Bloog Wirtualna Polska
Są 938 432 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


RODNEY ROGERS CHCIAŁBY JESZCZE ZAGRAĆ

niedziela, 24 października 2010 7:06

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Są takie momenty w życiu, że łapiesz się za głowę i myślisz: "Serio?" Pamiętam, kiedyś, jeszcze będąc w liceum przeczytałem "Inny Świat" Herlinga - Grudzińskiego. Tuż po odłożeniu książki poszedłem do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia. Otworzyłem lodówkę. Niestety nie było mojej ulubionej wędliny. Były ze trzy inne, ale nie było mojej ulubionej. Chciałem właśnie krzyknąć do mamy, dlaczego nie kupiła mojej ulubionej i w tym momencie pomyślałem "Serio?".

Wczoraj zdarzyło mi się to kolejny raz. Obudziłem się popołudniu w nastroju typowo sobotnim (jak to po piątku przeważnie bywa). Planowałem, że przejdę się na boisko trochę porzucać, ale bolała mnie głowa, a na dworze było jakby chłodniej. To były dobre powody, żeby nie grać. Do czasu, gdy przypomniała mi się pewna historia.

Rodney Rogers nigdy nie był wielką gwiazdą, choć zapisał się w annałach ligi wygrywając w 2000 roku nagrodę dla najlepszego rezerwowego. Zdarzyło mu się też zrobić coś takiego:


W czasie swojej 12-letniej kariery zarobił na parkietach NBA prawie 30 milionów dolarów, więc właściwie nie musiał się specjalnie przejmować pieniędzmi. Pomimo tego, po powrocie do swojego rodzinnego Durham w Północnej Karolinie najął się do pracy przy robotach publicznych, jako... operator ciężkiego sprzętu. Część z jego współpracowników nie miała pojęcia, że pracuje z byłym koszykarzem NBA. Rogers nie potrafił jednak po prostu siedzieć bezczynnie. Wciąż kochając koszykówkę trenował za darmo dziewczęcy zespół z okolicznej szkoły średniej. Generalnie lubił aktywnie spędzać czas. Jeździł konno, polował i jeździł na motocyklach.


Dzień po święcie dziękczynienia w 2008 roku, koledzy namówili go, by wyskoczył z nimi trochę pojeździć na motocrossie. Narzeczona chciała, by został w domu, on jednak obiecał, że spędzi tylko trochę czasu z przyjaciółmi i niebawem wróci.


Rogers miał dużo doświadczenia w jeździe na motocyklu po przełajach. Oczywiście nie raz zdarzało mu się upadać i oczywiście, jak zawsze, miał na sobie ochraniacze. Jak dzisiaj wspomina, kiedy przelatywał przez kierownicę motoru po wjechaniu w dziurę nie czuł niepokoju. To już się zdarzało. Jednak kiedy upadł wiedział już, że tym razem stało się coś innego. Wiedział, że skręcił kark.


Po przewiezieniu do szpitala lekarze ocenili szanse przeżycia na 50%. W ciągu kolejnych 3 miesięcy kilkukrotnie był bardzo bliski śmierci. Jego organizm nadal był jednak na tyle silny, by to przetrwać. Niestety obrażenia kręgosłupa w odcinku szyjnym były na tyle poważne, że został sparaliżowany od szyi w dół.


Już od prawie dwóch lat Rodney porusza się na wózku inwalidzkim, którym może sterować poruszając głową i jest całkowicie zależny od innych ludzi. Jest karmiony, ubierany, wożony, myty, kładziony spać. Dzień po dniu spędza patrząc na swoje ciało, którego nie może już używać. Lekarze oceniają szanse na to, że uda mu się jeszcze kiedyś poruszać o własnych siłach na 5%. Tej myśli się trzyma.


"Mam nadzieję i modlę się, że w najbliższej przyszłości uda mi się odzyskać moje ramiona, a następnie nogi. Jeśli będę musiał chodzić o lasce, albo coś w tym stylu, to w porządku. Chcę po prostu znów być w stanie chodzić."


Dwa razy w tygodniu uczęszcza na rehabilitację. Jego ręce mocowane są do maszyny, która porusza nimi stymulując mięśnie. Nie jest w stanie zrobić tego samego z jego nogami, gdyż jest za mała, by pomieścić jego duże ciało. Rodney twierdzi, że od czasu do czasu zdarza mu się czuć coś w ramionach. Niestety to jedyny postęp do tej pory.


Choć trudno od niego wymagać, by w takim momencie myślał, o kimkolwiek innym niż tylko o sobie, Rodney wciąż próbuje pomagać innym. Jego fundacja pomaga ludziom w podobnej sytuacji. Możecie sobie tylko wyobrazić, ile kosztów i wysiłków wymaga opieka nad osobą w takim stanie. Nie wszyscy zaś, których to dotknęło są byłymi zawodnikami NBA.


Najtrudniejsze momenty przychodzą późno w nocy i wcześnie rano, gdy zostaje sam na sam ze swoimi myślami o starym życiu. W dzień, zajęty radzeniem sobie z najprostszymi czynnościami nie ma na to czasu.


Nie umiem sobie nawet wyobrazić sytuacji, w której nie mogę się poruszyć, w której nie mogę sam zjeść, czy sam się umyć. Nie chcę jej sobie wyobrażać.


I dzisiaj też pójdę porzucać na boisko.


A wy? Serio?



Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

KRÓTKA HISTORIA PEWNEJ PRZYJAŹNI

piątek, 22 października 2010 5:35

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Właściwie planowałem dzisiejszą noc poświęcić na napisanie zapowiedzi Toronto Raptors. O tym jak będą w tym sezonie słabi przeczytacie jednak nieco później. Przypomniałem sobie bowiem, że kilka dni temu premierę miał kolejny z cyklu filmów dokumentalnych zrealizowanych z okazji 30-lecia istnienia ESPN - "Once Brothers" Michaela Tolajiana.

Film przedstawia historię przyjaźni Vlade Divaca i nieodżałowanego Drazena Petrovica. Od 1987 roku, kiedy poznali się na zgrupowaniu kadry Jugosławi aż po tragiczną śmierć Drazena w 1993 roku. Dzielenie pokoju podczas zgrupowań kadry, pierwsze sukcesy w Europie, olimpijskie srebro, wspólny wyjazd do USA i wreszcie mistrzostwo świata.

Divac i Petrovic dołączyli do NBA w tym samym roku przecierając szlak dla innych graczy z Europy. Wspólnie przeżywali pierwsze sukcesy i porażki. Problemy z porozumieniem się po angielsku Vlade i rozczarowanie swoją pozycją w zespole Drazena. Dzwonili do siebie prawie codziennie, rozmawiając czasami przez pół nocy.

Kiedy na początku lat '90 Jugosławia zaczęła rozpadać się na mniejsze państwa - na przyjaźni Vlade Serba i Drazena Chorwata również zaczęły pojawiać się rysy. Pradoksalnie początek początek jej końca miał miejsce w chwili największego sukcesu reprezentacji Jugosławii, która zdobył złoty medal mistrzostw świata w 1990 roku. Podczas, gdy gracze drużyny, która w tamtych czasach była europejskim dream teamem, skakali z radość po pokonaniu w finale Związku Radzieckiego jeden z fanów podbiegł do nich z chorwacką flagą. Divac zabrał ją i rzucił na ziemię.

Petrovic po cichu nigdy nie mógł mu tego wybaczyć. Kiedy rok później zaczęła się wojna obaj gracze całkiem przestali ze sobą rozmawiać. Vlade nie chciał tracić przyjaciela, jednak Drazen powiedział mu, że porozmawiają o wszystkim, kiedy tylko sytuacja w domu się uspokoi. Również inni chorwaccy gracze kadry Jugosławii, jak Toni Kukoc i Dino Radja, pod presją rodzin i przyjaciół zerwali z nim kontakt. Z nimi jednak Divac miał szansę wszystko wyjaśnić. Z Petrovicem nigdy mu się to nie udało.

Vlade nie miał możliwości być przy tym, gdy płaczący Kukoc i Radja nieśli trumnę ze zwłokami przyjaciela. Dopiero podczas realizacji tego filmu odwiedził Chorwację po raz pierwszy od 20 lat i mógł pójść na grób Petrovica.

Niesamowita historia opowiedziana w fantastyczny sposób przez samego Vlade. Divac być może wiele razy w swojej karierze udawał, że był faulowany, ale przed kamerą w "Once Brothers" nie udaje niczego. Mówiąc wprost, jeśli teraz mógłbym wybrać sobie kogoś znanego, z kim chciałbym pójść na wódkę, to byłby to właśnie Vlade.

Opowiada o wszystkim, co działo się w tamtych czasach w szczery, zabawny, a często też wzruszający sposób. Widzimy go na pierwszych treningach z Magiciem Johnsonem, widzimy sfrustrowanego Drazena na ławce w Portland. Niesamowita ilośc materiałów, których pewnie nigdy byśmy nie zobaczyli. Matka Divaca opowiada, jak nie chciała go puścić do Ameryki zanim się nie ożeni. Petrovic wdający się w trash talk z Michaelem Jordanem. Dennis Johnson patrzący z niedowierzaniem, gdy Drazen rzuca mu kolejną trójkę sprzed twarzy. Plus swoje trzy grosze wtrącają ci, którzy byli wtedy blisko. Magic, Clyde Drexler, Danny Ainge, Radja, czy Kukoc.

Nie jestem specjalnie emocjonalną osobą i jeśli płaczę, to tylko z niewiadomych powodów na "Jerry McGuire". Ten film mnie jednak autentyczne poruszył. Sceny z pogrzebu Petrovica i Divac kładący ich wspólne zdjęcie na jego grobie. Powiecie, że to efekciarstwo i takie rzeczy są zbyt osobiste by pokazywać je na ekranie. Być może. Najwyraźniej jednak dla Vlade było to coś ważnego, coś, co chciał od dawna zrobić - zamknąć pewne sprawy za sobą. Cieszę się więc, że przy okazji zechciał opowiedzieć nam tę historię.

Tak na marginesie, jeśli planujecie następne wakacje to polecam wyjazd na Bałkany. Fantastyczni ludzie i piękne miejsca. Jako bonus dostaniecie domy w Bośni wciąż podziurawione kulami i breloczki robione z pocisków, które spadały na Sarajevo raptem 15 lat temu, a w konsekwencji myśl o tym jak szczęśliwi jesteśmy, że nigdy czegoś takiego nie przeżyliśmy.

Jeśli zaś planujecie po prostu weekend, to znajdźcie kilkadziesiąt wolnych minut, żeby obejrzeć "Once Brothers". Znalezienie filmu w Internecie nie nastręcza wielu problemów, a zaręczam wam, że nie będziecie zawiedzeni.




Podziel się:

komentarze (18) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 060 522 (wersja testowa)

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u