Bloog Wirtualna Polska
Są 923 924 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS



LIN NOVAK, CZYLI JEREMY LIN ZROBIŁ Z KNICKS ZESPÓŁ. I TO JEST PIĘKNE

niedziela, 12 lutego 2012 8:53

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Może brzmię jak pijany, ale takie teamy są najpiękniejszą stroną tego sportu. Niedoceniane, zupełnie znikąd. Białe bystrzaki, wyśmiewani wcześniej role-players typu Jared Jeffires i ludzie tacy jak Tyson Chandler w środku. Cały ten team, który jest w trakcie serii 5-0, nie licząc Chandlera jest na papierze wart tyle co Michael Beasley.

 

Jeremy Lin trafił 8 rzutów, ale spudłował 16. Rozdał też 8 asyst, ale popełnił 6 strat. Kevin Love i Nikola Pekovic rzucili 53 punkty i mieli 33 zbiórki, Ricky Rubio grał dobry defense na Linie, a Timberwolves schodzili po dwóch w pomalowane, żeby odciąć pick/roll Lina z Tysonem Chandlerem - aktualnie największą broń New York Knicks. Timberwolves utrudniali decyzje Linowi, gdy ten wchodził po zasłonie na 4-5 metr, tak jak dzień wcześniej zrobili to Dallas Mavericks z Rubio. Przez 42 minuty Timberwolves wyglądali jakby nie mogli tego przegrać... 

 

Piękno, o którym Lin powiedział po meczu, to piękno koszykówki. "Brzydkiej koszykówki", o której powiedział od razu, bo twardo stąpa po ziemi i oddaje wszystkie zasługi całemu zespołowi - tak jak Tim Tebowi robił to w NFL. W NBA jest teraz wiele takich brzydkich spotkań. David Thorpe z ESPN mówi o tym ciągle w True Hoop TV - że być może nie wszyscy zauważamy jak strasznie zmęczeni są koszykarze tym ciężkim sezonem. Gdyby nie Lin, to właśnie to byłoby tematem nr 1 w NBA w ostatnim tygodniu. 

 

Piękno, o którym powiedział Lin to "Beautiful Struggle". Jednym z moich ulubionych teamów jakie w życiu widziałem byli Butler, którzy nigdy nie przestawali wierzyć w zwycięstwo i autentycznie grali do końca. Nie byli najbardziej utalentowanym teamem w NCAA, ale dwa razy z rzędu docierali do Finałów dzięki "jajom", defensywie i egzekucji w kluczowych momentach. W tym czasie każdy mógł zostać bohaterem, a doceniane stawały się nie tylko punkty. Jeśli wygrywasz, to tak właśnie się dzieje. Nie tylko więc Gordon Hayward czy Shelvin Mack, ale Matt Howard ze swoim pick/roll defense, Ronald Nored z obroną na piłce czy wingmani robiący wszystko jak Shawn Vanzant czy Willie Veasley. To działo się z racji na trenera Brada Stevensa i odpowiednie nastawienie gwiazd, które rozlewało się potem  z liderów na role-players.  

 

Tak dzieję się we wszystkich zespołach przez duże Z. Nie wiem jak dużo ma z tym wspólnego Mike D'Antoni, ale to zrobił Jeremy Lin z New York Knicks. Nie wiem jeszcze do końca jak, ale wyraźnie pozostałym zawodnikom Knicks gra się lepiej bez widzących tylko tunel do kosza i światełko na końcu Carmelo i Amare. 

 

Iman Shumpert, w końcu odciążony koniecznością rozgrywania, rzucił 20 punktów i był najlepszym graczem Knicks na parkiecie. Landry Fields ograniczył Rubio i trafił 8 z 10 rzutów z drugiej strony. Steve Novak Mania trafił kolejne cztery trójki, w tym jedną na remis w ostatniej minucie - nikt nie rzuca lepiej za trzy w ostatnim tygodniu. Tyson Chandler ukradł piłkę Rubio na 25 sek. przed końcem, a Jared Jeffries po tym jak do przerwy był miażdżony pod obręczą przez Love'a i Pekovica, w drugiej połowie zaczął ich zastawiać i bić się - jak defense, który dał w piątek przeciwko Andrew Bynumowi. 

 

Pięknem koszykówki jest to, że dzięki metamorfozie Lina w wielką sensację NBA, możemy znów pisać o tym jak to małe rzeczy są ważne w koszykówce. Że izolacyjne strzelanki Melo czy fatalny defense w polu trzech sekund Amare zaczną być teraz prześwietlane i punktowane do bólu jeszcze bardziej niż były wcześniej, a dwie 'gwiazdy' Knicks będą musiały pracować inaczej - dla drużyny. 

 

Amare może funkcjonować bardzo dobrze z Linem - w rzeczy samej to może być świetne combo + Chandler, który jest w Top10 rolujących drugi sezon z rzędu. Anthony jeszcze przed nadejściem Lina zrozumiał, że koncept Mike'a D'Antoniego to nie beasleyowanie sobie na skrzydle, ale ball-movement i pick/roll game.  Dajmy mu szansę.

 

Nie wiadomo skąd, nie wiadomo do końca jak, Knicks są w tym momencie najciekawszym teamem w NBA. Oczywiście dlatego, że grają w Nowym Jorku, dlatego że Lin staje się Yao Mingiem 2.0, ale myślę, że głównie też dlatego, że dochodzi do zetknięcia się gwiazdorstwa, za które James Dolan płaci 40 mln, z drużynowym konceptem, który bez Chandlera, kosztuje Dolana w tym sezonie 7 mln dolarów.  

 

"This is a credit to the team," Lin said. That's what I've been saying this whole time. This team is a team, and that's why it's so fun to play with them" - Jeremy Lin. Nawet Mike Bibby się załapał. A teraz pozwólcie, że otaguję w tym poście Steve'a Novaka.


 

 



Podziel się:

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

MŁODZI GNIEWNI NA ZP-1: ROOKIE RANKING # 3

sobota, 11 lutego 2012 15:41

 

Sebastian Hetman

 

Młodzi gniewni na ZawszePoPierwsze w zasadzie co dwa tygodnie. O młokosach, podlotkach, żółtodziobach, kotach i jak kto woli… Serdecznie zapraszam do lektury. Rookie Ranking na ZP-1 – wydanie numer 3.

 

 

 

 

Wracamy z rankingiem debiutantów po nieco dłuższej przerwie. Może to i dobrze, bo miałem okazję przez prawie miesiąc śledzić poczynania młodych ludzi, których jedyną pasją jest kokaina. Nie koszykówka, ale kokaina, bo tacy młodzi ludzie nie mogą w spokoju patrzeć na wybryki dziecka LG. Jeremy Lin miał wczoraj 38/7 przeciwko Lakers i szkoda, że gość nie jest debiutantem.

 

 

Tak czy owak, wracamy. Z nowym banerem – wielka piona Marek Dziuba! W komentarzach mile widziane wasze wnioski, propozycje swoich rankingów i hejty, których nie da się uniknąć, a pociesza tylko fakt, że co środę piszecie słabiaste dniówki na maila Przemka. Ot co, taki nieudany sobotni żart.

 

 

NAJLEPSZY WYSTĘP TYGODNI 4-7:

Kemba Walker – vs Wizards (28.01.2012): 20 pkt., 10 zb., 11 ast., 2 blk. (8/18 z gry, 2/4 za trzy)

 

 

 

TOP 10 ROOKIES:

 

 

1. Kyrie Irving – Cleveland Cavaliers                                     #2  PG

College: Duke (Draft – nr 1 2011) 

Wzrost: 190 cm

Waga: 87 kg 

Rocznik: 1992

Poprzednio w rankingu: 1

Quick stats: 18,0 ppg, 3,5 rpg, 5,1 apg, 49,2% FG, 41,3% 3P (23 spotkania – 29,8 min)

 

Jeszcze do niedawna Kryie Irving był obok Michaela Jordana i Magica Johnsona jedynym debiutantem, który notował minimum 18 punktów i 5 asyst przy 50% z gry. Do niedawna, bo na dzień dzisiejszy jego skuteczność to 49,2%.  Tak czy owak, Irving w przeciągu ostatnich czterech tygodni dwa razy wygrał mecze dla swojego zespołu. I to nie z byle kim, bo najpierw w ostatnich sekundach pogrążył Celtics, a kilka dni później zrobił to przeciwko Dallas. Gość ma niesamowitą pewność w tym co robi. Może gra bez tego amerykańskiego swaggera, bez gwiazdorskiej otoczki, ale po co mu to? Irving i jego skromność idą w parze od czasów szkoły średniej, a więcej na temat tego chłopaka będziecie mogli przeczytać w najnowszym wydaniu MVP Magazyn, który ukaże się 15 lutego. Poza tym dzięki niemu Cavaliers walczą jeszcze o Playoffs. Najsłabszy występ playmaker Cavs zanotował dopiero w Orlando (7/21 z gry), a przez ostatnie dwa spotkania pauzował (podejrzenie wstrząsu mózgu po meczu z Miami). Jednak to nadal numer 1 wśród Rookies i ma już na koncie swoją pierwszą reklamę.

 

 

 

 

 

2. Ricky Rubio – Minnesota Timberwolves                        #9  PG

College: brak – Hiszpania (Draft – nr 5 2009) 

Wzrost: 192 cm

Waga: 82 kg

Rocznik: 1990

Poprzednio w rankingu: 2

Quick stats: 10,9 ppg, 4,6 rpg, 8,7 apg, 2,4 spg, 37,3% FG (27 spotkań  – 34,7 min)

 

Rubio na stałe zadomowił się w piątce Wolves i miażdży debiutantów w kategorii double-doubles. Ma ich już 11, a dla porównania drugi w tej kategorii Kawhi Leonard ma 2. Hiszpan to maszyna do rozdawania piłek, ale niepokoi przede wszystkim jego skuteczność z gry. Tragicznie było pod koniec stycznia (7 gier – 33%), ale z początkiem lutego Rubio oddaje nieco mniej rzutów (średnio 7,4) i rozdaje ponad 8 asyst, lecz zdarzyła mu się wpadka we wczorajszym meczu z Dallas (Wolves polegli 80:85). Wydaje mi się, że on i Kyrie Irving są już poza zasięgiem innych Rookies i chyba tylko MarShon Brooks (kontuzja) mógłby powalczyć z nimi o ROY. Najbardziej cieszy mnie fakt, że Hiszpan w NBA czuje się doskonale i kto wie, może zabawi w Minneapolis na długie lata? Jego popularność stale rośnie, więc z końcem kontraktu debiutanckiego będzie mógł się spodziewać wielu ofert z nieco atrakcyjniejszych miejsc (Los Angeles, Miami, New York itd.). Jest nadal numerem 2, chyba dlatego, że nie potrafi przejąć spotkania, tak jak potrafi to zrobić Irving. Nie te możliwości strzeleckie, ale już teraz jest jednym z pięciu najlepszych podających w NBA i uwaga – najlepszym przechwytującym!

 

 

 

 

3. Kemba Walker – Charlotte Bobcats                                  #1  PG

College: Connecticut (Draft  – nr 9 2011)

Wzrost: 185 cm

Waga: 78 kg

Rocznik: 1990

Poprzednio w rankingu: 12

Quick stats: 12,3 ppg, 4,1 rpg, 3,6 apg, 1,0 spg, 36% FG, 35,7% 3P (26 spotkań – 28,7 min)

 

Kemba Walker wraca do łask po świetnej końcówce stycznia, kiedy kręcił niezłe cyferki i zanotował pierwsze triple-double w karierze! Walker ma ten dar do zdobywania punktów, ale podobnie jak w przypadku Rubio, czasami zawodzi skuteczność z gry. Na dzień dzisiejszy oddaje 12 rzutów w każdym meczu i podejrzewam, że będzie kiedyś All-Starem, o ile nauczy się szanować piłkę. I tak widzę różnicę między NCAA a NBA, bo Kemba jest bardziej utemperowany. W barwach UConn był bezapelacyjnym liderem, który na parkiecie mógł robić wszystko. Tymczasem w NBA na spokojnie Bobcats próbowali wprowadzać go z ławki (14 startów z 26 spotkań), od jakiegoś czasu Walker ma zapewnione miejsce w pierwszej piątce. Dlatego myślę, że chłopak pochodzący z Bronxu jeszcze w tym sezonie zabłyśnie. Chciałbym widzieć o 3 lub 4 asysty więcej w jego statystykach, chociaż ponad rok temu pisałem, że to typ Bena Gordona. Dzisiaj wraca w wielkim stylu, a luty w jego wykonaniu może być jeszcze lepszy, bo jak wiadomo, ‘Cats nie grają już o Playoffs i są najgorszym teamem w lidze (bilans 3-23).

 

 

 

 

4. MarShon Brooks – New Jersey Nets                                #9  SG

College: Providence (Draft – nr 25 2011) 

Wzrost: 195 cm

Waga: 91 kg

Rocznik: 1989

Poprzednio w rankingu: 3

Quick stats: 14,4 ppg, 4,2 rpg, 1,1 spg, 45,4% FG, 36,4% 3P (18 spotkań – 28,7 min)

 

Ciężko jest wyrzucić z rankingu MarShona Brooksa i wiem, że miałem działać na podstawie ostatnich obserwacji. Brooks nie grał od 23 stycznia z powodu złamanego palca w prawej stopie, a zaskakująco szybko pojawił się już 29 stycznia w meczu z Raptors, gdzie miał raptem 3/10 z gry. Szalony strzelec potrzebuje się wykurować do końca i tak jak pisałem pod profilem Ricky’ego Rubio. To trzeci debiutant, który mógłby dorównać pierwszej dwójce, bo co najważniejsze, grał na stałym (przyzwoitym) poziomie. Wczoraj oficjalnie wrócił, ale w Detroit zagrał tylko przez 17 minut i trzymam za niego kciuki, bo chłopak naprawdę na instynkt do zdobywania punktów.

