Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 587 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS




FANTASY BASKETBALL - HOUSTON, WE HAVE NO PROBLEM!

poniedziałek, 29 października 2012 19:37

Sławek Mróz

Mówi się, że pozycja rzucającego obrońcy urasta do miana deficytowej w NBA. Że niby jak to? To już nie ma chętnych do rzucania?? Ano są… Tylko jakoś wirtuozów jak na lekarstwo. Takich, co to nie tylko cisną, ale i oddać piłkę sprytnie potrafią, a i pobronią choć trochę. No bieda normalnie…

Do tego stopnia bieda i posucha, że taki Eric Gordon, choć zasadniczo raczej się leczy niż gra, doczekał się kontraktu maksymalnego, zmaczowanego zresztą. Uznać więc można, że pożądanym był towarem na rynku.

James Harden


Czy w takim razie można mieć wątpliwości, że James Harden zasługuje na maksa także? Ja takiej wątpliwości nie mam. Owszem, sporo jest graczy zasługujących bardziej, ale i sporo takich, co to zasługują mniej, a dostali. Na Hardenie niewątpliwie da się budować drużynę. I Sam Presti doskonale o tym wie. Ot, nadmiar urodzaju też czasem może przyprawić o ból głowy. Taki rodzaj bólu, którego Prestiemu zazdrości zdecydowana większość managos w NBA. Do nakarmienia ma pokaźne stadko wysokoopłacanych graczy, a to przecież nie Nowy Jork czy Los Angeles, gdzie budżet na wynagrodzenia i podatki odluksusowe zdaje się nie mieć dna. Musi więc Presti zacząć uważać na salary cap. Stąd podchody psychologiczne, opowieści o zwartej drużynie z widokami na świetlaną przyszłość. Stąd analogie do mało pazernego, za to na wskroś lojalnego Manu. Harden jednak, wraz z agentem Robem Pelniką chcą wyżywić swoje rodziny. Nic nagannego.

Tym bardziej, że rynek aż się pali, by owe rodziny nakarmić. By dać Hardenowi maksa bez szemrania. By dać mu rolę lidera drużyny, choćby nawet mniej wypasionej niż Thunder. By skierować więcej obiektywów na tę jego efektowną brodę. I nie dziwię się Moreyowi, że poszedł niemalże na całość. Że nie czekał na rozwój wypadków w celu ewentualnej próby ściągnięcia Hardena z rynku latem przyszłego roku. Jedna z zasad menedżera sportowego brzmi: gdy masz szansę pozyskać lokomotywę, idź w to! Pewnie, do ustalenia pozostało nam jeszcze, czy można Hardena za franchise playera uznać. Miłośnik zaawansowanych statystyk, Daryl Morey nie ma wątpliwości. Nam przyjdzie niedługo się przekonać. Niech jednak nie zwiedzie Cię ograniczona rola młodego gracza w Oklahomie. Niech nie zwiodą Cię zawalone finały… Jeżeli nie znasz jeszcze mojej odpowiedzi na ten argument, proszę uprzejmie – LeBron James przedostatnie też zawalił!

Presti za to wyciągnął tyle, ile zdołał. Żeby nie stracić Hardena latem za friko. Gracza, który stanowi od razu solidne zastępstwo, dodatkowo zmotywowanego w ostatnim roku kontraktu. Młody talent na przyszłość, przez najbliższe lata tani jak barszcz. Wybory draftowe. Można jedynie spekulować, czy nie korzystniej byłoby amnestionować Kendricka Perkinsa. Ale przecież nieopodal czają się Lakers z pewnym dużym facetem.

OK. Miałem pisać o fantasy, a tu jakoś tak zabrnąłem w szersze rozważania. Jeżeli zatem jesteś w lidze roto i jakimś cudem nie draftowałeś jeszcze – śmiało przesuń Hardena przynajmniej w okolice końca pierwszej rundy. Można co prawda obawiać się nieco o skuteczność z gry na skutek zmiany roli. Tak odrobinkę, bez przesady. Cała reszta kategorii tylko czeka na uwolnienie i oto najwyraźniej jesteśmy świadkami tego wydarzenia. Teraz przeliczenie statystyk na 36 minut gry przestaje być pobożnym życzeniem menedżerów fantasy.

Kevin MartinMartin? Nie to, żeby metamorfoza miała tu pójść w kierunku odwrotnym. Akurat Kev pasuje całkiem dobrze do nowej roli w Thunder. Dynamit ofensywny w doborowym towarzystwie, zmotywowany. W minionym sezonie grał niewiele ponad 30 minut w meczu… Teoretycznie okolice trzydziestki powinien zachować. O ile zdrówko pozwoli. I o ile Lamb nie zechce na serio włączyć się do walki o czas gry. Ryzyko zatem rośnie dodatkowo, ale nie na tyle, by Martina skreślać. To nadal ten sam przyjazny profil roto.

Z pozostałymi uczestnikami wymiany zasadniczo szumu jest już znacznie mniej. Lamb, jakkolwiek w Houston mógł mieć nadzieję na politykę szybkiego rozwoju młodzieży na głębokiej wodzie, tu stanie raczej w szeregu z Perrym Jonesem III, powolutku oswajany z realiami NBA. Lekko nie będzie mieć także Cole Aldrich, dość powszechnie pobierany właśnie z list free agents lig fantasy. Zmieniać będzie, i to nie samodzielnie, Omera Asika, który być może i jest mniej renomowanym graczem od Kendricka Perkinsa, za to zazwyczaj sporo zdrowszym, a i w formie ostatnio nie byle jakiej.

Z dużej chmury zatem mały deszcz? W kategoriach fantasy być może, jeśli zbagatelizować fakt wykreowania nowej potencjalnej gwiazdy. Sprawdź na wszelki wypadek, może jeszcze nic straconego, nawet jeżeli już jest po drafcie. Może obecny właściciel nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji? Nie zaszkodzi sondę zarzucić.

A dla wszystkich właścicieli – serdeczne gratulacje!


Podziel się

FANTASY BASKETBALL - PRACOWNICY W OKRESIE WYPOWIEDZENIA.

niedziela, 14 października 2012 13:42
Sławek Mróz

Coś jest w tym jesiennym ostrzeżeniu Maćka... Przeziębienie dopadło i mnie. Ale "twardym trzeba być, nie mientkim", więc żadne tam niedyspozycje nie mogą być wymówką dla kontynuacji naszych przygotowań do zbliżającego się sezonu.

Oto dwa magiczne z punktu widzenia motywacji gracza słowa: contract year. Dlaczego magiczne? Bo potrafią czasem w całkiem magiczny sposób wywindować zapał do treningu. Potrafią sprawić, że noga boli mniej, że chce się bardziej… Że warto uważniej nasłuchiwać, czego oczekuje trener, by broń Boże w tym kluczowym dla kariery i statusu majątkowego momencie nie popaść aby w niełaskę, doghouse i lichutkie minuty grania.

Contract year. Pewnie, magia roku kontraktowego dotyczy różnych graczy w różnym stopniu. Mniejsze ma znaczenie u topowych gwiazd, gdzie oczywistym jest, że świeżutki maksymalny kontrakt to jedynie formalność. Ba, w tym przypadku wręcz można obawiać się, że taki delikwent nie będzie ryzykować poważniejszej kontuzji dla kolejnego efektownego występu w sezonie regularnym.

Co innego ligowi przeciętniacy. Contract year. Dla takich nawet pojedyncze solidne mecze mogą magicznie sprawić, że przez kilka najbliższych lat będą mogli wyżywić rodzinę, że tak pozwolę sobie sparafrazować słynne słowa Lattrella Sprewella. Kilka dobrych występów może zamienić się w dodatkowe miliony dolarów na nowym kontrakcie. Oczywiście, im więcej takich występów, tym większa szansa na wielkie pieniądze, stąd od początku lata słychać stuki podnoszonego żelastwa i stękania zawodników NBA. Zazwyczaj najgłośniej u tych, których umowy skończą się wiosną przyszłego roku.

Oczywiście, Ty jako manager drużyny fantasy masz za zadanie wyselekcjonować tych potencjalnie najbardziej zmotywowanych, a przy tym względnie bezpiecznych, jeżeli wziąć pod uwagę rolę w drużynie podczas nadchodzącego sezonu. Bo przecież wygasający kontrakt to także ryzyko. Ryzyko, że delikwent taki zostanie przerzucony w wymianie do drużyny, gdzie utknie na ławce, jako opcja oszczędnościowa albo przezornie dodany przez contendera na czas plaoffs dodatkowy weteran.

Rzućmy okiem na kilka nazwisk, które zwróciły moją uwagę. Pewnie, to tylko kilka przykładów, a Twoim zadaniem domowym będzie zbudować własną, rozbudowaną listę. Jedziemy!

Stephen Curry – ten jest ostatnio częstym bohaterem na moich łamach. Ale i sytuacja jest ciekawa, bo Warriors bardzo ostrożnie podchodzą do tematu potężnego extension. Aby wzbogacić się o maksymalny kontrakt, Steph musi pokazać, że kostki będą zdolne go nosić jeszcze przez jakiś czas. Ostatnio było z tym krucho, dosłownie i w przenośni. Czy świadomość nadciągającej nowej umowy wzmoże wysiłki i apetyt na granie, choćby z zaciśniętymi zębami? A może wróci w postaci inklinacji do nadmiernego ryzyka i obciążenia? Na razie póki co podobno nie jest źle, ale okazywana od początku campu ostrożność z pewnością nie zaszkodzi.

Josh SmithJosh Smith – owszem, miewał w przeszłości problemy z karnością i utrzymaniem formy. Już w minionym sezonie pokazał jednak, że gdy chce, to naprawdę potrafi przynależeć do elity skrzydłowych. Czy nadal będzie chcieć? Bez obaw. Co prawda niejeden menedżer zapewne już powoli planuje przyszłoroczny budżet z myślą o Joshu, kolejny efektowny sezon zagwarantuje jednak, że będą to propozycje umów maksymalnych.

Mo Williams – nie mógł się lepiej wstrzelić! W roku kontraktowym dostaje w swe ręce solidną drużynę, której grę prowadzić będzie niemal w pojedynkę. To już nie ten czas, gdy musiał walczyć o każdą minutę w mocno gęstej rotacji obwodowej Clippers. Teraz ma w zasięgu tyle minut, ile zdoła udźwignąć i na ile zasłuży. Ktokolwiek obsadzi Mo w roli swojego rezerwowego PG, nie ma prawa żałować tej decyzji.

Tony Allen – niemalże wykradziony z rynku przez Grizzlies na trzy lata z zarobkami w okolicach trzech milionów zielonych za sezon. Teraz czeka na niego być może ostatnia szansa na znacznie większe pieniądze. Plus luka na pozycji po odejściu Mayo. Kolejny szczęściarz, któremu sprzyjają zmiany w drużynie właśnie wtedy, gdy potrzebuje pokazać pełnię swego potencjału. Nieocenione źródło przechwytów w nieco bardziej odległych rundach draftu.

Nikola Pekovic – od niedawna pełnoprawny center w Minnesocie, zwiększone minuty świetnie wykorzystywał już w poprzednim sezonie. Teraz odpadł (lub jak kto woli – został wykopany) Darko Milicic, defensywny freak Greg Stiemsma to kandydat raczej do typowo backupowych minut, zresztą uskarża się na problemy zdrowotne. Innymi słowy – mamy tu do czynienia z podwójną motywacją, nieco podobną do opisywanych wyżej. Pamiętajmy też, że Rick Adelman raczej nie czyni przeszkód w hurtowym nabijaniu statystyk przez graczy, którzy zasługują na pewne miejsce w rotacji. Innymi słowy – jeżeli jeszcze możemy mówić o Nikoli w kategoriach sleepera, bądź czujny i nie prześpij właściwej pory na jego wybór.

Samuel Dalembert – ok., Dalembert to przedmiot mojej fatalnej decyzji sprzed lat. Mogłem wymienić go, jeszcze przed sezonem, za rookie Chrisa Paula. Zazwyczaj mocno ostrożny jestem co do pierwszoroczniaków, więc odrzuciłem propozycję. Nie to, żeby mnie to wiele kosztowało, i tak dałem radę dość łatwo wygrać tamtą ligę. Ale dysproporcja wartości okazała się przytłaczająca. Dziś już tego problemu nie ma. Paul to absolutny top, Dalembert to wybór raczej poza top 100. W dodatku raczej kiepski kandydat do wielkich minut, bo frontcourt Bucks obfituje w ciekawych graczy i to pomimo wysłania do Bucks Andrew Boguta. Mimo to Dalembert to względnie oczywisty kandydat na startującego centra w Milwaukee. Z dokładnością do osobistego zaangażowania i koncepcji chimerycznego Scotta Skilesa. Rzecz jasna – drugi aspekt w dużej mierze wynika z pierwszego. Pierwszy – z motywacji. Motywacja – coż, oczywiście nie kwestionuję ambicji sportowych Sama, ale ów magiczny rok kontraktowy z pewnością nie zaszkodzi jako dodatkowa zachęta.

Jak pisałem – to tylko kilka luźno rzuconych nazwisk. Kilka przykładów, które warto mieć na uwadze. Dobry punkt wyjścia, by samodzielnie wygooglać listę drużyn NBA wraz z zestawieniem szczegółów dotyczących kontraktów ich graczy. Pewnie, rok kontraktowy nie jest żadną gwarancją trafionego wyboru. Nie uchroni przed kontuzjami, nie uchroni przed roszadami personalnymi. Ot, eliminuje jeden z czynników, jedną z niewiadomych draftowego równani. I siłą rzeczy powiniem zostać zaliczony do obowiązkowych narzędzi managera fantasy.

Podziel się

FANTASY NBA - PRZEZORNY ZAWSZE (CHOĆ TROCHĘ) UBEZPIECZONY

czwartek, 04 października 2012 17:26

Sławek Mróz


Curry / Jack

Jak tam u Ciebie z wynikami draftu czy draftów? Za wcześnie zadaję to pytanie? Chyba niekoniecznie, bo u mnie jeden draft już odhaczony, drugi – forumowo wężykowy w pełni. Do pozostałych przygotowania czynimy pełną parą, czasem w atmosferze co najmniej burzliwych dyskusji!

