Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 425 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


NCAA: MISS. STATE WYGRYWAJĄ 2KSPORTS CLASSIC

sobota, 19 listopada 2011 15:32

Sebastian Hetman

 

 

 

 

MISSISSIPPI STATE BULLDOGS vs. (15)ARIZONA WILDCATS  67:57

 


To był całkiem inny mecz Wildcats niż ten, w którym ograli St. John’s Red Storm. Już na wstępie warto odnotować, że nie byli tak dobrze dysponowani na obwodzie. Przeciwko Red Strom trafili aż 14 trójek na 29 oddanych. Wczoraj mieli tylko 6 na 20.

 

 

W pierwszej połowie trzymali się wyniku mimo, że to Bulldogs świetnie weszli w mecz (run 7-0), a gruby Renardo „Arbuz” Sidney rzucił szybkie 4 punkty. Najpierw po niezłym piwocie do linii końcowej, potem przy akcji „2+1”, gdzie nie wykorzystał rzutu wolnego. Nie mam pojęcia dlaczego John Lucas uważa go za wielki talent, który miał okazję trenować. Może coś w tym jest, ale wczoraj pączkowaty Sidney miał nadal problemy z wykańczaniem akcji pod obręczą. Zdobył w sumie 8 punktów, ale jego historia może zakończyć się w zasadzie na poziomie NCAA. Dick Vitale uparcie stał przy swoim i co jakiś czas wspominał, że Sidney przypomina mu Glena Davisa. Może, ale Glen Davis w NCAA był gwiazdą i robił miazgę na kampusie LSU Tigers. Mi Renardo Sidney bardziej przypomina Seana Kingstona i kto wie, gdyby nie wczorajsze problemy z lewą dłonią, może uzbierałby double-double, do którego zabrakło jednak z kilkanaście hamburgerów…

 

 

 

 

Bulldogs na szczęście w swoim składzie mieli kogoś na wzór LaPhonso Ellisa, jeszcze gdy ten grał na uczelni Notre Dame. Arnett Moultrie (19 pkt., 10 zb., 8/9 z gry) w swoje 21-sze urodziny został wybrany MVP 2KSports Classic i w dużej mierze dzięki niemu Miss. State ograli faworyzowanych Wildcats. Gdyby nie szybkie 2 faule, Moultrie byłby jeszcze bardziej upierdliwy w polu trzech sekund, a jego 211 cm połączone ze zwinnością zjadły Renardo Sidneya jeszcze w szatni.

 

 

Fantastyczny „czwartkowy” freshman Nick Johnson nie był już takim wyjadaczem, ale w pierwszej połowie przymierzył dwie grube trójki. Bratanek nieżyjącego już Dennisa Johnsona starał się zmniejszać straty, szczególnie od momentu kiedy Bulldogs wyszli cicho na prowadzenie 21:11. Sean Miller próbował różnych koncepcji na obwodzie, ale mógł być jedynie zadowolony ze swoich dwóch podkoszowych. Jesse Perry (11 pkt., 10 zb., 2 blk.) zanotował czwarte double-double w pięciu rozegranych spotkaniach, a Solomon Hill (12 pkt., 9 zb.) momentami grał jak weteran.

 

 

Dee Bost nie był tak dominującym graczem, jakim był przeciwko Texas A&M. Miał ogromne problemy ze skutecznością (3/12 z gry, 1/6 za trzy), dlatego więcej penetrował i oddawał pilkę na zewnątrz. Uzbierał w sumie 6 asyst i dołożył 5 zbiórek, a od czasu do czasu piłke przejmował piekielnie szybki Deville Smith.

 

 

Wildcats wyraźnie zostali zniszczeni na deskach w drugiej połowie (23-13), a przez ostatnie 7 minut spotkania zdobyli tylko 2 punkty. Końcowy serial 10-2 w wykonaniu Bulldogs odprawił z kwitkiem Arizonę, która chyba nie chciała aż tak bardzo zdobyć Madison Square Garden. Wspomniany Moultrie podczas runu rzucił aż 6 punktów z ostatnich 10 swojej ekipy i zasłużenie wywalczył sobie statuetkę MVP.

 

 

Po wszystkim Renardo Sidney udał się do Mc’Donalda. Zagryzał gorycz porażki super zestawem, w skład którego wchodzi z pewnością towarzystwo jego dziadka - Witamy Panie Curry!

 

 

Big Man on Campus: Jesse Perry (Arizona) – 11 pkt., 10 zb., 2 blk.

Sharp Shooter: Arnett Moultrie (Mississippi State) – 19 pkt., 8/9 z gry, 10 zb.

All-Around Guy: Dee Bost (Mississippi State) – 8 pkt., 6 zb., 6 ast., 1 prz.

 

 

 

INNE WYNIKI – PIĄTEK (18.11.2011 r.):

 

Jackson State @ (3)Ohio State  41:85

(Howard 17 – Sullinger 20)

 

Davidson @ (6)Duke  69:82

(Czerapowicz 15 – Rivers i Curry po 17)

 

(16)Alabama vs. Wichita State  70:60 *5-hour ENERGY Puerto Rico Tip-Off

(Mitchell 26 – Murry 21)

 

St. John’s vs. (19)Texas A&M  57:58 *2KSports Classic – mecz o 3 miejsce

(Lindsey i Harrison po 12 – Turner 16)

 

Western Kentucky vs. LSU  57:76 *Charleston Classic

(Kaspar 15 – Hamilton 18)

 

Temple vs. Purdue  77:85 *5-hour ENERGY Puerto Rico Tip-Off

(Moore 27 – Jackson 26)

 

Tulsa vs. Northwestern  65:69 *Charleston Classic

(Clarkson 18 – Crawford 28)

 

Seton Hall vs. Saint Joseph’s  78:70 *Charleston Classic

(Theodore 19 – Jones 38)

 

Houston @ Arkansas  87:78

(Van Slyke 19 – Nobles 17)

 

Miami (OH) @ (13)Xavier  60:66

(Edwards 21 – Lyons 18)

 




Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

CODY ZELLER PRZYWRACA INDIANĘ DO ŻYWYCH

sobota, 19 listopada 2011 15:03

Maciej Kwiatkowski

 

Koszykówka z Indiany ma specjalne miejsce w moim sercu. Od filmu "Hoosiers", przez legendy Boba Knighta, Larry'ego Birda, aż po najnowsze czasy Butler, koszykówka ze stanu Indiana zawsze kojarzy mi się z trzema rzeczami: intensywność, defense i koszykarskie IQ. Talent jest tu oczywiście też istotny, ale nie najważniejszy w tym wszystkim. Cechy wolicjonalne, zespołowość i przygotowanie do meczów triumfują tutaj nad talentem. 

 

Ale o tym, że talent jest istotny przekonywał sie też coach Bob Knight, który kiedyś jeszcze miał zasadę "dajcie mi pięciu graczy i jeżeli będą się mnie słuchać, to będą wygrywać". Potem to się zmieniło i Knight mocniej zajął się rekrutacją, którą wcześniej powierzał swoim asystentom. 

 

Drużyna uniwersytetu Indiana pięciokrotnie zdobywała mistrzostwo NCAA (1940, 1953, 1976, 1981, 1987), ale po raz ostatni zagrała w Final Four w 2002 roku, a w turnieju NCAA aż w 2008 roku, czyli to zaraz będzie cztery lata. 

 

W listopadzie 2008 roku, po dwóch latach pracy trener Kelvin Sampson musiał podać się do dymisji w atmosferze skandalu związanego z wykonywaniem nadmiernej ilości telefonów do rekrutowanych koszykarzy. Już w te specyficzne zasady NCAA wnikać nie będę, ale to zdarzenie praktycznie wywróciło do góry nogami program koszykarski Indiany Hoosiers. Długoby te sankcje wymieniać - koniec konców potrzebna była nowa twarz, nowy coach, który to wszystko odbuduje. 

 

I tak, po trzech latach pracy nerwowy jak Knight, trener Tom Crean w końcu złapał talent za nogi. 

 

Jeszcze w sezonie 2007/2008, z Ericem Gordonem i D.J'em White'm w składzie, Hoosiers zaliczyli bilans 25-8 i 14-4 w konferencji Big Ten, odpadając w pierwszej rundzie turnieju NCAA. 

 

W sezonie 2008-2009 Hoosiers pozbawieni stypendiów, grając praktycznie studentami, a nie studentami-koszykarzami zrobili wynik 1-17 w Big Ten. W kolejnych dwóch latach też byli chłopcem do bicia (4-14 i 3-15), ale ten rok ma być pierwszym sezonem, w którym koszykówka Hoosiers powróci. I kibicuję temu, a jak. 

 

Cody Zeller mierzy 213 cm wzrostu i jest freszmenem. W końcowej fazie podejmowania wyboru o studiach decydował spośród trzech ofert: Indiana, North Carolina (gra tam jego brat, Tyler) i Butler. Zeller, chłopak z miasta Waszyngton w stanie Indiana, zdecydował się wybrać program Creana i ten będzie go kiedyś całował po stopach, tym bardziej jeżeli zostanie na uczelni przez cztery kolejne sezony. Bo już w następnym Crean wyrekrutował jedną z najlepszych klas młodych graczy w USA. 

 

Oglądałem wczoraj mecz z tego tygodnia Indiany z Evansville. Evansville tydzień temu pokonało po dogrywce Butler, ale jest to też - podobnie jak Butler - mała uczelnia z Indiany, a jej najbardziej znanym absolwentem jest Jerry Sloan. Indiana łatwo pokonała Evansville, 94:73 i po trzech meczach notuje bilans 3-0, na łatwych rywalach, ale ogrywając ich +30, +25 i +21. To znak tego, że idą dobre czasy dla Indiany, a Cody Zeller zmienia ten program lub "zmienia kompleksowość gry", jak to już w piątej minucie meczu określił jeden z komentatorów. 

 

Oto jest bigman, mierzący 213 cm biały chłopak, przez którego idzie każda akcja jakby był Dwightem Howardem. Hoosiers grają w ataku 4-1 z Zellerem w środku, którego naturalną pozycją jest silny skrzydłowy. Zeller to po prostu wszechstronny talent, wysoki, który potrafi rzucać i podawać, dlatego prawdopodobnie Crean umieścił go w samym środku swojej ofensywy. Rzadkością jest też to, że biały chłopak, który umie grać w ataku staje się też liderem defensywy, ale po prostu Zeller póki co przejmuje Indianę po obu stronach parkietu.  

 

25.7 minut na mecz
81% z gry
69% z linii
12.3 punktów
8.0 zbiórek
1.0 asysta
3.3 przechwytu
1.7 bloku 

 

W teamie Indiany pozostało aż 94% punktów z zeszłego sezonu. Odszedł praktycznie tylko wingman Jeremiah Rivers, starszy syn Doca. Pozostało kilku przytomnych i mądrych graczy jak bardzo atletyczny SF Victor Oladipo (15.0 pkt, strzelec nr 1), dla którego to drugi sezon. Stretch-four czyli mierzący 206 cm, czarnoskóry Christian Watford, który gra w piątce i to jego trzeci sezon. Rozgrywającym jest biały playmaker Jordan Hulls, który w poprzednim sezonie był głównym powodem, dla którego wieczorami, przed NBA, oglądałem mecze Hoosiers. Całość uzupełniają strzelcy, senior SG Verdell Jones III (5.3 as.) i drugoroczniak SF/PF Will Sheehey, typowy biały gracz z Indiany, jakby to powiedział Bob Knight. 

 

To właśnie rozwój Sheehey'a i Oladipo, razem z dojściem Zellera ma sprawić, że Indiana jako cel może w końcu postawić sobie awans do turnieju NCAA. Konferencja Big Ten (Indianę reprezentuje w niej jeszcze Purdue; Notre Dame gra w Big East) w tym roku nie będzie silniejsza niż w poprzednim, a ostatnie lata są dosyć przeciętne dla tej dywizji z północnego środka Stanów, dlatego awans do turnieju NCAA przy tak zgranym teamie weteranów z nowym liderem w osobie Zellera jest całkiem realny. 

 

Indianę czekają jeszcze trzy ciekawe pojedynki zanim z końcem grudnia rozpoczną się rozgrywki Big Ten. Już za tydzień w niedzielę, 27 listopada Hoosiers podejmować będą Butler. 10 grudnia Hoosiers gościć będą Anthony'ego Davisa i Kentucky (Zeller vs Davis), a tydzień później Hoosiers zagrają na wyjeździe z NotreDame. Hoosiers Basketball is back.

 

Linki do streamów są na http://www.firstrowsports.tv/ ale okazało się, że nawet w dwóch naraz można oglądać mecze wykupując ESPN Player. Warto się zrzucić (w dwóch, trzech, nawet w czterech), jeśli tęsknicie za amerykańską koszykówką. Na pewno tęsknicie.

 

 

 

 

 



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

NCAA: 2KSPORTS CLASSIC - WILDCATS SKLEILI TOSTA W MSG

piątek, 18 listopada 2011 18:10

Sebastian Hetman

 

 


 

(15)ARIZONA WILDCATS vs. ST. JOHN’S RED STORM  81:72

 


Kiedy St. John’s Red Storm grają w Nowym Jorku, możesz być pewien, że będzie dość sympatycznie, a fajne laski na trybunach, które zajadają precle i popijają piwsko, są nade wszystko nadal atrakcyjne. Podobnie jak mecze pupilków z „En Łaj Si”, a w zapomnienie idą tonący razem z NBA New York Knicks.

 

 

Tak było wczorajszego wieczoru, kiedy Steve Lavin powrócił do MSG po operacji raka prostaty, którą przeszedł raptem półtora miesiąca temu. Wszedł w ten mecz klasycznie, w Air Force One’ach do garnituru razem ze sztabem szkoleniowym. Standardowo, jak to na turniejach dot. walki z chorobami. Lavin po objęciu posady w St. John’s sprawił, że dołująca i zarazem (tak czy siak) sławna uczelnia stała się na nowo kimś w Big East Conference, a mekka koszykówki w Nowym Jorku doceniła tego świetnego szkoleniowca.

 

 

Zaczęło się dość ospale i w tym momencie chciałem nawet wbić się przez monitor na środek błyszczącego parkietu w MSG, ale niemoc przerwał Kevin Parrom z Arizony. Dlaczego? Otóż ten młody chłopak (podobnie jak Thomas Robinson z Kansas, o którym niebawem napiszę) przeszedł piekło w wieku zaledwie 20 lat. W sierpniu został postrzelony, a fragmenty kuli nadal tkwią w jego kolanie. Niecałe dwa miesiące później stracił matkę, która umarła na raka piersi. W międzyczasie stracił też ukochaną babcię. Występ w turnieju 2KSports Classic był i jest dla niego czymś wyjątkowym. Pieniądze z biletów rok w rok są przekazywane na walkę z rakiem, a sam Kevin Parrom się nie poddał. Podobnie jak w przypadku Thomasa Robinsona, dostał wsparcie od uczelni, sztabu trenerskiego i przede wszystkim kolegów. Jakby to powiedział mój wykładowca: „To są właśnie takie historie”. Historie, które budują młodych ludzi i sprawiają, że są o wiele silniejszy niż byli i co najważniejsze, idą przez życie z podniesionym czołem. Bo nic oprócz śmierci ich nie złamie…

 

 

Możecie narzekać na piątkowo-jesienny sentymentalizm, ale Kevin Parrom chciał i chce grać w koszykówkę. W mecz z St. John’s wszedł całkiem nieźle i celną trójką dał sygnał do ataku. Wildcats zaliczyli serial 17-4, a świetny ball-movement przy obronie strefowej Steve’a Lavina robił miazgę. Po dwóch trafieniach z rzędu zza łuku (Hill i Turner), Parrom po raz kolejny odpalił pięknego jumpera z kąta 45 stopni. Swiiiiish…

 

 

Steve Lavin był nad wyraz zakłopotany i dopiero po czasie jego zespół zaczął „coś” grać w defensywie. Szybkie kontry plus odważna gra na deskach gości, z których każdy w NBA grałby co najwyżej jako „trójka”, dały Red Storm szybki run 9-0. Dick Vitale uśmiechał się szyderczo  i dawał wyraźnie do zrozumienia, że kocha Nowy Jork w takim stopniu, iż mógłby sprzedawać w zimie hot dogi gdzieś na Brooklynie, ale tylko pod wpływem marihuany sadzonej w okolicach Idaho. Nurideen Lindsey (18 pkt.) świetnymi wejściami mroził obronę Arizony, dlatego Red Storm wrócili do gry jeszcze przed końcem pierwszej połowy.

