Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 507 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


"LAKERS NIGDY NIE POKONALI NASZEJ PIERWSZEJ PIĄTKI"

wtorek, 24 sierpnia 2010 1:40
Przemek Kujawiński

Od przyszłego sezonu transkrypty z konferencji prasowych Boston Celtics powinny stać się pierwszą poranną lekturą każdego fana NBA. Nie tylko w oczekiwaniu na to, co też znów do powiedzenia będzie miał Shaquille O'Neal i ilu przekleństw w jednym zdaniu będzie w stanie użyć Kevin Garnett, ale przede wszystkim dlatego, że będzie to być może ostatnia okazja by posłuchać złotych myśli Doca Riversa. Trener Celtics z każdym rokiem jest coraz lepszy i myślę, że nie osiągnął jeszcze swoich szczytów. Z jakiej okazji o tym piszę? Otóż Rivers najwyraźniej postanowił zlitować się nad bloggerami w czasach sierpniowej posuchy i udzielił wywiadu dla radia ESPN 980. A w nim padły, między innymi, takie słowa:

O decyzji LeBrona Jamesa i Miami Heat:

"Po pierwsze powiem, że miał całkowite prawo, żeby tak uczynić. Zasady mówią, że możesz być wolnym agentem i że możesz pójść gdziekolwiek chcesz. A co do tego jak to zrobił - nieważne. Nie dbam o to. Jeśli byłbyś biznesmenem i prowadziłbyś firmę i mógłbyś kupić dwie inne firmy i spróbować zmonopolizować rynek, to byś to zrobił. To właśnie zrobił LeBron, więc nie mam z tym problemu. Czy to będzie działać? W końcu zadziała. Czy zadziała natychmiast? Prowadzę Boston Celtics, więc mam nadzieję, że nie. Myślę za to, że ludzie skupiają się na złej stronie. Wydaje mi się, że wszyscy mówią o rzutach. Czy wystarczy rzutów, czy każdemu wystarczy rzutów, czy będą w stanie razem grać, kto będzie oddawał ostatnie rzuty i czy to nie spowoduje zamieszania, Ja myślę, że kluczowe dla nich pytanie brzmi: Czy będą bronić? Bo jeśli będą bronić i zatrzymywać przeciwników, to ofensywnie są wystarczająco utalentowani, żeby zdobywać punkty. Kluczem dla nich będzie to, czy staną się defensywną drużyną."

O Shaqu i jego roli w zespole:

"Nie będziemy zmieniać swojego stylu, bo chcemy biegać. Mamy takie powiedzenie - spróbujmy zdobyć punkty w pierwszych 6 sekundach, a jeśli się nie uda, wykorzystajmy cały czas, jaki mamy. Będziemy się starali biegać i zdobywać łatwe punkty i potem czekać na Shaqa. Szczerze moje najbardziej martwię się o defensywę, bo za każdym razem kiedy Shaq pojawi się na boisku wszyscy będą grali pick and roll, a do tej pory nikt nie wymyślił skutecznego sposobu, by użyć go [przy bronieniu pick and rolli], a ja nie jestem mądrzejszy od innych. Na tym skupialiśmy się tego lata, próbując wymyślić jak zamierzamy robić przy pick and rollach, gdy on wejdzie na parkiet.

O Rajonie Rondo:

"Po pierwsze, jest upartym dzieciakiem i to działało na jego korzyść. Jeśli grasz z Kevinem Garnettem, Paulem i Rayem, lepiej bądź uparty, bo w każdej akcji czekają na piłkę. Powiedziałem Rondo, że najważniejszym słowem w jego słowniku będzie 'nie'. Mów 'nie', bo kiedy ty masz piłkę, oni będą słuchać. Inną rzeczą na temat Rondo jest to, że jest najmądrzejszym graczem jakiego trenowałem. Jego koszykarskie IQ jest poza wykresami. Teraz czasami wpędza go to w kłopoty, ale ma świetne czucie, wielkie dłonie i umie zbierać, a co zdumiewa mnie najbardziej to, że robi to wszystko bez rzutu z wyskoku. Pomyślcie o tym jak bardzo dominował. Zawsze się mówiło, że nie da się wygrywać w NBA z rozgrywającym bez rzutu. My wygrywamy z rozgrywającym bez rzutu, a wygrywamy dzięki jego IQ."

I na koniec wisienka na torcie. Szczególnie wrażliwi fani Lakers proszeni są o czytanie powoli i kontrolowanie ciśnienia krwi.

"Po pierwsze trzeba im pogratulować, bo wygrali. Wciąż nie pokonali naszej pierwszej piątki. Nasza pierwsza piątka przeciw pierwsze piątce Lakers ma pierścień. Powiedzcie im, żeby o tym nie zapominali. Będziemy z powrotem silni, a Perk będzie tam w przyszłym roku, jeśli będzie mecz numer 7."

Gotowi? Kto napisze komentarz z większą ilością słowa "Bynum" w środku. Start.

A pomijając już kij włożony w mrowisko kibiców Lakers, to Doc w całym wywiadzie zwrócił uwagę na kilka istotnych dla przyszłego sezonu szczegółów. To jak będą bronili Heat, to faktycznie szkopuł, do którego w potoku komentarzy nie przywiązuje się aż tak dużej wagi. To, że Heat tak czy inaczej będą zdobywać punkty jest oczywiste. Mają w końcu w swoich szeregach dwa samobieżne działa, które w ofensywie nie potrzebują dużo pomocy. Co jednak dziać się będzie po drugiej stronie parkietu? Podobnie istotnym pytaniem, które możemy sobie postawić przed kolejnym sezonem będzie to, jak uda się wkomponować Shaqa do zasieków obronnych Celtics. Tylu pick and rolli w ciągu 20 minut nie zobaczycie nigdzie. To już jednak tematy na odrębne artykuły i dyskusje.


Podziel się:

komentarze (35) | dodaj komentarz

DRUŻYNA MARZEŃ WSPOMINA DRUŻYNĘ MARZEŃ

poniedziałek, 23 sierpnia 2010 4:08

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Jak już jakiś czas temu wspominaliśmy, że 13 sierpnia do Koszykarskiej Galerii Sław włączeni zostali Karl Malone i Scottie Pippen. O czym nie wspomnieliśmy to, że wraz z nimi znalazł się cały zespół olimpijski USA z roku 1992, czyli słynny Dream Team. O samej ceremonii nie ma specjalnie, co pisać. Zresztą najbardziej dociekliwi z was, z pewnością już dawno znaleźli z niej relacje. Mówiąc w skrócie, wszyscy świetnie się bawili, a Christian Laettner odebrał symboliczny złoty ręcznik dla najlepszego podającego ręczniki w historii.

Dużo ciekawiej było kilka godzin przed ceremonią gdy w sali balowej miejscowego Sheratona, przy jednym stole zasiadło 9 członków tamtej drużyny. Zabrakło jedynie Jordana, Ewinga i Laettnera. (obecni byli za to asystenci trenera Chucka Daly'ego Lenny Wilkens i P.J. Carlesimo)  Nawet bez nich jednak wszystkim dopisywały humory i jak to w takich przypadkach bywa zebrało się na wspominki. Dziennikarze Sports Illustrated spisali najciekawsze z nich.

Magic: Jedną rzeczą, która nas napędziła był pierwszy dzień, kiedy  pokonał nas zespół z graczami NCAA [między innymi: Grant Hill i Chris Webber]. Następnego dnia powiedzieliśmy sobie: 'Pokażmy im jak wygląda prawdziwa NBA'. Nakręciliśmy się, a Charles przyłożył komuś z łokcia.

Pippen: To był Carlos Rogers...

Magic: Charles przyłożył mu i powiedział: 'Witamy w NBA'.

Drexler: Pamiętam jak Michael i Magic na treningach podburzali i nakręcali wszystkich.

Wilkens: Trener Daly był nieco zaniepokojony naszą zaciekłością po mistrzostwach Ameryki. Poszedłem więc do Magica i mu o tym powiedziałem, a on odpowiedział: 'Nie martw się. Zajmę się tym'.

Bird: Podstawowa rzecz jaka się dzieje, kiedy najlepsi grają ze sobą to, że gra przyśpiesza i musisz grać trochę szybciej. Koszykówka jest bardzo prosta. Możesz dopracować pick and roll do perfekcji, wypracowywać czyste pozycje, jeśli nie możesz rzucać - oddać piłkę. Ale to nie zawsze się udaje. W tym zespole się udawało. Nie chodziło o zdobywanie punktów, bo mogliśmy po prostu podać do Charlse'a, który w tym czasie był najbardziej dominującym ofensywnie graczem na świecie. Nie o to chodziło. Chodziło o to, by grać poprawnie.

Barkley: Kiedy grasz z innymi świetnymi zawodnikami gra staje się prosta. Normalnie grasz z pewnymi graczami i myślisz: 'Nie mogę mu podać piłki'. W tym zespole to się nie zdarzało. Kiedy rzucasz do normalnego gracza na alley-oop, wszystkie gwiazdy muszą się sprzysiąść, żeby się udało. Kiedy grasz z Davidem, po prostu rzuć piłkę gdzieś tam i on ją złapie.

Robinson: Wszyscy byliśmy w zespołach gwiazd, a to się często nie zdarza. To jednak było koszykarskie niebo. Co zaskoczyło mnie od samego początku, to jak wszyscy byli niesamolubni.

Malone: Sposób w jaki sprawdzaliśmy swoje ego od samego początku. To pamiętam najbardziej.

Barkley: Do dziś wszystkim powtarzam: 'W tym zespole nie było żadnego dupka'.

Pippen: Dla mnie szansa grania z Larrym Birdem, który był moim idolem, kiedy dorastałem, człowieku...

Bird: Wierz lub nie Scottie, ale pamiętam pierwszy raz, kiedy próbowałeś przeciw mnie bronić. Nie powiem, co się wydarzyło, ale... Scottie przeszedł dłuuugą drogę.

Pippen: Byłem pewnie jednym z tych graczy, którym Larry zrobił to. [Scottie naśladuje markowane podanie Birda zza głowy, po którym rywale odwracali głowy, a on mógł ich minąć.]

Robinson: Pamiętam pierwszy raz, kiedy kryłem Larry'ego po zmianie. Pomyślałem: 'Hej, kryję Larry'ego Birda', a on powiedział coś w stylu: 'Ten prosto sprzed oczu', a potem trafił.

Drexler: Kiedy był gotowy, żeby rzucić, posyłał ci pocałunek.

Barkley: Pamiętam jak Michael pienił się: 'Kukoc zarabia więcej pieniędzy niż ja i Scottie razem wzięci! Gdziekolwiek będzie, ja będę na nim! Michael i Scottie całkiem go wyłączyli. To było fantastyczne.

Pippen: Doceniam, że tak mówicie, ale to był wspólny wysiłek. Jeśli uciekł mi za plecami, to był tam już David. Mówiąc szczerze, Toni nie miał szans w tym meczu.

Robinson: W tamtym czasie nie wszyscy wygrali już mistrzostwo. Michael i Scottie wygrali, Larry wygrał i Magic wygrał. Nikt więcej. Wszyscy uczyli się czegoś od innych. Widziałem Karla na siłowni, jak ciężko pracował, widziałem Mulliego rzucającego na hali, jak ciężko pracował i myślałem: 'Jak to wykorzystam po powrocie do San Antonio?' To doświadczenie z pewnością pomogło nam po powrocie do naszych zespołów.

Barkley: Pierwszego dnia w Monte Carlo kilku z nas poszło na basen i odkryło: ' Whoa jakieś kobiety nie mają na sobie koszulek.' Zaczęliśmy więc wołać chłopaków: 'Hej, tutaj nie noszą koszulek'. Każdego dnia po treningu było: 'Hej stary, co robimy?', a odpowiedź brzmiała: 'Idziemy na basen'.

Malone: Nigdy nie służyłem w armii, więc słuchanie hymnu stojąc na podium to była najbliższa rzecz do służby dla mojego kraju.

Barkley: Oto, co myślałem zawsze o Chucku. To był naprawdę dobry koleś. Nie mogę uwierzyć, że trenował tych ku***ów z Detroit.

Barkley: (O Dream Teamie 2 z 1996 roku) Trener nie może tego powiedzieć, ale wie o tym. Dream Team 2 to był koszmar. Mieliśmy gości skamlących o czas gry, kłócących się z trenerem. Powiedziałem do Scottiego i Karla: 'Grałem z Michaelem Jordanem i Larrym Birdem i nie mieliśmy problemów, więc co do cholery jest z tymi facetami?"

Charles Barkley jak zawsze ukradł całe przedstawienie...

pees: Jeśli SSFSP (skrót od: Silne Stronnictwo Fanów Scottiego Pippena) wciąż czuje się niedopieszczone, to polecam artykuł Michaela Rosenberga. Zresztą polecam go wszystkim.


