Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 421 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


TONY BATTIE ZROBIŁ RÓŻNICĘ, SIXERS W II RUNDZIE

piątek, 11 maja 2012 13:01

 

 

Maciej Kwiatkowski


Chicago Bulls ostatecznie przegrali minionej nocy bez Derricka Rose'a i Joakima Noaha, ale zasługują na aplauz ponieważ dla tych oczu byli zespołem lepszym, pomimo tego, że Luol Deng prawie złamał nos, a Taj Gibson kuśtykał na kontuzjowanej kostce. Moglibyśmy chwalić Philadelphia 76ers za awans do II rundy, ale w meczu nr 6 dali się ozbierać na deskach 33-56, na dwie minuty przed końcem stracili cztery zbiórki ofensywne z rzędu, usłyszeli buczenie od własnej publiczności, prowadząc 3-2 w serii, zdobyli 31 punktów w drugiej połowie.... i wygrali.

 

Wg ESPN Stats & Info 76ers zostali pierwszym zespołem w historii playoffów, który wygrał mecz trafiając nie więcej niż 40% z gry i przegrywając deski co najmniej -23.

 

Mieli też prezent od C.J'a Watsona, który przy prowadzeniu Bulls +1 wysłał podaniem w kontrataku Omera Asika na linię rzutów wolnych na 7 sekund przed końcem. Problem? Asik trafiał 46 procent rzutów wolnych w tym sezonie. Był najgorszym zawodnikiem spośród 175, którzy oddali w sezonie regularnym co najmniej 100 rzutów z linii.

 

Co wydarzyło się w ostatnich sekundach możecie zobaczyć lub raz jeszcze możecie przypomnieć sobie w oficjalnym highlighcie NBA.


 


Przede wszystkim była to fantastyczna decyzja najlepszego na parkiecie Iguodali (20 punktów, 7 asyst), aby zaatakować Bulls, gdy Luol Deng chyba trochę zbyt mocno poświęcił się próbie zaatkowania ofensywnej deski. Iguodala został sfaulowany pod koszem i wykorzystał dwa rzuty wolne na 2,2 sek. przed końcem. Jakub Wojczyński z Przeglądu Sportowego ma ciekawy stat - Andre Iguodala w sezonie regularnym trafiał 45 procent rzutów wolnych w czwartej kwarcie, czyli w crunch-time był na poziomie 48 minut Asika.



Mecz nr 6 jak się okazało uratował Tony Battie. Nie tylko dlatego, że grał w tej serii 0 minut, ale też dał Iguodali pewną radę, którą All-Star 76ers zdecydował się wykorzystać. Powiedział mu, aby pomyślał o czymś przyjemnym, o czymś co kocha, po prostu. Iguodala pomyślał więc o swoim synu. Jest to wprawdzie stara technika, stosowana np w gabinetach stomatologicznych czy ...w życiu, ale raz jeszcze okazuje się skuteczna.

 

 

"When you're teaching your son how to shoot free throws, you can't miss." - via SI.com
 

 

W sobotę 76ers rozpoczną w Bostonie rundę nr 2 i zapowiada się kontynuacja tego co widzieliśmy w dwóch seriach wygranych przez te zespoły w I rundzie. Kto pierwszy do 80 - wygrywa. Celtics mają trochę kontuzji i tylko jeden dzień przerwy. 76ers są zdrowi, ale nie mają przewagi parkietu. Kogo macie?


 

 



Podziel się:

komentarze (13) | dodaj komentarz

TRENER PACERS NAZYWA MIAMI HEAT FLOPERAMI. GRATULACJE FRANK

piątek, 11 maja 2012 12:07

Maciej Kwiatkowski

 

Wczorajszej nocy wisiały nad NBA co najmniej dwie historie, w których jeden koszykarz lub cała ich grupa wykorzystywali słowa płynące z obozu przeciwnego jako motywację. Michael Gearon Jr, właściciel Hawks powiedział w środę, że Kevin Garnett jest najbrudniej grającym zawodnikiem NBA. KG w odpowiedzi szkolił Atlantę w post-up w drugiej kwarcie, zdominował w obronie na początku czwartej i trafił jeszcze  game-winnera, zaliczając występ jaki miało tylko trzech graczy w historii playoffów (Tim Duncan, Hakeem Olajuwon). Po meczu KG odniósł się bezpośrednio do jego słów. 

 

Drugi przykład to klasyczne już dzisiaj słowa Andrew Bynuma sprzed kilku dni: "Close-out games are easy. Teams tend to fold if you come out and play hard in the beginning". 

 

Cóż, Nuggets Nuggsies wygrali mecz nr 5 i zaczęli pierwszą połowę od 13-0, a drugą od 15-3, doprowadzając do meczu nr 7. Cudowny pomysł Andrew, zwłaszcza, że playbook George'a Karla zaczyna się i kończy na słowie energia. 

 

Akurat Kevin Garnett i Denver Nuggets tak naprawdę nie potrzebują raczej specjalnej motywacji, ale w obydwu przypadkach takie słowa w ich kierunku to głupota. Możemy nazwać to karmą, ale to sprowadzanie motywacji do poziomu romansów i wróżenia z kart

 

Frank Vogel, który przez większość swojej krótkiej kariery jawił się jako wyważony gość i utalentowany, młody coach, przed rozpoczęciem (niedziela) serii z faworytem Konferencji Wschodniej zdecydował się zwrócić uwagę Miami Heat na swój, niedoceniany trochę przez media w USA zespół. Mike Wells z IndyStar ma ten cytat:

 

"(Miami) They are the biggest flopping team in the NBA. It'll be very interesting to see how the referees officiate the series and how much flopping they reward." 

 

Cóż... Dwyane Wade rzucał 53% w tym sezonie z Indianą, Frank. 

 

"Every drive to the basket, they have guys not making a play on the ball, but sliding in front of drivers. Oftentimes they're falling down even before contact is even being made. It'll be interesting to see how the series is officiated." 

 

Nie wiem czy Miami Heat akurat flopują najbardziej w lidze, ale to jest po prostu głupie Frank.

 

Miami Heat w końcówce sezonu regularnego mieli trochę wewnętrznych kłopotów (np wystawiali Ronny'ego Turiafa w piątce...) i zakończyli sezon nie jakimś specjalnie imponującym 19-13. Widać było, że czekają już na playoffy. Rywalizacja z New York Knicks w I rundzie sama w sobie stanowiła dla nich wielką motywację z przyczyn, których wszyscy zdajemy sobie sprawę, więc jeżeli Pacers mogli na coś liczyć to przede wszystkim na to, że Heat pamiętają głównie o dwóch okrutnych blowoutach na Pacers z pierwszych dwóch meczów sezonu, aniżeli o meczu nr 3 wygranym dopiero po dogrywce (93:91), czy meczu nr 4, w którym Pacers rozjechali Heat w Indianie 105:90. 

 

Teraz mają ich pełną uwagę. Gratulacje Frank, powodzenia.

 


 

 



Podziel się:

komentarze (28) | dodaj komentarz

PRZERWA NA ŻĄDANIE (10.05.2012)

piątek, 11 maja 2012 10:36

 

Bartek Tomczak

 

Czwartkowa noc w NBA w Przerwie na Żądanie.

 

Program dostępny w lepszej jakości, po przestawieniu na 720p.

 



Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

PRZERWA NA ŻĄDANIE (09.05.2012)

czwartek, 10 maja 2012 11:46

 

Bartek Tomczak

 

New York Knicks mają już wakacje, a w Memphis odżyli Marc Gasol i Zach Randolph i o tym wszystkim w dzisiejszej Przerwie na Żądanie.

 

Program dostępny w lepszej jakości, po przestawnieniu na 720p.

 



Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

DAY-TO-DAY: GRIZZLIES MAJĄ ODPOWIEDŹ, CAŁY CZAS MIELI

czwartek, 10 maja 2012 11:24

Maciej Kwiatkowski

 

 

MEMPHIS GRIZZLIES, LOS ANGELES CLIPPERS 92:80 (2-3)



Teraz, po tym jak Zach Randolph i Marc Gasol trafili 12 z 14 rzutów w samej pierwszej kwarcie, wygranej 36-22, nie może być już bardziej jasne jak Grizzlies mogą nie przegrać tej serii. Pisałem o tym dwa dni temu, pisali inni.

 

To nie mogło być bardziej widoczne niż we wczorajszym meczu i nie może być prostsze - gdy Grizzlies w pierwszej kwarcie grali pod kosz, to przynosiło efekty. Gdy nie dogrywali piłki do Gasola i Randolpha przez trzy kolejne kwarty  - Clippers nawet z rozgrywającym słaby mecz Chrisem Paulem pozostawali w grze.  

 

Paul i Blake Griffin nabawili się urazów w drugiej połowie, które mogą dodatkowo pomóc Grizzlies doprowadzić do meczu nr 7. Dla Paula to już kontuzja drugiej pachwiny w przeciągu sześciu ostatnich tygodni (UPDATE: Stuff medyczny Clippers w końcu opisał to jak "right hip flexor", czyli zgniacz stawu biodrowego) i po tym jak Clippers doszli Grizzlies na sześć punktów w połowie czwartej kwarty, CP3 nie przejął meczu, pozostał pasywny, oddając kozłowanie Mo Williamsowi (20 PKT, 8/21). Clippers zaczęli rzucać z półdystansu, spudłowali 9 z 10 rzutów i Grizzlies w zasadzie bardziej przetrwali ten mecz przez ostatnich 36 minut niż go kontrolowali. 

 

Przetrwali bo w drugiej połowie Gasol i Randolph nie zdobyli nawet punktu z gry...

 

Jest oczywiście kilka pytań przed meczem nr 6: czy kontuzja Paula w ogóle pozwoli mu zagrać, czy pozwoli mu przejmować mecze jak robił to wcześniej, czy DeAndre Jordan w ogóle jeszcze żyje? 

 

Najważniejsze wydaje się być jednak po prostu to czy Grizzlies stać w Los Angeles na nie jedną, ale co najmniej dwie takie kwarty, w których pamiętają o tym co sprawia, że mogą kontendować na Zachodzie. Urazy Paula i Griffina mogą co najwyżej powiększyć ich margines błędu, ale jeśli chcą wygrać dwa z dwóch ostatnich spotkań, to muszą wrócić do bycia Grizzlies, tak jak zrobili to wczoraj na 12 minut.

 

Po pierwszej kwarcie otrzymali przykład tego co może się dziać przeciwko utalentowanym ofensywnie teamom i w dodatku solidnie broniącym (San Antonio czeka w II rundzie na zwycięzce tej serii). Clippers są zbyt nieustępliwą drużyną i wciąż mają potencjał okazjonalnego zapłonu, któregoś ze swoich strzelców - Williams, Randy Foye i Nick Young. Grizzlies muszą pozostać Grizzlies, czyli grać przez pole trzech sekund i w Los Angeles trafić kilka rzutów z dystansu. Tu nie ma nic skomplikowanego i co więcej - realizacja tych celów nie wydaje się być wcale tak skomplikowana przeciwko Clippers.


MIAMI HEAT, NEW YORK KNICKS 106:94 (4-1)

 

W meczu nr 5 Miami Heat nawet nie próbowali nadepnąć na gaz.  Nie lekceważyli Knicks, ale są po prostu lepszym zespołem i grali tak jakby wiedzieli o tym, zaczynając od komentarzy Dwyane'a Wade' na temat Mike'a Bibby'ego. Nie był to blowout, ale kontrolowane zwycięstwo. Knicks byli w tym meczu tak naprawdę dopóki (sic) Bibby trafiał swoje rzuty w pierwszej kwarcie.  

 

Piłka często zmieniała ręce w ataku pozycyjnym, Udonis Haslem i Chris Bosh ścinali do pola trzech sekund, Shane Battier, Mike Miller i Mario Chalmers trafiali rzuty z czystych pozycji (9/19 za 3), a LeBron James jako playmaker trafiał ich extra-passami. Do tego bardzo dobra obrona i myślę, że bardziej takimi meczami, a nie jakimiś indywidualnymi eksplozjami strzeleckimi Wade'a czy izolacjami Jamesa wiedzie droga Miami Heat do wygrania Konferencji Wschodniej. To tylko koszykówka.

 

Indiana Pacers będą innym zwierzęciem, ale też nie aż tak bardzo innym. Pacers podobnie jak Knicks nie mają sprawdzonych graczy w sytuacjach pick/roll - z tą różnicą, że mają półtora, a nie żadnego rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. Darren Collison i George Hill są z pewnością lepsi niż Baron Davis i Bibby, ale generalnie Pacers też mają tendencje do izolacji, też miewają kłopoty z ruchem piłki, mają większy potencjał bycia dobrą drużynę niż to czym grali Knicks, ale z drugiej strony nie mają tak utalentowanego strzelca jak Carmelo Anthony'ego, tego jednego gościa, który będzie kończył dla nich posiadania w 20-24 sekundzie akcji, gdy pierwsza opcja nie wypali.

 

Pacers będą też bardziej atletycznym teamem dla Heat, mają wzrost na pozycjach 2/3 i Roy Hibbert, David West i Tyler Hansbrough mogą napsuć Miami sporo krwi na ofensywnej desce, więc powinniśmy oglądać bardzo fizyczną serię, walkę w klatce. Jeżeli wysocy Pacers okażą się być lepsi niż wysocy 76ers w serii rok temu, to będziemy mieli tutaj co najmniej sześć spotkań. Pierwszy mecz w niedzielę o godz. 21.30.

 

Jeszcze będzie dużo okazji (Amare-Melo, Lin, Nash, Phil Jackson...) aby pisać o Knicks w kolejnych miesiącach. W tej serii asystowali przy tylko 41% swoich rzutów i był to zupełnie  inny team, niż ten z Jeremy'm Linem. Jeśli pamiętacie, to team z Linem grał najlepszą koszykówkę z wszystkich różnych drużyn Knicks w tym sezonie. Nie dlatego, że Lin był jakimś wirtuozem, ale dlatego, że Knicks nie komplikowali, grali w prostą grę - jak Miami ostatniej nocy - opartą o bardzo dobrą obronę i extra-pass. Tyson Chandler w żadnym innym momencie sezonu nie był tak zainspirowany, a wierzę, że to co inspiruje Chandlera to coś co wygrywa w tym sporcie. Od czasu Charlotte Bobcats 2009/10. Fan na zawsze.

 

Run Carmelo w kwietniu był oczywiście ekstra itd. Tylko haterzy czy kibice Chicago Bulls mogli nie czuć ciarek na rękach, oglądając na żywo, gdy Melo miotał trójki z ośmiu metrów w tamtym meczu. Carmelo w ostatnim miesiącu trafiał powyżej 50% z gry, utrzymał swoje miejsce w gronie trzech najlepszych specjalistów od izolacji w lidze, ale na dłuższą metę wiemy przecież, że nie tędy droga. To wciąż daje tylko pierwszą rundę play-off - tak wygląda cała kariera Melo. W tym roku skończyła się na jednym zwycięstwie przeciwko klasowym defensywom tej ligi. A te na Wschodzie zawsze będą.

 

Lin nie może zaistnieć razem z Anthony'm, bo to jak zderzenie dwóch różnych pomysłów na grę w koszykówkę. Team z Linem bez Melo też jednak odpadłby na tych Miami Heat w I rundzie, dlatego droga Knicks do awansu do II rundy (skończmy z jakimiś rozmowami o mistrzostwie) wieść będzie poprzez zbudowanie lepszego składu. Tym co sprawia, że będziemy o nich tak dużo pisać jest to, że na chwilę obecną nie mają takiego. Mają za to ok. 60 mln dolarów w nieubezpieczonym kontrakcie dla Amare Stoudemire'a, który nie był nawet kandydatem do All-Star i do końca kariery mieć będzie już kłopoty z plecami. Do tego dwaj najbardziej kreatywni gracze są jak wybór między dobrą ksiażką, a grą wideo.

 

 

 



Podziel się:

komentarze (12) | dodaj komentarz

AMARE ZAKOŃCZYŁ SEZON BEZ KLASY

czwartek, 10 maja 2012 8:32

Maciej Kwiatkowski

 

New York Knicks przegrali ponieważ musieli przegrać. Od braku rozgrywającego, po serię kolejnych kontuzji i 27% za trzy w tej serii. Zapamiętamy po latach tę serię głównie z racji na incydent z Amare Stoudemire'm i gaśnicą po meczu nr 2. Kilku freaków będzie pamiętać, że Steve Novak oddał tylko 9 trójek w 103 minuty gry, a kilku innych będzie zastanawiać się, co by było gdyby Jeremy Lin mógł zagrać. Generalnie cały ten koncept Knicks w tym składzie, bez Steve'a Nasha, albo Lina grającego jak Nash, nie jest jakimś mistrzowskim manewrem.

 

W czwartej kwarcie meczu nr 5 ostatniej nocy, po tym jak Heat kontrolowali spotkanie od startu, Stoudemire próbował sforsować Shane'a Battiera i z prawej strony trumny dostać się pod kosz.

 

Battier upadł na parkiet, sędziowie odgwizdali faul ofensywny, Stoudemire podał rękę żeby pomóc wstać jednemu z najbardziej respektowanych (i flopujących) graczy ligi , ale ...to nie było przecież w stylu Amare "Bestii", przypomniał sobie:

 

 

"Ręki nie poddawaj, zapodawaj na Florydę", jak to zarapował kiedyś Rekin z Kielc. Stoudemire kończy swój najgorszy sezon w karierze w odpowiedni sposób. Battier trafił potem daggera za trzy w ostatniej minucie, Heat wygrali 106:94 i Amare może sobie zostać na Florydzie do października.

 


 

 



Podziel się:

komentarze (13) | dodaj komentarz

FANTASY NBA - SUKCESY i PORAŻKI SPRZED SEZONU - CZ.1

środa, 09 maja 2012 18:15

Sławek Mróz

Pamiętasz.. była jesień… W niektórych ligach nawet dobijało do kalendarzowej zimy, gdy ruszył draft. Mniejsza o konkretny termin jednak. W niniejszym cyklu bardziej interesować nas będą same wybory. Nie po to, by łechtać szczęśliwców, którzy już raz zyskali w postaci dobrego wyniku. Nie po to, by znęcać się nad pechowcami, którzy być może w ten sposób właśnie szanse na dobry wynik sobie zaprzepaścili. Zwyczajnie po to, by wyciągać wnioski. A przynajmniej takie próby będę czynić. Ty też spróbuj. Odkurz ostatnią listę draftową z Twojej ligi i rzuć okiem raz jeszcze.

Ja rzucam okiem na draft Ligi Ekspertów. Zaczynam od pierwszej rundy: numer wyboru, drużyna, nazwisko zawodnika, w nawiasie ranking roto (9 klasycznych kategorii) w basketballmonster.com za miniony sezon. Kto okazał się strzałem w dziesiątkę, kto kompletną wtopą? Będę starał się wymownym milczeniem pomijać tych pechowców, którym kontuzje uniemożliwiły rozegranie większości meczów. Nawet takich, co do których podobne podejrzenia można było mieć już przed sezonem. Skupię się na tych, co to na boisku pozostawali długo, a jednak zawiedli.

RUNDA I


1 - Warsaw BTeam - KEVIN DURANT (1)
2 - Andery - LEBRON JAMES (2)
3 - Sama-Sama - CHRIS PAUL (3)
4 - fokommodores - DERRICK ROSE (27)
5 - Srogi Rewanż - DWIGHT HOWARD (69)

Długo żyłem w przeświadczeniu, że mój wybór Carmelo będzie murowanym faworytem do miana wtopy pierwszej rundy. Ale przecież jest jeszcze niezawodny Howard i legendarny już problem z Dwightem w roto. Nie to, żebym uznał wybór centra Magic (jak dotąd) w pierwszej rundzie za zaskoczenie. Zawsze jest tak, że ktoś się skusi. I często ściąga ów manago na siebie problemy, bo budowa składu roto wokół Dwighta to wąska ścieżka, na której szczególnie trudno się utrzymać podczas klasycznego, wężykowego draftu w siedemnastozespołowej lidze. Do tego problemy zdrowotne, po raz pierwszy…

Owszem, wybór Amare’ też na dziś wygląda jak strzał w stopę. Ja jednak uwypuklam Howarda z dwóch powodów. Po pierwsze – to 5 numer! Kevin Love i Dwyane Wade byli do wzięcia. Po drugie – jako jeszcze jedną przestrogę: ostrożnie z Dwightem w roto!

Dwight Howard

Aha, jeszcze jeden argument, całkiem jakby z innej bajki - cała ta kolejna gwiazdorska saga. A miałem nadzieję, że to jednak z innej gliny lepiony człowiek niż wszystkie Kobosy, LeBrony i Carmelki tego świata.


6 - ROOKIES - KEVIN LOVE (4)
7 - EmbracedEmbarrasment - DWYANE WADE (5)
8 - Hoop Dreams - PAU GASOL (12)
9 - Pędzące Imadła - DERON WILLIAMS (32)
10 - Original Cream Team - RUSSELL WESTBROOK (18)
11 - Bukkake - AMARE STOUDEMIRE (78)
12 - Solid As a Rock - DIRK NOWITZKI (10)
13 - Z dużą przewagą - KOBE BRYANT (19)
14 - Florida Pensioners - CARMELO ANTHONY (41)
15 - GRB - STEPHEN CURRY (15)
16 - PI3TR45' Team - AL HORFORD (35)
17 - Liczy Sie Wynik - LaMARCUS ALDRIDGE (9)

LaMarcus Aldridge

Coś w tym jest, że draft można przegrać w pierwszej rundzie, ale ciężko jest wygrać. Owszem, fajnie jest być wysoko i wybierać największe gwiazdy, ale trudno o jakiś spektakularny skok jakościowy o tej porze. Nieco zatem na siłę wybrałem tu Aldridge’a, bo centra z top 10 niełatwo wyłowić pod koniec rundy. Dlaczego zatem mój wybór jest na siłę? Ano szkoda, że LaMarcus przedwcześnie zakończył sezon.




Wnioski? Nic nowego… Jeżeli nie masz w pierwszej rundzie widoków na pewniaka-gwiazdę, nie szukaj spektakularnego wyboru na dużym ryzyku. Bierz pewnie, tak, by zostawić sobie jak najwięcej możliwości w kolejnych rundach. Coś jak wybór Dirka Nowitzkiego z 12 numerem. Paradoksalnie, gdybym ja zastosował się do tego wniosku, gorzko bym żałował. Rozważałem bowiem właśnie pewny wybór Horforda zamiast Anthony’ego. Na losowe kontuzje jednak niewiele da się poradzić, więc w przyszłości zapewne coraz ostrożniej będę dobierał mojego pierwszego zawodnika. A może w końcu dostanę wybór w top 3??

Do zobaczenia w rozważaniach na temat rundy drugiej…



Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

DAY-TO-DAY: STAN VAN GUNDY NAPRAWDĘ POJEDZIE DZIŚ ŁOWIĆ RYBY

środa, 09 maja 2012 13:36

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

INDIANA PACERS, ORLANDO MAGIC 105:87 (4-1)

 

Ładny obrazek, Shaq.

 

Więc mamy już koniec tej serii i jestem naprawdę dumny z siebie, że udało mi się obejrzeć każde z pięciu spotkań. Bo nie było łatwo, ale na szczęście Pacers nie przedłużali. Ostatniej nocy to był prawodpodobnie ostatni mecz Stana Van Gundy'ego jako coacha Orlando Magic i to gdzie trafi chyba interesuje mnie bardziej niż przyszłość Dwighta Howarda w tej chwili. 

 

Jameer Nelson (27 PKT, 11/21 FG, 5 AS, 0 TO) widział drewnianą balię, rzucając z dystansu (5/8) i to tylko powstrzymywało w trzeciej kwarcie Pacers przed blowoutem. To i Pacers. Potem Darren Collison (19 PKT, 6 AS, 3 STL, 9/10 FG, 24 MIN!) przejął mecz i nie pamiętam nawet, żebym widział w grze Chrisa Duhona. To bez różnicy zresztą - to tylko nazwisko w protokole. Collison miał 30 punktów i 15 asyst w swoich ostatnich 42 minutach gry w tej serii. Zakończył ją ze stosunkiem asyst do strat:  

 

23:1. 

 

Dobrze, że Miami Heat mają back-up na PG... sekunda, mają? Pacers zdobywali średnio ponad 21 punktów więcej na mecz z rzutów z linii i rzutów za dwa punkty. Blowout.. Magic rzucali za trzy, ale Ryan Anderson dopiero wczoraj odnalazł shooting-touch, a to i tak tylko na chwilę i po tym jak chwycił już z frustracji Davida Westa (12 PKT, 8 ZB) za koszulkę. 

 

Glen Davis był imponujący w tej serii, między momentami, w których ledwo żył walcząc z tymi drzewami nad swoją głową. Roy Hibbert nie przekonał, że może być w post-up zagrożeniem dla Miami Heat grających najczęściej bez tradycyjnego centra. Paul George i Danny Granger (25 PKT, 8/20 FG, 4/9 3PT) będą wyglądać dobrze broniąc LeBrona Jamesa. Nie wiem jak poradzą sobie z Dwyane'm Wade'm, ale jeśli West weźmie sobie za punkt honoru wygrać match-up z Chrisem Boshem i ten zmięknie, to Pacers stać na wywiezienie 1-1 z Miami. Jeśli myśleliście, że Kendrick Perkins jest intense, wystarczy zobaczyć jak żegnał się z graczami Magic David West po zakończeniu meczu. No pain, no fun. Jeśli poklepywanie po plecach przez rywali mogłoby zabić, David West wyglądałby dziś jak D v d W s.

 

CHICAGO BULLS, PHILADELPHIA 76ERS 77:69 (2-3)

 

Pamiętacie, gdy Chicago Bulls rzucili 103 punkty w meczu nr 1, a Jrue Holiday trafił 11 z pierwszych 12 rzutów w meczu nr 2? Od tamtego czasu ta seria jest grana na 35% z gry i może nie być lepiej. Kto pierwszy do 40% ten wygrywa. 

 

Ostatniej nocy oglądalismy 76ers z marca, trafiających 32% przeciwko drużynie grającej bez najlepszego zawodnika (ten gość) i być może najlepszego obrońcy pierwszej piątki (tutaj). No worries, mate.

 

Drugi, Luol Deng (24 PKT, 8 ZB, 2 STL, 2 BLK) ma rozwalony nadgarstek i nie może TYLKO kozłować lewą ręką, więc trafił 4/5 za trzy, co ostatecznie zrobiło różnicę. Lavoy Allen był najlepszym strzelcem Sixers do przerwy, bo jako jedyny trafił trzy rzuty, Sixers trafili 12 z 42 do przerwy i zdobyli 26 punktów.  

 

5/10 za 3 Bulls to było jak eksplozja ofensywna w tej serii, jak tsunami. Wiecie - Bulls trafili więcej rzutów za trzy niż rzutów wolnych w tym meczu (4), więc nie oszalejmy. Oddali 25 rzutów wolnych w dwóch ostatnich spotkaniach - to sprawia, że Tom Thibodeau na koniec tej serii może przetrzymać sędziów w pokoiku i zesłać na nich: zerwane ACL, poważne skręcenia kostek czy wszystkie urazy z którymi zmaga się Taj Gibson.

 

Który gra dalej i będzie grał. Dlatego, że jest jednym z najlepszych ludzi w NBA.

 

Ok. Znamy przyczyny, więc wiemy też, że nie można katować 76ers i Bulls za taki mecz, ale naprawdę, Dear 1876ers - Elton Brand rzucił 12 punktów w trzech ostatnich meczach, Thaddeus Young miał wczoraj 0 punktów dopiero po raz drugi od 2007 roku, a Jrue Holiday (16 PKT, 5/17 FG) - zwany już przez niektórych Mesjaszem - spudłował 28 z 40 rzutów w dwóch ostatnich meczach.  

 

Jestem trochę zły na 76ers, bo myślałem, że wyszli już na ten poziom, w którym 70 punktów to nie jest granica ich ofensywnych umiejętności (sic). Chyba zacznę kibicować Bulls w tej serii. 

 

Deng trafił 10 z 19 rzutów, a Carlos Boozer (19 PKT, 13 ZB, 6 AS, 9/20 FG) pobił swój rekord asyst w playoffach i miał trzecie double-double z rzędu. Weszli obaj w rolę liderów, zastępując Rose'a, zwłaszcza Boozer w trzeciej kwarcie (nie będę czepiał się tych pięciu strat w drugim meczu z rzędu). Andre Iguodala też grał w tym meczu - 4/19 z gry.

 

ATLANTA HAWKS, BOSTON CELTICS 87:86 (2-3)

 

Celtics rzucili razem 7 punktów w ostatnich sekundach kwarty nr 1, nr 2 i nr 3, ale w ostatniej akcji kwarty nr 4 nie wyglądali jak jeden z teamów z najlepszą egzekucją ofensywną w lidze w crunch-time. Albo to wzrost i ramiona Josha Smitha (13 PKT, 16 ZB, 6 AS, 4 TO) czy Ala Horforda (19 PKT, 11 ZB, 3 AS, 3 STL, 3 BLK, 8/15 FG) POWRÓCIŁY by odmienić losy tej serii? Czyżby? Nie typowałbym Celtics w tej serii, gdyby Hawks grali w najsilniejszym składzie i mieli przewagę parkietu. Nie w tym roku, ale też i nie bez Zazy Paczulii. 

 

Hawks są najbardziej schizofrenicznym teamem w NBA. Czasem myślą, że są ekipą grającą zespołowo w koszykówkę - głównie wtedy gdy piłka przechodzi przez ręce Ala Horforda. Najczęściej wracają się jednak do Team Iso Joe albo Team Josh's Long Bombs.  

 

Myślę jednak, że Horford i Smith są dalej w tej serii w stanie ograniczyć Kevina Garnetta (16 PKT, 7 ZB) - tak jak zrobili to wczoraj, gdy oddał 12 rzutów w wieczór i miał tylko siedem zbiórek w meczu, w którym Paul Pierce (16 PKT, 7/17 FG) głównie ciągnął za sobą lewe kolano na parkiecie. Złego słowa nie powiem na Garnetta w tej serii, ale będzie potrzebował więcej pomocy teraz tam pod obręczą. Brandon Bass jest atletyczny na tyle, ale nie umie blokować rzutów.

 

Larry Drew zmienił piątkę i wrócił skład Teague/Joe/StarvinMarvin/Smith/Horford - atletyczna klika, zdolna switchować wszystko od 2 do 5, zmuszając Rajona Rondo (12 PKT, 12 AS, 5 ZB, 5 STL, 5 TO, 6/17 FG) do oddawania jump-shotów. Grali razem aż 35 minut, po tym jak czarodziej Drew przestał wystawiać każdy line-up jaki mógłby wystawić z Willie'm Greenem i Jasonem Collinsem na boisku. 

 

Celtics w odpowiedzi mieli momentami bardzo ciekawy wygląd z Garnettem i Ryanem Hollinsem, grającym jeden z lepszych meczów jakie widziałem - dwóch 7-footerów razem na parkiecie. Możemy to zobaczyć w meczu nr 6, choć nie wiem czy Hollinsa stać na dwa TAKIE mecze z rzędu.. Greg Stiemsma albo nie jest atletyczny na tyle, albo jest kontuzjowany, bo w drugiej połowie nie wszedł na parkiet.  

 

Atlantę stać na wszystko - na blowout 30 punktami w czwartek z rąk Celtics trafiających 60% z gry, albo doprowadzenie do meczu nr 7. Nie mam bladego pojęcia co pokażą, ale nie podoba mi się zupełnie Pierce na tym kolanie. To nie wygląda dobrze i nawet w meczu nr 4 w drugiej połowie, gdy trafiał trójki, to wyglądał jakby chodził po poduszkach, delikatnie. Mam nadzieję, że nic nie zepsułem, ale napisałem wczoraj, że to 'wielki gość', bo boję się, że widzieliśmy już jego najlepsze 48 minut w tych playoffach.

 

LOS ANGELES LAKERS, DENVER NUGGETS 99:102 (3-2)

 

Mam nadzieję, że Phil Jackson zostawił kilka jointów pod szafką Matta Barnesa, bo George Karl jak coś to ma ochotę. (UPDATE: Andre Miller ukradł wszystkie). Albo po prostu tak wyglądał. George Karl jest szczęśliwy z życia i zachęcam do poczytania tego co mówi od czasu wygranej walki z rakiem, bo to prawdziwie inspirujące-z kalifornijskich winnic-dzieci kwiatówoderwane z etykiety Caubernet Savignon-gówno. Karl po walce z rakiem to chodzący przykład tego jak brać radość z życia i nie komplikować go sobie bardzo. Chodzi też o atak Nuggets.

 

Dziwne rzeczy działy się w Staples Center i kibice Los Angeles Lakers prawdopodobnie nie chcą tego usłyszeć po porażce, ale to był bardzo emocjonujący play-offowy mecz. 

 

W którym Lakers przegrali, bo JaVale McGee (21 PKT, 14 ZB, 2 BLK, 9/12 FG) starał się bardziej niż Andrew Bynum (16 PKT, 11 ZB, 1 BLK, 5/8 FG), a Nuggets znaleźli 36-letniego closera. Bynum przed meczem powiedział, że czwarte zwycięstwa w serii są "łatwe". Bo czasem wystarczy zadać przeciwnikom szybki cios i już się nie podniosą.

 

 "Closeout games are actually kind of easy"

 

Cóż, ma rację. Poniekąd, bo takie sytuacje mają miejsce, gdy faktycznie z przebiegu rywalizacji zbiera się na czwarte zwycięstwo. Myślę jednak, że to nie była wcześniej TA akurat seria. Nie było tak łatwo. Kobe Bryant (43 PKT, 14/32 FG, 5/6 3PT, 10/11 FT) powiedział niedawno - Bynum myśli podobnie do mnie, ale ja nie mówię wszystkiego prasie. NIE MOŻNA ROBIĆ TAKICH RZECZ W PLAY-OFFS 

 

Za Kenem Bergerem z CBSSports: 

 

"It was Miller who delivered what JaVale McGee described as a "real emotional speech" about Bynum's quote before the Nuggets went out for warmups." 

 

Nie możesz inspirować Andre'go Millera (24 PKT, 8 AS, 8/11 FG, 2/2 3PT, 6/6 FT). Zainspirowany Andre Miller spędził w takiej wersji tylko 5% swojej kariery i wtedy wyglądał jak All-Star, jak profesor, Hall-of-Famer, czarny Bob Cousy. Tymczasem Bynum w czwartej kwarcie kleił się do McGee jakby ten faktycznie był jakimś Wiltem Chamberlainem, w czasie gdy Miller zabijał Steve'a Blake'a (strasznie) czy Ramona Sessionsa i kończył akcje pod koszem bez żadnej pomocy. "Eeeeasy", Andrew. 

 

Kobe Bryant założył swoją playoffową maskę w czwartej kwarcie i przez kilka minut myślę, że wszyscy czuliśmy się jak goście na jego statku kosmicznym. Bryant trafił cztery trójki w cztery minuty, Lakers zeszli z -15 do -2 i wyglądało na to, że już po Nuggets. 

 

Uncle Miller jednak był bardziej clutch, trafiając dwa rzuty w ostatnich dwóch minutach i jeszcze dwa osobiste, podczas gdy Bryant spudłował trzy ostatnie. LeBron James spudłowałby trzy ostatnie rzuty to blablabla. Nie można myśleć w ten sposób. To zbyt proste - LeBron jeszcze nigdy nie wygrał niczego w ten sposób. 

 

A propos statsów - jeśli spojrzycie w same statystyki i zobaczycie 9 punktów fani Lakers możecie też zawsze wszystko zrzucić na Pau Gasola. To łatwy cel, ale 2/20 za 3 Barnesa w tej serii czy 11/32 wczoraj Barnesa, Blake'a i Sessionsa to cel łatwiejszy.  

 

To skończy się pewnie w meczu nr 6 lub meczu nr 7 dla Lakers. World Peace rozpocznie więc serię z Oklahomą, ale widzimy póki co w tych playoffach różnicę między Oklahomą/San Antonio, a pozostałymi trzema drużynami, które mogą kontendować na Zachodzie. Spurs i Thunder są po prostu regularni na swoim wysokim poziomie. I trafiają rzuty z czystych pozycji.

 

JaVale McGee wprawia mnie w dobry humor. To zresztą w gruncie dobrze, że z czterech serii 1-3 mamy dziś w trzech 2-3. Będzie koszykówka w czwartek - groziły nam dwa dni przerwy.

 


 

 



Podziel się:

komentarze (18) | dodaj komentarz

PRZERWA NA ŻĄDANIE (08.05.2012)

środa, 09 maja 2012 12:00

 

Bartek Tomczak

 

Wszystkie cztery spotkania minionej nocy w jednej Przerwie na Żądanie.

 

Program dostępny w lepszej jakości, po przestawieniu na 720p.

 



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

KOBE BRYANT - HANGTIME MOVE

środa, 09 maja 2012 9:55

Maciej Kwiatkowski

 

Kobe Bryant był na innej planecie w ostatnich pięciu minutach - ostatecznie nieudanego - comebacku Los Angeles Lakers. Trafił cztery rzuty za trzy i wyglądało na to, że właśnie samodzielnie przeprowadza Lakers do II rundy... Wcześniej miał takie cacko - jeden ze swoich 43 punktów:

 

 

 



Podziel się:

komentarze (9) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 060 110 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u