Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 507 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


FANTASY ALERT: YI JIANLIAN

poniedziałek, 28 grudnia 2009 20:39

Sławek Mróz

Tak to już się utarło, że produkt chiński to produkt hmm... delikatnie mówiąc - wątpliwej jakości. I choć nie jest to reguła bez wyjątków, zdaje się potwierdzać w NBA. Bo popatrz, sto procent Chińczyków cokolwiek w lidze znaczących kwalifikuje się do reklamacji, jeżeli chodzi o zdrowie. Chociaż.... Co ja się czepiam biednych Chińczyków... A bo to amerykański produkt zawsze lepszy (what's up, Grzesiu Oden!)?

O ile Yao z założenia nas nie interesuje, o ile nie gramy w kiperku, o tyle Yi Jianlian (44% owned wg Yahoo) wrócił, wyleczywszy kolano i póki co, nie da się ukryć, robi wrażenie! Grał w ostatnich dwóch spotkaniach dużo (średnio 33 minuty), agresywnie w ataku, bo i niewątpliwie takiego rodzaju agresji w Nets dotąd było brak. Statystyki z owych dwóch spotkań to próbka w zasadzie żadna, ale proszę, oto średnie, dla wstępnej orientacji:

19.5 PPG, 2 3PT, 7 REB, 0.5 ST, 0 BL, 0 AS, 1.5 TO, 52% FG (12.5 FGA), 90% FT (5 FTA)

W jednej z moich lig udało mi się Yi pozyskać, wespół z Tyrusem (aka Tytusem, jak go nazwał mój syn) Thomasem, którego przecież ostatnio promowałem, a którego sam bym beztrosko przegapił. W ten sposób zapewniłem sobie potencjał na ławkę, bo i nie wiem, czy zdecyduję się któregokolwiek od razu wystawić. Obaj wszak świeżo po niebłahych kontuzjach, obaj z założenia uosobieniami stabilności nie są. Mimo to nawet najwięksi malkontenci nie mogą odmówić im potencjału, także tego z działki fantasy.

Yi grał już naprawdę solidnie w listopadzie, tym bardziej cieszy udany powrót. Nie są to już osławione pojedynki z krzesłem. Mówimy o realnej szansie na solidne wzmocnienie pod koszem dla Lopeza. Nets mają w tym sezonie dość klarowny cel - wysoki pick w drafcie oraz ogrywanie młodzieży. Do grona młodzieży rezolutnie możemy zaliczyć też Chińczyka, bez względu na to, jak wiele wątpliwości co do jego metryki zdążyło się zrodzić.

Tak. To już pora, by wskazywać kolejnych kandydatów do „tankowania" sezonu, czyli - powiedzmy to sobie brutalnie - odpuszczania pozostałych meczów w imię większych szans podczas wiosennej loterii. Co do Nets nie ma wątpliwości w zasadzie od samego początku. Wyłapuj kolejnych, bo to cenne obserwacje. Takie zespoły mają tendencję do „oszczędzania" gwiazd, więc zanim złożysz propozycję zakupu Danny'ego Grangera, zastanów się nad sytuacją Pacers itp., itd.

Unikniesz w ten sposób prawdopodobnych rozczarowań w Nowym Roku, czego Tobie oczywiście szczerze życzę, obok typowych: zdrowia, szczęścia, pomyślności i im podobnych.


Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

MÓJ FANTASY TEAM, CZ.3: PORTLAND RAPTORS

sobota, 26 grudnia 2009 15:45

Sebastian Hetman

Po wymarzonych drużynach Rafała i Maćka przyszła pora na mój fantasy team. Znalazłem chwilę czasu, zatem zaczynamy również od umiejscowienia. Na dzień dzisiejszy bardzo chciałbym poczuć atmosferę hali Rose Garden - dlatego wybieramy Portland. Kibice są tam bardzo głośni, może nie znają się na koszykówce tak dobrze jak fani z MSG czy z Conseco Fieldhouse, ale są tam na dobre i na złe, nawet Ci z początków „Blazermanii". „Róża" dość często po prostu pęka, jest tam jak na koncercie U2. Klasyk...


 

Stroje... Rafał chyba ma to w jednym palcu, Maciek zgarnął najfajniejsze, ale mi najbardziej przypadają na dzisiaj do gustu trykoty Raptors - głownie czarne lub czerwone. Dobrze do tych kolorów komponują się buty, szczególnie te pod barwy klubu (patrz Chris Bosh).





Portland Raptors - mamy już nowy klub, szukamy trenera. Niektórzy są zajęci, niektórzy piją za dużo alkoholu. Mój wybór pada na osobę, która w moich graczach zaszczepi dużo polotu i przede wszystkim będzie umiała pracować z młodym zespołem. Nate McMillan - o tak, gość, który z Portland Raptors uczyni bardzo solidny zespół i idealnie nadaje się do prowadzenia młodej armii. Myślę, że poradzi sobie ze składem, który skompletowałem w jeden dzień.

Podobnie jak Maciek jestem wielbicielem solidnej defensywy, a przede wszystkimi gry na deskach. Zaczynamy budować dwunasto osobowy skład od środkowego. Nie patrzę na salary cap, wymyśliłem sobie, że nie będę przeginał, ale powiedzmy, że Portland Raptors przejął Bill Gates (łącznie z moim wkładem 2%)

1. Center - Joakim Noah
. Zdziwieni? Oczywiście, że nie. Noah sieje postrach pod tablicami i bardzo cieszy mnie jego progres. Bez zastanowienia zaproponowałbym mu kontrakt, więc to robię. Poza tym świetnie uzupełnia się z graczem na pozycji numer 4, sam mógłby czasem grać na czwórce. Pamiętacie jego i Ala Horforda? Florida Gators byli nie do zatrzymania na deskach przez dwa sezony z rzędu. Noah to mój środkowy numer jeden.


2. Center (ławka) - Al Horford.
Skoro tak dobrze im szło w NCAA to na pewno daliby radę w NBA, szczególnie podczas komfortowej rotacji u Nate'a McMillana. Horford podobnie jak Noah to bestia w strefie pomalowanej. Z pewnością o wiele lepszy technicznie, lepszy rzut z półdystansu, ale właśnie tych dwóch graczy chciałbym mieć u siebie na dzień dzisiejszy. Nie musiałbym tez martwić się o bloki.

Środkowi zostali skompletowani, teraz czas na drugą z moich ulubionych pozycji - silni skrzydłowi.

3. Power Forward - Kevin Love.
K-Love to mój ulubiony gracz na pozycji numer 4 po Kevinie Garnecie. Mr. Glass Cleaner już w UCLA był nie do zatrzymania i przede wszystkim ZBIERA. Mnóstwo zbiórek i bardzo skuteczna gra na półdystansie to jego główne atuty. Rewelacyjny na zasłonach, a co najważniejsze - nie podpala się i ma wysokie koszykarskie IQ. Myśli jak mało kto, a ma dopiero 21 lat. Biały rzemieślnik, wyszkolony technicznie i potrafiący grac nawet na piątce. 208 cm i Jaokim Noah u boku to jego szansa na bycie jedną z lepszych czwórek w lidze już za 2-3 lata, ale trzeba popracować nad defensywą i muskulaturą.

4. Power Forward
(ławka) - Carl Landry. Bardzo skuteczny i solidny rezerwowy, który u boku Nate'a McMillana mógłby rozwinąć swoje umiejętności rzutowe, choć już dzisiaj na półdystansie gra bardzo skutecznie. Również posiada umiejętnośc zbierania piłek i coś co nakręca nie tylko kolegów z drużyny - wewnętrzną agresję i wole walki.

5. Power Forward
(ławka) -Kenyon Martin. K-Mart to świetny defensor i dynamit mimo, iż miał operowane dwa kolana.  Agresywną obroną i charakterem mógłby sporo nauczyć wyżej wymienionych kolegów. Kogoś takiego potrzebowałby każdy zespół, szczególnie w PO. Jego kontrakt to masakra, ale trudno. Jest wart tej roboty, którą wykonuje na parkiecie.

Frontcourt został prawie skompletowany. Przechodzimy do pozycji niskiego skrzydłowego. Gerald Wallace pojawił się już u Rafała, więc mój wybór pada na gwiazdę uczelni Kansas State.

6. Small Forward - Michael Beasley.
B-Easy nie ogląda się za siebie. Czasy uczelni KSU minęły i Beasley staje się graczem pokornym, wykonującym określone zadania. Nie jest już typem gwiazdy, potrafi dzielić się piłką i również mógłby dostarczać co najmniej 7-8 zebranych piłek na mecz. Poprawił rzut z dystansu, więc obok rzucającego obrońcy będzie świetnym uzupełnieniem. Zdaję sobie sprawę, że Beasley to taka niby czwórka, ale w Portland Raptors grałby na pozycji numer 3 (18 pkt. na mecz)


7. Small Forward
(ławka) - Donte Greene. Greene za czasów Syracuse robił po prostu co chciał w konferencji Big East i ma talent do zdobywania punktów. Jest długi (208 cm) i potrafi znakomicie kozłować jak na wysokiego gracza. Przy 25 minutach stać go co najmniej na numerki w granicach 12-6. To podobny gracza co Hakim Warrick, ale na pewno z lepszym rzutem za 3 punkty.

8. Guard-Forward (ławka) - Marquis Daniels
. Portland Raptors potrzebują także gracza, który może grywać nawet na pozycjach 1-3. Takim graczem jest Marquis Daniels, świetny role-player i zawodnik dobrze spisujący się jako combo-forward. Nie jest drogi, za to jest solidny i bardzo przydatny. Nie jeden zespół chciałby go mieć u siebie. Jest u mnie, więc  o innych się nie martwię.

Poprzez środkowych i skrzydłowych, aż po obrońców i rozgrywających. Backcourt otwiera nie kto inny jak mój ulubiony gracz z pozycji numer dwa - Baaang B-Roy Baaang.

9. Shooting Guard - Brandon Roy.
Roy będzie u mnie kapitanem. Jego inteligencja i zdolności przywódcze samca alfa są cechami, które każdy lider powinien posiadać. U Roya fascynuje mnie jego gra na półdystansie. Co prawda poprawił również rzut za 3 punkty, ale na 5-6 metrze jest nie do zatrzymania i co najważniejsze - to clutch player. Nie musi oddawać 25 rzutów w meczu, wystarczy, że na 16 prób trafi 10. Brandon Roy staje się kapitanem Portland Raptors.


10. Shooting Guard
(ławka) - J.R. Smith. Nie przypadkiem mój wybór pada na Smitha III. Dla odmiany mój zespół potrzebuje wariata odpalającego trójki jak maszyna. Przez myśl przeszedł mi także Eddie House, ale Smith jest bardziej atletyczny i wyższy. Co najważniejsze trafia niesamowite rzuty i będzie wg. mnie dobrym zmiennikiem dla Brandona Roya.

Przyszła pora na selekcję mózgu zespołu. Mój wybór pada na dość młodego kandydata.

11. Point Guard - Jonny Flynn
. Nie jest to przypadek, ponieważ Flynn jest rozgrywającym typu first-pass guard, a i potrafi skutecznie wjechać pod kosz. On i Kevin Love to bardzo przyszłościowy duet. Patrząc na towarzystwo Flynn mógłby się rozwijać jako kreator gry i skutecznie realizować taktykę Nate'a McMillana. Chciałem brać Rajona Rondo lub Ty'a Lawsona, ale postanowiłem dać szansę Jonny'emu.



12. Point Guard (ławka) - Jarret Jack.
Jack to doświadczony, ale I nie stary zawodnik, który z ławki jest idealną opcją. Flynn mógłby się sporo nauczyć od solidnego grajka i przede wszystkim walczaka z charakterem. Poza tym Jack jest atletyczny, nie należy do smukłych playmakerów i potrafi zarówno rzucić, jak i doskonale podać po pick'n'rollu.

Zabawiając się w GM Portland Raptors widziałbym to dzisiaj tak, a nie inaczej. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to team z kalibrem Mistrzów NBA, ale z pewnością zespół, który za parę lat zwojowałby naprawdę sporo. Jedyną gwiazdą jest może Brandon Roy, reszta to gracze znani, są także zadaniowcy lub Ci trochę niedoceniani. W sumie nie kierowałem się pulą salary cap, ale na koniec zdecydowałem się policzyć roczne wydatki (z ciekaowości) i wyszło mi na sezon 2009/2010 niecałe 48 mln!!! Za taki team?!? Believe me! Dokładnie 47 740 752 $ „u es a". Prognozy? Druga runda PO w zasięgu.



Podziel się:

komentarze (20) | dodaj komentarz

MÓJ FANTASY TEAM, CZ.2 NEW YORK WARRIORS

piątek, 25 grudnia 2009 8:58
Maciej Kwiatkowski

Pierwszy zrobił to Rafał, teraz czas na mój zespół. Zacznijmy od tego, że lepiej się nazywa :)

New York Warriors. Umiejscowienie - nieprzypadkowe. Madison Square Garden, bo to nadal mekka, bo kibice najlepsi, bo gwiazdy wzdłuż linii bocznej, bo chociażby klasyczny parkiet z dużą ilością pomarańczowego czyli zwyczajnie w kolorze piłki - automatyczne skojarzenie.

Stroje zabieramy z Golden State. Nie znam się na koszulkach tak dobrze jak Rafał, ale po prostu wiem co mi się podoba, co nie. Koszulki spod znaku "The City" i kojarzą się dobrze z playoffami 2007 i mają taki lekki wielkomiejski luz. W sam raz dla mojej ekipy z Nowego Jorku. Trzebaby tylko poprawić parkiet, by pasował bardziej pod kolor strojów, ale to już nie byłby mój problem.

Trenera znalazlem w Nowym Jorku, gdzie urodził się i wychował . Nie jest to mój ulubiony trener, ale o tym się nie dowie. Cenię go za styl, klasę, szyk i to, że zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia (i dobrze się nazywa). Czasem wokół niego wybuchnie jakiś skandalik, może będzie nawet molestował pracownice klubu w windzie, a już na pewno otaczać go będzie wianuszek pięknych młodych kobiet. Chcę trenera-gwiazdy, ale też pracoholika, który wprowadzać będzie do taktyki trzy rzeczy, a ja jako właściciel i generalny menedżer sprowadzę mu graczy jakich potrzebuje:

a) NYWarriors, czyli zespół bardzo atletyczny
b) NYWarriors, czyli zespół grający nisko, szybko, biegający w kontrze i po wsady, i po trójki.
c) NYWarriors, czyli zespół stosujący pressing na 3/4 boiska, press-zony, mówiąc krótko - mecz w Denver nie byłby już najgorszym back-2-back w lidze.

Rick Pitino próbował bez wielkiego szczęścia pracy w NBA, głównie dlatego, że zarówno w Bostonie i w Nowym Jorku nie było czasu, by dodać mu odpowiedni inwentarz. Dużo lepiej spełnił się w NCAA, gdzie do dziś jest jedynym trenerem, który doprowadził do Final Four trzy różne uczelnie.

Tymczasem New York Warriors byłby najbardziej atletycznym teamem w lidze, drużyną sprinterow, skoczków, twardych, młodych graczy, których łączna pula zarobków nie przekroczyłaby nawet poziomu salary-cap! 49.6 mln. dol., ale wiem wiem, mój startujący playmaker i mój zaczynający center tak naprawdę są warci 8-10 mln. dolarow rocznie. Po prostu jeszcze są w swoich debiutanckich kontraktach, ale nawet gdyby przyjąć, że ich wartość wynosi dajmy na to 9 mln. rocznie, to suma wydawanych pieniędzy na graczy wynosiłaby trochę ponad 60 mln. dol., czyli byłaby grubo ponizej poziomu podatku od luksusu.

A o to wykonawcy dla Ricka Pitino.

Forward #1 (Power forward) - Mamy trenera gwiazdę, mamy zespół w Nowym Jorku, gwiazdy wokół boiska. Potrzebujemy megasuperhipergwiazdy, a jeśli chodzi o poziom atrakcyjności to wybacz Kobe (jesteś już na to za stary), wybacz D-Wade ale potrzebujemy kogoś dominującego, a nie under-sized SG, stąd wybór pada na "Króla". LeBron James to największy fenomen atletyczny w historii ligi i wielka gwiazda mojego teamu, jedyna tak naprawdę gwiazda wśród graczy NY Warriors, dzięki czemu nie będzie problemów w dzieleniu się koroną czy indywidualnymi tytułami. Nikt nie powinien być zazdrosny o tego drugiego. James spokojnie może sobie zostać królem koszykówki i grać w szybkim systemie, w którym dopiero zacząłby naprawdę błyszczeć.

Ale chwila, zaraz. LeBron James jako Power Forward? Tak, potrzebuję kogoś kto będzie notorycznym problemem w match-upach. Poza tym taktyka naszego zespołu zakłada częste uniemożliwianie rywalowi przechodzenia do half-court offense. Gdyby to była chodzona koszykówka to nie męczyłbym Jamesa fizycznym graniem pod tablicami i wrzuciłbym go na trójkę. Póki jednak będziemy grać bardzo często pressingiem i szukać szybkiego ataku - zakładam, że to rywale będą zmuszeni dostosywać się do nas, a nie my do nich. Mniej więcej tak jak robił to Avery Johnson zmieniając wyjściową piątkę Mavericks w starciu z Golden State w 07'.

Point Guard - Skoro chcemy grać częsty pressing, potrzebny jest szybki, agresywny, uparty, znakomity obrońca. Jednym słowem - Rondoooooooo! Rajon Rondo byłby co-kapitanem tej drużyny i wiem czemu Gary Payton tak go nie doceniał w zeszłym sezonie, gdy pracował w NBATV (już nie pracuje). Za 2-3 lata, gdy Celtics będą przebudowywać team - Rondo stanie się trochę niższą wersją Gary'ego Paytona. Doświadczenia z gry z trzema przyszłymi hall-of-famerami otworzą mu usta (już tak się dzieje) i uczynią z niego boiskowego dowódcę. Takiego gracza potrzebuję do tego teamu, ale póki co wystarczy mi ta 24-letnia wersja.

Serio, myśleliście, że wybiorę kogoś innego?

Guards - Kto będzie starterem na pozycji nr 2 nie jest aż tak istotne. Zakładam, że trener Pitino bez skrupułow (tak jak czyni to w NCAA) będzie żonglował całą czwórką-piątką graczy na pozycjach 1/2. No ale jeśli już mielibyśmy wybrać z coachem startera na pierwszy mecz sezonu, to moim drugim guardem byłby Delonte West. Niewiele gorszy obrońca od Rondo, ale przecież potrafi też kryć dwójki, a mógłby być też namolny dla niektorych niskich skrzydłowych w tej lidze. Nie chcemy z trenerem Pitino łatwych graczy, chcemy upartych, krnąbrnych zawodników. West dodatkowo grozi rzutem za trzy, atakuje pomalowane i u nas byłby czasem nawet przesuwany (tak jak i w Cleveland) na pozycję nr 3, jeśli coach Pitino chciałby wprowadzić w szeregi rywali totalny chaos.