Podziel się:

komentarze (16) | dodaj komentarz

BOSH: TO JEST BIZNES

poniedziałek, 23 sierpnia 2010 1:26

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Wiecie ile się pisze tygodniowo o koszykówce? Nie zdawałem sobie sprawy ile w takim czasie powstaje tekstów, które warto przeczytać. Zaskoczyło mnie to tym bardziej, że mamy przecież sezon ogórkowy i paski z newsami  niechętnie zmieniają swoją zawartość. W każdym razie, kilka dni po powrocie z dwutygodniowych wakacji (tak na marginesie: jeśli nie macie planów na przyszły rok to polecam wyprawę do Albanii), udało mi się wreszcie przebić przez większość tego, co mnie ominęło. Po drodze trafiłem, między innymi, na krótki, ale jednocześnie bardzo ciekawy wywiad udzielony Sports Illustrated przez Chrisa Bosha. Skrzydłowy Miami ustosunkował się w nim, między innymi, do reakcji fanów Toronto i opowiedział o tym jak ważna jest dla niego lojalność:

"(...) - Czy lato zmieniło Twój stosunek do fanów i mediów?

- Nie wszystkim będzie się podobało twoje zachowanie. Kochamy fakt, że przyszliśmy razem do tego zespołu. Fani Miami go kochają. Ale wszystkim nie będzie się podobało wszystko, co robisz - to jest coś, czego nauczyli mnie moi rodzice. Musisz po prostu robić swoje, nie ważne, co mówią ludzie. Nikogo nie krzywdzisz. Po prostu poprawiasz swoją sytuację. W ogólnym rozrachunku wiemy, co jest ważne, a fakt, że nie wszystkim będzie się to podobało, powinien tylko sprawić, że będziemy skupieni i nie będziemy się przejmować tym, co inni ludzie mają do powiedzenia. Łatwo jest powiedzieć o kimś coś złego, ale czy potrafisz powiedzieć coś dobrego? (...)

- Jaka była reakcja fanów Toronto?

- Teraz się uspokoiło. Czasem jednak zwracałem uwagę na to, co mówili ludzie i złość sprawiała, że chciałem powiedzieć: ' Daj spokój stary, po wszystkich tych latach... Robię to dla mojej kariery. To nic osobistego.' To była decyzja biznesowa. (...) Robiłem tylko to, co kazało mi serce i myślę, że każdy z tych osób, która mnie krytykowała zrobiłaby to to samo na moim miejscu. Ludzie muszą czasem spróbować spojrzeć na to z naszej perspektywy, bo nic nigdy nie jest łatwe w tej grze.

- Dlaczego zdecydowałeś się nie wracać do Toronto?

- Chciałem zaatakować rynek wolnych agentów z otwartą głową. Chciałem postawić się w najlepszej możliwej sytuacji, by rywalizować o mistrzostwo do końca mojej kariery, a Miami mi to umożliwiło. Nie chodziło o to, czego nie miało Toronto. Chodziło o to, co miało Miami, czy inny zespół.

- Jakie znaczenie w byciu wolnym agentem powinna mieć lojalność - z punktu widzenia zespołu i zawodnika?

- Nie powinna mieć żadnego. Lojalność to dodatkowy bonus. To świetnie, że niektórzy chcą być lojalni, ale będąc lojalnym możesz być nieszczęśliwy, a nie ma powodu by przynosić lojalność do pokoju biznesowego. To jest tak, jak w sytuacji, gdy chcesz kupić coś od swojego przyjaciela za 5 dolarów i dowiadujesz się, że ktoś inny sprzedaje to za 4 dolary. Twój przyjaciel pyta: 'Co z lojalnością?', a ty myślisz: 'Nie chcę wydawać 5 dolarów'.

Ludzie muszą spojrzeć na to jak na biznes. Fani wiążą się z tym bardzo mocno, bo to jest sport, a sport  jest nieco inny, ale przede wszystkim jest to biznes i w ten sposób musimy czasem wybierać. Ludzie czasem rozumieją, a czasem nie. (...) "

Po przeczytaniu tego wywiadu miałem bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony mój idealizm kibica krzyczał wewnątrz, że tak być nie może, że to nie jest przede wszystkim biznes, a coś więcej. Pasja, rywalizacja, emocje, lojalność właśnie...

Z drugiej strony trudno jest mi odmówić Boshowi racji. Nie sądzę, żebyśmy byli sobie w stanie wyobrazić jak wygląda sytuacja zawodowego koszykarza i jakiej presji poddawane są wszystkiego jego wybory. Ostatecznie zaś musi wybrać to, co jest dla niego najlepsze.

Jednocześnie jakkolwiek nie podoba mi się ton wypowiedzi Chrisa, który sprowadza wszystko do interesu, to wciąż jego główną motywacją do przejścia do Miami, wedle jego słów, miały być szanse na mistrzostwo. Jeśli zaś w tego typu interesach będzie to zawsze najbardziej wartościowa karta przetargowa, to jestem w stanie zgodzić się na taki biznes.


Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

JEST SZANSA, ŻE UJRZYMY NA IGRZYSKACH WIĘCEJ NIŻ JEDNĄ KOSZYKÓWKĘ

niedziela, 22 sierpnia 2010 15:37

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

No dobrze, szansa jest bardzo mała, ale po raz pierwszy usłyszałem, aby podniesiono ten temat, więc warto o tym napisać. Na odbywających się obecnie w Singapurze Młodzieżowych Igrzyskach Olimpijskich postanowiono zrezygnować z "klasycznej" koszykówki. W zamian organizatorzy zaserwowali widzom turniej koszykówki 3 na 3, w której mecze rozgrywane są na połowie boiska. W gruncie rzeczy mamy więc do czynienia z koszykówką uliczną z uregulowanymi przepisami. Gra się dwie połowy po 5 minut, chyba że któryś z zespołów zdoła wcześniej zdobyć 33 punkty.

Turniej cieszy się ogromną popularnością wśród kibiców. Sekretarz generalny FIBA Patrick Baumann stwierdził w rozmowie z dziennikarzami, że jest możliwe w przyszłości, abyśmy również tę odmianę koszykówki ujrzeli na "dorosłych" Igrzyskach. Trudno ocenić, czy jest to realne w bliskiej przyszłości. Jeśli jednak o medale olimpijskie mogą walczyć siatkarze plażowi, to dlaczego nie dać takiej samej szansy koszykarzom specjalizującym się  graniu "na jeden kosz"? Z pewnością nie ucierpieliby na tym kibice. Jak mówi Baumann:

"Nie mogło być lepiej. Jesteśmy najgorętszym wydarzeniem w mieście. Wszyscy lubią tu przychodzić, bo to zabawa. Przychodzili tu ludzie z innych komitetów olimpijskich, żeby zobaczyć swoje zespoły i kibicować. To tylko pół godziny. (...) Chcieliśmy szybkiej gry, fizycznej gry, gry zawodników. Nie chcieliśmy, żeby była to gra trenerów i chcieliśmy, żeby była atrakcyjna. (...) Wyrównuje się poziom pomiędzy państwami, nie potrzebujesz więcej długiej ławki, więc otwieramy grę dla mniejszych narodów. USA zawsze będzie w stanie wystawić 12 równie dobrych zawodników, czego nie będą w stanie zrobić Indie. Indie mogą mieć jednak 3, 4, czy 5 zawodników, którzy potrafią grać 3 na 3 i wtedy będą na tym samym poziomie co USA."

Teoretycznie trudno odmówić Baumannowi racji, jednak wyniki turnieju zdają się mu nieco przeczyć, gdyż do strefy medalowej przebiły się same "koszykarskie" państwa. Już jutro w meczu o złoty medal zmierzą sie Serbowie z Chorwatami. Wcześniej w meczu o trzecie miejsce zagrają Amerykanie z Grekami. W pierwszej ósemce znalazło się też miejsce dla Hiszpanii, Argentyny, Litwy i Izraela (który jako jedyny nie ma aż takich koszykarskich tradycji).

Kto wie jednak, możliwe, że z czasem - jeśli takie turnieje rozgrywane będą częściej i część graczy zacznie specjalizować się jedynie w takiej odmianie koszykówki - doczekamy się niespodziewanych rozstrzygnięć. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że gra na połowie boiska, w trzy osobowym składzie, to kompletnie inna bajka niż regularna koszykówka. Więcej miejsca, więcej gry 1 na 1, akcje oparte na prostych zagrywkach, czy brak możliwości gry w kontrze to tylko najbardziej rzucające się w oczy różnice. Co za tym idzie szanse na sukces w takiej grze mogą mieć gracze, którzy normalnie nie byliby w stanie się wybić.

Inna sprawa, że nie ukrywam, że chciałbym kiedyś zobaczyć największe gwiazdy grające w takim turnieju. Może NBA wreszcie weźmie się za wskrzeszenie Weekendu Gwiazd i zorganizuje w jego ramach jakiś mały turniej tego typu, w którym wystąpiłyby gwiazdy ligi. Ach marzenia...

Wracając jeszcze na chwilę do samego turnieju w Singapurze. Amerykanie wystawili czwórkę: Sterling Gibbs, Kyle Caudill, Brandan Kearney i Angelo Chol. Liderem zespołu jest Gibbs, którego od przyszłego sezonu będziemy mogli oglądać najprawdopodobniej w barwach Maryland, jednak to z centrem Angelo Cholem eksperci na dzień dzisiejszy wiążą największe nadzieje.

Jutro o 15 zaczną się rozgrywki o medale. Jeśli jesteście zainteresowani, transmisję znajdziecie tutaj. Skróty większości spotkań można obejrzeć na oficjalnym kanale Igrzysk na youtube


Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

FOR THE LOVE OF THE GAME

sobota, 21 sierpnia 2010 17:26
Kilka z mgnień z World Basketball Festival, który zakończył się kilka dni temu w Nowym Jorku:



Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

"I PARTIED AS HELL"

środa, 18 sierpnia 2010 0:36
 Michał Górny

 Takimi słowy Ron Artest odpowiedział na pytanie "Co robiłeś po zdobyciu tytułu".

Dobrze się bawiłem, może nawet aż za dobrze. Imprezowałem jak cholera. Po prostu byłem nieobecny. Ale jedyną dobrą rzeczy, jaką robiłem to  ćwiczenia. W zeszłym roku ważyłem 270 funtów "z hakiem", a w tym roku tylko 255 - 258 funtów. Jestem skupiony na sobie, ale czasami odpuszczam. Niestety tak to bywa w wakacje, zdarza mi się pić (mówiąc to trzymał w rękach drinka z wódki żurawinowej) i imprezować. Jak sam widzisz piję, ale to mój drugi drink w tym miesiącu.

Podczas tej samej rozmowy Artest powiedział, że zamierza niedługo wziąć się do roboty i powalczyć o DPOY za sezon 2010/2011. Zobaczymy jak to wyjdzie z tymi "dwoma drinkami w miesiącu".




Podziel się:

komentarze (8) | dodaj komentarz

TERRICO WHITE NA ROOKIE PHOTO SHOOT

wtorek, 17 sierpnia 2010 23:11
Michał Górny

 Dokładnie o tej porze roku liga NBA organizuje sesję zdjęciową dla debiutantów. Oczywiście wszystko zoorganizowane w stylu prawdziwej sesji zdjęciowej, jednak kiedy gra muzyka Panowie dają się czasem ponieść wyobraźni. Tak na przykład wyglądał mini - konkurs wsadów.

 Piotrze Makulcu !!! Życzę Ci by Terrico White był trzecim "tłokiem" w historii konkursu wsadów podczas All - Star Weekend. Allan Houston (1996) i Jerry Stackhouse (2000) powinni zostać pomszczeni !!!


 

 Szkoda, że wybrany przez Clippers Eric Bledsoe tak słabo się zaprezentował. Mam nadzieję, że jeszcze go zobaczymy !




Podziel się:

komentarze (6) | dodaj komentarz

SHAQ: HOW YOU LIKE ME NOW?

piątek, 06 sierpnia 2010 0:07

RON ARTEST 09/10 HAIROLOGY

wtorek, 03 sierpnia 2010 16:56
Rafal Niewiadomski

Swoją drogą, kóra fryzura Rona przypadła Wam najbardziej do gustu?



Podziel się:

komentarze (23) | dodaj komentarz

CELTICS VS. HEAT PIERWSZYM MECZEM SEZONU 2010-11

wtorek, 03 sierpnia 2010 14:06

źródło: ngepress.com

 


NBA wciąż pracuje nad terminarzem, ale według źródeł związanych blisko z ligą, sezon 2010-11 rozpocznie się we wtorek 26. października meczem Miami Heat - Boston Celtics.


Stara "Wielka Trójka" kontra nowa "Wielka Trójka"... Co o tym myślicie?


UPDATE: Mecz ma się odbyć w Bostonie.

UPDATE 2 by RN: Podobno niejaki John Wall i jego Wizards mają rozpocząć swoją przygodę w Orlando, w nowej hali Magic, zaś Los Angeles Lakers rozpoczną sezon od spokania z Rockets u siebie (powrót Yao? napewno odbiorą pierścionki).



Podziel się:

komentarze (39) | dodaj komentarz

 12  »

Licznik odwiedzin:  17 067 419 (wersja testowa)

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u