Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 588 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




KENAN SIPAHI PRZED SEZONEM W TURCJI

czwartek, 06 października 2011 18:04

Maciej Kwiatkowski

 

- W zasadzie, to mógłbym teraz wyjść o tej porze i pójść oglądać jak trenuje. - byłem naprawdę podekscytowany dniem, w którym pierwszy raz zobaczyłem w akcji Kenana Sipahiego. Został z miejsca drugim koszykarzem na mojej liście "I told you so". Drugim po Rajonie Rondo, o którym pomyślałem, że będzie kimś, wtedy, gdy niewielu jeszcze znało jego imię i nazwisko, zwłaszcza w Polsce. Uparty, pewny siebie, wysoki playmaker (195 cm), ze świetnym przeglądem pola, który w wieku 15 lat na turnieju we Wrocławiu był wokalnym liderem wśród starszych od siebie graczy. To tak jakbyście do swojej drużyny juniorów wpuścili kadeta, który zacząłby Was przestawiać po rogach bez skrupułów.

 

Minusy? Aaa, minusy, okej. Są i minusy. Są przede wszystkim w psychice. Naturalnie można u Sipahiego dopatrywać się lekkiej megalomanii, głowy w chmurach, a te impulsywne reakcje na wydarzenia na boisku alienowały go momentami z drużyny. Sipahi był na tych mistrzostwach graczem do tego stopnia emocjonalnym, że swoją mową ciała zamieniał mecz w melodramat. Były albo wzloty, albo upadki, albo wielka radość, albo wielka wściekłość. Walczył o to, żeby być gdzieś pomiędzy, ale z łatwością przegrywał. W tych nerwowych momentach widać było, że przydałby mu się tzw anger management, bo w chwilach furii odlatywał gdzieś obok drużyny. Zamiast wykorzystywać to napięcie w kierunku zespołu, do środka, jako podłoże dla motywacji, szedł z tym na bok i strzelał frustracją w powietrze, obok ławki. Czasem przesadzał, fruwał trochę nad swoją głową "jakby był nie wiadomo kim"...

 

Koszykarsko? Gra bez piłki. Nawet grając bez piłki wydawał komendy, ale był zupełnie nieprzydatny w ataku pozycyjnym, jeśli nie miał piłki w rękach. Próbował ustawiać się w post-up, ale niżsi i zbici obrońcy podchodzili pod niego, wypychając go metr-półtora dalej.



David Hein, współpracujący z FIBA dziennikarz, autor strony Heinnews.com opublikował w czwartek artykuł o Sipahim z wypowiedziami jego klubowego trenera Nihata Izica. Coach, który prowadził Turków na MEU18 jest asystentem Izica w Tofasie Bursa. Tofas Bursa jest zespołem środka tabeli w pierwszej lidze tureckiej, a liga turecka po tegorocznych wzmocnieniach obok hiszpańskej i rosyjskiej wygląda na najsilniejszą w Europie.



Oto kilka przetłumaczonych wypowiedzi Izica na temat Sipahiego:



- Jest liderem. Musi tylko popracować nad swoim ciałem. Jest zbyt szczupły. Kiedy tylko nabierze masy mięśniowej, stanie się wielkim graczem.



- To naprawdę wielki talent. Ma świetną głowę i zrozumienie koszykówki. Uwielbia grać i mam nadzieję, że pójdzie właściwą drogą, a nie złą drogą.



Izic wspomina też jak to 2-3 lata temu przyjechał skaut Barcelony, ale udało mu się przekonać Sipahiego i jego rodzinę (obecną w ostatnich dniach turnieju we Wrocławiu), aby pozostali w Turcji.



- He can be excellent. He's now 195m. He plays 1-3 positions. He has to save his head to be a good guy and good sportsman.



W tym roku Sipahi gra regularnie w sparingach Tofasu jako rezerwowa jedynka za Ronaldem Steele'm. Izic obiecał, że będzie grał nim po 10-15 minut w meczu. To znakomicie, że będzie miał okazję gry już w tym sezonie w pierwszej lidze tureckiej. O tym jak będzie sobie radził z pewnością jeszcze będzie mogli tu przeczytać, bo stałem się groupie tego gościa i mam nadzieję, że pójdzie właściwą ścieżką.

 

 

 


Podziel się

WARTO OGLĄDAĆ... CSKA?

wtorek, 04 października 2011 15:13

 Andrei Kirilenko wraca do ostatniego klubu, w którym grał przed wyjazdem   do NBA. 30-letni najlepszy rosyjski koszykarz związał się ponownie z CSKA Moskwa. 


Kirilenko podpisał trzyletni kontrakt, z klauzulą odejścia do NBA, gdy zakończy się lokaut. W poprzednim sezonie końca dobiegła sześcioletnia, warta 86 mln dolarów umowa, którą Kirilenko podpisał z Utah Jazz. Po trwających ponad tydzień negocjacjach moskiewski klub zgodził się zaaranżować porozumienie, które w chwili zakończenia lokautu pozwoli rosyjskiemu skrzydłowemu poszukać nowego kontraktu na amerykańskim rynku. Jeżeli nic z tego nie wyjdzie, Kirilenko zostanie w Moskwie. 

- Moim zdaniem nie powinniśmy brać gracza z NBA na czas lokautu - wyznał szczerze trener CSKA Jonas Kazlauskas. - Nie wiesz czego się spodziewać, gdy będą musieli wyjechać i tylko te słabsze drużyny mogą sobie moim zdaniem na to pozwolić. Ta reguła ma jednak wyjątki i Kirilenko jest takim wyjątkiem. Andrei znaczy dla naszego kraju tyle co Sabonis dla Litwy, Pau Gasol dla Hiszpanii czy Nowitzki dla Niemiec.

 

...więcej

 

Maciej Kwiatkowski

 

Nie będę przecież namawiał fanów NBA do oglądania innego sportu jakim jest koszykówka europejska, w tym wypadku Euroliga, ale CSKA Moskwa skompletowało bardzo interesujący skład. Pomijając już multum graczy drugiego (Sammy Mejia, Wiktor Chriapa, Darjus Lavrinovic) czy trzeciego (Aleksiej Szwed, Anton Ponkraszow, Sasza Kaun i inni) w tym wypadku planu, CSKA stworzyło sobie bardzo ciekawie dobrane trio, taką moskiewską wersję Big 3.

 

Rozgrywającym będzie płaczek i geniusz w jednym, czyli Milos Teodosic. Geniusz, bo Teodosic jest prawdopodobnie największym artystą na tej pozycji w Europie, a płaczek, bo gość po prostu nie popełnia fauli. W głowie Teodosica, Milos jest najczyściej grającym zawodnikiem na świecie. Nie popełnia fauli, o których nie chce zaraz rozmawiać z sędziami. Dotarło to do mnie po tym jak wszedłem w trzecią/czwartą dziesiątkę oglądania meczów z jego udziałem.

