Marek Dziuba
W czwartek przed meczem Dallas Mavericks w Minnesocie, trener Rick Carlisle w ten sposób wypowiedział się o Ricky'm Rubio:
"Widać w nim podobieństwa do najlepszych rozgrywających wszech czasów. Widzę Pete'a Maravicha, widzę Jasona Kidda, widzę nieco Steve'a Nasha. Gra twardą koszykówkę i potrafi przy tym zachwycać. To świetnie dla całej ligi i Minnesoty."
Można powiedzieć, że gdyby Ricky rzucał jeszcze jak Steve to mielibyśmy w zasadzie idealnego zawodnika na pozycji numer 1... ale nie o takie gdybanie mi tutaj chodzi. Zastanawialiście się kiedykolwiek, jak rzeczywiście mógłby wyglądać Ricardo Jason Nash? (fryzurę Maravicha już ma...), tak?
Dlatego po wnikliwej mieszance DNA ich wszystkich w pewnym programie graficznym, przychodzę z odpowiedzią, ale od razu ostrzegam, że możecie się przestraszyć:

Marek Dziuba
Walentynki już we wtorek. Spece od marketingu w Memphis Grizzlies przygotowali z tej okazji - nieco wcześniej, bo na dzisiejszy mecz z Pacers - specjalne kartki dla fanów i co tu dużo mówić... przeszli samych siebie. Życzę podobnej kreatywności słownej, gdy będziecie szykować niespodziankę dla swojej sympatii.
Noszenie bagaży starszych kolegów, przynoszenie im świeżutkich pączków na treningi i generalnie słuchanie tego, co mają oni do powiedzenia jest na porządku dziennym dla debiutanta w NBA. Jeśli nie, to na drugi dzień taki rookie, idąc w stronę swojego nowego samochodu napotyka raczej maszynę z popcornem. Mimo wielu upokorzeń, ten pierwszy rok w świecie najlepszej koszykarskiej ligi świata ma oczywiście jeden zasadniczy plus, który wszystko rekompensuje. Pierwszy milionowy kontrakt, nie licząc już tego, że najzdolniejsi nowicjusze są także oblegani przez licznych sponsorów. Kyrie Irving spełnił właśnie zoobowiązanie jednego z nich i sprawdźcie, jak sobie poradził. Niestety nie jest to herbata... a szkoda. Jak ktoś mógł przeoczyć taki marketingowy potencjał?! (just kiddin')
Marek Dziuba
Mówiąc krótko, ciężkie jest życie łysiejącej supergwiazdy NBA... bald is beautiful LeBron!

źródło: ballerstatus.com
Marek Dziuba
Dallas Mavericks wywiesili już mistrzowski banner, mają za sobą zabawną wizytę w Białym Domu, ale do uwieńczenia tradycji dotyczących mistrzów NBA wciąż brakuje im najważniejszego... mistrzowskich pierścieni. Mark Cuban miał w ogóle z nich zrezygnować i sprezentować swoim podopiecznym coś innego, ale zmienił zdanie na szczęście i dzisiaj, kiedy do Dallas zawita Minnesota Timberwolves nadejdzie ta wiekopomna chwila, gdy Dirk Nowitzki, Jason Kidd, Jason Terry, Shawn Marion i wielu innych zasłużonych graczy odbierze błyskotkę, jaką właśnie widzicie u góry. Szykujmy chusteczki.
Kilku członków złotego składu naturalnie zabraknie, bo po prostu grają już gdzie indziej jak Tyson Chandler czy DeShawn Stevenson, a niektórzy będą statystować (cześć Vince, hej Delonte, siema Lamar). Tak się ładnie złożyło, że przy okazji swój pierścień odbierze J.J Barea i będzie mógł nim wymahiwać przed nosem swoich nowych kolegów z Timberwolves.
Kilka ciekawostek:
Marek Dziuba
Z piłką można robić różne rzeczy i nie będę wyjątkowo odkrywczy pisząc, że dla zaglądających tutaj kozłowanie, rzucanie i podawanie (to akurat rzadziej) należy do ulubionych czynności. Teraz chwila. Czy pomyślelibyście kiedykolwiek, że piłką można... malować? Ja też nie i o dziwo efekt końcowy to wcale nie abstrakcja.
Oto moje dzieło.
Marek Dziuba
Zastój w najlepszej lidze świata spowodowany "wiadomo czym" sprawia, że każdy uruchamia jakąś aktywność, żeby tylko czas zawieszenia ligi jakoś zleciał. Odliczamy i odliczamy, ale problem w tym, że naprawdę trudno przewidzieć, kiedy otworzy się kłódka z oplecionego na NBA łańcucha. Pochwalę się (a jak), że ja w tym szarym okresie dotrwałem do końca aerobicznej 6 weidera. Kevin Durant w międzyczasie bierze udział w każdym możliwym meczu koszykówki, który właśnie ma miejsce (wyjdzcie za drzwi i sprawdźcie, czy czasem do was nie puka), a np. Chris Douglas Roberts postanowił, że co tydzień - dopóki będzie trwał lockout - będzie robił sobie tautaż. To zdjęcie pochodzi z trzeciej wizyty u tatuatora:
Powodzenia, nic tylko życzyć krótkiego lockoutu. Bo jeśli ten potrwa z rok lub dłużej, co niestety jest możliwie, to naprawdę nie chciałbym potem zobaczyć mającego przebłyski sporego talentu obrońcy Milwaukee Bucks. Choć wtedy miałby raczej papiery dziary do gry dla Denver Nuggets.
Marek Dziuba
... chciałoby się zaśpiewać. Pamiętacie jeszcze czasy, gdy o sile klubów NBA w największym stopniu stanowili nie tylko obdarzeni idealnymi warunkami, a co rzadko dziś spotykane, znakomicie wyszkoleni centrzy? W tej odleglejszej, zamazanej przeszłości sławy takie jak Bill Russell, Kareem Abdul-Jabbar czy Bill Walton bądź ci z bliższych nam, przyprawiających o łezkę w oku wspaniałych lat 90-tych jak Hakeem Olajuwon, David Robinson, Patrick Ewing? "To byli klasyczni środkowi, wymalowana definicja tej pozycji." - pomyśli większość z Was i słusznie. Poza tym, że robili oczywiście to, co należało do trzech świętych przykazań prawdziwego centra - który żerując na fizycznej walce w pomalowanym ostro przepychał się pod koszem o kolejne punkty, zbiórki bądź chcąc zablokować rywala - czarowali również bajeczną techniką, licznymi, opanowanymi do perfekcji manewrami, czego dziś... niestety strasznie brakuje.
Ten gatunek niestety wymiera...
Żeby tego było mało, w tym samym roku dwaj ostatni jego (prawie)wzorcowi przedstawiciele Shaquille O'Neal i Yao Ming zakończyli swoje jakże różne, ale barwne kariery. Shaq jako dosłownie jeden z największych centerów w historii NBA zarówno pod względem masy jak i osiągnięć. Yao natomiast jako jeden z najwyższych, któremu takich sukcesów niestety brakowało, co w żadnym stopniu nie umniejsza jego umiejętnościom. W NBA kończy się w ten sposób pewna epoka.
I chyba żaden obrazek nie oddaje tego lepiej od tego majstersztyku u góry autorstwa Chrisa Edsera pt. "Koniec epoki Centeroiku". Wiecie, mamy lockout, a ludzie, gdy się nudzą najczęściej tworzą coś fajnego.
W dzisiejszych czasach na środku w NBA pozostał właściwie tylko Dwight Howard, który tak naprawdę nie jest jeszcze środkowym pełną gębą, ale chłopak się na całe szczęście stara, bo np. znów uczestniczy na treningach u Hakeema. Pozostaje nam się modlić, że swoje kolana do pełnej sprawności jakimś cudem doprowadzą Andrew Bynum i Greg Oden, w innym razie Howard na swojej pozycji nie będzie miał dużej konkurencji. To jakby nie patrzeć i tak nie uchroni nas przed ewolucją, bowiem jak zawarł autor pod zdjęciem: Wraz ze stopniowym wymieraniem centrów-kolosów takich jak Yao czy Shaq, niższe, szybsze, pędzące kreatury przejmują NBA. Ostatnio rozgrywający zdobył nawet MVP, ale dodałoby to kolorytu do rywalizacji.
A plakat jest świetny, przyznacie? Mi do ideału brakuje tylko jednego. Głowy Derricka Rose'a na tej myszy... voilà
Marek Dziuba
Dwight ma przerąbane. Gdziekolwiek by się nie pojawił i tak będą bombardować go pytaniami, co zrobi, gdy po kolejnym sezonie (jeśli oczywiście się odbędzie...) stanie się niezastrzeżonym wolnym agentem. Fakt, Howard nie ma kolorowo zapowiadającej się przyszłości w Orlando przy obecnym stanie rzeczy (śmieszny kontrakt Arenasa, nie ten sam Hedo co kiedyś, Stan van Gundy i jego uparta taktyka '"rzucamy za trzy") co pokazały ubiegłe Playoffs i porażka już w pierwszej rundzie z Atlantą. Środkowy bez większej konkurencji w lidze dużo zmienia, ale jak widać by wspiąć się wyżej potrzeba czegoś więcej.
"W tym momencie naprawdę nie wiem, co zrobię. Po prostu chcę cieszyć się życiem i czerpać garściami póki jestem młody, zwiedzać różne miejsca i robić rzeczy, które zawsze chciałem robić."
Jedno jest pewne i możemy wziąć głęboki oddech. Miami Heat?
"Nigdy."
Ufff. Fani Magic tak czy inaczej mają poważne powody do obaw. Jest jeszcze 28 innych drużyn...
Licznik odwiedzin: 15 104 095




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Jego przygoda z NBA rozpoczęła się na początku lat 90-tych, kiedy to po raz pierwszy zobaczył mecz Detroit Pistons z Chicago Bulls, sławnych "Bad Boys" rywalizujących z Michaelem Jordanem. Od tego momentu stał się wielkim fanem "Jego Powietrzności" i Pistons, z którymi jest na dobre i na złe od 1994 roku. Od kwietnia 2007 roku pisze w Probasket.pl, a od 11. lipca 2008 roku także w ZawszePoPierwsze, który założył z Maciejem Kwiatkowskim. Kontrowersyjny i konserwatywny, interesujący się bardziej NBA od kuchni niż opisywaniem meczów (czego nie lubi). Jego marzeniem jest spotkanie się kiedyś z jego koszykarskimi idolami Michaelem Jordanem i Grantem Hillem. twitter

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

Liczą się dla niego 3 rzeczy: Jeziorowcy, stroje NBA i rodzina. To właśnie pomiędzy te 3 rzeczy próbuje rozdzielić wolny czas po pracy. W żyłach płynie mu prawdopodobnie żółto - fioletowa substancja zamiast krwi, a zegar biologiczny, w dniu meczu Lakersów, przestawiony jest na czas kalifornijski. O Jeziorowcach i koszulkach NBA mógłby gadać godzinami. Swoją miłość do drużyny z Miasta Aniołów przelewa na lakers.com.pl, o koszulkach czasami pisze na jerseye.bloog.pl. Ulubione zajęcie: przeczesywanie ebaya w poszukiwaniu perełek (jakkolwiek to brzmi). Pierwszy jersey wypłakał w 1995 roku mając 11 lat, obecnie nie wie ile posiada koszulek. Na ZP1 od października 2008. Głównie pisze o koszulkach i butach, czasami przemyci coś o Jeziorowcach. Nie uznaje podróbek. Koszulki koszykarskie, ciuchy czy buty: NIE dla podróbek! twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: