Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 714 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




STARY DOBRY JIM - PEACE CONNECTICUT

piątek, 14 września 2012 9:49

Sebastian Hetman

 

W zasadzie nie wiem od czego zacząć. Wracałem wczoraj z Gdańska, kiedy Maciek napisał mi sms z zapytaniem: „Calhoun odchodzi z UConn. Słyszałeś już? Ollie go zastąpi.”

 

Nie byłem wielkim fanem Connecticut Huskies, ale cholernie ceniłem ten program za solidność i wielką tradycję. Tradycję, którą od 1986 roku pielęgnował Jim Calhoun. Teraz z powodów zdrowotnych kończy jakże bogatą karierę.

 

3 tytuły Mistrza NCAA, 4 udziały w Final Four, 7 tytułów Big East + 9 wygranych regularnych sezonów w jednej z najlepszych Konferencji w historii. Bilans 866-369, Basketball Hall of Fame 2005 i College Basketball Hall of Fame 2006.

 

Imponujące, prawda? Calhoun okazał się świetnym coachem, który w Nowej Anglii wprowadził dyscyplinę i wykreował kilka gwiazd NBA. Do tej pory na kampusie w Storrs Ray Allen organizuje campy, a twardą rękę Calhouna pamiętają do tej pory Richard Hamilton, Ben Gordon, Emeka Okafor, Kemba Walker i... Kevin Ollie. Ten ostatni był jego graczem w latach 1991-1995 i asystentem od 2010 roku, a teraz ma przejąć pałeczkę po wielkim Mistrzu. Wielki Mistrz z gracza rezerwowego potrafił stworzyć zadaniowca, gwiazdę, solidnego startera. Tak było chociażby z Kembą Walkerem, który jeszcze za czasów Jerome’a Dysona, Hasheema Thabeeta, A.J. Price’a i Stanleya Robinsona nie łapał się do podstawowej rotacji.

 

Dla koszykówki akademickiej to kolejny cios w plecy, ponieważ utrata znakomitych ludzi związanych z tą dyscypliną zawsze jest ciosem w plecy dla uczelni, fanów, studentów. Calhoun już w ubiegłych latach był hospitalizowany kilka razy. UConn grali bez niego na początku rozgrywek 2011/2012, a po decyzji NCAA zespół został wykluczony z turniejów posezonowych w 2013 roku bez względu na wynik sportowy. Powodem była za niska średnia ocen wszystkich graczy (konkretny rating, któremu nie sprostali Huskies) i może nie powinienem o tym pisać przy nazwisku Calhouna, ale taki obrót spraw wiązał się prawdopodobnie z jego nieobecnością. Jim Calhoun nie dopuściłby do tego...

 

Jego ciężka praca została nagrodzona w 1999 roku, kiedy po tytuł sięgał wspólnie z Richardem Hamiltonem. Pięć lat później Emeka Okafor i Ben Gordon zdominowali rozgrywki akademickie i w końcu podczas March Madness 2011 niesamowity run Kemby Walkera oraz jego ferajny zakończył się trzecim mistrzostwem w historii uczelni. To był fanstastyczny sezon (w zasadzie jego końcówka) chłopaków ze Storrs, których Calhoun zmobilizował do walki podczas Turnieju Konferencji Big East, gdzie Walker był po prostu z innej planety - reakcja Calhouna świetna, bezcenna...

 

W pierwszym linku Maciek chyba najtrafniej opisał Calhouna jako trenera, więc mogę tylko zdjąć kapelusz i zastanawiać się nad tym, jaka będzie przyszłość kampusu w Connecticut. O niej będzie decydował głównie młody Kevin Ollie (39 lat), który w nadchodzących rozgrywkach będzie grał w zasadzie o pietruszkę (ban na postseason 2013), mając w składzie raczej przeciętnych graczy, a nie mając żadnego świeżego (dobrego) narybku z rekrutacji 2012.

 

Huskies od lat byli jednym z najlepszych programów NCAA, jednak przed nimi zaczynają się zbierać czarne chmury. Tak może to wyglądać na pierwszy rzut oka. Odejście Calhouna to jedno, problemy uczelniane to drugie, ale w tym wszystkim widzę pewien pozytyw właśnie w postaci Kevina Ollie, który może dołączyć do coraz modniejszej i sprawdzonej grupy młodych trenerów takich jak Tom Crean (Indiana), Josh Pastner (Memphis), czy fenomenalny Brad Stevens (Butler).

 

70-letni Calhoun pozostawi po sobie tradycję, o której pisałem nieco wyżej. Podejrzewam, że Ollie nauczył się sporo przez ostatnie dwa lata i mimo chęci wprowadzenia rewolucji, będzie próbował korzystać z porad starego lisa Jima.

 

Dla fanów UConn absolutnie drzwi nie zamykają się przed Wielką Sceną. Nadchodzi nowa era, ale smutek po odejściu legendy będzie towarzyszył kampusowi przez co najmniej rok. Do 2013 roku Ollie powinien walczyć w rekrutacji i starać się pozyskać 2-3 graczy z czołowej setki rankingu ESPN.

 

Trenerze Calhoun – dzięki za lata emocji i radości z oglądania Twoich Huskies! Wracaj do zdrowia.

 

 

 


Podziel się

DLACZEGO NCAA?

środa, 12 września 2012 8:44

 

 

Sebastian Hetman

 

Wracam po bodajże dwumiesięcznej przerwie. Mamy wrzesień, we Wrocławiu szaro, momentami kropi deszcz.

 

Patrzę na kalendarz i z jednej strony mam do siebie pretensje, że całkiem schowałem się do szuflady. Ot co, obowiązki inne niż komputer. Z drugiej strony staram się złożyć zdanie, które zajmuje mi 58 minut. A tak na poważnie... Dobrze jest wrócić do czegokolwiek w sieci, z internetem w domu.

 

Tym optymistycznym akcentem wdrażam się w mój ulubiony temat i chociaż częściowo będę chciał odpowiedź na pytanie: „Dlaczego NCAA?”.

 

Małe grono osób podczas lokautu w jakimś stopniu zaraziło się ligą akademicką. Być może moja w tym zasługa, ale zdejmuję przed Wami kapelusz i jestem zadowolony z faktu, że oprócz Krzyśka Kosidowskiego ktoś jeszcze oglądał NCAA w sezonie 2011/12.

 

Dlaczego NCAA? To niesamowita atmosfera, klimat, który wywołuje ciarki na plecach i sprawia, że chcę oglądać taką, a nie inną koszykówkę. To rewelacyjne i znane konferencje, to masa świetnych graczy, którzy w ubiegłym sezonie grali na najwyższym poziomie i wylądowali w NBA. NCAA to również wielkie zespoły z tradycjami, mające na ławce trenerskiej legendarnych mentorów. To ESPN College Game Day, czyli znani na całym świecie eksperci fascynujący się nastoletnimi chłopcami – jakkolwiek to brzmi, ale chodzi przede wszystkim o grę.

 

O koszykówkę, którą ubóstwia Przemek Kujawiński, dzięki której może gościć ludzi u siebie w Barcelonie, z cytrynówką lub bez, ale zawsze. O koszykówkę, którą Maciek Kwiatkowski traktuje jak drugą żonę. Chłopaki jednak zaglądają za ten popularniejszy Ocean, a ja nie czuję się outsiderem. Być może będzie nas więcej, bo jak wiadomo, w barwach Gonzagi zagra Przemek Karnowski, a Tomek Gielo solidnie przygotowuje się do nadchodzącego sezonu.

 

NCAA to nie tylko dynamiczna gra młodych ludzi z pasją, którzy  mimo wszystko walczą o kontrakty w NBA. Pauza – nie wszyscy. Większość z nich kończy studia i wybiera inną ścieżkę zawodową. Ilu to świetnych graczy nie dostało się do najlepszej ligi świata. Część z nich postawiła na karierę w Europie, pozostali są lekarzami, architektami, przedsiębiorcami.

 

NCAA to przede wszystkim otoczka niesamowitego widowiska okraszona często 30 tysiącami studentów oraz orkiestrą, która zajmuje cały sektor za koszem. NCAA to także kolejki na kampusie po bilety, wielkie rywalizacje między poszczególnymi uczelniami, ciekawe i momentami smutne historie poza boiskiem, niesamowite końcówki i powroty historycznych programów. „To pasja, co uzależnia jak graffiti”.

 

Moja przygoda zaczęła się niewinnie w 2005 roku, a zmysły w tym kierunku rozwinęły się na dobre w sezonie 2008/2009, kiedy North Carolina Tar Heels z Lawsonem, Hansbroughiem, Ellingtonem i Greenem robili miazgę ofensywną. Kolejne lata przynosiły coraz więcej informacji, poszerzały horyzonty i pozwalały w jakiś sposób zagospodarować czas na emisje, które prezentował mi wówczas kanał ESPN America, wcześniej NASN dostępny w sieciach kablowych.

 

NCAA to rozgrywki wybuchowe, to sezon regularny kończony upragnionym marcem, z którym kojarzy się przede wszystkim NCAA Tournament.

 

Absolutnie nie będę nikomu czegoś narzucał. Chciałem odpowiedzieć na pytanie, które w ostatnim czasie zadawały mi osoby bliżej lub dalej związane z amerykańskim basketem.

 

Nadal kocham rozgrywki NBA, ponieważ się na nich wychowałem i miałem okazję ostatnio oglądać z Maćkiem „Emotional Game by Tom Chambers”. Obecnie jednak jestem w miejscu, kiedy fascynują mnie dywizje, programy, konferencje, kampusy – hej Syracuse!

 

Do akademickiego autobusu z chęcią zabiorę w przyszłym sezonie każdego czytelnika. A znajdzie się ich nieco więcej, bo przecież żyją w Polsce ludzie kochający/lubiący Przemka Karnowskiego.

 

Nadchodzący sezon być może nie będzie tak znakomity jak ubiegły, ale masa nowych graczy podejmie wyzwanie i w kwietniu będzie chciała zatańczyć. The Big Dance nadchodzi. A 13 listopada kabarecik zacznie się znowu kręcić.

 

 

Dlaczego NCAA?

 

 

Stay thirsty my friends!

 

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

Ambasador C... 


 

 


Podziel się

DRAFT COMBINE – ATLETYCZNY BARNES

czwartek, 14 czerwca 2012 9:39

 

 

Sebastian Hetman

 

Doczekaliśmy się publikacji testów atletycznych z Draft Combine, który w dniach 7-8 czerwca został przeprowadzony w Chicago. Warunkami fizycznymi pomiary zdominował Andre Drummond, zaś wyniki testów atletycznych możecie sprawdzić pod tym linkiem.

 

Do rzeczy...

 

Atletyzm Barnesa imponował: Harrison Barnes zwiększył swoje szanse na wybór w Top 5 Draftu. Jego wyskok z miejsca wymierzono aż na 38 cali, zaś tzw. maksymalny vertical uplasował się na poziomie 39,5 cala. Tym samym jego maksymalny zasięg wyskoku z ręką wynosi 11 stóp i 9 cali, co daje w przeliczeniu jakieś 358 cm. Jakby nie patrzeć, ponad pół metra nad obręczą, więc jest to wynik całkiem niezły. Nie patrzmy na Vince’a Cartera, Steve’a Francisa i innych z lat ubiegłych. Oprócz tego Barnes miał 15 powtórzeń na sztandze ważącej 84 kg. Dla porównania najlepszy w tym elemencie Jae Crowder miał 20. W sprincie na ¾ boiska Barnes okazał się najlepszy z czasem 3,16 sekund. We wszystkich kluczowych elementach prospekt z UNC plasował się na czołowych lokatach, więc jest do także dodatkowa opcja dla skautów.

 

Skoki, skoczki, skoczunie: Obok Barnesa przy mierzeniu wyskoku dobrze wypadł Darius Johnson-Odom z Marquette. 41,5 cala maksymalnie + 33,5 cala z miejsca. Popatrzcie na sporą różnicę, która jest chyba oczywista. Dziwie się, że Barnes z kroku skacze tylko 1,5 cala wyżej. Wracając do Odoma, już od pierwszego sezonu na parkietach NCAA ten combo-guard wyróżniał się świetnym atletyzmem. Wśród skoczków warto jeszcze wyróżnić Masona Plumlee z Duke (imponujące 371 cm wyskoku z zasięgiem) i Marquisa Teague’a z Kentucky (po 40,5 cala max), Marcusa Denmona z Missouri i Tony’ego Mitchella z Alabamy (po 40 cali max).

 

To nie był dzień niektórych wysokich: Zacznę od Johna Hensona. Raptem 25,5 cala wyskoku z miejsca + 30 cali z dojścia. Ławeczka? 5 powtórzeń, ale za to maksymalny zasięg z wyskokiem na poziomie 260 cm, głównie za sprawą długaśnych ramion. Fab Melo – 29,5 + 31 oraz 9 powtórzeń na ławeczce. Meyers Leonard i Tyler Zeller fajnie wypadli na ławeczce i co ciekawe w sprincie. Arnett Moultrie z kolei miał niezły vertical na poziomie 37,5 cala i ogólny zasięg z wyskokiem w granicach 366 cm.

 

Robinson i Drummond: W trakcie sezonu NCAA Thomas Robinson i Andre Drummond oprócz warunków fizycznych na oko imponowali atletyzmem. T-Rob testy atletyczne zakończył na poziomie 35,5 cala, 15 powtórzeń na ławeczce i uwaga – 3,17 sekund w sprincie. Drummond z kolei miał max vertical na poziomie ledwie 33,5 cala i zaprezentował się gorzej na ławeczce (10 powtórzeń). Sprint? 3,39.

 

Cieniasy: Na ławeczce nie dali rady Tony Wroten Jr., Tyshawn Taylor i Will Barton. Nie podnieśli ani razu, dołączając tym samym do Kevina Duranta z roku 2007 roku. Terrence Ross i Doron Lamb dźwignęli po dwa razy, Austin Rivers raz.

 

Nie taki Sully straszny: Jared Sullinger nie wypadł aż tak zachwycająco, co było do przewidzenia. Jako jeden z kandydatów do Top 10 miał 31 cali maksymalnego wyskoku, 10 powtórzeń na ławeczce, 3,81 w sprincie (piąty od końca) i 12,77 w teście zwinnościowym (też piąty od końca). Niech nie zmylą Was tylko te cyferki, ponieważ Sullinger owe zaległości nadrabia arsenałem technicznym i świetną grą tyłem do kosza. Poprawił znacznie rzut z dystansu, więc sporo skautów porównuje go bardziej do Kevina Love’a niż Charlesa Barkleya lub Karla Malone’a z najlepszych lat.

 

Resztę musicie przeanalizować sami. Jak zwykle zrobiłem to na szybko, ale gołym okiem widać, że owe testy przejął zdecydowanie Harrison Barnes.

 

Do Draftu zostało tylko 14 dni, a kolejny Mock na ZP-1 powinien pojawić się niebawem.

 


Podziel się

DRAFT COMBINE - MONSTRUALNY DRUMMOND

poniedziałek, 11 czerwca 2012 9:05

 

 

Sebastian Hetman

 

To był chyba za długi weekend... Na szczęście wróciłem do żywych i serwuję Wam prosto z roboty kilka opcji dotyczących NBA Draft Combine, który odbył się w Chicago w dniach 7-8 czerwca.

 

Pomiary graczy macie dostępne TUTAJ, a przy okazji napomknę, że Mateusz Ponitka, Michał Michalak i Olek Czyż walczą do jutra w Treviso na Adidas Eurocamp. Ten ostatni zbiera bardzo pochlebne opinie. Tak trzymać!

 

Słów kilka po Draft Combine. Nie wiem dlaczego, ale nie ma jeszcze opublikowanych wyników testów sprawnościowych w stylu vertical, sprint, ławeczka itd.

 

Trzech 7-footerów: Fab Melo, Meyers Leonard i Tyler Zeller. Każdy z nich w butach mierzy co najmniej 7 stóp (ok. 213 cm) lub więcej. Brazylijczyk Melo w obuwiu wymierzony został równo na 7 stóp, Zeller na 7 stóp i pół cala, zaś Leonard aż na 7 stóp i 1,25 cala (co daje bodajże jakieś 216 cm). Każdy z nich powinien pójść w Top 20, ewentualnie Fab Melo może zostać wybrany z numerem poniżej Top 25.

 

Ciekawe warunki Drummonda: Jednego z czołowych prospektów tej klasy wymierzyli na prawie 7 stóp w butach (6’11.75”) plus 126 kg, zaś jego zasięg ramion okazał się największy wśród wszystkich uczestników. Imponujące 228-229 cm to kosmiczny wynik, dlatego wcześniej pisałem, że Drummond mimo kiepskich umiejętności technicznych jest ciekawym pickiem dla wielu ekip. Warunków fizycznych nie dostajesz gratis w NBA. Z innej beczki – Drummond w samych skarpetkach jest aż o 2 cale niższy niż w butach. To dokładnie 5,08 cm. Ciekawe jakie to buty?

 

Sleeper Terrence Jones: Mój człowiek Terrence Jones na mierzeniu wypadł całkiem fajnie. W butach ok. 207 cm plus zasięg ramion na poziomie ok. 218-219 cm. Dodajmy do tego mobilność, świetny defense i rzut z dystansu, a mamy ciekawego grajka mogącego występować przemiennie na pozycjach 3 i 4.

 

Mniejszy T-Rob: Tak jak spekulowali eksperci. Thomas Robinson bez butów mierzy ledwie 203 cm, zaś w butach niecałe 206 cm. W NCAA wymierzali go na 208 cm, lecz w tym przypadku T-Roba ratuje zasięg ramion na poziomie 220-221 cm i piekielny atletyzm, co potwierdzi się po opublikowaniu wyników testów.

 

Tłuszcze: Jak widać w pomiarach, najmniejszy poziom tkanki tłuszczowej w organizmie ma Terrence Ross. Tylko 3,2% - wow! Z kolei największym grubaskiem okazał się J’Covan Brown – 12,5%. Co ciekawe, Kevin Jones z West Virginia ma aż 11,2%. Aż, bo patrząc na jego sylwetkę i budowę nikt nie spodziewał się takiego wyniku.

 

Łapami do góry: John Henson i Kyle O’Quinn wypadli najlepiej na mierzeniu zasięgu ręki w górę. Obaj zostali zmierzeni na poziomie aż 283-284 cm, a sam kosz zawieszony jest na wysokości 305 cm. Andre Drummond i Fab Melo mieli po 278 cm. Dobrze w tym elemencie wypadł także niski skrzydłowy Quincy Miller z wynikiem 277 cm.

 

Pewniak: Niby Dion Waiters. Nie brał udziału w testach sprawnościowych. Zmierzyć się musiał (193 cm w butach) , ale ponoć jeden team obiecał mu wybór w pierwszej dziesiątce. Raptors?

 

Wnioski nasunęły mi się na szybko, ale sami widzicie, że nawet taki Andre Drummond ma ogromną przewagę w kluczowych elementach fizycznych, szczególnie wśród wysokich.

 

Napiszę kolejny post na temat Draft Combine jeżeli tylko opublikują wyniki testów sprawnościowych, bo te również mogą zmienić opinie skautów przed 28 czerwca.


Podziel się

ZP-1 MOCK DRAFT 2012 ver. 2.0

sobota, 02 czerwca 2012 12:41

 

 

Sebastian Hetman

 

A jak! Powracamy do tematu, może dlatego, że odrabiam w pracy 8 czerwca i mogę korzystać z szybkiego Internetu. Na korytarzach głucho, ciemno.

 

Znamy już kolejność w pierwszej rundzie Draftu 2012, który zdecydowanie wygrali New Orleans Hornets, mając dwa picki w Top 10.

 

Moim zdaniem w samym Top 20 będzie można doszukać się naprawdę fajnych graczy, zaś cała pierwsza runda powinna zadowolić kibiców.

 

Liczę na wasze typy i komentarze.

 

ZOBACZ: ZP-1 Mock Draft ver. 1.0

 

Dla przypomnienia:

 

Draft 2012 odbędzie się 28 czerwca w Newark (New Jersey). Zawodnicy z ligi NCAA do 29 kwietnia musieli zgłosić swoje kandydatury, zaś ci, którzy zrobili to od razu po zakończeniu sezonu, do 10 kwietnia mogli się wycofać i zachować prawa akademickie.

Zawodnicy, którzy zatrudnili agenta nie mają prawa wrócić do NCAA i muszą szukać swoich szans na angaż w NBA.

 

Oficjalne pomiary zawodników (m.in. wzrost, waga) będą dostępne po NBA Pre Draft Combine w Chicago, który odbędzie się między 6 a 8 czerwca. Do tej chwili będą się wspierał wymiarami z różnych portali (ESPN, CBS, Draft Express, NBA Draft.NET), gdzie co ciekawe, nie każda „rozmiarówka” danego gracza jest taka sama.

 


1. NEW ORLEANS HORNETS: Anthony Davis – Kentucky Wildcats (PF – 208 cm, 100 kg)

Davis od wejścia w debiutancki sezon NCAA był pewniakiem do pierwszego picku, a zgarniając większość nagród tylko to potwierdził. Hornets mają w tym Drafcie kilka opcji, które muszą rozważyć dość dokładnie. Do paczki z Davisem należałoby dołożyć albo rzucającego, albo swing mana, albo playmakera lub wysokiego, przy czym dwa pierwsze warianty wydają się najlepsze. Co mogę więcej napisać o samym Davisie? Wiecie już chyba wszystko i przy okazji zdementuję plotki, że Davis to gość pokroju Grega Odena i posypie się w pierwszym sezonie. Od kilkunastu miesięcy skauci porównują go do Marcusa Camby’ego, gracza fizycznie przypominającego solidną czwórkę, ale mogącego straszyć w polu trzech sekund jako center. Davis ma całkiem inną budowę niż Oden. To nieco jaśniejszy Kevin Garnett ze zrośniętymi brwiami, mający świetny timing, vertical i wszystkie umiejętności defensywne, które przy jego pozycji na boisku są darem z niebios. Czytałem jakieś bzdurne komentarze, że Davis nie powinien zostać wybrany z jedynką. Popukajcie się po głowach i pogódźcie się z faktem, że Anthony nr 1 to „The Real Deal”.

Inne opcje: brak

 

2. CHARLOTTE BOBCATS: Thomas Robinson – Kansas Jayhawks (PF – 206 cm, 107 kg)

Myślałem nad tym pickiem od wczoraj i z jednej strony nie chciałbym, aby Robinson marnował się w Bobcats, a z drugiej strony ekipa Charlotte potrzebuje game changera w polu trzech sekund. Kolejną opcją jest Michael Kidd-Gilchirist, który moim zdaniem jest drugim najlepszym graczem, dostępnym oczywiście w tej klasie po Davisie. Rotacja Ryśków pod koszem? Diop, Mullens, Najera (on żyje?!?), Thomas, White i Biyombo. Ten ostatni jeszcze będzie kimś w tej lidze, szczególnie na bronionej połówce, więc dlaczego Bobcats nie mieliby zbudować podwalin na dwójce Byiombo-Robinson. Talent defensywny połączony z instynktem do zbierania piłek i arsenałem ofensywnym. Gdyby jeszcze jakiś konkretny coach mógł złapać to za pysk i ogarnąć cały stan Północnej Karoliny. Robinson to twardziel, który zasłużył na wybór w Top 5. Czy pójdzie już z drugim numerem? Zobaczymy. Michaelu Jordanie – nie spieprzcie tego.

Inne opcje: Michael Kidd-Gilchrist, Bradley Beal

 

3. WASHINGTON WIZARDS: Bradley Beal – Florida Gators (SG – 195 cm, 88 kg)

Po odejściu Nicka Young w Wizards brakuje solidnych strzelców i gości potrafiących robić wszystko po obu stronach parkietu. Young był raczej tylko opcją ofensywną, ale Bradley Beal z pewnością mógłby załatać dziurę na dwójce, przede wszystkim jako shooter i DEFENSOR. Porównywany często do Raya Allena Beal to typowy prospekt, z ogromnymi szansami na rozwój. Już teraz mógłby być franchise-playerem w połowie zespołów ligi, a do spółki z Johnem Wallem może tworzyć fajne rzeczy w Washingtonie.

Inne opcje: Michael Kidd-Gilchrist, Thomas Robinson, Harrison Barnes

 


4. CLEVELAND CAVALIAERS: Michael Kidd-Gilchrist – Kentucky Wildcats (SF – 201 cm, 95 kg)

Gdzieś w głębi serca kreuje się przekonanie, że jednak MKG pójdzie z dwójką (nie chce mi się wierzyć, że będzie inaczej), jednak dla Cavaliers byłby wręcz idealny. Nie tylko jak scorer, ale swego rodzaju lock-down defender na pozycjach 2-3. Gilchrist jest fenomenalny. Potrafi w zasadzie wszystko i mógłby znacznie poprawić defensywę ekipy z Ohio. Z drugiej strony taki Michael Jordan lubi zwycięzców, dlatego może ukraść Gilchrista z dwójką, jednak na dzień dzisiejszy będę się kierował potrzebami zespołów, odkładając statusy gwiazd NCAA na bok.

Inne opcje: Bradley Beal, Harrison Barnes

 


5. SACRAMENTO KINGS: Harrison Barnes – North Carolina Tar Heels (SF – 203 cm, 101 kg)

Podejrzewam, że Barnes albo trafi do Cavs, którzy polowali na niego rok temu (nie zgłosił się do Draftu 2011), albo wypadnie poza Top 5. W Sacto nie mają na pozycji numer 3 potencjalnej gwiazdy, gracza dobrze przygotowanego fizycznie, który mógłby bronić sporych niskich skrzydłowych (np. LeBron James). Barnes potrafi pracować w obronie, ale nie wrzucałbym go do jednego worka z Gilchristem. To jest inny poziom zaangażowania, inne opcje w ofensywie, inna gra na koźle i na low-post. Kings być może będą chcieli dokooptować kogoś do DeMarcusa Cousinsa i tutaj można śmiało typować Thomasa Robinsona (o ile dotrwa) lub Jareda Sullingera.

Inne opcje: Thomas Robinson, Jared Sullinger

 

6. PORTLAND TRAIL BLAZERS: Andre Drummond – Connecticut Huskies (C – 211 cm, 124 kg)

LaMarcus Aldridge i Nicolas Batum będą stanowić o sile zespołu przez najbliższe lata i patrząc na skład Blazers, przydałby się ktoś pod kosz i przede wszystkim do rozdawania piłek. Wes Matthews zapełnia lukę na dwójce, ale co dalej? Jakby nie patrzeć, Blazers mają dwa bardzo fajne picki (nr 6 i nr 11), dlatego mogą okazać się czarnym koniem tego Draftu. Z jednej strony Damian Lillard nie pasuje mi na wysoki wybór szósty, podobnie jak Kendall Marshall. Z drugiej strony talent Andre Drummonda stoi pod znakiem zapytania, ale hej! Aldridge potrzebuje obok siebie atletycznego chłopa pokroju 211 cm, który będzie zbierał i blokował rzuty. W ofensywie może robić za tło lub grać statek piracki w inscenizacji „Piotrusia Pana”. Czy Andre będzie drugim Odenem, oczywiście z sensie kontuzji? Oby nie, ale Blazers nie mają nic do stracenia. Wydaje mi się, że Drummond może pójść z szóstką, a z numerem 11 PTB wyciągną kogoś z dwójki Lillard/Marshall, o ile ten pierwszy nie pójdzie wcześniej. Jest jeszcze opcja trejdu picków 6 i 11 za pick w Top 3 (Bobcats?), za wyjątkiem oczywistego numeru jeden. Ech, Kevin Pritchard wiedziałby co zrobić...

Inne opcje: Damian Lillard, Kendall Marshall, trade z Bobcats/Wizards

 

7. GOLDEN STATE WARRIORS: Jared Sullinger – Ohio State Buckeyes (PF – 206 cm, 127 kg)

Nadal będę powtarzał: „Niech nie zmyli Was słaby występ Sullingera w Final Four”. U mnie do tej pory jest w siódemce/ósemce najlepszych graczy w klasie 2012. Warriors? Czemu nie. Szczególnie gdy Andrew Bogut romansuje więcej z urazami niż Bill Bellamy z babkami w „How to be a player?”. W rotacji jest jeszcze David Lee, ale Sull Sully to zupełnie inna motoryka, szczególnie jeśli dodamy solidny rzut z półdystansu. Strzelców w Warriors nie brakuje, przydałoby się właśnie więcej ognia w polu trzech sekund, dlatego obok Sullingera ciekawą opcją jest John Henson.

Inne opcje: John Henson, Perry Jones III

 

8. TORONTO RAPTORS: Jeremy Lamb – Connecticut Huskies (SG – 195 cm, 84 kg)

Dobrze, pójdę za głosami tych zafajdanych ekspertów z USA. Ale i tak zastanawiam się, dlaczego Raptors mieliby celować w rzucającego obrońcę? Jonas Valanciunas być może zagra od sezonu 2012/13, dlatego pod koszem w Toronto sprawy mają się całkiem dobrze. To zrozumiałem. Wydaje mi się, że nie do końca Dwyane Casey wierzy w możliwości DeRozana, ale biorąc pod uwagę jego zamiłowania do defensywy, lepszym pickiem jest Dion Waiters, który oprócz solidnego rzutu dodaje zamykanie grajków na pozycjach 1-2. Lamb pojawia się w większości Mocków w Raptors, ale może wypaść poza Top 10.

Inne opcje: Dion Waiters, Terrence Ross, Austin Rivers

 

9. DETROIT PISTONS: John Henson – North Carolina Tar Heels (PF – 211 cm, 100 kg)

Z miejsca zacząłbym oglądać Tłoki, bo nie wyobrażam sobie bardziej perspektywicznego duetu w pomalowanym niż Greg Monroe i John Henson. Bloki, zbiórki, dobitki w ofensywie, ale brak polotu i efektowności. Co z tego? Old school wróciłby do Mo-Town pełną gębą, a starsi kibice przypomnieliby sobie czasy twardej obrony w polu trzech sekund. Jestem fanem tego picku dla Pistons i liczę, że Joe Dumars weźmie Hensona.

Inne opcje: Terrence Jones, Arnett Moultrie

 

10. NEW ORLEANS HORNETS: Terrence Ross – Washington Huskies (SG – 198 cm, 87 kg)

Jednak stawiam na opcję Davis + rzucający, kierując się sytuację Erica Gordona, który w lato będzie zastrzeżonym wolnym agentem. Jeżeli nic się nie wydarzy, Gordon rozegra ostatni sezon w NOH na bazie qualifying offer (ponad 5 mln $), ale Ross to swego rodzaju zabezpieczenie. Atletyczny, świetne rzucający, ścinający do kosza ze skrzydeł. Do spółki z Davisem tworzy solidny fundament dla coacha Monty’ego Williamsa.

Inne opcje: Damian Lillard, Kendall Marshall, Terrence Jones

 



11. PORTLAND TRAIL BLAZERS: Kendall Marshall – North Carolina Tar Heels (PG – 193 cm, 85 kg)

A jednak, postawiłem na Marshalla, który mógłby nawet w ataku rozruszać mało doświadczonego Andre Drummonda. Zyskałby na tym Wesley Matthews i reszta składu, w którym Marshall spokojnie jest w stanie rozdawać 8-9 asyst jako rookie. Damian Lilard może i pasuje jako playmaker, ale widziałbym go w nieco innej koncepcji ofensywnej.

