Bartek Tomczak
Przerwa na Żądanie z podsumowaniem wydarzeń z coraz ciekawszej serii Indiana Pacers vs. Miami Heat, a także jednostronnej rywalizacji San Antonio Spurs vs. Los Angeles Clippers.
Maciej Kwiatkowski
Erik Spoelstra na przestrzeni pięciu minut trzeciej kwarty musiał wziąć aż trzy timeouty, patrząc jak Pacers nabierają rozpędu, a jego Heat biegają jak kurczaki bez głowy. Podczas jednego z tych timeutów on i Dwyane Wade, starzy kumple, mieli małą sprzeczkę. Spoelstra miał najprawdopodobniej pretensje - o czym mowa na załączonym niżej obrazku - o to, że Wade nie tylko próbował wstrzelić się za wszelką cenę w mecz, w którym po raz pierwszy od 2004 roku nie miał punktów do przerwy, ale też i o to, że pozwolił aby to wpłynęło na jego postawę w obronie.
Ta sytuacja miała miejsce przy 50:59 dla Indiany. Od tego momentu Pacers zaliczyli run 16-7 i prowadzili 75:57 na 10 minut przed końcem.
Po meczu Spoelstra mówił o mobilizacji i dewaluował znaczenie całego tego zdarzenia. Wade też nie chciał mówić o nim nic więcej. I prawdopodobnie dobrze, bo przez trzy najbliższe dni Heat raczej nie będą akurat narzekać na brak zainteresowania.
“I don't even remember what y'all talking about. I guess I made history tonight. It was a bad night. There were a lot of reasons for it. ... We're not going to win a ballgame with Chris Bosh out and me scoring five points, obviously. There's frustration in that.”
Michael Wallace z ESPN Heat Index jako jedną z przyczyn frustracji podaje to, że Wade wciąż boryka się z urazami z sezonu regularnego. Opuścił łącznie 17 spotkań, w tym 8 z 15 ostatnich z powodu kontuzji kostek, stopy, kolan czy w końcu przemieszczenia palca wskazującego w lewej ręce. Być może to odpowiedzialne jest za to, że do wczoraj trafił 12 z 49 jump-shotów w tych playoffach, a wczoraj miał tyle samo punktów co strat (5). Nie dziwi nas to jednak, nie? Nie dziwi. Jednym dużym znakiem zapytania była odporność fizyczna Wade'a po zeszłorocznych playoffach. To jednak słaby punkt Wade'a, a nie tłumaczenie.
To nie jest czas na to - co przyznał po meczu sam Wade. Kevin Garnett i Tim Duncan w wieku 36 lat mogą być MVP tych playoffów.
Teraz niedzielne starcie nr 4 w Indianapolis jawi się jako must-win dla Heat i będzie musiało wydarzyć się dużo dobrego dla nich, aby wygrali ten mecz. Zaczynając choćby od tego, że Wade i Spoelstra będą obaj rozumieć co chcą osiągnąć i jak chcą to zrobić.

Maciej Kwiatkowski
Jak zmieniło się wszystko. Mike Miller miał +10 w meczu przegranym -19, więc nie można już go winić za porażki Miami w tej serii... Był jedynym graczem w rotacji Heat z pozytywnym plus/minus, takie to było manto.
Dexter Pittman ...rozpoczął mecz w pierwszej piątce, spędził na parkiecie trzy koszymarne minuty i został złożony w pół na końcu ławki rezerwowych. Ktoś zapalił świeczkę.
Nawet jednak śmierć Udonisa Haslema, fakt, że Shane Battier rzuca za trzy z brody jak mały ja na automacie, czy to że Chris Bosh nie jest w stanie być z drużyną czy w końcu sama obecność LeBrona Jamesa w tej serii - żadna z tych rzeczy nie może odebrać nam tego jak Dwyane Wade ssał w tym meczu.
Nie piszę "ssał" dlatego, że nie wiem co napisać o tym, że rzucił 2/13 z gry, miał 1 asystę i 5 strat. W trzeciej kwarcie Wade bowiem w końcu złamał się i pokłócił z Erikem Spoelstrą po kolejnej trójce przez ręce i niewróceniu się do obrony.
To przełomowy moment sezonu dla Miami Heat. Moment, w którym Wade musi być co najmniej jednym z pięciu najlepszych graczy na świecie, a nie truć zespół swoją mową ciała. To też moment, w którym moglibyśmy - i co pewnie część nas zdecyduje się zrobić - przykryć to faktem, że James od 2007 roku przegrał pięć kolejnych serii playoffów, w których przegrał dwa mecze z rzędu.
Być może Wade miał pretensje o to, że nie dostaje wystarczająco podań tyłem do kosza w pierwszych dziesięciu sekundach akcji. Że Miami przestało grać szybko od czasu pierwszych dwóch miesięcy sezonu. Być może, ale nie mówił o tym nic. Nawet on jednak musi zdawać sobie sprawę z obecności długich ramion Paula George'a i także tego, że w ten właśnie sposób, zaczynając tyłem do kosza, spudłował layup, który na 16 sek. przed końcem meczu nr 2 mógł doprowadzić do remisu. Ostatniej nocy Wade oddał dwa rzuty w polu trzech sekund, najmniej w tym sezonie.
Heat nie tylko przegrali boleśnie, bo Wade zdobył 5 punktów, miał 1 asystę i 5 strat, ale przegrali fizycznie tablice 36-52, a mentalnie zaliczyli tylko 9 asyst. No fight, no nothing. Nie zdobyli punktu po ścięciach pod kosz.
Nie trafili ani jednego rzutu w grze jeden-na-jednego.
Mówimy o Miami Heat tutaj. Cóż za radosne zwycięstwo zespołowej koszykówki, Larry'ego Birda, stanu Indiana. Wszystko jest na swoim miejscu. To był blowout jakich mało, choć tylko +19.
Po meczu nr 2 Wade miał pretensje do Pacers, że cieszyli się ze zwycięstwa "jak Dallas Mavericks", ale mało kto miał chyba pojęcie o czym mówił. Czy żyje jeszcze 2006 rokiem, czy też stracił zmysły i zupełnie zapomniał, że rok temu comeback Mavericks w meczu nr 2 był przełomowym momentem Finałów.
Teraz sytuacja się powtarza. Bez Dirka Nowitzkiego, ale też bez Chrisa Bosha. Nie była to sytuacja - boją się rzucać, ale wyrwa w zespole pogłębiana każdą kolejną, udaną akcją Pacers w ostatnim kwadransie meczu.
Jeśli w pierwszym sezonie wszystko potoczyło się tak nagle - przegrali w Finale z po prostu lepszym zespołem, a my spędziliśmy przełomowy moment tamtej serii pijąc w Zelowie u Rafała do siódmej rano, tak teraz ostatnie cztery dni dały Miami czas, by się zastanowić i określić co chcą dalej zrobić ze swoją drużyną, stojąc w obliczu braku gracza, który bez problemu usunął się w cień i robił te 18/9 na mecz. Spoelstra wyglądał nie mniej bezradnie niż Wade.
Albo jeśli nie widzieliście meczu - James także miał drugą połowę, o której chciałby po prostu zapomnieć. Dostał się na linię tylko trzy razy w meczu i po tym jak napatrzył się na twarz Heather Cox w przerwie (są zakochani w sobie od lat), został na obwodzie w ataku, spędzając drugą połowę głównie na obijaniu się w obronie z Davidem Westem, który przypominał mu prawdziwe realia życia silnego skrzydłowego.
Heat grali bez jednego, silnego skrzydłowego, nawet kreatora... , który może rzucać i podawać, gdy stoi twarzą do kosza na prawym łokciu. Jedynego z podkoszowych, który od czasu zakończenia kariery przez Haslema (19 min. w dwóch ost. meczach) był w stanie dać Miami jakieś ogólne rozumienie koncepcji ich gry w ataku, gdy James i Wade trafiają z piłką na prawe skrzydło i rozpoczynają posiadanie od zwykłego pick/rolla. Brakowało też gracza, który w jedno posiadanie na cztery może w drugiej połowie rozładować atmosferę napięcia przedmiesiączkowego w ataku i czasem coś zebrać w obronie. Zabawne, że wartość Bosha rośnie z każdym meczem, w którym nie gra, ale tak właśnie jest.
Bobby Knight pytał się zawsze swoich asystentów "Czy kiedykolwiek wygramy jeszcze jeden mecz?". Zabawne jak w cztery dni wszystko obróciło się przeciwko Miami Heat. Nawet oni sami i to jest szczególnie frapujące. Czasem gracze frustrują się tak, ale to wciąż jeszcze za wcześnie. Pacers muszą wygrać jeszcze dwa mecze.
No tak Pacers. Pacers, którzy właśnie rozegrali swój najlepszy mecz w tych playoffach, dzielili się piłką, trafiali rzuty (8/14 za 3, 7/10 za 3 po odegraniach na obwód). Oddali też Heat kompletnie wejścia w pole trzech sekund z góry po pick/rollu, przez co Mario Chalmers (25 pkt, 10/15 FG) nakozłował i narzucał się tyle floaterów co w całej poprzedniej serii. Mógł rzucać - są 5/42 za trzy w tej serii. Roy Hibbert często spóźniony - specjalnie czy nie - do tych wejść, dominował za to w odległości dwóch metrów od kosza, głównie po przerwie, gdy rozpoczął się blowout. Trafił też kilka haków na 19 punktów, miał 18 wielkich zbiórek, pięć w ataku i 5 jeszcze większych bloków, gdy w drugiej połowie wyglądał jak Andrew Bynum w swoje najlepsze dni z magnetofonem.
W superstatystycznym ujęciu to był kompletny mecz Pacers po ofensywnej stronie: 13x w post-up, 20x w pick/rollu, 11x w izolacjach, 11x w ścięciach, 11x w kontrataku i 9x w zb. ofensywnych. Do tego 8/14 za trzy. Prawdopodobnie najlepszy mecz Pacers w tym sezonie, licząc też z faktem, że zatrzymali MVP i jego zespół na 38% z gry.
Po meczu Wade i Spoelstra wyciszali swoją kłótnię. Znają się od czasu, gdy Spoelstra w piwnicy robił dla Miami Synergy Sports zanim jeszcze powstało Synergy Sports. W sezonie, w którym przez duże natężęnie gry próżno szukać przełomowych momentów, mamy póki co najważniejszy. Nie wygląda to naprawdę dobrze dla Heat i zależy z jakiej pozycji się patrzy - Pacers mogą już nie powtórzyć meczu nr 3, Miami też, ale czy to zredukuje różnicę 19 punktów?
Nie jestem pewien, raczej nie. Gratulacje, Larry.

Już jutro do kiosków,saloników prasowych,EMPiKów oraz reszty dobrych sprzedawców prasy w Polsce trafi najnowszy numer (#28) MVP Magazyn. W najnowszej odsłonie MVP nie mogło oczywiście zabraknąć przedstawicieli załogi ZP1:
- Sebastian Hetman w "młodych strzelbach" rozkłada na czynniki pierwsze postać Evana Turnera,
- Michał Górny w swoim Archiwum X przedstawia historię dzieciństwa Jimmy'ego Butlera,
- Piotr Kolanowski w Old Schoolu opisuje historię "bohatera z Wisconsin" - Sidney'a Moncrieffa,
- stażysta ZP1 Kosma Zatorski i jego spis "przepłaconych".
Oprócz tego wywiady (D.Gallinari,T.Lawson,.Z.Randolph i M.Michalak),profil Manu Ginobili'ego,początek przygody P.Karnowskiego w NCAA, emocje w Final Four Euroligi.....
Na plakatach Russell Westbrook, Manu Ginobili oraz (już prawie tradycyjnie) MJ !
Więcej pod adresem:
Maciej Kwiatkowski
Nigdy nie widziałem ulubionej bajki George'a W. Busha, czyli Sponge Bob, więc możecie mi powiedzieć czy na coś wpadłem czy też kompletnie nie trafiłem, ale Ron Artest jest w NBA zdaje się jego równie kwadratowym przeciwieństwem, pakero. Niewiele ma wspólnego z gąbką, prędzej z Bookerem T., a to była zabawna sekwencja w meczu nr 2. Także, błąd sędziów. W tej serii różne dziwne rzeczy dzieją się na zasłonach.
Już 1 czerwca na Rynku Manufaktury rozegrana zostanie XVI edycja turnieju BASKETMANIA. Organizatorzy turnieju przygotowali w tym roku wyjątkowo, aż siedem kategorii, w których będzie można rywalizować.
