Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 507 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


DALLAS MAVERICKS CZYLI MATCH-UP NIGHTMARE

sobota, 27 lutego 2010 15:52

źródło: lukow.ug.gov.pl

Maciej Kwiatkowski


Del Harris: “It’s genius, really.’’


Jason Terry: “The smartest basketball play I've ever seen in my career,’’

Rick Carlisle: "“An all-time great performance,’’

To był szalony mecz i po pierwszej połowie napisałem na twitterze, że raczej nie zobaczę chyba dziś nic lepszego niż druga kwarta Dallas/Atlanta.

Tak, piszę o meczu, o którym pewnie nie pomyśleliście, że warto obejrzeć. W zasadzie rozumiem Was. Było wczoraj 12 spotkań i grały Wasze ulubione teamy. Z drugiej strony - nudna Atlanta ze swoją half-court offense i izolacjami kontra miękkie Dallas z Dirkiem Nowitzkim i Jasonem Terry'm rzucającymi jeden jump-shot na minutę? Eee. Poczekamy aż jedni i drudzy zagrają z kimś ciekawszym, a niekoniecznie ze sobą. Słyszałem to jeszcze przed meczem. No ale ESPN się wczoraj nie pomyliło.

Jeśliby wyjąć z tego meczu dwa krótkie fragmenty, jeden minutowy w końcówce pierwszej kwarty i drugi na 3-5 minut przed końcem czwartej, to łącznie w przeciągu 180 sekund Mavericks zrobili wynik 20-0. 20 punktów w 180 sekund. Najpierw 8-0, potem 12-0. Jest takie słowo 'eksplozja', ono tu pasuje.

Mavs dyktowali warunki meczu w pierwszej kwarcie, ale Joe Johnson rzucił 17 punktów do przerwy, trafiając seryjnie za trzy, Josh Smith miał kilka genialnych minut w swoim bardzo dobrym występie (tylko trzech graczy od 1986 r. zrobiło 14 pkt, 11 zb, 8 as i 7 prz. w meczu), a Mavericks nie mogli trafić trójki przez trzy kwarty (1/14). Tracy McGrady oddawał/oddaje często z dystansu takie bomby, rzuty niewysokim lobem, po których piłka odbija się na 6 metr i jeśli któremuś z rywali uda się uciec do przodu, a drugi zbierze piłkę, to oglądamy kontry bez kozła wyprowadzone w 1.5 sekundy. Zabójstwo. Teatr Josha Smitha. Hawks mieli sporo takich zagrań w pierwszej połowie, albo Smith znajdywał się gdzieś, gdziekolwiek na boisku, by przechwycić piłkę.

Mavs? Większość rzutów Mavs to były czyste pozycje, w drugiej i trzeciej kwarcie przestali niemal zupełnie trafiać - to nie przydarzało im się ostatnio - ale Kidd gwarantował przynajmniej, że piłka dochodziła tam gdzie trzeba. Była ofensywa - brakowało egzekucji.

Mavericks grali drugi raz z rzędu bez Carona "Straw Bandit" Butlera i wobec tej niemocy strzeleckiej tylko Dirk Nowitzki przez cały mecz trafiał swoje rzuty z odchylenia.  A gdy wydawało się w czwartej kwarcie, że wybornie grająca w ofensywie Atlanta odłoży ten mecz do zamrażarki. Jason Kidd niemal samodzielnie wyciągnął Mavs ze straty 79:90. Nie działo się to też bez wpływu Ricka Carlisle, który w połowie czwartej kwarty zaordynował strefę, odcinając tym samym Hawks od kosza. Tzn nie musiało to być wcale intencją Hawks, by nie szukać szansy z pomalowanego, ale ewidentnie Jamal Crawford i Johnson usiłowali trafić 'daggera' - i nie mogli, i nie mogli i nie mogli, aż w końcu mieliśmy remis, dogrywkę, Hawks nadal rzucali, nie trafili nic przez jej pierwsze 4 minuty. Mavs wygrali 111:103.

53% z gry Dallas w Atlancie, gdzie Hawks są w top6 defensywy. 37 punktów Nowitzkiego, wielkie triple-double J-Kidda, 17 "oczek" Terry'ego, J.J. Barea zbierający najwięcej piłek na tablicach w czwartej kwarcie (serio, ok. 5-6 w obronie i to mimo strefy, która jak wiadomo nie ułatwia opanowania swojej deski), Brendan Haywood z kolejnym double-double plus 3 bloki i Shawn Marion nie forsujący nic, ale trafiający wszystko spod obręczy.

I jak napisałem. Mavericks w pewnym momencie przestali po prostu trafiać, ale nadal grali dobrze. Po tym jednak trafili sześć trójek z rzędu i wygrali spotkanie. Można powiedzieć, że po prostu dobili do średniej (36% za 3 w sezonie, 10 m.).

Nowi Mavericks? Robili podobne rzeczy co w środę przeciwko Lakers. Haywood niby robi to samo co Erick Dampier, ale jest bardziej regularny i nie łapie tylu fauli. Jest mobilniejszy i aktywniejszy w obronie, przez co dochodzi do wjazdów, do których Dampier się ledwo ruszał. Do tego może z dwóch-trzech graczy w lidze zbiera tak dobrze na atakowanej tablicy. Do tego - długo o tym myślałem, ale... - DeShawn Stevenson nawet wzmacnia ten team i dodaje w końcu kogoś kto pójdzie w ogień z każdym zawodnikiem tej ligi (choć po prawdzie wczoraj Johnson trafiał nad nim wszystko w 1 poł.). Zresztą, Butler jest równie agresywny na boisku. To buldog. A pomyślcie co będzie teraz, gdy NBA zabroniła mu koić swoje rozkołatane nerwy żuciem słomek?

Ostatnimi dniami po prostu uwielbiam oglądać Dallas. Ekscytujący team, gdzie nawet jak wchodzi ławka to są przynajmniej 2-3 solidne opcje strzeleckie, a przecież nie grali ostatnio w pełnym składzie. Do tego dochodzi świadomość tego co potrafi zrobić Dirk w końcówce i patrzenie na atak Mavs oczami J-Kidda.

Tak jak jednak zawsze brakowało tam tego elementu lekkiej brutalności, o której przecież marzą kibice każdej z drużyn, która chce walczyć o tytuł (bo czy tak nie jest Lakerlandzie? Denver?), tak teraz to zespół już nie tak jednostronny jak kiedyś, a gdy mówi się o wzmocnieniach trzeba też pamiętać o Marionie, który gra tam dopiero pierwszy sezon. Teraz Mavericks mają podstawową rotację, która może match-upować się z każdą drużyną NBA. Pokazują to po All-Star break. Nie będą mieli problemu z Dwightem Howardem czy Shaqiem, bo mają Haywooda i Dampiera. Z tego samego powodu nie będą mieć problemów z Bynumem i prawdopodobnie też z Pau Gasolem, choć ten już niemal nie jest izolowany w ofensywie Lakers. Carmelo? Jest Shawn Marion. LeBron? Kobe? Są Butler, Marion, Stevenson. Deron Williams? Ostatecznie postawią strefę, ale przecież - znowu - jest Marion, Stevenson.


OK, nie sugeruję, że będą w stanie zatrzymywać ludzi w pojedynkę - "ograniczyć" to lepsze słowo - bo to tak jakbym nie doceniał też poprawionej team-defense w tym sezonie.

Z drugiej jednak strony kto u licha zatrzyma Dirka? Nikt. Ani pechowa miłość z szulerką, ani żaden gracz w NBA. Nowitzki jest nie do zatrzymania jeśli dostanie piłkę tam gdzie lubi, a już Carlisle'a i Kidda w tym głowa, by uruchomić odpowiednie ku temu zagrywki.

Play-offy to czas match-upów, a Mavericks zebrali najwięcej talentu w całej swojej historii, co roku dokładając i niewiele tracąc. I są obecnie najgorętszym teamem w lidze. To już nie to samo Dallas utożsamiane z miękkim Dirkiem czy dającym się łatwo mijać Kiddem. Czuje sie, że są w końcu gracze, którzy za nimi staną i to uskrzydla ich od meczu w Orlando. Ofensywa screen&roll nadal działa idealnie pod Terry'ego i Dirka. Hubie Brown mówił zresztą w trakcie meczu, że być może nie ma też w NBA obecnie trenera, który miałby więcej zagrywek ofensywnych w swoim playbooku niż Rick Carlisle, nazywając go ofensywnym geniuszem. Tymczasem od All-Star break Mavericks są też liderem efektywności defensywnej. I jeśli ograli Lakers i wygrali w Atlancie bez Carona Butlera i Ericka Dampiera, to pomyślcie o tym jak mogą być silni, gdy zgrają się jeszcze lepiej. Wcześniej w pełnym składzie pokonali dobre ostatnio Phoenix i wygrali w Orlando. Od razu .

Wiem, że prawdopodobnie nie jesteście przyzwyczajeni do tej myśli, ale mam nadzieję, że oglądacie mecze, a jeśli nie to mamy bloga, by o tym wspomnieć - Mavericks będą w play-offach takim samym kandydatem do tytułu jak Nuggets i Lakers. Tylko to chciałem napisać.



Podziel się:

komentarze (14) | dodaj komentarz

MICHAEL JORDAN NOWYM WŁAŚCICIELEM CHARLOTTE BOBCATS

sobota, 27 lutego 2010 11:24

Image and video hosting by TinyPic

foto: Walter Ioos jr.

Przemek Kujawiński

No i stało się. Michael Jordan rozpoczyna nowy etap swojej kariery. Jak powiedział rzecznik prasowy Boba Johnsona Jordanowi, w piątkowe popołudnie, udało się zebrać grupę udziałowców (pod wdzięczną nazwą MJ Basketball Holdings LLC) i co za tym idzie wejdzie niebawem w posiadanie Charlotte Bobcats. Innym chętnym do kupna Bobcats był były menadżer Houston Rockets George Postols jednak to MJ miał pierwszeństwo.

Jako, że Jordan jest współwłaścicielem klubu od 2006 roku i "maczał palce" w większości ruchów kadrowych Bobcats, w Charlotte nikt nie spodziewa się większych rewolucji. Jordan, który dotychczas zajmował się 'operacjami koszykarskimi' teraz uzyska wpływ na wszelkie decyzje dotyczące klubu. Jak sobie z tym poradzi? Podejrzewam, że wciąż będzie mu się wypominać Kwame Browna i Adama Morrisona ale pamiętajmy też, że to MJ stoi za zatrudnieniem trenera Larry'ego Browna i pozyskaniem Stephena Jacksona. Póki, co jego kariera w tym biznesie miała swoje wzloty i upadki ale przecież podobnie było z jego karierą jako zawodnika. MJ nie od razu zaczął kolekcjonować tytuły mistrzowskie.

Jestem ciekawy jak Jordan wejdzie w swoją nową rolę. Czy mamy się spodziewać powrotu w światła reflektorów, wyzywania Marka Cubana na mecze jeden na jeden i trash-talk'u w czasie spotkań Bobcats, czy też raczej Michael będzie jednym z tych "nudnych" właścicieli, o których nikt nigdy nie słyszał i będzie się starał rządzić z cienia. Jednego możemy być pewni, natura Jordana nie pozwoli mu mierzyć w cele niższe niż mistrzostwa. Michael jeszcze raz wznoszący puchar? Tak, to jeden z widoków, które chciałbym zobaczyć. W NBA brakowało Jordana i kto wie, czy Michael znów nie da "w czasach kryzysu" impulsu do rozwoju tej ligi. Jeśli nie mieliście do tej pory powodów by kibicować Bobcats to właśnie jeden wam przybył.



Podziel się:

komentarze (6) | dodaj komentarz

STARY BAK - NOWE PALIWO, 40 PUNKTÓW WESTA, BYNUM UKARANY

sobota, 27 lutego 2010 8:08

źródło: Getty Images

Maciej Kwiatkowski

Świetna noc. 12 spotkań, cztery z dogrywkami (wyrównany rekord NBA). W pewnym momencie mieliśmy trzy dogrywki na raz. Ewidentnie liga zaczyna się rozkręcać, jak zwykle o tej porze po All-Star Weekend. Kilka wielkich indywidualnych dokonań plus Jason Kidd jest wszędzie gdzie nie spojrzę (ESPN, Yahoo). O, tutaj też.




Podziel się:

komentarze (19) | dodaj komentarz

KOSZYKARSKIE IQ? JASON KIDD JEST NA SAMYM SZCZYCIE

sobota, 27 lutego 2010 5:56
Maciej Kwiatkowski


(Wielka noc w NBA, mam nadzieję, że nie spaliście)


OK. Jest wielu zawodników w NBA z być może wcale niegorszym koszykarskim IQ niż Jason Kidd. Tim Duncan, Steve Nash, Kevin Garnett, LeBron James chociażby. Kobe Bryant też jest z pewnością w tym gronie, ale pamiętacie co mówił Bryant o grze z Kiddem podczas Igrzysk i rok wczesniej w FIBA Americas? Albo czemu weteran Kidd zaczynał mecze w pierwszej piątce amerykańskiej kadry w Pekinie, skoro za jego plecami byli Chris Paul i Deron Williams?


Zresztą. Jason Kidd gra od tak dawna, że nie ma sensu tu przytaczać historii, które mają dowieść temu o czym powinniście wiedzieć dobrze.


Krótko: J-Kidd zaliczył 104 triple-doubles w swojej karierze, a w tym sezonie znowu jest liderem w skuteczności za trzy w swoim zespole (w którym grają tacy strzelcy jak Dirk czy Terry). A przecież kiedyś nazywano go "Ason Kidd".


Uwielbiam weteranów. Na to co młode i atletyczne jeszcze przyjdzie czas, ale póki mamy w grze takich weteranów jak Kidd nikt nie powinien skazywać ich z góry na równie pochyłą i nie zauważać ich gry (!). A pamiętam dobrze co działo się, gdy Mavericks oddali za niego Devina Harrisa.


Podczas (znakomitego) meczu minionej nocy Mavericks przegrywali już jedenastoma punktami na ok. 4 minut przed końcem, by zrobić run 12-0 w 99 sekund. Gdy mecz był na styku, na 1:37 min. przed końcem czwartej kwarty Kidd wbiegł rozpędzony w ...Mike'a Woodsona, trenera Atlanty Hawks, który zagapił się i wszedł około metr w głąb parkietu.

"Zobaczyłem go na parkiecie i po prostu musiałem coś zrobić. Musiałem coś wymyślić. To było instynktowne. On nie powinien się przecież w tym czasie znajdować na boisku, ale z jakiegoś powodu trenerzy lubią się pokazywać na parkiecie w trakcie meczu. Zrobiła się z tego jakaś moda... Jestem zaskoczony, że to co zrobiłem nie dzieje się częściej".


Sędziowie po naradzie odgwizdali słusznie faul techniczny na Mike'u Woodsonie, Dirk Nowitzki trafił rzut wolny, Mavs doprowadzili do dogrywki, w której kontynuowali dalej swoją świetną grę. Wygrali 111:103.

Jason Kidd zdobył 19 punktów, trafiając 3 trójki w crunch-time, dodał 16 zbiórek i 17 asyst.

Tylko dwóch koszykarzy od 1986 r. (od tego roku Basketball-Reference dysponuje bazą danych z game-logami) zaliczyło takie osiągnięcie: Magic Johnson i Jason Kidd ...teraz już dwa razy.

Popołudniu w day-to-day więcej o samym meczu i o tym czemu Dallas Mavericks w końcu muszą być brani na poważnie jako kandydat do mistrzostwa - innym razem. 6-1 od All-Star break, wygrane z LA Lakers, Phoenix, Miami i na wyjeździe z Orlando i Atlantą.

Mike Woodson:  "Zrobił to co musiał zrobić. Poniosłem zasłużone konsekwencje"



Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

ALVIN ROBERTSON OSKARŻONY O... HANDEL LUDŹMI

piątek, 26 lutego 2010 22:11
Były zawodnik San Antonio, Milwaukee, Pistons i Raptors Alvin Robertson został oskarżony o udział w porwaniu i zmuszaniu do seksu i stripteasu 14-letniej dziewczynki. Zarzuty seksualnej napaści na dziecko, handlu dziećmi w celach seksualnych i zmuszania do czynności seksualnych postawiono też 6 innym osobom w tym dziewczynie Robertsona (który jako jedyny z tego grona wciąż przebywa na wolności). Nie jest to pierwszy przypadek konfliktu z prawem w przypadku 4-krotnego All-Star. W 1990 roku spędził miesiąc w więzieniu za pobicie swojej byłej żony. W 1997 roku skazano go na rok więzienia za wykorzystywanie swojej byłej dziewczyny. W 2007 roku aresztowano go ponownie z powodu zarzutów związanych z przemocą domową. To o co jest oskarżony obecnie przebija jednak wszystko. Jeśli zarzuty okażą się prawdziwe David Stern powinien poważnie się zastanowić jak wymazać quadruple double  Robertsona z ksiąg ligi... pk

Roman Polański byłby dumny. Sick! 

Update: Po przemyśleniu sprawy zdałem sobie sprawę, że nieco mnie poniosło. Nie mam zamiaru zmieniać tego, co napisałem wcześniej ale zdaję sobie sprawę, że Robertsonowi nic jeszcze nie udowodniono i oceniam go przede wszystkim na podstawie jego wcześniejszych "wyczynów". Są to pewne podstawy ale wciąż nie na tyle duże, żeby palić kogoś na stosie. Poczekajmy więc na wyrok sądu.


Podziel się:

komentarze (22) | dodaj komentarz

DAY-TO-DAY: GDZIE CAVS STRACILI SHAQA, ALE ODKRYLI COŚ

piątek, 26 lutego 2010 16:08

Maciej Kwiatkowski

CLEVELAND 108, BOSTON 88

Kiedy Cleveland Cavaliers stracili Shaquille'a O'Neala w drugiej kwarcie (kontuzja prawego kciuka), Mike Brown nie miał wyjścia i rozpoczął drugą połowę z duetem Anderson Varejao (14 pkt, 10 zb) i Antawn Jamison, którego pod koniec trzeciej kwarty zmienił J.J. Hickson. Boston Celtics mają w tym sezonie spore problemy z szybszymi i atletyczniejszymi podkoszowymi (0-4 z Atlantą), gdy Mo Williams (19 pkt) prawdopodobnie potrzebował dostać w oko (już nie pamiętam od kogo), by w przeciągu chwili odnaleźć swój strzelecki sznyt w drugiej połowie. Oczywiście nie przeszkadza każdemu z nich - Hickson, Varejo, Williams - że nad wszystkim kontrolę sprawował LeBron James (36 pkt, 9 as), dostarczając czy to podania na trójkę do Mo Ammo, czy też rzucając alley-oopy do Hicksona, czy do ścinającego Varejao jeszcze w pierwszej połowie. Cavaliers zaczęli grać szybciej, bardziej kombinacyjnie.


To była historia dwóch jakże róznych połów w wykonaniu Celtics, czyli coś co w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy widzieliśmy tak często. Tym razem grając bez Paula Pierce'a zabrakło opcji ofensywnych, gdy zatrzymany został fantastyczny na starcie Rajon Rondo (brał bezpośredni udział w 12 z 14 rzutów z gry Celtics w 1q). Sprawa jest jednak prosta: jeśli wybijasz piłkę często zza linii końcowej, to nie masz szans przyspieszyć gry, a o to chodziło Bostonowi. Dopóki Celtics potrafili trzymać Cavs z dala od obręczy w pierwszej połowie - grali szybko i płynnie. Kierowani przez Rondo trafiali aż 70% w 1q i 60% do przerwy.

Celtics mieli nawet dziesięć punktów przewagi na początku drugiej połowy, ale Cavaliers poprawili defensywę i po przerwie gospodarze trafili kuriozalne 9/41 z gry... Zresztą. Varejao powinien otrzymać jakieś głosy w plebiscycie na najlepszego obrońcę sezonu. U mnie miał na półmetku trzecie miejsce, ale róznica w tym jak bronił Varejao, a jak w pierwszej kwarcie O'Neal i Jamison była kolosalna.

Pierwsza najważniejsza kwestia, od której Celtics zaczęli - bardzo dużo pick&rolli z udziałem Rondo, by wyciągać Shaqa jak najdalej od kosza. To przynosiło skutek, bo Shaq nie bardzo chciał się ruszać spod obręczy. Gdy jednak zszedł z parkietu i zastąpił go Varejao, Cavs mieli zupełnie innego obrońcę. Varejao przede wszystkim wychodził wysoko do zagrań dwójkowych, za linię za trzy, odcinając Rondo możliwośc podejmowania łatwych decyzji. To piękna defensywna sztuka podkoszowych. Wydaje się, że to takie proste, ale gdy poogląda się mecze, to doprawdy niewielu wysokich potrafi tak aktywnie bronić na obwodzie. Kiedyś znakomicie robił to Kevin Garnett (10 pkt, 10 zb), ale teraz gdy nie ma już tej mobilności - nie zawsze wychodzi już tak aktywnie. Dodatkowo KG, choć miał 5 asyst w tym meczu - grał bardzo pasywnie w drugiej połowie, bardzo rzadko domagając się piłki. Gdy Jamario Moon przykrył lepiej Ray'a Allena (21 pkt.) (Anthony Parker jest dobrym obrońcą na piłce, ale dużo gorzej biega po zasłonach, dzięki czemu Allen błyszczał w 1 poł.), a Rondo został odcięty od penetracji - Celtics po prostu nie mogli zdobyć punktów.

Oczywiście James robił swoje. Celtics nie mieli na niego obrońcy, bez Pierce'a i z grającym z wysoką gorączką Marquisem Danielsem, ale gdy Mo Williams trafił trzy szybkie trójki na starcie czwartej kwarty, Celtics poszli na deski. Mają bilans 2-8 z Atlantą, Cleveland i Orlando, z czego ani razu nie pokonali jescze którejś z tych drużyn u siebie (0-5). Potrzebują jak najszybciej wrócić do gry Pierce'a, którego bardzo mocno brakowało w drugiej połowie, ale biorąc pod uwagę historię tego sezonu, nie jest wykluczone, że zanim wróci, to nie stracą z powodu kontuzji kogoś innego.

Cavaliers natomiast odkryli tym meczem, że aby pokonać Celtics nie potrzebują wcale swoich dwóch wieżowców, Shaqa i Ilgauskasa. Po tym jednak jak Shaq opuści (zapewne) kilka spotkań, w przyszłości może wrócić do nich problem Jamisona i O'Neala broniących pick&rolle, pierwsza połowa pokazała go bardzo dobitnie - Stan Van Gundy z Jameerem Nelsonem i Vince'm Carterem powinni sobie ją wspólnie obejrzeć. Tym bardziej, że Williams też ma swoje problemy z kryciem rozgrywających. Czy Cavaliers będą w stanie skutecznie bronić w takim wyjściowym składzie? Kontuzja Shaqa i brak Ilgauskasa nie ułatwią znalezienia odpowiednich rotacji, a w ewentualnych starciach z Orlando czy LA Lakers, Cavs nie będą mogli sobie pozwolić na taki small-ball jak minionej nocy z Celtics.


Podziel się:

komentarze (19) | dodaj komentarz

MO AMMO, KONTUZJA SHAQA, THABEET W D-LEAGUE

piątek, 26 lutego 2010 8:17



Maciej Kwiatkowski


Day-to-Day jak i wczoraj popołudniu. Tymczasem poniżej coś co może zainteresować Was do tego czasu:

Wyniki: Cavaliers rozbili Celtics w Bostonie

NBA: Hasheem Thabeet zesłany do D-League


NBA: Kontuzja Shaquille'a O'Neala

NBA współpracuje z ligą gejowską w San Francisco


Tabele



Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

HASHEEM THABEET ZAGRA W D-LEAGUE

piątek, 26 lutego 2010 7:51
Jak podają źródła zbliżone do drużyny Memphis Grizzlies numer 2 zeszłorocznego draftu Hasheem Thabeet zostanie odesłany do występujących w D-League Dakota Wizards. Jeśli do tego dojdzie Thabeet zostanie pierwszym graczem zaplecza NBA wybranym z tak wysokim numerem. Przed nim,  ten niezbyt przyjemny rekord, dzierżył Martell Webster wybrany z numerem 6 w 2006 roku i odesłany przez Portland Trail Blazers, na pewien czas, do Fort Worth Flyers. Thabeet w swoich dotychczasowych występach w barwach Grizzlies zdobywał średnio 2,5 punku, 3 zbiórki i trochę ponad blok grając przeciętnie po 10 minut w meczu. Ostatnio Lionel Hollins nie pozwalał mu jednak nawet na tyle spychając go w rotacji za Hameda Haddadi'ego. Irańczyk poczyna sobie w ostatnich spotkaniach na tyle dobrze, że najwyraźniej władze klubu z Memphis uznały, że lepsze dla rozwoju Thabeeta będzie odesłanie do drużyny, w której będzie mógł liczyć na regularne występy niż bezproduktywne spędzanie czasu na ławce rezerowych. pk


Podziel się:

komentarze (15) | dodaj komentarz

DAY-TO-DAY: GDZIE DWIGHT I MANU POBILI CZWARTOKLASISTÓW

czwartek, 25 lutego 2010 16:15



Przemek Kujawiński

ORLANDO 110, HOUSTON 92

Marcin Gortat (7 punktów, 7 zbiórek) dostał wczoraj swoją szansę wyjątkowo wcześnie. Dwight Howard zdążył złapać 2 faule w 22 sekundy i poszedł odpocząć po rozgrzewce. Rockets nie są jednak zespołem, który byłby w stanie w znaczący sposób wykorzystać brak Howarda. Dość powiedzieć, że ich drużyna wyglądała przy Magic niczym czwartoklasiści mierzący się z kolegami ze starszej klasy. Niby wyglądali jakby im bardziej zależało, biegali i wymieniali podania a i tak w końcu rozbijali się na którymś z podkoszowych Orlando. Ryan Anderson wyglądał chwilami jak Dikembe Mutombo...

Magic szybko uzyskali przewagę, grając swoją koszykówkę. Gortat wreszcie przestał się cackać z lay-upami  i po prostu ładował piłki z góry. Nelson (17 punktów, 9 asyst) i Carter (16 punktów, 7 asyst) albo rzucali swoje jumpery, albo rozrywali strefę gospodarzy wejściami pod kosz. Jednym słowem wszystko w najlepszym porządku plus Howard, który mógł przeciwko "wysokim" Houston trochę poszaleć. Dwight (30 punktów, 16 zbiórek, 11-11 z gry) wrócił w drugiej kwarcie i do końca połowy zdołał zrobić 12 punktów i 8 zbiórek. Magic schodzili do szatni prowadząc 20 punktami i można powiedzieć, że w tym momencie mecz się skończył.

Zawodnicy Orlando czuli się chyba w drugiej połowie jak w garbage time. Stan van Gundy musiał przeżywać katusze widząc jak jego zespół raz po raz rzuca nieprzygotowane trójki. Szczególne natchnienie miał J.J. Redick, który próbował w tym czasie 6 razy. Magic rzucali 31 razy z dystansu trafiając raptem 9 podczas, gdy Rockets wykorzystali połowę ze swoich 24 rzutów za trzy i tylko dzięki temu byli w stanie  zbliżyć się w pewnym momencie na 11 punktów. 4 razy trafił Aaron Brooks (24 punkty, 8 asyst, 6 zbiórek), 3 trafienia dołożył Shane Battier (14 punktów, 9 zbiórek). Kevin Martin (19 punktów) nie wszedł  w mecz zbyt dobrze, swoje pierwsze punkty z gry  rzucając dopiero  w trzeciej kwarcie. Od tego momentu jednak się  rozochocił i pokazał nam to z czego znany był w Sacramento. Jak zawsze też regularnie wędrował na linię. Był zresztą jedynym zawodnikiem, który potrafił zmusić obronę Magic do użycia środków ostatecznych. Będzie z niego w Houston jeszcze dużo pociechy.

*
Last night Dwight Howard became 1st to record 30+ points and 15+ rebs w/o missing a FG (min. 10 FGAs) since Wilt in '68-69.


Maciej Kwiatkowski


LA LAKERS 96, DALLAS 101


Dobry Kobe, zły Kobe (20 pkt, 9/23). Shawn Marion spudłował i Lakers mieli 30 sekund do końca meczu, trzy punkty straty i Kobe'go, który kozłował piłkę wzdłuż linii bocznej, starając się skomunikować z Philem Jacksonem po drugiej stronie parkietu. Był moment zawahania, gdy wydawało się, że Bryant czeka na time-out, a gdy go nie otrzymał tuż po tym podjął decyzję, by grać o posiadanie jeszcze jednej pozycji w ostatnich sekundach. Kłopot w tym, że gdy oddawał swój rzut za trzy na zegarze było już tylko 27 sekund do końca, a po zbiórce już 2.5 mniej. Pau Gasol nie zdążył nawet dojść z pick&rollem, Bryant odpalił rzut z 8 metrów. Gdyby trafił - byłoby to wielkie trafienie, ale decyzja sama w sobie była zła. Lakers mogli poszukać lepszego rzutu, albo po prostu wziąć time-out i rozrysować akcję od nowa. Mavericks zebrali piłkę, Jason Terry trafił dwa rzuty wolne i było po wszystkim.

Lakers zagrali jednak lepszy mecz niż we wtorek w Memphis. Przez trzy pierwsze kwarty było to świetne spotkanie, gdzie znakomita egzekucja w ataku przewyższała niewiele gorszą obronę. Mavericks tuż przed meczem dowiedzieli się, że nie zagra Caron Butler, więc Rick Carlisle zaryzykował i wystawił do gry DeShawna Stevensona. To okazał się zaskakująco dobry pomysł i blisko kryty Bryant nie mógł trafić w pierwszej kwarcie (0/5) i miał też problemy w trzeciej. Dopiero gdy Stevenson usiadł i na Kobe'm zaczął grać Shawn Marion - było mu zdecydowanie łatwiej znajdować sobie miejsce do rzutu po krótkim dryblingu. Marion robił jednak co mógł i nie starał się przeszarżować z agresją, dzięki czemu jeszcze na ponad minutę przed końcem Kobe mógł oddać podobną, niecelną trójkę z 8 metra, ale na szczycie linii za trzy.

W czwartej kwarcie zabrakło Lakers koncentracji i dali się wpędzić w kłopoty z faulami już po trzeciej minucie. Mavs pierwszy rzut z gry trafili dopiero na sześć minut przed końcem, ale w kilka minut Dirk Nowitzki (31 pkt, 9 zb, 11/11 na linii) trafiał po kolei nad Lamarem Odomem, Kobe'm czy Derekem Fisherem.

Gdy Mavs dowiedzieli się, że nie będzie mógł zagrać Butler - okazało się też jasne, że Jason Terry (30 pkt, 4/8 za 3) będzie musiał koniecznie wejść w swoją rolę drugiego strzelca. I wszedł, podrywając publiczność - z Jay'em-Z i Beyonce w pierwszym rzędzie - wielokrotnie.


Brendan Haywood był kluczowy w ograniczeniu przewagi Lakers pod koszem. Po to został sprowadzony. Jest trochę mobilniejszy niż Erick Dampier, grał 39 minut, miał 5 bloków i 4 zbiórki w ataku. Derek Fisher spudłował 10 rzutów, oddając ich 13 czyli tylko o pięć mniej niż łącznie Pau Gasol i Andrew Bynum. Pau już od dłuższego czasu nie może znaleźć swoich klepek na parkiecie. Jest problem używania razem Gasola i Bynuma, na czym w tym sezonie cierpi ofensywa Lakers, grając bez swojego blasku, bez porywającej passing-game pod koszem z poprzednich dwóch sezonów. Ten pierwszy nie czuje się jak "the man" w polu trzech sekund, którym uwielbia być i w ostatnim miesiącu częściej widziałem go sfrustrowanego niż zadowolengo z gry. Hiszpan chyba nie jest w pełni wykorzystywany i może to już czas zrezygnować z pomysłu Gasol - Bynum, wstawiając do piątki Lamara Odoma (21 pkt, 7 zb, 5 as, 8/11). Odom dobrze rozumie się z Artestem i dobrze rozumie się z Gasolem. Z kolei na linii Gasol-Artest, tak jak się obawiano tego przed sezonem jeszcze nie zaiskrzyło. Jedyny kłopot, to jak w roli rezerwowego odnalazłby się Bynum i jak wpłynęłoby to na jego rytm gry, ale nie zdziwię się, jeśli niebawem dojdzie do przetasowania. Tym bardziej, że mówiono już o tym pod koniec zeszłego tygodnia.

* Kobe Bryant averaged 16.3 ppg vs Mavericks this season - the lowest vs any team since 1998-99 (LAC 13.5).



OKLAHOMA CITY 87, SAN ANTONIO 95

Pisałem w poniedziałek o problemach San Antonio Spurs. Tim Duncan ujął to przed wczorajszym meczem równie kompleksowo - chemia, defensywa, atak. Small-ball? Mnóstwo. Zwłaszcza wczoraj. Jeśli Spurs udałoby się przed playoffami wedrzeć jakoś do pierwszej czwórki Zachodu i gdyby udało im się jeszcze trafić na Oklahomę City (lub Portland), spodziewam się czuć się przechytrzonym przez Gregga Popovicha, ale póki co tylko w takim wypadku.

Thunder po prostu nie mają jak zatrzymać Tima Duncana (19 pkt, 15 zb, 6 as) - mają tylko Nenada Krstica i niejako dowód na to, że aby liczyć się w walce o coś więcej będą koniecznie potrzebować lepszego defensora w pierwszej piątce na pozycji centra. Jest to też problem Spurs, ale gdy te dwie drużyny spotkały się ostatni raz - DeJuan Blair rozegrał swój najlepszy mecz w karierze. Przez trzy kwarty Spurs sumiennie starali się kierować piłkę do Duncana i grać przez niego. Thunder nie mieli obrońcy, który mógłby próbować kryć Duncana 1-na-1, więc próbowali go podwajać czy to z góry od linii za 3, czy to z tyłu, usiłując wybrać piłkę przy linii końcowej, czy to najzwyczajniej dochodząc do niego z drugiej strony trumny.

Duncan mógł znów rozdzielać piłkę, zaliczając 6 asyst - dwie pod kosz, trzy klasycznie za linię za trzy punkty, gdzie Spurs mieli sporo czystych pozycji i poza Michaelem Finley'em (0/4), który dopiero szuka rytmu, trafili niezłe 5/13.

Oczywiście historią tego meczu była przerwana passa Kevina Duranta (21 pkt, 12 zb). KD nie miał dnia, oddawał nad obrońcami rzuty, które zwykle wykonuje ale na dytansie spudłował aż 9 z 11 prób. Z kolei Russell Westbrook miał kilka fatalnie wykończonych lay-upów (0/5) i tutaj w grze tej dwójki było widać trochę tzw back-2-back legs. Tylko Jeff Green mógł uratować Thunder, gdyby w każdej akcji decydował się na wejścia pod kosz (6/8) - Spurs nie pierwszy raz gdy widziałem nie mieli w ogóle match-upu na ex-skrzydłowego Kansas.

Manu Ginobili (26 pkt, 9 zb, 4 as) przejął ten mecz w ostatnich pięciu minutach. Totalnie, bo po obydwu stronach boiska. Zaliczył być może blok roku, przesądził wynik trafiając swoją pierwszą trójkę (Spurs tylko 11/42 spoza trumny, ale byli 30 razy na linii), a po chwili fenomenalne podanie - jak tylko Ginobili potrafi - do Hilla na rzut za trzy. Popovich zdjął nawet Tony'ego Parkera w końcówce meczu i dał piłkę w ręce Ginobiliego, który grał wysokie pick&popy. Spurs mieli też jednak cichego bohatera w końcówce - Hill, który trafił wspomnianą trójkę, ale który też zebrał dwie piłki w ataku, przez co już na minutę przed końcem mecz był w zasadzie rozstrzygnięty.




Podziel się:

komentarze (10) | dodaj komentarz

JASON TERRY - LAKERS KILLER, ILGAUSKAS WOLNY, FERNANDEZ NIE

czwartek, 25 lutego 2010 7:18


Day-to-Day wrzucimy popołudniu. Tymczasem kilka rzeczy, które rano mogą Was zainteresować:


Wyniki: Osłabieni Mavericks pokonali Lakers

Wyniki: 7 punktów Gortata. Wielki mecz Howarda

Tabele

NBA: Wizards wykupili Ilgauskasa

Real Madryt chce Fernandeza


25 lutego, czwartek

Indiana Pacers - Milwaukee Bucks
Boston Celtics - Cleveland Cavaliers
Golden State Warriors - Denver Nuggets


mk

ps. Musicie sprawdzić blok Ginobiliego na Durancie.



Podziel się:

komentarze (12) | dodaj komentarz

 12345678  »

Licznik odwiedzin:  17 067 437 (wersja testowa)

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u