Inne opcje: Damian Lillard

 

12. MILWAUKEE BUCKS: Perry Jones III – Baylor Bears (PF – 211 cm, 106 kg)

Cholera, czy ten gość nie załamie się w Wisconsin? O jego problemach mogliście poczytać w MVP Magazyn, a sam Jones wystawia na próbę wielu skautów z NBA. Do spółki z Jennigsem mógłby wnieść nieco polotu do szeregów Bucks i kto wie? Może PJ3 pójdzie w Top 10 jako sleeper? Sleeperem co prawda nie jest, ale ostatnie raporty krytykują jego grę w sytuacjach 3 na 3 lub 5 na 5. Jones nie ma jeszcze tej pewności siebie, ale pod względem talentu to być może piąty/ szósty gracz w tym roku. To prospekt, nieoszlifowany diament, który może przestanie przejmować się problemami rodzinnymi kiedy podpisze kontrakt i odkuje się finansowo. Bywały czasy, kiedy Jones i jego bracia nie mieli co jeść, a chora matka pracowała na trzy zmiany. Trzymam za niego kciuki, bo oglądam go od dwóch lat i wiem na co stać silnego skrzydłowego z fantastycznym rzutem.

Inne opcje: Terrence Jones, Terrence Ross, Meyers Leonard, Tyler Zeller

 

13. PHOENIX SUNS: Damian Lillard – Weber State Wildcats (PG – 188 cm, 84 kg)

Podejrzewam, że Lillard pójdzie nieco wyżej, a Kendall Marshall swoim wolnym stylem gry nie będzie pasował do koncepcji Suns. Lillard wydaje się być fajnym pickiem, ale może Phoenix postawią na przebój i wezmą niepewnego Austina Riversa? Inne opcje raczej wykluczają kogoś pod kosz, dlatego Suns będą szukać ludzi na obwód. Potrzebują punktów z dystansu, a combo guard Lillard może im to zapewnić. Tym bardziej, że niezniszczalny Stevie kiedyś będzie miał 40 lat...

Inne opcje: Austin Rivers, Terrence Ross, Jeremy Lamb, Dion Waiters

 

14. HOUSTON ROCKETS: Tyler Zeller – North Carolina Tar Heels (C – 213 cm, 107 kg)

Rockets chcieli jeszcze przed sezonem 2011/12 pozyskać Pau Gasola z Lakers, a patrząc na ich rotację pod koszem doskonale wiemy, że potrzebują solidnego Big Mana. Marcus Camby ma już 38 lat (wow!), a z kolei Samuel Delambert nie da kilkunastu punktów w ofensywie. Odpowiednim gościem jest Tyler Zeller, z którego McHale mógłby zrobić jeszcze lepszego gracza w ataku. Zeller spędził cztery lata w UNC, jest doświadczony jak mało kto, a jego manewry stoją na bardzo wysokim poziomie. Poza tym to 7-footer, a tacy zawsze są w cenie i uatrakcyjniają oferty zespołów. Może nie wszyscy, ale Zeller to pick na loterię, szczególnie jeśli miałby trafic do Houston.

Inne opcje: Meyers Leonard, Arnett Moultrie

 

15. PHILADELPHIA 76ERS: Terrence Jones – Kentucky Wildcats (PF – 203 cm, 110 kg)

Nie pomyślałem o tym wcześniej. To idealny pick dla 76ers, szczególnie kiedy przyszłość Iguodali w Philly stoi rzekomo pod znakiem zapytania. Jones mógłby być zabezpieczeniem pod Eltona Branda jako czwórka lub właśnie jako small-forward wspomagający Iggiego. Fakt fakte, Evan Turner miał grać jako niski skrzydłowy, ale Doug Collins często wystawiał go na dwójce, gdzie się sprawdzał. Jones jest atletyczny, straszy rzutem za trzy, a przy tym wszystkim świetnie broni i ze swoją mobilnością może grać przemiennie na dwóch pozycjach.

Inne opcje: Arnett Moultrie

 

 

16. HOUSTON ROCKETS: Moe Harckless – St. John’s Red Storm (SF – 203 cm, 86 kg) 

Być może rotacja na niskim skrzydle w Houston wygląda całkiem nieźle, ale McHale potrzebuje atletycznego slashera, który będzie bił się na tablicach. Chandler Parsons miał fantastyczny sezon jako debiutant, jednak Harckless jest bardziej dynamiczny, lepiej odnajduje się w kontrach, jest po prostu bardziej uniwersalnym graczem.

Inne opcje: Dion Waiters, Terrence Jones

 


17. DALLAS MAVERICKS: Meyers Leonard – Illinois Fighting Illini (C – 213 cm, 111 kg)

Wydaje mi się, że Mavs powinni iść w tę stronę, skoro pozycja centra wygląda ubogo od czasu odejścia Tysona Chandlera. Meyers to solidny shot-blocker, mający dopiero 20 lat 7-footer z Illinois. Z drugiej strony w Mavs brakowało kogoś pokroju Deshawna Stevensona, a taki Dion Waiters również wpasowałby się w koncepcję zespołu.

Inne opcje: Dion Waiters, Arnett Moultrie

 

18. MINNESOTA TIMBERWOLVES: Dion Waiters – Syracuse Orange (SG – 193 cm, 97 kg)

Wilki potrzebują rasowych strzelców i dobrych obrońców na obwodzie. Gdybym miał gorącą głowę, brałbym Austina Riversa, ale Rick Adelman lubi wytonowanych graczy, odnajdujących się także w perimeter defense. Wolves mieli jedną z najgorszych defensyw na obwodzie w lidze, dlatego jak fan Wilków i Syracuse marzyłbym wręcz o połączeniu Waitersa z Minnesotą. Waiters raczej nie dotrwa do tego picku, a innym strzelcem w tym przypadku może być właśnie Rivers, ewentualnie Doron Lamb lub John Jenkins, który pójdzie pod koniec pierwszej rundy.

Inne opcje: Austin Rivers, Doron Lamb

 


19. ORLANDO MAGIC: Austin Rivers – Duke Blue Devils (SG – 193 cm, 90 kg)

Kibice Bostonu – nie łudźcie się. Daddy’s Boy nie trafi do Celtics i szczerze? Byłaby to głupia opcja, bo Doc nawet gdyby nie chciał, w jakis sposób faworyzowałby swojego syna. Fathers love... Z drugiej strony Celtics będą potrzebować strzelców, ale o tym kilka pickow niżej. Rivers trafiając do Orlando wpasowałby się w nowy etap zespołu, który zacznie sezon 2012/13 z nowym trenerem i GM’em, może bez Dwighta Howarda? Austin byłby blisko domu (Winter Park, Florida), grałby po sąsiedzku, bez presji, nie musiałbym spełniac oczekiwań ojca. Być może pójdzie w samej loterii, ale na dzień dzisiejszy to rozsądny pick dla Magic.

Inne opcje: Arnett Moultrie, Doron Lamb, Fab Melo

 

20. DENVER NUGGETS: Doron Lamb – Kentucky Wildcats (SG – 193 cm, 88 kg)

Backup PG lub solidny rzucający. Tak, Nuggets potrzebują obwodowych i nie powinni zawracać sobie głowy rotacja podkoszową, która dzielnie walczyła z Lakers w pierwszej rundzie. Andre Miller jeszcze powalczy w przyszłym sezonie, wiec czemu nie Doron Lamb? To bardzo fajny obrońca, który ma solidna selekcje rzutową. Pasuje do stylu Denver i u George’a Karla będzie miał trochę więcej swobody. Zasługuje na pick w Top 20.

Inne opcje: John Jenkins, Evan Fournier

 

21. BOSTON CELTICS: Fab Melo – Syracuse Orange (C – 213 cm, 117 kg)

Celtics potrzebują wzmocnień w zasadzie na pozycje od 3 do 5. Ja brałbym w ciemno centra i skrzydłowego o niezłym rzucie, ale przede wszystkim patrzyłbym na umiejętności w defensywie. Fab Melo to 7-footer, który blokował ponad 3 rzuty w każdym spotkaniu, a jego atletyzm kusi nie jednego skauta. Melo schudł kilkanaście kilogramów przed ubiegłym sezonem i z miejsca stał się jednym z najgroźniejszych centrów w NCAA. Syracuse baby! Odnajduje się w kombinacyjnej obronie, otwiera się na pick’n’rollach. Nie ma rzutu z półdystansu, ale ciągnie agresywnie na obręcz.

Inne opcje: Arnett Moultrie, Meyers Leonard

 


22. BOSTON CELTICS: Jeffery Taylor – Vanderbilt Commodores (SF – 201 cm, 102 kg)

Zaryzykuję. W Bostonie przydałby się ktoś do zmian dla Paula Pierce’a i zamykam oczy przed talentem Arnetta Moultrie. Jeff Taylor jako typowa trójka mógłby wchodzić z ławki za wiekowego Pierce’a i co najlepsze, straszyłby rzutem za trzy punkty. Taylor na uczelni Vanderbilt grał przez cztery lata, a jego gra na dystansie ewoluowała podczas trzeciego roku. Poza tym Taylor uwielbia przylepiać się do grajków, których kryje i moim zdaniem pasuje do koncepcji Bostonu. Świetny defensor na pozycje 2-3.

Inne opcje: Arnett Moultrie, Andrew Nicholson

 

23. ATLANTA HAWKS: Arnett Moultrie – Mississippi State Bulldogs (PF – 211 cm, 103 kg)

Tak, Hawks potrzebują dobrze punktującego wysokiego. Erci Dampier i Zaza Pachulia nie błyszczą na dystansie 3-4 metrów od kosza. Co innego Moultrie, który może pójść w Top 16. Patrzyłem jednak na potrzeby zespołów i do Hawks pasuje jak ulał. Przynajmniej w moim mniemaniu. Szalał w barwach Mississippi State. Polecam obejrzeć jego workout.

Inne opcje: Andrew Nicholson, Festus Ezeli

 


24. CLEVELAND CAVALIERS: John Jenkins – Vanderbilt Commodores (SG – 195 cm, 97 kg)

Jeżeli do Cleveland nie trafi Bradley Beal, Cavs mogą wykorzystać ten pick na Johna Jenkinsa i mają tym samym bardzo fajny roster na przyszłość. Jenkins to maszynka do zdobywania punktów na dystansie, dlatego Kawalerzyści mogą spokojnie zaryzykować.

