Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 507 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


KOSZULKA KB24 NUMEREM 1 W EUROPIE

czwartek, 30 września 2010 16:46

źródło: hiphoprec.com

 

Piotr Makulec


Dzisiaj ujawniono, czyja koszulka była najchętniej kupowaną w Europie podczas sezonu 2009-10. Tu bezkonkurencyjny okazał się Kobe Bryant, który wyprzedził LeBrona Jamesa oraz Dwyane'a Wade'a. W pierwszej 12. znalazło się aż sześciu zawodników z Europy.


TOP 15 najczęściej kupowanych koszulek zawodników NBA w sezonie 2009-10:


1 . Kobe Bryant
2 . LeBron James
3 . Dwyane Wade
4 . Pau Gasol
5 . Kevin Garnett
6 . Andrea Bargnani
7 . Jose Calderon
8 . Dwight Howard
9 . Dirk Nowitzki
10 . Tony Parker
11 . Danilo Gallinari
12 . Joakim Noah
13 . Chris Paul
14 . Paul Pierce
15 . Carmelo Anthony



Podziel się:

komentarze (22) | dodaj komentarz

NOWY SPOT NBA2K11: CHICAGO BULLS vs. CZYNGIS CHAN

środa, 29 września 2010 20:44

Andre Iguodala, Rajon Rondo, Derrick Rose, Josh Smith i Russell Westbrook porównują składy Chicago Bulls, w których grał Michael Jordan, z obecnymi zespołami NBA oraz z... Czyngis Chanem.

 



Podziel się:

komentarze (27) | dodaj komentarz

DERON WILLIAMS I SKOKI DO WODY

piątek, 24 września 2010 16:56
Michał Górny

 Pamiętacie historię z wypadkiem Monty Ellisa ?  Nie chcę krakać i oczywiście wierzę w to, że Deron Williams skakał w naprawdę bezpiecznym miejsce, ale czy takie rzeczy są objęte w kontrakcie ? Zwłaszcza w kategorii "dopuszczalna aktywność pozakoszykarska". Władze Jazz pewnie jeszcze o tym nie wiedzą...

 

 

 



Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

RONDO W ALCATRAZ

środa, 22 września 2010 23:35
Michał Górny

  Cztery, no prawie pięć dni temu, odbył się turniej, którego "twarzą" był nie kto inny jak Rajon Grand Theft Rondo. Turniej nazywał się King of The Rock, sponsorem był Red Bull, no i grało się 1 vs 1. Nic nadzwyczajnego. Jednak lokalizacja tego wydarzenia była naprawdę niezwykła. Więzienie Alcatraz !! A właściwie to co z niego zostało. Trzeba pogratulować pomysłu i szukać takich rozwiązań w Polsce. Może turniej na Białołęce lub we Wronkach dałby podobny efekt, chociaż te więzienia są dalej czynne. Ale skoro u Nas gra się na trawie to stan osoby w więzieniu nie powinien martwić organizatorów takiego eventu.


 

 



Podziel się:

komentarze (20) | dodaj komentarz

KRÓLOWIE ZACIĘTYCH KOŃCÓWEK

środa, 22 września 2010 2:43

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Blog Piston Powered kontynuuje obalanie mitów związanych z zespołem z Detroit. Tym razem autorzy postanowili sprawdzić, czy Chauncey Billups zasługuje na swoją ksywkę mr Big Shot. Przytoczyli przy okazji całkiem ciekawe statystyki dotyczące zwycięskich rzutów (niestety bez ostatniego sezonu). Znajdują się one na stronie 82 games, na której znalazłem również inne statystyki, które zainteresowały mnie jeszcze bardziej. Mianowicie clutch stats.

Oczywiście niezwykle trudno zdefiniować, które spośród sytuacji na boisku zasługują na takie określenie. Jeszcze trudniej opisać je liczbami. Powinny być to sytuacje, w których wynik jest bardzo bliski, a do końca spotkania zostało już niewiele. Z takiego założenia wyszli twórcy strony i dokonali karkołomnej próby stworzenia statystyk dla takich sytuacji. Mianowicie sprawdzili jakie wyniki uzyskują poszczególni zawodnicy w czwartych kwartach i dogrywkach, gdy do końca pozostało mniej niż 5 minut gry, a wynik nie przekracza 5 punktów przewagi dla którejś z ekip. Wyszła z tego taka tabelka.

Oczywiście można dyskutować z definicją i ujęciem tych statystyk. Zresztą każdy, kto ze statystyką miał kiedykolwiek do czynienia wie, że suche liczby, a ich interpretacja, to zupełnie inna historia. Nie podchodźcie, więc do wyników nazbyt emocjonalnie, nawet jeśli skrzywdziły waszego bohatera. Dla przykładu statystyki nie lubią Kobego Bryanta i w wielu przypadkach przeczą jego wielkości, co absolutnie nie oznacza, że Kobe wielki nie jest. Z drugiej strony jednak wciąż można z takich statystyk wyciągnąć kilka ciekawych wniosków (wszystkie liczby podaję w przeliczeniu na 48 minut):

LeBron James był w zeszłym sezonie jednoosobową armią w zaciętych końcówkach. Jego statystyki w przeliczeniu na 48 minut: 66.1 punktu, 15,9 zbiórek, 8,3 asysty, 3,2 bloku, 3,2 przechwytu, 48,8% z gry. To jest dominacja. LeBron w zaciętych końcówkach robił absolutnie wszystko. I robił to skutecznie. Jego statystyki +/- wyniosły +37...

W porównaniu do analogicznych statystyk z całych spotkań poprawił się prawie we wszystkich elementach. Trochę słabiej trafiał z gry (w sezonie 50,3%) i co raczej nie jest niczym szokującym miał trochę mniej asyst (w sezonie 10,5). Ogromna ilość zdobywanych punktów nie powinna dziwić, ale zwróćcie też uwagę na to jak dominował deskę. Tylko kilku centrów i silnych skrzydłowych zbierało w końcówkach więcej. Oczywiście wraz z ilością punktów w parze szła ilość wędrówek na linię (26 prób, w sezonie 12,5) wykonywanych przy tym na wyższej skuteczności (80%, w sezonie 76,7%).  Jeśli jest cokolwiek do czego moglibyśmy się tak naprawdę przyczepić to ilość rzutów za trzy. Co prawda skuteczność z dystansu delikatnie rosła w końcówkach (34% wobec 33,3% w sezonie), ale nie była na tyle duża, by podejmować aż 15 prób (w sezonie 6).

Jak już wspomniałem statystyki nie lubią Kobego aż tak bardzo. Jak można było się spodziewać na liście najlepszych strzelców jest drugi (51,2 punktu). 7,3 zbiórki jeszcze się broni (w sezonie 6,6), ale już ilość asyst (3,6, w sezonie 6,2) wygląda źle. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jakimi zawodnikami Kobe dysponował pod koszem. Podobnie jak u LeBrona w końcówkach spada mu odrobinę skuteczność z gry (z 45,6% na 44,4%), co jest spowodowane większą ilością rzutów za trzy punkty (10 prób, w sezonie 5). Skutecznośc za trzy punkty i rzutów wolnych również w jego przypadku rośnie. Z pewnością na plus zaliczyć mu można ilość strat, która spada z 4 w sezonie do 3,3 w końcówkach.

Statystyka +/- (+7) nie świadczy specjalnie dobrze o skuteczności Kobego. Oczywiście wszyscy pamiętamy o 6 game winnerach, które dodały trochę blasku clutchness Kobego. Patrząc na statystyki mam wrażenie, że różnica między nim a LeBronem jest taka, że James do sytuacji, w których potrzebowałby w ogóle rzucać o zwycięstwo, raczej nie dopuszczał.

Dwyane Wade podobnie jak Kobe ma opinię tego, który w trudnych chwilach sprawdza się najlepiej. Patrząc jednak w cyferki w zeszłym sezonie nie wyglądało to az tak dobrze. Wskazuje na to ilość zdobywanych punktów 32,6 (35,6 w sezonie). Dodajmy do tego 39% z gry, 29% za trzy i 67% z linii (odpowiednio 48%, 30% i 76% w sezonie), a nie otrzymamy nikogo choćby troche podobnego do opinii jaką cieszy się Wade. Z pewnością też nie dominuje tak bardzo posiadania piłki notując aż 10 asyst (8,6 w sezonie). Tylko Steve Nash i Deron Williams podawali w końcówkach więcej. Jeśli pomyślimy o tym, jakich kończącyh akcje miał do wyboru Wade w porównaniu do pozostałej dwójki, to statystyka ta musi wyglądać jeszcze bardziej imponująco. Zresztą, żeby docenić to jak Wade ułatwia swoim partnerom grę spójrzcie na statystyki z końcówek Michaela Beasleaya: 29,1 punktu, 53% z gry, 50% za trzy (do tego dokładał 15,6 zbiórki). Jak zawsze można też było liczyć na aktywność Dwyane'a na swojej połowie parkietu (2,7 bloku, 2,3 przechwytu).

Czym od najlepszych w zeszłym sezonie różnił się Kevin Durant? 36 punktu (36,6), 8 zbiórek (9,2), 1,8 asysty (3,4), 1,3 przechwytu (1,7), 1 blok (1,2), 35,6% z gry (47,3%), 25% za trzy (36,5%), 84% z linii (90%), 4,1 straty (4 straty). W nawiasach statystyki z sezonu.

Możecie dyskutować, ale Kevin Durant grał w końcówkach słabiej absolutnie w każdym elemencie swojej gry (sic!). Tak tylko mówię...

Z innych ciekawych rzeczy, które można wyczytać z tej tabelki:

Chcecie, naprawdę chcecie, żeby rywale faulowali Dirka Nowitzkiego. Piosenki Davida Hasselhoffa działają najwyraźniej w takich momentach bez zarzutu. Niemiec trafiał 98% swoich wolnych w zaciętych końcówkach. Na pewno nie zaszkodzi też mieć na boisku Carla Landry'ego, który trafiał prawie 70% swoich rzutów i dokładał do tego 15 zbiórek. Pod koszem chcielibyście mieć Samuela Dalemberta (22 zbiórki), a może nawet bardziej Joakima Noaha (19,3 zbiórki, 3,2 bloku, 65% z gry), który wygląda pod tym względem dużo lepiej od Dwighta Howards (tylko 54% z gry i zaledwie 6 rzutów). Piłka w końcówkach w rękach Derona Williamsa nie jest aż tak dobrym pomysłem jakby się wydawało (6 strat), choć może po prostu to jego partnerom pociły się ręce. Russella Westbrooka, Devina Harrisa, Danny'ego Grangera, O.J. Mayo i Bena Gordona poproście natomiast, żeby odpuścili sobie rzucanie. Każdy z nich trafiał w końcówkach mniej niż 30% swoich rzutów.

Nie wszystko jest zawsze takie jak się nam wydaje, ale też tak jak już podkreślałem nie zawsze musicie wierzyć statystykom. Ponoć najlepszych w statystykach zamknąć się nie da. Nie jesteśmy w stanie ocenić jak wiele zależy od systemu gry, zawodników na boisku, czy po prostu specyficznych sytuacji. Zresztą przyznaję bez bicia, że sam pożonglowałem trochę liczbami, żeby pokazać pewne zjawiska. Inna sprawa, że nie znalazłem cyferek dla playoffs, a nie da się ukryć, że wtedy przecież liczy się bardziej.

Jeśli jesteście zainteresowani tymi statystykami, to dostępne są też dla poprzednich sezonów: 2008/09 i 2007/08.


Podziel się:

komentarze (85) | dodaj komentarz

IGUODALA PRZECHODZI W TRYB ATAKU

niedziela, 19 września 2010 21:54
Przemek Kujawiński

Zbliża się sezon, więc zaczynają się też obietnice przedsezonowe. Swoje naobiecywał już Monta Ellis, teraz głos zabrał Andre Iguodala - przedstawiciel kolejnego "przegranego" zespołu ostatniego roku. Ile z tych obietnic zostanie dotrzymanych przekonamy się za kilka miesięcy. Póki co cieszmy się, bo takie zapowiedzi to oznaczają, że sezon już blisko.

Iggy miał całkiem udane lato. W końcu nie co dzień zostaje się mistrzem świata. Do tego był jednym z jaśniejszych punktów złotej drużyny, mimo że pełnił w niej rolę gracza zadaniowego. Z tego powodu pojawiły się nawet opinię, że być może dużo lepiej czułby się w roli drugich skrzypiec niż lidera zespołu. Andre krótko ucina takie dywagacje:

"Nie bardzo. Jeśli grasz dobrze w jednym ustawieniu, ludzie myślą, że powinieneś robić dokładnie to samo w innym ustawieniu, aby odnieść sukces. Tutaj jednak wszyscy mieli swoje role do wypełnienia. Ja miałem skupić się na obronie. Jeśli nie wykonywałbym moich zadań, to zawiódłbym swój zespół."

Iguodala dodał także, że tylko 3 zawodników w mistrzowskiej drużynie pełniło takie role, jakie pełni na co dzień w swoich zespołach: Kevin Durant, Derrick Rose i Tyson Chandler.

Andre ma nadzieję, że pod wodzą Douga Collinsa w Filadelfii będzie mógł grać dużo bardziej ofensywnie:

"Myślę, że Doug Collins będzie w stanie ustawiać mnie częściej w roli ofensywnej, gdzie nie będę musiał marnować energii na obwodzie. W zeszłym roku nasza ofensywa zmuszała mnie do grania na obwodzie. Rzucałem dużo trójek, ale wcale tego nie chciałem. [W tym roku] zamierzam atakować częściej obręcz."

Faktycznie zeszły sezon nie był dla niego typowy. Najrzadziej w karierze oddawał rzuty spod kosza, co skutkowało również najniższą ilością wędrówek na linię. W zamian oddawał prawie 4 rzuty za 3 punkty w meczu (przy skuteczności 30%). Przypomnijmy zaś, że w poprzednich sezonach Andre był w absolutnej czołówce ligi, jeśli chodzi o skuteczność rzutów spod samego kosza (73% w sezonie 08/09, dla porównania Dwight Howard miał wtedy 71%).

Miejmy nadzieje, że Doug Collins faktycznie ustawi ofensywę 76ers w ten sposób, by Iguodala mógł robić to w czym jest najlepszy. Wyjdzie to na dobre wszystkim, a im częściej Andre atakować będzie obręcz, tym my częściej będziemy mogli oglądać takie rzeczy:



Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

MONTA CHCE NOWEGO ROZDANIA

sobota, 18 września 2010 19:37

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Monta Ellis nie wspomina najlepiej początków dwóch ostatnich sezonów. Dwa lata temu odniósł kontuzję podczas przejażdżki na motorowerze. Rok później publicznie okazywał swoje niezadowolenie z powodu wspólnej gry ze Stephenem Curry. Myślę, że pamiętacie obie sprawy. W każdym razie, w ten sposób wyrobił sobie, mówiąc delikatnie, nieciekawą opinię. Dzisiaj Ellis jest zmobilizowany, by to zmienić i zacząć od nowa.

Już od początku września intensywnie trenuje chcąc być gotowym do sezonu i dać przykład całej drużynie:

"Wszystko zaczyna się ode mnie, więc chciałem wrócić do drużyny miesiąc przed obozem przygotowawczym i dobrze poznać nowych kolegów, żeby nawiązać więź, stanowić jedność i spróbować wygrywać. Wymazałem moją przeszłość. Mamy nowe logo, nowy zespół. Ruszamy do przodu, a to zaczyna się ode mnie. (...) To się zaczyna od kapitana zespołu, od lidera, a nim jestem ja. Chcę podejść do tego z dobrym nastawieniem, żeby nastawić dobrze innych. Chcę prowadzić przez przykład, stworzyć więź, żebyśmy mogli podchodzić do gry we właściwy sposób."

Ellis twierdzi też, że rozwiązał już wszystkie swoje problemy z Currym. Ponoć przekonała go do tego żona:

"Jak tylko to powiedziałem, powiedziała mi, że to było złe. Nie dałem jej wtedy do zrozumienia, że uważam, że ma rację, ale zawsze mówiła mi: Ty i Steph możecie to zrobić. Po prostu grajcie razem i nie dajcie reszcie świata tego zniszczyć, bo możecie wygrywać, jeśli zbudują dokoła was zespół. (...) Miesiąc przed końcem sezonu musiałem usiąść i wziąć na siebie winę, w tym sensie, że byłem liderem, tym za którym wszyscy podążają. To, co stało się w zeszłym roku nie powinno się było wydarzyć. Winię za to siebie."

Panowie ponoć wyjaśnili wszystkie nieporozumienia jakie były pomiędzy nimi. Curry był nawet gościem na ślubie Ellisa w lipcu. Jak mówi Monta:

"Kiedy mówiłem to nie chciałem w niego uderzyć. Nie atakowałem go. To wszystko wzięło się z tego, co Warriors i ja przechodziliśmy w tamtym czasie. To nie miało z nim nic wspólnego. Tak jak powiedziałem mu tego lata: Możemy to zrobić. Widzę teraz, że muszę grać jako dwójka. Muszę bronić wyższych obrońców. Pasuje mi to. Mogę to robić. Po prostu ułóżmy naszą grę, włączmy w to wszystkich innych i grajmy w koszykówkę."

Podoba mi się to podejście. Podoba mi się fakt, że Ellis ma jaja, żeby powiedzieć "to była moja wina" i spróbować naprawić swoje błędy. Trzymam kciuki, żeby wytrwał w takiej postawie. To już kolejny znak tego lata, że w Warriors mogą wreszcie nastać lepsze czasy.

Pozostaje jeszcze rozwiązać problem Dona Nelsona. Miejmy nadzieję, że to już tylko kwestia tygodni.

Chyba przestanę przełączać kanał widząc mecze Golden State.



Podziel się:

komentarze (16) | dodaj komentarz

NIE TYLKO LEBRON PRZENIÓSŁ SWOJE TALENTY

piątek, 17 września 2010 3:42
Przemek Kujawiński

Już czuję tę wojnę w komentarzach, ale muszę o tym napisać.

Oczywiście pamiętacie "The Decision" i słynne zdanie wypowiadziane przez LeBrona Jamesa: "This fall I will take my talents to South Beach and join the Miami Heat." Pewnie też mieliście wrażenie, że to zdanie jest co najmniej dziwne. Zamiast powiedzieć po prostu, że dołączy do Miami, czy że będzie grał w Miami, to postanowił "przenieść swoje talenty".

Fraza ta była na tyle niespotykana, że bardzo szybko przyjęła się w mowie potocznej związanej z NBA. Krytycy LeBrona zarzucali mu, że użycie takiego sformułowania to kolejny z przejawów jego arogancji. Zwolennicy woleli unikać tego tematu...

Najwyraźniej jednak zdanie to jest przejawem, ale nie arogancji... a aktorstwa. Obejrzyjcie poniższe video, a jeśli nie macie czasu przewińcie od razu do 4:50:


Kobe Bryant ogłaszając, że przystąpi do draftu od razu po ukończeniu szkoły średniej powiedział: "I have decided to take my talent uhm... no, I have decided to skip college and take my talents to the NBA."

No jasne, to może być przypadek, ale nie wydaje się wam podejrzane, że dwóch najbardziej elektryzujących zawodników ostatnich lat użyło dokładnie tej samej frazy? Jestem ciekawy, czy LeBron James był świadomy, że to, co miało być oryginalną produkcją okazało się coverem, żeby nie powiedzieć plagiatem. A może po prostu, któryś z doradców Jamesa, pomagający mu pisać przemowę postanowił sobie trochę zażartować?

Osobiście mam wrażenie, że te słowa nie padły przez przypadek. Być może sztab LeBrona stara się budować jego wizerunek na sprawdzonych wzorcach i obecna fala nienawiści była jak najbardziej oczekiwana?

