Bloog Wirtualna Polska
Jest 923 926 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS



RIVALRY WEEK: SOBOTNIE DANIE GŁÓWNE

sobota, 11 lutego 2012 17:23

 

Sebastian Hetman

 

 

Nadal jesteśmy z NCAA Rivalry Week, zaś sobota przynosi nam sporo fantastycznych spotkań. Z powodu innych obowiązków obejdzie się niestety bez zapowiedzi, dlatego odsyłam do kalendarza Krzyśka Kosidowskiego, który świetnie przedstawił cały tydzień wraz z sobotą. Co dzisiaj warto obejrzeć? Linki i zapowiedzi spotkań znajdziecie w jego wpisie TUTAJ!

 

Enjoy!



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

RIVALRY WEEK: POMARAŃCZE TRYSNĘŁY W DOGRYWCE

piątek, 10 lutego 2012 19:42

Sebastian Hetman

 

 

(12)GEORGETOWN HOYAS @ (2)SYRACUSE ORANGE  61:64 OT (31:27)

 

 

Kandydaci do Draftu 2012 wg ESPN Top 100:

 

SG  Dion Waiters  (25): 9 punktów, 5 zbiórek, 3 asysty, 3/12 z gry

 

C  Fab Melo  (42): 11 punktów, 7 zbiórek, 6 bloków, 5/8 z gry

 

C  Henry Sims  (71): 6 punktów, 8 zbiórek, 1/12 z gry

 

SF  Kris Joseph  (85): 29 punktów, 5 zbiórek, 3 przechwyty, 6/11 za trzy

 

SF  Otto Porter  (89): 14 punktów, 13 zbiórek, 3 asysty, 5/9 z gry

 

PF  Rakeem Christmas  (94): zagrał tylko 3 minuty

 

 

Od pamiętnego meczu Duke z North Carolina nie mogę zapomnieć o córce Doca Riversa, którą od dzisiejszego popołudnia śledzę na twisterze i jestem jej jedynym polskim fanem.

 

 

W piątek po pracy postanowiłem nadrobić środowe starcie Georgetown z Syracuse, bo jakby nie patrzeć, jest to kolejna rywalizacja, która ma jakąś tam większą historię. Wszystko ładnie, pięknie, ale zamiast ładować w siebie Citrona w piątkowy wieczór, piszę dla Was kolejny recap, który pewnie i tak będziecie mieli gdzieś. Co zrobić, taka moja pasja. To blog, zatem 75% czytających nie ma bladego pojęcia, o czym tak naprawdę pisze ten zakichany fan NCAA.

 

 

A no piszę o dość ciężkim do oglądania meczu, w którym było aż 15 remisów i 18 zmian prowadzenia. Nie było tak pięknie jak na kampusie w Chapel Hill, kiedy ulizany syn Doca trafił game-winnera, a piersi jego siostry prawie wyleciały z radości na parkiet. Spokojnie, jestem ustatkowany…

 

 

Tak czy owak, pierwsza połowa nie była łaskawa dla Syracuse, którzy grali na fatalnym procencie. Może dlatego, że Hoyas wyszli naprawdę twardą strefą i odgryzali się tym samym? Zauważyłem, że drużynom bardzo dobrze broniącym w tzw. „zonie” ciężko jest grać przeciwko niej. Jest to swego rodzaju paradoks, ale tak bywa. Gracze G-Town po kilku udanych akcjach zaliczyli dwa małe runy (7-0 i 9-2), a przede wszystkim opanowali doszczętnie deskę (48-30). W samej pierwszej połowie mieli aż 11 zbiórek w ataku i zatrzymali Orange na 29% z gry. W tych fragmentach tylko Kris Joseph (29 pkt., 3 prz., 6/11 za trzy) dawał jakiekolwiek oznaki życia i dostawał świetne podania od Brandona Triche’a lub Scoopa Jardine’a (8 ast.), z którym wykombinował ostatnią akcję dającą zwycięstwo w dogrywce. Jardine po swoich penetracjach rozciągał strefę jak mało kto, po czym oddawał piłkę z powrotem na obwód. Joseph był tego wieczoru gorący, szczególnie w doliczonym czasie, kiedy zdobył 5 z 9 punktów ‘Cuse i na początku pierwszej części spotkania (10 z 17 pierwszych oczek).

 

 

Hoyas bronili się jak mogli. Byli upierdliwi do bólu, a freshman Otto Porter (14 pkt., 13 zb.) grał jedno z najlepszych spotkań w swoim pierwszym roku w barwach Georgetown. Porter siłował się nieco bliżej kosza, szczególnie kiedy Hollis Thompson (10 pkt., 10 zb.) siedział na ławce z czterema faulami, a w dogrywce po ostatnim czasie trener Hoyas zapomniał zgłosić jego zmianę i kto wie? Może wtedy lider gości trafiłby rzut dający zwycięstwo? Jeszcze w drugiej połowie pod nieobecność Thompsona wynik trzymał Jason Clark (12 pkt., 5-8 z gry), który trafił dwie trójki z odległości jakiś dwóch kilometrów. A tak na poważnie, były to rzuty spod szyldu NBA range i dobrze wiedzieć, że w Big East są jeszcze ludzie drugiego planu, którzy nie boją się rzucać.

 

 

Mimo rewelacyjnej gry na deskach, Hoyas nie mieli odpowiedzi na Faba Melo (11 pkt., 7 zb., 6 blk.), który znowu był x-factorem całego zamieszania w pomarańczowej piaskownicy. Melo pierwsze 8 punktów zdobył po wsadach, w tym miał jeden naprawdę spory dunk w akcji „2+1”, a ja do takiej gry będę namawiał Maćka Kwiatkowskiego na MPD w Szczyrku. C’mon Kwiatson! Sześć bloków Brazylijczyka, bodajże dwa (lub trzy) wymuszone faule ofensywne + pomoc przy w zasadzie każdym zagraniu rywala. Rzadko kiedy jakakolwiek drużyna otrzymuje tyle wsparcia od 7-footera, który pod względem mobilności jest tuż za Tylerem Zellerem z Tar Heels. Jestem nim podekscytowany, tym jak pracował w lato, jak zrzucił kilkanaście kilogramów. Melo imponuje nie tylko mi, a jeszcze na początku sezonu nie było go w pierwszej setce kandydatów do Draftu. Dzisiaj łapie się spokojnie na drugą rundę, zaś ja będę męczył Rafała Niewiadomskiego, żeby chłopina znalazł mi gdzieś na necie jego koszulkę.

 

 

Orange wygrali ten mecz dzięki solidnym dwóm minutom dogrywki, w których grali rewelację w defensywie i wymusili kluczową stratę na ok. 5 sekund przed końcem, po tym jak Joseph trafił decydującą trójkę i pod nosem śpiewał pewnie hymn Kanady, albo myślami był z Waynem Gretzkim gdzieś na zamarzniętym jeziorze w Vancouver. Chociaż cholera wie, czy są tam jakieś jeziora…

 

 

Pospolity fan koszykówki nie zadowoliłby się takim meczem, ale ja uwielbiam Konferencję Big Eeast i solidną obronę, zaś z ciekawostek historycznych powiem tyle, że Hoyas nie wygrali dwa razy z rzędu w Carrier Dome od 1988 roku. Z kolei Syracuse byli górą w pięciu z ostatnich siedmiu spotkań.

 

 

Siedzący na trybunach Derrick Coleman (Cookie Monster!) mógł się wspólnie cieszyć z Jimem Boeheimem, który zanotował 880 zwycięstwo w karierze i tym samym wyprzedził legendarnego Deana Smitha. Obecnie jest trzeci na liście All-Time i do drugiego Boba Knighta brakuje mu 22 wygranych.

 

 

Jest piątek, dajcie spokój. Wiecie co robić!

 

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

Ambasador C…


 

 

 



Podziel się:

komentarze (2) | zaloguj się, aby dodać komentarz

RIVALRY WEEK: THRILLER W CHAPEL HILL - DUKE POKONUJĄ UNC

czwartek, 09 lutego 2012 18:52

 

 

Sebastian Hetman

 


(10)DUKE BLUE DEVILS @ (5)NORTH CAROLINA TAR HEELS  85:84 (40:43)

 

 

Kandydaci do Draftu 2012 wg ESPN Top 100:

 

SF  Harrison Barnes  (3): 25 punktów, 2 przechwyty, 8/16 z gry, 8/12 z wolnych

 

PF  John Henson  (12): 12 punktów, 17 zbiórek, blok, 5/11 z gry

 

C  Tyler Zeller  (13): 23 punkty, 11 zbiórek, 2 bloki, 8/15 z gry

 

PF  Mason Plumlee  (20): 8 punktów, 14 zbiórek, 2 bloki, 2 przechwyty, 4/8 z gry

 

SG  Austin Rivers  (22): 29 punktów, 5 zbiórek, 9/16 z gry, 6/10 za trzy

 

PF  James Michael McAdoo  (24): 6 punktów, 3 zbiórki, 4 faule

 

PG  Kendall Marshall (27): 14 punktów, 8 asyst, 3 straty, 5/9 z gry

 

SG  P.J. Hairston  (40): 2 zbiórki, 0/3 z gry

 

 

Niedawno skończyłem oglądać owy szlagier w on demand i szczerze? Do tej pory moja szczęka jest na podłodze, bo było to jedno z najlepszych spotkań jakie widziałem w tym sezonie. Na dzień dzisiejszy jest w moim Top 3 i chyba podziękuję za grę we wrocławskiej amatorce.

 

 

Takie mecze mnie zawstydzają, bo gdzieś tryliony kilometrów stąd o 7-8 lat młodsi goście robią kosmos. Robert Downey Jr. po takim meczu wróciłby na odwyk, ponieważ tuż po jego zakończeniu zaaplikowałby sobie w nos czternaście kilko koksu.

 

 

Cała otoczka rywalizacji pomiędzy Duke i UNC rok w rok jest wręcz idealna. Dick Vitale na słuchawkach, dawni gracze na trybunach. Wczoraj tuż za ławką Blue Devils siedzieli Doc Rivers i Dell Curry. Obaj z gorącymi żonami (naprawdę!), które podziwiały swoich synów. UPDATE: Doc Rivers nie siedział z żoną, tylko ze swoją córką Callie. Na chwilę przed meczem ekipa ESPN przedstawiła taki oto stat: Roy Williams był 8-9 przeciwko Duke, zaś Mike Krzyzewski 36-36, a taka liczba w jego wykonaniu o czymś świadczy.

 

 

Austin Rivers (29 pkt. 5 zb., 6/10) był wczoraj graczem NBA. Taki swagger od czasu do czasu widuje się na asfaltowej lidze w gimnazjum, gdzie jeden trenujący dzieciak z klubu miażdży przyszłych informatyków. Podobnie zachowywał się Rivers w meczu na szczycie, bo zdobył pierwsze 10 z 12 punktów Duke. Był szalony i mimo, że usiadł nieco na pupie pod koniec pierwszej połowy, to crunch time w jego wykonaniu był zawodowy. Rivers na ostatnie 10 minut przed końcem wdał się w pojedynek strzelecki z Harrisonem Barnesem (25 pkt., 8/12 z gry), który do przerwy miał raptem 0-4 z pola. Ponoć lider UNC narzekał nieco na niedoleczoną kostkę, ale w drugie 20 minut robił podobną miazgę co Rivers. Taka dwójka znajdzie się w pierwszej piętnastce Draftu beż żadnego szemrania i będzie frajerem ten GM, który ich w Top 15 nie wybierze, aczkolwiek Rivers na dzisiaj w Mockach nie mieści się nawet w Top 20.

 

 

Obok tej dwójki po cichutku swoje pod koszem robił Tyler Zeller (23 pkt., 11 zb., 2 blk.). Po cichutku to może za mało powiedziane, ponieważ Zeller miał pierwsze 11 z 13 punktów Tar Heels, a połowę zakończył z dorobkiem 19/8. Duke nie mieli żadnej odpowiedzi na 7-footera, który jest prawdopodobnie najlepiej biegającym centrem w NCAA. Big Z dobijał, odcinał się na pick’n’rollach, gdzie Kendall Marshall (14 pkt. 8 ast.) albo dostarczał niesamowite podanie, albo penetrował do środka i kończył rzutem o deskę. Swoją drogą, zagrał jedno z najlepszych spotkań w ofensywie. Obok tej dwójki jak zwykle solidnie pracował John Henson i do jasnej ciasnej! Uwielbiam tego gościa, bo jego zaangażowanie w to co robi jest wręcz profesjonalne. Henson miał 12 punktów, blok i SIEDEMNAŚCIE zbiórek, w tym aż 6 w ataku (Zeller – 4), dlatego Tar Heels zakończyli pierwszą połowę runem 14-5, a drugą rozpoczęli od serialu 14-4, w którym główną rolę grał Barnes (7 pkt.).

 

 

Obwód Duke szalał i w zasadzie trzymał wynik przez pierwsze 20 minut (7/17 za trzy), a w całym meczu obwodowi Blue Devils trafili 14 trójek na 33 oddane i zagrali na swoim poziomie (39% w sezonie – 21 miejsce w NCAA).

 

 

Oglądając ostatnie 10 minut + atletycznego Jamesa McAdoo (będzie kiedyś domina torem na PF), nie wierzyłem, że Krzyzewski i jego grzeczni chłopcy wrócą z dalekiej podróży i wygrają całe spotkanie. Bracia Plumlee mieli problemy w ofensywie, ale za to Mason zebrał 14 piłek i blokował rzuty rywali z pomocy. W tym wszystkim kluczem, no może kluczykiem okazał się Seth Curry (15 pkt., 4/8), który trafił daggera zmniejszającego prowadzenie bodajże tylko do czterech punktów. Rzut nie powinien być zaliczony, ponieważ powtórka pokazała drobne kroczki w jego wykonaniu. Tak czy owak, zastanawiam się, czy spytać się go na twisterze o maila jego mamy, z która każdy z nas chciałby pójść na kolację. Seth Curry nie jest tak popularny jak jego brat Stephen, ale momentami jest druga opcją zespołu i potrafi wytrzymać presję.  Podobnie jak informatyk Ryan Kelly, który jako jedyny nie chodził na zajęcia z html’a. Miał 15 punktów i kilka ważnych zagrań w crunch time, w tym faul ofensywny wymuszony na Barnesie.

 

 

Ciekawy stat, który ma się nijak do przebiegu meczu:

North Carolina – 42-14 w pomalowanym (41-31 na deskach)

Duke – tylko 17/26 z wolnych

 


Lecę z tematem i tak sobie gdybam i gdybam, ale chcę wrócić do tematu Austina Riversa. Przy wspomnianej wymianie ognia z Barnesem, Rivers trafił dwie trójki back-to-back, a Duke nadal byli na -12. W ostatnie 3 minuty wypunktowali Tar Heels aż 15-4 (Rivers 5 pkt.), zaś Tyler Zeller trafił tylko dwa z czterech wolnych w kluczowej minucie i kto wie, może UNC dowieźliby ten mecz do końca? Daddy’s Boy wziął jeszcze Zellera w izolacji i trafił taki oto rzut przez ręce najdłuższego człowieka na kampusie w Chapel Hill…

 

 

 

 

Doc Rivers cieszył się tak, jakby pod choinkę dostał pierwszą kolejkę górską. Tak naprawdę widać było w jego oczach ojcowską miłość i myślę, że tacy ludzie jak Austin mają nieco łatwiejszą ścieżkę kariery. Od czasu do czasu Doc szeptał na ucho swojemu synowi, kiedy ten odpoczywał na ławce. Oczywiście były to wskazówki do lepszej gry, poprawienia elementów, które szwankowały jeszcze w pierwszej połowie. Nie przepadam za Duke, ale zobaczcie w jaki sposób cieszyli się Państwo Rivers Doc Rivers + córka/siostra Austina i Państwo Curry. Wszystko jest w tym filmiku na górze, a nacieszcie oczy moi mili, bo jak wejdzie w życie ACTA, to nasz blog będzie wyglądał jak papier toaletowy. Miejmy nadzieję, że bez draski...

 

 

Dla takich spotkań warto oglądać NCAA, a sam mam do siebie pretensje, że aż dziewięć budzików nie zdołało mnie obudzić na trzecią w nocy. Nie pomogła pizza, kubek herbaty i spore chęci, zaś uśpił mnie dość szalony dzień, który trwał od 6 rano do 23 wieczorem.

 

 

Postaram się jeszcze dzisiaj napisać coś na temat meczu Syracuse z Georgetown, który Orange wygrali po dogrywce.

 

 

Z innej beczki: Tar Heels prowadzą w całej serii 131-102, zaś Blue Devils wygrali aż pięć z sześciu ostatnich spotkań.

 

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

Ambasador C…


 

 



Podziel się:

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

RIVALRY WEEK: ALIGATOR ZJEDZONY!

środa, 08 lutego 2012 14:37

Sebastian Hetman

 

 

(9)FLORIDA GATORS @ (1)KENTUCKY WILDCATS  58:78 (26:38)

 


Kandydaci do Draftu 2012 wg ESPN Top 100:

 

PF/C  Anthony Davis  (1): 16 punktów, 6 zbiórek, 4 bloki, 2 przechwyty, 8/13 z gry

 

SF  Michael Kidd-Gilchrist  (5): 13 punktów, 13 zbiórek, 3 asysty, 4/8 z gry

 

SG  Bradley Beal  (8): 14 punktów, 6 zbiórek, 3 asysty, przechwyt, 1/7 za trzy

 

PF/SF  Terrence Jones  (16): 4 punkty, 7 zbiórek, blok, 2/7 z gry

 

PF/C  Patric Young  (17): 12 punktów, 4 zbiórki, 2 bloki, 5/10 z gry

 

PG  Marquis Teague  (30): 12 punktów, 10 asyst, 3 zbiórki, 5 strat, 4/6 z gry

 

SG  Doron Lamb  (37): 18 punktów, 3 zbiórki, 4/5 za trzy

 

SG/PG  Kenny Boynton Jr.  (60): 18 punktów, 2 asysty, 4/8 za trzy

 

 

Nie będę oszukiwał. Po pierwszej połowie zasnąłem, a kubek herbaty i rogalik nie pozwolił na obejrzenie Anthony’ego Davisa, który zjada aligatora. Drugą część spotkania nadrobiłem w pracy na małym okienku, ale to się liczy, prawda?

 

 

Świętej Pamięci Hanka Mostowiak chciałaby obejrzeć takie spotkanie, w którym niespełna 19-letni chłopak wyglądający jak pająk (o zasięgu 224 cm) robi w defensywie wszystko. Od A do Z... Dlatego z miejsca polecam artykuł Krzyśka Kosidowskiego, w którym przedstawia murowany numer 1 Draftu 2011.

 

 

Anthony Davis (16 pkt., 4 blk.) po raz kolejny był cichym game-changerem parkietu w Lexington, a Gators zgodnie z oczekiwaniami nie mieli na niego odpowiedzi. Oficjalnie Davis mierzy 208 cm, ale wygląda jak chłop pokroju 211/213. Przez pierwsze dwa miesiące nie podniecałem się aż nadto jego umiejętnościami, ale psia mać! Gość większość swoich wczorajszych punktów zdobył wsadami, a na dzień dzisiejszy ma koncie 127 wsadów i aż 212 bloków!  Taki żart Andy'ego Katza z ESPN, ale w tym momencie Davis ma w swoim dorobku 249 zbiórek, 120 bloków i 38 przechwytów. Dla porównania odsyłam do świetnej analizy na HoopSpeak.com. Co najlepsze, sezon potrwa co najmniej do marca, zaś Kentucky są faworytem do gry w Final Four. Davis swoimi długimi susami przedostaje się błyskawicznie pod kosz, a potwierdza to chociażby ten dunk poniżej, po którym oczywiście z moich ust wydobyło się streetballowskie „Łooooooooooo!”. Poza tym Davis nabił kilka asyst swoich kolegom, a korzystał z tego głównie Marquis Teague (12 pkt., 10 ast.), który dorzucił do tego niestety 5 strat.

 

 

 

 

Przez pierwsze pięć minut ciężko oglądało mi się popełniających straty (w sumie 13 w całym meczu) Wildcats, może dlatego, że nie przywykłem do takich początków w ich wykonaniu, ale malutki, malusieńki run 6-0 w wykonaniu Gators dawał nadzieje na świetne spotkanie. Mój człowiek Terrencce Jones nie był sobą w ofensywie i wypadł słabo na tle pozostałych grajków, ale dawał radę na przekazach i uwielbiam w nim to zaangażowanie. Poza tym, od czego Kokainowy Cal ma swojego point forwarda?  

 

 

Michael Kidd-Gilchrist (13 pkt., 13 zb., 3 ast.) z meczu na mecz umacnia swoją pozycje w Top 5 Draftu 2012. Nadal gra aktywnie na atakowanej desce (wczoraj 4 zbiórki ofensywne) i był głównym powodem, dlaczego Bradley Beal wypadł tak słabo w tym szlagierowym pojedynku. Momentami zmieniał obraz gry, kompletnie. Gilchrist przylepił się do niego jak sztuczna szczęka do podniebienia po użyciu kremu, który reklamowała niegdyś „mama Marka Mostowiaka”. Co ja mam z tym serialem! Wybaczcie, ale dwie osoby u mnie w domu są zapalonymi fanami tego ścierwa.

 

 

Kiedy Patric Young dostawał piłkę w polu trzech sekund, momentalnie dwóch graczy z góry schodziło na popularną pomoc. I cholera, Wildcats grali w tych fragmentach rewelację, dlatego Young nie wykorzystał kilku sytuacji 1-na-1 w low post bezpośrednio z Anthonym Davisem. Inna sprawa, że aktywni obrońcy zatrzymali super tercet Gators. No może poza Kenny Boyntonem (18 pkt., 4/8 za trzy), ale pozostała dwójka nie poradziła sobie z presją:

 

 

Erving Walker – 0/7 z gry (0/4 za trzy)

Bradley Beal – 5/15 z gry (1/7 za trzy)

 

 

W sumie dlatego od stanu 20:17 Wildcats dojechali do 38:26, a w drugiej połowie dołożyli jeszcze 40 punktów. Szalał wtedy Doron Lamb (18 pkt., 4/5 za trzy), który po zasłonach gra jak mało kto w SEC Conference. Jego cztery trójki dołożyły kolejne asysty do dorobku Kentucky (w sumie 18 przy 29 trafionych rzutach) i było w zasadzie po wszystkim, a Erik Murphy, który miał być czarnym koniem tego meczu, miał raptem 3/15 z gry i wyglądał jak Benjamin Button na środku boiska Rucker Park w nowojorskim Harlemie.

 

 

Wildcats obok Missouri Tigers są najgorętszą ekipą w lidze i z meczu na mecz uzmysławiam sobie, ile jest w tej drużynie talentu. Ilu graczy może kiedyś zaistnieć w NBA. Na trenerze Caliparim można wieszać psy, ale gość od ładnych paru lat rok w rok dostarcza solidnych grajków na parkiety ligi zawodowej. Touché John, touché!

 

 

Aha... Nie mówiłem? Purdue postawili twarde warunki Ohio State i gdyby nie William Bufford, bylibyśmy świadkami sporej niespodzianki.


 

 



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

RIVALRY WEEK: ANTHONY DAVIS CHCE ZJEŚĆ ALIGATORA...

wtorek, 07 lutego 2012 22:35

 

 

Sebastian Hetman

 

 

Po sali, której nie można nazwać nawet treningiem. Toczenie się niczym czołg, a forma przed MPD jest taka, jak ta Barona Davisa. Widać tylko spory zarost, resztę zasłania piłka lekarska…

 

 

W domu nie ma piwa, ale jest ciepło. Prawe oko skupia się na 12-calowym ekranie netbooka, lewe szuka czegoś do jedzenia. Nie, nie mam zeza moi mili. Nie mam także małpeczek prezydenckich, jest za to perspektywa wstania rano i pojechania na spotkanie z kafejkarzem. Dno totalne…

 

 

Nagle przypomina mi się w sumie optymistyczny wpis z popołudnia. W NCAA rozpoczął się tzw. Rivalry Week, czyli tydzień skupiający w sobie największe rywalizacje na parkietach Division I. Myślę sobie: „OK, odpalę dwa spotkania i będzie fajnie”. Jednak do pionu stawia mnie dźwięk telewizora z drugiego pokoju. Leci „M jak Miłość”, a wszyscy domownicy na widok kartonów nagle dostają drgawek jak kot po tyfusie. Przydałby się Citron, ale szafki puste. Tzn. barek pusty.

 

 

Do godziny pierwszej w nocy jeszcze kupa czasu, a mnie powoli do łóżka zabiera drzemka, która skończyłaby się pewnie o siódmej rano. I co robię? Chwytam za kubek herbaty, w drugiej łapie mam rogalika i jadę z tematem. Kabarecik się kręci, wraca moc na widok kalendarza ze strony ESPN. To dzisiaj, już za niedługo. Smaczny doubleheader z Konferencjami SEC i Big Ten.

 

 

Nie musisz tolerować koszykówki akademickiej, nie musisz nawet czytać moich wypocin, ale jeżeli przegapisz chociaż jedno z tych dwóch spotkań, to jesteś większą gwiazdą niż Gracjan Roztocki. Bez urazy, dla kurażu…

 

 

Wtorek/Środa – godz. 01:00: (9)Florida Gators @ (1)Kentucky Wildcats

Nie muszę chyba przedstawaić ekipy kokainowego Cala, ale poza tym, że są obecnie numerem jeden w USA, to czeka ich ciężka przeprawa z być może najgroźniejszym backcourtem w lidze. Kenny Boynton, Erving Walker i fenomenalny freshman Bradley Beal będą zmorami, które powodują zazwyczaj mokre sny u małych dzieci. Na ławce jest jeszcze Mike Rosario. Bang! Nie sądzę, aby Marquis Teague był na tyle dobrym obrońcą (bo nie jest), aby ich zatrzymać + Doron Lamb, który bardziej sprawdza się w ofensywie Kentucky. Przewaga na obwodzie jest po stronie Floridy, której z pewnością będzie kibicował Joakim Noah i kilo marihuany. Obawiam się jednak, że coach Billy Donovan nie będzie miał odpowiedzi na jakże utalentowany frontcourt Wildcats. Utalentowany, długi, atletyczny, skoczny. Przy nich ja i Maciek wyglądamy jak Marty Conlon i Bryant Reeves, dlatego po zakończeniu tego zdania odnoszę nadgryzionego rogalika do kuchni. Anthony Davis blokuje prawie pięć (UWAGA – PIĘĆ!) rzutów w meczu i gładko zbiera ponad 10 piłek. Będzie go bronił mocno zbudowany Patric Young i nie ukrywam, że może być to najciekawszy match up tego spotkania. Terrence Jones będzie bronił nieźle rzucającego za trzy białego skrzydłowego. Jest nim Erik Murphy, który stał się sensacją już na początku tego sezonu. Podejrzewam, że Bradley Beal w defensywie 1-na-1 będzie siedział na wielkiej nadziei point forwarda. Michael Kidd-Gilchrist, o którym miałem okazję pisać, robi rzeźnię po obu stronach parkietu. Podobnie jak Anthony Davis, ale jedynym minusem centra jest wyszkolenie technicznie. Kidd-G. potrafi niemal wszystko, a takich graczy na takim poziomie rozgrywek momentami można szukać ze świeczką. Nie można tego przegapić, a na samym dole podam streamy (dzięki Kosi!), gdzie będziecie mogli szukać. Szukajcie, a znajdziecie. Masa prospektów do gry w NBA…

 

Przewidywane piątki:

Florida – Erving, Boynton, Beal, Murphy, Young

Kentucky – Teague, Lamb, Kidd-Gilchirst, Jones, Davis

 

 

 

 

Wtorek/Środa – godz. 03:00: Purdue Boilermakes @ (3)Ohio State Buckeyes

Być może dla niektórych ten mecz będzie tylko małym spacerkiem dla Ohio State, ale do licha! W Purdue gra przecież Robbie Hummel, który po ciężkich kontuzjach wrócił na parkiety NCAA. I to w jakim stylu! Nie jest może tym samym graczem, ale 15 punktów i 6 zbiórek w Big Ten Conference to naprawdę niezłe staty. Buckeyes co prawda nie przegrali jeszcze żadnego spotkania u siebie, ale czemu Purdue nie mogą pokusić się o niespodziankę? Ograli już w tym sezonie Illinois i Minnesotę. No dobra, nie będę kłamał. Dostaną w tyłek -20. A tak na poważnie, to podejrzewam, że Jared Sullinger będzie miał znakomitą pierwszą połowę, bo niestety Boilermakers nie mają na niego odpowiedzi. Niedawno John Gasaway stwierdził, że OSU są najlepszą ekipą w USA. Trochę się z tym nie zgadzam, bo poza pierwszą piątką (w zasadzie czwórką) nie mają na ławce aż tak znaczących postaci i często grają krótką rotacją. Pod lupę bierzemy także Aarona Crafta, jednego z najlepszych PG w tym sezonie. Mogę polecić jeszcze jumpery Williama Bufforda i misiowatego DeShauna Thomasa, który wygląda jak Człowiek Pocisk. Jego szyję ukradł chyba Shawn Bradley… Nie jest to tak wyjątkowy mecz, jakim jest z pewnością starcie Floridy z Kentucky, ale warto obejrzeć chociażby dla przeszłości starć obu ekip, które zawsze elektryzowały kibiców. Przewaga na deskach jak najbardziej po stronie Buckeyes, podobnie jest z punktowaniem na obwodzie i defensywą. Ale kto wie? Może Robbie Hummel zaliczy najlepszy występ w tym sezonie?

 

Przewidywane piątki:

Purdue – Jackson, Smith, Barlow, Hummel, Carroll

Ohio State – Craft, Smith Jr., Bufford, Thomas, Sullinger

 

 

 

 

LINKI:

FirstRow Watch

LSHunterTV

Forum WiziWig

oraz dla burżuji, którzy wybulili kasę (ja nie żałuję) - ESPN Player

   

 

 

 



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ZRZUT, ZRZUCIK, ZRZUCZUNIO AKADEMICKI... DLA KURAŻU!

wtorek, 07 lutego 2012 13:09

 

 

Sebastian Hetman

 

 

Cóż to był za weekend! Po raz kolejny na talerzu dostaliśmy porcję bardzo ciekawych i emocjonujących spotkań. Popisałbym o tym wczoraj, ale moja leniwa natura odłożyła jak zwykle na ostatnią chwilę artykuły do MVP Magazyn.

 

 

Dzisiaj wracam z kolejnym zrzutem akademickim, a do wieczora przedstawię Wam grafik nadchodzących spotkań w tym tygodniu, bo ten tydzień jest specjalny!

 

 

Tzw. Rivalry Week będzie nam towarzyszyć aż do niedzieli i jak sama nazwa wskazuje, będą to pojedynki odwiecznych rywali wewnątrz poszczególnych Konferencji. Takie przysmaki jak Florida vs. Kentucky, Duke vs. North Carolina, czy Syracuse vs. Connecticut tylko w tym tygodniu!

 

 

Będzie niesamowicie, będzie grubo, będzie emocjonująco i nawet Jeremy Lin nie zbije mnie z tropu przez najbliższe 6 nocy. Bang!

 

 

 

SZOK JAKICH MAŁO: Miami (FL) @ (10)Duke  78:74 OT (niedziela)

Fantastyczny Reggie Johnson (27 pkt., 13 zb., 2 blk.) zdobył 5 z 9 punktów swojego teamu w dogrywce, a dzięki niemu Miami Hurricanes niespodziewanie pokonali na wyjeździe Duke Blue Devils. Hurricanes już w pierwszej połowie (42:28) zaszokowali samego trenera Krzyzewskiego, a ich obwodowy defense w całym spotkaniu zatrzymał Duke na skuteczności raptem 29% za trzy. Obok Johnsona dobrze zaprezentował się Kenny Kadji. Miał 15 punktów (4/5 za trzy) i 8 zbiórek, zaś gracze Miami dobrze spisywali się na tablicach. Podkoszowi Duke (bracia Plumlee i Ryan Kelly) zdobyli tylko 16 punktów, a Mason Plumlee jako jedyny wyróżniał się w pomalowanym (13 zb.). Blue Devils w drugiej połowie wzięli się do roboty, a gorący na dystansie był Seth Curry (22 pkt., 4/7 za trzy). Austin Rivers miał 20 punktów, ale trafił zaledwie jedną trójkę na siedem oddanych. Ekipa Duke przegrała ostatni raz co najmniej dwa spotkania we własnej hali z nie notowanymi rywalami w sezonie 2006/07 (bilans 15-4 w domu). Już w środę Krzyzewski i spółka zagrają w hicie tego tygodnia. Jadą na gorący kampus w Chapel Hill, gdzie zmierzą z odwiecznymi rywalami – North Carolina Tar Heels.

 

 

SŁABI TEŻ MOGĄ: Idaho @ Nevada  72:68 (sobota)

Niepokonani w Konferencji WAC Nevada Wolf Pack przegrali swój pierwszy mecz od 26 listopada. Idaho Vandals przerwali tym samym passę 16 zwycięstw z rzędu ekipy Olka Czyża. W sobotę nieoczekiwanie postawili twarde warunki na kampusie w Reno, zaś tercet Barone-Geiger-Madison zdobył w sumie 50 z 72 punktów Vandals. Gorący tego wieczoru był szczególnie Stephen Madison (18 pkt.), który trafił 4 z 5 rzutów za trzy (w tym jeden kluczowy w ostatniej minucie), zaś Kyle Barone (16 pkt.) dorzucił dwa celne rzuty wolne w końcówce. Dzięki tej dwójce Vandals przetrwali pościg Deonte Burtona (18 pkt.), który mimo słabego początku rozkręcił się w drugiej połowie. Olek Czyż miał 12 punktów (6/9 z gry) i 9 zbiórek, ale ekipa Wolf Pack w całym spotkaniu trafiła tylko 6 trójek na 24 oddane. Podczas Rivalry Week Nevada zagra w piątek na niewygodnym terenie uniwerku Hawaii w Honolulu, a już na następny dzień Czyż i Wataha polecą do San Jose na mecz z miejscowymi Spartans.

 

 

NIE WYWOŁUJ WILKA Z LASU: (18)Marquette @ Notre Dame  59:76 (sobota)

Który to już raz Fighting Irish pokonują wyżej rozstawionego rywala? Od czasów rozpoczęcia spotkań wewnątrz Konferencji Big East ekipa Notre Dame jest rewelacją rozgrywek i z bilansem 7-3 zajmuje czwarte miejsce na „Wielkim Wschodzie”. W sobotę odprawili z kwitkiem silnych Marquette Golden Eagles, głównie za sprawą świetnej postawy Pata Connaughtona (23 pkt., 11 zb., 5/8 za trzy). Irish coraz lepiej radzą sobie w defensywie, a w ostatnich czterech spotkaniach zatrzymywali przeciwników średnio na 52 punktach. W sobotę zagrali rzeźnię w ofensywie, szczególnie w drugiej połowie, a na dystansie trafili 11 z 23 trójek. Po stronie Marquette Darius Johnson-Odom i Vander Blue trafili razem tylko 10 z 25 rzutów, a cały zespół zagrał na poziomie średnich 39% z gry.

 

 

BRUDNE POŁUDNIE: (6)Baylor @ Oklahoma State  64:60 (sobota)

Quincy Acy (11 pkt., 12 zb.) i Perry Jones III (16 pkt., 11 zb.) opanowali deski na niewygodnym terenie uniwerku Oklahoma State. Sam Acy w ostatnich fragmentach zaliczył kluczową zbiórkę w ataku, dlatego Bears mogli cieszyć się z ósmego zwycięstwa w Big 12 Conference. Co ciekawe, na terenie Cowboys nie wygrali od 2003 roku, lecz w sobotę przerwali passę ośmiu takich porażek z rzędu. Najskuteczniejszym zawodnikiem Oklahoma State był Brian Williams (23 pkt., 9/15) z gry, a średnie spotkanie zaliczył Le’Bryan Nash, który półtora tygodnia temu był w zasadzie rewelacją kolejki. Freshman Cowboys rzucił 11 punktów na niezłej skuteczności (5/10 z gry), ale moim zdaniem taki talent powinien być bardziej wykorzystywany. Bears uciekli w ciężkiej końcówce i wyrwali kolejne cenne zwycięstwo, a już jutro zagrają z Kansas Jayhawks podczas tygodnia rywalizacji.

 

 

ONE MAN SHOW NIE POMÓGŁ: West Virginia @ Providence  87:84 OT (niedziela)

Świetny Gerald Coleman (30 pkt., 12/16 z wolnych) celnym rzutem wolnym mógł doprowadzić do drugiej dogrywki (stan po 84), ale Darryl „Truck” Bryant popisał się szalonym rajdem i trafił trójkę dająca zwycięstwo ekipie Mountaineers. Bryant w całym spotkaniu zdobył 32 punkty (5/12 za trzy), a obok niego świetnie zaprezentował się podkoszowy duet. Kevin Jones (20 pkt., 5 zb., 3 blk.) i Deniz Kilicli (22 pkt., 6 zb.) zagrali przyzwoicie w ofensywie, szczególnie bliżej pomalowanego.

 

 

HIT KONFERENCJI: (7)Kansas @ (4)Missouri  71:74 (sobota)

Marcus Denmon (29 pkt., 9 zb., 6/9 za trzy) został bohaterem sobotniego hitu pomiędzy Kansas a Missouri. Senior z Mizzou w ciągu dwóch ostatnich minut zaliczył akcję „2+1” i trafił dwie jakże ważne trójki, dzięki czemu Tigers w końcówce spotkania zaliczyli run 11-0 i zatrzymali napór Jayhawks, wśród których jak zwykle rewelacyjnie spisywał się Thomas Robinson (25 pkt., 13 zb.). Kandydat do nagrody National Player of The Year miał co prawda 5 strat, ale był najpewniejszym punktem Kansas, zaś wspomagał go Tyshawn Taylor (21 pkt.), który momentami gubił się w ofensywie. Kiedy Taylor zalicza więcej niż 3 straty w meczu, Jayhawks mają ogromne problemy w końcówkach. Z kolei Tigers są najgorętszą ekipą w Konferencji Big 12, a ich taktyka w stylu small-ball (czterech obrońców + skrzydłowy) do tej pory zdaje egzamin celująco. Kolejne hity w Big 12 Conference przed nami. Kansas w środę zagrają z Baylor Bears, podobnie jak popularni Mizzou, którzy będą ich gościć na własnym parkiecie w sobotę.

 

 

Świeży ranking Top 25 AP (w nawiasie bilans ogólny, po przecinku bilans w konferencji):

 

1. Kentucky (23-1, 9-0)

2. Syracuse (23-1, 10-1)

3. Ohio State (20-3,8-2)

4. Missouri (22-2, 9-2)

5. North Carolina (20-3, 7-1)

6. Baylor (21-2, 8-2)

7. Kansas (18-5, 8-2)

8. Florida (19-4, 7-1)

9. Murray State (23-0, 11-0)

10. Duke (19-4, 6-2)

11. Michigan State (18-5, 7-3)

12. Georgetown (18-4, 8-3)

13. San Diego State (20-3, 6-1)

14. UNLV (21-4, 5-2)

15. Florida State (16-6, 7-1)

16. Saint Mary’s (22-2, 11-0)

17. Creighton (21-3, 11-2)

18. Marquette (20-5, 9-3)

19. Virginia (18-4, 5-3)

20. Mississippi State (18-5, 5-3)

21. Wisconsin (18-6, 7-4)

22. Michigan (17-7, 7-4)

23. Indiana (18-6, 6-6)

24. Louisville (19-5, 7-4)

25. Harvard (20-2, 6-0)

 



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

OLEK CZYŻ I TOMASZ GIELO - JAK RADZĄ SOBIE W NOWYM ROKU?

piątek, 03 lutego 2012 9:50

 

Sebastian Hetman

 

 

Za nami styczeń, a temperatura w Polsce na początku lutego daje się we znaki nie tylko fanom koszykówki. Za Oceanem bywa różnie, szczególnie w lidze NCAA, gdzie serca polskich kibiców próbują rozgrzewać Tomasz Gielo i Olek Czyż. Mamy co prawda jeszcze kilku reprezentantów kraju na poziomie Division I (Karol Gruszecki, Kamil Jantoń i Jakub Kuśmieruk), ale wyżej wymieniona dwójka jest znana nawet tym, którzy akademickim basketem nie interesują się wcale.

 

 

Postanowiłem wziąć pod lupę Tomka i Olka, bo „nasze chłopaki” w styczniu radzili sobie całkiem nieźle, a ich drużyny potrafiły walczyć w tzw. conference games. Co prawda z różnymi skutkami, ale liczy się przecież wola walki, tak?

 

 

Jak radzili sobie w pierwszym miesiącu Nowego Roku? Zobaczcie sami...

 

 

Tomasz Gielo (Freshman - Liberty Flames, Konferencja Big South) – 206 cm, 99 kg, SF/PF

 

GAME LOG - STYCZEŃ 2012

 

Tomek Gielo (rocznik 1993) na starcie sezonu stracił prawie dwa miesiące rozgrywek, po tym jak doznał niewygodnej kontuzji łokcia na jednym z treningów. Mecze Liberty rzadko można obejrzeć chociażby na platformie ESPN Player, ale kilka razy miałem okazję zobaczyć jego ekipę w akcji.

 

 

Podczas Mistrzostw Europy do lat 18, które mogliśmy dla Was relacjonować, zauważyłem, że nasz skrzydłowy nie był do końca sobą, a trener Szambelan dawał wyraźnie znać, że nie jest zadowolony z jego postawy. To tak z innej beczki, bo jak mówią w Stanach, „He Got game!” i jestem święcie przekonany, że gra w Liberty w przypadku Tomka zaprocentuje.

 

 

W rotacji Flames Gielo gra jako czwórka, ale nie zapominajmy, że może występować także jako niski skrzydłowy, często ścinający z rogów boiska. Statystyki, czy jak wolicie game logi z ESPN nie do końca oddają to, co zawodnik robi na parkiecie. Tomek wnosi sporo pozytywnej energii, a do tej pory swój najlepszy mecz rozegrał 7 stycznia przeciwko UNC-Asheville, w którym miał 8 punktów i 7 zbiórek. Spójrzcie także na liczbę minut, która momentami nie przekracza nawet dziesięciu, ale ważne, że nasz rodak często wychodzi w pierwszej piątce. I to jako freshman!

 

 

O jego pobycie w USA możecie czytać na jedynej polskiej stronie o NCAA. Na CollegeHoops.pl Tomek Gielo prowadzi swojego bloga, a idzie mu to całkiem nieźle. Opisuje w nim życie na kampusie, treningi, mecze, wyjazdy. Możecie mu także w komentarzach zadawać pytania, na które stara się odpowiadać w wolnym czasie.

 

 

Jego gra w styczniu zaalarmowała sztab trenerski, a sam Gielo przed siebie wysuwa postulat: „Hej, umiem grać, dajcie mi minuty, a dam z siebie wszystko!”. Fakt faktem, ekipa Liberty jest nieco „przeorana” przez kontuzje, a ich najlepszym graczem jest jakże wszechstronny Jesse Sanders (12 ppg, 8 rpg, 8 apg). W tym wszystkim Gielo stara się funkcjonować, a jeszcze we Wrocławiu na ME U-18 dało się zauważyć, że to chłopak o wysokim koszykarskim IQ, potrafiący realizować taktyczne zagrywki jak mało kto. Długie ręce, szybkość, dynamika + być może jeszcze za „wąska rama”, ale masę mięśniową w USA można w nieco szybszym tempie wypracować.

 

 

Moim zdaniem Tomek Gielo długo zabawi w USA i będzie chciał skończyć studia, a na dzień dzisiejszy wszystkich zachęcam do śledzenia jego bloga. W styczniu prezentował się całkiem przyzwoicie. Szkoda tylko, że Flames wygrali raptem trzy spotkania (nie licząc wczorajszej wygranej z Gardner-Webb) i na dzień dzisiejszy są dopiero ósmą ekipą Big South Conference, a zarazem jedyną , która pokonała lidera tabeli (UNC-Asheville).

 

 

 

Olek Czyż (Senior, Nevada Wolf Pack, Konferencja WAC) – 201 cm, 108 kg, SF/PF

 

GAME LOG - STYCZEŃ 2012

 

O Olku Czyżu (rocznik 1990) pisałem nie raz na łamach naszego bloga i miałem okazje przedstawić super piątkę Wolf Pack, która kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa.

 

Pisałem wówczas:

 

 

„Po dwóch sezonach siedzenia na ławce w barwach Duke, Olek Czyż powrócił do domu. Pochodzący z Gdyni Polak w szkole średniej reprezentował ekipę Reno HS, a w stanie Nevada był jednym z najwyżej rozstawionych prospektów. Zainteresował się nim sam Mike Krzyzewski, dlatego w 2008 roku Olek dołączył do ekipy Blue Devils. Przez dwa sezony rozegrał raptem 112 minut, a transfer do Nevady był wręcz strzałem w dziesiątkę. Czyż imponuje przede wszystkim atletyzmem i tworzy wybuchowy duet z Dario Huntem. Od czasu do czasu przymierzy trójkę, solidnie bije się na tablicach. W zasadzie nie wiem, dlaczego przedstawiam Wam sylwetkę Olka, skoro pisaliśmy już o nim nie raz, a ostatnie i grubsze doniesienia dotyczyły jego świetnej formy. Do tej pory najlepszy mecz Olek rozegrał przeciwko Bradley, w którym miał 18 punktów, 7 zbiórek i 3 asysty. Na nieco dyskusyjnym portalu nbadraft.net Polak jest aż na czterdziestym miejscu w Drafcie 2012.”

 


Postać rzeczy zmienia fakt, że druga połowa stycznia w wykonaniu Olka była prawdopodobnie najlepszym (do tej pory) okresem w jego akademickiej karierze, a mecze przeciwko Hawaii (24 pkt., 11 zb.) i Louisiana Tech (24 pkt., 10 zb.) tylko to potwierdziły.

 

 

Wypadek przy pracy gorącym Wilkom mógł zdarzyć się wczoraj, bo męczyli się do końca z Utah State, a Polak miał raptem 6 punktów. Jednak Nevada rozgrywa jeden z najlepszych sezonów w historii uczelni, a trener David Carter  wprowadził do tego zespołu ducha walki i przede wszystkim dyscyplinę. Wolf Pack znacznie poprawili się w defensywie, zaś sam Olek Czyż w takim systemie sprawdza się znakomicie. Razem z Dario Huntem gra w strefie podkoszowej jako silny skrzydłowy, ale jego rzut z dystansu pozwala na rotację w sytuacji, kiedy Carter przesuwa go na niskie skrzydło.

 

 

Czyż potrafi być skuteczny i agresywny, sporo akcji kończy z góry, a mój znajomy Paweł Bochenkiewicz, obecnie grający w drugoligowym Śląsku Wrocław, powiedział, że podczas pobytów na kadrach juniorskich nie widział jeszcze tak atletycznego gracza.

 

 

Jego średnie w tym sezonie to 12,1 ppg, 6,1 rpg (55,2% FG, 30% 3P), a w samym styczniu Olek grał na poziomie 16,5 ppg, 8,3 rpg (66,7% FG). Obecnie jest trzecią opcją zespołu, który nie przegrał spotkania od 26 listopada (16 zwycięstw z rzędu) i zajmuje pierwsze miejsce w WAC Conference oraz ma spore szanse na awans do NCAA Tournament. Jeżeli Wolf Pack wygrają turniej swojej Konferencji (a mają bardzo duże szanse), z miejsca wchodzą do popularnego March Madness.

 

 

 

 

Moim zdaniem Olek Czyż i Tomek Gielo to przyszłość polskiej koszykówki, szczególnie nieco bliżej kosza, gdzie brakuje atletyzmu i umiejętności technicznych. Do tej dwójki dodałbym jeszcze Przemka Karnowskiego, który po zdaniu matury ma zamiar wyjechać do USA, a propozycji z przyzwoitych uniwerków mu nie brakuje. W wyścigu po naszego centra Gonzaga Bulldogs wydają się być na prowadzeniu, a ta ekipa jest już jednym z 40-tu najlepszych programów w Division I.

 

 

I tak! Chciałbym, aby w końcu ktoś z naszego kochanego PZKosza docenił wyszkolonych Polaków po amerykańskich uczelniach, którzy pracują o wiele ciężej niż utalentowana młodzież w Polsce. Talentów w naszym kraju absolutnie nie brakuje, a Czyż i Gielo są najlepszymi przykładami na to, że większe możliwości na rozwój znajdzie się niestety tysiące kilometrów od domu...

 

 



Podziel się:

komentarze (5) | zaloguj się, aby dodać komentarz

NAJLEPSZA 35-TKA W HISTORII McDONALD'S ALL-AMERICAN

czwartek, 02 lutego 2012 12:09

 

 

Sebastian Hetman

 

 

Na dniach z okazji 35-lecia gier najlepszych zawodników szkół średnich McDonald's All-American Games ogłosiło listę 35 najlepszych graczy w historii takich zawodów.

 

Tak z innej beczki, dla zainteresowanych...

 

 

35 of the greatest McDonald's All-Americans (via ESPN):

Earvin "Magic" Johnson (1977)
Clark Kellogg (1979)
Ralph Sampson (1979)
Isiah Thomas (1979)
Dominique Wilkins (1979)
James Worthy (1979)
Sam Perkins (1980)
Glenn "Doc" Rivers (1980)
Patrick Ewing (1981)
Michael Jordan (1981)
Chris Mullin (1981)
Kenny Smith (1983)
Danny Manning (1984)
Larry Johnson (1987)
Christian Laettner (1988)
Alonzo Mourning (1988)
Bobby Hurley (1989)
Shaquille O'Neal (1989)
Grant Hill (1990)
Glenn Robinson (1991)
Jason Kidd (1992)
Jerry Stackhouse (1993)
Vince Carter (1995)
Kevin Garnett (1995)
Paul Pierce (1995)
Kobe Bryant (1996)
Jay Williams (1999)
Carmelo Anthony (2002)
Amare Stoudemire (2002)
LeBron James (2003)
Chris Paul (2003)
Dwight Howard (2004)
Tyler Hansbrough (2005)
Kevin Durant (2006)
Derrick Rose (2007)



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

CZTERODNIOWY ZRZUT AKADEMICKI...

środa, 01 lutego 2012 9:59

 

 

Sebastian Hetman

 

 

Po kilku dniach przerwy wracam z małą porcją koszykówki akademickiej. Pan Kwiatkowski na tyle dobrze gościł mnie w stolicy naszego kraju, że dopiero dzisiaj czuję się w miarę wyspany mimo, że od siódmej nadaję na „nielegalu” z pracy. W Warszawie było klawo, a na dzień dzisiejszy we Wrocławiu brakuje mi kompana do oglądania meczów zza Oceanu. Sami wiecie jak to jest, prawda? Reakcje większej liczby osób przy wsadzie, bloku, czy wymiocinach Gilberta Arenasa są bezcenne. Grupowe „Łooooooooooo!” zastąpiło w stolicy ACTA popularne „Uuułaaa” i wywołało na Saskiej Kępie trzęsienie ziemi, kiedy w mroźną noc Matt Carroll trafił dwie trójki z rzędu... Mogę tylko żałować, że nie zostałem tam do wczoraj, bo grupa ludzi przy wsadzie Blake’a Griffina wyskoczyłaby przez balkon i pobiegła w samych boskerkach na Stadion Narodowy. Najlepszego!

 

 

Tymczasem na parkietach NCAA weekend jak zwykle dostarczył sporo emocji, a ja przechodziłem niestety gdzieś obok. Starałem się nadrobić zaległości, w międzyczasie łącząc domowy brak internetu, wypady po przeróżne akcesoria do domu + listwy podłogowe ze schowkiem na kabel. Ha! Dobra rzecz, polecam!

 

 

Olek Czyż i Tomek Gielo będą mieli osobny wpis, bo chciałbym podsumować ich grę w styczniu. Trzymajcie się chłopaki!

 

 

Drop bombs!

 

 

SZOK JAKICH MAŁO: Davidson @ Samford  74:77 (sobota)

Rzadko poruszam tematy ekip z tych nieco słabszych konferencji, ale była drużyna Stephena Curry’ego została zaszokowana przez Samford Bulldogs. Do tej pory Davidson Wildcats przegrali tylko jeden mecz w Konferencji Southern i byli zdecydowanym faworytem tego spotkania. Już po pierwszej połowie nieoczekiwany zryw Bulldogs dał im prowadzenie 42:26 i dopiero druga połowa dostarczyła fanom sporo emocji. De’Mon Brooks zdobył dla Davidson 20 punktów i miał 8 zbiórek, zaś rzutami zza łuku pogoń rozpoczął Nik Cochran (18 pkt., 6/9 za trzy). Mecz rozstrzygnął się w końcówce, dopiero przy rzutach wolnych wynik ustalili wspomniany wyżej Cochran i Connor Miller (12 pkt.), którzy trafili wszystkie cztery próby. Co ciekawe, gracze Samford trafili aż 10 trójek na 14 oddanych, zaś spotkanie zakończyli na skuteczności powyżej 52%. Dla Davidson była to pierwsza porażka w tzw. conference games.

