Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 717 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




TO ONI ZDOBYLI MISTRZOSTWO NBA - DALLAS MAVERICKS 2010/11

poniedziałek, 13 czerwca 2011 18:11



 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Kto by się spodziewał, że Dallas Mavericks mogą zdobyć mistrzostwo NBA? Na pewno Wy, bo pisaliśmy już od listopada na Zawszepopierwsze, że Mavericks po pozyskaniu Tysona Chandlera mogą być realnym kontenderem w tym roku. Jednak gdy w styczniu kontuzji doznał Caron Butler, staliśmy się znów sceptykami, jak wszyscy. Rick Carlisle, J.J. Barea, Jason Terry, DeShawn Stevenson, Shawn Marion i Peja Stojakovic zaszokowali jednak koszykarski świat, sprawiając, że brak drugiego najlepszego strzelca pierwszej piątki - i to takiego, który trafiał 43% za trzy przed kontuzją - przestał być odczuwalny.


Mavericks wygrali tytuł - to musi zostać podkreślone - bez Butlera, bez Roddy'ego Beaubois, który miał być wschodzącą gwiazdą tego sezonu i bez Brendana Haywooda w Finałach NBA.


To mistrzostwo jest wyjątkowe też i dlatego, że każdy gracz składu Dallas Mavericks zdobył tytuł po raz pierwszy w karierze.


Dla wielu z tych zawodników jest to ukoronowanie ich karier, aczkolwiek wszechstronna praca trenerska, koncept tej drużyny, powrót Butlera i jeszcze ok. dwóch lat prime-time'u Dirka Nowitzkiego dają im spokojnie możliwość obrony tytułu w przyszłym roku.


Oto kto wczoraj w Miami został mistrzem NBA:

 

 



 

WŁAŚCICIEL: MARK CUBAN - wszyscy wiemy kim jest Mark Cuban, żeby później dowiedzieć się, że są jeszcze rzeczy jakich się po nim nie spodziewaliśmy. Fakt, że Cuban wytrwał w postanowieniu i nie odzywał się przez całe playoffy był równie osłupiający jak tegoroczny run Mavericks. Podczas ceremonii wręczenia trofeum Larry'ego O'Briena uniknął odebrania go z rąk Davida Sterna. W zamian puchar odebrał pierwszy właściciel Mavericks Donald Carter. Na konferencji prasowej podkreślił szybko, że zupełnie nie obchodzą go Miami Heat, a następnie wynajął klub w Miami, w którym Mavericks świętowali mistrzostwo, ostatecznie wypijając koszmar z 2006 roku do dna.


GENERALNY MENEDŻER: DONN NELSON - Jeszcze raz wygrał zespół, który przekroczył "luxury-tax". Mavericks przed sezonem myśleli o LeBronie Jamesie, o Chrisie Boshu, o Joe Johnsonie. Gdy wszyscy wolni agenci zostali już wzięci, Nelson obrócił we wrześniu niegwarantowany kontrakt Ericka Dampiera na gwarantowany ostatni rok umowy Tysona Chandlera, który od wiosny 2010 roku wracał do żywych po półtorarocznej pladze kontuzji. Przed sezonem po cichu kontrakt przedłużył też Dirk Nowitzki, w jego trakcie dokoptowany został Peja Stojakovic, a w meczu nr 6 bardzo ważne minuty grali Brian Cardinal i Ian Mahinmi. Każdy z tej trójki miał swój mały wkład w zdobycie mistrzostwa, ale jako ten, który zrobił różnicę zapamiętany zostanie Chandler.

 

 

TRENER: RICK CARLISLE - praca, którą wykonał Carlisle i jego sztab trenerski w tym sezonie nosi znamiona legendarnej. Mavericks są idealnym przykładem teamu, którego gra i postawa jest czymś więcej niż sumą talentu zawartą w zespole. Pokonali bardziej utalentowanych Los Angeles Lakers 4-0, czy Miami Heat 4-2, prezentując prawdopodobnie najlepszą grę w crunch-time od czasu Michaela Jordana i Chicago Bulls. Carlisle prowadził sztab trenerski z wykorzystaniem defensywnego koordynatora na pełny etat (Dwane Casey) czy psychologa, który był stałym bywalcem nawet na rozgrzewkach rzutowych (Don Kalkstein). Miał swój zespół tak fantastycznie skoncentrowany, że po zakończeniu Finałów Mavericks wyglądali jakby chcieli grać jeszcze przeciwko Monstars o mistrzostwo galaktyki.


ASYSTENT: DWANE CASEY - to Casey, Chandler i Kidd  odpowiedzialni są w największej mierze za defensywny postęp Mavericks. Casey jest jednak tym, który wniósł do tej drużyny strefę match-up Dona Chaney'a z uczelni Temple, czyli w zasadzie półstrefę. To ta półstrefa właśnie zatrzymała "run" Miami Heat w pierwszej połowie i robiła to wielokrotnie w tych playoffach, gdy Mavericks eliminowali czterech z pięciu najlepszych graczy na świecie, trzymając ich z dala od kosza. To co spotkało LeBrona Jamesa, spotkało też wcześniej Kobe'go Bryanta i w mniejszym stopniu Kevina Duranta. Nawet Dwyane Wade w meczu nr 6 był nieefektywny, bo nie mógł trafić z dystansu. Mavericks wykorzystali fakt, że każdy z czterech zespołów, które pokonali w playoffach uchodził za tylko przeciętny lub słabo rzucający za trzy, ale sami byli za to najlepsi w tym względzie w playoffach.


SPECJALNY ASYSTENT: ROLAND BEECH - wiecie kim jest Roland Beech? Beech jest twórcą strony 82games.com, z której korzystamy wszyscy, a sztab zaawansowanych statystyk w Dallas jest jednym z najbardziej, jeśli nie najbardziej rozwiniętych w NBA. To pozostaje stroną Cubana, o której być może nie każdy wie, ale właściciel Mavericks jest co roku jednym z animatorów MIT Sloan Sports Analytics Conference i sporo mógłby nas wszystkich nauczyć o patrzeniu na koszykówkę przez pryzmat zaawansowanych statystyk. Tacy ludzie jak Beech czy Wayne Winston (www.waynewinston.com polecam), to guru w tym względzie, obaj pracują u Cubana.


ASYSTENCI TRENERA: TERRY STOTTS, MONTE MATHIS.
TRENER OD PRZYGOTOWANIA GRACZY: DARRELL ARMSTRONG.
SPECJALNI ASYSTENCI: MIKE WEINAR
ASYSTENTA GM'A: KEITH GRANT
TRAVEL MANAGER: KRISTY LAUE
DYREKTOR DS ROZWOJU GRACZY: ROLANDO BLACKMAN
TRENER DS ROZWOJU INDYWIDUALNEGO: BRAD DAVIS
TRENER RZUTÓW WOLNYCH: GARY BOREN
TRENER ATLETYCZNY: CASEY SMITH
ASYSTENT TRENERA ATLETYCZNEGO: DJONNE CALHOUN
MASAŻYSTA: TAREK SOURYAL
TRENER OD PRZYGOTOWANIA FIZYCZNEGO: ROBERT HACKETT
KIEROWNIK DRUŻYNY: AL WHITLEY
SKAUCI: DIRK BAKER, RAY DIERINGER, LUCA DESTA, KEVIN STACOM

 


 

 

DIRK NOWITZKI - najlepszy zawodnik playoffów i obecnie najlepszy silny skrzydłowy w NBA. Przede wszystkim jednak najlepszy ofensywnie zawodnik NBA, najlepszy clutch-player, najtrudniejszy do zatrzymania w grze jeden na jednego lub - inaczej - nie do zatrzymania w grze jeden na jednego. Możesz liczyć tylko na to, że nie trafi - to wszystko. Po dekadzie rozczarowań Nowitzki zdobył w końcu tytuł mistrzowski i w meczu, w którym trafił 1/12 do przerwy, rzucił 18 punktów w drugiej połowie. W tym momencie może być rozpatrywany na poziomie Charlesa Barkley'a czy Karla Malone'a, jako jeden z pięciu najlepszych silnych skrzydłowych w historii NBA i jeden z 25-30 najlepszych graczy. Byliśmy świadkami.

 

JASON KIDD - Kidd jest autorem historii, która powinna być lekcją dla każdego zawodnika NBA, zaczynając choćby od Rajona Rondo. Po dekadzie bycia super-rozgrywającym bez pewnego rzutu, Kidd na starość spędził tysiące godzin na treningach, aby poprawić swoją skuteczność z dystansu. Bez jego spacingu i trójek w ataku pozycyjnym, Mavericks nie zdobyliby tego mistrzostwa, tak jak nie zrobiliby tego bez defensywy i gry na deskach Chandlera. Kidd trafiał 37% za trzy w Finałach, oddając 5.5 rzutu na mecz. Był jednak przede wszystkim fantastyczny w crunch-time, będąc najlepszym zawodnikiem sezonu regularnego w crunch-time, wg plus/minus i trafiając w nim 45% trójek. W obronie był najlepiej przechwytującym playoffów, zatrzymał Kobe'go Bryanta w dwóch crunch-time serii z Los Angeles Lakers, bronił z powodzeniem w post-up też na Kevinie Durancie, a w Finałach NBA ani razu nie dał się ograć LeBronowi Jamesowi. Jeden z pięciu najlepszych rozgrywających w historii NBA, ale przede wszystkim jeden z pięciu najmądrzejszych graczy w historii tej ligi.

 


 

 

JASON TERRY - oldskulowy gracz, który przypominał coś z trochę być może wyidealizowanego, ale ciągle aktualnego wspomnienia lat 90-tych i starej szkoły. Nie ma absolutnie nic lepszego dla nas blogerów piszących o koszykówce, niż gdy zawodnik mówi A, a potem tego dowodzi (nie jak LeBron James ze swoim 'to najważniejszy mecz w moim życiu' przed meczem nr 5). To właśnie zrobił Terry, gdy po meczu nr 3 powiedział, że obrona Miami Heat nie jest wcale najlepszą jaką widział w tych playoffach. To jego osiem punktów w trzech ostatnich minutach meczu nr 5 upokorzyło LeBrona Jamesa i po latach to jego trójka nad Jamesem na 108-101 znajdzie się w każdym highlighcie tych Finałów. W meczu nr 6 rzucił 27 punktów, nie mylił się z mid-range. W meczu nr 5 miał 21 punktów i aż 6 asyst, tak dobrych i w punkt, że można było by zrobić z nich Top5. Terry to specjalny gracz. Największy swagger w NBA poza Kobe'm Bryantem. W pewnym momencie Finałów jego pewność gry skłoniła mnie do napisania takiej głupoty jak Jason Terry > Michael Jordan. Ale w tym rzecz - Terry był tak dobry w tych Finałach, bo tak to sobie sam opowiedział wcześniej i dotrzymał słowa. W Finałach zdobywał średnio 18.0 punktów - LeBron James 17.8 i jeśli ktoś po latach zapyta Was o różnicę w tych Finałach, to podajcie mu ten właśnie stat.

 

 

TYSON CHANDLER - "Kevin Garnett z 2008 roku, ale bez jumpshota" napisał Bill Simmons i w zasadzie ujął to dobitnie. Jeden z moich ulubionych graczy (i myślę, że po tych playoffach nie tylko mój), typ zawodnika (Garnett, Noah) jaki powinien być w każdym teamie, który chce walczyć o mistrzostwo w czasach, gdy rozgrywający i obwodowi w NBA stali się tak atletyczni. Chandler zaliczał w playoffach 8.0 punktów, 9.2 zbiórek, trafiając 58% rzutów. Bez jego 43 minut w meczu nr 4 Finałów prawdopodobnie nie byłoby tego całego tekstu... Chandler zmienił defensywną mentalność Mavericks, pozwolił uwierzyć Nowitzkiemu w realność szans na tytuł, a także swoją ruchliwością, skonczością, atletyzmem i wzrostem sprawił, że obwodowi obrońcy jak Jason Kidd czy Jason Terry mogli ryzykować więcej niż wcześniej. Finały NBA zapamiętamy też i jako te, w których LeBron James nie potrafił dostać się pod kosz czy na linię rzutów wolnych - Chandler ze swoją obroną pick/rolli i umiejętnością kontestowania rzutów bez fauli wpisze się w kilka koszmarów Jamesa tego lata.
 


SHAWN MARION - ququququ Matrix... wczoraj w pierwszej połowie, oprócz Terry'ego był najlepszym graczem Mavericks. W trakcie pięciu spotkań z rzędu, na przełomie serii z Oklahomą i Miami zaliczał średnio 18 punktów i 9 zbiórek w meczu. Finały zakończył, zaliczając średnio 12 punktów, 6 zbiórek, 2 asysty, 1 przechwyt i 1 blok. Jego fizyczny defense na Jamesie pozwolił trzymać go z dala od obręczy. Energia Mariona razem z tym co dawał Chandler pozwoliło Mavericks na zdobywanie łatwych punktów, których zwykle im brakowało w playoffach.


JOSE JUAN BAREA - poważnie... J.J. Barea miał momenty w tych playoffach, w których wyglądał jak portorykański Chris Paul i to nie jest nawet przesada. Nazywać go portorykańskim Allenem Iversonem - to jest przesada, bo kontrolował tempo i rozrzucał piłkę po penetracjach. Po 5/23 z gry w pierwszych trzech meczach Finałów, Carlisle przesunął go do pierwszej piątki i trafił 16/29 w trzech ostatnich, zaliczając przy tym 14 asyst i tylko cztery straty. Rozwój i gra Barei była absolutnym game-changerem dla Dallas, rolą, którą miał wypełnić przed sezonem Roddy Beaubois. Barea był jednak przede wszystkim rozgrywającym, niskim, ale twardym fizycznie, który rozjeżdżał Andrew Bynuma i Los Angeles Lakers, rzucił 21 punktów w meczu nr 1 z Oklahomą oraz 32 w dwóch ostatnich starciach z Miami. Cierpliwy, świetnie kozłujący po pickach. J-Train.


DeSHAWN STEVENSON - Zawodnik, który historycznie zapamiętany zostanie jako "jaja" Mavericks. Bruce Bowen Mavericks. Fenomenalny z dystansu w Finałach NBA, trafił 13 z 23 rzutów za trzy, w tym 10 w czterech zwycięstwach Dallas. Miał tylko jedną stratę w Finałach - albo rzucał albo dzielił się piłką i wczoraj jego obrona w czwartej kwarcie pomogła zatrzymać ostatni "run" Wade'a. Fani pamiętający serie Cleveland z Waszyngtonem, skleją po tych Finałach, że Stevenson ma 1 pierścien mistrzowski, James żadnego.


PEJA STOJAKOVIC - w Finałach grał słabo w trzech pierwszych meczach, a następnie wypadł z rotacji, ale jego występ 6/6 za trzy w meczu nr 4 drugiej rundy z LA Lakers pozostanie osobistym rewanżem Peji na Los Angeles za kontrowersyjnie przegraną serię w 2002 roku.


BRENDAN HAYWOOD - W Finałach był kontuzjowany i nie zagrał w trzech meczach, ale wcześniej jego gra na tablicach (4.1 zb. i 1.0 blk w 15 min.) była kluczem do pokonania Lakers i Thunder. To, że Mavericks potrafili wytrzymać jego brak jest kolejnym dowodem niesamowitej odporności Dallas i pracy trenerskiej Carlisle'a.


IAN MAHINMI - jego fadeaway w pierwszej połowie, czy rzut na koniec trzeciej kwarty meczu nr 6 to póki co jego najważniejsze trafienia w życiu. Przed Mahinmim jeszcze długa droga do zostania koszykarzem rotacji Mavericks, ale te 33 minuty jakie otrzymał w playoffach znaczą tyle co 1000 minut w sezonie regularnym.


COREY BREWER - zagrał tylko 22 minuty w playoffach, ale kto wie czy to nie wszystko dzięki Brewerowi? Gdy przychodził do Dallas śmiałem się, że Brewer w końcu trafił do kontendera, czyli tak jak powinno być. Ma w końcu dwa tytuły mistrzowskie na koncie z uczelnią Florida, a teraz już jeden pierścień z Dallas.


BRIAN CARDINAL - jego faul na Wadzie w meczu nr 5 był kluczowy, bo utrzymał Wade'a w szatni przez część drugiej i trzeciej kwarty, gdy ten mógł spokojnie skończyć mecz z dorobkiem 35 punktów i 12 asyst. W meczu nr 6 trafił za trzy z prawego rogu, wymusił faul ofensywny Wade'a. Prócz tego co zrobił - jest jednym z najbardziej wygadanych zawodników ligi, a teraz mistrzem NBA razem z Brianem Scalabrine. Jeden stat, który zapamiętajcie - Cardinal był +18 w 12 minut wczoraj, James był -24 w 40.


King vs Custodian? Custodian wins.


POZOSTALI: CARON BUTLER, RODRIGUE BEAUBOIS, DOMINIQUE JONES


A to zaktualizowana lista moich ulubionych drużyn w historii:
1. Orlando Magic 1994/95
2. Los Angeles Lakers 1999/2000
3. Boston Celtics 2007/08
4. Dallas Mavericks 2010/11
5. Butler Bulldogs 2009/10




Podziel się

CZAS ODKUPIENIA

poniedziałek, 13 czerwca 2011 10:52

 

Image and video hosting by TinyPic

 

 Przemek Kujawiński

 

Nie minął jeszcze nawet rok od "Decyzji" - być może najbardziej egocentrycznego pojedynczego wystąpienia w historii zawodowego sportu i... najlepszego, co przydarzyło się koszykówce od czasu pierwszego powrotu Michaela Jordana.

 

Nie jest to zresztą oryginalnie moja opinia. "Decyzja" sprawiła, że na wielu poziomach rzesze obojętnych wcześniej kibiców zwróciły swe oczy na NBA. Ludzie chcieli zobaczyć klęskę tego zarozumialca, który tak wcześnie uwierzył (a przynajmniej chciał uwierzyć) w swoją wielkość. Ludzie chcieli zobaczyć klęskę jego zespołu złożonego z gwiazdozbioru jakiego nie widziano w lidze od dawna. Ludzie nienawidzili, ludzie drwili i wytykali palcami. Łapali się każdego detalu, którego dało się złapać, by ściągnąć na ziemię tego, który śmiał poczuć się "lepszym". A on próbował przyjąć rolę czarnego charakteru, która absolutnie do niego nie pasuje. Jak napisał J.A. Adande z ESPN: "Chciał jedynie pograć z przyjaciółmi w słonecznym mieście".

 

Negatywne emocje musiały znaleźć przeciwwagę i na tym gruncie narodził się nam "najlepszy sezon w historii". Na tym gruncie urodziły się nasze nowe supergwiazdy: Blake Griffin, Derrick Rose, czy Kevin Durant. "Decyzja" podniosła temperaturę i ciśnienie, a co za tym idzie zwiększyła atrakcyjność widowiska.

 

Wydaje się wręcz symboliczne, że właśnie w takim sezonie odkupienia doczekali się wreszcie Dallas Mavericks i Dirk Nowitzki. Być może najbardziej nietypowa gwiazda koszykówki w historii, a jednocześnie ktoś, kogo jeszcze przed finałami nie rozpoznawało 2/3 Amerykanów.

 

Ta wiosna miała być czasem odkupienia LeBrona Jamesa, który być może uwierzył w nie zbyt szybko już po serii z Bostonem. Niespodziewanie odebrał mu tę chwilę wyrośnięty Niemiec, który w ciągu dwóch miesięcy z gwiazdy stał się legendą. Ten sam Niemiec, który wcześniej był symbolem miękkości i słabego charakteru. Ten sam, który przegrał "wygrane finały" z Miami, by rok później dać się ograć w pierwszej rundzie. Ten sam Niemiec, który zdobył w 2007 roku nagrodę MVP, by stać się jedną z twarzy najgorszego okresu w lidze od lat siedemdziesiątych. Twarzą przeciętną i niewzbudzającą emocji.

 

Rick Carlisle stojąc dziś w nocy na podium powiedział, że Dirk Nowitzki jest jednym z najlepszych koszykarzy w historii. Jeszcze w marcu wielu z was miałoby wątpliwości, czy zasługuje na dołączenie do Galerii Sław.

 

Jeszcze po czwartym meczu serii z Blazers wróżyliśmy, że Mavericks po raz kolejny zawiodą. Mówiliśmy: To przecież Mavs, to przecież Dirk. Jeszcze po trzecim meczu z Lakers, gdzieś w głębi serca byłem skłonny uwierzyć Kobemu Bryantowi, gdy mówił, że to jeszcze nie koniec. Jeszcze przed finałami miałem przeczucie, że tym razem się nie uda. Kibicując Dallas typowałem do zwycięstwa Miami, tłumacząc się strategicznym pesymizmem. Chcąc zminimalizować zawód, który miał mnie czekać, gdy Mavs wreszcie przegrają.

 

Nie przegrali. We wtorek nie będzie kolejnego meczu. Finały się skończyły. Dirk Nowitzki jest mistrzem NBA. Jest MVP finałów. Ma za sobą kampanię w playoffs, która przejdzie do historii. Odprawił do zera mistrzów NBA. Zaliczył legendarne występy w finałach konferencji. Wreszcie, utarł nosa wielkiej trójce z Miami.

 

Tylko tyle i aż tyle potrzebował, by stać się kimś innym. Zwycięzcą.

 

Dirk nie był perfekcyjny w tej kampanii. Miał swoje słabsze momenty, miał swoje załamania, choćby wczoraj, gdy przez pierwsze kwarty piłka nie chciała znaleźć drogi do kosza. Kiedy jednak przychodził czas, stawiał się i robił to, czego on sam i wszyscy inni od niego oczekiwali. Chyba właśnie po tym poznaje się naprawdę wielkich graczy. Nie dokonałby tego jednak bez swojego zespołu. Choć na podium wszyscy podkreślali, że to Dirk Nowitzki jest gwiazdą, ona sam zwracał uwagę, że wygrała drużyna. Niezwykła drużyna.

 

Mavericks byli połatani jak stary sweter. Stracili Carona Butlera, nie mogli liczyć na Rodrigue Beaubois. Ich rozgrywający mógłby być ojcem MVP ligi. Ich rezerwowy rozgrywający miewał problemy z wejściem na halę, bo nikt nie chciał wierzyć mu, że faktycznie gra w koszykówkę. Na pomoc ściągnięto Peję Stojakovica, który nawet po przebraniu się w strój nie wyglądał już jak zawodowy koszykarz. W pierwszej piątce wychodził DeShawn Stevenson czasem nazywany najgorszym graczem tej ligi, a teoretycznie najlepszy skrzydłowy obrońca w zespole ze swojego dawnego atletyzmu zachował już tylko ksywkę i kosmiczny rzut.

 

Mavs wyglądali jakby mieli się rozsypać, a jednak w przeciwieństwie do swoich rywali dotrwali zdrowi i pełni sił do finałów, jak zawsze w tych playoffach, zostawiając najlepsze na koniec.

 

Rick Carlisle rozegrał najlepszą partię szachów w swoim życiu, do bólu eksploatując wszystkie atuty tej dziwacznej zbieraniny. Sprawił, że Brian Cardinal może z dumą powiedzieć, że zdobył mistrzostwo i nikt nie może się z niego śmiać. Wycisnął to, co najlepsze z DeShawna Stevensona. Zaufał młodemu Ianowi Mahinmiemu. Dał grać szaloną koszykówkę J.J.-owi Barei. Przeciwko najlepszym graczom w tej lidze wystawiał 38-letniego rozgrywającego, który chyba tylko siłą woli był w stanie rywalizować kolejno z Kobem Bryantem, Kevinem Durantem, Dwyanem Wadem i LeBronem Jamesem.

 

Jak powiedział po meczu Jason Terry, ten zespół pełen jest fantastycznych historii i być może dlatego właśnie tak łatwo go lubić. Terry zresztą sam napisał jedną z najlepszych historii finałów, gdy wyszło na jaw, że jeszcze przed sezonem wytatuował sobie trofeum mistrzowskie, a następnie po serii słabych występów przemienił się w gwiazdę tej ligi. JET jest być może najlepszym przykładem na to jak duże znaczenie w tej grze ma pewność siebie i psychika. Terry zdołał wmówić sobie, że jest lepszy niż naprawdę... i był taki.

 

W cieniu tego wszystkiego uchował się Tyson Chandler, którego rola wciąż chyba nie została dostatecznie doceniona. Chandler w ciągu roku stał się sercem i duszą tego zespołu w defensywie. Gdy Dirk Nowitzki szalał po jednej stronie parkietu, Chandler trzymał cały zespół w kupie pod swoim koszem. Skakał, krzyczał, bił się w piersi i zbudował swojej drużynie tak długo w Dallas nieobecną mentalność obrońców.

 

Po latach zawodu tytułu doczekał się Mark Cuban. Właściciel, o jakim marzy każdy kibic w NBA. Cuban nie odzywał się przez całe playoffy, by wchodząc wreszcie na podium i wiedząc, że ta chwila jest w równym stopniu jego triumfem, oddać ją swoim graczom. A raczej swoim kolegom, bo Mark Cuban jest członkiem tego zespołu.

 

Czy świat stał się lepszy, bo Heat przegrali? Nie. W tym zespole również było mnóstwo fantastycznych historii i myślę, że LeBron James z pucharem potrafiłby wzruszyć mnie równie mocno, co uśmiechnięty od ucha do ucha Jason Kidd. Osobiście cieszy mnie fakt, że Mavs, którzy nie mieli wcześniej wielu fanów potrafili kupić sobie kibiców swoją koszykówkę. Wierzę, że Heat będą w stanie również to kiedyś zrobić i doczekają się swojego odkupienia. O to przecież w tym wszystkim ostatecznie chodzi - o koszykówkę. Na to jednak jeszcze przyjdzie czas.

 

Póki co, w czasie, gdy Mavs z meczu na mecz upewniali się, że mogą na siebie nawzajem liczyć, Heat w najważniejszym momencie sezonu znów nie byli w stanie zdefiniować swojej tożsamości. Wrócimy jeszcze do tego ile w tym winy Erika Spoelstry, a ile LeBrona Jamesa i Dwyane'a Wade'a, ale nie dziś. Bądźcie pewni, że Heat i w kolejnym sezonie będą najczęstszym tematem rozmów, dziś jednak oddajmy trochę czasu mistrzom NBA, a tymi są Dallas Mavericks. I powiem wam jedno. Nie kupuję gadek o tym, że tej zgrai weteranów tytuł się po prostu za te wszystkie lata należał.

 

Tytuł należał im się, bo byli najlepszą drużyną tych playoffów.

 

 

pees: Wielkie dzięki za kolejny sezon, który z nami spędziliście. Jak to zwykle w sezonie mieliśmy swoje wzloty i upadki, ale dotrwaliśmy do samego końca. Cieszę się, że ZP1 stało się miejscem, które skupia tak liczną grupę fanów koszykówki i że z roku na rok jest nas tutaj więcej. Teraz czas się wreszcie wyspać:)


 


Podziel się

DALLAS MAVERICKS MISTRZEM NBA 2011

poniedziałek, 13 czerwca 2011 4:52



 

 

"This is a win for team basketball." - Dirk Nowitzki

 

"This is a true team. This is an oldschool bunch. We don't run fast or jump high. This guys had each other back and play the right way."Rick Carlisle


Podziel się

LEBRON MA SZEŚĆ PALCÓW U PRAWEJ STOPY?

poniedziałek, 13 czerwca 2011 0:22

 

 

via NBA Offseason

 



Podziel się

JAK TO DIRK NOWITZKI NIE ZOSTAŁ KOLEJNYM LARRY'M BIRDEM

niedziela, 12 czerwca 2011 16:03

Maciej Kwiatkowski

 

Rick Pitino był trenerem Boston Celtics w czerwcu 1998 roku, Chris Wallace był GM'em, a nad wszystkim pieczę sprawowował Red Auerbach. Usiądźcie wygodnie i posłuchajcie tej niesamowitej historii z Draftu 1998. Opowiada Pitino, więc tym bardziej warto.


Podziel się

DIRK: TO TROCHĘ DZIECINNE I IGNORANCKIE

sobota, 11 czerwca 2011 19:49

Maciej Kwiatkowski

 

Dirk Nowitzki najpierw odmówił komentarza dla ESPN, gdy zadzwonił do niego wczoraj Marc Stein (dzisiejszy ESPN Daily Dime). Rano w sobotę rozmawiał jednak z mediami i tym razem nie stronił od wyrażenia swojej opinii na temat wideo LeBrona Jamesa i Dwyane'a Wade'a:

 

"To było trochę dziecinne i trochę ignoranckie."



Boom. John Hollinger napisał na Twitterze, że jak na Dirka, który rzadko mówi coś prowokującego, to dobitna wypowiedź. Nowitzki dodał, że gra w lidze od 13 lat i nigdy nie pozorował kontuzji czy choroby. 



"Nie jesteśmy jeszcze usatysfakcjonowani. Jesteśmy teamem weteranów. Będziemy jutro gotowi."



W niedzielę z samego rana (albo jeszcze dziś późnym wieczorem) nasze 3-na-3 na temat szóstego meczu Finałów.


Podziel się

WADE: WIEDZIELIŚMY, ŻE TO ROZDMUCHACIE

sobota, 11 czerwca 2011 19:15

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Miami Heat odbyli dziś rano czasu florydzkiego trening, po którym przedstawiciele mediów mogli zadać kilka pytań Erikowi Spoelstrze, Dwyane'owi Wade'owi i LeBronowi Jamesowi. Oczywiście na ten moment największe zainteresowanie budzi klip wideo, nagrany przez telewizję z Dallas, w trakcie którego Wade i James naigrywają się z przeziębienia Dirka Nowitzkiego. Wade ustosunkował się do tego, James nie.

 

Wade, który nie brał udziału w ćwiczeniach na kontakcie:

 

* "W tamtym momencie naprawdę kichnąłem... Zrobiliśmy z tego żart, bo wiedzieliśmy, że to podchwycicie i rozdmuchacie."


* "To dla mnie kolejny dzień leczenia i odpoczynku. Będę w zupełnym porządku jutro."

 

James:

 

* "Są dla nas ważniejszcze rzeczy w trakcie tej serii niż ten klip wideo."

* "Miałem triple-double w ostatnim meczu i wg wielu zagrałem zły mecz."

* "Przez ostatnie 48 godzin myślałem tylko o meczu nr 5"

* "Nawet pomimo tego, że musimy ten mecz wygrać, nadal czujemy, że mamy duże szanse"

* "Byłem kilkukrotnie zbyt mało agresywny. Kilka powodów to.... Widziałem, że D-Wade trafiał. Próbowałem znaleźć swoją niszę"

 

Spoelstra:

 

* "Będzie grał bardziej agresywnie... Nie musi zagrać meczu jakiego oczekują od niego wszyscy" - Spoelstra o Jamesie.

 
* "Wziął udział tylko w pierwszej części treningu... Będzie gotów jutro" - Spoelstra o Wadzie.

 

* wypowiedzi pochodzą z ESPN, Miami Herald i nba.com

 


 

 

 


Podziel się

LECOUGH? WADE I LEBRON NABIJAJĄ SIĘ Z NOWITZKIEGO

sobota, 11 czerwca 2011 14:03

 



 

Maciej Kwiatkowski

 

Sytuacja miała miejsce przed czwartkowym meczem nr 5 i zarejestrowała ją kamera telewizji z Dallas. Wade i James wracają z rozgrzewki rzutowej i żartują sobie z przeziębienia z jakim Dirk Nowitzki grał w meczu nr 4.


Nie mam z tym takiego problemu jak choćby Skip Bayless z ESPN, który sugeruje, że Wade i James chcieli w ten sposób poddać w wątpliwość chorobę Nowitzkiego. Podejrzewam, że nie chodziło im akurat o to. A jeśli nawet chodziło, to Wade wymyślił to specjalnie tak, żeby ktoś taki jak Bayless pomyślał właśnie w ten sposób.


Złoty cytat od Baylessa na temat Jamesa:


"Ma 26 lat, wygląda na 36, a zachowuje się jak 16-latek".


Ot, takie tam żarty, ale w zasadzie pokazują też jak dobrze czuli się Wade i James przed meczem nr 5.


Tymczasem po tym żarcie Wade spędził półtora kwarty w szatni z kontuzją biodra (może udawał?), a James zrobił 2 punkty, 0 zbiórek, 0 asyst, 1 stratę przez ostatnie sześć minut.



 

 


Podziel się

LECHOKE?

piątek, 10 czerwca 2011 17:15

Maciej Kwiatkowski

 

Jeszcze do wczoraj myślałem, że LeBron James nie potrzebuje wcale aż tak bardzo wychodzić poza swoją rolę z mecżów nr 3 i nr 4, żeby Miami prowadziło 3-2 w tych Finałach. Teraz po kontuzji Dwyane'a Wade'a i gdy Jason Terry i Shawn Marion z powodzeniem uprawiają trash-talk z Jamesem, Heat  naprawdę potrzebują go w roli closera. 

 

Napisałem o tym jak to Rick Carlisle i Dallas Mavericks nie tylko prowadzą, ale czują się coraz pewniej w serii, w której triple-double Jamesa nie wystarcza. Z dziurawą obroną, i kontuzjowanym Wade'm, miał wczoraj  całą scenę dla siebie, ale nawet nie próbował. Znowu. Będzie musiał w Miami.

 

Mavericks już poradzili sobie z Kobe'm Bryantem, Russellem Westbrookiem i Kevinem Durantem, a teraz mają Jamesa na ruszcie. Jedynym, z którym sobie nie radzą w tych playoffach jest Wade, ale jakby ktoś zapisał Wade'owi to w gwiazdach, że nie dotrwa zdrowy do końca playoffów. Ten uraz biodra nie wygląda dobrze i choć nawet grając z nim zrobił 23 punkty i 8 asyst, to utykał i nie miał tej samej swobody ruchu. Teraz dopiero Miami potrzebuje Jamesa jako opcji nr 1, alpha-male, przodownika stada, lidera, closera etc.

 

Zobaczcie na Jasona Terry'ego i jak ośmieszył Jamesa wczoraj w crunch-time. Nie tylko wtedy, ale wcześniej, gdy trafiał mu w twarz w pierwszej połowie z prawego rogu, czy trafiając daggera na 108:101 na 33 sek. przed końcem. Z drugiej strony James grał bez punktów przez  pierwsze 11 min. i 31 sek. czwartej kwarty, miał faul ofensywny na Chandlerze na 2.5 min. przed końcem, ale znowu nie potrafił dostać się pod kosz (ledwie 14 rzutów wolnych w 5 meczach...).

 

W tym momencie zastanawiam się czy przypadkiem Erik Spoelstra nie wyszedłby lepiej, gdyby po prostu przesunął go na pozycję silnego skrzydłowego z biegiem meczu. Jeśli James zgubił swój rzut w Finałach (1/11 za 3 w trzech ost. meczach), to może powinien zacząć grać bliżej kosza, tak żeby jedyni już trafiający w Miami za trzy Mario Chalmers i Mike Miller mogli grać po 30 minut.

 

Carlisle wrzucił Bareę do piątki po trzech meczach Finałów, w których nikt nie zawodził bardziej niż J..J. Zmusił go tym samym do lepszej gry i odblokował. Wczoraj J.J. był genialny po przerwie, tak jak Chalmers przed przerwą.

 

To jest naprawdę koniec żartów dla Jamesa. Nowitzki, Terry, Chandler, Wade, Chalmers, Barea, Kidd, nawet Bosh, trafiając gamewinnera w meczu nr 3 - prawie wszyscy mieli już swoje pięć minut w tych Finałach. Tylko nie James.


 


 


Podziel się

FINALS BABY!

piątek, 10 czerwca 2011 6:06


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 779 725  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18779725

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0