Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 507 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


3 NA 3: DRAFT 2011, HITY I KITY

sobota, 25 czerwca 2011 0:31

1. Które zespoły są największymi zwycięzcami tego draftu?


Michał Górny: Nie dość, że nie którzy zawodnicy zostali wzięci od czapy (w sensie za wysoko względem powszechnych oczekiwań), to w dodatku sami w sobie jako grupa świeżej krwi NBA nie należą do najzdolniejszych i najbardziej utalentowanych. Przynajmniej wg.ekspertów. Jak powiedział Spike Lee pytany o zdanie na temat wyboru Imana Shumperta, powiedział "Ja też rok temu nie słyszałem o Landry'm Fieldsie". Chcę przez to powiedzieć, że Fredette,Biyombo czy Tristan Thompson mogą zaskoczyć wszystkich niedowiarków, mówiących co oni sobie myśleli wybierając tych zawodników. Teoretycznie Rick Cho i Bobcats trafili najlepiej, tuż po nich mimo wszystko Cleveland Cavaliers. Również warto spojrzeć na picki zespołów będących w tegorocznych Finałach NBA. Miami Heat po rozegraniu partii pickowych bierek otrzymali Norrisa Cole'a (pick wyjściowo należał do Bulls) - szybką i atletyczną "jedynkę" z Cleveland State, Dallas Mavericks oddali swoje oba wybory Draftu 2011. W pierwszej rundzie pozbyli się Jordana Hamiltona oddając go do Nuggets w zamian pozyskując Rudy'ego Fernandeza. W drugiej rundzie oddali prawa do Tanguy'a Ngombo do Portland Trail Blazers w zamian za "future pick" w I rundzie.


Przemek Kujawiński: Było sporo niezłego draftowania. Myślę, że dobrą robotę zrobili Jazz, biorąc być może dwóch najlepszych graczy na swoich pozycjach w tym drafcie,  R.C. Budford i jego Spurs jak zawsze patrzą na wszystkich z góry i uśmiechają się pod nosem, Wizards mądrze otaczają dobrymi graczami Johna Walla, a Cavaliers z dwoma numerami w top 4 po prostu nie mogli tego zawalić. Osobiście mam jednak dwóch zwycięzców. Pierwsi są Charlotte Bobcats, gdzie Rich Cho z miejsca odcisnął swoje piętno na organizacji, pozyskując drugi wybór w top 10 i ściągając dwóch graczy, którzy nie tylko są z miejsca wzmocnieniem dla klubu, ale też zmieniają jego oblicze. Z Kembą Walkerem na pokładzie Bobcats przestaną być wreszcie mdli i szarzy i przyciągną więcej kibiców, a Bismack Biyombo i Tyrus Thomas mogą stworzyć najciekawszy defensywny frontcourt w lidze. Drugimi wygranymi dnia draftu są dla mnie Detroit Pistons, którzy doczekali się z ósemką na Brandona Knighta i wreszcie rozwiążą problem z brakiem rozgrywającego (Rodney Stuckey musi odejść!), a w drugiej rundzie sięgnęli po Kyle'a Singlera. Jeśli możesz wziąć w drugiej rundzie kogoś po czterech latach w Duke, to się nie zastanawiasz - niestety większość zespołów wciąż nie ufa w tę regułę.

Maciej Kwiatkowski: Jest kilka, jak Charlotte czy Waszyngton i oczywiście Cleveland. Jeśli jednak miałbym wybrać jeden team, to są to Utah Jazz. Jazz mają cztery picki z loterii ostatnich dwóch draftów, w tym dwa z #3 dzięki wymianie za Derona Williamsa. Widziałem tylko dwa mecze Enesa Kantera, w tym TEN jeden, ale nie widziałem ani jednej złej opinii od skautów po jego work-outach. Mierzący 211 cm center z bardzo dobrą pracą stóp, pół-hakiem. Nie będzie blokował rzutów czy zatrzymywał atakujących playmakerów, ale w tej roli widzę Derricka Favorsa. Duet Kanter-Favors, nie zapominając o Paulu Millsapie, który wciąż ewoluuje w trójkę, może być pod koszami jednym z najlepszych w umiejętności techniczne w NBA. Póki co obaj mają po 20 lat, ale Jazz zgromadzili dwóch bardzo utalentowanych młodych wysokich, SG Aleca Burksa, SF Gordona Haywarda oraz możliwość handlowania Devinem Harrisem, Alem Jeffersonem czy nawet Millsapem w poszukiwaniu wzmocnienia na jedynce. Wydaje mi się, że po roku-dwóch przerwy Jazz już za kilka lat wrócą do playoffów. Punkty dla całego managementu za to jak poradzono sobie z Williamsem, nie czekając na Deron-dramę, a przy tym wyciągając za niego: Kantera, Favorsa i Harrisa. Podoba mi się jak budowany jest ten team. Mormoni wiedzą lepiej.


2. Czyim wyborem czujecie się zawiedzeni?


Kwiatkowski: Nr 4 Cavaliers. GM Cavs Chris Grant zapewne widział od groma więcej Tristana Thompsona niż ja - po prawdzie musiał widzieć go w trzech meczach, żeby mieć przewagę - ale mam wrażenie, że mierzący 206 cm silny skrzydłowy, gdy ma się na tej pozycji J.J'a Hicksona nie był idealnym rozwiązaniem. Spodziewałem się po Cavaliers większej elastyczności przy tym picku, włączając w to trade. W tym co widziałem podoba mi się 'motor' Thompsona i to jak atakuje obręcz, jak idzie do góry. Podoba mi się ta energia i chyba Grant tutaj widzi, że stać go na to by został bestią. Jeśli jednak Thompson ma spędzić kolejny sezon za Hicksonem, to czemu nie wybrali Valanciunasa, który przede wszystkim jest 7 cm wyższy i powszechnie uważany był za lepszy prospekt? 


Górny: Skoro sztab trenerski Kings jest niezadowolony z wyboru to musi być Jimmer Fredette. Wybór Marcusa Morrisa przed Kawhi Leonardem przez Houston Rockets również może się wydawać ciut nie trafiony.


Kujawiński: Właściwie nie mam żadnej drużyny, która by mnie rozczarowała. Nawet wzięcie Jimmera Fredette przez Sacramento będzie można oceniać dopiero, gdy zobaczymy go w akcji na parkietach NBA.


3. Która z drużyn zrobiła najlepszy trade w trakcie draftu?


Kujawiński: Rich Cho jednym ruchem pchnął swój zespół w oczekiwanym kierunku. To oczywiście dopiero początek pracy, ale odesłanie Stephena Jacksona i w tym samym dniu pozyskanie dwóch graczy mogących być w przyszłości trzonem drużyny musi robić wrażenie.


Kwiatkowski: Indiana i San Antonio. Bardzo podoba mi się powrót George'a Hilla do rodzinnej Indiany, i fakt, że Pacers mają akurat dziurę na dwójce (Mike Dunleavy jest wolnym agentem, Brandon Rush jest do wymiany, Paul George to niski skrzydłowy) oraz brak pewnego backupu dla Darrena Collisona (TJ Ford jest wolnym agentem, zostaje jeszcze AJ Price). To co stanie się z Hillem jest zagadką. Widać u niego duży talent, ale też i brak pozycji. Sam nazywam go 'poor man's Derrick Rose', ale z drugiej strony ma kłopoty w radzeniu sobie z presją. Spurs niemal nie pozbywali się przez te lata młodego talentu i pewnie niektórzy kibice San Antonio uwierzyli już, że będą oglądać Hilla razem z DeJuanem Blairem i Tiago Splitterem za 3-4 lata od teraz, ale Spurs nie na darmo są najlepszą organizacją w NBA. W tym wypadku są znów krok do przodu, decydując się na rebuilding-mode i wykaszając w jednym drafcie gracza, który miał być pewniakiem w Top10 czyli Kawhi'ego Leonarda (być może drugiego Geralda Wallace'a - jeden z trzech moich ulubionych graczy tego draftu, prócz Irvinga i Vesely'ego), Łotysza Davisa Bertansa (#42), wysokiego skrzydłowego z rzutem z dystansu, który zostanie póki co w Europie i Cory'ego Josepha (#29), który w najbliższych latach ma zastąpić Hilla. A zrobili to wszystko też i dlatego, że Hill za rok stałby się zastrzeżonym wolnym agentem, domagając się podwyżki, a Spurs płacą już przecież 12 mln dolarów za sezon jednemu playmakerowi. Póki co Spurs osłabili się, ale postanowili zaatakować fakt, że potrzebują przebudowy, aby znów walczyć o mistrzostwo. Nie zamierzali czekać i liczyć na łut szczęścia, czy jeszcze jedną piękną wiosnę. 


Górny: Chyba wszyscy wymienią tutaj nazwisko Ricka Cho, który jak gończy pies ścigał wyznaczonych przez Michaela Jordana zawodników. Zabawa pickami przyniosła rezultaty. 


4. Kto będzie stealem tego draftu z drugiej rundy?


Kujawiński: Trudno oceniać mi zawodników, których w większości nie widziałem nawet na oczy. Jeśli ktoś przyciąga moją uwagę, to jest to numer 49, czyli Josh Selby. Z Selbym wiązano wielkie nadzieje po szkole średniej, gdy był jednym z najwyżej ocenianych prospektów w kraju. Trudny rok w Kansas sprawił, że bardzo szybko osunął się w przeddraftowych przewidywaniach, ale wciąż zsunięcie się aż do 49 miejsca musi dziwić. Wygląda na to, że Grizzlies swój jedyny wybór w drafcie obrócili w intrygujący talent, który wciąż jeszcze ma czas, by udowodnić, że może być dobrym graczem na poziomie NBA. Jeśli nie? Cóż, to wciąż tylko 49 numer draftu.


Górny:  Tak się zastanawiam czy w sezonie w którym będzie (prawdopodobnie) dłuższa przerwa jest szansa mówić o takich rzeczach, jak "steal" czy "bust". Niektóre ekipy wdrażają pierwszoroczniaków dopiero bliżej połowy, jak nie końcówki sezonu regularnego. Kiedy będziemy mieli do czynienia z 50-60 spotkaniami (jak dobrze pójdzie). Ale jak już wybierać.....Przyznam się bez bicia - nie widziałem wszystkich wybranych w tym roku. Jako pierwszego wymieniam Isaiaha Thomasa Jr. - ostatni wybór drugiej rundy tegorocznego draftu. 31.2 punkty w swoim junior year w HS i plotka o tym, że chłopak urósł 4 cale uruchamia wyobraźnię. Chociaż czy Kings dadzą mu odpowiednią szansą ? A jak dadzą chłopak, który przeskoczył college się spisze na miarę oczekiwań ?


Kwiatkowski: Stawiam na Isiaha Thomasa z nr 60 do Sacramento albo Josha Selby'ego, który był czas, że miał iść w loterii, a spadł na #49 do Memphis. Podobają mi się też bardzo picki Chicago z nr 30 (Jimmy Butler) i obydwa picki Bostonu z Purdue (#27 JaJuan Johnson, #55 E'Twaun Moore). Raczej nie w kategorii wielkich przechwytów, ale wyboru zawodników, którzy za dwa-trzy lata mogą być solidnymi role-players, przydatnymi w rotacji.

 


 

 



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

3 NA 3: MIAMI HEAT MECZ O WSZYSTKO

niedziela, 12 czerwca 2011 13:46

 



 

1. Co musi zrobić LeBron James w meczu nr 6?


Marek Dziuba: Na pewno nie znikać jak kamfora w czwartych kwartach i wziąć przykład z Dirka Nowitzkiego. Skala porównawcza ich cojones w cruch-time to jak... pestka wiśni do arbuza. James od początku serii zostawił rzut w jakimś bagażu (albo ukradł mu go Mario Chalmers) i nie potrafi go odnaleźć, rzadziej też atakuje obręcz i każdy kto ogląda mecze finałowe zauważy, że wyraźnie brakuje mu przez to pewności siebie. Tłumaczenia, że robi na parkiecie inne rzeczy takie jak obrona, zbiórki czy rozgrywanie nie pomogą. Miami najbardziej potrzeba jego punktów, a James póki co boi się oddawać rzuty i chyba powinniśmy w tej chwili bić brawo dla obrony Mavericks, a zwłaszcza Shawna Mariona. To co razi najbardziej to naturalnie brak dominacji Jamesa w decydujących fragmentach rywalizacji - tak jakby liczył, że wszystko za co trzeba wziąć większą odpowiedzialność należy do D-Wade'a. Gdzie się podział ten instynkt mordercy? Zanikł przez presję finałów? Na to wygląda. LBJ na pewno ma świadomość, że ważą się losy jego legendy, więc jeśli następny mecz nie będzie jego przełomowym to Miami na trofeum Larry'ego O'Briena będzie mogło w tym roku jedynie popatrzeć, a sam James, co tu ukrywać, po raz kolejny wyjdzie na przegrańca.


Piotr Kolanowski: Po prostu stanąć na wysokości zadania w decydujących momentach. Bez odpalania głupich rzutów z półdystansu w momencie, gdy naprzeciwko siebie ma np. sporo mniejszego i wolniejszego Jasona Kidda. Bez notowania tak naprawdę mało znaczącego triple-double. LeBron James musi po prostu zacząć dominować i udowodnić, że jest faktycznie najlepszym graczem w tej lidze, bo po tych pięciu meczach naprawdę sporo osób zaczyna mieć wątpliwości. Gdzie jego wjazdy pod kosz? Gdzie
jest ten słynny "L-Train"? Teraz presja spoczywająca na nim jest już naprawdę ogromna. Ewentualna przegrana w niedzielę będzie bowiem zdecydowanie największą plamą w jego karierze. Nawet jeśli on sam zagra jutro naprawdę dobre spotkanie, to i tak wszyscy będą mieli w pamięci te wcześniejsze nieudane występy. Niedzielna noc będzie być może ostatnią szansą Jamesa na to, aby pokazać światu, że jednak ma cojones. Później oczywiście zostaje jeszcze kwestia wygrania ewentualnego siódmego meczu, w którym LBJ również musi się wykazać.


Przemek Kujawiński: Właściwie tylko jedno: Wygrać. W ostateczności tylko i wyłącznie z tego będzie rozliczany. Oczywiście możemy pisać o tym, że powinien zdominować grę, że powinien ograć wszystkich w czwartej kwarcie i w tym szukać odkupienia, ale wydaje mi się, że nie o to chodzi. LeBron James jest innym rodzajem gwiazdy. Choćby nie wiem jak bardzo media (i po części on sam) próbowały go kreować na gracza tego samego charakteru, co Bird, Jordan, czy Kobe, to wygląda na to, że LeBron jest po prostu kimś innym. Nie gorszym - innym. Nie ma tej chorobliwej potrzeby udowadniania wszystkim swojej wszechmocy na boisku i jest kimś, z kim po prostu chciałoby się grać w drużynie. Póki co jednak w tych finałach takie podejście się nie sprawdza i Heat naprawdę potrzebują mordercy. To czy LeBron udowodni, że potrafi nim być czy nie, będzie miało znaczenie tylko i wyłącznie w wypadku porażki.


Maciej Kwiatkowski: Rzucić powyżej 30 punktów i poprowadzić Miami do zwycięstwa, najlepiej w końcówce. Nigdy wcześniej nie odbierałem mu szans na to aby mógł zostać liderem swojego zespołu w najważniejszych momentach. Po meczu nr 5 jego status sięgnął jednak mojego prywatnego all-time low.


Michał Górny: Cokolwiek.Dosłownie cokolwiek.Dość pasywności, jakieś takiej pozornej ucieczki w cień. Zwłaszcza jeśli chodzi o ostatnią ćwiartkę. Jak każdy Polak wie, ostatnia ćwiartka (częściej połówka) wchodzi najtrudniej ale kto to "przetrzyma" na pewno zostanie nagrodzony.


Rafał Niewiadomski:  Rzucić +30 punktów, dołożyc do tego kilka(naście) zbiórek i asyst i pokazać kto jest najbardziej utalentowanym zawodnikiem, który biega obecnie po parkieach NBA, dzięki czemu jego zespół zagra we wtorek o mistrzostwo NBA. Musi być po prostu LeBronem. Skoro LeBron James potrafił poprowadzić Cleveland Cavaliers do Finałów NBA, do 2 sezonów z +60 wygranymi, to jest w stanie poprowadzić Heat do 2 wygranych z Mavs na własnym terenie. Musi tylko ponownie być tym LeBronem Jamesem, którego znamy.


2. Jeżeli Heat przegrają mecz nr 6 jakbyś opisał w jednym zdaniu ich sezon?


Kwiatkowski: Najbardziej nielubiany i najmocniej krytykowany zespół epoki internetu dotarł z prowadzeniem 1-0 i 88:73 do 43 min. meczu nr 2 Finałów, po czym LeBron James nie potrafił postawić kropki nad "i".


Kujawiński: Heat przegrali? Ten sezon to klęska - ten zespół sam przed sezonem zbudował dla siebie inne standardy oceny i teraz będzie musiał łyknąć ich konsekwencje. Klęska Pata Riley'a i klęska LeBrona Jamesa. A po cichu dodałbym, że ten sezon to znak, że Heat mogą być w następnych latach niepokonani.


Górny:  Zgodny z oczekiwaniami. Tuż po "The Decision" mówiło się tylko i wyłącznie o tym jakie problemy będą stały przed drużyną z Miami. Tak czy siak Heat mają zagwarantowany udział w ECF przez kolejne lata i nie zanosi się by w ciągu tych 5-6 sezonów, ktokolwiek mógłby zagrodzić im drogę do Wielkiego Finału.


Niewiadomski: Świat jest lepszy, haterzy mają to, czego chcieli


Kolanowski: Prawdziwy rollercoaster zakończony bardzo bolesnym upadkiem. Od momentu stworzenia słynnej trójcy naprawdę wiele się wydarzyło. Zresztą wystarczy po prostu przejrzeć ich bilanse z poszczególnych miesięcy i przypomnieć sobie wszystkie dotychczasowe problemy, z którymi musieli zmagać się Eric Spoelstra i jego załoga.



Dziuba: Klęska. Na początku sezonu zawodnicy Heat jasno stwierdzili, że liczy się tylko mistrzostwo. Trójgłowy smok miał być nie do zatrzymania dla reszty ligi i w sumie był. Okazało się jednak, że znalazł swojego jedynego  pogromcę w pewnym rycerzu o blond długich włosach prosto z odległej Germanii o imieniu Dirk Nowitzki, który wraz z doświadczoną armią z Dallas, zgodnie z wolą ludu potrafił go unicestwić i w nagrodę otrzymać upragnione pierścienie. Dobra, kończę z tą bajkową sentencją. Heat w przypadku porażki przejdą srogą lekcję, a nic nie uczy lepiej niż porażka, więc aż strach się bać ich w kolejnych sezonach, gdy zgrają się lepiej i jeszcze poprawią skład.




3. Kto wygra mecz nr 6?


Niewiadomski: Boję się, że Mavs bo mogą a nie muszą. Mam jednak nadzieję, że będą to Heat, z kilku względów. Najważniejszy to taki, że jako postronny fan tych finałów, liczę na Game 7. Oprócz tego naprawdę chcę tytułu dla Jamesa. Niewygranie mistrzostwa w 2007 można zrozumieć i nikt nie ma o to do niego pretensji, bo i tak osiągnął z tamtymi Cavs więcej niż powinien, ale niewygranie ligi z Wade'm i Boshem u boku, to będzie spora rysa na karierze LeBrona. Generalnie, przewidywanie tego kto wygra spotkanie tej serii, jest jak wróżenie z fusów, nie ma sensu. Tu każdy może wygrać, poziom drużyn jest bardzo zbliżony i losy niemal wszystkich spotkań ważyły się do ostatnich sekund. Osobiście mam przeczucie, że będziemy świadkami blowoutu dla Heat, coś na wzór zeszłorocznego Game 6 dla Lakers, ale co się wydarzy naprawdę, tego nie wie nikt. Heat będą naładowani energią, co może poprowadzić ich do łatwej wygranej, problem w tym, że ta energia może ich zastopowac i skończy się łatwą wygraną Mavs.


Kujawiński: Miami Heat. Nie potrafię uwierzyć w to, że Dwyane Wade nawet na jednej nodze nie wyrwie tego spotkania przed własną publicznością. Chciałbym wierzyć, że powróci LeBron James jakiego znamy i podziwiamy. Ta seria będzie miała 7 spotkań.


Kwiatkowski: W 'Dogrywce' przed Finałem mówiłem, że wciąż nie jestem przekonany do Miami Heat w crunch-time. Nie widziałem ich bowiem wygrywających w sytuacjach podbramkowych, czyli takich gdy muszą wygrać mecz, nie gdy prowadzą w nim dwoma punktami w crunch-time, ale gdy muszą gonić. W playoffach mieli takie występy tylko na zakończenie serii z Celtics i Bulls. Nie musieli wygrywać tamtych spotkań - byłoby 3-2 i wciąż mieliby przewagę parkietu.W niedzielę muszą zwyciężyć, jeśli chcą uratować sezon. Mavericks natomiast - cytując Stephena Jacksona - uprawiają miłość z presją. Mają cały szereg 30-letnich, doświadczonych graczy i wygrają mecz nr 6. Dallas


Dziuba: Mam dziwne przeczucie, że zobaczymy siedem spotkań - tak jak typowałem od startu Finałów - ale nie zdziwię się, jeśli Dallas, zespół starych wyjadaczy, po odblokowaniu się na dystansie w Game5, weźmie właśnie już w szóstym pojedynku słodki rewanż za rok 2006, a Dirk 'wykrystalizuje' swoją karierę, bo to co wyprawia w tych Playoffs... po prostu czapki z głów. Nie ukrywam, nawet im tego życzę. Już układa mi się scenariusz, gdy na zegarze pozostaje 15 sekund, mamy remis, a Dallas rozgrywa akcję, piłka trafia do Nowitzkiego i 5, 4, 3, 2, 1.. swish. Resztę pozostawiam Waszej wyobraźni.


Górny: Serce chce Mavs, umysł podpowiada Heat. A z racji tego, że "rozum" w reklamach TPSA ma okulary należałoby się sugerować, że to on ma rację.


Kolanowski: Dallas Mavericks, bo taki team weteranów nie powinien dać się przechytrzyć na ostatniej prostej. Forma Wade'a może być niepewna, a LeBron James chyba nie zdąży się już przełamać w tej serii. Miami Heat powrócą z żądzą zemstry w przyszłym sezonie (kiedykolwiek to nastąpi), a na razie tytuł dla Dirka i Kidda.


 

 



Podziel się:

komentarze (6) | dodaj komentarz

5 NA 5: WYDANIE FINAŁOWE

wtorek, 31 maja 2011 8:52

 

To już dzisiaj! O godzinie 3 w nocy naszego czasu rozpocznie się pierwszy mecz finałów pomiędzy Miami Heat i Dallas Mavericks. Na dobry początek dnia dużo tekstu i mało obrazków, czyli kilka głosów w sprawach, które wydają nam się ważne i ciekawe. Czekamy na wasze opinie.

 

1. Tyson Chandler czy Chris Bosh? Kto z tej dwójki będzie istotniejszy dla swojego zespołu?

 

Sebastian Hetman: Wydaje mi się, że Tyson Chandler, który stał się w zasadzie brakującym elementem Mavericks w pomalowanym. Jego zbiórki i bloki na pomocy będą ważnym elementem defensywy Mavs, która w Playoffs zaskoczyła chyba nie jednego eksperta. Rewelacja. Nie zapominajmy, że Chandler ma w swojej drużynie Jasona Kidda, co za tym idzie - będzie uruchamiany często na pickach. Co do Bosha - miał świetną "cichą" serię z Celtics i momentami pokazywał wielkie cojones. Obawiam się jednak, że w blasku Finałów LeBron James i Dwyane Wade zabiorą wszystko co będzie do zabrania z parkietu po stronie Heat.

 

Maciej Kwiatkowski: Jak zwykle - Bosh. Miami będzie potrzebować tych 18.6 punktów na mecz, które zdobywa w tych playoffach, bo nic się nie zmieniło i nadal potrzebują, jeśli już nie całej Big3, to przynajmniej dwóch z nich grających na bardzo wysokim poziomie, żeby wygrywać spotkania. Z drugiej strony, to właśnie Chandler będzie kryć Bosha w tej serii i wyciągany na obwód przez pochodzącego z Dallas skrzydłowego Heat będzie musiał być w dwóch miejscach na raz i nie łapać fauli. Heat rzucali tylko 52% spod obręczy w dwóch meczach przeciwko Dallas w sezonie regularnym. Reasumując... obaj będą równie istotni dla swoich teamów.

 

Piotr Kolanowski: Najbezpieczniej byłoby po prostu powiedzieć, że obaj odgrywają bardzo ważne role. Ciężko mi sobie wyobrazić, aby Dallas byli w stanie wygrać finały przy słabo grającym Chandlerze albo Miami z zawodzącym Boshem. Oczywiście większa presja spoczywa jednak na skrzydłowym w Heat. To on w końcu jest All-Star, on należy do Wielkiej Trójki. Z kolei Chandler to "tylko" role-player, oczywiście niezbędny w defensywie i określany często jako ten "brakujący element" w Mavs. Przy tym pytaniu postawiłbym znak równości.

 

Rafał Niewiadomski: Odnoszę wrażenie, że ani Heat, ani Mavs nie potrzebują tak bardzo wsparcia tej dwójki, jak się powszechnie sądzi. Jedni i drudzy posiadają na tyle potencjału, że mogą wygrywać gdy ta dwójka ma słabszy dzień, co nie zmienia faktu, że gdy grają dobrze, to wygrywanie jest dużo łatwiejsze. Ciężko jest określić, który z nich jest istotniejszy. Bosh wygrał kilka spotkań Żarom w tych playoffs błyszcząc w ataku, natomiast Chandlera pracy bardzo często nie widać gołym okiem. Przychylam się do zdania, że to Bosh jest ważniejszy, ale postawie znak równości w tej kwestii.

 

Michał Górny: Shawn Marion. A tak poważnie to kwestia tego w jakim stopniu Chris Bosh będzie grał taką samą koszykówkę jak w serii z Chicago. Jeśli tak (w co szczerze wątpię), to możemy mówić o kłopotach w szatni Mavs. Jednak Chandler daje tyle energii pod koszem, co Taj Gibson po dwóch rundach rosyjskiej ruletki podczas tajfunu w uszkodzonej elektrowni atomowej. Krzysztof Bosh będzie wyciągał Chandlera spod kosza, pytanie z jakim skutkiem. Jeśli będzie to kończyło się jakimś odebraniem, LeBron James i Dwyane Wade czekają już przy baseline. Jeśli skończy się kilkoma dobrami ruchami w obronie Bosh może się poddać.

 

2. Kto jest MVP tych playoffów do tej pory? Dirk Nowitzki, czy LeBron James? Kto będzie nim po finałach?

 

Przemek Kujawiński: LeBron James. Kibicuję Dirkowi Nowitzkiego. Podskakiwałem na krześle po jego wielkich rzutach w serii z Thunder. Nigdy nie zapomnę tego jak ogrywał Lakers. Ale... no właśnie. Gra się po obu stronach parkietu, a LeBron James poza o włos (cieńki) mniej imponującymi wyczynami w ataku jest chyba najlepszym obrońcą tych playoffów. Kto będzie lepszy po finałach? Proste. Ten który poprowadzi swój zespół do mistrzostwa. W tym wypadku również (z bólem) stawiam na Jamesa.

 

Michał Górny: Zobaczymy po tych 4, 5, 6 lub 7 spotkaniach. W moim odczuciu jest to Dirk Nowitzki, mega skuteczny, mega istotny, mega clutchowy, mega godzilla, po prostu mega! 

