Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 507 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


FANTASY BASKETBALL ALERT: BRANDON RUSH

wtorek, 27 października 2009 14:45

Sławek Mróz


źródło: ESPN


Gdy kilka dni temu odwiedziłem witrynę FB na Yahoo, dostrzegłem ciekawą informację: Brandon Rush został wyrzucony na waivery w kilkuset ligach! Jako że chwilę wcześniej sam po niego sięgnąłem, ogarnął mnie niepokój. Kontuzja? Szybki rzut oka na profil gracza - żadnej informacji. Może Mike Dunleavy cudownie ozdrowiał i pali się do gry po 35 minut w pierwszej piątce od początku sezonu? Też nie, nadal te same prognozy - uraz daje o sobie znać, Mike może zacznie trenować w listopadzie, a może i nie. Może w tym roku zagra jakieś zauważalne minuty, a może i nie.

Gdzieś czytałem spostrzeżenie, że Pacers nie do końca wierzą w szybki powrót Dunleavy'ego, o czym miałby świadczyć angaż Luthera Heada. Można dyskutować, czy jest to uwaga słuszna, wszak z rotacji ubył też w międzyczasie Jarrett Jack. Faktem jednak jest, że długo jeszcze pozostanie Rush starterem na SG, a minut będzie mieć sporo, bo i sam Head boryka się z urazem.

Statystyki Brandona za cały miniony sezon na kolana nie powalają, ot, mało minut to i zdobycze niewielkie. Ale spójrz na mecze wiosenne, gdy startował, grając średnio przez 35.6 minuty:

 16.9 PPG, 1.9 3PT, 5.2 REB, 0.4 ST, 0.8 BL, 53.1%FG (13.5 FGA), 81.8%FT (0.8 FTA), 1.3 AS, 0.9 TO

OK., zapomnij o skuteczności z gry powyżej 50% przy 1.9 celnych rzutach za 3. Nie znajdziesz statystyk Steve'a Nasha na FA. Załóż sobie przyszłą skuteczność rzędu 46-48% (i tak bardzo przyzwoitą), dodaj pozostałe numerki i po drugiej stronie równania otrzymujesz świetnego kandydata do miejsca w składzie fantasy.

Z całkiem innej beczki - że Golden State Warriors to drużyna, którą należy szczególnie pieczołowicie śledzić, wiadomo nie od dziś. W najbliższym czasie postaraj się jednak poczynić dodatkowo wzmożone obserwacje. Dlaczego? Bo moja „kobieca intuicja" mówi mi, że szykuje się deal.

Co prawda, by poczynić takie spostrzeżenie nie trzeba ani grama kobiecej intuicji, bo Stefek Jackson naciska od dawana, a atmosfera zagęszcza się z dnia na dzień. Mnie zaintrygował inny fakt. Kto bowiem gra (i jaki w tym ma cel) 48 minut zawodnikiem w meczu pre-season? Powód może być moim zdaniem tylko jeden, czyli prezentacja zawodnika, jego talentu i potencjału. Czyżby zatem z Jacksonem (wcześniej rozważałem też Maggette, ale siłą rzeczy Stephen to pierwszoplanowy kandydat), jako zachęta, spakowany miał zostać Morrow?

Dla wielu będzie to teza karkołomna, ale nie wykluczyłbym jej. Phoenix chcieli za Amare' Curry'ego, Warriors podobno wystraszyli się. Może Morrow wystarczy? A jeżeli nie Phoenix, którzy dodatkowo zapewne musieliby otrzymać w paczce przyzwoitego podkoszowa,  to kto? Może Rockets, dysponujący kontraktem wygasającym? Tylko czy sam wygasający kontrakt wystarczyłby? A może... A może Ty uruchom wyobraźnię? Chętnie poczytam...

 




Podziel się:

komentarze (6) | dodaj komentarz

FANTASY BASKETBALL ALERT - DJ AUGUSTIN

piątek, 23 października 2009 16:20

Sławek Mróz



źródło: ESPN


Sezon za pasem, z pewnością masz już za sobą emocjonujący draft. Nie myśl jednak, że możesz spocząć na laurach! Każdego dnia możesz napotkać mniej lub bardziej przyjemną niespodziankę. W każdej chwili możesz zapoznać się z wiadomością, która potencjalnie może odmienić Twe szanse na sukces. Z ostatnich informacji wiadomo już, że uraz nadgarstka, jakiego nabawił się Raja Bell to poważna sprawa. Siłą rzeczy, możemy mówić to o klikumiesięcznej nieobecności podstawowego rzucającego obrońcy Bobcats.

Odruch bezwarunkowy menedżera fantasy to rzut oka na potencjalnych zmienników Bella (niezależnie od zwykłego, ludzkiego odruchu współczucia). A tu mamy co prawda wybór spory - jest pierwszoroczniak Henderson, jest świeżo pozyskany Flip Murray, ale oczywistą wydaje się być  przede wszystkim korzyść w minutach dla DJ Augustine'a. Młody rozgrywający z Charlotte jest dopiero graczem na dorobku, ale Jordanowi z pewnością zależy na jego szybkim rozwoju, wszak Raymond Felton może już najbliższego lata znaleźć nowego pracodawcę.

Zerknijmy na statystyki ubiegłoroczne DJa:

43% FG (przy 8.6 rzutach oddanych), 89% FT (3.2 rzuty oddane), 1.5 trójeczki, 1.9 zbiórki (RB), 3.5 asysty (AS), 1.7 straty (TO), 0.6 przechwytu (ST), 0 bloków (BL), 11.8 punktów (PPG).

Wygląda mało olśniewająco, ale to efekt 26.5 minuty na boisku, więc spróbujmy wyłowić mecze, gdzie Augustin grał powyżej 30 minut, bo taka sytuacja będzie teraz mieć miejsce:

44% FG (12.3 FGA), 93% FT (4.3 FTA), 2.4 3PT, 2.7 RB, 5.1 AS, 1.9 TO, 0.9 ST, 17 PPG.

Lepiej? Z pewnością. Dodaj do tego naturalny progres zawodnika w drugim roku gry w lidze i szybko zajrzyj, czy w Twojej lidze DJ jest dostępny!



Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

FANTASY BASKETBALL: KARUZELA TRANSFEROWA I CO Z NIEJ WYNIKA

niedziela, 11 października 2009 19:09

Sławek Mróz

Tak. Wiem. Obijam się w temacie niniejszych publikacji. I nie usprawiedliwia mnie tu fakt, że muszę wytężać siły na własnych draftach, bo taki Maciek to bierze rewelacyjnie i trzeba próbować dotrzymać mu kroku. A przecież nie jest to proste, zwłaszcza gdy człowiek dowiaduje się, że ważny gracz dwóch moich drużyn ma już w zasadzie sezon z głowy. Dzięki... Ale taki już urok FB. I przecież moją rolą jest ten urok Wam przybliżyć.

Okres draftowy, jak widać, w ligach fantasy rusza z kopyta, czas więc na kolejną porcję sugestii z mojej strony. Jeżeli czekasz z niecierpliwością na swój draft - oto okazja do kolejnego spojrzenia na swoje rankingi. Jeżeli draft jest już za Tobą - nadal analizuj! Łatwiej wówczas o wyszukiwanie potencjalnych pereł wśród zawodników dostępnych z listy free agents. Ba, może nawet pokusisz się o przedsezonową wymianę?

Zawodnik NBA, żeby pojawić się w kręgu zainteresowań nas, czyli managerów fantasy musi, rzecz jasna, poza niewątpliwym talentem i sercem do gry:


- zyskać minuty na boisku. Wiadomo, że gracz spędzający na parkiecie średnio 40 minut na mecz jest potencjalnie pewniejszą inwestycją fantasy niźli ławkowi czy grający minut 28 lub mniej, choć zdarzają się wyjątki.


- pełnić w zespole rolę mającą przełożenie na cyferki w box score'ach. Bo i co z tego, że taki Bruce Bowen spędzał onegdaj na boisku sporo czasu , skoro jego głównym zadaniem było zniechęcanie (nazwijmy to dyplomatycznie)  przeciwników do gry. W podstawowych statystykach trudno szukać ilości złośliwych fauli, nie znam też takiej kategorii w fantasy. Wolę zatem gracza, który w zamian zbierze kilka piłek, trafi czasem do kosza, zaliczy asystę, przechwyt czy blok.


Minuty i rola na boisku to aspekty mocno ulotne, o czym możemy przekonać się niejednokrotnie, choćby przy okazji realnych wymian w NBA. I tu mamy jeden z głównych powodów, by nie do końca przy swoich zaciągach kierować się rankingami statystycznymi z przeszłości.


