Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 507 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


KEVIN DURANT I CZŁOWIEK Z PRZYSZŁOŚCI

niedziela, 02 stycznia 2011 19:31

Przemek Kujawiński

 

NBA zaczęła wypuszczać spoty reklamowe z nowej kampanii. Po serii reklamówek stworzonych przez DJ Steve'a Portera tym razem zdecydowano się na nową formułę. Tym razem gwiazdy NBA nawiedzane są przez gości z przyszłości. Na pierwszy ogień poszli Kevin Durant i Amar'e Stoudemire. Kolejni mają być Steve Nash, Chris Paul i Stephen Curry. Enjoy:

 

 




 

 



Podziel się:

komentarze (9) | dodaj komentarz

ROOKIE, NIE PODSKAKUJ

poniedziałek, 27 grudnia 2010 19:55

Maciej Kwiatkowski

 

W nawiązaniu do kłopotów wychowawczych Granta Hilla z Blake'm Griffinem, mój kolega Maciek ze Szczecina podesłał mi klip demonstrujący jak to Blake próbował podskoczyć Andre'mu "The Bullet" Millerowi.

 

Jak się już pewnie domyśleliście - był to błąd.



 

 

ps. Jestem prawie pewien, że sędziowie widzieli ostatnie dwa z tych trzech popchnięć.



Podziel się:

komentarze (43) | dodaj komentarz

SZTUKA KOSZYKÓWKI

sobota, 25 grudnia 2010 16:08

Przemek Kujawiński

 

Przyznaję się bez bicia - nie umiem rysować, malować, rzeźbić. Jestem upośledzony pod względem wszelkich sztuk plastycznych, a w moim rozwoju artystycznym zatrzymałem się gdzieś w okolicach późnego infantylizmu. Mógłbym się co prawda chwalić szóstką  z plastyki na koniec szkoły średniej, ale prawda jest taka, że dostałem ją tylko dlatego, że przekopaliśmy z kolegą nauczycielce ogródek. Nie zmienia to faktu, że lubię sztukę we wszelkiej postaci i tym bardziej doceniam ludzi, którzy mają talent i potrafią go wykorzystać. Uwielbiam fotografię sportową, a jeszcze bardziej uwielbiam sztukę, która ociera się o koszykówkę.

 

Barcelona jest miastem, w którym graffiti jest tak powszechne, że po pewnym czasie przestaje zwracać się na nie uwagę. I mówiąc graffiti mam na myśli naprawdę dobre rzeczy, a nie podpis Romana z okolicznego gimnazjum namalowany niezgrabnie na ścianie garażu. Co szczególnie mnie cieszy, znaleźć można też wiele małych "dzieł sztuki", których twórcy za temat obrali sobie koszykówkę. Jeśli tylko uda mi się wreszcie uzbierać na porządny aparat, to kiedyś może zamieszczę tu co ciekawsze okazy.

 

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać o związkach koszykówki ze wszelkimi sztukami ulicznymi. Koszykówka jest, w przeciwieństwie do wielu innych sportów, częścią pewnej kultury ulicznej i dziwię się, że do tej pory kluby NBA nie próbowały zbyt często wykorzystywać tych związków do promocji. Na ile doczytałem, jedynie w Orlando i New Jersey można znaleźć stałe wystawy sztuki o tematyce koszykarskiej. Dlatego ucieszyłem się, kiedy przeczytałem dzisiaj o wystawie, która odbyła się na początku grudnia w Miami.

 

Sama informacja nie jest może świeża, ale warto o niej wspomnieć i przede wszystkim pokazać część z wystawianych na niej rzeczy. Wystawa odbyła się w ramach festiwalu sztuki w Miami i znalazło się na niej 180 tablic i 180 piłek, które posłużyły za płótna dla artystów. Piłki i tablice zostały podarowane przez NBA.

 

Stronę projektu znajdziecie tutaj. Znajdziecie tam część z wystawianych pracy. Mi szczególnie spodobały się poniższe:


Image and video hosting by TinyPic

 

Image and video hosting by TinyPic

 

Image and video hosting by TinyPic

 

Image and video hosting by TinyPic

 

Image and video hosting by TinyPic

 

Image and video hosting by TinyPic

 

Image and video hosting by TinyPic

 

Image and video hosting by TinyPic

 

Image and video hosting by TinyPic

 

A tak swoją drogą, widzieliście w Polsce jakieś ciekawe tablice? Może koszykarskie graffiti?  A może sami robicie coś takiego? Pochwalcie się w komentarzach, lub podzielcie się z innymi na naszym facebooku. Ewentualnie podeślijcie na mojego maila. A nuż uzbiera się tego dużo i skleimy z tego jakąś notkę.




 

 

 



Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

WESOŁYCH ŚWIĄT KOBE

środa, 22 grudnia 2010 13:56




Maciej Kwiatkowski

 

Kobe Bryant powiedział przed meczem z Milwaukee Bucks, że jeśli Lakers przegrają to zepsują sobie święta. W święta grają z Miami Heat, więc jeszcze będzie okazja żeby popsuć sobie humor. Póki co Bryant  (czytajcie z ruchu jego warg gdy jest niedaleko połowy boiska) jeszcze raz przypomniał o tym, że niestety chce być ponad grę, a gra jeszcze raz mu przypomniała, że nigdy tak się nie stanie... i Earl Boykins.



Podziel się:

komentarze (129) | dodaj komentarz

VINCE STILL GOT IT !!!

wtorek, 14 grudnia 2010 20:43

Michał Górny


Seria "Still Got It" prezentuje.....


 

 

 

 

 



Podziel się:

komentarze (25) | dodaj komentarz

DWIGHT HOWARD KOŃCZY Z KONKURSEM WSADÓW

wtorek, 14 grudnia 2010 19:45

Image and video hosting by TinyPic

 

Przemek Kujawiński

 

Nadszedł koniec pewnej ery w konkursie wsadów. Od pięciu lat, za każdym razem w finale występował ktoś z dwójki Dwight Howard - Nate Robinson (lub robili to razem). Robinson już po zdobyciu swojego trzeciego tytułu zapowiedział, że więcej nie ma zamiaru startować. Teraz podobnie uczynił Dwight:

 

"Przechodzę na emeryturę. Nie chcę tego robić. Chcę dać innym szansę na pokazanie się. Robiłem to zbyt wiele razy. Skończyłem z tym."

 

Też odetchnęliście z ulgą? Nie będzie Nate'a, nie będzie Dwighta i może konkurs wsadów pójdzie wreszcie w dobrym kierunku. Oczywiście obaj mieli swoje chwile chwały i dokonywali naprawdę niesamowitych rzeczy, ale to oni też, przez swoje słynne przebieranki, po części są winni zmiany charakteru konkursu. Teraz z tym koniec i mam nadzieję, że peleryny, budki telefoniczne i wszelkie inne tego typu pomysły staną się przeszłością. Supermanie - spoczywaj w pokoju. Czekamy na powrót Clarka Kenta:

 




 

 

 



Podziel się:

komentarze (22) | dodaj komentarz

OBAMA PROPSUJE BULLS I ROSE'A

wtorek, 14 grudnia 2010 17:31

 

 

 "Moje Byki przejawiają oznaki życia. Derrick Rose może posiadać mój numer telefonu."                                    ~ Barack Obama

 

 

 

 

 



Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

DONALD STERLING NIENAWIDZI BARONA DAVISA

wtorek, 14 grudnia 2010 2:05

Przemek Kujawiński

 

Donald Sterling płaci Baronowi Davisowi w tym sezonie 13 milionów dolarów. Davis odwdzięcza się trafiając mniej niż 33% z gry i zdobywając raptem 7,4 punktu w meczu. Powiedzieć, że Sterling nie tego się spodziewał, gdy 2 lata temu sprowadzał ówczesnego gwiazdora Golden State Warriors, to powiedzieć mało. Donald Sterling nie ma najlepszej opinii, mówi się o nim wręcz, że jest najgorszym właścicielem w całej lidze, ale w tym wypadku trudno dziwić się jego rozczarowaniu. Dziwić się można natomiast sposobom, na jakie je wyraża.

 

Otóż Donald Sterling ma ostatnio zwyczaj krzyczeć na swoich graczy ze swojego miejsca koło parkietu. Szczególnie zaś lubi pokrzyczeć sobie na Barona:

 

"Po co w ogóle grasz? Po co rzucałeś? Jesteś bez formy!"

 

Dziwny sposób motywowania swojego gracza. Jest wiele złych rzeczy, które można powiedzieć o Baronie Davisie za jego czasów w Clippers. Mógłbym się rozpisać o braku motywacji, nadwadze, złych decyzjach rzutowych, czy lenistwie, ale nie oznacza to, że powinien robić to właściciel drużyny. Z pewnością zaś nie publicznie i nie w czasie meczu.

 

Źródła zbliżone do zespołu mówią, że Sterling nienawidzi swojego gracza i najchętniej odzyskałby pieniądze, które w niego zainwestował. Głosy te dochodzą oczywiście do Barona (pomijając już fakt, co słyszy będąc na parkiecie):

 

"Nie mam nic do powiedzenia. Nie będę tego komentował. Doszedłem do punktu, gdy co dzień jest to walka. To jest walka. Staczam niepotrzebne walki. To frustrujące, bo i ja, i moi koledzy z drużyny wiedzą do czego jestem zdolny. Wiedzą to nawet gracze z innych zespołów. To frustrujące."

 

Baron opowiedział przy okazji trochę o tym jak postrzega siebie i swoją grę dla Clippers:

 

"Kiedy przyszedłem tutaj, to było jak szok kulturowy i duże oczekiwania. Było po prostu inaczej. Te pierwsze dwa lata, to najbardziej frustrujące sezony, jakie grałem w tej lidze. W tym roku byłem naprawdę nakręcony myślą o grze z tymi młodymi graczami. To nie był brak kondycji. To była kontuzja, poważna kontuzja i od tej pory walczę. Nadal będę walczył, bo wierzę we wszystkich w naszej szatni. Wiem, że to jest coś, co możemy pokonać. Dojrzewamy. Ja dojrzewam jako osoba. Jesteśmy coraz lepsi i nie mogę się doczekać dnia, gdy to się wreszcie odwróci. (...) Patrzysz na mnie i mówisz: 'Dlaczego nie robi rzeczy, które robił w Golden State? Dlaczego nie robi rzeczy, które robił wcześniej? Co zmieniło się w jego grze?' (...) Po prostu staram się za mocno. Do tej pory wciąż nie wszedłem w ten rytm. Muszę znaleźć ten rytm. (...) Wierzę w talent, który mamy w tym zespole. Wierzę w elementy tej układanki i wiem, że jestem jej integralną częścią. Wierzę po prostu, że może to być jeden z najbardziej ekscytujących zespołów do oglądania w tej lidze, jeśli rozwiniemy styl, w którym wszyscy chcemy grać."

 

Baron Davis jest w bardzo trudnym momencie swojej kariery i mimo wszystko trochę mu współczuje. Teraz właśnie przydałaby mu się świadomość, że ktoś w LA wciąż w niego wierzy. Nie wyjdzie jednak z dołka samymi słowami, nie ważne jak ładnie by brzmiały. Musi zdać sobie sprawę, że sam sobie zgotował ten los. W tym sezonie ma szczęście grać z Blakiem Griffinem, który jest w stanie złapać prawie wszystkie rzucane w jego kierunku piłki. Niewielu jest podobnych zawodników w lidze, przy których każdy rozgrywający nagle zaczyna wyglądać lepiej. Nie wiem tylko, czy Baron jest gotowy przejść transformację z największej gwiazdy tego zespołu, która robi, co chce i rzuca, kiedy chce, w pomocnika, który ma ułatwiać grę komuś innemu.


Wszystko przed nim, choć zachowanie Donalda Sterlinga z pewnością mu w tym nie pomoże. Baron Davis nie ma raczej charakteru Kobego Bryanta, by potraktować słowa właściciela Clippers jako wyzwanie. Szkoda, bo w jednym Davis ma rację. To naprawdę mógłby być najbardziej ekscytujący do oglądania zespół w całej lidze.




 





Podziel się:

komentarze (9) | dodaj komentarz

PIERWSZE PRZEPISY KOSZYKÓWKI PO 119 LATACH OPUSZCZAJĄ RODZINĘ NAISMITHA

sobota, 11 grudnia 2010 1:55

Przemek Kujawińskj

 

Katolicy mają 10 przykazań, luteranie 95 tez, a my mamy 13 zasad:

 

"The ball to be an ordinary association foot ball..."

 

Pewnego grudniowego poranka 1891 roku panna Lyons - sekretarka w  YMCA International Training School w Springfield wystukała te słowa na maszynie do pisania. Powstały one w głowie Jamesa Naismitha - nauczyciela wychowania fizycznego w tejże szkole. Poprzedzały one 13 oryginalnych reguł gry, którą właśnie stworzył. Wkrótce dwie strony z przepisami zawisły w hali sportowej.

 

I stała się koszykówka.

 

Naismith zmagał się podobno w tym czasie z niesforną klasą, która rujnowała wszelkie zimowe zajęcia na hali, wybijając okna, łamiąc drabinki i robiąc sobie nawzajem krzywdę. Jego przełożony dał mu 14 dni na to, by wymyślić grę, która pozwoliłaby utrzymać sportowców zimą w formie, ale jednocześnie nie była zbyt agresywna i nie pozwalała na wiele kontaktu.

 

Koszykówka, jak ją później nazwano miała być elegancką grą - przeciwieństwem brutalnego footballu, czy rugby. Naismith zastanawiał się długo, co sprawia, że jego klasa grając w te gry zaczyna zachowywać się agresywnie. Doszedł do wniosku, że pozwalają one na zbyt dużo fizycznego kontaktu, bo gracze mogą biegać z piłką. Tak powstała zasada numer 3:

 

"3. A player can't run with the ball. The player must throw it from the spot on which he catches it, allowance to be made for a man running at good speed."


Co w takim razie gracze mogą robić? To regulowały dwie pierwsze zasady powstającej w głowie Naismitha gry:


"1. The ball may be thrown in any direction with one or both hands."

 

"2. The ball may be batted in any direction with one or both hands."

 

Teraz wystarczyło już tylko wykluczyć z gry jakikolwiek kontakt fizyczny i zapewnić, że wszelkie faule będą surowo karane:

 

 "5. No shouldering, holding, striking, pushing, or tripping in any way of an opponent. The first infringement of this rule by any person shall count as a foul; the second shall disqualify him until the next basket is made or, if there was evident intent to injure the person, for the whole of the game. No substitution shall be allowed."

 

"6. A foul is striking at the ball with the fist, violation of rules three and four and such described in rule five."

 

"7. If either side makes three consecutive fouls, it shall count a goal for the opponents (consecutive means without the opponents in the mean time making a foul)."

 

Co jednak miałoby być celem tej gry? Jak zdobywałoby się punkty? Nie mogąc pozwolić sobie na podobną regułę jak w footballu, gdzie należało dostarczyć piłkę w określone miejsce (bo przecież gracze nie mogli się z piłką przemieszczać), musiał wymyślić coś innego.

 

Naismith przypomniał sobie grę, w którą grywał jeszcze jako dziecko. Nazywała się kaczka na kamieniu (duck on a rock), a jej celem było strącanie kamieni rzucając w nie mniejszymi kamyczkami. Takiego celu właśnie potrzebowała nowe gra. Celu, w którym bardziej istotna była celność niż siła. Tak powstał pomysł rzucania do koszy. Aby uniknąć sytuacji, w której zawodnicy zastawialiby cel, Naismith postanowił zawiesić je na pewnej  wysokości (swoją drogą praktycznie tej samej, na której wieszmy kosze do dzisiaj).

 

W klasie Naismitha szczególnie istotną postacią był niejaki Frank Mahan. To on najczęściej był prowodyrem wszystkich problemów w czasie lekcji. Naismith wiedział, że jeśli chce, by gra się przyjęła, musi przekonać przede wszystkim właśnie Mahana, a inni pójdą za nim. 

 

Gra okazała się strzałem w dziesiątke. Co prawda tylko raz udało się trafić do kosza - uczynił to uczeń o nazwisku William Chase, ale wszyscy byli zachwyceni. Łącznie z Mahanem, który po lekcji ukradł reguły  i schował je w swoim pokoju. Jakiś czas po świętach, w styczniu podszedł do Naismitha i poprosił go o rozmowę. Podobno wyglądała w ten sposób:

 

"- Pamięta pan zasady, które wisiały na tablicy?

 

- Tak, pamiętam.

 

- Zniknęły.

 

- Wiem o tym.

 

- No więc ja je zabrałem. Wiedziałem, że ta gra się przyjmie i pomyślałem, że będą dobrą pamiątką. Myślę jednak, że pan je powinien mieć."

 

W ten sposób oryginalne przepisy wróciły do swojego twórcy. Mahan został jednak zapamiętany, gdyż to on podobno zaproponował nazwę basketball, która spodobała się Naismithowi i dopisał ją w  nagłówku reguł. Gra szybko zaczęła zyskiwać popularność, a przepisy zaczęły się zmieniać. Zawodnicy szybko zauważyli, że reguły nie zabraniają odbijania piłki w czasie biegu i kozłowanie szybko stało się częścią gry i niebawem zostało dołączone do zasad.

 

Resztę już pewnie znacie:

 

Koszykówka pojawiła się na Igrzyskach Olimpijskich. Powstała liga NBA. Boston Celtics zdominowali rozgrywki. Wilt Chamberlain rzucił 100 punktów. John Havlicek ukradł piłkę. Pojawili się Magic, Bird i Michael Jordan. MJ przeszedł na emeryturę. MJ wrócił. MJ przeszedł na emeryturę. MJ wrócił. MJ przeszedł na emeryturę... I tak dalej.

