Wczoraj minęło 15 lat. Dokładnie 15 lat temu MJ wrócił do gry po swoim pierwszym rozwodzie z koszykówką. To był największy Come Back jaki miałem szczęście oglądać w życiu i to było najlepsze co mogło zdarzyć się koszykówce w tych ostatnich 15 latach, choć Charles Barkley, Reggie Miller , Karl Malone i tabun innych gwiazd ligi ma pewnie inne zdanie na ten temat. Wrócił, zdobył 3 tytuły i ponownie odszedł będąc na szczycie. Powodów rozpadu tamtych Bulls było kilka, zanim jednak się tym zajmiemy, przyjrzyjmy się temu co działo się z Bulls w okresie „poJordanowskim".A działo się... nienajlepiej. O ile sezon 1993/94 był jeszcze pasmem zwycięstw (Byki odpadły pechowo z finalisami NY Knicks, przegrywając Półfinał Konferencji 4-3), w międzyczasie Scottie Pippen sięgnął po swój pierwszy i jedyny tytuł MVP w NBA (został MVP Meczu Gwiazd w Minnesocie), Horace Grant i BJ Armstrong rozgrywali swoje najlepsze sezony w karierze a nowy nabytek Toni Kukoc grał momentami tak jakby wychował się w USA. To był jednak sezon 1993/94. Następny sezon to już inna sprawa. Jerry Reinsdorf po raz kolejny postanowił nie przeznaczać na zespół tyle, ile powinien i z zespołem pożegnał się Horace Grant. Jak kluczowy był o zawodnik dla tej drużyny pokazał właśnie ten sezon. Do tego pozyskany z Clippersów Ron Harper nie okazał się nawet w połowie tak dobry jak zakładano. W Clippers zaliczał średnio 20 punków na mecz, w Bulls... 6,9. Trochę mało jak na zastępcę MJ'a.
Bulls do 19 marca 1995 balansowali na krawędzi 7. miejsca w swojej konferencji i zanosiło się na to, że pożegnają się Playoffami już w pierwszej rundzie. Wszystko zmieniło się wraz z powrotem Jordana. O ile jeszcze pierwszy mecz nie przyniósł zwycięstwa, w debiucie Bulls przegrali po dogrywce z Pacers a Jordan trafił zaledwie 7 na 28 rzutów z gry, dodając do dorobku swojej drużyny zaledwie 19 punktów.
O tyle następne spotkania to już pasmo zwycięstw Bulls, wygrali 13 z 16 ostatnich spotkań a sam Jordan bardzo szybko przypomniał sobie jak się powinno grać w kosza. Oficjalny powrót nastąpił już w czwartym meczu po powrocie MJ'a. W spotkaniu z Hawks Jordan trafiał już jak ten stary dobry gość grający w koszulce z numerem 23 do tego dostał piłkę na kilka sekund przed końcem spokania przy stanie 97-98. Wiadomo jak o musiało się skończyć...
Dzień później Byki zawitały do Madison Square Garden.
55 punktów, wygrana z ówczesnymi mistrzami Wschodu na ich terenie. Od tego momentu wiadomo było, że On naprawdę wrócił a Bulls stali sie strasznie nieobliczalną drużyną, właściwie underdogiem. Z Jordanem wygrywanie stało się bardzo łatwe i zanim sezon się skończył Byki przeskoczył w tabeli Atlantę oraz Cleveland, co okazało się kluczowe, bo dzięki temu uniknęli spotkania na dzień dobry z Knicks czy Pacers w pierwszej rundzie. Trafili za to na bardzo niedoświadczonych Charlotte Hornets, którzy nie potrafili wygrać serii z Bulls nawet mając przewagę własnego parkietu. Te przewagę stracili już w pierwszym spotkaniu otwierającym serię, a ich katem okazał się nie kto inny jak Michael Jordan, który rzucił w tym meczu z dogrywką aż 48 punktów (108-100).
Całą serię Bulls wygrali 3-1, wygrywając u siebie spotkania nr 3 i 4, po czym przyszła pora na Orlando Magic. Magicy to był jednak zbyt rudny rywal. Byki były w sanie wygrać spotkanie nr 2 w Orlando, i remisować po 4 spotkaniach 2-2, jednak wtedy wyszły największe braki Bulls pod koszami. Nie mieli odpowiedzi nie tylko na Shaquille'a O'Neala ale i na Horace'a Granta. Grant zagrał świetną serię i Orlando świętowało swój pierwszy awans do Finałów Konferencji a później do Finałów NBA.