LeBron James może pozwolić sobie na momentami słabsze pięć minut, bo są w Miami Chris Bosh i Dwyane Wade, ale to nie znaczy też, że po prostu gra słabo. Tutaj znowu pojawi się przykład związany z Chicago Bulls. Pamiętacie tę serię i to co potrafił zrobić James biednym "Bykom" ? Ja dalej to pamiętam...

 

Piotr Kolanowski: Jak dotąd uważam, że Dirk Nowitzki, chociaż oczywiście nie można nie doceniać wyczynów LeBrona Jamesa choćby z ostatniego meczu przeciwko Chicago Bulls. Nowitzki to jednak prawdziwy niszczyciel w czwartych kwartach w tegorocznych playoffs. A kto będzie nim po finałach? Jeśli
wygrają Mavs to nie wierzę, że ta nagroda miałaby trafić do kogoś innego niż do pana z nr 41. Z kolei jeżeli to Heat zwyciężą, to chyba jednak LeBron. Ale to oczywiście zwykłe wróżenie z fusów.

 

Rafał Niewiadomski: Dirk bez dwóch zdań. James również robił rzeczy wielkie i chyba po tych playoffach nikt nie będzie miał wątpliwości, kto jest MVP Heat, ale po tym co zrobił Dirk... Dirk jest nie do powstrzymania od kilku tygodni. Mecze gdzie rzuca po 40 kilka punktów na +60% skuteczności, zbiórki, cluczyzm, wszystko. Prawdopodobnie tymi występami Niemiec już zapewnił sobie MVP tych playoffów, bo nie zanosi się na to by Heat go w jakimś stopniu ograniczyli, skoro nie potrafili tego zrobić wysocy Blazers, Lakers i Thunder, niemniej mam przeczucie, że finały będą należały do Jamesa i to on skończy ten sezon z pierwszą statuetką NBA Finals.

 

Maciej Kwiatkowski: Najlepszym ofensywnie graczem tych playoffów jest ich najlepszy strzelec, Dirk Nowitzki. Najlepszym graczem playoffów jest LeBron James, ale jak wiemy to nie, to samo co nagroda MVP, więc wybieram Dirka. MVP Playoffów będzie ten kto zostanie MVP Finałów, czyli któryś z nich. Wątpię, by ta nagroda poszła w ręce Dwyane'a Wade'a, w przypadku wygranej Miami, nawet jeśli to on okaże się najlepszym strzelcem Finałów, czy ich najlepszym graczem. 

 

Sebastian Hetman: Stawiam na Dirka Nowitzkiego, który od serii z LA Lakers gra na kosmicznym poziomie. Nie zapominajmy, że LeBron to wielki gracz, ale Niemiec w match upie z Boshem będzie miał przewagę na 5-6 metrze. Bez wątpienia 26-30 pkt. Poza tym Nowitzki doskonale pamięta Finał z 2006 roku, dlatego wielu zdaje sobię sprawę, że bedzie podwójnie zmotywowany. Do tej pory to MVP Playoffs, a w Finale nie powinien spuszczać z tonu.

 

3. Czy Heat nadal są w stanie bronić równie skutecznie pick'n'rolle, gdy stawiającym zasłonę będzie Dirk Nowitzki?

 

Piotr Kolanowski: Nie. To jest Dirk. A nawet jeśli Nowitzki nie będzie w stanie oddać rzutu to i tak na obwodzie będą czekali już inni gracze Mavs, którzy będą gotowi to zrobić. Najlepiej byłoby dla Heat po prostu jak ognia unikać takich sytuacji. Złe przekazania w obronie przy Nowitzkim będą się z reguły kończyły wyprowadzeniem piłki zza linii końcowej.

 

Sebastian Hetman: Nie jestem do końca przekonany, ale to zależy kto będzie obrońcą w danej sytuacji. Bosh i Anthony od czasu do czasu "zaskoczą" na zasłonie i wyciągnięta ręka w górę po ewentualnym podaniu na pick'n'pop może i coś da, ale Haslem i Ilgauskas nie będą mieli nic do powiedzenia. Podjerzewam, że będzie właśnie więcej gry pick'n'pop, w której Nowitzki odnajduje się znakomicie.

 

Maciej Kwiatkowski: Z pewnością zobaczymy znakomity, ciężko pracujący defense Miami w meczu nr 1, ale Heat nie grali jeszcze w tych playoffach przeciwko zespołowi, który ma tak dobry spacing - 39% za trzy w tych playoffach. Rick Carlisle przy tak utalentowanych podających jakich ma w swojej drużynie będzie miał dużą możliwość znajdowania odpowiedzi. 

 

Rafał Niewiadomski: Czy jest ktokolwiek, kto w tej chwili byłby w stanie bronić te picki? Można ograniczyć i nie dopuścić do utraty punktów w 1 tempo picka. Ale gdy już Dirk otrzyma piłkę pozostaje modlitwa.

 

Przemek Kujawiński: Heat świetnie bronią pick'n'rolle zwłaszcza, kiedy obrońcą na piłce jest ktoś z dwójki LeBron James - Dwyane Wade. W starciu z Mavs spotkają się jednak z przeciwnikiem, jakiego jeszcze w tych play-offach nie spotkali. Dirk Nowitzki potrzebuje dosłownie milimetra, by oddać rzut, a jego koledzy z pewnością będą próbowali znajdować go w grze pick'n'pop. Jeśli tegoż milimetra nie dostanie, to dokoła zawsze czekać będzie grupa chętnych do oddania rzutu strzelców. Heat będą musieli wznieść się na wyżyny szybkości i aktywności w obronie, by powstrzymać Mavericks w tego typu zagraniach. Niespodziewanym koszmarem może okazać się też dla nich J.J. Barea, który potrafi wykorzystać każdy centymetr parkietu, jaki dostanie od obrońców skupionych na Nowitzkim. Kto wie, czy fragmentami krycia JJ-a w takich nie będzie podejmował się nawet sam LeBron James... Podsumowując, jak mówi stare powiedzenie - na każdą obronę, znajdzie się lepszy atak i wierzę, że w tym przypadku Miami nie będzie w stanie równie skutecznie zatrzasnąć gry pick'n'roll przed swoimi rywalami jak czyniło to wcześniej.

 

4. Czy Rick Carlisle ma jakieś inne opcje w obronie poza strefą, by spróbować ograniczyć Wade'a i Jamesa?

 

Maciej Kwiatkowski: Ma trzech dobrych obrońców w grze jeden na jednego. Stevenson, Marion i Kidd będą musieli kryć agresywnie Wade'a i Jamesa. Różnicą dla Dallas będzie to, że Kevin Durant czy Kobe Bryant grali bardziej pod izolacje, podczas gdy James woli wplątywać w swoje akcje dodatkowych obrońców. Mavericks muszą uważać na switche. Nowitzki i Chandler, to nie Taj Gibson i Joakim Noah na obwodzie.

 

Przemek Kujawiński: Dopóki będzie w stanie trzymać na boisku jednocześnie dwójkę z trójki: Kidd, Stevenson i Marion, to może próbować. Wiadomo jednak, że będą musiały znaleźć się minuty dla Peji Stojakovica i Jasona Terry'ego, a wtedy Carlisle będzie starał ukrywać ich w obronie. Wade i James przeciwko strefie Mavs trafili w tym sezonie tylko 3 z 17 rzutów. Wydaje się, że Carlisle nie będzie miał lepszego sposobu na trzymanie na boisku swoich ulubionych lineupów niż strefa. Z drugiej stronie James Harden grający po zasłonach i dynamicznie ścinający pod kosz Russell Westbrook pokazywali momentami, jak rozbijać obronę Mavs bez rzucania z dystansu. Wraz z obecnością na boisku w roli wykonawców LeBrona Jamesa i Dwyane'a Wade'a poziom trudności wzrasta kilkukrotnie.

 

Rafał Niewiadomski: Myślę, że "rzuci "Shawna Mariona na LeBrona i to na całe finały. W zasadzie nie ma innego wyjścia, skoro w grze nie pojawi się Caron Butler, który tworzył fajny match-up przeciwko Królowi. W zasadzie to tylko tyle może zrobić. Sądzę jednak, że przy takich indywidualnościach jakie są w składzie Heat, głupotą byłoby szukanie innego sposobu na obronę niż skupienie całej piątki i obronę mocno zespołową. Tego się spodziewam.

 

Piotr Kolanowski: Z pewnością sporo czasu przy Jamesie spędzi Shawn Marion i jest to chyba na tyle oczywiste, że nie trzeba tego szerzej wyjaśniać. A Wade? Cóż, tu jest już większy problem. Jason Kidd miał wprawdzie świetne momenty w defensywie w starciu choćby z Bryantem, ale "Flash" to jednak już nieco inna półka pod względem atletycznym. Ma zdecydowaną przewagę siły, wzrostu i szybkości nad Kiddem. Kto jeszcze może bronić Wade'a po stronie Mavericks? Jason Terry? Uff... Barea? To byłoby już istne samobójstwo. Szkoda by było jego naprawdę fajnej narzeczonej. Powstrzymanie Wade'a może być więc o wiele trudniejszym zadaniem niż zastopowanie LeBrona Jamesa. Chyba, że z jego barkiem faktycznie nie jest najlepiej.

 

Sebastian Hetman: Mavs w zasadzie bronią "pół strefą", a koncepcja defensywy została zapożyczona z uczelni Temple. Myślę, że Rick Carlisle spróbuje kombinacji 1 na 1, a w tym przypadku DeShawn Stevenson i Shawn Marion mogą urwać kilka akcji na swojej połowie. Bezpośrednie krycie Wade'a i Jamesa jest i tak bardzo ryzykowne, ale Carlisle potrafi zaskakiwać.

 

5. Kto i dlaczego wygra tytuł?

 

Rafał Niewiadomski: Miami Heat bo mają LeBrona Jamesa. Porażka z Celtics, z Magic, the Decision i cały obecny sezon (no może okres porażek i atmosfera wokół). Nie wiem, które z tych wydarzeń było bardziej frustrujące dla LeBrona, ale wiem, że wszystko to co złe zostanie zapomniane, jeżeli tylko Heat zdobędą mistrzostwo. Wokół LeBrona zgromadziło się tak wiele złych emocji, że naprawdę życzę mu tego tytułu. Co więcej, Jamesowi został do wykonania ostatni krok i nie sądzę by przeszkodził mu Nowitzki z Kiddem, którzy chyba jeszcze mocniej zasługują na tytuł. Problem w tym, że James już swoje w życiu przegrał. 

 

Maciej Kwiatkowski: Defensywa? Miami. Zbiórki? remis. Team-ball? Dallas. Crunch-time? remis. Przewaga parkietu? Miami. Najlepszy team na wyjazdach? Dallas. Tytuł wygrają Dallas, którzy choć starsi, to zdrowsi i korzystają z szerszej rotacji. Nie wiadomo jak będzie wyglądał w tej serii Wade, który wymknął się w czwartej kwarcie meczu z Bulls od stania się negatywnym bohaterem Heat. On i jego obkładane lodem lewe ramię, o którym dowiedzieliśmy się tak naprawdę w meczu nr 5. James Jones, Mike Miller, Udonis Haslem - wszyscy oni grają z urazami lub po kontuzjach. Nie zdziwię się, jeśli np Erik Spoelstra zacznie korzystać w tej serii z Eddie'go House'a czy Zydrunasa Ilgauskasa. Dallas 4-2.

 

Sebastian Hetman: Moim zdaniem Dallas Mavericks, którzy w tym roku mają prawdopodobnie najlepszą ławkę w lidze. Sporo grajków występowało już na bardzo wysokim poziomie rozgrywek, zatem doświadczenia w ekipie Marca Cubana absolutnie nie brakuje. Dla Kidda i Nowitzkiego to jeden z ostatnich dzwonków, aby przypieczętować świetne kariery na parkietach NBA. Z kolei Heat mają najbardziej perspektywiczny tercet ligi na kolejne 4-5 lat. Pokazali, że potrafią dzielić się piłką, ale głębia składu na Finał NBA jest dość uboga. Bez urazy dla Jamesa Jonesa, Eddiego House'a, czy Mario Chalmersa.

 

Piotr Kolanowski: Rozum cicho mówi Miami, ale serce mimo wszystko głośno krzyczy Dallas. I nie dlatego, że jestem jakimś antyfanem Heat (bo nie jestem). W końcu pięć lat temu to właśnie im kibicowałem w finale (dla Zo, dla Paytona, nawet dla Antoine'a Walkera i Jasona Williamsa). Podobna sytuacja jest w tym roku w Mavs. Dirk, Kidd i paru innych gości z tej ekipy w pełni zasługuje na tytuł, a taka okazja jak teraz może się już nie powtórzyć. To nie jest przecież zespół z potencjałem na wieloletnią dynastię. Dla nich jest tylko "tu i teraz". Poza tym wielu kibiców pamięta jeszcze dyskusyjne gwizdki sędziowskie na korzyść Heat (przede wszystkim Wade'a) w tamtych finałach z 2006 r. W idealnym świecie byłby to więc idealny moment na rewanż dla Mavericks i Marka  Cubana. Pokażcie mi innego bardziej zaangażowanego właściciela niż on, nawet w innym sporcie. Nie ma. Trzeba to również doceniać.

A czemu niby Mavericks mieliby wygrać tę serię? Właściwie wszystko zostało już powiedziane i napisane - szeroka ławka, śmiertelne zagrożenie na dystansie niemalże ze strony wszystkich graczy, czyli coś z czym obrona Miami jeszcze się nie zetknęła w tych playoffs, czy po prostu trwający od kilku tygodni The Dirk Nowitzki Show. Mimo wszystko nie sądzę, aby nawet wybornie grający duet Jamesa z Wade'm w połączeniu z (jak dotąd) bardzo dobrą defensywą zespołową był w stanie przeciwstawić się Mavs. Wciąż mam w pamięci ich mecz nr 4 przeciwko Lakers. To była mistrzowska koszykówka... Reasumując, Dallas w sześciu meczach. Poza tym naprawdę szkoda by mi było Jasona Terry'ego, gdyby musiał usuwać swój tatuaż.

 

Michał Górny: American Airlines. Dlaczego? Bo obie hale są "sponsorowane" przez te linie lotnicze...

Nie wiem co mam z tymi żartami....

A tak poważnie, wypadałoby, żeby Dallas opuścili grono zespołów bez tytułu z jednym występem w historii organizacji. Podobnie jak Cleveland Cavaliers i Indiana Pacers. Z drugiej strony w dwóch występach w Finałach bez zwycięstwa są Phoenix Suns, New Jersey Nets, Utah Jazz i Orlando Magic. Ale czy to jest najważniejsze co, gdzie, kiedy i ile razy brał udział w Finale ? 

Tutaj odpowiedź może brzmieć Heat w 6, kiedy Big 3 znowu zagrają tak jak podczas serii z Bulls. Dallas, jeśli nie będzie jak wyżej a niscy czyli Kidd, Barea i Terry będą w rytmie, to Mavs powinni wreszcie sięgnąć po upragniony tytuł. Może tak najbardziej my go chcemy bardziej niż Dirk?

 

Przemek Kujawiński: Serce mówi Dallas, ale rozum każe trzymać się starego frazesu, że mistrzostwa wygrywa się defensywą. Erik Spoelstra ma na tyle elastyczny zespół w obronie, że wydaje mi się, że po początkowych problemach Heat będą w stanie przystosować się do bronienia przeciwko ofensywie Dallas. Oczywiście dużo zależy od tego, czy Miami nie zamieni się w czasie tej serii w szpital. Nadzieję dla Mavs widzę przede wszystkim w tym, że Rick Carlisle na bieżąco wykorzystywał będzie aż do maksimum przewagę swoich match-upów, a wbrew pozorom (pomimo ogromnej przewagi Wade'a i Jamesa na dwójce i trójce), to właśnie Dallas prezentuje się lepiej na papierze. Mój typ: 4-2 dla Heat.


 



Podziel się:

komentarze (18) | dodaj komentarz

3 NA 3: CO DALEJ Z BOSTONEM? CO WYGRAŁ LEBRON?

sobota, 14 maja 2011 1:00

Image and video hosting by TinyPic 

 

1. Brak wystarczającej produkcji od Big 3, kontuzja Rondo, wymiana Kendricka Perkinsa czy ławka rezerwowych. Czego brakowało Celtics najbardziej w tej serii?

 

Maciej Kwiatkowski:  Tak naprawdę nie mogliśmy dowiedzieć się jak wyglądaliby Celtics w tej serii, gdyby zdrowy był Rajon Rondo. Rok temu padło na łokieć LeBrona Jamesa, tym razem padło na główny zasilacz Bostonu. Patrząc na to co wydarzyło się w meczach nr 4 i nr 5, kto wie czy seria nie trwałaby jeszcze, gdyby Rondo był zdrowy? Brak stopera na skrzydle był jednak też widoczny, zwłaszcza w tym jak znakomicie grał w tej serii Dwyane Wade. Warto pamiętać, że Danny Ainge nie zrobiłby tej wymiany, gdyby nie fakt, że Tony Allen przed sezonem wybrał taką samą ofertę finansową Memphis, a Marquis Daniels musiał przedwcześnie zakończyć sezon. W efekcie czego wszystkie problemy nałożyły się na siebie, ale oceniając ten zespół, tą serię - ze zdrowym Rondo wierzę, że byłoby 7 spotkań w tej serii.

 

Rafał Niewiadomski: Wszystkiego po trochu. Poza jednorazowym wyskokiem KG i Pierce'a, nikt w tej serii po stronie Bostonu z wielkiej czwórki nie zagrał tego co powinien. Ja mam własną teorię na temat niepowodzeń Celtics w 2. części sezonu, i dotyczy ona oczywiście transferu Perkinsa. Perkinsa wciąż nie uważa się za wielkiego gracza, ale Kendrick robil wiele rzeczy na parkiecie, których gołym okiem nie widać. Do tego był jednym z najciężej pracujących gości i kimś ważnym w szatni Bostonu. Perkins był jak fundament domu. Nie widać go, ale dzięki niemu dom stoi. Gdy Kendricka zabrakło domek rozsypał się, jakby był zbudowany z kart. Przeciwnicy chętniej atakowali pomalowane... zresztą sami wiecie jak było. Ten transfer miał ogromne konsekwencje, a jak bardzo gracze byli zżyci ze sobą, wystarczy przytoczyć sytuację, która miałą miejsce w szatni Thunder po meczu nr 5. Perkins na widok jednego ze znajomych dziennikarzy z Bostonu, zamiast odpowiadać dziennikarzom na pytania, zapytał "Jak Boston?". Danny Ainge próbował złapać 2 sroki za ogon, zdobyć misrzostwo i ułatwić przebudowę. Problem w tym, że takie rzeczy nie udają się na parkietach NBA. Coś za coś...

 

Sebastian Hetman: Wydaje mi się, że najbardziej w tej serii zabrakło Kendricka Perkinsa, to po pierwsze. Perk zabierał sporo miejsca w pomalowanym i był wielkim spoiwem defensywy Celtics. Miami zbyt łatwo radzili sobie na atakowanej desce, a chociażby Jermaine O'Neal nie wytrzymał tej serii kondycyjnie. Druga sprawa to ławka. Tylko Delonte West i Jeff Green dawali jakiekolwiek oznaki życia. Reszta nie istniała i pomijam juz 8 pkt. Krstica w ostatnim meczu. Glen Davis nie był Glenem Davisem. Dlaczego? Nie mam zielonego pojęcia...

 

Przemek Kujawiński: Patrząc na to jak gra w tych playoffach Kendrick Perkins, dochodzę do wniosku, że jego brak jest trochę przeceniany. Wciąż jednak Celtics brakowało kogoś na 30 minut regularnej obecności w pomalowanym i przede wszystkim dobrych zasłon dla Raya Allena. Kontuzje Shaqa nie pozwoliły się nam przekonać, czy te braki dałoby się zminimalizować. Rajon Rondo ograniczony przez problemy z łokciem nie był takim game changerem jak w sezonie regularnym. Przyczyn porażki Celtics można szukać w każdym ze wspomnianych aspektów, ale może najłatwiej przyjąć po prostu, że przegrali, bo grali przeciwko drużynie mającej dwóch najlepszych koszykarzy na świecie? Możemy gdybać, co byłoby gdyby, ale takie myślenie prowadzi do absurdu (np. Co by było gdyby wielka trójka Celtics była w wieku wielkiej trójki Heat?). Zwycięstwo i porażka w koszykówce, to zawsze wypadkowa wielu elementów w tym kontuzji. Tym razem w układance tej lepsi okazali się Heat.

 

2.  Celtics mają tylko 28 mln dolarów w puli zarobków po sezonie 2011/12, dlatego prawdopodobnie nie zrobią drastycznej przebudowy już teraz. Gdzie potrzebują wzmocnień żeby nawiązać walkę z Miami w przyszłym sezonie?

 

Kujawiński: Heat nadal będą mieli w przyszłym sezonie dwóch najlepszych zawodników na parkiecie w starciu z Celtics i ci muszą się z tym pogodzić. Łatwość z jaką Dwyane Wade robił rzeźnię pod koszem musiała odbierać Danny'emu Aingowi apetyt. Wydaje mi się, że Celtics nadal moga pokusić się o ostatnią pogoń za tytułem z wielką czwórką w składzie, ale muszą znaleźć ludzi od czarnej roboty, którzy będą w stanie odciążyć w obronie Paula Pierce'a i Raya Allena plus zatrudnić kogoś, kto zabezpieczy bronioną tablicę.

 

Hetman: Myślę, że potrzebują wzmocnień pod koszem i na obwodzie. Przyszłość Shaqa stoi pod znakiem zapytania, a kolana Jermaine'a O'Neala są starsze niż Bill Russell. W Celtics przydałby się ogarnięty zdrowotnie center (sorry Nenad - jesteś soft), ale tutaj pole do popisu będzie miał Danny Ainge. W serii przeciwko Heat było widać, że Paul Pierce nie jest już tak mobilnym defensorem na nogach, a Jeff Green momentami miał świetne fragmenty na Jamesie. Momentami... O ile Green się ogarnie, o tyle na obwód przydałby się jeszcze jeden guard. Ktoś podobny do Tony'ego Allena, czy Deshawna Stevensona. Ktoś kto będzie kontrolował poczynania Wade'a w okolicach 5-6 metra.

 

Niewiadomski: Oczywiście pod koszem. Jeszcze nie wiemy kto oprócz KG, Greena (?) i JO będzie grał dla Celtics pod koszami, niemniej jeżeli Celics chcą wrócić do gry potrzebują mięsa pod kosz. Trzeba będzie też zatrzymać Westa albo znaleźć innego zmiennika dla Raya Allena. Patrząc na ilość zakontraktowanych graczy i wiek liderów, to właściwie na każdej pozycji C's potrzebują wsparcia poza PG, gdzie Rondo może grać po +40 minut w meczu. Sprawę po części ułatwia duet Green i West, który wymiennie może grać na pozycjach SF-PF i PG-SG, jednak to może nie wystarczyć na to by odpowiednio odpoczęli liderzy w sezonie regularnym. Wszystko rozbije się jednak o kasę. Nie wiadomo na jakich warunkach w klubie będzie chciał zostać West, nie wiadomo też co z Baby Davisem.

 

Kwiatkowski: Potrzebują znaleźć pewnego centra, który będzie mógł grać po 25-30 minut. Wybór nie jest jednak duży. Marc Gasol pozostaje poza ich zasięgiem, DeAndre Jordan zostanie zatrzymany w LA Clippers, Tyson Chandler byłby idealny, ale Mark Cuban da mu wszystko czego chce żeby został. Zostaje Samuel Dalembert, który miał b.dobrą drugą część sezonu w Sacramento, ale Celtics nie będą jedynym zespołem, który będzie szukać środkowego tego lata. Nie jest też powiedziane wcale, że Celtics będą chcieli podpisać dłuższą umowę niż tylko na jeden rok. Boston powinien podpisać umowę z Delonte'm Westem, wystosować qualifying offer dla Jeffa Greena, ale znaleźć też kogoś kto będzie chciał pograć dla Bostonu na pozycji nr 2. Z Glenem Davisem byłbym skłonny się pożegnać. Seria z Miami pokazała, że to zły matchup na Chrisa Bosha lub w rezerwowym unicie, gdy Heat grają z Jamesem Jonesem na fałszywej czwórce... To wszystko co jednak zrobią wcale nie sprawia, że to właśnie powinno wystarczyć na Miami. Nie zapominajmy, że Big 3 będzie kolejny rok starsza, a Big 3 Miami o jeden rok bardziej doświadczona.

 

3. Czy jedynym zwycięstwem LeBrona Jamesa w tej serii jest to, że jej nie przegrał?

 

Hetman: Po części tak, bo słynna "małpa" nie schodziła z ramienia Jamesa dość długo. Ostateczne rozliczenie przyjdzie w okolicach czerwca, kiedy będziemy wiedzieć czy Miami awansują do Finału i zdobędą Mistrzostwo NBA

 

Niewiadomski: Obecni Celtics byli dla LeBrona tym, czym Pistons byli swego czasu dla Jordana. W 2007 roku wydawało się, że James rozprawił się już ze "swoimi" Pistons, kórymi byli wtedy... Pistons. LJ zagrał wielką serię i jeszcze większy Game 5, gdzie takiej dominacji nie widziałem... nigdy w soim życiu. A trochę widziałem. Niemniej kiedy wydawało się, że James rozprawił się ze swoimi demonami, powstał twór o nazwie Celtics i na 3 lata (wiem, w 09 to Magic wyeliminowali Cavs) zepchnął LBJ'a na bok, przez co reputacja Króla mocno ucierpiała. Teraz C's zginęli od własnej broni, pokonani przez inne wielkie trio, które pewnie nigdy by nie powstało gdyby nie to bostońskie. Ta sytuacja otworzyła oczy LeBronowi i zastanawiam się, jak KG teraz się czuje wiedząć, że rok temu namawiał Jamesa do tego by nie zmarnował swoich najlepszych lat w Cleveland. James tym zwycięstwem strzepnął ze swoich pleców małpę, która wisiała tam 3 lata i spowodował, że w tym momencie reszta ligi dosłownie drży. Nie 3, nie 4, nie 5, nie 6, 7, 8...

 

Kwiatkowski:  Na pewno jest to osobiste zwycięstwo Jamesa, ale tak poza tym? Będzie rozliczany tylko z tego czy zdobędzie mistrzowski tytuł. Nie zdziwi mnie, jeżeli okaże się, że Celtics byli zespołem, który najtrudniej mu przyszło pokonać w tych play-off.


Kujawiński:  Póki co - tak. James jeszcze nie doczekał się odkupienia. Jeśli nie wygra w tym roku tytułu, to seria z Bostonem będzie miała marginalne znaczenia dla percepcji jego osoby i jego "dziedzictwa". Jeśli wygra tytuł, to wręcz przeciwnie, pokonanie Celtics urośni do rangi symbolu, a moment, gdy klęczy po meczu numer 5 będzie już zawsze pokazywany w highlightach z jego kariery.


 



Podziel się:

komentarze (12) | dodaj komentarz

3 NA 3 (BARDZIEJ 5 NA 3): CO DALEJ Z LAKERLANDEM

wtorek, 10 maja 2011 0:07

 

1. Czy to już koniec mini-dynastii Lakers opartej na Kobe'm Bryancie i Pau Gasolu?

Piotr Kolanowski (MVP): Wiele na to wskazuje, chociaż oczywiście nie wszystko jest przesądzone. W tym składzie Lakers lepsi już nie będą, a konkurencja w Konferencji Zachodniej jest coraz mocniejsza. Pau Gasol przebył w ciągu roku bardzo długą drogę - od potencjalnie najlepszego PF w lidze do totalnego nieporozumienia w obecnych playoffs. Ba, nikt juz nawet nie będzie pamiętał jak świetnie grał Gasol jeszcze w pierwszych miesiącach tego sezonu. W tym momencie aż ciężko nie przyznać racji Amar'e "Ciarze" Stoudemire'owi i Kendrickowi Perkinsowi. Mimo, iż Hiszpan zawiódł na całej linii, Lakers i tak wydają się być na niego skazani z racji jego wysokiego kontraktu. I jeśli tylko "ogarnie się" pod względem mentalnym wciąż będzie jednym z czołowych graczy na swojej pozycji w lidze. A Kobe? Wyraźnie widać, że blisko pół życia spędzonego na parkietach NBA plus masa kontuzji, ostro dają mu się we znaki. Niemniej, to przecież wciąż Kobe Bryant. Starszy, wolniejszy, mniej skuteczny, ale wciąż niebezpieczny. Na tym etapie ciężko chyba powiedzieć, co Lakers będa w stanie pokazać w najbliższej przyszłości - kluczem będzie osoba nowego trenera (w tym momencie kandytura Briana Shawa wcale nie musi być najpoważniejsza) oraz jego wizja zespołu, a także niezbędne zmiany w składzie, o czym ciut szerzej w punkcie nr 2.

Przemek Kujawiński (MVP): Tak. Wygląda na to, że Kobe i Pau pograją ze sobą jeszcze przez jakiś czas (choć kto wie, czy w przypadku mniej restrykcyjnego CBA Lakers nie będą starali się oddać gdzieś Hiszpana), ale już nie będziemy mogli mówić o dynastii. Kibice nie pamiętają już dzisiaj, że to przyjście Gasola sprawiło, że Lakers 3 lata z rzędu meldowali się w finałach, a Pau miał przeprowadzić Lakers spokojnie przez okres "przechodzenia w stan spoczynku Kobego" i sądzę, że nie pamiętają już o tym władze klubu, które będą za wszelką cenę próbowały oprzeć najbliższą przyszłość drużyny na kimś innym.

Maciej Kwiatkowski (WP.PL, MVP): Tak, ale w tym sensie, że Kobe Bryant powinien po sezonie usiąść i porządnie porozmawiać z Andrew Bynumem, potem z Pau Gasolem. Zostawmy jego fatalne zachowanie w końcówce meczu nr 4, które nomen omen było niejako ujściem tego ile serca pozostawił w tej serii i frustracji związanej z tym,że od czwartej kwarty meczu nr 3 przestał dostawać piłki. Przez cały sezon, czytając wypowiedzi Lakers, słowa Bynuma najlepiej wpasowywały się w to co sam chciałbym słyszeć, gdybym był kibicem Lakers. Gasol nie jest głosem tego zespołu, Bryant nie był w play-offach nawet głosem samego siebie, zakładając maskę i samemu nie wierząc w swoje buńczuczne zapowiedzi. Słowa Bynuma po meczu nr 2, gdy mówił o problemach w zaufaniu były jak wentyl nieświeżego powietrza z zespołu, który miał kłopoty z manią wielkości Bryanta, Phila Jacksona i nawet Lamara Odoma. Tymczasem w serii z Mavericks Bryant nie potrafił się mam wrażenie przyznać nawet przed własnym teamem, że kontuzje kolan i kostek sprawiły, że nie był już graczem, który potrafił dominować tak jak robił to rok temu z Utah Jazz czy Phoenix Suns. Z kolei Jackson, hołdujący zasadzie, że zespół sam znajdzie rozwiązanie, nie potrafił znaleźć defensywnego manewru, który zatrzymałby Mavericks na dystansie, przez co praktycznie stracił swój team w tej serii - wszystko rozsypało mu się w rękach. Myślę, że Lakers potrzebują głos Bynuma zacząć traktować poważniej, bo po 1) naprawdę mu zależało w tej serii 2) grał jak drugi center w NBA 3) bez niego Lakers mogą zapomnieć o kolejnym tytule. Nie pomaga wszystkiemu fakt, że teraz przez kolejne pół roku, albo cały sezon będzie słuchał o tym jak to może zostać wymieniony do Orlando za Dwighta Howarda.

Michał Górny (Świat Koszykówki, MVP): Moim zdaniem jest to uzależnione to od tego, kto zostanie nowym szkoleniowcem Lakers i czy ten nowy kandydat zyska akceptację Kobe'ego. Jeśli Kobe powie "tak" to może jeszcze zobaczymy Lakers w przyszłorocznych play-off (o ile do takich dojdzie). Kwestia tego co stanie się ze składem. Czy Pau Gasol wymaga wymiany czy może da się jakoś inaczej ułożyć grę drużyny w niektórych akcjach pod softness ? Czy Ron Artest posłucha kogoś poza Philem Jacksonem (poza swoim kontraktem, psychoterapeutą i Philem Jacksonem) ?  Andrew Bynum po 20 meczach zawieszenia za głupi i wręcz abstrakcyjny faul na J.J.Barea'i stwierdz, że teraz on i jego kolana pokażą co potrafią ?  Na wszystkie pytania odpowiedzią będzie postawa nowego coacha oraz ewentualne ruchy transferowe, które wbrew pozorom mogą mocno przerotować i usprawnić (?) skład Lakers. Bez Jacksona czas Lakers może w niektórych sytuacjach jest czasem przeszłym, ale to w dalszym ciągu czołówka na Zachodzie.

Rafał Niewiadomski (Lakers.com.pl): Dobre pytanie. To co zagrał Gasol w tegorocznych Playoffs, to dla mnie wielka zagadka. Przecież na początku sezonu miewał mecze na poziomie triple-double, był liderem Lakers i mówiło się, że to najgroźniejszy wysoki w lidze. Wydawało się, że pozbył się na dobre łatki "soft" i kiedy miał wszystko, wszystko to stracił w miesiąc. Nie mam zielonego pojęcia jak to się stało, jaki wpływ na to miały sprawy pozaboiskowe, ale patrząc na kontrakt Hiszpana Lakers są na niego skazani. Dlatego nie uważam by to był koniec tego duetu. Wręcz przeciwnie, obaj mają teraz co udowadniać, z tym, że będą musieli już to robić w innym otoczeniu. Zmieni się ich wsparcie i myślę, że Kupchak zrobi wszystko by odciążyć tę dwójkę. Jak bardzo zmieni się ich wsparcie? Przechodzimy do pytania numer 2.

2. Czy Lakers potrzebują wzmocnień? Jakich?

Kujawiński: Mówimy o zespole, który grał w 3 ostatnich finałach i wygrał dwa z nich. Mówimy o zespole, który również w tym roku był jednym z największych kandydatów do tytułu. Mówimy o naprawdę (wbrew temu, co twierdzi część fanów Kobego Bryanta) silnej i wyrównanej drużynie. Odpowiedź brzmi więc - nie. Lakers nie potrzebują wzmocnień - nawet bez nich znów będą jednym z faworytów w przyszłym sezonie.
Rzeczywistość jest jednak taka, że rozmiary i styl porażki  Mavericks przyspieszą zmiany, które miały pojawić się dopiero za 2-3 lata i w LA myśli się w kategoriach - tak, zmiany są potrzebne od zaraz. Oczywiście wszyscy skupiać się będą na plotkach o sprowadzeniu wielkich nazwisk, w ich cieniu jednak zarząd klubu z pewnością będzie starał się wymienić ławkę rezerwowych, która kompletnie nie zdała w tym roku egzaminu.

Niewiadomski: Zespół potrzebuje świeżej krwi, energii. W 2 meczach Grizzlies-Thunder widziałem więcej wjazdów na kosz, atakowania obręczy, rzucania się na parkiet i kontr niż przez cały miesiąc w grze Lakers. W zasadzie poza Brownem nie ma atletyzmu w tej drużynie. Sytuacja jeszcze mocniej się pogorszyła, gdy kontuzji doznał Barnes. I nagle się okazało, że w zespole nie ma graczy, którzy porafią minąć 1 linię obrony by wytworzyć przewagi. Zespół grał zbyt statycznie stąd takie problemy przeciwko Hornets i Mavs w Playoffs. Zatem zmiany powinny iść w tym kierunku aby zespół odmłodzić, dodać ten pierwiastek szaleństwa, którego mocno brakowało. Nie wiemy tylko czy to odmłodzenie odbędzie się w drodze ostrych przemeblowań w składzie (wg Magica, do ruszenia są wszyscy poza Kobe'm) czy Lakers podpiszą w wakacje 2 wolnych agentów (PG za MLE) i spróbują jeszcze raz w tym składzie coś ugrać. Patrząc na ostatnie wypowiedzi i plotki, Mitch Kupchak zrobi wszystko by zapolowaćna grube ryby. Dwight Howard i Chris Paul są na samym szczycie listy życzeń. Pozyskanie któregokolwiek z nich nie będzie łatwym zadaniem ale myślę, że to jest kierunek, który obierze Mitch w te wakacje i w sezonie 2011/12. Wiele może też zależeć od tego, kto zostanie nowym trenerem Jeziorowców. Do tej pory wszystkie znaki na niebie wskazywały na Briana Shaw ale w obecnej sytuacji nie zdziwiłbym się gdyby sięgnięto po nazwisko z wyższej półki jak Rick Adelman czy Jeff Van Gundy. Lakers nie mają prostej sytuacji płacowej, mają najwyższy payroll w lidze, ale obstawiam, że następny sezon Jeziorowcy rozpoczną z minimum dwoma nowymi graczami w pierwszej piątce.

Kolanowski: Z pewnością. Mimo, iż Lamar Odom był najlepszym rezerwowym w lidze to jednak poza nim, ławka często niemal w ogóle nie istniała. Nierówno grał Shannon Brown, a Matt Barnes czy Steve Blake nie spełnili do końca oczekiwań. Lakers potrzebują wyraźnych wzmocnień wśród zawodników zadaniowych i muszą szukać kandydatów nie w grupie "uznanych weteranów", ale pośród młodych i atletycznych graczy (szczególnie na pozycjach obwodowych). Teorie o pozyskaniu Dwighta Howarda w zamian za Andrew Bynuma i tuzin Maybachów Landaulet odłożyłbym na razie na półkę z kasetami VHS z filmami science-fiction.

Kwiatkowski: Przed przyszłym sezonem nie dokonywałbym żadnych gwałtownych ruchów, ale sprawdził cztery rzeczy: 1) znalazł rozgrywającego do drugiego unitu, takiego który potrafi zmieniać tempo gry. Lamar Odom nie miałby nic przeciwko 2) pozbył się Shannona Browna; nie trafia z dystansu i jest przeciętnym obrońcą 3) sprawdził czy kolana Matta Barnesa jeszcze mogą - jeśli tak, to zostawiłbym go na jeszcze jeden sezon 4) Sprowadził solidnego, taniego centra, aby Pau Gasol nie musiał tracić tyle energii w sezonie regularnym na zastępowanie kontuzjowanego Bynuma. Nie jestem pewien Rona Artesta, ale nie ma lepszego stopera w NBA na Kevina Duranta, więc musi zostać.

Górny: Powiem tylko CP3!


3. Jak z punktu widzenia historii oceniona zostanie ta porażka Bryanta?

Górny: Jak ktoś napisał - Phil kiedyś kończył z Playoffs z Jordananem i Pippenem na parkiecie. Natomiast w tej serii Jackson kończył z Trey'em Jacksonem. Podobnie jest z Bryantem. Bryant może postawić sobie za punkt honoru odzyskanie straconej pozycji (i może też honoru koszykarza po takich wydarzeniach w ostatniej kwarcie spotkania numer cztery). Jednak czy będzie tego potrzebował, a przede wszystkim chciał  ? Historia prędzej rozliczy Bynuma za faul na rozgrywającym Mavs niż to, że Lakers przegrali do zera. Fakt będzie to przez jakiś czas motywem przewodnim, jedna pozostanie bez większego echa. Umarł Król, niech żyje Król.  

Niewiadomski: Kobe ma już swoje lata, a raczej "przebieg" na parkietach NBA. Pewnych rzeczy się nie oszuka. Do tego Mamba opuścił w ostatnich 4 sezonach tylko 9 spotkań. 3 sezony po 82 mecze. To budzi respekt ale jemu potrzebny jest odpoczynek, także w trakcie sezonu. To było głównym powodem tego, że Bryant zagrał jedne z najsłabszych Playoffs w swojej karierze. Wynik 0-4 z Mavs jest poniżający ale Bryant w przekroju całych Playoffs był i tak najlepszym graczem swojej drużyny, do tego mógł liczyć jedynie na wsparcie Andrew Bynuma. Reszta zagrała poniżej swoich mozliwości, popełniając masę błedów i w moim odczuciu za tę porażkę bardziej odpowiada cały zespół niż on sam. Choć Bryantowi zabrakło pary w końcówkach 2 kluczowych spotkań z Mavs (G1, G3), w momencie, w którym to on powinien przejąć spotkanie i zapewnić swojej drużynie zwycięstwa. To tylko pokazuje, że jego czas powoli mija. Niestety dla Mamby za kilka lat nikt nie będzie pamiętał jak grał Gasol czy Artest a będzie się jedynie mówiło o tym, że Nowitzkki 4, Bryant 0. Jednak takie stawianie sprawy jest moim zdaniem wysokie niesprawiedliwe, choć zdaję sobie sprawę z tego, że Kobe w tych Playoffs zawiódł w pewnym stopniu. Ale do tego trzeba się powoli przyzyczajać, bo fizycznie Bryant jest już na poziomie 37-38 latka, choć wierzę, że jeszcze powróci.

Kujawiński: Porażka z Mavs będzie ujeżdżana przez krytyków Kobego jeszcze przez długie lata. W gruncie rzeczy jednak nie powinna rzucić się cieniem na jego "dziedzictwo". Nikt nie odbierze mu tytułów mistrzowskich, nagród MVP, dziesiątków tysięcy punktów i opinii jednego z najlepszych strzelców w historii tej gry. Klęska z Dallas przyczyni się jedynie do zmiany percepcji w obszarach, w których Bryant jest generalnie przereklamowany, a więc nie będzie już łatwo przeforsować tezy, że był najlepszym closerem tej ligi, czy że był kimś więcej niż jedynie bardzo jednowymiarowym liderem. Kobe zawiódł w tej serii, ale nie dlatego, że nagle coś zmieniło się w jego grze, a dlatego, że trafił na okoliczności, z którymi nigdy sobie nie radził - a więc przede wszystkim rozkład wewnętrzny zespołu. Z pewnością porażka z Mavs nie rzuci się cieniem na jego wizerunek jako sportowca, bo w przeciwieństwie do swoich kolegów walczył do końca i przyjął przegraną z klasą, co z pewnością będzie pamiętane (szczególnie w opozycji do zachowania LeBrona Jamesa w podobnej sytuacji).

Kolanowski: Wtopa. Trudno. Shit happens. Life goes on i takie tam. Chociaż z pewnością jego hejterzy będą mieli używkę. Należy jednak pamiętać, że przegrywali wszyscy - Magic, Larry, nawet uwielbiany przez wielu MJ. Jeśli jednak jakimś cudem Lakers zdążą zbudować kolejną mistrzowską ekipę jeszcze przed końcem kariery Bryanta, po latach porażkę 0:4 z Dallas Mavericks będzie można odbierać po prostu jako spektakularny koniec jednej dynastii i jednocześnie fundament pod budowę kolejnej. A co jeśli się nie uda (co obecnie wydaje się jednak dużo bardziej prawdopodobne)? Cóż, Kobe i tak będzie mógł pytać wielu "jak smakuje wam mój kufer?". Nadal ma więcej tytułów niż LeBron, Wade, Bosh, KG,
Pierce, Duncan i... Shaq.

Kwiatkowski: Miałem już z tym problem po 6/24 w meczu nr 7 poprzednich Finałów, ale myślę, że teraz można po prostu spokojnie zamknąć jakiekolwiek dywagacje na temat szans Bryanta na osiągnięcie "poziomu" Michaela Jordana. Mówi się, że Kobe nie ma tego charakteru, że nie jest wystarczająco twardy, ale mówi się tak dopiero wtedy, gdy porównuje się go z Jordanem. Osobiście wolałbym pójść na obiad z Bryantem, bo jest bardziej przystępnym, dowcipnym i bardziej wszechstronniejszym człowiekiem niż Mike. Legenda Jordana ma to szczęście, że Świat - poza USA - nie miał ESPN, ani nie było wtedy internetu. Plusem jego charakteru była determinacja i wytrzymywanie pod presją jakiego nie widziałem w żadnym innym sporcie. Skutki uboczne to megalomania, narcyzm, jakaś taka brutalność - owszem, pociągająca - w tym wszystkim. Jordan był po prostu koszykarskim dupkiem, maszyną do zabijania. W dzisiejszych czasach istniałby więc kult Jordana, ale też byłoby i grono tych, którzy z łatwością zrobiliby karykaturę z jego legendy. Oczywiście... Jordan - internet 1:0. Te cechy charakteru znamionują ogromną pewność siebie, z którą ścigał się każdy kto chciał być taki jak Mike. Dlatego chciałbym, żeby Kobe od tego momentu wrócił do bycia sobą, a oglądając go gdzieś w amerykańskich talk-showach widzę gościa o ogromnej klasie, z wielkim dystansem do siebie i poczuciem humoru. Na pewno wpłynie to lepiej na to jak będzie postrzegany w końcówce swojej kariery, a wtedy jestem pewien, że gdy ją zakończy to postawimy go w drugim rzędzie, obok Larry'ego Birda i Magica Johnsona.


 



Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

3 NA 3: SAN ANTONIO, CO TERAZ?

sobota, 30 kwietnia 2011 20:42

 

 

1. Kto jest dotychczas MVP tych playoffów?

 

Rafał Niewiadomski: Kevin Durant. 32 ppg, 47% z gry, 43% za 3, + 5 apg. Lider pełną gębą i to w sezonie, w którym poprowadził w wakacje USA Team B do mistrzostwa świata. Thunder zmietli 4-1 najtrudniejszego (na papierze) rywala na 1 rundę, jakim byli Nuggets. W zasadzie byłołoby 4-0, gdyby Westbrook oddał piłkę w Game 4 Durantowi wtedy, kiedy powinien.

 

2. Zach Randolph, 3. Derrick Rose.

 

Przemek Kujawiński: Chris Paul.  Na przekór wszystkiemu muszę wskazać kogoś, kto już w tych playoffach nie zagra. Moim MVP pierwszej rundy był zdecydowanie Chris Paul. Patrząc na niego - szczególnie w dwóch wygranych przez Hornets spotkaniach - miałem wrażenie, że nie dałby się zesweepować żadnej
drużynie tej lidze. Warto też cały czas przypominać, że Szerszenie grały bez Davida Westa. Wyrwanie dwóch spotkań Lakers przez zespół, który bez Paula miałby problem z wygraniem 15 spotkań w sezonie
regularnym to rzecz, która nie miała prawa się zdarzyć -  a jednak się zdarzyła.

 

Spośród zwycięzców muszę docenić Zacha Randolpha, który stał się liderem z prawdziwego zdarzenia i Raya Allena, którego skuteczność w serii z Knicks była z innej planety.

 

Marek Dziuba: Kevin Durant. Wiele nieznaczącą i nieoficjalną statuetkę MVP po pierwszej rundzie Playoffs wręczam Kevinowi Durantowi, któremu bacznie się przyglądałem. Thunder pewnie odprawili Nuggets na wakacje, a Durant z głów obrońców Denver (a raczej tych, którzy mogli tylko stać i podziwiać jego trafienia) na pewno szybko nie zniknie. KD zaliczał w tej serii statystyki na poziomie graczy z najwyższej światowej półki: 32 punkty w meczu plus ~ 6 zbiórek i 4 asysty. Ponadto w spotkaniu numer 5 dał wyraźny sygnał, że nie boi się podnieść ciężaru gry w zaciętej końcówce. Był tak okropnie "gorący", że niemal w pojedynkę zakończył serię. Nie wiem skąd i co brał jakiś pismak przed starciem z Nuggets, gdy siał przypuszczenia, że kariera KD będzie przypominać syndrom "pierwszorundowej blokady" z którym zmagał się T-Mac. KD w przeciwieństwie do niego już rozdziewiczył ten etap, a niektórzy twierdzą, że właśnie w tej chwili nastąpiło swojego rodzaju jego symboliczne przejście na inny, wiecie ten 'kosmiczny' poziom. Ja póki co też jestem oczarowany, ale czekam już jak pokaże się w kolejnej rywalizacji. Mogę was zapewnić, że ze względu na tego chłopaka warto jest wstawać o 3, 4 nad ranem, a to również cecha MVP.

 

Tuż za: Zach Randolph, Dirk Nowitzki.

 

Michał Górny: Zach Randolph. Wiem, pewnie liczyliście na kolejny wywód czemu nie Durant albo Paul. Dlaczego? Po pierwsze jak pisałem na twtterze I love underdogs. W dodatku underdogów, którzy biją pierwszą ekipę Zachodu i (teoretycznie) drugą w NBA. Po drugie bez Zacha mogliby tego nie osiągnąć. 20.9 pkt/mecz i 8.2 zb/mecz na pozycji numer cztery przeciwko SAS robi wrażenie. Fakt faktem, że Zach w RS w 4 spotkaniach miał znacznie lepsze *liczby* - prawie 24 pkt/mecz i 15 zb/mecz. Może piszę to jeszcze w afekcie ostatniego spotkania serii ze Spurs, ale te występy były ważniejsze dla Grizzlies od najlepszych spotkań Duranta i Paula dla ich drużyn w tej serii. 

 

Sebastian Hetman: Zach Randolph, który wygrał w zasadzie dla Memphis dwa spotkania w czwartych kwartach. Spurs nieoczekiwanie polegli z ósmą ekipą Zachodu, a Randolph w tej serii grał na poziomie 21-9 przy skuteczności 50% z gry. W pierwszym sptokaniu uruchomił także Marca Gasola i moim zdaniem mecz nr 1 był jednym z kluczów do wygrania całej serii. Zdaję sobie sprawę, że inni gracze wspinali się na wyższy poziomi, ale Grizz powinni być wdzięczni za pierwszy w historii awans do drugiej rundy, Good job Z-Bo!

 

Dalej: Kevin Durant, Dirk Nowitzki.

 

Maciej Kwiatkowski: Chris Paul. Carl Landry jeszcze w styczniu był rezerwowym w najgorszej drużynie Konferencji Zachodniej. Trevor Ariza ma najgorszy TS% w historii cywilizacji. A tylko tych dwóch zagrało w miarę równo i dobrze w tej serii dla Hornets... Pamiętacie jak rok temu wyglądał Deron Williams w serii przeciwko Los Angeles Lakers? Nigdy nie przestałem uważać, że Chris Paul jest najlepszym rozgrywającym w lidze. Potrzebował tylko wyzwania i motywacji, żeby nam o tym przypomnieć. Był najlepszym zawodnikiem serii, w której na parkiecie był Kobe Bryant. Wygrał dwa mecze dla Hornets przeciwko zespołowi, który Phil Jackson nazwał na koniec serii "mającym szanse zostać najlepszym jakie prowadziłem w L.A.". Tak naprawdę to co zrobił Paul, po obydwu stronach parkietu w tej serii, to standard, do którego dorosnąć muszą pozostali, żebyśmy w ogóle brali ich pod dyskusję. Drugi PER w playoffach, 22.0 pkt, 11.5 as., 1.8 przechwytu, 55% z gry, 47% za 3. Dalej: Kevin Durant, Dirk Nowitzki.





 


 

* * * * *


2. Który z Big 3 Miami jest najważniejszy w serii z Bostonem? 

 

Niewiadomski: Oczywiście Chris Bosh. Od tego, kto wygra pojedynek Bosh-Garnett może zależeć wynik całej serii. To pytanie, jak poradzi sobie Chris, stawiano już przed sezonem i wciąż jest kluczowe dla ekipy z Florydy.

 

Dziuba: Boston twierdzi, że najważniejszy w tej serii będzie Chris Bosh. Bzdura. Dla mnie nie ma wątpliwości - sorry Dwyane, sorry Chris - ale to od LeBrona Jamesa zależeć będzie najwięcej. To jego seria, jego prawdopodobnie największy sportowy sprawdzian i najtrudniejszy "obiad" do strawienia" - bo wg mnie fasola jest ohydna - nie tylko po ubiegłorocznych batach w Cleveland, ale wszystkich klęskach, jakich doznał z Bostonem do tej pory w swojej karierze. Teraz już chyba tak naprawdę zobaczymy, czy Król (skreśl) książe James zasługuje na wymienianie go w jednym rzędzie z innymi wielkimi tej ligi czy okaże się po prostu przysłowiową dupą (wybaczcie kolokwializm), która mimo ogromnego talentu, wszechstronności oraz wielkich występów w sezonie zasadniczym czy pojedynczym meczu PO wymięka jednak przy największych wyzwaniach, z największymi przeciwnikami stojącymi na drodze do chwały. W przypadku kolejnej porażki Jamesa - Cavaliers najprawdopodobniej wywieszą w swojej hali banner "Boston, nasz przyjaciel", Dan Gilbert otworzy sieć zieleniaków, a na miejscu LBJ'a pewnie kupiłbym wówczas łopatkę i zakopał się gdzieś na pięknej plaży w Miami. Z drugiej strony może skończyć się zupełnie inaczej, tylko, że wtedy będziemy mówić, że to dzięki Wade'owi, że Boston jest stary i tak miało być. Tak czy inaczej ta seria jest moim zdaniem kluczowa dla dalszej kariery Jamesa i od tego czy znów nie zaboli łokieć, czy znów nie pęknie psychika przy obronie Bostonu zależy jak będzie postrzegany, nie przez "rok, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem...", ale prawdopodobnie całe życie. Jesteśmy świadkami. Nie przegapcie tego.

 

Hetman: Bez wątpienia będzie to Chris Bosh, który od początku swojej kariery nie zalicza dobrych występów przeciwko Garnettowi. James i Wade powinni grać na swoim poziomie, ale za Oceanem aż huczy na temat matchupu  CB vs. KG. Jeżeli Bosh chce coś zdziałać, musi zagrać naprawdę twardo po obu stronach parkietu. Musi wyzwolić w sobie diabła i walczyć o każdą piłkę. Jestem ciekaw, czy pozostała dwójka będzie odgrywać do niego nieco więcej piłek i tutaj tkwi cały sekret trenera Spoelstry. Obawiam się, że w crunch time piłkę w rękach będzie miał James lub Wade, a Bosh odejdzie w zapomnienie. Bez agresywnego Bosha Heat i będą kuleć pod koszami, szczególnie w ofensywie.

 

 

* * * * *

 

3. Co dalej z San Antonio Spurs? 

 

Niewiadomski: Wow. Grizzlies naprawdę tego dokonali... Spurs czeka długie lato i mocne przewietrzenie składu. Nikt nie usunie Popa, zresztą nie ma za co, bo ten robi świetną robotę ale ten zespół potrzebuje świeżej krwi. Nie wiem czy wystarczy komuś odwagi by ruszyć ich Big 3, nie wiem też czy Tim Duncan powróci do gry, bo podobno ma ochotę zakończyć karierę. Jeżeli te spekulacje okazałyby się prawdą, to możnaby zacząć pełny rebuilding. Sytuację komplikuje też trochę lokaut.

 

Górny:  Hmmm nie powiem, że kiedyś kiedy usypiałem przy spotkaniu numer trzy Finałów 2007 i modliłem się by coś stało się z tymi Spurs. Drużyna, która zawsze odstręczała ludzi od telewizorów (przynajmniej większość) teraz prawdopodobnie przejdzie na koszykarską emeryturę. Albo rozpierzchnie się po NBA kończąc kariery gdzie indziej... Jest jeszcze jedna teoria, że agent CIA Greg Popovich zaplanował wszystko z góry. Przypominam, że Tim Duncan podczas ostatniego lockoutu rozgrywał drugi sezon w NBA i powoli przejmował wszystko po swoim "guru" Davidzie Robinsonie. Może to czas na zmianę warty ? Jeśli chodzi o Duncana to może być za wcześnie od sezon, dwa czy trzy, natomiast jeśli mówimy "kto to będzie" to jak na razie brak odpowiedzi. Na Tiago to jak na razie za wcześnie....

 

Kujawiński: Tim Duncan umarł na naszych oczach. Podejrzewam, że właśnie w tej chwili zbiera swoje rzeczy z szatni, po raz ostatni patrzy w oczy Greggowi Popovichowi, ogarnia wzrokiem halę w San Antonio, a następnie wchodzi na jakieś wzgórze i popełnia Sepuku. A tak na poważnie, zastanawiam się, czy zakończenie kariery nie przeszło mu przez myśl. Nie wiem, czy takiem zwycięzcy jak Duncan łatwo przychodzi godzenie się z tym, że jego czas się skończył. Podejrzewam, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby mógł się teraz wcielić w rolę Davida Robinsona i być mentorem dla jakiegoś dzieciaka, któremu z radością mógłby przekazać władze. Spurs nie mają jednak nikogo o kim możnaby pomyśleć, że będzie w przyszłości gwiazdą. Kto wie, może właśnie nadchodzi przebudowa?

 


 

 

 



Podziel się:

komentarze (13) | dodaj komentarz

3 NA 3: CO DALEJ Z HOWARDEM I PAULEM

piątek, 29 kwietnia 2011 21:42

 

1. Czy Dwight Howard odejdzie z Orlando przed 2012?

 

Przemek Kujawiński: Wszystko zależy od tego, co wydarzy się tego lata i w trakcie następnego sezonu. Wygląda na to, że Stan Van Gundy i Otis Smith zachowają swoje posady. Oznacza to tyle, że w Orlando musi się zmienić coś innego. Nie wygląda jednak na to, że Magic mieli tak naprawdę kim handlować, bo kontrakty Hedo Turkoglu i Gilberta Arenasa wyglądają na niewymienialne, a jedyny gracz, za którego można pozyskać realne wzmocnienie to Jameer Nelson, który uchodzi na Florydzie za nietykalnego właśnie przez wzgląd na jego relacje z Dwightem. Władze klubu liczą z pewnością, że nikt nie będzie równie skuteczny w rozmowach z Howardem niż Otis Smith, który zna go od lat i wygląda na to, że decydują się prowadzić ryzykowną grę, w której, mający łatke lojalnego, Dwight ma dostać wszystko o czym marzy, czyli silniejszy zespół bez zmian elementów, do których jest przyzwyczajony. Mam jednak wrażenie, że Howard w pewnym momencie otrzeźwieje i zda sobie sprawę, że nie wygra mistrzostwa, grając w systemi Stana Van Gundy'ego i zacznie naciskać na zmiany lub wymianę. Kto wie, czy nie wydarzy się to już na początku sezonu, jeśli Magic nie będą w stanie wyraźnie wzmocnić składu (a to bardzo prawdopodobne) i nagle okaże się, że z czołówki konferencji wschodniej stoczyli się do poziomu zespołu walczącego o playoffy.


Rafał Niewiadomski: Nie. Jestem przekonany, że Dwight, tak jak LeBron, wypełni swój kontrakt w Orlando i dopiero wtedy zastanowi się nad tym co dalej. Możliwości wciąż jest wiele, klub z Florydy wciąż jest w stanie zrobić latem kilka transferów i obudować Howarda odpowiednimi graczami, by mógł jeszcze o coś powalczyć w sezonie 2011/12. Choć patrząc na sytuację kontraktową zespołu, nie będzie to łatwe. Jestem jednak przekonany o tym, że w klubie policzone są dni Stana Van Gundy'ego i kilku graczy. 


Marek Dziuba: Piłeczka po stronie Magic. Jeśli w Orlando coś szybko nie ulegnie zmianie, czytaj jeśli władze Magic w najbliższym czasie, offseason, sezonie nie dokonają wyraźnego wzmocnienia zespołu lub chociażby zmiany szkoleniowca to jak najbardziej potrafię sobie wyobrazić Dwighta mówiącego "żegnaj" Florydzie  po następnych rozgrywkach. Trzykrotny "Najlepszy Obrońca NBA" na pozór to wielki dzieciak, ale jestem przekonany, że nie jest głupi i wie jak wygląda i jak może wyglądać niebawem jego sytuacja. Wizja sięgania po mistrzostwo przy dalszej grze z zużytym materiałem w postaci Hedo Turkoglu i Gilbertem Arenasem, mającymi grube kontrakty do samiuśkiego 2014 roku oraz rządy szkoleniowe Stana "nasz sukces zależy od trójek" van Gundy'ego jest iście utopijna i na pewno musi 'magicznie' oddziaływać na psychikę Howarda. Mętlik jest tam pewnie tym większy, bo Magic po latach obfitych w tym roku zakończyli rywalizację już na pierwszym przystanku Playoffs z Atlantą Hawks. Kto by się spodziewał. No, ale tak jak powiedziałem, myślę, że w przypadku, gdy Magikom uda się w  jakiś cudowny sposób wymienić Howardowi jego obecnych partnerów na lepsze modele, a będzie to cholernie trudne, to on będzie skłonny pozostać. W przeciwnym razie możemy mieć powtórkę z Shaqa, ale mam prywatną nadzieję, że na krawędzi odejścia Dwight nie obierze kierunku "Lakers".

 

 

2. Co powinien zrobić Chris Paul?

 

Dziuba: Sam Chris Paul prawdopodobnie jeszcze o tym nie wie. W przeciwieństwie do Orlando Magic Dwighta Howarda, fenomenalny CP3 wraz z Hornets w Playoffs nie zawiódł i mimo porażki postawił swojemu wyżej notowanemu rywalowi nieoczekiwanie twardsze warunki niż myślano. Tak czy inaczej,
Paul to urodzony zwycięzca i na pewno pragnie czegoś więcej niż pierwsza, druga runda, co prawdopodobnie nawet ze zdrowym Davidem Westem nie byłoby możliwe. Szczerze mówiąc, nie widzę dużych szans na jakiś znaczący postęp Hornets w najbliższym czasie. W dodatku "Szerszenie" mają niejasne sprawy natury "kto jest naszym właścicielem?". Na miejscu Chrisa, cóż, widząc to, co zrobił LeBron pewnie podziękowałbym za wszystko i połączyłbym siły z innym supergwiazdorem/ami. Dwight? Nowy Jork? Trudno powiedzieć, nie wiem, czy te opcje są możliwe, ale zdecydowanie przerażające. Wiem... odejście Paula zabolałoby Nowy Orlean niemniej niż odejście LeBrona z Cleveland, ale mnie nie zaskoczyłoby w ogóle. Zaskoczy mnie, jeśli pozostanie i będzie starał się osiągnąć sukces z tym, co ma.

 

Niewiadomski: Odpocząć przede wszystkim, by sezon 2011/12 zagrać na takich obrotach, na jakich grał w Playoffs'11. Szczerze mówiąc życzę mu, by połączył swoje siły z Dwightem Howardem ale z drugiej strony, wiem, że jeżeli Paul odejdzie z Hornets, będzie to równoznaczne z końcem koszykówki w Nowym Orleanie a tego byśmy nie chcieli. Z drugiej strony w obecnej sytuacji finansowej klubu, w Nowym Orleanie może szybko tego wsparcia nie dostać i lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby Paul gdzieś odszedł (Magic). Tego nie będą chcieli w Nowym Orleanie i prawdopodobnie, prędzej czy później, będziemy swiadkami czegoś pomiędzy Melodarma a La Decision. Ale to jest wpisane w ten biznes. Reasumując: powinien odejść. 

 

Kujawiński: Chris Paul powinien zacząć się modlić o nowego właściciela zespołu, który umożliwi mu zmienienie barw klubowych lub o nowego właściciela zespołu - cudotwórcę, który sprawi, że Hornets będą w stanie pozyskać dla CP3 jakieś sensowne wzmocnienie. Dopóki klub jest w rękach NBA Paul jest uziemiony i myślę, że musiałby naprawdę wyraźnie domagać się transferu, aby było to możliwe, a nawet wtedy nie obeszłoby się bez kontrowersji. CP3 nie ma właściwie w tej chwili większego wyboru niż czekać na rozwój wydarzeń, na które nie ma wpływu. 

 


3. Dirk Nowitzki i Kobe Bryant jeszcze nigdy nie grali przeciwko sobie w playoffach. Czy Mavericks mogą zaskoczyć Lakers i czy mogą w ogóle ich czymś zaskoczyć?

 

Kujawiński:  W Dallas od kilku lat buduje się drużynę "pod Lakers". Co roku słyszymy te same przewidywania ekspertów, twierdzących, że jeśli ktoś może zatrzymać LAL, to tylko Mavs. W tym roku wreszcie przekonamy się ile miało to wspólnego z rzeczywistością. Osobiście po serii z Trail Blazers mam poczucie, że Mavs wreszcie mentalnie są gotowi do walki o mistrzostwo. Pytanie, czy gotowe są na to ich ciała. 


Maciej Kwiatkowski: Mavericks mniej lub bardziej zaskoczą Lakers, tym że mogą skutecznie bronić przeciwko nim. Andrew Bynum nie będzie miał już tak dobrej serii, grając przeciwko Tysonowi Chandlerowi i Brendanowi Haywoodowi. Pau Gasol chętnie będzie grał tyłem do kosza z Dirkem Nowitzkim, ale grając obok Lamara Odoma będzie miał kłopoty, gdy będzie krył go Chandler. Kobe Bryant, o ile kilka dni przerwy cudownie nie ozdrowią jego lewej stopy, będzie miał problemy z defensywą zwłaszcza DeShawna Stevensona, a jest jeszcze Shawn Marion. Pisałem już o tym jednak w sezonie regularnym - Mavericks bez Carona Butlera i pewnej drugiej opcji ofensywnej będą mieli ogromnie ciężką przeprawę z obroną Lakers, która była szczególnie dominująca w ostatnim meczu serii z Hornets. Oczywiście, Mavericks to team ofensywnie lepszy niż Hornets, ale brak tej pewnej drugiej opcji - którą nie będzie w tej serii Jason Terry - podobnie jak i rok temu sprawi, że Dallas piąty rok z rzędu nie zajdzie dalej niż druga runda.

 

Niewiadomski: Tak, ustawiając strefę oraz inne rodzaje defensywy, gdzie kładzie się mocny nacisk na pomoc i grę zespołową. Chandler to idealny materiał na mózg i środek takiej defensywy, Marion i Nowitzki zasięgiem ramion są w stanie przechwytywać podania pomiędzy wysokimi Lakers i dzięki takiemu ustawieniu Mavs są w stanie zniwelować przewagę centymetrów i kilogramów Lakers. Kluczem bedzie też granie uptempo i transition offense ekipy z Big D ale to jest priorytet dla każdego zespołu, który przystepuje do pojedynku z Jeziorowcami. 


 



Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

3 NA 3: CZY LAKERS MOGĄ ZDOBYĆ MISTRZOSTWO BEZ ANDREW BYNUMA?

czwartek, 14 kwietnia 2011 15:44

 

 

1. Kto jest faworytem do sprawienia niespodzianki w pierwszej rundzie Wschodu?

 

Przemek Kujawiński (MVP): Knicks. Jeśli jest możliwa jakakolwiek niespodzianka w pierwszej rundzie Wschodu to tylko w serii Atlanty z Orlando. Choć patrząc na wyniki obu zespołów w sezonie regularnym (3-1 dla Atlanty), wygrana Hawks nie byłaby aż tak wielkim zaskoczeniem. Wygrana kogokolwiek z miejsc 6-8 byłaby sensacją i nie postawiłbym na to pieniędzy. Jeśli jednak miałbym ocenić, który z faworytów ma w moich oczach największe szanse, żeby odpaść szybko, to wskazałbym na Boston Celtics.

 

Sebastian Hetman (MVP): Hawks. Myślę, że gdyby Atlanta Hawks poradzili sobie z Orlando Magic, możnaby mówić o niespodziance. Pozostałe serie... No cóż. Z pewnością New York Knicks mogą pokusić sie o coś więcej, ale tutaj ucinam temat, ponieważ pozostałe serie są raczej "pewniakami" i nie sądzę żeby Bulls czy Heat odpadli w pierwszej rundzie.

 

Michał Górny (MVP): Knicks, Hawks. To zależy co uznajemy za niespodziankę. Bo jeśli niespodzianką ma być awans Atlanty Hawks z Orlando Magic albo triumf New York Knicks nad Boston Celtics, to owszem. Nie mamy co liczyć na eliminacje Bulls i Heat. Jeśli któraś z tych rzeczy się wydarzy ziemia się rozstąpi i wyjdzie z niej trzygłowy potwór, który pożre Davida Sterna.

 

2. Dla którego gracza te play-offy mogą okazać się prawdziwym "coming-out party"?

 

Rafał Niewiadomski (Lakers.com.pl): Andrew Bynum, Ty Lawson, Gerald Wallace. Miałem cichą nadzieję, że będzie to Andrew Bynum, ale na ten moment nie wiemy co z jego kolanem i w ogóle nie wiemy czy zobaczymy go w grze w Playoffs (EDIT: Bynum ma obitą kość w prawym kolanie, ale najprawdopodobniej zagra w pierwszym meczu play-offów). Gdyby jednak był w pełni zdrowy, stać go na skończenie playoffs ze średnimi 13-15 zbiórek w meczu, co mogło by postawić go w takiej roli. Jeżeli nie on, to widzę dwóch zawodników, którzy mogą ostro namieszać. Pierwszy to Ty Lawson, który nareszcie został podstawową jedynką w Denver. Jeżeli Nuggets wyeliminują Thunder i pokażą się z dobrej strony w playoffs, to Lawson jako ich motor napędowy może być graczem, na którym skupi się mocniej uwaga mediów i kibiców. Drugi zawodnik to Gerald Wallace. Wciąż nie wiem jakim cudem znalazł się w Portland ale na dzień dzisiejszy to chyba najbardziej wartościowy niski skrzydłowy Konferencji Zachodniej. Teraz kiedy znalazł się w mocnym klubie, wszystkie te małe rzeczy, które robił są bardziej widoczne niż w Charlotte a przy lepszych partnerach, nareszcie może się skupić na robieniu rzeczy, w których jest dobry.

 

S.Hetman: Ty Lawson. Takim graczem może być Ty Lawson, który jako starter Nuggets będzie miał sporo do powiedzenia w serii z Thunder. Nie skreślałbym także Geralda Wallace'a z Portland i LaMarcusa Aldrige'a. Swoje pięć minut może wykorzystać również Danny Granger, którzy buńczucznie zapowiada serię z Bulls. Z tych wszystkich wymienionych stawiam jednak na Lawsona. Uczeń "Mr. Big Shota" grał w drugiej połowie sezonu jak stary wyjadacz, a jego motoryka i szybkość może uprzykszyć życie Russelowi Westbrookowi. Poza tym Lawson z miesiąca na miesiąc jest lepszym graczem w ofensywie, a jak wiadomo Nuggets będą robić wszystko, aby wypunktować przeciwnika.

 

P.Kujawiński: Serge Ibaka, O.J. Mayo. Prywatnie chciałbym, aby swoje terytorium w tych playoffs "oznaczył" Serge Ibaka. Liczę, że przy boku Kendricka Perkinsa stanie się postrachem rywali pod swoją obręczą, a przy okazji będzie tajną bronią Thunder w ataku, bo w przeciwieństwie do swojego kolegi zf rontocourtu pokazał w tym sezonie, że jest w stanie trafiać rzuty nawet z dalekiego półdystansu. Moim drugim cichym faworytem jest O.J.Mayo, który będzie miał okazję zostawić za sobą przetykany katastrofami sezon.

 

3. Czy Lakers mogą zdobyć mistrzostwo bez Andrew Bynuma?

 

M.Górny: Pytanie prawdopodobnie nieaktualne, bowiem jak podają źródła Bynum ma być sprawny już w ten weekend. Jednak należy pamiętać, że kolano może sprawiać po tym urazie większe kłopoty. Spotkania playoffs są od pierwszej rundy bardzo intensywne. A im dalej w las tym bardziej bolą kolanka.

 

R.Niewiadomski: Nie. Odkąd pozyskano Gasola, w LA-LA Landzie wychodzi się z założenia, że trójgłowy potwór Bynum-Gasol-Odom musi im wystarczyć. Pozostali wysocy w Lakers, to gracze treningowi służący do utrzymywania formy tej trójki w gierkach treningowych. I faktycznie ten plan się sprawdza, czego efektem są dotychczas dwa mistrzostwa. Problem w tym, że gdy kogoś z tej trójki brakuje, nie ma w zespole wysokiego, który jest w stanie zagwarantować trenerowi to, że schodząc z parkietu będzie miał przynajmniej zero w kategorii +/-. Liczono przed sezonem, że kimś takim będzie Theo Ratliff i pewnie by był, gdyby sam nie doznał kontuzji na początku sezonu. Zatem bez Bynuma, Lakers stać najwyżej na przejście pierwszej rundy, być może przy dobrych wiatrach drugiej. Z Bynumem grającym tak jak przez ostatnie dwa lata, na jednej nodze, Lakers stać nawet na dojście do Finałów, ale nie sądze by akurat w tym roku udało im się wygrać bez swojego zdrowego środkowego.

 

P.Kujawiński: Tak, mogą. Nawet bez Bynuma wciąż mają pod koszami Pau Gasola i Lamara Odoma. Kluczową postacią jest tu Hiszpan, który pod nieobecność swojego centra musiałby wejść w jego buty, nie tylko w ataku, ale przede wszystkim w obronie i odeprzeć zarzut "bycia miękkim", którego tak chętnie używają przeciw niemu rywale. Wierzę, że jest do tego zdolny.


 

3. Nie. Odkąd pozyskano Gasola, w LA LA Landzie wychodzi się z założenia, że triójgłowy potwór Bynum-Gasol-Odom musi wystarczyć. Pozostali wysocy w Lakers, to gracze treningowi służący do utrzymywania formy tej trójki w gierkach treningowych. I faktycznie ten plan się sprawdza, czego efektem są 2 mistrzostwa. Problem w tym, że gdy kogoś z tej trójki brakuje, nie ma w zespole wysokiego, który jest w stanie zagwarantować trenerowi to, że schodząc z parkietu będzie miał przynajmniej zero w kategori +/-. Liczono przed sezonem, że kimś takim będzie Theo Ratliff i pewnie by był, gdyby sam nie doznał kontuzji na początku sezonu. Zatem bez Bynuma, Lakers stać najwyżej na przejście 1 rundy, być może przy dobrych wiatrach 2. Z Bynumem grającym tak jak przez ostatnie 2 lata, na 1 nodze, Lakers stać nawet na dojście do Finałów ale nie sądze by w tym roku udało im się wygrać bez swojego zdrowego środkowego.




Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

3 NA 3: KTO BĘDZIE CZARNYM KONIEM PLAY-OFFÓW?

środa, 13 kwietnia 2011 16:23

 

 

Nie jest to nasz pomysł. ESPN wpadł na to wcześniej, ale przez czas trwania play-offów będziemy robić coś podobnego. Trzy pytania, trzy krótkie odpowiedzi. Zapraszamy.

 

1. Czy na koniec sezonu regularnego Miami Heat są tam gdzie mieli być? Spodziewaliście się więcej, mniej, czy może jest tak jak myśleliście, że będzie?

 


Michał Górny (MVP, Zawszepopierwsze): Ja spodziewałem się albo totalnej klapy albo mega sukcesu. A tak mamy drużynę, która dosyć powoli się dociera i wchodzi na właściwy dla swojego potencjału, poziom gry. Moim zdaniem Big 3 wbrew pozorom będą musieli powierzyć więcej zaufania temu trzeciemu, czyli Chrisowi Boshowi. Bo w sytuacjach krytycznych, gdy LBJ i D-Wade będą z jakiegoś powodu wyeliminowani (obrona,faule) wszystko powinno trafić w ręce Bosha. 


Maciej Kwiatkowski (WP, MVP, Zawszepopierwsze): Spodziewałem się więcej, ale skąd mogliśmy przewidzieć, że Udonis Haslem i Mike Miller będą w zasadzie tak nieprzydatni. Podejrzewam, że gdyby nie ich kontuzje - Miller do dziś gra z niewyleczonym do końca kciukiem - to cały ten proces docierania się drużyny przebiegłby spokojniej i Heat nie zaliczyliby tyle gwałtownych upadków. Poza tym w drugiej części sezonu nikogo nie interesowały ich zwycięstwa nad innymi drużynami niż te z czołówki. Play-offy będą ostatecznym testem i nadal mam ich zapisanych w trójce faworytów do tytułu. Będą mieć przewagę parkietu i nad Celtics i nad Lakers, więc z punktu widzenia sezonu regularnego plan wykonali.

 


Rafał Niewiadomski (Lakers.com.pl, Zawszepopierwsze): Ciężko to określić. Przed sezonem mówiło się nawet o 70 wygranych, ataku na rekordowe 72 zwycięstwa Bulls. Wiadomo było, że do ich składu dołączą z czasem jacyś weterani, ale nie było wiadomo, że na cały sezon stracą swojego podstawowego silnego skrzydłowego a niemal pół sezonu będą musieli sobie radzić bez swojego najlepszego zmiennika. To co osiągnęli uważam za dobry wynik. W trakcie sezonu mieli swoją serię porażek, Wade czy James opuścili jakieś pojedyncze spotkania, nie grali 100% swoich możliwości, ich rozgrywający zmieniali się praktycznie co tydzień, przez zespół przewinęło się w tym sezonie pewnie z 20 zawodników a mimo to Heat mają 3 bilans w lidze. I choć grają słabo w ataku (jak na swoje możliwości) i będą mieli spore problemy z topowymi defensywami ligi w playoffs, to są moim głównym kandydatem do zdobycia mistrzostwa w tym roku. Jeżeli na parkiecie jest trzech graczy, którzy potrafią w pojedynkę wygrać mecz, a w składzie jest dwóch z 4-5 najlepszych graczy ligi, to taki zespół i to co zrobili w tym roku musi przerażać całą ligę. I myślę, że wiele drużyn wciąż drży na myśl starcia z nimi w post season.

 


2. Czy Oklahoma City Thunder jest jednym z kandydatów do mistrzostwa?

 


Przemek Kujawiński (MVP, Zawszepopierwsze): Nie. Thunder mają fantastyczny trzon zespołu, który w kolejnych sezonów zacznie być stawiany na równi z innymi faworytami do mistrzostwa, ale w tym sezonie nie są jeszcze gotowi do walki o najwyższe trofeum. Inną sprawą jest to, że Thunder nie przypominają żadnej z mistrzowskiej drużyn z ostatnich 20 lat: Kendrick Perkins i Serge Ibaka nie mają nic wspólnego z Shaqiem, Dunacanem, Olajuwonem, czy nawet Gasolem, Scott Brooks nie ma wyrównanego zespołu, w którym każdy może być danego dnia gwiazdą jak bywało to w Pistons i Celtics, a Kevin Durant (ani Russell Westbrook) nie jest wciąż blisko tego, by być Michaelem Jordanem, Kobem Bryantem, czy Dwyanem Wadem, bo po prostu za słabo gra z piłką. Dodajcie do tego trenera, który wciąż musi dorosnąć do gry w szachy z arcymistrzami tej ligi i poznacie odpowiedź na temat szans Thunder na mistrzostwo.

 


M. Górny: Nie w tym sezonie. Wybuch formy Westbrooka to stracenie z "pola widzenia" Kevina Duranta, który mimo mega wyników  w pewnym sensie stanął w miejscu. Do tytułu trzeba minimum dwojga a nawet trojga. Teraz kiedy jest Perkins a Ibaka coraz śmielej radzi sobie pod obiema tablicami, wystarczy tylko odrobina balansu między grą Westbrooka i Duranta i możemy powrócić do rozważań. 

 


Sebastian Hetman (MVP, Zawszepopierwsze): Nie w tym roku. Thunder idą właściwą ścieżką, a podpisanie Perka opłaci im sie w przyszłym sezonie, kiedy gigant będzie już w pełni sił i w wakacje jeszcze bardziej wzmocni kolano. Poza tym on i Ibaka w kolejnym sezonie będą lepiej rozumieć się w defensywie, przez co Thunder mogą mieć najlepiej broniący frontcourt w lidze. W tym roku konkurencja na Zachodzie jest ogromna, dlatego OKC swoich szans będą mogli szukać w przyszłym sezonie.

 


3. Kogo typujecie na czarnego konia play-offów?

 


R. Niewiadomski: Thunder. Owszem, przed sezonem mówiło się o nich w kontekście walki o tytuł ale nie mieli "narzędzi" by poważnie zagrozić tym najmocniejszym. Teraz z Perkinsem, nie widzę drużyny, której nie mogliby pokonać w serii Playoffs. Oczywiście jak tylko uda im się przejść Denver Nuggets, którzy są najtrudniejszym rywalem na 1 rundę, jakiego mogli sobie wyobrazić Thunder i to jest mój drugi kandydat do bycia czarnym koniem. Oczywiście tych drużyn, które mogą zamieszać jest więcej. Blazers, Grizzlies nawet bez Gaya, na Wschodzie Knicks oraz Hawks, to wszystko drużyny, które stać na to by pokonać wyżej rozstawionych rywali ale tylko Thunder stać na zdobycie mistrzostwa. Knicks to fajna opcja i może być ciekawie dla Celtics, Jastrzębie pokonały Orlando Magic 3-krotnie w tym sezonie ale jeżeli myślimy o kimś w kontekście całych Playoffs, to tylko Thunder.

 


P. Kujawiński: Wobec dużej dysproporcji sił na wschodzie, liczę na niespodzianki w Konferencji Zachodniej. Moi główni kandydaci to Denver Nuggets, ich 89 pierwszych opcji w ataku i zraniona duma. Po cichu liczę na dobry występ Portland Trail Blazers, ktorzy po raz kolejny przetrzebieni przez kontuzje przebili się do playoffs i jeśli Nate McMillan dobrze wykorzysta świetne matchupy, które w obronie może wystawić praktycznie przeciwko wszystkim graczom obwodowym w lidze (Wesley Matthews, Gerald Wallace, Nicolas Batum), to drużyna z Oregonu może napsuć krwi faworytom.

 


M. Kwiatkowski:| Gerald Wallace i Portland Trail Blazers. Myślę, że nie doceniliśmy wszyscy tej wymiany. Zajęliśmy się Perkinsem, Deronem Williamsem i Carmelo Anthony'm, a okazuje się, że nie znaleźlibyśmy pięciu graczy z grona play-off, którzy grali lepiej w ostatnim miesiącu niż Gerald Wallace. Wes Matthews to specjalny gracz, stworzony na takie momenty jak play-off. Myślę, że jeszcze Brandon Roy wygra im minimum jeden mecz w play-offach. Jeżeli trafią na Dallas Mavericks, to szykuje się seria, w której każdy mecz będzie na styku. Poza tym - wiem, że trudno to zapamiętać, ale pamiętacie 52 punkty Andre'go Millera? W Dallas... Myślę, że Trail Blazers są wystarczająco "tough". Jeśli Lakers nie będą mieli zdrowego Andrew Bynuma, mogą też zagrozić Lakers. Zresztą na pewno nie będą się ich bać. Myślę, że Wallace zmienił w tej kwestii bardzo dużo. Zresztą popatrzcie na niego, jak wygląda i jak zachowuje się na parkiecie. Oglądając go, wyglądającego jak 40-latek w grudniu, nie miałem pojęcia, że będzie jeszcze w stanie wrócić na poziom All-Star. Nie wiem czy Trail Blazers mają większe szanse na awans do Finału Konferencji niż Oklahoma, ale wg mnie mają największe szanse sprawienia pojedynczej sensacji, czyli odprawienia z kwitkiem któryś z zespołem z pierwszej czwórki Zachodu już w pierwszej rundzie. Tylko czy jeśli pokonają Dallas, to będzie to wtedy sensacja?



 



Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

« 12 

Licznik odwiedzin:  17 067 419 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u