 

Kiedy tak sobie myślę o tym jak długa drogę przeszła koszykówka od czasu, gdy Naismith wieszał na tablicy swoje zasady, to zawsze przypomina mi się ten filmik. Być może najlepszy youtube'owy filmik o koszykówce:

 

 

Od czasu, gdy Frank Mahan zwrócił Naismithowi jego przepisy, aż do wczoraj pozostały one w rodzinie przekazywane z ojca na syna. Przez jakiś znajdowały się w Hall-of-Fame jednak właścicielami pozostawali wciąż potomkowie wynalazcy gry. Jak pewnie się domyślacie chętnych do zakupu nie brakowało. Dopiero niedawno wnuk Naismitha Ian zdecydował się na sprzedaż, by wspomóc Naismith International Basketball Foundation.

 

Przepisy trafią do rąk niejakiego Davida Bootha, który nabył je za 4,3 miliona dolarów. Najwyraźniej są to dobre ręce, gdyż Boots już zapowiedział, że ma zamiar umieścić je na uniwersytecie w Kansas, którego jest absolwentem, a w którym przez wiele lat pracował też James Naismith.

 

4,3 miliona dolarów. Dobra cena jak na dwie kartki papieru. Kiedy jednak pomyślę sobie, że te dwie kartki dały mi sport, w którym od dziecka jestem bez pamięci zakochany, to dochodzę do wniosku, że to wcale nie tak dużo.




Podziel się:

komentarze (6) | dodaj komentarz

SERGE IBAKA CHCE GRAĆ DLA HISZPANII

piątek, 10 grudnia 2010 22:40

Image and video hosting by TinyPic

 

Przemek Kujawiński

 

Wyobraźcie sobie tę scenę. Eurobasket 2011. Tony Parker mija na pełnej prędkości Pau Gasola i już ma trafić prosty layup, gdy nagle wyrasta przed nim... Serge Ibaka i blokuje rzut. To możliwe.

 

Temat nie jest nowy, bo jeszcze w czasie poprzedniego sezonu Ibaka mówił o tym, że chciałby zagrać w reprezentacji Hiszpanii. Teraz jednak wygląda na to, że już niebawem może stać się to rzeczywistością. Ibaka rozpoczął oficjalnie starania o obywatelstwo i wszystko wskazuje na to, że je otrzyma. Zgodnie z prawą mógłby stać się obywatelem Hiszpanii dopiero w 2017 roku (po 10 latach mieszkania w kraju). Od czego jest jednak naturalizacja?

 

Hiszpańska prasa pisze, że jedyną przeszkodą jaka może stanąć na drodze do naturalizacji jest kraj urodzenia Ibaki, czyli Kongo, które może podobno do niej nie dopuścić. Nie znam się na kruczkach prawnych, ale podobno jest taka możliwość, by kraj osoby, która ma zostać naturalizowana mógł powiedzieć 'nie'.

 

Serge przed dołączeniem do Oklahoma City Thunder grał w dwóch katalońskich klubach w Manresie i podbarcelońskim L'Hospitalet de Llobregat. Jak sam mówi czuje się bardziej Hiszpanem niż Kongijczykiem:

 

"Hiszpania wiele dla mnie zrobiła i chcę się jej odwdzięczyć. Kongo to przeszłość. Oklahoma City to moje miejsce pracy, a żyję w Hiszpanii. Mój młodszy brat Igor gra w Manresie."

 

W Hiszpanii oczywiście również nikt nie miałby nic przeciwko włączenia Ibaki do reprezentacji. Trudno się temu dziwić, jeśli pomyślimy jak dobrze wyglądałby frontcourt Gasol - Ibaka. Hiszpanie naturalizowali już w tym roku innego utalentowanego wysokiego Nikolę Mirotica, ale to wciąż jest melodia przyszłości.

 

Swoją drogą wiedzieliście, że pełne Serge naprawdę nazywa się: Sergeballu LaMu Sayonga Loom Walahas Jonas Hugo Ibaka. Niektórzy dostają od życia zbyt dużo. Sergeballu...

 

Zdjęcie z nagłówka ze specjalną dedykacją dla wszystkich czytelniczek. Jak zdradził nam też Bartek Tomczak Przerwa na Żądanie zyskuje coraz więcej damskiej widowni czego bardzo się cieszymy. Zbyt dużo testosteronu na ZP1 nigdy nam nie służyło.

 

Mamy też jednego słuchacza w Tanzanii. Również pozdrawiamy.

 




Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 067 387 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u