Jordan nie zagrał najlepszej serii. Zawalił szczególnie spotkanie nr 1 tej serii. Jednak ta porażka stała się fundamentem sukcesów Bulls w kolejnych latach. Ściągnięto Dennisa Rodmana, Jordan powrócił do swojego numeru 23, ostro przepracował wakacje, wyrobił zabójczy fadeaway jumper i później były 72 zwycięstwa, czwarte mistrzostwo, piąte, szóste...
Zastanawia mnie wciąż kilka rzeczy. Jak potoczyłaby się kariera MJ'a gdyby nie ten powrót? Gdzie byliby Bulls gdyby nie jego powrót? Czy Byki mogły popaść w przeciętność bez niego? Przecież do jego powrotu byli zaledwie 3 mecze na plusie (34-31). W drafcie pewnie nikogo fajnego by nie pozyskali. Ron Harper zaliczył spory regres i gdyby nie przesunięcie go na PG przy MJ'u pewnie zostałby skreślony. Czy Rodman chciałby grać w Bulls bez Jordana? Z drugiej strony można zapytać o to co by było gdyby MJ nie postanowił zrobić sobie przerwy. Czy byłby w stanie poradzić sobie z Rockets, mającymi w składzie Olajuwona, na którego Bulls nie mieli odpowiedzi? Czy powstałby zespół na miarę 72 zwycięstw? Pytań jest jeszcze więcej i pewnie nigdy nie uzyskamy na nie odpowiedzi. Tak jak i nie dowiemy się, czy Bulls byliby w stanie wygrać ligę gdyby liderzy drużyny z Wietrznego Miasta zdecydowali się kontynuować swój taniec w skróconym sezonie 1998/99...
Piotr Makulec
Gerald Green i James White dali prawdziwy popis w tegorocznym Konkursie Wsadów w lidze rosyjskiej. Uczestnicy Slam Dunk Contest 2010 w NBA nawet w połowie nie byli tak kreatywni (może z wyjątkiem DeMara DeRozana). Naprawdę świetne widowisko, zobaczcie i oceńcie sami...

Sebastian Hetman
MIDWEST REGION:
WEST REGION:
EAST REGION:
SOUTH REGION:
ZAGRAJĄ DZISIAJ: ZOBACZ
ESPN America pokaże:
Licznik odwiedzin: 17 067 486 (wersja testowa)
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||




Zaczynał jeszcze na początku lat 90-tych, przenosząc przy pomocy maszyny do pisania wyniki meczów z Przeglądu Sportowego do specjalnych, katalogowanych skoroszytów. Wynalezienie telegazety odmieniło jego życie. Kilkanaście lat później, w 2006 roku - na kilka miesięcy przed wprowadzeniem Twittera - rozpoczął publikowanie na Probasket.pl rubryki z jednozdaniowymi newsami, zakończonymi krótkim komentarzem. W kolejnym roku, już na portalu E-Basket stworzył kolumnę o NBA razem z Piotrem Kolanowskim. Jest współzałożycielem bloga Zawszepopierwsze, który w lipcu 2008 roku rozpoczął z Piotrem Makulcem. Pisze też dla Wirtualnej Polski i Magazynu MVP. Ma za sobą trzy miesiące pracy przy komentowaniu NCAA w SportKlub i nie ukrywa, że chciałby jeszcze do tego wrócić. Kocha spać. twitter

Od dziecka interesuje się amerykańską koszykówką, a od roku 2005 jest fanem rozgrywek NCAA. Zadebiutował na ZawszePoPierwsze pod koniec 2008 roku, po wygraniu konkursu na "Dniówkę". Obecnie publikuje także na portalu www.koszykowka.net, gdzie posiada swoją rubrykę na temat ligi NCAA i nie tylko. Sporadycznie pojawia się na CollegeHoops.pl. Od stycznia 2011 jest członkiem "MVP Magazyn". Zagląda także na parkiety NBA i prowadzi ranking debiutantów "Młodzi Gniewni Na ZP-1". Jest nadal jednym z nielicznych fanów Minnesota Timberwolves po odejściu Kevina Garnetta i wierzy, że popularna 'Sota kiedyś stanie na równe nogi. Powoli zaczyna wątpić w „dziennikarską misję” oraz „koszykarski światek” pełen absurdów. Dlatego cieszy się każdym obejrzanym meczem koszykówki, który może zrelacjonować, a przy tym stara się jak może. W przyszłości chciałby odwiedzić kampus ulubionego uniwerku Syracuse. Szuka sponsorek, które mogłyby mu zafundować bilet na Final Four. twitter