 

 

SŁABI TEŻ MOGĄ: Notre Dame @ Connecticut  50:48 (niedziela)

Po raz kolejny Fighting Irish zaskoczyli rywala świetną defensywą na obwodzie. Tydzień temu pokonali u siebie Syracuse Orange, którzy wówczas byli rozstawieni z numerem jeden. W niedzielę pojechali na trudny teren w Connecticut, gdzie na kampusie w Storrs Jeremy Lamb i Shabazz Napier mieli robić rzeźnię jak stylowy człowiek Apathy. Lamb grał całkiem przyzwoicie, miał 16 punktów i 5 zbiórek, ale Shabazz Napier zdobył raptem 4 punkty (0/7 z gry) i dodał do tego 4 asysty. Typowany jak Top 3 Draftu, Andre Drummond zakończył mecz z dorobkiem 15 punktów, 11 zbiórek i 4 bloków, dlatego był najbardziej dominującym gościem w niedzielny wieczór. Mike Brey i jego chłopcy z Notre Dame postawili opór na dystansie, ograniczając poczynania Napiera i zatrzymując Huskies na skuteczności 23% za trzy. W ostatnich sekundach trzy rzuty wolne trafił Jerian Grant (11 pkt., 5 zb., 6 ast.), a motorem napędowym w drugiej połowie był Eric Atkins (13 pkt.). Na dzień dzisiejszy Fighting Irish są już czwartą ekipą w Konferencji Big East z bilansem 6-3, a z meczu na mecz grając coraz lepiej i kto wie, może wywalczą awans do NCAA Tournament?

 

 

 

 

NIE WYWOŁUJ WILKA Z LASU: (8)Kansas @ Iowa State  64:72 (sobota)

To miał być klasowy pojedynek dwóch energicznych skrzydłowych z Konferencji Big 12. Thomas Robinson i Royce White należą do czołówki NCAA, jeśli chodzi o grę w pomalowanym, a faworytem tego spotkania byli Kansas Jayhawks. Inna sprawa, że gracze Iowa State radzą sobie coraz lepiej i są nieoczekiwanie czarnym koniem w Big 12 Conference. O Thomasie Robinsonie mogliście poczytać na łamach naszego bloga, ale historia Royce’a White’a jest równie imponująca. Myron Medcalf z ESPN przedstawił sylwetkę wschodzącej gwiazdy i chłopaka, który panicznie boi się latać samolotami, a jego talent chciał sprowadzić do Kentucky sam John Calipari. White w sobotnim spotkaniu miał 18 punktów, 9 zbiórek i 5 asyst. Przyćmił występ Robinsona (13 pkt., 7 zb., 5 strat), zaś Jayhawks od początku tego spotkania nie mogli znaleźć recepty na popularnych Cyclones, którzy tego dnia grali rewelację na tablicach (wygrali zbiórkę 34-19). Melvin Ejim i Scott Christopherson dodali odpowiednio 15 i 14 punktów. Przy słabej dyspozycji Robinsona ciężar gry chciał brać na siebie gorący ostatnio Tyshawn Taylor (16 pkt., 10 ast.), ale nie uchronił Kansas przed czwartą porażką w tym sezonie. Obserwujcie Royce’a White’a, który w swoim pełnym pierwszym sezonie w NCAA gra na poziomie 14 ppg, 9 rpg, 5 apg, 1 spg, 1 bpg. Kolejny utalentowany all-around guy...

 

 

BRUDNE POŁUDNIE: (4)Missouri @ Texas  67:66 (poniedziałek)

Michael Dixon rzucił z ławki 21 punktów dla Mizzou, a ostatnie dwie minuty w jego wykonaniu dostarczyły sporo nerwów jego kolegom. Najpierw Dixon zaliczył faul niesportowy, a potem trafił layup dający prowadzenie Tigers, którego nie oddali już do końca. Miejscowi Longhorns byli już w tym meczu na -13, ale świetny J’Covan Brown dał sygnał do odrabiania strat. Brown w całym spotkaniu uzbierał 20 punktów i miał szansę trafić zwycięski rzut, ale szczelna defensywa Tigers po raz kolejny zdała egzamin. Mecze w Konferencji Big 12 stają się coraz ciekawsze, dlatego jeżeli będziecie mieli okazję, oglądajcie!

 

 

ONE MAN SHOW NIE POMÓGŁ: St. John’s @ (7)Duke  76:83 (sobota)

Moe Harkless (30 pkt., 13 zb., 13/21 z gry) rozegrał jedno z najlepszych spotkań w karierze, ale jego świetna dyspozycja nie wystarczyła do sprawienia niespodzianki w Cameron Indoor Stadium. Blue Devils mimo szalonej pogoni Red Storm wytrzymali do końca spotkania. Obok Harklesaa szalał D’Angelo Harrison (21 pkt. 3/8 za trzy), który trafił trójkę na stan 79:75 w końcówce. Red Storm mogli stać się pierwszą ekipą od 2000 roku z poza Konferencji ACC, która mogła wygrać na terenie Duke. Serię 94 takich zwycięstw przedłużyli dla Coacha K Mason Plumlee (15 pkt., 17 zb.) i Ryan Kelly (16 pkt., 9 zb.), którzy byli fantastyczni w pomalowanym. Austin Rivers miał 12 punktów, zaś Andre Dawkins standardowo sprawdzał się na dystansie (16 pkt., 4/10 za trzy). Blue Devils po pierwszej połowie prowadzili już 45:29, ale fenomenalny Harkless momentami robił wszystko w ofensywie. A paczka niczego sobie...

 

 

 

 

HIT KONFERENCJI: West Virginia @ (2)Syracuse  61:63 (sobota)

Dwa celne rzuty wolne Brandona Triche’a (18 pkt., 7/12 z gry) na ponad minutę przed końcem spotkania dały kolejne zwycięstwo ekipie Jima Boeheima. Orange po raz kolejny zagrali bez swojego środkowego Faba Melo, który boryka się z problemami na uczelni. Pod nieobecność czołowego shot blockera ligi szalał Kevin Jones, który uzbierał na Mountaineers 20 punktów i 8 zbiórek. Ekipa West Virginii opanowała totalnie w tym spotkaniu deski (36-20), na których zazwyczaj popularni Orange walczą i w tym elemencie brak Faba Melo dał się także we znaki. ‘Cuse trafili raptem 4 trojki z 20 oddanych, ale mieli tylko 6 strat i 11 przechwytów, które umożliwiały łatwe zdobycze z kontr. Oprócz Jonesa po stronie WVU punktować próbował Darryl Bryant (12 pkt.), ale na szczęście dla Syracuse, miał tylko 4/11 z gry. Obecnie w Konferencji Big East Syracuse nadal są liderem (bilans 9-1), zaś West Virginia plasuje się dopiero na ósmym miejscu z bilansem 5-5.

 

 

Świeży ranking Top 25 AP (w nawiasie bilans ogólny, po przecinku bilans w konferencji):

 

1. Kentucky (21-1, 8-0)

2. Syracuse (22-1, 9-1)

3. Ohio State (19-3, 7-2)

4. Missouri (20-2, 7-2)

5. North Carolina (18-3, 6-1)

6. Baylor (19-2, 6-2)

7. Duke (18-3, 5-1)

8. Kansas (17-4, 7-1)

9. Michigan State (17-4, 6-3)

10. Murray State (21-0, 9-0)

11. UNLV (20-3, 4-1)

12. Florida (17-4, 5-1)

13. Creighton (20-2, 10-1)

14. Georgetown (16-4, 6-3)

15. Marquette (18-4, 8-2)

16. Virginia (17-3, 5-2)

17. San Diego State (18-3, 4-1)

18. Saint Mary’s (21-2, 10-0)

19. Wisconsin (17-5, 7-3)

20. Indiana (17-5, 5-5)

21. Florida State (14-6, 5-1)

22. Mississippi State (17-5, 4-3)

23. Michigan (16-6, 6-3)

24. Gonzaga (17-3, 7-1)

25. Vanderbilt (16-5, 5-2)

 

 

Co warto obejrzeć w tym tygodniu?

 

Odsyłam do wpisu Kosiego TUTAJ!


 

 



Podziel się:

komentarze (2) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ROCK CHALK JAYHAWKS!

czwartek, 26 stycznia 2012 15:50

Sebastian Hetman

 

Fani Kansas Jayhawks - warto objerzeć.

 

 



Podziel się:

komentarze (3) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Licznik odwiedzin:  15 103 494

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Piotr Makulec

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Rafał Niewiadomski

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u