Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 507 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


K-MART NAJLEPSZYM OBROŃCĄ NASZEJ ERY

piątek, 29 października 2010 18:57

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Tak przynajmniej twierdzi - niespodzianka - sam zainteresowany. Martin wyraził swoją opinię, gdy w wywiadzie dla Fanhouse został zapytany o to, czy Dikembe Mutombo jest najlepszym obrońcą naszych czasów:

"Tak, poza mną. Jasne, że jestem lepszy. Deke bronił tylko piątki. Ja bronię wszystkich od jedynki do piątki. Ben tylko zbierał."

Dwight Howard w ogóle nie był brany pod uwagę.

Mam nadzieję, że był to po prostu żart. Swoją drogą dobrze, że nie okazało się, że K-Mart jest najlepszym obrońcą wszech czasów. Bill Russell mógłby poczuć się lekko dotknięty.

Co ciekawe cała sprawa wyszła, kiedy Dikembe Mutombo w wywiadzie przyznał, że jest przekonany, że powinien znaleźć się w Hall of Fame. Martin również uznał, że tak powinno się stać ze względu na defensywę Deke. Idąc dalej tym tropem myślenia wychodzi na to, że Kenyon sam szykuje się do wstąpienia w progi Galerii Sław...

Wracając do Dikembe - będzie mógł zostać przyjęty najwcześniej w 2015 roku. Mutombo nie był być może fantastycznym graczem ofensywnym, ale koszykówka to nie tylko atak, a skoro honoruje się w ten sposób graczy, którzy z obroną nie mieli za dużo wspólnego to, dlaczego nie odwrócić sytuacji?

Kto jest najlepszym obrońcą naszych czasów w waszej opinii? Deke? Ben Wallace? A może Kenyon Martin?


Podziel się:

komentarze (37) | dodaj komentarz

I JESZCZE TROCHĘ BLAKE'A GRIFFINA

czwartek, 28 października 2010 22:05
Przemek Kujawiński

Trochę więcej przemyśleń po meczu, który o 6 rano postawił mnie na nogi. Jest coś w Blake'u Griffinie, co przypomina mi młodego Allena Iversona. Ta żądza w oczach i pulsująca energia, którą łatwo zauważyć, bo tak jak kiedyś Iverson, tak teraz Griffin nie potrafi ustać w miejscu i chciałby dopaść każdej piłki. Ta niesamowita radość z gry. To jest typ gracza, który inspiruje, patrząc na niego masz ochotę wstać i pójść grać w tym momencie, a widząc z jaką łatwością wszystko mu wychodzi, masz wrażenie, że i ci będzie szło tak dobrze. To nie jest Kobe Bryant, który bardziej niż grać, chce wygrywać. To nie jest "luzak" Dwight Howard i to nie jest zimny Kevin Durant, który wykona tylko tyle ruchów ile jest potrzebne, by zdobyć punkty. Blake Griffin jest jak małe dziecko, które po raz pierwszy dostało do ręki zabawki i nie chce się z nimi rozstać, a kiedy rodzice próbują położyć je spać zaczyna się trząść z żalu.

Griffin ma jednak wielką przewagę nad Iversonem - chce rozmawiać o treningach. Czytałem kilka opinii, że Blake ma mentalność gracza, który grzeje ławkę i stara się pracować nad każdym elementem swojej gry, by spełnić swoje marzenie o tej jednej minucie na parkiecie. Nie wygląda to jak mentalność lidera prawda? A jednak, bo Griffin przy okazji próbuje zarazić tym swoich kolegów.

Z obozu Clippers płyną wieści, że Blake - pomimo tego, że nie rozegrał w zeszłym sezonie nawet minuty - wciąż był ważnym ogniwem zespołu. Kiedy nie mógł chodzić, podjeżdżał na wózku pod kosz i trenował floatery. Kiedy nie mógł biegać, ćwiczył drybling piłeczkami tenisowymi. Kiedy wreszcie mógł biegać i skakać sezon już się skończył. Blake uznał, że miał wystarczająco dużo wakacji i... trenował całe lato na hali treningowej klubu.

W czasie sezonu, gdy mógł jedynie siedzieć na ławce rezerwowych napędzał swoich kolegów do większego wysiłku wyznaczając im różne cele. Mówił na przykład do DeAndre Jordana: "A teraz wyjdziesz i przyniesiesz mi trzy bloki". Debiutant, który nie rozegrał nawet jednego spotkania w NBA mówił tak do swoich starszych kolegów...

Tego lata, gdy Griffin trenował w ośrodku Clippers, reszta zawodników zaczęła brać z niego przykład i większość skróciła sobie lato, by trenować wraz z nim. Chris Kaman wrócił prosto ze swojego miesiąca miodowego już w połowie lipca. Do końca sierpnia dołączyło do niego... 13 innych zawodników. Przyznacie, że to spora moc oddziaływania.

Niestety wczoraj w czwartek kwarcie okazało się, że aby zmienić nastawienie obecnych Clippers potrzeba jeszcze trochę czasu. Myślę, że zbyt dużo złych opinii nagromadziło się dokoła tego klubu i to po prostu działa już na zawodników. Jesteś Clippersem - to oznacza, że przegrywasz. To demotywuje. Griffin zaczął to zmieniać i nie ma zamiaru się zatrzymywać w tym postanowieniu:

"Nikt nie chce grać w zespole, o którym wszyscy mówią źle. Nie chcę, żeby chłopacy musieli słuchać całe lato, że nie wejdę do playoffs. Musimy zasłużyć na szacunek. Najlepszym na to sposobem jest praca."

Chcecie mieć takiego debiutanta w swojej drużynie. Pozostaje tylko trzymać kciuki, żeby jego style gry nie odbił się znacząco na jego zdrowiu, bo chyba nie tylko ja po kolejnym lądrowaniu po power dunku, zastanawiałem się ile jego kolana mogą wytrzymać.

pees: A tak Blake Griffin wyprowadza szybki atak (niestety nie znalazło się to w top 10):

 



Podziel się:

komentarze (9) | dodaj komentarz

TAK SIĘ RODZI SZTUKA

środa, 27 października 2010 18:56

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Rzut Raya Allena, to jedna z tych rzeczy, które NBA powinna opatentować i sprzedawać. Podobnie jak potarcie twarzy przez Jeffa Hornacka, czy płyty z piosenkami Davida Hasselhoffa w wykonaniu Dirka Nowitzkiego.

Allen trafił dziś w nocy 5 ze swoich 8 rzutów za trzy punkty i do Reggiego Millera, który do tej pory w historii ligi zaliczył najwięcej trójek, brakuje mu jeszcze tylko 111 trafień. Nie będzie nadużyciem, jeśli napiszę, że rekord Millera zostanie pobity jeszcze w tym sezonie.

Klucz do sukcesu Raya leży oczywiście w ciężkiej pracy, która stała się dla niego już rutyną. Dzisiaj Allen pojawił się w Garden na trzy godziny przed spotkaniem z Miami tylko po to, by jak zawsze mieć czas na swoją indywidualną rozgrzewkę rzutową. Dziennikarze Fanhouse'a byli tam i sporządzili krótką relację.

Jak więc rozgrzewał się Ray przed starciem z Heat?

(I pewnie tak wygląda to zawsze)

Zaczął od gry tyłem do kosza przeciwko jednemu z asystentów Doca Riversa. Najpierw z lewej strony, potem z prawej. Następnie przeszedł na linię rzutów wolnych, skąd miał trafić 10 razy. Uczynił to, a jakże, w 10 próbach.  Kolejnym elementem były rzuty z około 6 metrów. Cel: pięć trafień z każdej z pięciu pozycji (lewe skrzydło, lewy łokieć, sprzed kosza, prawy łokieć, prawe skrzydło). Ray spudłował raptem 2 razy, czyli potrzebował na to 27 rzutów. Dla rozluźnienia ponownie poszedł na linię, gdzie trafił 5 osobistych z rzędu, by móc rozpocząć ostatnią część rozgrzewki, a więc rzuty za łuku. Tutaj rutyna wyglądała następują: 15 rzutów z narożników i po 17 ze skrzydeł i ze środka. Łącznie 81 rzutów, z których Ray trafił 55, tylko raz pudłując 3 razy z rzędu. Na koniec znów bez pudła zaliczył 10 rzutów osobistych z rzędu.

Łącznie w czasie rozgrzewki oddał 158 rzutów trafiając 130 z nich.

And then you look at him. And then you say WHAT. 


Podziel się:

komentarze (12) | dodaj komentarz

LEBRON JAMES "RISE" COMMERCIAL

poniedziałek, 25 października 2010 21:36

Piotr Makulec

 

Nike wypuściła dzisiaj nową, bardzo dobrą reklamę z LeBronem Jamesem. Zobaczcie koniecznie.

 



Podziel się:

komentarze (52) | dodaj komentarz

JAK UDONIS HASLEM ZOSTAŁ W MIAMI

poniedziałek, 25 października 2010 18:46
Przemek Kujawiński

Miami Heat znajdują się wciąż na celowniku opinii publicznej i nie zmieni się to prawdopodobnie przez większość sezonu. Szukanie powodów, dla których nie będzie tak dobrze, jak być powinno będzie naszym ulubionym zajęciem w tym sezonie. Będziemy (i już to robimy) czepiać się wszystkiego, od spraw boiskowych, po atmosferę w drużynie. Jakkolwiek jednak nie wiemy, czym zakończy się ten projekt - sukcesem, czy klapą, wygląda na to, że zawodnicy Miami czują się ze sobą bardzo dobrze i wydaje mi się, że szeroka krytyka może tylko i wyłącznie wzmocnić ich grupę. Pat Riley nie tylko stworzył przerażająco (na papierze, wciąż tylko na papierze) silny zespół, ale też stworzył go w większości z zawodników, którzy nawzajem się lubią i być może to właśnie będzie ten element, który pomoże tej drużynie przetrwać i zwyciężać.

Dwyane Wade, LeBron James i Chris Bosh są ponoć dobrymi kumplami już od kilku lat. James przy okazji przyjaźni się z Mikiem Millerem i Zydrunasem Ilgauskasem. Wade z kolei podobne relacje ma z Udonisem Haslemem. Haslem zaś na uniwerku dzielił pokój z Millerem. To jak imprezka, na której są sami znajomi - jest duże prawdopodobieństwo, że wszyscy się polubią.

Imprezka zorganizowana sporym kosztem. Do tego najwyraźniej, co bogatsi z jej gości postanowili podzielić się tym, co przynieśli z innymi.

Udonis Haslem był przekonany, że już więcej nie zagra w koszulce Heat. Wiedząc, jak duże będą koszty sprowadzenia Jamesa i Bosha nie mógł liczyć na nic powyżej kontraktu dla weteranów. Mając na utrzymaniu sporą część rodziny i chorą matkę w szpitalu zdecydował, że byłoby to za mało. Jakkolwiek kochał Miami, to miał być jego, być może, ostatni kontrakt i musiał zapewnić sobie nim nieco większe zabezpieczenie finansowe. Tymczasem z Dallas i Denver napłynęły kuszące propozycję 34 milionowych kontraktów. Wybór był jasny.

Haslem udał się na pożegnalne spotkanie z Patem Riley, by podziękować mu za wszystko. Wcześniej wysłał wiadomość do Dwyane'a Wade'a, że jego czas w Miami dobiegł końca: "Zawsze będziesz moim bratem." - zakończył.

Następnie wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Wade wykonał dwa szybkie telefony. LeBron James i Chris Bosh nie znali dobrze Udonisa, ale kiedy Dwyane poprosił ich, by zgodzili się na obniżki pensji i sam zaproponował to samo, by udało się go zatrzymać w drużynie, odpowiedzieli po prostu: "Wchodzimy w to."

"Nie usłyszałem nawet jednego pytania. Szanowali UD, jako zawodnika i ufali mi jako liderowi i przyjacielowi."

Haslem był już w połowie spotkania, kiedy do pokoju weszli jego agent i właściciel zespołu Micky Arison. Udonis został poproszony o wyjście.

"Wszystko zmieniło się w tej jednej godzinie. Byłem na zewnątrz i nie miałem pojęcia, co się dzieje. Byłem pewny, że już tu nie wrócę."

Po godzinie zaproponowano mu nowy kontrakt opiewający na 20 milionów dolarów. 14 milionów mniej niż proponowali w Dallas i Denver. Haslem nie potrzebował jednak nawet 5 minut, by znów być zawodnikiem Heat. Tym bardziej, że zaoszczędzone na kontraktach "wielkiej trójki" pieniądze miały zostać wydane jeszcze na kontrakt Mike'a Millera jego kolejnego przyjaciela.

Jak mówi Wade:

"To nie byłoby kompletne bez niego. Patrząc na cały obraz - chodzi o poświęcenie. Poświęcamy zainteresowanie, rzuty, minuty, pieniądze. Ludzie mówią, że sportowcy są samolubni i dbają tylko o pieniądze, ale w tym przypadku będą musieli znaleźć inny sposób, by nas krytykować."

Jednocześnie Dwyane odzyskał swojego wiernego żołnierza, który teraz będzie gotów umrzeć za niego na parkiecie choćby i dwa razy:

"Nasza więź wykracza poza koszykówkę. To miłość, a nie interes. To rodzina. Zrobiłbym wszystko dla Dwyane'a. Ten gest nie ma ceny. Rodzina nie ma ceny. 14 milionów nie zrekompensowałoby mi tego, co zostawiłbym tutaj za sobą."



Podziel się:

komentarze (30) | dodaj komentarz

STARY DOBRY JASON KIDD

niedziela, 24 października 2010 0:29
Rafał Niewiadomski

Skończył się Preseason. Uff. W ostatni dzień działo się kilka ciekawych rzeczy. Po pierwsze ostre strzelanie w Phoenix. Aż pięciu graczy Nuggets (nie grał żaden starter!) rzuciło +20 punktów  (Lawson 29, Shelden Williams 27 <!!!>, Gary Forbes 25 <?!?>, Arron Afflalo 24 i Anhony Carter 20 <!!!> dzięki czemu Bryłki wygrały w Phoenix 144-106 na ich terenie. Słońca zagrały bez Turkoglu i Childressa jednak to tylko pokazuje gdzie można sobie wsadzić wygrywanie w meczach przedsezonowych i kto w nich błyszczy. Swoją drogą to nie jedyny dobry mecz Sheldena Williamsa, tak tego zagubionego w czerwcu'10  Sheldena Williamsa (swoją drogą męża Candace Parker, pozdrawia plotek.pl).

Chcialem jednak zwrócić uwagę na jedno zagranie wygrywajace mecz w Dallas. Good old Jason Kidd. Jest tylko kilku gości, którzy tak perfekcyjnie podaliby do partnera. 0.4 na zegarze, Rockets prowadzą z Mavs 96 - 95. Gospodarze na 150 sekund przed koncem przegrywali jeszcze osmioma punktami (94 - 86), trwa pogoń, trafia wspomniany Jason Kidd, Dirk Nowitzki, dochodzą na 1 punkt. Na kilka sekund przed końcem meczu mają akcję meczową, pod kosz wciska się Jason Terry, jednak piłkę przechwytuje  Courtney Lee i wybiaga w stronę połowy boiska ciesząc się ze zwycięstwa. W zasadzie zabrzmiała już nawet syrena kończąca spotkanie, pech jednak chciał, że sędzia który stał obok lini bocznej zauważył, że Lee nadepnął na tęże linię i po konsultacji i obejrzeniu akcji na wideo, podarował piłkę z boku Mavsom. Jason Kidd już wiedział co ma w tym momencie zrobić, choć stał przy nim Yao Ming chwilę wcześniej odkurzony z ławki.

 

Courtney Lee dopisał zatem kolejny rozdział do swojej książki pt. jak nie wygrać meczu w NBA. Pamietacie drugi mecz Finałów NBA 2009? A pamiętacie kariery takich panów jak Nick Anderson czy Shendon Anderson i co miały ze soba wspólnego? Karma.

Dwie rzeczy warto jeszcze odnotować z wydarzeń dnia wczorajszego. Pierwsze to odwołanie meczu w Tampa Bay pomiędzy Magic a Heat. Drugie wydarzenie to ten prawie dunk Monty Ellisa.

 

Zabawne jest to, że praktycznie ten dunk mógł zadecydować o porażce Lakers w tym meczu a tak w odpowiedzi trafił Artest i to Lakers się przełamali. W ogóle Warriors przegrali to na własne życzenie. Najpierw roztrwonili 14- punktowe prowadzenie w czwartej kwarcie (świetnie zagrała ławka Lakers), później odskoczyli na 9 punktów (weszli starterzy Lakers) i roztrwonili to w ostatnich 130 sekundach regulaminowego czasu gry. Monta Ellis rzucił 41 punktów, co jest rekordem Preseason, problem w tym, że rozpoczął mecz od trafienia 15 z 20 pierwszych rzutów, po czym w nastepnych 10 próbach trafił tylko raz.

I tak zakończyliśmy Preseason, kórego zwycięzcami są Magic (7-0), Grizzlies (8-0) i Jazz (8-0). Pisząc pół serio, niektórym trzeba to podkreślić, zespoły te nie mają szans na wygranie ligi, ponieważ żaden zwycięzca Preseason od prawie 20 lat nie wygrał ligi w danym roku. Zatem jutro możecie iść do buków i stawiać pieniądze na to. Utrudnione zadanie będą też mieli Celtics (7-1) ponieważ poza Spurs w 99 roku (1-1) nie było mistrzów NBA, którzy nie przegraliby minimum 2 razy (m.in. Lakers rok temu i 2 laa temu) w Pre. Jak pokazuje statystyka, najlepiej w Preseason jest osiągać bilanse oscylujące wokół 50%. Czyli stawiajcie w pierwszej kolejności na Heat i Lakers (4-4) ale i na Spurs, Mavs, Bulls, Rockets, Raptors...   

Ps. Naprawdę napisałem notkę o Preseason? Damn, naprawdę musiałem mocno stęsknić się za graniem na serio... Już we wtorek!

Ps2. Jerry Stackhouse w Miami Heat. Stay tuned...


Podziel się:

komentarze (9) | dodaj komentarz

CO TRZYMA W LODÓWCE JOAKIM NOAH

piątek, 22 października 2010 22:21
Przemek Kujawiński

Hej Joakim Noah to równy gość! Ma w domu dwie rybki: Joe i Domino, a na kaca pije wodę kokosową:



Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

PAMIĘTAJCIE O SUPERSONICS

piątek, 22 października 2010 18:27

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Kiedy zaczynałem interesować się koszykówką to Zielonymi wcale nie byli Boston Celtics. Zielonymi byli Seattle Supersonics i siłą rzeczy mam sentyment do tego zespołu. Kemp, Payton, moja pierwsza firmowa piłka sygnowana przez Detlefa Schrempfa, zarwane nocki w czasie finałów z Bulls - w pokoju rodziców, którzy co jakiś czas budzili się mrucząć "Dość już Przemek, jest środek nocy." Trudno pogodzić się z faktem, że drużyny, która wywołuje takie wspomnienia już nie ma.

Mogę sobie tylko wyobrazić, co w takiej sytuacji czują fani ze Seattle. Supersonics zniknęli z koszykarskiej mapy świata 2 lata temu i trudno się dziwić, że ich kibice wciąż starają się przypominać, że tak wcale nie musiało i nie powinno się stać.

4 listopada mają plan pojawić się na meczu pomiędzy Blazers i Thunder, który transmitowany będzie przez krajową telewizję, by pokazać swoje wsparcie dla pomysłu powrotu NBA do Seattle. Kevin Durant znów zobaczy kibiców w zielono - złotych barwach...

Swoją drogą w Portland tego dnia kibice Seattle nie będą jedynymi, którzy z łezką w oku patrzeć będą na KD...

Cała akcja zorganizowana została przez twórców filmu Sonicsgate: Requiem for a Team, który opowiada o losach klubu i kulisach jego przenosin do Oklahoma City. Jeśli jeszcze nie mieliści okazji go zobaczyć. Cóż... właśnie ją macie:

 



Podziel się:

komentarze (18) | dodaj komentarz

DLACZEGO CHCECIE GRAĆ Z KEVINEM DURANTEM W JEDNEJ DRUŻYNIE

czwartek, 21 października 2010 7:54

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Pierwsza wpadka i go ukrzyżujemy. Tak to już jest w tym świecie. Lepiej dla Kevina, żeby z uśmiechem odnosił się do każdego chłopca podającego ręczniki i zawsze podawał ręce rywalom. Niech też przypadkiem nie próbuje prosić o lepszych partnerów, czy sugerować zarządowi, co by tu zmienić. Nie wspominając o zdrowym odżywianiu...

Kilkuset dziennikarzy z całego świata czeka, by wreszcie napisać ten artykuł pod tytułem: "Nie taki miły, jak go malują."

Tylko, że... no właśnie Kevin Durant najwyraźniej jest po prostu miłym człowiekiem. Oczywiście, że przyjdzie dzień, gdy zmęczony nie rozda jakiegoś autografu, czy zirytowany przegranym meczem i fatalnym sędziowaniem nie będzie miał ochoty rozmawiać z dziennikarzami. Trudno jednak sobie wyobrazić, żeby cały jego medialny obraz, który znamy miał być jedynie sztucznie stworzoną kreacją. Kevin Durant jest miły. I pewnie nadal będzie miły, gdy w pewnym momencie jego kariery doczeka się regularnych krytyków i hejterów.

Nawet wtedy będziecie jednak wciąż chcieli grać z nim razem w drużynie. Najwyraźniej there is no I in Durant. Na parkiecie i poza nim. Kiedy Sports Illustrated zapragnęli mieć go na swojej pierwszej okładce w tym sezonie Kevin powiedział: Ok, ale pod warunkiem, że razem ze mną znajdą się tam Thabo Sefolosha i Nenad Krstic.

Zapytany o to dlaczego, jeśli już chce pozować z kolegami z drużyny, nie chciał zrobić tego z Russelem Westbrookiem i Jeffem Greenem odpowiedział prosto:

"Wszyscy znają Jeffa i Russella."

Sefolosha i Krstic to faktycznie ta "mniejsza dwójka" obok "większej trójki" Thunder. Kevin najwyraźniej nie widzi tego w podobnych kategoriach i chce, żeby jego koledzy z zespołu też zostali docenieni:

"Z jakichś dziwnych powodów ludzie nie wiedzą o nich za dużo, więc było dobrze mieć ich tam ze sobą. Ludzie nie mówią o nich za dużo, a oni przecież też grają swoje role. Są tymi, których musimy mieć w swoim zespole. Chciałbym, żeby wszyscy wiedzieli jak są dla nas ważni i jak świetnymi są partnerami z drużyny. Miałem szansę, żeby wyrazić w ten sposób swoją opinię i cieszę się, że Sports Illustreted umieścił ich na okładce razem ze mną."

 Miło nie?

W sensie jestem ostatnią osobą, która będzie robiła z Kevina ideał (nie dlatego, że nie może nim być, a dlatego, że to dla niego niebezpieczne), ale takie gesty trzeba doceniać. Pomyślcie, jak miło musieli się poczuć Thabo i Nenad. I jak duże wsparcie cały zespół musi otrzymywać od swojego lidera. Teraz dużo chętniej przeleją za niego krew i pot. Dobrze się dzieje w Oklahoma City powiadam wam.

A tak całkiem na marginesie, to akurat Nenad Krstic po wyczynie z krzesłem na brak uwagi nie musiał chyba narzekać.



Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

ILE WART JEST AL HORFORD?

wtorek, 19 października 2010 1:37
Przemek Kujawiński

Zegar tyka. Hawks mają czas do 1 listopada, by podpisać przedłużenie umowy z Alem Horfordem. W innym wypadku w przyszłym roku stanie się on zastrzeżonym wolnym agentem. Trudno wątpić w to, że znajdą się zespoły gotowe zaoferować mu wtedy bardzo wysoki kontrakt - potencjalnie nawet maksymalny. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie nowa CBA, która może sprawić, że Atlanta po prostu nie będzie mogła zgodnie z zasadami wyrównać najwyższych ofert. Jeśli właścicielom drużyn uda się przeforsować twarde salary cap, to Hawks już teraz mający na przyszły sezon 50 milionów na liście płac będę w nieciekawej sytuacji.

Rozmowy między Horfordem i Hawks wciąż jednak stoją w martwym punkcie. Mówi się o tym, że Al nalega na przedłużenie podobne do tego, które otrzymał latem Kevin Durant (ponad 85 milionów za następne 5 lat). Klub dla odmiany ceni go bardziej niczym Joakima Noaha (60 milionów za 5 lat).

Jakby nie patrzeć Horford nie jest taką gwiazdą jak Kevin Durant i nie zasługuje na maksymalny kontrakt w mojej opinii. Jeszcze na niego nie zasługuje. Pamiętajmy, że obok KD, to on jest tym drugim All-Starem z draftu 2007. Pamiętajmy też, że Atlanta dała właśnie maksymalny kontrakt Joe Johnsonowi i bądźcie pewni, że za 4 lata jego 21,5 miliona będzie wydawało się śmieszne, podczas gdy potencjalne 16,5 Horforda z dużym prawdopodobieństwem uważane byłoby za świetny interes.

Hawks mają wciąż jeszcze prawie 2 tygodnie i jestem bardzo ciekawy, czy zdecydują się płacić. Tym bardziej, że Horford ostatnio zmienił agenta i - jak mówią pogłoski - skłania się pójść raczej ryzykowną drogą i poczekać na lato, niż dla bezpieczeństwa wybrać teraz mniejsze, ale pewne pieniądze.

Jeśli strony nie dojdą do skutku, to spodziewajcie się ostrej walki o usługi Ala. Dla zespołu, który już teraz jest bardzo blisko czołówki ligi, może być on wzmocnieniem o podobny znaczeniu jak 3 lata temu Pau Gasol dla Lakers. 



Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

 1234  »

Licznik odwiedzin:  17 067 406 (wersja testowa)

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u