 

Na skrzydle - niskim czy wyższym, to bez znaczenia - grać będzie Andrei Kirilenko, który przy Wiktorze Chriapie - i z wzajemnością - maksymalizuje swój talent. Chriapa zakończył ostatni EuroBasket ze średnimi ponad 5 asyst i 5 zbiórek na mecz, Kirilenko mógł grać bez piłki i stanowił destrukcyjny, wolny elektron zarówno w obronie, jak i w ataku. Tu będzie mógł dodatkowo liczyć na Teodosica, który znakomicie podaje z obwodu w polu trzech sekund.

 

Nenad Krstic będzie natomiast grał centra, za ok. 4 mln dolarów rocznie. Ten sam Krstic, który w NBA ma kłopoty z grą na pomocy w obronie czy kończeniem akcji przy atletyczniejszych rywalach, w Europie jest bogiem na swojej pozycji, bo gra w okolicach obręczy toczy się te kilka centymetrów niżej.

 

Sam zestaw Teodosic-Kirilenko-Krstic, patrząc pod kątem tego jak uzupełniają się ich talenty, może być bardzo kojącym teamem do oglądania. Kojącym na czas długiej jesieni, gdy będziemy oczekiwać na koniec lokautu w NBA, do czego zakładam, że dojdzie w grudniu/styczniu. Kojącym, bo zestaw Teodosic-Chriapa-Kirilenko-Krstic w połączeniu z trenerem Jonasem Kazlauskasem może zapewnić nam 40 minut mądrej, granej in the right way koszykówki. Dlatego od 17 października chyba warto się rozejrzeć za transmisją w Canal Plus czy w Euroleague TV (wszystkie mecze, wszystkie z możliwością replayu), torrentem do ściągnięcia albo kontem Sport-Scene.

 

 

 


Podziel się

REAL MADRYT CORAZ BLIŻEJ BARCELONY

sobota, 01 października 2011 19:45

Maciej Kwiatkowski

 

Podczas gdy Barcelona od pięciu lat uważana jest za jednego z największych faworytów Euroligi, kibice Realu Madryt muszą od dłuższego już czasu znosić dominację Katalończyków nie tylko na piłkarskich boiskach, ale też na koszykarskich parkietach. W poprzednim sezonie Real osiągnął jednak swój największy sukces w Eurolidze w ostatnich 15 latach - półfinał, a mówimy tutaj o klubie, który aż osiem razy tryumfował w najważniejszych rozgrywkach europejskich, przy tylko dwóch zwycięstwach Barcy (ostatnim w 2010 roku).


W ten weekend w Hiszpanii rozgrywany jest turniej o SuperPuchar. W piątek odbyły się dwa półfinały. W pierwszym z nich klub Maciej Lampego Caja Laboral Baskonia pokonał Bilbao Basket 93:88. W drugim meczu Barcelona dopiero dzięki zatrzymaniu Realu na siedmiu punktach w pierwsze dziewięć minut czwartej kwarty, zwyciężyła 74:70. (Właśnie zakończył się finał, Barcelona wygrała 82:73).


W sezonie 2009/10 Barcelona wygrała Euroligę, notując po drodze wynik 20-2, poniekąd porównywalny do tego co zrobili w NBA Chicago Bulls w sezonie 1995/96. Juan Carlos Navarro, Erazem Lorbek, Pete Mickael, Fran Vazquez, Ricky Rubio czy Terrence Morris - żeby wymienić te najważniejsze nazwiska. Dwóch ostatnich z tej szóstki zmieniło barwy klubowe przed tym sezonem. Rubio na pozycji PG zastąpiony został Brazylijczykiem Marcelinho Huertasem, który przybył z Caja Laboral i podpisał czteroletni kontrakt. Przedłużono też kontrakty z Lorbekiem i Vazquezem.


W poprzednim sezonie Barcelona przegrała w playoffach Euroligi z jej późniejszym zwycięzcą, Panathinaikosem Ateny. Katalończycy grali jednak bez kontuzjowanego przez większość poprzedniego sezonu Mickaela. 33-letni, mierzący 199 cm skrzydłowy, który był liderem minut i zbiórek oraz był drugi w punktach w mistrzowskim, euroligowym sezonie 2009/10, przedłużył latem kontrakt o dwa lata i razem z innym Amerykaninem, Chuckem Eidsonem odpowiedzialni są za pozycję SF.


Real, o czym już wspomniałem, ma za sobą awans do Final Four w sezonie 2010/11, gdzie nie sprostał Maccabi Tel Awiw (63:82). Królewscy mają bardzo młody zespół, którego liderem w poprzednim sezonie był 24-letni rezerwowy obrońca reprezentacji Hiszpanii Sergio Llull. Dodatkowo Real pozyskał Rudy'ego Fernandeza na czas lokautu. Dzięki zaoferowaniu mu opcji na powrót w sezonie 2012/13, po tym jak wygaśnie jego gwarantowany kontrakt w NBA, Real może mieć za rok, za dwa, najlepszego Hiszpana w rozgrywkach ACB.


Z Realu odeszli dwaj Amerykanie, SG Clay Tucker i PF/C D'or Fisher. W zamian za nich pozyskano SG Jaycee Carrolla i podstawowego SF Litwy, Martynasa Pociusa. To jednak pod koszem Real może się pochwalić nie byle jaką rotacją, głównie młodych graczy.


Na pozycji centra gra 26-letni, mierzący 218 cm  Mirza Begic. Słoweniec był jednym z pięciu najlepszych graczy EuroBasketu w PER. Za nim gra dwa lata młodszy Chorwat Ante Tomic, też mogący się pochwalić nie byle jakim wzrostem (217). Obaj są lekkimi centrami, przy czym Tomic ma więcej techniki dalej od kosza, a Begic dobrze kończy akcje wokół obręczy. Za swagger pod obręczami odpowiedzialny jest m.in. czwarty w podkoszowej rotacji mistrzów Europy Felipe Reyes. Znany dobrze twardziel ma jednak za sobą słabą kampanię reprezentacyjną, a przeciwko Barcelonie w piątek trafił zaledwie 1 z 9 rzutów w pomalowanym (ale miał też 10 zbiórek). Nie wiem czy to jest kwestia jakiejś kontuzji, czy dręczącego go urazu, ale to może być już schyłek jego kariery. Zwłaszcza, że gra Reyesa oparta jest przede wszystkim o hustle-plays, a lata lecą. Reyes (31) i Carroll (28) są najstarsi w Realu - żaden z pozostałych graczy nie ma więcej niż 26 lat.


Na pozycjach 3/4 nowy trener Realu i ex-playmaker kadry Pablo Laso ma do dyspozycji dwóch fighterów. Carlos Suarez mierzy 203 cm i dopiero w ostatniej chwili został skreślony z dwunastki, która reprezentowała Hiszpanię na EuroBasket. Suarez ma 25 lat i może zaczynać jako SF, bo grozi rzutem za trzy, ale najczęściej wykorzystywany jest wtedy w mismeczach, mając duża przewagę fizyczną i uwypuklając ją w post-upowaniu trójek rywali. Real od takich właśnie zagrań rozpoczął mecz z Barcą, post-upując Suareza na prawym skrzydle przeciwko Eidsonowi. Na tej samej pozycji w Realu może grać wracający do zdrowia wielki nieobecny EuroBasketu, Novica Velickovic. Mierzący 205 cm Serb ma za sobą ciężki, pierwszy (EDIT, dzięki "pbl": drugi) sezon w Realu i będzie musiał walczyć o minuty gry z Suarezem i Reyesem na pozycji nr 4, zwłaszcza gdy do drużyny dojdzie Fernandez. Boiskowo mądry Velickovic był drugim-trzecim najlepszym graczem srebrnej Serbii na EuroBaskecie w Polsce. Miał jednak problemy z atrofią (zanikiem) mięśni, co stawia jego karierę przed zupełnie nowym wyzwaniem.


To jednak nie koniec kandydatów do gry na pozycji nr 4. Real przedłużył do 2016 roku kontrakt z innym laureatem nagrody Euroleague Rising Star Trophy, wybranym z nr 20 Draftu 2011, Nikolą Miroticem. W poprzednim sezonie Mirotic, wykorzystując kłopoty Velickovica, zaliczał średnio 7.0 punktów, 3.2 zbiórki, trafiając świetne 44% za trzy i 85% z linii, wchodząc z ławki Realu. Mirotic urodził się na Czarnogórze, ale ma już za sobą występy w młodzieżowych teamach Hiszpanii i w przyszłości będzie grał właśnie dla kadry z Półwyspu Iberyjskiego.


W rozegranym w piątek meczu Barcelona wygrała 74-70, wykorzystując zdecydowaną przewagę w zgraniu swoich defensywnych rotacji i ograniczając Real na 36 procentach z gry. Real wygrał jednak drugą i trzecią kwartę łącznie 45:31, prowadząc jeszcze sześcioma punktami na osiem minut przed końcem, głównie za sprawą bardzo dobrej gry Llulla.


Lorbek zdobył 15 punktów i zebrał 7 piłek w 30 minut gry dla Barcy. Huertas dołożył 13, a Navarro trafił tylko 3 z 14 rzutów i rzucił 12 punktów.


Dla Realu najwięcej punktów zdobył Pocius (14). Carroll, będący niemal lustrzaną odpowiedzią Realu na Navarro, dołożył 14, ale z 14 rzutów, a Llull zaliczył 12 punktów i 4 asysty.


Real wygrał walkę na tablicach 47-42 i zagrał bez Fernandeza, który nie przeszedł jeszcze testów medycznych. W końcówce nie było komu wziąć odpowiedzialności i trafić kluczowych rzutów. Być może zabrakło tego doświadczenia, które jest przewagą Barcelony. Ciężar gry wziął na siebie Llull, ale spudłował pięć razy w czwartej kwarcie.


Kibice Realu mogą jednak z optymizmem patrzeć w nowy sezon i to co może wydarzyć się na wiosnę. Na papierze nie mają gorszego zespołu, a pozycje 3-5 wydają się być obsadzone lepiej niż w Barcy (muszę jeszcze wspomnieć o podstawowym centrze Barcy, czarnoskórym Boniface NDongu, afrykańskim JaVale'u McGee'm, finisherze w pick/rollach). Kluczowy będzie Carroll, nowy nabytek i dwukrotny król strzelców ACB. Dwa lata temu Carroll był bardzo bliski znalezienia się w składzie New Jersey Nets.


Jeszcze raz składy i rotacje dwóch drużyn, które są w gronie głównych kandydatów do Final Four Euroligi:


Barcelona


PG Marcelinho Huertas / Victor Sada
SG Juan Carlos Navarro / Joe Ingles
SF Chuck Eidson / Pete Mickael
PF Erazem Lorbek / CJ Wallace
C  Boniface Ndong / Fran Vazquez


Real


PG Sergio Llull / Sergio Rodriguez
SG Jaycee Carroll / Martynas Pocius
SF Rudy Fernandez / Carlos Suarez
PF Novica Velickovic / Nikola Mirotic
C  Mirza Begic / Ante Tomic / Felipe Reyes

 

Wiem, że wielu dzieli swoje piłkarskie sympatie między Barcelonę, a Real. Koszykówka w tej rywalizacji jest w głębokim cieniu, ale przynajmniej na koszykarskich parkietach Real ma w tym sezonie bardzo realną szansę nie być dłużej w cieniu Katalończyków. 

 



Podziel się

AMERYKANIE NIE WIDZIELI JESZCZE NOWEJ HISZPANII

niedziela, 18 września 2011 23:55

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Hiszpania z łatwością pokonała w finale EuroBasketu Francję. Nie chciało mi się nawet pisać jak dokładnie przebiegał ten mecz, bo to sobie tak płynęło wyraźnie w ich stronę. Amerykanie mówią na to "cruisin". Los Angeles Lakers mówią na to - kolejny mecz sezonu regularnego na własnym parkiecie.  I po tym jak Espana rozbiła wcześniej Litwę z Serbią, w zasadzie trudno było od Hiszpanów wymagać czegoś więcej. Sprowadzanie tych mistrzostw do "po co oglądać, skoro Hiszpania wygra" mogło jednak pozbawić kogoś wrażenia, że team, który oglądaliśmy od ponad miesiąca jest bardzo dobrze zbudowany żeby w przyszłym roku zagrozić Amerykanom na Igrzyskach Olimpijskich.


Jeśli sobie bowiem przypomnicie, w 2008 roku w finale Igrzysk Olimpijskich (118:107) Hiszpanie jeszcze w czwartej kwarcie przegrywali tylko dwoma punktami z teamem, dla którego Dwyane Wade zdobył 27, Kobe Bryant 20, a LeBron James 14 punktów. Pamięć bywa czasem niedokładna, zwłaszcza gdy kolejne zwycięstwa zaczynają się układać w dominację. A tak powoli buduje się ta nowa ścieżka (Redeem) Teamu USA, który powtórzył złoto w 2010 roku, ale grając juz zupełnie inną dwunastką.


Ile znaczy dodanie do składu Serge'a Ibaki? Było to widać idealnie w drugiej kwarcie meczu z Francją, kiedy Serge pokazywał Francuzom, że większy z niego Francuz niż oni. Zresztą, Demokratyczna Republika Kongo, skąd pochodzi Ibaka, to najbardziej zaludniony francuskojęzyczny kraj na świecie (71 mln). Zaludniony nawet bardziej niż ...Francja (65), choć oczywiście pełno w Kongo róznego rodzaju dialektów, więc brzmi to efektownie tylko jako cytat z Wikipedii. Atletyczni Les Bleus nie mieli czego szukać pod koszem przez 6 minut, gdy Ibaka zaliczył 5 bloków. To moim zdaniem ustawiło to spotkanie do końca, bo potem już Francuzi wyraźnie czuli respekt dostając się w pole trzech sekund, a na tym właśnie polegała ich gra. Dodatkowo - Jose Calderon, Ricky Rubio i Victor Sada przechodzili pod zasłonami, utrudniając Tony'emu Parkerowi wejścia w pomalowane, a Nicolas Batum skupiony na kryciu Juana Carlosa Navarro nie potrafił mu pomóc w ataku.


To był pierwszy team Hiszpanii, który lubiłem oglądać.

 

Stwierdziłem, że jest to wyznanie tak parszywe, względem ich sukcesów, że muszę się pognębić wstawiając je w osobny akapit. Te poprzednie hiszpańskie teamy? Mocno to uogólniając, bez jałowego tłumaczenia się - nie jestem fanem koszykówki, w której Pau Gasol gra na pozycji centra. Miałem zresztą podobnie w Finałach 2009 roku, gdy Lakers grali w finale z Orlando Magic. Gasol jest silnym skrzydłowym, jednym z dwóch najlepszych na świecie, i jest to jego naturalna pozycja, tak jak nienaturalna jest dla niego kontrola defensywy z pozycji piątki. Dlatego nie tylko dodanie Ibaki, ale także progres i wejście Marca Gasola do piątki, stanowią wg mnie kolejny, duży krok rozwoju Hiszpanów. W zasadzie trudno byłoby znaleźć lepiej dopasowany do siebie frontcourt - ofensywny Pau, defensywny Ibaka i będący gdzieś pomiędzy Marc. Nawet Amerykanom. 


Owszem, Hiszpanie byli przez to cały turniej narażeni na penetracje rozgrywających i grając braćmi Gasol mieli czasem kłopoty z powrotem do obrony. Ten duet pozwalał im jednak dominować mecze w pomalowanym, na atakowanej desce, a wystawienie strefy na braci Gasol, to jak sprawdzenie tego, że obaj są w Top10 najlepiej podających wysokich na świecie.


 Owszem, Juan Carlos Navarro wybawił ich w meczu z Macedonią i tak jak Kevin Durant robił one-man-show w fazie pucharowej rok temu w Turcji. Z takim frontcourtem będą jednak stanowić tego głównego rywala, wzór, na przeciw któremu Jerry Colangelo i Mike Krzyzewski będą prawdopodobnie kompletować swój skład.


Amerykanie muszą poważnie wziąć pod uwagę, że sam Dwight Howard pod koszami może nie wystarczyć. Więc czy z racji na grę Pau na PF zrewidują sprawdzony już system wystawiania SF (Durant, Carmelo) na czwórce? To będzie interesująca sprawa, która domyślam się, że stanie się jednym z tematów amerykańskiej blogosfery w tym tygodniu, a potem przez cały przyszłoroczny turniej. W końcu na pozycji PF mierzyć się będą ten, który większość minut w NBA spędził na centrze z tym, który w zasadzie jest rzucającym obrońcą.


Oczywiście Hiszpanie będą mieli problemy na skrzydłach - Wade, James, być może Bryant, a przecież pewnie znajdzie się jeszcze w kadrze Derrick Rose. Pamiętać trzeba jednak, że w meczu z USA Hiszpanie będą startować z poziomu +10 - załóżmy, że tyle mniej więcej wynosi dla nich ogromna przewaga w zgraniu i chemii jaką uzyskują przez kolejne lata. Nawet to, że Ibaka spędził w tym roku dwa miesiące z kadrą będzie kolejną różnicą.


Jest jeszcze jedna kwestia - jeżeli sezon 2011/12 się nie odbędzie, a lokaut wciąż będzie trwał w wakacje, to gwiazd NBA w Teamie USA nie zobaczymy na Igrzyskach. Załóżmy jednak, że zagrają i wystawią team z 2008 roku, uzupełniony Durantem, Rose'm + np. Kevinem Love i Andre Iguodalą. To będzie bardzo mocny Team USA, jeżeli zagrają w nim wszyscy. To będzie jednak team, który tylko w najlepszym wypadku (zagra podstawowa ósemka z USA) będzie miał ze sobą troszeczkę zgrania.

 

To "zgranie" - niby takie wyświechtane, gdy piszę o tym na blogu (bo "zgranie" nie dzieje się na blogu, nie jest sumą talentu, jego oceną - jest koszykówką, chemią, życiem, team-play, ot co) - sprawiło, że Włosi wylecieli z turnieju, choć talent mieli na ćwierćfinały. To "zgranie" nie było traktowane przez Amerykanów aż tak serio w 2008 roku i tylko trochę bardziej w 2010, gdy przywieźli do Turcji słabszy skład.

 

Myślę właśnie, że to "zgranie" będzie wyjątkowo Amerykanom potrzebne w Londynie, bo to w jak dominujący sposób zagrali Hiszpanie na EuroBasket i to jak ten team jest zbudowany (prawie jak Lakers - dwie wieże, MVP z pozycji SG, Ibaka zamiast Lamara Odoma) sprawia, że Amerykanie naprawdę mają się z kim ścigać za rok. Na dzień dzisiejszy zaczynają nie przed, ale za Hiszpanią. Może byliby przed tą Hiszpanią z 2009, gdy Marc zmieniał się z Pau na centrze i nie było jeszcze Ibaki. Nie przed tą. Możecie pomyśleć, że przedawkowałem fibowską koszykówkę, ale naprawdę tak myślę.

 

Dziś wieczorem już na Rambli porozmawiamy pewnie o tym razem z Michałem i Przemkiem, szukając fety na cześć złotych Katalończyków (m.in. bracia Gasol, Rubio, Navarro). Postaramy się nagrać podcast (lub vodcast, ale tylko z plaży) podczas naszej tygodniowej wizyty u Przemka w Barcelonie.



Podziel się

NAJWIĘKSZY Z NIEOBECNYCH - LA BOMBA

sobota, 17 września 2011 18:26

 

Maciej Kwiatkowski

 

Jeżeli Hiszpanie zdobędą w niedzielę mistrzostwo Europy, to tytuł MVP EuroBasket 2011 powinien przypaść właśnie jemu. 26 punktów w ćwierćfinale i 35 punktów w 1/2. Juan Carlos Navarro went bananas w trzeciej kwarcie półfinału z Macedonią, w zasadzie wygrywając mecz, którego nie potrafiliby wygrać sami bracia Gasol, choć obaj zagrali na double-double (Pau miał 8 zb. w ataku, jego rekord w kadrze) i kilka asyst (Marc miał już 5 do przerwy). Nawet Ricky Rubio zagrał na 5 punktów, 7 zbiórek i 4 asysty. Co z tego. Żyrafi Pau i misiowaty Marc raz po raz spóźniali się o krok do penetracji Bo McCalebba, który czy po pick/rollach czy bez nich wchodził pod kosz z łatwością. Pero Antic krążył przez 40 minut w ataku na 9-10 metrze, wyciągając jednego z wysokich i drugi pozostając sam nie potrafił opanować McCalebba. W dodatku Macedończycy mieli ten jeden dzień, w którym trafiali swoje rzuty z półdystansu i dystansu.

 

Oglądałem ten mecz po raz drugi późną nocą i jeszcze bardziej dotarło do mnie, że gdyby nie Juan Carlos Navarro i jego trzecia kwarta, to Hiszpania prawdopodobnie miałaby w sobotę tego samego kaca co Litwini. To był jeszcze lepszy mecz Macedonii niż ten z Litwą, ale kapitan reprezentacji Hiszpanii, grający w niej bez przerwy (!) od 2001 roku   sam zadecydował o zdobyciu kluczowej przewagi w drugiej części trzeciej kwarty.  

 

Zobaczcie poniższe highlighty - albo zobaczcie je jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz, jeżeli widzieliście mecz. Ze wszystkich graczy na świecie, którzy z własnej woli nie grają w NBA, Navarro jest prawdopodobnie najlepszym z nich, a już raczej na pewno najlepszym strzelcem. W NBA zagrał jeden sezon (2007/2008) - ten w trakcie którego Pau przeniósł się do Lakers:

 

82 mecze, 30 w piątce, 25.8 minut, 10.9 punktów, 2.2 asyst, 156 trójek, 36% za 3, 40% z gry

 

Zupełnie nieźle jak na wyższych rywali, inną grę. Jego repertuar runnerów i floaterów jest bez dwóch zdań w światowej czołówce. Zwrócicie pewnie uwagę w poniższych highlightach na dwie akcje: fake-pass runner po wejściu z lewego skrzydła i potem ta niesamowita trójka-floater. Dick Vitale krzyknąłby "Awesome!". Niski, szybki, obcinający się po zasłonach (zobaczcie rzut w ostatnich minutach meczu, po wyjściu zza zasłony, bez kozła, fadeaway z odskoku w tył). Magik i legenda Katalonii. Przy swoich 192-193 cm wzrostu nadal mógłby być kimś ogromnie ważnym z ławki, jako off-guard np w takich Orlando Magic, Oklahoma City Thunder czy w Boston Celtics. Znalazłoby się dużo klubów, które chętnie by go przyjęły, ale 31-letni Juan Carlos prawdopodobnie już nigdy nie opuści Katalonii, bo jest tam bogiem i w dodatku zarabia więcej niż kluby w NBA chciałyby/będą mogły teraz płacić za 6th-mana.

 

Do licha, jak bardzo bym chciał móc oglądać Navarro w LeaguePass. Wczoraj w trzeciej kwarcie wygrał z Macedonią 19:17 i był bez dwóch zdań in the zone. Joy to watch:

 



Podziel się

WZÓR NA ZWYCIĘSTWO

czwartek, 15 września 2011 0:36

Maciej Kwiatkowski

 

Godzina 2.30, sobota noc, niedziela rano? Warszawa Wola. Kicam na balkonie z przedostatnią rundką czegoś mocniejszego. Wokół kilka młodych osób, które od jakiejś godziny widzę na oczy po raz pierwszy w życiu. Gość w zielonej koszulce, o którym wcześniej dostaję informację od mojej narzeczonej "Uważaj, straszny bystrzak" (w rzeczywistości zakasował ich ponoć w Państwa i Miasta, grę w którą oni nie wiedzieć czemu nazywają "Inteligencja"...), pyta się mnie o to co ja takiego robię w życiu. Odpowiedź w takich sytuacjach nie należy do najłatwiejszych: jest późno, język się plącze, metafizyka jakaś przyświeca nie wiadomo skąd się biorąc, a tu jeszcze miga w głowie koperta "Uważaj, to bystrzak!". Od narzeczonej w dodatku, więc przy drugim uchu zaczyna marsza grać męska ambicja.


Atakuję go więc nisko "Grałeś kiedyś w koszykówkę?". Bardzo nisko. Próbował... Phi, każdy próbował. Takiej odpowiedzi zresztą się spodziewałem. Zmieniłem szybko front: rywalizacja, ludzie, ich charaktery i ich historie. Zabrzmiało lepiej, ale wciąż czułem, że nie bierze tego na poważnie. Jest godzina 2.30, czas powoli dobiega końca, jak i czas żartów. Ryzykuję więc - koszykówka to pewnie jak domyślasz się (wiedziałem oczywiście, że tak nie pomyślał) fizyka, ale też przecież matematyka i geometria. Zacząłem snuć przed nim wizję, że pewnego pięknego dnia dojdziemy do wzoru na zwycięstwo w koszykówce... Wzór na zwycięstwo?! Wzór na zwycięstwo x10! Dopiero gdy o tym mówiłem zacząłem tak naprawdę być ...ciekawy o co mi naprawdę chodzi.


Czuję się jednak dosyć zręcznie o takich nocnych porach, więc swobodnie kontynuowałem dalej wywód, po drodze dowiadując się, że ten oto sympatyczny jegomość, którego moja narzeczona okrzyknęła królem Państw i Miast, ma w poniedziałek dwa egzaminy powtórkowe. Celowo nie napisałem "królem Inteligencji", bo ta jak wiadomo z egzaminami niekoniecznie idzie w parze.


Znacie już sensacyjne rozstrzygnięcie meczu Macedonii z Litwą. Macedończycy wyglądali jakby byli w zmowie ze swoimi kibicami, którzy tam przez całe niemal spotkanie walczyli z litewską ochroną. "Słuchajcie, my będziemy grać najdłuższe akcje, po 20-22 sekundy, najwolniej jak potrafimy, Wy tymczasem róbcie tam zamieszanie, odwróćcie od nas uwagę!".


I udało im się to. Pierwszą połowę spędziłem w dwóch oknach monitora, w drugim przeglądając wszystko co wpadło mi pod rękę i śledząc doniesienia z kilku kont co tam takiego dzieje sięna trybunach. Mecz był absolutnie nieciekawy do przerwy - 4/26 za 3 obydwu teamów, wolne tempo, dużo przerw w grze. Było jednak 30:34, a że pisałem w zapowiedzi "jeśli Macedonia do połowy utrzyma mecz na 30-35 punktach", przykułem prawilnie nos od trzeciej kwarty i oglądałem dłuuuugie akcje Macedonii, które widziałem już wcześniej i które doprowadziły do tego, że w czwartej kwarcie publiczność była praktycznie wyjęta z tego meczu. Litwa prowadziła 2-3 punktami, a ludzie poddenerwowani.

 

Vlado Ilievski krzyczał "Pawulon!" i Macedończycy nadal męczyli swoje akcje, które jak nie kończyły się zagraniami 1-na-1 Bo McCalebba, to Vladan Stojanovski i Pero Antic rzucali przez ręce. Ostatnie 5 minut nie wyglądało jak ostatnie 5 minut. Nie było czuć nawet tego napięcia.


Popatrzcie na takie kwiatki:


48-16 w punktach z pomalowanego dla ...Litwy
46% do 31% w skuteczności dla ...Litwy
31% z gry Macedonii, hej hej, 9/32 za 3
16-2 w punktach rezerwowych dla ...Litwy


Po dziewięciu meczach turnieju, z których jeden (pierwszy) przegrali w dogrywce, a drugi w ostatniej sekundzie?

 

37% skuteczności z gry. Dobrze napisałem. -5.2 w zbiórkach, -3.1 w punktach z pomalowanego. Pewnie myślicie, że bombardieros dzieje się na dystansie? Skądże, 69/228 - marne 30 procent. To może skuteczność rywali poniżej 35%? Etam, 42%, w tym 47% za dwa.


Jest jeden sekret w tym wszystkim - znajdziecie go tutaj.


Nigdy wcześniej nie widziałem zespołu, który w tak konsekwentny sposób wygrywałby spotkania, grając wciąż swoje, nawet jeżeli w ogóle nie siedzi. Macedonia - owszem - ma Bo McCalebba. Musi mieć też oczywiście dobrego trenera, którego nazwisko tutaj debiutuje - Marin Dokuzovski. Co jednak Macedonia przede wszystkim ma, to wzór na zwycięstwo. Wzór, o którym nie mam pojęcia.
 



Podziel się

MACEDONIA!

środa, 14 września 2011 22:56

 

Przemek Kujawiński

 

Ostatnie 7 minut dzisiejszego ćwierćfinału Eurobasketu Litwa kontra Macedonia. To trzeba zobaczyć. Nie dlatego, że to był ładny mecz. Momentami czułem się jak w liceum na religii, gdy ksiądz tłumaczył jakieś 7 grzechów, czy 5 cudów. Miałem wrażenie, że to się nigdy nie skończy i nawet jeśli, to nie skończy się dobrze. No brzydka koszykówka po prostu. Ale...

 

Uwaga spoiler:

 

No właśnie. Macedończycy wydarli to zwycięstwo w ostatnich posiadaniach po prostu bijąc swoich rywali tym, jak bardzo tego chcieli. Litwini mieli swoje szanse. Powinni wygrać to spotkanie. Musieli wygrać to spotkanie. Najwyraźniej jednak nie chcieli tego aż tak mocno. Wiem, że takie stwierdzenie to frazes, że Litwini nie potrafili trafić za trzy, że Macedończycy świetnie rozpracowali ich pick'n'rolle, że zwalniali grę do swojego tempa i walczyli na atakowanej desce. Czasem po prostu tylko takim frazesem można podsumować to, że słabszy zespół sprowadza ten lepszy na swój poziom i bije umiejętnościami, które wykraczają poza warsztat koszykarza.


Podziel się

ŚRODA, 20:00, TVP SPORT: LITWA - MACEDONIA

wtorek, 13 września 2011 17:09

Maciej Kwiatkowski

 

Litwini mają najlepszą ofensywę na EuroBaskecie, zdobywając średnio 81.2 punkty na 70 posiadań i trafiając z gry ze skutecznością 53%. 45 procent, które trafiają za trzy to bez tzw podjazdu - najlepszy wynik turnieju.


Czasem litewska koszykówka przypomina tą amerykańską dużo bardziej niż gra Hiszpanów. 80% posiadań w half-court offense Litwinów oparta jest na zagraniach pick/roll ,a 35-letni Sarunas Jasikevicius (10.6 pkt, 4.8 as., 53% za 3) i 19-letni Jonas Valanciunas (10.4 pkt) spotkali się w idealnym miejscu i idealnym czasie. A może inaczej - w idealnym miejscu i jedynym takim czasie. Lata od teraz Valanciunas będzie tęsknił za kimś takim jak Saras w litewskiej kadrze, bo następców nie widać.


To właśnie gra Jasikeviciusa i rok młodszego Rimantasa Kaukenasa (69% za 2, 78% za 3... gimme a break) jest głównym powodem tak dobrej gry Litwinów. Rzuca się jednak w oczy to, że w starciu z Hiszpanią i Francją, których pick/roll defense trzymają z tyłu tacy ludzie jak Marc Gasol, Serge Ibaka czy Joakim Noah - nie wyglądało to już tak dobrze i Litwini przegrali obydwa spotkania.


Macedonia jest natomiast kopciuszkiem EuroBasketu, teamem, który przegrał tylko dwa mecze - jeden po dogrywce z Czarnogórą, drugi w ostatniej sekundzie w poniedziałek z Rosją.


Bo McCalebb (20.6 pkt, 34% za 3) jest obok Tony'ego Parkera najlepszym rozgrywającym turnieju, a Macedonia pracuje bardzo ciężko na to, aby zakryć fatalną skuteczność 38% z gry w całych mistrzostwach. W zasadzie wszystkie mecze, w których grali toczyły się do ostatnich minut czwartej kwarty, a potem o wszystkim decydował McCalebb ...albo Siergiej Monia.


To będzie interesująca próba dla obrony litewskiej - jak zatrzymać hasającego w pick/rollach McCalebba mając na przeciw starego piernika Sarasa. Prawdopodobnie to Kaukenas będzie więc odpowiedzialny za McCalebba, na zmianę z Mantasem Kalnietisem - tak było gdy Litwini mierzyli się z Parkerem i wcześniej z Milosem Teodosicem.


Pero Antic (11.3 pkt, 8.8 zb.) to druga opcja Macedonii, silny skrzydłowy, który lubi szukać szczęścia na obwodzie. Potrafi nawet rzucać za trzy, będąc metr za linią, a jego ulubiona pozycja to prawa 45'tka i tam szukać go będą Paulius Jankunas z Dariusem Songailą.


Macedonia może mieć kłopot. Todor Geczewski, startujący center, nie zagrał już z Rosją i może go zabraknąć na mecz z Litwą. Predrag Samardziski zastąpi jego minuty, ale czy razem z Anticem będą w stanie zapanować nad pick/roll offense Litwy?


Wątpię. Litwini z kolei będą musieli pracować ciężko nad McCalebbem, bo ten zwyczajnie nie ma skrupułów i bierze piłkę na kilka posiadań z rzędu, próbując też często rozbijać pick/rolle - coś czego na EuroBaskecie generalnie nie widzimy.


Macedonia zalicza tylko 10.5 strat na mecz i jest liderem turnieju w przechwytach (9.). Będą próbować trzymać mecz w wolnym tempie i okolicy 60 punktów. Litwini będą natomiast celować w 80. Jeśli rzucą powyżej 70, to Macedonii może po prostu zabraknąć talentu ofensywnego, żeby pokonać Litwinów. Sam McCalebb nie wystarczy. Choć może wiek Jasikeviciusa i Kaukenasa zacznie wychodzić po dwóch tygodniach turnieju i uda się Macedonii trzymać mecz w granicach 30-35 punktów do przerwy?



Typ: Litwa +8

 



Podziel się

SERGEY MONYA AT THE BUZZER!

wtorek, 13 września 2011 1:46

W ten sposób Monya posłał Macedonię w objęcia Litwy!



Podziel się

ŚRODA, 17:00, TVP SPORT: HISZPANIA - SŁOWENIA [ZAPOWIEDŹ]

poniedziałek, 12 września 2011 20:59

 

Maciej Kwiatkowski

 

 

Hiszpania (7-1) vs Słowenia (5-3)


 
115 - 102 (ofensywa)
 97 - 98 (defensywa)



Hiszpanie zakończyli rywalizację w górnej, silniejsze drabince z 2. atakiem (za Litwą) i 1. obroną. Przegrali tylko jeden raz, z Turcją, grając w tamtym meczu bez Pau Gasola. Po skręceniu kostki przez Pau nie widać już śladów i w pojedynku ze Słowenią największą różnicą na korzyść Hiszpanów będzie ich zdecydowana przewaga na pozycjach podkoszowych.



Słowenia, od porażki z Rosją po rzucie Siergieja Monii na 0.2 sek. przed końcem, przegrała i z Grecją i z Macedonią, w poniedziałek pokonując wyraźnie Finlandię. Słoweńcy swoich przewag szukać będą w grze na obwodzie, agresywnym perimeter-defense i przechodzeniu do szybkiej ofensywy. 41 procent ich pozycji rzutowych stanowią próby z dystansu, przy tylko 30 procent Hiszpanii. Słoweńcy trafiają jednak tylko 26 procent swoich trójek. 

 

 

Rozgrywający: 

 

Jose Calderon (19 min., 4.5 pkt, 2.6 as., 1.1 strat, 30% za 3)
Jaka Lakovic (27 min, 9.9 pkt, 3.1 as., 2.9 strat, 34% za 3) 

 

Lakovic wciąż jest centralnym punktem ofensywy Słowenii. W Hiszpanii gra od 2006 roku i bardzo dobrze zna tamtejszy styl gry, a przeciwko wielu kadrowiczom grał już w przeszłości wielokrotnie albo grał po prostu z nimi w drużynie (na zdjęciu). Calderon notuje solidny turniej, jak zwykle nie traci piłek i zwłaszcza teraz, wobec wzrostu znaczenia dla kadry Marca Gasola, nikt nie wymaga od niego bycia agresywnym. Pełni rolę generała, konstruującego atak i zapewniającego spacing. W meczu ze Słowenią będzie musiał jednak uważać w obronie na Lakovica, który musi rozegrać wielki mecz na minimum 18-20 punktów, jeśli Słowenia w ogóle chce marzyć o nawiązaniu walki z Espanią do początku czwartej kwarty. 

 

Możemy widzieć sporo Ricky'ego Rubio (16 min., 1.4 pkt, 1.9 as., 1.6 prz.) na Lakovicu. Słoweńcy nie mają natomiast klasycznego zmiennika na jedynce i gdy Lakovic siada na ławkę, rolę tą pełni Goran Dragić. 

 

 

Rzucający obrońcy:  

 

Juan Carlos Navarro (26 min., 14.8 pkt, 3.4 as., 1.0 str., 42% za 3)
Goran Dragic (24 min, 9.8 pkt, 3.0 as., 1.5 prz., 2.6 str., 15% za 3) 

 

Navarro ma za sobą bardzo dobrą drugą fazę rozgrywek, w której podniósł skut. za dwa z 24% do 38%. Bardzo korzysta z przesunięcia się siły Hiszpanów jeszcze bardziej pod kosz i rywale muszą często wybrać - czy dać więcej miejsca Pau i Marcowi kosztem mniejszej uwagi hasającemu z jednego skrzydła na drugie  Navarro. Ktoś taki jak Navarro przydałby się właśnie najbardziej kadrze Słowenii (poza kimś takim jak Marcin Gortat), która na pozycji nr 2 musi grać z nominalnymi playmakerami. Jak widać Dragić z Lakovicem zaliczają razem 6.1 asyst i 5.5 strat - taka sytuacja rzadko ma pozytywne skutki. Dragic jest jednak bardzo dobrym obrońcą na poziomie europejskim i jego pojedynek z Navarro jest drugim match-upem, którego Słoweńcy na pewno nie mogą przegrać, jeśli chcą marzyć o zwycięstwie.



Z ławki rezerwowych Sergio Scariolo wprowadza Sergio Llulla, który miał bardzo dobry mecz z Francją, ale spudłował dotychczas 10 z 11 trójek. Llull dwa lata temu w Polsce pełnił też rolę rozgrywającego. Zawsze może też Scariolo sięgnąć po walecznego Victora Sadę (0/3 za 3). Bozidar Maljkovic rotuje natomiast swoimi dwójkami na pozycji nr 3 i czasem, gdy na ławce siedzą albo Lakovic, albo Dragic, grywają tam i Zoran Dragic i Saso Ozbolt (7/33), czy Samo Udrih. Żaden z nich nie ma jednak odpowiedzi na problemy Słowenii w rzutach z dystansu. 

 

 

Niscy skrzydłowi: 

 

Rudy Fernandez (24 min, 8.3 pkt, 3.4 zb., 3.5 as., 1.9 prz., 1.0 str., 71% za 2, 32% za 3)
Zoran Dragic (26 min, 8.9 pkt, 4.9 zb., 1.3 prz., 1.6 str., 68% za 2, 11% za 3) 

 

Fernandez i Zoran Dragic zaliczają świetne turnieje jako czwarte opcje ofensywne w swoich teamach. Fernandez zna swoją rolę w kadrze i nie próbuje wychodzić poza nią, pełniąc przy tym rolę obrońcy oddelegowanego do krycia najlepszych zawodników na pozycjach 2/3. Słoweńcy nie mają akurat takiego gracza, który potrzebowałby plastra. A jeśli taki by był, to domyślam się, że nie bałby się Fernandeza, bo wcześniej Zoran Dragić uprzykrzyłby mu życie na treningach. Dragic to fighter, który kłopoty z rzutem nadrabia walką na całym parkiecie. Nie ma tyle talentu co starszy brat, ale dotychczas na tym turnieju gra więcej minut.



Hiszpanie mają jednak przewagę na tej pozycji, też z racji na posiadanie w zapleczu jednego z najlepszych graczy Euroligi w poprzednim sezonie. Fernando San Emeterio notuje solidny turniej z ławki, choć trafił dotychczas tylko 2 z 10 rzutów za trzy. Minuty z ławki, a nawet start w pierwszej piątce w meczu z Finlandią, zalicza dla Majlkovica dwumetrowy Edo Muric. Dla 19-latka jest to pierwszy duży turniej w kadrze, ale zagrał póki co już 92 minuty na EuroBaskecie. Muric ma dużo młodzieńczej energii, ale mecz z Hiszpanią może być dla niego zbyt wysoką wodą.



Goran Jagodnik dzieli czas gry między pozycjami 3/4, ale po udanych, kolejnych meczach z Gruzją (10 pkt w 13min.) i Belgią (5 pkt, 3 zb. w 11 min.), w czterech ostatnich spudłował 10 z 11 rzutów i miał tylko trzy zbiórki w 21 minut gry.

 

 

 

Silni skrzydłowi: 

 

Pau Gasol (25 min, 20.4 pkt, 5.7 zb., 1.6 blk, 1.0 str., 62% z gry)
Erazem Lorbek (28 min, 11.4 pkt, 5.4 zb., 0.3 blk, 1.4 str., 41% z gry, 36% za 3) 

 

Jeden z najlepszych statów tego EuroBasketu? Pau Gasol trafił dotychczas 6 z 7 rzutów za trzy. Jego pojedynek z Lorbekiem to starcie dwóch świetnie wyszkolonych technicznie silnych skrzydłowych i to z pewnością będzie najciekawszy match-up w tym meczu. Obydwaj są groźni na atakowanej tablicy, gdzie zaliczają blisko połowę ze swoich zbiórek na Litwie. Póki co nikt i nic nie może zatrzymać Gasola na tym turnieju i z pewnością nie zrobi tego Lorbek. Sam Lorbek miał natomiast dużo lepszy turniej dwa lata temu, gdy praktycznie był drugim-trzecim (z Milosem Teodosicem), najlepszym graczem mistrzostw. Tylko w jednym (!) z ośmiu spotkań trafił więcej niż połowę swoich rzutów. 

 

W Hiszpanii na pozycji nr 4 grają też Serge Ibaka i Felipe Reyes - w zależności od kłopotów z faulami braci Gasol. Uros Slokar ma za sobą natomiast mecz, w którym rzucił 13 punktów i miał 8 zbiórek z Finlandią, ale sprawia wrażenie trochę wystraszonego gracza i przypuszczam, że dosięgnie go to uczucie, gdy zobaczy na rozgrzewce przeciwko komu będzie grał. 

 

 

Środkowi:  

 

Marc Gasol (28 min, 14.6 pkt, 7.4 zb., 0.4 blk, 57% za 2)
Mirza Begic (17 min, 7.8 pkt, 6.6 zb, 1.3 blk, 62% z gry)

 

Marc Gasol już nie schodzi poniżej pewnego poziomu i w ostatnim roku wspina się do góry w rankingu Top10 najlepszych centrów świata. O Marcu piszemy już jednak w takim tonie od pierwszej rundy playoffów. Tymczasem bardzo dobry turniej zalicza Mirza Begic, jeden z najbardziej produktywnych centrów całego turnieju. Begic ma już 26 lat i mierzy 216 cm wzrostu. To dobry chłop, ale też taki nieco słoweński, nieco brezecowy. Nie jest kimś kto może zmienić obraz gry pod tablicami i bracia Gasol nie takich wysokich już widzieli na swojej drodze. W dolnej połówce drabinki EuroBasketu nie miał takich rywali.

 

Serge Ibaka też notuje produktywny turniej z ławki (6.8 pkt, 4.4 zb., 0.5 blk w 17 minut), ale wciąż czeka jeszcze na ten jeden wielki mecz, w którym wejdzie z ławki i Scariolo będzie zastanawiał się czy wpuszczać z powrotem jednego z braci. Ibaka razem z Marciem, zastępując stretch-four Jorge Garbajosę są postaciami, które z lekkich i szybkich Hiszpanów uczyniły zespół kompletny, bardziej defensywny. Nie najlepiej tymczasem dla Słowenii gra dotychczas Matjaz Smodis, który męczy się na tych mistrzostwach, trafiając zaledwie 32 procent rzutów. Powinien być tylko obserwatorem tego co dziać się będzie nad jego głową. Szkoda, bo to wielki gracz był zanim dopadły go problemy z plecami i kolanem.


Zabawne, ale metodą Słoweńców na wygranie meczu z wyższym rywalem będzie zaliczenie 10 przechwytów, trafieniu 15 trójek i jak największej ilości łatwych punktów. To będzie jednak akurat na rękę Hiszpanów. Słowenie ma zespół bardzo niekompletny. Lubią rzucać za trzy, ale brakuje strzelców (26% za trzy). Chcieliby grać szybko, ale poza Slokarem nie ma z podkoszowych komu biegać. Jeśli będą grać szybko, to narażą się natomiast na przechodzenie z obrony do ataku Hiszpanów, którzy wciąż jeszcze potrafią to robić świetnie. Mam ciekawy stat, spajający obydwie drużyny - Hiszpanie i Słoweńcy to dwie drużyny o najwyższym współczynniku punktów zdobytych ze strat do wymuszonych strat. Nie jest to super dokładny dowód, ale Hiszpanie i Słoweńcy potrafią grać szybko obwodem i lubią korzystać z błędów rywali (Rudy, Navarro, G.Dragic). Hiszpanie mają jednak 3 z 4 najlepszych podkoszowych w tym meczu, w tym dwóch w Top40 graczy na świecie, co zrobi zdecydowaną różnicę.  

 

Typ: Hiszpania +12



Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 725 397  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18725397

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0