Dla najmłodszych miłośników koszykówki oraz zespołów mieszanych przygotowano następujące kategorie:
- Szkoła Podstawowa (roczniki 1999 i młodsi) (3 zawodników +1 rezerwowy)
- Gimnazjum (roczniki 1996 i młodsi) (3 zawodników + 1 rezerwowy)
- Szkoła średnia (roczniki 1993 i młodsi) (3 zawodników + 1 rezerwowy)
- Pary mieszane (kobieta + mężczyzna)
W ramach tych kategorii nie obowiązuje opłata wpisowego od drużyny, w przypadku drużyn oficjalnie zgłoszonych przez szkoły. Pamiątkowe puchary oraz nagrody dla najmłodszych zwycięzców tegorocznej Basketmanii ufundowali: pani Joanna Skrzydlewska – Poseł do Parlamentu Europejskiego oraz sklep Basketzone.pl.
Starsi i bardziej doświadczeni zawodnicy oraz zawodniczki mogą zgłaszać swoje zespoły do następujących kategorii:
- Mężczyźni Open (3 zawodników + 1 rezerwowy)
- Kobiety Open (3 zawodników + 1 rezerwowy)
- Masters (+35) (3 zawodników + 1 rezerwowy)
- 1 na 1 oraz pary mieszane (zapisy w dniu zawodów)
Opłata za zgłoszenie drużyny w kategoriach: Mężczyźni Open, Kobiety Open oraz
Masters to 20 PLN.
O godzinie 10.00 swoje zmagania rozpoczną drużyny szkolne we wszystkich kategoriach wiekowych, a o godzinie 15.00 rozpoczną drużyny Mężczyzn i Kobiet Open oraz Masters. Organizatorzy przewidują, że zawody potrwają do godzin wieczornych (19.00). Tegoroczną nowością będzie turniej 1 na 1 oraz turniej w kategorii Masters dla zawodników, którzy brali udział w pierwszych edycjach Basketmanii, w latach 90-tych. Zgodnie z kilkunatuletnią tradycją turnieju w trakcie imprezy zostanie przeprowadzony niezwykle widowiskowy konkurs wsadów oraz konkurs rzutów za trzy punkty.
Więcej informacji dotyczących turnieju, regulamin i karty zgłoszenia dostępne na www.lodz.naszemiasto.pl oraz oficjalnym profilu Basketmanii 2012 na Facebooku – http://facebook.com/ineedbasketmania, a także w punkcie informacyjnym galerii handlowej w Manufakturze.
Zapisy zespołów trwają do środy 29 maja, do godziny 16.00. W udziale w turnieju decydować będzie kolejność zgłoszeń. Wpisowe do turnieju wynosi 20 zł. Drużyny szkolne, oficjalnie zgłoszone przez szkoły są zwolnione z opłaty wpisowego.
Organizator: Łódzki Związek Koszykówki
Współpraca i patronat: Urząd Miasta Łodzi, Polskapresse sp. z o.o. – wydawca Dziennika Łódzkiego i Expressu Ilustrowanego, media lokalne i sportowe, Stowarzyszenie CNBA, Speedballin.pl, basketzone.pl. zawszepopierwsze.bloog.pl, Joanna Skrzydlewska Poseł do Parlamentu Europejskiego , Centrum Językowe Progres, Klub Uczelniany AZS Uniwersytet Łódzki, Manufaktura.
Zgłoszenia przyjmowane są pod adresem basketmania2012@gmail.com oraz w punkcie informacyjnym galerii handlowej w Manufakturze.
Kontakt:
Łukasz Janczar (+48) 507024745
Mariusz Łysio (+48) 664 977 662
Maciej Kwiatkowski
Boston Celtics mieli dopiero 24. efektywność ofensywną w tym sezonie. Nawet team, w którym 1276 minut rozegrał Shelden Williams, a 960 DeShawn Stevenson był od nich lepszy. Mogłoby się wydawać jednak na oko, że Celtics mają ...o taki ładny atak z najlepiej podającym ligi i najlepszym strzelcem z dystansu. Podania są w punkt, ball-movement działa, rzuty wpadają.
Ci sami Celtics, którzy wczoraj rzucili 107 punktów zrobili to jednak tylko sześć razy w tym sezonie. Jeszcze w trzeciej kwarcie meczu nr 2 z Philly, podczas gdy lekarze usiłowali wsadzić ramię Avery'ego Bradley'a w odpowiednie miejsce, Celtics rzucili 11 punktów po ...13 punktach w drugiej.
Wczoraj zrobili jedną rzecz, której nie robili dotychczas w tych playoffach. W sezonie regularnym stanowiło to 36 procent ich prób z gry. Doc Rivers gada o tym od kilku lat: push the ball and take the first good shot.

W tej defensywnej serii ten jeden występ może zostać później potraktowany jako odchylenie od normy, coś co nie wiadomo skąd się wzięło. Postanowiłem więc uwiecznić ten moment w historii 2012 roku, aby pokazać o co chodziło. Bez X's & O's.
Zaczynamy od drugiej kwarty, przed którą przegrywali 28:33. W połowie trzeciej prowadzili już 75:54:
Bartek Tomczak
Skrót dwóch dzisiejszych spotkań w najnowszej Przerwie na Żądanie.
Niestety dzisiaj, jutro i być może jeszcze w sobotę, program tylko w takiej jakości. Po weekendzie wszystko wróci do normy.
Maciej Kwiatkowski
Choć statystyki nie zawsze to potwierdzały Los Angeles Lakers kojarzą się nam z Kobe'm Bryantem i niepopełnianiem głupich błędów w crunch-time. Owszem, czego dowiodły badania Henry'ego Abbotta z ESPN True Hoop Bryant regularnie wybiera rzuty z ciężkich pozycji, które pudłuje, aby potem uratować Lakers (i siebie) z opresji w ostatnich 30 sekundach.
Tak więc, gdy Andrew Bynum trafił półhak nad Kendrickem Perkinsem na 2.08 min. przed końcem (75:68), pomniejszyłem okno League Pass i zacząłem pisać recap, zachwycony tym w jaki sposób Lakers odebrali Oklahomie ich największą broń z pierwszego meczu.
Nie tak szybko... Na 1.59 min. przed końcem Thunder po raz pierwszy w czwartej kwarcie poszli do Jamesa Hardena i zagrali jedną z tych akcji, które wygrały im mecz nr 4 z Dallas Mavericks. Pick/roll na prawej 45tce, penetracja i jeden z trzech niełatwych lay-upów Hardena w dwóch ostatnich minutach (dwa były celne).
Tak jak stało się to w meczu nr 1 przeciwko Mavericks, Kevin Durant i Thunder odrobili siedem punktów straty w dwóch ostatnich minutach i wygrali mecz. Oto co wydarzyło się, gdy Lakers mieli piłkę w pięciu ostatnich posiadaniach:
Kobe Bryant: "They just made gambles and they just jumped in the passing lane. It's something we're not accustomed to seeing. It was just flat out risks defensively. Jumping in the passing lane in front of the ball. Durant did it and got a steal. Westbrook did it and caused a turnover. It was a little unconventional but we'll make our adjustments in Game 3"
Pau Gasol: "It's a loss that hurts, especially after how hard we worked,"
Andrew Bynum: “Man that was crazy.We’re better than Santa Claus, we like giving out gifts.We give out games,contracts and rings."
Ostatni rzut? Russell Westbrook prawdopodobnie zostałby, albo został zabity w szatni przez Duranta i Perkinsa za swój błąd, zagapienie się i pozostawienie bez krycia Steve'a Blake. Lakers usiłowali rozegrać identyczną akcję jak ta sytuacja z meczu przeciwko New Orleans Hornets w tym sezonie. Bryant miał znaleźć się w przeciwległym rogu boiska.
Zasięg Thabo Sefoloshy (just in: najlepszy obrońca na Kobe'go w NBA... just in: łatwiej nim być gdy ma się za plecami Serge'a Ibakę) przeszkodziłby jednak zapewne Peace'owi w posłaniu tego podania do Bryanta... Blake był niekryty. Jego eFG% w sytuacjach catch&shoot wynosi w tym sezonie znakomite 63%.
Nie trafił, ale Lakers przegrali mecz wcześniej - pierwszymi dwiema akcjami, w których nie potrafili sobie dobrze podać piłki z bliskiej odległości. Mecz, w którym wyzwolili z siebie tyle energii (Jordan Hill był świetny) przy podwajaniu w pick/rollach Duranta i Westbrooka, oddając rzuty w ręce Ibaki czy Nicka Collisona, przegrali w tak głupi sposób.
Czy powtórzą swój defense w meczu nr 3? Czy porażka w ten sposób będzie dźwięczeć im w głowach? Przekonamy się w piątek.
Licznik odwiedzin: 17 060 250 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: