Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 507 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


POZNAJCIE TEDA ST. MARTINA

wtorek, 31 sierpnia 2010 12:51
Marek Dziuba

Pamiętacie swój życiowy rekord w rzutach osobistych? Myślicie, że to dużo? Pochwalcie się w komentarzach, ale zanim to... poznajcie pewnego pana:

Ted St. Martin.

Być może
już kiedyś to nazwisko obiło Wam się o uszy. Mowa o najlepszym na świecie wykonawcy rzutów osobistych, który jednak nigdy nie grał w NBA i chyba tylko dlatego pozostaje wyjątkowo anonimowy. Zapytacie w takim razie, "co takiego osiągnął?"

Ted piętnastokrotnie bił własny rekord Guinessa pod względem trafionych rzutów osobistych z rzędu. Zaczął w 1972 roku.


Moje oczy niemal wyszły z orbit, a szczęka długo leżała na podłodze, kiedy przeczytałem, że w 1996 roku ustanowił ostatni, ciągle aktualny rekord w tej kategorii. Uwaga. Trafił 5221 osobistych z rzędu. Pięć tysięcy dwieście dwadzieścia jeden rzutów bez pudła! Zajęło mu to ponad siedem godzin! Wyobrażacie to sobie? nie-sa-mo-wi-te!


Ted ma obecnie 75 lat i prowadzi normalne, skromne życie.
Mimo dwóch operacji barków uważa, że wciąż mógłby ograć w pojedynku na osobiste każdego koszykarza z NBA. Chętnie oferuje swoją pomoc - przede wszystkim dzieciom - bo o dziwo nie spotyka się ona z głębszym odzewem graczy z NBA. A jak sądzi, każdemu chętnemu do nauki jest w stanie podźwignąć skuteczność FT do 90%.

Shaq i Ben Wallace powinni pytać o numer telefonu...

Jeśli zainteresowała Was osoba Martina, zachęcam Was więc do zapoznania się z artykułem Tima Povtaka (fanhouse.com).
Warto.

St. Martin: "Od zawsze zaskakiwało mnie to, dlaczego tak dobrzy sportowcy są tak słabymi wykonawcami rzutów osobistych. Zarabiają tyle pieniędzy, ale przegrywają mecze, bo nie potrafią trafiać takich rzutów. Nie wygląda też, aby się tym jakoś szczególnie przejmowali. To źle. Wsady nie wyglądają już dla mnie tak fajnie, kiedy widzę, że koszykarz nie potrafi trafiać osobistych."


Podziel się:

komentarze (53) | dodaj komentarz

USA 70, BRAZYLIA 68, CZYLI PRZERWANA LEKCJA FORTEPIANU

wtorek, 31 sierpnia 2010 5:14
Maciej Kwiatkowski

Tegoroczny Team USA to zespół rezerwowy. Zespół rezerwowych, np pod koszem jak hmm niech pomyślę, Lamar Odom, Tyson Chandler i Kevin Love. Zespół ma jedną gwiazdę, jednego człowieka, który może oddać rzut w każdej chwili, z każdego miejsca, nad kimkolwiek. Ma też rezerwowego go-to-guy i nie mówię o Rudy'm Gay'u. To 33-letni macho-weteran Chauncey Billups (15 pkt., 5/12). To Chauncey trafił najważniejszy jak się okazało rzut, na 51 sekund przed końcem wchodząc z góry pod kosz po pick & rollu z Lamarem Odomem.

Jednak po raz pierwszy w kwarcie Brazylijczykom udało się trafić dwa rzuty z rzędu. Nagle Amerykanie mieli dwa punkty przewagi i 33 sekund do końca. Ta okrutna czwarta kwarta, w której obydwa teamy rzucały poniżej 25% zmierzała bardzo powoli ku sensacyjnemu rozstrzygnięciu. Recap

Dygresja: czułem się trochę nieswojo, pewnie jak Igor Griszczuk widząc jak w końcówce meczu z Belgią Thomas Kelati zostawał w izolacji daleko na przeciw kosza. Następni po koźle w bok - bo akurat w tym roku Polakiem został Amerykanin nie mijający do przodu - rzucał za trzy. Raz trafił, drugi raz nie, to 50-procentowa, znakomita skuteczność, skrajnie wysoka efektywność w crunch-time, ale poza tym że były to dwie identyczne akcje - jeszcze raz dotarło do mnie, że w sytuacjach krytycznych, meczowych, gdy wynik leży na linii zespoły tak często uciekają się do jednego zawodnika i jak wiele w postrzeganiu tego zmienił Michael Jordan.

Dlatego więc Kelati dwa razy znalazł się w identycznej sytuacji. I pomijając już nawet to, że Łukasza Koszarka w tym głowa - bo powinien być mądrzejszy niż onieśmielony Griszczuk - że w ogóle do tego doszło, sam fakt, że w ósmym meczu kwalifikacji, po 280 minutach gry nasz zespół postawiony w sytuacji krytycznej, w niekomfortowych warunkach traci wszystkie koncepcje, gubi cały notatnik z zagrywkami, i nie znajduje żadnej czystej pozycji został tak naprawdę wyśmiany. I chciałem być delikatny, bo zrobili to Belgowie, którzy akurat mieli i znali swoje zagrywki - to było niesprawiedliwe, jak mogli, przecież umawialiśmy się przed meczem etc. Co z tego że mieli zagrywki - mieli po nich czyste pozycje albo uciekali nam za plecami.

Poczułem się głupio. Proszę Griszczuka o ujawnienie swoich aktualnych badań lekarskich, ponieważ prawie jestem pewien, że na starcie trzeciej kwarty i w końcówce meczu stracił puls.


Jak to się ma do Teamu USA? Ostatecznie Billups po pierwszym udanym picku z Odomem zdecydował się zrobić to jeszcze raz i ustawił go sobie ponownie na 7 metrze. Tym razem poszedł w lewo i znalazł  w prześwicie rzut za trzy, niezły, ale nie trafił.  Nagle Brazylia miała szansę i Marcelinho Huertas prawie został bohaterem dnia. Tak naprawdę zabrakło może pół centymetra, aby Huertas na trzy sekundy przed końcem trafił z faulem i miał jeszcze rzut wolny przy stanie 70-68 dla USA. Założę się, że wtedy nie spudłowałby pierwszego.

Dlaczego jednak wcześniej piłka była w rękach Derricka Rose'a, dlaczego miał ją Lamar Odom. Pamiętam mecze, w których Bulls mogli polegać tylko na jednym graczu i nigdy nie zapomnieliby o nim w crunch-time.

Przez ostatnie pięć minut meczu Kevin Durant nie oddał rzutu.

Raz zrobił kroki i potem znowu zapomniał o nim Rose, zapomniał Billups. I w zasadzie wiem, że Billups miał ten mecz pod kontrolą i wiem, że mało brakowało, a Huertas stałby się Mr Big Shot Huertasem. Wiem też, że widziałem to już mnóstwo razy - Billups o ułamek sekundy, śmiejąc się z ciebie, prosto w twarz, adwokat diabła, pogromca pogromców.

To Kevin Durant wygrał ten mecz dla USA i bez jego 27 punktów, a dokładniej bez 26 po trzech kwartach Amerykanie mieliby bardzo ciężkiego kaca, bo nawet nie ruszyliby z miejsca, gdy Brazylijczycy zdecydowali siię biegać jak z nimi, a Tiago Splitter sprawiał, że wszyscy wysocy USA zagrali słabe, co najwyżej chimeryczne minuty. Wiedziałem, że przyjdzie mecz, w którym na parkiecie będzie pięciu graczy USA, z których tylko dwóch będzie umiało zdobyć punkty - i będą to Durant i Billups (rezerwowi zagrali łącznie 39 minut - 1/7 z gry, 0 asyst).

Byłbym spokojniejszy, gdyby to co już zostało przez niektórych ocenione jako ważna lekcja było tak naprawdę nauką w pełni, a piłka szła do Duranta w każdej akcji w końcówce meczu. Billups powie do niego "son" w szatni, bo to Chauncey, nie z Denver, tylko z Detroit, ale kiedy myślę o tym, że taka sytuacja może zdarzyć się raz jeszcze, w fazie pucharowej, nie postawiłbym pieniędzy, że piłka trafi do Duranta.

Wybacz Chauncey, myślę, że nie pierwszy raz w życiu nie doceniasz dzieciaka. Wiem, że trafiałeś aż 47% rzutów w crunch-time w ostatnim sezonie (wiem też, że ostatecznie fizycznie padłeś przed metą), ale nie chcę byś w trakcie tych mistrzostw dominował czwarte kwarty jak umiesz. Daj piłkę dzieciakowi, ostatecznie każ mu zrobić kozioł zanim zrobi cokolwiek. Daj 25 zł i powiedz, by nie wracał zbyt późno.

*****

Sam mecz był znakomity w pierwszej kwarcie, gdy Brazylijczycy wdali się w up & down game z Amerykanami i dzięki dwóm celnym trójkom Marcusa Viniciusa i Leandro Barbosy prowadzili 28:22. Świetny passing-game, błyszczący na tle Teamu USA, który do przerwy miał ledwie pięć asyst, dyrygowany przez znakomitego Huertasa, który w pierwszej połowie miał 6 punktów, 5 asyst i 4 zbiórki.

Brazylijczy zatrzymali Amerykanów na 41% z gry, wymusili aż 22 strat, ale już od trzeciej kwarty grających duże minuty Huertasa i Splittera zaczęło dopadać zmęczenie - obaj złapali swój czwarty faul już pod koniec trzeciej części meczu. Biorąc pod uwagę fakt, że obaj dograli mecz do końca nie wiadomo jak mogliby grać gdyby nie te kłopoty. W każdym razie defensywa nie była problemem Brazylii w czwartej kwarcie - oba teamy rzuciłyledwie po 9 punktów. Ten mecz się czołgał w końcówce, nie ukrywajmy - prócz emocji w ostatniej minucie było widać, że podstawowi gracze nie dość że zmęczeni dużymi minutami, to mieli w nogach dwa wcześniejsz dni turnieju. Przykład rezerwowych - amerykańscy zamarzli na ławce po rozgrzewce i ani Russell Westbrook, ani Eric Gordon, ani Rudy Gay czy Kevin Love nie mogli zmienić obrazu gry, a po przerwie Coach K poza epizodami Westbrooka i Tysona Chandlera niemal w ogóle zrezygnował z grania ławką.

Największym problemem był kolejny ofensywny przestój, tym razem w czwartej kwarce gdy piłka nie tylko krążyła między niewłaściwymi parami rąk, ale czasem nawet i tam nie docierała. Podania były co najwyżej dwa w akcji, wizje kontrataków po przechwytach były płoszone przez natychmiastowe straty. Coś podobnego zdarzyło się przez 10 minut pierwszej połowy ze Słowenią. Tutaj Odom wyszedł za linię końcową,  potem spudłował  prosty lay-up, Durant drugi raz robił błąd kroków po otrzymaniu piłki w ruchu, Rose wyrzucał piłkę w aut, Billups nie dostarczał piłki do Duranta, a Iguodala dostarczał ją kolegom za plecy, gdy biegli do kontry.

*****

Kolejne mecze z Iranem i Tunezją mogą być mniej pożyteczne niż kolejne treningi, na które brakować będzie czasu. Interesujące jak potraktuje je Coach K, jak dużo grać będą rezerwowi Danny Granger i Stephen Curry, którzy przeciwko Brazylii zostali na ławce oraz czy Krzyzewski wróci do grania Tysonem Chandlerem w piątce lub czego bym sobie życzył, zamieni Odoma na Kevina Love'a. Odom jest najgorszym defensorem w wyjściowym składzie i widać to dopiero, gdy nie ma za plecami Pau'a Gasola czy Andrew Bynuma i sam stanowi tą ostatnią linię defensywy. Zbyt często zdarza mu się zagapić, nie kontestuje też lay-upów, ale  z kolei Chandler póki co woli kolekcjonować faule niż udane zagrania w obronie. Za to Love w każdym innym zespole robiłby 20-15 (lub 15-20) co mecz. I w tym też może. Jest niemal stworzony do fibowskiej koszykówki, wczoraj grał 5 minut.



Podziel się:

komentarze (25) | dodaj komentarz

MNIEJ PIŁKI W RĘKACH NASHA - WIĘCEJ RZUTÓW?

wtorek, 31 sierpnia 2010 0:51
Marek Dziuba

Kiedy zaczynałem pisać o koszykówce, miałem spory problem m.in z określeniem spot-up shooter. Przyznacie, że trudno w dwóch krótkich słowach przekuć' je na język polski. Dlatego wybaczcie mi, że korzystam z angielskiego zwrotu. Na wszelki wypadek zamieszczę tu jednak jego definicję:

  • spot-up shooter - zawodnik, który szuka sobie dogodnego miejsca na parkiecie, oczekując na podanie, po którym błyskawicznie oddaje rzut do kosza.

Zapowiada się na to, że w przyszłym sezonie częściej w takiej roli ujrzymy Steve'a Nasha.

Jego Phoenix Suns nigdy nie grali według ściśle ustalonych zasad i trzeba przyznać, że... wychodzi im to na plus. Widać to wyraźnie na tle słynnego eksperymentu sprzed dwóch lat, gdy po sprowadzeniu Shaqa porzucili szybką ofensywę i próbowali grać w obronie. Efekt dobrze znacie. Na szczęście szybko powrócili do starego stylu i nie zapowiada się by w nowym sezonie miało się to zmienić. Arizonę wprawdzie opuścili Amare Stoudemire czy Leandro Barbosa, ale do składu "Słońc" dołączyli nowi zawodnicy: Hakim Warrick, Josh Childress czy Hedo Turkoglu. I tu się zatrzymujemy. Jedynie pozyskanie Hedo wzbudza pewne wątpliwości.  Turek, aby wypadać efektywnie, musi często mieć piłkę w swoich rękach, którą w Phoenix od zawsze najdłużej w posiadaniu ma Nash. Co to oznacza? Najprawdopodobniej to, że Steve będzie musiał podzielić się rolą głównego dyrygenta zespołu i wielokrotnie udzielać się jako wspomniany spot-up shooter. Taką wizję ma przynajmniej Alvin Gentry:

"Obaj ułatwią sobie grę.
Po raz pierwszy, odkąd tu jestem mogę wykorzystać Steve'a w grze bez piłki, jako strzelca. Super. Steve jest jednym z pięciu najlepszych strzelców w lidze, ale nigdy nie mieliśmy okazji sprawdzić go w takiej sytuacji. Gdy piłka powędruje do Hedo, będziemy mieli taką możliwość. "

Czy to głupi pomysł? Niekoniecznie.

Kurt Helin z Probasketballtalk za pośrednictwem Synergy sports dotarł do statystyk, które wykazują, że Steve solidnie sprawdza się przy zastawianiu do rzutów. W poprzednim sezonie oddał 93 w takiej sytuacji. Niemal 40% z nich znalazło drogę do kosza. Dlatego n
ie skreślałbym tej koncepcji z miejsca, choć szczerze mówiąc... nie mam pojęcia, co z niej wyniknie. Może akurat wypali? Suns muszą kombinować, skoro już skusili się na tak dziwny ruch, jakim jest pozyskanie Turkoglu.




Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

"ALLEN JENNINGSON" I JEGO ZESPÓŁ MARZEŃ

poniedziałek, 30 sierpnia 2010 12:51
Marek Dziuba

Co tam ciekawego w NBA? Etan Thomas jest bliski podpisania umowy z Atlantą. Dalej... T-Mac kolejny raz zapewnia o tym, że ma jeszcze sporo w "baku". Aha. Wizards zapraszają na obóz przygotowawczy Lestera Hudsona i Cartiera Martina. (kogo?)  Wystarczy. W sierpniu trudno doszukać się ciekawszych nagłówków. Na szczęście trwają Mistrzostwa Świata w Turcji. No i na szczęście liga ma pewnego wygadanego młodzieńca grającego w Milwaukee, który jeszcze nie raz będzie bohaterem blogowych wpisów.

Brandon Jennings panie i panowie.

W rozmowie z "amerykańskim pudelkiem" Jennings odniósł się do syndromu wielkich trójek - tematu jakże popularnego tego lata - który coraz mocniej daje się lidze we znaki. Gwiazdy nie chcą już pojedynczo świecić na niebie, chcą tworzyć gwiazdozbiory. Tak jak
w Bostonie i Miami.

Pierwsze skutki? Chris Paul był już na krawędzi odejścia z New Orleans Hornets, a Carmelo Anthony ciągle domaga się wymiany od Denver Nuggets. Obawy, że niebawem w NBA będą liczyć się 3/4 zespoły, a reszta popadnie w szarość nie są bezpodstawne. Jennings również uważa, że całe piękno ligi jest zagrożone:

"Zatraca się cała rywalizacja. [...] Każdy stara się połączyć siły by pokonać Kobe'go."

Chwilę później zrobiło się ciekawiej:

"Wydaje mi się w takim razie, że za jakieś dwa lata ja, Tyreke Evans i Stephen Curry powinniśmy się zgadać i grać w jednym zespole."

Komentarz należy oczywiście traktować z przymrużeniem oka. Warto jednak przez kilka sekund wyobrazić sobie drużynę marzeń Jenningsa złożoną... z trzech rozgrywających? Chyba tylko Don Nelson potrafiłby "ustawić" ich w jednej piątce. Czy takie trio zdałoby egzamin? Kto wie, może za kilka lat będzie dane nam się przekonać. Nie jestem za tym pomysłem, ale nie zaprzeczę: to byłoby coś... nowego.

A skoro jesteśmy przy Brandonie Jenningsie. Czy czasem nie dostrzegacie w nim Allena Iversona tak jak Jerry Stackhouse?:

"Można w nim zauważyć tyle podobieństw. Tą niesamowitą szybkość z piłką, umiejętność kończenia pod koszem, mentalność strzelecką, twardy charakter i wielką chęć rywalizacji. Allen na tym samym etapie kariery był  według mnie tylko trochę bardziej wybuchowy  Mimo 180cm wzrostu potrafił skoczyć pół metra nad obręczą. Brandon co prawda potrafi robić wsady i dysponuje świetnym atletyzmem, ale jeszcze brakuje mu tutaj tego "czegoś". Pod względem szybkości, charakteru jest jednak na równi z Allenem Iversonem."

Ładny komplement. Z czasem przekonamy się jak wyewoluuje gra Jenningsa. Czy będzie bardziej typowym rozgrywającym czy obrońcą, który na pierwszym miejscu stawia rzut. Moim zdaniem Brandon to raczej typ tego drugiego, a w sezonie debiutanckim nieco na siłę starał się udowodnić, że nie jest egoistą, że potrafi podawać. A potrafi:




Podziel się:

komentarze (22) | dodaj komentarz

USA 99, SŁOWENIA 77, CZYLI UCLA PRZEJMUJE MECZ

niedziela, 29 sierpnia 2010 19:58



Maciej Kwiatkowski


Było to kolejne już dobre popołudnie dla reprezentacji USA (recap), choć ewentualni, kolejni rywale powinni pod lupę wziąć to co wydarzyło się z Amerykanami przez trzy ostatnie minuty pierwszej kwarty i pierwsze siedem drugiej.

Pisałem przed meczem z Chorwacją, że kadra Krzyzewskiego w czterech sparingach jakie rozegrała nie widziała w zasadzie strefy. Już wczoraj Chorwaci próbowali tej 2-3, przechodzili w 2-1-2, raz bronili nawet 1-3-1. Słoweńcy postawili kilka mieszanych stref w bardzo dobrym momencie - wtedy gdy Coach K zaczął przechodzić do rotacji rezerwowej, a gdy wrócili starterzy - byli zbyt rozluźnieni chwilą pobytu na ławce.


Po tym jak Amerykanie zdobyli punkty w 9 z 10 pierwszych posiadań (18:6, Durant 7, Iguodala 6), skończyli kwartę mając na koncie aż 7 strat. Ta nonszalancja, w której prym wiedli Andre Iguodala, Derrick Rose i będący dziś gdzieś mentalnie poza grą Lamar Odom, spowodowała pięć kolejnych strat w pierwszych pięciu minutach drugiej kwarty.

Amerykanie stracili 12 piłek w 21 kolejnych posiadaniach! Rose  biegał ewidentnie sfrustrowany nieodgwizdywanymi faulami, ale też prawidłowo gwizdanymi błędami kroków czy bezmyślnymi stratami, jak podawanie sobie w łydki albo - co lepsze - w aut. Rozpracowywanie strefy - o ile udało się nie stracić piłki w pierwszych 5-10 sek. akcji - opierało się na jednym-dwóch podaniach, rzucie, nie było penetracji, rotowania wysokich na szczycie trumny. Zapanowała niewidziana dawno stagnacja.

Mimo tego Team USA od początku przeskakiwał na deskach Słoweńców, którzy mogli też zapomnieć o łatwych pozycjach rzutowych z sobotniego meczu z Tunezją. Do połowy trafili zaledwie 2 z 14 rzutów za trzy, z których zupełnie czysta była tak naprawdę może jedna pozycja. Większość odpalanych trójek wynikała z faktu, że wobec kłopotów z faulami Gorana Dragica Słoweńcy nie mieli gry kick & drive i podobnie jak gracze USA krążyli z piłką po obwodzie, a gdy dogrywali do Primoza Brezeca na 4-5 metr, ten pudował rzuty, bo jest Primozem Brezecem. Uros Slokar na szczęście dla Słoweńców nie rzucał tak ohoczo - w zasadzie zawsze był bojaźliwy, a Gaspar Vidmar znowu znakomicie kończył pod koszem - kiedy jednak dawno było już po meczu.

I wtedy przy stanie 27:21, gdy przez 6 minut drugiej kwarty Amerykanie nie mogli trafić z gry na parkiet weszło dwóch byłych graczy UCLA, którzy grali ze sobą w sezonie 2007/08. Najpierw Russell Westbrook zaatakował wolne miejsce na szczycie trumny, przesuwając swój PUJIT (Pull Up Jumper In Transition) z piątego na czwarty metr. W następnej akcji Westbrook minął z prawego rogu do środka pomalowanego, ściągnął drugiego obrońcę i znakomicie obsłużył Kevina Love'a, który skończył layup z faulem (32-23).

Chwilę później miało miejsce jedno z najbardziej imponujących zagrań jakie widziałem tego lata - Love zastawiał się by zebrać piłkę w ataku, gdy Slokar założył mu dźwignię na lewy łokieć (to była najodważniejsza rzecz jaką zrobił na tym turnieju Uros Slokar), Love.. jednorącz, prawą ręką zebrał piłkę z lewej strony obręczy i szybko dobił o deskę. Z faulem, a jak. Amerykanie skończyli połowę zdobywając punkty w ośmiu z ostatnich posiadań (42:28), z Westbrookiem i Love'm na boisku. Ta dziura jaką zaliczyli w środku połowy będzie jednak pokazywana na taśmach ich przyszłym rywalom już dziś (jutro grają mecz z Brazylią) i pewnie w najbliższych dniach.

W trzeciej kwarcie presja w perimeter-defense zaskoczyła Słoweńców jak większość rywali. Kolejne przechwyty na punkty zamieniali Chauncey Billups i Andre Iguodala. Ten drugi miał kłopoty z gwizdkami przez całe spotkanie, ale gdy krył Bokiego Nachbara czy Dragica, ci bywali w tych fragmentach po prostu osaczani i wyłączani z gry.

Amerykanie dominowali na tablicach (51-24), ograniczyli lubiących dystans Słoweńców do zaledwie 21% (5/24), Kevin Durant (22 pkt.) rzucił 15 z 42 punktów USA w pierwszej połowie, a po przerwie jego rolę przejął Rudy Gay (16 pkt.).

Na szczególne wyróżnienie prócz Love'a (21 zbiórek w 26 minut póki co!) zasługuje ten, o którym wczoraj nie wspomniałem. Russell Westbrook drugi raz z rzędu miał dwucyfrową zdobycz punktową i dotychczas po dwóch rozegranych spotkaniach jest liderem USA w skuteczności z gry (9/11), rozsądnie wybierając rzuty na półdystansie, ale przede wszystkim szukając przycisku "turbo" i wejść pod kosz (0 prób za trzy).

Jutro Amerykanie zagrają z Brazylią i Anderson Varejao (kostka) ma być już gotowy do gry. Brazylijczycy z pewnością będą starali się przyspieszać tempo, mając pod bronioną deską Varejao i Tiago Splittera. Groźny może być też dorównujący szybkością Westbrookowi i Rose'owi duet 1/2 Marcelo Huertas/Leandro Barbosa. Wątpię jednak w to by wdawanie się z USA w wymianę ciosów było najlepszym rozwiązaniem.

STATYSTYKI PO DWÓCH MECZACH:


Kevin Durant (18.0 pkt, 6.0 zb, 3.5 as, 2.5 prz, 54% z gry, 43% za 3)
Rudy Gay (13,0 pkt, 47% z gry)
Eric Gordon (11,0 pkt, 46% za 3)
Russell Westbrook (10.5 pkt, 3.0 as, 82% z gry)
Chauncey Billups (10.0 pkt, 4.5 as, 1.0 str, 2/7 za 3)
Kevin Love (8.5 pkt, 10,5 zb, 54% z gry)
Andre Iguodala (8.0 pkt, 2.0 prz., 64% z gry)
Derrick Rose (8.0 pkt, 3.5 as, 1.5 str, 58% z gry)
Lamar Odom (5.5 pkt, 7.0 zb, 2.5 str, 63% z gry)
Danny Granger (4.5 pkt, 2.5 fauli)
Stephen Curry (3.5 pkt, 3.0 as)
Tyson Chandler (2.0 pkt, 1.0 zb., 1.5 blk, 2.5 fauli)


Podziel się:

komentarze (36) | dodaj komentarz

LEBRON JAMES JUŻ TRENUJE W MIAMI

sobota, 28 sierpnia 2010 5:53
Maciej Kwiatkowski

W czwartek LeBron James (i m.in Mike Miller, Udonis Haslem oraz Chris Paul) gościli na terenie campusu uniwersytetu Miami, rozgrywając w zamkniętej dla mediów hali kilka sparingów z uczelnianymi koszykarzami. W piątek wieczorem oficjalna strona Miami Heat opublikowała wideo z porannego treningu. Widzimy na nim Erika Spoelstrę i Jamesa pracujących nad rzutem po koźle.

Fani Cavaliers szczególnie, ale też i my często oglądający Jamesa w akcji z pewnością potrafimy sobie przywołać momenty, gdy James wykonywał kozioł, pochylał mocno tułów do przodu i próbując wyjść z tej nienaturalnej pozycji, miał jakby chwilę zawahania tuż przed oddaniem swojego rzutu. Wyglądało to mniej więcej jak Charles Barkley próbujący swojego swingu w słynnym wideo z pola golfowego.

I choć James i tak trafiał te rzuty, to jak widać Spoelstra postanowił popracować z nim nad właściwą formą i choć proces pewnie jeszcze potrwa, to efekty tej pracy można dostrzec już w poniższym klipie.

 



Podziel się:

komentarze (17) | dodaj komentarz

JAMAL CRAWFORD CHCE NOWEGO KONTRAKTU... ALBO WYMIANY

sobota, 28 sierpnia 2010 5:26
Maciej Kwiatkowski

119 mln dolarów za 6 lat. Kiedy obudzą Cię w środku nocy i krzykną "119 mln dolarów! 6 lat!" będziesz znał odpowiedź...


Jamalu Crawford.

Będzie to chodzić za Tobą od 1 lipca. Przez kilka kolejnych dni będziesz chodził i zastanawiał się 'Co on u licha myśli? Nad czym się zastanawia'.

Wszyscy pamiętamy jak dłużył i dłużył się czas, jak zwlekał Joe Johnson z podpisaniem oferty Atlanta Hawks, prawdopodobnie licząc na to, że LeBron James jednak nie wybierze Miami Heat, że James może trafi do New York Knicks, a ci z kolei postanowią  dołączyć Johnsona. W zasadzie nie wiem dokładnie dlaczego Johnson zwlekał aż tyle, ale ostatecznie zdecydował się podpisać jeden z trzech najgorszych kontraktów ostatnich lat (jeśli szukacie kolejnych, jeden znajdziecie w szatni, usiłujący śmiertelnie wystraszyć Javarisa Crittentona, drugi - szukający sposobów jak znaleźć się za Kevinem Garnettem, a nie ciągle przed nim).

Około miesiąca temu Jamal Crawford, po tym jak przeżuł w końcu sprawę Johnsona, zapytał Atlantę Hawks o przedłużenie z nim kontraktu, który wygasa przyszłego lata. Przyszłego, niebezpiecznego lata, gdy wielu zawodowych koszykarzy NBA może być zmuszonych szukać pracy gdzie indziej. Minęły cztery tygodnie i Sam Amick (AOL Fanhouse), Chris Broussard (ESPN) oraz Michael Cunningham (Atlanta Journal-Constitution) raportują, że Crawford spotka się z Rickiem Sundem (GM Hawks) w przyszłym tygodniu i jeśli nie usłyszy tego co chce, będzie domagać się przenosin do innej drużyny.

A co za tym idzie - "extend & trade", czyli mniej więcej tego samego czego oczekuje ponoć Carmelo Anthony. Nowego klubu i nowego kilkuletniego kontraktu. Crawford, najlepszy rezerwowy minionego sezonu ma mocny argument - średnio 17 punktów w serii z Orlando Magic przy zaledwie 12 od Johnsona. Sund nie jest jednak znany z przedłużania umów z weteranami, a warto wiedzieć, że struktura własnościowa Hawks jest podzielona jak u żadnej innej drużyny NBA. W Hawks udziały ma ośmiu inwestorów i każdy z nich ma podobny procent głosów przy podejmowaniu decyzji.

Ta wstrzemięźliwość Sunda w połączeniu z chaosem organizacyjnym może też być przyczyną, dla której nadal nic nie słychać o przedłużeniu umowy z Alem Horfordem. Jeśli nie stanie się to do końca października - Horford w lipcu 2011 roku stanie się zastrzeżónym wolnym agentem.

Hawks mają już 50 mln dolarów w kontraktach na 2011/12 - z czego m.in. 18 mln dla Johnsona i 12 mln dla Josha Smitha. Crawford domagać się będzie podobnych zarobków jak te, które otrzyma w przyszłym sezonie - 10,1 mln dolarów. Kolejnym argumentem Crawforda są kontrakty jakie podpisali podobni mu gracze: bardziej efektywny, choć też bardziej kontuzjogenny i już 33-letni Manu Ginobili (przedłużenie umowy o 3 lata za 39 mln dol.), 29-letni wtedy Jason Terry (57 mln, 6 lat) czy w końcu młodszy, bo 26-letni Ben Gordon (58 mln, 5 lat).

Jak widać 3-4 letni kontrakt, z gażą 9-10 mln dol. to realna kwota dla Crawforda, choć 40 mln za 5 lat - jak otrzymał w tym roku choćby John Salmons - może być bardziej prawdopodobną sumą.

Crawford ma obecnie 30 lat i nie jest rzucającym obrońcą w typie Ray'a Allena. To snajper z wysokim USG (usage - 25), który musi mieć piłkę w rękach, aby najlepiej jeszcze wykreować sobie rzut z 5-6 metrów, gdzie w ubiegłym sezonie trafiał 42% (w latach 2007-09 w Knicks trafiał nawet 47%). Crawford to instant-offense, niedoceniany closer, nieoceniony dla prostej ofensywy Mike'a Woodsona, ale być może nie tak istotny w motion-offense, którą wprowadzi w Atlancie nowy trener, Larry Drew.

Razem z wysokim pułapem zarobków, nowym kontraktem dla Horforda, Hawks prawdopodobnie nie zgodzą się na żądania finansowe Crawforda i w przyszłym tygodniu dowiemy się, że ten chce opuścić Atlantę. W końcu nie możesz mieć dwóch Joe Johnsonów i płacić im jak trzem.


Podziel się:

komentarze (15) | dodaj komentarz

39 GRACZY NBA ZAGRA W TURCJI

piątek, 27 sierpnia 2010 17:17
Maciej Kwiatkowski

39 zawodników NBA zobaczymy podczas mistrzostw świata w Turcji, które zaczynają się w sobotę. Tylko 39, bo mnóstwo gwiazd spoza USA wzięło sobie wolne. Nie będzie więc przede wszystkim Pau'a Gasola. Nie będzie Manu Ginobiliego w kadrze Argentyny (kontuzja kostki wyłączyła też w ostatniej chwili Andresa Nocioniego). Zabraknie Tony'ego Parkera, Joakima Noaha i Mickaela Pietrusa w składzie Francji. Dirk Nowitzki, Chris Kaman i Yao Ming uczynią ze swoich reprezentacji drużyny walczące co najwyżej o szesnastkę. Memo Okur nie spełni swoich marzeń gry na mistrzostwach przed publicznością w Turcji, a to wszystko przez feralną kontuzję achillesa w pierwszym meczu play-off. Pomijając standardowy szwadron brakujących graczy Serbii (Peja, Darko) czy Słowenii (Beno, Machine), mający też bałkańskie korzenie Andrew Bogut nie pojawi się w koszulce Australii.

A kogo nie zabraknie? Będzie Luis Scola, pod nieobecność Gino & Noce kandydat do tytułu króla strzelców turnieju. Nicolas Batum możę być jedną z większych gwiazd mistrzostw przynajmniej w rozgrywkach grupowych. Kibice San Antonio Spurs i Cleveland Cavaliers oglądać będą Tiago Splittera i Andersona Varejao, tworzących prawdopodobnie najlepszy defensywny duet podkoszowych w tym turnieju. Brazylijczy zagrają w jednej grupie z USA.

Głupio byłoby ominąć mecze z udziałem Gorana Dragica. Carlos Arroyo i J.J. Barea z kolei dyrygują reprezentacją Portoryko. A fani Boston Celtics, New York Knicks i Chicago Bulls będą mogli przekonać się jak prezentują się nowi europejscy środkowi ich drużyn - odpowiednio - Semih Erden, Timo Mozgow i Omer Asik.

Boston Cetics: Semih Erden (Turcja)
Charlotte Bobcats: Boris Diaw (Francja)
Chicago Bulls: Omer Asik (Turcja), Derrick Rose (USA)
Cleveland Cavaliers: Anderson Varejao (Brazylia)
Dallas Mavericks: J.J. Barea (Portoryko), Tyson Chandler (USA), Ian Mahinmi (Francja)
Denver Nuggets: Renaldo Balkman (Portoryko), Chauncey Billups (USA)
Golden State Warriors: Stephen Curry (USA)
Houston Rockets: Luis Scola (Argentyna)
Indiana Pacers: Danny Granger (USA)
Los Angeles Clippers: Eric Gordon (USA)
Los Angeles Lakers: Lamar Odom (USA)
Memphis Grizzlies: Rudy Gay (USA), Marc Gasol (Hiszpania), Hamed Haddadi (Iran)
Miami Heat: Joel Anthony (Kanada), Carlos Arroyo (Portoryko)
Milwaukee Bucks: Carlos Delfino (Argentyna), Ersan Ilyasova (Turcja)
Minnesota Timberwolves: Kevin Love (USA)
New York Knicks: Timofiej Mozgow (Rosja), Andy Rautins (Kanada)
Oklahoma City Thunder: Kevin Durant, Russell Westbrook (USA), Nenad Krstic (Serbia)
Philadelphia 76ers: Andre Iguodala (USA)
Phoenix Suns: Goran Dragic (Słowenia), Hedo Turkoglu (Turcja)
Portland Trail Blazers: Nicolas Batum (Francja), Rudy Fernandez (Hiszpania), Patty Mills (Australia)
San Antonio Spurs: Tiago Splitter (Brazylia)
Toronto Raptors: David Andersen (Australia), Leandro Barbosa (Brazylia), Linas Kleiza (Litwa)
Washington Wizards: Yi Jianlian

4 - Turcja
3 - Brazylia, Francja, Portoryko
2 - Argentyna, Australia, Hiszpania, Kanada
1 - Chiny, Iran, Litwa, Rosja, Serbia, Słowenia
0 - Angola, Chorwacja, Grecja, Jordania, Liban, Niemcy, Nowa Zelandia, Tunezja, Wyb. Kości Słoniowej


Podziel się:

komentarze (18) | dodaj komentarz

KEVIN DURANT POZDRAWIA KIBICÓW W POLSCE. TAK, TAK

piątek, 27 sierpnia 2010 15:48
Maciej Kwiatkowski

Już jutro rozpoczynają się mistrzostwa świata w Turcji. Co powiecie na 12 meczów jednego dnia już w sobotę? Niestety to nie pierwsze dni turnieju NCAA, gdzie spotkania miały chociaż dobry spacing. Nie sposób to wszystko ogarnąć, dlatego na blogu nadal pisać będę przede wszystkim o kadrze USA, ale też nie zabraknie relacji z innych co ciekawszych spotkań.

W Turcji jest ekipa portalu Koszykowka.net, Paweł Łakomski i Dawid Rudolf, którzy będą też stamtąd tweetować. Paweł spotkał się dzisiaj z nie byle kim, bo Kevinem Durantem, który chyba był w bardzo dobrym nastroju.

Paweł Łakomski: W trakcie przygotowań rozegraliście wiele istotnych spotkań, jednak chyba tym, do którego trzeba było włożyć najwięcej wysiłku, była konfrontacja z Hiszpanią w Madrycie. Zgodzisz się ze mną?

Kevin Durant: Zdecydowanie! Hiszpania broni tytułu mistrzowskiego i spotkanie w Madrycie tylko potwierdziło, że w ewentualnym finale możemy być świadkami znakomitego widowiska. Mają bardzo silny i przede wszystkim zgrany zespół. Podobnie jak my zagrają bez kilku kluczowych zawodników (Pau Gasol i Juan Manual Calderon), więc wynik naprawdę może być różny. Jednak wcześniej przed nami faza grupowa i na tym się obecnie koncentrujemy.

PŁ: Pierwszy mecz rozegracie już jutro, a Waszym przeciwnikiem będzie nieobliczalna Chorwacja. Czy mógłbyś zdradzić, co przyszykował na ten pojedynek Mike Krzyzewski?

KD: Oczywiście, że nie mogę. Mogę jednak zapewnić swoich kibiców, że podchodzimy do tego spotkania, jak do meczu o złoto. Pierwszy mecz jest zawsze najważniejszy, a także najtrudniejszy. Dlatego nie zlekceważymy Chorwatów. Powiem więcej, chcemy wygrać jak największą ilością punktów, gdyż nie boimy się nikogo

PŁ: Pochodzę z Polski, a w moim kraju masz bardzo dużo fanów! Zdajesz sobie z tego sprawę?

KD: Nie, nie zdawałem, ale to miłe! Pozdrawiam wszystkich sympatyków koszykówki z Polski!


Cały wywiad dostępny jest tutaj.


Podziel się:

komentarze (17) | dodaj komentarz

SCOTTIE DOCZEKAŁ SIĘ POMNIKA

czwartek, 26 sierpnia 2010 12:26

                                                                     To pomnik MJ'a, Scottie niedługo będzie miał własny


Marek Dziuba


Silne Stronnictwo Fanów Scottiego Pippena może czuć się dumne. Nie musi jednak działać tak zaciekle. Każdy docenia Pippena. Grając ostatnio na orliku (bez trawy) mogłem się o tym przekonać. Całkiem sporo osób było w jego koszulce. Scottie nie potrzebuje dodatkowych promocji. Za swoje osiągnięcia w koszykarskiej karierze zbiera zasłużone plony i bez tego


Ma swój czas. To jego miesiąc.
W połowie sierpnia wstąpił do Galeri Sław.
Teraz doczekał się pomnika. It's official

Bulls postawią go w pobliżu United Center gdzieś pod koniec zbliżającego się sezonu. Projekt został opracowany przez Omriego i Julie Rotblatt-Amrany. To te same osoby, które stworzyły słynną, widoczną na zdjęciu wyżej rzeźbę MJ'a. Ciekawe, jak będzie wyglądała ta Pippena. Możecie zasugerować jakiekolwiek zdjęcie z ciekawą pozą Scottiego. Poza tym, bo byłoby zbyt łatwo.


Podziel się:

komentarze (24) | dodaj komentarz

 123456  »

Licznik odwiedzin:  17 067 406 (wersja testowa)

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u