Podczas przygotowań do aukcyjnego draftu ligi roto firmowanej przez forum E-NBA (dzięki za zaproszenie!) przypomniało mi się… ba, podbiegło w tempie imponującym i ugryzło!... pojęcie w kręgach fantasy dość popularne, ale często lekceważone. Szkoda. Bowiem świadomość istnienia i dostosowanie doń własnej strategii potrafi zmniejszyć ból głowy w sezonie. Już tłumaczę, o co biega…

W świecie fantasy basketu, gdy mamy na myśli handcuffs, nie chodzi zazwyczaj o gadżet, z pomocą którego wielu z nas chciałoby sobie ograniczyć odruchowy udział w niechcianych licytacjach. Handcuffs to gracze, którzy przypięci w Twoim składzie do lidera, zdolni będą przynajmniej po części złagodzić stratę, jaką możesz ponieść w przypadku kontuzji owej lokomotywy.

Skąd taki wniosek na etapie tych konkretnie przygotowań? Albowiem ze zdziwieniem zauważyłem, jak nisko ceniony jest Stephen Curry przez sam portal yahoo oraz przeciętny mock draft, jaki za pomocą tejże platformy ma miejsce. Powód jest jasny – za umiarkowaną cenę kupujesz gracza wyśmienitego, ale zdecydowanie podatnego na kontuzje, więc bierzesz na siebie spore ryzyko zawalonego sezonu. Czy w przypadku Curry’ego ryzyko jest tak wielkie, by sprowadzić jego wartość do ceny zbliżonej do przeciętnego rotacyjnego gracza fantasy?

Moim zdaniem warto zaryzykować. Pod jednym warunkiem. Ów warunek nazywa się Jarret Jack. Co najmniej solidny gracz rotacyjny przed rokiem, na dziś wart niewiele w kategoriach fantasy, bo schowany w rotacji Warriors. Gotowy jednak do gry w roli głównej, jeżeli (a może - gdy tylko?) problemy zdrowotne Stefka wrócą. Gracz raczej klasyfikowany do obserwacji i szybkiego zaciągu z list wolnych agentów we właściwym momencie. Chyba, że… Chyba, że jesteś właścicielem Curry’ego i chcesz mieć pewność, że w przypadku absencji swojego asa dysponujesz na ławce jego zmiennikiem. Wówczas warto się pokusić o wybór Jacka już w ostatnich rundach draftu i przeznaczenie nań jednego ze swoich slotów ławkowych. W charakterze rzeczonego handcuffa, czy też, jak częściej po polsku określamy w gronie maniaków fantasy – polisy ubezpieczeniowej.

Duet Curry – Jack to jakby klasyczny w tym roku przykład omawianej przeze mnie taktyki. Rzecz jasna, mniej lub bardziej ewidentnych zależności można odnaleźć więcej. Masz na stanie Erica Gordona? Rozważ, czy aby młody Rivers nie będzie dobrym pomysłem na zaplecze. Masz Boguta? Warto przemyśleć zaciąg Carla Landry’ego, który prawdopodobnie zyska najwięcej w przypadku nieobecności Australijczyka. A może Twoim łupem padł Andrew Bynum? Wówczas można zawalczyć też o Spencera Hawesa, który co prawda ma przyzwoitą wartość nawet u boku przybysza z Los Angeles, zyskać jednak powinien dodatkowo, gdyby przyszło mu niemal samodzielnie objąć posadę centra.

Wyczerpałem limit pomysłów? Na pewno nie… Rzuć okiem, czy Twoim faworytom nie przyda się fantasy handcuff. Bo licho nie śpi. Bo, jak mawiał Forrest Gump, shit happens, o czym na pewno zdecydowana większość z nas zdążyła już się przekonać.

A przezorny, jak to mówią, zawsze ubezpieczony…

 


Podziel się

FANTASY NBA - SUKCESY i PORAŻKI SPRZED SEZONU - CZ.6

środa, 19 września 2012 19:14

Sławek Mróz

Oj, dało się ostatnio poczuć świeży powiew nadciągającego sezonu fantasy. Ruszają ligi, ruszają dyskusje, w Lidze Ekspertów jesteśmy już po losowaniu kolejności draftowania. Zaroiło się też w necie na ten temat, zatem ja nie mogę pozostać w tyle i spieszę niniejszym postem zamknąć cykl analiz wyborów naszej ligi z ubiegłego sezonu.

Runda szósta, jak już wspomniałem, będzie ostatnią tu skomentowaną. Ot, chciałem dobrnąć do końca pierwszej setki… Lub wreszcie zyskać okazję, by pochwalić się własnym dobrym wyborem, jako że do tej pory różnie z tymi moimi wyborami bywało. Nie krępuj się, wybierz sobie argument, który bardziej do Ciebie przemawia…

RUNDA VI

 
Dla przypomnienia, poniżej: numer wyboru, nazwa drużyny, nazwisko i w nawiasie ostateczny ranking zawodnika za sezon. Omówienie piątej  rundy tutaj.


86 - Liczy Sie Wynik - DEMARCUS COUSINS (54)
87 - Pi3TR45' Team - DARREN COLLISON (154)
88 - GRB - BORIS DIAW (215)
89 - Florida Pensioners - RYAN ANDERSON (8)

Ryan AndersonNo wreszcie. Mówią, że ligi nie wygrywa się wyborami z pierwszych rund. Mówią, że kluczowe są końcówki draftu i wyławianie pereł tamże. Szósta runda to rzecz jasna jeszcze nie końcówka, ale pierwszorundowa wartość gracza znalezionego o tej porze zdecydowanie robi różnice.

Wybierając Andersona miałem już na stanie trzech centrów i ani jednego rozgrywającego. Rozgrywającego, który w mojej ocenie jest osią każdej drużyny roto. Dlaczego więc nie taki, przykładowo, Calderon? Dlatego, że Ryana miałem mocno na celowniku w mojej kiperkowatej lidze, gdzie zwyczajnie wystrzelałem się podczas aukcji z dolarów, fundując sobie asa w postaci Eda Davisa. Na Andersona zabrakło kasy i musiałem sobie ów błąd odbić w innej lidze.

Ryan był rankowany wyżej niż 89 pozycja już rok wcześniej, grając ledwie w okolicach dwudziestu minut na mecz. Spodziewany wzrost minut wraz z naturalnym rozwojem zawodnika niemal gwarantował spory progres. Absolutnym zaskoczeniem jednak był ostateczny rozmiar tego progresu.

Co dalej? Ano trudno przewidzieć. W Hornets nie będzie już Dwighta Howarda, który absorbował obronę wysokich. Nie wiadomo też, tak na dobrą sprawę, kto będzie miał Ryanowi dogrywać na ulubione klepki piłkę. Nie wiadomo wreszcie, na jakiej pozycji odnajdzie się Antoś Davis i czy którykolwiek z tej dwójki będzie wartościowym graczem poza naturalną pozycją power forward.

Innymi słowy – niewiadomych jest na tyle dużo, że nie wróżę Ryanowi powtórzenia tak produktywnego sezonu. W każdym razie – znajdę pewniejsze nazwiska, gdy przyjdzie do wybierania graczy kluczowych dla moich drużyn.

90 - Z dużą przewagą - HEDO TURKOGLU (164)
91 - Solid As a Rock - ANTAWN JAMISON (118)
92 - Bukkake - SAMUEL DALEMBERT (99)
93 - Original Cream Team - TYRUS THOMAS (258)
94 - Pędzące Imadła - JOSE CALDERON (60)
95 - Hoop Dreams - JAMEER NELSON (146)
96 - Embraced Embarassment - AMIR JOHNSON (140)
97 - ROOKIES - JASON RICHARDSON (120)
98 - Srogi Rewanż - MICHAEL BEASLEY (265)

Gdyby tylko patrzeć na kolejność wyborów i ostateczną pozycję, można by dyskutować, czy Tyrus Thomas i Boris Diaw nie okazaliby się porównywalnymi strzałami w stopę dla swoich nabywców. A jednak, coś specjalnego i spektakularnego jest w upadku, jaki stał się udziałem Beasleya. Gracz z niewątpliwym potencjałem. Trener, który potrafi ze swoich graczy potencjał wykrzesić. Młody zespół. Ba, nawet rozgrywający okazał się naprawdę do rzeczy tak długo, jak długo zdołał ustać na parkiecie. Nic, tylko błyszczeć.

Beasley nie błyszczał. Być może w dużej mierze rację ma wiLQ próbując tłumaczyć problemy swojego imiennika niewłaściwym dopasowaniem pozycji. Jeżeli tak – w Suns również ciężko będzie o pełny etat na silnym skrzydle, zwłaszcza odkąd pozyskano w Arizonie Luisa Scolę. Jeżeli wierzysz, że to nie problem pozycji i właśnie w Suns Mike zdoła wreszcie zrealizować swój niewątpliwy potencjał – draftuj, ale ostrożnie. Moja rada: unikaj koniecznie w top 100, potem ryzyko nalezy do Ciebie.

Michael Beasley

99 - Fokommodores - STEPHEN JACKSON (201)
100 - Sama-Sama - KYRIE IRVING (38)
101 - Andery - MARCUS CAMBY (110)
102 - Warsaw BTeam - CARLOS DELFINO (94)

Z ostatniej chwili – ruszył forumowy draft Ligi Ekspertów. Początkowo nic nie zapowiadało trzęsienia ziemi, jakim był wybór z szóstym numerem pierwszej rundy pierwszoroczniaka Antka Davisa. Lorak to menedżer roto o uznanej już reputacji, tym większe zatem było nasze zaskoczenie. Czy warto podjąć takie ryzyko? Czy w drugiej/trzeciej rundzie czternastodrużynowego draftu Davis byłby nadal osiągalny? Czy nie warto było skusić się na pewniejszy budulec, a spektaktularnych zakupów szukać w późniejszych rundach? Daj znać w komentarzach, co sądzisz o takiej demonstracji wiary w młodzieńca.

A my póki co zamykamy tematy retrospektywne. Już niebawem zapraszam na pierwsze analizy i wróżenie z fusów!


Podziel się

FANTASY NBA - SUKCESY i PORAŻKI SPRZED SEZONU - CZ.5

środa, 29 sierpnia 2012 15:32

Sławek Mróz

Wrzesień nadciąga długimi krokami. A to oznacza, że tylko patrzeć gdy yahoo oficjalnie wypuści w świat swoją tegoroczną platformę dla fantasy basketu, rozpocznie się tworzenie lub wznawianie lig, słowem – ruszy gwar związany z nowym sezonem.

Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko dokończyć rozliczanie starego. Dziś analiza piątej rundy ubiegłorocznego draftu Ligi Ekspertów. Następny odcinek będzie kończył cykl, potem już tylko świeże sprawy, czyli rozważania przedsezonowe.

Póki co wracamy do draftu. Runda piąta bardzo ciekawa, zgodnie z oczekiwaniami zorientowana na uzupełnianie sił podkoszowych. Kto się wyłamał z tej tendencji, miał szansę na świetny zakup, choć i największa wpadka rundy dotyczy obwodowca. Wśród samych centrów też można było wyłowić perły. Popatrzmy.

RUNDA V

Dla przypomnienia, poniżej: numer wyboru, nazwa drużyny, nazwisko i w nawiasie ostateczny ranking zawodnika za sezon. Omówienie czwartej rundy tutaj.

69 - Warsaw BTeam - KRIS HUMPHRIES (53)
70 - Andery - CARLOS BOOZER (56)
71 - Sama-Sama - BRANDON JENNINGS (19)

stealJenningsW jaki sposób można powetować sobie pecha związanego z wcześniejszym wyborem Brooka Lopeza, któremu dotkliwa kontuzja trafiła się chwilę później? Właśnie w taki. Pewnie, to nie ta sama pozycja (a centrów w siedemnastozespołowej lidze łatać niełatwo), ale przecież bardzo mocny rozgrywający to też absolutnie pożądany skarb w roto. Nawet dla drużyny, która już ma na stanie Chrisa Paula.

Sam Jennings kończył sezon poprzedzający draft w rankingu mniej więcej odzwierciedlającym niniejszą kolejność wyboru. A jednak czuło się w powietrzu, że to eksplozja „waiting to happen”… Ba, wręcz eksplozje zdarzały się i wcześniej, jak choćby słynny mecz +50. Dotąd brakowało jednak stabilności formy i przede wszystkim skuteczności. Nie to, żeby skuteczność poprawił Brandon jakoś drastycznie, na tyle jednak, by nie razić nią z pozycji point guarda. I to wystarczyło, by skoczyć w górę. Nie zaszkodził też, wbrew obawom, transfer Monty Ellisa do Milwaukee, gdzie Scott Skiles ma teraz dwóch szalonych graczy do okiełznania na obwodzie.

72 - fokommodores - WESLEY MATTHEWS (51)
73 - Srogi Rewanż - JASON TERRY (63)
74 - ROOKIES - MARCUS THORNTON (28)
75 - EmbracedEmbarrasment - ROY HIBBERT (59)
76 - Hoop Dreams - ANDREW BOGUT (62)
77 - Pędzące Imadła - CHRIS KAMAN (126)
78 - Original Cream Team - ARRON AFFLALO (92)
79 - Bukkake - ANDREA BARGNANI (76)
80 - Solid As a Rock - TYSON CHANDLER (31)
81 - Z dużą przewagą - NICHOLAS BATUM (37)
82 - Florida Pensioners - JARED DUDLEY (91)
83 - GRB - DEMAR DEROZAN (188)

wtopaOdomW żadnym wypadku nie byłem gotowy, by tytułować DeRozana przyszłym franchise playerem Raptors. Wydawało się jednak, że jeżeli mieli stawiać na jakiegokolwiek gracza i inwestować minuty boiskowe w jego rozwój, to DeMar był głównym faworytem do takiego traktowania. Wypisz wymaluj – sleeper!

I rzeczywiście, DeRozan swoje solidne 35 minut dostał. Dostał też ponad czternaście rzutów w meczu. Jedyny drobny problem polegał na tym, że nie wykorzystał szansy. Bo pozornie solidna zdobycz w postaci 16,7 punktów na mecz blednie, gdy skonfrontować ją ze wspomnianą wcześniej ochotą do oddawania rzutów i mizerną jak na gracza unikającego rzutów z dystansu (0,4 celnej trójeczki) skutecznością 42,2%. Pozostałe statystyki też na kolana nie rzucają, może za wyjątkiem osobistych, stąd bardzo niski rank na koniec sezonu.

Rzecz jasna, nie ma tu specjalnej nadziei na eksplozję w nadchodzącym sezonie. Terrence Ross i Landry Fields nie przybyli do Toronto po to, by obserwować mecze z ławki, więc dla DeRozana zostają w zasadzie głównie minuty na niskim skrzydle, a i to do przewalczenia z Linasem Kleizą, solidniejszym na dystansie.

84 - PI3TR45' Team - ANDERSON VAREJAO (46)
85 - Liczy Sie Wynik - EMEKA OKAFOR (161)

Yeaaaaaaaahhhh! Yahoo otwiera ligi! A przynajmniej wczoraj udało mi się wedrzeć na świeżą platformę i nawet wziąć udział w mock drafcie. Być może miałem szczęście załapać się na jakieś testowe uruchomienie, bo dziś dostęp został ponownie zablokowany, ale przedsmak już jest. Bądźcie zatem czujni, bo to już pewnie kwestia dni!

Wiem, że wiele lig w kraju zaczyna już się organizować lub przegrupowywać, pora również na Ciebie! Jeżeli pierwsze kroki dopiero przed Tobą – sięgaj do archiwum i zgłębiaj podstawowe zasady gry, a potem dołączaj do lig. Jak dołączyć? Przykładowe namiary znajdziesz także w archiwach ZawszePoPierwsze, śledź też komentarze czytelników. Wreszcie – śmiało zakładaj własną ligę i zgarniaj towarzystwo.

I szukaj moich postów… Dorzucał będę informacje bieżące, prawdopodobnie pojawi się też doroczna rekrutacja kandydatów do Ligi Ekspertów. Stay tuned!


Podziel się

FANTASY NBA - SUKCESY i PORAŻKI SPRZED SEZONU - CZ.4

czwartek, 02 sierpnia 2012 17:07

Sławek Mróz

I po urlopie. A że gorący okres transferowy, nie licząc może kolejnych “niezwykle pasjonujących” doniesień z Orlando i okolic dobiega końca, pora nadgonić temat analizy ubiegłorocznego draftu Ligi Ekspertów. Postanowiłem, że wrzucę jeszcze nie więcej, niż kolejne trzy rundy, świadomie psując sobie reputację. Tę bowiem ocaliły w dużej mierze moje wybory spoza top 100, ale przecież już niedługo trzeba się będzie skoncentrować na przygotowaniach do nowego sezonu!

Póki co runda czwarta, zdawałoby się nadal potencjalnie bezpieczna i monotonna, a jednak obfitująca w wybory świetne i kompletne niewypały. Oto konkrety…

RUNDA IV


Dla przypomnienia, poniżej: numer wyboru, nazwa drużyny, nazwisko i w nawiasie ostateczny ranking zawodnika za sezon. Omówienie trzeciej rundy tutaj.

52 - Liczy Sie Wynik - MIKE CONLEY (21)
53 - Pi3TR45' Team - JAVALE McGEE (81)
54 - GRB - MARCIN GORTAT (22)
55 - Florida Pensioners - CHANNING FRYE  (65)
56 - Z dużą przewagą - LAMAR ODOM (363)

wtopaOdomOoooops. Nie mam pewności, czy w momencie dokonywania tego wyboru przez Przemka Odom był już zawodnikiem Mavs, czy też jeszcze nie. Niezależnie od tego stanu rzeczy jednak, trudno było komukolwiek spodziewać się, że ten bardzo uniwersalny i naprawdę przydatny w roto gracz niemal całkowicie zniknie w
rotacji Dallas. Ba! Sam nawet pisałem jeszcze w trakcie sezonu, że Lamar nie powiedział ostatniego słowa i że zwyczajnie gracz o takim potencjale musi prędzej czy później wrócić do prawdziwego grania. Sam dołączałem go do swoich drużyn wielokrotnie w kilku ligach. Niepotrzebnie.

Oczywiście, można było od razu polemizować z wyborem Odoma już w szóstej dziesiątce. Można zauważyć, że nawet w mocno optymistycznych wariantach gracz ten nie miał widoków na nic więcej niż top 50, schowany w obydwu rotacjach za Europejczykami. Ale i z drugiej strony poniżej pewnego poziomu nie zwykł leworęczny weteran schodzić. Aż do minionego sezonu, kiedy to z hukiem spadł na dno. Sądząc po hecach z obrażaniem się na Lakers i konfliktach z Markiem Cubanem – nie tylko sportowe.

Co dalej z Odomem? Ano połączył ostatnio siły w Clippers z Caronem Butlerem, z którym wspólnie zdarzyło im się onegdaj załapać na niejeden headline. Rzecz jasna na okoliczność faktu, że obaj zostali przehandlowani przez Heat do Lakers za  pewnego okazałego gabarytowo jegomościa, a przy okazji całkiem zasłużonego centra w historii ligi. W Clipps obaj dżentelmeni dzielić zapewne będą pozycję niskiego skrzydłowego i gdybym miał któregoś na siłę jesienią brać w drafcie, to pewnie o włos preferowałbym
Lamara. Jakoś tak nadal w niego wierzę. Może po raz ostatni?

57 - Solid As a Rock - CHAUNCEY BILLUPS (110)
58 - Bukkake - JOE JOHNSON (35)
59 - Original Cream Team - DANILO GALLINARI  (52)
60 - Pędzące Imadła - TIM DUNCAN (50)
61 - Hoop Dreams - DAVID WEST (82)
62 - Embraced Embarassment - TY LAWSON (24)
63 - ROOKIES - LUOL DENG (58)
64 - Srogi Rewanż - JAMES HARDEN (20)

stealHardenNie to, żeby się nie zanosiło na mocny sezon brodacza z Oklahomy. Kojarzysz może subtelny, acz zauważalny wzrost roli i minut Hardena po wymianie Greena za Perkinsa? Zapewne, wszak takie drobiazgi nie mogą ujść uwadze czujnego fantasy managera, planującego swoje przyszłe wybory draftowe. Dlaczego zatem tak niska pozycja Hardena w naszym drafcie? Dlatego, że James wspomnianą końcówkę sezonu
2010/2011 rozegrał na bardzo dobry rank top 50, ale w skali sezonu nie awansował wyżej niż top 70. Czyli – wybór z numerem 64 można było uznać za bardzo dobry, ale niekoniecznie spektakularny. Zwłaszcza gdyby wziąć też pod uwagę fakt, że rzucający obrońcy dość często obsuwają się w draftach kosztem centrów
czy rozgrywających (stąd mój dylemat, czy aby nie wyróżnić tu Gortata, Conleya albo Lawsona).

Ale żeby top 20?.. Cóż, od razu analitycy roto rzucili się z porównaniami młodego, efektywnego rezerwowego do pewnego Argentyńczyka ze Spurs. Czy na wyrost? Akurat na potrzeby rozgrywek fantasy chyba już nie. Bezpośrednia rywalizacja w playoffs też na korzyść Thunder…

A że zawalił finały? Słusznie, bierz to pod uwagę, zwłaszcza jeżeli gramy wspólnie!… Aha, i zostaw dla mnie, proszę, także tego orła, co to zawalił poprzednie.

65 - Fokommodores - LUIS SCOLA (150)
66 - Sama-Sama - ANDRAY BLATCHE (275)
67 - Andery - RAYMOND FELTON (143)
68 - Warsaw BTeam - TYREKE EVANS (89)

Puenta? Ależ proszę bardzo, powtarzać mogę jak mantrę, do znudzenia. Owszem, sugeruj się podczas wybierania rankingami za cały poprzedni sezon, ale i ostrożnie zerkaj na wiosenne wybryki młodych talentów. Zwłaszcza, jeżeli zwiększona rola wynikała z naturalnego rozwoju i śródsezonowej zmiany ról w drużynie, a nie wyszczuplenia rotacji na skutek kontuzji,odpoczynku gwiazd przed playoffs czy też nurkowania menedżerów  po draftowe skarby.

W tej rundzie oczywiście nie tylko Harden łapie się na ten przypadek. Czyżby zatem okazała się analiza niniejszej rundy rozdziałem z wyimaginowego, opartego na przykładach podręcznika dla adeptów sportowych gier fantasy?

Zadanie domowe zatem dla Ciebie – wskaż kandydatów do podobnych wyróżnień w przyszłym sezonie.


Podziel się

FANTASY NBA - SUKCESY i PORAŻKI SPRZED SEZONU - CZ.3

środa, 04 lipca 2012 19:01

Sławek Mróz

Odczekałem nieco do momentu, gdy opadnie wrzawa związana z draftem NBA Anno Domini 2012 i na spokojnie już kontynuuję pastwienie się nad wyborami moimi i moich rywali z Ligi Ekspertów, zwane elegancko posezonową analizą fantasy draftu.

W okolicy czwartej i piątej dziesiątki zawsze wydaje mi się być spory wybów graczy o podobnym potencjale. Jak jednak widać na przykładzie trzeciej rundy Ligi Ekspertów (zwanej też od niedawna „Ligą Niezwykłych Dżentelmenów” z powodów, którymi nie warto się tu kłopotać) wybierając o tej porze można zyskać wiele, ale i stracić sporo. Innymi słowy – draftowe realia w pełnej krasie. Mając po dwa, często bardzo solidne budulce w drużynie, mieliśmy szanse wzbogacenie składów o kolejnego bardzo mocnego składu. Niektórym udało się to
znakomicie i pozyskali produkcje pierwszorundowe, inni nieco stracili tu dystans, choć jak pokazał sezon – nie na tyle, by pozwolić się w ten sposób zniechęcić do walki o świetny wynik.

RUNDA III


Dla przypomnienia, poniżej: numer wyboru, nazwa drużyny, nazwisko i w nawiasie ostateczny ranking zawodnika za sezon. Omówienie drugiej rundy tutaj.

35 - Warsaw BTeam - JOAKIM NOAH  (49)
36 - Andery - ANDRE IGUODALA (32)
37 - Sama-Sama - BROOK LOPEZ (234)

Wiem, miałem być wyrozumiały i oszczędzić połamańców. A jednak Lopez to wybór
szczególny. Już nawet niezależnie od problemów zdrowotnych, jego ranking słynniejszego z bliźniaków za poprzedni sezon nie nastrajał optymistycznie, a problemy ze zbiórkami sprawiły, że wkroczył ów gracz w okres lockoutowy ze
sporą czerwoną flagą. A jednak były jeszcze jesienią powody, by wierzyć w bounce back. Były powody by wierzyć, że w pełni zdrowy center, z Deronem Williamsem u boku powróci przynajmniej do formy ze swoich pierwszych sezonów. Sam w to uwierzyłem, kupując Brooka w kiperku. Nie wrócił…

Brook LopezNie wrócił, bo szybko złamał stopę, jeszcze w czasie jednego z meczów przedsezonowych. Nie wrócił też do formy, nawet do pełni sprawności, gdy już doczekał się grania. Ostatecznie zagrał mało i nierówno, zanim zdecydował się odpuścić na dobre.

Taki pech to potężny problem w trzeciej rundzie głębokiej ligi. Potrzeba było świetnych pozostałych wyborów: do tej pory Chris Paul i Serge Ibaka, o następnych jeszcze będzie. Potrzeba było sporo doświadczenia, woli walki i zaangażowania Bartka w sezonie, by zakończyć rywalizację na bardzo wysokim, piątym miejscu. Z jednej strony zatem mamy morał na pozytywną nutę – w każdej sytuacji warto walczyć. Z drugiej: sprawdza się stara maksyma – unikajmy w pierwszych rundach graczy ze znakami zapytania, jeżeli do dyspozycji są gracze
z porównywalnym lub niewiele mniejszym potencjałem, za to dający więcej szans na pełną realizację tego potencjału. A byli tacy do dyspozycji!

38 - fokommodores - DORELL WRIGHT (77)
39 - Srogi Rewanż - JASON KIDD (70)
40 - ROOKIES - ELTON BRAND (45)
41 - EmbracedEmbarrasment - KEVIN GARNETT (15)
42 - Hoop Dreams - KEVIN MARTIN (85)
43 - Pędzące Imadła - CHRIS BOSH (43)
44 - Original Cream Team - ANDREW BYNUM (12)

Hmm… Takie to ze mnie już konsekwentne inaczej stworzenie. Wyżej pastwię się nad wyborem zawodnika, który to wybór nosił znamiona ryzyka. Teraz będę wychwalać wybór również ryzykiem obarczony. Tylko dlatego będę wychwalać, że wybór Bynuma wypalił efektownie, zamiast wypalić w twarz wybierającego.

Center produkujący na poziomie pierwszej rundy, w dodatku w klasycznym dla centra profilu… wiadomo, z mocną skutecznością z gry, zbiórkami, blokami. Skarb. I co z tego, że zawieszony na początku sezonu, skoro przez całą resztę zdrów jak ryba? O dziwo??

Oczywiście, osobna sprawa dotyczy przyszłości Bynuma. Czy pozostanie zdrowy, czy kontuzję będą go nękać nadal, a miniony sezon okaże się wyjątkowym? W jakiej drużynie zagra jesienią? A w jakiej za rok? Mniejsza dziś o to. To problem menedżmentu Lakers i tych z fantasy managos, którzy zapolują na Andrew w ramach budowy składu na przyszły sezon. Dziś dla Maćka, za wybór fantasy franchise playera w trzeciej rundzie śmiało można przyznać niniejsze wyróżnienie.

45 - Bukkake - JRUE HOLIDAY (75)
46 - Solid As a Rock - NENE HILARIO (86)
47 - Z dużą przewagą - MARC GASOL (17)
48 - Florida Pensioners - GREG MONROE (42)
49 - GRB - RAY ALLEN (36)
50 - PI3TR45' Team - KYLE LOWRY (26)
51 - Liczy Sie Wynik - TONY PARKER (64)

I cóż ja mogę naskrobać w podsumowaniu rundy? Jakież mogą być wnioski, skoro obydwa podkreślone wybory równie dobrze mogły skończyć sezon z dokładnie przeciwnymi komentarzami?

Ano mogę… Mogę jeszcze raz podkreślić, że nadal uważam wybór w top 50 za zbyt wczesny, by ponosić świadome ryzyko. I piszę to z pełną świadomością faktu, że sam też zaryzykowałem do pewnego stopnia z Grześkiem Monroe. Zapewne nie dokonałbym takiego wyboru, gdyby nie poprzednicy: Przemek, który wyjął młodszego z braci Gasol, czy Artur, który sięgnął po Nene… Grrrr…

Tak też bywa, że ktoś podkrada Tobie zawodnika, budząc mniej lub bardziej parlamentarne reakcje, a potem okazuje się, że uratował w ten sposób Twój sezon. Podobny fart do negocjowanych wymian, gdzie nie możesz doprosić się gracza, który chwilę później łapie groźną kontuzję. Ale to już temat na inną opowieść.

Niebawem czwarta runda!


Podziel się

FANTASY NBA - SUKCESY i PORAŻKI SPRZED SEZONU - CZ.2

wtorek, 22 maja 2012 18:14

Sławek Mróz

Druga runda i już widać, że coraz więcej się dzieje! Coraz większy rozstrzał, coraz łatwiej o wpadkę, bo gracze jakby mniej pewni, nazwiska nieco mniej spektakularne. Ale i o pierwszo-dziesiątkowy skarb nadal można się pokusić. Zresztą, długo jeszcze będzie można, ale nie uprzedzajmy faktów.

RUNDA II

Dla przypomnienia, poniżej: numer wyboru, nazwa drużyny, nazwisko i w nawiasie ostateczny ranking zawodnika za sezon.

18 - Liczy Sie Wynik - JOSH SMITH (16)
19 - Pi3TR45' Team - RUDY GAY (30)
20 - GRB - AL JEFFERSON (6)
21 - Florida Pensioners - DAVID LEE (34)
22 - Z dużą przewagą - JOHN WALL (87)
23 - Solid As a Rock - MONTA ELLIS (57)
24 - Bukkake - ERIC GORDON (71)
25 - Original Cream Team - BLAKE GRIFFIN (80)
26 - Pędzące Imadła - PAUL PIERCE (25)
27 - Hoop Dreams - DANNY GRANGER (29)
28 - Embraced Embarassment - MANU GINOBILI (47)
29 - ROOKIES - STEVE NASH (66)
30 - Srogi Rewanż - ZACH RANDOLPH (181)Zach Randolph

Tak, miałem się nie znęcać nad połamańcami. Zach Randolph I tak jest już wystarczająco pokrzywdzony. Nie tylko stracił sezon, w którym mógł potwierdzić swą pozycję dominującego podkoszowca. Stracił też szansę na dobry wynik w playoffs, gdzie wraz ze swoimi Grizzlies poległ z utykającymi Clippers. Ale nic to. Zach to twardy facet, w dodatku sowicie za swe ostatnie rozczarowania opłacany, więc mężnie zniesie kolejne rozczarowanie w postaci etykiety busta drugiej rundy naszego draftu. Co innego menedżer, który go wybrał, mający już na koncie wpadkę z rundy pierwszej w postaci Dwighta Howarda. Nic to, w następnych rundach będzie okazja do poprawy!

Sam Zach natomiast w meczach, w których przebywał na parkiecie, też nie błyszczał I nic dziwnego. Uraz wszak należy do poważnych i trudno było spodziewać się szybkiego powrotu do pełnej dyspozycji. Ale nie tylko o pechu możemy tu mówić. Mówić też należy o nieostrożności wybierającego, bo Randolph to jeden z tych zawodników, o których mówiło się, że po długich
letnio/jesiennych wakacjach stawił się na treningi w fatalnej formie i ze sporą nadwagą. Cóż, warto na takie szczegóły zwracać uwagę, wybierając w drugiej rundzie. I daleko mi tu do moralizującego tonu, bo sam popełniłem ten grzech w jednej z lig i zapłaciłem za to ewidentnie najgorszym wynikiem, odkąd gram w fantasy basket. Ot, wielka wtopa.

Zwłaszcza, jeżeli spojrzeć na dwa kolejne wybory.

31 - Fokommodores - PAUL MILLSAP (7)Paul Millsap

Przez chwilę zastanawiałem się, który to jazzy powinien zostać wyróżniony w drugiej rundzie. Jefferson o włos wyżej w rankingu i center, Millsap jedenaście pozycji później brany, a i trzy mecze więcej zagrał. Niech więc będzie Millsap, tylko dlatego, że na jednego zdecydować się muszę.

Bałem się trochę Millsapa wybierać na drafcie, bo nie wiedziałem, w którą stronę powędrują Jazz. Spore istniało ryzyko, że po wyprzedaży pod tytułem Deron Williams pójdą za ciosem i wybiorą młodość, wyprzedając swoich najlepszych zawodników w celu pozyskania nowych wyborów w drafcie oraz poprawienia szans dla własnego. Nic z tych rzeczy. Walczyli do końca ugrali playoffs i wielki szacunek mam dla drużyny z Salt Lake City za to osiągnięcie. Oczywiście, nie byłoby tego sukcesu bez znakomitej gry dwójki podkoszowych.

Czy to oznacza, że za rok zmienię zdanie i po Millsapa sięgnę już w pierwszej rundzie? Pewnie nie, bo znowu będę najdą mnie podobne obawy. Ale póki co to żadna rozterka, wszak latem na rynku transferowym może zdarzyć się bardzo dużo.

32 - Sama-Sama - SERGE IBAKA (11)
33 - Andery - GERALD WALLACE (41)
34 - Warsaw BTeam - RAJON RONDO (96)

Wnioski? Powyżej, w komentarzu dotyczącym Zacha. Ale nie tylko. Warto też pamiętać, że to dopiero druga runda, że nadal dopiero stawiamy podwaliny pod nasz zespół. Dlatego ostrożnie z połamańcami (Gordon) czy prospektami (Wall). Na takich przyjdzie jeszcze pora i oczywiście nie zabraknie im podobnych w kolejnych rundach.

Do zobaczenia w rundzie trzeciej.


Podziel się

FANTASY NBA - SUKCESY i PORAŻKI SPRZED SEZONU - CZ.1

środa, 09 maja 2012 18:15

Sławek Mróz

Pamiętasz.. była jesień… W niektórych ligach nawet dobijało do kalendarzowej zimy, gdy ruszył draft. Mniejsza o konkretny termin jednak. W niniejszym cyklu bardziej interesować nas będą same wybory. Nie po to, by łechtać szczęśliwców, którzy już raz zyskali w postaci dobrego wyniku. Nie po to, by znęcać się nad pechowcami, którzy być może w ten sposób właśnie szanse na dobry wynik sobie zaprzepaścili. Zwyczajnie po to, by wyciągać wnioski. A przynajmniej takie próby będę czynić. Ty też spróbuj. Odkurz ostatnią listę draftową z Twojej ligi i rzuć okiem raz jeszcze.

Ja rzucam okiem na draft Ligi Ekspertów. Zaczynam od pierwszej rundy: numer wyboru, drużyna, nazwisko zawodnika, w nawiasie ranking roto (9 klasycznych kategorii) w basketballmonster.com za miniony sezon. Kto okazał się strzałem w dziesiątkę, kto kompletną wtopą? Będę starał się wymownym milczeniem pomijać tych pechowców, którym kontuzje uniemożliwiły rozegranie większości meczów. Nawet takich, co do których podobne podejrzenia można było mieć już przed sezonem. Skupię się na tych, co to na boisku pozostawali długo, a jednak zawiedli.

RUNDA I


1 - Warsaw BTeam - KEVIN DURANT (1)
2 - Andery - LEBRON JAMES (2)
3 - Sama-Sama - CHRIS PAUL (3)
4 - fokommodores - DERRICK ROSE (27)
5 - Srogi Rewanż - DWIGHT HOWARD (69)

Długo żyłem w przeświadczeniu, że mój wybór Carmelo będzie murowanym faworytem do miana wtopy pierwszej rundy. Ale przecież jest jeszcze niezawodny Howard i legendarny już problem z Dwightem w roto. Nie to, żebym uznał wybór centra Magic (jak dotąd) w pierwszej rundzie za zaskoczenie. Zawsze jest tak, że ktoś się skusi. I często ściąga ów manago na siebie problemy, bo budowa składu roto wokół Dwighta to wąska ścieżka, na której szczególnie trudno się utrzymać podczas klasycznego, wężykowego draftu w siedemnastozespołowej lidze. Do tego problemy zdrowotne, po raz pierwszy…

Owszem, wybór Amare’ też na dziś wygląda jak strzał w stopę. Ja jednak uwypuklam Howarda z dwóch powodów. Po pierwsze – to 5 numer! Kevin Love i Dwyane Wade byli do wzięcia. Po drugie – jako jeszcze jedną przestrogę: ostrożnie z Dwightem w roto!

Dwight Howard

Aha, jeszcze jeden argument, całkiem jakby z innej bajki - cała ta kolejna gwiazdorska saga. A miałem nadzieję, że to jednak z innej gliny lepiony człowiek niż wszystkie Kobosy, LeBrony i Carmelki tego świata.


6 - ROOKIES - KEVIN LOVE (4)
7 - EmbracedEmbarrasment - DWYANE WADE (5)
8 - Hoop Dreams - PAU GASOL (12)
9 - Pędzące Imadła - DERON WILLIAMS (32)
10 - Original Cream Team - RUSSELL WESTBROOK (18)
11 - Bukkake - AMARE STOUDEMIRE (78)
12 - Solid As a Rock - DIRK NOWITZKI (10)
13 - Z dużą przewagą - KOBE BRYANT (19)
14 - Florida Pensioners - CARMELO ANTHONY (41)
15 - GRB - STEPHEN CURRY (15)
16 - PI3TR45' Team - AL HORFORD (35)
17 - Liczy Sie Wynik - LaMARCUS ALDRIDGE (9)

LaMarcus Aldridge

Coś w tym jest, że draft można przegrać w pierwszej rundzie, ale ciężko jest wygrać. Owszem, fajnie jest być wysoko i wybierać największe gwiazdy, ale trudno o jakiś spektakularny skok jakościowy o tej porze. Nieco zatem na siłę wybrałem tu Aldridge’a, bo centra z top 10 niełatwo wyłowić pod koniec rundy. Dlaczego zatem mój wybór jest na siłę? Ano szkoda, że LaMarcus przedwcześnie zakończył sezon.




Wnioski? Nic nowego… Jeżeli nie masz w pierwszej rundzie widoków na pewniaka-gwiazdę, nie szukaj spektakularnego wyboru na dużym ryzyku. Bierz pewnie, tak, by zostawić sobie jak najwięcej możliwości w kolejnych rundach. Coś jak wybór Dirka Nowitzkiego z 12 numerem. Paradoksalnie, gdybym ja zastosował się do tego wniosku, gorzko bym żałował. Rozważałem bowiem właśnie pewny wybór Horforda zamiast Anthony’ego. Na losowe kontuzje jednak niewiele da się poradzić, więc w przyszłości zapewne coraz ostrożniej będę dobierał mojego pierwszego zawodnika. A może w końcu dostanę wybór w top 3??

Do zobaczenia w rozważaniach na temat rundy drugiej…


Podziel się

Czujność do końca, czyli - finiszujemy!

sobota, 07 kwietnia 2012 21:38

Sławek Mróz

Co słychać na Twoim fantasybasketowym froncie? Duże szanse są, że data trade deadline już za Tobą, więc jedynym dostępnym sposobem zagwarantowania własnej drużynie piorunującego finiszu jest aktywność na rynku FA. O ile oczywiście pozostał Tobie do dyspozycji zapas limitu ruchów, jeżeli taki przewidziano w Twojej lidze.

A aktywnym w kwietniu być warto, bo w kwietniu właśnie wielu uznanych weteranów zacznie odpoczywać przed playoffs, a słabsze zespoły też nieoficjalnie podkręcą tempo walki. Tutaj walka toczyć się będzie o przyszłość, czyli możliwie najatrakcyjniejsze wybory najbliższego draftu. Co taka walka oznacza – oczywiście, sadzanie na ławce weteranów. Niezależnie od takich roszad, warto zwrócić uwagę na graczy, którzy zwyczajnie łapią na wiosnę właściwy rytm gry.

JJ BareaJJ Barea (28% zatrudnienia wg Yahoo) wrócił do gry. Co prawda nie oznacza to jednocześnie, że wrócił do pełni zdrowia, ale niewątpliwie czuje się znacznie lepiej niż etatowy starter (pod nieobecność Rubio) Wolves na pozycji rozgrywającego czyli Luke Ridnour. Można zatem względnie bezpiecznie założyć, że JJ zdoła udźwignąć w najbliższym czasie minuty, jakie się dla niego otwierają. A co może ugrać, gdy dostanie minuty, pokazują dwa ostatnie mecze, w których średnio notował 20 punktów, 2.5 trójeczki, 8 zbiórek, 1.5 przechwytu i  11 asyst.

O dziwo nadal mało popularnym zaciągiem jest Courtney Lee (23%). Dlaczego? Kevin Martin ma nadzieję powoli wracać do treningu, ale póki co żal nie skorzystać z gracza obwodowego, który oferuje 1.3 trójeczki, 1.3 przechwytu, 0.7 bloku za ostatnie dwa tygodnie.

Pamiętasz Geralda Greena (17%)? Król wsadów nie zrobił jak dotąd kariery w NBA, że tak się delikatnie wyrażę. Ostatnio jednak dostał szansę i minuty u zdziesiątkowanych Nets. Póki co – z całkiem niezłym skutkiem. Imponuje zwłaszcza skutecznością z gry, jak na swingmana, ale i trójki z przechwytami pomogą, jeżeli szukasz takich kategorii.

Kolejna niespodzianka to Kawhi Leonard – tylko 29% zatrudnienia! A przecież od czasu sprzedaży Ryszarda Jeffersona rolę ma w Spurs istotną, a produkcję od tego czasu w top 80 i silną stronę w postaci kategorii współczynnikowych. Mało tego! W protokołach z meczów San Antonio coraz częściej pojawiać się będzie zapis „DNP – Old”. Kluczowi gracze, choć nie wszyscy w wieku zaawansowanym, będą odpoczywać przed playoffs. Taka tradycja. Można zatem od pierwszoroczniaka spodziewać się bardzo solidnego zakończenia sezonu regularnego.

A może centra potrzebujesz? Nic prostszego. Do wzięcia prawdopodobnie jest Kevin Seraphin z Wizards (24%). Wziąłem w Lidze Ekspertów i póki co nie żałuję. Rzuca sporo i na dobrej skuteczności, przyzwoicie blokuje. Wspomnienie o McGee w Waszyngtonie powoli już się zaciera, Blatche już chyba w tym sezonie nie zasłuży na większy udział w czasie gry. Nene nadal się leczy… A ktoś grać musi.

Poza tym, polecam oczywiście śledzenie informacji o kontuzjach. Z tych najświeższych – Al Jefferson co prawda wymiata, ale i złapał upierdliwy uraz. Oczywiście, grać będzie, dopóki kontuzja pozwoli, ale warto być czujnym, bo facet z żelaza raczej zbudowany nie jest. Gdyby Al miał opuszczać mecze, Derrick Favors może się okazać ciekawym nabytkiem krótkoterminowym. Psują się też Magic, więc jeżeli  Glen Davis (26%) zagościł w Twoim składzie – nie pora jeszcze go wyrzucać.

Tak, nie zarzucaj czujności. Wiem, trudno o czujność pod koniec sezonu, nawet skróconego. Ale jeszcze tylko 19 dni. Naprawdę opłaca się walczyć do końca!


Podziel się

Licznik odwiedzin:  18 725 370  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930






[ Copy this | Start New | Full Size ]






















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18725370

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u

Wyniki ankiety

Czy Golden State Warriors awansują do playoffów?

Tak : 0%
Nie: 0%

Łączna liczba głosów: 0