W dzieciństwie zajmował się udawaniem Penny'ego Hardawaya i toczeniem ciężkich bojów z wyimaginowanymi przeciwnikami. Do dziś twierdzi, że niektóre z jego buzzer-beaterów powinny wejść do historii koszykówki. Dziś jest już na sportowej emeryturze i tylko od czasu do czasu przygrywa sobie na gitarze "Everyday" Carly Comando i rzuca kulkami z papieru w stronę kosza na śmieci, by poczuć się jak w reklamówce z serii Where Amazing Happens. Pewnego marcowego dnia 2007 roku uznał, że czas wyjść z podziemia i zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami z ludzkością. Od bloga do bloga w styczniu 2010 trafił na ZawszePoPierwsze a w kwietniu tego samego roku przygarnął go Magazyn MVP. Ma nadzieję, że kiedyś będzie mógł spełnić swoje największe sportowe marzenie i wypić butelkę wódki z Vlade Divacem. twitter

Od 8 roku życia chciał być jak Jason Williams, choć jego ulubionym graczem już od czasów Total NBA 97 jest Kobe Bryant. Na poważnie najlepszą koszykarską ligę świata zaczął śledzić dopiero w 2006 roku. Z racji pasji dziennikarskiej, nadmiaru wolnego czasu i nałogowego oglądania „Inside The NBA on TNT” w październiku 2008 roku postanowił stworzyć pierwszy w Polsce i póki co jedyny magazyn NBA - „Przerwa na Żądanie”. Od tego też momentu współpracuje z ZP1. Jedyny z całej ekipy, którego częściej możecie usłyszeć niż przeczytać (choć pisze też dla nas o najlepszych komentatorach NBA). kanał na youtube

Prawdopodobnie jedyny biały syn Michaela Jordana i jedyna osoba która miała odwagę by napisać pracę naukową dotyczącą procesów myślowych Derricka Rose'a i J.J. Hicksona. To 5-stronnicowe dzieło podbiło świat koszykówki naukowej. Od 2001 roku lekkie newsowanie dla e-basketu, dopiero od 2007 roku na łamach bloga Świat Koszykówki straszył w koszykarskim internecie, potem nastąpił wielki transfer do ZP1. I tak już zostało, później doszedł MVP Magazyn. W życiu prywatnym nienawidzi Lakersów prawie jak uwielbia Chicago Bulls. Jest jedynym Polakiem z autografem samego Acie'go Earla. twitter

Kiedyś podobno rzucił 101 punktów w meczu. Niejednokrotnie ogrywał MJ'a, przybijał piątki z graczami Minnesoty i trafiał rzuty sprzed nosa LeBrona Jamesa. Zdarzało mu się podawać w stylu Jasona Kidda, miał nawet pierścień więcej od Charlesa Barkley'a. Pewnego dnia stwierdził jednak, że czas wyłączyć NBA Live. W rzeczywistości kończy z góry niczym Darrell Armstrong w 96’, choć jest szybszy od Zydrunasa Ilgauskasa i trafia osobiste nie gorzej od Shaqa. Ciągle wierzy, że jest dla niego miejsce w lidze, skoro gra w niej Brian Cardinal. W lipcu 2009 przez niezrozumiały brak ofert z NBA, związał się z ZawszePoPierwsze, gdzie aktualnie wciąż występuje na pozycji bloggera. Publikuje także na cavs.blox.pl. O koszykówce pisze od 8 roku życia, często nie do końca poważnie, ale taka już jego natura. Nie każdy jest Timem Duncanem. twitter

Dzieli swoje pasje sportowe pomiędzy koszykówkę i tenis. Po równo. Noo… mniej więcej. Publikowanie też stara się dzielić sprawiedliwie, nie krzywdząc żadnej z dyscyplin, pomiędzy własny blog http://tenisowy.bloog.pl i portal http://www.tenis.net.pl (w charakterze internetowego instruktora) oraz wiadomo_który_blog (gdzie ujście znajduje jego zamiłowanie do fantasy basketu) i wieloletnią obecność na forum pl.rec.sport.koszykowka. Wbrew pozorom – nie do końca zatracony w wirtualnym świecie. Całkiem realnie sympatyzuje z Miami Heat od samych ich początków, kiedy to jedynym wartym oglądania na Florydzie show podczas meczów NBA były występy cheerleaderek. Piłka do koszykówki to jedna z jego ulubionych zabawek, co rzekomo potwierdzać mają złośliwe i oparte na tendencyjnych obserwacjach pojedyncze opinie, jakoby bardzo niechętnie się z nią rozstawał na boisku w sposób inny niż rzut.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: