Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 714 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




3-NA-3: REZERWOWI DO MECZU GWIAZD

wtorek, 07 lutego 2012 16:44

 

 

1. Czy trenerzy NBA, który wybiorą rezerwowych powinni kierować się tylko tym krótkim sezonem, czy też patrzeć na cały dorobek gracza?


Marek Dziuba: W głównej mierze krótkim sezonem. Niestety nie jestem trenerem, a znając ich to pewnie pójdą na przekór temu myśleniu. Moje jest proste, chcemy oglądać gwiazdy, ale w jak najlepszej dyspozycji. Ja przynajmniej wolę zobaczyć na boisku LaMarcusa Aldridge czy Rudy'ego Gay'a zamiast Dirka Nowitzkiego i Tima Duncana, którzy z całym szacunkiem powinni w tym czasie (i na pewno woleliby) chłodzić kolana.


Michał Górny: Gracze do ASG (w tym przypadku mowa jest o rezerwach) powinni być wybieraniu „po kluczu” osiągnięć za bieżący sezon. Krótki, bo krótki, ale to zawsze sezon regularny i jest, z kogo wybierać. Chyba to pierwszy raz, kiedy można dziękować Sternowi skompresowany system rozgrywek w tym sezonie.


Sebastian Hetman: Moim zdaniem w grę wchodzi raczej krótki sezon, bo sporo graczy nieoczekiwanie wskoczyło na poziom wyżej (np. Harden, Hibbert) i mogą wykorzystać swoje szanse. Co prawda półtora miesiąca rozgrywek to za mało, ale co zrobić? Mamy taki, a nie inny sezon, więc trenerzy muszą podejść do tego naprawdę obiektywnie, ale jestem przekonany, że i tak trzech/czterech grajków zasługujących na All-Star nie zmieści się w rotacji, bo takich zawodników jest w tym sezonie o wiele więcej, niż np. rok temu.


Michał Kajzerek: Nie lubię, gdy ktoś używa stwierdzenia - jesteś tak dobry, jak Twój ostatni mecz. Jest po prostu absurdalne. Myślę, że w pewnym stopniu to samo możemy powiedzieć o bieżącym sezonie, skondensowanym tak, by nie stracić żadnego dolara więcej. Mamy początek lutego, a niektórzy gracze (patrz: Nowitzki, Peace) budza się z ręką w nocniku, bo w gruncie rzeczy lockout nie był żadną przepustką od koszykówki i ciało bardzo łatwo przystoswuje się do leniwego trybu życia, gdy zazwyczaj zmuszane jest do ciężkiej pracy. W moim przekonaniu jest to typowy post-lockoutowy sezon, którego trafnie scenariusz przewidział Jeff Van Gundy. Nie możemy także ufać wybitnym dyspozycjom graczy, którzy do tej pory nie błyszczeli, bo głównym kryterium oecny powinna być regularność, nie chwilowy show-time, mimo, że to Mecz Gwiazd. Na jakiej zatem podstawie trenerzy mieliby dokonywać wyboru w oparciu o aktualne rozgrywki? Dla mnie nie ma to najmniejszego sensu, ale nie będę zdziwiony, gdy znajdę się w mniejszości.


Piotr Kolanowski: Dobre pytanie. Z jednej strony obecny sezon jest bardzo specyficzny i część uznanych gwiazd (np. Dirk) nie potrafi jak na razie znaleźć swojego właściwego rytmu. Nie ulega jednak wątpliwości, że Nowitzki to gwiazda z pierwszej półki i cięzko wyobrazić sobie jego brak w tym meczu. Z drugiej strony nie można przejść obojętnie wobec kogoś, kto rozgrywa właśnie sezon życia, a przy okazji jego zespół również spisuje się powyżej oczekiwań. Znając życie, z pewnością ktoś z jednej lub drugiej grupy zostanie pominięty przy wyborze rezerwowych. Bardziej prawdopodobny wydaje się mi jednak wybór gracza do składu "za nazwisko".


Przemek Kujawiński: Chciałbym, żeby kierowali się tylko tym krótkim sezonem. Nominacje do Meczu Gwiazd przyznaje się (albo przynajmniej powinno się przyznawać) za sezon. Powinni w nim grać najlepsi - w tej danej chwili - zawodnicy NBA. Z jednej strony ma to być bowiem dla nich wyróżnienie. Z drugiej strony ma to być święto koszykówki i wielka impreza promująca ligę, a więc wypadałoby rzucić na stół wszystko, co ma się najlepszego.


Maciej Kwiatkowski: Myślę, że trenerzy powinni cofnąć się jeszcze do playoffów. Zresztą, czy z krótkim sezonem czy bez, chciałbym wierzyć, że trenerzy starają się też w jakimś stopniu wynagrodzić też poprzednie playoffy.. W przeciwnym razie zawodnikami w Meczu Gwiazd stawali by się tylko ci, którzy grają bardzo dobre pierwsze pół sezonu, tak jakby ta druga część i playoffy zupełnie się nie liczyły. Wg mnie zwłaszcza w tym sezonie tak powinno być. Pamiętacie, gdy rok temu trenerzy wybrali Tima Duncana? Myślę, że w ten sam sposób powinni potraktować Dirka Nowitzkiego.


Rafał Niewiadomski: Te 20 kilka spotkań to strasznie mała dawka, jednak w tym roku kibice nie wypaczyli pierwszych piątek, trenerzy swoimi wyborami nie muszą więc nic poprawiać. Z czystym sumieniem mogą zatem wybrać tych, którzy najbardziej zasłużyli na to w tym sezonie. Tego bym się raczej trzymał, choć z drugiej strony niezobaczenie kilku znajomych  twarzy może być ciężkie szczególnie dla fanów, którzy niecodziennie interesują się ligą. Niemniej cieszę się, gdy nowi zawodnicy dostają szansę w tym meczu. Z reguły nie potrafią udźwignąć ciężaru gatunkowego tego spotkania, ale miło widzieć nowe twarze.


2. Który zawodnik Twoim zdaniem nie może zostać pominięty przy wyborze?


Dziuba: Pomijając najpopularniejsze typy... Josh Smith. Tyle lat czekamy na jego występ w All-Star Game, a gość jest przecież stworzony do takiego spotkania. Nie wyobrażam sobie tego widowiska również przez Andre Iguodali. Może uznacie mnie za wariata, ale chętnie zobaczyłbym w Orlando... Ricky'ego Rubio (na ławce z Russellem Westbrookiem zapewniłby moim zdaniem więcej wow od Ty Lawsona czy Kyle'a Lowry'ego), ale oczywiście nie jest to już typ z kategorii "must".


Górny: Jeśli w tym sezonie trenerzy nie zdecydują się skorzystać z jego usług w ASG to stracę wiarę w jakąkolwiek sprawiedliwość. W zeszłym roku razem z Ellisem i Love’em otarł się o skład Zachodu, jak będzie w tym roku? O kim mowa? LaMarcus Aldridge! Jego 22.8 pkt/mecz, 8.7 zb/mecz musi się znaleźć na ławce Scotta Brooksa (?)


Hetman: Mam dwa nazwiska. Pierwszym graczem jest LaMarcus Aldridge, który gra rzeźnię w barwach Portland, a drugim Roy Hibbert, który technicznie poprawił się niesamowicie. Aldridge jest moim zdaniem na dzień dzisiejszy w Top 6/Top 7 silnych skrzydłowych ligi, a z kolei Hibbert przy skromniejszej konkurencji (kontuzje Lopeza, Horforda) jest drugim centrem na Wschodzie, bo Tyson Chandler nie gra (jeszcze) na swoim poziomie, a reszta jakoś mnie nie przekonuje.


Kajzerek: Luol Deng. W jego wypadku nie ma żadnych przewidywań, że za sezon, dwa będzie all-star, on już jest graczem kalibru All-Star, a na potwierdzenie moich słów polecam wszystkim spotkanie Bulls z Bucks, gdzie wrócił po siedmio-meczowej absencji i grał równie płynnie, co przed kontuzją. Nie jest "fancy", nie wsadza z góry nad rywalami, nie cross-uje niczym najlepsi obwodowi atleci, ale jego profesjonalizm i możliwość adaptacji ogląda się z największą przyjemnością. Poza tym ma nieprzeciętnie możliwości defensywne. Zasłużył, bez cienia wątpliwości.


Kolanowski: Wydaje się, że chyba nie wypadałoby pominąć kogoś z Utah Jazz (Jefferson lub nawet nieco słabiej grający w tym roku Millsap), Denver Nuggets (Gallinari?), Philadelphii 76ers (tu akurat kompletny brak pomysłu na jedno nazwisko. Williams?) czy Indiany Pacers (oprócz Grangera, jak najbardziej Hibbert). Wszystkie zespoły spisują się powyżej oczekiwań i choćby dlatego zasługują na swojego reprezentanta w Orlando.


Kujawiński: Takich zawodników jest oczywiście mnóstwo, bo nie wyobrażam sobie Meczu Gwiazd na przykład bez Russella Westbrooka, czy Kevina Love. Z tego powodu powiem raczej o zawodnikach, którzy pewniakami do występu nie są, a jednak mam wrażenie, że zostaną docenieni. Chciałbym w tym roku zobaczyć w Orlando kogoś z trójki Kevin Martin, Brandon Jennings i Josh Smith.


Kwiatkowski: Pozycje PG i PF na Zachodzie w ostatnich latach były chyba najgęściej obsadzone gwiazdami, przez co wielu All-Stars, jak choćby Tony Parker, miało małe szanse na występ i potem musieli zastanawiać się np co to za Johnson biega na Wschodzie i gdzie on gra. Doszło do małego przewiewu, gdy Amare Stoudemire czy Deron Williams wyprowadzili się na Wschód, dlatego nie wyobrażam sobie Meczu Gwiazd bez LaMarcusa Aldridge'a. Myślę tak, bo nadal kandydatami na Zachodzie są przecież Kevin Love, Dirk Nowitzki, Pau Gasol czy nawet - o czym Przemek wspomniał w ostatniej PnŻ Extra - Tim Duncan. Obaj, Nowitzki i Duncan mają za sobą najlepszy tydzień w sezonie. A pamiętajmy, że kontuzjowany jest jeszcze Zach Randolph. Mam nadzieję, że Aldridge znajdzie się w tym roku w Meczu Gwiazd, bo był już bardzo blisko rok temu, gdy w styczniu chyba nikt nie grał lepiej od niego w całej NBA.


Niewiadomski: Ciężko mi wyobrazić sobie tegoroczny mecz bez licznych reprezentacji Sixers i Pacers, na których nikt nie stawiał przed tym sezonem a które grają wyśmienicie. Iguodala i Granger to niemal pewniacy ale oprócz nich powinniśmy zobaczyć Hibberta i Jrue Holidaya. Przynajmniej mam taką nadzieję, choć zdaję sobie sprawę, że obaj nie do końca dorośli do roli All Stara.


3. Kogo będzie brakować Ci w Meczu Gwiazd najbardziej?


Dziuba: Pana obrony. Dobra, dobra... wiem przecież, że to spotkanie rządzi się swoimi prawami i tylko dlatego nie zagra w nim Joel Anthony, którego kibice tak bardzo się domagali. A tak poważnie, to pewnie Shaqa na boisku, bo trudno znaleźć drugiego takiego showmana wśród tegorocznych All-Stars, a ktoś jest potrzebny do rozkręcenia imprezy.


Górny: Canal Plus oraz Wojciecha Michałowicza mówiącego legendarne „uuuuaa” po byle „trójce” czy lay-upie. Na szczęście po raz kolejny ILP będzie moim „dostawcą wrażeń”. A tak już najzupełniej poważnie to już od lat brakuje mi zespołowych koszulek zawodników (w sensie gracze grają w strojach swoich klubów). To ujednolicenie jakoś nigdy nie przypadło mi do gustu.


Hetman: Krótko i na temat - Shaqa!


Kajzerek: A kto w tym roku bedzie śpiewał? Ri-Ri była dobra w 2011, a skoro Orlando to... Chris Brown? Justin Bieber, który już jest produktem ogólno-amerykańskim? W takim wypadku halftime'ową rozrywkę zorganizuje sobie sam. W kwestii konkretnego zawodnika - ciężko powiedzieć, pewnie taka refleksja nasunie mi się już podczas samego meczu. Luol Deng(?).


Kolanowski: Panów Zenona Telmana i Jerzego Świątka, bo czuję w kościach, że żaden z nich nie pojedzie do Orlando.


Kujawiński: Manu Ginobiliego. Nie wierzę, że Argentyńczyk zagrał w Meczu Gwiazd tylko dwa razy i tym bardziej mi szkoda, że kontuzja przerwała mu tak dobrze rozpoczęty przez niego sezon. Plus ze swoim nieortodoksyjnym stylem gry Manu jest stworzony o tego typu występów.


Kwiatkowski: Z koszulkami mam tak samo jak Michał. Do tego czterech graczy... Ricky'ego Rubio. Tricky Ricky jest jednym z dziesięciu, jak nie sześciu czy siedmiu graczy, których chciałbym pokazać komuś, aby zainteresować go koszykówką. Mój drugi typ to Luol Deng, nadal chyba niedoceniany obrońca i drugi najlepszy gracz najlepszej drużyny na Wschodzie. Gra z zerwanym ścięgnem w lewym nadgarstku, więc myślę, że nie jest to najlepszy pomysł, aby go wybierać, ale będę się cieszył, jeśli trenerzy wybiorą go chociaż po to aby pokazać jak powinno się doceniać grę po obu stronach boiska. Mam trzeciego kandydata - Jason Terry. Nigdy nie grał w Meczu Gwiazd, a był najlepszym zawodnikiem trzech ostatnich meczów zeszłorocznych Finałów. Plus czwarty, Manu Ginobili, którego stawiam w tej samej kategorii fascynujących graczy co Ricky - albo raczej powinienem napisać odwrotnie.


Niewiadomski: Rihanny. W zeszłym roku dała taki show w przerwie, że do dziś ciarki mnie przechodzą ja kto widzę. Jak dla mnie mogłaby występować co roku w przerwie, nawet z tym samym repertuarem. Zabraknie też Shaqa. Wiem, że już rok temu go nie było ale ten bez niego to już nie to samo. Będę też tęsknił za tymi graczami Celtics, których zabraknie (KG? Ray? Pierce?) za to nie będę za Duncanem, Nowitzkim czy Gasolem, którzy zawsze średnio mi do tego meczu pasowali. Choć ni wykluczone, że akurat ich zabraknie, ale młodzi Power Forwardzi Zachodu mocno pukają do drzwi ASG.

 


Podziel się

3-NA-3: PODSUMOWUJEMY PIERWSZE 25% SEZONU

poniedziałek, 23 stycznia 2012 14:53

 

1. Kto/co jest póki co największym rozczarowaniem dla Ciebie w tym sezonie? 

 

Marek Dziuba: Washington Wizards. Wiem, że nie było większych oczekiwań wobec drużyny, która w poprzednim sezonie wygrała 23 spotkania, ale aż dziw, że w drugim roku odbudowy, kiedy John Wall miał wrzucić na wyższy bieg Czarodzieje tak strasznie się cofnęli i pal licho, że mogą stać się jedną z najgorszych drużyn ever, bo znacznie gorsza wydaje się łatka... tej najgłupszej. Z jednej strony to chleb dla bloggerów, z drugiej.. tak po ludzku szkoda stołecznych kibiców. Flip Saunders nie potrafi zapanować nad tą niesforną młodzieżą, każdy gra pod siebie. Zdecydowanie brakuje tam weteranów i cóż, póki Andray Blatche będzie widziany w ich koszulce to żarty szybko się nie skończą. 

 

Michał Górny: Washington Wizards i New York Knicks. Dwie różne ekipy, dwa różne cele postawione przed sporządzonym na prędce sezonie 2011/2012 a finał taki sam – rozczarowanie.  Wizards mieli tym składem odkrywać nowe, nieprzebyte rewiry w Konferencji Wschodniej, natomiast Knicks mieli bić się z najlepszymi w tejże Konferencji. Nie wiem co jest gorsze oglądanie tego, jak Knicks poprawiają wizerunek Toronto Raptors czy Charlotte Bobcats, czy „rozluźnioną” klasę z ogólniaka w Compton gdzie Flip Saunders nie potrafi być tak stanowczy jak Michelle Pfeiffer. 

 

Sebastian Hetman: Boston Celtics. Staruszkowie z "Zielonego Gangu" dość ospale rozpoczęli rozgrywki 2011/12, a do tej pory nie wygrali z zespołem, który ma dodatni bilans. Ich najpewniejszym graczem jest tylko Rajon Rondo (+ Ray Allen), a kiepskie wyniki spowodowały mocne plotki an temat ewentualnego transferu Paula Pierce'a. Poza tym C's zajmują dopiero 29 miejsce w lidze na tablicach i obecnie gra pod koszem jest ich największą bolączką. Brakuje świeżości, zaś z ławki rezerwowych tylko Brandon Bass i Keyon Dooling wnoszą więcej niż pozostali zmiennicy. Jest jeszcze doświadczony Pietrus, który jak ma dzień, potrafi grać po obu stronach boiska. 

 

Michał Kajzerek: Kontuzje, zdecydowanie. Oczywiście mogliśmy się tego spodziewać ze względu na lockout, ale czy aż na taką skalę? Codziennie przeglądając źródła - większość doniesień odnosi się do urazów czy to małych, czy tych poważniejszych. To znacznie przekracza margines, którego mogliśmy oczekiwać. Czy to wina zawodników, że się zaniedbali? Czy po prostu wytrąceni z rytmu gry NBA są teraz przeciążeni i zarówno organizm, jak i ciało odmawia posłuszeństwa. Pewnie składa się na to wiele więcej czynników, ale jest to po prostu przygnębiające, gdy George Karl musi rotować siedmioma zawodnikami. Po prostu jest tego o dużo za dużo. 

 

Piotr Kolanowski: Boston Celtics. Przed sezonem pytaliśmy sami siebie czy to jeszcze są kandydaci do mistrzostwa, teraz możemy z kolei zadać pytanie czy C's w ogóle znajda się chociaż w playoffs. Po niedawnych zapewnieniach Danny'ego Ainge'a, że nie popełni błędu Auerbacha, możemy być za to więcej niż pewni, iż czas wielkiego tercetu w Bostonie oficjalnie się skończył. 

 

Maciej Kwiatkowski: Amare Stoudemire. Jeszcze tydzień temu byłem skłonny zrzucić to na karb braku playmakera, ale pamiętacie gdy Phoenix Suns zaoferowali Amare w 2010 roku tylko trzy gwarantowane lata kontraktu, w obawie o jego kolana? Z każdym meczem wygląda coraz bardziej jakby faktycznie coś wiedzieli. Stoudemire ma dopiero 29 lat, a na napięty terminarz reaguje jak 33-latek. Brakuje mu pierwszego mocnego kroku w minięciu i nie idzie już do góry tak jak choćby w pierwszej części poprzedniego sezonu. Być może dlatego tak łatwo oddaje liderowanie Knicks Carmelo Anthony'emu. 

 

Przemek Kujawiński: New York Knicks. Zaczynając już od tego, że jeszcze przed sezonem w Nowym Jorku postanowiono zrobić wszystko "na szybko" i zapomniano, że choć Tyson Chandler jest jednym z najlepszych defensywnych centrów lidze, to w pojedynkę nie zmieni Knicks w tytanów defensywy. Kończąc na tym, że ostatecznie to atak stał się podstawowym problemem Knicks. Najwyraźniej nawet dwóch z dziesięciu najlepszych ofensywnie zawodników w lidze nie wystarczy do tego, by zdobywać punkty. Carmelo trafia 40% swoich rzutów. Amar'e szokujące 41%. Playoffs bez Knicks? Po pierwszej ćwiartce sezonu nie brzmi to nieprawdopodobnie. 

 



 

 

2. Kto/co zrobił póki co największe wrażenie na Tobie?  

 

Dziuba: Ricky Rubio i Dwight Howard. Pierwszy z nich dlatego, bo błyskawicznie pozbawił niedowiarków wszelkich wątpliwości co do tego czy sprawdzi się w NBA. Te parkiety są jak widzimy stworzone dla niego. Chłopak ma w sobie ten rzadki pierwiastek magii, który sprawia, że gdy tylko widzisz go z piłką od razu czekasz na coś nietuzinkowego i w taki sposób tadaam... nawet Wolves stali się przyjemni do oglądania i mają też całkiem niezły bilans. Dlaczego z kolei Dwight? Bo mimo klarownej prośby o transfer, nie wypiął się na Magic i dalej gra jak bestia, ja to doceniam. 

 

Górny: "NBA is back". Obecny „flow” Philadelphii 76ers,pojedynek (póki, co korespondencyjny) o najlepszy bilans w NBA pomiędzy Chicago a Thunder, seria double-double Gortata,występy Los Angeles Lakers, wręcz epickie występy Ricky’ego Rubio i Minnesoty Timberwolves. Powiem szczerze, że ciężko się zdecydować.  Nawet start sezonu Cleveland Cavaliers może być pewnego rodzaju zaskoczeniem. Po „ćwiartce sezonu” największym plusem jest to, że „NBA IS BACK” 

 

Hetman: Philadelphia 76ers. Wydaje mi się, że Philadelphia 76ers i coach Collins. Sixers grają rewelację w defensywie, a ich transition offense jest jednym z najlepszych w lidze. Podoba mi się opcja, że ten team stał się po prostu regularny. Skład jest chyba najbardziej wyrównany w całej lidze, bo pokażcie mi zespół, w którym siedmiu graczy zdobywa co najmniej 10 punktów. Chemia w zespole imponująca + swagger, bo Szóstki w tym momencie potrafią grać z każdym i nie boją się nikogo. 

 

Kajzerek: Doug Collins. To jest na ten moment mój kandydat do trenera sezonu. Nie spodziewałem się, że z ligowego średniaka będzie w stanie zrobić - bądźmy szczerzy - kandydata do walki o mistrzostwo. Sixers zdobywają średnio 100,3 punkty, co daje im trzecie miejsce w lidze, a przeciwnikowi pozwala rzucać zaledwie 86,7, co daje im drugie miejsce! Nigdy wcześniej od czasu, gdy nie ma tam Iversona -  nie było sytuacji, w której budziłbym się specjalnie po to, żeby zobaczyć, jak grają "szóstki". Ich aktywność, chęć, siła po obu stronach parkietu jest naprawdę budująca. Jedyny zespół, który jest całkowitym zaprzeczeniem tego, że było coś takiego jak lockout. Collins wykonał niesamowitą robotę. 

 

Kolanowski: Ricky Rubio i Philadelphia 76ers. Pierwszy sprawił, że Brandon Jennings i wielu innych krytyków wyszło na idiotów, a Sixers są na najlepszej drodze, aby sporo namieszać w playoffs i zapewnić Dougowi Collinsowi nagrodę dla trenera roku. Wreszcie warto oglądać ten zespół już nie tylko dla świetnych strojów, oldschoolowego logo czy miłego dla oka parkietu a'la dawna hala Spectrum. 

 

Kwiatkowski: Miami Heat. Wiem, wiem. Mają bilans 11-5, a nie 15-1, ale 80% pierwszej piątki Heat zalicza lepsze sezony niż poprzedni, a Shane Battier wygląda na idealne wzmocnienie. Mieli kilka imponujących spotkań, głównie u siebie, z San Antonio (+24), Philadelphią (+19), Indianą (+35) czy LA Lakers (+11). Oczywiście są jeszcze kwestie, które muszą poprawić, ale sam styl gry, spokój i wyrachowanie Bosha czy efektywna obecność LeBrona w "post-up", do której wszyscy go skłonniliśmy, po prostu robią na mnie wrażenie. Grają tak jak mieli grać od początku sezonu 2010/11 minus kontuzja Dwyane'a Wade'a (ten bilans 6-1 bez Wade'a jest nieco skrzywiony przez fakt, że Wade grał też z niewyleczoną kontuzją w trzech przegranych meczach podczas trasy wyjazdowej). Wiem, że część nie chce tego słuchać. Heat wyglądają lepiej niż swój bilans. Muszą tylko chuchać i dmuchać na Wade'a - James trafia tylko 33% rzutów w crunchtime.  

 

Kujawiński: Northeast Division. Spodziewaliśmy się tego po Thunder, ale pozostałe cztery zespoły z tej samej dywizji zaskakują i w tym momencie nie ma gorętszego koszykarsko zakątka Stanów. Przed sezonem nikt nie stawiał na pozbawionych Brandona Royem Blazers, pozbawionych Derona Williamsa Jazz i pozbawionych Carmelo Anthony'ego Nuggets, tymczasem wszystkie te zespoły mają dodatni bilans i liczą się w walce o playoffy, a przecież daleko od tego nie są też ostatni w tej stawce Timberwolves. Dobrze wiedzieć, że w tej lidze można jeszcze wygrywać bez "wielkich trójek". 

 

3. Trzech najlepszych graczy na świecie to... 

 

Dziuba: LeBron James, Dwight Howard, Kobe Bryant.
Górny: LeBron James, Kobe Bryant, Dwight Howard.
Hetman: LeBron James, Dwight Howard, Kobe Bryant
Kajzerek: LeBron James, Kobe Bryant, Dwight Howard
Kolanowski: LeBron James, Kobe Bryant i Dwight Howard.
Kwiatkowski: LeBron James, Dwight Howard, Chris Paul.
Kujawiński: LeBron James, Dwight Howard, Chris Paul.

 


Podziel się

3-NA-3: HEAT, CZYLI GŁÓWNY KANDYDAT DO MISTRZOSTWA

piątek, 23 grudnia 2011 15:43

 

 

1. Czy Heat są twoim faworytem nr 1 do mistrzostwa?



Marek Dziuba:  Czy się ich kocha czy nienawidzi trzeba przyznać, że są głównym faworytem do zdobycia mistrzostwa i będą jeszcze przez kilka dobrych lat. Kto by nie był, mając w składzie Dwyane'a Wade i LeBrona Jamesa w kwiecie wieku? Musimy pamiętać, że poprzednio dotarli, a co więcej prowadzili w Finałach już 2:0 2:1 (tak to jest jak się śpi po 4 godz. na dobę :)), a w czwartym meczu dali sobie wyrwać wysoką przewagę w czwartej kwarcie i dopiero po tej porażce stanęli. Myślę w każdym razie, że to, jak blisko byli sukcesu już w swoim pierwszym sezonie, że "zabrakło tak niewiele" dodaje im tym większej mobilizacji. Dostali srogą lekcję od prawdziwej drużyny, a często silne zespoły rodzą się w/po cierpieniach. Tym razem wiedzą, czego potrzeba by zajść na szczyt. Powinni też grać jeszcze lepiej, bo to ich kolejny wspólny sezon. 

 

Michał Górny: Może nie moim ale wg. wiekszości zainteresowanych tematem Heat powinni wreszcie pokazać światu, że Wade-James-Bosh potrafią spełnić swoją pierwotną funkcję - wygrywać. Na Wschodzie przeciwnicy Ci sami czytaj Boston,Bulls i Magic. Z "dobiegu" jeszcze Knicks. Mówiąc szczerze jeśli w tym roku Big 3 z South Beach nie sięgnie po upragnione trofeum, to prawdopodobnie nigdy to nie nastąpi. A na pewno nie w układzie Wade-James-Bosh. LBJ zapewniał, że rok temu nie był sobą, Chris Bosh wzmocnił się fizycznie natomiast organizm Wade'a z uwagi na przedłużający się lockout jest w lepszej formie niż mógł być w przypadku rozpoczęcia sezonu zgodnie z planem. To wszystko brzmi optymistycznie, jednak bolączki pozostały te same. Brak odpowiednich zawodników na pozycji "jeden" i "pięć" (patrz niżej).

 

Sebastian Hetman: Tak. Są faworytem chyba większości ekspertów z USA, bo po 1 - mają chyba najbardziej atletyczny i utalentowany tercet w lidze na kluczowych pozycjach, dwa - LeBron James to nadal LeBron James. Będzie o tyle ciekawie, iż na Wschodzie fizycznie tylko Bulls będą mogli z nimi dyskutować. Kluczowym aspektem w ich pogonii po tytuł będzie postawa Bosha, który moim zdaniem miał świetne Playoffs 2011. Wydaje mi się, że w tym wszystkim coach Spoelstra nie może się odnaleźć, ale to już nieco odrębna kwestia.

 

Michał Kajzerek: Nie będąc stronniczym - tak, są moim faworytem nr 1. Doprawili skład kilkoma bardzo przydatnymi elementami, co prawda nadal mają dwie luki, ale z takim pakietem graczy zniwelowanie straty wynikających z tych braków nie będzie dla Erika Spoelstry wielkim problemem. Z większym bagażem doświadczeń i coraz większą umiejętnością gry ze sobą - mogą wyeliminować pierworodne błędy z minionych rozgrywek i w końcu spełnić piękny sen Pata Rileya. Bez wątpienia Heat będą o wiele trudniejszym przeciwnikiem niż jeszcze kilka miesięcy temu, no chyba, że LeBron trenując całe lato post-up, zapomniał o rzutach osobistych, a Bosh wcale nie jest taki dobry z dystansu, jak mówi. Jeszcze jest "wychudzony" Eddy Curry, strzeżcie się niebiosa - Żar nadchodzi.

 

Piotr Kolanowski: Tak, ponieważ sami najlepiej wiedzą jak blisko byli sukcesu i czego im zabrakło, aby postawić kropkę nad "i". Tym razem tercet Heat wróci do gry absolutnie zmotywowany (żadne tam głupie gadania o siedmiu czy ośmiu tytułach z rzędu, to był idiotyzm) i silniejszy niż kiedykolwiek (Wade waży teraz ponoć w granicach 105 kg - siła!). Jeśli tylko zdrowie dopisze, Heat powinni zdobyć prawdopodobnie ostatnie mistrzostwo przed przewidywanym końcem świata.

 

Rafał Niewiadomski:  Tak. Zespół, który posiada w swoim prime 2 z 5 najlepszych graczy ligi i 3 z 15/20 musi być faworytem do wygrania ligi. Właściwie, to powinni już wygrać w zeszłym roku. Wciąż nie wiem jak do tego nie doszło. I nie piszę tego z ironią, bo serio kibicowałem im w czerwcu.

 

 

2. Heat nie załatali dziur na pozycjach PG i C. Kogo bardziej będzie im brakowało? - rozgrywającego xzy centra?


 

Dziuba: Moim zdaniem środkowego, bez wątpienia. Gdyby sprowadzili Samuela Dalemberta nie byłoby żadnych dyskusji, ale tak... Chris Bosh mimo, że przypakował, to jednak nie jest jego naturalna pozycja i nie będzie sobie radził z nominalnymi środkowymi, Dexter Pittman jest zbyt młody i niedoświadczony, Joel Anthony choć wnosi dobrą defensywę, to w ataku jest dosłownym 0, a Eddy Curry... to Eddy Curry i lepiej w tej chwili mimo wszystko broniłby swojego kubełka w KFC niż jakiegoś centra pod koszem. Na pozycji rozgrywającego Heat nie potrzebują z kolei typowej jedynki, a wydaje mi się, że objawieniem tutaj może okazać się chłopak, który o ironio studiował w Cleveland - Norris Cole.

 

Górny: Zdecydowanie C. Joel Anthony, Dexter Pitman i (jeszcze w składzie) Eddie Curry oraz Mickell Gladness. O ile Anthony pasuje bardziej na solidnego rezerwowego to reszta tego towarzystwa nie daje prawie żadnych szans na wzmocnienie tej pozycji. Bardziej wierzę w Mario Chalmersa i Norrisa Cole'a. Ten ostatni to debiutant, który może z tej pozycji wygryźć Chalmersa.

 

Hetman: Z dwoja złego chyba centra. O ile nie przeszkadzały im te luki w ubiegłym sezonie, o tyle teraz może być ciekawie np. w pojedynkach z Magic (Howard), Knicks (Chandler), Bulls (Noah), czy Thunder (Perkins) i Lakers (Bynum). Eddy Curry nie będzie super środkowym, a spotkałem się z kilkoma arytukałmi na jego temat, gdzie paru niedowiarków wierzy w jego reinkarnację. O ile James może grać jako point-forward, o tyle Bosh moim zdaniem nie da rady z wyżej wymienonymi nazwiskami na środku, bo ponoć przypakował z Mourningiem, a wydaje mi się, że wygląda tak samo jak wyglądał... Poza tym, przez 90% kariery grał jako czwórka, głównie "softowo" 3-4 metry od kosza.

 

Kajzerek: Centra, zdecydowanie. Rolę rozgrywającego może na siebie wziąć LeBron, czy Dwyane - tak też było w minionym sezonie. Poza tym zapominamy kompletnie o Mario Chalmersie, który w gruncie rzeczy ma kilka cech odpowiedniego play-makera, chociaż już naginam tu granice używając słowa - play-maker. Nie wiem do końca, czy powinniśmy mówić tu o dziurach, dziurach względem kogo? Wielkiej Trójki? Przecież Joel Anthony w ubiegłym sezonie miał spotkania, w których prezentował się lepiej od Chrisa Bosha, naprawdę. Gorzej jest tutaj z drugą opcją. Erick Dampier to już melodia przeszłości, a Curry - mimo, że wyraźnie stracił na wadze i chyba mu zależy - to jedna wielka niewiadoma. Gdyby dołączył do zespołu Dalembert, byłbym skłonny powiedzieć, że Heat to zespół niemalże perfekcyjny, ale gdyby babcia miała wąsy...

 

Kolanowski: Myślę, że ani jednego ani drugiego. Joel Anthony sprawdzał się przyzwoicie jako defensor, a w kluczowych momentach na środku występować będzie zapewne i tak Chris Bosh. A rozgrywający? Tutaj nawet nie jest potrzebny klasyczny gracz na tę pozycję. Chalmers może się spokojnie skupiać na swoich rzutach z dystansu i oddawać piłkę Jamesowi lub Wade'owi, aby ci kreowali grę.

 

Niewiadomski: Nie brakuje im ani jednego ani drugiego. Bosh pogra więcej jako środkowy, Anthony fajnie wyglądał już rok temu, jest solidny Haslem, dodano Curry'ego, który ma wiele do udowodnienia a co najważniejsze do zespołu dołączył Shane Battier, który odpowiadał za największe w ostatnich latach sukcesy Grizzlies (2-krotnie) oraz Rockets. To wszystko powoduje, że Heat mają grupkę graczy, którzy zapewnią im odpowiednie wsparcie pod koszami. Na PG jest Chalmers i House, czego więcej trzeba w tym zespole? Heat prawdopodobnie dokoptują jeszcze w trakcie sezonu jakieś ciekawe nazwisko, więc ja nie widzę tu żadnych problemów. Tu nie potrzeba Chrisa Paula na PG. Tu potrzeba gościa, który stanie w rogu i będzie trafiał po rozrzuceniach Jamesa i Wade'a. To potrafi zarówno Chalmers jak i House.

 

 

3. O co gra w tym sezonie LeBron James? 

 

 

Dziuba: LeBron James ciągle gra o swoje 'ja' w historii. Nie pamiętam, by jakikolwiek zawodnik, w tym przypadku najlepszy na świecie, miał tylu haterów. Nie ma co ukrywać swoją grą w Finałach NBA dał im mimo wszystko pożywkę do wyśmiewania. Dlatego absolutnie nie może pozwolić sobie na równie słabą postawę w kluczowych momentach najważniejszych spotkań. Jeśli zdobędzie upragniony pierścień, najlepiej w jakiś spektakularny sposób, to jego obecny wizerunek "przegrańca" powinien przeżyć metamorfozę, jak to często bywa po wielkich sukcesach. Brakuje mu tylko tego, a jeśli w końcu uniesie w górę trofeum Larry'ego O'Brienia mógłby wrócić do domu, siąść na fotelu, ubrać klapki, zapalić cygaro i właściwie poczuć się spełnionym. Niemniej jednak, dla mnie osobiście, nie będzie to miało tej samej wagi, jaką miałby tytuł z Cleveland.

 

Górny: O siebie i swój wizerunek, o wszelkiego rodzaju porównania z Michaelem Jordanem, o to jak oceni go historia. Trzeba pamiętać, że latka lecą i zanim człowiek się obejrzy może już być za późno, a życie mrzonkami "uda Nam się za rok" jest bez sensu. Jeśli mu się uda ludzie dalej będą patrzyli na Niego jak na błogosławieństwo zesłane przez Boga. Jeśli "znowu" się nie uda stanie się kolejnym koszykarzem, który niby ma wszystko ale w jego karierze czegoś zabrakło. LBJ wchodzi w swój 9 sezon.....pierwszy z tytułem?

 

Hetman: O mistrzostwo, o odkupienie, o chwałę, o spełnienie i o inne pierdoły, o które grał jeszcze za czasów Cavs. To jeden z trzech najlepszych graczy ligi, wg. wielu najlepszy, a Finały 2011 zrzuciły na jego głowę cegły krytyki. Zasłużenie. Jak nie teraz, to kiedy? Heat mają szansę stworzyć zespół na 3-4 lata i niech biorą pod uwagę fakt, że po 2012 coraz więcej teamów będzie miało swoje "Wielkie Trójki".

 

Kajzerek: O to, o co gra każdego sezonu odkąd pojawił się w NBA. Tyle, że w końcu przyszedł najwyższy czas, aby założyć mistrzowski pierścień. Frustracja narasta, lata lecą, a konkurencja rośnie w siłę. LeBron wie o co walczy i wie, jak ma to robić. Z Cleveland w pojedynke by mu się nie udało, dlatego w moich oczach nie jest żadnym uciekinierem, za co miałby też go hejtować. Motywuje go myśl o zwycięstwie, a w gronie Wade'a i Bosha ma na to, jak najlepsze szanse.

 

Kolanowski: W tym momencie o ratowanie swojej reputacji do niedawna ponoć najlepszego gracza w lidze. No i oczywiście o mistrzostwo. Jeśli James chce być za x lat pozytywnie oceniany przez historię, musi się zrehabilitować za tamte finały z Mavericks. Jedna słabsza seria w walce o tytuł zdarzała sie wielu słynnym graczom, ale ewentualne dwie pod rząd? To byłaby już całkowita kompromitacja, po której niezwykle ciężko byłoby się zrehabilitować.

 

Niewiadomski:  Oczywiście o mistrzostwo. Indywidualnie/statystycznie już nic nie musi udowadniać. Ma "tylko" zdobyć mistrzostwo i nie odpuścić w momencie, kiedy będzie już tego bliski. Oczywiście nawet wtedy znajdą się haterzy, którzy powiedzą, że James nie zdobyłby mistrzostwa, gdyby nie Wade czy Bosh. Ale bądźmy szczerzy haterzy zawsze znajdą jakiś powód by nienawidzić, dlatego nimi bym się nie przejmował. Heat są w idealnej sytuacji wyjściowej. Media zajęły się wetem Sterna, Paulem w Clippers i tym gdzie wyląduje Howard. Ich najwięksi wrogowie (Lakers, Mavs) tylko się osłabili w tym offseason. Reszta nie wzmocniła się na tyle, by im realnie zagrozić, dlatego największym przeciwnikiem Heat będą oni sami. Do tej pory LeBron nie był w tak luksusowej sytuacji.

 

 

3-na-3: w oczekiwaniu na nowy sezon

 

3-na-3: zapowiedź sezonu New York Knicks

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Oklahoma City Thunder

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Los Angeles Clippers

 

 3-na-3: zapowiedź sezonu Chicago Bulls

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Boston Celtics

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Dallas Mavericks

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Los Angeles Lakers

 

Zapowiedzi wszystkich 30 zespołów w nowym Magazynie MVP, który wyjdzie w ten piątek.

 

 

 

 

 


Podziel się

3-NA-3: CO CZEKA LOS ANGELES LAKERS?

czwartek, 22 grudnia 2011 15:18

 

1. Czy Lakers powinni wymienić Pau Gasola i Andrew Bynuma za Dwighta Howarda?



Marek Dziuba: Tak, to jakby nie patrzeć najlepszy środkowy w lidze, młody i z końskim zdrowiem, czego np. o Bynumie nie można powiedzieć. Szkoda Gasola w takim przypadku, ale on do najmłodszych już nie należy, a w Lakers powinni zacząć już myśleć o niemałej rewolucji. Tak czy inaczej wątpię, aby miało im się to udać. Widzę Dwighta w New Jersey, dlatego już nie gdybam i zastanawiam się, co LAL może zdziałać w obecnym składzie.

 

Michał Górny: Moim zdaniem Lakers stoją już na krawędzi przebudowy. Oczywiście jest Kobe, Gasol, Bynum, świeżo pozyskani Murphy oraz McRoberts, którzy są zdecydowanie traktowani w kategorii wzmocnień. Jednak za 2-3 sezony, może zabraknąć Kobe'ego Bryanta i wtedy zaczną się schody. Jeśli tylko nadażyła by się taka okazja Lakers powinni zastanowić się nad pozyskaniem D12. Co by nie mówić Howard jest najlepszym centrem w NBA i jego osoba mogłaby sprawić, że Kobe szybko zapomniałby o chemii z Gasolem. Poza tym po zakończeniu kariery Bryant mógłby spokojnie obserwować, jak Lakers w okolicach 2014-2016 dalej biją się o największe cele pomijając bolesną fazę, gdzie loteria Draftu jest atrakcyjniejsza niż  8. seed w Konferencji Zachodniej. 

 

Sebastian Hetman: Na daną chwilę wydaje mi się, że nie. W końcu Bynum ma (nadal "dopiero") rocznikowo 24 lata i jak Bóg da, jego zdrowe kolana mogą ponieść podkoszową przyszłość Lakers gdzieś wysoko. Spotykaliśmy się z różnymi opiniami na temat Hiszpana, ale Pau Gasol po Dirku Nowitzkim moim zdaniem jest drugim najlepszym ofensywnie wysokim w NBA i nawet nie ma co w tej kwestii dyskutować. Tak jak napisali niektórzy koledzy, Howard miałby sens, gdyby Lakers ściągnęli do siebie Chrisa Paula. Ale poczekajmy do lata 2012. Kupchak pewnie coś wymyśli... 

 

Michał Kajzerek: Tak, jeśli w Los Angeles pozostałby Lamar Odom. Wtedy taka wymiana byłaby bardziej sensowna. Teraz w ostatecznym rozrachunku, Lakers mogliby stracić za dużo pod koszem, choć mówimy tu o najlepszym centrze, który aktualnie stąpa po parkietach ligi. Niezależnie od tego, jaką Mitch Kupchak podejmie decyzję - jeżeli będzie miał możliwość wyboru oczywiście - nie powinien być obwiniany za działanie wbrew interesowi Lakers, tak jak było to w przypadku oddania Odoma. Bynum nigdy nie będzie na poziomie Howarda, a Gasol wygląda jakby stracił po tym wszystkim ochotę do gry. Nadal jednak stanowią jeden z najlepszych front-courtów w lidze. 

 

Piotr Kolanowski: Chyba tak. Czasem trzeba się świadomie cofnąć, aby móc potem pójść do przodu. Rozbicie duetu wież, które do niedawna siały postrach w Konferencji Zachodniej byłoby bardzo poważną decyzja, ale jednak możliwość pozyskania najlepszego centra w lidze nie zdarza się codziennie. Jeśli Orlando poszłoby na taki układ, to na miejscu Kupchaka "pociągnąłbym za spust". Dałoby to możliwość szybkiej odbudowy zespołu wokół nowego gracza, a poza tym nigdy nie miałem zaufania do kolan Bynuma i właściwie w tej wymianie szkoda by mi było wyłącznie Gasola. 

 

Maciej Kwiatkowski: Uwielbiam Bynuma gdy jest zdrowy, np wczoraj z Clippers (26/11). To wyjątkowy 7-footer w tych czasach, ale tak - Lakers powinni oddać go do Orlando razem z Gasolem. Nie dlatego, że jest to idealny deal dla Lakers, ale nie wygląda mi na to, aby Lakers mieli realne szanse na mistrzostwo w tym sezonie i nie widzę innych możliwości dramatycznej poprawy składu po tym jak oddali Lamara Odoma. Więc tak - powinni handlować po Dwighta Howarda zanim będzie za późno i Howard zwiąże sięz  kimś na dłużej + do tego mogliby spróbować przechwycić J.J.'a Redicka. Kibice Lakers mogą mieć syndrom oblężonej twierdzy po tym jak stracili Odoma, mogą wierzyć w Bynuma jak i ja wierzę, ale Dwight Howard is the real deal, a dopiero jakby wchodził w swój prime. Po przejściu do Lakers mógłby nawet zostać najlepszym graczem w lidze.  

 

Sławek Mróz: Trudno powiedzieć, zważywszy na złożoność tematu pod tytułem „uderzamy po franchise playera”. Gdyby nie było innego wyjścia, z bólem pożegnałbym aktualny duet podkoszowy Lakers i zaprosił Dwighta do podpisania extension, czyniąc go filarem pod kolejną dynastię Lakers. Jeioraki mają już jednak doświadczenie w pozyskiwaniu dominującego centra z Orlando w nieco mniej inwazyjny sposób. Zatem pierwszy krok, jaki bym na miejscu Kupchaka wykonał, to próba umówienia się z Howarden na lato i ewentualnie przygotowania finansowe na to wydarzenie. Wówczas istnieje duża szansa, że Bynum lub Gasol mogliby pozostać w Los Angeles. 

 

Rafał Niewiadomski: Nie. Ten zespół nie ma problemów pod koszami a rotacja złożona z czwórki Bynum-Gasol-Murphy-McRoberts wciąż należy do najsilniejszej w lidze, która gwarantuje tej drużynie granie o najwyższe cele. Wymiana miałaby sens, gdyby wcześniej udało się sprowadzić Chrisa Paula. W tej chwili, gdyby doszło do takiej wymiany, Lakers stworzyliby jedynie dodatkową dziurę na PF a wystarczy przecież, że już kolejny sezon muszą męczyć się z Derekiem Fisherem, który prawdopodobnie w każdej z pozostałych 29 ekip już od 3 lat musiałby mocno walczyć o pozostanie w meczowej 12-stce. Dlatego w tej chwili taka wymiana dla Lakers nie miałaby sensu, chyba, że udałoby im się pozyskać dobrego rozgrywającego, który rozwiązałby przy okazji ten problem. 

 

Bartosz Tomczak: Nie. Zgodziłbym się na oddanie Bynuma za Howarda z wszelkimi dodatkami, ale nie kosztem Gasola. Dla mnie już handlowanie Gasola i Odoma za Paula było nieporozumieniem (chyba, że jakimś cudem miałby się pojawić jeszcze Howard- wtedy bym to zrozumiał). Lakers z Gasolem i zdrowym Bynumem to zwyczajnie lepsza drużyna niż z samym Howardem. Nie mam nic wspólnego z przedmiotami ścisłymi ale 2>1 – matematyki nie oszukasz. Dwight to bezsprzecznie najlepszy center ligi, chętnie widziałbym go w Lakers, ale nie kosztem oddawania Hiszpana. 

 

2. Dla którego z graczy Lakers zmiana systemu ofensywnego może być najbardziej opłacalna? 

 

Dziuba: Prawdopodobnie dla podkoszowych. Więcej piłek będzie posyłanych do Gasola i Bynuma, tak przypuszczam, co pozwoli zwłaszcza temu drugiemu na większe popisy, jeśli wcześniej się nie połamie. No chyba, że Mike tak jak w Cleveland wdroży prostą taktykę: "Masz Kobe piłkę i graj".

 

Górny: Tutaj można gdybać i gdybać zwłaszcza kiedy w pierwszej piątce na PG zamiast Dereka Fishera wychodzić będzie Steve Blake, natomiast zamiast Metta World Peace (aka Ron Artest) na SF występować ma Matt "I will kill you" Barnes. Widać już fakt, że Brown przyszedł tutaj z gotowym planem i wszelkiego rodzaju zwyczaje nie będą praktykowane. Nawet jeśli będą poddawane pod dyskusję przez Bryanta. Jednak to może spowodować fiasko tej transformacji Lakers.Taka mała dygresja: Na jednym ze spotkań AZS Politechniki jeden z rozgrywających tej ekipy słysząc trenerskie okrzyki niezadowolenia z jego akcji, przebiegając koło stanowiska dla mediów, powiedział: "Zamknij k...a ryj".  

 

Hetman: Wysocy powinni na tym zyskać i być może będzie więcej gry na pick'n'rollach, bo przecież Lakers mają kim grać w takich zagrywkach. Wydaje mi się, że w tamtym sezonie Steve Blake był za rzadko wykorzystywany, więc czemu nie? Kibice Lakers mogą tylko żałować, że team opuścił Lamar Odom, bo gość sprawdzałby się w zasadzie w każdym systemie ofensywnym LAL. 

 

Kajzerek: Dla każdego zawodnika to będzie coś nowego, w czym będzie musiał odnaleźć na nowo swoją rolę, więc taka zmiana może wyjść na korzyść każdego zawodnika Lakers, ale niekoniecznie tak musi być. Myślę, że teraz więcej piłek będzie przechodziło przez graczy podkoszowych, a Kobe dostanie więcej swobody, która w ostatecznej fazie jego kariery będzie bardzo pomocna. Brown nie chce na siłę kontynuować triangle-offense Zen-Mastera, i bardzo mi się to podoba. Fajnie będzie zobaczyć, jak radzą sobie "nowi" Lakers w zupełnie innym systemie, nawiasem mówiąc - na pohybel wszystkim skazującym ich na pożarcie już po preseason. 

 

Kolanowski: Może dla Bynuma i Gasola, których Brown chciał bardziej wykorzystywać w ataku? Może dla Blake'a? A może o dziwo dla Artesta, mającego teraz być tajną bronią z ławki? OK, co do tego ostatniego to akurat nie jestem jakoś szczególnie przekonany. Tak naprawdę ciężko powiedzieć, bo Lakers pod wodzą Mike'a Browna to wciąż wielka niewiadoma. 

 

Kwiatkowski: A więc... Metta World Peace na pewno będzie miał więcej swobody w tym systemie. Sam przyznawał, że 'triangle-offense' to nie był jego konik. Teraz będzie grał z ławki, co przyjmuje bez dąsania się - oddał 23 rzuty w dwóch sparingach. Inna sprawa, ze trafił tylko cztery, ale z biegiem sezonu w nowej roli może dawać Lakers więcej niż w poprzendim sezonie. 

 

Mróz:  Mówiło się dużo o tym, że zyska mocno frontcourt. Ja bym się jednak wstrzymał z ostatecznymi werdyktami, bo trener i jego filozofia to jedno, a piłkę tam nadal mieć będzie w ręku Kobe Bryant. A przecież CV Browna zbudowane zostało na obwodowym liderze. Poza tym niełatwo będzie ocenić, kto ile zyskał w efekcie zmiany systemu, bo przecież dojdą też efekty decyzji personalnych, w tym kluczowej – brak Lamara Odoma. Może się zatem zdarzyć, że Gasol i Bynum będą w sezonie regularnym grać tyle, na ile starczy sił. Bo o dobrą lokatę przed playoffs nie będzie łatwo. 

 

Niewiadomski: Na zmianie powinno zyskać wielu graczy. Najbardziej Gasol z Bynumem, ponieważ w trójkątach brakowało rozwiązań, które najmocniej wykorzystałyby ich warunki fizyczne. Zyskać powinien Kobe, ponieważ Brown zapowiedział, iż częściej będzie wykorzystywał jego grę post up. Na dodatek, w trójkątach brakowało zagrywek, które bezpośrednio kreowałyby Kobego. U Browna, już w pierwszym sparingu z Clippers można było dostrzec kilka takich setpleyów, więc to też powinno ułatwić nieco życie Mambie. Najważniejsze jednak, że Brown nie boi się wyzwań, które przed nim stoją. Na dzień dobry narzucił Jeziorowcom podczas obozu 2 normalne treningi dziennie, co u Phila by nie przeszło, przesunął na ławkę Mettę World Peace'a i nie boi się zwrócić uwagi na treningu nawet Kobe'mu. Grać u niego może każdy i niewykluczone, że starterem będzie Devin Ebanks a rookie Darius Morris może liczyć na solidne minuty. Brakowało tego u Phila, który po młodzież sięgał dopiero w ostateczności. 

 

Tomczak: Andrew Bynum i Pau Gasol. Lakers są dla mnie trochę zespawani z trójkątami, więc nie zdziwię się, jeśli gracze momentami z własnej inicjatywy będą wracać do starego stylu gry. Wybrałem jednak Bynuma i Gasola, bo moim zdaniem muszą dostawać więcej piłek, więcej zagrywek musi być rozpisana pod tę dwójkę. Gasol i Bynum powinni mieć w ataku mniej więcej tyle samo szans co Bryant, żeby Lakers mieli szansę na sukces w tym sezonie. To jednak tylko moje życzenie, bo podejrzewam, że Mike Brown żadnego niesamowitego stylu w ofensywie nie wypracuje i większość akcji będzie się opierała na tym co wymyślą sami koszykarze. 

 

3. Czy Lakers nadal są kandydatem do mistrzostwa? 

 

 

Dziuba: Z Chrisem Paulem byliby na pewno... a tak? W poprzednich Playoffach wyglądało na to, jakby ten skład się wypalił. Teraz doszło do tego niezrozumiałe oddanie Odoma, a nie wiadomo przecież jak z tą ekipą
poradzi sobie coach Brown. Nie skreślam szans Lakers, ale wydaje mi się, że choć są pewniakiem do Playoffs to ich mistrzowskie okno niestety tak jak w przypadku C's się zamyka.

 

Górny: "Its probably the last dance" 

 

Hetman: Tak. Podobnie jak Celtics i Spurs, drużyna o trzonie weteranów, w dodatku z niezłą ławką i przede wszystkim perspektywicznym środkowym, nadal jest w gronie 5-6 najlepszych ekip w lidze. Fani LAL muszą sobie tylko zadać w tym temacie jedno pytanie. Czy Bryant wywnioskował coś z Playoffs 2011? W Los Angeles pojawił się konkretny rywal (Clippers), ale przy dobrych wiatrach w PO, Lakers mają nadal szanse, no i poza tym mamy krótszy sezon regularny, czytajcie mniej obciążenia dla Gasola, oczywiście przy zdrowym Bynumie. 

 

Kajzerek: Tak, oczywiście, że tak. Mają dobrą ekipę z ciągle skutecznym liderem. Kobe prawdopodobnie nie będzie już grał tak długo i tak często, ale jego intensywność i determinacja nie ulegną zmianie. Gasol poszukuje w sobie siły, której zabrakło mu w play-offach 2011, Bynum także ma coś do udowodnienia. Poza tym Lakers posiadają kilku dobrych role-players, a powszechnie wiadomo, że bez nich zespół nie jest po prostu kompletny. Myślę, że tym razem nie dadzą sobie odebrać szans na mistrzostwo w sposób, w jaki umożliwili to Dallas Mavericks. 

 

Kolanowski: Z tym trzonem zespołu oczywiście, że są. Jednak jeśli wkrótce nie dojdzie tam do odmłodzenia składu i dodania nowych kluczowych graczy (lub choćby jednego), Lakers mogą za parę lat wypaść z elity. To jeszcze nie jest raczej "ostatni taniec" (ileż takich już mieli choćby San Antonio Spurs), ale impreza z tymi uczestnikami zabawy powoli dobiega końca i w LA muszą zrobić wszystko, aby nie obudzić się z potężnym i bolesnym kacem. 

 

Kwiatkowski: Tak, bo nadal mają dwóch z 10 najlepszych graczy na świecie + centra, który gdy zdrowy, nie jest wcale mniej dominujący w ataku czy na ofensywnej desce niż najlepszy center ligi. W playoffowych match-upach duet Gasol/Bynum będzie problemem dla każdego zespołu w tej lidze. Bynum musi jednak pozostać zdrowy, a Kobe Bryant w jak najlepszej formie dotrwać do play-offów. Lakers są jednak w takiej samej sytuacji jak Boston Celtics - są za starzy i zabraknie im atletyzmu w tym sezonie. Teoretycznie są jeszcze kontenderem, ale jeśli Celtics musieliby ominąć Miami, tak Lakers nie mogą trafić na Oklahomę w playoffach, bo będzie to tzw "track-meat". Thunder są w dodatku najlepiej przygotowanym teamem Zachodu do bronienia przeciwko Gasolowi i Bynumowi. 

 

Mróz: Nie. Już sam Kupchak (a może Buss?) najwyraźniej przestał w to wierzyć, skoro ruszyły negocjacje handlowe. Obcięcie Odoma to już czytelne potwierdzenie tego zwątpienia. Nie wierzę bowiem w brak możliwości porozumienia z zawodnikiem. To była przede wszystkim decyzja finansowa. 

 

Niewiadomski:  Oczywiście, że tak. Może nie tak mocnym jak Miami Heat ale nawet po stracie Lamara Odoma ten zespół będzie się liczył w walce o tytuł.  Zresztą uważam, że odejście Odoma nie będzie tak odczuwalne jak brak upgrade'u na pozycji PG czy nieznalezienie solidnego zastępcy dla Mamby. Bynum przejmie na swoje barki ciężar gry, Gasol odpoczął a na ławce jest McRoberts, jeden z ciekawszych wysokich dostępnych na tegorocznym  rynku FA. Ta trójka, plus Murphy spowodują, że bilans pod koszem Jeziorowców może wyjść na zero. Lepiej pomimo wieku powinno być u Kobego, który po operacji wygląda jakby mu cofnięto zegar biologiczny o kilka lat. Problemem jest pozycja PG oraz Metta World Peace... tu ciężko cokolwiek pozytywnego napisać i jeżeli fani Lakers mieli nadzieję, iż odejście od trójkątów tu coś pomoże, lepiej niech porzucą tę nadzieję. Metta zjawił się na obozie z nadwagą i wydaje się oderwany od rzeczywistości. O ile na SF Brown ma do dyspozycji Barnesa i Ebanksa, którzy jakoś zakamuflują ten problem, o tyle obsada pozycji PG pozostawia wiele do życzenia i już rok temu kosztowała zespół walkę o mistrzostwo. Dopóki ten problem nie zostanie rozwiązany, Lakers będą tylko jednym z 7-8 kandydatów do mistrzostwa.  

 

Tomczak: Tak. Jeszcze parę tygodni temu byli dla mnie na tym samym poziomie co Mavericks i Thunder, ale oddanie Odoma sprawiło, że są już półkę niżej, na równi z Clippers o czym pisałem wczoraj. Ciągle jednak mam ich na swojej liście potencjalnych mistrzów NBA. Jeśli kolano Bryanta po zabiegu wróci do formy, Gasol nie będzie miał z tyłu głowy, że już jedną nogą był w Houston, a Bynum będzie zdrowy, Lakers nadal będą grali o tytuł. Poza tym paradoksalnie to, że sporo osób może ich skreślić powinno być plusem- łatwiej zaatakować pozycję lidera niż ją obronić.


 

3-na-3: w oczekiwaniu na nowy sezon

 

3-na-3: zapowiedź sezonu New York Knicks

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Oklahoma City Thunder

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Los Angeles Clippers

 

 3-na-3: zapowiedź sezonu Chicago Bulls

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Boston Celtics

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Dallas Mavericks

 

Zapowiedzi wszystkich 30 zespołów w nowym Magazynie MVP, który wyjdzie w ten piątek.

 

 

 

 

 


Podziel się

3-NA-3: DALLAS MAVERICKS - NADAL KONTENDERZY?

środa, 21 grudnia 2011 15:31

 

 

3-na-3: w oczekiwaniu na nowy sezon

 

3-na-3: zapowiedź sezonu New York Knicks

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Oklahoma City Thunder

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Los Angeles Clippers

 

 3-na-3: zapowiedź sezonu Chicago Bulls

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Boston Celtics

 

Zapowiedzi wszystkich 30 zespołów w nowym Magazynie MVP, który wyjdzie w ten piątek.

 

 

1) Czy Mark Cuban postąpił dobrze nie oferując Chandlerowi maksymalnego kontraktu, w zamian za szanse w 2012 roku na przechwycenie np Derona Williamsa, Dwighta Howarda lub może w przyszłości Kevina Love'a? 

 

Marek Dziuba: Nie boję się stwierdzić, że w tej chwili przyszłościowe (2012) myślenie pozbawia Mavs mistrzostwa teraz, w nadchodzącym sezonie. Tyson Chandler był niewątpliwe "tym" brakującym elementem w Dallas, idealnym centrem dla Dirka Nowitzkiego, który poza twardą defensywą w pomalowanym, dodał też tej drużynie charakteru. Z drugiej strony nie należy on - delikatnie mówiąc - do największych okazów zdrowia, aby ot tak wyrzucać mu na stół 14,5 miliona rocznie... stąd nie mnie, skromnemu bloggerowi oceniać odważne decyzje swojego imiennika, który musi mieć łeb na karku, skoro w życiu dorobił się fortuny. Czas pokaże, czy będziemy nazywać Cubana geniuszem czy idiotą. 


Michał Kajzerek:  To była decyzja, której mimo wszystko może żałować, ale koniec końców jest to Mark Cuban - uznawany przez wielu za jednego z najlepszych w tym biznesie. Chandler odszedł, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Dallas z pewnością będą bardzo aktywni podczas kolejnego okienka transferowego, ciężko powiedzieć kto na tę chwilę miałby być na ich celowniku.

 

Piotr Kolanowski: Pewnie, że tak. Dając teraz ogromny kontrakt Chandlerowi Cuban automatycznie zamknąłby sobie drogę do bezbolesnej przemiany pokoleń w Dallas, do której może dojść już w przyszłym roku. Moim zdaniem warto zaryzykować utratę tytułu w skróconym sezonie, jeśli tylko pojawi się możliwość powrotu z hukiem na tron nie tylko w 2013 r., ale także w dalszej przyszłości. Jeżeli Mavericks udałaby się taka sztuka, poprzez pozyskanie kogoś "fajnego" w lipcu, Cuban (ponownie) zostanie ogłoszony geniuszem, a Dirk doczeka się idealnego ukonorowania swojej kariery. 

 

Przemek Kujawiński: Nie. Mistrzowskiego składu się nie zmienia. Tyson Chandler udowodnił, że potrafi być defensywną kotwicą mistrzowskiego zespołu, a Dirk Nowitzki nie ma wielu sezonów przed sobą, by Mark Cuban mógł sobie pozwolić na odpuszczenie chociażby jednego roku. Wraz z Chandlerem Mavs stracili część swojej osobowości i skrócony sezon, to może być zbyt mało, by zdążyć ją odzyskać. 

 

Maciej Kwiatkowski: Chandler był i pozostanie niezastąpiony w Dallas, ale przez trzy ostatnie sezony opuścił 31% spotkań. Mavericks sporo ryzykowaliby, gdyby chcieli w ostatniej chwili przebić ofertę Knicks. Tak to bywa, że za mistrzostwo trzeba płacić i przekonali się o tym choćby Celtics, gdy nie chcieli dać pełnego mid-level Jamesowi Posey'owi. Szanse Mavericks na pozyskanie któregoś z powyższej trójki raczej nie są zbyt wysokie, ale jeśli Mark Cuban obawia się nowego Super Tax, który wejdzie od 2013/14, to "wiedz że coś się dzieje". 

 

Sławek Mróz: Dobrze zrobił. Chandler musi jeszcze udowodnić, że potrafi zmobilizować się do grania na wysokim poziomie w sezonach innych niż kontraktowe. Knicks dużo ryzykują, podpisując go za tak ciężkie pieniądze. Zresztą, sam Cuban już podobny egzemplarz na stanie ma i musi pozwolić mu na siebie zarobić. 

 

Rafał Niewiadomski: Początkowo nie byłem fanem tego ruchu, ponieważ wychodzę z założenia, że jeżeli masz możliwość obrony tytułu, to powinieneś tego spróbować nawet kosztem przepłacenia swoich zawodników. Mistrzostwo to coś wyjątkowego, Cuban długo na to czekał i zdziwiłem się, że podjął taką decyzję. Czy odpuszczenie Chandlera oznaczać będzie, że zespół nie powtórzy tego sukcesu? Prawdopodobnie tak ale moim zdaniem, nawet gdyby Cuban utrzymał zeszłoroczny skład, Mavericks nie obroniliby mistrzostwa. Zbyt wiele czynników złożyło się na to mistrzostwo, by Mavs mogli to tak bez problemu powtórzyć. Ciężko oczekiwać by drużyna mogła grać lepiej, by Nowitzki zaliczył takie Playoffs, by Terry z Peją trafiali trójki a Barea ze Stevensonem wyglądali na X-factorów. W przyrodzie musi być równowaga. Dlatego gratuluję Cubanowi podjęcia odważnej decyzji, nie popełnił błędu, który wielokrotnie już popełniali inni właściciele w tej lidze. A jak widać, przy odrobinie szczęścia, można zjeść ciastko i liczyć na kolejne dwa. 

 

Bartosz Tomczak: Tak i nie. W momencie w którym Dallas dostali wcześniejszy prezent pod choinkę w postaci Lamara Odoma, strata Chandlera nie powinna być odczuwalna. Wiadomo, że Odom na środku raczej nie zagra, ale sama jakość składu się nie zmieniła. Z tej perspektywy brak kontraktu dla Chandlera wcale nie był taką złą decyzją. Z drugiej strony jednak wątpię, żeby Williams lub Howard wylądowali w 2012 roku w Dallas. 

 

 

2) Bez Tysona Chandlera, ale z interesującym nowo pozyskanym trio - na którym miejscu ladują Mavericks na Twojej przedsezonowej liście kandydatów do mistrzostwa Konferencji Zachodniej?  

 

Dziuba: 3-4 miejsce, za Thunder, Clippers (a co!) i być może Lakers bądź Spurs. W każdym razie na mojej liście na pewno nie są już numerem uno. Strata Chandlera wydaje mi się po prostu zbyt znacząca. Brendan Haywood to nie ta półka, a pamiętajmy, że aktualnych mistrzów opuściło jeszcze kilku innych graczy ze złotego składu w tym tak kluczowy zmiennik jak J.J Barea, nadspodziewanie dobry defensor z ławki, którym był DeShawn Stevenson, nie licząc już Peji Stojackovica, który zakończył karierę i Carona Butlera, który długo był drugą opcją Mavericks, ale przez uraz nie brał w ogóle udziału w ich mistrzowskim runie. Tak czy inaczej ciągle mają Dirka i na tyle dobry zespół złożony z rutyniarzy, że nie można ich zupełnie zlekceważyć. 

 

Kajzerek: Pierwsze miejsce. Nie jestem tego pewny, ale mam przeczucie, że są w stanie to zrobić, są w stanie pokonać Thunder, Clippers i Lakers w tym wyścigu. Mimo, że stracili Chandlera, nadal jest tam MVP Finałów, co prawda coraz starszy, ale w tym wypadku Dirk jest jak wino.


Kolanowski: Mimo wszystko pozostają u mnie na pierwszym miejscu. W końcu to, jakby nie było, obrońcy tytułu, a w dodatku wykradli swoim głównym konkurentom kluczowego zadaniowca w postaci Odoma. Na Oklahomę raczej to wystarczy, na Lakers... hmm, ciężko powiedzieć, a "Lob Angeles" Clippers dopiero się budują. Jeśli chodzi o innych faworytów z Zachodu, to myślę, że Grizzlies po powrocie Gaya (jak to brzmi) paradoksalnie chyba już nie powtórzą sukcesu, a Spurs mają za mało siły pod koszem plus średnią wieku 47 lat. 

 

Kujawiński: Mavericks nie są na mojej liści kandydatów do wygrania zachodu. Z trójki nowo pozyskanych graczy tylko Lamar Odom jest faktycznie istotnym wzmocnieniem, a nawet on (a przede wszystkim jego motywacja) budzi wątpliwości. Tymczasem na zachodzie są 3 młode, głodne ekipy, które lepiej zniosą intensywny kalendarz. 

 

Kwiatkowski: Dopiero na czwartym (za OKC, Memphis i Clippers - czasy się zmieniły, co?), ale może Lamar Odom nie okaże się koniem trojańskim podrzuconym przez Lakers i w playoffach będzie tym samym graczem jakim był w poprzednim sezonie. Jeżeli tak, to Mavericks nadal mogą grać z każdym w Konferencji Zachodniej i wrócić do Finałów. Choć faworytem znów nie będą. 

 

Mróz: Drugie. Na mistrzów Zachodu typuję Thunder, ale Mavs zwłaszcza po niespodziewanym pozyskaniu Odoma pozostają faworytem do drugiego miejsca. Dużo jednak zależeć będzie od tego, czy tempo starzenia się Jasona Kidda nie wzrośnie błyskawicznie. 

 

Niewiadomski: Trzecie. Mistrzostwo kosztuje. Jednym z tych kosztów jest to, iż każdy będzie się podwójnie mobilizował by pokonać obecnych mistrzów. Na środku nie będzie już Chandlera, zespół nie został odmłodzony i choć wydaje się na pierwszy rzut oka, że dziury załatano, to jednak wyżej w tej chwili można postawić spokojnie Oklahomę. Nie wiadomo jak Grizzlies, Lakers i Spurs ale któraś z tych ekip wskoczy przed Mavs. Nie wiadomo kto będzie czarnym koniem na Zachodzie (Clippers?) ale mam przeczucie, że Mavs będą chcieli oszczędzić nieco sił na Playoffs i skończą, w najlepszym wypadku na trzecim miejscu. 

 

Tomczak: Na pierwszym. Ciężkie pytanie bo mam aż czterech faworytów, ale postawię na Mavs jako liderów. Takie same szanse dałbym Thunder, a dopiero potem ciut niżej obie drużyny z Los Angeles. Równie dobrze jednak to przedsezonowe typowanie już po kilku spotkaniach może zostać wywrócone do góry nogami.

 

 

3) Który z trójki Lamar Odom, Vince Carter i Delonte West powinien być najważniejszym wzmocnieniem Mavericks?  

 

Dziuba: Bez dwóch zdań Lamar Odom, swoisty prezent na gwiazdkę o Lakers. Tak naprawdę tylko ten transfer po odejściu TC utrzymał mnie w przekonaniu, że Mavs ciągle będą się liczyć w stawce. Kto wie, czy LO w Dallas wreszcie nie zapracuje sobie na udział w Meczu Gwiazd, zwłaszcza, że ma przed sobą contract year. Nie zastąpi Chandlera, ale na biedę też może wychodzić jako piątka i rywale już pewnie mają zawrót głowy na samą myśl o starciu z tak nietypowym duetem podkoszowych jak Nowitzki-Odom. Delonte West może tu również wnieść sporo dobrego, jeśli pokona problemy z głową, a przybycie Vince'a Cartera bez swojej "half-amazing", mimo całej sympatii nie budzi we mnie szczególnego entuzjazmu... 

 

Kajzerek: Lamar Odom. Delonte West będzie również ważnym ogniwem, ale to Lamar będzie dla Mavericks naprawdę ważnym klockiem w tej całej układance. Znieważony przez Kupchaka, będzie starał się całemu światu pokazać, jak wielki Lakers popełnili błąd, to naturalne zachowanie. Vince "ale ja nadal to potrafię" Carter, niespecjalnie.

 

Kolanowski: Zdecydowanie Lamar Odom. Miesiąc temu Cuban pewnie nawet po pijaku nie marzył o tym, że ktoś taki jak L.O. zawita do Dallas. Pytanie tylko jak wkomponuje sie on w Mavs u boku Dirka i Mariona. Jego wszechstronność przydałaby się w każdym zespole, ale z pewnością nie załata ona dziury w obronie po odejściu Chandlera. 

 

Kujawiński: Lamar Odom. 

 

Kwiatkowski: Najpewniej Odom, ale jeśli Delonte West będzie zdrowy w playoffach (i to duże "jeśli"), to może być przeogromnie ważny przeciwko Russellowi Westbrookowi czy Chrisowi Paulowi. Mavericks nie mają żadnego innego gracza na obwodzie, który może ustać przed nimi. Nie to, że West ustanie, ale może najdłużej wytrzymać. 

 

Mróz: Odom, bez wątpienia. Delonte będzie ważny w obronie na obwodzie, ale wszechstronność Odoma zrobiłaby znaczącą różnicę w każdej drużynie. Plus więcej oddechu w sezonie regularnym dla Dirka i Mariona. Carter to już moim zdaniem bardziej marketingowy dodatek, jeżeli na siłę szukać jakichś korzyści z tego zakupu. 

 

Niewiadomski: Oczywiście Lamar Odom. To bardzo uniwersalny gracz, zresztą o jego zaletach i umiejętnościach nie trzeba więcej pisać. Już raz wszedł w buty Chandlera, przy okazji zeszłorocznych Mistrzostw Świata. Jako fałszywy center radził sobie świetnie w zespołowej defensywie. Nie wiem co kombinuje Carlislie i jak to ułoży ale wszystko wskazuje na to, że nawet w dzisiejszej NBA dużo bardziej opłaca się mieć mobilny frontcourt złożony z niższych graczy niż prawdziwych centrów, bo tych właściwie nie ma. Zatem owszem, Mavs mogą mieć problemami z Howardami czy Bynumami, powinni odczuć brak Chandlera ale Odom powinin dać im też kilka rozwiązań więcej w ataku. 

 

Tomczak: Lamar Odom. Będzie ważniejszy niż Carter z Westem razem wzięci i podniesieni do potęgi. Jest zdecydowanie najlepszym graczem ze wspomnianej trójki, najlepszym rezerwowym ligi, a do tego mam niedoparte wrażenie, że będzie chciał pokazać wszystkim (a szczególnie Lakers) jak wielkim błędem był pomysł przehandlowania go do Hornets.

 

 

 

 

 


Podziel się

3-NA-3: CO DALEJ Z BOSTON CELTICS

wtorek, 20 grudnia 2011 15:41

 

 

3-na-3: w oczekiwaniu na nowy sezon

 

3-na-3: zapowiedź sezonu New York Knicks

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Oklahoma City Thunder

 

3-na-3: zapowiedź sezonu Los Angeles Clippers

 

 3-na-3: zapowiedź sezonu Chicago Bulls

 

Zapowiedzi wszystkich 30 zespołów w nowym Magazynie MVP, który wyjdzie w ten piątek.

 

 

1. Czy Celtics są jeszcze kandydatem do mistrzostwa NBA?  

 

Marek Dziuba: Nie. Z całym szacunkiem, ale dla mnie nie są już contenderem. Po odejściu Kendricka Perkinsa coś po prostu umarło w tym zespole i nie są już zwyczajnie tak samo groźni jak jeszcze 2/3 lata temu. Tym bardziej, że poziom konkurencji poszedł w górę. Zwątpienie tylko narosło wraz z smutną wieścią, że Jeff Green nie zagra w tym sezonie, a to on miał zaliczyć przełomowy rok, odciążając równocześnie Paula Pierce'a. Natomiast Marquis Daniels (powrót), Brandon Bass i Keyon Dooling to - bądźmy szczerzy - nie wzmocnienia, które pozwolą Celtom nagle walczyć z Heat jak równy z równym... 

 

Sebastian Hetman: Wydaje się to może absurdalne, ale pewnie, że są. Mając w składzie trzech przyszłych Hall of Famerów + jednego z najlepszych rozgrywającycg NBA, Celtics potrafią grać na wysokim poziomie. Obawiam się, że z roku na rok będą iść (jak już nie idą) drogą Spurs, którzy grali bardzo solidnie, aczkolwiek potem brakowało już kolan, mocy i drugiego oddechu. W tym sezonie powinni być w Top 6 ligi, a co będzie dalej? Czas (działający na ich niekorzyść) pokaże... 

 

Michał Kajzerek: Nie sądzę. Po utracie Jeffa Greena będzie im jeszcze trudniej. Musiałyby się w tej lidze dziać naprawdę dziwne rzeczy, żeby Boston Celtics zostało w nadchodzącym sezonie mistrzem, który nie pozostawiły wątpliwości, że nim jest. Najprawdopodobniej skończą podobnie, jak w minionych rozgrywkach i podobnie, jak wówczas - podczas play-offów 2012 będą tylko i wyłącznie rok starsi. Jest tyle o wiele lepiej rokujących zespołów, że naprawdę ciężko mi wśród nich uwzględnić Boston. 

 

Piotr Kolanowski: Pewnie, że tak. Taka grupa weteranów zawsze będzie niebezpieczna. Nie ma jednak co ukrywać, że z roku na rok siła Celtics maleje, a teraz po odejściu Jeffa Greena, ich akcje spadły jeszcze bardziej. Dopóki jednak Big 3 plus Rondo i Doc Rivers są po tej samej stronie, nie można ich lekceważyć. Jak zwykle kluczową rolę odegra zdrowie wszystkich kluczowych zawodników oraz ich wytrzymałość na tak dużą intensywność spotkań. 

 

Przemek Kujawiński: Tak. It's ain't over 'til it's over. Nadal nie usłyszeliśmy ostatniego krzyku Celtics. Nie jest powiedziane, że nie usłyszymy go w tym sezonie, ale dopóki się to nie stało, nie będę ich skreślał. Nigdy nie lekceważ serca mistrza i temu podobne. 

 

Maciej Kwiatkowski: Niestety nie. To już czas aby pocałować księżyć i odjechać ku zachodowi słońca. Mają mistrzostwo, choć pozostaje niedosyt po kontuzji KG w 2009 i przegranym finale w 2010. Celtics mogą równie dobrze jeszcze raz zwieść nas bardzo dobrym początkiem sezonu, ale nawet to może być trudne w tym roku z racji na to, że już od startu terminarz będzie napięty. Nie wiem czy jest jakiś inny zespół w NBA, który wygląda tak inaczej po dniu przerwy, niż wtedy gdy gra dzień po dniu. Dlatego strata Jeffa Greena może kosztować Celtics przewagę parkietu już w pierwszej rundzie playoffów, choć Brandon Bass typuję, że będzie bardzo dobrym wzmocnieniem dla Bostonu na 4/5. Miami musiałoby jednak wcześniej odpaść z kimś innym w playoffach, aby Celtics mieli jakiekolwiek szanse wyjścia ze Wschodu.  

 

Rafał Niewiadomski: Wszystko wskazuje na to, że okno dla tego zespołu zamknęło się w zeszłym sezonie i nie tyle w Playoffs, co poprzez transfer Perkinsa. Z drugiej strony, takiego zespołu jak Celtics nigdy nie można skreślać, choć po tym, jak się okazało, że Jeff Green nie zagra w tym sezonie, ciężko oczekiwać by liderzy w tym wieku pociągnęli zespół do znaczącego sukcesu. Oczywiście są ciekawi zmiennicy (Wilcox, Bass, Pavlovic, Dooling) plus rookies, do zespołu wrócił też Marquis Daniels, jednak tylko najwięksi fani C's mogą wierzyć w pokonanie Heat czy Bulls w 7-meczowej serii. Ta ławka może nie miażdży nazwiskami ale podobno liderzy Celtów mieli wiele zastrzeżeń do zeszłorocznego wsparcia pod względem dojrzałości i podejścia do gry. Shaq, Big Baby, Nate czy Delonte. To wszystko gracze, którzy nie pasowali mi od początku do wizerunku tych Celtics i wiecznie skoncentrowanego KG. 

 

 

2. Co powinien zrobić GM Danny Ainge latem 2012 roku, gdy skończą się kontrakty Ray'a Allena i Kevina Garnetta? 

 

Dziuba: Trudne zadanie przed kierownikiem Celtics. Co do jednego jestem pewien. Ainge nie może ulec emocjom w czekających go za rok negocjacjach z Allenem i KG. Za wszelką cenę powinien uniknąć
sytuacji, w której wręczyłby tym dwóm weteranom ostatnie, duże kontrakty za zasługi, bo w ten sposób tylko utrudniłby sobie proces odbudowy. 

 

Hetman: Oczywiście walczyć o Dwighta Howarda, pod którego ten cwany lis robił już lekki podkład dla kurażu, pozbywając się Perkinsa, który chciał nieco większych pieniążków. Wolny będzie jeszcze Andrew Bynum, ale jego kolana przy zdrowiu Howarda niestety przegrywają... Ainge powinien też zatrzymać Allena i Garnetta przy odpowiednich kosztach dla weteranów, bo oni nie powinni kończyć kariery nigdzie indziej. Dlaczego nie mieliby się przydać podczas przebudowy C's? Na ich pozycjach nie ma obecnie w NBA bardziej cwaniackich gości, którzy w przeciwieństwie do niektórych, rozumieją zarówno ofensywę jak i defensywę. Danny - kombinuj oferty na lato. 

 

Kajzerek: W pierwszej kolejności starać się znaleźć jakiegoś naiwniaka, który odda za nich młodą dobrze rokującą postać, a jeżeli ten niecny plan się nie powiedzie, to po prostu zostawić ich w Bostonie tak długo, jak długo ich kolana pozwolą im na grę w koszykówkę. 

 

Kolanowski: Jeśli w ogóle dalej będą chcieli grać, to spróbować zatrzymać ich na kolejny rok za minimum dla weteranów. Jeśli tego nie zaakceptują, to pokazać im drzwi i podziękować za owocną współpracę. Innej opcji nie widzę. Ainge, który musi myśleć o odmłodzeniu składu, nie może pozwolić sobie na żadną wtopę z przepłacaniem kogoś, kto mówiąc delikatnie, nie jest już perspektywiczny. 

 

Kujawiński: To jest biznes i nie powinno być tutaj sentymentów, ale Garnett i Allen za małe pieniądze nadal będą przydatni. Krótkie 1-2 letnie kontrakty dla tej dwójki to powinno być optimum. Zresztą ich obecność w składzie może być częścią wabika na Dwighta Howarda.

 

Kwiatkowski: O ile Ainge nie pozbędzie się Rajona Rondo do końca tego sezonu, to powinien spróbować dołączyć do niego drugą gwiazdę. Z drugiej strony - z gwiazd nie grających na jedynce zostaje tylko Dwight Howard, który nie ma Celtics na swojej liście potencjalnych miejsc do gry. Jeżeli jednak Howard pozostanie w Orlando do końca sezonu to otwarcie wierzę w to, że Celtics mają szansę przekonać go do gry w Bostonie razem z Rondo i jednym lub nawet dwoma runami z Big3 jako role-playerami. Oczywiście gra w New Jersey wydaje się teoretycznie lepszą opcją, ale jeśli Howard nie chce iść śladami Shaqa, to co lepszego niż gra w Bostonie i pójście śladami Billa Russella? Osobiście myślę, że jednak wyląduje w Nets, ale z drugiej strony Ainge, Doc Rivers i weterani Bostonu mają całkiem spore szanse przekonać Howarda do Celtics.  

 

Niewiadomski: Przede wszystkim modlić się do Boga o to, by Dwight Howard zechciał być drugim Billem Russelem. Duet Rondo-Howard to już solidne podstawy do tego, by budować mistrzowski team, czy to z KG i Rayem Allenem, czy bez nich. Skoro Rileyowi udało się namówić LeBrona na grę w Heat, do Danny Ainge powinien wysyłać co tydzień na Florydę jednego ex-Celta, który tłumaczyłby Howardowi, jak to jest być Celtem. Innej drogi nie widzę. Przy czym ciekawi mnie jak potoczą się negocjacje z KG i Rayem Allenem, bo wydaje mi się, że Danny Ainge będzie miał spory dylemat. Z drugiej strony ci gracze będą musieli liczyć się ze sporymi redukcjami swoich zarobków, jeżeli chcą zdobyć tytuł w Bostonie. 

 

 

3. Gdybyście w sezonie 2012/13 mieli umieścić Allena i Garnetta jako role-players w innych teamach, to u którego kontendera byliby najbardziej potrzebni? 

 

Dziuba: Tak naprawdę obaj byliby bezcennymi zadaniowcami dla każdego pretendenta do tytułu. Dla Bulls, Mavs, Thunder, Heat, możliwe, że także dla Clippers, Grizzlies. Lakers nie wymieniłem z wiadomych przyczyn. Jeszcze wtedy ciągle powinni mieć co nieco w baku i ich rola na pewno nie ograniczałaby się do 'mentorowania'. Strzelec taki jak Allen i defensywa KG zawsze będą w cenie. Niemniej jednak wolałbym, aby zakończyli kariery w 'Zielonych', tak po prostu. 

 

Hetman: Obu Panów widziałbym zdecydowanie w Chicago. Raz, że trenerem jest im doskonale znany Thibbodeau. Dwa, że Byki potrzebują z ławki zarówno świetnego shootera jak i defensora pod kosz, bo sorry Carlos Boozer, ale śmieją się już z Ciebie nawet fani Bulls. Noah i Garnett przez 20-25 minut na parkiecie + Taj Gibson? Wielkie WOW. A Sugar Ray? Sprawdziłby się w każdym systemie najlepszych 5-6 teamów ligi. 

 

Kajzerek: Kontendera... Ciężko powiedzieć, szczególnie gdy nad głową stoi upierdliwy wykładowca z ekonomii, czytając kolejną regułkę z pieczołowitością największego zapaleńca. Do rzeczy, ale mówił pewnie będę nie od rzeczy. Myślę, że Lakers mogliby skorzystać z usług Raya Allena, który odciążyłby z dystansu nieco Kobego Bryanta. Kevin Garnett natomiast mógłby dołączyć do Orlando Magic, by razem z Dwightem Howardem stworzyć najbardziej bestialską parę podkoszowych. Wsio... 

 

Kolanowski: Zgodzę się z opinią, że Chicago byłoby dobrym miejscem dla tej dwójki. Ale właściwie zarówno Allena, jak Garnetta, można by umieścić w każdym zespole, który walczy o mistrzostwo. Szczególnie w takim, gdzie doceniono by ich doświadczenie. Oklahoma City? Czemu nie. Miami? Pewnie. Lista jest bardzo długa, a kto wie, kto jeszcze włączy się w realną walkę o tytuł w nadchodzącym sezonie. 

 

Kujawiński:  Właściwie byliby świetnym uzupełnieniem każdego z zespołów walczących o mistrzostwo i każdy przyjąłby ich z otwartymi rękoma. Garnett wciąż służyłby ogromny doświadczeniem i nastawieniem w
obronie, a Ray Allen będzie potrafił rzucać - nawet, gdy już nie będzie w stanie biegać (patrz. Peja Stojakovic).

 

Kwiatkowski: Ray Allen jest od dwóch lat brakującym elementem Chicago Bulls, a Kevin Garnett mógłby dołączyć do Pau Gasola i Andrew Bynuma w Lakers, jeżeli nie trafi tam wcześniej Howard. W końcu lato spędza w swoim domu w Malibu, w Kalifornii. Albo - jeżeli lojalność do Celtics ma dla niego tak duże znaczenie, mógłby spróbować wzmocnić gry Clippers za Blake'm Griffinem i DeAndre Jordanem. Osobiście chciałbym zobaczyć Garnetta z Kobe'm Bryantem albo Timem Duncanem w jednym teamie.  

 

Niewiadomski: U każdego contendera byliby bezcenni i tak samo potrzebni. Dallas, Miami, Los Angeles, San Antonio, Oklahoma City czy Chicago, wszędzie przywitano by ich z otwartymi ramionami. Zresztą to jest bardzo ciekawe pytanie, co się z nimi stanie po tym sezonie. Prawdopodobnie będą oczekiwali wypłaty w Bostonie, co może mocno pokrzyżować plany budowy nowej drużyny Ainge'emu. Osobiście chciałbym, by pomogli Kevinowi Durantowi, gdzie ta dwójka byłaby brakującym ogniwem albo przenieśli się do Phoenix Suns, gdzie razem ze Steve'm Nashem oraz Grantem Hillem stworzyliby ciekawy zespół i pewnie pograli do 45-tki.

 

 

 

 

 


Podziel się

3-NA-3: CHRIS PAUL W LOB CITY. IT'S ON?

czwartek, 15 grudnia 2011 15:19

 

 

1. Tak czy nie. Clippers zrobili dobrze oddając Erica Gordona i pick Minnesoty za Chrisa Paula?



Marek Dziuba: Tak, tak, tak! Kiedy nadarza się okazja, aby pozyskać do swojej drużyny najlepszego rozgrywającego w lidze to po prostu bierzesz to w ciemno. Mam wrażenie, że niektórzy krytycy zapomnieli, jakiego formatu graczem jest Chris Paul. Przeczytajcie sobie raz jeszcze: Chris Paul! Clippers zamiast czekać na dalszy rozwój Gordona i na to, co przyniesie mocny Draft 2012 postanowili wzmocnić się tu i teraz, od zaraz - zawodnikiem, który od dawna ma uznaną markę, jest pewnym All-Starem. To, że ostatecznie ulegli i wyłożyli nie jeden, a oba swoje najatrakcyjniejsze elementy, jakimi dysponowali w tych zaciętych negocjacjach w ogóle mnie nie dziwi. Wizja duetu Paul-Griffin musiała rozbudzać wyobraźnię... 

 

Michał Górny: Tak! Gordon jest dopiero wschodzą *gwiazdą* a pick Minnesoty jest tak pewny jak kurs dolara. Paul to najlepsza *jedynka* jaka biega po parkietach NBA i prawdopodobnie tak zostanie na przestrzeni najbliższych kilku lat.  

 

Michał Kajzerek: Tak. Chris Paul, ludzie - rzekomo najlepszy rozgrywający, jaki obecnie stąpa po planecie ziemia. Eric Gordon ma zadatki na jednego z najlepszych, ale Paul to zupełnie inna liga. Utrata picku Minnesoty również jest do przełknięcia. Dla obu stron jest to korzystna wymiana, która też przyniesie wymierne beneficjum. O tym, że nieco lepiej wyglądają po niej Clippers, świadczy zatrzymanie w Kalifornii Erica Bledsoe, który we wcześniejszych propozycjach był włączany do tego trade'u. Najlepszy trade LAC w historii organizacji. 

 

Piotr Kolanowski: Tak. W końcu kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa, albo też nie zrobisz omletu, nie rozbijając jaj. Skoro pojawiła się szansa pozyskania być może najlepszego rozgrywającego w lidze, musisz po prostu wykorzystać okazję. Teraz pozostaje tylko mieć nadzieję na to, że kolana Paula i Griffina nie zniweczą ambitnych planów Clippers. Poza tym myślę, że większym ryzykiem było jednak oddanie już sprawdzonego Gordona niż wyboru od Minnesoty. W końcu posiadanie (prawdopodobnie) wysokiego picku to jedno, ale umiejętne wykorzystanie go, to już często zupełnie inna historia.

Maciej Kwiatkowski: Tak. Hej, to Clippers i zrobili coś dobrze. Jest jakaś inna kombinacja graczy z Top10, która byłaby bardziej %@%& na parkiecie? To Chris Paul i Blake Griffin, uwielbiam obydwu. Połączymy niepodrabialny swagger Paula z młodzieńczą fantazją i - już - swaggerem Grifina? Come on! Nie widzę. To najbardziej ekscytująca informacja od czasów fade-away'ów Dirka Nowitzkiego w playoffach (...). Sprowadzenie Chauncey'a Billupsa było trikiem w tym wszystkim jakiego chyba nikt się nie spodziewał (po Clippers). Clippers mieli już trzech PG przed sprowadzeniem Paula i NBA mogła podrapać się po brodzie i pomyśleć "Jolly... może jednak nie chcą CP3?" i w ten sposób Eric Bledsoe pozostał w Los Angeles. Neil Olshey - tak nazywa się GM Clippers. A teraz już widać co się dzieje: koszulki "Lob City", excitement. Clippers są najgorętszym teamem w NBA (?!), albo przynajmniej to ja się spociłem pisząc ten akapit. 

 

Rafał Niewiadomski: Oczywiście, że tak. Taki zawodnik jak Chris Paul w swoim prime, jest do zdobycia raz w życiu. To jest gość, który w pojedynkę prowadził Hornets do wielu zwycięstw a w jego jednym chorym kolanie jest więcej woli zwycięstwa niż w całym zespole Cavs. Owszem Erick Gordon pokazał, iż ma zadatki na najlepszego SG w lidze a przyszłoroczny draft szykuje się wyśmienicie ale Clippers jako zespół potrzebują właśnie takiego CP3, który poprowadzi ich tam, gdzie jeszcze nie byli. 

 

 

2. Jak daleko mogą zajść Clippers w nadchodzącym sezonie? 

 

Dziuba: Oczekiwania wzrosły diametralnie. Same Playoffy to teraz cel minimum. Myślę, że Clippers mają skład (przecież nie tylko Krzyśka i Blake'a, a naprawdę jeszcze szereg solidnych graczy), który może nieźle namieszać już teraz, a najlepszym świeżym przykładem na to, co mogą zdziałać takie gwiazdozbiory i jak szybko są przecież... Heat. Zespół, który ma teraz na parkiecie duet prosto z naszych gier komputerowych musi po prostu mierzyć wysoko i módlmy się do św. Kolana, aby zdrowie nie stanęło tutaj na przeszkodzie, bo tylko to może zahamować coś, co zapowiada się nieziemsko interesująco. 

 

Górny: Ciężko powiedzieć, jak będą grali Clippers w tym składzie w skróconym sezonie. Bo tak naprawdę doszło do tej wymiany 10 dni przed sezonem i jest bardzo mało czasu na ustawienie zespołu. Paul nie jest debutantem i śmiało może wpasować się z biegu, natomiast Clippers będą musieli się przyzwyczaić do rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. Jednak nie ma co popadać w pesymizm, nie będzie to trwało długo chociaż z preseasonem i obozami z prawdziwego zdarzenia było by na pewno łatwiej. 

 

Kajzerek: To jest niesamowite, ale naprawdę daleko - stawiam bez żadnych wątpliwości na przegrane półfinały konferencji. Ostatni raz fazę rozgrywek przedsezonowych zaliczyli w 2005/2006, o ile się nie mylę. W nadchodzącym sezonie nie powinni mieć żadnych problemów żeby zmieścić się w promowanej ósemce. Caron Butler, DeAndre Jordan, Blake Griffin, Chris Paul - to kolektyw graczy, którzy już wkrótce mogą solidnie zatrząść tą ligą. Oczywiście, potrzebują dotarcia i znalezienia na parkiecie wspólnego języka, ale tutaj częściowo odpowiedzialny jest za to Vinny Del Negro. Ma w zespole dwie super-gwiazdy, z których trzeba zrobić zabójczo skuteczny tandem. Griffin mianował już swój zespół mianem - Lob-City. BTW: Kiedy Clippers ostatni raz mieli dwóch zawodników w meczu gwiazd? 

 

Kolanowski: W tym momencie wszystko poniżej playoffs będzie już uznane jako spore rozczarowanie. Najbezpieczniej byłoby zatem powiedzieć, że pierwsza runda playoffs. Wszak nie od razu Rzym zbudowano. Ale z Bożą pomocą i dopisującym zdrowiem, kto wie ile mogą zdziałać Clippers. W zeszłym sezonie mieliśmy Grizzlies-manię, może więc teraz czas na (uwielbiam
to tłumaczenie) "Postrzygaczy Owiec"? 

 

Kwiatkowski: Finał Konfe...hm NBA? Zachód w tej chwili nie ma jednego faworyta. Oklahoma? Niby tak, ale wszyscy mamy wątpliwości jak pod presją spisywać się będą Russell Westbrook i Kevin Durant. Widzieliśmy za to co Chris Paul potrafił zrobić w dwóch meczach z Los Angeles Lakers i zwłaszcza w jednym z nich była to najbardziej dominująca gra na PG jaką widziałem od lat na tym poziomie rozgrywek. Paul miał być może za sobą jeden z najgorszych składów w Konf. Zachodniej w playoffach w ostatniej dekadzie. Teraz wymieńmy ten team na Blake'a Griffina, DeAndre Jordana i naprawdę niezłą supporting cast: doświadczeni Chauncey Billups, Caron Butler, Mo Williams + Randy Foye, Ryan Gomes, Craig Smith. Brakuje im rzucającego obrońcy i przydałby się jeszcze jeden center, ale jeżeli Paul i Griffin zaczną playoffy zdrowi to Clippers na ich starcie mają 2 z 5 najlepszych graczy Konf. Zachodniej. Jeżeli match-upy mają decydować, to ten team nie powinien patrzeć niżej niż Finał Konferencji. Jedno co może ich zatrzymać, to wcale nie luki w składzie, ale Vinny Del Negro jako coach. 

 

Niewiadomski: Finały Konferencji. Dalej zajdą, gdy tylko poprawią ławkę. Niemniej nie spodziewałbym się problemów w Playoffs, ponieważ w tej chwili mają najmocniej obsadzoną pozycję PG w lidze. Dwóch liderów, którzy nie dadzą zginąć reszcie i trzon składu, który spokojnie stać na granie w maju. Kibice będą walić drzwiami i oknami, będzie dobra atmosfera na wygrywanie, dużo lepiej niż w 2006 roku gdy Clipps na pewien czas przejęli miasto i zameldowali się nawet w drugiej rundzie Playoffs. Tylko, że teraz pytaniem, które należy stawiać przed tą organizacją, jest nie "jak daleko zajdą w tym sezonie?", tylko "czy przy tym właścicielu uda im się wygrać ligę?" i czy Sterling bierze w ogóle taką opcję pod uwagę. Do tej pory wielokrotnie gromadził masy talentu, po czym zawsze kończyło się tak samo i nie zawsze to pieniądze były głównym problemem. Ale póki co, cieszmy się, że będziemy mogli oglądać w grze duet, w którym odnajdziemy wszystko to co najlepsze było w Stockton-Malone i Payton-Kemp podniesione do kwadratu. Enjoy!  

 

3. Kto jest najlepszą drużyną w Los Angeles? 

 

Dziuba: Widząc to, co dzieje się ostatnio w Lakers - którzy też przecież strasznie zabiegali o Paula  - można zaryzykować, że po raz pierwszy od wielu lat to Clippers mogą świecić w Hollywood jaśniej. Dominacja Lakers od lat była niepodważalna, ale teraz bardzo wiele wskazuje na to, że nastąpi zmiana warty w Mieście Aniołów, z czego, pisząc to właśnie, aż chce mi się śmiać, gdy pomyślę o tym, jak jeszcze zupełnie niedawno spoglądaliśmy na LAC. 

 

Górny: Sorry Kobe z Mike'em *byłem trenerem LeBrona* Brownem w takich warunkach będziesz musiał być członkiem *tej gorszej ekipy* z LA. Czas się z tym pogodzić! 

 

Kajzerek: Nadal Lakers. Nie znamy Clippers w ogóle. Nie wiemy, co ten zespół będzie sobą prezentował w 2011/2012, ale możemy przypuszczać, że nastąpi diametralna zmiana, to jest nieuniknione. Jeziorowcy pierwszy raz w historii zmierzą z Clippers jak równy z równym. Zabawna życiowa przewrotność. Niemniej w dłuższej perspektywie czasu, gdy adaptacja Paula do nowego zespołu dobiegnie końca - Lakers będą musieli oddać nieco chwały, jaka spada na nich w Mieście Aniołów, graczom Clippers. 

 

Kolanowski: Przekonamy się o tym chyba jednak dopiero w trakcie sezonu. Pamiętajmy o tym, że obozy treningowe trwają już w najlepsze, a w Clippers właśnie dokonała się rewolucja na kluczowej pozycji. Poza tym oddano też Erica Gordona. Początki mimo wszystko mogą być więc trudne albo, jak kto woli, poniżej oczekiwań. Na pewno jednak fani Clippers (niech uczciwie podniosą teraz ręcę ci co pamiętają jeszcze Loya Vaughta czy Darricka Martina!) mają spore powody do optymizmu i realne szanse na wyjście ich pupili z cienia Lakers po raz pierwszy od przynajmniej pięciu lat. 

 

Kwiatkowski: Lakers. Póki co, choć Kobe Bryant po raz pierwszy od siedmiu lat nie jest najlepszym zawodnikiem w Los Angeles i choć mówimy o w zasadzie nowych Lakers pod Mike'm Brownem. Póki jednak nie wyszli jeszcze na parkiet - Lakers. Lakers mają dużo czysto fizycznych przewag na 4/5, ale jeśli nie sprowadzą Dwighta Howarda, to Clippers mogą zakończyć ten sezon jako nr 1 w Los Angeles. 

 

Niewiadomski: Myślę, że na papierze jest równowaga, z lekkim wskazaniem na Clippers. Kobe w zeszłym sezonie miał niesamowite problemy z Gordonem, Odom nie radził sobie z Griffinem. Teraz kobe powinien mieć łatwiejsze życie, tak jak i Blake, choć tu wciąż jest Gasol, z którym Griffinowi już tak łatwo się nie grało. Największą przewagę Clippers mieć będą na pozycji PG, tutaj nawet backup CP3 jest lepszy od rozgrywających Lakers. Łącznie. Pod koszem lekka przewaga Bynuma, na SF chyba równowaga, ławka Jeziorowców w tej chwili wydaje mi się, że jest pełniejsza. Niesamowicie ciekawy matchup, w którym kluczowa może okazać się pozycja PG a skoro tak, advantage: Clippers.

 

 

 

 

 


Podziel się

3 NA 3: ZAPOWIEDŹ SEZONU OKLAHOMA CITY THUNDER

poniedziałek, 05 grudnia 2011 16:56

 

 

Nie powinno być większych zmian w Oklahomie City Thunder, dlatego jest to drugi team, po New York Knicks, jaki zdecydowaliśmy się zapowiedzieć już teraz. Czy wygrają Zachód już w tym sezonie? Zdania są podzielone, ale jesteśmy zgodni w jednej z najbardziej frapujących kwestii z ostatnich playoffów...

 

 

1. Jak procentowo oceniasz szanse Thunder na wygranie w tym sezonie Zachodu?


Marek Dziuba: 70%. Czas Kevina Duranta i spółki nadchodzi nieubłaganie. Thunder po bezcennym doświadczeniu nabytym w poprzednim sezonie mogą być tylko coraz lepsi, co jest przerażające. Mówienie, że to wciąż za młoda ekipa tym razem nie wchodzi w grę. Młodzi są, to fakt, ale akurat w skróconym sezonie jest to ich ogromny atut. Czołowe zespoły złożone z weteranów już drżą i łapią zadyszkę.


Sebastian Hetman: 30%. Oceniam szanse Thunder na jakieś 30%, ponieważ Lakers i sam Bryant szukają rewanżu za tegoroczne Playoffs w całej lidze. Dallas Mavericks po zatrzymaniu Chandlera będą bronić tytułu jak diabli i nie jestem do końca przekonany, czy Thunder są na tyle gotowi, by wejść z wielkim hukiem do Finału Western Conference. Życzę im tego z całego serca, ale seria chociażby z Mavs pokazała, że mają za płytką ławkę rezerwowych.


Michał Górny: 30%. Podpisuję się pod tym co napisał Sebastian. Chociaż z tą różnicą, iż trochę powątpiewam w powrót Lakers do „championship mode”. Nie chce ich pozostawiać bez szans, bo byłbym hipokrytą ale uważam iż Thunder nie powinni zajść dalej niż przed rokiem. W tym sezonie bez większych wzmocnień Thunder powinni starać się zapamiętywać, co wydarzy się w ciągu tych 66 spotkań + kilku, kilkunastu spotkań w PO. Z wiekiem przychodzi doświadczenie, z doświadczeniem przychodzą pierścienie (nie zawsze to prawda, ale przeważnie).


Michał Kajzerek: 25%. To niesamowicie dobrze ułożony młody zespół, który jest w trakcie procesu spajania kolejnych elementów, aby w końcu utworzyć idealnie doskonały monolit. To oczywiście im się nie uda, ale dążąc do tego - są w stanie walczyć, jak równy z równym przeciwko Lakersom, Mavs i Spurs. Mimo, że sprawili w finale konferencji Nowitzkiemu i jego kolegom sporo kłopotów, to o powtórzenie tak dobrej dyspozycji będzie im naprawdę cieżko. Nie mówię, że był to jednorazowy run zakończony ostatecznie porażką po dobrej batali, ale z pewnością wtenczas wszystkie cylindry tego zespołu po prostu pracowały nadzwyczaj synchronicznie. Niezwykle ciężko dokonać czegoś takiego drugi raz, szczególnie, gdy ma się zespół, w którym koledzy z parkietu nadal „ciągle zapominają swoich imion".


Piotr Kolanowski: 40%. Bardzo ciekawe będzie jak Thunder spiszą się, mając Perkinsa do dyspozycji od początku sezonu. Kto wie, być może skrócony sezon również zadziała tutaj na ich korzyść. Jednak pokonanie innych faworytów, takich jak Lakers, Mavs czy (jeszcze?) Spurs w playoffs nie będzie łatwym zadaniem.


Przemek Kujawiński: 80%. 70%. 75%. Niech to szlag. Coś koło tego. Chcę powiedzieć ni mniej, ni więcej tylko tyle, że Thunder są moim faworytem do wygrania Zachodu w sezonie regularnym. Swoją drogą są też moim faworytem do finałów konferencji. Padawan Durant sadzi wielkimi susami w stronę ciemnej strony mocy i coś czuję, że już w tym sezonie wymorduje wszystkich młodych Jedi w okolicy. Napięty terminarz będzie sprzyjał młodym Thunder, z Kevinem na czele, który, biorąc pod uwagę to, co działo się latem, przerwy od koszykówki wciąż nie potrzebuje. Westbrook, Ibaka i przede wszystkim James Harden (mój faworyt do nagrody MIP) będą lepsi i przede wszystkim będą głodni. Zadowolą się nawet żylastymi Spurs.


Maciek Kwiatkowski: 40%. Widzę ich w playoffach zarówno przed Los Angeles Lakers, jak i Memphis Grizzlies,  a od tego czy Tyson Chandler zostanie w Dallas zależy kto będzie moim faworytem do wygrania Zachodu. Pełny sezon ze zdrowszą wersją Kendricka Perkinsa powinien jeszcze bardziej poprawić ich defense. Perk w playoffach nie był nawet rok od zerwania więzadła. Thunder mieli 13. obronę w lidze, tracąc 1.04 pkt na posiadanie. Sezon wcześniej tracili 1.02 punktu (8 miejsce) i w zasadzie trudno inaczej wytłumaczyć taki spadek niż odejściem defensywnego asystenta Rona Adamsa do Chicago, ale po dojściu Perkinsa pierwsza piątka w 271 minut wspólnej gry traciła tylko 0.98 pkt na posiadanie. Myślę, że to i tak mało dużo, jeśli wziąć pod uwagę, że w piątce mają trzech z 20 najlepszych obrońców w lidze plus Duranta, który może takim być.

 

 


2. Czy jest jakiś wolny agent, który mógłby pomóc Thunder?
 

 

Dziuba: Shane Battier byłby idealnym zmiennikiem dla Kevina Duranta i równocześnie dzięki swej wielkiej (nie tylko boiskowej) inteligencji znakomitym mentorem dla całej grupy chłopców z Oklahoma City. Chociaż uważam, że i bez większych wzmocnień ten zespół da sobie radę, po prostu w dalszym ciągu musi się 'zgrywać'. Kwestia czasu.

 

Hetman: Glen Davis. W Thunder brakowało ognia ofensywnego pod koszem. O ile Perkins i Ibaka to zabójczy duet defensywny, o tyle zdobywanie punktów nie było ich najmocniejsza stroną. Widziałbym tu Glena Davisa, który nie jest więcej wart niż 5 mln., aczkolwiek jego słaba dyspozycja w PO skrzywiła twarze nie tylko kibiców, ale kilku GM'ów innych klubów NBA. Na dzień dzisiejszy Thunder potrzebują punktów spod kosza, ewentualnie 3-4 metry od niego, a za taką cenę przychodzi mi do głowy tylko Davis.



Kajzerek: Shane Battier. Zawsze jest jakiś wolny agent, który mógłby pomóc któremukolwiek zespołowi. Odpowiedni role-player dopasowany do odpowiedniej pozycji, z pewnością dałby więcej pola do popisu Scottowi Brooksowi, obarczonemu obowiązkiem dobrego zarządzania tymi zdrowymi - jeszcze - kolanami i kostkami. Jeśli miałbym strzelać pierwszy lepszy agent, który chyba pasowałby do każdej ekipy - Shane Battier. Wyrobnik najlepszej klasy. 



Kolanowski: Shane Battier - już jest molestowany przez Duranta na Twitterze, a ten chyba wcale nie wykluczył takiej możliwości. Myślę, że byłoby to dla niego idealne miejsce. O korzyściach dla zespołu z pozyskania takiego gracza nie trzeba nawet pisać. Battier to właściwie takie "musisz mieć" u każdego trenera.


Kujawiński: Shane Battier. Na i poza boiskiem. Oczywiście idealnie byłoby, gdyby Thunder byli w stanie wyciągnąć coś dużego, co mogliby postawićpod koszem... ale przecież od tego mają Kendricka Perkinsa. Nie ufam Perkowi, ale na nic więcej Oklahoma liczyć nie może. W takim momencie warto znaleźć kogoś, kto będzie mógł zmieniać raz na jakiś czas Kevina Duranta, czy nawet grać obok niego, gdy ten schodził będzie pozycję niżej w pojedynczych line-upach. Kogoś, kto w ograniczonych minutach będzie w stanie bronić na najwyższych obrotach, a do tego trafi trochę czystych trójek. W szatni zaś wpasuje się idealnie jako starszy kolega chłopców z gimnazjum zwanego Thunder. Ewentualnie w miejsce Battiera wstawcie nazwisko Grant Hill - reszta będzie się zgadzać.


Górny: Shane Battier - podobnie jak Przemek, ale tylko dlatego, że chciałbym zobaczyć Shane’a i Thabo w obronie w jakimkolwiek klubie.


Kwiatkowski: Josh McRoberts. McRoberts jest przykładem gracza jakiego moim zdaniem będą potrzebować w przyszłości. Nie jest najlepszą wersją takiego zawodnika, ale najlepszą spośród tegorocznych wolnych agentów. Nick Collison moim zdaniem powinien grać jako rezerwowy center obok silnego skrzydłowego, który zapewnia spacing do 7-8 metra. McRoberts trafiał 38% za trzy w poprzednim sezonie, ale nie forsował trójek, oddając ich 1,3 na mecz PER-36 minut. Trio Perkins-Ibaka-Collison ma potencjał być najlepszym defensywnie podkoszowym tercetem w NBA, ale Thunder potrzebują stretch-four, zawodnika z określoną rolą, a przy okazji fightera jakim McRoberts jest. Jeżeli Thunder nie pójdą w tę stronę, to możemy się spodziewać z roku na rok coraz większej ilości minut Kevina Duranta na czwórce. W poprzednim sezonie spędził tam 9% czasu gry; sezon wcześniej 6% i były to efektywne minuty (PER 28,1 w 10/11, PER 36,4 w 09/10).

 

 

 

 

3. Czy Thunder powinni zaufać duetowi Russell Westbrook / Kevin Durant, czyteż szukać możliwości sprowadzania Chrisa Paula lub Rajona Rondo?


Dziuba: Thunder nie powinni dokonywać tak radykalnej zmiany teraz. Dalej powinni wierzyć w duet Durant-Westbrook i dać mu szansę co najmniej przez kolejny sezon, dwa i dopiero po upływie tego czasu wszystko zweryfikować. Obaj być może nie uzupełniają się idealnie, ale są najważniejszymi elementami w tej układance, a te problemy w ich współpracy bardziej staramy się widzieć my niż oni sami.


Górny: Chris Paul wygląda przy parze Westbrook/Durant trochę niedorzecznie. Poza tym Paul pewnie nawet nie bierze pod uwagę możliwości grania dla Thunder. Jeśli chodzi o Rondo to co innego. Bardzo dużo mówi się o możliwościach odejścia Rajona Rondo z Celtics. Rondo może równie dobrze nie obierać kierunku Oklahoma ale pasowałby bardziej poza tym grał z powrotem z Perkinsem w zespole. To może być więcej warte niż miliony na kontrakcie.


Hetman: Zostawiłbym Westbrooka. Plotki na temat wymiany Westbrooka pojawiały się w poprzednim sezonie, ale nie widzę sensu wymiany kogoś, kto dysponuje także arsenałem ofensywnym. Westbrook nie jest graczem typu first-pass guard, ale przy kiepskiej dyspozycji Duranta kilka razy wyciągał OKC z opresji. Jest dynamiczny, robi postępy, a doświadczenie i cwaniactwo przyjdą z czasem. Z Chrisem Paulem to nie byłaby głupia opcja, ale w grę wchodzi oczywiście wymiana (Westbrook ma gwarantowany kontrakt do końca 2012/13) i podejrzewam, że Hornets chcieliby o wiele większą paczkę za CP3.


Kajzerek: Zaufać, zdecydowanie. Nie lubię tej bezmyślnej pogoni za doskonałością. Rozumiem chęć zbudowania na swoim podwórku potęgi i jeśli jest okazja do sprowadzenia żyły złota, to robi się wszystko, aby faktycznie ją u siebie mieć. Jednak w przypadku OKC sprawa wygląda trochę inaczej, bowiem Russel i Kevin - mimo, że były między nimi zgrzyty - stanowią według mnie najlepszy tandem w tej konfiguracji zespołu. Powinni siąść na pierwszym treningu przy jednym stoliku i obgadać kilka kluczowych kwestii, bo to najprawdopodobniej oni w głównej mierze będą odpowiadać za kierunek rozwoju tego zespołu. Jeżeli zgodnie podzielą się obowiązkami i dotrzymają danego sobie słowa - Oklahoma miodem spłynie.


Kolanowski: Powinni zaufać. Moim zdaniem jest jeszcze za wcześnie na podejmowanie zbyt pochopnych decyzji. Pamiętajmy też, że Westbrook ma pewne zalety, których nie mają ani Paul, ani Rondo. Na miejscu Sama Priesti nie ryzykowałbym rozbicia duetu z takim potencjałem ofensywnym, a już na pewno nie w trakcie skróconego sezonu, który wielu może uznać za - jak powiedział klasyk - niemiarodajny.


Kujawiński: Thunder powinni zaufać. Mówię to z pełnym przekonaniem jako fan ChrisaPaula i umiarkowany fan Russella Westbrooka. Nie naprawiajmy czegoś,co wciąż nie jest popsute. Mieliśmy w zeszłym sezonie mnóstwo wątpliwości o do funkcjonowania duetu Westbrook/Durant, ale tenże duet zajechał do finałów konferencji. Dajmy im czas. Tym bardziej, żeniedobory Westbrooka jako rozgrywającego zacznie łatać niebawem JamesHarden i jego gra pick'n'roll.


Kwiatkowski: Zostawiłbym Westbrooka. To nie jest mój stat, ale via John Schuhmann z nba.com. Nie Chris Paul do Davida Westa, czy Rajon Rondo do Ray'a Allena, ani Jason Kidd do Dirka Nowitzkiego. Kevin Durant trafił 279 rzutów po asystach Russella Westbrooka. Żaden inny gracz NBA nie miał tylu asyst od innego zawodnika w poprzednim sezonie. Myślę, że problem leży w dużej mierze w tym, że Thunder potrzebują lepszego spacingu z pozycji 2/3 (Sefolosha; Battier w ataku byłby faktycznie nadwyżką) i 4 (Ibaka). Oczywiście, że Westbrook nie jest idealnym playmakerem pod Duranta, ale oprócz indywidualnego rozwoju jako playmaker potrzebuje też mieć więcej opcji ofensywnych, a Durant lepiej walczyć o pozycje. Sprawa jest jeszcze bardziej złożona i dużo zależy od tego jaką rolę będzie pełnić James Harden, ponieważ może być częstszym ball-handlerem dla tego teamu i grać z Westbrookiem wymiennie na 1/2...


 

 


Podziel się

3 NA 3: ZAPOWIEDŹ SEZONU NEW YORK KNICKS

czwartek, 01 grudnia 2011 17:04

Rozpoczynamy naszą serię zapowiedzi od New York Knicks, ponieważ Knicks najprawdopodobniej nie wykonają żadnych poważniejszych zmian przed rozpoczęciem sezonu. Knicks będą pilnować oszczędności na 2012 rok, aby móc sprowadzić Chrisa Paula, o ile nie uda im się tego zrobić w trakcie sezonu 2011/12. W tym celu nie będą mogli podpisywać umów dłuższych niż na jeden rok, co ograniczy ich możliwości na rynku.

 

 

1. Czy Chris Paul zostanie zawodnikiem New York Knicks? 

 

Marek Dziuba: Tak. Mam po prostu takie dziwne przeczucie, że prędzej czy później zobaczymy go w nowojorskich barwach. Po tym co wydarzyło się w Miami wygląda na to, że musimy się przyzwyczaić do trendu powstawania drużyn'galaktycznych'. Chciałbym wierzyć w to, że Chris pozostanie wierny Hornets, ale niestety ta epoka lojalności już za nami. W dzisiejszych czasach liczy się przede wszystkim pogoń za pierścieniem, najlepiej błyskawicznie i w pewnym sensie na skróty. Sam w ostateczności wolałbym go zobaczyć w parze z Dwightem w Orlando. 

 

Michał Górny: Jeśli wierzyć zapowiedziom Chrisa Paula na weselu Carmelo Anthony'ego "We Form another Big Three" to pewnie tak się stanie. Oczywiście Chris mógł zmienić zdanie jednak czy jego miłość, oddanie oraz szacunek dla organizacji, która go wydraftowała będą warte więcej niż pęd za mistrzostwem ? Już to chyba ostatnio przerabialiśmy i nie mówię tutaj o odejściu Chrisa Bosha z Toronto Raptors. 

 

Sebastian Hetman: Nie w tym roku. Paul sam nie tyle co deklarował, ale przejawiał spore chęci, to tak. Ale wątpię, żeby nastapiło to jeszcze w 2011 roku. CP3 ma ważny kontrakt do 2012/13, ale jest to tzw. player option. Kogo by musieli oddać Knicks, aby jeszcze na gfwiazdkę przejąć Paula? Może Spike'a Lee i cały Broadway? Reasumując - daję na dzień dzisiejszy 75% szans, że Chris Paul zostanie zawodnikiem Knicks, ale dopiero w wakacje 2012. 

 

Michał Kajzerek: Tego dowiemy się bądź zaczniemy się domyślać dopiero po kolejnych ruchach New York Knicks. Jeżeli odpuszczą oni jakiekolwiek wzmocnienia na ten sezon, to wszystkie znaki na ziemi i niebie będą wskazywała na chęć sprowadzenia CP3 za wszelką cenę w kolejnym okienku. Niemniej roller-coaster na rynku wolnych agentów może jeszcze wielokrotnie zmienić politykę Knicks. Z tymże Paul podobno zadeklarował się, iż zespół z MSG będzie jego pierwszym wyborem. Jesteśmy dopiero po pierwszych epizodach tej sagi, ale z czysto subiektywnej strony – myślę, że prędzej czy później powstanie kolejna Wielka Trójka na Wschodzie. 

 

Piotr Kolanowski: Bardzo możliwe, ale pamiętajmy, że LeBron James jeszcze ze 2 lata temu też był już co najmniej jedną nogą w Big Apple. Tu jednak sytuacja jest nieco inna, o ile wierzyć w legendę słynnego toastu CP3 na ślubie Melo z tą lafiryndą z MTV. Daję równe szanse na to, że Paul zostanie ostatecznie graczem Knicks, jak i na to, że Chauncey Billups po raz kolejny powróci wówczas do Denver Nuggets. Nie jestem jednak przekonany czy stanie się to już w trakcie tego sezonu. 

 

Przemek Kujawiński: Tak, nie, nie wiem. A czy Carmelo Anthony jest zawodnikiem New York Knicks? Jeśli czegoś nauczyliśmy się z Melo-dramy, to tego, że te kilka największych gwiazd ligi ostatecznie dostanie to, czego chce (chyba, że grają w Utah). Pytanie powinno więc brzmieć, czy Chris Paul będzie chciał w przyszłym roku zostać zawodnikiem New York Knicks. Jeśli mam odpowiedzieć na nie dzisiaj, to powiedziałbym "dlaczego nie?". I wydaje mi się, że takiej samej odpowiedzi udzieliłby Paul, który zwyczajnie utknął w błocie po pas i jeśli nie nadjedzie rycerz na białym koniu (bogaty i chętny do inwestowania w zespół właściciel), który wyrwie go z łap smoka (NBA), to podobną odpowiedź usłyszymy przyszłej wiosny. Takie rzeczy dzieją się jedynie w bajkach - ale nawet, jeśli życie stałoby się na chwilę bajką, bardziej prawdopodobne wydaje mi się to, że Paul zjeżdżający po równi pochyłej ku trzydziestce wciąż będzie oglądał się za miejscem, gdzie będzie mógł walczyć o tytuł "tu i teraz". Za miejscem, które chce go równie mocno, jak on tytułu. 

 

Maciej Kwiatkowski: Tak, ale nie w tym sezonie. Myślę, że CP3 nie zgodzi się na przedłużenie umowy z żadnym innym klubem i latem 2012 roku przystanie na "tylko" 50 mln dolarów za 4 lata gry w Knicks. Będzie musiał zgodzić się na poważną obniżkę zarobków (Hornets mogą dać mu 100 mln), ale ostatecznie wyląduje w Knicks. Choć Los Angeles Clippers mogą być interesującym rywalem dla Knicks w 2012 roku. Zwłaszcza jeżeli awansują do play-offów i narobią tam hałasu. 

 

Sławek Mróz: Do niedawna byłem niemal pewny, że to Knicks będą nowymi pracodawcami Paula. Ostatnie plotki, jakoby rozważał mocno Clippers, zdają się jednak mieć odrobinę sensu. Coraz większymi krokami zbliża się dzień, w którym Lakers ruszą w rebuilding (chyba, że uda im się jednak zapolować na Howarda), a Clippers nagle zaczynaja wyglądać na fajny budulec, z Griffinem i Gordonem. Najprawdopodobniej Jordanem także. Nie to, żeby w Los Angeles nagle miała nastąpić rewolucja, ale wreszcie mają Clippers widoki, by nieco wyjść z cienia na rynku porównywalnie atrakcyjnym do Big Apple. Wszystko to sprawia, że jakkolwiek Knicks pozostają liderem w wyścigu, to już na ich zwycięstwo wielkich pieniędzy bym nie postawił. 

 

Bartosz Tomczak: Jeśli Paul rzeczywiście stawia Knicks jako priorytet, to wydaje mi się, że szansa jest spora, chociaż dopiero w momencie kiedy będzie wolnym agentem. Nie widzę szansy na pozyskanie Paula w ramach wymiany, bo zwyczajnie inne zespoły mają więcej do zaoferowania Hornets. Chciałbym, żeby Chris znalazł sobie mocniejszy zespół w którym będzie mógł powalczyć o mistrzostwo (niezależnie czy mieliby to być Knicks, czy któraś drużyna z Los Angeles), byle nie odbywało się to w takich warunkach jak transfer Anthonyego. 

 

 

2. Czy trio CP3, Melo, Amare jest na papierze lepsze niż Big 3 Miami? 

 

Dziuba: Nie wiem. To dwa zdecydowanie inne zestawy zawodników, ale na papierze trio Knicks na pewno nie prezentuje się gorzej. Możliwie, że dla oczu nazwiska Paul-Anthony-Stoudemire wyglądają nawet ładniej, przynajmniej w moim odczuciu wydaje się ono bardziej zbilansowane. Mówilibyśmy o trzech gwiazdach w pełnym znaczeniu tego słowa. Dla mnie Heat to mimo
wszystko Big Two (sorry Chris B.) 

 

Górny: Czy lepsze to nie wiem, ale wiem, że jeśli do tego dojdzie na pewno inne. W przypadku Paula,Anthony’ego i Amare to tak naprawdę trójka zawodników, którzy mogą grać, jako piątka. Paul rozgrywa, Melo rzuca, Amare bawi się jako Big Man –  utopia ? W Miami też „miało być tak pięknie”. Mimo całej antypatii do Big 3 z South Beatch muszę stwierdzić, że będą oni dalej w TOP3 trójgłowych hydr w lidze. Przewaga w przypadku Big 3 Knicks ? Przepiękne asysty oraz kaczy „styl” biegania Carmelo Anthony’ego. 

 

Hetman: Big 3 Miami wygląda lepiej na papierze. Jednak zależy jak na to wszystko spojrzymy. Chris Paul to typowy playmaker, Dwyane Wade to typowa dwójka. W teoretycznej Big 3 Knicks nie byłoby aż tak wielkiej rywalizacji o piłkę, bo Paul potrafi się dzielić, a Stoudamire mogłby się pogodzić z byciem tym trzecim, tak jak zrobił to Chris Bosh, który miał najwięcej "jajec" w Playoffs 2011.  

 

Kajzerek: Nie, po prostu nie. Melo jest słabszy od Wade’a, czy Jamesa, z kolei Bosha może nie postawiłbym w tym samym szeregu, co Amare, ale obaj mają słabsze i mocniejsze strony, które niejednokrotnie mogą pogrążyć zespół lub zaważyć na zwycięstwie. Paul z nowojorskiej trójki byłby ojcem chrzestnym, w Miami tę rolę pełnią na zmianę LeBron i Dwayne. 

 

Kolanowski: To bardzo ciekawe pytanie. I tak, i nie. Myślę, że takie trio w Knicks mogłoby nawet funkcjonować lepiej niż tercet Heat, ale niekoniecznie przełoży się to na wyniki zespołu. Paradoks? Po prostu nie widzę Knicks w walce o tytuł pod wodzą D'Antoniego. Chociaż sam Chris Paul współpracujący z takimi ofensywnymi (i tylko ofensywnymi) potworami jak Stoudemire i Melo to byłoby naprawdę coś. Coś w stylu "ładnie gramy, chociaż ostatecznie przegrywamy". 

 

Kujawiński: Nie. Jest być może bardziej naturalne, jeśli chodzi o pozycje, na których grają gwiazdorzy, ale nie jest lepsze. Chris Paul jest w tej samej stratosferze, co Wade i James. Amar'e i Carmelo mają swoją własną ulicę sezamkową, gdzie w alfabecie pomija się literkę D. To mówi papier. Co powie parkiet dowiemy się, jeśli nowa trójca powstanie. A wtedy kto wie? Może okaże się, że prawdę mówi stare powiedzenie, że całość to coś więcej niż suma elementów. Blah, co ja gadam. Melo nie zacząłby pewnie bronić nawet, jeśli Paul podchodziłby i dawał mu z liścia po każdej zgubionej rotacji. 

 

Kwiatkowski: Nie. Przede wszystkim użyję swojego czerwcowego rankingu, aby to określić: LeBron James jest moim nr 1, Dwyane Wade jest nr 3, a Chris Paul nr 5. Mam też Chrisa Bosha (16) ciut wyżej niż Carmelo Anthony'ego (19) i Amar'e Stoudemire'a (20), ponieważ nie jest tak jednostronnym graczem. Na parkiecie nowojorskie trio, nawet z Paulem w składzie, nie będzie tak dobre defensywnie. Natomiast w ataku - tak, mogą być lepsi, ale znowuż - będą potrzebować co najmniej dodatkowego roku, aby zebrać team mogący grać o tytuł. Będą musieli się spieszyć, bo data ważności na kolana Amar'e i CP3 upływa z każdym miesiącem. 

 

Mróz: Gdzieś spotkałem się z opinią, że wystarczy zerknąć w statystyki asyst Melo i Amare’ by poznać odpowiedź. Nie będę obiektywny, bo faworyzuję Heat, ale naprawdę widzę tu sprawnie działającą drużynę w niedalekiej przyszłości. Być może już w tym sezonie. Co do Knicks – nie jestem fanem duetu Anthony-Stoudemire. Mam wrażenie, że trochę będą nawzajem konsumować swoje silne strony. No i obrona gwiazd Heat wygląda mi na mocniejszą. 

 

Tomczak: Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. W tym wypadku czwarty i piąty. Skala umiejętności graczy jest zbliżona, z lekkim wskazaniem na Heat, choć obecność Paula w trójce Knicks wyniosłaby ją na bardzo wysoki poziom. Bardziej jednak powinniśmy zająć się tym, kogo obie trójki dostaną do pomocy, bo to moim zdaniem będzie najważniejsze kiedy Knicks mierzyliby się z Heat, a nie koniecznie które trio jest lepsze. 

 

 

 

3. Melo i Amare zagrają pierwszy "pełny" sezon razem. Knicks w Top4 wschodu na koniec sezonu regularnego? Jakie procentowo dajesz szanse na to? 

 

Dziuba: 20%. Amare i Melo to wielka moc rażenia w ataku, która na pewno zapewni kilka zwycięstw więcej, lecz dopóki w Nowym Jorku nie poznają pewnego jakże istotnego w koszykówce słowa na 'd' to strasznie ciężko będzie klasyfikować Knicks w ścisłej czołówce. Nie jestem przekonany do tego eksperymentu i nawet jeśli ostatecznie NYK znajdą się w czwórce Wschodu to nie wróżę im jeszcze większych sukcesów. 

 

Górny: 10 % - w tym zawiera się jakaś totalna porażka w grze Heat, porwanie Derricka Rose’a przez mormońskich ekstremistów, zrezygnowanie z kariery Dwighta Howarda na rzecz kariery modela bielizny a cała drużyna Celtics zostałaby porwana przez dwóch kibiców Utah Jazz.  Dlaczego ? C. Anthony i Amare mogą grać razem ale wymaga to dwóch piłek.   

 

Hetman: 60% na tak. Jeżeli popularny Stat będzie zdrowy, Knicks mogą pokusić się o Top 4 Wschodu, bo pierwsze trzy miejsca zarezerwowane są bądź co bądź dla Heat, Celtics i Bulls (kolejność przypadkowa). W Magic za dużo złych emocji pojawiło się w końcówce sezonu 2010/11. Nie przekreślam szans Magic, ale chyba każdy z nas wie, że Dwight Howard po cichu rozgląda się za nowym zespołem. Dużo będzie zalezeć także od zdrowia Billupsa, który bardzo przyda się na te ważniejsze spotkania. 

 

Kajzerek: 50% szans. Dlaczego tak? Nigdy nie byłem zwolennikiem stylu gry Carmelo Anthony’ego. Prócz kilku indywidualnych popisów w sezonie nie zachwycił mnie niczym, co mogłoby pomóc mu zdobyć pierścień. Poza tym Knicks stracili w ubiegłym sezonie kilku solidnych playerów na jego rzecz, co osobiście uważam za błąd. Mam przeczucie, że skończą regularny na piątej lokacie. STAT i Melo będą na swoich barkach ciągnąć ekipę z MSG, ale brak konkretnego wsparcia pozwoli im wygrać około czterdziestu pięciu spotkań, nie więcej. 

 

Kolanowski: Top 4 jest jak najbardziej w zasięgu. Tym bardziej, że nie wiadomo jak będą wyglądać np. Boston Celtics. Daję jednak na to tylko bezpieczny procent, powiedzmy w granicach 75. Nawet, jeśli nie uda się pozyskać Paula, to i tak ze starzejącym się Billupsem Knicks mogą co nieco namieszać. 

 

Kujawiński: 20%. Pewna niegdyś bliska mi kobieta sprecyzowałaby to mówiąc z grymasem na twarzy: Wątpię. Nie wierzę, że zobaczyliśmy już najlepsze w wykonaniu tej dwójki, ale też nie wierzę, żebyśmy byli od tego daleko. Nie z tym trenerem. Nie w tym składzie zespołu. No nie. Ale spróbujcie mnie zaskoczyć. 

 

Kwiatkowski: 70%. Heat i Bulls będą z przodu, a miejsce trzecie wydaje się być wolne. Celtics będą groźniejsi w playoffach niż w tak intensywnym sezonie. Mówcie co chcecie o Mike'u D'Antonim ale jest ofensywnym geniuszem. Przy wszystkich niedociągnięciach Amare, czy zwłaszcza Melo w obronie, Knicks nadal mają dwa z pięciu-sześciu najniewygodniejszych matchupów w ataku na pozycjach 3 i 5. I to może robić różnicę w czwartej kwarcie dowolnego meczu w tym sezonie. Przede wszystkim Anthony, który jest jednym z trzech najlepszych strzelców w crunch-time ostatnich pięciu lat. 

 

Mróz: Hmmm, powiedzmy – 20%. Przy założeniu, że względnie zdrowi Heat i Bulls to faworyci, zostają dwa miejsca. Nie skreślałbym nadal Celtics, choć mogą nieco oszczędzać swoich weteranów w regularnym. Nie skreślałbym Magic, póki starczy im Howarda. O kolejne miejsca też, wbrew pozorom, będzie ciężka walka. Bardzo ciekawą drużynę wystawią Bucks, zakładając dypozycyjność Jędrusia Boguta. O kolejny rok mocniejsi i bardziej doświadczeni będą Sixers. Od pewnego czasu nie należy lekceważyć też Atlanty. Kandydatów zatem jest sporo i póki co Knicks nie wyglądają mi na pewniaków w top 4. I wbrew pozorom moim zdaniem nie postawa dwójki najjaśniej błyszczących gwiazd będzie tu kluczem, a zdrowie i dyspozycja Chaunceya Billupsa. 

 

Tomczak: Heat, Bulls, Celtics i … zostaje mi jedno wolne miejsce w Top4 wschodu. Procentowo daję im 50% szans, drugą połówkę rezerwując dla Orlando Magic. Groźni mogą być 76ers, choć nie wydaje mi się, żeby wskoczyli aż na czwarte miejsce. Tak długo jak w Orlando będzie Dwight Howard, tak długo będzie to równorzędny rywal dla Knicks w walce o czwartą pozycję.



 

 


Podziel się

3 NA 3, WYDANIE SPECJALNE: LOKAUT, A EUROLIGA

poniedziałek, 11 lipca 2011 12:54

 

 

W związku z nowym wątkiem jaki pojawił się w poprzednim tygodniu i może stać się "historią" kolejnych miesięcy, postanowiliśmy podpytać kolegów dziennikarzy/blogerów, którzy o koszykówce europejskiej wiedzą dużo więcej niż my. Zapraszamy do lektury. Dowiecie się m.in. jak to jest z możliwościami finansowymi klubów w Europie i jak do tego całego zamieszania może podejść FIBA.

 

Czy FIBA powinna pozwolić koszykarzom z ważnymi kontraktami w NBA na grę w Europie w trakcie lokautu?

 

Michał Owczarek (Sport.pl): Zacznijmy może od tego, że po decyzji Derona Williamsa będziemy mieli każdego dnia nową historią pt. zagram w Europie/Azji/Australii/Antarktydzie. Być może kolejni gracze, nawet ci z ważnymi umowami, będą podpisywać wstępne umowy. Decyzji FIBA nie spodziewałbym się jednak przez najbliższe dwa miesiące. Mówi się, że jeśli do początku września w NBA nic w sprawie lokautu nie ruszy, to dopiero wtedy będzie można mówić o zawieszeniu części lub całości rozgrywek. FIBA doskonale sobie zdaje z tego sprawę, dlatego milczy. I słusznie. Dopóki nie ma pewności, że sezonu nie będzie, takie listy czystości nie powinny być wydawane, chyba że umowa zawodnika z klubem NBA zostanie unieważniona. Pozwoli to uniknąć bałaganu w trakcie sezonu spowodowanego przez odwołanie lokautu i powrót zawodników do USA. Decyzja FIBA to jedno, to czy na to gotowe są kluby to drugie. Myślę, że nikt przy zdrowych zmysłach nie przemodeluje swojego składu pod zawodników NBA (mam na myśli ściągnięcie więcej niż powiedzmy dwóch koszykarzy) bez gwarancji, że dograją oni sezon do końca. Nie chodzi tu tylko o kwestie sportowe, które także są ważne, ale także stronę marketingowo-wizerunkową.

 

Michał Fałkowski (sportowefakty.pl): Lokaut jest sprawą NBA, a co za tym idzie tylko i wyłącznie kwestią pomiędzy Davidem Sternem, właścicielami, koszykarzami i osobami ich reprezentującymi, więc tak powinno pozostać. Lokaut, jak sama nazwa wskazuje, to blokada, która uniemożliwia zawodnikom NBA jakiekolwiek ruchy, które mogłyby zostać powiązane ze wszystkim, z czym wiążę się słowo NBA. Trzeba jednak na to spojrzeć nie od strony tych biednych koszykarzy NBA, którym teraz nie pozwala się grać, trenować na obiektach klubu czy nawet odwiedzać się nawzajem. Przecież to sami koszykarze (w postaci związku zawodowego) nie chcieli zgodzić się na obniżenie zarobków, nie chcieli iść na kompromis. Moim zdaniem David Stern i właściciele dobrze robią dopuszczając do lokautu, gdyż rozdmuchane ego zawodników i ich rozpasane aspiracje finansowe już dawno przekroczyły jakąkolwiek normalność, o ile takie słowo w ogóle istnieje w kontekście NBA, bo przecież tam wszystko musi być amazing… Summa summarum uważam, że zawodnik „zlokautowany” nie ma prawa grać w Europie, wszak nadal ma ważny kontrakt z jakimś zespołem NBA. Jednocześnie FIBA, jeśli nie chce być traktowana jedynie jako daleki wujek, do którego dzwoni się tylko wtedy, gdy chce się pożyczyć samochód/pieniądze/narzędzia etc (niepotrzebne skreślić), nie powinna pozwolić sobie na sytuację, w której koszykarz podpisuje kontrakt, po czym w grudniu, styczniu zrywa go i wraca do Stanów Zjednoczonych, bo obie strony w końcu doszły do porozumienia. Jeśli FIBA pozwoli na coś takiego, sprawi, że gra w klubach europejskich będzie traktowana przez graczy NBA jako tymczasowy okres, który trzeba przeczekać, aż znowu przeniesiemy się do lepszego świata.

 

Łukasz Michniewicz (3sekundy.com): W świetle regulacji, FIBA nie może dopuszczać do gry zawodników mających ważne kontrakty. Zawodnicy z ligi NBA zapowiadają procesy ze światową federacją w  tej sprawie, ale FIBA chroni interesów klubów i ma w tej sprawie sporo racji, o czym piszę też w odpowiedzi na pytanie 3. Generalnie, uważam, że od zasad nie powinno być wyjątków, nawet dla graczy z NBA. Amerykanie szanują swoją ligę i myślę, że Europejczycy także powinni dbać o to, by ich kluby nie były tylko przystankiem na czas lokautu.

 

Patryk Kurkowski (Polska Dziennik Bałtycki): To kontrowersyjna sprawa, ale jestem na tak. Dzięki takiej decyzji Europa miałaby podstawy do zbudowania większej wartości tej dyscypliny. Piłka nożna to sport powszechny na całym globie, ale wszystkie oczy są skierowane w stronę Europy, gdzie grają największe gwiazdy. Nie inaczej jest z koszykówką. NBA jest magiczna, ale i nieosiągalna. Obecność wielkich koszykarzy np. w Eurolidze, przyciągnęłoby wielką rzeszę fanów. Inna sprawa, że zyskaliby na tym zawodnicy. Podniósłby się poziom sportowy, a przypuszczam także, że wdrożono by standardy jeszcze bliższe najlepszej lidze świata. Koniecznie jednak trzeba zachować limity, jakie panują, aby Amerykanie nie stanowili całego zespołu. Jakie są minusy? Nie wszystkie kluby działają rozsądnie, a chęć pozyskania szanowanego i wielkiego nazwiska, mogłaby przyćmić finanse, co z kolei może się tragicznie skończyć w dalszej przyszłości. Wszak niejednokrotnie dochodziło już do upadków w takich właśnie okolicznościach. Innych? Właściwie brak, bo co złego w zatrudnianiu po prostu lepszych koszykarzy? 

 

Jak przedstawia się sytuacja finansowa i wypłacalność w ligach europejskich?



Michniewicz: Bardzo dobrze prezentuje się europejska czołówka – CSKA Moskwa, Barcelona, Maccabi Tel Awiw, Real Madryt, Kłopot w tym, że ich składy są już w sporej mierze domknięte. Duże pieniądze gotowi są wyłożyć działacze klubów ze Stambułu, myśląc o przyszłorocznym turnieju Final Four Euroligi, który odbędzie się w ich mieście.  Do tego dodałbym czołowe kluby z Włoch, jak Milano, czy Siena. W lidze rosyjskiej również znajdą się ekipy gotowe dużo zapłacić, ale z doświadczenia obawiam się, że po pół roku mogą zacząć się problemy z przelewami.. Gdybym doradzał zawodnikom konkretne miejsca do gry, to na szarym końcu znalazłaby się Grecja. Tamtejszy związek zawodowy koszykarzy ujawnił sytuację płacową w klubach i okazało się, że więcej niż połowę sezonu opłaciły swoim graczom jedynie trzy kluby. Dwa z nich to średniaki, których nie stać na gwiazdy, a trzecim był Panathinaikos.



Owczarek: Na gwiazdy stać na pewno ligę rosyjską, hiszpańską oraz, jak się okazuje, turecką. W Rosji od lat oferuje się sporo wyższe kontrakty niż w innych częściach Europy. W Hiszpanii na gwiazdy stać tak naprawdę pięć, sześć klubów. Turcja powoli staje się ważnym graczem na europejskim rynku sportowym. Widać już po kwotach wydawanych przez tamtejsze ligi piłkarskie, że jest ogromny potencjał w rynku. Ostatnie transfery (rok temu Iverson, teraz Williams i Songaila) pokazują, że Turkom bardzo zależy na tym, by do tej europejskiej czołówki dobić. Czy są wypłacalni? Tego nie wiem. Wydaje mi się, że na gwiazdę stać w zasadzie każdy klub w Europie, bo taki zawodnik zapewne nie byłby finansowany z tej samej puli co reszta – ściągnięcie „nazwiska” pozwoliłoby ściągnąć dodatkowego sponsora. Wypłacalność problemem, by nie była. Przynajmniej w stosunku do tej gwiazdy. Myślę jednak, że spora część właścicieli klubów do sprawy podejdzie spokojnie, poczeka na rozwój sytuacji i, przynajmniej w Europie, na te największe gwiazdy się nie rzuci. Raczej na graczy drugiego planu. Co widać po pierwszych ruchach na rynku z udziałem zawodników, którym pokończyły się kontrakty z NBA.



Kurkowski: Sytuacja finansowa w europejskich klubach zmieniła się na przestrzeni lat. Jeszcze dwa, trzy lata temu, zanim świat dopadł kryzys ekonomiczny, powiedziałbym, że po gigantów sięgną Rosjanie, którzy lekkomyślnie wydawali pieniądze. Owszem, ściągali graczy wielkiego kalibru, ale oferowane gaże przekraczały ich wartość w danym klubie. Obecnie rosyjska Superliga jest ostrożniejsza, a niektóre zespoły sięgnęły po tańsze opcje - rodzimą młodzież. Wyjątkiem jest nastawione na sukcesy CSKA Moskwa, które dysponuje sporym budżetem. Być może na kogoś z górnej półki będzie stać także Uniks Kazań lub Chimki Moskwa. Pytanie jednak kogo obecnie stać na gwiazdy, przywołuje na myśl Turcję. Wielki sukces na mistrzostwach świata reprezentacji tego kraju oraz ogromne apetyty włodarzy czołowych klubów sprawiają, że sięgają oni po coraz lepszych zawodników a koszykówka cieszy się sporym zainteresowaniem. Cóż, czego więcej potrzeba? Besiktas już wysunął się na czołowo, jeśli chodzi o zainteresowanie zawodnikami NBA. Obawiam się jednak o kondycję finansową tego klubu. Już w poprzednim sezonie mówiło się, iż nie jest ona najlepsza. Niemniej w obliczu kryzysu najlepiej wypadają Turcy. Uważnie można też obserwować hiszpańską ACB. Tamtejsze drużyny też stać na zaoferowanie gwiazdom niezłych, jak na europejskie warunki, zarobków. Wątpliwe, żeby wielkimi gwiazdami byli zainteresowani Panathinaikos Ateny i Olympiakos Pireus. Głośny kryzys w Grecji, odbił się także na klubach, które teraz będą starały się ograniczyć wszelkie straty. Po czołowych graczy mogliby się za to zgłosić Montepaschi Siena czy Maccabi Tel Awiw.


Fałkowski: Mimo mojego negatywnego nastawienia do sytuacji, w której zawodnicy NBA podpisują kontrakty z drużynami europejskimi, uważam, że do takiego faktu dojdzie. Najwięcej postaci zza oceanu trafi pewnie do Rosji i Turcji, gdzie kierowanie zespołem koszykarskim nie jest procesem długofalowym, ale często działaniem pod wpływem impulsu. Deron Williams może grać u nas w Besiktasie? Super, bierzemy! Nie ważne, że przyjedzie tutaj jak na wakacje, że nie będzie miał żadnej motywacji bo przecież najdalej za kilka miesięcy go u nas nie będzie. Nieważne, że zajmie miejsce innych zawodników, którzy na swoją pozycję w drużynie pracują od jakiegoś czasu. Ważne, że więcej fanów przyjdzie zobaczyć gwiazdę, więc sprzedamy więcej biletów. Wracając do pytania – raczej nie ma co liczyć na angaż gwiazd NBA w zespołach z prawdziwej czołówki Europy, gdyż np. w Barcelonie obecny twór to efekt kilku lat transferów i żmudnej realizacji koncepcji trenera, który raczej nie zaryzykuje i nie ściągnie do swojej ekipy gracza jedynie na trzy-cztery miesiące, tylko dla tego, że w jego CV może znaleźć nazwy Chicago Bulls, Los Angeles Lakers czy Dallas Mavericks. 

 

Która z gwiazd NBA poradziłaby sobie Twoim zdaniem najlepiej w rozgrywkach Euroligi?

 

Michniewicz: Zacznijmy od tego, że nie wierzę w to, by wielka gwiazda na poważnie chciała grać w Europie. Czołowe drużyny Starego Kontynentu grają ułożony, systemowy basket i nie potrzebują rozkapryszonych gwiazdorów, które chcą jedynie utrzymać formę przed powrotem za ocean. Nie jestem zwolennikiem sprowadzania wielkich nazwisk, bo wiemy jak spisał się w Stambule Allen Iverson, zaś w kilka miesięcy kluby nie zdyskontują marketingowo kontraktów z takimi postaciami (zresztą prawa do ich wizerunków mają sponsorzy). Wolę ambitnych, ciągle walczących o swoją pozycję graczy z okolic D-League lub ławek drużyn NBA, bo oni mogą zostać w Europie na dłużej i stanowić wartość dodaną (jak kiedyś Tyus Edney, Trajan Langdon, czy Anthony Parker).

 

Fałkowski: To pytanie pozostaje póki co bez odpowiedzi, gdyż nie wiadomo, którzy koszykarze zechcą przyjechać do Europy i tutaj grać. I czy znajdą się pracodawcy chcący ich pozyskać. Na chwilę obecną jest więc to kwestia czysto hipotetyczna. 



Kurkowski: Według mnie to raczej zagadka. Teoretycznie każdy z tych graczy powinien grać w Europie co najmniej bardzo dobrze, wszak w NBA grają przecież najlepsi, nieliczni wyselekcjonowani z ogromnego grona chętnych. Aczkolwiek według mnie najlepiej poradziliby sobie Steve Nash i Dirk Nowitzki. To są tylko moje typy, wielce subiektywne. Dlaczego Nash? To zawodnik ze znakomitym przeglądem pola, świetnie współpracujący z partnerami, który znakomicie czyta obronę rywala i reaguje na nią. Zresztą indywidualnie też stać go na wiele. Takich graczy bardzo sobie cenię, bo coraz mniej w Europie rozgrywających z prawdziwego zdarzenia. Dlaczego Dirk? Niesamowity lider, który potrafi wyciągnąć zespół z każdej opresji. O jego umiejętnościach rozpisywać się nie można, to trzeba po prostu zobaczyć. Nowitzki idealnie wkomponowałby się do Europy, ze względu na swoje świetne warunki fizyczne, niebywałe umiejętności, konsekwencję oraz charyzmę, której wielu brakuje.



Owczarek: Duży może więcej. Najłatwiej w Eurolidze miałby Dwight Howard – zawodnika o takiej fizyczności nie ma w Europie, nie ma w większości lig na świecie, ba w samej NBA już takich gości jest coraz mniej (odeszli Shaq i Yao, został hmm Bynum). W zasadzie pod względem sportowym Howard poradziłby sobie w każdej lidze na świecie. Inni wysocy też z pewnością łatwiej odnaleźliby się w europejskiej koszykówce. Zawodnicy obwodowi mieliby zapewne więcej problemów. Generalnie dużo zależy od tego, do której ligi dany zawodnik by trafił, jakich miałby partnerów itd. Czynników jest wiele, wszystkie gwiazdy powinny sobie poradzić, ale to Howardowi będzie najłatwiej. Wszędzie.

 


 

 

 


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 779 715  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18779715

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0