Inne opcje: Quincy Miller, Evan Fournier

 

25. MEMPHIS GRIZZLIES: Evan Fournier – Francja (SF/SF – 201 cm, 93 kg)

Patrząc na ubogą rotację rzucających (Mayo, Allen – oj, Allen nie rzuca), Grizz powinni celować w shooting guarda pokroju Jenkinsa lub właśnie Evana Fourniera, którego co prawda nie widziałem ani razu, ale naczytałem się sporo pochlebnych opinii na jego temat. Wydaje mi się, że jakikolwiek obwody dostępny pod koniec pierwszej rundy będzie ciekawym kąskiem dla Memphis.

Inne opcje: John Jenkins

 

26. INDIANA PACERS: Marquis Teague – Kentucky Wildcats (PG – 188 cm, 80 kg)

Pacers mają tak naprawdę w składzie jednego rozgrywającego, którym jest Darren Collison. Wybór jest chyba prosty, więc Marquis Teague swoje talenty przeniósłby do stanu Indiana. Może to i dobrze? Gracz jego pokroju powinien zaczynać z ławki, głównie dlatego, aby ostudzić swój gwiazdorski zapał. Jego brat Jeff zaczynał podobnie karierę w NBA. Jest atletyczny, szybki, świetnie kozłuje, ale momentami ponosi go wyobraźnia.

Inne opcje: Tony Wroten Jr.

 

27. MIAMI HEAT: Quincy Miller – Baylor Bears (SF – 205 cm, 95 kg)

Niech mu będzie. I tak pójdzie w pierwszej rundzie bo jest równie utalentowany co reszta graczy z jego pozycji. Jednak popełnił błąd rezygnując z NCAA już po pierwszym sezonie, który był średni w jego wykonaniu. Może Heat będzie chcieli go trejdować w trakcie sezonu? Gdzieś trafić musi, ale inne zespoły aż tak bardzo go nie potrzebują.

Inne opcje: Darius Miller

 


28. OKLAHOMA CITY THUNDER: Royce White – Iowa State Cyclones (PF – 203 cm, 113 kg)

W Oklahomie doceniają wszechstronność, a taki Royce White przypomniałby kibicom, że w Thunder grał kiedyś Jeff Green. White przy wzroście 203 cm grał na pozycjach 3-4, ale występował także jako point-forward. Thunder nie maja klasycznego zmiennika na niskie skrzydło, a White z doskonałym kozłem, przeglądem pola i walka na tablicach przydałby się na te 15 minut z ławki, przynajmniej w rookie year.

Inne opcje: Draymond Green

 

29. CHICAGO BULLS: Tony Wroten Jr. – Washington Huskies (PG – 195 cm, 92 kg)

Derrick Rose opuści cały sezon 2012/13. Bulls potrzebują wsparcia na pozycji rozgrywającego, dlatego dynamiczny i energiczny Tony Wroten pasuje do ich stylu może nie idealnie, ale pasuje. Coach Thibs nie będzie mógł polegać tylko na Lucasie III, ale obok Wrotena na 29 pick może spaść Marquis Teague. Rozgrywający typowani na początek drugiej rundy również mogą szukać swoich szans w picku Chicago.

Inne opcje: Marquis Teague, Scott Machado, Tyshawn Taylor, Maalik Wayns

 


30. GOLDEN STATE WARRIORS: Andrew Nicholson – St. Bonaventure Bonnies (PF – 206 cm, 101 kg)

Warriors mogą zaryzykować i wybrać kolejnego wysokiego w tym Drafcie. W końcu Jeremy Tyler nie jest pewniakiem na przyszłość mimo, że grał „coś” pod koniec sezonu regularnego. Tak jak pisałem wcześniej, Nicholson to solidny grajek. Wielkie dłonie, długie ręce, fajne manewry na low-post.

Inne opcje: Festus Ezeli

 

Dzięki, że wytrwaliście...


Podziel się

PAT SUMMITT - KOBIETA KOSZYKÓWKI

środa, 23 maja 2012 9:10

Sebastian Hetman

 

Ten tekst był zaliczeniową pracą z pewnego przedmiotu na studiach w tym (na szczęcie ostatnim) semestrze, ale nie mogłem się oprzeć i postanowiłem go wrzucić na bloga. Należało się to Pat Summitt. Nie patrzcie na dość oficjalną formę. Tak wypadało...

 

Zabierałem się do tego tekstu kilka tygodni, w międzyczasie patrząc na poczynania koszykarzy w zawodowej lidze NBA. Herosi z najlepszej ligi świata są znani chyba wszystkim sympatykom basketu, ale moje serce nadal bije dla koszykówki NCAA, czyli rozgrywek akademickich w USA.

 

Na początku kwietnia przeglądając amerykańskie portale, natknąłem się na artykuł, który wywołał u mnie dziwny rodzaj goryczy, ponieważ Pat Summitt zakończyła karierę trenerską. Została zmuszona przez chorobę, a cała sytuacja wiązała się z przedwczesnym odejściem największej legendy kobiecej koszykówki i nie tylko...

 

Urodziła się w 14 czerwca 1952 roku w Clarksville, małym miasteczku ze stanu Tennessee, z którym jest na dobre i na złe. Już w wieku 22 lat została głównym trenerem żeńskiej sekcji kobiet Tennessee Lady Vols, a cztery lata później jako zawodniczka zagrała na Olimpiadzie w Montrealu i zdobyła srebro z reprezentacją USA. W 1984 roku już jako trener poprowadziła kadrę Stanów Zjednoczonych do złota i stała się ikoną damskiej koszykówki lat 80-tych.

 

Jej początki nie były łatwe. Mając zaledwie 22 lata dowodziła swoimi rówieśniczkami, krzyczała, krytykowała, pomagała, doradzała i zaskakiwała przede wszystkim swoją wiedzą na temat gry. W 2011 roku zdiagnozowano u niej wczesne objawy Alzheimera, które zmusiły ją do zakończenia kariery w kwietniu 2012. Przez 38 lat kampus Tennessee był znany głównie dzięki niej. „Złota Pat” zdołała w tym czasie uzyskać osiem tytułów mistrzowskich NCAA, kilkanaście razy wygrywając przy tym Konferencję SEC i wewnętrzne turnieje. Również osiem razy została wybrana najlepszym trenerem roku w żeńskiej Division I. Nikt poza legendarnym Johnem Woodenem (10 tytułów NCAA) nie posiada tak bogatej kolekcji trofeów, m.in. dlatego Pat zasłużyła sobie na miejsce w koszykarskiej Galerii Sław (Basketball Hall of Fame). W 2012 roku została odznaczona Prezydenckim Medalem Pokoju.

 

W tej nieco przykrej historii kluczowe osiągnięcia schodzą na dalszy plan, bo przede wszystkim Pat Summitt na salonach koszykarskich nie była tylko świetną trenerką, ale niesamowitym człowiekiem, którego kochały i nadal kochają setki, tysiące, może nawet miliony. Rodzina, byłe zawodniczki, znajomi trenerzy z parkietów, ludzie związani nie tylko z akademickim, czy profesjonalnym basketem. Summitt do tej pory jest tą samą Pat z tym, że o niektórych rzeczach po prostu nie pamięta. Niektóre chwile stały się dla niej ulotne, mózg przestał pracować tak intensywnie jak niegdyś, ale gdzieś w podświadomości „Coach Summit” kojarzy swoje największe gwiazdy, poza parkietem młodsze przyjaciółki, przyszywane córki, kobiety, które zawdzięczają jej wiele. Pod jej skrzydłami grały m.in. Candance Parker, Tamika Catchings, czy Chamique Holdsclaw. Ta ostatnia zdobywała z nią tytuły NCAA aż trzy razy z rzędu, przechodząc z Summitt do historii. Po ogłoszeniu zakończenia kariery przez Pat, zdecydowała się opublikować w amerykańskiej prasie list do swojej ukochanej trenerki, prawie matki, starszej przyjaciółki z boiska:

 

„... Pamiętam kiedy byłam w Twoim domu bodajże w 2007 roku, po tym, jak chciałam odebrać sobie życie. Oczywiście o niczym nie widziałaś, a rozmawiałyśmy w spokoju o Twoim rozwodzie, dzieciach, rodzinie, polityce i o śmierci mojej babci. Wtedy powiedziałaś coś, czego nie zapomnę do końca życia: ‘Mique, rób to co jest dla Ciebie najlepsze i co sprawi, że będziesz szczęśliwa’.

 

Ta rozmowa przełamała w pewnym sensie barierę na linii zawodnik-trener. Po raz pierwszy zobaczyłam w Tobie kogoś więcej niż trenera. Zobaczyła kobietę i przede wszystkim przyjaciółkę.

 

Do dzisiaj przesiadujemy u Ciebie w weekendy, zapraszasz moich znajomych, którzy mogą u Ciebie nocować, kręcić się po Twojej łodzi. Od czasu do czasu mamy okazję przechylić kieliszek wina i mimo wieku, nadal czuję się dziwnie z alkoholem w ręce przy moim trenerze.

 

Jest tak, ponieważ w mojej podświadomości, nieważne ile będę miała lat, nieważne gdzie będziesz siedzieć przy linii bocznej, dla mnie zawsze będziesz Trenerką Summitt.”

 

Wygrywając 1098 spotkań, 18 razy grając w prestiżowym Final Four, zawsze lokując Lady Vols w Turnieju NCAA, Pat Summitt stała się kobietą, która wprowadziła żeńską akademicką koszykówkę na inny poziom. Dzisiaj stoją za nią murem m.in. legendarny trener Mike Krzyzewski, czy Geno Auriemma, kolega z drugiej strony ławki i utytułowany trener żeńskiej kadry Uniwersytetu Connecticut:

 

„Wizja Pat całkowicie zmieniła żeńską koszykówkę akademicką. Wprowadziła ją na inny poziom, miała wpływ także na nasze sukcesy. Jestem przekonany, że sprawdzi się w swojej nowej roli i nadal będzie blisko zespołu z Tennessee.”

 

A i owszem. 59-letnia Pat Summitt, cierpiąca na Alzheimera, ale nadal kochająca koszykówkę zostanie z ekipą Lady Vols. Będzie pełnić rolę konsultanta zespołu, nadal trzymając pieczę nad prestiżowym programem „Pomarańczowo-białych”. Rolę głównego trenera przekazuje Holly Warlick, wieloletniej asystentce, także jej byłej zawodniczce.

 

„Nadal chcę pomagać przy programie, będąc na trenerskiej emeryturze. Nadal pragnę uczyć, być swego rodzaju mentorem dla naszych zawodniczek. Nadal chcę być aktywną osobą i będę walczyć z chorobą Alzheimera, głównie przez Fundację Pat Summitt.”

 

Żeński program Uniwersytetu Tennessee nie będzie już taki sam. Przy ławce rezerwowych nie zobaczymy lśniącej Pat Summitt, która swoją charyzmą, czasami krzykami, nerwowymi gestami i doświadczeniem zamrażała kilkanaście tysięcy osób na hali. Swoje doświadczenia ma zamiar przelać na papier i wydać w postaci książki, w której nie tylko będzie zawarta jej biografia. W damskiej koszykówce akademickiej zakończył się pewien etap, ale przecież historia kiedyś zatoczy koło. W tym wszystkim niesamowita kobieta będzie nadal walczyć z chorobą, a w tej walce pomoże jej z pewnością koszykówka.

 

Bo Pat Summitt to silna kobieta. Kobieta koszykówki, która już teraz jest równie wielką legendą jak fenomenalny John Wooden...

 


Podziel się

UCLA BRUINS – POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI?

środa, 25 kwietnia 2012 12:46

Sebastian Hetman

 

11 tytułów NCAA (najwięcej w historii), legendarny John Wooden, który żył prawie 100 lat, wielkie nazwiska graczy i tradycja wygrywania, która podczas ostatnich kilku lat zniknęła gdzieś w słonecznej Kalifornii.

 

Bruins ostatni raz w prestiżowym Final Four zagrali w 2008 roku, kiedy Kevin Love, Russell Westbrook i Darren Collison nie poradzili sobie z Memphis Tigers i Derrickiem Rosem. Do tego sezonu aż trzy razy z rzędu UCLA zagrali w F4.

 

Ogłaszam wszem i wobec, od tamtego czasu czar prysł, a Ben Howland staczał się po równi pochyłej, podobnie jak cała Konferencja PAC-10, który zmieniła się w nieco mniej kojarzoną PAC-12.

 

Kryzys PAC-12 Conference spowodowany był dość słabymi rekrutacjami, transferami nieco lepszych graczy do innych Konferencji, czy opcjami typu one-and-done.

 

Ile to razy z Krzyśkiem Kosidowskim narzekaliśmy na Pacific-12? Ile razy amerykańscy dziennikarze wieszali na niej psy, że nie zasługuje na miano tej jednej z wielkiej szóstki (ACC, Big 12, Big East, Big Ten, SEC).

 

Nachodzą nowe czasy moi drodzy, a sezon 2012/13 może być nie tylko przełomowym dla PAC-12, ale przede wszystkim dla UCLA Bruins, którzy wracają z wielkim hukiem.

 

Rozgrywki 2011/12 były tragiczne, a ekipa UCLA wygrała raptem 19 spotkań, w tym 11 w Konferencji, po raz kolejny nie łapiąc się do NCAA Tournament. W takich chwilach z pewnością John Wooden przewraca się w grobie, a legendarny Lew Alcindor aka Kareem Abdul-Jabbar z niedowierzaniem patrzy na działania niegdyś prestiżowego programu. W międzyczasie Howland ma ogromne problemy poza boiskowe. W drużynie nie ma chemii, są kłótnie, a nawet bójki, wobec czego Howland wyrzuca z niej buntownika Reevesa Nelsona. Ma nadal problemy z wagą Josha Smitha i optymalną formą swoich podopiecznych.

 

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko zmienia się w ciągu kilku tygodniu. Mamy przełom marca i kwietnia, czyli najgorętszy okres rekrutacji akademickiej…

 

Jako pierwszy jeszcze 2011 roku ist intencyjny z UCLA postanawia podpisać Kyle Anderson (#5 wg ESPN Top 100). Rewelacyjny niski skrzydłowy z New Jersey, który w szkole średniej grał raczej jako playmaker, porównywany jest od razu do Magica Johnsona. Mierzący 201 cm Anderson ma świetny przegląd pola, długie ręce i duże dłonie + potrafi penetrować pod kosz. Jest to nie lada bonus dla UCLA, którzy od czasów Kevina Love’a (klasa 2007) nie wybrali tak wysoko rozstawionego gracza z HS.

 

Marzec 2012. Bruins mają na celowniku jeszcze kilku graczy z Top 50. Mijają dwa/trzy tygodnie, a do UCLA trafia wręcz gwiazda koszykówki szkół średnich. Drugi rekrut w USA wg ESPN Top 100 Shabazz Muhammad przenosi/przynosi swoje talenty do Bruins, odrzucając m.in. Duke i Kentucky. W międzyczasie bije rekord punktowy w Nike Hop Summit i jest najgorętszym prospektem obok Nerlensa Noela.

 

Z takim combo Bruins z miejsca wskakują na trzecie miejsce w rankingach Recruiting Nation, plasując się tuż za Kentucky i Arizoną. Ich pozycję umacnia kolejny i ostatni rekrut z klasy 2012. Center Tony Parker (#26 wg ESPN Top 100) wybrał po dość długiej i gwiazdorskiej ceremonii UCLA Bruins, zostawiając w tyle Duke, Ohio State i Georgię.

 

Tym samym UCLA wracają. Po kilku latach posuchy są obecnie numerem jeden wśród rekrutujących uczelni, mając w swoim składzie najlepszego scorera wśród freshmanów (Muhammad), niesamowitego playmakera mogącego grać jako trójka (Anderson) i solidnego centra sporów rozmiarów (Parker). W międzyczasie tym czwartym i trochę niezauważonym jest skrzydłowy Jordan Adams (#41 wg ESPN Top 100), który nieźle rzuca z dystansu i jest po świetnej szkole Oak Hill Academy.

 

Ben Howland cudem zachował posadę i ma szansę na przywrócenie blasku programowi, który od czasów Johna Woodena stał się renomą w akademickiej koszykówce. Z miejsca Bruins stają się pierwszą siłą w PAC-12, ale nie można zapominać o Arizona Wildcats, gdzie Sean Miller także zebrał grupę świetnych freshmanów z centrem Kalebem Tarczewskim na czele.

 

Co dalej z UCLA? Oprócz dominacji w PAC-12 ekipa Bruins staje się jednym z co najmniej ośmiu kandydatów do tytułu, bo nie oszukujmy się, mając w składzie aż tyle talentu na kluczowych pozycjach, Howland musi zakończyć sezon przy najmniej na poziomie Sweet 16. Prawdopodobnie będzie miał najdłuższą rotację pod koszem, jeśli Joshua Smith zdecyduje się zostać na uczelni. Obok buńczucznego Parkera i Smitha są jeszcze bracia David i Travis Wear, a obwód ma wzmocnić Larry Drew II, który po transferze z UNC rzekomo znalazł swoje miejsce.

 

Wracając jeszcze do Parkera, wydaje mi się, że grubasek wybrał UCLA , ponieważ doskonale zdawał sobie sprawę, że za ewentualne porażki świat będzie winił Muhammada i Andersona, którzy już teraz są prospektami na Draft 2013 lub 2014. W Duke nie byłby pierwszą opcją, w Georgii grałby jako stołeczny bohater (za duża presja), zaś w Ohio State mógłby nie wytrzymać trudów Konferencji Big Ten. Parker (206 cm, 122 kg) jak na razie tylko gada i robi szopkę wokół siebie, ale liga NCAA i rywalizacja na najwyższym poziomie go za to rozliczą. Oby tylko nie skończył jak Joshua Smith, który nadal ma problemy z wagą i poprzedni sezon w jego wykonaniu był wręcz rozczarowujący.

 

"I really don't think there would have been any pressure at all to stay home, be around the people you've been around and just be a hometown hero," Parker said. "I don't think that's pressure. I think that's kind of the easy way out. If you go somewhere far, that's pressure. I think I'm probably coal and I'll be a diamond by the time I get to UCLA." – Tony “Baby Curry” Parker

 

Tak czy inaczej, coach Ben Howland będzie mógł liczyć na grę typu inside-outside. Będzie mógł liczyć na izolacje Muhammada, na pick’n’rolle Andersona z wysokimi oraz powinien być zadowolony z walki na tablicach, która w ostatnim czasie stała na poziomie żenującym.

 

Howland i UCLA wracają, zaś kibice na kampusie optymistycznie spoglądają w przyszłość, czekając na sezon 2012/13. UCLA Basketball – Welcome To Sunny California!

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

Ambasador C…



Podziel się

DRAFT CATS – SZYK COACHA CALA

środa, 18 kwietnia 2012 10:19

 

 

Sebastian Hetman

 

Yup, it’s official. Cała pierwsza piątka Kentucky zgłosiła się do Draftu NBA.

 

To było oczywiście do przewidzenia, zaś po jednym z najlepszych sezonów w historii uczelni wielcy gracze rozpoczną kariery na parkietach najlepszej ligi świata.

 

Szanse Cats w Drafcie oceniam na bardzo dobre, bo przecież każdy ze starterów może załapać się na pierwszą rundę, nie wspominając już o Anthonym Davisie, który będzie murowanym pierwszym pickiem.

 

John Calipari nadal produkuje prospekty. Zdolna młodzież pod jego skrzydłami rozkwita i bardziej chodzi tutaj o trenerski swagger oraz kontakty. Pisałem już o tym wcześniej, że Calipari nie zawsze był lubiany, a sprawy Marcusa Camby’ego i Derricka Rose’a chwilowo położyły się cieniem na jego karierę.

 

Ostatnio pojawił się także rumor, że Cal miałby trenować New York Knicks, ale jestem pewien, że zostanie w NCAA być może do końca kariery, która może trwać i trwać.

 

Anthony Davis to diament, z kolei Michael Kidd-Gilchrist może pójść nawet jako dwójka, a ja nie mogłem się doszukać w kartach historii, czy kiedykolwiek dwóch graczy z jednej uczelni zostało wybranych  z nr 1 i z nr 2 w Drafcie NBA. Terrence Jones zmieści się w pierwszej piętnastce, to pewne, ale czy wskoczy do Top 10? U mnie jest, bo uwielbiam tego gościa za charakter, za zaangażowanie i konsekwencję. Doron Lamb prawdopodobnie jest jednym z trzech/czterech najlepszych rzucających w klasie 2012, a Marquis Teague wydaje się być nagle znakiem zapytania. Ma warunki do gry w NBA, ale nawet na parkietach NCAA popełniał masę strat i nie błyszczał tak jak jego koledzy.

 

Tak czy owak, cała piątka może być tą lepszą piątką Draft Cats, a przecież pamiętamy, że Calipari w 2010 roku wprowadził do NBA Johna Walla (#1 pick), DeMarcusa Cousinsa (#5), Patricka Pattersona (#14), Erica Bledsoe (#18) i Daniela Ortona (#29). Mało tego, jako szósty w pierwszej rundzie może zostać wybrany senior Darius Miller, u którego skauci widzą coś więcej, niż niecałe 10 punktów na mecz.

 

Calipari traci być może najbardziej utalentowany skład w swojej karierze, ale zyskuje w rekrutacji 2012 po raz kolejny pierwsze miejsce, sprowadzając do UK centra Nerlensa Noela (#1 w klasie 2012), skrzydłowego Alexa Poythressa (#13), combo guarda Archiego Goodwina (#15) i solidnego środkowego Willa Cauleya (#40). Cal do uzupełnienia walczy jeszcze o jednego z dwóch silnych skrzydłowych – Anthony’ego Bennetta (#7) lub Amile Johnsona (#25). Może udać się ściągnąć obu?

 

Od 2009 roku Calipari sprowadza na uczelnię coraz lepszych graczy. Licealiści lgną do niego jak myszy do sera, a ja tylko mogę na dzień dzisiejszy gdybać. Program Kentucky z Caliparim u boku nie powinien się martwić o pozyskiwanie nowych graczy, przynajmniej do dnia, w którym kontrakt Cala wygaśnie, ale jestem przekonany, że uczelnia będzie chciała go zatrzymać.

 

„Odchodzą Draft Cats, nachodzą Class Cats” – taki scenariusz może powtarzać się z sezonu na sezon...

 

 

 

 


Podziel się

ZP-1 MOCK DRAFT 2012 ver. 1.0

poniedziałek, 16 kwietnia 2012 13:50

 

 

Sebastian Hetman

 

 

Draft NBA odbędzie się dopiero 28 czerwca, a do tej pory najgorętszym newsem jest info, że Gonzaga poważnie myśli o Przemku Karnowskim.

 

Mimo wszystko ruszam z pierwszymi przewidywaniami na Draft 2012, ponieważ pojawiło się kilka komentarzy od Was, że chyba najwyższy czas przedstawić grono fajnych graczy.

 

Jednak tkwi w tym wszystkim haczyk, bo do 29 kwietnia zawodnicy mają czas, aby się zgłosić, więc pierwsze dwa „mocki” będą trochę gdybaniem, niż konkretnym przedstawieniem kandydatów i potrzeb drużyn z NBA.

 

Czytajcie, hejtujcie, komentujcie, proponujcie, typujcie. Wszystkie chwyty dozwolone, ale nie te poniżej pasa. Enjoy!

 

Dla przypomnienia:

 

Draft 2012 odbędzie się 28 czerwca w Newark (New Jersey). Zawodnicy z ligi NCAA do 29 kwietnia muszą zgłosić swoje kandydatury, zaś ci, którzy zrobili to od razu po zakończeniu sezonu, do 10 kwietnia mogli się wycofać i zachować prawa akademickie.

Zawodnicy, którzy zatrudnili agenta nie mają prawa wrócić do NCAA i muszą szukać swoich szans na angaż w NBA.

 

Oficjalne pomiary zawodników (m.in. wzrost, waga) będą dostępne po NBA Pre Draft Combine w Chicago, który odbędzie się między 6 a 8 czerwca. Do tej chwili będą się wspierał wymiarami z różnych portali (ESPN, CBS, Draft Express, NBA Draft.NET), gdzie co ciekawe, nie każda „rozmiarówka” danego gracza jest taka sama.

 

 

ZP-1 MOCK DRAFT ver. 1.0 – dzisiaj na szybko, bardziej informacyjnie niż analitycznie. W kolejnym wydaniu nieco więcej o samych graczach i potrzebach drużyn z NBA...

 

1. Anthony Davis – Kentucky Wildcats (PF – 208 cm, 100 kg)

Davis jeszcze nie zgłosił się do Darftu 2012, ale to zrobi. To pewniak do pierwszego numeru, a w drugim wydaniu naszego „Mocka” pomyślimy, gdzie przydałby się ten niesamowity defender. W NCAA podczas swojego pierwszego i jedynego sezonu zagarnął wszystko. Najlepszy gracz, obrońca i freshman roku + Mistrzostwo NCAA z Kentucky. Niesamowite!

 

2. Michael Kidd-Gilchrist – Kentucky Wildcats (SF – 201 cm, 95 kg)

Wydaje mi się (nie tylko mi), że MKG może naprawdę pójść wysoko i mam nawet przed oczami obraz Jamesa Hardena z 2009 roku. Gilchrist podobnie jak Davis jeszcze nie podjął decyzji, ale po świetnym pierwszym sezonie, w którym pokazał swoją niesamowitą wszechstronność, powinien zgłosić się do Draftu. Rewelacyjny obrońca, mentalny lider po obu stronach parkietu i walczak. Dzisiaj jako Top 2.

 

3. Andre Drummond – Connecticut Huskies (C – 211 cm, 124 kg)

Człowiek Zagadka, ponieważ jest być może najlepiej przygotowanym atletycznie zawodnikiem do gry w NBA, lecz jego technika pozostawia wiele do życzenia. W sumie dobrze, że się zgłosił, ponieważ UConn Huskies w sezonie 2012/13 z powodu zawieszenia nie będą mogli występować w rozgrywkach postseason.

 

4. Bradley Beal – Florida Gators (SG – 195 cm, 88 kg)

Podobno jest 2-3 cm niższy, ale na parkiecie wygląda jak mieszanka Raya Allena i Andre Igoudali. Solidny obrońca + jeszcze lepszy strzelec, a takie zestawienie daje nam gracza niemal kompletnego. Trzymam za niego kciuki, bo to świetny i poukładany chłopak, który wie czego chce.

 

5. Thomas Robinson – Kansas Jayhawks (PF – 206 cm, 107 kg)

Również padają głosy, że jest nieco niższy, ale jego atletyzm i motoryka to wybuchowy mix silnego skrzydłowego, którego historia jest wręcz dramatyczna, a zarazem wspaniała. W Finale NCAA miał 18 punktów i 17 zbiórek, a obecnie w zasadzie sam wychowuje młodszą siostrę i jest najbardziej dojrzałym gościem w klasie 2012. Podobnie jak w przypadku Beala, bardzo mu kibicuję oraz liczę, że zmieści się w Top 5 Draftu.

 

Na dzień dzisiejszy tak wygląda MOJA PIĄTKA i jedynym znakiem zapytania jest Andre Drummond.

 

6. Harrison Barnes – North Carolina Tar Heels (SF – 203 cm, 101 kg)

Barnes miał całkiem niezły sezon 2011/12, ale momentami grał w kratkę. Mimo wszystko jest przygotowany do NBA, a jego rama pozwoli mu na doskonalenie gry na low-post. LeBronem Jamesem nie będzie, ale widzę w nim spory potencjał, podobnie jak skauci, którzy nadal się nim zachwycają. I słusznie...

 

7. Jared Sullinger – Ohio State Buckeyes (PF – 206 cm, 127 kg)

Nie wiem czy Sully nie przytył kilka kilo, po tym jak zrzucił bodajże 13 kilogramów przed sezonem. Jego notowania spadły po kiepskim występie w Final Four, ale moim zdaniem to bardzo ciekawy silny skrzydłowy. Znacznie poprawił rzut z dystansu, ma sporo manewrów na low-post, ale eksperci dyskutują, że może skończyć jak Glen Davis, który przecież był gwiazdą na parkietach NCAA. U mnie Sully na miejscu nr 7.

 

8. Perry Jones III – Baylor Bears (PF – 211 cm, 106 kg)

Nie można wątpić w tego chłopaka, który miał dość ciężkie dwa sezony w Baylor, głównie za sprawą problemów rodzinnych. Średnio 13 punktów i 7 zbiórek to pułap dość przeciętny w NCAA, ale Jones to The Real Deal. Przy takim wzroście jest naprawdę mobilny i potrafi rzucać z każdej pozycji. Taki T-Mac w ciele Garnetta. Więcej przeczytacie o nim w najnowszym wydaniu Magazynu MVP.

 

9. John Henson – North Carolina Tar Heels (PF – 211 cm, 100 kg)

Nadal będę uważał, że wysocy obrońcy są w cenie. Niby czemu Henson nie mógłby pójść w Top 10? Jego zasięg ramion i gra na pomocy są bezcenne, a taki gość mógłby w NBA nabrać parę kilo i z powodzeniem grać jako starter.

 

10. Terrence Jones – Kentucky Wildcats (PF – 203 cm, 110 kg)

Dynamiczny skrzydłowy o fajnych warunkach fizycznych. Grający twardo, potrafiący straszyć rzutem za trzy. Podejrzewam, że wypadnie poza Top 10, ale hej! Uwielbiam w nim wolę walki i zaangażowanie. Był cichym motorem napędowym Wildcats w pogoni po tytuł. Po rewelacyjnym pierwszym sezonie 2010/11 był pewniakiem do Top 5 2011, ale zdecydował się zostać na kolejny rok. Opłacało się pod względem akademickim. Co będzie dalej? Czekamy...

 

11. Damian Lillard – Weber State Wildcats (PG – 188 cm, 84 kg)

Szybki playmaker potrafiący rzucać z każdej pozycji to zawsze fajna opcja, ale takcih gości przed nim było znacznie więcej. Lillard po dobrym sezonie wg ekspertów ma szanse na wysoki numer, lecz moim zdaniem nie jest rozgrywającym z krwi i kości. Bonusem jest fakt, że może grać na dwóch pozycjach.

 

12. Meyers Leonard – Illinois Fighting Illini (C – 213 cm, 111 kg)

7-footer zawsze spoko, tym bardziej, że w NBA coraz rzadziej spotyka się prawdziwych centrów. Leonard znacznie rozwinął swoją w grę podczas drugiego sezonu. 13 punktów, 8 zbiórek i 2 bloki to całkiem fajne statsy, jak na gościa grającego w mocnej Konferencji Big Ten. Warunki fizyczne ma znakomite, wystarczy tylko szkolić się technicznie. Prospekt!

 

13. Jeremy Lamb – Connecticut Huskies (SG – 195 cm, 84 kg)

Bardzo przyzwoity shooter, który potrafi penetrować do środka. Jakkolwiek to brzmi... Lamb trochę przypomina niższą wersję Coreya Brewera, ale jak wiadomo, w NBA każdy może wzmocnić się fizycznie. Poza tym to Mistrz NCAA z roku 2011. Powinien być pewny miejsca w Top 15.

 

14. Tyler Zeller – North Carolina Tar Heels (C – 213 cm, 107 kg)

Odważę się to stwierdzić, ale to najlepiej wyszkolony center w tym Drafcie. Zeller spędził w UNC cztery lata, zaś jego brat Cody (Top 5 w 2013?) postanowił zostać na kolejny rok w Indianie. Tyler w ostatnim sezonie kręcił cyferki na poziomie 17/9/2, ale jego repertuar zagrań stoi naprawdę na wysokim poziomie.

 

15. Arnett Moultrie – Mississippi State Bulldogs (PF – 211 cm, 103 kg)

Gość, który na początku sezonu wyszedł z nikąd i stał się jednym z najwszechstronniejszych silnych skrzydłowych w NCAA. Było o nim cicho głównie dlatego, że w drugiej połowie sezonu Bulldogs grali dno w SEC Conference. Będzie swego rodzaju sleeperem, może wskoczyć kilka picków wyżej. Potrafi grać na tablicach i zdobywać punkty z mid-range.

 

16. Terrence Ross – Washington Huskies (SG – 198 cm, 87 kg)

Wybuchowy swingman, który bardzo dobrze rzuca za trzy punkty. W Huskies tworzył super duet z Tonym Wrotenem na obwodzie. Momentami potrafił przejmować spotkania, ale jest bardziej „catch and shoot” niż „dribble and drive”, jednak potrafi kończyć akcje jako fałszywy niski skrzydłowy po ścięciach.

 

17. Kendall Marshall – North Carolina Tar Heels (PG – 193 cm, 85 kg)

Jest nieco niżej z powodu kontuzji nadgarstka, która sprowadziła czarne chmury nad UNC w NCAA Tournament. Dawno nie było w Drafcie rozgrywającego z takim przeglądem pola i ogromną chęcią kreowania partnerów. Marshall to first pass guard pełną gębą i liczę, że zostanie wybrany kilka picków wyżej. Jeżeli nie, może być stealem.

 

18. Austin Rivers – Duke Blue Devils (SG – 193 cm, 90 kg)

Daddy’s Boy może zwiększyć swoje notowania po campach, ale jego pierwszy sezon w Duke zupełnie mnie nie przekonał. W sumie mogłem się spodziewać, że Rivers to one-and-done i jestem ciekaw, czy załapie się do Top 12. Poza tym ma całkiem fajną siostrę siatkarkę. Ech...

 

19. Royce White – Iowa State Cyclones (PF – 203 cm, 113 kg)

Obok Draymonda Greena najbardziej wszechstronny gracz w tej klasie. Po udanym sezonie (średnio 14 pkt., 9 zb., 5 ast., 1 prz.) White to pewniak do wyboru w pierwszej rundzie, a może nawet załapać się na Top 20. Szkoda, że nie został na kolejny sezon. Świetnie się go ogląda, szczególnie gdy momentami gra jako point forward.

 

20. Tony Wroten Jr. – Washington Huskies (PG – 195 cm, 92 kg)

Fantastyczne warunki jak na rozgrywającego, który jest raczej combo guardem. Wroten ma twardy ciąg na kosz i potrafi kończyć penetracje z góry. Gorzej z rzutem na dystansie, ale drugi i bardziej utalentowany Eric Bledsoe również przyda się w tej lidze.

 

21. Moe Harckless – St. John’s Red Storm (SF – 203 cm, 86 kg)

Na parkietach NCAA wyglądał i ruszał się jak rozgrywający, a ja nie zdawałem sobie sprawy, że ma aż 203 cm. Po pierwszym i ostatnim sezonie Harckless jako jeden z pierwszych zdecydował się na grę w NBA. I dobrze, bo dzieciak ma serce do walki na tablicach i potrafi zdobywać punkty bliżej obręczy. Może pójść znacznie wyżej w loterii.

 

22. C.J. Leslie – North Carolina State Wolfpack (PF – 203 cm, 93 kg)

Nadal się zastanawia, czy zgłosi się w tym roku do Draftu. Miał całkiem fajny sezon, ale uważam, że mógłby o wiele więcej pokazać w kolejnym i podbudować swoją pozycję w klasie 2013. Skoczny, ze sporym zasięgiem ramion Leslie to niezły obrońca i finiszer, który walczy na atakowanej tablicy.

 

23. Dion Waiters – Syracuse Orange (SG – 193 cm, 97 kg)

Swoją drogą również all-around guy, który potrafi rzucać wysokim lobem, odnajduje się w kontrach i akcjach po koźle. W Orange momentami grał jako rozgrywający i dobrze się go oglądało. Waiters również ma zapewnione miejsce w pierwszej rundzie, ale nie sądzę, że wskoczy do Top 20.

 

24. Marquis Teague – Kentucky Wildcats (PG – 188 cm, 80 kg)

Nie ma opcji, żeby Teague został na drugi rok w Kentucky, dlatego podąży śladem swojego brata Jeffa (Atlanta Hawks). Nie podjął jeszcze decyzji, ale wg mnie nie jest przygotowany do gry w NBA. Ma za to swagger i parcie na grę w zawodowej lidze. Było tak z jego bratem, który dopiero teraz (sezon 11/12) złapał wiatr w żagle po wykorzystaniu szansy w ATL.

 

25. Fab Melo – Syracuse Orange (C – 213 cm, 117 kg)

Brazylijski center jest jednym z nielicznych prawdziwych wysokich w tej klasie, to typowy banger w defensywie. Melo blokował ponad 3 rzuty w każdym spotkaniu, straszył swoim zasięgiem ramion i kto wie, może Syracuse ugraliby coś więcej z nim w składzie? Picki między 24 a 30.

 

26. Draymond Green – Michigan State Spartans (PF – 198 cm, 107 kg)

Obawiam się, że mógłby wypaść poza pierwszą rundę, ale to przecież Draymond Green z wysokim koszykarskim IQ! Średnie na poziomie 16/10/4/1/1 kuszą każdego skauta, lecz jego skromny wzrost jak na pozycję PF obniża znacznie jego notowania. Gdyby miał przyzwoity rzut z dystansu, mógłby pójść nawet w Top 18, ale będę trzymał za niego kciuki, bo takich graczy spotyka się naprawdę rzadko. Big point forward, podobnie jak Royce White.

 

27. Evan Fournier – Francja (SF – 201 cm, 93 kg)

Jeden z bardzo małej kolonii graczy spoza USA, który ma szanse na wybór w pierwszej rundzie. Fournier to trzeci gracz w Europie z rocznika 1992 wg portalu Eurohopes.com, a jeżeli weźmiemy pod uwagę wybory Valanciunasa i Kantera w Drafcie 2011, jest obecnie pierwszym zagranicznym prospektem kandydującym do NBA.

 

28. Jeffery Taylor – Vanderbilt Commodores (SF – 201 cm, 102 kg)

Pracoholik, który bardzo angażuje się w to co robi. Oddany senior skończył studia na uczelni Vanderbilt, ale ma szanse na wybór między pickami 25 a 30. Dobry i solidny obrońca grożący rzutem za trzy. Być może jeden z pięciu najlepszych defensorów na pozycjach 2/3.

 

29. Andrew Nicholson – St. Bonaventure Bonnies (PF – 206 cm, 101 kg)

St. Bonaventure byli jedną z cichych rewelacji rozgrywek, a Nicholson wiódł prym w Konferencji Atlantic 10. Gość jakoś specjalnie mnie nie przekonuje, ale w zagranicznych „Mockach” twardo stoi w pierwszej rundzie. Niezłe ruchy na low-post, konkretne dłonie do łapania piłek i wyczucie na tablicach.

 

30. Doron Lamb – Kentucky Wildcats (SG – 193 cm, 88 kg)

Niech będzie. Pójdę śladem Chada Forda, który trafnie twierdzi, że Lamb może zamienić się miejscami z Johnem Jenkinsem i spaść na pierwsze miejsce w drugiej rundzie. Bez jego udziału i kluczowych rzutów być może Wildcats nie zdobyliby Mistrzostwa NCAA. Chociaż... a tam, wygraliby pewnie z każdym, ale to Lamb trafiał ważne trójki w samym Finale. Poza tym świetnie sprawdza się w grze systemowej.

 

 

TOP 10 DRUGIEJ RUNDY:

 

31. John Jenkins z Vanderbilt (moim zdaniem najlepszy catch and shooter w tym roku, może załapie się do pierwszej rundy – cholera, powinien!)

 

32. Scott Machado z Iona (najlepszy podający w NCAA, który miał trochę pecha podczas NCAA Tournament)

 

33. Festus Ezeli z Vanderbilt (silny podkoszowy, który walczy zacięcie na tablicach, taki typ Emeki Okafora)

 

34. Darius Miller z Kentucky (kolejny element układanki Coacha Cala, doświadczony gracz z ławki, solidny shooter)

 

35. Kevin Jones z West Virginia (jeden z najlepszych graczy w Big East, trochę niedoceniany, znacznie poprawił rzut z dystansu, atakuje deskę)

 

36. Will Barton z Memphis („a little bit of everything”, szkoda, że nie został na kolejny rok)

 

37. Kim English z Missouri (być może najinteligentniejszy gracz w tegorocznym Drafcie, kolejny spot up shooter, na dodatek potrafiący walczyć na tablicach)

 

38. Henry Sims z Georgetown (dobrze podający center po szkole Jasona Thomspona III zawsze się przyda, szczególnie jako wsparcie z ławki)

 

39. Tyshawn Taylor z Kansas (wybuchowy point guard, szybki i dynamiczny, potrafiący zdobywać punkty seriami)

 

40. William Bufford z Ohio State (zabójczy instynkt do zdobywania punktów na 5-6 metrze, nie odpuszcza, w miarę wszechstronny)

 

 

Tyle z mojego gdybania. Wersja druga niebawem. Aloha!


 


Podziel się

JBC 2012 HIGHLIGHTS - MUHAMMAD I PURVIS Z MVP

poniedziałek, 16 kwietnia 2012 8:03

Sebastian Hetman

 

Nie mogę wyszukać na YT całego meczu, w przeciwieństwie do Nike Hoop Summit, który został wrzucony w całości.

 

Jordan Brand Classic 2012 za nami. Zachód pokonał Wschód 99:95, a MVP przypadło po raz kolejny dwóm graczom. Shabazz Muhammad (UCLA, Zachód - 20 pkt.) i Rodney Purvis (N.C. State, Wschód - 22 pkt.) "wydankowali" sobie wspólną statuetkę dla najlepszych grajków tego meczu.

 

Mała porcja highlightów - dobre i to...

 

 

 


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 779 713  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18779713

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0