Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 507 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


MAŁY PRZEGLĄD POJĘĆ PRZYDATNYCH (C)

niedziela, 31 stycznia 2010 21:00

Photobucket


Przemek Kujawiński

CAN'T FEEL MY FACE

Nie czuję mojej twarzy. To popularna nazwa dla "cieszynki", która kojarzona jest najczęściej z DeShawnem Stevensonem. Szczególnie znana stała się po 6 meczowej serii pomiędzy Wizards a Cavaliers w 2008 roku, gdy Stevenson celebrował w ten sposób większość swoich rzutów (między innymi 5 trójek w meczu numer 3). Gest polegający na machaniu ręką przed twarzą ma wg Stevensona oznaczać, że jest on w tej chwili tak "gorący", że nie czuje swojej twarzy. Słowa can't feel my face to nawiązanie do słynnej sceny z filmu Blow. Sam gest został podobno stworzony przez... syna 50 Centa. Tak przynajmniej twierdzi Tony Yayo, który miał podpatrzyć te ruchy u małego Marquise'a (choć może powinienem go nazywać 25 Centem?) a następnie zaczął wykorzystywać je w swoich klipach. Tam też zobaczył je DeShawn. Co ciekawe Stevenson nie był jedynym ani nawet pierwszym graczem, który używał tego gestu. W playoffs w 2006 roku w ten sposób każdą swoją trójkę dla Suns celebrował Tim Thomas. Co ciekawe Thomas przyjaźni się z Yayo i innymi członkami G-Unit i obiecał Tony'emu, że zacznie pokazywać "can't feel my face" w NBA. Stevenson miał podobno pretensję do Thomasa (i nawet interweniował u niego w tej sprawie) dopóki nie dowiedział się, że to Tim był pierwszy. Sam jednak postanowił nie rozstawać się ze swoim znakiem rozpoznawczym. Chyba nie ma mu się, co dziwić skoro to jedna z niewielu rzeczy, którą w NBA udało mu się zasłynąć.



CHOKE

Jeśli już jesteśmy w temacie "cieszynek" nie możemy pominąć słynnego choke. Właściwie nie wiem na ile można o tym mówić jako o cieszynce. Choke był bowiem skierowany w stronę konkretnej osoby i nie koniecznie miał być wyrażać radość. Zacznijmy jednak od początku. 1 czerwca 1994 roku Indiana Pacers grali w Madison Square Garden z miejscowymi New York Knicks. Było to piąte spotkanie w finałach konferencji wschodniej. Po trzech kwartach tego meczu Knicks prowadzili 70-58. Przy linii bocznej z radości szalał Spike Lee (pewne rzeczy się nie zmieniają). Na jego nieszczęście miał też wiele rzeczy do powiedzenia gwieździe Pacers Reggiemu Millerowi. Nie wiadomo, co konkretnie powiedział Spike. Wiadomo jednak, że podziałało to na Millera jak płachta na byka. Czwarta kwarta to był popis Reggiego. 25 punktów (5 trójek) i ostateczne zwycięstwo Indiany 93-86. Po jednej z trójek Reggie uciął sobie kolejną pogawędkę z Lee, która zakończyła się właśnie tym słynnym gestem:
 

 

Tak całkiem na marginesie nie był to jedyny taki raz Reggiego. Co prawda w 1994 roku Pacers ostatecznie przegrali serie 3-4 ale już rok później była okazja do rewanżu. Tym razem Knicks i Pacers trafili na siebie w drugiej rundzie playoff. Pierwszy mecz rozgrywany był w Madison Square Garden. Na widowni oczywiście Spike Lee. 18 sekund do końca. Knicks prowadzą 105-99 i wtedy... a zresztą sami zobaczcie:

 

I to nie był jeszcze koniec emocji. Sam Mitchel z Indiany myślał, że Pacers nadal przegrywają. Sfaulował więc Johna Starksa. Fatalny błąd w końcówce ale... Starks spudłował oba wolne. Piłkę dla Knicks zebrał Anthony Mason... ale Patrick Ewing spudłował z bliskiej odległości i tu do akcji znów wkracza Reggie. Zbiórka, a po chwili jest faulowany. Reggie nie zwykł pudłować wolnych i zapewnił Pacers zwycięstwo. Miller zakończył spotkanie z dorobkiem 31 punktów, O trzy więcej rzucił Rik Smits... Co to były za czasy...

CLUTCH PLAYER

Idealnie się składa, że hasło to znajduję się tuż pod Reggie Millerem. Reggie jest bowiem świetnym przykładem clutch playera. Słowo 'clutch' to slangowe określenie na moment krytyczny. Clutch player to gracz, który w takich sytuacjach bierze piłkę w swoje ręce i odpowiedzialność na swoje barki. Prawdziwy clutch player najczęściej potrafi ją udźwignąć i wyciągnąć swoją drużynę z największych tarapatów. Clutch plays to nie tylko rzuty w ostatnich sekundach. To także zagrania obronne, które ratują drużynę przed porażką, czy nawet asysty, dzięki którym można odwrócić losy meczu.

COACH K

Właściciel tego uroczego przydomku to człowiek legenda w amerykańskiej koszykówce. Co najciekawsze Mike Krzyzewski (czy też po naszemu Krzyżewski - bo ma polskie korzenie), bo o niego tu chodzi, nigdy nie trenował drużyny NBA. Od 1980 roku jest wierny drużynie uniwersyteckiej Duke Blue Devils i jest to dopiero drugi zespół, który trenuje w swoim życiu. Z czego Mike jest tak słynny wobec tego? 3 mistrzostwa NCAA, 10 razy final four i ponad 800 zwycięstw mówią same za siebie. To jednak z czego, przede wszystkim, słynie coach K to jego praca szkoleniowa. Podczas swojej kariery wychował 40 graczy NBA. Duży procent z jego zawodników wybierany jest w loterii. W 1999 roku aż czterech graczy Duke zostało wybranych w pierwszej rundzie draftu (w tym z numerem jeden Elton Brand). Z kolei w 2002 roku Jay Williams i Mike Dunleavy jr. zostali drugim w historii duetem z jednej uczelni, który został wybrany najwyżej spośród amerykańskich graczy (odpowiednio z numerami 2 i 3... z jedynką poszedł wtedy Yao Ming). Dodam tylko, że w tym samym roku w drugiej rundzie z Duke wybrany został też Carlos Boozer. Inni godni wspomnienia podopieczni Krzyzewskiego to Grant Hill, Christian Laettner, Corey Maggette czy Luol Deng. A żeby pokazać wam jak wysoko w Stanach ceni się talenty coacha K to powiem tylko, że kiedy w strzępach leżała duma amerykańskiej koszykówki na pomoc zawołano właśnie jego.

COAST TO COAST

Stwierdzenie to oznacza dosłownie od wybrzeża do wybrzeża. W ten sposób określane są akcje, w której zawodnik przebiega z piłką całe boisko spod swojego kosza aż pod kosz przeciwnika. Najczęściej sytuacja taka ma miejsce, gdy zbierający w obronie widzi, że ma sporo miejsca i postanawia uruchomić szybki atak. Najczęściej na takie akcje decydują się rozgrywający jednak zdarza się to nawet zawodnikom nie dysponującym teoretycznie taką szybkością.

CRAB DRIBBLE

W gruncie rzeczy określenie to jest znane w koszykarskiej terminologii od dawna. Dopiero jednak, gdy LeBron James nadał mu nowe znaczenie zaczęła się na dobre jego kariera. Crab Dribble, czyli krabi drybling oznaczał zawsze sposób przemieszczania się w grze pod koszem. Chodzi generalnie o to, by odgradzać się ciałem od obrońcy i posuwać, niczym "krab" w stronę kosza. Dziś jednak nikt już nie użyje tego określenia w tym znaczeniu. Dlaczego? 4 stycznia 2009 roku Cleveland Cavaliers grali z Washington Wizards. Na kilka sekund przed końcem spotkania Wizards prowadzili dwoma punktami. Piłka trafiła oczywiście w ręce LeBrona Jamesa, który miał obrócić losy spotkania na korzyść Cavaliers. Nie obrócił. James próbując wejść pod kosz zrobił błąd kroków. Ostatecznie Wizards wygrali 80-77. Nie byłoby w tej historii niczego szczególnego, gdyby nie to, że jeszcze długo po spotkaniu LeBron przekonywał wszystkich, że kroków nie było a po prostu wykonał swoje markowe zagranie zwane właśnie krabim dryblingiem. Zresztą oddajmy mu głos:

"Każdy ma swoje markowe zagranie a to było jedno z moich. Wydaje się, że to bład kroków bo jest wolne i z jakby wysokimi krokami ale to po prostu raz-dwa tak płynne jak żadne inne w tej lidze. Źle to zakończyłem ale myślę, że powinni sie przyjrzeć i zrozumieć, że to nie jest błąd kroków. To całkowicie legalne, coś co zawsze robiłem"

Jeśli daliście się przekonać to zobaczice jak wyglądała cała sytuacja:



CROSSOVER

Generalnie można to nazwać koszykarskim dryblingiem. Cała zabawa polega na tym, żeby kozłować piłkę przed sobą raz jedną a raz drugą ręką zmieniając przy okazji kierunek ruchu. Jakoś nie umiem znaleźć żadnego polskiego odpowiednika dla tego zagrania (jakieś pomysły?). W każdym razie rzecz bardzo efektowna, zwłaszcza dobrze wykonana. W przypadku, gdy zagranie takie spowoduje potknięcie się (lub nawet wywrócenie się) obrońcy mówimy o łamaczu kostek (ankle breaker). Z takich akcji słynął swego czasu Allen Iverson, jednak pierwszym, który uczynił z tego zabójczą broń był Tim Hardaway.

CRUNCH TIME

Umiejscowienie trochę wyżej clutch playera bardzo ułatwia wyjaśnienie tego pojęcia. Crunch time to właśnie końcówki spotkań, w których wynik wciąż nie jest rozstrzygnięty (w przeciwieństwie do garbage time, który zdarza się przy okazji blowoutów). Potocznie crunch time to czas, tuż przed upływem terminu wykonania jakiegoś zadania. Moment, w którym trzeba się szczególnie sprężyć, żeby udało się zdążyć.

Tyle na dzisiaj. Jak zawsze wszelkie uwagi i propozycje do przyszłych wydań zostawiajcie w komentarzach.


Podziel się:

komentarze (16) | dodaj komentarz

RICKY RUBIO W DRODZE DO NBA

niedziela, 31 stycznia 2010 0:36

Photobucket


Przemek Kujawiński

Po całym zamieszaniu z Rickym Rubio w roli głównej w przerwie między sezonowej jakby mniej się obecnie o nim słyszy. Tymczasem Ricky żyje i ma się całkiem dobrze. Niebawem startujeWłaśnie wystartowała druga faza Euroligi. Fc Barcelona awansowała do niej bez straty meczu. Mało tego na 10 spotkań. 9 kończyło się zwycięstwami Barcy różnicą co najmniej 10 oczek. Zespół Rubio wygrywał średnio różnicą prawie 21 punktów (sic!). Dzięki takiej grze i postawie w lidze ACB (bilans 17-2 i pierwsze miejsce w tabeli) Katalończycy uważani są ostatnio za najlepszy zespół w Europie. Duży udział w tych sukcesach ma właśnie Rubio. M.Haubs na blogu Painted Area przeprowadził ciekawą analizę statystyk Ricky'ego ze spotkań Euroligii. 10 spotkań (w których Rubio grywał średnio po 21 minut) nie jest może oszałamiającą próbką badawczą ale wyniki i tak wydają się dosyć ciekawe.

Ricky w Eurolidze zaliczał do tej pory średnio 6,4 punktu, 3,2 zbiórki, 5,6 asysty, 1,5 przechwytu i 1,9 straty. Rzucał ze skutecznością 39 % (40% za trzy) i 96% z linii. Haubs na początek przeliczył te statystyki na 36 minut gry (11.0 pt, 5.5 zb., 9.7 ast, 39% z gry, 22.2 PER). Chcąc jednak porównać te statystyki z tymi uzyskiwanymi przez graczy NBA zaadoptował je korzystając z systemu stworzonego przez Johna Hollingera. Zakłada on, że statyki punktowe, skuteczność i PER należy obniżyć odpowiednio o 25, 12 i 30 procent. Natomiast zbiórki i asysty trzeba zwiększyć odpowiednio o 18 i 31 procent. Po takich działaniach statystyki Rubio przedstawiają się następująco:


8.3 pt, 6.5 zb, 12.7 ast, 34,3% z gry, PER 15,6

Liczba asyst i zbiórek musi imponować (Steve Nash najlepszy asystujący na 36 minut w lidze ma wynik 11,8). Z drugiej strony skuteczność wygląda zatrważająco. Oczywiście po części jest to wina systemu przeliczania ale ma on swoje podstawy więc nie będę tu teraz z nim dyskutował. Statystyki Rubio przypominają nieco te, które uzyskiwał Jason Kidd (również świetnie asystujący i zbierający ale gorszy strzelec). Haubs postanowił więc porównać jego wyniki a także kilku innych czołowych jedynek z ich debiutanckich sezonów i obecnie. Ja dodałem do tego jeszcze ich najlepsze sezony. Jak to wygląda?


Jason Kidd
21 lat: 12,4 pt, 5,8 zb, 8,2 ast, 38,5%, PER 15,1
29 lat: 18,0 pt, 6,1 zb, 8,6 ast, 41,4%, PER 22,2
36 lat: 8,9 pt, 5,3 zb, 9,2 ast, 42,5%, PER 16,5


Steve Nash (w pierwszy sezonie miał ograniczoną liczbę minut więc do analizy użyjemy jego drugiego roku gry):
23 lata: 14.9 pt, 3.5 zb, 5.7 ast, 45,9%, PER 15.6
32 lata: 19 pt, 3,6 zb, 11,9 ast, 53,2%, PER 23,8 
35 lat: 19.8 pt, 3.4 zb, 11.8 ast, 52,3%, PER 23.2


Chris Paul
20 lat: 16.1 pt, 5.1 zb, 7.8 ast, 43,0%, PER 22.1
23 lata: 21,4 pt, 5,2 zb, 10,3 ast, 50,3%, PER 30
24 lata: 19.1 pt, 4.3 zb, 10.4 ast, 50,5%, PER 26.6


Rajon Rondo
20 alt: 9.9 pt, 5.7 zb, 5.8 ast, 41,8%, PER 13.1
23 lata: 13.9 pt, 4.2 zb, 9.5 ast, 53,4%, PER 20.0


Derrick Rose
20 lat: 16.3 pt, 3.8 zb, 6.1 ast, 47,5%, PER 16.0
21 lat: 19.6 pt, 3.7 zb, 5.9 ast, 47,7%, PER 17.7


Od siebie dołożyłem jeszcze Jonny'ego Flynna:

20 lat: 17,2 pt, 2,9 zb 5,9 ast, 42,3%, PER 13,6

Co nam mówią te cyferki? Ano po pierwsze musimy brać je trochę z przymrużeniem oka bo przecież Rubio w NBA nie gra więc ciężko go porównywać. Potencjalnie jednak Rubio ma zadatki na rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. To nad czym z pewnością musi popracować to skuteczność. Wbrew pozorom nie chodzi tu jednak o rzuty z wyskoku. Rubio w Eurolidze notuje solidne 40% skuteczności zza łuku (choć musimy wziąć pod uwagę, że w NBA ta odległość jest większa w Ricky ponoć w tym sezonie dalekiej trójki jeszcze nie trafił) a w ACB nawet 46%. Problemem nadal pozostaje kończenie akcji spod kosza. Bez tej umiejętności żaden rozgrywający w NBA kariery nie zrobi. Patrząc na dzisiejszych młodych rozgrywających łatwo możemy zaobserwować, że ich główną siłą jest właśnie kończenie z pomalowanego (Rajon Rondo trafia 20% swoich rzutów za trzy i niecałe 60% osobistych a jednak nie przeszkadza mu to mieć ogólną skuteczność na poziomie prawie 50%). Pamiętajmy jednak cały czas, że Ricky skończył w październiku dopiero 19 lat. Gdy w końcu zobaczymy go w NBA będzie z pewnością lepszy. Zresztą nawet jeśli będzie mu się trudno dostosować do amerykańskiej koszykówki to i tak możemy być pewni, że fani z miejsca go pokochają. Choćby za takie rzeczy:


Więcej występów Rubio w Eurolidze można zobaczyć naprzykład tu i tu. Naprawdę warto. Kawałek solidnej i przede wszystkim radosnej koszykówki. Niebawem będę miał okazję zobaczyć Rubio po raz pierwszy na żywo więc z pewnością będę mógł sobie wyrobić opinię na temat jego talentu. Może nawet skończy się to jakimś Rubio-watch na ZP1. Swoją drogą bardziej niż to, czy Rubio poradzi sobie sportowo (w to szczerze mówiąc nie wątpię, choć nie jestem obiektywny bo po prostu uwielbiam graczy tego typu) interesuje mnie to, czy poradzi sobie mentalnie. Z jednej strony towarzyszyć mu będą ogromne oczekiwania. Z drugiej strony z miejsca stanie się gwiazdą. W Europie koszykówka to wciąż "jedynie" sport (w gruncie rzeczy niewielu barcelończyków orientuje się kim jest Rubio). W Ameryce to wielki interes spleciony z show-biznesem i wielkimi pieniędzmi. Pytanie brzmi, czy młody Rubio wytrzyma to ciśnienie. Mam nadzieję, że tak bo tego typu graczy nigdy nie powinno w lidze zabraknąć. Czy będzie faktycznie tak dobry jak mu to wszyscy prognozują? To już zależy tylko od niego samego. Potencjału z pewnością mu nie brakuje.


Podziel się:

komentarze (17) | dodaj komentarz

CO NAS OMINIE?

piątek, 29 stycznia 2010 0:00
Michał Górny

Oto krótki materiał z przedmeczowej rozgrzewki Cavs. Szkoda, że James nie powiedział TAK. Pamiętam konkurs wsadów ze szkoły średniej i oprócz powerdunków "bitych" na wysokości wieżowca w Dubaju, LeBron nie pokazał nic takiego motorycznego, wymagającego dołożenia obrotu, przełożenia pod nogą i takie tam.
 
Po tym materiale zmieniam zdanie i żałuje, że LBJ będzie widzem podczas SDC w Dallas.

 

Ale bardziej mi brak Shaqa w ASG :( No Shaqwackie this year :(



Podziel się:

komentarze (19) | dodaj komentarz

JEŚLI BRAKUJE WAM KOGOŚ W ALL-STAR GAME...

czwartek, 28 stycznia 2010 21:40

Photobucket


Przemek Kujawiński

... pomyślcie sobie, że mogło być gorzej.


Kiedy spojrzałem na listę rezerwowych do meczu gwiazd pomyślałem sobie: "nie jest źle". Jasne brakuje mi Josha Smitha bardzo bo on naprawdę na to zasłużył w tym sezonie. Nieco mniej Shaqa. Choć podobnie jak wiele osób uważam, że jest to mecz GWIAZD a nie mecz najlepszych zawodników (a teraz niech się uderzą w pierś Ci, którym brakuje Shaqa a przeszkadza im Iverson. A tak na marginesie dlaczego nikt nie protestuje w takim razie przeciwko obecności Garnetta w pierwszej piątce?). Umówmy się jednak pozostali zawodnicy, których zobaczymy w Dallas to albo gwiazdy albo, praktycznie pewne, przyszłe gwiazdy, ewentualnie zawodnicy pokroju Geralda Wallace i Zach Randolpha, których ten sezon odkrył na nowo. Jedyne wątpliwości miałbym wobec Ala Horforda, którego obecność nie jest dla mnie do końca jasna. Po pierwsze rozumiem, że Atlanta dostaje dwóch All-Star trochę za zasługi całego zespołu ale w takim razie dlaczego nie Josh Smith? Odpowiedź brzmi bo Wschód potrzebuje rezerwowego centra. Ok ale w takim razie mimo generalnej posuchy wśród środkowych z miejsca mogę wymienić dwa nazwiska centrów, którzy mają nawet bardziej udany sezon niż Horford. Brook Lopez i Andrew Bogut (edit: Przede wszystkim David Lee - dlaczego nikt, nawet ja, o nim nie pamięta?). Dlaczego więc żaden z nich? No tak ale rozmawiajmy poważnie.  All-Star z zespołów ze słabym bilansem (nie wiem, czy słaby w kontekście New Jersey to dobre słowo) mogą się zdarzyć ale jeśli naprawdę nie ma konkurencji na danej pozycji. Zgoda. Dlaczego więc nie Shaq? Ba! Andrea Bargnani, czy nawet Joakim Noah. Generalnie jednak mam nadzieję, że ten, trochę na zachętę dla Horforda, wybór dobrze mu posłuży w przyszłości i wierzę, że jego następny występ w All-Star będzie się już wydawał oczywisty.

Wróćmy jednak do tego, o czym od początku chciałem napisać. Nie narzekajcie aż tak bardzo bo naprawdę mogło być gorzej. Historia zna przypadki. Cofnijmy się do 2000 roku, kiedy w All-Star Game w Oakland zagrał Dale Davis. Jeśli nie pamiętacie, kto to taki to znaczy, że gwiazdą raczej nie był. Jego statystyki z tego sezonu (10/10) też nie są chyba na tyle przekonujące. Rok później było jeszcze ciekawiej, gdy w pierwszej piątce drużyny wschodu na przeciwko Tima Duncana i Kevina Garnetta stanęli Anthony Mason i Antonio Davis. Do obu panów mam dużo szacunku, bo przez całe swoje kariery byli solidnymi graczami (Mason może nawet trochę więcej) ale mimo wszystko. W 2002 roku na swoje 12 minut "gwiazdorstwa" załapał się nawet Wally Szczerbiak. Nic to jednak wobec tego, co wydarzyło się w roku 2004 gdy do drużyny Wschodu wybrany został Jamaal Magloire. Dzisiaj brzmi to jak żart. Magloire nie dosyć, że może o sobie mówić per All-Star to jeszcze może być z tego występu dumny. Jamaal w 22 minuty zaliczył 19 punktów i 8 zbiórek a tego niektórym graczom nie udało się uzbierać w kilku meczach (patrz: Joe Johnson). Nie zmienia to faktu, że Jamaal gwiazdą nie był, nie jest i już z pewnością nie będzie. Kiedy więc spojrzycie jeszcze raz na tegoroczne składy pomyślcie, że naprawdę mogło być gorzej.


Z drugiej strony może jeszcze o którymś zawodniku z tegorocznego All-Star Game tak powiemy? Jakieś kandydatury do kolejnej edycji nagród im. Jamaala Magloire? Horford? Rondo? Może ktoś z zeszłych lat? Harris albo Granger?


Podziel się:

komentarze (15) | dodaj komentarz

SIEDZI SOBIE POPS POD WIELKIM KAMIENIEM

czwartek, 28 stycznia 2010 16:50

źródło: khandorssportsblog.files.wordpress.com

Maciej Kwiatkowski

Jaki jest najlepszy sposób na zdyskredytowanie plotek transferowych? Gregg Popovich ma nowy. Zapytany o plotki tyczące się Amare Stoudemire'a i San Antonio Spurs, a opublikowane na serwisie Yahoo, Pops odpowiedział po zwycięstwie nad Atlantą, 105:90:

"What the heck is Yahoo? Is it one of those computer things? Is that like Twittering?"

Najwyraźniej Pops nie wie co to Yahoo. Jest jeszcze oczywista teoria o tym, że wie, ale w końcu jemu akurat wolno powiedzieć, że nie zna Yahoo i nie narazić się nikomu, a przy tym wyjdzie jeszcze na zabawnego gościa jakim z pewnością jest (przypuszczenie wynika tylko z faktu, że nie widziałem go osobiście).

W każdym razie Pops ma teraz przed sobą dużo większy problem niż wiedza o tym co popularne w cybersferze. Spurs notują bilans 26-18, który jest bardzo mylny bo wygrali tylko 6 7 spotkań z drużynami powyżej 0.500 i tylko 3 z 4 ostatnich u siebie. Do tego stracili Tony'ego Parkera znowu z kontuzją kostki, Richard Jefferson nie może się odnaleźć, rotacja jest w każdym meczu inna, a to już zbliża się 50 mecz sezonu. W obecnej sytuacji pozostaje się cieszyć z rozwoju George'a Hilla. Spurs mają tutaj kolejny steal w drafcie, ale nie George'a Hilla potrzebują by wygrać w tym roku tytuł mistrzowski.

PS. Nadrabiam brak internetu zeszłej nocy i jak dobrze widzieć Andreę Bargnaniego, który we wczorajszym zwycięstwie nad Miami Heat robił jednak wszystko, by być nazywanym "Drugim Dirkiem". Wbrew temu o czym napisałem wczoraj (ale przecież jakby nie). Tymczasem Utah Jazz faktycznie weszli w mecz w Portland jakby dopiero co skończyli rozbijać energiczną i agresywną grą Phoenix Suns w drugiej połowie podczas poniedziałkowej wygranej, 124:115. Jest szósta minuta meczu i 21-2 dla Utah. Tym razem to ja się spytam Was - co jeszcze powinienem obejrzeć z minionej nocy? Poza Bulls/Thunder rzecz jasna.


Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

ARENAS I CRITTENTON ZAWIESZENI DO KOŃCA SEZONU!!!

czwartek, 28 stycznia 2010 0:44
Michał Górny



Gilbert Arenas i Javaris Crittenton zostali zawieszeni na resztę sezonu. Wątpliwe, żeby Wizards znaleźli się w Top8 na Wschodzie, ale nawet, jeśli jakimś cudem uda się odbić od dna to i tak obaj Panowie tych gier posezonowych nie zobaczą. No może zobaczą, ale bardziej, jako widz niż uczestnik spotkań.

Rozmawiałem z Panem Arenasem i Panem Crittentonem i obaj wyrazili chęć poprawy za swoje czyny. Obaj zawodnicy rozumieją również, że takie przypadki "zabaw z bronią" nie mogą mieć miejsca w naszej organizacji. Dlatego tez, nakłożyłem na obu graczy karę zawieszenia na resztę sezonu 2009/2010 (przyp.red - "bez wypłaty") ~ David Stern

Jak mówią anonimowe źródła Arenas robił wszystko, by uniknąć 82-meczowej kary zawieszenia, która ciągnełaby się do przyszłorocznej kampanii i znacząco skomplikowałaby plany ewentualnych przenosin do innej drużyny. Lecz póki co, kto ma Arenasa w Fantasy League niech szybko szuka zastępstwa.....




Podziel się:

komentarze (16) | dodaj komentarz

PAUL PIERCE CHCE RZUCAĆ TRÓJKI

środa, 27 stycznia 2010 23:39

Photobucket

źródło: Yahoo

Przemek Kujawiński

Wiedzieliście, że Paul Pierce ma bloga? Nie wiem jak mi to umknęło ale odkryłem go dopiero dzisiaj. W każdym razie w swoim ostatnim wpisie Paul zgłasza swój akces do konkursu rzutów za trzy. Pierce zawziął się w tym sezonie, żeby poprawić rekord skuteczności trójek w Bostonie (obecny 44,5 % należy do Eddiego House'a, który też zresztą chciałby w tym roku w konkursie trójek wystąpić). Trzeba przyznać, że póki co idzie mu świetnie. Ze skutecznością 47% ustępuje w lidze jedynie "Cycusiowi" Gibsonowi. Korzystając z nadarzającej się okazji Pierce postanowił wymazać nie tylko rekord House'a ale także swój pierwszy nie udany udział w konkursie rzutów za trzy w 2002 roku gdy trafił... tylko 8 7 razy. Paul przyznaje, że był wtedy bardzo zażenowany a jedyne, co sprawiło, że całkiem nie spalił się ze wstydu było to, że Steve Smith zaliczył tylko jedno trafienie więcej. Do tamtego konkursu Pierce ponoć wcale nie trenował. Myślał, że po prostu pójdzie tam i będzie trafiał. Dzisiaj pisze, że rzut w takim konkursie to nie wszystko. Trzeba jeszcze wytrenować branie piłek z podajników i bieganie od pozycji do pozycji. Obiecuje też, że w tym roku jeśli dostanie szansę to faktycznie się do tego przyłoży. Ba! Pierce stwierdza nawet, że choć miło byłoby wystąpić w meczu gwiazd to najbardziej zasługuje na to w tym sezonie Rajon Rondo a jego ucieszy sam udział w All-Star Weekend w jakiejkolwiek roli.

Wydaję mi się, że Pierce może dostać szansę. Po pierwsze jego skuteczność w tym sezonie jest faktycznie imponująca (do tego trzeba dodać, że z pierwszej 10 z najlepszym procentem za trzy tylko Channing Frye oddaje więcej rzutów). Po drugie z własnej woli chce w tym konkursie wziąć udział. Czy liga może sobie pozwolić odpuścić taką okazję? Po zeszłorocznym, stosunkowo nudnym konkursie, występ Pierce'a może być hitem.

A jak już jesteśmy przy blogu Paula to znalazłem tam jeszcze jeden ciekawy post. Datowany, co prawda na połowę grudnia zeszłego roku, ale chyba warty przypomnienia. Otóż Pierce pisze w nim o tym, co chciałby zmienić, gdyby miał władze nad ligą. Paul zniósłby limit wieku argumentując to tym, że każdy powinien mieć równe szanse i jeśli ktoś jest na tyle dobry w wieku 16 lat by grać z zawodowcami to powinien móc to robić. Po drugie skróciłby sezon do 60 gier by tym samym uniknąć wielu kontuzji. Po trzecie wreszcie podniósłby obręcz o 3 cale (czyli trochę ponad 7,5 centymetra). W jego opinii zmusiłoby to zawodników bazujących jedynie na atletyźmie by poświęcili więcej czasu podstawom koszykówki, takim jak na przykład rzut z wyskoku.

Muszę powiedzieć, że pomysł z obręczą mi się nawet podoba. Nie mogę się zgodzić ze zniesieniem limitu wiekowego a mój argument podał sam Pierce w propozycji numer 2. Młodzi zawodnicy, nawet jeśli mają talent i są w stanie konkurować z najlepszymi nie wytrzymywaliby w większości fizycznie rywalizacji w NBA. Mielibyśmy 18-latków zmuszonych kończyć kariery z powodu "braku" kolan i wiele zmarnowanych talentów przez zbyt szybkie położenie nacisku na rozwój fizyczny. Co do 60 gier w sezonie. Cóż... jestem kibicem nawet te 82 każdego zespołu to dla mnie za mało. Myślicie, że którakolwiek z tych zmian miałaby szanse powodzenia?

A i na koniec absolutny hit, który wyrzuciło dzisiaj Yahoo. Paul Pierce i Rasheed Wallace w ramach akcji NBA "Read to Achieve" wzięli we wtorek udział w teatrzyku szkolnym w jednej ze szkół w Roxbury.

Photobucket



Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

PRZED ZAWAŁEM, CZYLI TRADE DEADLINE ZA 22 DNI

środa, 27 stycznia 2010 13:26

źródło: espn.com

 

Piotr Makulec

 

 Amare Stoudemire odejdzie z Phoenix Suns jeszcze w tym sezonie, ale dopiero po All-Star Game, prawdopodobnie na dzień przed lub podczas Trade Deadline (18. lutego). Wyszło bowiem na jaw, że jego agent nie porozumiał się z Suns na temat nowego (maksymalnego) kontraktu i zakomunikował, że skoro tak, to on odstąpi przed 1. lipca od ostatniego roku umowy i zostanie wolnym agentem. W Phoenix zdają sobie sprawę, że jeśli do tego dojdzie to nie uda im się zatrzymać Amar'e i będą zmuszeni puścić go za darmo. Dlatego już teraz chcą zapobiec tej sytuacji - nazwijmy to umownie - wystawiając go pół-oficjalnie na sprzedaż. Chętnych jest wielu, Sixers, Heat, Warriors, Spurs, ale najbardziej zdeterminowani by go ściągnąć są ponoć Pistons, Nets i Bulls. Według źródeł nie chcą go już Cavaliers, którzy swoje zainteresowanie przenieśli całkowicie na Antawna Jamisona i Troy'a Murphy'ego.

 Memphis Grizzlies szukają dobrego zawodnika na pozycję rzucającego obrońcy i zanim pozyskają takowego w wymianie, dali jeszcze jedną szansę Vonowi Waferowi, który... znowu ją zawalił. Wygląda więc na to, że teraz ich oczy skierują się na Dorella Wrighta z Miami Heat, za którego - chodzą słuchy - zaproponowali Stevena Huntera i/lub wybór w pierwszej rundzie Draftu NBA. Wciąż patowa sytuacja jest z Rudy'm Gay'em, który nie przedłużył umowy przed sezonem i jeśli nie otrzyma minimum 10 mln $ za sezon - odejdzie. Grizzlies, mimo deklaracji, że zostanie, że Gay jest cacy i nie na sprzedaż, rozmawiają na temat wymiany z jego udziałem jak szaleni. Wyczytałem, że dyskutowali różne kombinacje wymiany z Detroit Pistons i Minnesotą Timberwolves. "Niedźwiedzie" rozważają także pozbycie się Hasheema Thabeeta, którego nazwisko wyczytałem u jednego z insiderów z Detroit.

 Andre Miller niby nie jest na sprzedaż, niby Kevin Pritchard (GM Blazers) go bardzo lubi i jest z niego zadowolony, ale... No właśnie, ale. Zgrzyta ponoć między Millerem a trenerem Nate'm McMillanem, który przekonuje Pritcharda, żeby pozbyć się 33-latka i pozyskać w jego miejsce dobrego środkowego, którego największymi atutami byłaby obrona, z dużą ilością zbiórek i bloków na czele (Brendan Haywood z Wizards?). Tutaj nie ma co wymyślać, bo McMillan ma rację. Jeśli Blazers chcą zajść dalej po sezonie, to muszą koniecznie ściągnąć jakiegoś byka pod kosz, bo podstarzały Juwan Howard i LaMarcus Aldridge to za mało, a reszta wysokich jest po prostu za młoda i za mało doświadczona.

 Josh Howard, Drew Gooden, J.J. Barea i pieniądze do Sacramento Kings, a Kevin Martin i Andres Nocioni do Dallas Mavericks? Bardzo realna wymiana, która - jeśli Nocioni nie zostanie wcześniej wytransferowany do Bulls za Tyrusa Thomasa - może mieć miejsce po Weekendzie Gwiazd. Mavs chcą pozbyć się Josha Howarda już od dawna, pozyskując w zamian kogoś dobrego na pozycję rzucającego obrońy, a Kings, którzy szukają dobrego centra jako zmiennika Spencera Hawesa oraz niskiego skrzydłowego, mogą być zainteresowani Goodenem i Howardem, który pasowałby chyba lepiej do Tyreke Evansa niż Martin. Pozbycie się Martina dawałoby jeszcze większą szansę na grę dla jednego z moich ulubieńców Donte Greene'a, który zrobił w tym sezonie bardzo duży postęp.

 Według plotek Golden State Warriors zaoferowali przedwczoraj "Celtom" Montę Ellisa i Vladimira Radmanovica w zamian za Ray'a Allena. Wczoraj Allen przyznał, że chciałby zostać w Bostonie i tu zakończyć karierę, Danny Ainge go poparł mówiąc, że nie odda żadnego zawodnika z "Wielkiej Trójki" do końca sezonu, a insiderzy Warriors zanegowali tą informację twierdząc, że Ellis nie jest na sprzedaż. I to by było na tyle jeśli chodzi o tą plotkę.

 T.J. Ford został uziemiony na dobre i od 30. grudnia 2009 roku nie zagrał ani minuty. Trener Jim O'Brien woli zamiast niego Earla Watsona i debiutanta A.J.-a Price'a, a gdy wróci Travis Diener, to pewnie i jego będzie widział w rotacji, a nie Forda. Nie rozumiem trochę decyzji trenera Pacers, podjętej wspólnie z Larry'm Birdem, bo mimo wszystko T.J. jest bardzo dobrym graczem i trzymanie go na liście nieaktywnych jest robieniem sobie pod górkę. Owszem, Ford nie gra w tym sezonie tak dobrze jak w poprzednim, a pierwszą "trójkę" trafił dopiero pod koniec listopada, ale to dlatego, że aby być efektywnym potrzbuje więcej minut. To właśnie taki typ zawodnika. W każdym razie pewne jest już w 100%, że Indiana będzie chciała się go pozbyć do 18. lutego.

 Mike Dunleavy Sr, trener oraz Generalny Menedżer Los Angeles Clippers, odrzucał w 2009 roku wszystkie propozycje wymiany z udziałem Marcusa Camby'ego. Odrzucał, bo wierzył, że duet Camby-Griffin będzie bardzo dobrze współpracował ze sobą i dzięki temu Clippers wejdą do PlayOffs (tak tak, Kaman powędrowałby wtedy na ławkę rezerwowych). Jego marzenia prysły jednak jak bańka mydlana, gdy dowiedział się, że Blake Griffin nie zagra w tym sezonie i będzie musiał przejść operację kolana, by w ogóle móc zadebiutować od następnego sezonu NBA. Nie wiem co teraz zrobi trener LAC, ale plotki mówią, że zmienił zdanie i jeśli nadpłynie "odpowiednia" oferta, to Camby'ego odda. 

 Luis Williams, Elton Brand, Samuel Dalembert i Andre Iguodala są na sprzedaż. Wszyscy. I teraz najciekawsza plotka jaką udało mi się znaleźć, co prawda traktuję ją z dużym przymrużeniem oka, ale warto o niej wspomnieć - Andre Miller do Sixers, a Elton Brand albo Samuel Dalembert do Blazers. A jeśli chodzi o Andre Iguodalę, to Sixers prowadzili rozmowy z Rockets i Cavaliers, ale chyba nic z nich nie wyniknie.

 Nets chcą Johna Walla w tegorocznym Drafcie i chcą go bardzo. Tak bardzo, że jeśli uda im się mieć "pewność", że będzie ich, to oddadzą lekką ręką Devina Harrisa. Jeśli nie teraz, to w noc naboru do NBA.

 Nate Robinson wzbudził w ostatnich dniach zainteresowanie Boston Celtics oraz Los Angeles Lakers, którzy prócz zapytań o niego, prowadzą - ponoć już coraz bardziej zaawansowane rozmowy - z Chicago Bulls w sprawie transferu Kirka Hinricha. Nate zawetował już wymianę z Grizzlies za Marcusa Williamsa i pieniądze, bo ma taką możliwość dzięki specjalnemu zapisowi w kontrakcie, ale oświadczył, że nie zrobiłby tego samego, gdyby miał możliwość przejścia do "Celtów". Plotki mówiły, że zaoferowali oni za niego Tony'ego Allena, ale ta oferta z kolei została odrzucona przez Knicks.

 Chris Bosh raz jest na sprzedaż, raz nie. Ja uważam, że przy obecnych wynikach Toronto nie będzie chciał odejść i sezon dokończy w Kanadzie. Dopiero po PlayOffach odstąpi od umowy i prawdopodobnie przejdzie do Miami Heat. Teraz Raptors będą chcieli dokonać kosmetycznych zmian, pozbyć się takich zawodników jak Antoine Wright czy Marcus Banks i spróbować z takim składem jaki mają obecnie zajść jak najdalej po 82 meczach.

 Na koniec mega-plotka-z-kosmosu - Tracy McGrady za Vince'a Cartera...

 



Podziel się:

komentarze (22) | dodaj komentarz

NIEISTOTNY SZCZEGÓŁ: BUTY NOAHA

wtorek, 26 stycznia 2010 21:28
Michał Górny

 

Le Coq Sportif to jedna z tych kilku firm obuwniczych, które starają się "walczyć" z monopolem Nike'a i Adidasa w lidze NBA. Francuska firma dostarcza wszystko, co potrzebne, by ubrać i wyposażyć sportowca. Le Coq Sportif (w tłumaczeniu - Atletyczny Kogut) na swojej liście płac ma głównie zespoły piłkarskie (w tym reprezentacje Algierii), grupy kolarskie, ostatnio nawet dołączył team cybergamingu. Około dwa lata temu Joakim Noah, center Bulls, podpisał umowę z wyżej wymienioną firmą i tym samym został jej jedynym reprezentantem w NBA. Podejrzewam, że jest to pierwszy przypadek gdzie firma sponsoruje jednego koszykarza. Mniejsza z tym. Trzecia generacja "Noahów" ponoć miała być inspirowana tenisowymi butami Noaha Seniora. Nie powiem - najpiękniejsze to, to nie jest, ale napewno dużo ładniejsze niż produkcje Li Nang, w który grają Baron Davis oraz Shaquille O'Neal. Zresztą oceńcie sami...


 

 Więcej informacji znajdziecie na blogasku "atletycznego koguta"




Podziel się:

komentarze (23) | dodaj komentarz

CRITTENTON DOSTAŁ ROCZEK,SPRAWA STRZELANINY W D.C. BLIŻEJ FINAŁU ?

wtorek, 26 stycznia 2010 1:42
Michał Górny



Javaris Crittenton został ukarany "rocznym abonamentem u kuratora" oraz grzywną  w wysokości 1250 dolarów. Tak postanowił Sąd Najwyższy Dystryktu Kolumbii. Zawodnik Washington Wizards został oskarżony o bezprawne posługiwanie się bronią oraz brakiem zezwolenia na powyższą broń. Za każdy z tych czynów w USA można dostać po roku więzienia.

Jak twierdzą władze ligi Gilbert Arenas ma zostać, najpóźniej, pod koniec tego tygodnia ukarany oficjalnym zawieszeniem. Dodatkowo ma wyjaśnić się jego sytuacja prawna. Adwokaci Agenta Zero chcą, by w najgorszym razie, udało się wynegocjować pół roku kary pozbawienia wolności.

 



Podziel się:

komentarze (3) | dodaj komentarz

 123456  »

Licznik odwiedzin:  17 067 406 (wersja testowa)

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u