knicks nie mieliby w takim składzie najpewniej większych szans, ale będzie to back-2-back Lakers na wyjeździe po dogrywce w Bostonie, w której obydwa teamy w drugiej połowie wyglądały nieco staro. I choćby z tego powodu szansa na to, że cała ta Linmania się przedłuży jest zupełnie realna. Zaczepcie się więc dziś przy jakimś odbiorniku, czy to przed telewizorem (Canal Plus Sport, 2) czy monitorem i sami zobaczcie czy Jeremy Lin is for real.
Bartek Tomczak
Najnowsza Przerwa na Żądanie ze skrótem wydarzeń z minionej nocy, na czele ze szlagierem Celtics vs. Lakers.
Program dostępny w lepszej jakości, po przestawieniu na 720p.
Maciej Kwiatkowski
Dwa dni temu byłem co najmniej zaskoczony tym, że świat potrzebuje plotki o tym, że Boston Celtics są zainteresowani pozyskaniem Pau Gasola w zamian za Rajona Rondo. Być może nawet źródła Erica Pincusa z Hoops World, który o tym napisał, udawały zaskoczenie i teraz mają ubaw po pachy. A. Sherrod Blakely, który jest beat-writerem Celtics, napisał w czwartek na swoim Twitterze, że żadne takie rozmowy nie miały miejsca, samemu zresztą krytykując pomysł pozyskiwania Gasola za Rondo, który jest sześć lat młodszy i zarabia dwukrotnie mniej
Ale mieliśmy to zostawić, wyrzucić i zamknąć... Tymczasem Rich Levine, dziennikarz tego samego CSNNE, w którym pracuje Blakely miał sposobność w środę wieczorem wpaść na Gasola w bostońskim Starbucksie. Pau przyjechał tam wczesnym wieczorem ze swoim osobistym trenerem, a kiedy po złożeniu zamówienia ten udał się za potrzebą, Levine podszedł do Gasola i miał miejsce następujący dialog. Łatwy w zrozumieniu, przy czym - wiem, rozumiecie wszystko , ale to moja blogowa robota - "apartment hunting", znaczy tyle co szukać mieszkania
Rich: "You here apartment hunting?"
Gasol: "Excuse me?"
Rich:: "Are you here apartment hunting?"
Gasol: "Uhhh…"
Rich: "Oh sorry, man. I'm just joking about that crazy Rondo rumor."
Gasol: "Umm, which one is that?"
Rich: "Oh, you didn't hear? They have you being traded for Rondo now… Never stops, right?"
He finally lightened up and let out a smile
Gasol: "Haha. Oh yeah. There are a lot rumors. But no, I'm not apartment hunting."
Gasol już w zasadzie dwiema nogami był w Houston Rockets, więc zdobył już te nieprzyjemne doświadczenie. Przyjął to jednak dużo lepiej od Lamara Odoma i z powyższego dialogu wydaje się, że całkiem dobrze sobie radzi z tym wszysktim i spływa to po nim tak jak moglibyśmy nie przypuszczać. Ciągłe granie od 2007 roku w finałach czegokolwiek i estrada na której gra w Staples Center mogły go jednak nauczyć odporności na rzeczy, których kontrolować nie może. Zresztą dobrze sobie też ostatniej nocy radził z Celtics w rzeczach, które kontrolować potrafi.
I tak prawdopodobnie w kubku zielonej herbaty z sokiem umarł ten idiotyczny rumor o tym, że Celtics mogliby oddać Lakers swojego najlepszego gracza. Dopóki jednak Danny Ainge ma w zespole handluje Rondo...
Maciej Kwiatkowski
"I've been in situations before in my career where you freeze ... catch yourself looking at the ball and end up losing the game,"
- powiedział Pau Gasol (25 pkt, 14 zb, 3 as.) po tym jak zablokował dobitkę Ray'a Allena w ostatniej sekundzie dogrywki. Allen dobijał niecelny rzut Paula Pierce'a. Lakers wygrali 88:87.
Byłem pewien, że trenerzy jednak wybiorą go do Meczu Gwiazd. Wciąż jest jednym z 15 najlepszych graczy ligi, ale w tym roku trafi tam Marc. Cały czas jednak to Pau jest tym lepszym graczem z tej dwójki. Niech wybór do Meczu Gwiazd was nie zmyli. Został prawdopodobnie pominięty przez wynik Lakers, który do wczoraj wyglądał jeszcze 14-11. Grizzlies sami nie mają wcale lepszego bilansu (13-13), a Marc zalicza PER 19.38, który np wg definicji Johna Hollingera nie kwalifikuje go jeszcze do poziomu All-Star.
Pau ma 20.6 - niesamowite, bo od sezonu 2002/2003 zalicza zawsze powyżej 20. Obecny PER Marca jest za to najwyższym w jego karierze.
Ale okej, Marc jest lepszym obrońcą i technicznie centrem. Skoro już znalazł się taki (zdrowy) w Konferencji Zachodniej to szkoda go nie wynagrodzić. Tym bardziej, że sam uwielbiam jego grę w czasach, gdy środkowi padają jak Muchy. Marc, jak i Pau, to nie tylko najlepsi bracia w historii tej gry, ale jedni z najmądrzejszych graczy tej ligi. Dwóch 7-footerów, którzy w trakcie swoich karier rozdają razem 5.6 asyst na mecz i w tym sezonie obaj zaliczają średnio double-double.
W tym sezonie Pau gra częściej przodem do kosza, ustawiony rzadziej w post-up, częściej na linii rzutów wolnych. Ta sama rzecz stała się zresztą w reprezentacji Hiszpanii. Pau wyraźnie woli grać w ten sposób, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wciąż mógłby robić więcej. Houston Rockets myśleli to samo, gdy chcieli sprowadzić go do siebie i uczynić opcją nr 1. Jest tyle miejsc na parkiecie w których Pau mógłby być wykorzystywany i wszystko wskazuje na to, że pozostanie ideałem wysokiego gracza w Triangle-Offense, gdy za kilkanaście lat będziemy o niej mówić. Jego skill-set przy tym wzroście jest nieprawdopodobny. Bynum zabiera mnóstwo miejsca w polu trzech sekund, ale jeśli Gasol gra zdecydowanie - i to wciąż jest największy zarzut do jego gry w ataku - to potrafi wyglądać jak Chris Webber - jak to zrobił w pierwszej połowie, kończąc lay-up z dwoma obrońcami na sobie niczym jakiś hiszpański Dr J. Czy wtedy gdy robi kozioł do środka i rzuca piłkę nad obręcz do Bynuma
W pierwszej kwarcie miał jeszcze trzy asysty, w tym jedną z najlepszych w tym sezonie:
A potem taką:
To wciąż jeszcze za wcześnie, aby Lakers wiedzieli już tyle o swoim teamie, aby chcieli podjąć decyzję co dalej. Ewidentnie, musi być coś dalej, jeśli chcą grać o tytuł w tym sezonie. All-Starowa forma Andrew Bynuma zrobiła wyraźny podział na Big 3 i resztę graczy, role-players, którzy miewają chwile, a nie prezentują regularnej gry. Derek Fisher i WMPeace regularnie za to pudłują - wczoraj 1/13 (Lakers 1/15 za 3). Jedynym takim, który prawdopodobnie mógłby to robić jest Steve Blake, ale on nie grał przez 13 ostatnich spotkań i wczoraj miał spore kłopoty w obronie. Kilka punktów Matta Barnesa, ważna trójka Blake'a w dogrywce i znów defense World Metta Peace'a na Pierce mógł liczyc się bardziej - bo nie w porażkach, ale w zwycięstwach. Podobnie zresztą jak w całym tym sezonie, bo Lakers to jeden z pięciu najlepiej broniących teamów ligi. Celtics trafili wczoraj tylko 39% rzutów z gry i oddali 5 rzutów wolnych.
Ramon Sessions byłby lepszy niż Fisher. To nietrudne, ale trudno będzie oddelegować Fishera na koniec ławki. Andrew Goudelock może mieć przebłyski, ale za Bryantem jest jeszcze miejsce dla jednego strzelca. Czy w końcu - ktoś kto będzie zmieniał Gasola i Bynuma lepiej niż Troy Murphy i Josh McRoberts. Rezerwowi Lakers muszą zacząć grać lepie i Bryant jest przekonany, że do 15. marca nastąpią jakieś zmiany. Jedynym rewolucyjnym pomysłem na wzmocnienie składu wydaje się być oddanie Bynuma za Dwighta Howarda, ale Magic nie chcą tego robić. Przynajmniej teraz.
Siedziałem i patrzyłem jak Gasol, Rajon Rondo, Ray Allen i Kevin Garnett grają i nie są w tym sezonie All-Starami. Ciężko w to uwierzyć, ale faktycznie czasy w których moglibyśmy dziś zastanawiać się co oznacza wczorajszy mecz w kontekście czerwca już minęły. Wiek Big 3 Celtics i wciąż za mało obok Big 3 Lakers. A szkoda, bo lepszy pojedynek jeszcze wciąż nie nadszedł.
Michał Górny

Tradycyjnie już na "antenie" stacji TNT zostały ogłoszone rezerwy do zbliżającego się wielkimi krokami Meczu Gwiazd w Orlando. Do powołanych przed tygodniem pierwszych piątek trenerzy ligi NBA postanowili dobrać...
EAST
Chris Bosh (Miami Heat)
Joe Johnson (Atlanta Hawks)
Roy Hibbert (Indiana Pacers)
Paul Pierce (Boston Celtics)
Deron Williams (New Jersey Nets)
Luol Deng (Chicago Bulls)
Andre Iguodala (Philadelphia 76ers)
WEST
Kevin Love (Minnesota Timberwolves)
LaMarcus Aldridge (Portland Trail Blazers)
Russell Westbrook (Oklahoma City Thunder)
Dirk Nowitzki (Dallas Mavericks)
Tony Parker (San Antonio Spurs)
Steve Nash (Phoenix Suns)
Marc Gasol (Memphis Grizzlies)
Jakieś zaskoczenia? Kogoś zabrakło? Ktoś jest niepotrzebnie?
Licznik odwiedzin: 15 107 288




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: