Bloog Wirtualna Polska
Jest 938 506 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS


LEBRON JAMES BĘDZIE GRAŁ Z NUMEREM 6 NA KOSZULCE

wtorek, 02 marca 2010 15:39

 

 

Piotr Makulec

 

LeBron James zmienia numer na koszulce od nowego sezonu. To już pewne. Dzisiaj lider Cavaliers złożył wniosek do władz ligi NBA, w którym informuje, że zmieni od nowego sezonu numer na koszulce, z 23 na 6. Chce w ten sposób uhonorować Michaela Jordana, swojego idola z dzieciństwa

 

"Zrobiłem to. Niedawno wysłałem wniosek. Od nowego sezonu będę nosił numer 6."

 

I teraz tak... ktoś powie, że skoro wysłał odpowiednie papiery do władz NBA, to oznacza, że zostanie po sezonie w Cleveland. Bo gdyby chciał odejść do innego zespołu, to po co miałby to robić, skoro mógłby zmienić numer bez żadnych zbędnych formalności? Właśnie, to prawda, ale to jeszcze nic nie oznacza. James robi to co zapowiadał w listopadzie i robi to na wszelki wypadek, gdyby po tym sezonie został w Cavaliers, co niestety, nie jest takie pewne.


Jedni znajomi Jamesa mówią, że jak ten dostanie od Cavaliers maksymalny kontrakt, to zostanie w stanie Ohio. Drudzy twierdzą, że ciągnie go do większego miasta takiego jak Nowy Jork (Knicks) lub Los Angeles (Clippers?), a jeszcze inni sugerują, że wpływ na jego ostateczną decyzję będą mieli przyjaciele tacy jak Dwyane Wade (Heat) czy Jay-Z (współwłaściciel Nets). Tak czy siak ja nie wyobrażam sobie LeBrona w koszulce numer 6, choć pewnie z czasem przywyknę do "szóstki", tak jak kilka lat temu do #24 Kobe'go Bryanta.


ps. która wersja koszulki Wam się najbardziej podoba? :)



Podziel się:

komentarze (55) | dodaj komentarz

ALLEN IVERSON ODCHODZI Z PHILADELPHII 76ERS

wtorek, 02 marca 2010 15:37

 

Piotr Makulec

 

Od kilku dni pojawiały się w internecie i w prasie plotki mówiące o tym, że Philadelphia 76ers rozwiąże kontrakt z Allen Iversonem. I choć Ed Stefanski, Generalny Menedżer Sixers, z początku zaprzeczał, dzisiaj wydał na stronie głównej klubu takie oto oświadczenie...


"Po rozmowie z Allenem, doszliśmy do wniosku, że nie wróci do Sixers aż do końca sezonu, ponieważ nie chce dłużej bawić się organizacją i kolegami z drużyny, których bardzo mocno kocha. To było bardzo trudne dla Allena i zespołu by podtrzymywać spójność, podczas gdy starał się pogodzić i zbalansować swoją koszykarską karierę i życie prywatne."

21. lutego 34-letni obrońca postanowił opuścić zespół by być przy swojej chorej 4-letniej córce Messiah. Ponoć pytany nie był w stanie określić daty powrotu do zespołu, stąd decyzja o rozstaniu. W najbliższych dniach A.I. ma wydać oświadczenie, w którym wyjaśni dokładniej co i jak. 


Po burzliwym początku sezonu wydawało sie, że podpisanie umowy z 76ers coś zmieni. Wyszło na odwrót i wielce prawdopodobne jest, że w NBA nie zagra już wcale. A Wy jak sądzicie? Czy Iverson zakończy teraz definitywnie karierę i poświęci się rodzinie, czy może spróbuje latem podpisać kontrakt z jakimś zespołem w NBA, Europie lub w Chinach?



Podziel się:

komentarze (22) | dodaj komentarz

LEBRON JAMES I CARLOS BOOZER GRACZAMI MIESIĄCA

wtorek, 02 marca 2010 9:27

źródło: cantonrep.com

 

Piotr Makulec

 

Carlos Boozer z Utah Jazz został wybrany Graczem Miesiąca w Konferencji Zachodniej. W Konferencji Wschodniej taki sam tytuł otrzymał LeBron James z Cleveland Cavaliers.

W lutym LeBron James był najlepszym strzelcem ligi (32.6 punktu), a także był czwarty w ilości asyst w meczu (10.5). Notował również 6.8 zbiórki i 2.1 przechwytu w 41.4 minuty. Cavaliers zanotowali bilans 8-3, a James w każdym z 11 meczów zdobywał przynjamniej 20 lub więcej punktów. To szósta z rzędu nagroda dla lidera "Kawalerzystów", jeśli liczyć dwie z kwietnia i marca z poprzedniego sezonu.

Boozer był w minionych 28 dniach najlepiej zbierającym zawodnikiem na Zachodnie NBA (13.0 zbiórek), zdobywając także 21.2 punktu przy 60.4% skuteczności z gry, dzięki czemu poprowadził Jazz do wygrania 10 z 13 meczów. Silny skrzydłowy jest obecnie czwarty w lidze w ilości zdobytych double-doubles (38), a w lutym miał ich dziewięć.

Innymi nominowanymi graczami byli: Joe Johnson i Josh Smith z Atlanty Hawks, Rajon Rondo z Boston Celtics, Andrew Bogut z Milwaukee Bucks, Kevin Durant i Russell Westbrook z Oklahomy City Thunder, Dwight Howard z Orlando Magic, Andre Iguodala z Philadelphii 76ers oraz Amar'e Stoudemire z Phoenix Suns.


Dla przypomnienia... Debiutantami Miesiąca wybrano Jonasa Jerebko z Detroit Pistons i Darrena Collisona z New Orleans Hornets, a Trenerami Miesiąca Scotta Skilesa z Milwaukee Bucks i Scotta Brooksa z Oklahomy City Thunder.



Podziel się:

komentarze (11) | dodaj komentarz

TOP 10 ZAGRAŃ: 1 MARCA 2010

wtorek, 02 marca 2010 8:55

DAY-TO-DAY: GDZIE MICHAEL MIAŁ ATAK SERCA, A LARRY STRZELIŁ SOBIE W ŁEB

wtorek, 02 marca 2010 7:16

Maciej Kwiatkowski


DALLAS 89, CHARLOTTE 84


Było 12 punktów straty do przerwy. Było zmęczenie przylotem do Charlotte o 4 nad ranem. Był nawet Michael Jordan w czerwonej marynarce przypięty do końca ławki Bobcats. A obok niego dwie kobiety, z których żadna nie była jego żoną.


Po drugiej stronie Larry Brown zastanawiał się jak bez gwałtownych ruchów ugryźć się w krawat, starając się też nie sprawiać wrażenia, że zaraz wyjdzie do szatni i sprzeda sobie kulkę w łeb.

W tych dniach Mavericks nie mogą znaleźć sposobu na przegranie meczu. Dirk Nowitzki potrzebował 23 rzutów (12/23), by zdobyć 27 punktów. Jason Kidd (1/7) nie mógł trafić za trzy, a jego release przy rzucie ciągnął się aż od miękkich kolan. Shawn Marion (6 pkt, 5 zb) zaginął gdzieś po pierwszej kwarcie, a Brendan Haywood (33 min, 2/5, 6 zb) zamiast kończyć akcje wsadami, znowu był blokowany albo fatalnie pudłował spod obręczy.

Mavs grają jednak ostatnio jak po sznurku i mając tyle opcji ofensywnych z takim dystrybutorem jak Kidd, naprawdę ciężko jest im przegrać mecz, nawet przeciwko tak atletycznej defensywie. Siłą Charlotte jest obrona 1-na-1 i szybkie zagęszczanie strefy podkoszowej gromadą silnych i skocznych graczy, takich jak Tyrus Thomas (16 pkt, 12 zb), czy Gerald Wallace (11 pkt, 8 zb), czy nawet Boris Diaw (15 pkt), który kuper ma nie mniejszy niż Lindsey Hunter, ale footwork w obronie wcale nie gorszy (o ile zgodzicie się ze mną, że żaden 39-latek nie ma i mieć nie będzie takich szybkich stóp w obronie jak kończący karierę Hunter)

Bobcats mieli Diawa, mieli Stephena Jacksona (20 pkt, 6 strat), mieli też Wallace'a - wszystkich przygotowanych na odparcie gry 1-na-1. Dlatego nazywam ich Quickcats. Zapowiadało się smakowicie, bo siłą Mavs są akurat szybkie izolacje dla Dirka, gdzie jeśli myślisz, że masz Nowitzkiego w ciężkiej pozycji - najlepiej rzucający 7-footer wygina się dodatkowe pół metra do tyłu - to raz, dwa - oddaje rzut z wysokiego punktu, a trzy - co może tutaj najważniejsze - piłka po opuszczeniu nadgarstka już na starcie zmierza, by osiągnąć wysoką parabolę. Tak więc jeśli myślisz, że masz Dirka - on oddaje właśnie jeden ze swoich ulubionch rzutów.