 

 

 

 

5. Brandon Knight – Detroit Pistons                                      #7  PG

College: Kentucky (Draft – nr 8 2011) 

Wzrost: 190 cm

Waga: 86 kg

Rocznik: 1991

Poprzednio w rankingu: 4

Quick stats: 12,5 ppg, 3,5 rpg, 3,5 apg, 0,7 spg, 40,9% FG, 36,5% 3P (28 spotkań – 31,6 min)

 

Knight od dłuższego czasu ma zielone światło, zaś coach Lawrence Frank ufa mu bezgranicznie. „The Real Deal” oddaje najwięcej rzutów za trzy wśród debiutantów (4,1) i trafia przyzwoite 36,5%. Mnie martwi jednak jego gorąca głowa, bo o ile w barwach Kentucky grał na poziomie NCAA z rozwagą, o tyle w Pistons szaleje i wierzy w swoje możliwości rzutowe. Nie jest źle, ale z takimi warunkami fizycznymi Knight powinien więcej penetrować i szukać częściej drogi do kosza. Uważam, że Kyrie Irving ma nieco lepszy rzut od niego, a często wjeżdża w pomalowane, gdzie szuka pewnych punktów i akcji „2+1”. Fakt faktem, Brandon to nieco inny typ gracza, ale nie od razu Rzym zbudowano. Okrzepnie, dojrzeje i będą z niego ludzie. Uwaga – Pistons mają serię czterech wygranych z rzędu, a Knight wczoraj przeciwko Nets miał 13/7/5 17 minut.

 

 

 

 

6. Isaiah Thomas – Sacramento Kings                                   #22  PG

College: Washington (Draft – nr 60 2011) 

Wzrost: 175 cm

Waga: 84 kg

Rocznik: 1989

Poprzednio w rankingu: 20

Quick stats: 7,0 ppg, 2,4 apg, 0,6 spg, 37,6% FG, 33,3% 3P (25 spotkań – 17,0 min)

 

Od drugiej połowy stycznia filigranowy Isaiah Thomas dostaje regularne minuty w Sacramento. Zrobił niesamowite postępy od początku sezonu i widać, że nie boi się grać z najlepszymi. Z resztą to samo robił w NCAA, a pomyśleć, że został wybrany rzutem na taśmę z ostatnim numerem w drugiej rundzie. Momentami Thomas ma przebłyski i potrafi zdobywać punkty seriami i niech nie zmylą Was średnie statystyki. Nieźle wygląda na boisku z Tyrekem Evansem, a Kings grają także rotacją z Fredettem, gdzie Thomas często występuje przemiennie jako PG i SG. Zasłużył swoją grą na Top 6, ale z biegiem czasu może spadać w rankingu, może dlatego, że pozostali Rookies z meczu na mecz radzą sobie coraz lepiej. Poza tym to wojownik, energizer, który nie odpuszcza każdej piłki.

 

 

 

 

7. Kawhi Leonard – San Antonio Spurs                 #2  SF

College: San Diego State (Draft – nr 15 2011) 

Wzrost: 201 cm

Waga: 102 kg

Rocznik: 1991

Poprzednio w rankingu: 7

Quick stats: 6,9 ppg, 4,8 rpg, 1,1 spg, 44,9% FG (27 spotkań – 23,7 min)

 

Leonard obniżył nieco loty w ofensywie, ale wnosi o wiele więcej do gry Spurs, niż można by przypuszczać. Jego zaangażowanie w defensywie to poziom profesjonalistów, zaś Kawhi nadal angażuje się w walkę na tablicach. Wśród Rookies jest czwarty w zbiórkach i przechwytach, drugi w kategorii double-doubles i szósty w skuteczności rzutów z gry. Na dzień dzisiejszy skrzydłowy San Antonio to solidna firma, dlatego Greg Popovich nadal trzyma go w stałej rotacji, a my możemy tylko czekać, kiedy talent Leonarda eksploduje. Już teraz ma zadatki na jednego z lepszych defensorów ligi. Moim zdaniem to najlepiej przygotowany atletycznie debiutant do gry na najwyższym poziomie.

 

 

 

 

8. Derrick Williams – Minnesota Timberwolves              #7  SF/PF

College: Arizona (Draft – nr 2 2011) 

Wzrost: 203 cm

Waga: 109 kg

Rocznik: 1991

Poprzednio w rankingu: 8

Quick stats: 7,7 ppg, 4,2 rpg, 0,6 spg, 43% FG (27 spotkań – 19,0 min)

 

Po niepewnej pierwszej połowie stycznia Williams prezentują stabilną formę z ławki, a pod nieobecność Kevina Love udowodnił, że może sprawdzać się jako starter. W dwóch meczach back-to-back w lutym miał 14/8/3 i 13/9/1, a końcówka stycznia również była niczego sobie. Dzisiaj w rankingu bez zmian, nadal na pozycji numer 8 i wierzę, że Rick Adelman będzie powoli wprowadzał go do pierwszej piątki na stałe. Z resztą Williams jest pewnym zabezpieczeniem na przyszłość, na wypadek gdyby Michael Beasley nadal świrował jarzębia. Przed Wolves ciężkie dwa mecze z gorącymi Knicks i solidnymi Magic, więc Williams będzie miał okazję sprawdzić się na zaawansowanym poziomie.

 

 

 

 

9. Iman Shumpert – New York Knicks                                   #21  SG/PG

College: Georgia Tech (Draft – nr 17 2011) 

Wzrost: 195 cm

Waga: 99 kg

Rocznik: 1990

Poprzednio w rankingu: 6

Quick stats: 10,3 ppg, 3,6 rpg, 3,5 apg, 2,0 spg,  37,3% FG (23 spotkania  – 31,4 min)

 

Shumpert spada w tym wydaniu na pozycję numer 9, ale od trzech spotkań wychodzi z ławki, kiedy Jeremy Lin staje się sensacją NBA. Iman radzi sobie nieco lepiej pod nieobecność liderów Knicks i moim zdaniem D’Antoni powinien wypuszczać właśnie z ławki. Jego cyferki spadły, a ja żałuje jedynie, że taki gracz z takim potencjałem defensywnym trafił do Knicks. W innym zespole pełniłby nieco inną rolę, bo na dzień dzisiejszy on i Landry Fields dublują się pozycjami, chociaż Knicks grają i mają się dobrze, kiedy Anthony i Stoudemire są poza grą. Tak czy owak, Shumpert jeszcze cos ugra w tym sezonie.

 

 

 

 

10. Jimmer Fredette – Sacramento Kings                           #7  PG

College: BYU (Draft – nr 10 2011)

Wzrost: 188 cm

Waga: 88 kg

Rocznik: 1989

Poprzednio w rankingu: 17

Quick stats: 8,5 ppg, 2,0 apg, 0,7 spg, 37,8% FG, 39,6% 3P (3 mecze – 24,7 min)

 

Pupilek studentów wraca do łask, po tym jak w czwartym tygodniu stycznia zaczął wykorzystywać swoje szanse, szczególnie w drugich połowach spotkań. Fredette ma zasięg rzutowy, ale niepokoi mnie fakt, że gra w kratkę, chociaż w dużej mierze zależy to od ilości minut. 7 lutego w Minnesocie w samej czwartej kwarcie zdobył 13 punktów i rozdał kilka asyst. Na dzień dzisiejszy sprawdza się moja teoria, że Fredette obecnie to tylko role-player pokroju J.J. Reddicka, o którego wyczynach powoli zapominają najbardziej zagorzali fani NCAA. Oby było lepiej, bo gośc potrafi rzucać z dystansu (prawie 40% zza łuku). Dzisiaj załapuje się na Top 10.

 

 

 

 

W TOP 20:

 

11. Chandler Parsons – Houston Rockets

12. Ivan Johnson – Atlanta Hawks

13. Bismack Biyombo – Charlotte Bobcats

14. Andrew Goudelock – Los Angeles Lakers

15. Tristan Thompson – Cleveland Cavaliers

 

16. Enes Kanter – Utah Jazz

17. Klay Thompson – Golden State Warriors

18. Jon Leuer – Milwaukee Bucks

19. Norris Cole – Miami Heat

20. Kenneth Faried – Denver Nuggets + Markieff Morris – Phoenix Suns


 

 



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

JOSH SMITH JEST ZŁY: "BEZ ZNAJOMOŚCI NIC NIE ZROBISZ"

sobota, 11 lutego 2012 4:45

 

Marek Dziuba

 

Snubbed. Po polsku znaczy tyle co zlekceważony, pominięty, zignorowany. W przypadku wyborów do Meczu Gwiazd NBA, właściwie można by te słowo z powodzeniem zastąpić nowym: Smithed...


Kilkanaście dni temu rozmawialiśmy o rezerwowych do Meczu Gwiazd, gdzie napisałem, że trenerzy nie mogą po raz kolejny pominąć Josha Smitha. Zresztą swego czasu (bodaj dwa lata temu) "narazili" przez to nasz blog na zamknięcie. J-Smoove ze swoim nieprzeciętnym atletyzmem jest stworzony do takiego spotkania, ale jezu, przecież nie chodzi tylko o efektowne wsady i bloki. Smith zwyczajnie zasługiwał na to wyróżnienie już od kilku lat swoją wszechstronną grą, będąc czołowym graczem Hawks. W obecnej kampanii pod nieobecność kontuzjowanego Ala Horforda stał się wyraźnie najlepszym spośród "Jastrzębi".

 

Nie rzuca najwięcej punktów, fakt, ale pozostawia swój akcent na każdej innej płaszczyźnie, notując najwyższy PER wśród graczy Atlanty - 19.7. Szczypta statystyk:

 

15.6 punktów, 47% z gry

8.9 zbiórek

3.2 asyst

1.4 przechwytów

2.4 bloków

 

Nominacja należała mu się jak najbardziej, zresztą, choć nie przepadam, wystarczy włączyć sobie mecz Hawks i zawsze wszędzie będzie go pełno. Zamiast Josha, reprezentantem Atlanty w Orlando będzie.. Joe Johnson. Tak, Joe Johnson. Nie to, żebym miał coś przeciwko Joe'mu, ale mam wrażenie, że zagrało głównie nazwisko. Tyle.

 

Sam Josh jest strasznie zdegustowany pominięciem i wyraził odważną opinię:

 

 

- You’ve got to factor in there is a lot of politics involved in the All-Star selection. Once you get that it’s really about politics, then nothing really surprises you. I call it ‘Nothing But Associates,’ NBA. It’s all who you know. I guess I don't know the right people.


 

W skrócie, Josh chce przez to powiedzieć, że w lidze panują układy. Taka polityka, że, aby zaistnieć musisz mieć znajomości. Ktoś musi lobbować w twoim imieniu, tak jak podobno Rick Carlisle, zachęcając innych trenerów do głosowania na Dirka. Sfrustrowany Josh przed dzisiejszym meczem z Magic w Orlando wspomniał dziennikarzowi Atlanta Journal-Constitution, że nie zamierza już dłużej traktować dostania się do All-Star jako jakiejkolwiek mobilizacji, bo sam ma świadomość, że gra na tym poziomie od dawna:


 

- Jedyne co mogę zrobić, to grać swoje. Cały świat wie, że zasłużyłem na All-Star. Nie mogę się tym przejmować. Muszę w dalszym ciągu wykonywać swoje zadania na boisku i po prostu grać na wysokim poziomie.

 

 

Akuku: 23 punkty (9-22), 19 zbiórek, 5 asyst, 3 bloki. To jego linijka z  wygranej nad Magic 89:87 (po dogrywce) 

 


 

 



Podziel się:

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

"PEWNIAK" KEVIN CHCE WYGRAĆ KONKURS TRÓJEK

piątek, 10 lutego 2012 23:51

Marek Dziuba

 

Nie, nie ten Kevin... na pewno.

 

Wczoraj poznaliśmy rezerwowych do Meczu Gwiazd w Orlando i w przeciwieństwie do w miarę (Carmelo...) zgodnych pierwszych piątek wyłonionych w głosowaniu przez kibiców, tutaj już tradycyjnie nie mogło się obejść bez wielkich pominiętych (Rondo, Smith, Gay), świeżo upieczonych All-Stars (aż pięciu) i wybranych, powiedzmy dyskusyjnie (Nowitzki, Williams, Johnson). Oczywiście byli też "pewniacy".

 

W tym roku Kevin Love w porównaniu do mięsa w hamburgerach z McDonalda był nim bezprzecznie. Chłód z Minnesoty najwyraźniej powędrował do Waszyngtonu, Charlotte i Detroit, bo ta z bilansem 12-12 jest gorąca jak Wyspy Kanaryjskie. Wystarczy sobie przypomnieć, że jeszcze sezon (normalny) temu na nominację Love czekał do samego końca i otrzymał ją dopiero w ramach zastępstwa kontuzjowanego Yao Minga. W zbieżnym okresie Wolves dla kontrastu zaliczali bilans... 11-37, więc nawet wielkie indywidualne cyferki ich osobliwego podkoszowego nie zapewniały mu większego uznania w gronie trenerów.

 

Bardzo spodobała mi się myśl, jaką na ten temat w studiu TNT przytoczył Charles Barkley. W lidze są gwiazdy i udawane gwiazdy. Ci drudzy najczęściej w słabszych drużynach potrafią celowo podrasować sobie statystyki, wykorzystując grę o nic. Taki zarzut pojawił się rok temu w stosunku do Kevina. Chuck wyjaśnił szybko dlaczego niesłusznie - mniej więcej tak: każda gwiazda może dostarczać po 25 punktów, bo jest to najłatwiejsza płaszczyzna do "pokazania się", ale gdy dodaje do tego regularnie 14 zbiórek masz pewność solidnego wyboru.

 

 

- Zbiórki to nie zabawa. Dennis Rodman zbierał ich tyle samo, praktycznie nie punktując, a był wybierany do All-Star, więc dlaczego Love, który dorzuca 25 punktów nie miałby dostąpić podobnego zaszczytu?

 

 

Nic dodać, nic ująć, ale uwaga! Na samej nominacji do Meczu Gwiazd się nie skończyło. Kevin wyjawił dziennikarzom, że powalczy w Orlando także w sobotę... w konkursie trójek. Niespodzianka? Nie sądzę. Cytując Maćka, nigdy nie widzieliśmy w NBA takiej kombinacji gry na deskach i rzutu za trzy.



- Czegokolwiek bym się nie dotknął, myślę, że zawsze mam duże szanse na zwycięstwo. Zawsze ostro rywalizuję, więc wyjdę tam na obwód i postaram się wygrać.

 

 

Love nie jest rasowym strzelcem, ale trafia w trwających rozgrywkach przyzwoite i rzadko spotykane jak na gracza z jego usposobieniem 37.6% rzutów zza łuku przy już 111 próbach, a w poprzednim przy 211-stu umieścił w koszu 41% z nich. Nie zapowiadało się wprawdzie na coś takiego w jego wykonaniu po dwóch pierwszych latach w NBA, ale to tylko świadczy o tym, jak ciężko nad sobą pracuje. Ma swoją receptę na sukces i w gruncie rzeczy nie zdziwię się, że jeśli zechce zacząć latać jak Blake Griffin, to to zrobi... (wiem, przesadzam , ale to dla niego jedyna  drogą, aby mógł walczyć z Griffinem o pozycję startera na Zachodzie w kolejnych latach. Ludzie wolą efektowne akcje, nie maestrię przy zbieraniu piłek i rzuty zza łuku)


Nie znamy póki co innych nazwisk, które wezmą udział w tej konkurencji. Warto spojrzeć w każdym razie, że aż 52 zawodników rzuca na dziś na lepszej skuteczności za trzy od Love'a, w tym aż 37. z nich na 40% i wyższej. Należy jednak zwrócić uwagę, że a) są to typowi strzelcy, b) oddali mniej rzutów, c) do konkursu potrzeba też osobowości, także sorry Steve Novak (50%).

 

Tytułu bronić będzie James Jones, w stawce nie powinno zabraknąć jakiegoś strzelca z Orlando (gospodarze). Na dniach wypływać będą kolejne przecieki, więc czuwajcie.

 

 

Update, 00:25: Słyszeliście co zaproponował Kevin? Aby NBA poszła śladem MLB i gwarantowała przewagę parkietu w Finałach NBA drużynie z Konferencji, która wygrała All-Star Game. Miałoby to zwiększyć intensywność spotkania, które od lat bardziej służy jako show. Co wy na to? Wszyscy wokół krzyczą buuuuu, ale to mogłoby rzeczywiście sprawić, że zawodnicy podeszliby do tego meczu poważniej. Chyba, że zakładamy, że dalej chcemy oglądać to w wersji show i nic więcej.


 

 



Podziel się:

komentarze (2) | zaloguj się, aby dodać komentarz

KOBE NIC NIE SŁYSZAŁ O LIN-MANII. DZIŚ LAKERS W NOWYM JORKU

piątek, 10 lutego 2012 14:57

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Wczoraj rano wspominając kolejny wielki wieczór Jeremy'ego Lina napisałem w ostatnim zdaniu: "Bogowie koszykówki: dziękuję". Poniosło mnie, bo Washington Wizards, z którymi Knicks wygrali w środę 107:93 nadal pozostają imitacją teamu ABA, ale z drugiej strony miałem przede wszystkim na myśli to, że New York Knicks zaczęli wygrywać mecze dzięki rozwiązaniu swojej głównej bolączki w tym sezonie jaką był brak rozgrywającego, który wie cokolwiek o akcjach pick&roll.  

 

Lin pokazuje póki co, że wie więcej niż cokolwiek o pick/rollu, w trzech ostatnich meczach zaliczając średnio 25.3 punktów i 8.3 asysty. Lin-sanity, Lin-go, Lin-apalooza - jest tego jeszcze więcej, ale innym powodem mojego wyniosłego stwierdzenia jest to, że Knicks zaczęli wygrywać mecze, radząc sobie bez 40 mln dolarów na parkiecie, które płacą Carmelo Anthony'emu i Amare Stoudemire'owi, a których gra pasuje do siebie jak Rajon Rondo i World Metta Peace rzucający do kosza zza ośmiu metrów kałuż. Jeśliby zapomnieć o Tysonie Chandlerze, to Knicks grają obecnie składem, który jest wart tylko trochę więcej niż pełny mid-level: Lin ma w kontrakcie 0.7 mln dolarów, Landry Fields 0.8, Steve Novak 0.9, Bill Walker 0.9, Jared Jeffries 1.3, Toney Douglas 1.1, a Iman Shumpert 1.6. Wystarczył jednak jeden mądry i efektywny,  losowo wybrany amerykański Azjata , który w parze z Chandlerem może tworzyć duet pick/roll, aby Knicks zaczęli dzielić się piłką, wyglądać mądrze (minus fryzura Walkera) i po prostu wygrywać. 

 

Melo i Amare nie zagrają wieczorem w meczu, który wyraźnie jawi się jako dzisiejsze spotkanie wieczoru, może nawet wekendu. Cóż za szkoda... Wyraźnie, bo normalnie byłoby nim z racji na przyjazd Kobe'go Bryanta do Madison Square Garden, ale przed meczem z Knicks nawet Kobe musi zrobić miejsce z przodu 23-letniemu synowi imigranta z Tajwanu. 

 

Kobe jednak nic jeszcze nie wie, bo i po co ma wiedzieć. To Kobe - jego się informuje. Tzn teraz pewnie już wie, jeśli nie miał co robić w samolocie z Bostonu do NY, ale jeszcze wczoraj niewiele wiedział o tym wszystkim co dzieje się obecnie wokół Knicks. Gethin Coolbaugh z bostońskiego SB Nation rozmawiał wczoraj z Bryantem po zwycięstwie 88:87 w Bostonie.



"What? I have no idea, I mean I know who he is, but I don't really know what's going on too much with that"

 

"I don't even know what he's done, like I have no idea what you guys are talking about. I'll take a look at it tonight, though." 

 

Przed Lakers piąty mecz trasy wyjazdowej. W poniedziałek grali w Filadelfii, wczoraj w Bostonie. Nic dziwnego, że Bryant ma ważniejsze rzeczy na głowie. Na głowie albo prędzej na każdej części swojego ciała której działanie musi utrzymać dla sukcesu tej ciężkiej trasy. 

 

Oczywiście na neutralnym parkiecie, z dwoma dniami przerwy wcześniej, Knicks nie mieliby w takim składzie najpewniej większych szans, ale będzie to back-2-back Lakers na wyjeździe po dogrywce w Bostonie, w której obydwa teamy w drugiej połowie wyglądały nieco staro. I choćby z tego powodu szansa na to, że cała ta Linmania się przedłuży jest zupełnie realna. Zaczepcie się więc dziś przy jakimś odbiorniku, czy to przed telewizorem (Canal Plus Sport, 2) czy monitorem i sami zobaczcie czy Jeremy Lin is for real.

 


 

 

 

 



Podziel się:

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

PLOTKI O KTÓRYCH NIE SŁYSZAŁ PAU GASOL

piątek, 10 lutego 2012 12:13

Maciej Kwiatkowski

 

Dwa dni temu byłem co najmniej zaskoczony tym, że świat potrzebuje plotki o tym, że Boston Celtics są zainteresowani pozyskaniem Pau Gasola w zamian za Rajona Rondo. Być może nawet źródła Erica Pincusa z Hoops World, który o tym napisał, udawały zaskoczenie  i teraz mają ubaw po pachy. A. Sherrod Blakely, który jest beat-writerem Celtics, napisał w czwartek na swoim Twitterze, że żadne takie rozmowy nie miały miejsca, samemu zresztą krytykując pomysł pozyskiwania Gasola za Rondo, który jest sześć lat młodszy i zarabia dwukrotnie mniej



Ale mieliśmy to zostawić, wyrzucić i zamknąć... Tymczasem Rich Levine, dziennikarz tego samego CSNNE, w którym pracuje  Blakely miał sposobność w środę wieczorem wpaść na Gasola w bostońskim Starbucksie. Pau przyjechał tam wczesnym wieczorem ze swoim osobistym trenerem, a kiedy po złożeniu zamówienia ten udał się za potrzebą, Levine podszedł do Gasola i miał miejsce następujący dialog. Łatwy w zrozumieniu, przy czym - wiem, rozumiecie wszystko , ale to moja blogowa robota - "apartment hunting", znaczy tyle co szukać mieszkania
 

 

Rich: "You here apartment hunting?"

Gasol: "Excuse me?"

Rich:: "Are you here apartment hunting?"

Gasol: "Uhhh…"

Rich: "Oh sorry, man. I'm just joking about that crazy Rondo rumor."

Gasol: "Umm, which one is that?"

Rich: "Oh, you didn't hear? They have you being traded for Rondo now… Never stops, right?"

He finally lightened up and let out a smile

Gasol: "Haha. Oh yeah. There are a lot rumors. But no, I'm not apartment hunting." 


Gasol już w zasadzie dwiema nogami był w Houston Rockets, więc zdobył już te nieprzyjemne doświadczenie. Przyjął to jednak dużo lepiej od Lamara Odoma i z powyższego dialogu wydaje się, że całkiem dobrze sobie radzi z tym wszysktim i spływa to po nim tak jak moglibyśmy nie przypuszczać. Ciągłe granie od 2007 roku w finałach czegokolwiek i estrada na której gra w Staples Center mogły go jednak nauczyć odporności na rzeczy, których kontrolować nie może. Zresztą dobrze sobie też ostatniej nocy radził z Celtics w rzeczach, które kontrolować potrafi.

 

I tak prawdopodobnie  w kubku zielonej herbaty z sokiem umarł ten idiotyczny rumor o tym, że Celtics mogliby oddać Lakers swojego najlepszego gracza. Dopóki jednak Danny Ainge ma w zespole handluje Rondo...


 

 

 

 



Podziel się:

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

PAU GASOL WYGRAŁ MECZ W BOSTONIE

piątek, 10 lutego 2012 8:20



  Maciej Kwiatkowski

 

"I've been in situations before in my career where you freeze ... catch yourself looking at the ball and end up losing the game,"

 

- powiedział Pau Gasol (25 pkt, 14 zb, 3 as.) po tym jak zablokował dobitkę Ray'a Allena w ostatniej sekundzie dogrywki. Allen dobijał niecelny rzut Paula Pierce'a. Lakers wygrali 88:87.  

 

Byłem pewien, że trenerzy jednak wybiorą go do Meczu Gwiazd. Wciąż jest jednym z 15 najlepszych graczy ligi, ale w tym roku trafi tam Marc. Cały czas jednak to Pau jest tym lepszym graczem z tej dwójki. Niech wybór do Meczu Gwiazd was nie zmyli. Został prawdopodobnie pominięty przez wynik Lakers, który do wczoraj wyglądał jeszcze 14-11. Grizzlies sami nie mają wcale lepszego bilansu (13-13), a Marc zalicza PER 19.38, który np wg definicji Johna Hollingera nie kwalifikuje go jeszcze do poziomu All-Star.  

 

Pau ma 20.6 - niesamowite, bo od sezonu 2002/2003 zalicza zawsze powyżej 20. Obecny PER Marca jest za to najwyższym w jego karierze.  

 

Ale okej, Marc jest lepszym obrońcą i technicznie centrem. Skoro już znalazł się taki (zdrowy) w Konferencji Zachodniej to szkoda go nie wynagrodzić. Tym bardziej, że sam uwielbiam jego grę w czasach, gdy środkowi padają jak Muchy. Marc, jak i Pau, to nie tylko najlepsi bracia w historii tej gry, ale jedni z najmądrzejszych graczy tej ligi. Dwóch 7-footerów, którzy w trakcie swoich karier rozdają razem 5.6 asyst na mecz i w tym sezonie obaj zaliczają średnio double-double.



W tym sezonie Pau gra częściej przodem do kosza, ustawiony rzadziej w post-up, częściej na linii rzutów wolnych. Ta sama rzecz stała się zresztą w reprezentacji Hiszpanii. Pau wyraźnie woli grać w ten sposób, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wciąż mógłby robić więcej. Houston Rockets myśleli to samo, gdy chcieli sprowadzić go do siebie i uczynić opcją nr 1. Jest tyle miejsc na parkiecie w których Pau mógłby być wykorzystywany i wszystko wskazuje na to, że pozostanie ideałem wysokiego gracza w Triangle-Offense, gdy za kilkanaście lat będziemy o niej mówić. Jego skill-set przy tym wzroście jest nieprawdopodobny. Bynum zabiera mnóstwo miejsca w polu trzech sekund, ale jeśli Gasol gra zdecydowanie - i to wciąż jest największy zarzut do jego gry w ataku - to potrafi wyglądać jak Chris Webber - jak to zrobił w pierwszej połowie, kończąc lay-up z dwoma obrońcami na sobie niczym jakiś hiszpański Dr J.  Czy wtedy gdy robi kozioł do środka i rzuca piłkę nad obręcz do Bynuma

 

W pierwszej kwarcie miał jeszcze trzy asysty, w tym jedną z najlepszych w tym sezonie:





 

A potem taką:

 





 

To wciąż jeszcze za wcześnie, aby Lakers wiedzieli już tyle o swoim teamie, aby chcieli podjąć decyzję co dalej. Ewidentnie, musi być coś dalej, jeśli chcą grać o tytuł w tym sezonie. All-Starowa forma Andrew Bynuma zrobiła wyraźny podział na Big 3 i resztę graczy, role-players, którzy miewają chwile, a nie prezentują regularnej gry. Derek Fisher i WMPeace regularnie za to pudłują - wczoraj 1/13 (Lakers 1/15 za 3). Jedynym takim, który prawdopodobnie mógłby to robić jest Steve Blake, ale on nie grał przez 13 ostatnich spotkań i wczoraj miał spore kłopoty w obronie. Kilka punktów Matta Barnesa, ważna trójka Blake'a w dogrywce i znów defense World Metta Peace'a na Pierce mógł liczyc się bardziej - bo nie w porażkach, ale w zwycięstwach. Podobnie zresztą jak w całym tym sezonie, bo Lakers to jeden z pięciu najlepiej broniących teamów ligi. Celtics trafili wczoraj tylko 39% rzutów z gry i oddali 5 rzutów wolnych.

 

Ramon Sessions byłby lepszy niż Fisher. To nietrudne, ale trudno będzie oddelegować Fishera na koniec ławki. Andrew Goudelock może mieć przebłyski, ale za Bryantem jest jeszcze miejsce dla jednego strzelca. Czy w końcu - ktoś kto będzie zmieniał Gasola i Bynuma lepiej niż Troy Murphy i Josh McRoberts. Rezerwowi Lakers muszą zacząć grać lepie i Bryant jest przekonany, że do 15. marca nastąpią jakieś zmiany. Jedynym rewolucyjnym pomysłem na wzmocnienie składu wydaje się być oddanie Bynuma za Dwighta Howarda, ale Magic nie chcą tego robić. Przynajmniej teraz.

 

Siedziałem i patrzyłem jak Gasol, Rajon Rondo, Ray Allen i Kevin Garnett grają i nie są w tym sezonie All-Starami. Ciężko w to uwierzyć, ale faktycznie czasy w których moglibyśmy dziś zastanawiać się co oznacza wczorajszy mecz w kontekście czerwca już minęły. Wiek Big 3 Celtics i wciąż za mało obok Big 3 Lakers. A szkoda, bo lepszy pojedynek jeszcze wciąż nie nadszedł.


 

 

 

 



Podziel się:
Tagi: pau gasol

komentarze (3) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ZNAMY REZERWOWYCH NA ALL STAR GAME 2012

piątek, 10 lutego 2012 2:02

 

 Michał Górny

 

 

 

 

Tradycyjnie już na "antenie" stacji TNT zostały ogłoszone rezerwy do zbliżającego się wielkimi krokami Meczu Gwiazd w Orlando. Do powołanych przed tygodniem pierwszych piątek trenerzy ligi NBA postanowili dobrać...

 

 

EAST

Chris Bosh (Miami Heat)

Joe Johnson (Atlanta Hawks)

Roy Hibbert (Indiana Pacers)

Paul Pierce (Boston Celtics)

Deron Williams (New Jersey Nets)

Luol Deng (Chicago Bulls)

Andre Iguodala (Philadelphia 76ers)

 

 

WEST

Kevin Love (Minnesota Timberwolves)

LaMarcus Aldridge (Portland Trail Blazers)

Russell Westbrook (Oklahoma City Thunder)

Dirk Nowitzki (Dallas Mavericks)

Tony Parker (San Antonio Spurs)

Steve Nash (Phoenix Suns)

Marc Gasol (Memphis Grizzlies)

 

 

  Jakieś zaskoczenia? Kogoś zabrakło? Ktoś jest niepotrzebnie?

 

 

 

 

 

 



Podziel się:

komentarze (15) | zaloguj się, aby dodać komentarz

BEEF: PERKINS VS LEBRON, CZĘŚĆ PIERWSZA I OD RAZU DRUGA

czwartek, 09 lutego 2012 11:29

 

Maciej Kwiatkowski

 

Ostatniej nocy Orlando Magic mieli dwie akcje, które mogłyby trafić do Top10 zespołowych zagrań tego sezonu. Tak, Orlando Magic - Zespół, drużyna, jedność. W  drugiej kwarcie podali sobie piłkę 9 razy zanim Chris Duhon extra-passem znalazł J.J'a Redicka, a ten trafił wielki rzut za trzy. Pod koniec trzeciej kwarty zdążyli sobie podać 10 razy w 16 sekund zanim piłka dotarła do (hej) Duhona, który trafił za trzy. Miami Heat grali bez Mario Chalmersa i przegrali ten mecz (89:102) w połowie trzeciej kwarty, gdy Erik Spoelstra zdjął z boiska Dwyane'a Wade'a (18 pkt w 2q) i wystawił do gry wysoki obwód z LeBronem Jamesem, Mike'm Millerem i Shane'm Battierem.  

 

W ostatniej akcji pierwszej połowy Dwight Howard (25 pkt, 24 zb) sfaulował Jamesa tak, że spadła mu opaska, więc wiecie - ha ha ha, świat zobaczył jego zakola (ugh). Zakłopotany LBJ spudłował dwa rzuty wolne i nie trafił potem żadnego z ośmiu rzutów z gry po przerwie. Już tak karykaturalnie doszukuję się powodów, przez które James traci pewność siebie, że nie mogłem się powstrzymać od zwracania uwagi na ten NIEWĄTPLIWIE przełomowy moment meczu.
 

 

Żarty na bok - Ryan Anderson (27 pkt), Redick czy Jameer Nelson, którego pięć kolejnych punktów posłużyło za dagger, co jakiś czas będą chcieli pokazać Dwightowi Howardowi, że nie są jeszcze tacy źli. Zwłaszcza wtedy, gdy sami widzą, że Howard mecze przeciwko gwiazdom tej ligi - jak w poniedziałek, gdy ograniczył "Lob City" do jednego wsadu - traktuje w tym sezonie poważniej niż inne.  

 

Być może jednak w głowie Jamesa było coś innego niż absolutnie zawstydzający i przykry moment z opaską. 

 

Kiedy Blake Griffin wsadził nad głową Kendricka Perkinsa, James napisał wtedy na twitterze: 

 

"Dunk of the Year! @blakegriffin just dunked on Kendrick Perkins so hard!!! Wow! I guess I'm No. 2 now. Move over #6,"



Retweetowałem to, bo pomyślałem: okej, LBJ znów mówi o sobie w trzeciej osobie, ale dzięki swojemu Twitterowi kontynuuje też pokazywać fanom, światu, że nie jest wcale jakimś naćpanym sławą bufonem, nie pozuje albo przynajmniej bardzo się stara, żeby na takiego nie wyglądać. Pisząc "I guess I'm No. 2 now" chodziło mu o swój dunk nad Johnem Lucasem.  

 

Kendrick Perkins to jednak inny przypadek. Twardy chłopak z południa, który kumpluje się z Rajonem Rondo i Stephenem Jacksonem. Przede wszystkim ma jednak dość Jamesa, widując go regularnie od 2007 roku w trakcie rywalizacji Celtics z Cavaliers. PerkyPerk po wtorkowym meczu z Golden State Warriors rozmawiał z Marcem Spearsem z Yahoo! Sports i tweet Jamesa  nie był jednym z jego ulubionych: 

 

"You don’t see Kobe tweeting. You don’t see Michael Jordan tweeting. If you’re an elite player, plays like that don’t excite you. At the end of the day, the guys who are playing for the right reasons who are trying to win championships are not worrying about one play.
 