Oto przykłady zawodników, dla których karuzela transferowa okazać się może łaskawa lub wręcz przeciwnie. Na pierwszy ogień potencjalni beneficjenci, w kolejności przypadkowej:

  •  Channing Frye - powiedzmy sobie uczciwie, Frye w Portland trafił źle. Drużyna naszpikowana wartościowymi wysokimi graczami, poukładana przez Nate'a McMillana. Nie jest łatwo się tu przebić. A może zwyczajnie okazał się Channing nie dość zdeterminowany? Może nie dość utalentowany? W każdym razie - dostał minionego lata szansę na krok milowy w rozwoju swojej kariery. Lepszej szansy wyobrazić sobie nie potrafię. Suns mają znów grać szybko, a po kolejnych ruchach oszczędnościowych są więcej niż ubodzy w podkoszowców. Ba, ze świecą tam szukać w pełni zdrowych wartościowych wysokich graczy. Zatem to jest ten moment na breakout, druga taka okazja może się już nie trafić.
  •  TJ Ford - oto ciekawy przypadek! W zasadzie niby zmienia się wokół Forda niewiele. Ot, uciekł z Indy za pieniędzmi człowiek, który z założenia miał być Forda zmiennikiem. A jednak Jarret Jack okazał się godnym rywalem w walce o minuty i status startera. Sprowadzony w jego miejsce Earl Watson, choć doświadczony i solidny, zdaje się mieć mniej siły przebicia. Czy rzeczywiście? Oceń samodzielnie. Rozważ też, czy problemy zdrowotne TJ'a nie odstraszą Cię. Ale rozważ też potencjalne korzyści płynące ze zwiększonych minut i pewnej pozycji, talent zawodnika, no i szybki styl grania Pacers.
  •  Zachary Randolph - werbując Zacha, mniej więcej będziesz zdawać sobie sprawę z ewentualnych korzyści i ryzyka. Korzyści to oczywiście 20 punktów i 10 zbiórek. Mniej więcej. Często więcej niż mniej. Ryzyko - niesforna natura Randolpha, wielki talent do rozmontowywania chemii w zespole, no i podatność na kontuzje. Nie wiem, szczerze pisząc, na co Chris Wallace liczył kupując Zacha do swojej młodej, pełnej potencjału drużyny. Mam jednak wrażenie, że ów nabytek poszaleje sobie w zbliżającym się sezonie. Także statystycznie. O ile zdrówko pozwoli i o ile w Memphis, zniechęceni nieuchronnymi porażkami, nie postawią z powrotem na młodzież.
  •  Darko Milicic - czyli najkrótszy, składający się z dwóch słów żart z Josepha Dumarsa. Ale i zarazem gracz, który nadal ma coś do zaoferowania lidze NBA. Coś, czego z pewnością brak w Nowym Jorku, czyli defensywę podkoszową. I choć osoby doktoryzujące się z systemu Seven Seconds Or Less twierdzą, że D'Antoni nie potrzebuje, by jego zespół straszył blokiem, zakup Darko zdaje się tej teorii przeczyć. Ano właśnie, Mike D'Antoni - to nazwisko wystarczy, by wcisnąć Serba do owej przykładowej piątki. Nie bezkrytycznie, bo przecież obsada pozycji podkoszowych w Knicks jest mocna i minuty dla zmienników niewielkie, ale przynajmniej warto zwrócić uwagę na Milicicia i jego statystyki, gdy sezon wystartuje.
  •  Ramon Sessions - ooo, to już jeden z tzw. hyped players. Szalał w Milwaukee pod koniec sezonu regularnego, szalał i rok wcześniej, zrywami, korzystając z urazów teammates. W Minnesocie, z którą to drużyną podpisał ostatnio kontrakt, szczególnego bogactwa potencjału nie ma, zwłaszcza na obwodzie. Stąd prognozy, że Ramon odtąd będzie ważnym elementem układanki w teamach fantasy. Oczywiście, są też argumenty tonujące optymizm - Sessions już w Milwaukee miał de facto słabą konkurencję na pozycji (kiepsko broniący Ridnour na pewno nie jest szczególnym pupilem Skilesa), a jednak ciężko było mu przebić się. W Minny będzie mieć obok siebie wysoki wybór w ostatnim drafcie, Jonny'ego Flynna. Obaj nie błyszczą jako strzelcy z dystansu, a skutecznych rzutów za 3 wymagać będą Kevin Love i Al Jefferson. Mimo wszystko możemy tu mówić o potencjale i szansach na breakout year... no i zalecać czujność pod koniec draftu!

W przyrodzie oczywiście równowaga musi być zachowana, i by ktoś zyskał, ktoś winien stracić:


  •  Shaquille O'Neal - sad but true. Stary, dobry Shaq nadal jest bardzo cennym centrem. Ale już nie w fantasy. Pewnie, ostatnio zaskoczył nas pozytywnie, ale to było w Phoenix, gdzie po pierwsze: naprawdę nie miał kto grać zamiast niego pod koszem, po drugie: cele na sezon były jakby inne. W Cleveland do playoffs wejdą z mniejszą lub większą pomocą Shaqa, doświadczona gwiazda nie musi już zatem wkładać maksimum zaangażowania i zdrowia w mecze, które będą bardzo interesować managerów fantasy. Ma też O'Neal pod koszem wsparcie solidnych Zydrunasa Ilgauskasa oraz Andersona Varejao. Ma komfort grania mniejszych minut, a i niekoniecznie w każdym meczu.
  •  Jamal Crawford - prosta sprawa. Crawford w Golden State - Eldorado dla statystyk fantasy - grał dużo. Teraz trafi na ławkę w Hawks, którzy grają w sposób dalece bardziej poukładany (tu, powiedzmy, rzecz do dyskusji), czy też może zwyczajnie - wolniej. Grać będzie zza pleców Mike'a Bibby'ego i Joe Johnsona, więc w sytuacji optymalnej dla Atlanty, czyli bez kłopotów zdrowotnych starterów, oczywiście szansę gry dostanie, nijak jednak nieporównywalną do niemal nieograniczonej swobody, jaką dostał w Nellieball.
  •  Mike Miller - nie będę krył, liczyłem na chłopaka. Liczyłem, że przemknie poza radarem przeciętnego manago, bo ostatni sezon miał przeplatany urazami i zwyczajnie słaby. Liczyłem do czasu, gdy wysłano go do stolicy, wraz z Randy'm Foye, formując dość tłoczną rotację. Cóż, pewnie nadal będę mieć Mike'a na uwadze, bo może mimo wszystko okazać się wartościowym wyborem. Ot, zwróce się ku niemu kilka rund później, o ile będzie jeszcze dostępny.
  •  Rasheed Wallace - z Rasheedem rzecz nie jest czysta i oczywista, bo choć trafia do bardzo mocnego teamu i w bardzo mocny frontcourt, to istnieje kilka nieśmiałych przesłanek za tezą, że w Bostonie dadzą mu pograć. Znowu wszak będzie grać o najwyższe cele, co zazwyczaj sugeruje większe zaangażowanie, Kevin Garnett może być oszczędzany, bo rekonwalescent, a potrzebny będzie wiosną w pełni sił. Bo Perk może nadal miewać problemy z faulami. Bo wreszcie Sheed grozi rzutem z dystansu, a to skarb u wysokich. Dlaczego więc wskoczył na listę? Bo to jednak nie Detroit, gdzie był kluczowym graczem. Bo i nie rok kontraktowy, choć to już całkiem inna historia.
  •  Andre Miller - pierwsze letnie doniesienia z Oregonu brzmiały groźnie. Otóż Nate McMillan miał ponoć widzieć swojego nowego podopiecznego w roli ławkowicza! Doświadczonemu rozgrywającemu nie pomógł też fakt, że zawalił testy kondycyjne i skierowany został na dodatkowy cykl treningowy. I jakkolwiek można spodziewać się, że sporej klasy gracz, jakim jest 'Dre, wywalczy przyzwoite minuty, z pewnością może już zapomnieć o swobodzie, jaką dysponował w Philly. Tym bardziej, że Blazers zdawali się ostatnio dobrze czuć z walorami Blake'a jako startera na pozycji point guard. A tych akurat walorów (przyzwoita defensywa i skuteczny rzut z dystansu) Millerowi nie mogą przypisać nawet najbardziej zagorzali fani.

Jak już pisałem, kolejność w powyższych wyliczankach jest zdecydowanie przypadkowa. Ba, z pewnością sami znajdziecie równie dobrych lub lepszych kandydatów. I właśnie o to chodzi! Najbardziej dociekliwych analityków zapraszam do komentarzy, chętnie poznam Wasze typy i uzasadnienia.

A na koniec - tych z Was, którzy już wiedzą, że chcą zagrać, tylko nie wiedzą jeszcze, gdzie i z kim - zapraszam do ligi fb3 na grupie pl.rec.sport.koszykowka



Podziel się:

komentarze (8) | dodaj komentarz

FANTASY MOCK DRAFTS

wtorek, 22 września 2009 19:47

Sławomir Mróz

No! Mamy wreszcie dostęp do zabawy, którą tygrysy lubią najbardziej, czekając na zbliżający się sezon fantasy. Yahoo udostępnił mock drafts. Co prawda nieco ograniczone w ustawieniach w porównaniu do ubiegłorocznych narzędzi espn, ale i tych, mam nadzieję, niebawem przyjdzie nam się doczekać.

Poniżej prezentuję wyniki takiego testowego draftu H2H na 12 zespołów, z własnymi komentarzami, za które moi rywale z pewnością mnie ozłocą... Wraz ze mną wybierali też Lorak (Jahwe, 3 pick) i Bartek, z którymi przyjdzie potykać mi się w sezonie. Chłopaki, zapraszam do komentowania swoich wyborów!

Wszystkich natomiast zapraszam bo testowania. Każda taka sesja testowa pozwala poczuć atmosferę draftu fantasy. Poczuć presję czasu i własnych dylematów. Poczuć rozżalenie, czy wręcz wściekłość, gdy po kolei znikają „ze stołu" gracze, na których polujesz. Nieocenione doświadczenie, które zaprocentuje, gdy przyjdzie Ci wybierać w ramach Twojej ligi.


Round 1
(1) joejoe armani - LeBron James (Cle - SF)
(2) Penny P - Dwyane Wade (Mia - PG,SG)
(3) jeahwe - Chris Paul (NO - PG)
(4) adeel - Kobe Bryant (LAL - SG)
(5) 206 - Dirk Nowitzki (Dal - PF)
(6) jayceegarcia - Kevin Durant (OKC - SG,SF)
(7) Lauren - Dwight Howard (Orl - C)
(8) slawekmroz - Danny Granger (Ind - SG,SF)
(9) speiroxaitis - Chris Bosh (Tor - PF,C)
(10) bartek - Amar'e Stoudemire (Pho - PF,C)
(11) Luiz - Pau Gasol (LAL - PF,C)
(12) lawrence a - Brandon Roy (Por - PG,SG)

Round 2
(1) lawrence a - Kevin Garnett (Bos - PF)
(2) Luiz - Al Jefferson (Min - PF,C)
(3) bartek - Jose Calderon (Tor - PG)
(4) speiroxaitis - Deron Williams (Uta - PG)
(5) slawekmroz - Chauncey Billups (Den - PG)
(6) Lauren - Tim Duncan (SA - PF,C)
(7) jayceegarcia - Steve Nash (Pho - PG)
(8) 206 - Caron Butler (Was - SG,SF)
(9) adeel - Devin Harris (NJ - PG)
(10) jeahwe - Andre Iguodala (Phi - SG,SF)
(11) Penny P - Antawn Jamison (Was - SF,PF)
(12) joejoe armani - Joe Johnson (Atl - PG,SG)


Mój wybór w pierwszej rundzie to oczywista oczywistość. Granger obsunięty do ósmego picka to świetny fundament pod nowobudowany zespół. Bardzo wszechstronny, oferuje statystyki defensywne, zwłaszcza bloki od zawodnika z przypisaną pozycją SG (Yahoo) cieszą. Miał problemy z kolanem, ale podobno to już historia.

Billups może i wysoko, ale i nie chodziło w tej rundzie o zdobycie najlepszego możliwego gracza. Tu należało, w mojej ocenie, zdobyć pierwszoligowego rozgrywającego, bo do mojego następnego wyboru żaden z takich by nie dotrwał. I faktycznie nie dotrwał, nie licząc Arenasa, ale osobiście nie jestem przekonany, czy Arenas to wymarzony PG dla mojego zespołu. Dlaczego akurat Chauncey? Bo chyba najpewniejszy z dostępnych. Nie byłbym jednak niepocieszony, gdybym w zastępstwie dopisał tu sobie do składu choćby Nasha czy Kidda.


Round 3
(1) joejoe armani - Jason Kidd (Dal - PG)
(2) Penny P - Paul Pierce (Bos - SG,SF)
(3) jeahwe - Brook Lopez (NJ - PF,C)
(4) adeel - Carmelo Anthony (Den - SF)
(5) 206 - Gerald Wallace (Cha - SF,PF)
(6) jayceegarcia - David West (NO - PF)
(7) Lauren - Vince Carter (Orl - SG,SF)
(8) slawekmroz - Ray Allen (Bos - SG)
(9) speiroxaitis - Emeka Okafor (NO - PF,C)
(10) bartek - Gilbert Arenas (Was - PG)
(11) Luiz - Josh Smith (Atl - SF,PF)
(12) lawrence a - Kevin Martin (Sac - SG)

Round 4
(1) lawrence a - Shawn Marion (Dal - SF,PF)
(2) Luiz - Jason Richardson (Pho - SG,SF)
(3) bartek - Marcus Camby (LAC - PF,C)
(4) speiroxaitis - Derrick Rose (Chi - PG)
(5) slawekmroz - Andrea Bargnani (Tor - PF,C)
(6) Lauren - Troy Murphy (Ind - PF,C)
(7) jayceegarcia - Elton Brand (Phi - PF,C)
(8) 206 - Rashard Lewis (Orl - SF,PF)
(9) adeel - LaMarcus Aldridge (Por - PF,C)
(10) jeahwe - Rajon Rondo (Bos - PG)
(11) Penny P - Carlos Boozer (Uta - PF,C)
(12) joejoe armani - Baron Davis (LAC - PG)

 

Zarówno Ray Allen jak i Bargnani mogą zostać uznani za wziętych przedwcześnie. Zwłaszcza fani Agenta 0 aka Hibachi, czy jak Gilbert tam się teraz tytułuje będą zniesmaczeni moją taktyką. A jednak, wybrana przeze mnie czwórka na tym etapie wyglądała na żelazną realizację strategii small-ball. Ba, może nawet rozszerzonej o otwartą furtkę do ataku na bloki, zakładając, że Włoch całkowitym ignorantem w tej dziedzinie nie jest, Granger blokuje świetnie jak na gracza obwodowego, a w końcówce draftu zazwyczaj można dozbroić się specjalistami w tej kategorii. I tak było do czasu ...


Round 5
(1) joejoe armani - Manu Ginobili (SA - SG)
(2) Penny P - Nene Hilario (Den - PF,C)
(3) jeahwe - Kevin Love (Min - PF,C)
(4) adeel - Stephen Jackson (GS - SG,SF)
(5) 206 - Monta Ellis (GS - PG,SG)
(6) jayceegarcia - Jameer Nelson (Orl - PG)
(7) Lauren - Andris Biedrins (GS - C)
(8) slawekmroz - David Lee (NY - PF,C)
(9) speiroxaitis - Charlie Villanueva (Det - SF,PF)
(10) bartek - Anthony Randolph (GS - PF)
(11) Luiz - Tony Parker (SA - PG)
(12) lawrence a - Mehmet Okur (Uta - PF,C)

Round 6
(1) lawrence a - Michael Redd (Mil - SG,SF)
(2) Luiz - Andre Miller (Por - PG)
(3) bartek - Greg Oden (Por - C)
(4) speiroxaitis - Luis Scola (Hou - PF,C)
(5) slawekmroz - Al Horford (Atl - PF,C)
(6) Lauren - Rudy Gay (Mem - SF,PF)
(7) jayceegarcia - Al Harrington (NY - PF,C)
(8) 206 - O.J. Mayo (Mem - SG)
(9) adeel - Hedo Turkoglu (Tor - SG,SF)
(10) jeahwe - Andrew Bynum (LAL - C)
(11) Penny P - Ben Gordon (Det - SG)
(12) joejoe armani - Mo Williams (Cle - PG)

 

... gdy na GG nie otrzymałem „życzliwej porady" od Bartka, że niby kto ma u mnie zbierać? I nawet nie to, że jakoś mocno zachwiała owa pogawędka moją pewnością siebie. Ba, może i nawet ją zwiększyła, bo pomyślałem sobie tak: w małych statystykach jestem mocny (z naciskiem na trójki), może faktycznie dozbroić nieco zbiórki i FG? Błąd! To H2H, nie roto. I powinienem był się trzymać obranej strategii. A kogo powinienem był wybrać? Pięknie jest to pokazane, wniosek zostawiam Tobie w ramach zadania domowego. No i kolejny wniosek - nie zawsze warto wdawać się w trash talking podczas draftu.


Round 7
(1) joejoe armani - John Salmons (Chi - SG,SF)
(2) Penny P - Spencer Hawes (Sac - PF,C)
(3) jeahwe - Blake Griffin (LAC - SF,PF)
(4) adeel - Andrew Bogut (Mil - C)
(5) 206 - Mike Bibby (Atl - PG)
(6) jayceegarcia - Paul Millsap (Uta - SF,PF)
(7) Lauren - Leandro Barbosa (Pho - PG,SG)
(8) slawekmroz - Tyrus Thomas (Chi - SF,PF)
(9) speiroxaitis - Russell Westbrook (OKC - PG)
(10) bartek - Trevor Ariza (Hou - SF)
(11) Luiz - J.R. Smith (Den - SG,SF)
(12) lawrence a - Eric Gordon (LAC - SG)

Round 8
(1) lawrence a - Jeff Green (OKC - SF,PF)
(2) Luiz - Jason Thompson (Sac - SF,PF)
(3) bartek - Andrei Kirilenko (Uta - SF,PF)
(4) speiroxaitis - Ramon Sessions (Min - PG,SG)
(5) slawekmroz - Jason Terry (Dal - PG,SG)
(6) Lauren - Rasheed Wallace (Bos - PF,C)
(7) jayceegarcia - T.J. Ford (Ind - PG)
(8) 206 - Zach Randolph (Mem - PF,C)
(9) adeel - Corey Maggette (GS - SF,PF)
(10) jeahwe - Marc Gasol (Mem - C)
(11) Penny P - Boris Diaw (Cha - SF,PF)
(12) joejoe armani - Lamar Odom (LAL - SF,PF)

 

O, i popatrzcie, jak pięknie mogło być! JET to skarb do strategii small-ball. Może i będzie ściśnięty, ale na ósmą rundę powinien naprodukować. A Tyrus, choć head-case, to kolejny punkt zaczepienia w temacie bloków.


Round 9
(1) joejoe armani - Josh Howard (Dal - SG,SF)
(2) Penny P - Richard Jefferson (SA - SF)
(3) jeahwe - Tracy McGrady (Hou - SG,SF)
(4) adeel - Brad Miller (Chi - C)
(5) 206 - Ron Artest (LAL - SG,SF)
(6) jayceegarcia - Wilson Chandler (NY - SG,SF)
(7) Lauren - Mike Conley (Mem - PG)
(8) slawekmroz - Thaddeus Young (Phi - SF,PF)
(9) speiroxaitis - Courtney Lee (NJ - SG,SF)
(10) bartek - Michael Beasley (Mia - SF,PF)
(11) Luiz - Shaquille O'Neal (Cle - C)
(12) lawrence a - Chris Kaman (LAC - C)

Round 10
(1) lawrence a - Marvin Williams (Atl - SF,PF)
(2) Luiz - Francisco Garcia (Sac - SG,SF)
(3) bartek - Luol Deng (Chi - SG,SF)
(4) speiroxaitis - Nenad Krstic (OKC - PF,C)
(5) slawekmroz - Mario Chalmers (Mia - PG)
(6) Lauren - Jamal Crawford (Atl - PG,SG)
(7) jayceegarcia - Jermaine O'Neal (Mia - C)
(8) 206 - Joakim Noah (Chi - PF,C)
(9) adeel - Chris Duhon (NY - PG)
(10) jeahwe - Tyreke Evans (Sac - PG,SG)
(11) Penny P - Allen Iverson (Mem - PG,SG)
(12) joejoe armani - Richard Hamilton (Det - SG,SF)

 

Chalmers mi się podoba, pasuje do oryginalnej koncepcji, wzmacniając mnie nie tylko w trójkach, gdzie i tak czuję się komfortowo, ale i w przechwytach, co ważne. Młodego Tadeusza w sumie nie wiem, po co brałem... Owszem, ma chłopak potencjał, jest wszechstronny i powinien się odnaleźć niezależnie od kierunku, w jakim pójdzie teraz Philly. Mimo to dużo bardziej w tym miejscu podobałby mi się Garcia, mocno niedoceniany w większości mocków i analiz, nie mam pojęcia dlaczego. Może właśnie mój błąd wynikał z faktu, że Franek zbyt głęboko siedział w rankingach Yahoo, na podstawie których można było dokonywać wyborów i zwyczajnie go przeoczyłem w ferworze draftu.


Round 11
(1) joejoe armani - Mike Miller (Was - SG,SF)
(2) Penny P - Chris Andersen (Den - PF,C)
(3) jeahwe - Tyson Chandler (Cha - C)
(4) adeel - Al Thornton (LAC - SF,PF)
(5) 206 - Peja Stojakovic (NO - SG,SF)
(6) jayceegarcia - Rodney Stuckey (Det - PG,SG)
(7) Lauren - Tayshaun Prince (Det - SF,PF)
(8) slawekmroz - Shane Battier (Hou - SF)
(9) speiroxaitis - Louis Williams (Phi - PG,SG)
(10) bartek - Samuel Dalembert (Phi - C)
(11) Luiz - Jonny Flynn (Min - PG,SG)
(12) lawrence a - Ronnie Brewer (Uta - SG,SF)

Round 12
(1) lawrence a - Larry Hughes (NY - SG,SF)
(2) Luiz - Kenyon Martin (Den - PF)
(3) bartek - Nate Robinson (NY - PG,SG)
(4) speiroxaitis - Chris Wilcox (Det - PF,C)
(5) slawekmroz - Anderson Varejao (Cle - PF,C)
(6) Lauren - Mike Dunleavy (Ind - SG,SF)
(7) jayceegarcia - Udonis Haslem (Mia - PF,C)
(8) 206 - Brandon Rush (Ind - SG,SF)
(9) adeel - Jarrett Jack (Tor - PG,SG)
(10) jeahwe - Raymond Felton (Cha - PG,SG)
(11) Penny P - Delonte West (Cle - PG,SG)
(12) joejoe armani - Brendan Haywood (Was - C)

 

Shane Battier nie należy z pewnością do tzw. sexy picks, ot, doceniany jest przez niektórych (w tym - mnie) ze względu na dość ciekawą kombinację dostarczanych statystyk. Zważywszy na ostatnie problemy Houston - miło, że czekał na mnie o tej porze. Wybór Varejao to po części pokłosie pomysłów z Lee i Horfordem, a po części kwestia estetyki - aplikacja draftowa przypisała mi Bargnaniego do pozycji PF i Lee do F, skutkiem czego na rozpisce pozycji miałem zapełniony tylko jeden slot centra. Brazylijczyk optycznie zapełnił drugi (wieeem, głupi powód, ale to tylko testy), poza tym, skoro będzie zarabiać tak ciężkie pieniądze, to może i kilka minut dostanie, więc w 12 rundzie, szacując po spodziewanej wartości, pomyłką być nie musi. Mimo to powinienem był zainteresować się tu Feltonem.


Round 13
(1) joejoe armani - Zydrunas Ilgauskas (Cle - C)
(2) Penny P - Aaron Brooks (Hou - PG)
(3) jeahwe - Yi Jianlian (NJ - PF)
(4) adeel - Kendrick Perkins (Bos - C)
(5) 206 - Grant Hill (Pho - SG,SF)
(6) jayceegarcia - Darko Milicic (NY - PF,C)

(7) Lauren - Antonio McDyess (SA - PF,C)
(8) slawekmroz - Kirk Hinrich (Chi - PG,SG)
(9) speiroxaitis - Jordan Hill (NY - SF,PF)
(10) bartek - Randy Foye (Was - PG,SG)
(11) Luiz - Rudy Fernandez (Por - PG,SG)
(12) lawrence a - Jamario Moon (Cle - SF)

 

Hinrich zasadniczo potencjał ma dalece wyższy, niźli 13 runda. Dlaczego się ostał - wiadomo. To już nie jest kluczowy PG Bulls i ogólnie w rotacji ma ciasno, choć Gordon odszedł, a Deng do najzdrowszych nie należy. Wybór jest zatem z gatunku strzału w ciemno, ale przecież to ostatnia runda. Jeżeli nie wypali - płakać nie należy, bo horda free agents będzie mnie błagać o zatrudnienie już u progu nadchodzącego sezonu!



Podsumowując - tak jak pisałem już kiedyś, po drafcie człowiek przeważnie czuje się zadowolony. Co prawda mój team bardziej podobałby mi się w roto, na skutek braku konsekwencji w realizowaniu strategii. Mimo to uważam, że kilku graczy pozyskałem mocno poniżej mojej wyceny, a że inicjować wymiany lubię, dałoby się z takim zestawem graczy powalczyć.

Zachęcam Was do zabawy i podzielenia się własnymi trzynastkami. Nie zapomnijcie tylko dodać informacji na temat ustawień ligi!


Podziel się:

komentarze (36) | dodaj komentarz

FANTASY DRAFT

poniedziałek, 14 września 2009 13:24

Sławomir Mróz


A więc jednak połknąłeś haczyk! Cóż... Moje gratulacje! Czeka Cię świetna zabawa, być może trwająca latami. Bo tak to już jest, że każdy facet ma coś z dziecka (jeżeli jesteś dziewczyną, pozwól mi podnieść szczękę z podłogi i witaj w klubie). I z tą zabawą jest tak, że nie wciąga Cię powolutku. Ta zabawa rzuca Cię na głęboką wodę od razu, na samiutkim początku.

Zaczynasz bowiem od szeroko zakrojonych starań, by Twoja drużyna rzeczywiście stała się drużyną, a nie pustą nazwą. Zaczynasz od wyboru graczy w drafcie. A draft to spore wydarzenie. Dla jednych niezmiernie stresujące, co skutkuje nieobliczalnymi decyzjami. Dla innych draft to fascynujący wieczór (zazwyczaj), najciekawsze wydarzenie sezonu, które mogliby powtarzać niemalże co miesiąc.

Jak sprawić, by draft przyniósł Tobie same pozytywne emocje, a poczynione wybory nie skomplikowały nadchodzącego sezonu już u jego progu? Oczywiście jedyny sposób, to poczynić należyte przygotowania. Jasne, znam legendy o wymiataczach fantasy, którzy w pociągu, w drodze na draft live, naprędce, na kolanie, ołówkiem na pogniecionym skrawku kartki, pomiędzy drugim a trzecim wypitym piwem układali sobie ranking i strategię wybierania, a potem wracali do domu ze świetnie dobranym rosterem. Znam, ale nie polecam. Zwłaszcza na początek!

Ty zacznij od własnego, przemyślanego rankingu, dostosowanego do rozmiaru ligi i zasad punktowania, w oparciu o statystyki ubiegło sezonowe, ale z uwzględnieniem produkcji wcześniejszej, transferów, podatności na kontuzje, wieku i potencjału. Oczywiście, wszystkie powyższe to już kwestia do indywidualnego oszacowania, ale spokojnie, poradzisz sobie! A jako że Twój ostateczny ranking, właśnie z powodu subiektywnych korekt, różnić się będzie od rankingów rywali - możesz optymistycznie liczyć, że kilku graczy pozyskasz znacznie poniżej Twojej wyceny, co niewątpliwie poprawia humor. Na jak długo? Zazwyczaj do czasu startu sezonu (chyba, że naprawdę dobrze wybrałeś) albo do czasu pojawienia się newsów o kontuzjach (tu już nie ma reguły, choć oczywiście można ryzyko ograniczyć, unikając na drafcie wybierania notorycznych złamasów).
Wracając do rankingów - najlepiej utwórz pierwszą wersję na kilka tygodni przed dniem draftu i zerkaj na listę przynajmniej raz w tygodniu, nanosząc ewentualne korekty.

Rzecz jasna, ranking to nie wszystko. Z pewnością zdarzą się na drafcie sytuacje, w których przyjdzie Tobie sięgać po gracza innego niż, jak to pisują w poradnikach, BPA, czyli Best Player Available. Jak często? To już zależy od formatu punktowania (przypomnienie uproszczone z poprzednich odcinków - fantasy points, roto lub H2H), strategii czy nawet zwykłej troski o skompletowanie składu w oparciu o zestaw wymaganych pozycji.

Nie jest bowiem dobrym pomysłem uzbierać trzynastu point guards w sytuacji, gdy potrzebujesz przynajmniej dwóch centrów, trzech skrzydłowych i  choć jednego rzucającego obrońcę. Bywały i bliskie temu kuriozum przypadki, zazwyczaj na skutek wyborów automatycznych z listy preferencji. Pechowcy tacy musieli mocno prawować nad wymianami w sezonie, co oczywiście zmusza do wyprzedaży swoich graczy po preferencyjnych cenach.

Póki co jednak ustalmy, że problem nas nie dotyczy. Usadawiamy się wygodnie w fotelu, ranking w Excelu, czy innym dogodnym formacie pod ręką, odhaczamy się na liście obecności i rozpoczynamy pierwszą rundę. Dla uproszczenia zakładam, że to draft on-line za pomocą specjalistycznego apletu, względnie narzędzie typu IRC. Jeżeli draftować będziesz na forum - sprawa jest jeszcze prostsza, bo i czasu do namysłu zazwyczaj więcej.

Być może jesteś szczęśliwcem z jednym z pierwszych dwóch wyborów w ręku. Jeżeli tak - gratuluję luksusu. LeBron James lub Chris Paul trafia w Twe ręce i trudno dziś nawet w przybliżeniu oszacować, który z nich będzie wyborem lepszym. Jeżeli wybierasz z dwójeczką, dylemat Ciebie nie dotyczy, ot, wskazujesz na tego, który pozostał. Jeżeli z jedynką - kieruj się sympatią lub, co brzmi lepiej, strategią! W jaki sposób? Wiadomo, że PG to kluczowa pozycja w systemach roto, zwyczajnie wypada mieć tu gracza tzw. first-tier, czyli z najwyższej półki. Jeżeli nie chcesz zdać się tu na kolejne wybory i czekać gryząc nerwowo paluchy, czy aby którykolwiek mocny PG pozostanie do dyspozycji, gdy wybierać będziesz ponownie (a kawał czasu do tego momentu upłynie) - bierz Paula. A w kolejnych wyborach szukaj centrów, bo to dobro rzadkie i warto zapewnić sobie jak najszybciej, przynajmniej w ilościach sztuk 1.

Może się też zdarzyć tak, że mniej martwisz się o pozycje, za to zdecydowałeś się postawić na jedną ze strategii, popularnych zwłaszcza w H2H, choć skutecznych także w klasycznym roto. Zarówno small-ball jak i big-ball, aby przyniosły sukces, wymagają silnych statystyk w jednej wspólnej kategorii - punktach. Strzelców najlepiej szukać w pierwszych rundach... A zatem...?

Oczywiście statystyka mówi, że możesz nie mieć szansy na żadnego z powyżej wymieniowych. Szkoda, ale nic straconego. Nadal możesz pozyskać wartościowego gracza w rundzie pierwszej, za to w drugiej wybierać będziesz wcześniej, więc możesz szybko dorobić się pary silnych „lokomotyw". Jeżeli bierzesz pod koniec rundy - masz przykładowo szansę na pozyskanie w dwóch kolejnych pickach duo centrów typu Gasol - Bosh, w kilka sekund zapewniając sobie obsadę na tej niełatwej pozycji.

Co dalej? Osobiście staram się do okolic piątej/szóstej rundy wybierać pewniaków, raczej zdrowych, o uznanej reputacji fantasy w poprzednich sezonach. Pozycja gra tu rolę mniejszą, oczywiście, preferuję centrów, bo o centrów generalnie niełatwo, ale tylko w przypadku, gdy mam do wyboru dwóch porównywalnych co do potencjalnej produkcji kandydatów. Wyjątek ostatnio robiłem dla LaMarcusa Aldridge'a (i to dwukrotnie) i decyzje te owocowały salwą mniej lub bardziej złośliwych komentarzy. Czy skuszę się w tym roku ponownie? Nie wiem, bo rotacja w Portland ciasna, ale z drugiej strony - wiem, że jest na chłopaka popyt przy okazji wymian fantasy i niezłe interesy robiłem sprzedając go w sezonie!

Druga połowa draftu to dla mnie czas na szukanie „wynalazków" (popularni sleepers). Nie na sztywno. Wszak w roto sporo jeszcze może być dostępnych uznanych, pewnych specjalistów, ratujących konkretne kategorie. A i w fantasy points zdarzają się obsuwy, jako że wielu menedżerów etap sleeperów zaczyna znacznie wcześniej. Zasadniczo - w fantasy points od tej pory sprawa jest już prosta - zaczyna powoli brakować kandydatów, którzy w poprzednim sezonie znacząco przekraczali produkcję osiągalną w sezonie z listy free agents (a przy tym zdolnych obecnie zrobić na boisku więcej niźli jeden stabilny krok). Pora więc postawić na graczy, którzy dają nadzieję na znaczący progres. W roto/H2H - oczywiście też warto po prospekty sięgać, ale nie bezkrytycznie. Zwracajmy uwagę na silne/słabe kategorie kandydata tak, by nie zepsuć sobie wyborem dotychczasowej strategii. Nie zniwelować przewag wcześniej wypracowanych, nie pogłębiać słabych stron (o ile nie postanowiliśmy odpuścić danej kategorii całkowicie, na korzyść pozostałych, tzw. tankowanie), wreszcie - nie budować nadmiernej przewagi (w moich kręgach nazywanej wdzięcznie z angielska „overkill"), bo i po co?

Czego jeszcze przestrzegam? Żeby nie przesadzać z ilością pozyskanych graczy kontuzjogennych, a jeżeli już na takiego się decyduję, dbam, by jego wybór dobrze rekompensował spodziewaną produkcją nieodłączne ryzyko. Tylko raz zdarzyło mi się odejść od tej zasady, na drafcie licytowanym. Ceny połamańców były w mojej ocenie bardzo atrakcyjne, uzbierałem zatem team bogaty w uznane nazwiska i w efekcie zwycięski. Mimo to, wybieranie w ten sposób to trochę jak gra w totolotka, bo przecież pełny, osiemdziesięciodwumeczowy sezon Barona Davisa na poziomie top 10 to prawdopodobieństwo niewiele większe niźli wygrana przy kumulacji. A już przed nami fachowcy od inwestowania przekonali się, że aktywa w portfelu warto dywersyfikować! Co niniejszym polecam...

Na koniec odcinka kilka ważnych informacji - na
www.mockdraftcentral.com możecie zapisać się na wirtualny draft i poznać atmosferę tego wydarzenia, choć w drobnej pigułce. Poza tym - ruszyły zapisy do nowego sezonu na pl.rec.sport.koszykowka, jak zwykle z wątkami pobocznymi. Zapraszamy zdeterminowanych!



Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

PODSTAWY FANTASY BASKETU - FORMAT H2H

poniedziałek, 24 sierpnia 2009 23:05

Sławek Mróz


Ufff, dziś nie będzie łatwo!

Nie będzie łatwo, bo po pierwsze, wpisy dotyczące suchych zasad gry z pewnością nie są dla Was wyjątkowo pasjonującą lekturą, choć staram się je urozmaicać na różne sposoby. Dobra wiadomość jest taka, że to już ostatni... Chyba... W komentarzach znalazłem postulat, by przybliżyć Wam nieco atmosferę draftu. Będzie odcinek poświęcony draftom, tylko i wyłącznie. Póki co zapraszam do zapoznania się z dwoma przykładami draftów typu forum: z RealGM oraz e-basketu, zaproponowanymi przez moich rywali fantasy, Krzyśka i Bartka. Warto zajrzeć.

Nie będzie też dziś łatwo, bo do formatu H2H (head to head) osobiście nie mogę się przekonać. Trudno mi więc napisać tekst, którym pomógłby Tobie obiektywnie spojrzeć na taki sposób rywalizacji. Spróbuję, mimo wszystko.

Powody, dla których nie polubiłem H2H na gorąco, po zakończeniu mojego pierwszego i jedynego, jak dotąd sezonu w tym formacie, wrzuciłem na grupę pl.rec.sport.koszykowka jakiś czas temu. Dziś robię zaciągi do drużyny, która ma walczyć o najwyższe cele w lidze PASPN, która też jest H2H, choć innego rodzaju, o czym za chwilę. Jako punkt wyjścia miałem do dyspozycji wiosenny skład Toronto Raptors, sam(a) zatem widzisz, że do pozamiatania było sporo!

Wspomniałem, że sama sucha informacja, iż liga gra H2H nie wyjaśnia wszystkiego. Cóż bowiem oznacza termin „head to head"? Oznacza rywalizację w parach, w okresach tygodniowych. Co tydzień Twojej drużynie przypisany zostaje jeden z rywali, z którym to rywalem walczysz o zwycięstwo. W jaki sposób? No właśnie... Zazwyczaj statystyki zliczane są analogicznie do systemu roto, jednak nie jest to reguła. Wzmiankowana wyżej liga PASPN opiera się na kombinacji H2H i fantasy points, zliczanych w dość tajemniczy, póki co, dla mnie sposób.

W tym drugim przypadku zasady owej tygodniowej rywalizacji są proste - wygrywa team, który uzbiera więcej fantasy points w danym tygodniu. W przypadku H2H opartego na roto - wygrasz rywalizację jeżeli okażesz się lepszy od przeciwnika w większości ze zliczanych kategorii statystycznych.

Przykład? Rywalizacja w 9cat, dysponujesz teamem pełnym świetnych graczy obwodowych, wygrywasz zatem: PPG, FT, 3PT, asysty i przechwyty. Przegrywasz FG, zbiórki, bloki i straty. W efekcie 5:4 na Twoją korzyść. Ważna informacja - w H2H nie ma czegoś takiego, jak odgórnie narzucony limit meczów. Oczywiście, dysponujesz określonym limitem slotów startowych każdego dnia... i tyle... Wystawiać możesz każdego gracza, który zdolny jest ustać na własnych nogach... Możesz pobierać z listy free agents (lub pozyskiwać w wymianach) graczy, którzy akurat mają sprzyjający (czytaj: gęsty) terminarz. Taktyk walki jest sporo.

A wszystko po to, by pod koniec sezonu znaleźć się wśród szczęśliwców, którzy zakwalifikowali się do playoffs. Playoffs czyli, jak pisałem w wątku grupowym, moim zdaniem loteria. Coś jak rzuty karne w piłce... albo i gorzej! Jeżeli cenisz sobie rywalizację w trybie „socjalistycznym", w której Dawid względnie łatwo może pokonać Goliata, znalazłeś właśnie format dla siebie.  O tym, że aspekt „wyrównanych szans" jest tu mocno pozorny pisałem tam też... Co kto lubi.


Zasady playoffs są podobne do tych z regularnego sezonu h2h - rywalizujesz w każdym z tygodni z innym zespołem, według rozstawienia z rankingu po zakończeniu pierwszego etapu. Przegrywający rywalizację tygodniową w playoffs odpada, zwycięzca gra dalej. Aż do wielkiego finału.

No i po bólu. Nudną część z suchymi zasadami mamy z głowy, teraz napięcie będzie już tylko rosnąć! Spróbuję wprowadzić Cię do analiz przeddraftowych, spróbuję podpowiedzieć, na jakich graczy warto mieć oko, ku uciesze moich rywali... Spróbuję wskazać  graczy, których wybierać możesz jedynie na własne ryzyko. Już niebawem! Póki co, zerknij na rotoevil.com, wrzucili kilka ciekawych analiz wybranych drużyn pod kątem fantasy. Takich publikacji będzie przybywać, nie marnuj zatem czasu. Przyszła konkurencja wszak też nie śpi!



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

PODSTAWY FANTASY BASKETU: FORMAT ROTO ...I NIE TYLKO

sobota, 15 sierpnia 2009 23:42

Sławek Mróz

Tym razem to już nie przelewki! Jeżeli chcesz grać w lidze, w której punktowanie oparte jest na formacie rotisserie (popularnie tytułowanym roto), to czasu na analizy będziesz musiał poświęcić więcej. Oczywiście, o ile rzeczywiście chcesz wygrywać i o ile nie wyciągniesz z draftu drużyny absolutnie mistrzowskiej. Jeżeli spełnisz ostatni warunek - lepiej majstrować przy składzie ostrożnie. Ja bowiem przed dwoma laty dałem radę kupić na drafcie naprawdę fajną paczkę, a następujące potem próby „apgrejdu" omal nie skończyły się katastrofą, czyli spadkiem z fotela lidera.

Skoro my już znowu haczymy o czas przeznaczony na analizy fantasy, pozwolę sobie po raz kolejny zejść na manowce. Kiedy bowiem próbuję wyobrazić sobie tych najbardziej zaangażowanych managos, od razu na myśl przychodzi mi jeden z moich rywali, o którym krążą już legendy. wiLQ należy ogólnie do zdolniejszych znanych mi analityków NBA w kraju, jego artykuły: wzór na MVP oraz wpływ wybitnych występów indywidualnych na wyniki zespołów opublikowane zostały przez 82games.com, czyli jeden z ważniejszych portali tego typu, a i docenione w branży. Legendy na jego temat głoszą natomiast, że zaszywa się chłopak „w piwnicy" długimi wieczorami i duma... Swoja drogą, efektami tych dumań są m.in. ciekawe koncepcje strategii roto, które zapewne przedstawię w odcinkach dla nieco bardziej zaawansowanych. Próbuję do tego namówić samego autora, ten jednak chwilowo odmawia (widoczny to sygnał, że przygotowania do sezonu ruszyły). A sam wiLQ to dla mnie przeciwnik, na którego zwracam szczególną uwagę, którego posunięcia próbuję zawsze zrozumieć na zasadzie: „co ten cwaniak znów wykombinował?". Znamy się od lat, wzajemnie świadomi swych zalet i wad, co oznacza, że szanujemy swe doświadczenie, jak sądzę, a ja akceptuję zasadniczo wiLQa wady... Choć nie zawsze łatwo mi to przychodzi.  No i z każdym mogę przegrać w lidze, ale nie z wilQiem.

Powyższa dygresja ma dwa zasadnicze aspekty na celu:
- jeżeli i Ty znajdziesz takiego „odwiecznego" rywala - tym bardziej wciągnie Cię fantasy basket.
- poniżej cytat Huberta, naszego niezawodnego komisarza, opisującego sposób, w jaki wiLQ wspiął się na podium ostatniego dnia owego pamiętnego sezonu sprzed dwóch lat:

„...wiLQ patrzę właśnie na statsy i po prostu nie mogę uwierzyć jak wielki wagon farta miałeś w końcówce. Oczywiście zapracowałeś sobie na tego farta, szczęście zresztą podobno sprzyja lepszym. Ale sam popatrz:
- gdyby Sławek przez cały sezon zaliczył 1 (słownie: jedną) stratę mniej - straciłbyś punkt w A/TO.
- gdyby moje ziutki zablokowały w sumie 3 rzuty więcej - straciłbyś punkt w Blk .
- gdyby jeden jedyny rzut w sezonie graczy Tomka G nie wykręcił sie z kosza, tylko do niego wpadł - to Tomek wyprzedziłby Pawełka w FG% a tym samym zyskałby 1 pkt przewagi nad Tobą
- gdyby gracze Masona zebrali 3 zbiorki więcej to Mason przeskoczyłby Washkę w Rebs, tym samym zrównując sie z Toba (a tie-breaker był po stronie Masona)

To jest po prostu niewiarygodne. Gdyby choć jeden z tych warunków był spełniony to nie byłoby Cię na podium. Gdyby były spełnione wszystkie wylądowałbyś na 7 miejscu (miałbyś tyle punktów co Bartek, ale przegrałbyś z nim tie-breakerem).

Do których świętych się modliłeś, przyznaj się!..."

Czy dostrzegasz już zatem, jak pasjonująca może być gra w formacie roto? A teraz spokojnie zacznijmy sobie od podstaw.

Rywalizacja roto to najczęściej osiem lub dziewięć osobnych rankingów. Dlaczego tak wiele? Tyle bowiem kategorii statystycznych zazwyczaj uwzględniają ligi. Jeżeli przeczytasz w publikacji fantasy, że uwaga/rada/ocena dotyczy lig grających 8cat, oznaczać to będzie, że bierzemy pod uwagę: PPG, FG%, FT%, 3PM, REB, AS, BL, ST. Jeżeli mowa o 9cat - dorzucić należy straty, oczywiście jako kategorię negatywną, czyli im mniej, tym lepiej. Popularny przykład to Dwight Howard. W 8cat wart jest więcej, choć wiadomo, że zatrudnienie go przekreśla szanse na jakąkolwiek sensowną walkę w osobistych. W 9cat Dwight traci dodatkowo bo, nomen omen, strat zalicza niemało. Takich przykładów jest oczywiście więcej i warto rozkład kategorii mieć na uwadze, gdy szacujemy potencjalną wartość graczy.

Wracając do drużynowej rywalizacji roto - dla każdej kategorii liga tworzy osobny ranking. W każdym z tych mini-rankingów outsider otrzymuje jeden punkt roto, lider - ilość punktów równą liczbie drużyn w lidze. Suma zdobytych w poszczególnych mini-rankingach roto punktów określa Twoje miejsce w klasyfikacji generalnej ligi. Skoro wspomniałem już świetnego centra z Orlando, jeżeli budujesz swój team w oparciu o Dwighta, z dużym prawdopodobieństwem zyskasz zaledwie punkt w FT, za to być może powalczysz o prymat w skuteczności z gry, zbiórkach, blokach. Masz zatem widoki na ostateczny wynik wyższy od przeciętnego, oczywiście o ile zręcznie dobierzesz wokół Howarda pozostałych graczy.

I tu się zaczyna cała zabawa w roto.  W fantasy points bowiem sprawa jest prosta - wybierasz najlepszych potencjalnie graczy z rankingu, troszcząc się jedynie o to, by wypełnić swój skład wymaganymi pozycjami. W roto - można dysponować niepozornym na pierwszy rzut oka zestawieniem zawodników, ale zespół, jako całość, będzie efektywny w poszczególnych kategoriach, dając w efekcie sporo roto punków. I odwrotnie: zbitka gwiazd, wzajemnie neutralizujących swoje mocne strony, da w efekcie team co najwyżej przeciętny. Jasne zatem staje się, dlaczego format roto wymagać będzie od Ciebie więcej czasu: tu już nie ma gotowców do wykorzystania, nie ma optymalnych rankingów dla każdego. Jest kilka strategii - szablonów, postaram się przybliżyć je w jednym z kolejnych odcinków. Jakiej byś jednak strategii nie wybrał, potrzebujesz zespołu zgranego w każdym detalu, czyli w każdej kategorii. Jeżeli nie zyskasz takiej drużyny bezpośrednio z draftu, czeka Cię praca do wykonania w sezonie, czyli wyprawa po free agents lub celne handlowanie.

Na początku pisałem o moich nieudolnych próbach poprawienia składu w sezonie, do którego po raz kolejny wracam. Mam tu świetny przykład na fatalne w skutkach roto posunięcie, choć na pierwszy rzut oka wydawało się mieć sens: oddałem Marcusa Cambiego za Dirka Nowitzkiego. Według ówczesnych rankingów - wartość zawodników była podobna, Dirk jednak zdawał się być na fali wznoszącej, Marcus, wiadomo - tykająca kontuzyjna bomba zegarowa. Innymi słowy: brzmi jak okazja, jak świetny zakup od menedżera zdesperowanego, by zdobyć centra. Pozornie. W efekcie - rozbiłem świetnie pracujące zestawienie graczy, tracąc od tej pory bardzo szybko przewagę, jaką wypracowałem sobie w blokach oraz zbiórkach. Zysk w innych kategoriach nie był na tyle istotny, by pozwolił określić wymianę w inny sposób niż „wpadka"... I tak to bywa, gdy menedżer idzie po linii ułańskiej fantazji, ignorując wszelkie dostępne sobie narzędzia analityczne. Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni zresztą...

Jak zatem budować drużynę roto? Oczywista rada dla początkujących: po statystykach, nie po nazwiskach. Rankingi niech będą dla Ciebie punktem wyjścia, ale nie ostateczną wyrocznią. Jasne, sięgaj po graczy z potencjałem, staraj się jednak dobierać potencjał z uwzględnieniem potrzeb statystycznych drużyny, w oparciu o konsekwentną strategię. Przykłady? Już niebawem...

Na koniec, wracając do mojego „odwiecznego rywala" - tegorocznej wiosny też finiszował... Mniej wprawdzie efektownie niż w opisanym wyżej przypadku, za to tym razem moim kosztem... Będąc za moimi plecami przez zdecydowaną większość sezonu, wyprzedził mnie w ostatnim dniu... o pół roto punkta... Uaaaaaaaaa......!!!!

PS. Oto kilka informacji odnośnie ligi fb-best, w której gram, a które to informacje mogą rzucić nieco światła na powyższe przykłady. Gramy ośmioma kategoriami, jednak zamiast tradycyjnych asyst liczymy współczynnik As/To, czyli de facto system wartościowania graczy mamy zbliżony do 9cat. A wspomniane tie-breakery to sposób ustalania miejsca w ostatecznym rankingu, gdy dwie lub więcej drużyn mają identyczną sumę roto punktów. Standardowo w takiej sytuacji zespoły klasyfikowane są ex-equo, u nas premiowany jest team „agresywniejszy", który zyskał więcej pierwszych miejsc w mini-rankingach. Jeżeli porównanie pierwszych miejsc nie rozstrzyga rywalizacji, liczymy miejsca drugie itd. Sama wreszcie nazwa fb-best nie oznacza, że jesteśmy najlepszą ligą na świecie (choć oczywiście wiele nam nie brakuje). Popełniamy tak samo głupie błędy jak inni, czasem może i większe... Taki już los menedżerów fantasy i taki urok tej zabawy.


Podziel się:

komentarze (8) | dodaj komentarz

PODSTAWY FANTASY BASKETU: FORMAT FANTASY POINTS

poniedziałek, 10 sierpnia 2009 22:49

Sławek Mróz

Z przyjemnością zauważam, że zainteresowanie zabawą jest spore, warto zatem kontynuować temat. Zanim przejdę do meritum, odniosę się za zapytań w komentarzach poprzedniego wpisu. Ile czasu zabiera granie fantasy basketball? Na mojej macierzystej grupie pl.rec.sport.koszykowka powstał na tę okazję wątek, którego lekturę polecam, bo znajdziecie tam oszacowania zaawansowanych graczy, z różnych punktów widzenia. Ja odpowiem tak: rozsądne dzienne minimum w sezonie to pół godzinki na analizę najświeższych boxscores i kluczowych newsów plus optymalne ustawienie składu w lidze. Autorzy postów na grupie sugerują, że bywa mniej, ale jako początkujący nie bierz takich opinii zbytnio do siebie. Z pewnością znajdziesz sposoby, by pewne rytuały upraszczać na swoje potrzeby, ale chwileczkę to potrwa. Oczywiście, nie jest konieczna obecność online każdego dnia w sezonie - wówczas należy jedynie pamiętać o ustawieniu składu na kolejne dni tak, by nie tracić na ławce wartościowych występów swoich graczy. Wieeem, znowu zapuszczam się w rejony, które niekoniecznie muszą być dla Was zrozumiałe... Cierpliwości! Jak pisałem, pół godzinki dziennie to rozsądne minimum, im jednak bardziej pragniesz wygrywać (miłe uczucie), tym więcej czasu poświęcisz na analizy składu i potencjalnych roszad tamże, wspierany szeroko zakrojoną lekturą ulubionych site'ów tematycznych. Zacząć możesz od fanball.com.

Pisząc niniejsze opracowania staram się przypominać sobie, jakie ja miewałem wątpliwości na początku, staram się też odgadnąć, jakie pytania mogą nasunąć się Tobie. Jeżeli jednak potrzebujesz dodatkowych wyjaśnień - pytaj śmiało, pytaj w komentarzach, pytaj mailowo (adres w stopce redakcyjnej). Pamiętaj, nie ośmieszysz się, zadając nawet pozornie trywialne pytanie. Ośmieszyć możesz się dopiero wtedy, gdy brnąć będziesz z błogą nieświadomością w pierwsze decyzje menedżerskie! Ja popełniałem takie błędy, na szczęście ich naprawianie „na dystansie" było bardzo pouczającym doświadczeniem.

... Ale ja miałem dziś nie o tym...

Fantasy points to format najprostszy, tak do zliczania rankingu, jak i analiz menedżerskich. Wartość występu zawodnika to suma wybranych statystyk, przemnożonych przez ustalone decyzją komisarza ligi współczynniki. Brzmi zawile? Pewnie... Nie ma to jak przykład z życia. FB1 (komiszowana przeze mnie liga fantasy points) liczy punkty w sposób następujący:

1 x PPG + 1 x FGM - 0.45 x FGA + 1 x FTM - 0.75 x FTA + 1 x 3PM + 2.5 x ORB + 2 x DRB + 2.5 x AS - 2 x TO + 3 x BL + 3 x ST

Czyli, po ludzku, dobry zawodnik fantasy powinien:
- zdobywać dużo punktów (z wagą 1), także zza linii trzypunktowej (+1),
- trafiać na dobrej skuteczności, tak z gry, jak i z linii rzutów osobistych,
- sporo zbierać, najlepiej na tablicy atakowanej,
- notować sporo asyst, tracąc jednocześnie jak najmniej piłek,
- nie oszczędzać się w defensywie, blokując i przechwytując jak najwięcej (bloki i przechwyty, jako jedyne, mnożone są przez najwyższą wagę = 3).

Jasne, niewielu jest zawodników tak wszechstronnych, ale bywa, że nasz zawodnik specjalizuje się w kilku zaledwie kategoriach, a wynik powyższego działania matematycznego będzie czynił go nabytkiem wielce pożądanym. Aby stworzyć sobie obraz układu sił fantasy points wśród graczy NBA, spróbuj w ramach zadania domowego przeliczyć w ten sposób ubiegłoroczne średnie statystyki. Lub też, jeżeli nie czujesz się na siłach, bądź też leń Cię dopadł - skorzystaj z pomocy. Wystarczy odwiedzić basketballmonster.com i wklepać w formularzu pożądane współczynniki, wybrać kilka dodatkowych parametrów (jak choćby okres zliczanych statystyk) i masz do dyspozycji dokładny ranking dla dowolnego formatu grania. Tylko nie zdradź się, że poznałeś dzięki mnie tak potężne narzędzie! Wszak z pewnością przynajmniej połowa managos już tę stronę regularnie odwiedza i są przekonani, że to ich najbardziej tajna broń. Ja dzielnie narażam się na ryzyko potencjalnej porażki z Tobą w przyszłości, wychodzę bowiem z założenia, że narzędzia jedynie ułatwiają życie (i ograniczają czas niezbędny do przeprowadzenia analiz), decyduje natomiast o zwycięstwie przede wszystkim menedżerska intuicja, konsekwencja, zimna krew i kreatywność.

Sam suchy ranking z przeszłości też ma wartość ledwie orientacyjną. To Ty musisz na jego podstawie ocenić przydatność graczy w zbliżającym się sezonie, jeżeli nie chcesz zostać uszczęśliwiony nabyciem Yao Minga w pierwszych rundach nadchodzącego draftu. Stąd, oprócz analiz rankingu, warto śledzić newsy z offseason. Warto też śledzić rankingi publikowane przez ekspertów na łamach portali fb-owych. Jeden z ostatnich, na które się natknąłem, opublikował Brandon Funston z Yahoo. Plusy takiego rankingu to próby uzasadnienia każdej z pozycji oraz dyskusja poniżej, minusy - tego typu zestawienia zazwyczaj tworzone są w oparciu o format roto, do którego jeszcze wrócę w nieodległej przyszłości, a który to format potrafi dać znacząco różną ocenę produktywności graczy w porównaniu z fantasy points. Kolejny, moim zdaniem, minus - obiecaj mi, że będziesz ze mną rywalizować opierając się tylko i wyłącznie o rankingi Funstona, to wchodzę w tę rywalizacją w ciemno! Już bowiem pobieżny rzut oka na niniejszą listę, klasyfikującą np. Franciszka Garcię poza top 100, każe traktować publikację jako materiał zaledwie wyjściowy dla własnych analiz, niejako z przymrużeniem oka. Nooo, ale ja znowu miałem nie o tym...

W FB1 (aha, liga bez wpisowego, ligi odpłatne to zdecydowana mniejszość) gra 10 drużyn, każda zatrudnia 13 graczy. Spośród owej trzynastki, zadaniem menedżera jest obsadzenie dziesięciu slotów startowych, co łącznie daje 820 punktowane występy w sezonie (10 slotów przemnożenie przez klasyczne, 82 gry sezonu regularnego NBA). Kto w ramach owych 820 występów zbierze największą sumę przeliczonych jak wyżej statystyk - wygrywa ligę. Dwie najsłabsze drużyny degradowane są do FB2.

Jeżeli zauważysz wśród niezatrudnionych zawodników kandydatów do lepszej produkcji niż ktokolwiek z Twoich obecnych graczy - masz możliwość pobrać takiego gracza 50 razy w ciągu sezonu (jak dla mnie, wcale nie jest to limit nieosiągalny). Uważaj jednak! Łatwo bowiem pozbyć się kogoś, kto jedynie chwilowo zawodzi, skusiwszy się niepewnym potencjałem meteora z listy free agents, którego w furii wyrzucisz kilka dni później. W trosce o własną reputację nie wymienię tu nazwisk "pewniaków", których pozbyłem się w ten sposób tylko w minionym sezonie.


Aby zwiększać moc Twojej drużyny, można też dokonywać wymian z udziałem graczy Twoich, oraz graczy przeciwników. W fantasy points kryterium przydatności zawodnika jest proste i oznacza spodziewaną produkcję wyrażoną przytoczonym wzorem. Teoretycznie z tego powodu sens wymian powinien być ograniczony, jak się jednak okazuje, transakcji w ligach jest sporo i niejednokrotnie znajdują pełne uzasadnienie taktyczne.

Fantasy points to prosty format, jednak jeżeli powyższy opis nie wyjaśnił Tobie zagadnienia dostatecznie - wiesz, co robić! Ponadto, możesz zerknąć do poradnika Yahoo.

Ode mnie dodatkowo otrzymasz w prezencie jedną radę praktyczną - nie zniechęcaj się, gdy pewnego słonecznego poranka zauważysz, że posadzony przez Ciebie na ławce zawodnik zagrał za 70fp, a Twój pewniak-starter za -2. To żadna dyskwalifikująca katastrofa, to menedżerska codzienność.



Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

PODSTAWY, CZYLI: CZY WARTO OSZALEĆ NA PUNKCIE FANTASY BASKETU?

sobota, 08 sierpnia 2009 10:48
Jako, że pytaliście się nas od dłuższego czasu o rozgrywki fantasy. Chcieliście wiedzieć jak się to zabrać, a i nam bardzo zależało, by nasz blog wzbogacił się o taki dział. Wyszliśmy temu na przeciw i specjalnie dla nas tym tematem zajmie się nie byle kto - przynajmniej mój - fantasy guru. Oddajemy Was w najlepsze ręce:


Sławek Mróz



Witam wszystkich czytelników i od razu przechodzę do konkretów, bo sporo zagadnień przede mną do opisania.


Na początek - lojalnie ostrzegam. Jeżeli nie chcesz w najbliższej przyszłości:


- budzić się w środku nocy z głową pełną myśli typu: "skończył się już ten mecz?", "Jak zagrała moja gwiazda?", "czy pokazał się jakiś ciekawy zawodnik do pobrania?", "... a może jednak wskoczę na Internet, tylko na pięć minut!!"...
- rozpoczynać jesienno/zimowo/wiosenne dni od zerwania się z łóżka i sprintu do komputera (o ile nie śpisz z "laptokiem" pod poduszką albo nie złamałeś się przy powyższych rozterkach),
- oglądać meczów NBA z kalkulatorem w dłoni, zamiast delektować się skutecznymi realizacjami rozwiązań taktycznych, efektownymi zagraniami czy też dać się ponieść dramaturgii pojedynku,
- modlić się o dogrywkę w meczu, w którym Twoja ulubiona drużyna prowadzi, bo przecież dogrywka to dodatkowe pięć minut okazji do gromadzenia statystyk, które to z kolei statystyki mogą decydować o Twoim sukcesie lub porażce w lidze fantasy,
- pogodzić się z podłym nastrojem podczas zabawy sylwestrowej, z powodu "Murzyna, który właśnie się połamał" (przypadek autentyczny),
- doświadczać wielu innych, podobnych przeżyć...


... to odpuść sobie dalszą lekturę. Jeżeli jesteś zdecydowany czytać dalej, pamiętaj - wyświechtane sformułowanie, że "odtąd Twoje życie nie będzie już takie samo, jak dawniej" tu naprawdę ma zastosowanie!


Jako potencjalny fantasy manager stoisz przed ważnym wyborem - wyborem ligi, w ramach której zechcesz rywalizować w zbliżającym się sezonie (a może i w następnych, ale o tym później).


Możliwości wyboru jest sporo. Istnieje wiele środowisk w Polsce, które organizują wewnętrzne systemy rozgrywek. Przykłady to choćby ligi fbx zrzeszające forumowiczów e-basketu (zakładam, że tak szeroko zakrojony projekt nadal żyje, pomimo problemów portalu)  czy też fb1/2  (a i czasem 3), organizowane przez grupę dyskusyjną pl.rec.sport.koszykowka, gdzie sam nabierałem szlifów menedżerskich. Warto szukać tam informacji o rekrutacjach już w pierwszych tygodniach września.


Można też dołączyć do otwartych lig, dostępnych zazwyczaj na portalach oferujących platformy do gry w fantasy basket, czyli między innymi yahoo (chyba najpopularniejszy), nba.com, espn.com lub ostatnio przeze mnie testowany paspn.net . Wadą lig otwartych jest powszechny problem z brakiem zaangażowania niektórych menedżerów w rywalizację do końca sezonu (co bynajmniej nie oznacza, że w ligach prywatnych takie przypadki nie występują).


Dlatego pierwszym i najważniejszym wymaganiem stawianym osobom deklarującym chęć grania jest gotowość do pełnego zaangażowania od października, kiedy to zazwyczaj odbywa się draft i często startuje sezon, do kwietnia, kiedy to sezon zasadniczy się kończy, a wraz z nim sezon fantasy. Ligowi dezerterzy, czy nawet "śpiochy" często wypaczają rywalizację, czasem wręcz reputację ligi i zazwyczaj są tam niemile widziani w kolejnych sezonach.


Ostatni sposób, to samodzielne skrzyknięcie grupy zapaleńców (nie widzę powodu, byś nie ogłosił się choćby tu, w komentarzach) i założenie ligi prywatnej. Rozsądne minimum to 8 drużyn, optymalny rozmiar moim zdaniem - 12, choć grywam i w większych, jak choćby Liga Ekspertów (17) czy paspn ("naturalne" dla NBA 30).


Wracając do wymagań stawianych kandydatom - nie przejmuj się brakiem doświadczenia czy znajomości niuansów. Z każdym dniem będziesz wiedzieć więcej. Najważniejszy warunek to, powtarzam, jeżeli deklarujesz udział w zabawie - bądź konsekwentny! W fantasy baskecie nie brakuje sytuacji negatywnie wpływających na morale menedżera, wśród nich prym oczywiście wiodą kontuzje kluczowych graczy. Mimo to bardzo rzadko dochodzi do sytuacji, gdy gra się o nic. Urok fb polega na tym, że każdego dnia może nastąpić gwałtowny zwrot w grze, a walczyć można na wiele sposobów. Daj z siebie zatem maksimum zaangażowania do ostatniego gwizdka i zbieraj doświadczenie.


Przy wyborze ligi warto wziąć pod uwagę format, w jakim dana liga będzie rywalizować. Popularne formaty to rotisserie (popularne roto), head to head (h2h) oraz fantasy points (fp). Szczegółowo opiszę wszystkie trzy w osobnym wpisie. Póki co należy wspomnieć, że każdy ma swoich zagorzałych zwolenników, jak i oponentów. Zasadniczo warto osobiście przekonać się o wadach i zaletach każdego z nich. Gdybym, przyparty do muru, miał polecić jeden jedyny na początek, wskazałbym na fp, z uwagi na jego prostotę. W żadnym wypadku nie oznacza to jednak, że w prostym formacie będziesz się nudził, zwłaszcza jako menedżerski pierwszoroczniak.


Skompletowanej i zarejestrowanej lidze (pod przewodnictwem komisarza, który ligę rejestruje oraz czuwa nad jej losem) pozostaje tylko czekać na draft, czyli jeden z najbardziej emocjonujących momentów w sezonie fantasy. Wybierać graczy można na kilka sposobów:


- on-line za pomocą narzędzi typu irc. Oczywiście sposób ten wymaga jednoczesnej obecności w necie wszystkich menedżerów i w praktyce rzadko zdarzają się drafty z pełną obsadą. Najczęściej nieobecni pechowcy pozostawiają zaufanym osobom swoje rankingi i otrzymują gracze z najwyższym rankingiem, dostępnych w momencie kolejnych wyborów. Wybieramy tu najczęściej w kolejności losowanej, naprzemiennie, czyli ostatni menedżer wybierający w rundach nieparzystych będzie wybierał jako pierwszy w parzystych itd. Rund jest tyle, ile zawodników przewidzianych będzie w składnie każdej druzyny (parametr zazwyczaj definiowalny w konfiguracji ligi).


- on-site - jeszcze wyższy stopień organizacji, mający zastosowanie właściwie jedynie w ligach prywatnych, organizowanych przez środowiska o sporym stażu. Osobiście biorę udział w takim wydarzeniu rokrocznie i,
wierzcie mi, jest to dzień, na który czeka się z niecierpliwością miesiącami. Draft taki, któremu zazwyczaj towarzyszy tradycyjny meczyk, ma u nas formę licytacji. Każdy z managerów otrzymuje do dyspozycji określoną, wirtualną kwotę salary cap, wyrażoną w milionach dolarów i może ją sukcesywnie przeznaczać na zakup kolejno licytowanych zawodników. Nie miejsce tu, by opisywać zasady naszej licytacji w szczegółach, jeżeli będziecie mieli takie życzenie, opiszę je przy innej okazji. Dodatkowa zaleta, to podobnie jak w przypadku konferencji online sprawny przebieg draftu - w ciągu kilku godzin bardzo emocjonujących zakupów, wraz z powszechnie towarzyszącym trash talkingiem, zyskujemy kompletne, wirtualne składy zespołów.


- wybory w postaci wpisów na forum. Trwa zazwyczaj tygodniami, ale daje więcej czasu do zastanowienia i ewnetualnego aktualizowania własnej strategii budowy składu, w zależności od rozwoju sytuacji w kolejnych rundach.


- wybór składów na podstawie predefiniowanych rankingów, stosowany często w ligach publicznych. Szybki, bezstresowy, ale i rzadko dający w efekcie prawidłowe składy, choćby pod względem wymaganych pozycji, nie wspominając o bardziej zaawansowanych parametrach dotyczących statystyk.


- wspominałem wyżej o lidze paspn.net, w której zadebiutowałem tego lata. Tu nie ma typowego draftu fantasy - każdy z managerów miał możliwość i obowiązek wyboru jednej z 30 drużyn NBA z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli aktualnym, rzeczywistym składem. Sam draft zaś dotyczył jedynie rookies i tutaj wybory według rankingów zdają się być optymalnym rozwiązaniem.


Zarządzając składem musisz też wziąć pod uwagę, czy liga, w której grasz, jest jednosezonowa, czy też tzw "keeper", w której w następnych sezonach masz prawo zachować rdzeń swojego zepołu. Naturalnie, ta druga postać faworyzuje wybory z większym potencjałem rozwoju.


Po drafcie najprawdopodobniej będziesz z siebie, a w zasadzie swoich wyborów, całkiem zadowolony (o ile oczywiście prawdopodobne złośliwe docinki rywali nie wyprowadzą Cię z równowagi)! Zadowolenie wynika z faktu zróżnicowania list rankingowych poszczególnych menedżerów, szacowanych przecież w sposób mocno subiektywny. W ten sposób masz spore szanse, że kilka z Twoich wyborów uznasz za  tzw "obsuwki", czyli wyłowione mocno poniżej pozycji owych graczy w Twoim rankingu. Czy rzeczywiście będą to wybory okazyjne - okaże się już niebawem.


Po drafcie bowiem rusza prawdziwa rywalizacja, czyli sezon. A w sezonie może się zdarzyć niemal wszystko. Wybrani przez Ciebie w drafcie (lub pozyskani w trakcie sezonu) zawodnicy zbierają na Twoje konto rzeczywiste statystyki. Statystyki te porównywane są z analogicznymi statystykami uzyskiwanymi przez graczy rywali, na zasadach precyzyjnie określonych w ramach ligi, na podstawie wybranego formatu rozgrywek. Jak pisałem, niemal każdego dnia w takiej lidze dzieje się coś ciekawego. Trafiają się kontuzje, które oczywiście martwią, ale i zarazem dają okazję, by pozyskać za darmo perłę z listy FAs, czyli niezatrudnionych dotąd przez ligę graczy. Trafiają się też ciekawe wymiany, które niekoniecznie mają reperkusje li tylko dla menedżerów bezpośrednio w nie zaangażowanych.


Twoja strategia zaś będzie się różnić w zależności od formatu, ilości menedżerów w lidze, aktualnej pozycji w rankingu, zdrowia własnych graczy i wielu innych czynników.


... ale o tym napiszę już w jednym z kolejnych odcinków, wszak tak wiele suchego tekstu, bez obrazków i filmików youtube, to już i tak lekka przesada.



Podziel się:

komentarze (26) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 067 466 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u