Nowitzki zdobył 10 punktów w trzeciej kwarcie różnego rodzaju fade-away'ami, a potem w czwartej zmienił go Jason Terry (13 z 20 pkt.), który trafiał kosz za koszem. Jedna z różnic między Denver a Dallas? Rick Carlisle przy George'u Karlu wygląda jak ofensywny geniusz. Mavericks nie mieli jakichkolwiek problemów w ustawianiu swoich strzelców w ich ulubionych pozycjach, czyli coś czym Karl zawinił być może wynik meczu w Los Angeles. Screen&roll - Terry przemykający po dwóch zasłonach pod koszem, wychodzący tuż za ostatnią i dostający piłkę w tempo na 45 stopniach, na 5 metrze niczym Rip Hamilton. Albo ten sam Terry podsłaniający Nowitzkiego na prawym skrzydle, tak by ten mógł szybko odskoczyć od stawianej mu zasłony i dostać piłkę w momencie, w którym obrońca robi krok do przodu w jego stronę. Dirk ma tutaj zwykle trzy opcje: albo rzut, albo pump-fake i rzut, albo minięcie od linii. Tu nie ma nic skomplikowanego.

Mimo tego Bobcats byli w pierwszej połowie na dobrym tropie. Wygrywali ten mecz energią i dokładnością, by po przerwie rzucić tylko 29 punktów, popełniając aż 13 ze swoich 19 strat. Do tego w czwartej kwarcie, gdy Mavs nabrali animuszu - choć to raczej generalna tendencja Cats - oddawali rzuty z ciężkich pozycji (40% z gry). Efekt to aż 6 air-balli w czwartej kwarcie (tu wstaw tytuł postu) - to może być jakiś rekord sezonu, choć z tego co wiem taka statystyka nie jest (na szczęście?) prowadzona.

Kluczowa była dobra gra przez całe spotkanie Carona Butlera (22 pkt.), który jako jedyny Maverick miał w pierwszej połowie wymagany poziom aktywności i atletyczności, by przeciwstawić się Cats. Tymczasem coraz bardziej widać w grze Charlotte to, że pozyskanie Thomasa nie było wcale tak jednostronnym transferem. Tytus znowu był jednym z najlepszych graczy na parkiecie, ale Bobcats brakuje z ławki nieoczekiwanych ofensywnych eksplozji Flipa Murray'a. DJ Augustin (15 min, 0/3) niestety zatracił gdzieś pewność gry z pierwszego sezonu.

Mavericks wygrali ósmy mecz z rzędu, tym razem zwyciężając drugą połowę 17 punktami, mimo tego, że to oni a nie Bobcats byli w back-2-back - a Charlotte grali w dodatku u siebie. To był kolejny, inny niż wcześniejsze test dla zespołu, o którym nie umiem powiedzieć inaczej niż najlepiej obecnie grający team ligi. Wobec porażki Nuggets w Phoenix awansowali na drugie miejsce Konferencji Zachodniej i do końca sezonu mają chyba najłatwiejszy terminarz spośród czołówki Zachodu.

Widziałem trzy kwarty imponującego na swoją miarę zwycięstwa San Antonio Spurs w b-2-b przeciwko świetnie prowadzonym New Orleans Hornets. Trochę coraz lepszego Jameera Nelsona i Orlando. Ominęło mnie "Fire Eddie!" w Wachovia Center. Widziałem też drugą połowę tego co Phoenix Suns zrobili u siebie Denver (31-7 run na koniec drugiej kwarty). Była to jednak pierwsza noc tutaj w Szczecinie nad Odrą, gdy czuć było wiosnę i zasłuchałem się w płycie Lindsey'a Buckinghama "Go Insane". Tak więc wybaczcie, ale innym razem.

Przemek Kujawiński

ATLANTA 116, CHICAGO 92

Powoli zaczynam dobierać mój nocny "terminarz" z perspektywy postseason. Z tego powodu dzisiaj dopadło mnie spotkanie Hawks z Bulls. Bardzo możliwe, że oba zespoły trafią na siebie już w pierwszej rundzie (na dzień dzisiejszy tak by się stało). Jeśli faktycznie do tego dojdzie miejcie nadzieję, że Chicago będzie miało szansę przystąpić do tego starcia w pełnym składzie. Dzisiaj bez Joakima Noaha i Luola Denga na parkiecie Byki nie miały po prostu żadnych argumentów by oprzeć się Atlancie.

