Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 507 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


WIELKI NIEOBECNY

poniedziałek, 20 września 2010 9:40

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Len Bias obudził się spóźniony. To miał być najważniejszy dzień w jego dotychczasowym życiu, a on obudził się spóźniony. Ubrał się w pośpiechu i wybiegł z hotelowego pokoju. Szybko przebiegł korytarz i zbiegł po schodach. Opuszczając budynek prawie wyrwał drzwi z zawiasów. Madison Square Garden nie było daleko. Trzy? Cztery przecznice? Len biegł, ale nie mógł dobiec. Mijał ulice za ulicą i wciąż nie zbliżał się do celu. W tym momencie obudził się zlany potem...

Była 5:30 rano. Do draftu było jeszcze mnóstwo czasu. Zdąży. Spełni swoje największe marzenie. Mistrzowie NBA Boston Celtics wybiorą go z numerem 2. Założy zieloną czapeczkę i będzie opowiadał jaki jest szczęśliwy.  Dowie się, że sam Larry Bird przybędzie na jego pierwszy obóz przygotowawczy, by móc z nim pograć. Dowie się, że Red Auerbach czekał na tę chwilę trzy lata. Na drugi dzień podpisze kontrakt z Reebokiem. Wróci do domu, podekscytowany będzie rozdawał przyjaciołom buty, które dostał w prezencie od swojego sponsora. Będzie chodził po domu i powtarzał wszystkim: "Jedziemy do Bostonu! Jedziemy do Bostonu!"

Wieczorem pójdzie po raz ostatni raz do swojego pokoju w akademiku. Przed wyjściem usłyszy od ojca: "Uważaj na siebie." Nie będzie uważał.

Z tego snu Len Bias już się nie obudzi.

"Było dwóch graczy przeciwnych drużyn, którzy naprawdę się wyróżnili: Michael Jordan i Len Bias. Len był niesamowitym atletą z wielką wolą walki. Myślę, że byłby jednym z najlepszych graczy w NBA. On 'tworzył' rzeczy. Ludzie kojarzą pojęcie "tworzenia gry" z rozgrywającymi. Ja uważam, że kreator to ktoś, kto potrafi rzeczy, których inni nie umieją, tak jak robił to Jordan. Taki był Bias. Potrafił znaleźć sposób, żeby zdobyć punkty i nic nie mogłeś na to poradzić. Nie ważne w jaki sposób broniłeś, on i tak potrafił wykreować akcję." - Mike Krzyzewski

Tego poranka 19 lipca 1986 roku okazało się, że Len Bias nie jest nieśmiertelny. Takie wrażenie mieli wcześniej jego fani, gdy przez cztery lata gry dla Maryland nie opuścił z powodu kontuzji nawet jednego spotkania. W tym czasie nikt w okolicy nie chciał być jak Mike. Mówili za to, że są stronniczy (gra słów: z angielskiego biased).

Len Bias miał być kolejnym Michaelem Jordanem. Pierwszym nowym Michaelem Jordanem. I miał być lepszy. Pamiętajmy, że był 1986 i Jordan nie był jeszcze tym Jordanem, którego znamy my. Skauci opisywali Lena jako większego Jordana z lepszym rzutem z wyskoku.

"Jedną rzeczą, o której zawsze myślałem było to jak wysoko skacze, gdy rzuca. Kiedy rzucał, skakał wyżej niż ktokolwiek kogo kiedykolwiek widziałem. Większość ludzi, włączając w to Jordana, rzuca w czasie, gdy się wznosi, ale nie Lenny. Każdy rzut wypuszczał, gdy był w najwyższym punkcie. Grał świetnie w półdystansie. Był zabójczy z 3-5 metrów." - Brad Daugherty

Nigdy nie dowiemy się, czy dorósłby do tych oczekiwań. Nie pozwolił nam się dowiedzieć.

O 6:32 Brian Tribble - przyjaciel Lena zadzwonił po karetkę: "To Len Bias. Musicie go uratować. On nie może umrzeć. Naprawdę. Proszę przyjedźcie szybko."

To Tribble wcześniej tej nocy jeździł samochodem z Biasem po mieście. Zajechali między innymi do monopolowego. Była w końcu okazja do świętowania. Przyjaciele Lena mówili, że jeśli nawet pił piwo, to następnego ranka szedł biegać, by zrzucić zbędne kalorię. Tym razem piwa miało być więcej. Kto wie, może Bias z rana znów ubrałby sportowe buty...

