Bloog Wirtualna Polska
Jest 923 956 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS



LOU WILLIAMS UKRADŁ KOBE'MU CRUNCHTIME

wtorek, 07 lutego 2012 15:03

Maciej Kwiatkowski

 

Kobe trafił kilka takich rzutów w pierwszej połowie, że Doug Collins otwarcie przyznał po meczu, że nie wiedział co zrobić. W drugiej połowie Kobe rzucił jednak tylko cztery punkty, a crunchtime meczu, w którym Sixers przegrali deski 30-55, ale zaliczyli tylko 4 straty (rekord klubu) rozstrzygnął "Sweet" Lou Williams, jedyny w NBA najlepszy strzelec swojej drużyny, który wchodzi z ławki.

 

76ers przegrywali 81-86 na cztery minuty przed końcem i wtedy Williams wszedł "in the zone", rzucając 12 z ostatnich 14 punktów Sixers. Kobe w tym czasie trafił tylko 1 z 6 rzutów, miał też jedną stratę.


"I wouldn’t put my name in the conversation with Kobe, but tonight I made shots,"

 

 

 



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

PRZERWA NA ŻĄDANIE (05-06.02.2012)

wtorek, 07 lutego 2012 14:34

 

Bartek Tomczak

 

Niedzielę w NBA kompletnie przyćmił Super Bowl, za to minionej nocy działo się tyle, że gdzie się człowiek nie obejrzał to czekała na nas dogrywka lub zacięta końcówka. W najnowszej Przerwie na Żądanie czeka na was podsumowanie, tych wszystkich wydarzeń.

 

Program dostępny w lepszej jakości po przestawieniu na 720p.





Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ZRZUT, ZRZUCIK, ZRZUCZUNIO AKADEMICKI... DLA KURAŻU!

wtorek, 07 lutego 2012 13:09

 

 

Sebastian Hetman

 

 

Cóż to był za weekend! Po raz kolejny na talerzu dostaliśmy porcję bardzo ciekawych i emocjonujących spotkań. Popisałbym o tym wczoraj, ale moja leniwa natura odłożyła jak zwykle na ostatnią chwilę artykuły do MVP Magazyn.

 

 

Dzisiaj wracam z kolejnym zrzutem akademickim, a do wieczora przedstawię Wam grafik nadchodzących spotkań w tym tygodniu, bo ten tydzień jest specjalny!

 

 

Tzw. Rivalry Week będzie nam towarzyszyć aż do niedzieli i jak sama nazwa wskazuje, będą to pojedynki odwiecznych rywali wewnątrz poszczególnych Konferencji. Takie przysmaki jak Florida vs. Kentucky, Duke vs. North Carolina, czy Syracuse vs. Connecticut tylko w tym tygodniu!

 

 

Będzie niesamowicie, będzie grubo, będzie emocjonująco i nawet Jeremy Lin nie zbije mnie z tropu przez najbliższe 6 nocy. Bang!

 

 

 

SZOK JAKICH MAŁO: Miami (FL) @ (10)Duke  78:74 OT (niedziela)

Fantastyczny Reggie Johnson (27 pkt., 13 zb., 2 blk.) zdobył 5 z 9 punktów swojego teamu w dogrywce, a dzięki niemu Miami Hurricanes niespodziewanie pokonali na wyjeździe Duke Blue Devils. Hurricanes już w pierwszej połowie (42:28) zaszokowali samego trenera Krzyzewskiego, a ich obwodowy defense w całym spotkaniu zatrzymał Duke na skuteczności raptem 29% za trzy. Obok Johnsona dobrze zaprezentował się Kenny Kadji. Miał 15 punktów (4/5 za trzy) i 8 zbiórek, zaś gracze Miami dobrze spisywali się na tablicach. Podkoszowi Duke (bracia Plumlee i Ryan Kelly) zdobyli tylko 16 punktów, a Mason Plumlee jako jedyny wyróżniał się w pomalowanym (13 zb.). Blue Devils w drugiej połowie wzięli się do roboty, a gorący na dystansie był Seth Curry (22 pkt., 4/7 za trzy). Austin Rivers miał 20 punktów, ale trafił zaledwie jedną trójkę na siedem oddanych. Ekipa Duke przegrała ostatni raz co najmniej dwa spotkania we własnej hali z nie notowanymi rywalami w sezonie 2006/07 (bilans 15-4 w domu). Już w środę Krzyzewski i spółka zagrają w hicie tego tygodnia. Jadą na gorący kampus w Chapel Hill, gdzie zmierzą z odwiecznymi rywalami – North Carolina Tar Heels.

 

 

SŁABI TEŻ MOGĄ: Idaho @ Nevada  72:68 (sobota)

Niepokonani w Konferencji WAC Nevada Wolf Pack przegrali swój pierwszy mecz od 26 listopada. Idaho Vandals przerwali tym samym passę 16 zwycięstw z rzędu ekipy Olka Czyża. W sobotę nieoczekiwanie postawili twarde warunki na kampusie w Reno, zaś tercet Barone-Geiger-Madison zdobył w sumie 50 z 72 punktów Vandals. Gorący tego wieczoru był szczególnie Stephen Madison (18 pkt.), który trafił 4 z 5 rzutów za trzy (w tym jeden kluczowy w ostatniej minucie), zaś Kyle Barone (16 pkt.) dorzucił dwa celne rzuty wolne w końcówce. Dzięki tej dwójce Vandals przetrwali pościg Deonte Burtona (18 pkt.), który mimo słabego początku rozkręcił się w drugiej połowie. Olek Czyż miał 12 punktów (6/9 z gry) i 9 zbiórek, ale ekipa Wolf Pack w całym spotkaniu trafiła tylko 6 trójek na 24 oddane. Podczas Rivalry Week Nevada zagra w piątek na niewygodnym terenie uniwerku Hawaii w Honolulu, a już na następny dzień Czyż i Wataha polecą do San Jose na mecz z miejscowymi Spartans.

 

 

NIE WYWOŁUJ WILKA Z LASU: (18)Marquette @ Notre Dame  59:76 (sobota)

Który to już raz Fighting Irish pokonują wyżej rozstawionego rywala? Od czasów rozpoczęcia spotkań wewnątrz Konferencji Big East ekipa Notre Dame jest rewelacją rozgrywek i z bilansem 7-3 zajmuje czwarte miejsce na „Wielkim Wschodzie”. W sobotę odprawili z kwitkiem silnych Marquette Golden Eagles, głównie za sprawą świetnej postawy Pata Connaughtona (23 pkt., 11 zb., 5/8 za trzy). Irish coraz lepiej radzą sobie w defensywie, a w ostatnich czterech spotkaniach zatrzymywali przeciwników średnio na 52 punktach. W sobotę zagrali rzeźnię w ofensywie, szczególnie w drugiej połowie, a na dystansie trafili 11 z 23 trójek. Po stronie Marquette Darius Johnson-Odom i Vander Blue trafili razem tylko 10 z 25 rzutów, a cały zespół zagrał na poziomie średnich 39% z gry.

 

 

BRUDNE POŁUDNIE: (6)Baylor @ Oklahoma State  64:60 (sobota)

Quincy Acy (11 pkt., 12 zb.) i Perry Jones III (16 pkt., 11 zb.) opanowali deski na niewygodnym terenie uniwerku Oklahoma State. Sam Acy w ostatnich fragmentach zaliczył kluczową zbiórkę w ataku, dlatego Bears mogli cieszyć się z ósmego zwycięstwa w Big 12 Conference. Co ciekawe, na terenie Cowboys nie wygrali od 2003 roku, lecz w sobotę przerwali passę ośmiu takich porażek z rzędu. Najskuteczniejszym zawodnikiem Oklahoma State był Brian Williams (23 pkt., 9/15) z gry, a średnie spotkanie zaliczył Le’Bryan Nash, który półtora tygodnia temu był w zasadzie rewelacją kolejki. Freshman Cowboys rzucił 11 punktów na niezłej skuteczności (5/10 z gry), ale moim zdaniem taki talent powinien być bardziej wykorzystywany. Bears uciekli w ciężkiej końcówce i wyrwali kolejne cenne zwycięstwo, a już jutro zagrają z Kansas Jayhawks podczas tygodnia rywalizacji.

 

 

ONE MAN SHOW NIE POMÓGŁ: West Virginia @ Providence  87:84 OT (niedziela)

Świetny Gerald Coleman (30 pkt., 12/16 z wolnych) celnym rzutem wolnym mógł doprowadzić do drugiej dogrywki (stan po 84), ale Darryl „Truck” Bryant popisał się szalonym rajdem i trafił trójkę dająca zwycięstwo ekipie Mountaineers. Bryant w całym spotkaniu zdobył 32 punkty (5/12 za trzy), a obok niego świetnie zaprezentował się podkoszowy duet. Kevin Jones (20 pkt., 5 zb., 3 blk.) i Deniz Kilicli (22 pkt., 6 zb.) zagrali przyzwoicie w ofensywie, szczególnie bliżej pomalowanego.

 

 

HIT KONFERENCJI: (7)Kansas @ (4)Missouri  71:74 (sobota)

Marcus Denmon (29 pkt., 9 zb., 6/9 za trzy) został bohaterem sobotniego hitu pomiędzy Kansas a Missouri. Senior z Mizzou w ciągu dwóch ostatnich minut zaliczył akcję „2+1” i trafił dwie jakże ważne trójki, dzięki czemu Tigers w końcówce spotkania zaliczyli run 11-0 i zatrzymali napór Jayhawks, wśród których jak zwykle rewelacyjnie spisywał się Thomas Robinson (25 pkt., 13 zb.). Kandydat do nagrody National Player of The Year miał co prawda 5 strat, ale był najpewniejszym punktem Kansas, zaś wspomagał go Tyshawn Taylor (21 pkt.), który momentami gubił się w ofensywie. Kiedy Taylor zalicza więcej niż 3 straty w meczu, Jayhawks mają ogromne problemy w końcówkach. Z kolei Tigers są najgorętszą ekipą w Konferencji Big 12, a ich taktyka w stylu small-ball (czterech obrońców + skrzydłowy) do tej pory zdaje egzamin celująco. Kolejne hity w Big 12 Conference przed nami. Kansas w środę zagrają z Baylor Bears, podobnie jak popularni Mizzou, którzy będą ich gościć na własnym parkiecie w sobotę.

 

 

Świeży ranking Top 25 AP (w nawiasie bilans ogólny, po przecinku bilans w konferencji):

 

1. Kentucky (23-1, 9-0)

2. Syracuse (23-1, 10-1)

3. Ohio State (20-3,8-2)

4. Missouri (22-2, 9-2)

5. North Carolina (20-3, 7-1)

6. Baylor (21-2, 8-2)

7. Kansas (18-5, 8-2)

8. Florida (19-4, 7-1)

9. Murray State (23-0, 11-0)

10. Duke (19-4, 6-2)

11. Michigan State (18-5, 7-3)

12. Georgetown (18-4, 8-3)

13. San Diego State (20-3, 6-1)

14. UNLV (21-4, 5-2)

15. Florida State (16-6, 7-1)

16. Saint Mary’s (22-2, 11-0)

17. Creighton (21-3, 11-2)

18. Marquette (20-5, 9-3)

19. Virginia (18-4, 5-3)

20. Mississippi State (18-5, 5-3)

21. Wisconsin (18-6, 7-4)

22. Michigan (17-7, 7-4)

23. Indiana (18-6, 6-6)

24. Louisville (19-5, 7-4)

25. Harvard (20-2, 6-0)

 



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

PRZERWA NA ŻĄDANIE EXTRA (Rezerwowi do Meczu Gwiazd)

wtorek, 07 lutego 2012 12:04

 

Bartek Tomczak

 

Dzisiaj na blogu, szykuje się prawdziwy dzień z Przerwą na Żądanie, bo jest spora szansa, że usłyszymy się aż trzy razy. Na dobry początek obiecywana przed tygodniem Przerwa na Żądanie EXTRA, w której wspólnie z Maćkiem, Michałem i Przemkiem wybraliśmy swoich rezerwowych do Meczu Gwiazd. Wieczorem dostaniecie na pewno jeszcze jedną naszą rozmowę, w całości poświęconą starciu Kevin Love vs. Luis Scola.

 

Program dostępny w lepszej jakości, po przestawieniu na 720p.


 



Podziel się:

komentarze (2) | zaloguj się, aby dodać komentarz

KONIEC SEZONU DLA BILLUPSA?

wtorek, 07 lutego 2012 11:50

Maciej Kwiatkowski

 

Każdy kto potrzebuje przypomnienia o tym dlaczego umotywowany Dwight Howard (33 pkt, 14 zb.) jest jednym z najlepszych zawodników ligi, powinien zobaczyć to spotkanie. Clippers ostatecznie wygrali w dogrywce 107:102 dzięki 29 punktom i kolejnej porcji wielkich rzutów w crunchtime od Chrisa Paula (+ dwóm rzutom za pięć punktów Carona Butlera w dogrywce), ale Howard - czy to bezpośrednio kryjąc pick/roll, czy pomagając przy nim (zwłaszcza) - zupełnie wyłączył loty nad kosz Blake'a Griffina i DeAndre Jordana. Griffin i Jordan mieli tylko JEDEN dunk w meczu i była to dobitka tego drugiego.  

 

Clippers nie wygraliby tego trudnego spotkania, gdyby nie rzuty z dystansu i gdyby nie Chauncey Billups i jego 5/10 za 3. Billups miał 11 punktów do połowy czwartej kwarty po czym próbując zatrzymać startujący kontratak Magic, stanął tak, że nie wiadomo przypadkiem czy nie zerwał Achillesa. Opuścił parkiet w asyście kolegów z teamu. 

 

Nie wyglądało to aż tak źle, ale ponoć Clippers spodziewają się najgorszego. Po meczu było tylko jasne, że kilka tygodni przerwy to będzie minimum, a grozić może Billupsowi nawet koniec sezonu, gdyby faktycznie doszło do zerwania ścięgną. Z drugiej strony, trochę dziwię się, że nie wiemy tego już teraz - może to dobry znak, zobaczymy. Clippers nie opublikowali po meczu żadnej informacji na temat kontuzji.

 

Clippers mają Mo Williamsa, Randy'ego Foye'a i wracającego Erica Bledsoe na obwodzie, ale Billups to gracz, który jest w stanie wygrywać dla LAC pojedyncze mecze, jak zrobił to ostatnio w Denver, czy jak prawie zrobił to wczoraj. Jeśli Clippers mają szukać jakiegokolwiek pozytywu w tej sytuacji - o ile faktycznie nie będzie to season-ending injury - to fakt, że kontuzja Billupsa powinna zmusić ich teraz do szukania wingmana, dodatkowego obrońcy, który wspomógłby Butlera w ewentualnym match-upie z Kevinem Durantem czy Kobe'm Bryantem. Nie zdziwię się jeśli za kilka dni usłyszymy o planach wyjęcia z New Jersey Nets DeShawna Stevensona czy Keitha Bogansa. Koniec końców, Clippers będą potrzebować w playoffach rzutów za trzy Billupsa, jeśli chcą grać o mistrzostwo Zachodu.

 

 



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

CZY SĘDZIOWE WYPACZYLI WYNIK MECZU PORTLAND-OKLAHOMA?

wtorek, 07 lutego 2012 11:00

 

Maciej Kwiatkowski


Oklahoma City Thunder wygrali po dogrywce wielki mecz w Portland (111:107), po tym jak przegrali z Blazers u siebie na początku stycznia i w sobotę w słabym stylu polegli w San Antonio. Nikt nie gra jednak z Thunder tak jak Trail Blazers. Tyle wydarzyło się minionej nocy, ale to był najlepszy mecz i jeśli Thunder zagrają z Blazers w pierwszej rundzie playoffów, to możemy mieć wielką serię.

 

Trail Blazers nie pomogli sobie, nie zbierając trzech kolejnych piłek w obronie w ostatniej minucie czwartej kwarty (i 19 w całym meczu), ale po tym, przy ich prowadzeniu 103:101 na 6 sekund przed końcem, LaMarcus Aldridge wyglądało, że czysto zablokował Kevina Duranta. Sędziowie odgwizdali tymczasem goaltending.

 

“I timed it. I knew he was going to go to the basket, shoot with his right hand, so I timed it perfectly. I put it on the glass. It didn’t hit the glass first.”


Nawet KD wyglądał jakby wiedział, że chyba nie zdążył z lay-upem.

 

 

Nicolas Batum został zablokowany w ostatniej akcji czwartej kwarty przez Russella Westbrooka i w dogrywce Kendrick Perkins kontynuował zamykanie LaMarcusa Aldridge'a w końcówce. Aldridge był genialny przez większość meczu, pokazując że wyrósł na jednego z najlepszych wysokich w izolacjach w lidze, przodem czy tyłem do kosza i niebezpodstawnie wybierany jest jako pewniak do debiutu w Meczu Gwiazd. Miał 39 punktów i gnoił Perka. Perk pozwolił mu jednak na tylko jeden celny z ostatnich dziewięciu rzutów. Tak czy inaczej - Blazers grali bez Raymonda Feltona - to byłaby znakomita seria w playoffach.


 



Podziel się:

komentarze (8) | zaloguj się, aby dodać komentarz

TERAZ, JEREMY LIN JEST GWIAZDĄ NBA

wtorek, 07 lutego 2012 7:31

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Więc teraz to już nie jest przypadek. Jeden mecz? W tej ofensywie? Jeszcze jeszcze. Ale drugi? Madison Square Garden nie potrzebuje atletyzmu, tumanów kurzu czy jakiś superspektakularnych akcji. Wystarczy stary, dobry pick&roll.  

 

23-letni Jeremy Lin rzucił 28 punktów i miał 8 asyst minionej nocy w meczu z Utah Jazz, po tym jak rzucił 25 punktów i rozdał 7 asyst w sobotę przeciwko New Jersey Nets. Co jest prawie najważniejsze: Knicks wygrali obydwa mecze. Ten wczorajszy bez Amare Stoudemire'a i Carmelo Anthony'ego. 

 

Co jest natomiast najważniejsze - to wielki rekonesans szans NBA na odzyskanie fanbase'u w Azji. Bo czego dodawać nie trzeba, Jeremy Shu-How Lin (Lin Shuhao) to azjata, Tajwańczyk.  

 

Jego ojciec w 1977 roku trafił do USA, aby zdobyć doktorat z inżynierii komputerowej na uniwersytecie Purdue. Potem przeniósł się do Kalifornii, gdzie złapał bakcyla koszykówki i postanowił wychować dwóch synów na koszykarzy. Joshua i Jeremy grali w szkołach średnich w Palo Alto. Jeremy poszedł dalej. Zaliczył Harvard, został niewybrany w drafcie i po tym jak jesienią 2010 roku był gwiazdą media day przed obozem Golden State Warriors, którzy próbowali wskrzesić organizację po wszystkich tych krwawych mary Dona Nelsona, Jeremy dziś wyrasta na nowego bohatera w krajach Dalekiego Wschodu. 

 

Co prawie tak ważne, ma pick&roll game - 10/16 w tego typu akcjach w ostatnich dwóch meczach. Na dodatek ci, których krył trafili 5/18. Nie jest atletyczny, nadzwyczajnie szybki, ale jest superbystry, nawet jeśli popełnił osiem strat wczoraj, bo był mimo wszystko zbyt nahype'owany tym całym hype'm na siebie. New York Giants z tej innej ligi na N siedzieli wzdłuż linii bocznych i w czwartej kwarcie prawie wszyscy wstali, klaszcząc w ręce. Do licha, Jeremy Lin jest gwiazdą NBA, co my wiemy?

 

Dwyane Wade per 48 minutes: 29.4 PTS, 6.2 REB, 7.6 AST, 2.8 STL.

Jeremy Lin per 48 minutes: 30.2 PTS, 6.0 REB, 11.4 AST, 2.5 STL.

 



 



Podziel się:

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

NIE WĄTP W TRÓJKI GARNETTA, ALBOWIEM ON TO POTRAFI

wtorek, 07 lutego 2012 4:07

 

Marek Dziuba

 

Ten tam u góry z piłką w dłoniach, który  gapi się na was nieustannie za każdym razem, gdy tutaj zaglądacie, chce wam przekazać coś  w swoim stylu, jeśli do tej pory robicie wielkie oczy, a szczęka opada wam do butów, kiedy widzicie jak trafia za trzy:

 

"Potrafię rzucać trójki.

 

Hej, ale nie przyzwyczajacie się do tego. Traktujecie mnie jakbym miał 50 lat, biegał po parkiecie tylko na jednej nodze, o lasce. Tak bywa, że pewne wieczory są lepsze od innych, a inne gorsze. Jestem człowiekiem i popełniam błędy, ale potrafię rzucać za trzy. Nie robię tego, bo mamy w składzie jednego z najlepszych strzelców za 3 w historii - Raya Allena. Mamy też Paula Pierce'a, który wygrał konkurs trójek. Mamy też innych zawodników, którzy potrafią to robić.

 

To nie jest moja rola tutaj. Moim zadaniem jest znajdować dla kolegów otwarte pozycje do zdobywania punktów, a jeśli oni podadzą do mnie, to moim obowiązkiem jest umieszczenie piłki w koszu lub podanie jej po raz kolejny, fajnie. Choć potrafię trafić za 3!

 

Kiedy chodzę ulicami, wszyscy zachowują się jakby byli przez to w szoku. Przestańcie ludzie. W Bostonie, w każdym miejscu na świecie. W Minnesocie, LA, Concord, Lexington, Burlington. Potrafię rzucić za trzy. Przyjmijcie to do świadomości.

 

Wszyscy zachowujecie się jakbyście byli w szoku, jakbyście nigdy wcześniej nie widzieli czarnoskórego, który trafił do kosza za 3. Co się z wami dzieje? Doc Rivers chwycił mnie dzisiaj i radził: rzucaj, rzucaj, rzucaj, rzucaj. Trafiłem za trzy i spojrzałem na niego 'Huh, tego chciałeś? Umiem trafiać trójki'. Nie zaczynajcie akcji "rzucaj" tak jak ze Scalem. Nie chcę tego. Nie róbcie mi tego. Jestem tu od innych rzeczy - nie rzucania trójek. Jeszcze jakieś pytania?"

 

 

Cóż, najłatwiej jest mi to wyjaśnić mówiąc, że KG miał po prostu wyborny humor po niedzielnym zwycięstwie nad Memphis Grizzlies. Był to jeden z jego najlepszych występów w aktualnym sezonie (24/9), w którym trafił "już" swoją trzecią trójkę. Kierując się zaawansowanymi' statystykami, prędzej możemy spodziewać się kolejnej wygranej Wizards niż następnej 3-ki autorstwa Kevina (z tym, że nie wiem jak w Charlotte ze wsadami idzie Borisowi Diawowi).

 

Nigdy nie kwestionowałem u KG umiejętności trafiania za trzy, chociaż jego procent skuteczności zza łuku z całej kariery jest niewysoki (28.5%). Mimo wszystko, odkąd gra w Bostonie praktycznie odrzucił ten element ze swojego repertuaru. Próbuje szczęścia za 3 naprawdę rzadko i przeważnie tylko wtedy, gdy na zegarze brakuje sekund i jest zmuszony to zrobić. Przez 5 lat jako Celt oddał zaledwie 32 rzuty za trzy... 24 mniej niż w ostatnim (pojedyńczym) sezonie jako "Leśny Wilk".

 

Kevin przesadza wg mnie z tą wstrzemięźliwością...

 

To, że przynajmniej raz w meczu rzuci za tri, nie od razu zmieni go przecież w Rasheeda z kresu kariery.


 



Podziel się:

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

DIRK PRZYZNAJE, ŻE NIE ZASŁUGUJE NA MECZ GWIAZD

wtorek, 07 lutego 2012 2:10

 

Marek Dziuba

 

Do Darka Nowickiego mam od wielu, wielu lat ogromny szacunek, który urósł wręcz do uwielbienia, po tym jak Niemiec swoją spektakularną grą w ubiegłych Playoffach nie pozostawił wątpliwości, co do tego, że jest WIELKI. Pokochałem jego książkową legendę tym bardziej, bo spełnił w niej coraz rzadziej spotykany w lidze wzorzec dochodzenia do mistrzostwa, będąc wiernym na dobre i na złe wyłącznie jednej drużynie. To jest wspaniałe i będzie pamiętane na wieki, wieków amen. 

 

Poza tym lubię go po prostu jako człowieka, bo mimo, że jest gwiazdą, wydaje się taki... ludzki, bardzo sympatyczny i szczery.  Widać to też zresztą po tym co i jak mówi (komentarze na dole) 

 

Niemniej jednak męczące trasy koncertowe z wykonaniem "We are the champions", długie świętowanie i zbyt wiele golonki wraz z szeroko rozumianym lockoutem sprawiły, że Dirk do bieżącego sezonu przystąpił w fatalnej formie. Kryzys szczególnie objawił się po kilku pierwszych meczach w tych naładowanych nimi niczym dobra kasza spyrkami rozgrywkach. Nowitzki ledwo dolatywał do obręczy i w zasadzie po 20 minutach gry oddychała za niego koszulka. Jego rzut też nie wydawał się tak precyzyjny, a w końcu pozostawał dla niego właściwie jedyną bronią, kiedy ciało dało znać o  wyraźnych ograniczeniach po dłuższej przerwie od sportu. Mavs dali mu więc ostatnio kilka dni przerwy, aby popracował nad kondycją i wzmocnił bolące kolano. Po cztero-meczowej absencji, w spotkaniach przeciwko Pacers i Cavaliers wyglądał już momentami jak ten stary dobry Dirk. Problem w tym, że Dallas przegrało oba te mecze.

 

W tej chwili zdecydowanie nie jest to Dirk na poziomie All-Star. Oczywiście za ostatni sezon jestem gotowy wziąć młotek i dłuto i wyrzeźbic mu pomnik z jakiegokolwiek większego kamienia leżącego u mnie na podwórku nawet przy -15, ale patrzę na "teraz", a to "teraz Dirka" zwyczajnie nie zasługuje na nominację do nadchodzącego Meczu Gwiazd w Orlando, zwłaszcza, że pozycja silnego skrzydłowego na Zachodzie jest potężnie obsadzona. Potwierdza to... sam zainteresowany:

 

 

- Notując iletam, 15, 16 czy punktów na mecz, nie powinieneś być All-Starem. Ale wszyscy musimy po prostu poczekać i zobaczyć, jak to się rozstrzygnie Mamy w lidze bardzo dużo młodych zdolnych, którzy zasługują na to wyróżnienie m.in. LaMarcus Aldridge, który aż prosi się o to od kilku lat. To świetny młody gracz, miło się go ogląda. No i wiadomo, Blake i Kevin też prezentują się rewelacyjnie. Sporo tego talentu na mojej pozycji.


 

Za kilka godzin poznacie nasze opinie dotyczące rezerwowych do All-Star Game. Według mnie to przede wszystkim zawodnicy, którzy prezentują wysoką, równą formę w tym innym niż zwykle sezonie powinni dostąpić tego zaszczytu. Wszystko w rękach trenerów. LaMarcus Aldridge, Kevin Love... trudno mi sobie wyobrazić by któregoś z nich mogło zabraknąć w tym meczu kosztem bardziej utytułowanego Tima Duncana czy wspomnianego Dirka. Dla Niemca oznaczałoby to koniec serii 10 kolejnych występów w ASG, ale jeśli myślicie, że się tym przejmuje to...

 

 

- Dla mnie ważniejsze jest teraz wrócić do odpowiedniej dyspozycji, do właściwego rytmu. Przyzwyczaić się do wzmożonego wysiłku, biegania i skakania. To dla mnie ważniejsze od występu w Meczu Gwiazd. W końcu chcemy 'przycisnąć' po przerwie na All-Star.


 



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

SYN TAJWANU

poniedziałek, 06 lutego 2012 21:46

 

Przemek Kujawiński

 

Nie twierdzę, że my również nie mamy innej perspektywy. Tak naprawdę rozumiemy tę ligę na swój sposób i nigdy nie dowiemy się jak to jest być fanem Chicago... z Chicago. Wystarczy poczytać komentarze w prasie na temat Marcina Gortata (choć - co jest nasze, polskie - najczęściej zamiast chwalić ganimy). Zresztą nie jesteśmy w tym odosobnieni. Jeśli uważacie, że my na wyrost zachwycamy się Rickym Rubio, musicie kiedyś poczytać hiszpańską prasę sportową. Po 30 stronach temat piłki nożnej, tenisie i sportach motorowych znajdziecie pół strony o Hiszpanach w NBA, ale jakie pół strony. Ricky to już All-Star pełną gębą, który porywa całe Stany!

 

Tajwan... Cóż Tajwan ma jednak swój własny film. Choć trzeba przyznać, że dosyć celnie podsumowali Knicks.



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Licznik odwiedzin:  15 107 288

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Piotr Makulec

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Rafał Niewiadomski

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u