Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 507 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


14 DNI DO KOŃCA SEZONU: POWRÓT LITTLE 9

piątek, 13 kwietnia 2012 14:39

Maciej Kwiatkowski

 

Po przeprowadzeniu małego dochodzenia przy użyciu zegarka i termometru stało się jasne, że do końca pozostało jeszcze nie 13 - jak powinienem napisać po wczorajszej części - ale 14 dni do końca sezonu regularnego... 5 meczów ostatniej nocy - grało 6 teamów spośród 19 myślących o playoffs, cztery grały przeciwko sobie:



WSCHÓD

 

1-2 miejsce: (45-14) Chicago, (40-17) Miami 

 

Najważniejszym rezultatem drugiej z rzędu wygranej Chicago z Miami są już 4 mecze przewagi jakie mają Bulls nad Heat. To w zasadzie daje im spory komfort przed siedmioma ostatnimi spotkaniami. Do tego Bulls mają teraz dwa dni przerwy przed serią b-2-b w Detroit i u siebie z Waszyngtonem. Potem zagrają jeszcze w środę w Charlotte, dzień później w Miami, w przyszłą sobotę u siebie z Dallas i po trzech dniach (prezent od NBA) przerwy na koniec mają b-2-b w Indianie i u siebie z Cleveland. Wygląda więc na to, że po raz drugi z rzędu Bulls wygrają Konferencję Wschodnią. 

 

Najważniejsze pytanie brzmi jednak - Czy w tych playoffach Bulls będą większym zagrożeniem dla Heat niż rok temu? Dzisiaj zwłaszcza wydaje się, że tak, ale z drugiej strony wiele dobrego wydarzyło się dla Bulls w ich ostatniej akcji w czwartej kwarcie. Gdyby nie to, dziś głównym tematem byłyby kłopoty z kontuzjami Derricka Rose'a, który wczoraj wyglądał jakby był o Paryż-Dakar od swojej formy MVP. 

 

Heat prowadzili 50:42 w trzeciej kwarcie, ale szczerze mówiąc nie miałem nawet wrażenia, że jako team grają dobrze. Ot, przewaga talentu i indywidualna gra dwóch z pięciu najlepszych graczy na świecie - na pozycjach 2/3 i 1.5/3 bo Dwyane Wade z LeBronem Jamesem grali wczoraj wymiennie jako playmakerzy w line-upach z Shane'm Battierem lub Mike'm Millerem.

 

Nie w grze Jamesa i Wade'a szukałbym problemów Miami. Odważniejsza gra w crunchtime Jamesa, której naprawdę nie wiem czy się doczekamy, będzie tym co tylko może pomóc przepchnąć Heat przez górkę. Kłopoty zaczynają się w paprociach i psiej trawce. 

 

1) Shane Battier powoli zamienia się w Dereka Fishera-Lite, notując career-lows w skuteczności z gry (38.2%), skuteczności za trzy (34,2%) i z linii rzutów wolnych (56,8%). Wg Synergy Sports jest też 190. w obronie izolacji i 107. w sytuacjach post-up. 

 

2) Mario Chalmers trafia 30% za trzy w 23 meczach po Weekendzie Gwiazd. Zastanawiam się ile ma z tym wspólnego skręcenie nadgarstka lewej ręki w pierwszej połowie lutego. 

 

3) Norris Cole, były kandydat do Rookie of the Year (pamiętacie? Heh he, ważne są tylko dni, których jeszcze nie znamy...) trafia 28% z gry w ostatnich 22 spotkaniach i wczoraj był poza rotacją po raz pierwszy w tym sezonie 

 

4) Chris Bosh zbiera 6,6 piłek na mecz po Weekendzie Gwiazd i trafia 46% z gry, po odpowiednio 8.3 i 49% wcześniej. 

 

5) A staje się to tym bardziej obecnie ważne, że jak udało mi się przewidzieć wczoraj, Erik Spoelstra chciał zakończyć projekt "Ronny Turiaf w piątce" i w Chicago zaczął w niej Udonis Haslem. Turiaf wrócił jednak do piątki na trzecią kwartę, bo Haslem był przeziębiony i zagrał tylko 11 minut... Chodziło mi jednak o powrót do starting 5 Joela Anthony'ego... Spoelstra nie wie jeszcze kto będzie jego centrem w playoffach, a mamy 13 kwietnia i do tego dochodzi piętnasta.

 

To "Little 9" jest tym co szczególnie od miesiąca może martwić Spoelstrę. Dopiero później - Chicago Bulls. Rose zagrał wczoraj 25 minut, Rip Hamilton 24. Obaj muszą być zdrowi i w formie na za miesiąc od teraz, aby Bulls mogli wykorzystać przewagę parkietu w ewentualnej serii play-off. 

 

Jedna konkretna rzecz, którą Bulls mogą wynieść z wczorajszego zwycięstwa - poza wiarą w resztę drużyny którą podkopali u Jamesa i Wade'a - to fakt, że Tomowi Thibodeau udało się utrzymać Kyle'a Korvera przez 19 minut na parkiecie, a ten miał nie tylko 17 punktów, ale przede wszystkim +24. Ray Allen i Boston Celtics pokazali w tym tygodniu, że ganianie za strzelcami po potrójnych zasłonach wzdłuż linii końcowej to nie jest coś co chcą robić Heat w obronie. Korver po fantastycznej drugiej połowie we wtorek z New York Knicks, trafił 5 z 6 rzutów za trzy i od Weekendu Gwiazd rzuca z dystansu na skuteczności 46/93 (50%).

 

Heat mają gorszy drugi line-up niż Bulls (29. teamów NBA ma gorszy drugi line-up niż Bulls...), nie wygrają z Bulls walki na tablicach, ale wciąż mają dwóch z trzech najlepszych graczy w ewentualnej serii play-offs. I ten trzeci nie jest nawet jeszcze zdrowy. Losy tej serii z pewnością nie będą zależeć od palców prawej ręki C.J.'a Watsona przy dobrze kontestowanym rzucie. 

 

3-6 miejsce: Indiana (36-22), Boston (34-24), Atlanta (34-24), Orlando (34-24) 

 

Nothing to see here... Żadna z tych drużyn nie grała wczoraj, ale fakt, że Atlanta grając w 47 z 58 meczów w tym sezonie bez Ala Horforda ma wyższy procent zwycięstw niż rok temu jest w największej mierze zasługą Josha Smitha.  

 

18.9 punktów, 45% z gry, 9.7 zbiórek, 3.9 asyst, 1.8 bloku, 1.4 przechwytu i myślę, że Smith ma pełne prawo spodziewać się umieszczenia go w All NBA 3rd Team. Z drugiej strony... Smith spodziewał się występu w Meczu Gwiazd i to, że nie jest doceniany w Atlancie było ponoć jednym z powodów, przez które domagał się wymiany. 

 

7-9 miejsce: Philadelphia (31-27), New York (30-28), Milwaukee (28-30) 

 

Zapomniałem o tym napisać wczoraj, ale Knicks póki co mają tie-breaker z Milwaukee. W sezonie regularnym było 2-2, ale Knicks mają - póki co - lepszy bilans z drużynami z konferencji (23-18 do 21-19).

 

ZACHÓD

 

1-2 miejsce: Oklahoma City (42-16), San Antonio (41-16) 

 

To definitywnie nie jest jeszcze koniec rywalizacji o 1. miejsce na Zachodzie. Tym bardziej, że San Antonio ma tie-breaker z Oklahomą. Ostatniej nocy Spurs MUSIELI wygrać z Memphis Grizzlies, co udało im się już w tym sezonie po raz czwarty. Zach Randolph grał jednak w tylko dwóch meczach - pierwszy był dla obu drużyn inauguracją sezonu. To 4-0 dla Spurs nie znaczy więc wcale, że Spurs przeskoczyli górkę jakimi są dla nich teamy obstawione dwiema wieżami (Lakers, Grizzlies). 

 

Z drugiej strony - Marc Gasol, który miał 14 punktów, 11 zbiórek, 3 asysty i 4 przechwyty, nie miał też w drugiej połowie najlepszej nocy jako obrońca. Najpierw Tim Duncan - ten sam, którego wyłączył z gry w poprzednich playoffach - w trzeciej kwarcie objeżdżał go półhakami, a potem na starcie czwartej Manu Ginobili zabrał mecz na 3 minuty, prosił o zasłonę na wprost kosza i po wyjściu zza niej atakował Marca euro-stepami. 

 

Grizzlies nie widzieli Ginobiliego w takiej formie w zeszłorocznych playoffach - grał z kontuzją łokcia, a w meczu nr 1 nie grał wcale. Z drugiej strony, Grizzlies nie mieli wczoraj swojego najlepszego obrońcy, Tony'ego Allena. Grizz byli w back-to-back po ciężkim meczu z Phoenix i locie z Memphis do San Antonio, co było widać w drugiej połowie (oddali Spurs 62 punkty), podczas gdy Gregg Popovich mógł już w środę oszczędzać swoją Big 3 w blowoucie u siebie jaki  zrobili im Lakers. 

 

3-5 miejsce: Los Angeles Lakers (37-22), Los Angeles Clippers (36-23), Memphis Grizzlies (34-24) 

 

Grizzlies przegrali, a Clippers pokonali TWolves, którzy prowadzili jeszcze na początku drugiej kwarty różnicą 6-7 punktów, ale zupełnie przespali początek trzeciej. Randy Foye i Caron Butler trafili 8 z 16 trójek, a Blake Griffin zagrał na 19 punktów, 13 zbiórek, 8 w ataku, 5 asyst i 0 strat. 

 

6-10 miejsce: Dallas Mavericks (33-26), Houston Rockets (32-26), Denver Nuggets (32-26), Utah Jazz (31-28), Phoenix Suns (30-28) 

 

Jason Kidd zmartwychwstał-skreśl-powrócił w ekranizacji Mumii i zaliczył 9 punktów, 12 asyst i 10 zbiórek, a Mavericks wygrali z teamem wystawiającym na centrze mierzącego 208 cm 20-latka, który dwa lata temu zaliczał średnio 2,1 punktów i 1,9 zbiórek dla fenomenu jakim jest Maccabi Haifa...  

 

DZISIAJ W TERMINARZU

 

01:00 Toronto-Boston. Dwane Casey od tygodnia wystawia w piątce na SF 29-letniego Alana Andersona, który rozegrał tylko 63 mecze w NBA, ale wszędzie gdzie grał na świecie spisywał się bardzo dobrze. Wygląda na to, że otrzyma niegwarantowany kontrakt od Raptors na przyszły sezon. Good for him. Mam wrażenie, że lubić graczy, których lubi Dwane Casey jest DOBRE.

 

01:00 Philadelphia-New Jersey. Gerald Wallace może opuścić ten mecz, co ogranicza ilość aktywnych niskich skrzydłowych Nets do zera. Gerald Green zalicza tymczasem znakomity comeback, będąc w końcu gotowym do gry w NBA. Trafia 49% z gry i hej - jeśli Big Baby obiecał i pozostawił Dwighta Howarda w Orlando, to może Green jako drugi wingman po Marshonie Brooksie stanie się przepustką do zatrzymania przez Nets Derona Williamsa (on i trzy miliardy dolarów w skuterach śnieżnych)

 

01:00 Orlando-Atlanta. Mam przeczucie, że Dwight Howard może nie zagrać już w tym sezonie - albo wróci i go nie skończy. 

 

01:00 Indiana-Cleveland. W środę Pacers potrzebowali dogrywki, aby pokonać Cavaliers 104:98. Tymczasem zagadka: jak się nazywa rozgrywający, który w poprzednich dwóch sezonach rozegrał tylko 20 mecżów w NBA, a teraz zdobywa średnio 22.3 punkty w czterech ostatnich od czasu, gdy zaczął grać co najmniej po 30 minut? Lester Hudson. A w Nowym Jorku ma jedynie ciocię.

 

01:30 New York-Washington. 22-letni Kevin Seraphin zalicza średnio 16.3 punktów i 7.9 zbiórek w ostatnich 10 meczach, wpisując swoje nazwisko do walki o pozycję silnego skrzydłowego w piątce reprezentacji Francji na Igrzyskach. I w zasadzie nie wiem czy Hudson ma ciocię w Nowym Jorku.

 

01:30 Miami-Charlotte. Heat potrzebują tylko dotrzeć do AmericanAirlines Arena, żeby mogli dopisać sobie 41. zwycięstwo w tym sezonie.  

 

02:00 Oklahoma City-Sacramento. Kings do końca sezonu powinni wydać oświadczenie, że tak naprawdę to Isiah Thomas został wybrany z nr 10 Draftu, a Jimmer Fredette z 60. 

 

02:00 New Orleans-Utah. Może wygrali tylko 16 spotkań (bez Erica Gordona są 3-9 w meczach rozstrzyganych trzema punktami), ale grają tak jakby byli klubem filialnym Chicago Bulls. Monty Williams jest jednym z 10 najlepszych trenerów w lidze.

 

02:00 Detroit-Milwaukee. Bucks są 8-0 z teamami powyżej poniżej +0.500 od transferu Monty Ellisa. Pistons są 18-17 w 35 ostatnich spotkaniach. Wiecie co mam na myśli. 

 

02:00 Houston-Phoenix. Paul Coro z Arizona Republic już okrzyknął ten mecz meczem o wszystko, więc tu nie trzeba nic dodawać. Mecz wieczoru, nie tylko dla nas (choć jeśli nie umiecie już kibicować Marcinowi Gortatowi po jego słowach sprzed EuroBasketu 2011, to przecież wcale nie musicie)


04:30 Portland-Dallas. Bez LaMarcusa Aldridge'a, J.J. Hickson będzie dalej grać o nowy kontrakt - 15.1 punktów, 8.0 zbiórek i 58% z gry w 10 ostatnich meczach. Raymond Felton trafiał 38% z gry i 25% za 3 w 33 meczach pod Nate'm McMillanem - 45% z gry i 41% za 3 w 24 spotkaniach pod Kalebem Canalesem. To tak a propos grających o nowy kontrakt i ...precle. 

 

04.30 LA Lakers-Denver. Kobe Bryant może zagrać w tym meczu. Plus zawsze fajnie oglądać matchup Andrew Bynuma z JaVale'm McGee'm.

 

 



Podziel się:

komentarze (9) | dodaj komentarz

CJ WATSON TRAFIA NA DOGRYWKĘ Z MIAMI, LEBRON POZOSTAJE SOBĄ

piątek, 13 kwietnia 2012 9:47

Maciej Kwiatkowski

 

C.J. Watson trafia tylko 30% rzutów w kwietniu, ale ostatniej nocy wytrzymał presję Dwyane'a Wade'a i na 2,2 sekundy przed końcem doprowadził do dogrywki, w której już Bulls rozjechali Heat 12-2. 

 

Skończyłem niedawno książkę "Eagle Blue". Trener Dave Bridges z high-schoolu w Fort Yukon na Alasce przytaczał w niej kilka razy, że najgroźniejszym zawodnikiem w ostatniej akcji jest ten, który wyprowadza piłkę zza linii bocznej.


Tak było i tutaj - LeBron James postanowił zostawić Watsona, aby podwoić Kyle'a Korvera w pick/rollu, który wydawał się być naturalną pierwszą opcją bez Derricka Rose'a na parkiecie. Shane Battier nie przejął jednak Watsona, który w czasie gdy Heat potrajali Korvera, pobiegł sobie do prawego rogu.

 

Korver zdołał oddać piłkę do Carlosa Boozera (punkt dla Bulls), Boozer stojąc tyłem do Watsona przytomnie zareagował i znalazł go bez krycia za swoimi plecami (punkt dla Bulls) i choć Wade osaczył Watsona w rogu, ten zrobił kozioł w lewo i trafił za trzy przez ręce (punkt dla Bulls, razem trzy).

 

Wiele rzeczy mogło pójść nie tak w tej akcji dla Bulls, ale wystarczyło, żeby James trafił nie jeden, ale obydwa rzuty wolne na 11 sek. przed końcem i Heat prowadziliby 95:91. Kilkanaście sekund wcześniej trafił czystą trójkę z odegrania Wade'a, który był spektakularny w crunch-time czwartej kwarty i praktycznie grał sam na sam po pick/rollach przeciwko Chicago.

 

W dogrywce Wade był jednak zmęczony, a James pozostał sobie przez ostatnie dziesięć minut meczu 39-letnim Jasonem Kiddem. Ta historia trwa od zeszłorocznych Finałów i przez cały ten sezon regularny - trochę więcej od Jamesa w crunchtime stałoby się game-changerem w tej lidze.

 

Bez tego Heat są TYLKO jednym z faworytów do mistrzostwa i teraz w dodatku nie wiedzą kto jest ich startującym centrem. Ronny Turiaf zastąpił Joela Anthony'ego w czterech ostatnich meczach, wczoraj rozpoczął Udonis Haslem, a na drugą połowę w piątce wrócił Francuz.

 

 

 



Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

FATUM BLAZERS TRWA... ALDRIDGE NIE ZAGRA DO KOŃCA SEZONU

piątek, 13 kwietnia 2012 8:02

Sebastian Hetman

 

 

Nie jestem na tyle daleko od NBA, żeby nie zauważyć czarnych chmur nad Portland Trail Blazers, które całkowicie zakryły słońce w stanie Oregon.

 

Cholernie szkoda mi całej organizacji, bo przecież po kontuzjach Odena i amnestii Brandona Roya pracę stracił Nate McMillan. Od tamtego czasu młody coach Caleb Canales ma bilans 8-8, a Blazers są o 4,5 spotkania od ósmego miejsca gwarantującego udział w Playoffs.

 

Ich kolejny pechowy sezon starał się ratować LaMarcus Aldridge, który być może rozgrywa/rozgrywał swój najlepszy sezon w karierze. Być może, bo statystycznie wypadał ciut lepiej rok temu, ale tegoroczne rozgrywki zapewniły mu udział w All-Star Game.

 

Jeszcze kilka dni temu Aldridge trafił game winnera w Dallas, a w samym kwietniu notował prawie 24 punkty i 8 zbiórek. Jaki jest minus?

 

Aldridge nie zagra do końca sezonu z powodu operacji prawego biodra. Jeszcze za czasów gry na uczelni Teksas „Big L” miał problemy z rozdartą chrząstką w lewym biodrze. Od dwóch tygodni skrzydłowy Blazers narzekał na ból przy gwałtowniejszych ruchach i czuł dość niekomfortowy ucisk po prawej stronie.

 

Po diagnozie lekarzy czeka go artroskopia, podczas której specjaliści będą chcieli naprawić „slight labral tear”. Cokolwiek to znaczy, Aldridge ma sezon z głowy, a Blazers na daną chwilę są coraz dalej od Playoffs.

 

Pod znakiem zapytania staje również jego występ na IO w Londynie, a GM Chad Buchanan w oficjalnym oświadczeniu dał do zrozumienia, że zdrowie Aldridge’a jest dla klubu priorytetem, tak samo jak jego udział w obozie przygotowawczym przed sezonem 2012/13.

 

Po zmianach w trakcie tego roku (Camby, Wallace) ekipa Blazers zaczęła szukać wspólnego języka pod skrzydłami zaledwie 34-letniego Calanesa, który znalazł wspólny język z całym teamem. W środę bez Aldridge’a PTB ograli Golden State Warriors, ale terminarz do końca sezonu regularnego (m.in. Mavs, Spurs, 2 x Jazz) nie napawa optymizmem.

 

"I'm very disappointed," Aldridge said. "I feel we have a really good group of guys here. ... I feel we're starting to find a really good rhythm together. So it's definitely hard to do right now."

 

Pozostaje tylko życzyć powrotu do zdrowia i szczęścia całej organizacji, która raptem kilka lat temu budowała skład mogący zdominować co najmniej Konferencję Zachodnią...

 

EDIT: Swoją drogą... Blazers i tak są już poza PO, więc być może nie jest to taka tragedia? A nuż jakiś wyższy pick się trafi w Drafcie, zaś Aldridge będzie miał więcej czasu na "rehab". Tak czy owak, chodziło mi bardziej o czarną serię kontuzji czołowych graczy, która zbiera żniwo od wyboru Grega Odena w 2007 roku.


 



Podziel się:

komentarze (6) | dodaj komentarz

14 DNI DO KOŃCA SEZONU: SPURS ZROBIENI BY-NUMBERS

czwartek, 12 kwietnia 2012 14:26

Maciej Kwiatkowski

 

 

Oto najwyższy budynek w San Antonio i Andrew Bynum. Co wyraźnie widać - Bynum jest wyższy niż Tower of Americas. 22 drużyny grały ostatniej nocy - 15 z nich walczy o playoffs. 12 grało przeciwko sobie:

 

ZACHÓD 

 

1-2 miejsce: Oklahoma City (42-16), San Antonio (40-16) 

 

Thunder i Spurs wyglądali jeszcze wczoraj wieczorem jak faworyci meczów u siebie z Clippers i Lakers... Wyszło inaczej. Dlatego myślę, że w Konferencji Zachodniej poza Oklahomą i San Antonio mamy jeszcze trzech kontenderów do awansu do Finału NBA. 

 

Andrew Bynum mógł nie mieć wcale 30 zbiórek, gdyby precyzyjniej dobijał swoje niecelne rzuty, ale wtedy miałby pewnie jakieś 25/25, a nie 16/30 i wynik pozostałby bez zmian. Wydaje się, że w tej rywalizacji Bynum stojący wysoko gdzieś ponad Timem Duncanem jest po prostu jej game-changerem, ale przecież nie wiemy o tym od wczoraj. Gregg Popovich wydawał się dobrze o tym wszystkim wiedzieć, bo w pierwszej kwarcie Bynuma krył DeJuan Blair. A to wiecie - niby "tylko" 12 cm różnicy, ale bardziej wyglądało jak Shaun Livingston kontra Ish Smith - w odpowiednich proporcjach. Bynum oficjalnie mierzy 213 cm, ale realnie wygląda na parkiecie na 7 stóp i 2 cale. Może to kwestia szyi, nie wiem.  

 

Nie chodziło wcale o to czy Spurs zatrzymają go w post-up czy nie. Bynum grał równie często nawet od kosza, raz mając nawet coś w rodzaju rzutu Dirka Nowitzkiego z odskoku na jednej nodze. Kluczem było to, że Duncan, Tiago Splitter i Blair nie zbierali po prostu piłki na Jego Wysokości. Razem mieli 8 zbiórek przez 48 minut - tyle co Greg Stiemsma ostatniej nocy. Bynum miał już 11 po pierwszej kwarcie.  

 

Zastanawiam się tak zupełnie serio czy - kra kra - Tony Parker nie jest przypadkiem kontuzjowany, bo tak pasywnie grającego w tym sezonie jeszcze go nie widziałem. Nie było żadnych floaterów czy tear-dropów - rzucił raptem 4 punkty. Ramiona Bynuma i Gasola powiewały ponad głowami Parkera, Manu Ginobiliego i Duncana, głowy zahaczały o zastrzeżony numer Seana Elliotta w rafterach. To nie byli Spurs, to nie były ich pozycje do rzutu (4/17 z gry kozłujących w pick/rollu), choć kilka z nich po prostu nie wpadło. -27 na deskach i 33% z rzutów z wyskoku to mecz nie do wygrania.

 

Jeżeli jedna porażka może znaczyć tyle co 40 zwycięstw w sezonie regularnym, to było to właśnie to. 

 

3-5 miejsce: LA Lakers (37-22), LA Clippers (35-23), Memphis (34-23) 

 

Pewnie gdyby był Kobe Bryant, to Lakers nie graliby tak mocno przez swój frontcourt. Spurs mogliby nie mieć wtedy nic przeciwko, gdyby to Danny Green i Kawhi Leonard byli głównymi obrońcami w tym meczu, a nie Blair, Splitter, Duncan czy Boris Diaw. Z drugiej jednak strony, to Metta World Peace - ze wszystkich ludzi na tym pragnącym pokoju świecie - wyglądał w zasadzie jak Bryant w trzeciej kwarcie, fade-away'ując Leonarda do "śmierci" (słowa Popovicha). World Peace miał 26 punktów i 12 z 15 w kluczowym runie w trzeciej kwarcie.  

 

Poza 30 zbiórkami Bynuma, Lakers trafili też 11 z 23 rzutów za trzy - to może się prędko nie powtórzyć, zwłaszcza że to Lakers trafili 41% jump-shotów, a Spurs 33%. Przewaga wzrostu Bynuma sobie jednak pozostanie, z wielkim magnetofonem w szatni, kilkoma wykluczeniami, dziwnymi trójkami w nic nieznaczących meczach z Warriors, czy nawet z bronieniem ...Steve'a Blake'a na kilka sekund przez końcową syreną (EDIT: Obejrzałem raz jeszcze. Bynum chciał mu zabrać piłkę, żeby rzucić jeszcze za trzy... Na moje, to chciał znaleźć się bardziej na blogach niż rzucić za trzy). Gość jest wielki, ogromny i świetny. Niech sobie będzie jakim chce być, bo wiemy przecież, że mogłoby go w ogóle nie być. Dla kilku matchupów Lakers w playoffach (Spurs, Clippers), to Bynum może być ważniejszy niż Bryant. 

 

Clippers mieli tymczasem 9 z 11 ostatnich punktów od Chrisa Paula. W przypadku zwycięstwa Clippers w Oklahomie powrociła jedna sprawa... Chodzi o Prawo Posiadań wg Chrisa PaulaCP3 miał tylko jedną stratę w 37 minut gry - Clippers 11 w całym meczu. Mała ilość straconych piłek jest super-szczególnie ważna w rywalizacji z tak lubiącym biegać teamem jak Thunder. 

 

Oklahoma ma w meczu średnio 14,8 posiadań w kontratakach zakończonych rzutem, stratą lub faulem. Wczoraj mieli raptem 10, przy czym w czterech z nich stracili piłkę. Randy Foye i Clippers nawet nie rzucali tego dnia dobrze - spudłowali 11 z 16 rzutów za trzy, ale trzymali się przez cały mecz, aby w ostatnich pięciu minutach Paul wyprowadził ich na prowadzenie, a potem wygrał spotkanie layupem. 

 

Grizzlies też wygrali wczoraj, z Phoenix 104:93, choć +11 to była właśnie ich najwyższa przewaga w tym meczu. Rudy Gay zdobył 32 punkty z 20 rzutów i już tylko Charlotte Bobcats pozostali tym zespołem, który nie miał jeszcze w tym sezonie strzelca z 30 punktami na koncie. 

 

6-10 miejsce: Dallas (32-26), Houston (32-26), Denver (32-26), Utah (31-28), Phoenix (30-28) 

 

Rockets wrócili do Houston po serii 4-0 w meczach wyjazdowych, żeby zobaczyć jak mija ich Gordon Hayward, grający swój mecz życia w NBA. 29 punktów, 6 asyst, 2 przechwyty. To Jazz grali z większą energią od startu i mieli już 11 punktów w kontratakach w pierwszej kwarcie. Wczoraj w Houston wygrali 103:91 i rozstrzygnęli też na swoją korzyśc 'tie-breaker'... Jazz są generalnie w niezłej pozycji. Nie mają tie-breakera z Dallas (jak każdy z teamów na pozycjach 6-10), ale mają go teraz i z Houston, i z Denver.  

 

...i otrzymali do tego dobre wieści z Memphis, gdzie Marcin Gortat miał swój udział przy każdym z pierwszych 14 punktów Suns, ale w ostatnich 6 minutach meczu miał 0 punktów i 0 zbiórek, a także tracił z oczu Dante Cunninghama. To kolejna część przewijającej się w tym sezonie historii, gdy Suns po prostu przestają grać w czwartych kwartach picki przez MG4 jako rolera, a 65% jego rzutów w crunchtime to jump-shoty, które trafia wtedy na skuteczności 18%...

 

Nie chcę liczyć, ale jestem prawie pewien, że Suns nie wygrali w tym sezonie meczu, w którym Channing Frye i Jared Dudley nie rzucili razem nawet dziesięciu punktów. A takie spotkania już się Suns zdarzały, przede wszystkim w pierwszej połowie sezonu. 24 kwietnia Jazz będą grać z Phoenix o tie-breaker. Zobaczymy czy o coś jeszcze, bo Suns czeka teraz niełatwy back-to-back piątek/sobota w Houston i San Antonio. 

 

Denver Nuggets wygrali z Minnesotą 113:107, ale mieli szczęście, bo T-Wolves stracili w pierwszej kwarcie Kevina Love'a. Nawet lokalni dziennikarze z Denver nie uważają jednak, aby byli w stanie coś zdziałać w playoffach jeśli skończą na miejscach 7-8. Nie oglądałem meczu z Minnesotą, ale wierzę im w tym wypadku na słowo. 

 

WSCHÓD 

 

1-2 miejsce: Chicago (44-14), Miami (40-16) 

 

Ostatniej nocy nie grali, ale zmierzą się dzisiaj w United Center. Jest 1-1 w tym sezonie, a zagrają też jeszcze w przyszły czwartek. Krążą teorie wg których Derrick Rose zagra dzisiaj, albo zagra za  tydzień. To ten czas, gdy Bulls powinni nabierać rozpędu. I to już myślę ten czas, gdy Erik Spoelstra powinien zrezygnować z projektu "Ronny Turiaf w pierwszej piątce". Są rodziną? 

 

3-6 miejsce: Indiana (36-22), Boston (34-24), Atlanta (34-24), Orlando (34-24) 

 

Po przegranej Hawks w Bostonie, Pacers po zwycięstwie w dogrywce w Cleveland (104:98) mają już dwa mecze przewagi nad resztą z tej stawki, a w terminarzu jeszcze mecze w domu z Cleveland, Minnesotą, Milwaukee, Philly, Detroit i Chicago oraz wyjazdy do Milwaukee i Philly. Trzecie miejsce może być ich, ale z drugiej strony jeszcze w żadnym momencie tego sezonu nie byłem przekonany, że Pacers są 4 Real. W dodatku Darren Collison - jedyny podobny tam do playmakera - ma kontuzjowaną pachwinę. 

 

Kevin Garnett miał wczoraj kolejny wielki mecz w ostatnim miesiącu, ale gdy spadł za faule na trzy minuty przed końcem dogrywki, Hawks wzięli się za rozjeżdżanie Grega Stiemsmy w pick/roll defense. Co się jednak wydarzyło dalej, to warto (lub nie) lepiej samemu zobaczyć. 7 strat, 6 fauli i przynajmniej trzy wątpliwe decyzje sędziów, przy czym każda przeciwko Bostonowi. Gdyby Josh Smith był na 4 sek. przed końcem tak gorący jak w pierwszej kwarcie, to rzeką Charles spłynęłyby dziś do Atlantyku trzy drewniane trumienki. 

 

Magic nie grali ostatniej nocy, ale z ośmiu spotkań jakie maję jeszcze do rozegrania, zostało im sześć z drużynami powyżej +0.500 - z czego cztery na wyjeździe. Good luck SVG & Big Babies. 

 

7-9 miejsce: Philadelphia (31-27), New York (30-28), Milwaukee (28-30) 

 

Widziałem mecz Knicks w Milwaukee i mam o nim w zasadzie takie samo zdanie jak Antoni na NYK.BLOX.PL. Nie chciało mi się pisać o nim więcej rano na WP.pl, ale mam kilka notek: 

 

"Jennings 9pkt w 1q, sześć ostatnich fartem" 

 

"36-26. Knicks 77%fg, layup line, 28 w paint" 

 

"Jeffries zepsuł drugi layup" 

 

"1,04. 108-107 pick JR/Melo, JR za 3, ELLIS PRZESZEDŁ POD ZASŁONĄ, brawo..." 

 

"Ellis pudło, Mike D pudło" 

 

"KNICKS NIE MOGĄ NIC ZEBRAĆ. ZERO"

 

"ZERO!"

 

"Mike D pudło. Jennings, Ellis pudła za 3 na koniec" 

 

Schmucks... 

 

Tymczasem Doug Collins może odetchnąć. Philadelphia 76ers wygrali drugi mecz z rzędu - to cóż że z Toronto - po tym jak Jodie Meeks i Nikola Vucevic awansowali do piątki w zamian za Evana Turnera i Spencera Hawesa. 

 

DZIŚ W TERMINARZU 

 

Pięć spotkań, w tym cztery nas interesują: 

 

02:00 Chicago - Miami
02:00 Minnesota - LA Clippers
02:30 San Antonio - Memphis
04:30 Golden State - Dallas 

 

Clippers mogą mieć farta, bo Kevin Love, który spędził noc w szpitalu ze wstrząśnieniem mózgu i urazem karku najpewniej nie zdąży się wykaraskać na mecz. To będzie interesujące zobaczyć czy dzień po ważnym zwycięstwie w Oklahomie, Clippers będą pamiętać, żeby nie zostawiać przypadkiem tego meczu do rozstrzygnięcia CP3 w końcówce. Zobaczymy czy faktycznie zrobili krok do przodu jako team przez hmm średnie T. 

 

Warriors nie mają raczej po co wygrywać z Dallas, ale jako, że ostatnio nie udało im się przegrać z Waszyngtonem i Minnesotą, to chyba przestało już im zależeć na utrzymaniu picku i Mavericks nie mogą sobie tak o przyjechać i patrzeć jak David Lee robi 27-12-5.  

 

I w końcu Spurs, którzy wczoraj jednak grali chyba faktycznie po to by zepchnąć Lakers na czwarte miejsce, a sami zostali przepchnięci. Teraz już wiedzą czemu najlepiej by im było w II rundzie z LA Clippers, więc na Grizzlies też powinni wystawić najsilniejszy skład. Czy rezultat będzie ten sam jak ostatniej nocy?

 


 



Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

PROKHOROV VS. CUBAN

środa, 11 kwietnia 2012 22:50

Michał Kajzerek

 

Mark Cuban nauczył się głośno szczekać i zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że jest spolegliwym typem właściciela. Posiada także instynkt, który pozwala mu w tej branży odnosić sukcesy. Mikhail Prokhorov z kolei przegrał niedawno wybory prezydenckie w Rosji, a Nets, których współdzieli z Shawnem Carterem nie są dokładnie tworem, jaki chciał w USA zbudować za swoje dolary ze sprzedaży złota. Dysproporcje pomiędzy obiema jednostkami są tak duże, że Deron Williams będzie miał naprawdę twardy orzech do zgryzienia.

 

W Dallas walczą o playoffy i tutaj uderzyć muszę się w pierś, bo sądziłem, że będą w stanie pociągnąć trochę dalej na swoim sukcesie. Siódme miejsce w konferencji i kilka spotkań do rozegrania, dzięki którym mogą albo wypłynąć na powierzchnie albo zrzucić jeszcze jedną kotwicę na – i tak już bliskie – dno. W New Jersey jakiś czas temu spisali sezon na straty, a głównym zmartwieniem pozostaje Deron Williams i jego ciągotki do gry blisko domowych pieleszy. LaMarcus Aldrige mówił jakiś czas temu, że powrót do Dallas, gdzie się wychowywał i dorastał, byłby dobrą alternatywą na kolejne lata, jeśli tą samą drogą powędrowałby D-Will. Myślę, że Cuban ma takie rozwiązanie na uwadze. Problem w tym, że Aldridge jest staromodnym typem zawodnika, czującym przywiązanie do jednego zespołu, nie dwóch, nie trzech, nie czterech…

 

Williams ma w swoim kontrakcie opcję zawodnika na sezon 2012/2013, ale nigdy wcześniej nie był wolnym agentem, a na każdym kroku stara się podkreślić jak bardzo zależy mu na tym, aby poznać to uczucie. Nie można więc spodziewać się, że wykorzysta wspomnianą możliwość, za którą notabene dostałby niecałe 18 mln $. Nets schodzą po tym sezonie także kontrakty Geralda Wallace'a (dzięki panowie, kompletnie o tym zapomniałem; dobrze, że jesteście) i Krisa Kardashiana, które razem warte są około 19 mln $. Prokhorov ma zatem sporo argumentów, aby wybić Willamsowi z głowy ochotę dołączenia do rywali z Teksasu.

 

 Z drugiej strony na okienko przygotowuje się także Cuban. Jego plan wydaje się być bardziej strategiczny, bowiem wiele spraw toczy się wokół Dwighta Howarda i jego domniemanej lojalności wobec Orlando Magic. Niemniej odejście Lamara Odoma to około 8 mln $ w salary-cap, poza tym kończą się kontrakty Jasonów dwóch – Terry’ego i Kidda. Jeżeli grunt zacząłby się Cubanowi palić pod nogami, to może również użyć amnestii na kosmicznym kontrakcie Brendana Haywooda (45 mln $ za ten i kolejne cztery sezony, przy czym ostatni niezagwarantowany). Deron Williams wiele razy udowadniał, że jest warty podjęcia ryzyka, bo posiadanie gracza takiego kalibru pozwala zacząć wokół niego gromadzić innych produktywnych grajków vide D-Rose w Chicago, bez którego Bulls są w tym sezonie 16-7.

 

Prokhorov jako biznesmen – oligarcha, nie boi się dwóch rzeczy: wydawać pieniędzy i wyzywać na pojedynek. W ostatnio udzielonym wywiadzie stwierdził, że skopie tyłek Cubanowi, jeżeli ten zagra na uczuciach Williamsa i przyciągnie go do Mavs wizją reprezentowania stron, w których dorastał. Tak jednak działa właściciel Mavericks. Rosjanin odbył z Deronem rzekomo długą i przeprowadzoną w przyjaznej atmosferze rozmowę, podczas której mieli nawet żartować z Cubana, tak, tak. „Pozwól wygrać najlepszemu” – mówi Mikhail. „Jeśli wygra, to zniszczę go moim kickboxingowym przyłożeniem” – kontynuuje. „Myślę, że odbyliśmy [z Williamsem] bardzo dobrą rozmowę. On chce wygrywać, a ja chcę wygrywać jeszcze bardziej. Myślę, że na tym etapie dążymy do jednego celu. Deron chce być częścią wielkiego zespołu i mamy na tę sprawę ten sam pogląd”- dodaje.

 

Tymczasem pracę nad nową halą w sercu Brooklynu idą pełną parą i już wkrótce Nets zyskają nową tożsamość. Na razie będą mogli mianować się tylko tytułem graczy z Bronxu, ale zanim to zacznie w NBA cokolwiek znaczyć – minię z pewnością trochę czasu. „Zespół, zupełnie jak hala – jest w trakcie konstrukcji. Zrobię, co w mojej mocy, aby uczynić Brooklyn Nets mistrzami NBA”- kończy Prokhorov

 

To będzie interesujące lato…



Podziel się:

komentarze (9) | dodaj komentarz

EFEKT MOTYLA - TYM RAZEM W ROLI MOTYLA ISIAH THOMAS

środa, 11 kwietnia 2012 20:21

 

Przemek Kujawiński

 

Są fani sportu i są Fani sportu. Tata Isaiah Thomasa był fanem Lakers. Jeśli nawet nie znacie angielskiego, to łącząc to z informacją, ze Isaiah urodził się w 1989 roku powinniście już domyślić się, o co chodzi. Obejrzyjcie cały wywiad. 

 

Póki co na tyle. Niebawem więcej o Sacramento, bo mam ochotę napisać kilka słów o Thomasie, Jimmerze i - przede wszystkim - Terrencie Williamsie.



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

MARK CUBAN MIAŁ JUŻ DOSYĆ LAMARA ODOMA

środa, 11 kwietnia 2012 15:34

 

 

Maciej Kwiatkowski

 

Lamar Odom prawdopodobnie w ogóle nie powinien grać w tym sezonie. Już w trakcie lokautu zeszłoroczny 6th Man of the Year zastanawiał się nad tym czy nie wziąć roku przerwy, po tym jak najpierw zmarł jego kuzyn, a potem LO był pasażerem w SUV, które wzięło udział w wypadku, w którym zginął rowerzysta.

 

Do tego w grudniu zespół, w którym grał przez siedem lat usiłował przehandlować go do drużyny pozbawionej właściciela z prawdziwego zdarzenia. A i tak zmiana trenera z Phila Jacksona, który po kilku burzliwych pierwszych latach dał mu komfort bycia sobą, na Mike'a Browna mogła nie motywować go wystarczająco do tego, aby wrócił do NBA. Ostatecznie Lakers oddali go do Mavericks w zamian za wybór w pierwszej rundzie draftu.

 

W Dallas jednak mógł liczyć na troskę ze strony Marka Cubana i Ricka Carlisle'a. Z drugiej strony - co siedziało w głowie Odoma wie tylko on sam, a odporność psychiczna na kłopoty personalne nie jest wcale obowiązkowa w NBA i nie musi zależeć od 8 mln dolarów zarabianych za sezon gry w koszykówkę. Człowiek jest tylko człowiekiem, a ...pieniądze miał i tak gwarantowane. 

 

Mavericks mieli jednak już dosyć niańczenia Odoma, który spóźniał się na treningi i przyjeżdżał na mecze w Dallas zwykle pół godziny później niż większość drużyny.  Do tego, traktując go jak prezent, z którym nie do końca wiedzieli co zrobić, usiłowali wpleść go w i tak podejrzaną rotację, w której najczęściej pełnił rolę niskiego skrzydłowego - z dala od strefy podkoszowej, gdzie mógłby nabrać życia, niczym Carmelo Anthony nabrał werwy w obronie kryjąc od dwóch tygodni silnych skrzydłowych. Tylko też przez 26 minut w tym sezonie Odom grał na pozycjach 4/5 razem z Dirkiem Nowitzkiem.  

 

W pierwszej połowie sobotniego meczu z Memphis Grizzlies Odom rozegrał kolejne cztery minuty mało inspirującej koszykówki, stojąc na półdystansie albo w rogu boiska. W szatni spotkał niespodziewanego gościa, który w końcu stanął z nim twarzą w twarz. Był to Cuban, Mad Cuban - via Associated Press:

 

''I just asked him, does he want to go for it or not. Is he in or is he out? I think he thought we were playing poker. I just didn't get a commitment. And that was the end,'' Cuban said. ''This was a big game for us, and he wasn't connecting to that. And if you're not positive energy, you're negative energy.'' 

 

When asked if that was the first time he noticed Odom having such a demeanor, Cuban responded, ''No, but the first 17 times, I decided to try to help him and turn it into a positive.'' 

 

Mavericks nie zwolnili go, ale oficjalnie pozostawili w składzie, aby móc do 29 czerwca wykorzystać jego kontrakt w wymianie. Odom ma tylko 2,4 mln dolarów gwarantowane z 8,2 mln dolarów kontraktu w sezonie 2012/13. Jeżeli jednak zostanie zwolniony do 29 czerwca to stanie się niezastrzeżonym wolnym agentem. W grę może wchodzić wtedy powrót do Los Angeles, gdzie spędził praktycznie całą swoją karierę poza sezonem gry w Miami i ostatnimi czterema miesiącami w Dallas.


 



Podziel się:

komentarze (3) | dodaj komentarz

15 DNI DO KOŃCA SEZONU: GRIZZLIES GRAJĄ O 3. MIEJSCE, W CO ZAGRA POPOVICH?

środa, 11 kwietnia 2012 10:39

Maciej Kwiatkowski

 

Zostało już tylko piętnaście dni do końca sezonu regularnego, a potem od razu gładko, po zaledwie jednym dniu przerwy, przejdziemy 28 kwietnia do playoffów. Dlatego drużyny będa musiały w ostatnich dwóch tygodniach sezonu znaleźć czas i miejsce na ławce, aby dać odpocząć tym zawodnikom, którzy grają po 35-40 minut. Bo później zaczną oni grać po 40-45 minut...

 

We wtorek korzystając z WiFi na dworcu w Gdańsku oddałem do kwietniowego MVP, jak co roku, listę swoich faworytów i kandydatów do mistrzostwa, pisząc o problemach tych teamów i złych matchupach. Łącznie siedem drużyn, w tym pięć z Konferencji Zachodniej. Po ostatniej nocy zaczynam się zastanawiać czy nieumieszczenie na tej liście Boston Celtics będzie mnie prześladować. We wtorek rozegrali ten jeden mecz, który niedzielny kibic Celtics powinien sobie obejrzeć, jeśli obudził się w kwietniu i chciałby zobaczyć tylko jedno spotkanie swojej ulubionej drużyny.

 

Wyglądało to na ofensywny szczyt Celtics, genialny, choć nieskomplikowany ball-movement plus po trzeciej kwarcie zapisałem sobie w notatniku "Rondo jak Nash, Stiemsma prawie jak Frye" - 61% z gry, 64% za trzy i 80% z linii. Na przestrzeni ostatnich dwunastu sezonów tylko Chicago Bulls mieli take mecze. Dwukrotnie (2003,2006) - w jednym z nich zagrał Randy Holcomb. 

 

 

EAST 

 

1-2 miejsce: Chicago (44-14), Miami (40-16) 

 

Chicago zrewanżowali się we wtorek New York Knicks, ale znowu zagrali bez Derricka Rose'a - tym razem skręcona kostka. Chicago i Miami zagrają ze sobą jeszcze dwa razy w tym sezonie regularnym - w ten czwartek w United Center i za tydzień w Miami, też w TNT. Heat, wobec wczorajszej niemożności zatrzymania fade-away'ów Kevina Garnetta i Paula Pierce'a, musieliby wygrać obydwa te spotkania, aby liczyć jeszcze na rozstawienie z nr 1 na Wschodzie. W pozostałych sześciu meczach Bulls zagrają bowiem z Detroit, Waszyngtonem, Charlotte, Cleveland, Dallas i Indianą. 

 

3-6 miejsce: Indiana (35-22), Boston (33-24), Atlanta (34-23), Orlando (34-24) 

 

Celtics mają już trzy mecze przewagi nad 76ers w wyścigu o mistrzostwo Dywizji Atlantyku, które daje rozstawienie w Top4, choć nie gwarantuje jeszcze przewagi parkietu. Miesiąc temu takie rozwiązanie wydawałoby się rzeczą bardzo mało prawdopodobną, ale 76ers okazali się być zespołem, który atakuje w sposób, który leży u podstaw ich obrony - czyli oddają masę rzutów z 5-6 metra, pomimo historycznie niskiego procenta straconych piłek (sprawdźcie link/stronę jeżeli interesuje Was skutecznośc drużyn/zawodników na półdystansie z każdej z sześciu stref na parkiecie). Lepiej jednak dla Celtics, żeby wygrali dzisiaj u siebie z Atlantą, bo 5 z ostatnich 8 spotkań rozegrają na wyjeździe, a u siebie grać będą z Orlando, Miami (24.04) i na koniec z Milwaukee (26.04), dla których może być to najważniejszy mecz sezonu. 

 

Pacers mają mecz przewagi nad Atlantą na trzecim miejscu Wschodu i dwa mecze przewagi nad Celtics. Jest coraz bardziej prawdopodobne, że właśnie te cztery drużyny ułożą się w pary pierwszej rundy play-offs. Orlando zagrało we wtorek raz jeszcze bez Dwighta Howarda i przegrało z Waszyngtonem 85:93 po 24 punktach i serii półhaków Kevina Seraphina. Magic ssą ostatnio na wielu płaszczyznach i lecą w dół. W dodatku ewentualne matchupy z Atlantą i Bostonem ich nie faworyzują (po 0-2 w tym sezonie). 

 

7-9 miejsce: Philadelphia (30-27), New York (29-28), Milwaukee (28-29) 

 

Milwaukee Schmucks próbują dostać się do playoffów notując od czasu transferu Monty Ellisa bilans 8-0 z teamami poniżej 0.500 zwycięstw i 1-5 z zespołami powyżej 0.500. Pięć z nich gościli u siebie (-21 z Indianą, -20 z Oklahomą, -9 z Bostonem, - 4 z Memphis).  Dlatego nazywam ich Schmucks. Ellis był 3/12 z Oklahomą, 2/12 z Memphis, 4/9 z Indianą, 6/18 z Bostonem. W środę mają jednak okazję pokazać co zrobią w bezpośrednim pojedynku z Knicks u siebie. We wtorek odpoczywali. 

 

76ers przerwali natomiast we wtorek passę czterech porażek i wygrali w New Jersey 107:88, rzucając sto punktów w meczu wyjazdowym po raz pierwszy od 19 marca. Philly zagrają jeszcze z Nets dwa razy do końca tego sezonu. 7 z 9 ostatnich meczów rozegrają na wyjeździe, ale łącznie tylko w trzech zagrają z teamami powyżej +0.500 (2xIndiana, 1xOrlando).



WEST

 

1-2 miejsce: Oklahoma City (42-15), San Antonio (40-15) 

 

Tylko Gregg Popovich mógł posadzić na ławce trzech swoich najlepszych graczy i przerwać passę 11 zwycięstw. Zwłaszcza, że zrobił już tak raz w tym sezonie - w trakcie Rodeo Trip w lutym, gdy posadził Parkera i Duncana w Portland też po 11 wygranych z kolei. Ciekawe czy dzisiaj zagra w otwarte karty z Los Angeles Lakers pod nieobecność Kobe'go Bryanta, czy też spróbuje wypchnąć Lakers z trzeciego miejsca Konferencji Zachodniej, aby nie zobaczyć ich w drugiej rundzie playoffs. Lakers i Spurs zagrają trzy razy w przeciągu 10 kolejnych dni. Wygląda na to, że Bryant może wrócić na co najmniej jedno z tych dwóch spotkań. 

 

3-5 miejsce: LA Lakers (36-22), LA Clippers (34-23), Memphis (33-23) 

 

Clippers grają dziś w Oklahoma City, gdzie ostatnim razem przegrali 21 marca 91-114. Tymczasem dla Memphis - którzy od 25 marca zaliczyli bilans 4-0 z Lakers, Clippers, Heat i Thunder, trzy z tych meczów wygrywając na wyjazdach - terminarz będzie tylko łatwiejszy. Dzisiaj grają u siebie z Phoenix Suns, którzy walczą obecnie o każde zwycięstwo. W czwartek będą grać w San Antonio i - znów - ciekawe co zrobi Popovich. Potem rozegrają jeszcze osiem spotkań w 13 dni, ale tylko dwa z nich będą z drużynami +0.500 (Utah, Orlando - u siebie). Grizzlies mogą więc równie dobrze jeszcze wspiąć się nawet na trzecie miejsce Zachodu. Zach Randolph wciąż jeszcze bowiem wchodzi z ławki rezerwowych i trafia 42% z gry w dziesięciu ostatnich meczach (choć jest sobą na deskach i częściej jest dyrygentem podając piłkę z high-post do ścinających wzdłuż linii końcowej czy ze skrzydeł) - Grizzlies mogą grać jeszcze lepiej. 

 

6-10 miejsce: Houston (32-25), Dallas (32-26), Denver (31-26), Phoenix (30-27), Utah (30-28) 

 

Tu trudno wciąż jeszcze coś wywróżyć, ale Houston i Phoenix to dwa zespoły, które grają od dwóch tygodni najlepiej z tej grupy (po 7-3). Jazz są tylko 4-6 w ostatnich dziesięciu meczach i passa sześciu zwycięstw z drugiej połowy marca jest już historią.  Mavericks i Nuggets są 5-5, ale obrońcy tytułu mają tie-breaker z każdym z tej czwórki (w przypadku takich samych bilansów są miejsce wyżej). 

 

Houston, Denver, Phoenix i Utah tymczasem rozegrają jeszcze kilka spotkań między sobą. Ostatnia porażka Suns w Denver (97:101) może ich słono kosztować. Tym bardziej, że do gry wrócił Danilo Gallinari. Jestem jednak dobrej myśli i nadal typuję Rockets i Suns. Nuggets wystawiają frontcourt Kenneth Faried, Kosta Koufos i JaVale McGee, a teraz mogą nie mieć do końca sezonu - lub mieć nie w pełni sprawnego - Ala Harringtona. Jazz też mają kłopoty z kontuzjami, ale  na pozycjach 2/3 - Josh Howard nie zagra do końca sezonu może wrócić dopiero w ostatnim tygodniu sezonu regularnego, a C.J. Miles ma kłopoty z łydką. W ostatnim meczu ze Spurs w pierwszej piątce zagrał więc szatan z Missouri DeMarre Carroll. 

 

11.04 Houston - Utah (zwycięzca bierze tie-breaker)
13.04 Houston - Phoenix (zwycięzca bierze tie-breaker)
15.04 Denver - Houston (1-1)
16.04 Houston - Denver
21.04 Phoenix - Denver (Nuggets mają tie-breaker)
24.04 Utah - Phoenix (Suns mają tie-breaker)

 

 

 



Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

LAMAR ODOM NIE CHCIAŁ DAĆ NAM "TEJ" HISTORII

wtorek, 10 kwietnia 2012 23:01

Przemek Kujawiński

 

Wiatr (ciepły wiatr) wpada przez nieszczelne okna w moim salonie i generuje dźwięki ze starych dobrych westernów. Dla klimatu zapuściłem więc Ennio Morricone, posypałem pomidory ziołami prowansalskimi i próbuję rozgryźć, co wieje w głowie Lamara Odoma.


Przyznaję, że nie zdążyłem łyknąć jeszcze wszystkiego, co napisano o nim i o Mavericks w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin, ale właściwie może lepiej nie zaśmiecać sobie głowy wszystkimi opiniami, które rozciągają się od: "On jest powodem, dla którego ludzie nienawidzą profesjonalnego sportu" (Craig Miller) do: "On zasługuje na dużo więcej" (well... Khloe Karadashian).


Właściwie ostatecznie powinniśmy uznać, że wszystko to efekt motyla. Motylem (czy może w tym wypadku Der Schmeterlingiem) był oczywiście David Stern blokujący transfer Chrisa Paula. Pamiętacie jeszcze tę historię? Lamar Odom zirytował się faktem, że Lakers chcieli go wytransferować. Na nieszczęście dla wszystkich (najwyraźniej z Mavericks włącznie), Lakers nie udało się go odesłać do innej krainy szczęśliwości, by tam mógł przegryzać swą frustrację. Clippers wyjątkowo załatwili wszystko lepiej i Eric Gordon z Chrisem Kamanem (damn z Chrisem Kamanem) irytowali się już po drugiej stronie kraju.


Tak więc 11 grudnia nasz ulubiony miłośnik cukierków opuścił miasto aniołów. Mało tego, udał się w kierunku wschodzącego słońca, którego refleksy uchwycić można było w mistrzowskich pierścieniach (sorry, to wina Ennio).


To miała być jedna z "tych" historii. Wzburzony nielojalnością klubu zawodnik przechodzi do ich największego rywala, by wrócić i pobić swoich kolegów. Mavericks dla odmiany Odom pomóc miał odwrócić uwagę od faktu, że właśnie pozwolili odejść sercu i duszy swojej defensywy (spoiler: Mavs mają w tym sezonie szóstą obronę w lidze). Właściwie nie bez podstaw. Na dworze Ricka Carlisle'a - króla line-upów, Odom, mogący właściwie grać na każdej pozycji na boisku, miał by idealnym dodatkiem.


Lamar szybko odnalazł się w nowym środowisku i dopasował do reszty ekipy, zaczynając sezon fatalnie. To minie - myśleliśmy i nawet, gdy reszta składu zaczęła już dochodzić do siebie, a o procent skuteczności Odoma powstał łańcuszek, który wysyłali sobie Ricky Rubio z Brandonem Jenningsem ("jak nie prześlesz dalej, to tak będziesz rzucał"), wciąż powtarzaliśmy sobie, że przecież rozmawiamy o najlepszym rezerwowym zeszłego sezonu, mistrzu NBA, profesjonaliście z 12-letnim stażem.


To samo, niczym mantrę, powtarzali wszyscy w Dallas. Nawet, gdy Odom w trakcie sezonu wziął wolne, tłumacząc się sprawami osobistymi, a dziennikarze spisali historie, której większość fragmentów wczoraj po prostu przekleili do swoich artykułów. Mark Cuban powtarzał "Wierzymy w niego". Dirk Nowitzki zapewniał: "On wróci". Rick Carlisle uspokajał: "Dajcie mu czas". Aż do wczoraj, gdy Nowitzki, w krótkich słowach streścił to, co myślą wszyscy: "Nie chcę już wracać do tego tematu".


Lamar Odom zagrał w barwach Mavericks 50 spotkań. Ani razu w tym czasie nie zaliczył więcej niż 20 punktów. Ani razu nie zaliczył więcej niż 10 zbiórek. Zaliczył za to najniższe wyniki w karierze w każdej kategorii statystycznej. To wszystko nie byłoby być może niczym istotnym - bo przecież znamy zawodników - ciche gwiazdy, które nie przyjaźnią się z box-scorem. Rzecz w tym, że Odomowi po prostu od początku do końca pobytu w Dallas nie chciało się grać. Zarabiający 9 milionów dolarów zawodnik po prostu odpuścił.


I w tym właśnie miejscu zaczyna się zagwozdka, nad którą rozprawiam dziś w głowie. Czy to przez takich jak Lamar Odom kibice odwracają się od sportu? Czy może kibice odwracają się od sportu, bo tworzy sytuacje takie jak ta, w której znalazł się Odom i takich zawodników jak sam Lamar. Lamar Odom chciał grać w Los Angeles, ale dla Lakers ważniejszy od lojalności był biznes. Dla Odoma  ważniejsze od pracy, za którą mu płacą okazały się sentymenty i zwyczajnie obraził się na swój "ukochany" klub, a następnie olał nowy. Choć to właściwie jedynie założenie, bo o tym pewnie wypowiedzieć mogłoby się jedynie kilka najbliższych mu osób.


Oczywiście mam ochotę napisać kilka głębokich akapitów o dumie sportowca i miłości do koszykówki, czy o udowodnieniu ludziom, że się mylą. Chyba nie każdy jednak może być Derekiem Fisherem. Myślę, że sytuacja Lamara Odoma ma trochę więcej głębi niż przypuszczamy - nie umiem sobie wyobrazić po prostu, że w innym wypadku tak utalentowany i doświadczony gracz w ciągu kilku miesięcy stoczyłby się w tak wielki dołek. A przynajmniej wolę myśleć w ten sposób, niż uwierzyć, że po prostu mu się "nie chciało".


Metta World Peace szybko zareagował na fakt, że Mavs odsunęli jego byłego kolegę od drużyny: "Przyjeżdżaj, zostań u nas chłopcem od podawania piłek do końca sezonu, a potem wróć do zespołu, zostań skautem, bądź harcerzem,wespnij się na najwyższą górę na świecie. zdobądź odznakę zrobioną ze Skittlesów, zrób coś, czego nigdy wcześniej nie zrobiłeś, zabaw się".


Bez ironii, słowa mądrości. Wyjedź do Chin, wygraj mistrzostwo, pokaż, że Ci zależy i zasłuż na pomnik. Nie bądź Allenem Iversonem Lamar.


 



Podziel się:

komentarze (3) | dodaj komentarz

METTA WORLD PEACE NICZYM RON ARTEST

wtorek, 10 kwietnia 2012 16:23

Michał Kajzerek

 

Lakers grali drugi mecz z rzędu bez Kobego Braynta, który ma problemy z goleniem. Zawodnik nie opuścił poprzednich stu trzydziestu ośmiu spotkań LAL. W obowiązku poczuł się za to Pau Gasol. Przeciwko Szerszeniom z Luizjany zdobył 25 punktów, miał 2 bloki, 4 asysty i 9 zbiórek. Hiszpan nie posiada mentalności lidera absolutnego, tak jak Black Mamba, ale nie stara się niczego forsować i gdyby przydarzyłoby mu się 0/15 to na pewno miałby wyrzuty sumienia.

 

Lakers nie powinni grać z Hornets w crunch-time, nie powinny grać nawet wtedy, gdy mecz wygrywał im Kobe rzucając nad głową Jarreta Jacka. Przy okazji – zastanawialiście się kiedyś, do jakiego stopnia szalony może być Metta World Peace?

 




Podziel się:

komentarze (17) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 067 406 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u