 

 

Na deskach dwoił się i troił niezbyt wysoki Moe Harkless, który do 13 punktów dołożył 9 solidnych zbiórek. I w tym tkwi cały sekret gry St. John’s. Skład w zasadzie zbilansowany pod względem wzrostu, a zazwyczaj każdy schodził w tym meczu na zbiórkę (naliczyłem jakieś 18-20 pkt. w pomalowanym w pierwszej połowie, sporo z ponowienia). Było zastawienie, była moc i małpeczka cytrynówki, schowana gdzieś za Air Force’ami Lavina. Dla gry, dla sportu, dla kurażu…

 

 

Przez pierwsze 2,5 minuty drugiej połowy Arizona stała w miejscu, jakby usiadła tyłkiem na kaktusa i nie chciała wstać, bo przecież boli. Trener Sean Miller w tym momencie puszył się jak moja stara nauczycielka od chemii, albo rozgoryczona woźna, która musi ścierać odchody na korytarzu po „najkach” rozwydrzonych gimnazjalistów. „Kubuś Puchatek” przestał się puszyć po odblokowaniu swojego zespołu, który rzucił 6 punktów z rzędu, a nieźle w tym fragmencie spisywali się podkoszowi – Solomon Hill (15 pkt., 7 zb.) i Jesse Perry (11 pkt., 10 zb.). Steve Lavin poprosił o czas i znowu Red Storm zaczęli grać swoje. Gruby serial 19-4 dzięki szczelej obronie wprawił Seana Millera w tryb zimowy, a zapoczątkował go Phil Greene (12 pkt.), który zdobył 7 punktów z rzędu. Obok Greene’a kolejnymi wjazdami defensywę Arizony karcili wspomniany wyżej Lindsey i D’Angelo Harrison (16 pkt.).

 

 

Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie i dopiero na 5-6 minut przed końcem spotkania Arizona wstała z kaktusa. Identyczna odpowiedź (run 19-4) pogrzebała St. John’s w koszykarskiej mekce, a freshman Nick Johnson (11 pkt., 3-5 za trzy) był kimś w rodzaju game-changera i mówię wam, będą z niego ludzie. Podczas znakomitego serialu trafił dwie jakże ważne trójki, a owy run wyglądał mniej więcej tak: Johnson 3 pkt., Turner wsad, Hill wsad, Perry 2pkt., Hill 2 celne wolne, Fogg 3 pkt., Perry tip-in i Johnson 3 pkt. Dlaczego o tym piszę? Bo co innego jest oglądać jak cały zespół ciągnie jeden gość, a co innego widzieć jak do kupy zbiera się cała drużyna i każdy dokłada swoją cegiełkę.

 

 

Wildcats skleili wielkiego tosta z salami i dosłownie upiekli w końcówce nieco wyczerpanych Red Storm, którzy grali w zasadzie w siedmiu chłopa. Kyle Fogg (13 pkt., 6 ast.), pokazał, że jest typowym generałem z Arizony, podobał mi się jak diabli, dlatego warto obejrzeć chociażby dzisiejszy finał z Mississippi State, w którym zmierzy się z równie fantastycznym Dee Bostem. Godz. 00:30!

 

 

Freshmani Johnson i Josiah Turner (8 pkt.), pokazali, że byli warci rekrutacji na wysokich pozycjach, a dopiero w roku 2012 Sean Miller ściągnie w zasadzie najlepszych graczy z owej klasy. Będzie się działo, a na daną chwilę zapraszam do relacji z pierwszego półfinału 2KSports Classic. Maciek miał zaszczyt oglądać spasionego Renardo Sidneya, który jest wnukiem Eda Curry’ego…

 

 

Aha… Wildcats trafili 14 na 29 trójek i mieli 18 asyst. Wow!

 

 

Big Man on Campus: Jesse Perry (Arizona) – 11 pkt., 10 zb., 1 blk.

Sharp Shooter: Nick Johnson (Arizona) – 11 pkt., 4-9 z gry, w tym 3-5 za trzy

All-Around Guy: Kyle Fogg (Arizona) – 13 pkt., 3 zb., 6 ast., 2 prz.

 

 

INNE WYNIKI – CZWARTEK (17.11.2011 r.):

 

Maine @ (4)Connecticut  60:80

(Edwards 20 – Lamb i Oriakhi po 16)

 

North Florida @ (7)Florida  55:91

(Smith 17 – Boynton 20)

 

Maryland vs. (16)Alabama  42:62 *5-hour ENERGY Puerto Rico Tip-Off

(Padgett 9 – Mitchell 17)

 

Western Illinois @ (17)Michigan  55:59

(Clark III 21 – Hardaway Jr. 16)

 

Niagara vs. (24)Missouri  52:83 *Progressive CBE Classic

(Green i Mason po 10 – Denmon 22)

 

Temple vs. Western Michigan  69:55 *5-hour ENERGY Puerto Rico Tip-Off

(Moore 15 – Stainbrook 14)

 

Tulsa vs. Western Kentucky  65:49 *Charleston Classic

(Maduka 16 – McDonald 13)

 

Purdue vs. Iona  91:90 *5-hour ENERGY Puerto Rico Tip-Off

(Hummel 24 -  Jones 17)

 

VCU vs. Seton Hall  54:69 *Charleston Classic

(Burgess 11 – Pope i Theodore po 20)

 

LSU vs. Northwestern  82:88 *Charleston Classic

(O’Bryant III 21 – Shurna 37)

 

Fairfield @ Minnesota  57:67

(Olander i Sanders po 14 – Mbakwe 20)

 

Alcorn State @ West Virginia  62:97

(Brand i Baker po 12 – Jones 29)

 

Wichita State vs. Colorado  67:58 *5-hour ENERGY Puerto Rico Tip-Off

(Smith i Murry po 17 – Brown 15)

 

Georgia Tech vs. Saint Joseph’s  53:66 *Charleston Classic

(Udofia 20 – Jones 21)




Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

NCAA: GDZIE CZYŻ WRACA DO AKCJI

piątek, 18 listopada 2011 18:03

Sebastian Hetman

 

 

Zanim przeczytacie recap z bądź co bądź niezłego spotkania pomiędzy Arizoną a St. John’s, będziecie mieli okazję nacieszyć się kilkoma zdaniami na temat Olka Czyża.

 

 

Polak reprezentujący barwy uczelni Nevada miał na początku sezonu problemy ze zdobywaniem punktów. Olek w pierwszym meczu przeciwko Missouri State grał przez ledwie 14 minut, a w tym czasie uzbierał raptem 2 punkty i zbiórkę. W drugim spotkaniu jego Wolfpack grali na wyjeździe z solidną uczelnią UNLV. Bilans? Czyż rzuca 3 punkty (0-4 z gry), zbiera 5 piłek i notuje jeden przechwyt.

 

 

Rozgoryczenie byłego zawodnika Coacha K pewnie sięgało zenitu, ale na szczęście Polak odblokował się we wczorajszym spotkaniu z Pacific Tigers. Kulejąca „Wataha” rozbiła w pył na własnym parkiecie nieco słabszą ekipę Tigers 78:54, głównie dzięki świetnej końcówce pierwszej połowy, kiedy to Malik Story (18 pkt., 3/3 za trzy) i właśnie Czyż byli prowodyrami serialu 32-7 (49:20 do przerwy). Przy słabej dyspozycji Deonte Burtona (5 pkt.) do punktowania przyłączyli się Jerry Evans (11 pkt., 3-4 za trzy) oraz rezerwowy Kevin Panzer (11 pkt. 6 zb.). Dario Hunt zagrał jak zwykle dobrze na tablicach (13 zb., 4 blk.), a Wolfpack kompletnie zdominowali deskę (44-23).

 

 

Czyż do przerwy miał już na swoim koncie 15 punktów, a zakończył spotkanie w sumie z 17 „oczkami” (7/9 z gry). Do niestety 5 strat dodał 5 zbiórek, przechwyt i blok, a także trafił jedną trójkę. Co jak co, ale taki mecz był potrzebny, jak to się mówi na przełamanie, bądź dla kurażu.

 

 

Olek jeszcze przed startem sezonem wypowiadał się, że będzie to dla niego tak naprawdę pierwszy, pełny rok na parkietach NCAA. „Nie miałem do tej pory prawdziwego, pełnego sezonu. Będzie to pierwszy a zarazem ostatni sezon, w którym zagram. Jest to ekscytujące, za zarazem smutne.”

 

 

Trudno się dziwić słowom Polaka, który przez pierwsze dwa lata na uczelni Duke grał znikome minuty, a po transferze do Nevady musiał pauzować przez kilka spotkań w swoim trzecim sezonie gry (12,3 pkt., 5,7 zb.). Dzisiaj Olek Czyż liczy na lepsze jutro i ma ku temu powody. Jego determinacja i poprawa kilku elementów gry podczas lata składają się na mieszankę wybuchową, a my gorąco trzymamy za niego kciuki. Z resztą jak za całą resztę polskiej ekipy, która dumnie reprezentuje nasz kraj w Division I. A Olek? Olek ma się dobrze, a ja osobiście liczę, że ten utalentowany i pracowity chłopak z Gdyni dostanie powołanie do seniorskiej reprezentacji Polski.

 

 

Good luck Mr. Czyż!

 




Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

NCAA: PUERTO RICO TIP-OFF I CHARLESTON CLASSIC

piątek, 18 listopada 2011 10:53

 

Sebastian Hetman

 


Turnieje z głównego tytułu nie są tak prestiżowe jak wspominany wczoraj 2KSports Classic. Warto jednak zawiesić oko przynajmniej na rywalizacjach półfinałowych, które będą rozgrywane w zasadzie dzisiaj.

 

 

W szczegóły ćwierćfinałów nie będziemy wnikać, bo było tego sporo, zarówno przy jednym i przy drugim turnieju. Kilka słów ode mnie na temat ciekawych zespołów i tego, co będziemy mogli zobaczyć w weekend.

 

 

 

 

*5-hour ENERGY Puerto Rico Tip-Off (17-18, 20.11.2011 r., Coliseo de Puerto Rico, San Juan)

 

 Turniej bez wielkiej przeszłości, ponieważ dopiero w 2007 roku rozegrano pierwszy event. Cieszy się jednak ogromną popularnością wśród miejscowych kibiców, którzy kilka dni przed Świętem Dziękczynienia mogą oglądać klasyczne pojedynki ośmiu drużyn z NCAA. Fani mają do dyspozycji w sumie 12 spotkań, w skład których wchodzą oczywiście Finał i mecz o 3 miejsce.

 

 

 

 

Dotychczasowe wyniki finałów Puerto Rico Tip-Off:

 

2007 – Miami (Fl.) vs. Providence 64:58 (MVP: Geoff McDermott z Providence)

2008 – Xavier vs. Memphis 63:58 (MVP: C.J. Anderson z Xavier)

2009 – Villanova vs. Ole Miss 79:67 (MVP: Antonio Pena z Villanova)

2010 – Minnesota vs. West Virginia 74:70 (Trevor Mbakwe z Minnesota)

 

 

W tym roku Alabama, Colorado, Iona, Maryland, Purdue, Temple, Western Michigan i Wichita State miały szansę zaprezentować się w ćwierćfinałach, a wyniki z owych spotkań pojawią się po południu, kiedy będziecie mogli poczytać trochę o Olku Czyżu i przebiegu 2KSports Classic. Tak czy inaczej, w półfinałach spotkają się:

 

 

Temple vs. Purdue (18.11.11, godz. 01:00)

(16)Alabama vs. Wichita State (18.11.11, godz. 03:00)

 

 

Ciekawie zapowiada się przede wszystkim pierwszy półfinał, a mnie ogromnie cieszy świetna forma Robbiego Hummela z Purdue, który wrócił po prawie dwóch latach przerwy. Kontuzje ACL, a co za tym Idzie dwie operacje mikro złamań wykluczyły lidera Purdue na bardzo długi okres czasu. Hummel wraca na swój ostatni sezon jeszcze bardziej zdeterminowany, bo kto wie, czy z nim w składzie Boilermakers nie graliby w Final Four 2010 lub 2011. We wczorajszym spotkaniu przeciwko Iona RB rzucił 24 punkty i zebrał 9 piłek (w tym trójka dająca zwycięstwo na ok. 20 sekund przed końcem), a jego ekipa wygrała po nerwowej końcówce 91:90

 

 

Po stronie Temple nadal nie zawodzi Juan Fernandez, a Ramone Moore  pokazuje się z dobrej strony na dystansie. Owls wygrali do tej pory dwa spotkania (bilans 2-0), a cieszyć może postawa Michaela Erica, który do tej pory zebrał aż 25 piłek z tablic. To będzie bardzo fajny półfinał, a ja osobiście trzymam kciuki za Hummela, który ma prawo czerpać radość z gry, szczególnie na ostatnim roku studiów.

 

 

Trener Anthony Grant i popularna ‘Bama zostali rozstawieni dość wysoko przed sezonem 2011/12. Czy zasłużenie? Do tej pory wygrali wszystkie trzy spotkania i są raczej faworytem w meczu przeciwko Wichita State. Pisałem w jednej z zapowiedzi, że filarami zespołu są JaMychal Green i Tony Mitchell. Green do tej pory jest najlepszym strzelcem drużyny (14,3 pkt.), zaś Mitchell najlepszym zbierającym (10,0 zb.). Kabarecik kręci się nadal, dlatego owa dwójka skrzydłowych powinna poradzić sobie z Wichita State (bilans 2-0), gdzie znaczące role odgrywają David Kyles, Carl Hall i Demetric Williams. Stawiam na Alabamę...

 

Finał – Niedziela (20.11.2011 r.) o godz. 02:00

 

 

 

 

*DIRECTTV Charleston Classic (17-18, 20.11.2011 r., Carolina First Arena, Charleston)

 

 Podobnie jak Puerto Rico Tip-Off, owy klasyk nie ciągnie za sobą zbyt długiej historii. Formuła gier podobna – 8 ekip, które w sumie rozgrywają 12 spotkań. Georgia Tech, LSU, Northwestern, Saint Joseph's, Seton Hall, Tulsa, VCU i Western Kentucky wchodzą w skład tegorocznej potyczki i moim zdaniem taka kombinacja jest nieco ciekawsza, w porównaniu do PR Tip-Off.

 

 

 

 

Dotychczasowe wyniki finałów Charleston Classic:

 

2008 – Clemson vs. Temple 76:72 (MVP: Trevor Bookes z Clemson)

2009 – Miami (Fl.) vs. South Carolina 85:70 (MVP: Dyane Collins z Miami)

2010 – Georgetown vs. North Carolina State 82:67 (MVP: Chris Wright z Georgetown)

 

 

Kto zagra w półfinałach?

 

 

Tulsa vs. Northwestern (18.11.11, godz. 21:30)

Seton Hall vs. Saint Joseph’s (18.11.11, godz. 00:00)

 

 

Pojedynki takie sobie, ale mogę jedynie zachęcić do obejrzenia ekipy Northwestern, gdzie wybuchowy John Shurna punktuje jak mało kto. Wczoraj rzucił aż 37 punktów i głównie dzięki niemu Wildcats ograli solidnych LSU 88:82. Shurna już w tamtym roku zachwycał bogatym repertuarem zagrań, ale jest kojarzony raczej jako strzelec, niż gracz imponujący atletyzmem. Biały skrzydłowy w sezonie 2010/11 trafial zza łuku ze skutczenością ponad 43%. Jego koślawy styl gry pozostawia wiele do życzenia, ale Shurna to gracz z papierami przynajmniej na grę w Europie. Taki "kurażowy" Adam Morrison.

 

Finał – Niedziela (20.11.2011 r. ) o godz. 00:30

 

 

 

Na zakończenie: Robbie Hummel (Purdue) i John Shurna (Northwestern). Enjoy!

 

 

 

 

 



Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

BOB KNIGHT NA SZARY LISTOPAD

czwartek, 17 listopada 2011 17:59

Maciej Kwiatkowski

 

Wracałem dziś z peryferii Warszawy do miejsca w okolicach stadionu gdzie od roku mieszkam. 30 minut tramwajem, szaro, tłok - jesienna klasyka na wysokości tego równoleżnika. Listopad nie jest najlepszym miesiącem roku. Jest podejrzewam nawet jednym z najgorszych ze względu na zmianę czasu, zmrok o 16-tej i te ciągnące się tygodnie do przerwy świątecznej. Nie jest też dobry dla sklepów - ludzie ruszają na zakupy najczęściej dopiero w grudniu, a w listopadzie oszczędzają, żeby na ten grudzień mieć.

 

Jechałem sobie wbity nosem w książkę Johna Feinsteina o Indiana Hoosiers i Bobie Knightcie, który powrócił przy okazji rekordu Coacha K. Akurat czytałem o tym jak to coach Knight tyrał swojego młodego utalentowanego centra, od którego po trzech latach gry nie potrafił wydobyć zwierzęcego poświęcenia. W tym wypadku chodziło o tempo w jakim biegał z ataku do obrony. Knight określił to "chcesz się po prostu czuć komfortowo, a musisz atakować swoje granice". Jest to jakże znakomite zdanie dla tych z nas, którzy nie forsują swoich sił i konwersują swoją energię, bojąc się sprawdzać swoich granic.

 

Zaczytałem się w ten fragment tak mocno, że klasycznie pomyliłem 19. przystanek, na którym miałem wysiąść, z 20-tym i moja podróż trwała kilkaset metrów dłużej niż powinna. Z szacunku dla Boba Knighta za to, że tak dobrze potrafi zająć czas (pamiętajcie o tym zdaniu powyżej, gdy będziecie grać w kosza następnym razem), fragment konferencji prasowej, w trakcie której z kolei czas zabrał mu dziennikarz klasycznym pytaniem typu 'co będzie w przyszłym sezonie':

 

 

 

Thx Johnny

 

 



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

NCAA: PRZED NAMI 2KSPORTS CLASSIC

czwartek, 17 listopada 2011 8:13

Sebastian Hetman

 

 

 

 

Niektórzy z Was pewnie wiedzą, że sezon NCAA rozpoczyna się NA DOBRE gdzieś w drugim/trzecim tygodniu listopada. W sensie rusza pełną parą... Oprócz spotkań we wcześniej ustalonych grafikach poszczególnych ekip, pewne uczelnie biorą udział także w turniejach nie tyle co przedsezonowych (bo przecież sezon trwa), ale przygotowujących do gier w danej konferencji. Nie wiem w sumie jak to ująć, ale rok w rok mamy okazję oglądać tzw. early season tournaments.

 


Dziennikarze z bloga College Basketball Nation (ESPN) przygotowali jeszcze w wakacje kilka zapowiedzi każdego z klasyków, a ja nie omieszkałem dodać parę słów od siebie. Grafik pozostałych (ważniejszych) turniejów przypomnę jeszcze w tym tygodniu, a na dzień dzisiejszy zapraszam do sprawdzenia szlagierowego turnieju 2KSports Classic, który już dzisiaj zagości w Madison Square Garden.

 

 

*2KSports Classic: Coaches vs. Cancer (17-18.11.2011, Madison Square Garden, New York)

 

Nie wyobrażam sobie, że mógłbym wejść w sezon pełną gębą bez 2KSports Classic. W 1995 roku powstała idea połączenia gry w koszykówkę ze zbiórką pieniędzy na badania do walki z rakiem. Z resztą podobnym turniejem jest także Jimmy V Classic. Coaches vs. Cancer to idealny turniej w idealnym miejscu dla rozleniwionych jesienią sympatyków akademickiego basketu. Nowy Jork i Madison Square Garden? Wybaczcie, ale nie ma lepszego miejsca na rozgrywanie turniejów akademickich.

 

 

 

 

Dotychczasowe wyniki finałów 2KSports Classic:

 

1995 – opcja pokazowa (showcase)

1996 – opcja pokazowa (showcase)

1997 – Princeton vs. North Carolina State 38:36 (MVP: Brian Earl z Princeton)

1998 – Temple vs. Wake Forest 59:48 (MVP: Lamont Barnes z Temple)

1999 – Stanford vs. Iowa 72:58 (MVP: Jarron Collins ze Stanford)

2000 – Kansas vs. St. John’s 82:74 (MVP: Kenny Gregory z Kansas)

2001 – Arizona vs. Florida 75:71 (MVP: Jason Gardner z Arizony)

2002 – bez Finału (MVP: T.J. Ford z Texasu)

2003 – bez Finału (MVP: Jameer Nelson z Saint Joseph’s)

2004 – Syracuse vs. Memphis 77:62 (MVP: Hakim Warrick z Syracuse)

2005 – Florida vs. Syracuse 75:70 (MVP: Taurean Green z Floridy)

2006 – Maryland vs. Michigan State 62:60 (MVP: D.J. Strawberry z Maryland)

2007 – Memphis vs. Connecticut 81:70 (MVP: Chris Douglas-Roberts z Memphis)

2008 – Duke vs. Michigan 71:56 (MVP: Kyle Singler z Duke)

2009 – Syracuse vs. North Carolina 87:71 (MVP: Wesley Johnson z Syracuse)

2010 – Pittsburgh vs. Texas 68:66 (MVP: Ashton Gibbs z Pittsburgha)

 

 

Kto zagra w tym roku? W sumie 16 ekip bierze udział w regionalnych rundach, ale 4 z góry są nie tyle co wylosowane, ale zaproszone/zakwalifikowane do półfinałów. W listopadzie na parkiecie MSG będziemy mogli zobaczyć pojedynki:

 

 

Texas A&M vs. Mississippi State (17.11.11, godz. 01:00)

St. John’s vs. Arizona (17.11.11, godz. 03:00).

