Bloog Wirtualna Polska
Jest 923 956 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

RICK CARLISLE KOPNĄŁ PIŁKĄ W KIBICA MAVERICKS

czwartek, 02 lutego 2012 10:40

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Nie była to znowu aż tak frustrująca noc dla Mavericks, żeby był to powód, ale w żyłach Ricka Carlisle'a huczy gorąca krew, więc i to wystarczyło. 

 

Cicha woda brzegi rwie, jak mawiają - ostatniej nocy po raz drugi tym sezonie coach Dallas został wyrzucony z parkietu. W czwartej kwarcie Carlisle kopnął kozłującą w jego kierunku piłkę tak, że ta trafiła w kibica za jednym z koszy.  Zrobił to tuż po tym jak arbitrzy nie odgwizdali faulu Nicka Collisona na Jasonie Terry'm... Carlisle to znakomity fachowiec, ale ...oglądałem ten mecz i jakoś nie za bardzo wyglądało to jakby chciał zrobić to bardzo starannie.

 

"He should try out for FIFA" - żartował Shawn Marion. Może lepiej nie? Od następnego meczu Mavericks Carlisle stanowić będzie dodatkową atrakcję w pełnym atrakcji domku Marka Cubana - jeśli jesteś kibicem Mavericks możesz dostać piłką w czoło od trenera. Możesz się tego spodziewać. Za to "zagranie" Carlisle otrzymał drugi faul techniczny. Pierwszy dostał trzy minuty wcześniej, po tym jak sędziowie jego zdaniem nie odgwizdali przewinienia na Delonte Weście.

 

To zbyt wielkiej klasy szkoleniowiec, aby pozwalał sobie na takie rzeczy. Musi poprawić swój anger management, ale takie rzeczy się zdarzają. Carlisle odpowiednio zareagował i w zasadzie zrobił to co mógł lub powinien zrobić, czyli od razu podszedł i przeprosił kibica za chwilowy wybuch, a po meczu przeprosił wszystkich:

 

"I want to apologize to our franchise, Mark [Cuban], our fans. The incident where the ball got kicked into the stands -- that can’t happen. My intent was not to kick it into the stands, I was trying to kick it to the referee, but I’m not a very good kick. But, that can’t happen; the officials made the right call on that one. That’s a regrettable situation."

 

 

MMMMMMMMMMhttp://youtu.be/qEjOQuE57rQ

 



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

DEANDRE JORDAN W "BEAST MODE"

czwartek, 02 lutego 2012 8:32

Maciej Kwiatkowski

 

Pierwsze pięć "rzutów" z gry Los Angeles Clippers były dunkami w meczu w Utah. Chris Paul rozgrywał pick&rolle, a podkoszowa pomoc Jazz robiła wszystko żeby nie znaleźć się na plakacie. Kyle Korver byłby dumny ze swojego byłego teamu (btw - próbował zrobić to samo ostatniej nocy przy wsadzie Iguodali)... Potem DeAndre Jordan czuł się już tak pewnie, że w taki oto sposób przejechał się po Alu Jeffersonie:

 

 



Podziel się:

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

TOP 10 AKCJI STYCZNIA

czwartek, 02 lutego 2012 7:42

WASZA DNIÓWKA

czwartek, 02 lutego 2012 0:16





 

Przemek Kujawiński

 

Zbierałem dzisiaj z autostrady pod Barceloną jedno dachujące auto i jestem w domu o północy, ale obiecałem sobie, że choćbym miał siedzieć do czwartej nad rano, to tym razem wrzucę waszą dniówkę. Nawet kosztem tego, że nie mam czasu, by sprawdzić literówki. Enjoy. Jeśli wysłaliście swój tekst, a go tu nie ma... Cóż, najwyraźniej mi się nie spodobał. Albo po prostu byłem we wrednym humorze i się nie znam.

 

Jak zaczniecie pisać jak ona, będę wrzucał wszystko.

 

Godzina z nocy na dzień.
Godzina z boku na bok.
Godzina dla trzydziestoletnich.