Zarówno jednak Rondo, jak i West nie graliby w meczu więcej niż 33-35 minut. Potrzebujemy by dawali z siebie wszystko w 5-7 minutowych fragmentach gry, po czym następowałyby zmiany albo byłyby one połączone z przesunięciami w rotacji. Dwójkę optymalnych zmienników dla Rondo i Westa stanowiliby - jeszcze szybszy - Aaron Brooks i Will Bynum, mały buldożer.

Możliwe że brakuje nam trochę rzutu za trzy punkty (Rondo,Bynum), ale szukając trójek w kontratakach chodziłoby nam głównie o naszych graczy na pozycjach 3/4. Jako PF grałby James, a obok niego jako drugi strzelec zespołu - choć podejrzewam, że rzucający z 14-15 punktów, czyli połowę tego co James - brylowałby lock-down defender na tych, na których West byłby zbyt niski - Trevor Ariza. Od Arizy nie wymagalibyśmy tyle co w Houston, ale też nie tak mało jak w Lakers. Dlatego właśnie mielibyśmy najbardziej efektywną wersję Arizy, a przy okazji kolejnego mobilnego defensora i pierwszy ukłon w stronę naszych latynoskich fanów w Nowym Jorku.

No własnie - zadbalibyśmy o fanbase w Wielkim Jabłku, bo z ławki jako spokojniejszy duch, wchodziłby na pozycje 2/3 nowojorczyk Francisco Garcia. Garcia przydatny byłby w meczach b-2-b, gdy nasi 1/2 mogliby być trochę podmęczeni. Wtedy zwalnialibyśmy grę i nierzucający za 3 Rondo z Bynumem nie graliby na pewno łącznie 48 minut. Wtedy byłoby trochę więcej Westa, Brooksa i właśnie Cisco Garcii.

Mamy też w Nowym Jorku dużą rzeszę fanów rodem z Izraela, stąd pierwszym z naszych trzech białych skrzydłowych byłby rookie Omri Casspi. W tym zespole role-playerów Casspi byłby tym naszym najklasyczniejszym. Coach Pitino wrzucałby go na pozycje 2-4, dzięki czemu mógłby np stosować wysokie piątki z Westem,Casspim,Arizą i Jamesem, a także używać go z niższymi jak Rondo,Brooks,West, gdyby ktoś chciał nas przechytrzyć (np Dallas). Mielibyśmy solidne duchowe i finansowe wsparcie z bliskiego Wschodu za jednego Izraelczyka, ktory przy okazji byłby jednym z ulubieńców GM'a.

To już 8 graczy na pozycjach 1-3 więc czas najwyższy zająć się wysokimi - dwoma środkowymi i dwoma silnymi skrzydłowymi, rezerwowymi za Jamesem.

Nie wiem ilu jest Turków w Nowym Jorku, ale zawsze to kolejny dodatkowy fanbase. Ersan Ilyasova byłby zmiennikiem LeBrona Jamesa na te 13-14 minut w meczu, dając nam atletyczność i rzut za trzy z pozycji nr 4. Jeśli przeciwnik nie chciałby się ugiąć i obniżyć składu, to Pitino wrzucałby do gry swojego ulubieńca, Tylera Hansbrougha i razem z Ilyasovą graliby czasem więcej, gdy James grałby niskiego skrzydlowego.

Za mało agresji?

OK, do obsadzenia pozostaje pozycja centra. Tu jeszcze bardziej potrzebujemy atletów, a zwłaszcza blokujące i zbierające bestie. Nie przeszkadza też fakt, że startujący środkowy naszego teamu kozłuje jak mało który center w historii ligi i poza tym że jest obywatelem świata, jest też i nowojorczykiem. Joakim Noah w parze z wchodzącym za nim Kendrickem Perkinsem, nie tak biegającym, ale jednym z najlepszych obrońcow w post-up, stworzyliby duet, który trzymałby przyzwoitą defensywę w pomalowanym i zapewniał ogółem 25-26 zbiórek w meczu. Dodając do tego 8-9 od Jamesa i po 4 od takiego Rondo czy Arizy i już mamy 41-45 desek na mecz, co na start jest zupełnie przyzwoitym wynikiem.


Tak wygląda mój wymarzony zespół na dzień dzisiejszy. Nie byłby to team, który byłby faworytem ligi, głównie z racji na brak przekonania analityków i fachowców czy taki styl, czy taka mieszanka może doprowadzić do tytułu. W końcu bylibyśmy w top3 ligi jeśli chodzi o tempo i tracilibyśmy sporo punktów z pomalowanego, bo przecież niektórzy rywale mieliby na tyle mądrych guardow, którzy potrafiliby radzić sobie z pressingiem i w kilka sekund przechodzić naszą obronę.

Z drugiej strony nie byłoby równie atrakcyjnego do oglądania teamu w lidze, bylibysmy w top3 bloków i przechwytów, w top5 efektywności defensywnej, choć może gdzieś na miejscach 8-15 jesli chodzi o atak. Nie byłby to zespół idealny, ale w przeprowadzonej w połowie sezonu sondzie wygralibyśmy w kategorii drużyny, z którą najmniej chętnie chcianoby grać.

New York Warriors czyli 48 minut piekła.


Podziel się:

komentarze (30) | dodaj komentarz

FANTASY ALERT: TYRUS THOMAS

wtorek, 22 grudnia 2009 11:21

źródło: bullsbrasil.files.wordpress.com

Sławek Mróz


Przedświąteczna porada w zasadzie powinna być wyjątkowa. A tu, wyjątkowo, nie widzę aktywnych graczy, w których pokładałbym jakieś specjalne nadzieje. Owszem, są bohaterowie pojedynczych występów, jak Barea, Lowry czy Quentin Richardson. Jest Chris Douglas-Roberts, na którego zarzuciłem waiverową wędkę w kiperku, po czym chłopak po raz kolejny doznał kontuzji, choć sam ocenia skręcenie kostki jako raczej niegroźne. Chris Duhon złapał rytm grania już jakiś czas temu i na jego pozyskanie prawdopodobnie jest już zbyt późno (67% owned wg Yahoo). Wreszcie Delonte West gra ostatnio naprawdę obiecująco, ale paskudnie ściśnięty jest w rotacji, gdzie swoje minuty muszą dostać także Mo Williams, Antoni Parker czy zapomniany już nieco „Cycuś" Gibson. Lawson miał skorzystać na kontuzji CBilla, ale zdaje się kiepsko wykorzystywać szansę, poza tym zmuszony jestem mieć nadzieję, że Chauncey wróci szybko i w dobrej formie...

Dziś zatem swoją uwagę skupię na połamańcu. Tyrus Thomas (58% lig Yahoo oferuje go za darmochę) miał wrócić w okolicach świąt. I rzeczywiście, najnowsze doniesienia wspominają o wznowieniu treningów przedwczoraj i planowanym powrocie do gry w najbliższą sobotę.

Nie oznacza to, rzecz jasna, że możesz od razu skorzystać z Tyrusa jako startera i liczyć na potężne wzmocnienie. Być może trzeba będzie zarezerwować na pewien czas slot ławkowy i cierpliwie czekać na stopniowy progres, zwłaszcza w temacie stabilnej produkcji zawodnika. Czy warto? Na pewno warto zaryzykować, mając na uwadze statystyki Thomasa z drugiej połowy poprzedniego sezonu. Oto próbka za ostatnie dwa miesiące z tego okresu:

12.8 PPG, 0 3PT, 7.1 REB, 0.8 AS, 1.6 TO, 1.2 ST, 2.1 BL, 47% FG (10.3 FGA), 78% FT (4.1 FTA)

Jakoś tak już mam, że bardzo sobie cenię statystyki defensywne, dość trudne do zdobycia, te w powyższym zestawieniu aż biją po oczach. Droga Tyrusa do ich skopiowania pewnie będzie niekrótka i wyboista, ale w mojej ocenie wspomniane średnie są dla niego jak najbardziej osiągalne. Bo jeżeli nawet założymy, że zawodnik zeń, podobnie jak i człowiek - nieobliczalny, to należy pamiętać, że niejednego już nieobliczalnego gracza potrafiła zmotywować mała, niepozorna okoliczność - rok kontraktowy. Thomas gra o pierwsze naprawdę duże pieniądze w NBA i z całą pewnością ma tego stanu rzeczy świadomość. Wie też zapewne, że jak dotąd niewielu jest menedżerów chętnych zapłacić grube dziesiątki milionów dolarów za ten nieoszlifowany, a i niepozbawiony czerwonych flag talent. Musi na swoją nową umowę należycie zapracować.

Ty skorzystaj z okazji, o ile masz taką możliwość i obserwuj progres Tyrusa z pozycji osoby bezpośrednio zainteresowanej jak najlepszymi efektami.

A w międzyczasie pełnym garściami czerp z uroku i nastroju Świąt Bożego Narodzenia, czego serdecznie Tobie życzę.


Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

FANTASY ALERT - BOHATER MINIONEJ WIOSNY

czwartek, 17 grudnia 2009 10:23

źródło: dimemag.com


Sławek Mróz

Nie, nie mam na myśli playoffs. Bo i nie dane było naszemu dzisiejszemu bohaterowi zabłysnąć w fazie „pucharowej". Zabłysnął za to w drugiej połowie regular season na tyle wyraziście, że wiele drużyn fantasy dostało dzięki niemu potężnego kopa w górę.

Tu nie pozostaje mi nic innego, jak zdradzić Tobie taktykę, jaką stosują niektórzy managos, by wyłowić potencjalne perły w draftach. Niby nic odkrywczego - wystarczy sprawdzić statystyki za, powiedzmy, dwa ostatnie miesiące minionego sezonu i porównać z całosezonowymi, powszechnie uznawanymi za bazę dla wszelkich analiz. Niby nic odkrywczego, a jednak nadal niewiele osób takie porównania stosuje, nawet wśród publicystów wielkich portali, mieniących się etykietą ekspertów fantasy. W ten sposób rokrocznie kilka ciekawych nazwisk umyka pod radarami.

Gdzie mnie zaprowadziły przedsezonowe analizy z tego roku? Tym razem, niestety, na manowce. Przynajmniej tak to dziś wygląda. Bo któż jawił się tutaj jako steal? A na przykład Francisco Garcia, niech no ja tylko dorwę tego producenta piłek fitnessowych. Na przykład Andrea Bargnani, który nawet zaczął jesienią zgodnie z moimi oczekiwaniami, a nawet lepiej. Teraz huknął mocno o ziemię i nie wiem, czy winić za to niestabilną formę Włocha, czy może obolałą kostkę, czy też ogólne problemy zdrowotne. Zapewne wszystko po trosze... W każdym razie - tu można jeszcze mieć cień nadziei na produktywny sezon.

Nadzieje w przypadku Mike'a Conleya Juniora przed sezonem były niewielkie, mimo że statystyki za ostatnie dwa miesiące minionego sezonu miał takie:

14.5 PPG, 1.7 3PT, 3.7 REB, 5.7 AS, 2.2 TO, 1.7 ST, 0.2 BL, 46% FG (11.6 FGA), 84% FT (2.5 FTA)

Powód odległych wyborów w draftach? Oczywiście Allen Iverson. Allen jednak zniknął z Tennessee równie szybko, jak się pojawił, a spektakularnych występów ze strony młodego rozgrywającego jak nie było, tak nie było... Do grudnia... Za ostatnie dwa tygodnie bowiem sprawa wygląda tak:

13 PPG, 1.3 3PT, 2 REB, 4.6 AS, 1.3 TO, 1.6 ST, 0.1 BL, 56% FG (9.1 FGA), 91% FT (1.6 FTA)

Jeżeli chcesz, pobaw się w zgadywankę pod nazwą „znajdź pięć szczegółów różniących ...". Albo lepiej - zerknij na listę FA w swojej lidze. Bo gracz, który na początku roku okazał się skarbem, po raz kolejny zaczyna rodzić takie nadzieje. Czy uzasadnione? Nie wiem, bo „próbka jest mała", jak mawiają statystycy. Ale trudno o pewniejsze dane w przypadku zawodnika bezrobotnego w świecie fantasy basketu. A za Conleyem przemawia więcej argumentów - jest młody, ma nadal olbrzymi potencjał i spory kredyt zaufania w całym sztabie Grizzlies. Jedyne, czego tak naprawdę potrzebuje - to względnie stabilnie realizować swój potencjał na boisku. Moim zdaniem - właśnie zaczął to robić i warto dać mu szansę, by zrealizował swój potencjał fantasy w Twojej drużynie.

Z innej beczki. Pisałem już, że w Golden State Wariats dzieje się dużo i warto mieć na nich baczenie. I oto kolejny młody gracz doczekał się minut i szaleje. Na jak długo? Nie wiem. Ale zwróć uwagę na CJ Watsona i korzystaj, póki możesz.




Podziel się:

komentarze (3) | dodaj komentarz

FANTASY ALERT - JOEL PRZYBILLA

poniedziałek, 07 grudnia 2009 15:40


źródło: dimemag.com


Sławek Mróz


Faktycznie, szkoda chłopaka. Niezależnie od tego, jak bardzo podatny jest Greg Oden na kontuzje, szkoda. Wiemy, że Oden to chodzące ryzyko, niektórzy prorokowali kolejny jego poważny uraz nie na zasadzie „czy", tylko „kiedy". Teraz. Teraz, gdy Grzesio zaczął wyglądać naprawdę jak center formatu All Star. Gdy zaczął łapać rytm grania po spóźnionym o rok starcie, również przerywanym co jakiś czas problemami zdrowotnymi. Szkoda...

W świecie fantasy (i nie tylko), tak to bywa, że nieszczęście jednego daje szansę innemu. Nie po raz pierwszy. Wszak już w poprzednim sezonie Joel Przybilla grywał powyżej 30 minut w meczach, najczęściej właśnie pod nieobecność Odena. Oto statystyki, jakie osiągał wówczas Joel:

8.6 PPG, 0 3PT, 12.4 REB, 0.3 AS, 1.1 TO, 0.6 ST, 1.8 BL, 63% FG (5.1 FG), 66% FT (3.1 FTA)

Kolejny „niepozorny". Na tyle, na ile niepozorne może być ponad dwanaście zbiórek w meczu. W każdym razie - profil tego gracza, na podstawie przytoczonych wyżej numerków, rysuje się bardzo wyraziście.

Taki profil przydatny jest w każdej niemal drużynie fantasy. Mało kto bowiem obsadzone ma pozycje podkoszowe w całości zawodnikami pokroju Pau Gasola, Tima Duncana czy Marcusa Camby'ego. Inna sprawa, że ogólnie wartościowych centrów pojawiło się na radarach jakby więcej. Był proponowany tu przeze mnie Varejao, coraz lepiej gra też, przykładowo, Kendrick Perkins. Do wyboru, do koloru?

...  Być może. W każdym razie Przybilla zniknał z FA w moich ligach dość szybko. Nie wiem, czy nie zbyt szybko, zwłaszcza w tych niespecjalnie głębokich. Managos uznali jednak, że chłopak zasługuje na szansę. A Ty jak myślisz?





Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

FANTASY ALERT - ANDERSON VAREJAO

wtorek, 01 grudnia 2009 18:35


źródło: fannation.com

Sławek Mróz


 

Pickupy z FA można z grubsza podzielić na umowne kategorie: „sexy pickups" (jak to często Maciek określa) i „niepozorni wyrobnicy". Coś, jak w realnym NBA i coś, jak w fantasy baskecie w ogóle. Pierwsi potrafią błysnąć, pokazać się, huknąć ze 30 punktów, albo i więcej.

Anderson Varejao to, bez dwóch zdań, ta druga grupa. Nie jest może tak do końca niepozorny, z pewnością zwraca uwagę jego fryzura. Ale gdyby tak spojrzeć w boxscore - cudów nie widać. Przynajmniej do czasu, gdy rozłożysz statystyki Brazylijczyka na dziewięć kategorii. Wówczas też nie ma cudów zasadniczo, ale rzecz zaczyna się robić interesująca. Zwłaszcza, gdy mówimy o centrze. Centrów bowiem w FB wartościowych jest niewielu, ba, problem wręcz narasta w roto i przy dwóch slotach centrowych. I niewiele traci na aktualności w ligach Yahoo, gdzie pozycje rozdawane są nadzwyczaj hojnie.

Oto, co ugrał Vare w ostatnich dwóch tygodniach:

7 PPG, 0 3PT, 8.4 REB, 0.8 ST, 1.2 BL, 58.3% FG (4.8 FGA), 78% FT (1.8 FTA), 1.4 AS, 0.8 TO.

To pięć meczów od czasu powrotu po kontuzji. Kontuzji, która sprawiła, że Anderson wylądował na bruku w wielu ligach, bo zanim opuścił dwa spotkania, próbował z urazem grać i efekt był mizerny. Dziś możemy go znów mieć za friko, w pełni sił. I może nawet odrobinę lepszego, niż sugerują powyższe statystyki. Lepszego z wyjątkiem osobistych, gdzie zazwyczaj obraca się w rejonie „not so sweet sixties", charakterystycznego dla centrów. Mniej charakterystyczny za to, dla centrów, stosunek asyst do strat oraz zaangażowanie w defensywę mają szansę przekonać managerów fantasy. 

Minuty? Nie widzę powodu, by nie pozostały na owym minimalnym przez nas wymaganym poziomie 30. Wiem, że w składzie jest Shaq, ale ten nie lubi się przemęczać w sezonie regularnym. Wiem, że jest Ilgauskas, ale zdaje się grać na ostatnich nogach i też bardziej jego doświadczenie przyda się w playoffs. Hickson? Owszem zdarzało mu się dostawać w tym sezonie większe minuty. Zdarzało się błysnąć. Zauważ, w którym okresie. W okresie niedyspozycji Varejao. Bo to Brazylijczyk, moim zdaniem, potrzebny jest pod koszem w Cleveland bardziej.

I z tym przekonaniem w głowie ruszyłem po „garść zbiórek" w naszym kiperku. W Lidze Ekspertów się nie udało, o włos. Żałuję trochę, że swój numerek waiverowy wykorzystałem dzień wcześniej na Conley'a. Krzyśkowi Varejao będzie służyć rzetelnie. Moje gratulacje.

 



Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 067 419 (wersja testowa)

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u