
W czasie swojej 12-letniej kariery zarobił na parkietach NBA prawie 30 milionów dolarów, więc właściwie nie musiał się specjalnie przejmować pieniędzmi. Pomimo tego, po powrocie do swojego rodzinnego Durham w Północnej Karolinie najął się do pracy przy robotach publicznych, jako... operator ciężkiego sprzętu. Część z jego współpracowników nie miała pojęcia, że pracuje z byłym koszykarzem NBA. Rogers nie potrafił jednak po prostu siedzieć bezczynnie. Wciąż kochając koszykówkę trenował za darmo dziewczęcy zespół z okolicznej szkoły średniej. Generalnie lubił aktywnie spędzać czas. Jeździł konno, polował i jeździł na motocyklach.
Dzień po święcie dziękczynienia w 2008 roku, koledzy namówili go, by wyskoczył z nimi trochę pojeździć na motocrossie. Narzeczona chciała, by został w domu, on jednak obiecał, że spędzi tylko trochę czasu z przyjaciółmi i niebawem wróci.
Rogers miał dużo doświadczenia w jeździe na motocyklu po przełajach. Oczywiście nie raz zdarzało mu się upadać i oczywiście, jak zawsze, miał na sobie ochraniacze. Jak dzisiaj wspomina, kiedy przelatywał przez kierownicę motoru po wjechaniu w dziurę nie czuł niepokoju. To już się zdarzało. Jednak kiedy upadł wiedział już, że tym razem stało się coś innego. Wiedział, że skręcił kark.
Po przewiezieniu do szpitala lekarze ocenili szanse przeżycia na 50%. W ciągu kolejnych 3 miesięcy kilkukrotnie był bardzo bliski śmierci. Jego organizm nadal był jednak na tyle silny, by to przetrwać. Niestety obrażenia kręgosłupa w odcinku szyjnym były na tyle poważne, że został sparaliżowany od szyi w dół.
Już od prawie dwóch lat Rodney porusza się na wózku inwalidzkim, którym może sterować poruszając głową i jest całkowicie zależny od innych ludzi. Jest karmiony, ubierany, wożony, myty, kładziony spać. Dzień po dniu spędza patrząc na swoje ciało, którego nie może już używać. Lekarze oceniają szanse na to, że uda mu się jeszcze kiedyś poruszać o własnych siłach na 5%. Tej myśli się trzyma.
"Mam nadzieję i modlę się, że w najbliższej przyszłości uda mi się odzyskać moje ramiona, a następnie nogi. Jeśli będę musiał chodzić o lasce, albo coś w tym stylu, to w porządku. Chcę po prostu znów być w stanie chodzić."
Dwa razy w tygodniu uczęszcza na rehabilitację. Jego ręce mocowane są do maszyny, która porusza nimi stymulując mięśnie. Nie jest w stanie zrobić tego samego z jego nogami, gdyż jest za mała, by pomieścić jego duże ciało. Rodney twierdzi, że od czasu do czasu zdarza mu się czuć coś w ramionach. Niestety to jedyny postęp do tej pory.
Choć trudno od niego wymagać, by w takim momencie myślał, o kimkolwiek innym niż tylko o sobie, Rodney wciąż próbuje pomagać innym. Jego fundacja pomaga ludziom w podobnej sytuacji. Możecie sobie tylko wyobrazić, ile kosztów i wysiłków wymaga opieka nad osobą w takim stanie. Nie wszyscy zaś, których to dotknęło są byłymi zawodnikami NBA.
Najtrudniejsze momenty przychodzą późno w nocy i wcześnie rano, gdy zostaje sam na sam ze swoimi myślami o starym życiu. W dzień, zajęty radzeniem sobie z najprostszymi czynnościami nie ma na to czasu.
Nie umiem sobie nawet wyobrazić sytuacji, w której nie mogę się poruszyć, w której nie mogę sam zjeść, czy sam się umyć. Nie chcę jej sobie wyobrażać.
I dzisiaj też pójdę porzucać na boisko.
A wy? Serio?

Licznik odwiedzin: 17 060 522 (wersja testowa)
| « październik » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | ||||
| 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 |
| 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 |
| 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 |
| 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 |




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: