Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 421 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


PRZERWA NA ŻĄDANIE (12.05.2012)

niedziela, 13 maja 2012 12:50

 

Bartek Tomczak

 

Przerwa na Żądanie i decydujące siódme starcie Los Angeles Lakers vs. Denver Nuggets, oraz pierwszy mecz drugiej rundy na wschodzie- Boston Celtics vs. Philadelphia 76ers.

 

Program dostępny w lepszej jakości, po przestawieniu na 720p.

 



Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

RAJON RONDO MA KILKA SŁÓW DLA POWĄTPIEWAJĄCYCH W CELTICS

niedziela, 13 maja 2012 10:26

Maciej Kwiatkowski

 

"...ale w czwartych kwartach 76ers padną, bo bo bo bo.. bo nie mają go-to-guy"

 

To, a nic innego stało się w ostatnich ośmiu minutach czwartej kwarty porażki 76ers 91:92, dlatego Rajon Rondo rozpoczął swój pomeczowy wywiad z Davidem Aldridge'm od podkreślenia obrony, dokładnie tak jak zrobił to dwie i pół godziny później Ron Artest.

 

Przez siedem kolejnych minut Celtics obrócili dziesięć punktów straty (67:77) w sześciopunktowe prowadzenie (90:84) na 78 sekund przed końcem. Kevin Garnett znów był opcją nr 1 i w ataku i w obronie, ale jak widzimy to w tych playoffach - ten jumper Rajona Rondo, kiedy praktycznie wchodzi w rzut łapiąc piłkę na lewym łokciu, ...faktycznie wchodzi, a przynajmniej wczoraj w czwartej kwarcie, gdy tylko punktów brakowało mu do n-tego triple-double w National TV.

 

Rondo i Garnett musieli jednak obaj zagrać na 5+, żeby Celtics wygrali jednym punktem. Paul Pierce grał nieźle, ale poza tym jednym rzutem, który zrobił za daggera, Andre Iguodala plus jego uraz kolana wyłączyły go z meczu jako regularną opcję ofensywną. Avery Bradley, który gra z urazem ramienia, dopiero w czwartej kwarcie miał kilka świetnych zagrań w obronie, gdy praktycznie zamknął Lou Williamsa. Czy w końcu Ray Allen i jego 12 punktów - tylko i aż, biorąc pod uwagę to, że przed meczem nr 1 z jego kostkami się pogorszyło.

 

Kiedy jednak Rondo trafia rzuty z półdystansu - jest jednym z 15 graczy najlepszych na świecie.

 

Gdy robi to na dużej scenie - może być drugim najważniejszym graczem w całej konferencji:

 

 

Nic nie poprawia tak pewności siebie jak czucie rzutu. Tak więc po meczu Rondo praktycznie powiedział wszystkim, którzy martwią się o kontuzje Celtics (o, hello), aby po prostu się zamknęli i oglądali. Great stuff.


 

 



Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

ŚWIATOWY SPOKÓJ

niedziela, 13 maja 2012 7:44

Maciej Kwiatkowski

 

Wygląda to olbrzymio w statystykach. 44 minuty, +18 w meczu, który zakończył się zwycięstwem Lakers +9. Ale naprawdę - jest tym czy jest.

 

Ron Artest wrócił do gry, Pau Gasol i Andrew Bynum wrócili do pracy, a dwaj x-faktorzy Denver Nuggets zostali wyjęci z meczu. Trafili 2 z 19 rzutów, kryci przez większość czasu przez tego samego gracza, który wykluczył się na trzy tygodnie dostając samozapłonu.

 

Czym jest światowy pokój - na pewno nie siłą i próbą uwolnienia takiej energii przez eksplozję. W rzeczy samej - jest to coś dokładnie odwrotnego. Czym jest światowy pokój, jeśli nie okazją na ukojenie nerwów wszystkich kibiców Lakers, mogących mieć wątpliwości, gdy Ty Lawson robił America On Skates w trzeciej kwarcie.

 

Ron Artest wrócił i efekt był widoczny gołym okiem. Tak miało być, nie? Lakers mieli masę przechwytów i wybić, głównie będących pochodną samej jego obecności gdzieś w okolicy. Andre Miller i zwłaszcza Danilo Gallinari zostali zupełnie pozbawieniu z rytmu w pierwszej połowie, widząc przed sobą wersję vintage i wersją extra - 1/9 i 1/10 z gry. To był zupełnie inny mecz dla nich od momentu, gdy postawili nogę na parkiecie. World Peace pozdrowił Queensbridge, miał dwa bloki i 4 przechwyty, ale drugie tyle sytuacji, które bezpośrednio prowadziły do strat Denver (19 w meczu).

 


 

Przeszło to na Lakers - Pau odpowiadał jak zwykle po słabym występie meczem, po którym myślimy czy nie może tak zawsze (23 pkt, 17 zb., 6 as.),  Bynum miał problem ze wzrostem JaVale'a McGee i z podwajaniem, ale ostatecznie zrobił swoje i zabił jego latające ramiona i 100 kilogramów na ofensywnej desce.  

 

Gasol i Bynum zaliczyli razem 20 zbiórek w ataku. 20. To nie fair dla Nuggsies. Poważnie. To niehumanitarne - jak jakieś mecze wyniki z meczów grupowych mistrzostw powiatów szkoł podstawowych, ale dokładnie z czymś takim przyszło im walczyć, gdy Kenneth Faried w końcu wyglądał w tej serii jak rookie. Nuggets też mieli ich mnóstwo na ofensywnej tablicy, ale nie w czwartej kwarcie.

 

Lakers trafili też 11 z 24 rzutów za trzy i nie chcę sprawdzać, ale hmm gdy World Peace (4/11) i Steve Blake rzucają (5/6) dziewięć trójek, Gasol i Bynum opanowują deski, nawet Kobe Bryant może głównie odpoczywać sobie na prawym łokciu, rozrzucając podania z pick/rolli... okkazjonalnie trafiając daggera na 48 sek. przed końcem, kiedy Nuggets potrzebowali jednego ostatniego boom, by położyć się spać.

 

Bryant pocałował swoje dzieci, przywitał się z Vanessą. Słońce znów wyjrzało za chmur i wszystko znów uspokoiło się na chwilę w Lakerland. Mecz nr 1 serii z Oklahomą w poniedziałek.


 

 

 



Podziel się:

komentarze (8) | dodaj komentarz

OSTATNI TANIEC DAVISA

niedziela, 13 maja 2012 0:30

 

Michał Kajzerek

 

Zerwane przednie i boczne więzadło, poza tym problemy z rzepką, które wykluczą zawodnika New York Knicks na dwanaście miesięcy. Dwanaście długich miesięcy rehabilitacji kolana z porcelany, w międzyczasie mentalne wzloty i upadki, łzy, uśmiechy, radości i smutki. Schyłek Barona Davisa sam zawodnik starał się przeciągnąć zachowując pozory, których byliśmy świadkami w zakończonym sezonie regularnym. Rzeczywistość przerosła oczekiwania.

 

Balonik pękł, Davis upadł, nikt już nie wierzy, że brodacz może odzyskać choć namiastkę swaggera ze swojego prime’u.

 

Dla Knicks to w pewnej mierze były pechowe playoffy. Zerwane więzadło Imana Schumperta pokomplikowało nieco defensywne schematy Woodsona. Mówiąc na marginesie - jeżeli ten chłopak będzie szlifował swoje umiejętności w obronie jeden na jednego, to za kilka lat wsadzimy go do wora z najlepszymi lock-down defensorami jakich mamy aktualnie w lidze. Wyląduje gdzieś w obłoku talentu Tony’ego Allena. Wracając jednak do poprzedniej myśli - nie staram się usprawiedliwiać Knicks w żaden sposób. Mike za krótko siedział na ławce, by zaadaptować tę obronę do wymagań postawionych przez atak Miami Heat, którzy według hoopdata byli szóstą ekipą w efektywności ofensywnej. Bez znaczenia.

 

To Davisowi chciałem poświęcić kilka zdań, bowiem zatańczył na parkietach NBA ostatni taniec. Teraz najprawdopodobniej już kompletnie poświęci się branży filmowej i jego koszykarskie myśli będą krążyły tylko w stronę biznesu, nie czysto sportowej rywalizacji. Sugestywny uśmiech, gdy zwozili go na nosach z parkietu Madison Square Garden mówił sam za siebie. Możemy to interpretować jako nieunikniony koniec historii, która była przeciągana mimo braku konkretnego celu. Oczywiście Baron mógłby wrócić, ale będzie miał na karku 34 lata i organizm sponiewierany licznymi urazami.

 

Jego kontrakt z Knicks wygasa wraz  z końcem sezonu. Od teraz Davis ze swoimi problemami radzić sobie będzie musiał na własną rękę. Fani w MSG skandowali jego imię, gdy leżał na noszach. Uniesiona pięść w górę i uśmiech na twarzy był chyba ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewali. Niezwykle groteskowy obrazek. Jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek mówiło się, że będzie mentorem Kyriego Irvinga. Cavs zadecydowali inaczej i użyli na jego kontrakcie amnestii. W Nowym Jorku czuli potrzebę sprowadzenia rozgrywającego. Uraz pleców zmusił zespół do czekania na jego powrót. Gdy kontuzja dopadła Lina, Davis stał się dla Knicks wyższą koniecznością. Jeden zły krok w kontrataku doprowadził do tego…

 

 

Barona wielu z Was skreśliło już jakiś czas temu, dlatego też jego poważna kontuzja przeszła bez większego echa. Kolejny gracz, którego musimy potraktować jako talent bez swojego ujścia. Trzeba zapieczętować i pozostawić wzmiankę na kartach historii. Ot takie koszykarskie epitafium Barona Davisa.

 

PS: Derrick Rose przeszedł operację lewego kolana. Wszystko poszło zgodnie z planem i wkrótce jedynka Byków rozpocznie okres rehabilitacji. Wyciągając wnioski z każdego raportu odnośnie daty powrotu do gry zawodnika – można stwierdzić, że jakiekolwiek wątpliwości, co do dyspozycji Rose’a, zostaną rozwiane dopiero na początku 2013. Równolegle do gracza Bulls swoje leczenie będzie przechodził Iman Schumpert. Nie wolno nam o nim zapominać.



Podziel się:

komentarze (3) | dodaj komentarz

DLACZEGO LAKERS IRYTUJĄ MNIE CZASEM TAK BARDZO

sobota, 12 maja 2012 17:43

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Nie chodzi o to, że jakieś 40% kibiców NBA ma Lakers jako ulubiony team albo drugi ulubiony team. Choć przyznam, że w pewien sposób naturalnie kibicuję underdogom, albo teamom, które po prostu nie mają kibiców.

 

Sam byłem fanem Lakers przez najdłuższą część mojego kibicowania w NBA. To był mój pierwszy team (Magic/Divac) i nawet z Cedricem Ceballosem i Sedale'm Threattem w składzie wierzyłem, że Lakers są naznaczeni wielkością i zawsze będą walczyć o mistrzostwo. Nie wiem ilu z was pamięta dokładnie sezon, w którym wrócił Magic Johnson, ale myślałem, że WTEDY zdobędą mistrzostwo. Tak, wtedy. Gdy Shaquille O'Neal przeszedł z Orlando w mgnieniu oka przypomniałem sobie, że choć Magic 94/95 byli być może moim ulubionym zespołem jaki w życiu widziałem, to moje serce na zawsze blablabla. Generalnie: nie jeden, nie dwa, nie trzy, nie cztery, nie pięć, ale tryliard tytułów mistrzowskich Shaqa i obojętnie kogo. Nieważne z kim. Zawsze ktoś się znajdzie. TO LOS ANGELES. Wiecie dokładnie o czym mówię fani Knicks.

 

Nawet gdy zdobywali tytuły na początku poprzedniej dekady (mieli zdobyć sześć, spokojnie) i dzięki internetowi można było dowiedzieć się dużo więcej o tym co dzieje się na codzień wokół teamu, byłem jak - a czy to ważne, że Kobe i Shaq są z zupełnie dwóch różnych światów? Nieważne. Karl Malone? Dzięki. Gary Payton? Beaucoup. Nie było jeszcze trade-machine jak handlowałem Kevina Garnetta do Lakers. Zresztą takie plany były (90% fanów Lakers chciałoby KG zamiast Pau. Pozostali kibicują Barcelonie. Kobe+KG=@#%Q$^$).

 

W tych nowych czasach, od kiedy przyszedł Pau Gasol, zbiegło się to z tym, że właśnie chyba po raz ostatni tak zupełnie szczerze życzyłem komuś mistrzostwa i był to Kevin Garnett - KG, któremu głęboko w duchu wisiałem jedną serię... Tę serię z najlepszego sezonu Timberwolves, gdy nie potrafiłem... i kibicowałem Lakers w finale konferencji. Trochę pech chciał, że w 2008 roku mimochodem włączyłem się w rywalizację Celtics/Lakers. 

 

W 2010 roku oglądałem mecz nr 7 Celtics i Lakers, i przy +14 dla Celtics w trzeciej kwarcie potrafiłem odróżnić team, który ma więcej sił i większą wolę przetrwania. Byli to - taram - Lakers, ale wtedy nie kibicowałem już nikomu. Tylko Charlotte Bobcats, bardziej dla zabawy, bo nikt im nie kibicuje.  

 

Choć kibicowałem też 'Cats z racji na jedną rzecz zwłaszcza... W 2009 roku Lakers zdobyli tytuł pokonując w finale Orlando Magic z Hedo Turkoglu jako drugim najlepszym zawodnikiem i grając playoffy na 75 procent wysiłku. Szanuję bardzo Phila Jacksona i w ostatnich latach postawiłem go sobie niemal do poziomu wzoru osoby zupełnie innej niż ja. Wiem, że to kwestia wieku, ale też ideałów, stylu życia, sposobu podejścia do ludzi.  

 

Przede wszystkim jednak, z czasem, z biegiem lat, już w Los Angeles: Phil Jackson didn't give a fuck.

 

Miał za sobą szereg zabiegów, kontuzji, które wpływały na jego aktywność przy linii bocznej. Pierścienie mistrzowskie pomagały mu znajdować łatwo duży dystans, ale o przygotowanie jego, czy jego asystentów Lakers nigdy nie musieli się martwić. Jackson był po prostu jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym, ale czuję jakbym widział kilkadziesiąt meczów Lakers, w których bimbali trzy kwarty, żeby wygrać czwartą.


Fani Lakers pamiętacie te podbramkowe serie w I czy II rundzie z Houston czy nawet rok temu z New Orleans? Gdy Lakers wychodzili na parkiet i grali sobie ot tak bo grali, bo zarabiają za to pieniądze, będąc teoretycznie zespołem o niebo lepszym (i grając jak taki od czasu do czasu, co irytowało nas czasem tak bardzo). Oh, nie muszę Wam tego przypominać, bo właśnie jesteśmy w trakcie takiej serii i Lakers (nie wszyscy, nie Kobe i nie role-players) wydają się mieć od dwóch spotkań zupełnie mocno w dupie fakt, że grają z Denver Nuggets, którego najlepszym graczem jest mierzący 180 cm w butach Raymond Felton na sterydach. 

 

Tak wyglądają. Poważnie: oglądałem mecz nr 6 w piątek rano i śmiać mi się chciało z jednego z 5-6 moich ulubionych graczy w tej lidze, CENTRA. To mój jedyny problem do Lakers - czasem po prostu wyglądają jakby im nie zależało.

 

Przy tych wszystkich porównaniach Kobe'go do Michaela musimy naprawdę pamiętać, że Michael MIAŁ team, który zrobiłby dla niego wszystko i który grał od 1 do 48 minuty, w czasach gdy i Phil był młodszy i żywszy. Możemy założyć, że z Shaqiem w składzie to nigdy nie byłoby to samo z oczywistych kwestii, a teraz? Właśnie o tym piszę.

 

Zabawne, ale właśnie w 2008 roku Lakers chyba najmniej dawali "a fuck" i jeszcze do drugiej połowy meczu nr 4 Finałów wyglądali na team LEPSZY niż Celtics (pamiętacie dunki Lamara Odoma w pierwszej kwarcie? It was over). Dlatego tamte zwycięstwo Bostonu pozostanie jednym z moich ulubionych w historii. 

 

Dzisiaj mamy mecz nr 7 z Denver Nuggets i kibicuję Lakers. Nie perfidnie - po prostu są lepszym zespołem i odkąd straciliśmy Chicago Bulls, życzę sobie jak najwięcej koszykówki na wysokim poziomie. Poza tym - nie jestem fanem tego w jaki sposób chce mecz wygrywać George Karl, poza tym że jego gracze naprawdę starają się w tej serii i Andre Miller rządzi.

 

Rok temu Jackson i Lakers w mojej opinii dostali nauczkę od Dallas za to co działo się z nimi, zwłaszcza w sezonie regularnym, gdy tak sobie przechodzili od jednej głupiej porażki do drugiej, aby na przełomie lutego/marca wyglądać tak jak żaden inny team za wyjątkiem Dallas i Miami nie wyglądał rok temu w żadnym momencie sezonu.

 

Jestem jednak przekonany, że to o czym piszę dociera już bardzo dobrze do fanów Lakers. Jakby to ująć - lubię po prostu teamy, które GIVE A FUCK. Mogą rzucać 33% z gry jak Bobcats, albo ośmieszać się w finale NCAA jak Butler Bulldogs, ale próbują, starają się i pracują. Lakers też to potrafią robić - zwłaszcza gdy gra Metta World Peace - i mam nadzieję, że będą to robić, bo to zbyt dobry team, abyśmy nie mogli ich dalej oglądać.

 


 

 



Podziel się:

komentarze (31) | dodaj komentarz

NBA PRZYZNAŁA SIĘ DO BŁĘDU W KLUCZOWYM MOMENCIE SERII CELTICS-HAWKS

sobota, 12 maja 2012 16:22

Maciej Kwiatkowski

 

Boston Celtics awansowali do drugiej rundy i dobrze. Prawdopodobnie nawet haterzy Celtics nie chcieliby oglądać Atlanty Hawks w drugiej rundzie, a ewentualna seria z Philadelphia 76ers byłaby... krzywię się na samą myśl o tym. Jest maj, nie listopad czy grudzień. 

 

Wspomniałem o tym wczoraj w mojej anualnej pieśni pochwalnej na cześć Kevina Garnetta i zapytałem rano na twitterze fanów Celtics - bez wielkiego odzewu. Na 3.1 sek. przed końcem meczu Celtics prowadzili 81:79 i Hawks wybijali piłkę zza linii końcowej po tym jak Paul Pierce sfaulował zablokował Joe Johnsona. W tej akcji po raz pierwszy na boisku pojawił się Marquis Daniels, który zmienił Brandona Bassa. Nie wiemy tak naprawdę czemu Doc Rivers to zrobił - możemy się domyślać (prawdopodobnie chodziło o switch), ale to jest w tym momencie nieważne.  

 

Hawks wzięli time-out na 3.1 sek. przed końcem i zanim Marvin Williams zdążył wprowadzić piłkę zza linii końcowej, Daniels sfaulował Ala Horforda przepychając się z nim w okolicach linii rzutów wolnych (Doc, szczerze, to wyglądało jak prezent dla Hawks). Sędziowie po krótkiej naradzie stwierdzili jednak, że faul nastąpił tuż po tym jak Williams wprowadził piłkę do gry. Możecie zobaczyć tę akcję poniżej i przekonać się sami, że popełnili błąd.

 

Zabrakło nam trochę kibiców Hawks, aby zrobić z tego aferę na pół internetu:



 

 

Wczoraj NBA wystowowała oświadczenie, w którym przyznano, że faktycznie Daniels użył faulu jeszcze zanim piłka została wprowadzona do gry: 

 

"During the last two minutes of the fourth period or overtime, if a personal foul is assessed against the defensive team prior to the ball being released on a throw-in, it is considered an Away-From-The-Play Foul and the offensive team is awarded one free throw and possession of the ball. With 3.1 seconds remaining in the the Boston-Atlanta game last night, a foul was called on the Celtics' Marquis Daniels after the Hawks' Marvin Williams had released the ball and therefore the foul was correctly treated as a common foul and not an Away-From-the-Play foul. With that said, however, the replay shows that the foul on Daniels should have been called sooner than it was by the officials, in which case it would have met the requirements of an Away-From-The-Play Foul."

 

Tak więc przy stanie 81:79 dla Celtics na linię trafiłby Joe Johnson, aby oddać jeden rzut i Hawks mieliby piłkę nie zza kosza, ale zza linii bocznej.

 

A tam już łatwiej byłoby Iso Joe oddać rzut z 9 metrów albo Joshowi kontestowany jumper z szóstego metra. Generalnie, sędziowie puścili oko do Reda Auerbacha palącego cygaro gdzieś nad banerami mistrzowskimi. Przyjmijcie to fani Celtics, ucałujcie logo i przejdźmy dalej.


 

 



Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

CELTICS Z SIXERS, CZYLI DOBRY DEFENSE NIE JEST ZŁY

sobota, 12 maja 2012 15:28

 

Sebastian Hetman

 

Chyba większość ekspertów nie spodziewała się, że na drugiej rundzie Wschodu będziemy mieli do czynienia z Sixers i Celtics. O ile Ci drudzy byli typowani w sześciu/siedmiu grach, o tyle Ci pierwsi mieli zostać „zesweepowani” przez Bulls, którzy już w pierwszym meczu serii stracili Derricka Rose’a.

 

Kiedy ostatni raz Celtics grali z Sixers w Playoffs? Bodajże w 2002 roku (3-2 Boston), kiedy Paul Pierce i Antonie Walker byli wtedy na czasie. Jakby nie patrzeć, Pierce nadal jest. Do dzisiaj jest to swego rodzaju rywalizacja, nie taka jak ta z Nowym Jorkiem, ale na kartach historii zapisano sporo fajnych spotkań, szczególnie tych, kiedy Wilt Chamberlain ścierał się z Billem Russellem, a Julius Erving starał się pokonać Birda, McHale’a i Parrisha.

 

Dla mnie będzie to seria wyjątkowa, chyba ze względu na świetny defense obu ekip, a szczególnie match-upy na obwodzie. Doug Collins ma w swojej stajni dwóch ogierów w postaciach Andre Igoudali i Evana Turnera. Ten pierwszy od lat jest świetnym defensorem, a eksperymenty Collinsa z Turnerem w piątce momentami wychodziły Sixers na plus. Turner miał już dobry mecz w sezonie regularnym przeciwko Celtics, ale to nie tylko spójna ofensywa na koźle, lecz przede wszystkim obrona. Turnera oglądałem z zachwytem w barwach Ohio State w NCAA i o tym gościu będziecie mogli poczytać w majowym wydaniu Magazynu MVP.

 

Na ESPN Boston znalazłem kilka newsów na temat ewentualnej gry pod koszem, bo przecież nie jest tajemnicą, że wysocy Sixers wcale nie dawali się zdominować w serii z Bulls. Może wyglądałoby to inaczej (z pewnością inaczej!), gdyby Noah nie kontuzjował sobie kostki, ale Spencer Hawes i wracający z czeluści Elton Brand kręcili odpowiednio w pierwszej rundzie 11/8/2 i 8/5/2,5. Jakby nie patrzeć, prawie 5 bloków na mecz od tej dwójki to bardzo fajny stat, szczególnie gdy w Bostonie nie każdy z wysokich potrafi kończyć akcje na low-post.

 

Cały obraz może zmienić Kevin Garnett, który w ostatnim meczu z Hawks zagrał na poziomie Kevina Garnetta z 2008 roku. Mogę się tylko uśmiechać w domowym zaciszu, bo „Big Ticket” na nowo sprawił, że naiwnie zacząłem wierzyć w Dom Spokojnej Starości, który rozkręcił się na nowo w marcu. I o ile ewentualny match-up Garnetta z Hawesem jest raczej na plus dla tego pierwszego, o tyle Brandon Bass nie koniecznie musi trafiać jumpery z 4-5 metra mając na sobie rękę Eltona Branda.


Celtics mają przewagę parkietu, mają doświadczony team, ale są też poobijani i nie wiem jak w tej serii bonusowe siły znajdą Paul Pierce (kolano), Ray Allen (kostka – ponoć jest gorzej) i Avery Bradley (bark). Szczególnie Bradley może okazać się game-changerem nie tyle co w kryciu Turnera (SG/SF – Joe Johnson w serii z Hawks), ale w uprzykrzaniu życia Lou Williamsa, czy Jrue Holidaya, którzy byli x-faktorami w serii z Bulls. Przede wszystkim Holiday. Jak w tym wszystkim odnajdzie się Rajon Rondo, który w meczu nr 5 został zamknięty w crunchtime niczym gimbus? Nie wiem, ale myślę, że Doug Collins ma przygotowane pułapki na ewentualnie spychanie Rondo do rogów, czy zamykanie mu drogi przy penetracjach z prawego skrzydła, po których jeździł z Hawks niczym Lucky Luke w TD Garden.

 

W Been Town wszyscy optymistycznie patrzą na serię z Philly i obstawiają przeważnie wynik 4-2, ale ja byłbym jednak ostrożny mimo, że nasuwały się ostatnio spekulacje, że nawet w ewentualnej serii z Bulls ekipa Celtics miałaby spore szanse pod nieobecność Rose’a.

 

Klucze do pokonania 76ers są trzy: zdrowie, zachowanie przewagi parkietu i Kevin Garnett, który przypomniał mi dwa dni temu, za co tak naprawdę kocham koszykówkę.

 

Klucze do pokonania Celtics są cztery: defense na obwodzie, lepsza egzekucja z dystansu (24,7% z Bulls), wykorzystanie przewagi na deskach i zatrzymanie Kevina Garnetta, który przypomniał mi dwa dni temu, za co tak naprawdę kocham koszykówkę.

 

I nie zrozumcie mnie źle, mam nadal sentyment do Celtics, jednak nie mogłem sobie wymarzyć lepszej serii w drugiej rundzie na Wschodzie. No chyba, że Bulls graliby w pełnym opakowaniu. Życzę sobie i Wam, żeby kontuzje nie zniszczyły tej serii, tak jak pochłonęły pierwszą rundę Sixers/Bulls, czy Clippers/Grizzlies, bo całkiem inaczej ogląda się spotkania, w których liderzy albo nie grają, albo heroicznie próbują coś zdziałać z urazami i chyba głównie dlatego (pachwina Paula, kolano Griffina) Memphis mają 75% szans, aby wygrać siódmy mecz u siebie.

 

Dzisiaj batalię o finał Eastern Conference rozpoczną ekipy z Top 3 defensywnej efektywności w lidze. Nie liczmy zatem na szalone występy graczy pokroju 38 punktów na skuteczności 50% z gry. Nie łudźmy się, że zobaczymy piękną koszykówkę. Będzie za to sporo ognia w obronie, bo jak to powiedział Derrick Favors: „The fire is there”.

 

Mój typ: Celtics w 7.


 

 

 



Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

SAN ANTONIO SPURS MAJĄ SWOJE ULICZNE PROMO

sobota, 12 maja 2012 14:03

Maciej Kwiatkowski

 

Trudno ogląda się mecze, w których dwaj najlepsi gracze jednego zespołu są kontuzjowani i razem oddają 10 rzutów mniej niż zwykle. Ciężko się też je analizuje. Będziemy mieli mecz nr 7 w serii Clippers/Grizzlies i ogromnie dużo zależeć będzie od tego czy stan biodra/pachwiny Chris Paula i kolana Blake'a Griffina zdąży się poprawić do niedzieli, do 19-tej.

 

Clippers mają mało czasu, dlatego w tym momencie bardziej prawdopodobne jest to, że San Antonio Spurs otrzymają okazję, by zrewanżować się Memphis Grizzlies za porażkę sprzed roku i przekonać nas, że są innym zespołem niż byli.

 

Póki co NBA chce pobudzić ten proces miksując ofensywną egzekucję Spurs z ulicznym hymnem Mobb Deep.

 

 

Ze świetnym efektem.

 

 

 



Podziel się:

komentarze (17) | dodaj komentarz

PRZERWA NA ŻĄDANIE (11.05.2012)

sobota, 12 maja 2012 12:03

 

Bartek Tomczak

 

Przerwa na Żądanie i podsumowanie szóstego starcia Los Angeles Clippers vs. Memphis Grizzlies.

 

Program dostępny w lepszej jakości, po przestawieniu na 720p.

 



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

"KG TO NAJBRUDNIEJSZY GRACZ W LIDZE"... I WCIĄŻ JEDEN Z LEPSZYCH

piątek, 11 maja 2012 15:52

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Opinie na ten temat zmieniają się w zależności od dnia. Raz Paul Pierce rzuca 36 punktów albo 24 punkty w 18 minut na kontuzjowanym kolanie. Innym razem Rajon Rondo zalicza kolejne triple-double w "National TV" albo 20 punktów/16 asyst z jedną stratą i 8/11 z gry. Boston Celtics nie mają tego jednego gracza, mają czterech - czy trzech po tym jak Ray Allen ma coraz większe problemy z dochodzeniem do pozycji strzeleckich. 

 

Statystyki jednak nie kłamią. W sezonie regularnym Kevin Garnett był najważniejszym graczem Celtics, którzy z nim na parkiecie byli +10,7 pkt per-100 posiadań lepsi i był to zdecydowanie najlepszy wynik w Bostonie. Rajon Rondo robił różnicę +5,2 pkt na sto posiadań. Pierce +3,6, Allen na minus: -0,5 (Avery Bradley +3,6). Oczywiście był to też w pewnym stopniu efekt tego, że rezerwowymi na pozycjach 4/5 w Bostonie byli tacy gracze jak Chris Wilcox, Greg Stiemsma, a obecnie Ryan Hollins. Każdy z nich miał bardzo solidne momenty w tym sezonie. Nawet Hollins, który w dwóch ostatnich meczach serii z Hawks wyglądał jak koszykarz NBA i wiem, że kibice Cleveland Cavaliers umierają ze śmiechu. 

 

Ta historia różnic +/- w przypadku KG powtarza się jednak sezon w sezon. Nie mówiąc o czasach Minnesoty, gdzie po prostu stał się twarzą tej statystyki w całej NBA w poprzedniej dekadzie. W sezonach 2007/08, 2008/09 KG był nr 1 w Bostonie, w dwóch ostatnich nr 2 za Allenem (09/10) i Pierce'm (10/11). Najbardziej dobitny przykład to playoffy w 2008 roku, gdy Garnett był prawdopodobnie ich MVP - Celtics byli aż o +19,9 pkt na sto posiadań lepsi z nim niż bez niego (Pierce +8,0).

 

Wczoraj Garnett wrócił się do tamtego sezonu. Zaliczył 28 punktów, 14 zbiórek, 2 asysty, 5 bloków i 3 przechwyty, od drugiej kwarty będąc go-to-guy Celtics i liderem defensywy.



Celtics prowadzili 67:63 po trzech kwartach. W kolejnych pięciu minutach KG trafił dwa rzuty z gry, dwa rzuty wolne, miał blok, potem drugi, jeden przechwyt i dwie zbiórki w obronie. Te 5 minut Celtics wygrali 7-2. Potem usiadł na ławce przy stanie 74:65 na 6,33 min. przed końcem. Przez kolejne 2,42 min. Hawks zaliczyli trzy layupy i serię 8-2.

 

Przypadek? Skądże.

 

W tej serii Celtics z Garnettem na parkiecie zaliczyli +74. Bez niego -36.

 

W środę po meczu nr 5 właściciel Atlanty Hawks, Michael Gearon Jr. powiedział: 

 

"But I’ll give you a stat. Last night, we are playing this old physical team. They are old. I know what happens when you play basketball, old guys foul. [Kevin] Garnett is the dirtiest guy in the league. We are playing Boston last night and they had two fouls the whole first half. We had five times that and we’re athletic.” 

 

To jest zabawne zwłaszcza: "I know what happens when you play basketball, old guys foul."

 

Domyślam się, że musi być dziś więc w furiackim nastroju po dwóch gwizdkach w ostatnich sekundach (blok Pierce'a na Joe Johnsonie, faul Marquisa Danielsa na Alu Horfordzie przy wznowieniu piłki z autu), przy których w podjęciu decyzji mógł pomóc sędziom unoszący się nad parkietem duch Reda Auerbacha. Nie sugeruję, że sędziowie się pomylili, ale to klasyczne gwizdki, których Celtics mogliby nie dostać na wyjeździe. Nie chcę pisać też nic, że Gearon Jr zatrudnia takich graczy jak Jason Collins czy Erick Dampier, którzy są wciąż jeszcze w tej lidze tylko z racji na to, że potrafią użyć swoich 130 kg w nie zawsze czysty sposób.

 

Na pomeczowej konferencji prasowej KG odniósł się do słów Gearona Jr, mówiąc m.in. 

 

“First off I want to say thank you to the owner of the Hawks for giving me some extra gas tonight. My only advice to him is next time he opens his mouth, actually know what you’re talking about in terms of x’s and o’s, versus checks and bottom lines." 

 

“We’re not dirty. You have to understand the word dirty in this game is very defined. Trying to hurt guys….ill intent. That’s not how we play basketball. We play very very respectable to the opponent, to the city. I play with a lot of passion and with force. It’s the playoffs. I haven’t been here trying to hurt anybody and neither have my teammates. I found that comment to be a little rude and out of hand, and I wanted to address
it.” 

 

Możecie obejrzeć całą jego wypowiedź tutaj:

 

 

Wiemy, że KG stawiał najbardziej nielegalne zasłony w lidze, dopóki uczeń nie przerósł mistrza (Perk) i że czasem nawet jego ponosi frustracja gdy jego zespół przegrywa wysoko w b-2-b. Wiemy, że nie wiadomo z jakiego powodu uważa, że biali Europejczycy są soft, zwłaszcza Hiszpanie i Włosi. Nie wiemy czemu, ale robił to w poprzednich latach i stało się to już chyba bardziej zabawne, karykaturalne niż powodem, aby złościć się na gościa. 

 

W tym sezonie nie mamy jednak żadnego nowego materiału wideo, żadnych kolejnych dowodów, że bije i ucieka, w czasie gdy nawet kibice Clippers krzyczą "Reggie! Reggie! Reggie!",  a kibice innych drużyn płaczą nad tym jak soft lub jak leniwi są ich wysocy. Zwłaszcza dzisiaj.

 

Wiemy też, że Charlie Villanueva ma w NBA etykietę mięczaka, który nie może wyleczyć kostki, ale nie wiemy czy jest zrównoważony psychicznie i czy KG faktycznie powiedział mu to co Villanueva twierdził, że usłyszał. Czemu mamy wierzyć komuś takiemu?

 

 

Statystyki +/- nie kłamią. Kevin Garnett na osiem dni przed skończeniem 36 lat wciąż jest jednym z najbardziej pożądanych wysokich w NBA i przekonamy się o tym po tym sezonie, gdy zostanie niezastrzeżonym wolnym agentem i podchody pod niego urządzać będą WSZYSTKIE z najlepszych drużyn w lidze, włącznie z Miami.

 

 

 



Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 060 110 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u