 

“They also are not tweeting about themselves talking about going down to No. 2. I just feel [James] is always looking for attention and he wants the world to like him.”
 

 

James znał te komentarze przed meczem z Orlando, bo już po spotkaniu wypowiedział -się na ich temat.



"I would never apologize about anything like that when i'm connecting to my fans"
 

 

"Did I call him out? I mean, did you read the tweet? Did I call him out? I can see why he felt embarrassed. I don't think I was the only one to react to the unbelievable play by Blake and that's what it was all about,"
 

 

"Now, if Kendrick Perkins dunked on somebody like that on the other end, I would have done the same thing. If Perkins dunked on Blake Griffin or DeAndre Jordan or whatever the case may be, it would be the same thing. That's just my love for the game and connecting with my fans."
 

 

Perkins wiedział dobrze gdzie trafić, ale myślę, że LeBron (chciałbym pisać o nim np "Billy", bo "LeBron" niestety brzmi już zbyt majestycznie) zachował się jak Normalny Joe. Nie dziwię się jednak reakcji Perka, bo jest Kendrickem Perkinsem i to co dostaje się od niego na boisku, dostaje się też w całym pakiecie. Jeszcze wczoraj napisałem dokładnie to samo o S-Jacksonie, pisząc do nowego numeru MVP. 

 

Bryant faktycznie nie używa twittera, Jordan też. W przypadku M.J'a byłby to nawet naprawdę zły pomysł. Zresztą i Bryant mógłby się nasłuchać o swoim nieudanym małżeństwie czy o tym jak przeciętny jest w crunchtime w drugim sezonie z rzędu. Takie to czasy, że takie sieci jak Twitter, Facebook, czy internet ogólnie, odbierają całą mitologię przeglądania telegazet czy doszukiwania się jakiegkolwiek inside'u w życie naszych bohaterów, sprowadzając ich pomiędzy nas, chyba często zbyt bardzo. Śledzę twitter Jamesa od dawna i myślę, że dobrze mu to wychodzi i wychodzi mu to na dobre. 

 

"I'm an easy target; if someone wants to get a point across -- just throw Lebron's name in there. You could be watching cartoons with your kids and you don't like it, you say, 'Blame it on LeBron.' If you go to the grocery store and they don't have the milk that you like, you just say, 'It's LeBron's fault."
 

 

Ooookej, ale zamiast uklęknąć przy słowach Jamesa, lepiej zobaczyć jak głęboko to wszystko w nim siedzi skoro rzuca te słowa w takiej sytuacji, praktycznie po raz pierwszy w tym sezonie. Frustracja porażką? Być może bardziej niż efekt samych słów Perkinsa. Perkins natomiast pozostanie dalej sobą, bo NBA czy defensywa Oklahoma City Thunder w szczególności potrzebują takich charakterów. Nie wiem jednak czy sam Perkins nie ma większego problemu z dunkiem Blake'a niż z samym Jamesem. I to jest dla mnie zaskakujące w tym wszystkim.

 


 

 



Podziel się:

komentarze (6) | zaloguj się, aby dodać komentarz

JEREMY LIN CZYLI RĘKA KOGO TYM RAZEM?

czwartek, 09 lutego 2012 8:10

Maciej Kwiatkowski

 

“Like I said after the last game, I wouldn’t have imagined this,”  

 

W czwartym meczu NBA Summer League 2010 nr 1 draftu John Wall oddał parkiet niewybranemu w tym samym drafcie Azjacie z Kalifornii. Jeremy Lin w krótkim czasie rzucił 13 punktów, miał kilka asyst, dunk i trafił nawet coś z dystansu. My pisaliśmy o tym głównie z racji na Walla, ale Lin wtedy podpalił lont od Oregon do Palo Alto i od Taipei po Kachsiung.  

 

Ostatniej nocy Jeremy Lin zrobił to raz jeszcze. I raz jeszcze, gdy mówimy o tym co wydarzyło się i dzieje się przez ostatnie dni... Jeremy Lin spadł na NBA i ma 60 tys. nowych śledzących na twitterze. Kim on myśli, że jest? 

 

9/14 z gry: fade-away z sześciu metrów o tablicę (myślisz fuks...), reverse-layup na lewą rękę (Pacific MJ?), a nawet dunk in the traffic. 23 punkty, 10 asyst i tylko dwie straty po ośmiu przeciwko Utah, gdy grał ostatni raz i zdobył 28 punktów.



25.3 punktów i 8.3 asyst w trzech ostatnich meczach. Statystycznie coś jak dobry tydzień Derricka Rose'a

 

W tych trzech meczach trafił tylko 1 z 10 rzutów za 3 i wszystko to przypomina mi trochę to co zrobił kiedyś Ramon Sessions, gdy dostał już minuty. Zresztą jeśli bliżej się temu przyjrzeć to jego gra może wyglądać nieco jak Sessions, ale już są przecież tacy, którzy chcą widzieć w nim drugiego Steve'a Nasha. Ma naprawdę dobry przegląd gry: rzucił bounce-pass a'la Nash właśnie do ścinającego z rogu wdłuż linii końcowej Landry'ego Fieldsa, obsłużył Tysona Chandlera przy kilku dunkach, w pick/rollu, czy to lobem, kozłem zza kosza właściwie. Nie jest najszybszym graczem na parkiecie, ale jednym z szybszych. Kiedy jednak atakuje, wybiera dobre kąty do penetracji. To jest w zasadzie jego gra w tym momencie.... Reminder: Nash jest jednym z trzech-pięciu najlepszych snajperów w historii tej gry. 

 

“He just does everything easy and the rest of the guys around him are playing the way we want to play,” - Mike D'Antoni powinien dostać doktorat i dożywotni kontrakt w Knicks. 

 

Wall sam miał 29 punktów, ale my tu piszemy przecież o nowej gwieździe New York Knicks. Kibice Washington Wizards, na tej wyspie, pustyni, stolicy USA czy jak zwał, też są spragnieni takich występów. Tajwański flagi zwisały w Verizon Center, a Lin powoli zaczyna wyglądać jak Tim Tebow of the National Basketball Association. 

 

A ten dunk? 

 

“Just one of those in-a-moment things. I think they messed up on their coverage, so I was able to get free.”


 

 

 

Jasne, to Wizards przecież. Sam mecz był do oglądania tylko z racji na Knicks. Ile można mieć zabawy z 5/9 za 3 Steve'a Novaka, dunków Chandlera (głównie z podań Lina) czy w końcu dobrego meczu od Imana Shumperta? Zaskakująco sporo, gdy grają z największą gwiazdą Knicks w tym sezonie. Cóż, Knicks wygrali trzeci mecz z rzędu, grają bez Melo i Amare. Jeśli w piątek wygrają u siebie z Los Angeles Lakers (ESPN), to czas kryć się do bunkrów. Bogowie koszykówki: dziękuję.

 


 

 



Podziel się:

komentarze (6) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Licznik odwiedzin:  15 104 095

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Piotr Makulec

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Rafał Niewiadomski

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u