 

 

Jakby nie patrzeć, ciekawe pary i pod lupę należy brać Renardo Sidneya z Miss-State, który nadal szuka swoich szans w NCAA. Sidney w roku 2009 był jednym z najwyżej rozstawionych rekrutów wg ESPN Top 100, ale jego temperament i kiepski charakter sprawiły, że kilka razy był zawieszony, a jego gra nie fascynowała ekspertów. W kuluarach nadal mówi się o jego talencie i agresywności w polu trzech sekund, a sam silny skrzydłowy ekipy Bulldogs będzie miał sporo do udowodnienia złośliwym, niedowiarkom i przede wszystkim kibicom. W sezonie 2010/2011 Sidney grał na poziomie 14-7, ale największe fajerwerki odpaliła bójka z jego partnerem z zespołu. Tak czy inaczej, Sidney w tym sezonie musi pokazać na co go stać szczególnie, że Bulldogs nadal pokładają w nim nadzieje. W tym roku w czasie dwóch spotkań uzbierał raptem 21 punktów i tylko 8 zbiórek, zaś Bulldogs legitymują się bilansem 2-1. Przeciwnikiem Miss-State będą Texas A&M Aggies (bilans 2-0). Bardzo solidna ekipa z Konferencji Big 12, której liderem jest Khris Middleton, niezły strzelec występujący na niskim skrzydle. „Middle” niestety będzie pauzował przez 3-4 tygodnie (uraz kolana). Caoach Aggies może jednak liczyć na wsparcie Davida Loubeau i rewelacyjnego Dee Bosta.

 

 

Matchup matchupem, ale bardziej kusi spotkanie Arizony z St. John’s. Dlaczego? Ano dlatego, że popularni Red Storm (St. John’s) będą grać w hali, w której na co dzień rozgrywają swoje spotkania, gdy ekipa Knicks lub hokejowe teamy są na wyjazdach. Kibiców z pewnością nie zabraknie tym bardziej, że u trenera Steve’a Lavina wykryto kilka miesięcy temu raka prostaty i będzie to szczególny turniej dla tego świetnego szkoleniowca. Red Storm po sezonie 2010/2011 stracili grono solidnych seniorów, ale Lavin zdołał rekrutować aż sześciu graczy z pierwszej setki, w tym fenomenalnego Doma Pointera, szóstego niskiego skrzydłowego w kraju. Obok Pointera swoje miejsce w Nowym Jorku znaleźli Maurice Harkless (#10 na pozycji SF) i D’Angelo Harrison (#16 na pozycji SG),. Lavin absolutnie nie przespał lata i stworzył z St. John’s solidną, perspektywiczną ekipę na kolejne lata, która radzi sobie na starcie sezonu całkiem nieźle (bilans 3-0).

 

 

Tymczasem Arizona (bilans 3-0) do mekki koszykówki przyjedzie bez Derricka Williamsa (Minnesota Timberwolves) i Lamonta „MoMo” Jonesa (transfer). Trener Sean Miller również nie próżnował po sezonie i podpisał listy intencyjnie z czterema w grajkami z pierwszej stówki. Josiah Turner (#3 na pozycji PG), Nick Johnson (#5 na pozycji SG), Angelo Chol (#9 na pozycji PF) i Sidiki Johnson (#18 na pozycji PF) to piekielnie utalentowani ludzie, wśród których Johnson jest rodowitym nowojorczykiem (Bronx) i z chęcią pokaże swoje talenty w MSG.

 

Podsumowując? W pierwszym meczu obejrzymy solidne granie ze starymi znajomymi, zaś w drugim pojedynku będzie można zobaczyć świetnych trenerów i sporo nowych twarzy, które za rok-dwa będą stanowić o sile w swoich zespołów. Gdzie będzie można to obejrzeć? Na 99% w telewizji ESPN America, która znajduje się na kilku platformach cyfrowych oraz w płatnym kanale internetowym ESPN Player. Polecam!




Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

"COACH K" CAŁY CZAS PRZYPOMINA O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI

środa, 16 listopada 2011 14:10

 

Maciej Kwiatkowski

 

 

W tym porcelanowym świecie NCAA, który wielu najlepszych prospektów traktuje jako przymusową poczekalnię przed NBA, "Coach K" tworzy drużyny oparte o pozornie oczywiste cechy każdej drużyny koszykarskiej - jedna grupa, lojalność, oddanie i ogromne zaangażowanie. Aby wprowadzić te - ktoś powie - frazesy stara się tak różnicować sposób prowadzenia ćwiczeń i traktowania zawodników, aby zawsze być - co przyznaje - dla nich nowym Krzyzewskim. Krytycy Coacha K widzą w nim zadufanego w sobie bubka, pyszałka, któremu zarzucają, że nie cytuje Homera, rekrutuje po prostu od lat czołowych graczy z dobrych domów, a jego drużyny świetnie startują, aby nie zawsze równie dobrze finiszować w marcu.



To czego dokonał i czego wciąż dokonuje Coach K mówi jednak samo za siebie - zamyka krytykom usta. Od Magica Johnsona, Michaela Jordana, Granta Hilla, Kobe'go Bryanta po LeBrona Jamesa - Coach K pracował z najlepszymi i ci najlepsi widzą w nim lidera, którego nauka o jednej pięści i pięciu palcach jako jednej zaciskającej się grupie, jego ton głosu czy styl bycia czasem w tak bezczelny sposób kontrastują z tym gdzie pędzi ten świat od kilkunastu lat. Nawet dziś rano, gdy słuchałem tego co mówił "Coach K", czułem się jakby to były jeszcze lata 70-te i koszykówka zespołowa była jeszcze w przededniu rozkwitu znaczenia indywidualności dla marketingowych profitów z niej płynących.

 

Ponoć gdy menedżer reprezentacji USA Jerry Colangelo zadzwonił do Krzyzewskiego w 2009 roku i powiedział mu, że najprawdopodobniej będzie miał w 2010 roku do dyspozycji zupełnie inny team USA niż w 2008 r., "Coach K" odpowiedział "I co w tym złego?". Pracując w NCAA jest zmuszony, podobnie jak większość trenerów, tworzyć nowe teamy każdego roku, na przestrzeni 31 lat pracy w Duke 11-krotnie wprowadzając je do Final Four i cztery razy zdobywając mistrzostwo NCAA, które - o czym warto pamiętać - jest dużo trudniejsze niż wygranie wszystkiego w NBA. W turnieju NCAA nie możesz się potknąć ani razu, nie ma serii do czterech czy nawet dwóch zwycięstw - musisz być gotowy na każdy mecz, nie ma ani minuty odpuszczania. Dlatego tak dużo wielkich teamów, m.in. w Duke, pozostaje zapomnianych dla historii. Właśnie przez to, że gdzieś w tym morderczym sześciorundowym turnieju zaliczyli jedno jedyne potknięcie, czasem nawet - pierwsze w całym sezonie.



Wczorajszej nocy Madison Square Garden była wyprzedana do ostatniego miejsca, a obecni gracze Duke trafili 10 z 20 rzutów za trzy (Andre Dawkins 6/10) i łatwo pokonali Michigan State 74:69, tracąc 20-punktową przewagę dopiero przez zryw Keith Applinga (22 pkt) i reszty graczy Spartans w ostatnich minutach.



Po pierwszej połowie wygranej 34:33, przez pierwsze 10.5 minuty drugiej Blue Devils zaliczyli run 27-8, prowadząc już 61:41 na 9.22 przed końcem. Duke trafiali z dystansu, ale też przede wszystkim znakomicie rotowali do wysokich graczy Michigan State, doprowadzając ich do rozpaczy przy kończeniu akcji pod koszem (starterzy na 4/5 Draymond Green i Derrick Nix byli 5/21!). Taki Mason Plumlee (7 pkt w 35 min) zaliczył bardzo słaby mecz w ataku, ale w defensywie ten atletyczny, nieco skandynawsko wyglądający, biały silny skrzydłowy niemalże w każdej akcji kontestował jakiś rzut z pola trzech sekund. Duke pracowali ciężko w obronie i błyszczeli przewagą nad Michigan State w rozgrywaniu akcji ataku pozycyjnego, choć bardzo słabo zagrał Austin Rivers (5 pkt, 3 as., 1/6 z gry), który jeszcze większość decyzji w ataku podejmował nie w rytmie i o ułamek sekundy za późno.  