Hawks wygrali deski 63 do 37. 22 z tych piłek zebrali na atakowanej tablicy. Połowa z nich padła by pewnie łupem Noah. Atlanta prowadziła w tym spotkaniu od początku do końca kontrolując obraz gry. Kolejną wielką noc miał Josh Smith (17 punktów, 18 zbiórek, 4 asysty, 2 przechwyty, 2 bloki). Poza nim jeszcze trzech graczy Hawks miało 9 lub więcej zbiórek. To był kompletna dominacja. Cóż jednak zrobić jeśli Bulls solidnej walki na tablicach mogli oczekiwać jedynie od Taja Gibsona (11 punktów, 13 zbiórek).

Jeśli kibicujecie Bulls nie powinniście jeszcze załamywać rąk bo w tej kwestii może być tylko lepiej. Do tego Derrick Rose (24 punkty) ma momenty, gdy gra jak Dwyane Wade. Dzisiaj w pierwszej połowie zderzył się kolanem z Mike'em Bibby i musiał na jakiś czas opuścić boisko. Wrócił w trzeciej kwarcie i nadal lekko kulejąc był w stanie zmienić ten mecz na chwilę w ciekawe widowisko. Rose atakujący kosz z piłką, lub wybiegający zza pleców obrońców wygląda całkiem jak Wade i czasem się zastanawiam, czy nie lepiej grałoby mu się na dwójce.

Bykom energii starczyło jeszcze na początek 4 kwarty, gdy zdołali zbliżyć się na 6 punktów. Od tego miejsca Hawks znów zdominowali strefy podkoszowe i w kolejne 2 minuty zrobili run 9-0, który ostatecznie zniechęcił Chicago. Joe Johnson (14 punktów, 9 zbiórek) nie miał dzisiaj strzelecko dnia. Mecz wygrał podstawowy frontcourt Jastrzębi rzucając 50 punktów i zbierając 37 piłek. Swoje z ławki dołożył oczywiście Jamal Crawford (21 punktów).

Żałuję, że Byki nie mogły zagrać w podstawowym ustawieniu bo ciężko po takim spotkaniu cokolwiek prorokować. Jeśli naprzeciwko atletycznych podkoszowych Hawks stawiamy Brada Millera to wynik wydaje się z góry przesądzony. Jedno jest pewne bez Noah i Denga Bulls nie będą mieli z Hawks najmniejszych szans (i w gruncie rzeczy z nikim). Trzymajmy więc kciuki za zdrowie obu panów bo przy ich obecności mecz ten mógłby wyglądać całkiem inaczej.

Z innych aren warto wspomnieć o zwycięstwie Cavaliers z Knicks... no dobra żartuję nie warto o tym wspominać. 60-31 w zbiórkach a gdyby nie 4 kwarta to Knicks przegraliby 50 punktami. Brandon Roy i Nicolas Batum zasmucili Memphis. Blazers dogonili Grizzlies w trzeciej kwarcie rzucając 41 punktów. 15 z nich było sprawką Roya, 12 dołożył Batum. Z tego spotkania obejrzałem tylko końcówkę ale było warto bo mój ulubiony Francuz zafundował w niej niezłą karuzelę. W ciągu dwóch ostatnich minut zdążył wykonać akcję 2+1, przechwycić piłkę w kluczowym momencie by po chwili źle ją podać (Marcus Camby uratował sytuację), stracić piłkę w kluczowym momencie by po chwili zablokować Mayo twarzą w twarz pod koszem. Na koniec trójką uciszył jeszcze halę w Memphis (Grizzlies przegrywają tam ostatnio wszystko). Utah prawie powtórzyli swój ulubiony scenariusz w starciach z Clippersami, czyli wydarcie zwycięstwa w ostatniej kwarcie ale Deron Williams najpierw spudłował dwa osobiste, które dawałyby Jazz remis na kilkanaście sekund do końca a następnie do spółki z Boozerem stracił piłkę w najważniejszym momencie.


Podziel się:

komentarze (17) | dodaj komentarz

J.E. SKEETS ŻEGNA SIĘ Z BALL DON'T LIE

wtorek, 02 marca 2010 2:14

Image and video hosting by TinyPic


Przemek Kujawiński

Ci z was, którzy znają i lubią J.E. Skeetsa z pewnością zrozumieją dlaczego o tym piszę. Tym, którzy go nie znają mogę powiedzieć tylko jedno: Polecam!