 

01:00 WASHINGTON (4-17) @ ORLANDO (12-9)

 

Orlando jest najlepszą drużyną w NBA. Nie śmiej się - znaleźli swoją niszę. Są jedyną drużyną, która nie przegrała jeszcze z rywalem z własnej dywizji. Nie grali jeszcze przeciwko Heat i Hawks, ale who cares? Są najepsi. Dziś grają z Wizards i liczą na podtrzymanie tej niebywałej passy, ale po meczu Magii z Czarodziejami nie oczekujcie zaczarowanych przeżyć, co najwyżej zmagania z klątwami, które jakaś lepsza wróżka musiała rzucić na oba zespoły.

Wojtek Dereziński

 

Dziś kibice Orlando mogą spać spokojnie bo raczej nie usłyszą wywiadu w którym Dwight mówi o tym że zawsze marzył o grze w takim klubie jak Wizards.

Łukasz Góralski

 

Wystarczy rzut oka na logo Wizards, żeby wiedzieć, jak w tym roku grają. Orlando nie potrzebują tak sugestywnego znaku graficznego do grania źle.

Marta Kubacka

 

01:00 CHICAGO (18-5) @ PHILADELPHIA (15-6)

 

O godz. 1 naszego czasu spotkają się pierwsza i czwarta drużyna wschodniej konferencji, ale może przede wszystkim pierwsza i druga defensywa ligi. Możemy liczyć na dużo twardej koszykówki, bo jedno jest pewne - nikt nie będzie brał dziś jeńców. W drużynie Bulls najprawdopodobniej nie zobaczymy Ripa Hamiltona, który dostał wolne, by się 'doleczyć'. Derrick Rose po spudłowaniu ostatnich osobistych przeciwko Le.. Miami Heat zapowiedział, że już nigdy więcej nie pozwoli Bykom przegrać w ten sposób. Uwierzmy mu.

Smaal

 

01:30 DETROIT (4-19) @ NEW JERSEY (7-15)

 

Pistonsi będą dzisiaj grali ostatni mecz w wyczerpującej, wyjazdowej serii „back-to-back-to-back”.  Przegrali już dwa pierwsze spotkania w tej serii z Milwaukee – różnicą 21 punktów i z Nowym Jorkiem – 27 punktami.  Drugoroczniak Greg Monroe to jeden z niewielu jasnych punktów Detroit notując  17,4 pkt i 10,6 zb w ostatnich 5 spotkaniach, ale to chyba za mało aby na zmęczonych nogach pokonać drużynę Jaya-Z.

Tomek Szmigiel

 

02:00 PHOENIX (7-13) @ NEW ORLEANS (4-17)

 

Blady Kris był all-starem, Marcin też może. Czy wiecie, o co Kaman?

Wojtek Dereziński

 

02:00 MIAMI (16-5) @ MILWAUKEE (9-11)

 

Ilu z Was potrafi napisać słowo Milwaukee bez literówki? Pewnie tylu, ilu potrafi to zrobić z imieniem rzucającego obrońcy Heat, który rzuca 20 punktów na mecz, a w tym sezonie nadal nie trafił ani jednej trójki (słownie: ani jednej, zero, k***a nic), co jednak nie przeszkadza mu być najlepszą dwójką w lidze na wschód od Los Ángeles.

Wojtek Dereziński

 

02:00 INDIANA (14-6) @ MINNESOTA (10-11)

 

"We found Love in a hopeless place" może zaśpiewać David Kahn, ponieważ Kevin Love jest prawdziwym diamentem, który trafił się managerowi T-Wolves, jak ślepej kurze ziarno. Love wykręca w tym sezonie średnio 25.5 pkt i 13.5 zb na mecz i pokazuje w każdym meczu, że zimną Minnesotę można rozgrzać do czerwoności. Czy pokaże swój wilczy pazur w walce przeciwko solidnym podkoszowym Indiany? Przekonamy się już wkrótce.

Łukasz Górski

 

02:00 OKLAHOMA CITY (16-4) @ DALLAS (14-8)

 

Vince Carter żyje i znowu umie grać w koszykówkę. Jason Kidd doznał kontuzji łydki, a jego miejsce zajął Rodrigue Beaubois, który od tego czasu notuje 14.7 punktów i 7 asyst. Dirk Nowitzki natomiast powoli pozbywa się kaca i choć momentami ciągle wygląda, jakby miał 45 lat, to jego dwa najlepsze mecze w ofensywie w tym sezonie to były spotkania właśnie z OKC. Tymczasem w drugim obozie Kendrick Perkins masowo zgłasza na youtube filmy z dunkiem Griffina jako nadużycie i powtarza przed lustrem, że wciąż jest twardy. Oklahoma przegrała ostatni mecz z Clippers i wyjdzie na ten mecz podrażniona. Naprawdę trzeba kogoś zachęcić do oglądania?

Smaal

 

02:30 HOUSTON (12-9) @ SAN ANTONIO (13-9)

 

Lowry ma więcej bloków i zbiórek niż Scola. A Houston i tak są na 3 miejscu w NBA jeśli chodzi o ilość zbiórek. Są rzeczy których nie da się logicznie wyjaśnić.

Łukasz Góralski


04:30 LA CLIPPERS (12-6) @ UTAH (12-7)

 

Utah Jazz zasługują na tytuł niespodzianki sezonu – typowano ich głównie do walki o loterię, podczas gdy Jazzmani są ciągle w zasięgu jednego meczu od drugiego miejsca w konferencji, zajmując ósme miejsce w całej lidze pod względem trudności terminarza i Relative Power Index (bilans mnożony przez terminarz). W styczniu Jazz wygrali 11 meczów i przegrali tylko cztery: po dogrywce z LAL, po dwóch dogrywkach z Toronto i dwukrotnie – raz trzema punktami! - z Dallas. Dobra, a teraz powiedzieć wam dowcip? Wczoraj w swoim Power Rankingu Marc Stein umieścił Jazz między Bostonem a Cleveland.

Paweł Mizgalewicz

 

 

 

 

MMMMMMMMMMhttp://youtu.be/qEjOQuE57rQ

 



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

LATAJĄ NAWET W COLLEGE'U

środa, 01 lutego 2012 17:02

Michał Kajzerek


 
Wsady, wsad – zależy od rozmiaru zainteresowania - na facebook’u stały się wczoraj popularniejsze niż ACTA i postulaty pro-demokracyjne odnoszące się do zniewolonej – głównie intelektualnie – przez rząd Donalda Tuska Polski. Za dużo słów padło już o prozie życia we współczesnym świecie, a za mało o osobnym i żyjącym równolegle do nas małym „świateczku” wsadów, dunków itd. itp. Po lekturze jednego z reportaży pana Tochmana, postanowiłem - jak co dzień - zajrzeć na wirtualną facebook’ową oś czasu mojego dobrego znajomego, który sporadycznie, ale jednak lubi powsadzać. Lubi, bo może, ma warunki, doświadczenie i długi... staż jako wolno-stojący amator i entuzjasta zajęć, które wymagają krzepy.

 

Udostępnił w międzyczasie jeszcze ciepłe video prosto z college’owych parkietów. Uważam, że powinniście to zobaczyć i na jakość nie narzekać. Ten wyskok.




Podziel się:

komentarze (2) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ZACHÓD JAK WSCHÓD, CZYLI CZYM JEST RUDY GAY I DLACZEGO MARTWIĘ SIĘ O DENVER

środa, 01 lutego 2012 16:43

 

(14-7) DENVER @ (11-10) MEMPHIS 97:100

 

Maciej Kwiatkowski

 

Nienajlepszy mecz. Dobry, ale nie na 4 w nocy w Polsce. Obydwa teamy przez większość czasu rzucały cegłami do kosza, popełniły 11 strat w pierwsze sześć minut, 23 straty do przerwy i choć wiem, że mają kilku fanów w Polsce, to pardon, ale martwię się o Nuggets i martwię się o Grizzlies. 

 

Grizzlies wygrali dzięki genialnej grze w obronie (4 blk) i ponowieniom akcji (8 zb.) Tony'ego Allena (17 pkt), ale tylko jakiś milimetr, albo pół zabrakło Andre Millerowi aby trafić game-winnera na koniec czwartej kwarty. Miller rzucał z półdystansu przez ręce i miał może 0.05 sek. prześwitu aby to zrobić, bo wisiał na nim Allen. Allen, który wykorzystując szybkość swoich stóp i brak zasięgu rzutu Millera mógł jeszcze blokować ludzi z podwojenia, kryjąc gościa, który ma nos do wygrywania spotkań w crunchtime. Klasyczny występ Allena w czwartej kwarcie i dogrywce, tylko że.... 

 

... znów to samo od Grizz. Czy zdążą w tym sezonie pchnąć to wyżej i stać się kontenderem do wygrania Zachodu? Dobry defense, przechwyty zamieniane na kontrataki, ale też 38% z gry w poprzednich czterech, przegranych meczach. Grizzlies trafiają 32% za 3 i 37% z 5-6 metrów. To w zupełności nie jest team strzelców z dystansu, a okazji staje się jeszcze mniej, gdy brak Zacha Randolpha w polu trzech sekund. Grizzlies, dosłownie, walczą o przetrwanie do czasu jego powrotu, chociaż nie do końca, bo zdarzyło im się w ogóle nie przyjść do gry w poniedziałek w porażce z San Antonio (73:83). 

 

Rudy Gay miał bardzo dobry mecz jak na Rudy'ego Gaya, chociaż nie zdobył żadnego z ostatnich 32 punktów Memphis. 20 punktów z 20 rzutów, 13 zbiórek, kilka dobrych podań (5 as.), przechwytów i bloków, ale to wciąż kolejny sezon, w którym nie widać jego postępów i nie wiadomo za bardzo w jaką stronę zmierza: strzelca? obrońcy? kreatora? Nie wiem czy jest w tej chwili czymkolwiek. Być może wcale go nie ma i jest takim graczem wygenerowanym przez komputer, który teoretycznie ma wszystko, może grać na każdej pozycji, ale nie ma nic i na żadnej nie dominuje. Jest po prostu utalentowanym graczem, który nie spełnia wciaż swojego talentu. Może to indywidualne szkolenie w Memphis? Bo podobnie rzecz się ma z O.J'em Mayo (18 pkt, 2 as., 7/14), który -w swoim nieprzerwanym byciu tym samym graczem od czterech lat, grywa obecnie jako back-up dla Mike'a Conley'a (11 pkt, 3 as., 3/11) i wczoraj był go-to-guy Memphis w ataku, rozdając kluczową asystę na 5 sek. przed końcem czwartej kwarty i trafiając decydującą trójkę na pół minuty przed końcem dogrywki. 

 

Grizzlies trafili tylko 38% rzutów, ale mieli 17 ponowień. Nuggets mieli 14 strat i prowadzili do przerwy 12 punktami (!), nie mając przy tym nic/zero/dupa aod Danilo Gallinariego, który rzucił kilka jumpshotów (1/10 z gry) i zupełnie przeszedł obok meczu.  

 

Kolejny mecz Nuggets przegrany w crunch-time i fakt, że Ty Lawson gra z kontuzją kostki, a Gallinari siedział na ławie, zmusił George'a Karla od oddania piłki w ręce Millera (nie to że Nene jak zwykle wyrywał się do rzutu...). Z czasem Miller słabł i stało się to w samej końcówce na nieszczęscie Nuggets. Trzy spudłowane rzuty wolne w kranczu czasie, strata na połowie pod presją Allena (świetny pressing na 2/3 boiska) czy w końcu przestrzelony, potencjalny game-winner, który kolejnym razem pewnie by trafił. Zmęczenie? 39 minut w meczu b-2-b, ale sam Miller byłby chyba ostatnim który chciałby w jakikolwiek sposób tłumaczyć się z czegokolwiek. 

 

Dużo walki jak na Konferencję Zachodnią. 22 przechwyty w całym meczu, 43 straty, 48 punktów z kontrataków. Rzucam liczbami ale gdyby skrócić to do jednego zdania - obydwa teamy mają problem z chaosem jaki panuje w ich ataku pozycyjnym. Randolph musi szybko wrócić i pomóc Grizzlies utrzymać się w walce o playoffy. Nuggets z kolei bardzo przydałby się Kenyon Martin jako czwarty do rotacji zamiast Kosty Koufosa/Chrisa Andersena (tatuaże wygladają tym gorzej im jesteś starszy, nie? 3000kbps i niespocony Birdman to nie jest mój ulubiony obrazek w internecie). Przydałby się też go-to-guy w końcówce i trochę więcej akcji, w których następują przynajmniej trzy podania zanim oddany zostanie rzut lub nastąpi penetracja pod faul (choć Al Harrington - 23pkt, 10 zb., rozgrywa w ten sposób bardzo dobry sezon).

 

Nie jestem fanem Nuggets, choć czasem - zwłaszcza u siebie - ten ich styl gry daje wyglądające na najłatwiejsze w NBA 120 punktów. Jak zwykle jednak tym co zabija Nuggets są zbiórki (42-48) albo obrona (62 pkt w ostatnich 29 minut). Nic się nie zmieniło.

 

btw - gdzie się podział Arron Afflalo? Gdzie się podział gracz, który wyrastał na jednego z najlepszych obrońców ligi, trafiał trójki, a my pisaliśmy o jego rozwijącej się grze w mid-range? Ostatnim razem pisałem o Denver w kontekście meczu z Clippers i napisałem, że ich "random offense" może w playoffach zostać sprowadzone do ofensywy pełnej przypadku. Tak było wczoraj. Ostrożnie z tym, proszę.

 


 

 



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: 31 STYCZNIA 2012

środa, 01 lutego 2012 15:46

BEASLEY, CZAS DORASTANIA

środa, 01 lutego 2012 14:05

 

 

 

Kosma Zatorski


Hi, im Michael Beasley... - tak przywitał się z Minnesotą ubrany w przyciasną czapkę z daszkiem spod której wystawały dready, kraciastą koszulę i czarną marynarkę numer drugi draftu 2009. Brylantynowy Pat, uwielbiam ten pseudonim – nie mogłem się powstrzymać, oddał rudawemu młokosowi wielką przysługę wymieniając go do Timberwolves. Grając obok Big Three, drugi najlepszy strzelec Heat, ugrzązłby gdzieś na ławce i koszykarsko skazał siebie na granie ról drugoplanowych, często ledwo pamiętanych epizodów. Brylantynowy Pat, wkurza was to, po prostu dał mu szansę, przedłużył jego koszykarski upadek, choć sam mocno wierzył w talent tego chłopaka. - Pamiętajcie, że on grając z ławki był naszym drugim strzelcem. To wspaniały dzieciak, który może wykręcać co dzień statystyki na poziomie 20 punktów i 10 zbiórek – mówił tuż po transferze za któryś tam pick w drafcie przyszłości. Słaba cena jak za numer drugi całkiem niezłego draftu.


Były dziennikarz stacji CBS David Kahn, GM Wolves,  nie ryzykował nic. Mający co prawda wyraźną słabość do trawki gracz został wyrwany za bezcen. A przecież mógł być franchise playerem przez następne 12 lat kariery. - Mike to dobry chłopak. Chcemy dać mu szansę – wyjaśniał. Cierpiący na brak gwiazd kibice z Minnesoty dostali potencjalną gwiazdę, która dopiero tutaj miała rozbłysnąć. Początki były obiecujące. B-Easy wykręcał dwucyfrowe numerki, czasem grał po prostu jak lider Młodych Wilków, spychając w cień nawet Kevina Love'a. Na drugie zwycięstwo Wolves w tamtym sezonie fani czekali do 10 listopada, gdy ich rywalem byli słabiutcy Sacramento Kings. Beasley rzucił wtedy 42 punkty, trafiając 17 z 31 oddanych rzutów z gry.



 


Przypadek? W kolejnym spotkaniu gracz z numerem osiem zakończył spotkanie z Los Angeles Lakers z 35 punktami. Broniący go na zmianę Odom, Artest czy Barnes do najgorszych obrońców nie należą. Kolejne mecze przynosiły szalone zdobycze punktowe Michaela ( 25, 28, 33, 25). Im sezon trwał dłużej, tym naszemu bohaterowi częściej przytrafiały się słabsze spotkania. Cały ubiegły sezon w jego wykonaniu przypominał sinusoidę, w które fantastyczne mecze przeplatał seriami, o których powinniśmy jak najszybciej zapomnieć. Ba, zdarzyło mu się trafić w tym czasie nawet jednego z najmniej widowiskowych i emocjonujących game - winnerów. Przez chwilę jednak był kimś!




 


Jego statystyki z tamtego sezonu są zupełnie przyzwoite – 19. 2 punktów, przy średniej skuteczności 45 proc. z gry.  Jeszcze lepiej prezentowały się jego wyniki w clutchu, gdzie statystyki per 48 dawały mu aż 29.8 punktów na 44 procencie. Za bardzo dobrymi statystykami Beasleya można jednak znaleźć wiele liczb, które niestety nie wystawiają mu najlepszej cenzurki. Specjaliści ze strony Basketballprospectus.com uknuli sobie statystkę WARP, którą zamiast tłumaczyć pozostawię w oryginale. „Wins Above Replacement Player. Based on performance and playing time, the wins a player has created as compared to a replacement-level player seeing the same minutes”. Jej porównanie z ostatniego roku gry w Miami, do pierwszego roku w Minnesocie wypada przerażająco: z 2.3 do 0.1. Podobnie zresztą wygląda liczba strat, która według Synergy Sports wynosi aż 12,5 proc. posiadań. Beasley tracił aż 19.6 posiadanych piłek, co plasowało go w dziesiątce najgorszych kontratakujących ligi. - Beasley nie jest po prostu mądrym graczem – kwitował bez zbędnej kurtuazji Sebastian Pruiti. To prawda. Jego atletyzm i szybkość, całkiem niezły jumper niestety nie poszły w parze z boiskową inteligencją. Gdyby pod kopułkę włożyć mu procesor,  w który wyposażony jest umysł Granta Hilla... Możemy jedynie gdybać. Przed sezonem Beasley obiecywał ”pracę nad swoim mentalem”. Zapisał się nawet na lekcję baletu. Nic to nie dało.


Do tej pory MB#8 zagrał jedynie w siedmiu spotkaniach i notuje najgorsze statystyki od czasu przyjścia do ligi. Trafił 39 z 99 oddanych rzutów, co daje mu skuteczność na poziomie 39,4 proc. W siedmiu meczach zdobywał średnio jedynie 12.9 punktów, a od kilku tygodni pauzuje ze względu na kontuzję. Blogerzy już dawno postawili na nim kreskę i modlą się o jego transfer za jakiegoś przytomnego shooting guarda. Wymarzona przez Sebastiana Hetmana wymiana za OJ Mayo nigdy nie dojdzie do skutku. A może poczekajmy? Może Rick Adelman znajdzie sposób by dotrzeć do wnętrza Mike’a i zamienić go w boiskowego killera o zmyśle choćby przeciętnego szachisty? W końcu Ron Artest też kiedyś popijał whisky w przerwie a wyrósł na całkiem przyzwoitego człowieka. Michael Beasley ma potencjał na bycie w pierwszej dziesiątce skrzydłowych ligi.


Jeżeli nic się nie zmieni, to B-Easy wkrótce trafi do Hall of Big Expectations. To dość spore grono. Na uczelni jesteś gwiazdą, przychodzi NBA i wszystko - po kilku, kilkunastu miesiącach, cały twój blask, twoje najlepsze akcje w top 10, twoje minuty na parkiecie, zaufanie trenera, przyjaźń kolegów, miłość fanów  - wszystko cholera mija. - Świat jest mną znużony, podobnie jak ja nim – myślisz jak Karol Orleański, choć nigdy nie miałeś prawa o nim słyszeć. Jeżeli jego imię pojawiło się gdzieś na uczelnianych zajęciach, ty w tym czasie byłeś w drodze na mecz z maleńkim uniwersytetem położonym gdzieś pomiędzy Philadelphią i Bostonem. Studenci ściskali w dłoni twoje autografy mocno licząc, że powiedzą kiedyś swoim dzieciom: przybiłem mu piątkę, po tym, jak zbili nas trzydziestakiem.


H.o.B.E ? To dość spore grono, nie będziesz się czuł osamotniony. Zagrasz obok Sebastiana Telfaira, kreowanego onegdaj na gwiazdę pokroju co najmniej... Derricka Rose'a. Na dwójce zagrałby Rashard McCants, który błądzi gdzieś w okolicach NBA, wykrzykując do kumpli: Jestem lepszy od Mamby! Czwórka? Darius Miles. Piątka? Hasheem the Dream! Aha i jeszcze trójka. Chyba nie chcesz nią być Mike?

 

* tekst napisany w pociągu relacji Zielona Góra - Katowice 13.01.2012. Po powrocie na parkiet Michael Beasley rzucił 7 punktów przeciwko Spurs, a następnie 18 Lakers oraz aż 34 Rockets. Może jeszcze nie wszystko stracone Mike?

 

 

 



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

KIEDY (RONDO) SIEDZI I JEST EXTRA-PASS... CZYLI CELTICS WZIĘLI REWANŻ NA CAVALIERS

środa, 01 lutego 2012 13:08

 

Maciej Kwiatkowski

 

(10-10) BOSTON @ (8-12) CLEVELAND 93:90

 

Jest dobry stat, który obrazuje dlaczego z biegiem lat mam coraz mniej przyjemności z oglądania Boston Celtics, a z drugiej strony ten stat sprawia, że potrafią wyglądać czasem naprawdę dobrze, grać płynnie w ataku pozycyjnym, z extra-passami i wszystkim i z wisienką na torcie. Wymęczoną, bo od lat już mają kłopoty w dowożeniu wysokich zwycięstw w czwartej kwarcie, przez co w niedzielę przegrali właśnie z Cavaliers 87:88 po rzucie Kyrie'go Irvinga.

 

Ten stat w zasadzie odwołuje się od lat do Dallas Mavericks. Odwoływał się nawet, gdy Mavs dodali do ataku centra kończącego pick/rolle (Tyson Chandler) i 6-8 łatwych punktów na mecz od Shawna Mariona. 

 

Celtics starzeją się z sezonu na sezon, a rzuty z wyskoku od trzech lat stanowią coraz wyższy odsetek ich prób z gry: 64%, 68% i w tym sezonie 71%. 

 

Ten regres opowiada o starzejącym się Big 3, kłopotach Rajona Rondo z ...rzutami wolnymi i o spadających możliwościach Paula Pierce'a i Kevina Garnetta w dostawaniu się pod kosz i kończeniu tam akcji. Nawet Ray Allen, który w poprzednim sezonie oddawał 3.3 rzutu na mecz z pomalowanego i co jakiś czas zachwycaliśmy się co potrafi jeszcze robić w tym wieku z piłką, w tym sezonie spadł do 2.2 takich prób w meczu. 

 

71% jumperów w udziale rzutów z gry to wysoki odsetek, ale z drugiej strony Mavericks zdobyli mistrzostwo w poprzednim sezonie, po tym jak jumpshoty stanowiły aż 75% ich prób. 82games.com nie ma tak dużej bazy danych, ale myślę, że z trudem znaleźlibyśmy podobny im zespół, który zdobył tytuł. Potrafili grać piękną koszykówkę opartą na ataku pozycyjnym, serii podań, extra-passie do gracza na czystej pozycji i trafianiu rzutów. A jednak tym co przepchnęło ich przez górkę w Finałach był atletyzm Chandlera i Mariona, i łatwe punkty spod kosza. 

 

Wysoki atletyzm nie oznacza jednak, że teamy nie będą rzucać tak często z wyskoku. Najlepszy przykład to Oklahoma. Pomaga jednak w dostawaniu się na linię, co trio Durant-Westbrook-Harden od dwóch sezonów robi praktycznie najlepiej w lidze.

 

Dlatego Celtics sprowadzili Brandona Bassa zamiast Glena Davisa. Nie tylko po to, żeby dodać lepiej rzucającego z półdystansu skrzydłowego, ale też dlatego żeby znaleźć w końcu kogoś kto po dostaniu piłki w polu trzech sekund nie będzie się skradał jak Glen Davis by rzucić o deskę czy jak Kendrick Perkins tracił. Bass się nie pie i kończy z góry. Ma bardzo szybki i dobry wyskok,  który sprawia, że kończy pod koszem jakby miał 208, a nie 203 cm. 

 

Wczoraj Celtics byli właśnie tym finezyjnie podającym sobie i rzucającym teamem przez 36 minut meczu, prowadząc nawet 22 punktami w trzeciej kwarcie. Młodsi Cavaliers, którzy w niedzielę wygrali mecz runem 12-0 mogli się spodziewać, że Celtics wyjdą na nich dodatkowo zmotywowani. Druga rzecz, to że na przestrzeni czterech ostatnich lat Celtics przeżyli już tyle w Quicken-Loans Arena, że jest to w zasadzie dla nich jak gra w drugim domu.

 

Ball-movement i konwertowanie rzutów z czystych pozycji - Celtics trafili 10 z 19 rzutów w sytuacjach spot-up. Bass, Kevin Garnett, Jermaine O'Neal trafili razem 11 z 21 jumpshotów, Pierce trafił 4 z 10, a Allen i Mickael Pietrus 4 z 11 rzutów za trzy. 

 

Nieźle, ale byli też do tego perfekcyjni ścinając pod kosz, w każdej z dziewięciu prób. Allen znajdował ludzi na półdystansie, a Pierce (23.8 pkt, 6.7 as. w ostatnich 6 meczach) ponownie w roli point-forward znajdował Avery'ego Bradley'a wzdłuż linii końcowej. Był to przez 36 minut ładny pokaz ofensywy w wykonaniu starych mistrzów. 