 

Duke znakomicie jednak rotowali w pick/rollach do wysokich graczy i nierzadko to właśnie niscy obwodowi, też i Rivers, kontestowali rzuty o głowę wyższych i duuużo silniejszych graczy Michigan.  

 

Kazdy kto widział ten mecz mógł poważnie zatęsknić za NBA, obserwując mini-wersję Ray'a Allena w obozie Duke, gracza z #20 ze znakomitym rytmem i techniką rzutu. To mierzący 193 cm Andre Dawkins (II runda draftu?), rzucający obrońca, który zdobył 22 z pierwszych 44 punktów dla Duke i zajęło mu to zaledwie 23.5 minuty meczu. Dawkins (26 pkt) był momentami genialny i trafiał wszystko co wyrzucił - nawet ze stopą na linii. W tych pierwszych dziesięciu minutach II połowy zresztą wszyscy Blue Devils nie mogli się pomylić i za trzy trafiali też nominalny playmaker ale scoring-guard Seth Curry (20 pkt, 7 prz., 6 zb., 10/12 z linii), brat Stephena oraz rzadki przypadek na tym poziomie NCAA, czyli mini-Okur, rzucający za trzy center Ryan Kelly, który zdobył 14 punktów i nie spudłował rzutu przez cały mecz. 

 

- Bogowie koszykówki świecą na nas z miłością - powiedział z uśmiechem "Coach K", siedząc już w studio ESPN w połowie mecze Kansas-Kentucky. Mówił o sobie i o Bobie Knightcie, swoim mentorze, którego rekord 902. zwycięstw w I dywizji NCAA pobił właśnie wczoraj. O bliskim związku tej dwójki napisałem nieco już w nocy. Czytam zresztą obecnie książkę Johna Feinsteina o Bobie Knightcie i jego pracy w latach 70-tych i 80-tych z Indiana Hoosiers. I już w jednym z pierwszych rozdziałów pojawia się "Coach K", który w sezonie 1974/75 był asystentem Knighta w Indianie. Było to zanim w 1975 roku Krzyzewski otrzymał pierwszą pracę jako główny trener swojej alma-mater Army, czyli tam gdzie jeszcze w latach 60-tych zaczynał jako trener ...Knight, a Coach K był playmakerem w jego teamie.

 
Niedościgniony John Wooden z 10-cioma tytułami mistrzowskimi, Dean Smith jako legenda North Carolina, Knight i myślę, że teraz Mike Krzyzewski już jest na tej liście - najlepszych trenerów w historii koszykówki akademickiej.

 

Wooden, Red Auerbach, Phil Jackson, Knight, Smith - na tej liście moim zdaniem też jest dla niego miejsce.

 




Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

NCAA: TIP-OFF MARATHON ZA NAMI, CZYLI REKORD COACHA K!

środa, 16 listopada 2011 12:45

Sebastian Hetman

 

 

 

 

Tak kochani! Najdłuższy na świecie akademicki maraton w telewizji wszak amerykańskiej za nami. Moja szanowna koleżanka dopiero po południu przyszła mi z pomocą, wykupując kanał ESPN Player. Nie każdy ma kartę kredytową... Tak czy owak, we wtorkowy wieczór po pseudo treningu amatorskim na sali postanowiłem poszukać streamów, które dadzą obraz jakiejkolwiek gry za Oceanem. Zaczęło się nieźle, bo trafiłem na mecz Baylor z San Diego State. Cieszyłem się owym zdarzeniem przez jakieś 15 minut i ciach! Stream urwało, niczym polskiego alkoholika po litrze denaturatu nie przecedzonego przez chleb. Jaki kraj, taki Internet, bywa.

 

 

Po dzisiejszym dniu w pracy zasiadłem w końcu do swojej, jakże wielkiej 12-to calowej maszyny i odpaliłem. Elegancko, z gracją, ze świetnym obrazem nawet w rozdzielczości 1800 kbps. 110 Euro pooooszłoooooo, ale myślę, że w miarę taka transakcja się opłacała. Minusem jest tylko opcja, która nie pozwala odtworzyć wszystkich spotkań „on dem and”, które dzień wcześniej leciały na żywo. Nie jestem do końca przekonany, ale np. dzisiaj nie mogłem znaleźć wczorajszych szlagierów z „Maratonu”. Z resztą, do sedna...

 

 

Jak już wiecie, Coach K pobił rekord Boba Knighta w ilości największej liczby wygranych ever, przynajmniej na poziomie Division I. Obecnie Mike Krzyzewski ma na koncie 903 zwycięstwa, a więcej na ten temat miał okazję napisać filigranowy center ZP-1. Duke Blue Devils pokonali Michigan State Spartans (74:69), którzy od sezonu 1976-77 nie zanotowali „haniebnego” startu 0-2...

 

 

 

 

(7)FLORIDA GATORS @ (3)OHIO STATE BUCKEYES  74:81


 

Rok temu Jared Sullinger przeciwko Florida Gators uzbierał 26 punktów i 10 zbiórek. Miałem okazję oglądać to spotkanie i był to pierwszy mecz, w którym zobaczyłem talent misiowatego wtedy Sullingera. Dzisiaj kandydat do nagrody National Player of The Year jest chudszy o jakieś 13 kg, a także poprawił sporo elementów w swojej grze.

 

 

Historia miała zatoczyć koło we wtorkowy wieczór, a wszystkie oczy były skierowane właśnie na Sullingera. Florida Gators przyjechali na kampus Ohio State bez kompleksów i dzięki szybkiej grze zaczęli to spotkanie od runu 11-4. Buckeyes mieli spore problemy w ataku, szczególnie przez pierwsze 10 minut meczu, ale na ich szczęście trafiać zaczął William Bufford (21 pkt.).

 

 

Gators w drugiej połowie zwolnili nieco tempo gry, a od czasu do czasy freshman Brady Beal (17 pkt.) zdobywał punkty, szczególnie gdy kompletnie nieobecny był super combo-guard Erving Walker (1-6 z gry). Kenny Boynton zagrał na swoim poziomie (15 pkt.), ale zarówno on jak i Beal nie byli w stanie ciągnąć ofensywy Gators. Patric Young dobijał co mógł i chwała mu za te 4 piłki w ataku... Na dobrym procencie zagrał w sumie Erik Murphy, który trafił wszystkie cztery rzuty za 3.

 

 

Wspominałem kiedyś, że w Ohio State Aaron Craft (13 pkt., 7 ast.) rozwinie skrzydła. Drugoroczniak był wczoraj wszędzie i aż miło było patrzeć jak biały rozgrywajek swoją szybkością zamraża defensywę trenera Donovana. On i DeShaun Thomas (15 pkt.) byli swego rodzaju game-changerami, a w zapomnienie poszły trafiane jumpery Sullingera, czy łatwe punkty niezawodnego Bufforda. OSU w pewnym momencie prowadzili już różnicą 16 punktów, a nieoczekiwany zryw Gators przybliżył ich do starty tylko 5 „oczek”, na niecałą minutę przed końcem meczu.

 

 

Rzuty wolne (27-34) i straty gości (16) uratowały tyłki Buckeyes, którzy rozpoczęli sezon od łatwego startu 2-0. Wyglądają naprawdę dobrze, a na kampusie chyba nikt nie będzie tęsknił za morderczym Jonem Dieblerem.

 

 

Big Man on Campus: Patric Young (Florida) – 12 pkt., 14 zb., 1 blk.

Sharp Shooter: Erik Murphy (Florida) – 14 pkt., 5-6 z gry, w tym 4/4 za 3

All-Around Guy: Aaron Craft (Ohio State) – 13 pkt., 3 zb., 7 ast., 3 prz., 1 blk.

 

 

 

 

(2)KENTUCKY WILDCATS vs. (12)KANSAS JAYHAWKS  75:65


 

Naszpikowana super freshmanami ekipa Kentucky Wildcats nie przyjechała do Nowego Jorku na frytki. Coach Calipari i jego „stado” olali nawet wielkie porcje kokainy, serwowane gdzieś w ciemnych uliczkach, nieopodal Madison Square Garden. ‘Cats mieli przejść jeden z pierwszych, nieco trudniejszych sprawdzianów w tym roku, ponieważ już w drugim meczu sezonu grali z Kansas Jayhawks.

 

 

Ekipa KU to nie ten sam zespół, który rok temu prowadzili bracia Morris, ale zawsze grający na dobrym (w zasadzie bardzo dobrym) poziomie, pod czujnym okiem trenera Billa Selfa.

 

 

John Calipari miał nieco większe ciśnienie niż zwykle, ponieważ ani razu w karierze nie wygrał z ekipą Kansas. What a pitty... Sporo radości w Nowym Jorku przyniosła mu trójka rewelacyjnych freshmanów, wśród których po raz kolejny dobrze pod koszami spisywał się Anthony Davis. Typowany jako numer 1 w Drafcie 2012, zablokował aż 7 rzutów rywali, a mi generalnie imponuje jego sprawność fizyczna, przede wszystkim w kontratakach.

 

 

Wildcats w pierwszej połowie grali nieco ospale, za to w drugiej zanotowali run 11-0, podczas którego Doron Lamb był właściwym gościem na właściwym miejscu. Po rozciąganiu defensywy trafiał wielkie rzuty zza łuku, w dużej mierze dzięki takim grajkom jak Marquis Teague (12 pkt., 3 ast., 6 strat) i Michael Kidd-Glichrist (12 pkt., 9 zb., 4 ast.), który coraz bardziej podoba mi się jako gość od wszystkiego. Terrence Jones imponował dojrzałością i szczerze napiszę, że jest to mój cichy faworyt, obok kilku innych graczy w tym sezonie. „The Real Deal” uzbierał 15 punktów, a obok niego z nieco bardziej doświadczonych graczy świetnie zaprezentował się wspominany wyżej Lamb.

 

 

Jayhawks momentami nie mieli pomysłu na grę, a walczący na tablicach Thomas Robinson (11 pkt., 12 zb., 1 blk.) pokazał, że będzie w tym sezonie jednym z najlepszych graczy w pomalowanym. Tyshawn Taylor zdobył co prawda 22 punkty, ale aż 15 pochodziło z rzutów wolnych. Wczoraj miał 3-13 z gry...

 

 

Wielka rywalizacja, która od lat elektryzuje fanów NCAA zakończyła się pomyślnie dla „Dzikich Kotów”. W całej serii All-Time przeciwko Kansas prowadzą 20-6 i są najczęściej wygrywającą drużyną NCAA w historii (2052 zwycięstwa). Dzisiejsza ekipa musi się jeszcze sporo nauczyć, bo atletyzm i talenty czasami nie idą w parze (a raczej w trójkącie, trójce, cokolwiek) z rozumem, dlatego we wczorajszym spotkaniu trener Calipari obejrzał aż 19 strat swoich pupili. Tak czy owak, jest to team pukający śmiało do Final Four, który w swoim składzie ma co najmniej czterech graczy do pierwszej rundy Draftu 2012.

 

 

Big Man on Campus: Anthony Davis (Kentucky) – 14 pkt., 6 zb., 7 blk.

Sharp Shooter: Doron Lamb (Kentucky) – 17 pkt., 4-8 z gry, w tym 3/5 za 3

All-Around Guy: Michael Kidd-Gilchrist (Kentucky) – 12 pkt., 9 zb., 4 ast., 1 prz., 3 blk.

 

 

 

Tyle de mnie. Dzięki, że wytrwaliście! Następne re capy będą bardziej wyczerpujące. Dzisiaj w pracy nie było na to czasu. Enjoy...

 

Jeszcze dzisiaj zapowiedź Turnieju 2KSports Classic, który startuje jutro w Madison Square Garden.

 

 

Pozostałe wyniki College Hoops Tip-Off Marathon:

 

Washington State @ (22)Gonzaga  81:89

(Motum 17 – Pangos 33)

 

Northern Iowa @ Saint Mary’s  41:57

(Moran 13 – Dellavedova 11)

 

Cal State Northridge @ Hawaii  67:86

(Hicks 22 – Johnson 24)

 

Drexler @ Rider  80:62

(Givens i Massenat po 21 – Gadson 14)

 

Morehead State @ Charleston  57:72

(Hill 13 – Scott 22)

 

Kent State @ West Virginia  70:60

(Guyton 17 – Jones 15)

 

Belmont @ (10)Memphis  81:97

(Mann 18 – W.Barton 23)

 

San Diego State @ (11)Baylor  67:77

(Tapley 28 – Miller 20)

 

Rhode Island @ Texas  90:100

(Wilson 24 – Brown 35)

 

Florida International @ Virginia Tech  63:78

(Allen 15 – Hudson 31)

 

Albany @ (5)Syracuse  74:98

(Suero 31 – Joseph i Southerland po 19)

 

Rutgers @ Miami (Fl.)  57:72

(Carroll 11 – Scott i Grant po 19)

 

La Salle @ Villanova  69:76 OT

(Duran 24 – Wayns 22)

 

Arkansas-Pine Buff @ Oklahoma State  46:73

(Townsend 12 – Olukemi 15)

 

Austin Peay @ (23)California  55:72

(Terry 16 – Gutierrez 14)

 

Colorado State @ Stanford  52:64

(Eikmeier 13 – Owens 15)

 




Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

KEVIN PANGOS A SPRAWA POLSKA

wtorek, 15 listopada 2011 19:15

Maciej Kwiatkowski

 

 

Yup, NCAA...


Kevin Pangos ma 18 lat, jest rozgrywającym z Kanady i jeśli słyszeliście już o nim, to prawdopodobnie choćby wtedy, gdy rok temu znalazł się w najlepszej piątce MŚ U-17 obok Mateusza Ponitki, Przemysława Karnowskiego, Bradley'a Beala (od tego sezonu Florida) i Jamesa Michaela McAdoo (North Carolina).  

 

W tym roku natomiast mogliście złapać to nazwisko, gdy Ponitka i Karnowski wyjechali do Portland, aby wziąć udział w Nike Hoop Summit. Mierzący 186 cm Pangos znalazł się też i w tamtym zespole. 

 

Już wtedy wiadome było, że sezon 2011/12 będzie jego debiutanckim rokiem w drużynie Gonzaga, której campus mieści się w Spokane w stanie Waszyngton. Czemu piszę tak o tym dokładnie? Myślę, że Przemysław Karnowski wie już gdzie Gonzaga jest, bo ta uczelnia od dawna jest już nim zainteresowana, a we wrześniu Rafał Juć (PolishHoops.pl) tweetował o tym, że trenerzy Buldogów z Gonzagi mają zjawić się w Polsce. 

 

Obecnie centrem Gonzagi jest Robert Sacre, dla którego jest to ostatni sezon w NCAA, tak więc od przyszłego roku jest tam wolne miejsce w środku... Oprócz Johna Stocktona i Adama Morrisona, Gonzaga oddała do NBA też m.in Dana Dickau'a, a także Ronny'ego Turiafa i Austina Daye'a. Obecny sezon zaczęli rozstawieni w Top25 ligi. 

 

Pangos natomiast rozpoczął swoją karierę w NCAA znakomicie. Już w drugim meczu tego sezonu rzucił 9 z 13 trójek przeciwko Washington State, zdobył 33 punkty i rozdał 6 asyst. Kto wie - może za rok ten team i Pangos będą interesowali nas dużo bardziej.

 

Sam highlight nie jest niczym wielkim, chyba że chcecie zobaczyć paradę trójek z miejsca, a sam Pangos będzie się starał i rozwijał, aby może zostać back-upem na kolejnym poziomie gry w USA. Może za rok o tej porze będziemy mieli pretensje, że oddaje zbyt dużo trójek zamiast dogrywać piłki do post-up.

 

 



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 059 964 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u