J.E. Skeets napisał dziś swój ostatni post dla Ball Don't Lie. Jeśli nie znacie angielskiego lub po prostu nie czytujecie zagranicznych blogów to już wyjaśniam. Ball Don't Lie to blog funkcjonujący przy Yahoo. Prawdopodobnie najpopularniejszy i moim zdaniem najlepszy i najważniejszy blog koszykarski na świecie. Powstał trochę ponad 2 lata temu i początkowo znaleźć można było na nim teksty Adriana Wojnarowskiego i... Steve'a Kerra. Blogiem z prawdziwego zdarzenia stał się jednak dopiero, gdy publikować tam zaczęli Kelly Dwyer i chwilę po nim właśnie J.E. Skeets.

Skeets rozpoczął swoją karierę bloggera dosyć przypadkowo, gdy jeden z jego przyjaciół założył się z nim, że nie będzie w stanie przez rok dodawać dziennie co najmniej jednej notki. Początkowo jego blog (nazwany po prostu J.E. Skeets) nie dotyczył jedynie koszykówki. W tym miejscu jednak znów pomógł przypadek, gdy akurat jeden z jego 'koszykarskich postów' został zlinkowany na Deadspin. Skeets widząc zaintersowanie tą tematyką zaczął blogować wyłącznie o koszykówce. W ten sposób powstał blog The Basketball Jones, który niebawem przerodził się w koszykarski podcast. Skeets wraz ze swoimi kumplem Tasem Melasem dyskutowali w nim codzień na tematy związane z NBA (zresztą robią to do dziś, o czym za chwilę). Popularność programu szybko rosła i Skeets został wkrótce zauważany przez serwis Yahoo, który zaproponował mu przejęcie władzy nad 'firmowym' koszykarskim blogiem portalu. Pierwszym posunięciem Skeetsa była zmiana nazwy. W ten sposób w sieci pojawił się Ball Don't Lie. Poczucie humoru i abstrakcyjne spojrzenie Skeetsa szybko przysporzyło stronie ogromnej popularności. To, plus "znienawidzony" Kelly Dwyer sprawiło, że w ciągu dwóch lat BDL stał się najważniejszym koszykarskim blogiem w sieci.

Ze Skeetsem i Ball Don't Lie było nieco podobnie jak w Polsce z Michałem Rutkowskim, Pawłem Wujcem i ich Supergigantem. Można ich nie lubić ale i tak wszyscy, którzy chcą pisać o koszykówce, w jakimś stopniu będą do nich porównywani.  Dziś Skeets ogłosił, że żegna się BDL. Dla mnie prywatnie to koniec pewnej epoki w koszykarskiej blogosferze. Kiedy Skeets zaczynał swoją przygodę z BDL ja zaczynałem swoją przygodę z blogowaniem o NBA (ktoś jeszcze pamięta Hej hej tu EnBiEj?). W początkach tego 'odległego' roku 2008 czytałem w sieci jedynie Supergiganta, Świat Koszykówki (Michał Górny to mój promotor;)) i właśnie BDL. Kiedy pisałem moje pierwsze teksty marzyłem, żeby umieć przelewać myśli na papier z równą lekkością jak robił to Skeets. W gruncie rzeczy nadal o tym marzę. Dlatego tak bardzo zasmuciła mnie wiadomość, że  nic już więcej na BDL nie napisze.

Nie oznacza to na szczęście, że J.E. nie będzie już można nigdzie znaleźć. Coś się kończy i coś się zaczyna. Powodem odejścia z Yahoo była bowiem propozycja od serwisu The Score, na którym Skeets będzie miał, od przyszłego tygodnia, możliwość robić The Baskeball Jones w pełnym wymiarze czasowym. W jego buty na BDL spróbuje zmieścić się Trey Kerby. Z pewnością nie będzie to łatwe ale jeśli ktoś ma uratować lekko absurdalną atmosferę BDL to właśnie Kerby. Byle tylko nie przesadził bo jest do tego zdolny. Jeśli chcecie się  o tym przekonać odwiedzcie jego 'pierwsze dziecko' (poza tym publikuje też na Hardwood Paroxysm) czyli the Blowtorch.


Podziel się:

komentarze (9) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  17 067 486 (wersja testowa)

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    





[ Copy this | Start New | Full Size ]





















Miasto basketu


O nas


Maciej Kwiatkowski

Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter


Sebastian Hetman

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter


Przemek Kujawiński

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter


Bartosz Tomczak

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube


Michał Górny

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter


Marek Dziuba

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter


Sławek Mróz

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Buttony ZP-1

Klasyczny:


Alternatywny:



stat4u