W sklepie monopolowym dał sprzedawcy swój ostatni autograf. Potem z Brianem wrócili do akademika, gdzie czekali na nich koledzy z drużyny: Terry Long i David Gregg. Żadna wielka impreza. Spotkanie w gronie znajomych. Było ponoć tak cicho, że w sąsiednim pokoju, aż do 6 rano nikt nie zauważył, że coś się dzieje za ścianą. Panowie siedzieli i rozmawiali.

Na stole pojawiła się kokaina, którą przyniósł Brian. Nie był to pierwszy raz. Także dla Biasa, który ukrywał przed większością ludzi, że ma już pewne doświadczenia w tym względzie. "Przysięgam na moje życie, że byłem pewny, że ten chłopak nigdy nie miał do czynienia z narkotykami" - powie potem trener Lefty Driesell.

Len nie brał często. Bez problemów przeszedł wszystkie testy, którym poddawały go kluby NBA przed draftem. Także te na obecność zakazanych substancji. Kilka dni wcześniej w wywiadzie telewizyjnym wyglądał na żywo dotkniętego pomysłem, że koszykarzy używki mogą interesować bardziej od gry. Według Tribble'a był to może jego 6-7 raz w życiu.

"Lenny był praktycznie idealnym koszykarzem. Ciało, szybkość, skoczność." - Jim Valvano

Celtics mogli uważać się za szczęściarzy. Mistrzowie NBA z wielką trójką Bird, McHale, Parish mieli wybierać z drugim numerem draftu. Los nie mógł im bardziej sprzyjać. Tym bardziej, że wybierający z jedynką 76ers nie byli przekonani do nikogo z tej klasy draftu. Najmniej zaś do samego Biasa. "Jest w nim coś, czego nie lubię" - miał powiedzieć szef skautów z Filadelfii Jack McMahon. Sixers przehandlowali swój wybór do Cleveland, a Cavs bardziej niż dynamicznym skrzydłowym zainteresowani byli obiecującym centrem Bradem Daughertym.

Celtics mogli więc spać spokojnie wiedząc, że dostaną Lena. Cena była niska. Wystarczyło raptem oddać w 1984 roku Geralda Hendersona do Seattle za wybór w pierwszej rundzie draftu. Supersonics nie mogli lepiej współpracować sezon później przegrywając, co tylko się dało...

Mógłby to być jeden z najlepszych ruchów kadrowych w historii gdyby... No właśnie gdyby...

"W Lennym Biasie nie było nic sztucznego. Swoim sposobem dunkował nad innymi. Zbierał piłkę i okazjonalnie wyrzucał z siebie 'aaaaarghh!', by się popisać. Warczał na swoich kolegów, warczał na sędziów, warczał na swoich rywali. Okazywał odświeżająco szczerą ilość pasji i serca." - Bill Simmons

Nikt się tego nie spodziewał. Len złożył głowę na oparciu kanapy i zaczął się trząść. Jego koledzy zaczęli panikować. Kiedy Tribble zorientował się, że Bias nie oddycha zadzwonił po karetkę. W tym czasie pozostała dwójka wzywała pomocy i próbowała reanimować przyjaciela.

Pomoc przybyła szybko. To jednak nie wystarczyło. Pomimo wielu prób przywrócenia rytmu serca, Len Bias już się nie obudził. Zgon ogłoszono w szpitalu. Była 8:50 rano. Chwilę później Ameryka dowiedziała się, co się stało.

"To najbardziej okrutna rzecz, o jakiej kiedykolwiek słyszałem" - Larry Bird

Len Bias zmarł w wieku 23 lat z powodu arytmii serca spowodowanej przedawkowaniem kokainy. Kilkadziesiąt godzin po tym, gdy przywdział czapeczkę z logiem Celtics i dołączył do drużyny mistrzów NBA. Kilkadziesiąt godzin po tym, kiedy spełniło się jego największego marzenie.

Cały kraj był w szoku. Zewsząd napływały kondolencje dla rodziny. Szybko jednak szok przerodził się w złość. Ktoś musiał ponieść konsekwencję. Ktoś musiał być winny.

W czasie, gdy Bias był odwożony do szpitala Tribble, Long i Gregg uprzątnęli pokój z wszelkich śladów. Plotka głosiła, że "zlecenie" przyszło od trenera Driesella. Badający sprawę policjanci szybko zorientowali się, że coś jest nie tak. Do sprawy oddelegowano wydział zabójstw.

Od początku cała złość skupiła się na Brianie Tribbelu, który był źródłem kokainy. On sam nigdy oficjalnie nie przyznał, że czuję się winny śmierci przyjaciela:

"Jeśli praktycznie sam potrafił stłuc North Caroline, jak możecie podejrzewać, że nie potrafił samodzielnie myśleć? Jeśli robił to, czego chciał, to nie wiem dlaczego miałbym się czuć winny. Jeśli to ja bym zginął, myślicie, że działoby się to samo? Powiedzieliby: Ćpun, o boże, ale głupi."

W kolejnych procesach brali udział Long i Gregg. Cała sprawa nie pozostawiła też nietkniętego Uniwersytetu Maryland. Wychodzące wciąż na jaw rewelacje zmusiły do odejścia Lefty'ego Driesella. Sprawa Lena nie była ponoć pierwszym przypadkiem zażywania narkotyków w zespole. Rodzice Biasa zarzucali trenerowi, że obchodziło go tylko koszykówka i nie zwracał uwagi na to, co chłopcy robią poza parkietem. Wszystko, co działo się po śmierci Biasa mogłoby posłużyć do stworzenia długiego serialu na temat ludzkich emocji, zdrady, strachu i gniewu.

Śmierć Lena Biasa odbiła się szerokim echem nie tylko w  świecie sportu, ale i w polityce, gdzie była impulsem do wprowadzenia bardziej restrykcyjnego prawa narkotykowego.

Len Bias nie zagrał nawet minuty w meczu NBA i do dzisiaj mówi się o nim jako najlepszym, który nigdy tego nie uczynił. Na parkiecie był dumny i nieustraszony. Lubił i chciał być w świetle reflektorów. Poza boiskiem, trochę nieśmiały. Lubił rysować. Myślał o tym, by po zakończeniu kariery koszykarskiej projektować wnętrza. Taka mogła być jedna z największych gwiazd NBA w historii.

W zamian dostaliśmy bohatera największej ilości historii alternatywnych. Co by było gdyby? No właśnie...

Może era Celtics nie skończyłaby się tak szybko. Może McHale i Bird wspierani przez młodego gwiazdora nie musieliby się tak eksploatować i graliby na wysokim poziomie dłużej. Może nie byłoby "Bad Boys" z Detroit. Może Michael Jordan czekałby na swój tytuł dłużej. Może nie byłoby Michaela Jordana jakiego znamy? Może dzisiaj nie porównywalibyśmy Kobego Bryanta z LeBronem Jamesem, bo jeden byłby drugim Jordanem, a drugi drugim Biasem? Może.

Może 4 lata po śmierci Lena nie zostałby zastrzelony jego młodszy brat Jay...

Śmierć Biasa padła cieniem na losy Boston Celtics, którzy od tego czasu staczali się powoli, by odrodzić się dopiero w ostatnich latach. Niektórzy wciąż mówią o klątwie Lena przytaczając jako przykłady śmierć  kolejnej nadziei Celtics Reggiego Lewisa w 1993 roku, kończącą karierę kontuzję Brada Daugherty, czy problemy narkotykowe numeru 3 tamtego przeklętego draftu '86 Chrisa Washburna. Może coś w tym jest.

Tylko tak możemy zdefiniować karierę i życie Lena Biasa.

Może.

pees: Polecam film dokumentalny na temat okoliczności śmierci Lena "Without Bias" z fantastycznej serii ESPN '30 for 30'.


Podziel się:

komentarze (40) | dodaj komentarz

PISTONS MIELI PO PROSTU PECHA

piątek, 17 września 2010 5:42
Przemek Kujawiński

Pamiętacie? Na pewno pamiętacie, a jak nie pamiętacie to słyszeliście. Darko Milicic został wybrany z numerem drugim draftu w 2003 roku. Przed nim znalazł się tylko LeBron James, za nim Carmelo Anthony, Chris Bosh i Dwyane Wade.

Dan Fieldman z Pistons Powered postanowił ostatnio obalić kilka mitów związanych z Detroit. Co ma piernik do wiatraka? Otóż na pierwszy ogień poszedł wybór Mi licica przez Pistons i opinia jakoby by już wtedy był to ogromny błąd, którego powinni byli uniknąć.

Fieldman przytacza wypowiedzi dziennikarzy i skautów z okresu przed draftem. Przede wszystkim argumentuje, że Darko wcale nie był mało znanym graczem, który przekonał do siebie menadżerów kilkoma dobrymi treningami. Skauci NBA obserwowali go od czasu, gdy miał 15 lat i zawsze uważany był za jednego z najbardziej perspektywicznych graczy w swoim roczniku. Pisano o nim między innymi w ten sposób:

"Milicic jest kimś więcej niż tylko atletą. Jest wszechstronnym strzelcem, podającym i zbierającym, który sprawia, że jego partnerzy grają lepiej. 'Ma potencjał być najbardziej dominującym centrem w Europie od czasów Arvidasa Sabonisa' - mówi jeden ze skautów, który nie jest pewny, czy James powinien zostać wybrany przed Milicicem." - Ian Thomsen dla Sports Illustrated, 3 marca 2003.

Ba! Thomsen pisał o Darko jako o bezpiecznym wyborze. Generalnie od początku 2003 roku praktycznie żaden dziennikarz nie miał wątpliwości, że pierwszą trójkę draftu utworzą James, Milicic i Anthony. Chris Broussard na łamach New York Times'a nazwał go jedną z trzech głównych nagród tego draftu. Marc Stein głośno zastanawiał się, czy Milicic nie powinien zostać wybrany w drafcie przed LeBronem. Tak o Darko pisał Chad Ford z ESPN:

"Darko jest jedyny w swoim rodzaju. Biega, potrafi panować nad piłką, rzuca trójki i gra tyłem do kosza, więc może grać na pozycjach 3, 4 i 5. Ok, kilku innych graczy też to potrafi. To, co go od nich odróżnia to jego twardość pod koszem. Musisz kochać gościa, który ma tak dobrą pracę stóp, by obrócić się na rywalu, ale wciąż woli obniżyć ramię i zaatakować. Prawda jest taka, że Milicic na obu końcach parkietu gra w trybie ataku. Im bardziej naciskasz, tym bardziej on oddaje. Jakkolwiek nie będzie musiał dźwigać na swoich ramionach Pistons, to będzie do tego zdolny szybciej niż myślicie."

Mało? Wróćmy jeszcze raz do Sports Illustrated i Iana Thomsena:

"Około 1/5 ludzi, z którymi rozmawiałem uważa, że MILICIC BĘDZIE LEPSZYM GRACZEM NIŻ LEBRON JAMES. Wolą Darko z powodu jego twardości, charakteru nastawionego na rywalizację i tego jak się porusza przy swoim wzroście. W NBA będzie dużo lepszym graczem niż w Europie, bo tam grał w bardzo ustrukturyzowanym, restrykcyjnym systemie."

 W zachwytach wszystkich przebił legendarny Will Robinson (fani Pistons muszą wiedzieć kto to):

"On będzie rządził tą grą. Będzie rządził. Będziemy musieli zbudować nową halę. Jedyne, co może zniszczyć tego dzieciaka to kobieta. (...) Widziałem wiele dzieciaków przychodzących tu za moich czasów. Żaden z nich nigdy nie grał w ten sposób. On będzie gwiazdą. To 7-footer grający jak rozgrywający. Ten dzieciak to coś specjalnego."

Nie miałem dużo czasu, ale z ciekawości przejrzałem archiwa NY Timesa i Sports Illustrated i część ESPN, by przekonać się, czy faktycznie nikt nie miał wątpliwości. Nie znalazłem o tym nawet małej wzmianki. Milicic miał być gwiazdą i wziąłby go każdy, kto wybierałby z numerem 2. Pistons mieli po prostu pecha. W 2003 roku byliby oskarżani o zły wybór, gdyby z niego zrezygnowali. Choć patrząc na to z innej strony pecha miał też Darko, bo na swoje nieszczęście trafił do ukształtowanej silnej drużyny, w której po prostu nie było dla niego miejsca. Kto wie, czy podobnie trudnych początków nie mieliby na przykład Carmelo Anthony, czy Dwyane Wade, którzy w barwach Pistons wchodziliby prawdopodobnie z ławki rezerwowych.   


Podziel się:

komentarze (19) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 067 334 (wersja testowa)

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u