Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 507 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


ANDRE MILLER NA 52 PUNKTY, DWIGHT HOWARD NA MAKSA

niedziela, 31 stycznia 2010 12:25
Maciej Kwiatkowski


Gdybym tylko wiedział, że to się tak rozwinie... Oglądałem mecz Dallas/Portland tak jakbym czekał tylko na planowane wejście Eduardo Najery, który wrócił kilka tygodni temu do Dallas z New Jersey. ESPNDallas donosiło przed meczem, że Najera będzie w końcu w meczowej dwunastce i prawdopodobnie w końcu też zagra. I faktycznie wszedł na parkiet w drugiej kwarcie, dostając przy tym owację na stojąco jakiej się pewnie nie spodziewał. Dla mnie był to jednak koniec meczu. A potem Andre Miller rzucił 52 punkty. Mój kierunek -> League Pass (EDIT: No tak, było w Orange Sport. Jeśli znalazłby ktoś nr na którym dzisiaj replay na ILP, byłbym wdzięczny za mejla, szukam dalej).. Dla tych, którzy nie posiadają poniższe wideo:

 


Mecz Atlanty z Orlando miał niestety przebieg jakiego się spodziewałem. Władze NBA ustawiły bowiem Atlancie dwie "wyrzutnie".


8 stycznia Hawks gościli w Bostonie i wygrali. Po meczu czekał ich jednak od razu niekrótki przelot do ...Orlando, gdzie zostali rozjechani przez wypoczętych Magic. Brzmi podobnie nie? To samo wydarzyło się w piątek/sobotę, z tym że Hawks lecieli tym razem nie tak długo, bo z Atlanty. Wg mnie ten podwójny dwumecz w przeciągu trzech tygodni mógł zostać ułożony po to, by dać szansę Atlancie na zdobycie swego rodzaju rozgłosu medialnego, jakim byłaby z pewnością sytuacja, w której ograliby i Boston i Orlando. No ale to tylko teoria, którą wysnułem wczoraj przy martini.


Niestety dla Hawks Dwight Howard okazał się znowu za silny dla Ala Horforda, który nie tylko ma problem w match-upie z "Supesem", ale od poniedziałku gra z sześcioma szwami założonymi na kciuku. Chyba łatwo sobie wyobrazić jak dyskomfortowa to dla niego sytuacja, która w dużym stopniu usprawiedliwia słabszy mecz Horforda w środę w San Antonio (dziennikarze z Atlanty nazwali to jego pierwszym słabym meczem w tym sezonie), ale nie usprawiedliwia tak bardzo dominacji Howarda.

31 punktów, 19 zbiórek i notoryczne granie pod kosz przez graczy Magic, czyli coś co nie zawsze im wychodzi. Tym razem Howard obsługiwany był regularnie. W zasadzie każda akcja trzeciej kwarty szła przez "Supesa", który ścierał się i z Horfordem i z Zazą Pachulią, a gdy w pierwszej kwarcie Mike Woodson wpuścił Jasona Collinsa? Poszło szybko, dwie minuty, trzy faule.

Jason Williams jak będzie dalej tak szukał Marcina Gortata, to powinniśmy mu może przyznać polskie obywatelstwo. Dwie bardzo dobre akcje w pierwszej połowie na linii Williams - Gortat. Zwłaszcza ta druga, gdy J-Will ewidentnie i cierpliwie czekał na to jak rozwiąże się pick&roll defense Hawks i na koniec wrzucił piłkę do Gortata, który mógł ją wrzucić do kosza nawet z zamkniętymi oczami.

Coraz częściej po 3-4 minuty w 1poł. gra też line-up Orlando zestawiony z czterech białych i być może najbardziej czarnego z afroamerykanów NBA (...tak dla przeciwwagi): J-Will, JJ Redick, Mickael Pietrus, Ryan Anderson, Gortat. W pierwszej połowie ta piątka wyglądała nawet lepiej niż starterzy.

Coraz lepiej wygląda też Jameer Nelson. Widać, że jego kolano ma się już dużo lepiej niż jeszcze dwa tygodnie temu. Miał kilka bardzo dynamicznych wejść i w pierwszej i w drugiej połowie. Historią tego meczu był jednak Howard. Nazwałbym to po prostu "Howard to the Max". Nie widziałem jeszcze, by Magic byli tak konsekwentni w dogrywaniu do niego piłki, ale nie byłoby tego, gdyby nie kolejny już mecz Howarda, w którym trafiał i prawe, i lewe półhaki. Prawdopodobnie w poniedziałek zostanie "Graczem tygodnia", bo od dwóch spotkań jest po prostu w życiowej formie.

Tymczasem Hawks po szybkim starcie nie mieli - jak to się często zdarza w b2b - sił i pomysłów po przerwie. Hawks oczywiście błyszczą w nagłówkach, gdy Joe Johnson czy Jamal Crawford rozjeżdżają rywali 1-na-1, ale ten zespół gra najlepiej gdy ruszają się gracze i piłka. W drugiej połowie nie było już ruchu - było za to bardzo dużo rozwiązań 1-na-1. Przynajmniej o jedną kwartę za wcześnie. Magic to jednak na tyle niewygodny rywal dla Atlanty ze względu na match-up z Howardem, że b2b nie musi być tu nawet usprawiedliwieniem (0-3 w tym sezonie). Ciężko jednak to adekwatnie oceniać, gdy NBA postanawia Hawks dać taką "szansę", rzucając ich dwa razy do Orlando dzień po starciu z Celtics, które dla graczy "Jastrzębi" wydaje się być ważniejsze - a przez to bardziej wyczerpujące - niż starcie z jakąkolwiek inną drużyną ligi.

I jeszcze zanim zaczniecie krytykować Horforda. Od kiedy pamiętam i kiedy jest okazja, by o tym napisać to pieję o tym, że Horford nie jest wcale centrem i wcale nie jest szczęśliwy z tego powodu, że musi nim być w NBA. Gdy przyjdzie Atlancie grać w play-offach z Cleveland (Shaq) czy z Orlando (Howard) będzie miał dużo większe problemy niż w kryciu mniej dominujących w grze tyłem do kosza podkoszowych Bostonu. Jeśli Atlanta faktycznie chce powalczyć o mistrzostwo - co wygląda coraz bardziej realnie - będzie zmuszona znaleźć fizyczną odpowiedź na Howarda i podkoszowych Los Angeles Lakers. Nie chodzi już o Cleveland, bo podejrzewam, że i tak żaden ruch transferowy nie zostanie już przez Hawks wykonany teraz, a dla Shaqa może być to ostatni sezon, w którym będzie jeszcze zdolny do regularnej gry. Latem 2010 - jeśli uda się pozostawić Joe Johnsona - powinien być to dla Atlanty kolejny krok rozwoju. Jeśli chcą zostać bardzo realnym kandydatem do tytułu muszą mieć odpowiedź na Howarda i frontcourt Lakers.


Podziel się:

komentarze (26) | dodaj komentarz

NBA POWER RANKING

piątek, 29 stycznia 2010 19:16




Maciej Kwiatkowski


(1) 1. CLEVELAND CAVALIERS (36-11)

J.J. Hickson pobił swój career-high (23 pkt.) w środę w starciu z Minnesotą. "Gdy pierwszy raz się tu pojawiłem powiedziałem mu od razu 'Możesz zostać drugim Cedricem Ceballosem'. J.J oczywiście nie wiedział o kim mówię. Grałem kiedyś z Ceballosem i choć nie miał granych na siebie żadnych zagrywek, potrafił zdobywać 20 punktów i mieć 10 zbiórek. J.J. może robić to samo", tako rzecze Shaq.

(4) 2. LOS ANGELES LAKERS (35-11)

Tak, palec Kobe'go jest nadal złamany, ale w trzech ostatnich meczach Bryant trafił 29 z 54 rzutów i jego zła passa dobiegła końca. Phil Jackson wskazuje na przyzwyczajenie się Kobe'go do nowej "instalacji" na jego palcu, ale narzeka też na Rona Artesta, "Nie robi postępów tak szybko jak myślałem, że będzie robił,", Artest zalicza średnio 8.5 pkt. i 4.5 zb. w styczniu. Dziś Lakers goszczą w Filadelfii, a po dniu przerwy zjeżdżają w niedzielę do Bostonu.

(2) 3. ATLANTA HAWKS (29-15)

Passa trzech zwycięstw z rzędu dobiegła końca w San Antonio, gdzie swój najgorszy mecz sezonu rozegrał Al Horford. Dzień później to nie Josh Smith, ale Al Horford właśnie został nominowany do Meczu Gwiazd. Tymczasem po zwycięstwach w Dallas i Houston, Hawks stracili szansę na pierwszy "teksański sweep" od sezonu 1990/91. Horford został też pierwszym od 1984 roku graczem wydraftowanym przez Atlantę, który znalazł się w All-Star.

(6) 4. ORLANDO MAGIC (30-16)


Magic wywalczyli wielkie zwycięstwo, pokonując u siebie Celtics 96:94, ale Vince Carter zdobył tylko 6 punktów, a Jameer Nelson nie grał przez ostatnie 13 minut spotkania. To dwóch graczy, którzy muszą wrócić do poziomu z zeszłego sezonu, jeśli Magic chcą znowu znaleźć się w finale rozgrywek. Dwight Howard natomiast zaczyna w końcu spełniać oczekiwania i po tylko trzech celnych rzutach z gry w dwóch poprzednich starciach z Celtics, tym razem zdominował podkoszowych Bostonu.

(7) 5. BOSTON CELTICS (29-14)

Orlando Magic zajmują 6-te miejsce od końca w zbiórkach ofensywnych. Co z tego... Celtics dali sobie zebrać 17 piłek na swojej desce i przegrali tablice 32-47. Porażki z Atlantą (dzisiaj) i z L.A. Lakers (niedziela) mogą wywołać niemałą panikę w Bostonie.

(5) 6. DALLAS MAVERICKS (30-16)


Rick Carlisle kombinuje z rotacją i jeszcze do wczoraj wyglądało, że Jason Terry w pierwszej piątce, a Josh Howard z ławki to właściwa decyzja. Mavericks mieli problemy z rozpoczynaniem spotkań i ze znalezieniem twardej rotacji. "Jest to niemożliwe dla mnie, że mamy połowę sezonu, a my wciąż szukamy pomysłu na to jak grać czwarte kwarty,", pomysł jest banalnie prosty, ale czy Carlisle'owi nie grozi gorące krzesło teraz, albo na koniec sezonu, gdy nadejdzie dla Mavericks czas być może ostatniego wielkiego przeładowania? Bilans bilansem, ale Mavericks nie znajdą się w gronie realnych kontenderów dopóki nie zaczną regularnie wygrywać u siebie i dominować rywali określonym sposobem gry. Póki co zbyt często dostosowują się do poziomu przeciwników.


(9) 7. UTAH JAZZ (27-18)

Jazz są najgorętszym teamem Konferencji Zachodniej w tym miesiącu, ogrywając na wyjeździe czy u siebie wszystkich swoich rywali do walki o trzecie miejsce na Zachodzie. Tymczasem utrata z powodu kontuzji łydki Carlosa Boozera może być brzemienna w skutkach. Aż 10 z kolejnych 12 meczów Jazz zagrają z rywalami powyżej 0.500

(3) 8. PORTLAND TRAIL BLAZERS (27-20)

Czy Blazers chcą powalczyć w tym sezonie o drugą rundę play-offs? Rywalizacja na Zachodzie jest tak zacięta, że równie dobrze mogą je w ogóle ominąć. Porażka u siebie w środę z Jazz pokazała dobitnie gdzie znajduje się  wielka dziura w ich słabnącej z tygodnia na tydzień defensywie. Juwan Howard jakim heroicznym bohaterem by od kilku tygodni nie był, to w żadnym wypadku nie broni pomalowanego jak Joel Przybilla czy Greg Oden. Do czasu kontuzji Przybilli (20.12) rywale Blazers trafiali 57% rzutów wokół obręczy (słaby wynik) - od tamtego czasu ten współczynnik urósł do 65%. Howard łagodnie mówiąc nie był dobrym obrońcą, więc czemu nagle gdy zbliża się do 40-tki miałby stać się shot-blockerem. Czy Blazers będą handlować po centra? Brendan Haywood? Póki co czeka ich weeekend bez Brandona Roy'a.

(8) 9. DENVER NUGGETS (31-14)

Nuggets dwa ostatnie mecze zagrali bez Carmelo Anthony'ego, ale jego powrót zaplanowany jest już na dzisiaj. Jeszcze nie mówi się o Denver, ale już tylko Cavaliers i Lakers mają na koncie mniej porażek. Tymczasem Nuggets wykorzystują póki co sprzyjający terminarz, by dotrzymać im kroku.

(10) 10. CHARLOTTE BOBCATS (22-22)

Porażka w poniedziałek z Denver, ale dwa dni później Bobcats dzięki rewelacyjnej grze Stephena Jacksona w dogrywce wygrali w Phoenix. Dzisiaj wizyta w Oakland, dzień później w Sacramento. Jeśli Bobcats chcą być brani na poważnie muszą regularnie wygrywać ze słabeuszami na wyjeździe, to kolejny krok po wygrywaniu u siebie, by ugruntowali swoją pozycję solidnego średniaka.

(12) 11. PHOENIX SUNS (27-21)

Moja dzisiejsza poranna notka o Amare nie była przypadkowa. Paul Coro z Arizona Republic donosi, że koledzy Amare kwestionują jego zaangażowanie, koncentrację i energię z jaką gra ostatnio. Jak donosi Coro to właśnie ta sytuacja doprowadziła do tego, że Suns chcą się pozbyć Amare jeszcze przed 18.02. Na mój nos Amare będzie robił wszystko, by latem trafić do New York Knicks, ale który jest tam w kolejce? Drugi, trzeci, może nawet nie czwarty. Tymczasem ławka Suns zaliczyła swój najlepszy tydzień od listopada, a wygrana wczoraj z Dallas tylko to przypieczętowała - Amare i Jason Richardson mimo łącznie 39 punktów przesiedzieli całą czwartą kwartę na ławce, gdy to rezerwowi poprowadzili udany pościg za Mavs.

(13) 12. MEMPHIS GRIZZLIES (25-19)

Zach Randolph jest All-Star. Jeszcze raz: Zach Randolph zagra w All-Star. Tymczasem Grizzlies idą w górę tabeli Zachodu, po tym jak wygrali trzy mecze z rzędu. Grizzlies mają bilans 23-11 od czasu gdy Allen Iverson ogłosił "zakończenie kariery". Ich wyjściowy frontcourt (gracze od 3 do 5) zalicza średnio aż 56 punktów i 27 zbiórek w meczu. (Jeszcze) Nie sprawdzałem, ale może nie być takiego drugiego w lidze.

(11) 13. OKLAHOMA CITY THUNDER (24-21) 

OKC Thunder przegrali trzeci mecz z kolei i wyrównali tym samym swoją najdłuższą passę w sezonie. W środowym starciu z Bulls nie potrafili trafić rzutu z gry przez pierwsze osiem minut czwartej kwarty (!). Tymczasem Kevin Durant śróbuje swój rekord i jest na drodze ku temu, by w niedługim czasie przejąć pierwszą pozycję na liście strzelców. KD zdobył minimum 25 punktów w 19 meczacz z rzędu.

(15) 14. HOUSTON ROCKETS (24-21)


Rockets przegrali 8 z ostatnich 12 meczów, ale lokalni dziennikarze odradzają Darylowi Morey'owi ratowania tego sezonu wszelkim kosztem. Mówi się, że Rockets położyli na stół Eda Stefanskiego (GM 76ers) ofertę wymiany kontraktu T-Maca na Andre'go Iguodalę. Piłka jest po stronie Sixers, którzy ponoć szukają nadal lepszej oferty. Tymczasem Morey nie zamierza się spieszyć z wykorzystaniem umowy T-Maca - najwyżej to Rockets zaoszczędzą na kończącym się kontrakcie.

(18) 15. NEW ORLEANS HORNETS (25-20)


Tak jak myślałem jeszcze w poniedziałek, "Lil Buckets" pojawił się w pierwszej piątce "Szerszeni" i już rzucił 17, a potem 19 punktów. Hornets są 11-4 w styczniu i wygrali trzy z czterech ostatnich meczów na wyjeździe. John Schumann z nba.com przedstawił też interesującą statystyką - Hornets wygrali 67% spotkań (67-33), które kończyły się różnicą pięciu punktów - od czasu, gdy dołączył do nich Chris Paul. "Nie wiemy co to blowouty", podsumował tegoroczny All-Star.

(22) 16. CHICAGO BULLS (22-22)

Jeśli jeszcze macie jakieś wątpliwości, że Derrick Rose nie powinien być w All-Star - poczekajcie na drugą połowę sezonu. (W końcu zdrowy) D-Rose rzuca w styczniu średnio 23.5 punktów, dodaje 6.5 asysty przy skuteczności 51% i gdyby tylko jeszcze częściej wędrował na linię. Bulls są 12-5 w ostatnich 17 meczach, wliczając w to 10 granych na wyjeździe.

(17) 17. TORONTO RAPTORS (25-22)

Raptors są 16-9 w tym sezonie, gdy startuje Jarrett Jack i tylko 9-13, gdy zaczyna mecze Jose Calderon. Brzmi to tak, że kontuzja Calderona okazała sie najlepszym co mogło spotkać Raptors w tym sezonie. Klub z Kanady śróbuje rekord powyżej 0.500 i został pierwszym zespołem od czasu Phoenix Suns w 2002 roku, który wygrał cztery mecze z rzędu, w których przegrywał przynajmniej różnicą 10 punktów.

(14) 18. SAN ANTONIO SPURS (26-18)

Tim Duncan zaliczył rekord tego sezonu całej ligi - 27 zbiórek w środowym starciu z Atlantą. Inna sprawa, że 10 z nich były w ataku w meczu, w którym TD trafił tylko 5 z 20 rzutów. Dla Duncana był to tylko kolejny mecz z Hawks - od kiedy gra przeciwko nim jeszcze nie przegrał meczu w całej swojej karierze(!). Tak wysoki spadek spowodowany porażką z Bulls, która zamknęła passę trzech porażek z rzędu u siebie.

(16) 19. MIAMI HEAT (23-22)

Dwyane Wade powraca do wysokiej formy, ale w dwóch ostatnich porażkach z Raptors i Cavaliers zdobył łącznie zaledwie 6 punktów w czwartej kwarcie. Jermaine O'Neal w pięciu ostatnich spotkaniach trafia 60%, ale Heat potrzebują w końcówkach Mike'a Beasley'a odkąd Wade jest albo podwajany albo odcinany od piłki w kluczowych momentach.

(19) 20. SACRAMENTO KINGS (16-28)


Kings w końcu wygrali, pokonując u siebie w środę Golden State, 99:96. Kevin Martin znowu był jednak w tym meczu niewidoczny i przesiedział czwartą kwartę na ławce. Martin po powrocie trafia zaledwie 31% swoich rzutów z gry. Ponoć Mavericks nie mieli by nic przeciwko pozyskać go w zamian za kończącą się umowę Josha Howarda. Kings póki co mówią jeszcze stanowcze "nie".

(20) 21. NEW YORK KNICKS (18-27)

Po przegranej 50 punktami w niedzielę z Dallas, Knicks w kolejnym meczu pokonali Minnesotę 27 punktami. 77 punktów to największa róznica w historii ligi pomiędzy rozmiarami porażki i zwycięstwa (lub odwrotnie) w dwóch kolejnych meczach. Tymczasem Donnie Walsh nadal nie spakował jeszcze nigdzie kontraktów Jareda Jeffriesa i Eddy'ego Curry'ego. To 18 mln dolarów płatne w sezonie 2010/11 i tylko to pozostało Walshowi do wyczyszczenia salary-cap Knicks z wszystkich innych umów niż debiutanckie. Nie wiem czy pamiętacie w jakim kontraktowym g... byli jeszcze dwa-trzy lata temu.

(23) 22. LOS ANGELES CLIPPERS (20-25)

Tak, Clippers przegrali z New Jersey Nets i dzień po tej porażce udział Chrisa Kamana, Marcusa Camyby'ego i Barona Davisa w kolejnym, piątkowym meczu (Minnesota) jest wątpliwy. Czyżby był to już koniec sezonu dla Clipppers, którzy wygrali tylko 1 z 11 ostatnich spotkań na wyjeździe?

(24) 23. MILWAUKEE BUCKS (19-25)

Brandon Jennings trafił w środę game-winnera w starciu przeciwko swojemu idolowi z dzieciństwa i wygrał na punkty z Allenem Iversonem (18-6), a Bucks w 2010 roku nie przegrali jeszcze żadnego z pięciu meczów na własnym parkiecie.

(21) 24. PHILADELPHIA 76ERS (15-30)


Elton Brand zaliczył przeciwko Bucks jeden ze swoich najlepszych meczów sezonu. Miał 26 punkty, 10 zbiórek, 2 bloki, ale przestrzelił fatalnie na 10 sekund przed końcem - Szóstki przegrały. Sixers mają wystarczająco dużo młodego talentu, by rozpocząć małą przebudowę zespołu. Chcą jednak zacząć od pozbycia się jednego ze swoich dwóch największych kontraktów. Próbowali już w grudniu z Brandem, ale łatwiej może być im wymienić Iguodalę. Pytanie: ile za niego chcą i jak szybko dojdą do oferty Rockets, którzy najwyraźniej jako jedyni są mocno zainteresowani, ale oferują tyllko umowę T-Maca.

(25) 25. DETROIT PISTONS (15-29)

Pistons znowu przegrali trzy mecze z rzędu, ale naprawdę trzeba docenić grę Bena Wallace'a w tym sezonie. Big Ben zalicza średnio 10 punktów, 9 zbiórek, po bloku i przechwycie w ostatnich pięciu meczach. Wokół Pistons narastają też plotki o zainteresowaniu Amare'm Stoudemire'm.    

(28) 26. INDIANA PACERS (16-30)

Roy Hibbert albo Jim O'Brien - któryś z nich musi odejść. Hibbert nie pasuje do wizji small-ballu O'Briena, a granie wysokim składem przynosi Pacers w tym sezonie zatrważające statystyczne rezultaty. Tymczasem Pacers przegrali 5 z 7 ostatnich meczów, klub przynosi straty, Danny Granger nie jest przywódcą zespołu i przede wszystkim rok temu o tej porze Indiana miała lepszy bilans.

(26) 27. WASHINGTON WIZARDS (14-30)

Antawn Jamison mówił latem o mistrzostwie, a trwa w zespole, który w połowie sezonu jest największym żartem ligi. Wizards przegrali cztery mecze z rzędu, wszystkie na własnym parkiecie. Czy Wizards zdążą wybuchnąć jeszcze przed lutym i kto z trójki Jamison, Caron Butler, Brendan Haywood zostanie na kolejny sezon?

(27) 28. MINNESOTA TIMBERWOLVES (9-38)


Po przegraniu dwóch spotkan różnicą 60 punktów (New York, Milwaukee), "Wilki" zagrały lepiej w Cleveland, ale straciły z kolei aż 60 punktów z pomalowanego. Była to piąta porażka z rzędu teamu Kurta Rambisa. Tymczasem ktoś chce o sobie przypomnieć. To numer 7 draftu z 2007 roku, Corey Brewer, który notuje średnio 20 punktów w tych pięciu porażkach.

(29) 29. GOLDEN STATE WARRIORS (13-31)


Stephen Curry gra tylko w Warriors, ale w ostatnich dwóch tygodniach wyprzedził Brandona Jenningsa i teraz przed nim już tylko Tyreke Evans w walce o tytuł najlepszego debiutanta. Tutaj nie ma żartow - przed środowym starciem z Denver, Curry zaliczał średnio 25 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst, 1.8 przechwytów i 3.3 trójek w pięciu poprzednich meczach, a lokalni dziennikarze piszą o postępach jakie robi w defensywie.

(30) 30. NEW JERSEY NETS (4-40)    

Nets mają delikatny problem w składzie. Sprowadzony z Dallas Mavericks, Kris Humphries jest ostatnio najlepszym graczem zespołu i od czasu transferu notuje średnio 14 punktów i 9 zbiórek, grając bardzo regularnie. Problem w tym, że jego minuty gryzą się z czasem gry dla Yi Jianliana, który traktowany jest nadal jako przyszłościowy gracz tego zespołu.


Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

NASZ STARTUJĄCY CENTER ZACHODU: AMARE WEST

piątek, 29 stycznia 2010 9:47



Hej, to ja, Amare. Wasz Amare. Dzięki za głosy na mnie. Nie zawiodę Was jak zwykle. Zrobimy wielkie show w Dallas. Bądźcie tam, czekajcie na mnie, będzie się działo, czekajcie na moich przyjaciół, kolegów, na tych, których wspieram, na Steve'a Nasha z Phoenix Suns, który pojedzie tam razem z mną. Kojarzycie go, nie? Haaa, nabieram Was. Bądźcie tam, śledźcie mnie na twiterze, czekam na Was w Dallas.


Amare Stoudemire, Wasz nasz startujący center Konferencji Zachodniej, ten którego wybraliśmy w głosowaniu. W tym głosowaniu, w którym wybierało się pięciu graczy z każdej konferencji. Wiecie jakim głosowaniu? Wiem, że wiecie bo sami głosowaliście. Sam też oddałem nawet z trzy-cztery balloty z jego nazwiskiem, jak nie więcej (dopóki nie zacząłem codziennie głosować na Chrisa Kamana).

Amare Stoudemire, nasz startujący center Zachodu chciałby się podzielić swoim game-logiem z ostatnich 5 spotkań. Czytajcie uważnie:

- 4.2 zbiórek
- 2.8 strat
- 1.8 zbiórek w obronie.

Nasz startujący center Zachodu. Suns są 2-3 w tych meczach. Amare. Sam głosowałem, ale oto jego lamborghini w pełnej krasie. Jest niewątpliwie wielką gwiazdą NBA, ale pierwsze co pomyślałem przy pierwszym ballocie "Nie, nie róbmy tego Amare. Nie wybierajmy go (jeszcze) do piątki All-Star". I stało się "jeszcze". Dzieje się. Mógłby i rzucić 30, a nie 22 punkty, a Suns mogliby przerwać passę porażek w kilku telewizjach - nie tylko w TNT - ale 1.8 zbiórek w obronie, czyli razem w 9 ostatnich pięciu meczach od startującego centra Konferencji Zachodniej? Nic dziwnego, że przesiedział cała czwartą kwartę minionej nocy na ławce. W każdym razie to wszystko nie ma znaczenia. To takie ulotne. Tymczasem - auto.

Tak bardzo jak lubię  Amare, Maciej Kwiatkowski





Podziel się:

komentarze (16) | dodaj komentarz

TO NIE JEST GRA DLA STARYCH LUDZI: ORLANDO 96, BOSTON 94

piątek, 29 stycznia 2010 7:12




Maciej Kwiatkowski

boxscore

A co to unosiło się nad koszami w czwartej kwarcie, że z jednej strony boiska jeden zespół nie mógł zobaczyć wschodu słońca spod obręczy? To poczucie obserwowanej starości, które towarzyszyło w oglądaniu Boston Celtics w drugiej połowie wizyty w Orlando. Moje, Twoje i Boston Celtics (Vince Carter chciał się zrzucić). Po trójce Eddie'go House'a, na starcie 4q goście prowadzili już 75:61, ale od tamtego momentu w Magic konkretnie zagrało. Konkretnie Dwight Howard i Jason Williams. Pierwszy ograniczył Kendricka Perkinsa do 15 minut pełnych fauli i był nie do zatrzymania dla Kevina Garnetta, prowadząc odrabianie strat swoją coraz częściej spotykaną ostatnio niepowstrzymywalnością, której towarzyszyła jedna z jego najlepszych inside-game jakie mogliśmy w tym sezonie obejrzeć. Drugi z kolei - czyli Jason Williams, nigdy za mało tego imienia i nazwiska, Jason Williams, J-Will - zaczął ten pościg trafieniem dwóch trójek z rzędu (na 69:75) i był na parkiecie w crunch-time zamiast Jameera Nelsona. Magic wrócili w końcówce i po pięciu z rzędu fatalnie rozegranych pozycjach w ataku, w ostatniej minucie najpierw J.J. Redick za trzy (najwyższy +/- w meczu, 13), a w końcu Rashard Lewis na 1.9 sekundy przed końcem, minął od prawej linii bocznej Kevina Garnetta i bez pomocy Rasheeda Wallace'a wbił się wzdłuż linii końcowej i trafił spod deski. To były zwycięskie punkty. Wallace rzucał za trzy na przeciw kosza, ale był bardziej jak Big Shot Brob - jakieś pół metra w lewo od obręczy.

KG był jeszcze wyraźnie nie w fizycznej formie, chociaż tej z grudnia, gdy był sobą choćby w 80procentach. To był jego trzeci mecz po niemal miesiącu przerwy i nie mógł sobie poradzić ani z Howardem, ani z Marcinem Gortatem, który spędził na parkiecie całą czwartą kwartę. Gortat zasłużył, by wspomnieć o nim oddzielnie, a Stan Van Gundy zasłużył na pochwałę za dobry nos i wiarę w MG13, by zostawić go jednak na parkiecie w czwartej kwarcie. Fizyczne ograniczenie Celtics i wygrana tablica były elementami najbardziej ważącymi na losach tego meczu. Marcin zagrał każdą z ostatnich 12 minut, choć Magic drugą połowę z nich grali z Rashardem Lewisem na trójce - co sprawdzało się w poprzednich sezonach akurat w starciach z Celtics. Po pierwszej połowie, w której Gortat trzykrotnie zdjął Glena Davisa (2x) i Paula Pierce'a, za grę w tym meczu John Hollinger z ESPN nazwał go "cichym bohaterem".

75-66 Dwa celne osobiste po faulu Glena Davisa. (10:03)
75-70 Jeden celny wolny (1/2) po faulu Garnetta (9:14)
79-75 Zbiórka w ataku, po której Howard trafił półhakiem z 2.5 metra (6:22)
83-84 Rzut o deskę z 5.5 metra, z lewej strony. Niewielu tak rzuca, tylko jeden wybitnie. Był to rzut na pierwsze prowadzenie Magic w meczu! (4:52)


W końcówce było sporo złych pozycji w ataku. Magic grali bez Vince'a Cartera i J.J. Redick dwa razy z rzędu w kluczowych momentach stał z piłką 8 metrów od kosza na 7-8 sekund przed końcem akcji. Nagle Magic zapomnieli, że gra do Howarda przynosiła im do połowy czwartej kwarty tylko same dobre rezultaty. Howard trafił trzy pół-haki z rzędu raz dał z góry po asyście Gortata i między tym trafił osobiste. To wszystko działo się od 38 do 42 minuty. Potem Howard został nie wiedzieć czemu zapomniany, co byłoby dzisiaj tematem przewodnim, ale pamiętali o nim Celtics.

Celtics zaliczyli najgorszy mecz sezonu jeśli chodzi o ilość trafień (8) i skuteczność trafień spod obręczy (8/20, aż 7 czap Howarda i Gortata). Wysokie prowadzenie w pierwszej połowie i jeszcze do czwartej kwarty zawdzięczali w zupełności dwóm rzeczom: trafianym rzutom z wyskoku z głębokiego pół-dystansu i dalej (20/39, 12 trójek, Ray Allen 20 pkt, Rasheed Wallace 13 do przerwy) oraz dobrej defensywie. Gdy procenty z biegiem czasu zaczęły "dochodzić do siebie", okazało się, że tego dnia Magic robią wszystko inne lepiej. Aż 17 zbiórek w ataku, 42 razy na linii rzutów osobistych - ciężko wygrać, gdy pozwala się sobie na takie straty (tych swoją drogą było 14), a przecież mowa o jednym z najlepiej broniących teamów w tym sezonie. Co ciekawe Magic nie mieli większych problemów z kończeniem w pomalowanym i poza półhakami Howarda, które działały czy to z Perkinsem czy bez, trafili 11/17 spod deski, gdzie obrona Celtics jest w tym sezonie pierwsza w lidze.

Tym razem nie była. KG wyglądał wolniej niż w grudniu, dużo wolniej niż przed kontuzją. Te braki widać w trzech kwestiach: malejącej liczbie akcji 1-na-1 w jego wykonaniu (w tym sezonie) i spadającym wskaźnikom zbiórek w obronie oraz bloków. To w połączeniu ze starzejącym się Sheedem i Glenem Davisem, który nigdy nie był dobrym zbierającym to największa bolączka Celtics w tym sezonie. Ciężko jest zbudować mistrzowski team, który nie zbiera piłki i choć sytuacja nie jest zupełnie beznadziejna, bo są Kendrick Perkins czy świetnie zbierający na swoich pozycjach Paul Pierce i Rajon Rondo, to jednak często w post-season Celtics w crunch-time wystawiać będą duet Garnett/Wallace. A ten na dzień dzisiejszy jest nie tylko dużo mniej atletyczny od skrzydłowych Atlanty Hawks, ale przegrywa nawet z Rashardem Lewisem, który zdobył 23 punkty, najwięcej dla Magic w tym meczu. Gdy dodać do tego wzmocnienia Cleveland Cavaliers i podkoszowy trójkąt Los Angeles Lakers walka o tytuł tym razem naprawdę rozstrzygnie się pod tablicami





Ale pamiętam też wygraną Celtics w Orlando z 25 grudnia i to co widziałem w pierwszej połowie było bardzo podobne do tego co wtedy Celtics pokazali przez trzy kwarty. Wygrana Magic i powrót z 16-punktowej straty - mimo usilnych "starań" Cartera, by ten mecz przegrać w końcówce - to jednak w tym momencie dobry punkt zaczepny dla Orlando, choć w zasadzie problem Cartera stał się już dziwaczny. Wynik tego meczu nie może tego przykryć. Poza Jameerem Nelsonem Magic mają ewidentny problem stwarzania sobie sytuacji do rzutu po grze 1-na-1 w starciu z lepiej broniącymi teamami. J.J. Redick nie może być drugim najefektywniejszym graczem z piłką. J-Will przy całej swojej klasie i dobrej grze, o której się nie mówi to już tylko dystrybutor i spot-up shooter bez penetracji (chyba że Magic grają akurat z Sacramento). Magic potrzebują Cartera w miejscu Turkoglu. Wczoraj mniej, ale już za trzy miesiące będą, a od miesiąca już VC przegrywa w walce z urazami i odnajdywaniem formy, a nawet wcześniej nie błyszczał w swojej nowej roli.


Dzisiaj Celtics grają w Atlancie i jak spojrzeć na minuty jakie zagrali starterzy oraz to gdzie grają - zapowiada się partyjka bingo. KG potrzebuje jeszcze czasu, by móc zacząć znowu grać po 30 minut i ja wiem, dobrze Was słyszę "a może nie wróci?". Wrócił, już zdążył to zrobić w tym sezonie, był, grał, zobaczcie jego game-log i statystyki z grudnia. Problem w tym, że nawet w grudniu był to bardzo efektywny i mądry KG, ale już bliżej ziemi, już bez tej "explosiveness", bez tego czaru. Mądry i efektywny, ale gdy Celtics zdobywali mistrzostwo był jeszcze atletyczną bestią, gibkim i ruchliwym trzydziestokilkuletnim skrzydłowym, gdy przychodziło bronić przeciw dwójkom i trójkom. Dopiero styczeń, ale nowa wersja KG i nowa stara wersja Sheeda choćby nie wiem jak rzucająca z daleka nie zastąpi łatwych punktów i przede wszystkim - przede wszystkim - przede wszystkim docierania na linię, wyfaulowywania rywali, zaliczania akcji 2plus1. Celtics mają pół sezonu nie tylko, by dojśc do siebie, ale od nowa stawiać Garnetta na nogi. Każda potencjalna przeszkoda może być pocałunkiem śmierci.

KG: "I just played like ---"

Magic nie różnią się jednak wiele - wczoraj dzieliły ich dwa punkty i są w analogicznej sytuacji z Carterem. Wczorajsza wygrana to trochę jak 0.7 i "a może jeszcze raz pójdzie". Jest jeszcze styczeń, więc może być jeszcze sporo okazji, by wypić zdrowie tych dwóch, choć wczoraj - wczoraj ewidentnie widać było, że to nie jest gra dla starych ludzi.

A teraz Panowie, Wes Unseld. Uwaga! Pastisz:




Podziel się:

komentarze (17) | dodaj komentarz

ZNAMY ŁAWKI REZERWOWYCH DO ALL-STAR!

czwartek, 28 stycznia 2010 19:49


Maciej Kwiatkowski


Gregg Popovich nie musi wiedzieć co to Yahoo, ale Marc Spears i Adrian Wojnarowski jako pierwsi mają pełne listy rezerwowych do Meczu Gwiazd.


WSCHÓD

Rajon Rondo (Boston Celtics)
Derrick Rose (Chicago Bulls)
Joe Johnson (Atlanta Hawks)
Paul Pierce (Boston Celtics)
Gerald Wallace (Charlotte Bobcats)
Chris Bosh (Toronto Raptors) 
Al Horford (Atlanta Hawks)

ZACHÓD

Deron Williams (Utah Jazz)
Chris Paul (New Orleans Hornets)
Brandon Roy (Portland Trail Blazers)
Kevin Durant (Oklahoma City Thunder)
Dirk Nowitzki (Dallas Mavericks)
Zach Randolph (Memphis Grizzlies)
Pau Gasol (Los Angeles Lakers)





Podziel się:

komentarze (57) | dodaj komentarz

UPDATE: TUSK NIE, ZACH TAK

czwartek, 28 stycznia 2010 13:52



Maciej Kwiatkowski


Gdyby 3 miesiące temu ktoś Was zapytał o to jakie są szanse, że Donald Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich, a Zach Randolph zagra w Meczu Gwiazd, co u licha byście odpowiedzieli? W kraju, w którym nadmierne opady śniegu mogą się przyczynić do uszkodzenia internetu (przez co nie mogłem zobaczyć jak Utah Jazz rozbija Portland w pierwszej kwarcie czy jeszcze bardziej gorący Bulls wygrywają w OKC. No ale to się nadrobi), obudziłem się dzisiaj - bo pospałem z tej okazji trochę - z takimi oto dwiema informacjami:

- Donald Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich

- Zach Randolph (i Pau Gasol) zagrają w All-Star Game (via Piotrek Makulec, który nawet nie wiem jeszcze skąd ma to info, ale pozostaje mu wierzyć).

UPDATE 14:20: CelticsBlog ma też jakieś plotki o tym, że Rajon Rondo jest pewniakiem.

UPDATE 18:14: David Lee poza All-Star, donosi New York Daily News. Czyli Shaq albo Al Horford?

UPDATE 18:21: Paul Pierce, Rajon Rondo, Chris Bosh, Joe Johnson i Derrick Rose wśród rezerwowych, donosi CSNNE.com (ci sami, którzy pisali ostatnio o plotkach Ray Allen / Monta Ellis). Zostają dwa miejsca: Gerald Wallace i Shaq/Horford? Kiedyś napisałem, że zamkniemy bloga jeśli zabraknie Josha Smitha...



Podziel się:

komentarze (30) | dodaj komentarz

NA PÓŁMETKU SEZONU: JAK CIĘŻKO BYĆ TYLKO BARGNANIM

środa, 27 stycznia 2010 22:22

Maciej Kwiatkowski


Nigdy nie będzie drugiego Larry'ego Birda. Nie było go ani przedtem, ani przez 20 lat po tym, gdy zakończył karierę. Niski skrzydłowy mierzący 206 cm, a może inaczej - biały niski skrzydłowy zdobywający w najlepszych latach swojej kariery średnio 25 punktów, 10 zbiórek i 6 asyst, przy skuteczności ponad 50% z gry i 40% za trzy.

Dirk Nowitzki nie jest wcale gorszym strzelcem niż Bird, choć wielu historyków gry z pewności nigdy się z tą opinią nie zgodzi. Jest jednak w zupełnie innej klasie podających - Bird był wizjonerem. W ogólnym wrażeniu Nowitzki stał się jednak w ostatnich latach obiektywnie najlepszym koszykarzem w historii naszego kontynentu. Dirkzilla to unikatowy gracz i wiemy o tym doskonale. Jego unikalność i geniusz zarazem pokazuje to, że mierzący 213 cm gracz jest jednym z najlepszych strzelców ostatniej dekady jeśli chodzi o obszar, z którego oddawane są najmniej efektywne rzuty - czyli 5-6 metr. Nowitzki jest królem głębokiego półdystansu, a przez lata swojej kariery stał się też bronią w grze 1-na-1. To jeden z tych kilku zawodników, dosłownie trzech-czterech, którzy nie oddają ciężkich rzutów - Dirk kocha ciężkie rzuty, nie ma dla niego pozycji, z których przy swoim wzroście nie jest w stanie oddać rzutu. Steve Nash, Kobe Bryant - to pierwsze nazwiska, które przyszły mi na myśl jako gracze, dla których ciężki rzut jest dobrym rzutem. Dirk jest spokojnie pośród nich

Co więc ma z tym wszystkim wspólnego "Bargs"? Andrea Bargnani też mierzy 7 stóp, też potrafi rzucać, a to już zupełnie wystarcza, by znaleźć się na jednej z najpopularniejszych list w rodzaju "Szukamy drugiego X", czyli liście "szukamy drugiego Dirka Nowitzkiego".

To jeden z bestsellerów i co roku pojawia się nowy Europejczyk tak nazywany, Jeden z nich gra nawet chyba jeszcze dziś w Asseco Prokom. Zauważcie zresztą, że o ile nie szuka się drugiego LeBrona Jamesa, nie szuka się drugiego Dwyane'a Wade'a, Steve'a Nasha czy nawet Kobe'go Bryanta, tak szuka się drugiego Dirka Nowitzkiego. A cały czas mam wrażenie, że nie umiemy nacieszyć się jednym (!)

Jak jednak określić kto ma lub kto nie ma szans zostać drugim Nowitzkim? Andrea Bargnani jest troszeczkę wyższy, troszeczkę bardziej atletyczny, ale technicznie nadal nie dorasta Nowitzkiemu do pięt. A mimo tego od zawsze jest porównywany do Niemca, a ich ostatnie starcie obfitowało w długie minuty porównań w wykonaniu Matta Devlina, komentatora meczów Raptors. Pamiętajcie, że wzorem jest tu  mierzący 213 cm silny skrzydłowy, który rzuca po 26 punktów w meczu, ma od kilku lat jeden z najwyższych USAGE% w lidze (mierzy posiadanie piłki), a przy tym zalicza ledwie jedną stratę w meczu! Tu potrzebne są niebywałe umiejętności techniczne. Ciężko je może docenić, ale nie ma drugiego gracza, który zdobywa powyżej 25 punktów i ma tak mało strat.

Tymczasem Bargnani gra w lidze czwarty sezon i po tym jak zepsuł sobie "nazwisko" zaskakująco słabym drugim sezonem w Toronto, zaczyna zdobywać dobrą markę i czyni to razem z coraz lepiej radzącymi sobie Raptors. To co zaczęło mi najbardziej w nim imponować to jednak wcale nie ofensywa, w której nadal Bargnani pozostaje głównie catch-and-shooterem, ale obrona, gdzie widziałem już Bargnaniego kilkukrotnie radzącego sobie bardzo przyzwoicie w obronie 1-na-1. To nawet "Bargs", a nie Chris Bosh bierze na siebie odpowiedzialność krycia najlepszego ofensywnie podkoszowego rywali.

Czy nie jest to swoją drogą dowód na to, że jeżeli Chris Bosh ma być traktowany jako franchise-player, to Bargnani też powinien znaleźć się w tym kręgu? Ostatnio gdy pojawiły się plotki odnośnie wymiany Ala Jeffersona znalazło się kilka następujących opinii "Jefferson nie może być franchise-player, gdyż jest słabym obrońcą. Franchise-player to ktoś pomocny po obydwu stronach parkietu". Nie zawsze tak się dzieje i akurat Dirk Nowitzki jest tego przykładem. Andrea Bargnani i jego postępy mogą być za to tym co pomoże kibicom Toronto Raptors lżej przyjąć ewentualną utratę Bosha. Zresztą gdybym to ja miał wybierać na dzień dzisiejszy - wybrałbym Włocha, który rzucałby w tym sezonie po 20 punktów w meczu, gdyby nie fakt, że najwięcej piłek idzie do CB4.

Zobaczmy więc jak blisko/daleko ma Bargnani do Dirka. Postanowiłem przyjrzeć się ofensywnej grze Bargnaniego przez pryzmat znakomitych statystyk dostępnych na hoopdata.com. Porównałem przekrój jego prób rzutowych z tymi Nowitzkiego i Mehmeta Okura - też rzucającym wysokim, ale innego typu niż Niemiec.

Statystyki na hoopdata.com pozwalają przyjrzeć się dokładnemu rozkładowi rzutów gracza. Pozycje rzutowe zostały podzielonena pięć obszarów: metr wokół obręczy, poniżej 3 metrów, od 3 do 5 metrów, od 5 metrów do 6 metrów i rzuty za trzy.

Nowitzki jak wspomniałem już króluje na głębokim półdystansie (5-6 metr), gdzie zalicza w meczu najwięcej prób rzutowych. Aby dane były bardziej kompleksowe wziąłem pod uwagę sezon 2008/09 w wykonaniu Niemca. Nowitzki oddawał w meczu aż 7.2 rzutu z 5-6 metrów, trafiając aż 51% z nich. To, że gro z tych rzutów było pozycjami, wynikającymi z jego gry 1-na-1 potwierdza fakt, że  aż 40% z nich nie było asystowane.

Tą grę 1-na-1 Niemca jeszcze lepiej obrazuje fakt, że Bargnani oddaje w meczu dwa razy mniej rzutów z tego obszaru (3.6), trafia tylko 40%, z których asystowane jest jednak aż 85%. To mocny dowód, że na tym etapie kariery Bargnani jest głównie catch-and-shooterem. Nawet w obszarze krótkiego półdystansu (3-5 metrów) aż 77% rzutów Włocha to te, gdy ktoś przy okazji zalicza asystę. W tym samym miejscu Niemiec ponownie góruje swoją techniką użytkową, mając tylko 31% rzutów po asystach.

Tak więc widać tutaj w statystykach ile pracy czeka jeszcze Bargnaniego, by dojść do tej sprawności odpowiedniego pozycjonowania się z piłką i wykorzystywania kozła i swoich warunków fizycznych do wypracowywania sobie akcji rzutowej. Mehmet Okur (statsy z 08/09) jest bliźniaczo podobny do Bargnaniego na dystansie i głębokim pół-dystansie. W zeszłym sezonie Okur trafiał aż 45% rzutów za trzy punkty, z których - uwaga, uwaga - wszystkie były asystowane, ale jeśli oglądacie Utah Jazz to raczej szybko jesteście w stanie sobie wyobrazić jak wygląda większość z tych akcji.

Okur ma jednak jeszcze pozostałości z bycia przyzwoitym graczem tyłem do kosza i na bliższym półdystansie potrafi punktować po swojej grze 1-na-1. Nie dzieje się to jednak często, bo tylko średnio 3 rzuty w meczu w zeszłym sezonie Okur oddawał na obszarze powyżej 1 do 5 metra. Jazz chcą by byłe tego więcej, ale Okur w tym sezonie już niemal nie gości w akcjach post-up.

Jeśli chodzi o wykańczanie akcji pod koszem każdy z tej trójki mieści się w granicach 60-63% co jest wynikiem poniżej średniej jak na podkoszowych. Każdy z nich ma (lub miał) też około 3 takich szans w meczu, Bargnani jest tutaj najlepszym finisherem.

Co więc nam zostaje - trójki. Tutaj podobieństwo Bargnaniego do Okura jeszcze raz się potwierdza. O asystowanych trójkach Turka już wspomniałem, z kolei tylko dwa rzuty za trzy Bargnaniego w tym sezonie nie były wynikiem udanych podań. Włoch trafia 38% trójek, oddając ich po 4 w meczu. To blisko dwa razy więcej niż Nowitzki, ale warto też pamiętać, ze Niemiec też kiedyś chętniej rzucał za trzy.

Tak więc naturalną drogą rozwoju Bargnaniego jest praca, praca i jeszcze raz praca nad techniką użytkową. W tej chwili jest jeszcze za wcześnie, by móc nazywać go drugim Dirkiem Nowitzkiem i robić to zupełnie serio. Na tym etapie kariery "Bargs" jest drugim Mehmetem Okurem, szybszym, z większym zasięgiem ramion, a przez to mającym szansę stać się lepszym graczem niż Okur w swoich najlepszych czasach (które najwyraźniej już za nim). I patrzcie - miało być o Bargnanim, a wyszedł kolejny dowód na to jak wielkim graczem jest Nowitzki - i cały czas mam wrażenie, że niedocenianym.


Podziel się:

komentarze (9) | dodaj komentarz

SKŁADY NA MECZ ROOKIES/SOPHOMORES JUŻ ZNANE

środa, 27 stycznia 2010 16:58

źródło: nba.com


Maciej Kwiatkowski


NBA rękoma Arta Garcii opublikowała co dopiero składy debiutantów i drugoroczniaków na mecz Rookies/Sophomores, który rozegrany zostanie w piątek 12 lutego podczas Weekendu Gwiazd w Dallas.

W drużynie debiutantów zagrają: Jonny Flynn, Stephen Curry, Brandon Jennings, Tyreke Evans, James Harden, Omri Casspi, Taj Gibson, Jonas Jerebko, DeJuan Blair.

Trudno kłócić się o nazwiska z tej listy, ale choć nie mam nic przeciwko grze Jerebki i jestem zaskoczony - pewnie jak Joe Dumars - tym jak szybko stał się efektywnym i skutecznym graczem w Detroit, to myślę, że DeMar DeRozan z Toronto zdobył sobie niegorszą pozycję w Toronto jako gracz pierwszej piątki szóstego teamu na Wschodzie i ostatni miesiąc miał spokojnie na takim poziomie, by znaleźć się w tej grupie.

Pierwszoroczniacy znowu nie mają większych szans w tym starciu. Czemu? Oto skład ich rywali: Derrick Rose, Russell Westbrook, O.J. Mayo, Eric Gordon, Danilo Gallinari, Michael Beasley, Kevin Love, Brook Lopez, Marc Gasol.

Kogoś Wam szczególnie brakuje? Jutro poznamy nazwiska rezerwowych do All-Star Game.

UPDATE, 18:05. Przeoczyłem oczywiście Taja Gibsona i Marca Gasola (oglądam akurat Johna Walla co solidnie rozprasza). John Hollinger tymczasem pisze na swoim twitterze, że każdy ze sztabów asystentów (bo to oni głosowali) musiał przedłożyć na liście minimum cztery nazwiska graczy na pozycjach PF/C. Stąd może wynikać brak DeRozana na tej liście. Czy Ty Lawson ma gorszy sezon niż Blair?


Podziel się:

komentarze (34) | dodaj komentarz

GDZIE JEST ALARM, PYTA CHANNING. SUNS WYLECĄ POZA PLAY-OFFS?

środa, 27 stycznia 2010 7:17



Maciej Kwiatkowski


Po trzech porażkach z rzędu Charlotte Bobcats ugryźli Phoenix Suns po dogrywce, 114:109. Dla obydwu drużyn był to mecz back-to-back, więc szanse były wyrównane. Suns też grali w poniedziałek na wyjeździe, w Salt Lake City gdzie przegrali 115:124. Pomimo zmian w podstawowym składzie i pomimo znakomitej gry ławki rezerwowych w tych dwóch spotkaniach Suns ewidentnie zaczyna brakować tej samej energii, którą mieli na początku sezonu. To Goran Dragic i Channing Frye są teraz gwiazdami, wspomagani przez Robina Lopeza. Dodając do tego Jareda Dudley'a to oni rzucili 43 punkty w pierwszej połowie, gdy Steve Nash i Amare Stoudemire mieli razem ...2. I to po dwóch celnych wolnych Nasha.

Dragić dał znakomitą zmianę, tak samo Frye, który drugi dzień z rzędu trafił aż cztery trójki. Obaj rzucili łącznie 13 punktów jeszcze pod koniec pierwszej kwarty, a w drugiej Suns utrzymali sześć punktów przewagi. Bobcats nie odczepili się jednak, dzięki 18 stratom i jak zwykle słabej defensywie Suns. A że po trzech kwartach sami mieli tych strat tylko 6, to trzymali się w meczu do końca. Na trójkę Steve'a Nasha w crunch-time odpowiedział na 18 sekund przed końcem Stephen Jackson. Dudley nie trafił w ostatniej akcji i doszło do dogrywki, w której Captain Jack zdobył 9 punktów, a Raymond Felton dorzucił 6. Bobcats grali w dogrywce bez wyfaulowanego Geralda Wallace'a, którego zastępował Flip Murray, autor dwóch ważnych trójek w czwartej kwarcie. Nash próbował na różny sposób oszukać Feltona, ale ten zrobił minionej nocy dobrą robotę, bo ...to naprawdę niedoceniany defensor - Nash spudłował aż 15 z 22 rzutów, co nie zdarza mu się często. Jeśli już nawet mijał Feltona i wchodził w serce defensywy, to nie mógł trafić lay-upów pod presją. Nie miał najzwyczajniej dnia, komentatorzy z Phoenix mówili tymczasem, że "miał złe kąty", a Suns nie mieli tego dnia nic od Amare Stoudemire'a, który pierwszą połowę przesiedział z faulami na ławce, a w drugiej był niewidoczny.

Dla Suns to już siódma porażka w dziewięciu ostatnich spotkaniach. Leandro Barbosa pozostanie półtora miesiąca poza grą i tak jak już nawet w listopadzie pisałem "Nie chwalmy dnia..." itd itd. Suns mieli gorący start, ale Nash ma już swoje lata, a Stoudemire i zwłaszcza Jason Richardson nie są po prostu tak dobrzy, by pomóc mu, gdy coraz częściej notuje słabszy dzień. Plus za to, że Dragic i Lopez wyglądają ostatnio naprawdę na solidne elementy przyszłego zespołu. Dragić zwłaszcza imponuje pewnością, choć kozłuje jak "Słoweński Cousy". Jeśli jeszcze możecie to sprawdźcie jego show z poniedziałku, gdy rzucił Jazzmenom 32 punkty. Był to jego drugi rekord kariery z rzędu, bo mecz wcześniej miał 20 "oczek". Nawet jednak to nie pomoże Suns w rywalizacji z grającymi niczym aktualnie piąty zespół Wschodu Bobcats, jeżeli dwie największe gwiazdy zaliczają słabe mecze. Do tego Grant Hill opuścił pierwszy mecz od półtora roku przez uraz biodra.

Lakers grali w Waszyngtonie i w końcu dali radę ofensywnie, trafiając 59% z gry. Lakers łatwo wygrali z Wizards, 115:103. Pau i Kobe mieli po 26 punktów, a Shannon Brown dał mały show w drugiej kwarcie. Ten dunk Browna z dobitki rzutu osobistego (poniżej) to jak podbicie całego Waszyngtonu z Barackiem Obamą w środku. Bardziej byłem jednak podekscytowany (jako, że i tak DeRozan wygra SDC. Brown ma tylko jeden dunk bla-bla. Jestem w TEJ grupie) kilkoma bardzo dobrymi team-plays w wykonaniu Lakers, zwłaszcza w drugiej połowie. Wizards grali zupełnie nieźle, Flip Saunders nawet ich pochwalił, ale wystarczyło, że przespali drugą kwartę, gdzie mieli kupę prostych strat i nieporozumień, a Lakers wypracowali sobie 15 punktów przewagi, które trzymali do końca. Lamar Odom w końcu zagrał dobrze. Zresztą przez większość meczu Lakers nie mieli jakichkolwiek problemów ze zdobywaniem punktów z pomalowanego. Brandon Haywood i Antawn Jamison mogą zbierać po 15 piłek w meczu każdy, ale pierwszy popełnia sporo mentalnych błędów przy tym jak ma się ustawić na pomocy i kiedy przesunąć, a drugi może i robi to lepiej, ale niewiele może wskórać, gdy gra toczy się powyżej jego głowy.

Knicks się odgryźli za 50 punktów porażki na Minnesocie, 40-16 po pierwszej kwarcie. Kings w końcu wrócili do ARCO i coś wygrali, ledwo ledwo z Warriors, 99:96. Corey Maggette miał ciężki wieczór, 3/22, ale naprawdę ciężki. Nie mógł trafić lay-upów, dobitek, nic, piach. I to przeciwko Kings, którzy nagle wyrośli w tym meczu na podkoszowych twardzieli i zablokowali 10 rzutów. To nieprawda (mieli 68 zbiórek - rekord klubu...). Takie rzeczy dzieją się tylko w meczach z udziałem Warriors. Na koniec w Dallas wygrali Mavericks, a Carlos Delfino miał rzut, który mógł wygrać to spotkanie, ale zamiast rzucać z wyskoku wziął przykład ze swojego nieskutecznego kolegi Brandona Jenningsa (38% w sezonie) i próbował floatera prawie, że z linii osobistych. Mavs wygrali jednym punktem, choć przez ostatnie dwie minuty nie mogli trafić nic, a Dirk Nowitzki został okradziony nawet przez Księcia z Kamerunu, który ofiarował szansę dla Delfino. Stało się to po tym jak Argentyńczyk trafił trójkę z 10 metrów na 30 sekund przed końcem. Bucks byli blisko, ale Mavericks znowu się uratowali.

A to, że nie był to jakiś tam fuks (choć był, ale przyjmijmy, że tak musiało być) pokazuje ten mocny, bardzo mocny - jeden z lepszych w tym sezonie - stat:

Mavericks wygrali dziesięć z rzędu spotkań, które kończyły się jednym punktem różnicy. Dotychczas ten rekord przez 50 lat (!) należał tylko do St Louis Hawks - teraz Mavericks go wyrównali.

23.5 punktów, 5.1 zbiórek, 3.5 asyst, 2.5 przechwytu i 47% za 2. Który gracz niebrany pod uwagę przy wyborze do All-Star zalicza takie statystyki w styczniu?

Jedna z lepszych bzdur:  Amare Stoudemire do San Antonio Spurs.




Podziel się:

komentarze (23) | dodaj komentarz

HINRICH I/LUB SALMONS DO WZIĘCIA. KTO SPRAWDZA? LAKERS? BOSTON?

wtorek, 26 stycznia 2010 10:51



Maciej Kwiatkowski

Już dobrych kilka tygodni temu, gdy Chicago Bulls przegrywali jak popadnie czytałem o plotkach  mówiących o ewentualnym pozbyciu się przez "Byki" Kirka Hinricha lub Johna Salmonsa. Teraz Bulls wygrali trzy mecze z rzędu na wyjeździe, ale jako, że wczoraj sprowadzili Devina Browna z Nowego Orleanu te plotki mogą odżyć każdego najbliższego dnia... To nie jest raport zza oceanu - to zwykła intuicja, ale mam nadzieję, że zostaniecie do kolejnego akapitu.

Chicago Bulls mają ok. 37 mln. dolarów w kontraktach na przyszły sezon. Każdy z trzech graczy istotnych dla Bulls znajduje się pod kontraktem. Tych trzech graczy to PG Derrick Rose, SF Luol Deng i C Joakim Noah. Pozostali - nawet udanie spisujący się Taj Gibson - wydają się być do zhandlowania lub do zbycia. Wiadomo też, że Bulls szykują się, by latem tego roku dodać do swojego składu gracza pokroju All-Star.

Co jednak jeśli Bulls zapragną dodać nie jednego, a dwóch All-Star? Co jeśli będą chcieli mieć i Joe Johnsona i Carlosa Boozera? Tu sytuacja zaczyna robić się ciekawsza i wg mnie jest bardzo sensowna. Chicago Bulls przy dobrych wiatrach mogą być przez kilka kolejnych sezonów zespołem z top4 Wschodu, co najmniej. Jeśli tylko zagrają vabanque teraz.

Aby znaleźć dodatkowe pieniądze na drugiego wolnego agenta z wysokiej półki, Bulls potrzebują pozbyć się jednego z dwóch niewygodnych dla nich kontraktów. Kirk Hinrich jest pod umową do końca sezonu 2011/12 i za pozostałe dwa lata otrzyma 17 mln. dol. (9.0 w 10/11). Kontrakt Johna Salmonsa wygasa natomiast latem tego roku, ale Salmons ma opcję przedłużenia go o sezon 2010/11, w którym dostanie 5.8 milionów. Jestem pewien, że z niej skorzysta, biorąc pod uwagę natłok nazwisk i wcale nie tak duże pieniądze do wyjęcia latem 2010 roku (zapowiadane obniżenie salary-cap jako efekt, ale i straszak).

Po zejściu z jednego lub drugiego kontraktu Bulls mogą znaleźć się z sumą zarobków 28 bądź 31 mln. dolarów. To powinno być ok. 26 lub 23 mln. dolarów poniżej salary-cap, jeśli pułap zmniejszy się dajmy na to do 54 mln. dolarów.

Kto więc mógłby być zainteresowany tą dwójką? Sytuacja robi się ciekawsza, bo jedno i drugie nazwisko zdążyło być już w plotkach przyszywane do dwóch kontenderów.

Los Angeles Lakers to organizacja, która mogłaby sprawdzić czy jest możliwość pozyskania Hinricha, czyniąc z niego rezerwowego PG, który pomagałby Derekowi Fisherowi w obronie i nie wydaje mi się, by potrzebował dużo czasu na przyuczenie się taktyki trójkątów. Lakers mogliby w zamian oferować kontrakty Jordana Farmara (1.9 mln. $) i Adama Morrisona (5.3), którzy obaj będą tego lata zastrzeżonymi wolnymi agentami. To nie jest jednak jakaś fantastyczna możliwość dla Lakers, z racji tego, że poza malutkimi umowami DJ'a Mbengi i Josha Powella jedynym prawdziwie kończącym się kontraktem jest ten Dereka Fishera (5.0). Dlatego też Lakers potrzebowaliby znaleźć trzeci team, który widziałby wiele w Farmarze. To nie jest wcale takie trudne jak może się to wydawać. Jestem ciekaw jak będzie wyglądać sytuacja na pozycji rozgrywającego po zakończeniu przez Lakers trasy wyjazdowej. Pewnego dnia Fisher wpadnie bowiem w dołek, z którego się już nie wydostanie. Najgorsze, że nikt nie będzie wiedział czy to już ten ostatni.

John Salmons z kolei to ktoś o kim wspominało się przy okazji Boston Celtics. Salmons pasowałby tam dobrze jako kolejny swingman ball-handler, który z Marquisem Danielsem mógłby zabezpieczyć pozycję rezerwowego PG, dając Eddie'mu House'owi jego ulubione rzuty bez kozła. Przy okazji, a może przede wszystkim Salmons dałby odpocząć w drugiej części sezonu Ray'owi Allenowi i Paulowi Pierce'owi. Mógłby być nawet zabezpieczeniem w sytuacji, w której Allen nie wydostałby się już z dołka w jakim jest teraz. Tutaj też jednak jest mały problem. O ile Bulls mogliby zgodzić się na przyjęcie samych kończących się umów Briana Scalabrine i Tony'ego Allena, to ten drugi ma w Chicago "wyrok śmierci" podpisany przez kogoś kto koniecznie chce go dorwać za coś. To zabawnie brzmi, ale sytuacja sprowadza się do tego, że Allen autentycznie boi się o swoje życie, gdy wpada do "Wietrznego Miasta". Tak więc w grę mogłyby wchodzić dodatkowo pieniądze potrzebne, by Bulls mogli wykupić jego umowę.

Moje pomysły nie będą więc tak łatwe do zrealizowania, ale myślę, że możemy być pewni jednego - Bulls skorzystają z szansy pozbycia się do połowy lutego albo Hinricha albo Salmonsa. Pytanie tylko za jaką cenę to zrobią i czy tym faworytom do tytułu będzie zależeć, by wzmocnić się o dodatkowych, prawie klasycznych role-players - niedocenianych defensorów i zupełnie niezłych strzelców jakimi są John Salmons i Kirk Hinrich.

ps. Tak, wiem. To oznaczałoby w gruncie rzeczy podwojenie ich wartości w przyszłym sezonie i dodanie takiego Hinricha kosztowałoby Lakers aż 18 mln. dol. za sezon 10/11. Z kolei Celtics płaciliby razem 11.6 za Salmonsa, ale nie bądźmy małostkowi Panowie. Tu się wydaje duże pieniądze, a wyścig nadal trwa, co pokazuje chociaż fakt, ze najlepszy obecnie zespół ligi nadal szuka szansy, by się poważnie wzmocnić.


Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

 123456  »

Licznik odwiedzin:  17 067 419 (wersja testowa)

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u