Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 421 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


JAVALE McEVERYTHING

środa, 09 maja 2012 9:45

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

To naprawdę frajda oglądać JaVale'a McGee w tych playoffach, gdy robi sky-hook jak Kareem Abdul-Jabbar, albo robi finger-roll nad koszem jak Wilt Chamberlain. Cóż - to nie znaczy, że wszedł na drogę Hall of Fame i do zdobycia 11 pierścieni mistrzowskich, bo nadal robi rzeczy na parkiecie jakie tylko JaVale McGee robić potrafi.

 

Czasem jest czwartym strzelcem ...Lakers po pierwszej kwarcie, zaliczając goaltending w dwóch akcjach, jak w meczu nr 4. A czasem robi takie rzeczy jak blok z dłonią w koszu, od wewnętrznej strony obręczy, jak wczoraj w meczu nr 5. Ostatnio jednak znacznie częściej wychodzą mu takie rzeczy:

 

 

Albo takie rzeczy:

 

 

Albo lepszy mecz niż Andrew Bynum (16 punktów, 11 zbiórek) i chmara takich rzeczy na 21 punktów i 13 zbiórek z ławki rezerwowych:

 

 

Nie wiem jak potoczy się dalej kariera McGee - czy nie wypadnie np z ligi za cztery lata - ale jest całkiem niezła szansa na to, że za kilkanaście lat będziemy opowiadać komuś młodszemu, że grał kiedyś taki co miał wiatraki zamiast rąk z ogromnym zasięgiem ramionem i niespotykaną jak na ten wzrost zwinnością i przedziwną koordynacją. Kiedyś Tyson Chandler był traktowany za taki fizyczny fenomen, ale JaVale jest z planety dalej.

 

Andre Miller i JaVale McGee to najdziwniejszy duet w tych playoffach, ale dzięki nim Denver Nuggets przedłużyli wczoraj serię z Los Angeles Lakers do sześciu spotkań.

 

O, i jeszcze to:

 



 

 



Podziel się:

komentarze (6) | dodaj komentarz

RAJON RONDO PRÓBOWAŁ ZOSTAĆ BOHATEREM CELTICS

środa, 09 maja 2012 9:24

Maciej Kwiatkowski

 

Drugą noc z rzędu najlepszy rozgrywający tych playoffów w swojej konferencji nie był w stanie oddać rzutu w ostatnich sekundach czwartej kwarty. W poniedziałek zrobił to Chris Paul, a we wtorek Rajon Rondo poszedł w jego ślady:

 

 

Co myślał sobie Rondo po tym jak rozpracował wznowienie z autu Atlanty? Celtics nie mieli już time-outu i dał się zapędzić w kozi róg. Al Horford przybrał swoją defensywną pozę i nie dał się minąć, a Josh Smith odciął Rondo linię podania do Kevina Garnetta. 

 

"I cornered myself. Give Al credit." 

 

Horford wrócił do pierwszej piątki, zdobył 19 punktów (17 w drugiej połowie), 11 zbiórek i miał po trzy asysty, przechwyty i bloki w typowym dla siebie energetycznym występie. Tacy gracze właśnie jak Andy Varejao, Joakim Noah i Horford to od kilku sezonów zło najgorsze dla frontcourtu Celtics. Hawks wygrali walkę na tablicach i mieli 13 zbiórek w ataku. 

 

Wrócili też do nieużywanej od czterech miesięcy piątki i po żonglowaniu line-upami w meczach 1-4, Larry Drew pozostawił aż przez 35 minut na parkiecie razem Horforda, Josha Smitha, Joe Johnsona, Jeffa Teague'a i Marvina Williamsa.

 

Hawks byli +14 w tym czasie. Doc Rivers też jest zdania, że mamy serię:

 

"This is the team they thought they were going to start the season with. They now have it, and we have to deal with it."

 

Mecz nr 6 w czwartek w Bostonie.

 


 

 



Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

DRAGIC ODSŁUCHAŁ 'SŁODKĄ PIOSENKĘ'

środa, 09 maja 2012 2:40

Marek Dziuba

 

Siła internetu jest potężna, nie ma wątpliwości. Ma to swoje różne strony, ale tym razem szeroko się uśmiechnąłem. Maciek dosłownie dwa dni temu napisał o pomysłowej piosence pewnej uroczej fanki Rockets i jeśli po cichu podobnie jak ja pomyśleliście sobie, że byłoby miło, gdyby ta dotarła bezpośrednio do Gorana Dragicia... to tak się właśnie stało. Szybko. Błyskawicznie. Niczym rakieta... a my cóż, lubimy takie historie i nie stronimy od publikowania ich tutaj.

 

Daryl Morey nie mógł poprosić o lepszą kampanię, bo po takim nagraniu Gogi bądź Dragon (jak sam woli) na pewno choć troszeczkę mocniej skłania się do pozostania w Houston. Goran opublikował nawet link do utworu na swoim oficjalnym profilu na facebooku:


 

Też poniekąd możecie czuć się dumni, bo lajkowaliście bez oporów i nabijaliście odsłony na youtubie tak, że nagranie stało się popularne i u Słoweńców, a potem już trafiło do głównego celu. Ciągle mało?! Dragic gościł podobno w jednym z lokalnych programów telewizyjnych, gdzie nie wykluczył spotkania/obiadu z superfanką. 

 

Tym samym jasne jest również, że Przemek nigdy nie zje obiadu z Joe Johnsonem i jakimkolwiek innym graczem Hawks.



Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

OJCIEC DZIEWCZYNY, KTÓRA WBIEGŁA NA PARKIET: NIE NACHODZIŁA MARTINA

wtorek, 08 maja 2012 16:29

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

W niedzielę w trakcie drugiej kwarty meczu Denver Nuggets i Los Angeles Lakers, 20-letnia Savannah McMillan-Christmas weszła nagle na parkiet w Pepsi Center. Sędziowie przerwali grę, a ochrona, jak widać wyżej na załączonym obrazku, patrzyła się jej w dekolt usunęła ją z boiska 

 

Wg tego co udało dowiedzieć się Marcowi J. Spearsowi z Yahoo! Sports dziewczyna miała ponoć szukać Kenyona Martina, aktualnie gracza Los Angeles Clippers. Miała pytać się ławki rezerwowych Nuggets: "Where's Kenyon?". Kenyon ma się dobrze . Zapytajcie Marca Gasola.
 

McMillan-Christmas została aresztowana za bezprawne wejście na parkiet. Obecnie znajduje się w domu pod opieką rodziców i 5 czerwca ma stawić się na przesłuchanie. Spears z Yahoo! Sports ostatniej nocy zdobył kolejne doniesienia w tej sprawie. Rozmawiał z ojcem dziewczyny. Piszę o tym, bo jestem zainteresowany dokąd zmierza cała ta historia i myślę, że jakaś część z nas także: 

 

"There is a personal issue in her life that she has been dealing with that makes her impulsive. She was really excited about the game. Her emotions overwhelmed her. This is something she will regret. She is traumatized. We would respect if everyone would be sensitive to this." 

 

Ojciec dziewczyny powiedział, że nie ma pojęcia czemu jego córka wspomniała nazwisko Martina. Dodał jednak, że policja z Denver powiedziała mu, że błędnie zidentyfikowała ją jako kobietę, która wcześniej nachodziła Martina. Rzecznik prasowy policji z Denver powiedział "Denver Post", że nic nie wiadomo o poprzednich incydentach z udziałem McMillan-Christmans. 

 

Spears podkreślił w artykule linkowanym powyżej, że powołał się na kilka źródeł, w tym na przedstawicieli agencji ochrony, żeby w poniedziałek rano ustalić, że McMillan-Christmans była dziewczyną, która nie dawała Martinowi spokoju. Być może więc ta wersja jest wciąż najpewniejsza, pomimo słów rzecznika policji i zapewnień jej ojca. To nie wygląda jednak na najważniejszą rzecz w tym wszystkim.

 

"She is a young person going through life’s transitions and challenges that have psychological implications. She was extremely excited and not in the right frame of mind. She is a very good person with a lot of potential. A lot of families are dealing with issues. You never think your family would have these issues. But this is a wake-up call for me as a father and for my family." 

 

Mam nadzieję, że wszystko wróci do normalności. Nie wiemy jakie problemy kryją się za tym całym zdarzeniem, ale podejrzewam tylko jak wielkie emocje i niekoniecznie pozytywne emocje musiały buzować w niej, że zachowała się w taki sposób. Teraz w dodatku rodzina ma na głowie prasę z Denver, która buszuje przy ich mieszkaniu. Wczoraj McMillan-Christmas musiała skasować swoje konto Facebook. Pierwszy raz widziałem tak dziwne i niespokojne zdarzenie w NBA.

 

Wg Sports Illustrated, Al Harrington powiedział, że po meczu dał jej numer do Martina. K-Mart jeszcze nie odniósł się do całej tej sytuacji.

 


 

 



Podziel się:

komentarze (6) | dodaj komentarz

PRZERWA NA ŻĄDANIE (07.05.2012)

wtorek, 08 maja 2012 16:26

 

Bartek Tomczak

 

Później niż zwykle, kolejna Przerwa na Żądanie. 

 

Program dostępny w lepszej jakości, po przestawieniu na 720p.

 



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

DAY-TO-DAY: CZAS ODDAĆ CLIPPERS I SPURS TROCHĘ SZACUNKU

wtorek, 08 maja 2012 13:05

 

Maciej Kwiatkowski


LOS ANGELES CLIPPERS, MEMPHIS GRIZZLIES 101:97 (3-1)


Chciałem napisać po prostu "Chris Paul" i zmyć naczynia.

 

Chris Paul (27 pkt, 9 zb., 7 as.) wygrywa mecz, Chris Paul flopuje na sędziach, na martwej naturze, na naczyniach. Wszędzie. Bez jakiś większych statystyk - "Chris Paul", gdzie flopowanie sprawia, że misio jest zły.  Choć ta statystyka, że Clippers w swojej historii są 8-0 w meczach nr 4  jest wyjątkowo wesoła.  

 

Najbardziej irytującą kwestią dla kibiców Memphis Grizzlies (kibiców Grizzlies - nie dla tych niedzielnych, którzy kibicują Grizzlies, bo Clippers są też w tej serii) jest najprawdopodobniej jednak nie flopowanie, ale to, że tegoroczny team w playoffach nie gra jak ten poprzedni. Sprawa nie jest jednak tak prosta, żeby powiedzieć "Rudy Gay", "Zach Randolph" czy wskazać jednego winnego na boisku. To Lionel Hollins tak naprawdę musi ponosić dużą część odpowiedzialności za kłopoty Grizzlies z egzekucją, zamiast flirtować w crunchtime z fanką Clippers zwisającą znad bannera i zapominać o tym co doprowadziło go tutaj gdzie jest.

 

Mike Conley miał wczoraj 25 punktów i 8 asyst - na pierwszy rzut oka, fantastyczny mecz przeciwko jednemu z najlepszych obrońców na pozycji nr 1. Rudy Gay i jego 23 rzuty z innych względów wybijają się też na pierwszy plan, jeśli patrzyliście w boxscore.

 

Za wyjątkiem pierwszej kwarty meczu nr 1 i fragmentów meczu nr 2, gdy Marc Gasol realizował się w byciu Bradem Millerem, znajdując ścinających pod kosz z linii rzutów wolnych, to co przez większość tej serii roztacza się przed naszymi oczami ma niewiele wspólnego z ofensywą high-low post z zeszłego sezonu. Nie widzimy prawie podań przez pole trzech sekund od Marca do Zacha Randolpha, genialnych w swojej prostocie, ale też dzięki temu, że obaj są braćmi, którzy mieli innych ojców.

 

Mamy oczywiście Gay'a przeizolowującego, mamy Randolpha trafiającego 41% z gry w tej serii, mamy Gasola szukającego w sobie pasywności ofensywnej swojego brata, O.J.'a Mayo, który nie jest przecież, ale musi być rezerwowym rozgrywającym, czy w końcu Tony'ego Allena trafiającego 40% lay-upów.  

 

Jest jednak trudnym do zrozumienia, że Grizzlies (prawdopodobnie lepszy team niż Clippers), wyglądają w czwartych kwartach jak Chicago Bulls prowadzeni przez Johna Lucasa III. Tak jakby nie było opcji, a Clippers byli nie 20. defensywą NBA, ale jedną z pięciu najlepszych. 

 

Statystyka jest tak wymowna: Blake Griffin (30 pkt, 7 as., 5 zb.) miał wczoraj 11 dograń do post-up. Gasol i Randolph? 4. Łącznie: CZTERY. W całym meczu. Podczas, gdy najlepszym sposobem na wyeliminowanie Griffina jest skorzystanie z tego, że był w top3 ligi w faulach/mecz - Grizzlies zapominają o tym co doprowadziło ich do tego, że zaczęliśmy mówić o nich w kontekście mistrzostwa NBA.

 

Nagle Grizzlies nie są w stanie przezwyciężyć całego tego flopowania Paula, Griffina i  Reggie'go Evansa, które widzę, że stało się już tak irytujące, jakby to nie ci wykwalifikowani sędziowie NBA prowadzili te mecze, tylko zawsze jacyś inni.

 

Spokojnie. To w zdecydowanej większości SĄ faule, ale czy Griffin sprzedając w taki sposób palce Hameda Haddadiego w swoim oku czy rękę Gasola na twarzy naprawdę CHCE myśli o tym, by grać pod swoje 52% z linii? Jest mnóstw okazji na to, aby zaraz śmiać się z niego HAHA 0/2 Z LINII.

 

Głupie i mało efektywne.

 

A może jest to po prostu ciągłe balansowanie pomiędzy tym, aby wk***** rywala i nie wyprowadzić przy tym żadnego ciosu? W końcu to co robią właśnie Clippers to ogrywanie Grizzlies w ich bardziej fizycznym stylu, irytowanie ich, wyprowadzanie z równowagi najlepszego gracza.

 

Posłuchajcie, wolę Griffina walczącego ze swoim brakiem umiejętności z linii w ten sposób, przy okazji dodającego trochę pieprzu do gry, niż Dwighta Howarda płączącego pięć lat do sędziów, że otrzymuje najcięższe faule w lidze i nie robiącego nic. Bo tak to właśnie jest w tym sezonie , że nikt nie obrywa tak mocno jak Griffin, a rywale dostają powszechny aplauz za twarde faule.  Kiedy jednak zaczynamy mówić o sprzedawaniu ich  - jest dużo płakania, prawdziwych mężczyzn, głównie - płaczu. Wińmy NBA za brak reguł względem flopowania. Nie Griffina akurat, że nie słucha tych, którzy radzą mu, żeby przy następnym faulu oddał i przywalił komuś. Tak abyśmy dalej mogli śmiać się z niego jaki jest głupi.

 

To nie jest łatwa wojna i przerabialiśmy ją z Howardem i z Shaqiem. Griffin jest prawdopodobnie w wieku 23 lat dużo mądrzejszy i wykorzystuje ten spryt. Chłopak gra w tej lidze DRUGI SEZON i irytuje wszystkich, bo jest dobry i nie jest głupi. Po prostu nie umie rzucać wolnych.

 


 

Myślę, że wielu z nas nie spodziewało się - i pisałem o tym po meczu nr 1 - że właśnie Clippers będą w stanie pokazać cojones w serii z zespołem uznawanym za najbardziej fizyczny w NBA. Prawdopodobnie ktoś myślał, że pękną, że Paul będzie się rzucał i miotał, a reszta będzie kłócić się ze sobą po błędach w obronie. Cóż - jest Paul, jest Griffin, jest Evans, jest Kenyon Martin, czy Tuff Juice Butler grający ze złamaną ręką.

 

Prawdopodobnie nie awansują do Finału NBA, bo nie są tak dobrzy jak Oklahoma czy San Antonio, ale to jeden z najtwardszych teamów w lidze i właśnie to pokazują. Nawet jeśli Chris Paul jest jednym z najlepszych aktorów w NBA.

 

Clippers są twardsi niż myślałeś że są, ale sam nadal pozostaję z wrażeniem - przy całym szacunku dla tego co praktycznie mecz w mecz w tym sezonie daje CP3 - że Grizzlies nie grają na swoje plusy, nie próbują przebić głową ściany w tym pozytywnym sensie. Nie wykorzystują post-up i zatracają się zbyt łatwo w rozwiązaniach, które są dla nich mniej efektywne. Przed serią pisałem, że wystarczy, że Randolph czy Gasol obrócą się do kosza i włożą ręce nad głowę Griffina i ten może nagle naprawdę zacząc wyglądać głupio i bezradnie. Randolph gra jednak pasywnie. Wczoraj, Griffin zjadł go i przeżuł.

 

To nie jest jeszcze koniec tej serii. Wciąż wierzę, że Grizzlies są mądrzejsi niż to co pokazali w Staples Center i Randolph ma wystarczająco jaj, a Hollins i Conley jestem przekonany, że mają wystarczająco cierpliwości, aby sprawić, by piłka zaczęła docierać w te miejsca, gdzie Grizzlies wyglądają jak Grizzlies.

 

UTAH JAZZ, SAN ANTONIO SPURS 81:87 (0-4)

 

Utah Jazz nie byli żadnym Brianem Cookem w sezonie regularnym. W tym sensie, że choć sześciu różnych ludzi różnymi czasy zaczynało u nich mecze na pozycjach 2/3, to bądź co bądź zdobywali 99.7 punktów na mecz i tylko trzy drużyny rzucały więcej. 

 

San Antonio Spurs byli jedną z nich, dlatego większość z nas typowała tutaj sweep lub maksymalnie pięć spotkań. W naszej zapowiedzi w detalach przedstawiliśmy dyspropocje pomiędzy atakiem pick/roll Spurs, a obroną Jazz. 

 

Jeszcze dwa tygodnie pisaliśmy o tym jak sensacyjnie dobrze wyglądał w ostatnim miesiącu sezonu line-up Jazz z Paulem Millsapem na trójce i Derrickem Favorsem w piątce. Devin Harris stawał się też coraz bardziej asertywny w swojej ofensywie, a Big Al Jefferson wziął zespół na swoje plecy w kwietniu i kilka razy w crunchtime przerzucił ich do ważnych zwycięstw. 

 

Część z nas walczyła też z myślą, że może zeszłoroczne problemy Spurs w powstrzymaniu front-courtu Memphis Grizzlies sprawią, że niemal bliźniacza jego wersja - z jeszcze większą ilością potężnych ciał z ławki - sprawi, że Spurs znowu będą mieć problem, który ostatecznie - po sześciu meczach - przezwyciężą siłą swojego ataku. 

 

Oczywiście - Gordon Hayward tbędzie za kilka dni rzucał do zmroku nad garażem swoich rodziców w obawie, że już nigdy nie odnajdzie swojego jump-shotu. 18% z gry (6/33) twojej najlepszej opcji na pozycjach 2/3 raczej nigdy nie pozwoli wygrać ci serii. To, że Hayward został przeuczony z "The Butler Way" na "Spurs Way" to tylko ten najbardziej widoczny pagórek. 

 

Spurs zrobili w tej serii coś za co pewnie nie dostaną pochwał w ESPN czy tutaj u nas nawet, bo a) wszyscy stawiali 4-0, 4-1, b) mało kto oglądał tę serię, c) są tak dobrzy i respektowani, że teraz nikt nie da im już szacunku za sam awans do Finałów NBA. 

 

Myślę, że ten punkt "c", to coś co kilku blogerów i autorów probuje od dwóch miesięcy nauczyć ziutków, którzy myślą, że Spurs są skończeni, ale widzieli ich grze w tym roku tylko przeciwko swojej ulubionej drużynie plus może jeszcze gdzieś z pół kwarty - razem.

 

Nie wiem czy San Antonio Spurs mają defense, który pozwoli im wygrać wszystko, ale kto wiedział, że Los Angeles Clippers będą mieć defense, który pozwoli im prowadzić z Memphis Grizzlies, grając praktycznie w sposób Grizzlies? Pewnie kilku tych, którzy widzieli poza dunkami Blake'a Griffina i geniuszem Chrisa Paula jak fizycznie grającym na parkiecie potrafią być teamem, jeżeli są dobrze umotywowani.  

 

Wracając do Spurs w serii z Utah - choć niebawem historie Clippers i Spurs połączą się w jedną serię, w której zostanie pobity rekord flopów na kwartę - Tim Duncan kompletnie zatrzymał grę post-up Ala Jeffersona, który wyznał przed serią, że wzorował swoje ruchy na wkrótce 36-letnim CENTRZE. Pomyślałem sobie wtedy - oho, niech zgadnę, kto wyjdzie z niej zwycięsko. I tak było przez pierwszych 13 kwart tej serii. 

 

Jefferson potrzebował w zasadzie nie 13, ale 15 kwart i jeszcze kilku minut, żeby w końcu wejść w post-up i ograć Duncana. I nie to, że Jefferson - taram, gracz nierespektowany przez swoją defensywę - jest jakimś Hamady'm N'Diay'em. Może być jednym z dwóch-trzech najlepiej postupujących graczy ligi, od kilku lat. W tej serii stał się rzucającym z półdystansu. 

 

Podstawowy unit Spurs pokonywał pierwszą piątkę Jazz średnią różnicą 1,8 punktu na 10 posiadań. Starting 5 Jazz rzucała 38% z gry - Paul Millsap trafiał 37 procent przy Borisie Diaw, który nagle okazał się doskonałym match-upem. Team, który przez dwa ostatnie tygodnie sezonu zdobywał 107.7 punktów na mecz, został zatrzymany w tej serii na 86.3. To 21.4 pkt mniej, a przecież żadni ze Spurs zażynacze tempa.

 

Jazz trafiali 47% spod obręczy i 36% z innych części pomalowanego. Warto wziąć to pod uwagę. Wiedzą gdzie mają być, wiedzą kiedy mają pomóc. Błędy w obronie zdarzają się bardzo rzadko. Jeżeli jest jakiś problem - to egzekucja, atletyzm, warunki fizyczne, ale podstawy do tego by poprawić defense w playoffach SĄ.

 

W końcu Spurs nie są żadnym Amare w D, ale chyba nie pomyślelibyście tak o drużynie prowadzonej przez Gregga Popovicha? Czy pomyślelibyście?

 


 

 



Podziel się:

komentarze (30) | dodaj komentarz

SWAGGER - SYN CHRISA PAULA, BRAK SWAGGERA - NICK YOUNG

wtorek, 08 maja 2012 9:51

Sebastian Hetman

 

Mimo, że Chris Paul przejął (po raz kolejny) mecz z Memphis w crunchtime (LAC są już 3-1), to Nick Young poczuł się jak Rajon Rondo „I’m so Fly” i na konferencję prasową wleciał niczym Don Johnson z Miami Vice.

 

„Orla koszula”, „hipisowska flanelka”, „hipsterowo-niebiosowa bluza” + mokasynowe „coś” na nogach były głównymi tematami konferencji, w której syn Chrisa Paula znowu był gwiazdą. Miał zdecydowanie większy swagger od Nicka Younga, który w czwartym meczu z Memphis miał 5 punktów i 1 na 4 z gry.

 

 

 

 

Oczywiście bez hejtu, bo przecież w pierwszym meczu serii był game changerem, ale raczej nie udało mu się zachwycić uczestników press conference konferencji. Moim zdaniem wiocha, ale nie wiem, nie znam się na modzie.

 

Co na to Pan Jacyków? Gdzie są Woli i Tysio? Kto usiądzie na słoik? Z pewnością nie Nick Young. Będzie potrzebny w Memphis podczas starcia numer 5. Oby tylko ubrał się normalnie...

 

EDIT: Nie pomyślałem... Może Young zrobił to bardziej dla żartu? Go Playoffs!


 

 



Podziel się:

komentarze (13) | dodaj komentarz

SŁODKA PIOSENKA DLA GORANA DRAGICA

poniedziałek, 07 maja 2012 17:40

Maciej Kwiatkowski

 

Nie chcę po raz kolejny przerywać Waszych trudnych poniedziałków koledzy swoimi malutkimi uczuciami, ale ta bardzo urocza piosenka z pewnością popsuje Wam humor podczas podnoszenia sztang, palenia szlugów i opowiadania dowcipów z brodą.

 

Jest to piosenka dla Gorana Dragica od pewnej skośnookiej fanki Houston Rockets. Dragic ma dzisiaj urodziny, a od 1 lipca stanie się niezastrzeżonym wolnym agentem. Ta piosenka to swego rodzaju prośba o to by Goran pozostał w Houston. Refren jest uniwersalny, więc możecie zastosować go w przyszłości w swoich utworach, tudzież e-mailach do swoich ulubionych graczy. Serdecznie zachęcam.

 

 

 



Podziel się:

komentarze (13) | dodaj komentarz

RUTYNA. W ROLI GŁÓWNEJ: RAY ALLEN

poniedziałek, 07 maja 2012 15:42

Maciej Kwiatkowski

 

Ray Allen drugi mecz z rzędu wyglądał bardzo dobrze jak na kogoś kto w ostatnim miesiącu sezonu rozegrał tylko pięć spotkań. Po 56 minutach gry w serii z Atlantą Allen ma razem 25 punktów, 11 zbiórek, 1 stratę, trafia 52% z gry i wczoraj trafił 2 z 3 rzutów za trzy w blowoucie z Hawks 101:79. 

 

Po meczu nr 3 Allen opowiadał o kibicach z Bostonu, którzy pytali się go w trakcie jego przerwy czy kontuzja kostki na pewno przeszkadza mu na tyle, że nie może po prostu wrócić do gry i stanąć w rogu... Wiecie - spacing, zabieranie podwojeń z Rajona Rondo i Paula Pierce'a. Mógłby w zasadzie tylko stać. Allen odpowiadał, że może zrobić wszystko, ale wcześniej musi być w stanie zrobić jedno. Co właściwie? 

 

Odbyć swoją rutynę.  

 

Nie jest to zapierający dech w piersiach dokument, ale trwający 5 minut, klimatyczny wgląd w to jak Allen przygotowuje się do każdego spotkania. Czy to mecz z Miami Heat w półfinałach konferencji 2011, czy mecz z Charlotte Bobcats w marcu.  

 

Albo polecam, jeśli po prostu lubicie ten jumper:




Podziel się:
Tagi: ray allen

komentarze (7) | dodaj komentarz

DAY-TO-DAY: CELTICS I 76ERS WYGLĄDAJĄ DOBRZE PRZED DRUGĄ RUNDĄ

poniedziałek, 07 maja 2012 14:22

 

 

Maciej Kwiatkowski


 

PHILADELPHIA 76ERS, CHICAGO BULLS 89:82 (3-1)

 

Chicago Bulls próbowali wszystkiego po trochu, trafili nawet trochę rzutów, ale dostali się na linię tylko 14 razy przez 48 minut gry i trafili tylko 3 z 11 trójek. 76ers w trzech ostatnich meczach wykonują wybitną pracę w obronie, ograniczając Kyle'a Korvera do 12 oddanych rzutów, ale wiemy dobrze, że Korver żył jak na lassie trzymanym przez Derricka Rose'a. Bulls mogliby też dalej żyć w tej serii dzięki zbiórkom ofensywnym Joakima Noaha, ale nie będą mieć go też we wtorek w meczu nr 5. Nie chcę Was smucić fani Bulls, ale jeszcze do wczoraj myślałem, że Bulls mają szansę wygrać tę serię. Dziś myślę, że 76ers wrócą już do Philly tylko po to, aby zostać przywitanymi na lotnisku przez swoich fanów, którzy aktualnie śnią brutalny koszmar Chicago.

 

Lou Williams grał słabo w obronie pick/roll w czwartej kwarcie, Evan Turner pudłował layupy w kontrataku, a po dwóch dobrych występach razem wykombinowali 5/22 z gry. Jrue Holiday (20 pkt, 8 zb., 6 as.) trafił 1/13 do przerwy i pomimo tego Bulls przegrali.  

 

Andre Iguodala (14 pkt, 12 zb., 3 stl, 0 TO, 5/11 FG) rozegrał na dokuczającym Achillesie fantastyczne 43 minuty wyprowadzania kontrataków i unieruchamiania i tak już unieruchomionego (mam nadzieję, że odrobiliście dziś już swój polski) Luola Denga. Wczoraj trzymał go z dala od linii i zatrzymuje go na 33% z  gry w trzech ostatnich meczach.  

 

W czwartej kwarcie Bulls poszli w pick/roll C.J.'a Watsona (17 pkt, 4 as., 5/18 FG) i Carlosa Boozera (23 pkt, 11 zb., 5 TO, 11/24 FG), z niezłymi sukcesami, ale Holiday w wieku 21 lat pokazał niezły swag/sway/guts/cokolwiek trafiając z zagrań pick/roll dwie wielkie trójki na 3 min. przed końcem, które z +1 zrobiły +7.  

 

Oczywiście - zabrakło closera w Chicago. Boozer został zablokowany przez Eltona Branda na minutę przed końcem - choć mógł być faul w tamtej akcji. W kolejnej spróbował wykonać ruch z lewego łokcia, który wcześniej wyszedł mu już z sukcesem, ale heeeeeeeej - piłka wypadła mu z rąk. 

 

Tymczasem Spencer Hawes (22 pkt, 8 zb., 3 blk, 8/11 FG) znowu zabił Bulls w pick/pop. Pamiętacie jeszcze, gdy to Brand i Thaddeus Young byli opcjami w tym zagraniu z lewej strony parkietu? Oczywiście - rzuty Holiday'a zmieniły mecze nr 2 i 4, kontuzje Bulls zmieniły serię po meczu nr 1, ale w tym nowym stanie rzeczy to Hawes jest game-changerem. Dwa mecze z rzędu +20 w playoffach po tym jak przez dwa sezony ani razu nie rzucił 20 punktów dla Sixers.

 

"Show your love"



 

 

John Lucas III drugi mecz z rzędu był fatalny w kreowaniu ataku Bulls w czwartej kwarcie. Uczyliście się kiedyś pływać żabką i nie mogliście utrzymać się na powierzchni wody? = John Lucas III w tej serii. Tom Thibodeau na szczęście zdjął go już po dwóch minutach ostatniej kwarty. Richard Hamilton nawet nie wszedł na parkiet w czwartej kwarcie, gdy Thibodeau postawił na Korvera i pick/roll Watson-Boozer kreujący 11 z ostatnich 17 posiadań. Nie wygląda to dobrze dla Bulls - Deng 33%, Hamilton 32% z gry w trzech ostatnich meczach, Watson - znany obecnie jako Earl Watson - 27% w serii.  

 

Przykro mi Chicago. Deng jest trzymany przez Iguodalę, Boozer nie wystarczy, bo traci piłkę w post-up i prawie za każdym razem, gdy obraca się do kosza. Powrót guardów Sixers do lepszej skuteczności w meczu nr 5 powinien zakończyć tę serię.


 

NEW YORK KNICKS, MIAMI HEAT 89:87 (1-3)

 

To było dużo, bo działo się w crunch-time, ale to nie było ładne w pierwszej połowie. To w ogóle nie było ładne. Nikt nie mógł trafić za trzy (0/17), Heat mieli 0 osobistych w pierwszej kwarcie, 19 w drugiej i zabijałem lewy klawisz myszy na wciskaniu "Go forward 10 seconds". Dobrze chociaż, że jeszcze przez jeden mecz będziemy mogli czytać impresje.

 

Carmelo Anthony (41 pkt, 15/29 FG, 1 TO) po trafianiu 34% w tej serii rzucił 41 szalenie jak na niego efektywnych punktów z 29 rzutów, głównie w pomalowanym. LeBron James (27 pkt, 5 TO) w odpowiedzi tym razem pozostał pasywny - aż do ostatniej minuty meczu - rzucając szalenie nieefektywne jak na niego 27 punktów z 21 rzutów. 

 

Użyłem skrótów myślowych, ale to w zasadzie jest to 15-20 miejsc różnicy jakie dzieli Melo od Jamesa w rankingu najlepszych graczy. Poza wielką różnicą w obronie. 

 

A propos wielkiej różnicy w obronie - Tyson Chandler rzucił 1 punkt, ale grał bardzo dobry defense w post-up na Chrisie Boshu (17 pkt, 9 zb., 4/10 FG, 4 TO) i kilka razy opanował wejścia pod kosz Jamesa (do TEJ akcji na 20 sek. przed końcem, oczywiście). 

 

Frapujące jest jednak, że dwa największe posiadania w obronie miał Amare Stoudemire (20 pkt, 10 zb., 4 TO, 8/13), łapiący zaskakująco dobrze krótkie podania i może lepiej, że nie używający lewej ręki do kozłowania. Jedno z tych defensywnych posiadań Amare Guy'a to było nic innego a poprawa hiperaktywnego w obronie Chandlera, który nie zrozumiał się z Melo (w meczu Knicks jest przeciętnie 4-5 zagrań, w których KTOŚ nie rozumie się z Melo...) i zaczęli nagle we dwóch kryć Dwyane'a Wade'a (22 pkt, 6 as., 3 blk, 4/11 FT) za linią za trzy, gdy Bosh ścinał pod kosz udając moment wcześniej zasłonę w picku. Amare w porę zrotował od Shane'a Battiera z lewego rogu boiska do środka pomalowanego, broniąc Bosha, zamiast głupio próbować przecinać podanie i ryzykować faul. 

 

W ostatniej akcji meczu Stoudemire ustał przed Wade'm i ten wykozłował na obwód oddając najgłupszy rzut w crunchtime tych playoffów. Który oczywiście prawie wpadł itd.  

 

Heat spudłowali 16 z 19 trójek, nie trafili żadnej w kontrataku i dopóki swoich największych rzutów za trzy w sezonie nie trafili Mike Bibby (Wasz startujący PG w przyszłym meczu, kibice Knicks, na zdrowie) i Melo - oba zespoły szły na jakiś ohydny rekord NBA rodzaju 15 procent za trzy. Knicks mieli 17 strat, Heat stracili 24 punkty po swoich. Mieliśmy 64 rzuty wolne, 21 trójek spudłowanych z rzędu. To było złe, bardzo złe. UGLY. Dobrze, że to już koniec tej serii, bo kolejne kontuzje kolan Imana Shumperta i Barona Davisa czy kostka Wade'a nie wróżą dobrze, gdyby ta miała potrwać jeszcze do czwartku.

 

BOSTON CELTICS, ATLANTA HAWKS 101:79 (3-1)

 

Znakomity występ Celtics. Coś na co kibice Bostonu czekali całe playoffy. Ciężko przegrać mecz, gdy czterej twoi najlepsi gracze trafiają 70 procent z gry. Celtics trafiali 67% po pierwszej kwarcie, 64% do przerwy i potem to był już blowout od połowy trzeciej kwarty aż do końca. Erick Dampier rzucił 8 punktów w czwartej kwarcie. 

 

Rajon Rondo (20 pkt, 16 as., 1 TO) maczał palce przy 56 ze 101 punktów Celtics, a przy tym popełnił tylko jedną stratę i nie trafił trzech rzutów. Możecie wybierać kto był lepszy w tym meczu: Rondo czy Paul Pierce (24 PKT, 10/13 FG, 4/6 3PT), The Wheelchair, który podkręcił w drugiej kwarcie lewe kolano - kontuzjowane pierwotnie w niedzielę rano na treningu - aby w trzeciej trafić dwie kolejne trójki Z ŁATWOŚCIĄ, w rytmie. Wielki gracz. Potem zszedł z parkietu, wsiadł na rower stacjonarny, zaczął pedałować i fani Bostonu skandowali "MVP!". 24 punkty w 17 minut. Gino Time w Bostonie po raz pierwszy w tych playoffach.  

 

Hawks trafiają tylko 37% z gry od czasu pierwszej kwarty tej serii, gdy Celtics zaspali po luzowaniu swoich gwiazd przez cały ostatni tydzień sezonu regularnego. W perspektywie głównie przez tamtą pierwszą kwartę przegrali mecz otwarcia. Być może byłoby więc już 4-0, choć akurat "zero" w tym wypadku nie mówiłoby o tym jak przeciętnie grali Celtics dotychczas. Do wczoraj. Każdy kto liczy na to, że Celtics mogą ukraść coś Miami w Finałach Konferencji - po tym jak pokonają w II rundzie 76ers dzięki przewadze parkietu - na pewno jest dziś w lepszym humorze. Do czasu... gdy okaże się co z kolanem Pierce'a i czy nie będzie problemem w dalszej części playoffów.

 

DENVER NUGGETS, LOS ANGELES LAKERS 88:92 (1-3)

 

Jordan Hill (12 pkt, 11 zb.) zamienił się w "Manimala" (48-38 na deskach), Ramon Sessions (12 pkt, 2 as.) i Steve Blake (10 pkt, 3 as.) trafili dwie najważniejsze trójki w meczu, i Lakers wygrali spotkanie nr 4 z Denver Nuggets pomimo takich sobie występów Kobe'go Bryanta (22 pkt, 10/25 FG, 8 zb., 6 as., 5 TO) i Andrew Bynuma (19 pkt, 7 zb., 8/12 FG, 3 TO). To krok do przodu - zwłaszcza postawa Hilla w tej serii - do tego by myśleć o pokonaniu Oklahoma City Thunder w II rundzie.  

 

Druga rzecz - transition defense, gdzie Lakers znów zrobili coś co nie zdarza im się często, zatrzymując pierwszą opcję w kontratakach Nuggets. A to sztuka. Kiedy jednak Blake zalicza swój trzeci blok w tym sezonie, w kontrataku zatrzymując lay-up Danilo Gallinariego (20 pkt, 9/16 FG), to wiesz, że coś się dzieje. 

 

Pau Gasol (13 pkt, 9 zb., 6 as., 6/12 FG) czytał przed meczem książkę Viktora Frankla "Man's Search for Meaning" i znalazł bardzo w porę passem Sessionsa w prawym rogu na 48 sek. przed końcem. Stało się tuż po tym jak Gallinari nieomal stracił życie uderzając swoją głową w ramię Pau Gasola i wyglądając przy tym jeszcze bardziej jak Arnie Grape. Gallinari generalnie miał swój najlepszy mecz serii, po obu stronach parkietu, ale w końcówce zaflopował po europejsku i Sessions trafił trójkę na 89:86. 

 

Andre Miller (15 pkt, 7/13 FG) był profesorem, najlepszym graczem w post-up w tym meczu (taki trik), mordując Sessionsa w pierwszej kwarcie, ale potem to on popełnił błąd, zbyt łasy na ofensywną zbiórkę na 40 sek. przed końcem. W decydującej akcji Kobe Bryant znalazł w sobie swojego Michaela Jordana i.... 

 

(mój ulubiony moment dzisiejszego dnia) 

 

...i podał na czysty rzut do Steve'a Kerra Blake'a. Tak jest, tak to się robi. Jak Mike. Zwłaszcza, że tego dnia trafił tylko 1 z 10 prób w izolacjach/post-up i zaraz mógł wprowadzić się w jedną z nich. 

 

Arron Afflalo robił dobrą robotę w obronie na Kobe'm, ale tyle się temu poświęcił w tej serii, że nie przekroczył jeszcze 11 punktów w meczu, po tym jak w każdym prócz jednego w kwietniu rzucał co najmniej 15.  Już coraz bliżej i w piątek/sobotę/niedzielę rozpocznie się seria, która wzbudzi chyba największe zainteresowanie tej wiosny.

 


 

 



Podziel się:

komentarze (21) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 060 110 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u