 

Cavaliers? Co z tego, że przez trzy kwarty można było postawić zarzut o to, że niedzielna wygrana zbytnio ich rozluźniła. To trochę niedopuszczalne dla tak młodego teamu. Tylko, że grając z Celtics zawsze można liczyć na co najmniej jeden run... Cavaliers poznali to już tyle razy w tej rywalizacji w ostatnich latach. Tym bardziej, że nawet gdy nie szło, mieli 41 minut od Andersona Varejao, który grał przeciwko teamowi przeciwko któremu zdobywa najwięcej punktów w karierze. Varejao skończył z 20 punktami i career-high 20 zbiórkami, z których 10 miał w ataku (Dziesięć!). W zasadzie Pierce zabrał mi dwa zdania z tego wpisu: 

 

“Anderson Varejao is a pain in the butt with his offensive rebounding and the way he knocks down shots and the way and keeps balls alive. He’s probably one of the most underrated players in the league." 

 

Dlatego też myślę, że niedocenianym i chętnie przemilczanym aspektem porażki Cavaliers z Celtics w playoffach 2010 był uraz pleców Varejao. Sprawdźcie to: ograniczył on go do 38 punktów i 35 zbiórek w sześciu meczach tamtej serii. Tymczasem w samych dwóch ostatnich spotkaniach tego sezonu przeciwko Celtics Varejao miał 38 punktów i 29 zbiórek. Do tego średnio 15.5 i 10.0 zbiórek, grając po 30 minut w dwóch ostatnich meczach sezonu regularnego 2009/10. Cavaliers wygrali obydwa. Varejao doznał kontuzji i Cavaliers przegrali ostatni mecz sezonu regularnego. Yup, he's a pain in the butt. Był to więc kolejny mecz, w którym Cavaliers - z LeBronem czy bez - wrócili w czwartej kwarcie przeciwko Celtics za sprawą hustle-plays i opanowania pola trzech sekund przez Varejao. Czasy dominacji Garnetta w polu trzech sekund dobiegły końca prawdopodobnie w którymś z meczów przeciwko Brazylijczykowi.  

 

"Herbata" Irving i Alonzo Gee trafiali rzuty w czwartej kwarcie (nie grali D.Gibson i A.Parker), które powinni byli trafiać przez trzy pierwsze, ale kilka jumperów Bassa + akcja Garnetta tyłem do kosza na Varejao na 70 sek. przed końcem zapewniły Celtics cztery punkty przewagi i zwycięstwo.

 

To inny team bez Rondo, ale ostatni tydzień to być może najlepsze mecze jakie od kilku lat rozegrali bez niego. Mavericks i Celtics powoli zaczynają dojrzewać w tym sezonie, ale hej, mogliśmy się tego spodziewać, patrząc na przeciętną wieku podstawowej rotacji. 

 

btw - Mickael Pietrus. Trafia 39% rzutów za trzy w tym sezonie i wciąż jest tym samym - szczęśliwym, gdy rzuca - graczem którym był. Nic się nie zmieniło od czasu, gdy rzucał 49% za 3 w Finałach Konferencji z Cleveland w 2009. Podczas jednak gdy w Orlando i Phoenix jego wariackie próby mogły denerwować kibiców i trenerów , tak w Bostonie od lat już Doc Rivers błaga Danny'ego Ainge'a o zawodników na obwodzie, którzy wejdą z ławki i nie będą bać się podejmować decyzji rzutowych. Może być też interesującą wersją stretch-four i w jakimś stopniu zastąpić w tej roli Jeffa Greena... To nadal team na max drugą rundę play-off, ale czasem wyglądają dobrze.

 

 

 

 



Podziel się:

komentarze (2) | zaloguj się, aby dodać komentarz

PRZERWA NA ŻĄDANIE EXTRA (01.02.2012)

środa, 01 lutego 2012 10:22

 

Bartek Tomczak

 

Czas na Przerwę na Żądanie EXTRA, w której wspólnie z Maćkiem, Michałem i Przemkiem rozmawialiśmy o Marcinie Gortacie i Phoenix Suns, a także przyznaliśmy swoje plusy i minusy, za ostatnie 2 tygodnie rozgrywek.




Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Licznik odwiedzin:  15 106 489