Zawsze miałem wrażeniem, że największym problemem Jamesa nie jest wcale przerośnięte ego, czy niesympatyczna osobowość. Nie uważam, żeby jego ego było przerośnięte (a mam jakieś tam podstawy, żeby mówić o takich rzeczach). LeBron ma raczej problem ze swoim ego i bezbarwną osobowość. Taki produkt zaś ciężko sprzedać. LeBron wciąż nie potrafi się zdefiniować i kiepsko wybiera wśród masek, które zakłada. Nie jest arogantem. Próbuje aroganta udawać. Nie jest prawdziwym sku****lem, jak Kobe, Bird, czy Jordan. Wie natomiast, że jeśli chce być tak wielki jak oni, to musi nim być. Taki obraz sprzedają mu media i w takie ramy próbują wtłoczyć go ludzie zajmujący się jego wizerunkiem. W ten sposób być może próbuje widzieć sam siebie. LeBron James jest być może najlepszym koszykarzem tej planety, ale jednocześnie jest produktem, a to co widzimy to jedynie opakowanie.

To oczywiście tylko teoria bazowana na przekazie medialnym. Wątpię po prostu, żeby James był tak bardzo przekonany o swojej wspaniałości. Ludzie, którzy zostali obdarzeni talentem i przekonaniem o swojej wspaniałości mają jedną wspólną cechę. Nie patrzą na innych i dzięki temu wygrywają. W mojej opinii LeBron James ma jedynie talent, a egocentryzm jedynie udaje, lub ktoś manipuluje nim, by próbował taki być.

Wracając do samego "przenoszenia talentów". Szkoda, że Kobe nie przenosił swoich w naszych czasach, bo dzisiaj to jego byliśmy cytowali. Zwłaszcza, że to był prawdziwy popis pewności siebie i arogancji. Takiej arogancji, która daje 5 tytułów.

Oryginały są najczęściej lepsze od coverów. Może czas, żeby James zrezygnował z ludzi dokoła siebie i spróbował być po prostu sobą. Wtedy obroni się na parkiecie.


Podziel się:

komentarze (25) | dodaj komentarz

HEAT SZYKUJĄ SIĘ NA WOJNĘ

czwartek, 16 września 2010 7:03

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

To nie będzie zwyczajny sezon. Wiemy to my i wie to Pat Riley. Na nikim nie będzie spoczywała tak wielka presja jak na Miami Heat. Oni muszą to wygrać. Dlatego Riley jako zwierzchnik sił zbrojnych weźmie swoich ludzi na wojnę. Przygotowania zaczną się na poważnie już niebawem, a jeśli przygotowywać się do wojny to tylko w obozie wojskowym.

Heat po raz pierwszy w swojej historii nie spędzą obozu przygotowawczego w południowej Florydzie. Zamiast tego zamknięci zostaną w bazie sił powietrznych
Hurlburt Field and Eglin w Fort Walton Beach ponad 1000 kilometrów od Miami. Zawodnicy będą mieszkać i trenować w otoczeniu żołnierzy. Heat tym ruchem pogłębiają też związki, które łączą ich z amerykańską armią. W poprzednich sezonach zawodnicy Miami, między innymi, witali żołnierzy wracających z Iraku i Afganistanu.

Oczywiście zamysł Riley'a jest jasny. W momencie, gdy cała liga zwróciła oczy na Heat postanowił trzymać swoje wojsko w tajemnicy przed wrogiem. Z pewnością będzie to prostsze w zamkniętej bazie wojskowej niż w okolicach South Beach. Poza tym jest to całkowicie nowy zespół, który wymaga budowy praktycznie od podstaw. Erik Spoelstra ma nadzieję, że w takim otoczeniu będzie o to dużo łatwiej:

"To jest wspaniała okazja dla naszego zespołu. Baza wojskowa zapewni nam idealne warunki, by skupić się na koszykówce i zbudować braterstwo bez zbędnych zakłóceń. Dostarcza nam także unikalnej i fantastycznej okazji, by spędzić czas z żołnierzami, którzy bronią naszej wolności."

Jest to jakiś pomysł na budowanie tożsamości zespołu, który póki co jest tylko zbitką gwiazd i pomagierów. Kto wie może niebawem zaczniemy ich nazywać Air Force Team?

Pierwsza okazja do przekonania się, co powstało za murami bazy już 5 października w przedsezonowej potyczce z Detroit Pistons.


Podziel się:

komentarze (9) | dodaj komentarz

WIELKI HAKER

czwartek, 16 września 2010 4:40

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Z poradnika "Jak zarobić pierwszy milion" - sposób 431: Zatrudnij się u sławnej osoby, po czym pozwij ją z jakiegokolwiek powodu. Nawet jeśli kłamiesz, to może okazać się, że sławna osoba i tak ma coś na sumieniu, więc zamiast pozwolić służbom publicznym i prasie grzebać w swoim życiu, być może będzie chciała pójść na ugodę.

Z takiego założenia wyszedł najwyraźniej niejaki Shawn Darling, który właśnie oskarżył Shaqa o... hakerstwo, niszczenie dowodów i próbę wrobienia Darlinga poprzez umieszczenie w jego komputerze dziecięcej pornografii.

Serio.

W sensie ok. Co ja tam wiem. W każdej plotce jest jakieś ziarnko prawdy, ale Shaq hakerem?

Cała sprawa jest kosmicznie skomplikowana i nie będę nawet próbował przytaczać jej tu w całości. Zwłaszcza, że w grę wchodzą kobiety, więc kto mógłby to ogarnąć? Swoją drogą wiedzieliście, że była kochanka Shaqa Vanessa Lopez też go ostatnio pozwała? Gdzieś mi to wszystko umknęło.

Wracając do sprawy. Darling, który pracował u Shaqa jako osobisty informatyk, zarzuca mu między innymi, że włamał się do poczty głosowej Lopez, używał kontaktów w policji do zdobywania informacji na temat swojej innej kochanki Alexis Miller, spiskował z obecnymi i byłymi policjantami w celu wrobienia Darlinga i zniszczeniu dowodów, które ten miał przeciwko Shaqowi i, uwaga, wrzucił swój osobisty komputer, na którym miały znajdować się dowody w sprawie, do jeziora za domem.

Jeśli chcecie dokładniej się z tym zapoznać to zapraszam tutaj.

Adwokat Shaqa Benjamine Reid szybko wypuścił oficjalne oświadczenie w tej sprawie, w którym zaznaczył, że Darling skopiował z komputera Shaqa tysiące e-maili, a następnie zażądał 12 milionów dolarów w zamian za ich nieujawnianie. Kiedy próba szantażu zawiodła wymyślił inny sposób na wyciągnięcie pieniędzy. Ponadto miał ukryć przed swoim pracodawcą kryminalną przeszłość.

Darling, który ma całkiem bogatą kartotekę (przede wszystkim oszustwa) zapewnia, że O'Neal wiedział o niej i właśnie dlatego go zatrudnił.

Darling ze swoją przeszłością nie ma raczej większych szans w sądzie. Na fali wyciekających informacjach i kolejnych kochankach Shaqa, postanowił pewnie trochę zarobić. Myślę jednak, że mógł wpaść na lepszy pomysł niż "Shaq zhakował własnego informatyka". No chyba, że ta historia jest prawdziwa. Można to sobie przecież wyobrazić. Szantażowany Shaq postanawia uciszyć swojego pracownika etc. W takim wypadku czekałbym na film na tej podstawie i monumentalną scenę, w której Shaq wrzuca swój komputer do jeziora (w roli głównej Glen Davis, w tle muzyka Vangelisa)
.

pees: A tak przy okazji Shaq ma już nową dziewczynę. Nazywa się Nikki Alexander. Biorąc pod uwagę, że była gwiazdą reality show I love money, to podejrzewam, że była to z jej strony miłość od pierwszego wejrzenia.


Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

 123  »

Licznik odwiedzin:  17 067 387 (wersja testowa)

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u